Tak trudno zrozumieć? – Adamòwa Prostownica

Prawdopodobnie kiedy po raz tysięczny wyjaśnimy, dlaczego Kaszubi to odrębny naród, opiszemy, czym różni się narodowość od obywatelstwa i przedstawimy, jakie są nasze relacje z państwem, Polakami, Kaszubami, którzy przyjęli inną tożsamość… znajdzie się ktoś, dla kogo będziemy musieli powtórzyć procedurę po raz tysiąc pierwszy. Pytamy się niebios “czego oni nie rozumieją?”. Może spróbujmy zmienić na chwilę perspektywę i zamiast starać się być zrozumianym, spróbujmy zrozumieć ich.

To naturalne, że naród, który walczył o własne państwo, będzie oczekiwał, że jak ktoś na terenie jego państwa ma inną narodowość, to pewnie będzie się zachowywał tak samo – podejmie walkę i zdezintegruje kraj. Trudno jest zrozumieć, że można być gospodarzem na swojej ziemi, a jednocześnie mówić innym niż urzędowy językiem, komuś, dla kogo Tatar to rodzaj mięsa, a nie żyjący tutaj od stuleci muzułmański sąsiad.  Komuś, komu ten dowód jest potrzebny jedynie, kiedy bierze np.  kredyt w banku, trudno zrozumieć, że w dowodzie osobistym nie ma się wpisanej narodowości .

Drugą grupą nierozumiejących są nasi rodacy, którzy wybrali inną drogę. Oni przede wszystkim boją się, że narodowość kaszubska pozbawi ich czegoś. Bo jak są Polakami, to są tacy bardziej pełnoprawni. Nie mieli by nic przeciwko narodowości kaszubskiej, byleby była ona polska… Pomijając oszołomów straszących “bałkanizacją”, zrozumieć należy, że ludzie boją się przypisania do grupy, która wyróżnia się na tle reszty społeczeństwa.
To niezwykle ważne, żeby takich ludzi zrozumieć. W przeciwnym razie damy się wpędzić w kąt, z którego wydostać się możemy tylko przez walkę. A w tej relacji wcale nie chodzi o bój na słowa i pokazanie swojej wyższości. Nie tym razem. W przypadku pierwszej grupy – musimy wiedzieć, że kieruje nimi lęk. To strach o destabilizację, dezintegrację, zaburzenie świętego spokoju. Brzmi absurdalnie, ale to dlatego, że my siedzimy głębiej i wiemy więcej. Dla kogoś, kto ma utarte schematy i patrzy na nas powierzchownie (nie jest to zarzut – trudno wymagać, że całe społeczeństwo będzie studiowało kaszubologię) te obawy są realne. Musimy spokojnie go tego lęku pozbawić, pokazać, że nie gryziemy, ale też nie damy się zagryźć.

Druga grupa to Kaszubi nie rozumiejący idei narodowej odrębności. Im lepiej takich ludzi znam, tym bardziej ich lubię. Na początku mojej tożsamościowej drogi z dużą łatwością stawiałem mury i zasieki między nami. My, wierni tożsamości przodków i oni – zdrajcy, którzy przyjęli polskość, a ponad sto lat temu z pewnością by się zniemczyli z pogardy dla własnego dziedzictwa. My, którzy pokonaliśmy lata przekłamań i dotarliśmy do rdzenia naszej tożsamości, i oni, których umysły są zniewolone. Młodość rządzi się swoimi prawami, wyraźne podkreślanie swojej identyfikacji to jedno z nich. Bardzo zresztą przydatne w kształtowaniu się do pewnego momentu. Dzisiaj raczej widzę jak wiele nas łączy. Ileż to już spotkań odbyłem i dowiadywałem się po dłuższej rozmowie, że tak naprawdę ci ludzie wiedzą, że są odrębni, że nasza inność to coś więcej niż kilka zwyczajów i język. Sam miewałem wątpliwości, jaki sens ma przekonywanie ludzi do narodowości kaszubskiej. Ich dziadkowie może i ją deklarowali, ale to było przed wojną. Potem trudno było funkcjonować jako ktoś inny i szkoła, telewizja, radio zrobiły swoje; dzisiaj ludzie nie rozumieją nawet na czym ta odrębność polega, a trudno utożsamiać się z czymś, o czym nie ma się pojęcia. Trzeba ten naród budować od zera. Okazuje się, że wcale tak nie jest. My w swojej działalności nie przekonujemy ludzi do niczego nowego, czego by nie znali. Okazuje się, że to, co – obok języka i zwyczajów – w największym stopniu zostało zniszczone, to pojęcia. W rzeczywistości kaszubsko-niemiecko-polskiej mieliśmy poczucie odrębności, ale teraz sprawa została uproszczona, wszyscy mają jeden język, jeden dokument tożsamości, modlą się w jednym kościele. To rzutuje na deklaracjach. Kiedy jednak rozmawia się o sprawach kaszubskich, nagle okazuje się jak duża jest świadomość odrębności, a nawet wiedza o historii tej kwestii! To czego brakuje, to przypisanie tej tożsamości do określeń, które dzisiaj prawnie opisują te zagadnienia. Bo niby jak się połapać w tym, co to mniejszość etniczna, narodowa, czy język regionalny to bardziej język czy coś innego? Samo określenie “mniejszość” też automatycznie ustawia pozycję członków – niejako naprzeciw większości, w słabszej grupie. Słowo “naród” jest przyjmowane z większą łatwością – po prostu brzmi dumnie, ładnie, jednocząco.

Najważniejsza myśl w tym wątku jest optymistyczna. Budowanie dumy z przynależności do narodu kaszubskiego to nie jest zadanie nowe, to po prostu budzenie drzemiącego w naszym ludzie potencjału. Należy wyjaśniać znaczenie pojęć, ale też w tym wyjaśnianiu nie tonąć. Kiedy ludzie będą dumni z własnego dziedzictwa, wówczas nie trzeba będzie się martwić o rozumienie pojęć – będą się rozumiały same przez się. Nie wolno nam jedynie popadać w poczucie wyższości – nie musimy mówić innym, kim mają się czuć, jeżeli mamy jakąkolwiek misję, to jest nią pokazanie, że nie trzeba się bać tego, co w nas drzemie od zawsze. Najzwyczajniej w świecie – dobrze jest wbrew medialnym, edukacyjnym i politycznym tendencjom iść przez życie drogą swoich przodków i tę drogę wskazywać następcom.

Po raz kolejny do felietonu dołączam pytanie. Co jest niezrozumiałego w idei odrębności narodowej? Które wątki są niejasne?

Facebookòvë Kòmanjtérë

2 komentarze do “Tak trudno zrozumieć? – Adamòwa Prostownica”

  1. Które wątki są niejasne?
    Naród w rozumieniu potocznym, jak sadzę ma kilka atrybutów. Po pierwsze przez naród rozumiemy raczej liczne wspólnoty, zgrupiowania ludzkie złączone wspólną kulturą. Naród liczący między 5 a 120 tys ludzi stawai nas w rzędzie narodów takich jak narody Tubylczych Amerykanów zwanych w kanadzie Pierwzsymi narodami a po polsku Indianami. Zwukle używamy tradycyjnie w polszczyxnie dla opisu tych wspólnot słowa plemię, co nie znaczy że oni sami nie określają siebie samych słowem “nation”. I taki np. Sioux nation liczy łącznie ok 170 tys ludzi zamieszkujących w rozporoszeniu kilka stanów w USA a więc obszar kilkukrotnie większy od całę=ej Polski. Navajo nation mieszkańcy największego terytoialnie rezerwatu liczą ok 350 tys ludzi są też i takie narody jak np. Paunisi czy Ponca, którzy liczą ok 3,5 tys osób. Też narody, oficjalnie uz nane przez władze American Nation w Waszyngtonie. Liczebnie jesteśmy do tych “pierwszych narodów” bardzo zbliżeni. Wiekszość tych narodów-plemion zresztą uważa się za część narodu amerykańskiego i nie ma żadnych problemów z wywieszaniem w swoich rezerwatach pasiastej flagi. W skali europejskiej regułą jest ze narody to grupy wielomilionowe. Po drugie narody są z reguły samowystarczalne kulturalnie i intelektualnie. Jeżeli zdarzają się narody bezpaństwowe to przynajmniej posiadają ako tako uwarstwioną strukturę społeczną. Narody w których wszyscy są np. łowcami fok i gospodyniami domowymi we współczesnym świecie nie są narodami z wielką przyszłością przed sobą. Po trzecie członkowie narodu nawet jeśli jest bardzo nieliczny i społecznie upośledzony muszą przynajmniej posiadać jakąś wspólną kulturę choćby w postaci używanego języka a przede przede wszystkim muszą mieć świadomość przynależności, wyrażaną głośno i w sposób naturalny tożsamość. Jak łatwo się domyślić jestem zdania że Kaszubi narodem (na razie) nie są ponieważ po pierwsze nie mają świadomości swojej narodowej odrębności, Po prostu szeroko pojęci tzw Kaszubi nie uważają się za naród. Większa część ludzi pochodzenia kaszubskiego w ogóle nie uwzględnia tego komponentu w swojej tożsamości coś tam może wie że dziadek od strony matki przyjechał sto lat temu z Pucka do Gdyni ale to wszystko. Część ta uchwytna w spisie powszechnym ma żywe wspomnienie języka ale go już nie używa natomiast coś tam wie i kaszubskości się nie wypiera ale też niespecjalnie obnosi. ostatnia część są to ludzie mówiący na co dzień po kaszubsku oraz ludzie nie mówiący po kaszubsku ale udzielający się w regionalnych stowarzyszeniach celebrujący swoją tożsamość. (Trudno powiedzieć która z tych grup i czy wszystkie to “Kaszubi” dlatego użyłem skrótu tzw). Po drugie “Kaszubów” niewiele kulturalnie wyróżnia a jeśli nawet to te wyróżniki są albo niepowszechne albo nieznaczące. jedyny element kultury niewątpliwie nas łączący tj język jak wiemy wszyscy właśnie umiera na naszych oczach. Po trzecie społeczność jest niesamowystarczalna i społecznie ograniczona głównie do ludności wiejskiej i małomiasteczkowej. Tzw kaszubskie “elity” czyli ludzie pochodzenia kaszubskiego z wyższym wykształceniem są bardzo nieliczne i coraz mniej wpływowe. (zdegradowanie ZKP do roli przybudówki PO za rządów Wittbrodta to gwóźdź do trumny siły politycznej ruchu kaszubskiego). Kaszubska społeczność ponadto jest niezwarta jest w sensie społecznym część społeczeństwa polskiego. Tzn. mówiąc w skrócie kaszubskiemu budowlańcowi będzie bliższy towarzysko i kulturowo polski budowlaniec niż prof. Borzyszkowski. Przeciętny mieszkaniec np. Kosakowa nie odczuwa większej wspólnoty z leśnikiem z podchojnickiej wsi niż z mieszkańcem polskiego Sopotu – oczywiście za wyjątkiem osoby z grupy jeżdżącej na Zjazdy Kaszubów wśró “działaczy” taka regionalna lojalność pojawia się. No i na koniec tego opisu trzeba zauważyć że zarówno Kaszubi w najszerszym rozumieniu czyli ok 400 tys (= Navajo nation), jak i w numerze spisu powszechnego (Sioux nation) jak i w liczbie działaczy i narodowców (Pawnee nation) są nieliczni, przemieszani z narodem państwowym. Nieliczne (skrajnie) są elity liczna kaszubskojęzycznych książek wydawanych rocznie czy liczba chętnych na etnofilologię niech będą dobrymi ilustracjami owej liczebnej słabości. Do tego wszystkiego dodałbym jeszcze element najważniejszy Z każdym kolejnym zawartym małżeństwem wzrasta liczba ludzi którzy żyją w mieszanych “narodowościowo” rodzinach, wzrasta liczba dzieci których tylko jedno z rodziców jest kaszubskiego pochodzenia/narodowości Podwójna tożsamość polsko- kaszubska jest niewykluczająca i naturalna w takiej sytuacji. Nie każdego stać na wycięcie ze swojej narodowej tożsamości tożsamości narodowej matki czy ojca.

    1. Te przemyślenia dotyczą nie tyle faktu istnienia narodu kaszubskiego, co jego kondycji. I tutaj się z żalem zgadzam – nie jest dobrze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 + 3 =