Archiwa tagu: nauczanie

Po co uczymy kaszubskiego? Po godną śmierć dla języka?

Jaki cel przyświeca nauczaniu kaszubskiego w szkole?

Największe wyzwanie naszych czasów wydaje się oczywiste: wyjść na przeciw problemowi przerwanego przekazu międzypokoleniowego, przywrócić język kaszubski jako język społeczności i jako język rodzinny. Co oznacza, że język nauczania musi być bliski językowi mówionemu z uwzględnieniem dialektalnej różnorodności Kaszub. Co z kolei oznacza, że nauczanie żargonu literackiego jako języka obcego nie jest odpowiedzią na współczesne problemy kaszubszczyzny, a może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

Jakiego języka uczyć?

Należy uczyć takiej kaszubszczyzny, którą uczeń wyniesie ze szkoły i będzie mógł bez problemu porozumiewać się nią w domu i okolicy, z rodzicami, dziadkami, sąsiadami. A więc musi to być kaszubszczyzna naturalna, bliska językowi mówionemu, opracowywana przede wszystkim na podstawie znajomości kaszubszczyzny z terenów, na których się naucza, prac terenowych oraz leksykograficznych (słownik B. Sychty, słownik F. Hinzego / F. Lorentza, Atlas Językowy Kaszubszczyzny…, zbiory tekstów z prac Sychty, Nitscha, Bronischa, Lorentza). Co oznacza, że nauczanie żargonu, w którym powszechny na całym obszarze frisztëk zamienia się na wymyślony renik albo pòkrzésnik, w którym każe się kôrbic (czyli w języku mówionym „pleść, zmyślać, opowiadać bzdury”) zamiast pòwiadac, gadac, w którym się ùdokazniwô i podaje przëmiarë, a nie dokazëje lub dowòdzy i podaje przikładë – tak jak się mówi w języku naturalnym, gdzie się wëwidniô a nie tłómaczi, gdzie czyta się wiérztczi, a nie wierszczi itd. itd., staje się obcym żargonem, który nie funkcjonuje nigdzie poza klasą, nie pozwala uczniowi komunikować się z własną rodziną, a wręcz utrudnia ten dialog i zniechęca doń, daje fałszywe wyobrażenie o języku, a częstokroć słusznie budzi politowanie wśród osób, którzy kaszubski świetnie znają z domu. Czy autorzy dzisiejszych podręczników szkolnych kiedykolwiek usiedli z własnymi dziadkami czy rodzicami i przeczytali im swoje prace, poprosili o komentarz?

Wëwidnij na spòdlim wiérztë”, dostaje polecenie uczeń w jednym z podręczników dla liceum, czyli słowo w słowo przetłumaczone polskie „wyjaśnij na podstawie wiersza”, chociaż jedyne w tym poleceniu słowo znane kaszubskiemu językowi mówionemu to „na”. Mogłoby być np. „Przeczëtôj wierszã ë wëtłomacz(ë)”, a tak uczeń zapełnia sobie głowę słowami i zwrotami, których nie użyje w domu, bo nie zostanie zrozumiany, a native speakerzy w jego otoczeniu nie pomogą mu z roszyfrowaniem książki. Co najwyżej się przekonają, że ich bliski uczy się dziwnej, niekompatybilnej odmiany języka. „Na spòdlim mònografii ùdokaznij” – tu nawet czasownik został zbudowany na polską modłę: ù-do-kaznij, czyli u-do-wodnij, a mogłoby być naturalniej, np. „Przeczëtôj mònografią ë dokaż(ë)/dowiédz(ë)”. „Ùłożë pòzwë miesąców pòsobicą i zapiszë je w zesziwkù”, czytamy w pewnym podręczniku dla gimnazjum. Szansa, że ktokolwiek z otoczenia ucznia wie, czym jest neologizm „zesziwk” jest bliska zeru, za to co starsi Kaszubi mogą dobrze pamiętać, czym jest notowany w słowniku B. Sychty „heft”, czyli zeszyt. Natywni użytkownicy języka mogą za to znać słowo „pòzwa” i rozumieć je jako „przydomek”, bo w języku kaszubskim, tak jak w angielskim czy niemieckim, zarówno człowiek jak i rzecz mogą mieć „miono”, „name”, „Name”, chociaż w polszczyźnie ludzie mają „imiona”, a rzeczy „nazwy”. Dalej czytamy „Ùczniowie sobie nawzôs zadôwają pitania”, a szansa, że bliscy tych uczniów zrozumieją, o co chodzi, kiedy przyjdą do domu i użyją neologizmu „nawzôs” wciąż oscyluje blisko zera. A wystarczyło napisać naturalniej, np. „Ùczniowie sã pitają jedny drëdżich”. Na poziomie akademickim ów żargon osiąga kolejne szczyty i zaczyna orbitować wokół planety Ziemi: „nót dac je merk”, czyli w języku mówionym „je trzeba dac óbacht, bôczenié, òpasowac”. „Dlô òdzdrzadleniô wëmòwë ùsadzony òstôł”, czyli „Dlô òddaniô wimòwë je stwòrzony”. „Z pòzdrzatkù na môl artikùlacji”, piękna kalka polskiego „ze względu na”, czyli „wedle môla/placu artikùlacji”. Tę zagadkową odmianę można by analizować godzinami, ale nie to jest celem tego wywodu.

Odnoszę wrażenie, że niektórzy autorzy dzisiejszych tekstów kaszubskich tkwią mentalnie w pierwszej połowie XX wieku, kiedy kompleksowa praca leksykograficzna wciąż nie była wykonana, a swoistą idée fixe było udowodnienie niewątpliwej odrębności językowej kaszubszczyzny przez dotwarzanie setek często słabo przemyślanych neologizmów bez gruntownej znajomości rdzennej kaszubskiej leksyki. W efekcie czasem otrzymujemy teksty, które wyglądają jak napisane po polsku, z polską składnią, rekcjami i polskim myśleniem o języku – a potem „kaszubione” przez podmienianie słów jeden do jednego ze „Słownikiem polsko-kaszubskim” w ręku. Zupełnie jakby ignorując, że w XX wieku powstały olbrzymie prace leksykograficzne, których część każdy może pobrać na komputer kilkoma kliknięciami myszki.

Uczeń, o ile nie zna dobrze języka kaszubskiego z domu, nie dostaje żadnych narzędzi, by móc stwierdzić, które słowa i zwroty należą do jakiego rejestru, innymi słowy – którymi porozumie się ze swoim otoczeniem, a które spotka jedynie na stronach pewnego typu książek. Nieświadome używanie słów, które nie mogą być zrozumiane, prowadzą nie tylko do problemów komunikacyjnych, ale też do frustracji i zniechęcenia, a także narażają na śmieszność w oczach otoczenia nie tylko ucznia, ale i nauczyciela, a z tym cały wysiłek środowiska włożony w popularyzację i naukę języka kaszubskiego.

Uczenie takiego żargonu w sytuacji, kiedy coraz więcej uczniów przychodzi do szkoły, nie znając kaszubskiego języka mówionego (i ten trend będzie się z każdym rokiem nasilał), jest gwoździem do trumny dla kaszubszczyzny.

W jakich szkołach uczyć?

Nie chodzi tu jednak tylko o jakość, ale też ilość. Trzy godziny kaszubskiego w tygodniu jako języka obcego są niewątpliwie dużym osiągnięciem środowiska, ale nie zapewnią językowi przetrwania. Wyuczenie ucznia do poziomu A1-B2 nie zastąpi daru, którym jest język natywny. Polski jako pierwszy język młodych Kaszubów, mowa którą uczeń będzie się posługiwał z większą lekkością niż wyuczony na B1-B2 kaszubski, wciąż będzie wypierał kaszubszczyznę, zwłaszcza będąc dominującym językiem szkoły, mediów, komunikatorów, internetu, popkultury, muzyki i – niestety coraz częściej – otoczenia.

Model nauczania języka kaszubskiego jako obcego w szkołach polskojęzycznych miał szansę spełnić swoją rolę pół wieku temu, kiedy większość Kaszubów znała swój język z domu i przychodziłaby na zajęcia jedynie z czytania, pisania i literatury. W obecnej sytuacji ten model pozwala jedynie umrzeć językowi z godnością, dając poczucie, że były próby.

Taki model musi być zatem modelem przejściowym, początkiem drogi. Jedynie aktywizowanie rodziców i otoczenia do czynnego używania języka oraz model imersyjnych szkół kaszubskojęzycznych bądź dwujęzycznych kaszubsko-polskich może zatrzymać proces wymierania języka kaszubskiego jako języka społeczności. Kaszubi mają prawo do takich szkół, taki model działa w wielu miejscach na świecie: Szkocji, Walii, Kraju Basków, Fryzji, ale również w Polsce – szkoły ze swoim językiem wykładowym mają np. mniejszości białoruska i litewska.

Szlaki przecierają nam już teraz dwie prywatne kaszubskie szkoły imersyjne: „Naja szkòła” w Wejherowie i „Deja CSB” w Redzie zakładane przez członków Kaszëbsczi Jednotë. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie już dobrych parę lat temu wydało kaszubskojęzyczny podręcznik do chemii, przewidując zatem chyba potrzebę nauczania w rodzimym języku innych przedmiotów. Kaszubskie środowiska, choć niewielkie, przy odpowiedniej mobilizacji oraz pomocy samorządów i państwa, potrafiłyby z całą pewnością wydać po 20 nauczycieli historii, fizyki, wiedzy o społeczeństwie itd. Wystarczająco, aby na początek chociaż miasta powiatowe posiadały kaszubskojęzyczne bądź dwujęzyczne szkoły podstawowe i licea. Aby przyciągnąć uczniów, musiałyby być to jednak szkoły konkurencyjne, przewyższające poziomem szkoły polskojęzyczne. Być może sytuacja wymaga, by niezwłocznie się przygotować do wprowadzenia tego rozwiązania na szerszą skalę?