Archiwa tagu: kaszëbskji jãzëk

Nie! – dla fałszywego świadectwa, Jo! – dla rewitalizacji języka

Język kaszubski jest językiem używanym na co dzień. W kontaktach domowych posługuje się nim 108 tysięcy osób. W szkołach uczy się tego języka około 20 000 dzieci i młodzieży. Taka jest oficjalna wiedza, przekazywana w mediach, na zebraniach kaszubskich organizacji, w internecie.

W rzeczywistości to taka bańka, która pozwala nam wszystkim, aktywistom kaszubskim, mieć stabilne ciśnienie i spokojne tętno. Może zacznijmy mówić prawdę o kondycji naszego języka i kultury? No bo w jakich domach i między którymi domownikami używa się języka kaszubskiego? Według mojej wiedzy dzieje się tak w kilkudziesięciu domach kaszubskich działaczy oraz w kilkuset (daj Boże, kilku tysiącach?) innych domów, głównie w kaszubskim interiorze i na dalekich pustkach.

Gdy opublikowałem tę opinię w mediach społecznościowych, inny ich użytkownik zaprotestował, powołując się na dane z ostatniego spisu z 2011 r., w którym 108 tysięcy Kaszubów zadeklarowało przecież, że mówi! Lecz to tylko (lub aż?) deklaracje, które nie muszą mieć oparcia w rzeczywistości. Wydaje się, że warto w tym miejscu przytoczyć krótką, ale trafną analizę Mateùsza Titësa Meyera, który również wziął udział we wspomnianej dyskusji:

Slédny NPS pòkôzôł, że 56,4% Kaszëbów nie gôdô pò kaszëbskù (z ~230 tës. Kaszëbów). Czej wezmiemë tuwò lëczbã 500 tës. Kaszëbów, tej mómë ju leno 20% Kaszëbów, co gôdô pò kaszëbskù. Czej wezmiemë tuwò jesz to, że całô akcjô spisënkòwô, jaką cygnãło KPZ w 2011 rokù, to bëło òpiarcé na parolë: “Gôdóm JO! – gôdóm pò kaszëbskù”, tej mòże bëc tak, że wicy jak 50% z tëch deklaracjów, to béł efekt mësleniô: “no tak, my mówimy w domu >>jo<<, to zaznaczę, że mówimy po kaszubsku, bo tam ci w Radio Kaszëbë coś mówili, żeby zaznaczać tutaj” (sóm móm cos taczégò czëté wiele razë, czej jem 10 lat nazôd pòmôgôł lëdzóma sã spisywac w Jinternece). To wiele kùńc kùńców gôdô pò kaszëbskù? 50 tës? Max. To je 10% Kaszëbów.

Odkąd polski parlament uchwalił Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym (kaszubskim), a Kaszubi mają status “społeczności posługującej się językiem regionalnym”, to jest od 2005 r., piszemy projekty, w ramach których chcemy chronić i rozwijać swój ojczysty język. Rzeczywistość projektowa jest oczywiście ograniczona. Funkcjonowanie języka kaszubskiego w życiu publicznym – bo to jest główny cel wnioskodawców – podlega kwestii spełnienia odpowiednich warunków formalnych konkursów grantowych. Te zaś obwarowane są stosownymi procedurami, których spełnienie uruchamia “środki”. Na marginesie wspomnę jedynie, że owe “środki” nie zmieniły się od 6 lat – oscylują wokół kwoty 15 milionów złotych dzielonej między 14 mniejszości w Polsce – i są jedynie kroplą w morzu potrzeb, co jest podstawą do wielu krytycznych ocen tego systemu.

Ponieważ już najwyższy czas zacząć intensywnie rewitalizować język i kulturę, proponuję – utrzymując wspomniane działania projektowe – mocno uchwycić się najlepszego dostępnego narzędzia jakim może być edukacja kaszubska w szkole. “Może być”, ponieważ obecnie nie jest, ani też nie była przez ostatnie 15 lat, to jest od momentu, gdy budżet Państwa Polskiego przekazuje na tę edukację realne pieniądze. Pokazał to pierwszy raport Watchdog na Kaszubach z 2010 r. autorstwa Łukasza Grzędzickiego i Magdaleny Lemańczyk, wykonany na zlecenie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Niestety, wówczas poza wskazaniem problemu i niedobrych praktyk – choć zgodnych z prawem – Zrzeszenie nie zrobiło nic, w obawie przed zepsuciem sobie stosunków z samorządowymi partnerami. Dobitnie potwierdził istniejący problem i jednocześnie poszerzył wiedzę na ten temat drugi raport Watchdog na Kaszubach z 2020 r., sporządzony przez Mateùsza Titësa Meyera z Kaszëbskji Jednotë.

Jak wynika z raportu Meyera, 133 859 875,00 zł to kwota przekazana przez MEN do Jednostek Samorządu Terytorialnego w ramach dodatkowej subwencji na kaszubski w roku szkolnym 2018/19! Ponieważ część szkół i samorządów nie odpowiedziała na ankiety twórcy raportu, do analiz przyjął on potwierdzoną przez 57 JST uczestniczące w badaniu kwotę 111 650 014,98 zł. subwencji oświatowej. Dalej dowiadujemy się, że owe 57 samorządów przyznało, iż do szkół przekazało na naukę kaszubskiego 81 957 382,56 zł. Tymczasem dyrektorzy szkół wykazują, że otrzymali 29 190 116,53 zł.

To skandal! Tak… Ale jednocześnie to taka gra w ciuciubabkę, w którą bawią się wszyscy – od ministra po dyrektorów szkół. Obserwują ją od lat nauczyciele, rodzice i uczniowie, którzy są najbardziej poszkodowani jako beneficjenci i potencjalni użytkownicy mniejszościowego języka. Czy ta gra jest zgodna z prawem? Owszem, jest. Proszę się nie dziwić! Środki na edukację kaszubską są przekazywane do samorządów jako część oświatowa subwencji ogólnej. W świetle obowiązujących regulacji prawnych “nie ma bezpośredniego związku pomiędzy częścią oświatową subwencji ogólnej a wydatkami samorządowymi na oświatę” – jak wyjaśnia Monika Korolewska w opracowaniu Rola państwa w finansowaniu oświaty (Studia BAS nr 2(22)2010). Samorządy od lat tłumaczą, że otrzymywane z budżetu państwa środki na nałożone na nie zadania są niewystarczające i dlatego subwencja oświatowa nie koniecznie jest w całości przekazywana do szkół, “należałoby bowiem jej wysokość odnieść tak do całości dochodów uzyskiwanych przez samorządy, jak i do wszelkich realizowanych przez nie zadań.” – komentuje Monika Korolewska.

Powiem wprost – tego typu praktyka, polegająca na niedofinansowaniu edukacji kaszubskiej kosztem kolejnego ronda lub termomodernizacji budynku urzędu gminy, nie jest do zaakceptowania, gdy mamy do czynienia z chorym i dogorywającym organizmem języka kaszubskiego! Biję się we własne piersi, że moje działania w tej sprawie były dotąd niedość energiczne i skuteczne. Mam nadzieję, że liderzy organizacji kaszubskich uczynią to samo i będziemy mówili jednym głosem w sprawie finansowania edukacji kaszubskiej. Wagę problemu pokazał Mateùsz Titës Meyer w raporcie Watchdog na Kaszubach 2020, zaś na możliwe rozwiązanie tego gordyjskiego węzła wskazała swego czasu w naszej rozmowie dr hab. Adela Kożyczkowska, profesor Uniwersytetu Gdańskiego z Instytutu Pedagogiki, która uważa, że środki na edukację kaszubską powinny być przekazywane z budżetu państwa jako dotacja celowa, czyli pieniądze znaczone, tzn. takie, których nie można wydać na żaden inny cel. – Precedens już jest – mówiła w rozmowie ze mną Adela Kożyczkowska. – Od kilku lat finansowani są w ten sposób uczniowie o specjalnych potrzebach edukacyjnych.

Byłem samorządowcem przez 12 lat swojego życia i może dlatego ten pomysł wydał mi się z gruntu ograniczający autonomię gmin i powiatów. Niemniej jednak, po dłuższym zastanowieniu, wydaje się on dobrym rozwiązaniem. Dlatego przedstawiłem tę koncepcję wiceministrowi edukacji Maciejowi Kopciowi na jubileuszowym posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych w październiku br., na którym byłem gościem, zaproszonym przez współprzewodniczącego Grzegorza Kuprianowicza – wybranego przez Stronę Mniejszościową Komisji – jako były współprzewodniczący w latach 2008-2012. Podkreśliłem, że jako były samorządowiec stawiam swój wniosek o zmianę subwencji na dotację z mieszanymi uczuciami. W swojej odpowiedzi minister Kopeć dał do zrozumienia, że rządzącym w Polsce na jest na rękę podejmowanie trudnych tematów z samorządowcami, gdyż wprowadzenie dotacji na edukację mniejszości w miejsce obowiązującej subwencji nie byłoby przyjęte z entuzjazmem przez wójtów, burmistrzów i starostów. Wydawało mi się, że rozumiem stanowisko ministra Macieja Kopcia. Jednakże po zapoznaniu się w dniu 25 listopada 2020 r. z raportem Meyera, Watchdog na Kaszubach 2020 uważam, że dotacja na edukację kaszubską byłaby najlepszym rozwiązaniem. To warunek niezbędny do realizacji we właściwy sposób nauczania języka kaszubskiego.

Kiedy czytam w raporcie Meyera, że takie “kaszubskie gminy” jak Żukowo, Bytów, albo Władysławowo, z dwumilionowych subwencji na edukację kaszubską do szkół przekazują zaledwie kilkanaście procent środków, to moja cała wiara w samorząd na Kaszubach leży w zgliszczach. Owszem tak, są gminy, które z większą atencją podchodzą do problemu, np. Gmina Miasta Wejherowa, która przekazuje ponad 70% lub Gmina Brusy, która ¾ otrzymanych pieniędzy przekazuje do swoich szkół, ale należą one do wyjątków.

Język kaszubski – jego przyszłość – to zbyt wielka wartość, by fałszować prawdę o jego kondycji i fakty o finansowaniu działań podejmowanych w celu jego rewitalizacji. Skoro nasi przedstawiciele w samorządach nie potrafią dobrowolnie dostrzec wartości płynących z naszej tożsamości będącej częścią europejskiego dziedzictwa, której fundamentem jest język kaszubski, wielowiekowe trwanie na południowym brzegu Bałtyku, które wyznacza naszą wspólną przeszłość, a także nie widzą konieczności wyznaczenia naszych wspólnych celów na przyszłość, to powinien to zrobić sektor pozarządowy – organizacje, które mają w swoich statutach działalność na rzecz kultury kaszubskiej i kształtowanie postaw obywatelskich. Tu nie chodzi tylko o Zrzesznie Kaszubsko-Pomorskie czy Kaszëbską Jednotę. Jest przecież tak wiele prężnie działających stowarzyszeń i fundacji na Kaszubach. Edukacja kaszubska i rewitalizacja języka kaszubskiego to nasza wspólna sprawa.

Pjismò je klúczã do nôrodnéwo pòczëcô

Jú vnetka rok sã mjijô, jak jô túwo v Skrze pjisôl wo wugôdënkù z 1996 r., tikajõcim sã kaszëbskjéwo pjisënkù (Pjismò regjonalné abò kaszëbskjé, 04/19/2019). Dalo mje sã téj napjisac: “Jô, Artur Jablonskji – jeden z tëch, co sã pòdpjisalë pòd wugòdõ v spravje pjisënkù z 1996 r., chcã vama pòvjedzec, że fùńdameńtã mòji etnjicznosce je apartni, slovjańskji jãzëk kaszëbskji, jakjéwo znakã je apartnô, klasicznô grafja, jakô nôlepji woddôvô dëcha ë mòvné znankji kaszëbjiznë, mòji rodni/nôrodni mòvë”. Jesz rôz chcã vrocëc do ti témë, żebë wugrúńtovac stanovjiszczã Jerzégò Trédra vszëtkji przez mjã jú rëchli vëzvëskôné argùmeńtë.

Jerzi Tréder, wuczali jãzëkòznajôrz z Gdúńskjéwo Wuniversitetë, przez dlúgjé lata bél dbë, że kaszëbjizna je dialektã pòlskjéwo jãzëka, a póznji – jú pò 1989 r. – gòdzil sã na vëwodzenjé pòchòdzenjéwo kaszëbskjéwo jãzëka jakno apartnéwo slovjańskjéwo jãzëka, le nje woprzestôl pòdsztrëchivac cëskù pòlszczëznë na vszëtkjich vnetka etapach rozvjicô kaszëbskjéwo jãzëka1. Jerzi Tréder nje chcôl vzic ë nje vzõn wudzélë v wugòdze z 1996 r. Vnetka 17 lat póznji won to tak kòmentérovôl:

“I coż w tej ugodzie <ich> – zresztą nie wszystkich – tak radowało? Euforii z tego powodu nie było, dokonano bowiem tylko retuszu [zasad pisowni – AJ] ZKP z 1974 r., a <Wskôzë…>2 E. Gołąbka układem bardzo je przypominają. Bodaj najważniejsza była sama satysfakcja, że zostali dostrzeżeni! Podstawowej kwestii, która ponoć psuła cały system w brezowiznie3, jednak nie wprowadzono, czyli ,j’ w funkcji miękkości, zasadniczej dla zrzeszyńców, wcześniej dla młodokaszubów i wreszcie samego F. Ceynowy. Pamiętać trzeba, że tego ,j’ domagało się też środowisko ,Tatczëznë’, współtworzące z ks. F. Gruczą pisownię i język tłumaczenia Ewangelii z 1992 roku; fakt ten był zresztą najmocniejszym ich argumentem dla takiej reformy, a dla zwolenników tej translacji był wyzwaniem: jeśli nie zdołają przeforsować zastosowanej w niej pisowni, to przekład ulegnie marginalizacji. I tak też się stało!”4 .

Prôvda je takô, co nó ti wojnje dvúch czësto różnëch sistemóv grafje, dvúch pòzdrzôdkóv, wo jakjich më dzisô gôdômë, że jeden je „pòlonocentriczni” a drëgji „kaszëbòcentriczni”, ten etnjiczni na krótkò dobél v latach 1990-1996, żebë v wostatni bjôdce przegrac na vôltarzú – chcemë rzec – aktualnëch pòtrzebóv jinstitúcij takjich jak szkòla, media, kòscól.

Jerzi Tréder jakbë pòkazovôl pôlcã, co “Król je nagji”, kjéj dali pjisze wo wugòdze z 1996 r.: “Ustanowiła wobec [Zasad pisowni -AJ] ZKP z 1974 r. tylko dwie zmiany: zapis ò, ù i cze, dże (za: czie, dżie), gdyż <targu> o zapis ã za ę nie było, od dawna bowiem istniała umowa, że ta zmiana nastąpi, jak tylko nadejdzie chwila, gdy nie utrudni to druku książek po kaszubsku.”5

Czase mómë takjé, że sedzimë doma przez to pòszëdlo covid-19 ë, dzãka rozmajitim aktivnoscóm v jinternece, corôz vjici z nas sigô pò lëteraturã, czëtajõcë na glos dokaze kaszëbskjich pjisarzóv tvòrzõcëch v różnëch grafjach ë różnim czõdze. Ë czëjã (czëtajã) jú glose, że “tõ grafjã z tim mjitkjim ,j’ lepji jidze czëtac”, acz to “v” kòmù bë mjalo przeszkadzac, jeżlë “w” lepji “pasëje do zaznaczenjô labjalizacëji”, co v praktisz czëtanim vszëtkò vëchôdô… Në kò jo! Trzeba sã przënãcëc, nót je pòpróbòvac, le pòtemù njicht nje mdze żalovôl.

Ólkóma je téż czëc, że jeden z drëgjim bë chcôl, cobë no “klasiczné pjismò” dobëlo ë won téj bë móg v njim pjisac ofen, ale pòkji co jesz Pomerania takjéwo tekstë nje dô smarõ, a ten abò jini autór(itet?) pôlcã pògrozi abò prosto pjisze, że je za zgnjili, żebë sã czewos novéwo wuczëc… Jô to navetka rozmjejã, ale vama vszëtkjima gôdajã: Wodvôgji! Neta to je dzis vszëtkjéwo svjata pòczõtk ë kúńc. V tim falú mlodé pjismjono Skra jistno je “wopjinjotvórczé” jak stôrô Pomerania. Pamjãtôjta mòje slova: Tak jak jãzëk je fùńdameńtã etnjicznosce, tak pjismò je klúczã do nôrodnéwo pòczëcô Kaszëbóv.

1Treder J., 2013, Od dialektu do języka, w: 70 lat współczesnej polszczyzny. Zjawiska – Procesy –Tendencje. Księga jubileuszowa dedykowana Profesorowi Janowi Mazurowi, red. A. Dunin-Dudkowska, A. Małyska, Lublin: Wydawnictwo UMCS)

2Gòłąbk E, 1997, Wskôzë kaszëbsczégò pisënkù, Gdańsk: Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie

3Tak sã gôdalo v skrócënkù wo Zasadach pisowni kaszubskiej ZKP z 1974 r.; skrót pòchôdôł wod nôzwëska drëgjéwo z autorów ólkóma Jerzégò Trédera – v alfabece pjerszéwo – Edvarda Brezë.

4Treder J., 2013, Poglądy Eugeniusza Gołąbka na normalizację kaszubszczyzny, w: Językowy, literacki i kulturowy obraz Pomorza, red. Małgorzata Klinkosz i Zenon Lica, Gdańsk: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, s. 41-42.

5Treder J., 2013, Poglądy Eugeniusza Gołąbka na normalizację kaszubszczyzny…, s. 43.

Szëmón Jancen: Dvje vjersze

Dvje vjersze, jakjé va bãdzeta zarô czëtalë, sõ jinspjirovóné wutvórstvã Vjiktora Tsoj. Je to naszô nôrodnô mòva, ale zapjisónô v matarskjim dialekce, jakjim gôdalë mjeszkańcovje mòji rodzinni vsë, jakõ je Banjino, na zôczõtkù XX stalatô. Przez nen czas won sã vëmjészôł z jinszima dialektama i wostało jú mało słóv z ti pjervòtni kaszëbskji gôdkji. Jak to sã stało, że vjersze sõ tak, a njé lëterackõ kaszëbjiznõ, tak z vësoka?

Pjerszõ rzeczõ bëło to, że jô sã nji móg z ópama dogôdac. Jak jô rzek cos lëterackõ kaszëbjiznõ, téj zdrzelë na mje jak na jakjégò Alfa abò jinszégò Reptiliana. Wonji nje vjedzelë, wo co mje jidze, a jô nje vjedzôł, wo co jim jidze. Jô zapamjãtôł pôrã słóv i jô je nalôz w Tekstach pomorskich Lorentza, v dialekce matarskjim.

Wod te czasú përznã jú mjinãło i jakjégòs dnja jô so pòmëslôł, że mòżna bë v tim dialekce zaczõc tekstë tvòrzëc, żebë chòc përzinkã lëdzóm pòkôzac, że sõ jiszcze jinszé gôdkji, że mògõ bëc reaktivòvóné.

Rozemni czovjek

Jô jidã sztrasama przed sebje całi czas so rozglõdajõc,
Mijóm smãtné tvarze lëdzi błõdzõcëch,
Kòżdi z njich nji mô pòjãcô, jakji mô v żëcim cél,
Kòżdi z njich je v svòji głovje zaklôtkóni.

Në jiżle je dzes zvëczajni rozëmni czovjek,
To znaczi, że nen dzénj nje je wumarłi,
Móm biliet na fliger, żebë stõd rézovac,
Vszëtkò wostavjic, pò njebje lecõc.

Kòżdi kòchô wudavac, że njick so nje dzeje
Kòżdi kòchô wudavac, że mõdrziszim je.
A bez zvëczajnoscë na svjece sã nje dô żëc,
A bez zvëczajnoscë jô nje chcã żëc.

Banjino 26 februara 2019 rokù

///////////////////////////////////////////////////////////

***

Mjast wognja wostôł blós dim,
Rozpôloné słúńce skòvało sã za vjidnik,
Skùńcził sã z njim nen dzénj,
Njechtërnë głovë cénja mô przëkrëté.

Zmjón! lëdzkjé mëslë brëkùjõ
Zmjón! lëdzkji serca brëkùjõ
Zmjanë! vszëtcë jich chcemë

Prosto je vjid vłõczëc,
Przë blace sadnõc,
Kùrzëc cigaretã i vëpùscëc dim,
Nje robjõc przë tim njick.

Jak mómë sã dogôdac,
Kjéj nje mòżemë sã zrozmjôc,
Kùrzëc cigaretã i vëpùscëc dim,
I tak vszëtkò krõci sã vkół.

Pismo w dyskursie narodowym

Refleksje po lekturze książki Artura Stęplewskiego

Dla mnie, osoby od 30 lat uczestniczącej w procesie standaryzacji języka kaszubskiego z perspektywy dziennikarza i literata, książka Artura Stęplewskiego „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” jest swego rodzaju odkryciem nowego/starego terytorium, po którym stąpałem od dawna, kierując się intuicją i doświadczeniem, lecz nie potrafiłem do końca go nazwać i opisać. To lektura dla każdego – językoznawców i laików w tej dziedzinie, i choć Kaszubi i język kaszubski pojawiają się na kartach tej książki jedynie w sposób kontekstowy, to warto po nią sięgnąć, by wiedzieć, że nasze problemy z językiem, jego ortografią i standaryzacją nie są niczym wyjątkowym w świecie słowiańskim.

Pierwsza część publikacji omawia pismo jako „obraz języka i znak kultury”, zaś druga poświęcona jest „słowiańskim zmaganiom z pismem i grafią”. Najwięcej miejsca autor poświęca, oczywiście, casusom serbskiego i chorwackiego – opierając się na najnowszych XX- oraz XXI-wiecznych przykładach tych dyskursów narodowych, ale jednocześnie umiejętnie sięga po szeroką paletę przykładów z dyskursów innych narodów słowiańskich: tych najdawniejszych, pansłowiańskich wizji jednego języka z wieloma narzeczami, jak również tych najnowszych, śląskich dążeń do ustandaryzowania własnego etnolektu.

W kontekście pansłowiańskim, dla czytelnika Kaszuby, ciekawe wydają się ocena postaci i opis ideologii Aleksandra Hilferdinga. Artur Stęplewski nazywa go „postacią pierwszoplanową w świecie słowiańskim, którą z czasem jednak wymazywała historiografia rosyjska”, a jego działania na Kowieńszczyźnie, Żmudzi, na Kaszubach i wśród Słowian południowych określa jako przejaw rusyfikacji, mającej „wzmacniać pozycję Rosji i rozszerzać jej strefy wpływu”. Z równie dużą uwagą czyta się o tezach, jakie formował Ján Kollár, którego założenie, „że wszyscy oświeceni Słowianie będą studiować staro-cerkiewno-słowiański, aby poznawać zasady gramatyki i leksyki słowiańskiej”, co zbliży ich „do rozumienia innych narzeczy współczesnych, nie tracąc (w każdym razie w początkowym okresie formowania się wspólnej kultury Słowian) indywidualnych, etnicznych cech językowych”, autor książki określa jako poszukiwanie „złotego środka”.

Pisząc o próbach tworzenia zasad normatywnych dla śląszczyzny, A. Stęplewski obszernie omawia „projekt ortograficzny” prowadzony pod kierownictwem Jolanty Tambor. Swoje uwagi na ten temat autor książki kończy następującym stwierdzeniem: „Działacze śląscy, przewidując, że proces normalizowania idiomu wymaga wielu lat pracy związanej m.in. z obserwacją praktyki codziennej w stosowaniu ortografii, przyjęli – co stanowi rzadkość w procesach narodowotwórczych – nieograniczony czas przyswajania normy graficznej. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że idiom śląski, wobec braku akceptacji przez władze i parlament polski, nie stanie się w najbliższym czasie przedmiotem szkolnego nauczania”.

Czy, w związku z tym, ortografia języków będących „przedmiotem szkolnego nauczania” nie jest poddawana zmianom i modyfikowana? Historia i współczesność narodów słowiańskich, widziana w kontekście ich zmagań z pismem i grafią, od Bałtyku po Morze Czarne pokazuje, że procesy takie zachodzą permanentnie, chociaż nie bezboleśnie. Piszę o tym, ponieważ podobne dyskusje toczone są na Kaszubach, od czasu stworzenia pierwszej ortografii przez Floriana Ceynowę co kilkadziesiąt lat i wracają współcześnie w kontekście krytyki, z jaką spotykają się ustalenia komisji do spraw pisowni z 1996 r. Coraz głośniej podnoszona jest kwestia potrzeby modyfikacji zapisu języka kaszubskiego w stronę jego „klasycznej” ortografii, a więc tej stosowanej przez Aleksandra Majkowskiego w „Żëcim ë przigòdach Remùsa” czy Zrzeszyńców w piśmie „Zrzesz Kaszëbskô”, a także Friedricha Lorentza w gazecie „Bënë ë Bùten” oraz w jakiejś mierze również przez redaktorów pisma „Tatczëzna”. Postulaty te podnoszą najmłodsi użytkownicy języka kaszubskiego: literaci, tłumacze, ludzie pióra, z Maciejem Bandurem, redaktorem pisma „Skra”, na czele.

Po lekturze pracy Artura Stęplewskiego, dającej tak szeroki słowiański kontekst, muszę przyznać, iż lepiej rozumiem roszczenia młodych Kaszubów i skłaniam się w stronę ich postulatów, mimo że jestem jednym z sygnatariuszy kompromisowego porozumienia w sprawie pisowni kaszubskiej z 1996 r. Myśląc w kategoriach kultury narodowej, pismu i jego grafii przypisuje bowiem rolę jednego z symboli scalających wspólnotę. Uważam, iż ortografia z 1996 r. spełniła swoją rolę, gdy chodziło o coś, co A. Stęplewski odnosi „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków”. Jest ona jednak, pomimo deklaracji towarzyszących podpisaniu wspomnianego porozumienia, wciąż ortografią opartą na założeniu, które za A. Stęplewskim, opisującym sytuację idiomu śląskiego, można parabolicznie scharakteryzować w ten sposób, że „ bierne nawyki szkolne (tzn. polskie) ułatwiają (…) wzrokowe identyfikowanie leksemów, jednak, z punktu widzenia językoznawstwa porównawczego i historycznego, stosując taką ortografię, [kaszubski – wtrącenie moje] nadal pozostanie dialektem lub derywatem polskiej odmiany ogólnej”.

Pamiętajmy, na co również zwraca uwagę autor omawianej publikacji, że „wbrew deklaracjom badaczy, którzy zakładali prymat języka werbalnego nad wersją wizualną, w praktyce analizie podlega graficzny obraz języka jako przykład jego bardziej świadomego i rozpowszechnionego użycia”. Zależy mi na rozwoju wspólnoty narodowej Kaszubów i dlatego uważam, że nie powinniśmy się bać tego, że pismo funkcjonować będzie jako znak naszego upodmiotowienia.

Ponad 280-stronicowa Publikacja „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” autorstwa Artura Stęplewskiego, slawisty i polonisty z Zakładu Slawistyki Kulturoznawczej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ukazała się pod koniec 2018 r. dzięki Wydawnictwu Naukowemu UAM.

Artur Stęplewski