To wszystko dla pieniędzy? – Adamòwa Prostownica

Są tacy, co na kaszubszczyźnie potrafią zarobić. Nie jest zatem tak, że wśród nas wielu robi to wyłącznie dla pieniędzy? Czy to dobrze bogacić się na tak szlachetnej idei walki o tożsmość?

Do poruszenia tego tematu skłoniły mnie słowa dezaprobaty internautki, która dowiedziała się, że za kurs językowy trzeba płacić. Jak to – pisała – na dawniej tępiony język zapanowała teraz moda i robione jest to po to, by na tym zarabiać? Ten temat siedzi nam w głowie i warto, abyśmy się mu głębiej przyjrzeli.

Na języku i kulturze kaszubskiej można się dorobić w różny sposób. Miejsca pracy w turystyce, czy gastronomii także można pod to podciągnąć. Przede wszystkim jednak mowa tu o nauczycielach, twórcach i sprzedawcach odzieży i innych gadżetów, artystach estradowych, stanowiskach w instytucjach kulturalnych i naukowych, uczonych i wielu innych. Podczas zapowiedzi obniżek subwencji oświatowej dla uczniów poznających “język regionalny” tu i ówdzie dało się słyszeć głosy: “a niech w ogóle zabiorą te pieniądze, przynajmniej będziemy wiedzieli, kto z nas to robi szczerze, a kto tylko dlatego, że jest koniunktura”. Należy się z takim głosem zgodzić?

Po pierwsze, zapomnijmy o linii podziału – ci, którzy pracują na rzecz narodowej kultury dla pieniędzy, kontra ci, co robią to nieodpłatnie. Ta linia nie jest nam w niczym potrzebna. Należy raczej oddzielić tych, dla których kaszubszczyzna jest życiem od tych, którzy po pracy muszą od niej odpocząć. W tej drugiej grupie należy umieścić wszystkich tych, którzy po wyłączeniu mikrofonu czy zakończeniu prezentacji przerzucają się na język polski, podobnie jak Indianie zrzucający pióropusz po pracy w jakimś parku. W pierwszej grupie – tych, którzy Kaszubami są szczerze i podejmują w związku z tym pewną aktywność, znajdziemy zarówno takich, którzy zarabiają w inny sposób, a swoje ideowe sprawy realizują w innym czasie, jak i tych, którzy w godzinach pracy robią to, co jest naturalnym efektem przyjętej postawy życiowej. Każdy człowiek chce mieć pracę, którą kocha i uznaje za słuszną. Dziwne jest, że nie krytykuje się osób, które np. uznają za słuszne ratowanie życia i pracują zarobkowo na pogotowiu, ale już osoby, które uznają za słuszne ratowanie życia języka nie mają prawa na tym zarabiać. Zarobkowanie na kaszubszczyźnie ma też bardzo wymierny plus – wykonujemy pracę w czasie dużej wydajności umysłu i organizmu, a nie po godzinach, kiedy jesteśmy zmęczeni i rozpraszani codziennymi obowiązkami.

Zarobkowanie na kaszubszczyźnie niesie jednak ze sobą pewne zagrożenia, pułapki, w które w natłoku różnych spraw możemy wpaść. Wiemy, że aby nasz naród był dumny i miał środowisko sprzyjające rozwojowi, nasza kultura musi także się zmieniać. Nie może odpowiadać najniższym gustom, a przede wszystkim opierać się na stereotypach. Mimo to, takiej właśnie kultury chce masowy odbiorca skłonny zapłacić bądź będący odbiorcą reklam, które dają finansowy zysk. Do czasów Rewolucji Francuskiej kultura była elitarna. Potem jej egalitaryzm stanowił zalążek kultury masowej, w której nie chodzi o stworzenie czegoś nowego, ale czegoś strawnego dla wszystkich i nie wymagającego zmiany nastawienia. Dlatego hollywoodzkie produkcje muszą mieć pewien zestaw stałych elementów i kilkadziesiąt procent oglądanego filmu to wykorzystanie znanych nam motywów. Do tego nawet scenariusz filmów dla dorosłych musi być zrozumiały dla czternastolatka. Dlatego też, przywołując film, nie lubimy piosenek, których jeszcze nie słyszeliśmy. W tę pułapkę wpadł cały świat, jednak ci, co szukają, są w stanie wygrzebać perły w tym wielkim śmietniku kiczu. A my, w kaszubskiej kulturze? Bardzo często sami popadamy w autocenzurę likwidującą to co wartościowe i wymagające. “Kto ci przyjdzie na taki teatr?”, “to za trudne do czytania” – słyszymy, próbując wdrożyć odważne projekty. Jedziemy więc stereotypami. Pomimo, że połowa Kaszubów, których znamy, mieszka w mieście, w kulturze nadal króluje sielskie życie niewykształconych rolników. Walczymy o młodych, pokazując im jednocześnie zabawne dialogi dziadka z wnuczką, w której ta druga ma problem ze zrozumieniem dziadka, bo przecież mówi po polsku. Pomimo że kształcimy się jak każdy inny i już dawno nie ma dla nas barier klasowych, rozmowę szefa z pracownikiem, uczonego z niewykształconym, lekarza z pacjentem, księdza z parafianinem pokażemy tak, że ten pierwszy mówi po polsku. Właśnie to ludzie kupią, więc po co robić inaczej?

Kolejną pułapką jest to, że odbiorca kultury, który musi za nią płacić, może poczuć się urażony, tak jak pani, której przeszkadza konieczność płacenia za kurs. Musi jednak pamiętać, że ci ludzie zamiast wygodnej pracy w urzędzie czy wejścia na drabinę rozwoju w korporacji wybrali samodzielny trud organizowania dobrych kursów nastawionych nie na dzielenie się ciekawostkami, ale realne zwiększanie liczby użytkowników naszego języka. Mogli w tym czasie zarabiać na przykład na sprzedaży choinek, a po całym dniu na szybkiego ogarnąć program kursu, jednocześnie opiekując się dziećmi i gotując obiad. Tylko czy o tak przygotowane szkolenie nam chodzi? Konieczność płacenia za kaszubszczyznę daje nam jednak dwa plusy. Po pierwsze psychologiczne zobowiązanie kupującego do wykorzystania tego w pełni. Wręczoną nam za darmo gazetę łatwo wyrzucić bez przeczytania choćby jednego artykułu. Czy zrobimy to samo z prasą, na którą wyłożyliśmy choćby kilka złotych? Drugą zaletą konieczności płacenia za kulturę jest możliwość zmierzenia zapotrzebowania. Gdybym występował za darmo, wiedziałbym, że jacyś mili ludzie zaprosili mnie być może z grzeczności. Kiedy decydują się zapłacić, wiem, że jest wśród nich zapotrzebowanie na kaszubską kulturę i wierzcie mi – to bardzo pomaga nie ze względu na zarobek, ale na świadomość, że są ludzie, którym zależy.

Aby najlepiej zrozumieć rolę pieniądza w procesie odrodzenia narodowego, trzeba przestać patrzeć na niego jako na cel (to samo dotyczy życia w ogóle). Mamy zatem cel – budowanie solidarnego, dumnego narodu zanurzonego we własnym dziedzictwie i chcącego wspólnie budować swą przyszłość. Wszystko inne to narzędzia. Oczywiście pieniądze też mogą nim być (inwestycje, opłacanie pracowników). Jest nim także nasz czas. Pracując dla kaszubszczyzny zarobkowo, zyskujemy około 8 godzin dziennie jako narzędzie do realizacji celu. Jak? Po prostu zamiast przebywać w innej pracy, spędzamy ten czas na pracy na rzecz narodu. To podejście jest dobre. Zwęszenie zysku w sprawie, z którą się nie utożsamiamy już nie, co nie znaczy, że takich cwaniaków nie możemy wykorzystać. Zawsze mnie bawią tacy “Indianie od 8:00 do 16:00”. Z ich perspektywy jesteśmy frajerami, bo nasza walka jest dla nich szansą na zdobycie pieniędzy. Tymczasem my kupujemy za niewielką kwotę to, że on robi kolejny krok w stronę realizacji naszego celu! Kto zatem jest większym frajerem?

O pieniądzach trzeba rozmawiać, choć tego nie lubimy. Trudno wyobrazić sobie bez nich ruch kaszubski. Zarobkowanie daje ogromne możliwości angażowania się w pełnym wymiarze. Dobrze by było nieco zwiększyć skalę – nie ograniczać się do możliwości wypłacenia sobie pensji, ale mieć kapitał, który będzie działał na naszą korzyść. Fundacja, sponsor czy inna przestrzeń dająca możliwości działania to coś bardzo potrzebnego. Na razie składki członkowskie różnych organizacji i granty muszą nam wystarczyć. Gdybyśmy jednak mieli możliwości finansowe działania na wielką skalę, na pewno łatwiej byłoby nam wdrażać wieloletnie projekty.

Nic jednak nie powstanie bez idei. To jest nadzieja nas, niewielkich graczy na tej arenie. Mamy coś więcej niż widoki na ewentualny zarobek – mamy wiarę w to, że działamy w słusznej sprawie, mamy determinację. W tym świecie gigantów, koncernów i polityków kształtujących masową tożsamość, mówiących nam kim jesteśmy, jak mamy się ubrać, w co wierzyć i czego się bać, trwamy na naszej drodze i dostrzegamy ilu ludzi, jak my, mówi “dość” narzucaniu przekonań, kreowaniu świata, w którym nadaje się nam narodowość, świętości i styl życia. Właśnie tym jest nasza kaszëbskô nôrodnô stegna.

Facebookòvë Kòmanjtérë

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × 1 =