Archiwa tagu: kaszëbskji jãzëk

Szëmón Jancen: Dvje vjersze

Dvje vjersze, jakjé va bãdzeta zarô czëtalë, sõ jinspjirovóné wutvórstvã Vjiktora Tsoj. Je to naszô nôrodnô mòva, ale zapjisónô v matarskjim dialekce, jakjim gôdalë mjeszkańcovje mòji rodzinni vsë, jakõ je Banjino, na zôczõtkù XX stalatô. Przez nen czas won sã vëmjészôł z jinszima dialektama i wostało jú mało słóv z ti pjervòtni kaszëbskji gôdkji. Jak to sã stało, że vjersze sõ tak, a njé lëterackõ kaszëbjiznõ, tak z vësoka?

Pjerszõ rzeczõ bëło to, że jô sã nji móg z ópama dogôdac. Jak jô rzek cos lëterackõ kaszëbjiznõ, téj zdrzelë na mje jak na jakjégò Alfa abò jinszégò Reptiliana. Wonji nje vjedzelë, wo co mje jidze, a jô nje vjedzôł, wo co jim jidze. Jô zapamjãtôł pôrã słóv i jô je nalôz w Tekstach pomorskich Lorentza, v dialekce matarskjim.

Wod te czasú përznã jú mjinãło i jakjégòs dnja jô so pòmëslôł, że mòżna bë v tim dialekce zaczõc tekstë tvòrzëc, żebë chòc përzinkã lëdzóm pòkôzac, że sõ jiszcze jinszé gôdkji, że mògõ bëc reaktivòvóné.

Rozemni czovjek

Jô jidã sztrasama przed sebje całi czas so rozglõdajõc,
Mijóm smãtné tvarze lëdzi błõdzõcëch,
Kòżdi z njich nji mô pòjãcô, jakji mô v żëcim cél,
Kòżdi z njich je v svòji głovje zaklôtkóni.

Në jiżle je dzes zvëczajni rozëmni czovjek,
To znaczi, że nen dzénj nje je wumarłi,
Móm biliet na fliger, żebë stõd rézovac,
Vszëtkò wostavjic, pò njebje lecõc.

Kòżdi kòchô wudavac, że njick so nje dzeje
Kòżdi kòchô wudavac, że mõdrziszim je.
A bez zvëczajnoscë na svjece sã nje dô żëc,
A bez zvëczajnoscë jô nje chcã żëc.

Banjino 26 februara 2019 rokù

///////////////////////////////////////////////////////////

***

Mjast wognja wostôł blós dim,
Rozpôloné słúńce skòvało sã za vjidnik,
Skùńcził sã z njim nen dzénj,
Njechtërnë głovë cénja mô przëkrëté.

Zmjón! lëdzkjé mëslë brëkùjõ
Zmjón! lëdzkji serca brëkùjõ
Zmjanë! vszëtcë jich chcemë

Prosto je vjid vłõczëc,
Przë blace sadnõc,
Kùrzëc cigaretã i vëpùscëc dim,
Nje robjõc przë tim njick.

Jak mómë sã dogôdac,
Kjéj nje mòżemë sã zrozmjôc,
Kùrzëc cigaretã i vëpùscëc dim,
I tak vszëtkò krõci sã vkół.

Pismo w dyskursie narodowym

Refleksje po lekturze książki Artura Stęplewskiego

Dla mnie, osoby od 30 lat uczestniczącej w procesie standaryzacji języka kaszubskiego z perspektywy dziennikarza i literata, książka Artura Stęplewskiego „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” jest swego rodzaju odkryciem nowego/starego terytorium, po którym stąpałem od dawna, kierując się intuicją i doświadczeniem, lecz nie potrafiłem do końca go nazwać i opisać. To lektura dla każdego – językoznawców i laików w tej dziedzinie, i choć Kaszubi i język kaszubski pojawiają się na kartach tej książki jedynie w sposób kontekstowy, to warto po nią sięgnąć, by wiedzieć, że nasze problemy z językiem, jego ortografią i standaryzacją nie są niczym wyjątkowym w świecie słowiańskim.

Pierwsza część publikacji omawia pismo jako „obraz języka i znak kultury”, zaś druga poświęcona jest „słowiańskim zmaganiom z pismem i grafią”. Najwięcej miejsca autor poświęca, oczywiście, casusom serbskiego i chorwackiego – opierając się na najnowszych XX- oraz XXI-wiecznych przykładach tych dyskursów narodowych, ale jednocześnie umiejętnie sięga po szeroką paletę przykładów z dyskursów innych narodów słowiańskich: tych najdawniejszych, pansłowiańskich wizji jednego języka z wieloma narzeczami, jak również tych najnowszych, śląskich dążeń do ustandaryzowania własnego etnolektu.

W kontekście pansłowiańskim, dla czytelnika Kaszuby, ciekawe wydają się ocena postaci i opis ideologii Aleksandra Hilferdinga. Artur Stęplewski nazywa go „postacią pierwszoplanową w świecie słowiańskim, którą z czasem jednak wymazywała historiografia rosyjska”, a jego działania na Kowieńszczyźnie, Żmudzi, na Kaszubach i wśród Słowian południowych określa jako przejaw rusyfikacji, mającej „wzmacniać pozycję Rosji i rozszerzać jej strefy wpływu”. Z równie dużą uwagą czyta się o tezach, jakie formował Ján Kollár, którego założenie, „że wszyscy oświeceni Słowianie będą studiować staro-cerkiewno-słowiański, aby poznawać zasady gramatyki i leksyki słowiańskiej”, co zbliży ich „do rozumienia innych narzeczy współczesnych, nie tracąc (w każdym razie w początkowym okresie formowania się wspólnej kultury Słowian) indywidualnych, etnicznych cech językowych”, autor książki określa jako poszukiwanie „złotego środka”.

Pisząc o próbach tworzenia zasad normatywnych dla śląszczyzny, A. Stęplewski obszernie omawia „projekt ortograficzny” prowadzony pod kierownictwem Jolanty Tambor. Swoje uwagi na ten temat autor książki kończy następującym stwierdzeniem: „Działacze śląscy, przewidując, że proces normalizowania idiomu wymaga wielu lat pracy związanej m.in. z obserwacją praktyki codziennej w stosowaniu ortografii, przyjęli – co stanowi rzadkość w procesach narodowotwórczych – nieograniczony czas przyswajania normy graficznej. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że idiom śląski, wobec braku akceptacji przez władze i parlament polski, nie stanie się w najbliższym czasie przedmiotem szkolnego nauczania”.

Czy, w związku z tym, ortografia języków będących „przedmiotem szkolnego nauczania” nie jest poddawana zmianom i modyfikowana? Historia i współczesność narodów słowiańskich, widziana w kontekście ich zmagań z pismem i grafią, od Bałtyku po Morze Czarne pokazuje, że procesy takie zachodzą permanentnie, chociaż nie bezboleśnie. Piszę o tym, ponieważ podobne dyskusje toczone są na Kaszubach, od czasu stworzenia pierwszej ortografii przez Floriana Ceynowę co kilkadziesiąt lat i wracają współcześnie w kontekście krytyki, z jaką spotykają się ustalenia komisji do spraw pisowni z 1996 r. Coraz głośniej podnoszona jest kwestia potrzeby modyfikacji zapisu języka kaszubskiego w stronę jego „klasycznej” ortografii, a więc tej stosowanej przez Aleksandra Majkowskiego w „Żëcim ë przigòdach Remùsa” czy Zrzeszyńców w piśmie „Zrzesz Kaszëbskô”, a także Friedricha Lorentza w gazecie „Bënë ë Bùten” oraz w jakiejś mierze również przez redaktorów pisma „Tatczëzna”. Postulaty te podnoszą najmłodsi użytkownicy języka kaszubskiego: literaci, tłumacze, ludzie pióra, z Maciejem Bandurem, redaktorem pisma „Skra”, na czele.

Po lekturze pracy Artura Stęplewskiego, dającej tak szeroki słowiański kontekst, muszę przyznać, iż lepiej rozumiem roszczenia młodych Kaszubów i skłaniam się w stronę ich postulatów, mimo że jestem jednym z sygnatariuszy kompromisowego porozumienia w sprawie pisowni kaszubskiej z 1996 r. Myśląc w kategoriach kultury narodowej, pismu i jego grafii przypisuje bowiem rolę jednego z symboli scalających wspólnotę. Uważam, iż ortografia z 1996 r. spełniła swoją rolę, gdy chodziło o coś, co A. Stęplewski odnosi „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków”. Jest ona jednak, pomimo deklaracji towarzyszących podpisaniu wspomnianego porozumienia, wciąż ortografią opartą na założeniu, które za A. Stęplewskim, opisującym sytuację idiomu śląskiego, można parabolicznie scharakteryzować w ten sposób, że „ bierne nawyki szkolne (tzn. polskie) ułatwiają (…) wzrokowe identyfikowanie leksemów, jednak, z punktu widzenia językoznawstwa porównawczego i historycznego, stosując taką ortografię, [kaszubski – wtrącenie moje] nadal pozostanie dialektem lub derywatem polskiej odmiany ogólnej”.

Pamiętajmy, na co również zwraca uwagę autor omawianej publikacji, że „wbrew deklaracjom badaczy, którzy zakładali prymat języka werbalnego nad wersją wizualną, w praktyce analizie podlega graficzny obraz języka jako przykład jego bardziej świadomego i rozpowszechnionego użycia”. Zależy mi na rozwoju wspólnoty narodowej Kaszubów i dlatego uważam, że nie powinniśmy się bać tego, że pismo funkcjonować będzie jako znak naszego upodmiotowienia.

Ponad 280-stronicowa Publikacja „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” autorstwa Artura Stęplewskiego, slawisty i polonisty z Zakładu Slawistyki Kulturoznawczej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ukazała się pod koniec 2018 r. dzięki Wydawnictwu Naukowemu UAM.

Artur Stęplewski