Archiwa tagu: Kaszuby

Problem z definicją terminu „język regionalny”

Na konferencji zatytułowanej „Polszczyzna wczoraj i dziś – pamięć, inspiracje, perspektywy”, zorganizowanej z okazji 60-lecia gdańskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego w dniach 21-22 października br., jedna z kilku sekcji poświęcona była językowi kaszubskiemu. Wystąpili na niej językoznawcy z Uniwersytetu Gdańskiego: Danuta Stanulewicz, Hanna Makurat-Snuzik, Marek Cybulski oraz Artur Jabłoński z Dwujęzycznej Prywatnej Szkoły Podstawowej Naja Szkòła w Wejherowie, który podjął próbę odpowiedzi na pytanie „Czy nadanie językowi kaszubskiemu statusu języka regionalnego zamknęło w Polsce dyskusję na temat tego, czy kaszubszczyzna to język czy dialekt?” Artykuł, który publikujemy w Skrze, jest nieco zmienioną wersją tekstu wygłoszonego na konferencji.

Wśród polonistów i językoznawców w Polsce dość powszechny jest pogląd, że odkąd w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dnia 6 stycznia 2005 język kaszubski został uznany za język regionalny, zamknięty został „toczący się od XIX wieku spór na temat tego, czy jest to język, czy dialekt” (Ostrowska 2016: 104, Sagan-Bielawa 2016: 11; zob.: Treder 2013, Wicherkiewicz 2014, Zieniukowa 2005). Jednocześnie jednak niektórzy – również i ja chcę do nich dołączyć – wskazują, iż: „istotnym problemem terminologicznym jest świadomość definicji języka regionalnego” (Ostrowska 2016: 104, Sagan-Bielawa 2016: 9-10). Europejska karta języków regionalnych lub mniejszościowych, a za nią polska Ustawa z dnia 6 stycznia 2005 r., podają następującą definicję:

a) „języki regionalne lub mniejszościowe” oznaczają języki, które:

(i) są tradycyjnie używane na określonym terytorium państwa przez obywateli tego państwa tworzących grupę mniejszą liczebnie od pozostałej części ludności tego państwa,

(ii) różnią się od oficjalnego języka (języków) tego państwa, nie obejmuje to ani dialektów oficjalnego języka (języków) tego państwa, ani języków migrantów

(EKJRM art. 1).

W polskim prawodawstwie termin „języki regionalne” został zaczerpnięty wprost z praktyki prawnej Republiki Fedaralnej Niemiec, z nomenklatury obowiązującej w odniesieniu do języka dolnoniemieckiego (Wicherkiewicz 2014: 234). W językoznawczej tradycji europejskiej określenie „języki regionalne” ma dość ugruntowaną pozycję. Funkcjonuje we Francji (langues régionales) i we Włoszech (dialetti) (za: Wicherkiewicz 2014: 78). W filologii polskiej dopiero Alfred Zaręba w 1988 r. zaproponował, by traktować termin „języki regionalne” bliskoznacznie z pojęciem „mikrojęzyków literackich” stosowanym przez Aleksandra Duliczenkę, profesora katedry slawistyki Uniwersytetu Tartuskiego w Estonii (Zaręba 1988: 76-86). Termin „mikrojęzyk literacki” (Duliczenko 1981), posłużył Diliczence do nazwania etnolektów postrzeganych jako ogniwo pośrednie pomiędzy dialektem i językiem, które tradycyjne słowiańskie językoznawstwo traktuje zwykle jako dialekty, regionalne wersje języka ogólnego. Mikrojęzyki literackie nawiązują często do starszych tradycji literackich (gramatyką) i dążą do kodyfikacji. Charakteryzują się peryferyjnym lub wyspowym charakterem, a ich literatury prezentują węższą paletę gatunków (zob. Wicherkiewicz 2014: 35-36).

Przed wejściem w życie regulacji Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. terminu ”język regionalny”, jak zauważa Mirosława Sagan-Bielawa, „nie stosowano w wypadku polskiej rzeczywistości językowej w odniesieniu do kodu mającego być z założenia czymś odmiennym niż język polski i jego odmiany (gwarowe, regionalne)” (Sagan-Bielawa 2016: 9). W świadomości większości społeczeństwa, w tym także polonistów, którzy mają przecież olbrzymi wpływ na stan wiedzy kolejnych pokoleń, funkcjonuje więc inna definicja pojęcia „języka regionalny”. Różni się ona zasadniczo od definicji prawnej, jak również tej postulowanej przez Alfreda Zarębę w oparciu o pojęcie „mikrojęzyk literacki” Aleksandra Duliczenki z lat 80. XX w. i nie mającą nic wspólnego z terminem „kolateralne języki regionalne” zaproponowanym już w XXI w. przez Tomasza Wicherkiewicza.

Określenie „język regionalny” jest terminem znanym Polakom od połowy ubiegłego stulecia z klasyfikacji odmian współczesnej polszczyzny Zenona Klemensiewicza (Klemensiewicz 1953). Obejmuje odmiany gwarowe języka polskiego. Zgoła inaczej, niż chcieli twórcy definicji z EKJRM oraz z Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. Dla Zenona Klemensiewicza i pokoleń wychowanych na zaproponowanej przez niego terminologii, „język regionalny” nie jest konkretnym systemem językowym, ale opartym na tradycji językiem „milionów Polaków, przede wszystkim chłopów polskich, zwłaszcza starszego i najstarszego pokolenia” (Klemensiewicz 1982: 369). Polski językoznawca postulował stosowanie go „w opozycji do języka ogólnego” (Sagan-Bielawa 2016: 9), będącego „w węższym lub szerszym zakresie własnością wszystkich wychowanków szkoły podstawowej” (Klemensiewicz 1982: 369).

Pomimo prawno-politycznego usankcjonowania, język kaszubski pisany z przymiotnikiem „regionalny” lub wprost „język regionalny” bez określenia „kaszubski”, ogołocony jest w ten sposób istotnego dlań prestiżu. To z kolei może stanowić pożywkę dla ciągłego odżywania dyskusji język czy dialekt, która tli się jednak cały czas w Internecie, medium nieobojętnym dla nikogo we współczesnym świecie. Na przykład językoznawca Artur Czesak, na pytanie internauty: „Czy język kaszubski jest dialektem, czy oddzielnym językiem? Docierają do mnie sprzeczne informacje na ten temat. Proszę o rozstrzygnięcie.”, odpowiada: „Na gruncie prawnym sprawa jest oczywista (…). Ustawowy zapis bynajmniej nie rozstrzygnął sporów, które od z górą stu lat toczone są w kręgach językoznawców, publicystów, socjologów, historyków, polityków i wielu zwykłych obywateli. Tzw. „kwestia kaszubska” w polskich kręgach językoznawczych nie wydaje się zamknięta https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jezyk-kaszubski;7855.html

Parafrazując Jadwigą Zieniukową, która napisała, że „[p]ytanie o status kaszubszczyzny to w istocie pytanie o prestiż tej mowy” (Zieniukowa 2001), można obecnie stwierdzić, iż pytanie o prestiż języka kaszubskiego jest w istocie pytaniem o zachowanie i rozwój kaszubskiego jako języka zagrożonego. Do postawienia tej tezy skłoniły mnie obserwacje poczynione z jednej strony z punktu widzenia badacza, a z drugiej spostrzeżenia użytkownika języka kaszubskiego, nauczyciela tegoż języka w dwujęzycznej szkole podstawowej Naja Szkòła w Wejherowie oraz współtwórcy “Strategii rozwoju języka i kultury kaszubskiej” z 2006 r., w której założono, iż należy “uczynić język kaszubski zdolnym do trwania i rozwoju” (SORJKK 2006: 9).

W kontekście rozważań „o prestiżu” języka ważne jest pytanie o stosunek do niego jego użytkowników (Majewicz 1989; Wicherkiewicz 2014). U kaszubskich elit językowa samoidentyfikacja widoczna jest od zarania ich etnicznej emancypacji, którą zapoczątkował w połowie XIX stulecia Florian Ceynowa, który uznał kaszubski za odrębny język słowiański i stworzył pierwszy standard literackiej kaszubszczyzny (zob. Wicherkiewicz 2014: 197, 203). Język kaszubski, przede wszystkim poprzez literaturę, rozwijali i pielęgnowali Młodokaszubi, skupieni wokół czasopisma „Gryf”,wydawanego z przerwami w latach 1908-1934. Następujące po nich pokolenie Zrzeszyńców od przełomu lat 20. i 30. XX w. widziało potrzebę oficjalnego uznania kaszubskiego za odrębny język „o uniwersalnym i (nienazwanym tak jeszcze) potencjalnie polisemiotycznym zakresie użycia” (Wicherkiewicz 2014: 206).

W okresie powojennym, pod naciskiem partyjnych władz PRL, ci sami działacze – zmuszeni do zastąpienia terminu „język kaszubski” pojęciem „mowa kaszubska” będącego „przełożeniem neutralnego endolingwonimu kaszubskiego: kaszëbskô mòwa” (Wicherkiewicz 2014: 231) – wydali w 1956 r. Memoriał grupy inteligencji i pisarzy kaszubskich o położeniu kulturalnym Kaszub (zob. Obracht-Prondzyński 2006: 28-33). Zrzeszyńcy przedstawili w nim postulaty programowe rodzącego się wówczas Zrzeszenia Kaszubskiego. Na długie lata ustalili „zarys wprowadzonej później stopniowo w życie wewnętrznej strategii na rzecz »mowy kaszubskiej«, która po 1989 r. mogła przerodzić się w strategię na rzecz »języka kaszubskiego« w wymiarze (nowoczesnego) planowania językowego” (Wicherkiewicz 2014: 230). Symbolicznym zwieńczeniem wysiłków tej grupy było przetłumaczenie przez ks. Franciszka Gruczę na język kaszubski 4 Ewangelii, wydanych pod tytułem Kaszëbskô Bjiblejô na kilka miesięcy przed śmiercią tego ostatniego Zrzeszyńca (Grucza 1992).

III Rzeczpospolita dała Kaszubom szansę na własną edukację w państwowym systemie oświatowym. Nauczanie języka kaszubskiego w szkole rozpoczęło się we wrześniu 1991 roku (Mistarz 2014). Pierwsze kaszubskie szkoły powstały w Głodnicy, w gminie Linia (szkoła podstawowa) i w Brusach (liceum ogólnokształcące). Jednak dopiero po wejściu w życie Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dnia 6 stycznia 2005 r., edukacja etniczna – pod tym pojęciem zawiera się nauka języka kaszubskiego oraz własnej historii i kultury – rozwinęła się w sposób znaczący, co wiąże się z ustaleniem sposobu finansowania nauczania języków mniejszości przyjętego przez ministerstwo edukacji. Trzy godziny lekcyjne języka kaszubskiego w tygodniu, nauczanego jako języka obcego, a także 30 godzin własnej historii i kultury w klasie V i VI szkoły podstawowej oraz taka sama liczba godzin lekcyjnych w jednym roku czteroletniego kursu w szkole średniej nie może satysfakcjonować. Dlatego pojawił się pomysł na kształcenie dwujęzyczne, pozwalające na głębsze zanurzenie się w języku i kulturze.

Pomimo tych wszystkich starań, wśród osób mających zdecydować o edukacji swoich dzieci, a także pośród samych uczących się, dość powszechnie powtarzają się zdania typu: „Ty się uczysz kaszubskiego? A po co? Ty się angielskiego lepiej ucz!”. Także wobec takiej postawy, przymiotnik „regionalny” (o proweniencji bardziej politycznej niż lingwistycznej) użyty w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z 6 stycznia 2005,nie służy powadze, znaczeniu i roli, jaką Kaszubi (i inni) świadomi wykorzenienia w konfrontacji z procesami globalizacji i komercjalizacji winni przypisywać swojemu językowi.

Terminologia wprowadzona w Europejskiej karcie języków regionalnych lub mniejszościowych oraz polskiej Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym – moim zdaniem – ani nie zamknęła jednoznacznie w Polsce dyskusji „język czy dialekt”, ani nie zapobiegła upośledzaniu języka kaszubskiego. Mam uzasadnione obawy, że używanie określenia „język regionalny” w stosunku do kaszubszczyzny, może spowodować z czasem częściowe lub nawet całkowite wyrugowanie terminu „język kaszubski” z różnych aktów prawnych (już dziś dzieje się tak w przypadku rozporządzeń MEN – warto to prześledzić, np. ROZPORZĄDZENIE Ministra Edukacji Narodowej z dnia 18 sierpnia 2017 r. w sprawie warunków i sposobu wykonywania przez przedszkola, szkoły i placówki publiczne zadań umożliwiających podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej i językowej uczniów należących do mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym (Dz.U. z dnia 30 sierpnia 2017 r.))

To rugowanie pojęcia „język kaszubski” może wyglądać analogicznie do zjawiska, na które zwraca uwagę Mirosława Sagan-Bielawa, gdy omawia w jaki sposób w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym ujęci zostali Kaszubi, których objęto kategorią „Społeczność posługująca się językiem regionalnym” i gdy pisze jakie są tego konsekwencje:

[P]o kilku latach od wprowadzenia nowych przepisów, można zaobserwować niezamierzony skutek tego rozwiązania w postaci pomijania etnonimu Kaszuba w urzędowych zestawieniach statystycznych (rodzaj tabu językowego). O ile zestawienia dotyczące na przykład struktury zawodowej czy rozmieszczenia społeczności wymienionych w ustawie z 2005 r. swobodnie posługują się odpowiednimi etnonimami Ukraińcy, Romowie, Białorusini, Niemcy itd., dane dotyczące Kaszubów tytułuje się w sposób opisowy: język kaszubski, społeczność posługująca się językiem regionalnym, osoby posługujące się w kontaktach domowych językiem kaszubskim, społeczność z językiem kaszubskim itp. Ten sposób określania Kaszubów, który znajdziemy nie tylko w ustawie o mniejszościach, ale w opracowaniach rządowych na temat mniejszości narodowych i etnicznych (zob. Charakterystyka mniejszości, IV Raport 2013), również w raportach z realizacji postanowień EKJRM (Raport 2010, Raport 2014) wydaje się sugerować, że język jest jedynym wyznacznikiem odrębności tej grupy (Sagan-Bielawa 2016: 12-13).

Dzieje się tak, pomimo że intencją wprowadzenia EKJRM było podkreślenie europejskiej różnorodności językowej i uregulowanie relacji między językami silnymi a zagrożonymi (Wicherkiewicz 2014: 344). Należy bowiem pamiętać, że status języków zależy od wykładni postanowień państw, które EKJRM ratyfikowały i które mają ponadto własne akty prawne. W tym kontekście interesujące są badania Artura Stęplewskiego, który zauważył m.in., iż „Historia języków narodowych wpisuje się zawsze w dyskurs nacjonalistyczny i, zgodnie z założeniem, że język stanowi element kultury narodowej, umieszczona jest w dziejach tego narodu jako wyjątkowy środek scalający społeczeństwo (…). Rolę rozwoju języka należałoby zatem umieścić wśród mitów narodowych, podobnie jak inne symbole, takie jak np. wielcy bohaterowie, przegrane/wygrane bitwy, barwy i znaki państwowe” (Stęplewski 2018: 69). Badacz stwierdza, iż taki historycznojęzykowy tok rozumowania „zakłada istnienie zewnętrznego wroga” (Stęplewski 2018: 71), którym mogą być np. wszyscy ci gramatycy, językoznawcy, ludzie pióra zajmujący się językiem, którzy mają inne, nieprzystające do zinstytucjonalizowanego (państwowego) ujęcia historii, a także stają się wrogie te odmiany języka, „które nie stały się podstawą tworzonej normy, standardu państwowego” (Stęplewski 2018: 71). Bazując na własnym doświadczeniu użytkownika języka kaszubskiego, mogę potwierdzić tezy A. Stęplewskiego, że wiele aspektów dotyczących wzajemnych relacji języków „narodowych” (państwowych) z językami „mniej/rzadziej używanymi, regionalnymi, mniejszościowymi”, można opisać „posługując się dyskursem postkolonialnym” (Stęplewski 2018: 71). Odnosi się to np.: „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków (…). Język X przy tym wydaje się niepełnowartościowy bez udowodnienia jego wielowiekowego rozwoju” (Stęplewski 2018: 72).

Lingwistyczne definicje języka, jako systemu służącego potrzebie komunikowania się ludzi między sobą (Zieniukowa 2001: 67), nie są wystarczające z perspektywy polityki. Stąd i określenie „język regionalny”. A przecież język kaszubski wpisuje się w najbardziej powszechną definicję, słowo „język”, które w polszczyźnie oznacza „system znaków (prymarnie dźwiękowych, wtórnie pisanych i innych) służący do porozumiewania się w obrębie danej społeczności. Język jest tworem społecznym, tj. wspólnym wszystkim członkom danej społeczności” (Urbańczyk, red. 1978: 136; zob. Polański, red. 1993). Podstawowa rola jaką odgrywa język narzuca nań konieczność bogacenia się i rozwijania, tak jak w przypadku języka kaszubskiego a sami Kaszubi stanowią „społeczeństwo, które osiągnęło znaczny stopień integracji (np. naród)” i wytworzyli odmianę języka etnicznego, zwaną umownie językiem ogólnym, który „jest narzędziem porozumiewania się o największym zasięgu, ponieważ zaspokaja potrzeby komunikacyjne wszystkich warstw społecznych na danym obszarze (np. jako język narodowy)” (Wicherkiewicz 2014: 26).

Zakończę moje rozważania odwołaniem się do książki Adeli Kożyczkowskiej Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, która opisuje tradycję gdańskich badań nad kaszubszczyzną i nad doświadczeniami językowymi, społecznymi oraz edukacyjnymi Kaszubów. Autorka przedmiotem swoich badań czyni „wiedzę o kulturze kaszubskiej, która wytwarzana jest instytucjonalnie i funkcjonuje jako teoretyczne koncepcje kaszubszczyzny” (Kożyczkowska 2019). Adela Kożyczkowska wyodrębnia dwie takie koncepcje, które nazywa teoriami i pisze: „Dają się one rozpoznać jako dwa konfrontacyjne wobec siebie ujęcia, które nazywam kaszubocentryzmem i polonocentryzmem. (…) [J]ądrem pierwszej jest uznanie autonomii języka kaszubskiego, jądrem drugiej jest uznanie jego zależności od języka polskiego” (Kożyczkowska 2019).  

Bibliografia:

Duliczenko A. D., 1981, Slavjanskie literaturnye mikrojazyki. Voprosy formirovanija i rozvitija, Tallin: Valgus.

Grucza F., 1992, Kaszëbskô Biblëjô. Nowi Testament. IV Ewanjelje, Poznań: Hlondianum.

Klemensiewicz Z. 1953, O różnych odmianach współczesnej polszczyzny, Warszawa: Wydawnictwo PIW 

Klemensiewicz Z. 1982, O różnych odmianach współczesnej polszczyzny,

[w:]

Kałkowska A. (oprac.), Składnia, stylistyka, pedagogika językowa, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 353–432.

Kożyczkowska A., 2019, Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, Gdańsk: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego.

Majewicz A.F., 1989, Języki świata i ich klasyfikowanie, Warszawa: PWN.

Obracht-Prondzyński C., 2006, Zjednoczeni w idei. Pięćdziesiąt lat działalności Zrzeszenia

Kaszubsko-Pomorskiego (1956-2006), Gdańsk: Wydawnictwo ZKP.

Ostrowska K., 2016, „Polskie gwary na wyginięciu?”, czyli obraz polszczyzny ludowej i regionalnej w wypowiedziach użytkowników forum.mlingua.pl, „Rozprawy Komisji Językowej ŁTN”, t. LXIII.

Polański K., 1993, red., Encyklopedia językoznawstwa ogólnego, Warszawa: Wydawnictwo Ossolineum.

Stęplewski A., 2018., Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.

Treder J., 2013, Kaszubszczyzna — od dialektu do języka,

[w:]

Dunin-Dudkowska A., Małyska A. (red.), 70 lat współczesnej polszczyzny. Zjawiska — procesy — tendencje. Księga jubileuszowa dedykowana profesorowi Janowi Mazurowi, Lublin: Wydawnictwo UMCS, 421–438.

Urbańczyk S., 1978, red., Encyklopedia wiedzy o języku polskim, Wrocław: Zakład Narodowy Ossolińskich.

Wicherkiewicz T., 2014, Regionalne języki kolateralne Europy — porównawcze studia przypadku z polityki językowej, Poznań: Wydawnictwo Rys.

Zaręba A., 1988, Literackie języki regionalne w Polsce, „Język Polski”, z. 2–3.

Zieniukowa J., 2001, Ewolucja poglądów na status kaszubszczyzny, w: Kaszubszczyzna – Kaszëbizna, red. E. Breza, Opole: Uniwersytet Opolski – Instytut Filologii Polskiej.

Zieniukowa J., 2005, Kaszubskość i polskość w komunikacji językowej i świadomości Kaszubów,

[w:]

Drong L., Kalaga W. (red.), Wielokulturowość — postulat i praktyka, Katowice: Wydawnictwo UŚ, 209–218.

Majõ Kaszëbji glos? – Velacëjô 2019

V nece, przed velacëjõ do pòlskjéwo parlamentë, vëznaczonõ na 13. pajicznjika 2019 r., rozmajité jidze wuzdrzëc parole, co majõ wobëvatela do velovanjéwo zachãcëc. Njechtërni kandidacë navetka pò-kaszëbskù do nas ze svòjich banéróv ë lecónkóv wolajõ, blós z vjiksza na konkretné pitanja wodpòvjadac nje chcõ. Rzeczëma so, co ta latosô kampanjijô je woglovò tak zmùdnô jak nen jesénni deszcz za woknã.

Rzõdzõcô parteja rozdôvô ë przëwobjecëje vszëstkò ë vszëstkjim, a przez to ve vszëternôstkjich rãkingach „vëmjôtô”, zôs procëmnjicë prosto chãce bjôtkòvanjô sã z tak mòcnim kònjã nji majõ, në téj blós straszõ, że chto glosë nje woddô (na njich), ten wo straci. Tedë jô sã pitajã: majõ Kaszëbji glos v tëch velacëjach? To znaczi – mómë më za kòwum velovac ë za czim velovac?

Kòżdi sóm nó të pitanja so wodpòvjé ë kòl wurnë zrobji, co mdze chcôl. Vedle mje vjikszosc Kaszëbóv púdze „za vjarõ”, „za prôvdzëvõ Pòlskõ” ë „za chlebã” velovac. Mògã sã wó to z kòżdim ë wo vszëstkò vjatovac. Blós dzél – nôvjici z tëch mjastovëch Kaszëbóv – zrobji co jinéwo ë „za wolnoscõ”, ”za rozmajitoscõ” ë „za Pòlskõ wobëvatelskõ” mùrã stanje. Dze mdõ ti, co „za bëlnõ Kaszëbskõ”, „za rejonóv samòrzõdzenjé” ë „za wostavjenjim v Kaszëbsce vjikszéwo partë z naszëch pòdôtkóv” glos woddadzõ? Ti v szúnungú wostónõ. Dlô njich prosto vibjorë nji ma.

Kaszëbji nje mdõ mjelë glosú njigdë, pòkji svòji pòlitikji nje bõdõ mjelë. Prziklôd Rësznotë Autonomje Szlõska ë rozmajitëch ji mùtacij (v tim falú: Szlõskô Rejonalnô Parteja) to nôlepji pòkôzëje. Chòc jima rôz lepji a rôz gòrzi jidze, nji móże rzec, co vjizie svòji tatczëznë nji majõ ë wó co sã bjôdkùjõ dobrze vjedzõ. A Kaszëbji? Kaszëbji – wodkõdka le nen nôród v mòdernëch czasach XIX stalecô sztôltovac sã zaczõn – sõ na pòstrónkù provadzoni. Pòlskji ksãżô katolëckji ë pòlskji nôrodnjicë za dlúgjéwo newo pòstrónka nje pòpùszczõ. Rejonalni jãzëk nama dalë, diktando pjisac, spjevac, túńcovac ë vëszëvac më móżemë. Za svòjõ kaszëbskõ pòlitikã sã brac? Anji navet!

To tak nje je le dzisô. Chcemë sã blós Jaroszovi Derdovskjémù przëzdrzec, chto mjôl na njewo cësk ë skõdka sã ta jewo parola vzãna, że „nji ma Kaszub bez Pòlonji…” co jã dzisô tak rôd v Kaszëbskò-Pòmòrskjim Zrzeszenjim ë Kaszëbskjim Jinstitúce pòvtôrzajõ. Ale navetka Zrzeszińcë doch bëlë v dzélú namerkôni pòlskò-nôrodnõ dejõ, bò wod Vjôlgji Pòlskji do Vjôlgji Pòmòrskji nje je dalek, a Aleksãder Labùda ë Jignac Szútenberg na pòczõtkú lat 30. XX stalecô v parteji, co sã zvala Stronnictwo Narodowe, bëlë ë na terenje Gdinje antiżëdovskjé ë antimjészëznové gazétë kòlpòrtovalë.

Dzisôdnja Prawo i Sprawiedliwość v svòjim programje vjici Kaszëbóm nje daje, jak le pravò do tewo, co më jú mómë ë cvjardé stanovjiszcze, że jú njic sã nama nje nôleżi ë kòżdô glova vëżi pòdnjoslô mdze wukjidlô. Platforma Obywatelska (Koalicja Obywatelska) chce vszëstkjim davac pò róvno, a to mje vëzdrzi za jinõ fòrmõ kùlturovi asimilacie, do jakji doch kòżdé państvò dõżi. Czemù téj tak vjele dzejarzóv kaszëbskjich parlãczi sã z tima karnama ë na jich lëstach do parlameńtë sztartëje?

To je dosc prosto vëtlomaczëc. Kò doch kòrzenje ti lëdze majõ jistné. Jô sóm pamjãtajã sebje, kjéj jô v kòscele v 80. latach wuszléwo stalecô spjévôl: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Abò: „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana! Jakże wielka dziś twoja rana? Jakże długo cierpienie twe trwa”. Abò: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!”.

Z vjiksza Kaszëbji cignõ dzis do tëch, co jidentifikùjõ sã jak wonji sami. Różnjice nje sõ vjôlgjé. Za PiSã velëje katolëk-Pòlôch-Kaszëba, a za KO velëje Pòlôch-katolëk-Kaszëba. Vëzdrzi nó to, co Kaszëbji-Kaszëbji-katolëcë/evanjelëcë/bezvjarni nji majõ za kjim velovac. Tak mdze, pòkji nje stvòrzi sã naja parteja. Do tewo czasë mdzemë vjedno vëbjérelë mjészé zlo.

Spòrtowô sensacjô we Wdzydzach

Kùńcowô tabela rozgriwków bùczczi we Wdzydzach wëzdrzi jak òdwróconô do górë nogama. Nicht sã nie spòdzéwôł dobëcô debiutańtów z Brus, a przédny kańdidat do pùcharu – Żukòwò stanãło za pòdium.


Turnér bùczczi rozgriwóny na terenie Mùzeùm we Wdzydzach miôł barżi tradicyjny przebiég. Czãższô bala do palańta trôfiała do pùnktzonów wëznaczonëch pòwrozama. Na bòjiszczu sã stawiłë 4 karna: Żukòwò, Krëbanë Brusë, Strzebielëno i Gùmisze Wejrowò. Kòżdi skłôd òprócz Krëbanów miôł w swòjim składze doswiôdczonëch miónkarzów. Rozgriwczi w systemie “kòżdi z kòżdim” ùstalëłë, jaczé pôrë wëstąpią w meczach ò 3 plac i we finale.

Brusczé karno dobiwców


Spòrtowi dzél Wdzydzczégò Jôrmarkù òdemkło pòtkanié Brusów i Strzebielëna. Krëbanë, jaczi grelë w biôłëch kòszulkach, baro flot delë sã pòznac jakno kòndicyjno dobri spòrtówcowie i jich przëchwëtiwanié balë we westrzódkù pòla ë chiżé kòntrë lewą stroną nie dałë niżódnëch szansów gòscóm z Nordë. W drëdżim pòtkanim naprocëm se stanãlë Gùmisze i Żukòwò. Ti drëdzë wëzwëskelë swòje ùmiejãtnoscë graniô górą, a stałé wëjimczi grë zdecydowałë ò dobëcym. Sensacją numer jeden bëła dobrô gra Strzebielënianów. Dołączenié do składu Patrika Willë, jaczi ùprawił tempò grë, a techniczné ùmiejãtnoscë Riszarda Machòla ë Zdzysława Willë dałë jima przewôgã w meczu z Żukòwã. W Żukòwie na pòchwałã zasłëgiwô òbrona Radosława Pòłomsczégò ë wëmiana balë górą jegò bracynë Tomasza z Karolã Kùnikòwsczim. Gùmisze, w jaczich składze grelë ùczãstnicë Turneru Fanë 2018 – Tomôsz i Karól Czapòwie nie wiedzelë so radë z procëmnikama, aż do czasu meczu z Brusama. Prowadzącô w tabelë ekipa Miklôsza Ridigera nie òczarzëła dobri òbronë Wejrowianów, a chùtczé bale bëłë przechwëtiwóné i delegòwóné z distansu w pùnktzonã pôłniowców, abò rozgriwóné w pòzycyjnëch atakach. Ten mecz nie zmienił równak sytuacje miónkarzów z Nordë i we finałowim etapie òsta jima biôtka ò trzecy plac. Pierszô pòłowa pòtkaniô z Żukòwã szła baro dobrze aż do òstatnëch sekùńdów. Kòntrola grë, dobré jinterwencje òbronë i dokładné pòdania dałë Gùmiszóm 4 pùnktë. W slédnëch sekùńdach Tomôsz Pòłomsczi równak sczerowôł balã w pùnktzonã za 3 pùnktë. Mecz sã skùńcził efektã 7:6 dlô Gùmiszów, co doprowadzëło do sensacje numer dwa – rewelacyjné techniczno i kòndicyjno Żukòwò wrôcô bez nôdgrodë. Sensacjã numer trzë dało sã ju przewidzec, chòc na minutã przed pierszim gwizdkã arbitra nicht przë zdrów rozëmie bë na to dëtków nie pòstawił. Krëbanë Brusë dobëłë Pùchar Wójta Gminë Kòscérzna i pòkôzałë, że ju nié le Norda mòże sã bùsznic dobrą grą w bùczkã. Domnik Zblewsczi, Łukôsz Kùbiszewsczi, Filip Rumel Czôrnowsczi, Dawid Rodzéń i Miklôsz Ridiger to skłôd dobiwców, jaczi òprócz pùcharu przëwiezlë… wiôlgą, drzewianą swiniã, jakno nôlepszi bùczkarze w tradicyjnym wariańce.


W ùprocëmnienim do halowëch mésterstwów swiata, we Wdzydzach nie bëło niżódnëch skôrgów na robòtã sãdzów. Przédnym rozsądzëcelã béł Kristión Andriskòwsczi, technicznym sãdzą Patrik Mùdlawa. Rozgriwczi zòrganizowałë: Mùzeùm Etnografny Park we Wdzydzach, Gmina Kòscérzna i firma PROCSB Adam Hebel.

Sensacyjny efekt to je téż prognostik na nôblëższé miesądze, w jaczich mô wësztartowac Liga Bùczczi w dzysdniowim ôrce. Całi czas mòżna zgłosëc swòje karno do administratorów facebookòwi stronë Kaszëbskô Liga Bùczczi i baro mòżlëwé, że zôs to debiutańë dobãdą nad tima, co z bùczką są zrzeszony òd zôczątkù ji òdrodë…

Ksõdz to njé Jezës. Szokùjõci film wo ksãdzach pedofjilach sã dzeje téż na Kaszëbach

Njé to je tú nôvażnjészé, bò dokùmant bratóv Sekielskjich szokùje mjimò tewo, ale pravje ta blëzkòsc rëmù, fakt, że akcëjô sã vëdôrzô v dobrze mje znônëch placach na Kaszëbach ë Pòmòrzim, ë wobjimô pòpùlarné pòstacëje v naszim pòmòrskjim wuniversum, vstrzõs mnõ jesz vjicé. Sõ ve filmje Kartúze, je Gòvjidlëno, Gdónsk, Bëdgòszcz, Brodnjica; spravë zadzévajõ wo takjé persónë jak gdónskji metropòlita Sławoj Leszek Głódź abò Lech Wałęsa. Zmjescil sã véj v kadrze navetka kaszëbskji pòczet ze stanjicõ. Dlôcz to mô znaczenjé?

Atutã ne filmù je to, że derekt pòkazëje przipôdkji seksualnéwo vëzvëskòvanjô dzeci przez ksãdzóv, dozvôlô sã pòznac z jich wofjarami, dôvô jim glos, dozvôlô vëslëchac jich historij, zrozmjôc, jak do te przëszlo, jakjé mechanismë zó tim szlë, wod mòmantë wostanjô slúżkã abò gòscënë na plebanjiji. Bracô Sekielskji provadzõ narracëjõ bez teze, na zëmno ë na sëchò pòkazëjõ faktë, bez vlôsné kòmantérë. Njejedni sprôvcovje sami sã przëznôvajõ do vjinë na nagranjim, nje wostôvjajõ vãtplëvòsci ë rëmù na jich bronjenjé.

„Tylko nie mów nikomu” nje je filmã wo pedofjiliji v Kòscele, to je film wo krëcim pedofjiliji v Kòscele – takõ kòmantérã móm czëté ë cãżkò sã z tim nje zgòdzëc, dokùmant pòkazëje vëprôcovôné mechanismë ë taktikji jignorovanjô ë krëcô pedofjilóv przez kòscelnëch hierarchóv ë nôblëższé strzodovjiszcze. Chto mô strach to przëznac, ten mô strach prôvdë. A chto wodpòvjôdô, że doch „v jinëch varkach” téż sã trafjajõ pedofjile, ten sprovôdzô debatã do absurdë ë jignorëje mechanismë krëcô pedofjilóv przez kòscelné sztrukturë, jakjé nji majõ wodpòvjednjika v njiżódnim jinszim strzodovjiszczú.

„Ja przecież uczę w tej szkole. Dzieci uczę, nie? Te dzieci uwielbiają księdza. Ksiądz jest dla nich kimś jak Pan Jezus. I one wiedzą o tym. I tak powinno być!”

Je v tim vszëtkjim jesz pùzzel, jakji przëcig mòjã wuvôgã jakò kòwos z môléwo mjastka, z provinca: famjilëjô, vëchòvanjé ë spòle. Jô rozmjejã, dlôcz wofjarë z filmù sã dalë psichiczno wusidlëc svòjim woprôvcóm, bò jô jesz pamjãtajã, co wod môléwo vklôdô sã kòl nas dzecóm do glovë: respekt, pòdziv, zavjerzenjé, vnetka nôbòżnõ tczã dlô ksãdza, chtëren chòdzi jak v aurze czëstosce ë njick zlégò doch wod jegòmòsca przińc nji móże. Ksõdz je vëjimkã wod regùle. Nje zavjerzéj cëzim lëdzóm, nje bjerzë wod njich bómkóv, nje jidzë z njimi, kjéj chcõ cã gdzes zabrac. Ale kò njé jegòmòscúlkòvi, jegòmòscúlk je móralno lepszi jak jini czlovjek. Doch jo? V „Tylko nie mów nikomu” jeden ksõdz gôdô to czësto ôpen: „Ja przecież uczę w tej szkole. Dzieci uczę, nie? Te dzieci uwielbiają księdza. Ksiądz jest dla nich kimś jak Pan Jezus. I one wiedzą o tym. I tak powinno być!” Nie, nie powinno. Jedna wod wofjaróv v dokùmance klôr gôdô, że malastovanjé trëvalo mjesõcami, bò starszi prosto nje rozmjelë wuvjerzëc, że jich dzeckò je gvôlconé przez ksãdza, a doch tak bëlë sztolc, że jich sink je za slúżka v kòscele. „To księża krzywdzą wasze dzieci. Nie swoje. Ofiarom należy się troska, nie wasze bieganie na klęczkach koło księdza, czy biskupa. Koniec z bałwochwalstwem. Zobaczycie te wilki w koloratkach – od zwykłych księży po biskupów. Zobaczycie po prostu ludzi zepsutych. Na tym filmie zobaczycie, co z księdza może zrobić mentalność, że on jest drugim Jezusem. Jak to jest zgubne. To nie tylko narcyzm, ale choroba”. Tak v kôzanjim skòmantovôl film ks. Jacek Prusak. „Żaden ksiądz nie jest drugim Jezusem.” Nje kladzëta tewo dzecóm v glovë.

„Tylko nie mów nikomu”, całi film je dostãpni na YouTube

O Florianie Ceynowie słów kilka – w 202 rocznicę urodzin ojca kaszubskiej myśli narodowej

202 lata temu, 4 maja 1817 r. w Sławoszynie w powiecie puckim przyszedł na świat Florian Ceynowa (zm. w 1881 r.), ojciec kaszubskiej myśli narodowej. Jego przebudzenie do sprawy kaszubskiej następowało etapami. W czasie studiów we Wrocławiu (1841-1843) F. Ceynowa poznał wybitnych przedstawicieli czeskiego odrodzenia narodowego, byli między nimi fizjolog Jan Evangelista Purkyně i slawista František Ladislav Čelakovský; został tam członkiem Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego. Na jednym z zebrań Towarzystwa w 1843 r. przedstawił po polsku referat O germanizacji Kaszubów, który później został opublikowany w wersji niemieckiej pod tytułem Die Germanisirung der Kaschuben w lipskich „Jahrbücher für slawische Literatur, Kunst und Wissenschaft” za rok 1843. Wyłaniający się z tego eseju program należałoby określić jako defensywny, ograniczający się do położenia zapory dla germanizacji Kaszubów. W tym samym czasie F. Ceynowa rozpoczął pracę nad pisownią i gramatyką języka kaszubskiego. Opublikował swoje pierwsze teksty po kaszubsku.

Odbywając służbę wojskową jako chirurg w Królewcu, Florian Ceynowa związał się z kręgami konspiracyjnymi skupionymi wokół Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Pod wpływem idei narodowowyzwoleńczych włączył się czynnie w przygotowywanie polskiego powstania na Pomorzu. 19 lutego 1846 r. przedostał się do Klonówki k. Starogardu Gdańskiego, by tam przygotowywać atak na koszary pruskie w mieście. Była to część powstańczego planu gen. Ludwika Mierosławskiego. Atak, przewidziany w nocy z 21 na 22 lutego 1846 r., jednak nie nastąpił. Siły pruskie zostały o nim uprzedzone i zawczasu zorganizowały obronę. F. Ceynowa rozwiązał swój około stuosobowy oddział, a sam się ukrył. Został jednak aresztowany i osadzony najpierw w więzieniach w Starogardzie i Grudziądzu, a od listopada 1846 r. w berlińskim Moabicie.

Na pobyt w więzieniu przypada następny etap rozwoju kaszubsko-narodowej myśli Floriana Ceynowy. Historyk Zygmunt Szultka, w książce Florian Ceynowa. Teksty więzienne tak o tym pisze: „W celi śmierci wykrystalizował się jego kaszubski program ideowy, społeczno-narodowy i kulturalny, którego istotą był język kaszubski jako najważniejszy czynnik oświaty i postępu Kaszubów oraz pancerz ochronny przed utratą tożsamości”. Po opuszczeniu więzienia Florian Ceynowa, jak ujął to badacz dziejów Kaszubów Gerard Labuda w artykule Podłoże polityczne dyskusji nad autonomią języka kaszubskiego na przełomie XIX i XX stulecia: „[r]ewolucyjną walkę z germanizacją zastąpił ewolucyjnymi działaniami budzenia świadomości narodowej ziomków jako najbardziej skuteczną formą zwalczania zapędów germanizacyjnych państwa pruskiego”.

Uwięziony, poddaje jednej z ostatnich redakcji tekst napisany prawdopodobnie już wcześniej i zatytułowany Krotochwilno rozmòwa Pòlocha z Kaszebą, co do którego nie ma wątpliwości, iż jest tekstem „programowym (ideowym)”, jak go określił Z. Szultka. Tekst ten został po raz pierwszy opublikowany w Gdańsku w 1850 r. pod ostatecznym tytułem i redakcją jako Rozmova Pólocha z Kaszebą. Jeszcze w tym samym roku w 10. numerze „Szkoły Narodowej”, wydawanej w Chełmnie, F. Ceynowa wystąpił jako przedstawiciel narodu kaszubskiego w artykule Kaszebji do Pólochov, zaś w numerze 11. tego czasopisma ogłosił swe rozważania Wó narodowosce a wó mówie. W każdym z tych tekstów autor traktuje Kaszubów i Polaków jako odrębne, równorzędne podmioty. Stara się akcentować wspólne historyczne dzieje, ale jednocześnie zwraca uwagę, iż choć kaszubszczyzna i polszczyzna wyrosły z jednego pnia, to – wedle jego opinii – nie ma wątpliwości, że są to różne języki. Wyłania się z tego nowy, tym razem ofensywny, program F. Ceynowy, który odtąd promował będzie język kaszubski, literaturę i kulturę.

Ostatecznie poglądy Floriana Ceynowy ukształtowały się na przestrzeni kilkunastu następnych lat. Cezurą końcową tego okresu był rok 1868, gdy autor wydał swój tekst zatytułowany Rozmòva Kaszébé s Pòlôchę. Jerzy Treder, w opracowaniu do wydanej przez Instytut Kaszubski książce „Florian Ceynowa. Rozmòwa Pòlôchã z Kaszëbą. Rozmòwa Kaszëbë z Pòlôchã, tak ocenił znaczenie tego utworu: „Rozmowa Kaszuby z Polakiem zajmuje w piśmiennictwie kaszubskim, polskim, słowiańskim i europejskim wyjątkową pozycję. Oto bowiem Kaszuba reprezentujący słowianofilskie (czy nawet panslawistyczne) poglądy oraz znający filozoficzne i literackie prądy europejskiego pozytywizmu, włącza się, pisząc po kaszubsku, do głównego nurtu XIX-wiecznej literatury zaangażowanej społecznie, w której ostro krytykuje nierówność stanów, szczególnie szlachtę i duchowieństwo. Wystąpił jako obrońca Słowiańszczyzny, wartości Wschodu, przed cywilizacyjnymi zagrożeniami Zachodu.” Ten ostateczny radykalizm Floriana Ceynowy wziął się zapewne nie tyle nawet z jego wiary w ideę panslawizmu czy zaangażowania w kolejne zjazdy ogólnosłowiańskie w Rosji, ile wynikał z reakcji Polaków na jego kolejne artykuły i rozprawy.

W dyskursie etnograficznym i językoznawczym, jak zauważył Daniel Kalinowski w artykule Literatura kaszubska w perspektywie postkolonialnej. Cassus twórczości Floriana Ceynowy (część II) opublikowanym w tomie 46 „Zeszytów Łużyckich”, reakcje polskich elit przypominały „kolonialistyczne traktowanie Kaszubów”. Jan Karnowski po latach tak to podsumował, gdy pisał w książce Dr. Florian Ceynowa o tym, z jakim odbiorem spotkał się tekst F. Ceynowy Kaszebji do Pólochov: „Propozycja jego sojuszu z narodem polskim, w zamian za przyznanie Kaszubom narodowej samodzielności, została zakrzyczana. Opór duchowieństwa i ziemian był przemożny”. Czas pokazał, jak ważną dla tożsamości Kaszubów była inicjatywa Floriana Ceynowy, lekarza ze Sławoszyna, który dał początek procesowi przekazywania wiedzy kulturowej – był przecież pierwszym kaszubskim folklorystą, językoznawcą czy historykiem – oraz stworzył podstawy kaszubskiej myśli narodowej i rozpoczął mobilizowanie Kaszubów do aktywności etnicznej.

Pjismò regionalné abò kaszëbskjé

Jãzëk ë jewo pjisënk sõ fùńdameńtã etnjicznoscë Kaszëbóv. Jeżlë më, Kaszëbji, chcemë, cobë kaszëbskji jãzëk sã stôl fùńdameńtã etnjicznoscë ë rodnõ mòvõ naszëch dzeci, żebë sztôlcëlë sã në dzecë v dëchù vjelekùlturovòscë ë dëbeltjãzëkòvòscë, żebë vëroslë z nëch dzeci bëlni, majõci klúcz do svòjéwo dôdomù Kaszëbji ë wobëvatele Pòlskji, Europë a svjata, je nôvëższi czas vrócëc do pjisënkù sztôltovônéwo na spòdlim vlôsnéwo, vërobjonéwo przez pòkòlenja ôrtë zdrzenjô. Pjisënk, jakno grafjiczné przedstavjenjé jãzëka, jistno jak jiné zachë, takjé jak svòja zemja, historicznô pamjãc abò religiô, je dzélã pòczëcô etnjiczni jednotë.

V jinternece, wod kjile dnji, nalezc jidze rôczbã Radzëznë Kaszëbskjéwo Jãzëka „do pògłãbiony diskùsji na témat zachòwaniô i rozwiju kaszëbsczégò jãzëka w przińdnoscë”. Pòdpjisôni pòd njõ nôleżnjicë RKJ dzëkùjõ vszëtkjim, co dozérajõ pjisënkù z „historiczny ùgòdë” z 1996 r. wod jakji vnetka mjinje 25 lat. Jô téż rôd do nëch slóv pòdzãkji sã dolõczajã, bò jem dbë, że bél to vôżni etap. Blós czas je nôvëższi sã z njewo vëcopac. Mòje mjono ë nôzvëskò róvnak pòd tim dokùmeńtã sã nalazlo ë temù pravje jô przëjõn rôczbã RKJ ë chcã mòje zdrzenjé nó tã spravã pjisënkù, kaszëbskji grafji, v timtú teksce pòkazac ë dokazac, czemù jô jú dali tewo kompromjisë nje wuvôżajã.

Zicher njicht bë nje „fejrovôl” żódnéwo „25-lecô ùgôdënkù z 1996 r.”, kjéjbë njé pòrëch, jakji sã zrobjil vkól naji grafji pò vëdrëkòvanjú pò-kaszëbskù „Môléwo Princa” v pjisënkù zabédovônim przez Maceja Bańdura, autora tlomaczenjô romana Antoine de Saint-Exupéry. Jô tam w ti ksõżce vëdôni lonji, v pòslovjú, napjisôl tak: „Przëklôd »Môléwo Princa«, jakji Kaszëbji pravje dostelë, móże bëc blëzkji kòżdémù, co gôdô v rodni mòvje, a norma, v jakji won wostôl stvòrzoni, je bëlnim bédënkã dlô pjiszõcëch pò-kaszëbskù, cobë jic nõ stegnõ, jakô daje nôdzejã na rozvjij kaszëbjiznë. V ti robòce Maceja Bańdura, v tim céchùnkù nama dônim, abò më wuzdrzimë élefańta dzegvjonéwo przez znjijã bóa, abò më móżemë dalé so pòvjadac »wo brëdżú, golfie, pòlitice a szlipsach«”. Pòrëch sã zrobjil, jo. Téj nastôl czas, cobë nã mòjã mëslã rozvjic.

Jô mjôl to szczescé, że na mòji drodze żëcô, kjéj jô bél 20 lat stôri, jô spòtkôl ksãdza Frãca Grëczã, Jana Drzéżdżona ë karno sztúdéróv redagùjõcëch pjismjono „Tatczëzna”. Jô mjôl to szczescé, co jô żil v baro cekavëch latach 90. dvadzestéwo stalata, kjedë czëlo sã, że wóz na jakjim nëkô svjat – téż nen nasz kaszëbskji – je na vjôlgjim zôkrãce a léckji mògõ wuchvacëc ti, co nji majõ strachù bëc aktiv ë majõ chòc përzinkã pòjãcéwo, v jakõ stronã wonji chcõ kùczrovac. Pòd dejovim cëskã wostatnéwo Zrzeszińca Grëczë ë pjisôrza Drzéżdżóna, më, mlodi z „Tatczëznë”, jesmë sã pòdpjisalë pòd „stanovjiszczã” vëdônim v czas II Kòngresë Kaszëbskjéwo v 3. numrze „Lecëdła” (bjuletinë kòngresovéwo), jakjé mjalo titel „Fundament naszej etniczności” ë tikalo sã kaszëbskjéwo jãzëka ë pjisënkù v tim jãzëkù przed vszëtkjim.

Më bëlë v sztãdze bronjic newo „stanovjiszcza” jak samòstójnotë, a Eugenjusz Prëczkòvskji, chtëren je napjisôl ë z karnã „Tatczëznë” wobgôdôl, hewo tak argùmeńtovôl naszõ wupjartosc v spravje: „(…) dobór odpowiedniego systemu ortograficznego uzależniony jest od przekonań językowych dobierającego. I to jest właśnie sedno całego problemu. Ażeby go z najlepszym i trwałym skutkiem rozwiązać, trzeba jak najszybciej powrócić do pisowni historycznej (wypracowanej na przestrzeni prawie całego wieku od F. Ceynowy do A. Labudy) i do projektu S. Bieszka z 1959 r., osadzonego na gruncie języka, powtarzam – języka kaszubskiego.”

Tëma, co móże nje vjedzõ, nót v tim placú napjisac, że pjisënk, jakji wod 1990 r. stosovôni bél v „Tatczëznje”, v jakjim 4 Evanjelie na kaszëbskji tlomaczil ks. F. Grëcza, jakji przëjãnë za svój jú tédë m.jin. Eugenjusz Gòłõbk – tlomôcz Novéwo Testameńtë czë autor romana „Tvôrz Smãtka” (z nordovima zjinakama) Jan Drzéżdżón, bél wuprocëmnjenjim sã do „Zasad pisowni kaszubskiej” E. Brezë a J. Trédra stvòrzonëch v 1975 r. Në pòvstalë na spòdlim vjarë v to, że kaszëbjizna je dialechtã pòlskjim ë dlôte ji grafja: „(…) powinna być jak najbardziej zbliżona do pisowni języka polskiego literackiego; wówczas będzie jak najbardziej przystępna dla Kaszubów i innych Polaków oraz cudzoziemców”.

To bëla wojna dvúch czësto różnëch pòzdrzadków, wo jakjich më dzisô gôdômë, że jeden je „pòlonocentriczni” a drëgji „kaszëbòcentriczni”. Ten etnjiczni dobivôl. Biblëjô, ksõżkji, gazétë, slovôrze – redaktorskô robòta E. Prëczkòvskjéwo ë jewo znajomòsc pjisënkù, za jakjim won wobstojivôl – przenôszala brzôd. Ale ze stronë strzodovjiszcza pòlonistóv Gdúńskjéwo Wuniversitetë téż nje chcelë wodpùscëc svòjéwo „doróbkù”. Mëszlã, że ten dualism pjisënkù bë varôl jesz dlúgò, kjéjbë njé cësk corôz to vjikszéwo karna szkólnëch, jakjé chcalo mjec dlô vigòdë wornung z kaszëbskõ grafjõ zrobjoné. Chto chce znac vjici drobnotóv tewo, jak doszlo do „ùgòdë z 1996 r.”, njech przeczëtô dnjovnjik Stanjislava Pestkji – dzél, jakji sã nalôz v ksõżce „Pro memoria. Stanisław Pestka 1929-2015” na stronach 286-290.

Ta lektura móże zadzëvòvac przed vszëtkjim tëch, co cvjerdzõ v svòjich vëpòvjescach v jińternece, jakjé to „mõdré glovë” ë jak baro zaslúżoné dlô „rozvjiju jãzëka kaszëbskjéwo” sã medzë sobõ dogôdalë ë salomònové rozrzeszenjé v spravje pjisënkù zrobjilë. Kjile pjisôrzóv, përznã szkólnëch, kõsk gazétnjikóv – do jakjich móże z vjiksza pasovac mësla S. Pestkji: „Dla mnie pisenk, zwłaszcza z rozmnożonymi znakami diakrytycznymi, nigdy nie był sprawą życia i śmierci” – żdalo na kúńc jãzëkòvëch sztridóv pòlonistë prof. Edvarda Brezë, jinżinérë/gazétnjika E. Prëczkòvskjéwo a tlomacza/elektrika E. Gòlõbka. Jô (historik/gazétnjik) stojôl za Prëczkòvskjim ë Gòlõbka ë na tamten czas jô bë v spravje pjisënkù le jima vjerzil.

Jak to sã stalo, że kòl tamtewo, vnetka wokrãgléwo, stolë pòlég zôpjis tipù „Szed, móg” zamjast „szedł, mógł” ë przed vszëtkjim przepadlo „jotovanjé”, wo jakjim E. Prëczkòvskji v stanovjiszczú „Fundament naszej etniczności” pjisôl, że: „Jest to najistotniejsza zasada systemu ortograficznego kaszubszczyzny, eliminujõca podwójnõ funkcję samogłoski »i« (…) oraz stosowanie w ogóle nie występującej w kaszubszczyźnie samogłoski »y«”, jô do dzisô nje rozmjejã. Cësk szkólnëch? Mést jo. Blós czë ti „prakticë” vjedzelë, co robjõ, kjedë wòlalë wo „zachowanie rozsądku i umiaru w modyfikacji pisowni” abò jiscëlë sã, że bõdõ mùszëlë wuczëc „nowego jakby języka”? Szlo jima wo jãzëk kaszëbskji? Mùszã z tim tôklã żëc, bò móm v tim wugôdënkù svój wudzél…

Le kjéj jô na to tam vszëtkò, co wostalo przëjaté ë nazvóné „kompromjisã” z 1996 r., zdrzã z tõ vjédzõ, jakõ jô dzisô móm, to v calosci zrozmjalõ je dlô mje ta jesz jedna mësla S. Pestkji z jewo dnjovnjika: „Pozostałe zmiany prof. Breza łaskawie zaaprobował.” Kò doch! Mjenjenjé „ę” na „ã”, abò „o” na „ò” ë „u” na „ù” abò vëzbëcé sã „i” v slovach tipù „cziedë”, njick nje pòpsëlo pòlonisticznéwo/pòlonocentricznéwò pjisënkù autorstva prof. Brezë ë prof. Trédra. Kaszëbji dali pjiszõ v grafji „jak najbardziej zbliżonej do języka polskiego” ë nje przëszkôdzô jima, że gôdajõ ë wuczõ sã „języka regionalnego”. Chcemë wotemknõc woczë! Bédëjã, żebë kòżdi z tëch, co majõ pòdpjisôné tamten dokùmeńt, przëpòmnõn so, jakjé mësle njim kjerovalë v tamtim czasú ë zestavjil no z dzisdnjovòscõ ë tereczasnim svòjim zdrzenjim na kaszëbskji jãzëk ë svòje pòczëcé kaszëbskòscë.

Jô, Artur Jablonskji – jeden z tëch, co sã pòdpjisalë pòd wugòdõ v spravje pjisënkù z 1996 r., chcã vama pòvjedzec, że fùńdameńtã mòji etnjicznoscë je apartni, slovjańskji jãzëk kaszëbskji, jakjéwo znakã je apartnô, klasicznô grafja, jakô nôlepji woddôvô dëcha ë mòvné znankji kaszëbjiznë, mòji rodni/nôrodni mòvë.

Nie bójmy się być Kaszubą, Serbem Łużyckim czy góralem, gdziekolwiek jesteśmy

Kilka lat temu na międzynarodowej konferencji naukowej poświęconej tematyce Europy Środkowo-Wschodniej, poruszyłam temat Łużyc, zadając zgromadzonym retoryczne pytanie, stanowiące jednocześnie tytuł mojego referatu*. Czy Łużyce to skansen, czyli przestrzeń muzealna, gdzie pokazuje się jakiś egzotyczny lud o interesujących obrzędach, czy może region, gdzie stare tradycje wciąż są żywe? Podróżując od ponad dziesięciu lat na Łużyce Górne i Dolne, zdążyłam poznać nie tylko ich dzieje z perspektywy historycznej, lecz przede wszystkim z punktu widzenia zwykłego człowieka. To spojrzenie oddolne i prywatny kontakt z Serbami Łużyckimi nauczyły mnie więcej niż godziny spędzone w czytelni biblioteki uniwersyteckiej na badaniach źródeł wtórych.

„Przyszłość potrzebuje korzeni”, Budyšin, 2014, fot. Macéj Bańdur

Podobne pytanie można by było sformułować, odnosząc się do Kaszub, które jako region poznałam podczas studiów na UMK w Toruniu. W moim roczniku było dużo osób, które pochodziły z Brus i zdawały maturę w Kaszubskim LO. W rozmowach z tymi ludźmi miałam dziwne wrażenie, że nie chcą bądź nie potrafią manifestować swojej kaszubskości na zewnątrz. Wiem, że we własnym, zamkniętym środowisku rozmawiali po kaszubsku i czuli się swobodnie, przy nas jednak posługiwali się jedynie językiem polskim. Pochodzę z Beskidu Żywieckiego, miejsca gdzie również kultywujemy własne, stare zwyczaje i mówimy gwarą górali żywieckich, różniącą się od wsi do wsi wymową i słownictwem. Gwary używałam jednak od zawsze jedynie w domu rodzinnym, ewentualnie do rozmów z sąsiadami. Z moimi rówieśnikami zawsze wybierałam polski język potoczny, bez śladu naszych, góralskich, naleciałości. Dlatego wtedy wydawało mi się, że doskonale rozumiem, dlaczego znajomi Kaszubi chcą pozostać w ukryciu i nie afiszują się ze swoją, odrębną przecież, kulturą i językiem. Dzisiaj wiem, że taki czarno-biały obraz świata wynieśliśmy ze szkoły, gdzie uczono nas mówić piękną polszczyzną, a gwary, dialekty czy też języki inne niż „ojczyzna-polszczyzna” spychane były na drugi plan. W życiu publicznym używało się ich jedynie w określonych kontekstach, np. w Żywcu podczas jakiegoś wydarzenia kulturalnego, kiedy nierzadko ludzie nieznający gwary z domu próbowali się nią posługiwać na scenie, z bardzo komicznym zresztą efektem. Poza tym w oficjalnej komunikacji królował słownikowy j. polski. Gwara była również postrzegana jako coś gorszego, kojarzącego się głównie z wsią, kapliczką Chrystusa Frasobliwego na rozstaju dróg, jakimiś wycinankami, kolorowymi strojami i kobietami w chustkach na głowach.

Podobną postawę przybierali Serbowie Łużyccy, którym przez wieki łatwiej było osiągnąć awans społeczny, mówiąc po niemiecku, niż w swoim słowiańskim języku. Wielu Serbów Łużyckich wyparło się swojej tożsamości na zewnątrz, zamykając ją w wąskim kręgu rodzinnym lub całkowicie ją porzucając. Doprowadziło to z czasem do postępującej germanizacji oraz zaniku języków łużyckich w codziennych rozmowach; w szkole, w pracy czy w urzędzie. Doskonale pamiętam słowa znajomego, ojca dwójki nastolatków, który podsłuchiwał rozmowy swoich pociech i z przerażeniem odkrył, że gdy tylko zostają sami, przechodzą z górnołużyckiego na niemiecki. Próbując dowiedzieć się, na ile Serbowie mogą używać swojego prawa do używania języka łużyckiego w urzędach na konkretnym, ściśle określonym przez prawo obszarze, kilka lat temu ruszyłam nawet w teren. Wielu urzędników, ale i samych Serbów Łużyckich, powiedziało mi wtedy, że łatwiej im załatwić formalności po niemiecku. Odrębna kwestia to znalezienie urzędnika władającego płynnie górno- lub dolnołużyckim**.

Od tamtego czasu kilka rzeczy się zmieniło. Narodziły się nowe, lokalne inicjatywy zarówno dla gwar polskich, jak i dla języka kaszubskiego i języków łużyckich. Wiele osób nosi jednak wciąż w sobie zakodowany od pokoleń kompleks niższości dla mowy odrębnej od oficjalnego języka państwowego. Uważam, że należy odrzucić to stare myślenie i wyjść na barykady, walcząc o równouprawnienie dla wielojęzyczności. Świadomość tych zmian powinna mieć odzwierciedlenie w programie szkolnym, aby żadne dziecko, a potem nastolatek i dorosły, nie czuło się gorsze, lecz z dumą odnosiło się do swojej tożsamości regionalnej czy podwójnej tożsamości narodowej. Nie bójmy się być Kaszubem, góralem czy Serbem Łużyckim, gdziekolwiek jesteśmy!

*Michniuk J., Modern Lusatia. Skansen or living traditions of the region? National consciousness of citizens and minority rights in times of increasing globalization and unification of culture [w:] Central Europe on the Threshold of the 21st Century: Interdisciplinary Perspectives on Challenges in Politics and Society, Cambridge Scholar Pubishing, red. Czechowska L., Olszewski K., Newcastle upon Tyne 2012.

**Michniuk J., Rěčiće wy serbsce? Język serbołużycki w niemieckich urzędach. Teoria i praktyka [w:] Myśl.pl, Nr 23 (2/2012).

Justyna Michniuk jest absolwentką stosunków międzynarodowych (specjalizacja niemcoznawstwo) oraz filologii słowiańskiej (j. serbski i bułgarski) na UMK w Toruniu, a także kursów doskonalenia zawodowego o tematyce logistyka i handel zagraniczny przy Izbie Przemysłowo-Handlowej w Hamburgu.  Zawodowo umacnia dobre stosunki polsko-niemieckie oraz pisze teksty do różnych czasopism i dla portali internetowych o tematyce etnologicznej, etnograficznej, ludoznawczej, antropologicznej itp.

Kościół – bierny i niechętny

Kościół katolicki realizował swoje cele duszpasterskie w regionie przy użyciu języka swoich wiernych i jako pierwszy tworzył czasopisma w tym języku oraz audycje religijne w radiu. Duchowni wspierali bardzo mocno szkoły językowe, które powstały pomimo prześladowań ze strony władz.

Bardzo bym chciał, żeby ten opis dotyczył języka kaszubskiego. Nie jest tak niestety i kto wie, czy kiedykolwiek będzie. Język euskera (baskijski), o którym mowa w tym tekście, pomimo zakazów jego używania w państwie hiszpańskiego dyktatora generała Franco, dzięki wsparciu Kościoła katolickiego zaczął zmartwychwstawać w latach 50. XX wieku. A jak na kondycję języka kaszubskiego wpływa Kościół w Polsce?

Odpowiedź na to pytanie może stanowić przedmiot ciekawej pracy naukowej, która z resztą już powstaje w Japonii. Goro Christoph Kimura, sekretarza japońskiego Towarzystwa Slawistyki, profesor Uniwersytetu Sophia w Tokyo, zakończył niedawno prowadzone przez siebie w tym temacie badania terenowe na Kaszubach. Wśród osób, które udzieliły mu wywiadu byłem również i ja. Spostrzeżeniami, które przekazałem japońskiemu uczonemu, chciałbym podzielić się również na łamach Skry. Nie czynię tego po to, by dołączyć do licznego już grona krytyków instytucji, która boryka się z wieloma problemami nie tylko duchowej natury, lecz z nadzieją na zmianę.

W XIX wieku Kaszubi zaczęli się emancypować, tzn. budować swoją własną pozycję społeczną, niezależność ekonomiczną, a w konsekwencji także rozwijać własną kulturę, co legło u podstaw naszej etnicznej podmiotowości. Miała na to wpływ globalna modernizacja stosunków ekonomicznych, społecznych i kulturowych, która objęła, oczywiście, także inne narody, w tym Polaków. Dążenia narodowowyzwoleńcze tych ostatnich, rozbudzające się poczucie własnej odrębności narodowej Kaszubów, jak również plan umocnienia dominacji niemieckiej na Pomorzu realizowany przez państwo pruskie, sprawiły, że w drugiej połowie XIX stulecia rozpoczęła się „walka o dusze” Kaszubów. Nie wchodząc w szczegóły niezwykle skomplikowanych procesów, można stwierdzić, iż ogromna większość z nas całkowicie się zgermanizowała, spora część uległa znaczącej polonizacji, zaś mniejszość wybrała tożsamość kaszubsko-narodową.

W stosunku do Kościoła Katolickiego, którego polskie struktury oddziaływały na Pomorze Wschodnie od XII w., przyjęło się twierdzenie, iż był „czynnikiem, który wzmocnił odporność Kaszubów wschodniopomorskich na procesy germanizacyjne”, cytując historyka Józefa Borzyszkowskiego, autora m.in. książki zatytułowanej Kaszubsko-pomorscy duszpasterze – współtwórcy dziejów regionu. Jednakże równocześnie badacz ten w swoich rozważaniach nad udziałem duchowieństwa diecezji chełmińskiej w interesujących mnie procesach emancypacyjnych napisał, że „godne głębszej refleksji jest to, że w świadomości Kaszubów katolicyzm był polską wiarą, a język polski katolicką mową”. Na tego typu subtelności nie sili się już politolog Andrzej Modrzejewski, który w artykule Kaszubi wobec kwestii narodowej, napisał: „katoliccy Kaszubi byli indoktrynowani w duchu patriotyzmu polskiego przez kler katolicki, zwłaszcza przez niższe duchowieństwo”. W tej sprawie nic się nie zmieniło do dziś.

Polsko-patriotyczna (nacjonalistyczna?) indoktrynacja Kaszubów trwa na niemal każdej niedzielnej Mszy świętej. Zjawisko to nie musi za każdym razem objawiać się w formie zupełnie nieteologicznych, „bogoojczyźnianych” komentarzy w głoszonych z ambon kazaniach. W zależności od temperamentu księdza (jego politycznych poglądów) mają one miejsce częściej lub rzadziej. Zwykle pojawiają się w kontekście polskich świąt państwowych czy narodowych. Do skutecznej indoktrynacji wystarczy niemalże podprogowe powtarzanie przez kapłana: „my, naród polski”, „my, Polacy”, „nasza Królowa Polski”, „weźmy udział w narodowej modlitwie Polaków”, itd., itp., a to dzieje się najczęściej. Tak jakby Kościół nie był powszechny… Własne doświadczenie aktywisty kaszubskiego, jednego z założycieli stowarzyszenia narodowości kaszubskiej Kaszëbskô Jednota, daje mi asumpt do tego, by móc stwierdzić, że stosunek współczesnego Kościoła Katolickiego w Polsce do kaszubskiej tożsamości narodowej jest raczej niechętny. Opieram to twierdzenie np. na osobistej rozmowie przeprowadzonej z abpem Tadeuszem Gocłowskim, bądź co bądź kościelnym liberałem, w 2008 r. podczas konferencji Episkopatu Polski w Juracie, a przede wszystkim wnioskuję tak z treści kazania wygłoszonego przez ks. prof. Jana Perszona na Zjeździe Kaszubów w dniu 10 lipca 2012 r. w Sopocie – szczególnie z jego ostatniego fragmentu bezpośrednio odnoszącego się do rzekomych deklaracji Kaszëbskji Jednotë oderwania Kaszub od Polski.

Wobec języka kaszubskiego Kościół Katolicki w Polsce przyjął bierną postawę. Nie chcę tą wypowiedzią umniejszać roli poszczególnych księży Kaszubów. Są wśród nich tłumacze ksiąg nowego i starego testamentu na język kaszubski: ks. prałat Franciszek Grucza czy franciszkanin o. profesor Adam Sikora, są kaszubskojęzyczni poeci, jak ks. profesor Jan Walkusz i wspaniali duszpasterze głoszący od dawna słowo boże po kaszubsku, jak np. ks. dr Marian Miotk. Pamiętam i doceniam również zasługi dla kaszubszczyzny (języka i kultury) ks. profesora Jana Perszona oraz ks. biskupa chełmińskiego (pelplińskiego) Bernarda Szlagi i nieocenionego metropolity gdańskiego abpa Tadeusza Gocłowskiego. Zwracam jednak uwagę na fakt, że Kościół Katolicki jako instytucja nie wyszedł z inicjatywą objęcia wsparciem języka kaszubskiego. O ile mi wiadomo, w sposób formalny czy nieformalny nigdy instytucja Kościoła nie zdecydowała się na duszpasterstwo w języku kaszubskim, wydawanie czasopism, otwieranie szkół kaszubskich (nie mam tu na myśli szkół katolickich). Żaden biskup nie nakazał księżom w swojej diecezji odprawiania regularnych, coniedzielnych mszy w języku kaszubskim.

Wydanie poszczególny ksiąg Biblii, nowego i starego testamentu, lekcjonarza czy modlitewnika traktuję jako inicjatywy prywatne (bądź społecznościowe), zainicjowane przez osoby świeckie lub pojedynczych duchownych. Twierdzę również, że teksty biblijne czy liturgiczne tłumaczone na język kaszubski to zbyt mało, by uratować język kaszubski. Nie wystarczy też świadomość, z jaką w jednej ze swych wypowiedzi podzielił się metropolita gnieźnieński abp. prof. Henryk Muszyński: „Fragmenty w języku kaszubskim w wydarzeniach na całych Kaszubach powinny być obecne. Jest to bardzo ważne z dwojakiego powodu. Pierwszy powód to nasza integracja z Europą – integracja nie oznacza unifikacji. Trzeba pielęgnować swoje odrębności”. Tego typu myślenie (mimo wszystko ograniczone) charakteryzuje również wydane w 1993 r. przez abpa Tadeusza Gocłowskiego wskazania duszpasterskie dla archidiecezji gdańskiej. Ich autor poprzestaje na zaleceniu “otoczenia opieką” przez “duszpasterzy” inicjatyw związanych z “organizowaniem” Mszy św. “przez środowiska kaszubskie”.

Dlaczego tzw. „kaszubskie” Msze św. (z kaszubską liturgią słowa, modlitwą wiernych i pieśniami w języku kaszubskim) trzeba w specjalny sposób organizować? Dlaczego nie ma ich co niedziela, w ramach zwykłego harmonogramu odprawiania nabożeństw w każdej parafii na Kaszubach? Przy próbie odpowiedzi na te pytania, poza brakiem zgody (przyzwolenia) ze strony kościelnych władz, pierwsze co się nasuwa to fakt, że nie ma tylu kaszubskojęzycznych księży. Dlaczego zatem język kaszubski nie jest regularnie nauczany w seminariach duchownych w Pelplinie i Gdańsku? Pamiętam, że z inicjatywy samych kleryków zajęcia takie, nadobowiązkowe, były prowadzone w Pelplinie, ale to kolejna „prywatna” inicjatywa, a nie instytucjonalne zaangażowanie Kościoła.

Może w dobie kryzysów, jakie przeżywa Kościół, jednak warto sięgnąć po język kaszubski w codziennej pracy duszpasterskiej? Biorąc pod uwagę statystyki, które mówią, że w archidiecezji gdańskiej, w skład której wchodzą dwie diecezje: pelplińska i gdańska, a ich powierzchnia pokrywa się z obszarem etnicznie kaszubskim, do kościoła regularnie uczęszcza znacznie ponad 50 % osób (w skali całej Polski jest to 36%), nie mam wątpliwości, iż sugerowane przeze mnie działania wpłynęły by na tak pożądany rozwój języka kaszubskiego. Czy taka zmiana nastąpi, czy Kościół sięgnie po kaszubski w swoich działaniach pastoralnych, zależy pewnie od własnego „interesu” Kościoła. Wydaje mi się, że zmiana postawy z biernej na czynną (aktywną) może przynieść Kościołowi więcej ewangelicznych korzyści niż strat.

Pismo w dyskursie narodowym

Refleksje po lekturze książki Artura Stęplewskiego

Dla mnie, osoby od 30 lat uczestniczącej w procesie standaryzacji języka kaszubskiego z perspektywy dziennikarza i literata, książka Artura Stęplewskiego „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” jest swego rodzaju odkryciem nowego/starego terytorium, po którym stąpałem od dawna, kierując się intuicją i doświadczeniem, lecz nie potrafiłem do końca go nazwać i opisać. To lektura dla każdego – językoznawców i laików w tej dziedzinie, i choć Kaszubi i język kaszubski pojawiają się na kartach tej książki jedynie w sposób kontekstowy, to warto po nią sięgnąć, by wiedzieć, że nasze problemy z językiem, jego ortografią i standaryzacją nie są niczym wyjątkowym w świecie słowiańskim.

Pierwsza część publikacji omawia pismo jako „obraz języka i znak kultury”, zaś druga poświęcona jest „słowiańskim zmaganiom z pismem i grafią”. Najwięcej miejsca autor poświęca, oczywiście, casusom serbskiego i chorwackiego – opierając się na najnowszych XX- oraz XXI-wiecznych przykładach tych dyskursów narodowych, ale jednocześnie umiejętnie sięga po szeroką paletę przykładów z dyskursów innych narodów słowiańskich: tych najdawniejszych, pansłowiańskich wizji jednego języka z wieloma narzeczami, jak również tych najnowszych, śląskich dążeń do ustandaryzowania własnego etnolektu.

W kontekście pansłowiańskim, dla czytelnika Kaszuby, ciekawe wydają się ocena postaci i opis ideologii Aleksandra Hilferdinga. Artur Stęplewski nazywa go „postacią pierwszoplanową w świecie słowiańskim, którą z czasem jednak wymazywała historiografia rosyjska”, a jego działania na Kowieńszczyźnie, Żmudzi, na Kaszubach i wśród Słowian południowych określa jako przejaw rusyfikacji, mającej „wzmacniać pozycję Rosji i rozszerzać jej strefy wpływu”. Z równie dużą uwagą czyta się o tezach, jakie formował Ján Kollár, którego założenie, „że wszyscy oświeceni Słowianie będą studiować staro-cerkiewno-słowiański, aby poznawać zasady gramatyki i leksyki słowiańskiej”, co zbliży ich „do rozumienia innych narzeczy współczesnych, nie tracąc (w każdym razie w początkowym okresie formowania się wspólnej kultury Słowian) indywidualnych, etnicznych cech językowych”, autor książki określa jako poszukiwanie „złotego środka”.

Pisząc o próbach tworzenia zasad normatywnych dla śląszczyzny, A. Stęplewski obszernie omawia „projekt ortograficzny” prowadzony pod kierownictwem Jolanty Tambor. Swoje uwagi na ten temat autor książki kończy następującym stwierdzeniem: „Działacze śląscy, przewidując, że proces normalizowania idiomu wymaga wielu lat pracy związanej m.in. z obserwacją praktyki codziennej w stosowaniu ortografii, przyjęli – co stanowi rzadkość w procesach narodowotwórczych – nieograniczony czas przyswajania normy graficznej. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że idiom śląski, wobec braku akceptacji przez władze i parlament polski, nie stanie się w najbliższym czasie przedmiotem szkolnego nauczania”.

Czy, w związku z tym, ortografia języków będących „przedmiotem szkolnego nauczania” nie jest poddawana zmianom i modyfikowana? Historia i współczesność narodów słowiańskich, widziana w kontekście ich zmagań z pismem i grafią, od Bałtyku po Morze Czarne pokazuje, że procesy takie zachodzą permanentnie, chociaż nie bezboleśnie. Piszę o tym, ponieważ podobne dyskusje toczone są na Kaszubach, od czasu stworzenia pierwszej ortografii przez Floriana Ceynowę co kilkadziesiąt lat i wracają współcześnie w kontekście krytyki, z jaką spotykają się ustalenia komisji do spraw pisowni z 1996 r. Coraz głośniej podnoszona jest kwestia potrzeby modyfikacji zapisu języka kaszubskiego w stronę jego „klasycznej” ortografii, a więc tej stosowanej przez Aleksandra Majkowskiego w „Żëcim ë przigòdach Remùsa” czy Zrzeszyńców w piśmie „Zrzesz Kaszëbskô”, a także Friedricha Lorentza w gazecie „Bënë ë Bùten” oraz w jakiejś mierze również przez redaktorów pisma „Tatczëzna”. Postulaty te podnoszą najmłodsi użytkownicy języka kaszubskiego: literaci, tłumacze, ludzie pióra, z Maciejem Bandurem, redaktorem pisma „Skra”, na czele.

Po lekturze pracy Artura Stęplewskiego, dającej tak szeroki słowiański kontekst, muszę przyznać, iż lepiej rozumiem roszczenia młodych Kaszubów i skłaniam się w stronę ich postulatów, mimo że jestem jednym z sygnatariuszy kompromisowego porozumienia w sprawie pisowni kaszubskiej z 1996 r. Myśląc w kategoriach kultury narodowej, pismu i jego grafii przypisuje bowiem rolę jednego z symboli scalających wspólnotę. Uważam, iż ortografia z 1996 r. spełniła swoją rolę, gdy chodziło o coś, co A. Stęplewski odnosi „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków”. Jest ona jednak, pomimo deklaracji towarzyszących podpisaniu wspomnianego porozumienia, wciąż ortografią opartą na założeniu, które za A. Stęplewskim, opisującym sytuację idiomu śląskiego, można parabolicznie scharakteryzować w ten sposób, że „ bierne nawyki szkolne (tzn. polskie) ułatwiają (…) wzrokowe identyfikowanie leksemów, jednak, z punktu widzenia językoznawstwa porównawczego i historycznego, stosując taką ortografię, [kaszubski – wtrącenie moje] nadal pozostanie dialektem lub derywatem polskiej odmiany ogólnej”.

Pamiętajmy, na co również zwraca uwagę autor omawianej publikacji, że „wbrew deklaracjom badaczy, którzy zakładali prymat języka werbalnego nad wersją wizualną, w praktyce analizie podlega graficzny obraz języka jako przykład jego bardziej świadomego i rozpowszechnionego użycia”. Zależy mi na rozwoju wspólnoty narodowej Kaszubów i dlatego uważam, że nie powinniśmy się bać tego, że pismo funkcjonować będzie jako znak naszego upodmiotowienia.

Ponad 280-stronicowa Publikacja „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” autorstwa Artura Stęplewskiego, slawisty i polonisty z Zakładu Slawistyki Kulturoznawczej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ukazała się pod koniec 2018 r. dzięki Wydawnictwu Naukowemu UAM.

Artur Stęplewski

Recenzëjô: Walka o tożsamość, znaki i znaczenia

Adela Kożyczkowska, jak sama zaznacza, traktuje kaszubszczyznę „jako egzemplifikację pewnego projektu kulturowego”, którego „przestrzeń konstruują dwa główne projekty intelektualne” koncentrujące się na dwóch tożsamościach Kaszubów, nazywanych przez autorkę: „polonocentryczną” i „kaszubocentryczną”. Kożyczkowska przyznaje, iż niewystarczająca znajomość kultury niemieckiej była przyczyną, dla której zrezygnowała z badania relacji kaszubsko – niemieckich, a tym samym „niemieckocentrycznej” tożsamości Kaszubów, ale ma nadzieję – podobnie jak i ja – że w przyszłości ktoś ten temat podejmie.

Książka Adeli Kożyczkowskiej: Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, wydana staraniem Wydawnictwa Uniwersytetu Gdańskiego w lutym 2019 r., choć jest pozycją naukową, to z pewnością zainteresuje każdego, komu bliskie są rozważania nad językiem, kulturą i tożsamością. Niech nie zniechęca nikogo „pedagogiczne” podejście do tematu – wszak autorka jest adiunktem w Zakładzie Pedagogiki Ogólnej Instytutu Pedagogiki UG – gdyż szczegółowe rozważania dydaktyczne, których moglibyśmy się spodziewać, zastąpione zostały przemyśleniami „wpływu pewnych koncepcji, idei, wyborów identyfikacyjnych i tożsamościowych na kondycję ludzką”, jak ujęła to we fragmencie swojej recenzji, umieszczonym na 4. stronie okładki, prof. dr hab. Jolanta Tambor.

Ten, kto szukałby w omawianej książce szerokiego przedstawienia tytułowego zagadnienia, tzn. rozważań o takich cegiełkach kultury, jakimi są np.: literatura, pamięć historyczna, religia czy tradycja, nie znajdzie tego w tekście publikacji, ponieważ przedmiot swoich badań A. Kożyczkowska zawęża do „wiedzy o języku” w kontekście „praktyk kulturowych, których celem jest konstruowanie tożsamości”. To założenie sprawia, że tekst staje się klarowny, zaś tezy autorki – stawiane w kontekście edukacyjnym, rozumianym jako „polityczne organizowanie wiedzy i doświadczeń młodych” – czyni niezwykle spójnymi.

Wśród wielu założeń, które Kożyczkowska poczyniła, przystępując do opisania swoich badań (o których pisze we wstępie i rozdziale 1. poświęconym przyjętej metodologii), jest i takie, by czytelnik traktował przytoczone pod konkretnym nazwiskiem, słowa i wypowiedzi jako „stanowiska teoretyczne”. Chodzi więc o to, by nie utożsamiać ich z konkretną osoba, lecz „autorem, który mówi zawsze z pola jakiejś hegemonii”. Poprzez przyjęcie takiej perspektywy w tekście książki swoje poglądy odnajdą z łatwości zarówno te osoby, które były uczestnikami konkretnych „praktyk kulturowych”, jak również ci czytelnicy, którzy chcą się utożsamiać z jakąś „nieuosobioną” ideą.

Z każdą kolejną stroną swojej pracy A. Kożyczkowska udowadnia, że nie ma przesady w przyjętej przez autorkę tezie, iż kaszubszczyzna to „permanentna pedagogia, czyli sfera, w której toczy się walka (?), gra (?) o znaki i znaczenia (…), o tożsamość”. Tę walkę prowadzą ze sobą dwa „intelektualne modele kaszubszczyzny”. Jeden z nich jest konsekwentnie „zamknięty na różnice kulturowe” i wynika z lęku „przyznania się do własnego rozróżnienia od większości – w tym przypadku – polskiej”. Drugi jest jak najbardziej otwarty na kulturowe różnice: „tylko uznając różnicę, można uznać wielokulturową naturę świata”, można „świadomie zabiegać o własną tożsamość etniczną”.

Gdańska pedagożka przedstawia swoje teorie bez emocji, które zwykle towarzyszą omawianiu różnych kaszubskich tożsamości, a przez to, w większości przypadków, sięga sedna przeciwstawnych postaw Kaszubskich elit – ich przyczyn i skutków. Tekst jest znakomitą syntezą zarówno jednego z dyskursów – rozpoczętego przez Floriana Ceynowę, a kontynuowanego obecnie przez stowarzyszenie Kaszëbskô Jednota, jak i drugiego – zapoczątkowanego przez Hieronima Derdowskiego, a dziś odbijającego się w zwierciadle „Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym”. Tylko w jednym miejscu, takie jest moje zdanie, autorka nie trafia z właściwą interpretacją, gdy wysuwa tezę, iż uchwała II Kongresu Kaszubskiego, który odbył się w 1992 r. w Gdańsku, a w szczególności wystąpienie Donalda Tuska na II Kongresie Kaszubskim, który przekonywał by Kaszubi „zwiększyli swą współodpowiedzialność” za „los ogółu” obywateli, były tezami stanowiącymi „spiritus movens programu ideowego Òdrodë”.

Adela Kożyczkowska w książce Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości przekazuje nam przemyślane, kompetentnie napisane, syntetyczne spojrzenie na ważny i wciąż aktualny problem miejsca kaszubszczyzny w zmieniającej się rzeczywistości. Symbolicznym tego wyrazem może być pierwsza strona okładki. Kilka fotografii mężczyzn w mundurach różnych armii, a także rodzin zgromadzonych na religijnych rytuałach chrztu i komunii, mogą uświadamiać, jak skomplikowana to rzeczywistość na pograniczu kultur i religii. Sama autorka przyznaje, iż swoją książką chce „włączyć dyskurs tożsamości kaszubskiej w przestrzeń pedagogiki międzykulturowej”, gdyż sama tylko optyka kaszubskiej edukacji regionalnej nie jest wystarczająca. To zadanie, w moim przekonaniu, omawiana książka spełnia, ponieważ w znaczący sposób oświetla oba omawiane kaszubskie projekty tożsamościowe oraz poszerza horyzonty projektu kaszubocentrycznego.

Adela Kożyczkowska, 2019, Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości,Gdańsk: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, s. 276.