Archiwa tagu: Prostownica

To wszystko dla pieniędzy? – Adamòwa Prostownica

Są tacy, co na kaszubszczyźnie potrafią zarobić. Nie jest zatem tak, że wśród nas wielu robi to wyłącznie dla pieniędzy? Czy to dobrze bogacić się na tak szlachetnej idei walki o tożsmość?

Do poruszenia tego tematu skłoniły mnie słowa dezaprobaty internautki, która dowiedziała się, że za kurs językowy trzeba płacić. Jak to – pisała – na dawniej tępiony język zapanowała teraz moda i robione jest to po to, by na tym zarabiać? Ten temat siedzi nam w głowie i warto, abyśmy się mu głębiej przyjrzeli.

Na języku i kulturze kaszubskiej można się dorobić w różny sposób. Miejsca pracy w turystyce, czy gastronomii także można pod to podciągnąć. Przede wszystkim jednak mowa tu o nauczycielach, twórcach i sprzedawcach odzieży i innych gadżetów, artystach estradowych, stanowiskach w instytucjach kulturalnych i naukowych, uczonych i wielu innych. Podczas zapowiedzi obniżek subwencji oświatowej dla uczniów poznających “język regionalny” tu i ówdzie dało się słyszeć głosy: “a niech w ogóle zabiorą te pieniądze, przynajmniej będziemy wiedzieli, kto z nas to robi szczerze, a kto tylko dlatego, że jest koniunktura”. Należy się z takim głosem zgodzić?

Po pierwsze, zapomnijmy o linii podziału – ci, którzy pracują na rzecz narodowej kultury dla pieniędzy, kontra ci, co robią to nieodpłatnie. Ta linia nie jest nam w niczym potrzebna. Należy raczej oddzielić tych, dla których kaszubszczyzna jest życiem od tych, którzy po pracy muszą od niej odpocząć. W tej drugiej grupie należy umieścić wszystkich tych, którzy po wyłączeniu mikrofonu czy zakończeniu prezentacji przerzucają się na język polski, podobnie jak Indianie zrzucający pióropusz po pracy w jakimś parku. W pierwszej grupie – tych, którzy Kaszubami są szczerze i podejmują w związku z tym pewną aktywność, znajdziemy zarówno takich, którzy zarabiają w inny sposób, a swoje ideowe sprawy realizują w innym czasie, jak i tych, którzy w godzinach pracy robią to, co jest naturalnym efektem przyjętej postawy życiowej. Każdy człowiek chce mieć pracę, którą kocha i uznaje za słuszną. Dziwne jest, że nie krytykuje się osób, które np. uznają za słuszne ratowanie życia i pracują zarobkowo na pogotowiu, ale już osoby, które uznają za słuszne ratowanie życia języka nie mają prawa na tym zarabiać. Zarobkowanie na kaszubszczyźnie ma też bardzo wymierny plus – wykonujemy pracę w czasie dużej wydajności umysłu i organizmu, a nie po godzinach, kiedy jesteśmy zmęczeni i rozpraszani codziennymi obowiązkami.

Zarobkowanie na kaszubszczyźnie niesie jednak ze sobą pewne zagrożenia, pułapki, w które w natłoku różnych spraw możemy wpaść. Wiemy, że aby nasz naród był dumny i miał środowisko sprzyjające rozwojowi, nasza kultura musi także się zmieniać. Nie może odpowiadać najniższym gustom, a przede wszystkim opierać się na stereotypach. Mimo to, takiej właśnie kultury chce masowy odbiorca skłonny zapłacić bądź będący odbiorcą reklam, które dają finansowy zysk. Do czasów Rewolucji Francuskiej kultura była elitarna. Potem jej egalitaryzm stanowił zalążek kultury masowej, w której nie chodzi o stworzenie czegoś nowego, ale czegoś strawnego dla wszystkich i nie wymagającego zmiany nastawienia. Dlatego hollywoodzkie produkcje muszą mieć pewien zestaw stałych elementów i kilkadziesiąt procent oglądanego filmu to wykorzystanie znanych nam motywów. Do tego nawet scenariusz filmów dla dorosłych musi być zrozumiały dla czternastolatka. Dlatego też, przywołując film, nie lubimy piosenek, których jeszcze nie słyszeliśmy. W tę pułapkę wpadł cały świat, jednak ci, co szukają, są w stanie wygrzebać perły w tym wielkim śmietniku kiczu. A my, w kaszubskiej kulturze? Bardzo często sami popadamy w autocenzurę likwidującą to co wartościowe i wymagające. “Kto ci przyjdzie na taki teatr?”, “to za trudne do czytania” – słyszymy, próbując wdrożyć odważne projekty. Jedziemy więc stereotypami. Pomimo, że połowa Kaszubów, których znamy, mieszka w mieście, w kulturze nadal króluje sielskie życie niewykształconych rolników. Walczymy o młodych, pokazując im jednocześnie zabawne dialogi dziadka z wnuczką, w której ta druga ma problem ze zrozumieniem dziadka, bo przecież mówi po polsku. Pomimo że kształcimy się jak każdy inny i już dawno nie ma dla nas barier klasowych, rozmowę szefa z pracownikiem, uczonego z niewykształconym, lekarza z pacjentem, księdza z parafianinem pokażemy tak, że ten pierwszy mówi po polsku. Właśnie to ludzie kupią, więc po co robić inaczej?

Kolejną pułapką jest to, że odbiorca kultury, który musi za nią płacić, może poczuć się urażony, tak jak pani, której przeszkadza konieczność płacenia za kurs. Musi jednak pamiętać, że ci ludzie zamiast wygodnej pracy w urzędzie czy wejścia na drabinę rozwoju w korporacji wybrali samodzielny trud organizowania dobrych kursów nastawionych nie na dzielenie się ciekawostkami, ale realne zwiększanie liczby użytkowników naszego języka. Mogli w tym czasie zarabiać na przykład na sprzedaży choinek, a po całym dniu na szybkiego ogarnąć program kursu, jednocześnie opiekując się dziećmi i gotując obiad. Tylko czy o tak przygotowane szkolenie nam chodzi? Konieczność płacenia za kaszubszczyznę daje nam jednak dwa plusy. Po pierwsze psychologiczne zobowiązanie kupującego do wykorzystania tego w pełni. Wręczoną nam za darmo gazetę łatwo wyrzucić bez przeczytania choćby jednego artykułu. Czy zrobimy to samo z prasą, na którą wyłożyliśmy choćby kilka złotych? Drugą zaletą konieczności płacenia za kulturę jest możliwość zmierzenia zapotrzebowania. Gdybym występował za darmo, wiedziałbym, że jacyś mili ludzie zaprosili mnie być może z grzeczności. Kiedy decydują się zapłacić, wiem, że jest wśród nich zapotrzebowanie na kaszubską kulturę i wierzcie mi – to bardzo pomaga nie ze względu na zarobek, ale na świadomość, że są ludzie, którym zależy.

Aby najlepiej zrozumieć rolę pieniądza w procesie odrodzenia narodowego, trzeba przestać patrzeć na niego jako na cel (to samo dotyczy życia w ogóle). Mamy zatem cel – budowanie solidarnego, dumnego narodu zanurzonego we własnym dziedzictwie i chcącego wspólnie budować swą przyszłość. Wszystko inne to narzędzia. Oczywiście pieniądze też mogą nim być (inwestycje, opłacanie pracowników). Jest nim także nasz czas. Pracując dla kaszubszczyzny zarobkowo, zyskujemy około 8 godzin dziennie jako narzędzie do realizacji celu. Jak? Po prostu zamiast przebywać w innej pracy, spędzamy ten czas na pracy na rzecz narodu. To podejście jest dobre. Zwęszenie zysku w sprawie, z którą się nie utożsamiamy już nie, co nie znaczy, że takich cwaniaków nie możemy wykorzystać. Zawsze mnie bawią tacy “Indianie od 8:00 do 16:00”. Z ich perspektywy jesteśmy frajerami, bo nasza walka jest dla nich szansą na zdobycie pieniędzy. Tymczasem my kupujemy za niewielką kwotę to, że on robi kolejny krok w stronę realizacji naszego celu! Kto zatem jest większym frajerem?

O pieniądzach trzeba rozmawiać, choć tego nie lubimy. Trudno wyobrazić sobie bez nich ruch kaszubski. Zarobkowanie daje ogromne możliwości angażowania się w pełnym wymiarze. Dobrze by było nieco zwiększyć skalę – nie ograniczać się do możliwości wypłacenia sobie pensji, ale mieć kapitał, który będzie działał na naszą korzyść. Fundacja, sponsor czy inna przestrzeń dająca możliwości działania to coś bardzo potrzebnego. Na razie składki członkowskie różnych organizacji i granty muszą nam wystarczyć. Gdybyśmy jednak mieli możliwości finansowe działania na wielką skalę, na pewno łatwiej byłoby nam wdrażać wieloletnie projekty.

Nic jednak nie powstanie bez idei. To jest nadzieja nas, niewielkich graczy na tej arenie. Mamy coś więcej niż widoki na ewentualny zarobek – mamy wiarę w to, że działamy w słusznej sprawie, mamy determinację. W tym świecie gigantów, koncernów i polityków kształtujących masową tożsamość, mówiących nam kim jesteśmy, jak mamy się ubrać, w co wierzyć i czego się bać, trwamy na naszej drodze i dostrzegamy ilu ludzi, jak my, mówi “dość” narzucaniu przekonań, kreowaniu świata, w którym nadaje się nam narodowość, świętości i styl życia. Właśnie tym jest nasza kaszëbskô nôrodnô stegna.

Lud bez jinicjatiwë – Adamòwa Prostownica

Nama rządzy prosti schemat dzejaniô: môsz ùdba, gôdôsz ò ni jinyma, razã decydëjeta, żebë to zrobic… a tedë sóm to wszëtkò robisz. Jistno z tim – môsz wrażenié, że jaczis lëdze mają Twój pòzdrzatk, le w pierszim lepszim sztóce sã dokònywôsz, że jich deklaracje ni mają cëskù na decyzje w żëcym. Më jesmë lud bez jinicjatiwë. Czemù?

Pò pierszémù z przënãceniô. Wiôldżi dzél historie më za wiele ni mielë do gôdaniô. Pò drëdżémù nasza kùltura, a tak richtich to co më z ni wëcygómë, to je jedno wiôldżé wëcopanié. Z tegò, jak më naszã spôdkòwiznã prezentëjemë, wëchôdô jedna wiôlgô zgòda na to, cobë nama rządzëlë cëzy, a më spòkójno żdelë za jich łaską. Wszëtkò je schòwóné w prostëch historiach, symbòlach, stôwianim akceńtów w zbiérach elemeńtów. Tu më jesmë zdominowóny przez bëlecajstwò nastawioné na letników.

Zaczniemë òd zôczątkù, to je òd załóżczégò mitu. Jaczi béł nasz legeńdarny zôczątk? Jakô legeńda sã z tim parłãczi? Pòwiôstka ò Bògù, co zabéł ò Kaszëbach jak twòrził swiat, i tej rozsëpôł z miecha to, co mù òstało i temù më mómë trój grzëpów, rzéków, lasów, jezór, mòrze i taczi snôżi je ten nasz krôj. Na rówiznie òdczuwaniô ti òpòwiednie przekôz je prosti. Tu nawet ni ma co mëszlec, jaczi më w ti legeńdze jesmë. Naju ni ma. To je jakôs masa, co dostała cos z bùtna. Nôlepszą nają znanką je to, że më mieszkómë we fejn placu, tej za baro sã ni mómë czim pòchwalëc. Czemù jakno załóżczi mit nie fąkcjonëje historiô biôtków Maszczi z Denama òpisónô w skandinawsczich zdrojach, abò Bôjka ò Żelôznym Wilkù Cenôwë? W òbùdwùch historiach mómë herojicznosc, pòstawã òbronë wôrtnotów, antropòmòrfizacjã zagróżbów. To pòzwòliwô ùkładac w głowie mëszlenié ò tatczëznie jakno ò czims, co wëmôgô akcje, a nié le klaskaniô na ji widok. W pierszim przëtrôfkù mómë pòstawã bòhatérë, jaczi, niechcącë stratów w lëdzach, chce przez jindiwidualné miónczi dobëc nad wikińsczim wrogã i tim samim zagwësnic swòjémù lëdowi mir. W drëdżim Żelôzny Wilk pòriwô dzecë, jaczé mają bëc przińdnotą, te dzãka pòmòcë czarzbë dobiwają wòlnotã, le Wilk całi czas dulczi. Ùdôwô mù sã zòchlëc dzeùsa, jaczi za nim jidze, le ji bracyna zabijô złégò bòhatérã. Sostra-zdrôdcka òpùszcziwô zemiã òjców, bracyna-bòhatéra je protoplastą nôrodu. Ale nié, lepi gãstolëc ò turisticznym pòtencjale dónym z niebiańsczégò miecha…

Ò legeńdach to mòże wiele gadac. Historie ò wieszczich i dëchach téż mają wiele herojicznëch wątków, dzyrsczich bòhatérów, co retają spòlëznã przed dzejanim złëch mòców. Sygnie pòszëkac.
Tôkel felënkù jinicjatiwë mómë téż w symbòlice. Dzéń Jednotë Kaszëbów je ùstanowiony na wdôr tegò, że chtos dzes ò naju napisôł. Nie napisôł, że më jaką pòbitwã dobëlë czë jaczi gôrd pòbùdowelë, le że chtos tam je najim władcą. Rozmiejeta Wa tã biérnosc? To dô wiele roczëznów, jaczé spòminają nasze dobëca na rozmajitëch pòlach, nasz rozwij, decyzje, jaczé pchałë do przódkù. Jak to je mòżlëwé, że më tim nie żëjemë?

Ùcékanié òd jinicjatiwë w naji kùlturze wcale nie robi z naszińców strachòbliwców, co sã wëcopiwają z kòżdi akcje. Prosto nie robimë akcjów na rzecz naszégò nôrodu. Rolã mòtora, co naju napãdzywô, przëjimô tedë jinô kùltura, dzysô pòlskô, i to w ji miono pòdjimómë dzejanié. Në i z żôlã jô widzã, że jeżlë më nie przewôrtnimë naszich elemeńtów kùlturë, tej mdzemë mielë to co mómë: dzejanié w miono pòlsczi kùlturë, a Kaszëbë w sërcu do tegò, żebë na nie pòwzerac na kòłowi wanodze. Jô równak wierzã, że sã w naju latos òdecknie Maszka i Krëk, że miast żdac na òbùdzenié wòjska, më sami do pòbitwë staniemë. Jakô to mdze pòbitwa? Chto je naszim wrogã, jaką mô taktikã, czegò tak richtich bronimë i co dobiwómë? Na te pitania òdpòwiôdô cykel Prostownica, jaczi je dali cygniony w 2019 rokù.

10 zdań, które nas, Kaszubów, wkurzają – Adamòwa Prostownica

Dzisiaj pragnę podzielić się spostrzeżeniami na temat tego, co nas irytuje, a powtarza się na tyle często, że wielu z pewnością przeczyta moje słowa jakby to były ich własne. W sumie pojawiają się one od dawna, ale może dzięki temu, że je w sposób bezkonfliktowy wyjaśnimy, w przyszłym roku będzie ich mniej.

1. Jak jest “agrafka” po kaszubsku?
Kto nie słyszał tego pytania? Zawsze się znajdzie jakiś sąsiad, który słysząc, że mówisz po kaszubsku, dzieli się tą niezwykle zabawną zagadką z niesłychanie zaskakującą puentą. Nic to nie da, że w kaszubskim są na to określenia takie jak “zészerka”. Sąsiad i tak powie, że nie (przecież to nie może zakłócić kawału) i tak naprawdę to “zakrąconô szpila”. Po tym oczekuje, że wszyscy wstaną i wśród śmiechu i owacji będą podziwiali jego dowcipność, po czym jakiś muzyk zagra solówkę na perkusji, kobietom od łez śmiechu rozmyją się makijaże, a powietrze przeszyją fajerwerki.

Czy wiecie, że ten żart już nikogo nie bawi? Podobnie jak ten, że “dwie nodżi do grëpë” oznaczają komendę “baczność”. Za to język kaszubski jest bardzo wdzięczny do komizmu językowego i warto poruszyć wyobraźnię i stworzyć coś, co rzeczywiście będzie zaskoczeniem. Niekoniecznie musi być zagadką w stylu “jak jest po kaszubsku”, bo ta konwencja, przynajmniej na jakiś czas nam się przejadła.

2. “Wyobrażasz sobie, żeby na randce mówić po kaszubsku? To by było śmieszne!”
Wyobrażam sobie. Sam tak robię, kiedy zabieram moją żonę. Rozmawiamy tak również o planach na przyszłość, wydatkach, pracy, urlopie, kłócimy się, przepraszamy, prawimy komplementy, dzielimy spostrzeżeniami, mówimy o przeczytanych książkach, opowiadamy dowcipy. To normalne, podobnie jak robienie tego wszystkiego po węgiersku czy w języku Indian Navajo. Każdy z tych języków to system komunikacji, w którym określone dźwięki w określonym układzie oznaczają określone elementy rzeczywistości lub abstrakcyjne pojęcia pozwalające tę rzeczywistość opisywać. Niektórzy naprawdę myślą, że my nagrywamy filmiki, gadamy do mikrofonu i piszemy dla beki, a potem sami się śmiejemy, jaki ten nasz język zabawny. Otóż nie. Następnym razem, kiedy pomyślisz o tym żeby (nawet jako wyraz sympatii) powiedzieć komuś, że fajnie, że mówi po kaszubsku, bo to śmieszne, zastanów się dwa razy. Nikt nie chce słyszeć tego o własnym języku.

Sam miałem dwie takie sytuacje. W jednej, kiedy delikatnie zwróciłem uwagę osobie tak oceniającej, ona nawet nie zrozumiała. Bo jak to zrozumieć, przecież to jest beka. Drugiej osobie zrobiło się głupio, więc chyba ze zrozumieniem tego faktu nie jest aż tak źle. Trochę jesteśmy sami sobie winni. Daliśmy się sprowadzić do roli opowiadaczy kawałów w kolorowych strojach. Nieraz, kiedy mówię coś po kaszubsku w prywatnej rozmowie po występie satyrycznym, ludzie “szukają puenty” i kiedy okazuje się, że to, co powiedziałem, nie miało być zabawne, nieznacznie uśmiechają się “z grzeczności”.

3. “Ni ma Kaszëb bez Pòlonii…”
Nie chodzi o to, że fragment wiersza Derdowskiego nas wkurza. Jest to ważne hasło, które każdy w jakiś sposób uznaje. Dla jednych to wyrażenie naszej polskości, dla innych związku dwóch narodów w ramach jednego państwa. Wkurza nas natomiast używanie fragmentu poezji jako argumentu. Wyobraź sobie, że wynajdujesz ciekawe dokumenty, wypowiedzi ważnych osobistości i starasz się korzystać z różnych nauk, aby nimi opisać rzeczywistość. Ktoś się z Tobą nie zgadza, bo jeden poeta napisał wiersz, w którym jest inaczej. Brzmi niepoważnie? Dla nas to chleb powszedni internetowych dyskusji.

4. “Kaszubi to separatyści!”
Wyjaśniałem to w poprzednich wpisach, wyjaśniałem w komentarzach pod nimi, ale nadal ne jest to jasne. Oczywiście – niejasne może być dla kogoś, kto dopiero poznaje tę tematykę i nie rozróżnia pojęć “narodowość” i “obywatelstwo”. Ja nie za bardzo rozumiem, czym różni się “ironia” od “sarkazmu”, zdarza mi się pomieszać “bynajmniej” z “przynajmniej”, nie potrafię ułożyć w kolejności chronologicznej etapów życia organizmu od poczęcia do śmierci. Nikt z nas nie musi znać się na wszystkim naraz. Boli jednak, że pewnym osobom coś wyjaśniasz, oni nie mają pytań ani uwag, czyli chyba zrozumieli, ale w kolejnych wpisach dalej pokazują, że nie wiedzą, o co chodzi. Tłumaczysz, że jesteśmy Kaszubami, a nie Polakami, ale jesteśmy polskimi obywatelami, a Polska to nasze państwo. Nie czujemy się przez władze okupowani, nie zamierzamy przesuwać granic, jedyne na co nie ma naszej zgody to na narzucanie nam tożsamości. To chyba uczciwe podejście, prawda? I jest to wyjaśnione tysiąckrotnie, ale osoba, która raz się z tym zapoznała za tydzień znowu się zdziwi, że ktoś wobec nas używa słowa “naród” i będzie się pytała o to, dlaczego jesteśmy separatystami. Najzabawniejsze jest to, kiedy ktoś mi wyjaśnia, że ewentualne państwo kaszubskie miałoby problemy gospodarcze, słabe znaczenie na arenie politycznej i jego utworzenie generowałoby koszty. Miło, że ktoś mi to objaśnia, ale w sumie po co? Nie szkoda czasu?

Jedyny aspekt separatystyczny to dla mnie chęć odseparowania się od kretynów, którzy nie mogą tego zrozumieć. Nie mówię tu o każdym, kto zgłasza takie wątpliwości, ale o tych, którym wyjaśnienie tego nic a nic nie daje.

Osobom, które pierwszy raz stykają się z tą tematyką, z chęcią tłumaczę: deklarujemy odrębną narodowość, tak jak robili to nasi przodkowie od czasów Wiosny Ludów, kiedy pojęcie narodu się krystalizowało. Od czasów wygaśnięcia dynastii książąt pomorskich nie dążyliśmy do utworzenia własnego państwa, ponieważ mija się to z postawionymi przez nas celami. Jedno drugiego nie zakłada, w Polsce oprócz Polaków żyją Łemkowie, Tatarzy, Ślązacy, Kaszubi, Romowie itd. W przypadku wątpliwości i pytań proszę mówić, chętnie objaśnię.

5. “Nie piszę po kaszubsku, bo narobię błędów”
Wśród Kaszubów panuje ciekawy paradoks. Osoby, które piszą w urzędach, na plakatach, w restauracjach itp. nie tylko popełniają błędy, ale olewają głosy krytyki, podają pokrętne tłumaczenia, dlaczego akurat taki zapis zastosowali i są przekonani o swoich kompetencjach. Z kolei tam, gdzie jest przestrzeń na naukę na własnych błędach i szlifowanie – w prywatnej korespondencji, nieoficjalnych wpisach na portalach społecznościowych itd. ludzie wykazują się zbyt daleko posuniętą skromnością i rezygnują z pisania po kaszubsku, bojąc się krytyki. Ludzie, piszcie! Inaczej nie da się nauczyć. I nie taki diabeł straszny – my, piszący po kaszubsku, nie jesteśmy potworami, które wypatrzą każdy błąd i uduszą jego autora podczas snu. Zdarzy się, że ktoś “poprawi” nas publicznie, co może być krępujące, ale tym naprawdę nie warto się przejmować. Z kolei do osób, którzy starają się korygować błędy innych apeluję – bądźcie delikatni, można to zrobić w prywatnej wiadomości, można podczas wymiany wpisów samemu zastosować poprawną formę jako przykład – ludzie są różni i nie każdemu przyjęcie krytyki przychodzi z łatwością. To naturalne, nie budujmy barier dla takich osób. Otwarcie krytykować można jedynie instytucje, które robią coś publicznie i powinny stanowić wzór.

6. “Gdańsk nie jest stolicą Kaszub”
Argumenty za tym, aby to inne miasto było naszą stolicą, opierają się głównie na żywotności kultury, etnicznych proporcjach w populacji i woli mieszkańców oraz samorządów. Tymczasem stolica to siedziba władz. My własnych władz nie mamy, ale ich siedzibą w tej części Pomorza, w której dzisiaj żyjemy, był i jest Gdańsk. Kropka. Książęta kaszubscy nie rezydowali w wiosce nazwanej Kartuzami, Wejherowo w ich czasach było porośnięte puszczą. A, że tylko 10% gdańszczan to Kaszubi? W Londynie może niedługo pozostanie tyle etnicznych Anglików, ale nie sądzę, by chcieli przenosić z tego powodu swoją stolicę.

W całej dyskusji zastanawia mnie duże zaangażowanie jej uczestników. Stolica w obecnej rzeczywistości ma dla nas wymiar symboliczny – odwołuje się do historii, idei. Uznanie Gdańska za stolicę, co zostało zrobione już przed wielu laty, nie nakazuje mieszkańcom przyjęcia określonej postawy, nie zmienia języka urzędowego, nie powoduje dyskryminacji. Poza tym nie ujmuje innym kaszubskim miastom nic z ich roli kulturotwórczej. A Gdańsk będzie stolicą ze względu na fakty, więc nie ma sensu się spierać, czy warto go uznawać czy nie, bo nie zmienimy historii, z której wiadomo, kto nadał miastu prawa miejskie i kto spoczywa w Katedrze Oliwskiej. Nie szkoda czasu i nerwów na dyskusję na ten temat? To tak jakby zupełnie serio dyskutować ze specjalistami od „Imperium Lechitów” czy Płaskoziemcami.

7. “Po co ci kaszubski?”
Odpowiedź w tym felietonie.

8. “Tobie się ten kaszubski jeszcze nie znudził?”
A Tobie polski? Kiedy przestniesz się wygłupiać i podpisywać zdjęcia na insta w tym zabawnym języku? Widzisz, jak absurdalnie to brzmi? A powtarzane wielokrotnie staje się irytujące.

9. “To Kaszubi mogą…”
Dodaj, co chcesz. Chodzić na basen? Jeść sushi? Grać w coś, co nie jest baśką? Serio, spotykam się z takimi pytaniami. Kiedy wychodziłem od masażysty osoba, która mnie zna, spytała “To Kaszubi chodzą na masaż?”. Nie, jak coś nas boli, to idziemy do żyjącej w lesie babci, która naparzy nam ziół i natrze tajemniczą maścią, wykonując znak krzyża i spluwając przez lewe ramię. Niby to żart i nie ma co się obrażać, jednak pokazuje, jaki jest nasz obraz w społeczeństwie. Żyjemy w szachulcowych chatkach, w których nie ma prądu, wodę czerpiemy ze studni i nie interesuje nas nic zzewnątrz. Wiecie, że tak nie jest? I nigdy nie było, bo jako lud nadmorski mieliśmy dosyć duży dostęp do dóbr i idei z innych kultur już od czasów przedchrześcijańskich. Obcowanie z innymi i korzystanie z ich dorobku mamy we krwi.

Kiedyś ciocia spytała mnie, jak jest “ksero” po kaszubsku i kiedy jej powiedziałem, to mówiła, że na pewno tak nie jest, bo Kaszubi nie robili ksero… serio!

10. “Zrób to tak, żeby turystów to zainteresowało”
Mówiłem już w jednym z poprzednich tekstów. Nie jesteśmy małpami w cyrku, nie robimy naszej kultury pod turystów. Dla nich mamy pewne elementy, ale one nie są naszą całą spuścizną. Jak coś robimy, to niekoniecznie nastawiamy się na to, żeby inni nas oglądali i płacili. Robimy to dla siebie, tak jak każdy naród.

Chcesz wiedzieć co mnie wkurza najbardziej? Że w większości powyższe zdania słyszę od samych Kaszubów…

Takich zdań jest mnóstwo. Jak ich uniknąć? Po prostu traktujmy kaszubską kulturę normalnie. Jesteśmy ludźmi, którzy mają określone, jasno wyrażone poglądy, swoją tożsamość traktujemy serio, to znaczy nie jest ona elementem pracy czy zabawy, którą opuszczamy, kiedy nam się znudzi. Podobnie jak Ty nie opuszczasz swojej tożsamości, tylko towarzyszy Ci ona w każdej chwili i nie chcesz, aby została urażona. Nie myśl też, że jesteśmy bardzo delikatni i apeluję tutaj o jakieś specjalne traktowanie. Wręcz przeciwnie, na ten rok i wszystkie kolejne życzymy sobie, żebyśmy się traktowali normalnie.

Kropla w mòrzu? – Adamòwa Prostownica

Rãka w górã, chto miôł chòcle rôz taką sytuacjã: sedzy so na jaczim pòtkanim, dze są ti, co mëszlą jak òn, widzec je dëcha w nôrodze, midzë ùczãstnikama sã skrzi òd deje, a nôrodnô spiéwa jidze z wszëtczich gôrdzélów. I tedë przëchôdô swiąda, że co z tegò, jak za dwiérzama je niewëòbrôżalno wikszi swiat, jaczi mô namkłé, nie wié, nie rozmieje, nie czëje…

Jô baro czãsto móm to wseczëcé, co szlachùje za dostanim sã sniegù midzë krogã na skórã na krzebce. Jaż całim człowiekã zdrugô i ni ma jak tegò wëcygnąc. Jô gôdóm z lëdzama, co mie znają, przëzérają sã temù, co jô robiã i czej gôdóm, że mój cél to je doprowadzëc do sytuacje, czej wikszi dzél naszińców w mòji generacje mdze pò kaszëbskù gôdôł, tej òni próbùją zrozmiec, co jô móm na mëslë, bò gwës nie gôdóm dosłowno. Czemù? Bò “jô rozmiejã, so pòszpòrtowac, jaczi téater zrobic, ale tak, żebë jô mùszôł gadac?” Jo, ò to mie jidze, dosłowno. Më prowadzymë baro rozwiniãté diskùsje, co zrobic, cobë jãzëk rozkòscérzëc, le tam za dwiérzama lëdze dali mëszlą, że më to robimë dlô szpôsu! Òni całi czas mëszlą, że nasz cél to je rozwij turisticzi. Mie nawet môlowi gazétnicë pitają, jak nasza akcjô mô trafic do letników, a czej gôdóm, że òna je do naszińców czerowónô, tej òni nie rozmieją, co jô móm na mëslë. Jô móm na mëslë to, co jô rzekł!

Nasze dzejanié jak ju trôfiô do lëdzy, tej nie je zrozmióné. Le spòkójno – za wiele tëch zniesztôłconëch kòmùnykatów do młodëch nie dochôdô. Do nich w całoscë mało òd naju dochôdô.

Dobra, gòrzkô pëla je pòłkniãtô, mómë lepszé rozeznanié w sytuacji. Takô sytuacjô przëbôcziwô biôtkã kroplë w mòrzu, jaczé napiérô w drëgą stronã. W taczim wëòbrażenim më mòżemë le zdebełkò spòmalnic nieùniknioné procesë. To nie je òptimistnô wizjô… na szczescé to téż nie je wizjô, jakô je nôblëższô prôwdze. Pasowniészô je tuwò metafòra sécë. Kòżdi człowiek mô pòwrózczi do czile pòsobnëch lëdzy, niejedny są zrzeszony wicy jak jednym. Kòżdi je téż apartnym ceńtrum, wkół jaczégò są drëdzë. Z tegò ceńtrum pòwrózkama jidą zygnale, jaczé są òdebiéróné przez nôblëższich i kąsk dalszich – czim blëżi, tim zygnôl je mòcniészi. Të nie darwôsz nadawac tak, cobë Twój zygnôl béł czëti strzód tësący – sygnie gò dac nôblëższim, a òni gò pùszczą dali. Abò nie pùszczą. Mòże sã równak òkazac, że òni szlachùjący za Twòjim zygnôl dostną téż z drëdżi stronë, òd jiny “kroplë”. Tedë zygnôl je mòcniészi i wikszô szansa, że nen elemeńt z òdbiércë stanie sã nadôwôczã. Ten zygnôl nie je do wëczerpaniô – czim wicy gò pùscysz, tim wicy nowëch nadôwôczów gò wëemitëje z jistną abò jesz wikszą mòcą. A jak nadôwôczów je wicy, tej wikszô szansa, że chtos zygnôl dostnie z wicy jak jedny stronë. Të nie jes kroplą, co sama próbùje przepchac dënëdżi mòrza w drëgą stronã. Wkół Cebie są jiny, mòże jesz nie jidą w jistną stronã, le sygnie jich “pòpchnąc” i nôgle sã òkazywô, że w jaczims sztëczkù swiata to më jesmë dënëgą, a nié pòjedińczima kroplama, co próbùją òpóznic ji biég. Të jes ceńtrum nadôwaniô. Lëdze wkół Cebie téż są ceńtrum. Razã më jesmë dënëgą.

Terô je czas ze swiata metafòrë na zemiã wrócëc. Taczi wezdrzenié na sprawã dobiwaniô do sprawë lëdzy mô nama ùswiądnic jedno – nié blós wiôldżé rzeczë bùdëją wiôlgòsc. Stolëmny bùdink stoji dzãka detalóm. Wez so wëòbrażë gòticką swiãtnicã i ji łãczi. Z pòjedińczich cegłów jidą jak żëłë czerwòné łãczi na welbągù. Te detale to w najim przërównanim baro prosté, niéòficjalno robioné rzeczë. Kòżdô gôdka, kòżdi gest, kòżdé bëcé sobą przed jinyma to je czerowanié kòmùnykatu dlô drëdżich lëdzy. Wiôldżé projechtë, téater na Dłudżi Sztrasy we Gduńskù, kaszëbsczi dialóg w filmòwi produkcji czë edukacjô w szkòle to baro wiele, le samò w se to nie dôwô nick. Lëdze dali, jak jima rzeczesz, że chcesz cobë wikszi dzél młodëch gôdôł pò kaszëbskù, nie zrozmieje, ò co Tobie jidze. Jak òni równak ùzdrzą zwëczajné karno lëdzy, co ju to robią, tej dopiérze jima sã òczë òdemkną i bądą w sztãdze òdebrac przekôz dosłowno, nie mdą w nim szukelë za jakąs metafòrą bùdowaniô turistny marczi. Zrozmieją, że tak je mòżno. Zrozmieją, że tak je dobrze. Zrozmieją, że to mòże bëc téż jich sprawa.

Baczë: të nie jes kroplą w mòrzu. Të jes ceńtrum, co nadôwô. Dôj swiatu dobri kòmùnykat!

Turyści we własnym kraju – Adamòwa Prostownica

Kiedy robię coś związanego z kulturą, często słyszę pytania: jak to ma pomóc w promowaniu kaszubszczyzny w Polsce? W jaki sposób ma to dotrzeć do turystów? Kiedy wyjaśniam, że to działania dla rodaków, nie turystów, mózgi rozmówców się zawieszają. Pozwólcie zatem, że Wam je zresetuję, żebyśmy mogli się połączyć w sieci zrozumienia.

Należy wyraźnie oddzielić działania na rzecz kaszubskiej kultury, a działania dla turystów. Czy my wszystko musimy robić tak, aby podobało się to osobom z zewnątrz? Czy to całe uczenie języka, mówienie o historii, książki, teatry i filmy mają przyciągać turystów? Otóż, uwierzcie mi – ja naprawdę chcę, żebyśmy posługiwali się własnym językiem w sposób naturalny, a nie, żebyśmy mieli tę umiejętność mogącą zaintrygować gościa z Warszawy, czy Wrocławia. Spotykamy się jako młodzi nie po to, żeby zrobić wspólnie coś co zwiększy wiedzę o Kaszubach przeciętnego Polaka, ale sprawi, że przeciętny Kaszub będzie chciał powiedzieć “to jest moje!” Oczywiście te dwie rzeczywistości – kultura narodu oraz kultura dla turystów powinny istnieć równocześnie. Nie mogą jednak nam się mieszać. Co z takiego mylenia wychodzi? Kultura spłaszczona, pokolorowana, pozbawiona intelektualnej wartości, nie potrafiąca wzbudzić dumy, a jedynie zainteresowanie. Przede wszystkim kultura, która nie mówi “jestem częścią ciebie”, tylko “jestem obok”. Ileż to razy w różnych działaniach teatralnych podsuwano mi: “zróbmy to w barwach haftu, niech tutaj się pojawią kwiaty kaszubskie, bo one się kojarzą…” Bardzo dobrze, że turystom Kaszuby kojarzą się z pięknymi kwiatami z haftu, ale te kwiaty pasują w odpowiednim kontekście, a w niektórych spektaklach po prostu tego kontekstu nie ma! I tu pojawia się kolejny problem – dla niektórych świat kultury kaszubskiej to nie bogactwo kontekstów, różnorodność treści, tylko kontekst sam w sobie i jedna jedyna treść – kultura umilająca czas wypoczynku nad jeziorem. Przy takim rozumieniu naszej kultury nie ma mowy, aby pełniła ona swoją funkcję, czyli komentowanie rzeczywistości, poruszanie niewygodnych tematów, wyrażanie tożsamości w sposób niejednowymiarowy. To wszystko to za dużo, bo turyści i tak nie zrozumieją. Ludzie, wyczyśćcie swoje mózgi z myślenia, że nasza kultura jest na pokaz! Inaczej nie zrozumiecie przesłania tekstów, obrazów, melodii, spektakli – bo będziecie się głowić nad tym “jak to ma nas wypromować” i umknie Wam bogactwo, które ten świat niesie.

Wreszcie ta turystyczna kaszubszczyzna niesie jeszcze jedno zagrożenie. Możemy popaść w myślenie, że nasza ojczyzna to tak naprawdę nie Kaszëbskô, ale po prostu ta ziemia. A Kaszuby to jakaś mityczna kraina, do której zaprasza nas znana piosenka w rytmie walca, gdzie są piękne dziewczyny, lasy i jeziora, a każdy poda nam drogę, bo są tam dobrzy ludzie. Tylko gdzie to jest, skoro u nas się o tym śpiewa zapraszając “tam”? Jesteśmy turystami we własnym kraju.

Mam nadzieję, że udało mi się nieco objaśnić tę kwestię i wszystkich tych, którzy dotychczas mylili treści kierowane do turystów od prawdziwej naszej kultury pytam, bez złośliwości i ze szczerą nadzieją na odpowiedź – czego Wy w tym nie rozumieliście? A może czego nie rozumiecie nadal, jeśli mój tekst nie objaśnił tej kwestii dostatecznie?