Archiwa tagu: kaszëbizna

002: „Król a trzech sënóv” (Tekst z Głodowa, pow. wejh.)

Tekst 002: Głodovò (pol. Głodowo), osada w powiecie wejherowskim

Jeden król mjôł trzech sënóv, dvaji bëlë mõdri a jeden głúpi. Jak ten król stôri béł, won chcôł svòje krolevstvò svòjim sënóm dac, ale won nje vjedzôł, kòmù won mjôł dac. Te won pòsłôł tëch sënóv v svjat a rzek: „Za pół rokù pòjta nazód, a chto mje te nôlepszégò kònja przëprovadzi, ten dostónje to krolevstvò.” Na krziżovi drodze rozeszlë sã ti bracë a kòżdi jachôł sóm dalé. Ten głúpi trafjú stôrõ bjałkã, ta gò sã pitaa: „Gdzeż të jachôsz?” Won pòvjôdôł ji, co ten wojc chcôł, a wona gôdaa: „Pòj ze mnõ a słúżë mje pół rokù, te të dostónjesz te nôlepszégò kònja, co na tim svjece je”. Za pół rokù wona mù dała kònja, ten béł kùlavi a slepi, ale jak won svòjémù wojcú pòkôzú, to béł tak pjãkni jak drëdzji kónj na tim svjece nje béł.

Ale ten król nje chcôł svòje krolevstvò témù głúpémù dac, téj won pòsłôł znôw tëch sënóv v svjat a rzek: „Chto mje za pół rokù ten nôlepszi mjecz przënjese, ten dostónje to krolevstvò”. Ten głúpi szed znôw do ti stôri bjałcji a słúżiú ji znôw pół rokù. Za pół rokù wona mù daa mjecz, ten béł zadrëdzevjałi a tãpi, ale jak won témù wojcú pòkôzú, ten béł tak pjãkni a wostri a siéciú sã jak żóden drëdzji na svjece.

Ale ten stôri król nje béł jesz spòkójni, le pòsłôł tëch sënóv znôw v svjat a rzek: „Chto mje za pół rokù tã nôlepszõ brútkã przëprovadzi, ten dostónje to krolevstvò.” Ten głúpi szed znôw do ti stôri bjałcji a jak won ji pół rokù słúżoné mjôł, téj wona rzekła: „Jô chcã sama tvòjõ brútkõ bëc”. A jak won ze svòjõ brútkõ do króla przëszed, wona bëła młodô a pjãknô, vjele pjãknjészô jak të brútcji, co ti dvaji mõdri bracë mjelë. Tak ten stôri król mùsziú témù głúpémù to krolevstvò dac a won sã wożenjú ze svòjõ brútkõ. To bëła téż krolevô a tak ten głúpi dostôł dva krolevstva.

(Opowiadała 13-letnia dziewczyna, uczennica szkoły lud. w Smażynie. Teksty pomorskie, Friedrich Lorentz, tekst nr 356., str. 265)

Słówka do zapamiętania:
krolevstvò królestwo
krziżovô droga skrzyżowanie dróg
te 1. wtedy (też: téj), 2. tego (też: tegò/tegù/tewo)
bracë bracia (obok: bracô, bratovje)
trafjic 1. spotkać, 2. trafić
jachôsz jedziesz (obok: jedzesz)
znôw znów
zadrëdzevjałi – zardzewiały
spòkójni – zadowolony, kontent
krolevô – królowa

Formy regionalne:
W znacznej części dialektu północnego, zwłaszcza na południu powiatu wejherowskiego, w miejsce czasownikowych końcówek -ôł, -ił w cz. przeszłym r. męskiego l. poj. trafiamy na końcówki -ú, -iú, por.:

trafjú – trafjił
pòkôzú – pòkôzôł
słúżiú – słúżił
siéciú/svjéciú – svjécił
mùsziú – mùsził
wożenjú – wożenjił

Stopniowanie przymiotników:
Tradycyjnie w kaszubskim języku mówionym stopień najwyższy przymiotników tworzy się nie tylko poprzez dodanie sufiksu nô- do stopnia wyższego, ale również przez użycie zaimka wskazującego ten/ta/to, tak jak w powyższym tekście:

të dostónjesz te nôlepszégò kònja
dostaniesz najlepszego konia

chto mje za pół rokù ten nôlepszi mjecz przënjese
kto mi za pół roku przyniesie najlepszy miecz

chto mje za pół rokù tã nôlepszõ brútkã przëprovadzi
kto mi za pół roku przyprowadzi najlepszą narzeczoną

dobri – lepszi – ten nôlepszi
dłúgô – dłëgszô – ta nôdłëgszô
môłé – mjészé – to nômjészé

Choć ta konstrukcja jest rzadko spotykana, można w kaszubszczyźnie utworzyć stopień najwyższy również bez sufiksu nô-, z samego stopnia wyższego i zaimka ten/ta/to:

To je ten głëpszi człovjek, co na tim svjece je.
To jest najgłupszy człowiek na świecie.

To je ten bëlnjészi fylm, jacji móm vjidzoné.
To najwspanialszy film, jaki widziałem/-am.

Duchowa martwota Kaszubów

Mało kto potrafił pisać tak gorzko o Kaszubach jak ci, którzy sami w kaszubszczyźnie widzieli wartość najwyższą i idei odrodzenia Kaszub poświęcili swoje życie. A jednak ta kwestia „martwoty duchowej” Kaszubów, tej niewzruszonej obojętności na wymieranie rodzimej kultury i własnego języka, jest bodaj jednym z najważniejszych motywów kaszubskiej literatury. Są wszakże trzë wukôzcji: Strach, Trúd i Njevôrto, które nie pozwalają Remùsovi przenjesc królevjónkã bez wodã w epopeji Aleksandra Majkowskiego; są wreszcie szaré paje Smãtka, które smùczõ pò glovach bohaterów Jana Drzeżdżona („Twarz Smętka”). Autorzy „Zrzeszë Kaszëbskji” w swojej dosadności nie oszczędzili Kaszubów w artykule z 1934 r., który tu przypominamy, lecz jak sami deklarowali: Piorunami i ogniem należy przemawiać do śpiących i sennych duchów. A przypominając, sami zastanawiamy się, na ile ów osąd sprzed 84 lat pozostał aktualny i czy był nim wtedy?

O dwóch pierwszych tablicach fałszywych wartości

Niema narodu pod słońcem, któryby odznaczał się taką martwotą ducha, jak Kaszubi w ostatnich stuleciach. Stanęli już od dawna na prostej drodze, wiodącej ku zapomnieniu, ku zagładzie, odkąd zamarła na ustach ludu pieśń dziejowa. Bez znajomości swej historji i bez pieśni ojczystej, wlewającej w serca ludu coraz to nowe żary miłości swojszczyzny, żywiącej w nich dumę narodową i zapalającej w nich ustawicznie nowe nadzieje ginie wszelki naród bezpowrotnie. Kaszubi ostali się jednak do dziś dnia mimo nieznajomości swoich dziejów ojczystych i bez pieśni takiej, ale to sprawiła jedynie martwota ich ducha, lenistwo duchowe. Byli o wiele za leniwi, aby ich było można całkiem wynarodowić mimo tego, iż przedstawiali pod tym względem pierwszorzędny materjał.

Lenistwo duchowe ratowało Kaszubów od ostatecznej zagłady, a nie ich siła życiowa, albowiem takiej już od XIV wieku do dziś dnia wcale nie wykazują.

Kaszubi nie mają najmniejszego prawa pysznić się tem, że przetrwali nad Bałtykiem, gdyż nie oni, lecz to w nich, czem należy gardzić, było przyczyną, że się ostali jako Kaszubi. Zachowali oni mowę swoją jedynie z tego powodu, że byli za leniwi nauczyć się płynnie po polsku albo po niemiecku; ci bowiem, którzy nauczyli się po niemiecku płynnie, zgermanizowali się prawie wszyscy, a ci, którzy nauczyli się płynnie po polsku, wzgardzili mową swych ojców i spolonizowali się prawie wszyscy. Ci najleniwsi, ci najciemniejsi tylko zachowali kaszubskość bo nie mogli inaczej, a tem chcieliby się chwalić i pysznić?!
Bracia Kaszubi! Tablica waszej wartości leży oto u nóg waszych połamana. Schlebiając wam, kłamią ci, którzy w was wmawiają, jakoby ta martwota waszego ducha była czemś pochwały godnem. Aczkolwiek była ona przyczyną zachowania przez pewien czas mowy kaszubskiej, to jest ona jednak z gruntu rzeczy wartością fałszywą, jest tylko pewnym hamulcem toczącego się koliska w przepaść. Hamulec ten czują wszyscy ci, którzy pragną to kolisko pchnąć na nowe tory, na tory odrodzenia. Wasz zacofany konserwatyzm, wasz fanatyzm, wasza niecierpliwa „cierpliwość” i wszystkie wasze nędze duchowe, a za niemi idące nędze moralne i materjalne wyrosły przecież tylko na podstawie tej waszej martwoty duchowej.

Ta wasza imaginowana wartość, ta martwota duchowa — to powolne konanie kaszubskości, a nie jej zachowanie.

Ta fałszywa wartość wasza każe wam jako Kaszubom konać powoli, ale pewnie. Zapatrzeni w tablicę fałszywej wartości giniecie bez jakiegokolwiek honoru, giniecie z hańbą, giniecie jako naród nikczemny. Jeden z wielkich myślicieli polskich (z pochodzenia Pomorzanin) Stanisław Staszic mówi: „Upaść może naród wielki i szlachetny — zginąć tylko nikczemny.” —

Kaszubi! Jesteście ludem silnie rozmnażającym się, ale mimo to zmniejszającym się z rokiem każdym. Jesteście więc bez celu i nie macie siły, aby z innemi narodami zasiadać u stołu dziejów ludzkości. Leżycie wciąż jeszcze na brudnym barłogu waszego jestestwa jako starzec, który się zestarzał, nie zaznawszy wcale młodości, którego lenistwo duchowe stało się przyzwyczajeniem i wreszcie ciężką chorobą, która nie pozwala mu ani się podnieść, ani nawet skonać.

Niema w was żadnego wyższego pragnienia, lecz tylko i tylko ta niemoc bezdenna połączona z małodusznem tchórzostwem — a to nazywacie waszą kaszubską „cierpliwością” i z tego pragniecie być dumni?! Rzucamy wam pod nogi tę waszą „cierpliwość” kaszubską, która w samej rzeczy nie jest niczem innem, jak tylko tchórzostwem i lenistwem. Oto leży połamana u stóp waszych ta druga tablica fałszywej wartości waszej.

Zrzesz Kaszëbskô (5/1934), Kartuzy
red. nacz. Aleksander Labuda

Bogu świeczka, diabłu ogarek, a Kaszubom woda z mózgu

Do postawienia tezy zawartej w tytule tego artykułu skłoniła mnie obserwacja zachowań znacznej części liderów życia społeczno-politycznego na Kaszubach, aktywistów stowarzyszeń mieniących się organizacjami reprezentującymi Kaszubów, samorządowców, księży, polityków. Wszyscy, których mam na myśli, wybrani do szczególnej roli w naszej wspólnocie kaszubskiej, zdają się zupełnie nie rozumieć potrzeby stawiania na pierwszym miejscu interesu społeczności, z której sami się wywodzą. Więcej niż ten interes, zajmuje ich służba partiom politycznym, ideologiom czy też mamonie. Ciężko pracują, żeby nie zrobić nic takiego, co nie spodobałoby się w Warszawie – nawet wtedy, gdy wypowiadają się krytycznie wobec poczynań jednej warszawskiej partii, puszczają jednocześnie przyjaźnie oko do polityków innej stołecznej koterii. Nie budują pomorskiej opcji, żadnej regionalnej siły politycznej czy nawet strategii, a Kaszubom – na nasze święta, zjazdy i ważne wydarzenia – przywożą w teczkach z Warszawy prominentnych polityków, by wtórować im w skandowaniu hasła „Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski”, jak to miało miejsce na tegorocznym Zjeździe Kaszubów, gdzie obok Prezydenta RP związanego z jednym ugrupowaniem pojawił się także były premier i europoseł reprezentujący inną partię. Wilk syty, owca cała, dla Kaszubów korzyść cała… czy rzeczywiście?

Ideologizacja życia kaszubskiego w duchu przywołanych w poprzednim akapicie słów Hieronima Jarosza Derdowskiego, przybrała na sile szczególnie w 2018 r., gdy dość nierozważnie środowiska kaszubsko-pomorskie przyłączyły się do warszawskiej formuły opowieści o 100-leciu niepodległości Polski. Nawet jeśli wcześniej próbowały przygotować przekaz historyczny oparty o doświadczenia rodzimej inteligencji młodokaszubskiej, aktywnie i na różne sposoby włączającej się w latach 1918-1920 w urządzanie nowego porządku w Europie po I wojnie światowej, to nie mogąc przebić się z nim przez narrację ogólnopolską, a także dla uspokojenia wewnętrznych konfliktów w mocno niejednolitych strukturach organizacyjnych podlegających wpływom kościelno-polsko-narodowym, wywiesiły białą flagę i zupełnie nieodpowiedzialnie zaczęły dodawać logo warszawskich obchodów niepodległości do tak ważnych dla kaszubskiej tożsamości wydarzeń, jak Zjazd Kaszubów, Łodziowa Pielgrzymka Rybaków czy wiele innych.

fot. Redakcëjô, Zjazd Kaszubów 2018

Przez takie działania zakłamuje się historię, niszczy własną tożsamość i kulturę, a w efekcie doprowadzić można także do unicestwienia języka kaszubskiego, który jest podobno największą świętością dla wszystkich aktywistów kaszubskich. Podobno… Z mojego punktu widzenia, jeśli za duchowego przewodnika bierze się autora poematu „Ò Panu Czorlińsczim co do Pùcka pò sécë jachôł”, który przez całe życie pozostawał pod wpływem środowisk zwalczających jakiekolwiek przejawy odrodzenia narodowego Kaszubów i nie dostrzegał różnic w byciu Kaszubą i Polakiem oraz przekonany był o gwarowym statusie kaszubszczyzny wobec polszczyzny, jest się na dobrej drodze do przyłożenia ręki do pogrzebania naszej wielowiekowej autonomii strażników dziedzictwa pomorskiego, nadbałtyckiego, europejskiego.

Gdy w połowie XIX w. rozpoczynał się proces emancypacji Kaszubów i doszło do wystąpienia Floriana Ceynowy jako rzecznika kaszubskiej świadomości narodowej, początkowy protest przeciwko konsolidacji politycznej i asymilacji kulturowej wymuszonej przez państwo pruskie, z czasem stał się postawą skierowaną także przeciwko próbom asymilacji Kaszubów do kultury polskiej. Celem był ochrona i rozwój własnej tożsamości kulturowej. Dopiero czas pokazał, jak ważna była inicjatywa doktora ze Sławoszyna, który dał początek procesowi przekazywania wiedzy kulturowej i mobilizowania Kaszubów do aktywności etnicznej – od tej poznawczej, po stricte polityczną. Niestety, ani poprzednie pokolenia, ani nasze nie potrafiły i nie potrafią dostatecznie korzystać z myśli ojca „sprawy kaszubskiej”. Wcześniej niemoc ta miała związek z trwającą przez dziesięciolecia konfrontacją niemiecko-polską na Pomorzu, gdzie obie nacje uważały emancypacyjne dążenia Kaszubów za zagrożenie dla własnych interesów narodowych. W XXI wieku taka sytuacja nie ma miejsca. Państwo Polskie, Europa i świat uznają odrębność Kaszubów. Niezadowalający jest oczywiście nasz status prawny w Polsce i traktowanie nas jako grupy językowej, a nie narodu, co jednak nie przeczy słowom o uznawaniu naszej odrębności.

Największy kłopot z tą kaszubską autonomią zdajemy się mieć sami my, Kaszubi. Wolimy stawiać Bogu świeczkę, diabłu ogarek i mieć mętlik we własnej głowie, który powoduje, że nawet nie rozumiemy słów H.J. Derdowskiego o kaszubskości i polskości, bo wydaje nam się, że one świadczą o naszej podmiotowości w Polsce. Tymczasem ich sens jest taki, jak ten zawarty w słowach wypowiedzianych przez wykreowanego przez pisarza pana Czorlińsczégò: „A jô z dëszą i ze serca Pòlôch jem jak òni” oraz „czej le wiedno bãdzem dzałac rączo i wëtrwale,/ w kùńcu tak, jak we Warszawie, bãdzemë gôdalë”. Jednym z przykładów jak dalece daliśmy sobie zniewolić nasze umysły, niech będzie wybór tekstów do tegorocznego, czerwcowego egzaminu ze znajomości języka kaszubskiego na potrzeby nauczania w szkołach. Zdający nauczyciel (przyszły nauczyciel) miał szansę wybrać „jedynie słuszną opcję” i nie mógł określić Kaszubów inaczej, niż grupa kulturowo-etniczna w ramach narodu polskiego, ponieważ inna odpowiedź nie była nawet przewidziana.

Niewiele osób próbuje interpretować hasło „Nie ma Kaszub bez Polonii…” z uwzględnieniem warunków nam współczesnych. Być może to skłaniałoby do rozważań zmierzających w kierunku, jak bardzo Polacy (Polska) potrzebują dziś Kaszubów, a Kaszubi Polaków (Polski). Doszlibyśmy może nawet do wniosków o potrzebie innej organizacji państwa polegającej na zwiększeniu roli jego regionów i społeczności lokalnych. Byłyby to ważna dyskusja, ale nie uważam, byśmy mieli nadal patrzeć na nasz kaszubsko-narodowy interes tylko z tej jednej kaszubsko-polskiej perspektywy. Jesteśmy oczywiście obywatelami polskimi i żyjemy w większości w granicach Rzeczpospolitej Polskiej, ale jednocześnie jesteśmy narodem słowiańskim i regionem europejskim. Przyjęcie takiego punktu widzenia, daje szersze spojrzenie na naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Gdy powiemy sobie: „Wiedno Kaszëbë – wiedno Kaszëbskô”, zupełnie innego znaczenia nabiorą dla nas wszelkie 100-lecia (niepodległości), 1050-lecia (chrztu Polski), 550-lecia (polskiego parlamentaryzmu). Ręczę, że wówczas uda nam się uspokoić umysł i zająć myśli sprawami pierwszorzędnymi dla rozwoju Pomorza i naszej własnej tożsamości kaszubskiej. Nagle okaże się też, że mamy dość własnych okazji do świętowania ich z dumą, jak na przykład: 997 (chrzest Gdańska), 1046 (pojawienie się Pomorza na kartach historycznych kronik), 1238 (pierwsza pisana wzmianka o Kaszubach), 1817 (urodziny Floriana Ceynowy), 1912 (powstanie Towarzystwa Młodokaszubów).

10 Przykazań Dobrego Kaszuby

I. Dobry Kaszuba stara się jak najczyściej mówić po polsku i myśleć po polsku. Odrzuca balast, którym jest jego rodzima kultura, nie mówi po kaszubsku i nie wychowuje swoich dzieci po kaszubsku.

II. Dobry Kaszuba się nie buntuje i nie angażuje. Wie, że najważniejszy jest święty spokój. Milczy, gdy obraża się kulturę i mowę jego ojców. Dobry Kaszuba sam rozumie, że nie są to sprawy o istotnej wartości i trzeba o nich zapomnieć.

III. Dobry Kaszuba w trosce o skarb Państwa i samorządu kontestuje każdy wydatek na rozwój kaszubskiej kultury i tożsamości, choćby chodziło o parę metalowych tablic. Dobry Kaszuba wie, że to tylko fanaberie hobbystów i/lub polityków, którzy chcą coś na tym ugrać.

IV. Wszelkie rozterki na temat tożsamości etnicznej i narodowej za Dobrego Kaszubę rozwiązuje Państwo i Kościół. Urzędnik i ksiądz wiedzą lepiej, takie kwestie należy zostawić specjalistom.

V. Dobry Kaszuba wie, że prawdziwi Kaszubi żyją tylko w jego miejscowości, a wszyscy inni są farbowani i nie potrafią dobrze mówić po kaszubsku. Albo wprost przeciwnie, Dobry Kaszuba wie, że jego okolica to wcale nie są Kaszuby, bo te prawdziwe są gdzieś tam koło Kościerzyny/Kartuz/Pucka (do wyboru).

VI. Dobry Kaszuba nie jest zainteresowany i z pogardą patrzy na historię Kaszub i Pomorza. W zupełności wystarczy mu powzdychać do Kresów, Wilna i husarii.

VII. Dobry Kaszuba nie potrafi wymienić z tytułu ani jednej kaszubskiej książki, a z imienia ani jednego pomorskiego księcia.

VIII. Dobry Kaszuba, jeśli już musi mówić swoją regionalną mową, to pozostaje dumnym pół-analfabetą w tym narzeczu i nie odczuwa potrzeby, by umieć w nim czytać i pisać.

IX. Dobry Kaszuba jest niechętny kaszubskiej symbolice, no chyba że zarobkowo w wymiarze folklorystyczno-turystycznym i pod warunkiem, że pojawia się razem z symboliką polską w stosunku 1 do 3, żeby nikt nic złego nie powiedział.

X. Dobry Kaszuba patrzy ze spokojem i wzruszeniem ramion na wymieranie kultury i języka przodków. Tak będzie lepiej i prościej. Poza tym czym jest ta kultura wobec wielkiej kultury polskiej, jeśli nie jedynie dziejowym nieporozumieniem i fazą przejściową?

 

 

 

Photo: by Freepik.com

„Môłi princ” – rozdział VIII (przeczytaj fragment)

VIII

Chùtkò jô sã doznôł vjicé wó nim kvjece. Na planéce môłéwo princa to vjedno dało dëcht zvëczajné kvjatë z pôrã płacikami przëstrojoné, chtërnë nje zabjérałë vjele placë ë njikòmù nje vadzëłë. Na pòrénkú vëszczitałë z trôvë, a téj wob vjeczór zvjãdłë. Ale túten kvjat sã naklił jednim razã z semjenja, co bëło przëlejcałé nji ma vjedzec skõd ë môłi princ sã przëzérôł z blëza ti rosce, chtërna nje szlachòvała za żódnëmi drëdzjimi roskami. To letkò móg jacji novi ôrt baobaba bëc. Jednak ten cjerzk chùtkò woprzestôł rosc, a pòczõł kvjisc. Môłi princ, chtëren béł przë tim jak vërós z njewo stolëmni pãczk, mjôł pòczëcé, co z tewo sã wobjavji cos cëdnéwo, le nasz kvjat nji mjôł jesz skónczoné sã snażëc v zaciszi svojé zeloné dornjice. Baczlëvje dobjérôł svòje farvë. Woblekôł sã pòmale, pasovôł své płacicji jednewo pò drëdzjim. Nje chcôł sã pòkazac rëchlé jak jaż v całi svòji nôdobje. Ó, to jo. Ten béł barzo chãdodzji! Jewo tajemné szëkòvanjé sã bavjiło całëmi dnjami. A téj ótole, na jednim pòrénkú, pravje cjéj vëszczitało słóniszkò, won sã wobjavjił.
Ë nen, co mjôł sã z takõ akùrôtnoscõ narobjałé, zévnõn a rzek:
– Ach! Dopjérkù jem wodeckła… vëbaczëce mje… jô jem takô njevëszëkòvónô…
Môłi princ nji móg svój zôdziv skrëc:
– Vë jesce ale pjãknô!
– Prôvda? – wodpòvjedzôł łagòdno kvjat. – A pòrodzonô jem v jednim czasú ze słúniszkã…
Môłi princ jú vëzgód, co wona za beszédnô nje bëła, ale jakùż doch za serce chvôta!
– Mje sã zdaje, że to je czas na frisztëk – rzekła a zarôz dodała – vë bë bëlë tak dobri ë pòmëslëlë wó mje…
Ë môłi princ, całi wod se, vëszúkôł ten giskón té svjéżé wodë ë wusłúżił temù kvjatovi.Tim spòsobã wona jú wod zaczõtkù sã jemù naparłãża ze svòjõ trochã wobraznõ bùsznoscõ. Jednim razã na przikłôd, cjéj wona gôdała wo svòjich sztërzech kòlcach, rzekła môłémù princë:
– Mògõ smjało przinc, ti tëgrësovje, z tëmi svëmi drapjami!
– To nje dô tëgrësi na mòji planéce – przékòvôł môłi princ. – Nódto tëgrësovje nje rżõ trôvë.
– Jô nje jem żódna trôva – kvjacik wodrzek mjodno.
– Vëbaczëce mje…
– Jô sã nje bòjã przed tëgrësi, ale wokrop móm strach cjéj ten vjater sã pòrivô. Môce vë móże jacji paravan?
«Bòjec sã przed vjatrã… to je ale njeszczescé do roslënë», zmerkôł môłi princ. «Z tim kvjatã to nje púdze ejnfach…»
– Wob vjeczór schòvce le mje pòd glokõ. To je straszni zib hewo kòl vas. Ë je lëchò wurzõdzoné. Tamò, skõdka jô jem…
Ale téj wona przecjidła svõ gôdkã. Wona bëła tú doch jakò semjã przëszłô. Wona nji mògła njic wo jinszich svjatach vjedzec. Zasromjonô tim, że sã da rozszrúvòvac przë tak letkòvjérni próbje łganjô, wona zakaszla dva abò trzë raze, co bë zepchła vjinã na môłéwo princa:
– Acz z nim paravanã?
– Jô bë béł jidzoni zó tim szëkac, ale vë jesce do mje gôdalë!
Téj wona zakaszla mòcnjé, że bë téż jewo zaczãło sëmjenjé grëzc.Tak môłi princ, mjimò dobré wolé kòchanjô, chùtkò jõł v njã trëchlôc. Won brôł za gvës jé słova bez znaczenjô a chùtkò sã stôł mòcno njeszczestlëvi.
«Jô nji mjôł nó njã słëchac» rôz mje sã zvjerził. «Njigdë bë nji mjôł na kvjatë słëchac. Nó të je trzeba vzerac ë jich wonjac. Ten mój wonjôł na całi mòji planéce, le jô nje pòtrafjił sã temù ceszëc. Na historijka wo drapjach, co mjã tak rozjadovjiła, mjała blós zbùdzëc mõ vrazlëvòsc.»
Won jesz sã mje zvjerził:
«Vnenczas jô nje rozmjôł njic! Jô mjôł wobsãdzac vedle czënóv, a njé vedle słóv. Wona dôva mje wonjõ a blask. Jô bë nji mjôł njigdë mjec zvjornjoné! Jô mjôł dozdrzec jejé vrazlëvòsc, zataconõ za tëmi słabëmi fortelami. Kvjatë sõ przecivnosci pôłnë! Ale jô béł za młodi, co bë rozmjôł kòchac.»

Słovôrzk:

vëszczitac wschodzić, kiełkować, ukazywać się
naklëc wzejść (o roślinach), wykluć się (o zwierzętach)
semjã nasiono
z blëza z bliska
roska roślinka
szlachòvac za być podobnym do
ôrt rodzaj
stolëmni olbrzymi (neologizm)
snażëc sã upiększać się
dornjica komnata
chãdodzji porządny, czysty, skrupulatny
bavjic tu: trwać
wodecknõc obudzić się
beszédni skromny
giskón konewka
naparłãżac sã narzucać się, naprzykrzać się
wobrazni obrażalski
bùsznosc duma
drapja pazur
ejnfach łatwy, łatwo
gloka klosz
zib ziąb, zimno
rozszrúvòvac rozpracować, przejrzeć
trëchlôc wątpić
brac za gvës brać na poważnie
rozjadovjic rozgniewać
zvjornõc uciec
zataconi ukrywający się

Lekcja 1: Kaszubski dla zaawansowanych

A teraz wyjmujemy pampersa, Żuczki! Tak mawiała moja świetna matematyczka, kiedy przechodziliśmy do trudniejszych zagadnień. To nie jest kurs dla szkoły podstawowej. Bez flaszki może tego nie rozpracujemy. Żeby dobrze mówić w jakimkolwiek języku, nie wystarczy mieć bogate słownictwo. Trzeba jeszcze dobrze znać idiomy, składnię, rejestr poszczególnych słów itd. Bez tego to będzie jak tłumaczenie „z góry dziękuję” na sławne „thank you from the mountain” zamiast „thank you in advance”. Przykro mi, w różnych językach różne rzeczy wyraża się w inny sposób, kaszubski nie jest pod tym względem inny. Żeby się dobrze wgryźć w kaszubszczyznę, warto czytać teksty. Najlepiej te autentyczne, dokumentowane przez badaczy języka, którzy chodzili od miasta do miasta i od wsi do wsi i słuchali opowiadań zwykłych ludzi, wychowanych w tym języku i kulturze. Wartościowymi zbiorami takich tekstów są Teksty pomorskie F. Lorentza, Die Sprache der Bëlôcë G. Bronischa, Gwara luzińska K. Nitscha i oczywiście Słownik gwar kaszubskich… B. Sychty. Powtarzałem wiele razy, że to powinna być Biblia i lektura obowiązkowa dla tych, którzy na poważnie chcą tworzyć po kaszubsku, ale z drugiej strony mam świadomość, że naukowy charakter publikacji, stosowane zapisy fonetyczne i słaba dostępność tych tytułów zniechęcają do czytania tych znakomitych kopalni wiedzy. Dlatego część wartościowych tekstów będę publikował tutaj, w transkrypcji na unowocześnioną ortografię stosowaną przez pisarzy skupionych wokół czasopism Bënë i buten oraz Zrzesz Kaszëbskô. Teksty będą opatrzone słowniczkiem i krótką analizą najciekawszych zagadnień i językowych smaczków.

Lekcja 1: Teksty pomorskie, tekst 294., Rumia

294. Rëmjô

To béł rôz jeden król, a ten nje chcôł svòjã córkã njikòmù jinszémù dac jak tacjémù, co do njewo przëszed a tak złgôł, a won jemù rzek: të łżesz! Te przëjachalë vjele panóv, tacji i tacji. Tak mjôł jeden wojc trzech sënóv. Tak ti dvaji, ti bëlë trzimóni za mõdri, a ten trzeci za głúpi. Tedë jachôł ten pjerszi do tewo króla, a te ten król jemù pòkôzôł takõ dlúgõ stodołã, ta mjała szestnôsce klepjiszcz. Cjedë ta svjinja zaknar’zevała na jednim kóncú a przëszła na drëdzji kónc, te wona dostała jú prosce. A ten sin pòvjôdôł:

– Mój wojc mô jesz dłëgszõ.
A te ten król szed z njim do pałacë svéwo. Tã stoja tacjé dłúdzjé drzévjã, co ten szpëc wod tewo do vjidzenjô nje béł. Tedë ten król móvjił:
– Môsz të tacjé dłúdzjé drzévjã jú vjidzoné?
A ten sin pòvjôdôł:
– Ó królë, wu méwo wojca tacjé dłúdzjé drzévjã je, że të gałãze jesz njebò sigajõ.
A ten król pòvjôdôł:
– To móże bëc.
A te ten król vzõn tewo sëna na pòle svòje a jemù pòkôzôł tacjé vjeldzjé vrëcji, że sztërzeji chłopji mùszëlë jednéwo vrëka dvjigac na wóz do wożenjô. A te ten król jemù rzek:
– Vjidzôł të jú tacjé vrëcji?
A won jemù rzek:
– Mój królë, mój wojc mô tacjé vrëcji, cje bë królóv szëmel sã v tewo vrëka vgriz a pòtemù zôs z njewo vëlôz, te won bë béł tacji éléfant.

Tak ten król mù pòvjôdôł:
– To móże bëc. Tak, sënje, terôzcji të trzë fraji sõ do kònca, môsz jic do dóm.
Tak tedë szed ten drëdzji, wu tewo to bëło to samò.
Tak te ten trzeci, ten głúpi, pòvjôdô:
– Wojcze, jô púdã.
Tak te ten wojc jewo nje chcôł njijak do króla pùscëc, bò jewo trzimôł za głúpéwo. Ale won so nje dôł strzëmac a wod wojca szed. Przëszed do króla a të pitanjô bëłë të jistné. Te król z njim szed do svéwo pałaca a jemù pòkôzôł to dłúdzjé drzévjã. Tak te won mù rzek:
– Sinkù, vjidzôł të jú tacjé drzévjã?
A won pòvjôdôł:
– Ó, nôjasnjészi królë, mój wojc, ten mô tacjé dłúdzjé drzévjã, że të szpëce wod tewo derekt v njebò jidõ. Mój wojc jeż béł v njebje.
A ten król mù pòvjôdôł:
– Na, a ceż wojc pòvjôdôł, jakùż v njebje bëło?
– V njebje tak bëło jak na zemji. Najsvjãtszô panna, ta vësévała do krëp, a svjãti Józef, ten të plevë zbjérôł a wodnosił. A te pòkõd won v njebje béł, te jeden wucõn to drzévjã. Terôzcji jak won mjôł z dół na zemjã przinc? Tak te won so wukrõcił wod tëch plév tacji pòvróz a sã spùscił. A te ten pòvróz blós tak dalek sig, że won njiżódné zemje nje vjidzôł. Tak te won nje vjedzôł, co won mjôł zrobjic. Ale wuchvôcił jednã pchłã a wod té pchłë wudzar dvanôsce rzemjenji a zvjõzôł vszëstcjé do grëpë a te sã dalé spùscił. Te przëszed tak dalek, że móg zemjã vjidzec. Terôz njiżódné radë dalé nje vjedzôł. Tak te sã spùscił a vpôd v tacjé błoto a vpôd tak głãbòk jaż pò szëjã. Terô nji móg ale rút przinc. Ta głova bëła rúten. Przëszla dzëvô kaczka a na jewo głovje zbùdovała so gnjôzdo a znjosła jaje. Te przëszed vjilk a to jaje vëpjił a pòdnjós nogã a jewo zeszczôł. Tak te won svòjã rãkã vëdostôł rúter a vjilka za wogón wuchvôcił. A te zavrzeszczôł: Hú! Vjilk! Tak vjilk sã wurzas a jewo zarô vëvlék z tewo błotka. Ale won téż temù vjilkòvi zarô tã skórã z tewo wogòna scignõn. Ale królë, to jô cë mògã rzec, to bëła roztrõba! Czësto jinakszô jak królóv wojc mjôł, cje won wu méwo wojca svjinje pas!
Tak te jemù król pòvjôdôł:
– Sënje, të łżesz!
Tak ten głúpi mjôł dobëté przéz to, że ten król rzek “të łżesz!” a dostôł królovã córkã.

Słowniczek:

cje (obocznie do cjéj) kiedy, jeśli
derekt bezpośrednio (por. ang. directly)
fraji pytania (l.poj. fraga, ale g > j przed i,e zgodnie z lokalną niemiecką i dolnosaską wymową)
hú! buu!
jeż (obocznie do jaż) aż
knar’zevac o świniach: objawiać pociąg płciowy
królova córka królewna
najsvjãtszô właściwie po kaszubsku nôsvjãtszô, tu: polonizm wzięty z języka kościelnego
szëmel siwek, koń maści siwej
roztrõba zabawa, rozrywka
rúten, rúter, rút na zewnątrz (głównie przy oznaczeniu ruchu z wewnątrz na zewnątrz, w przeciwieństwie do búten, które opisuje zwykle sytuacje statyczne, aczkolwiek nie ma między tymi formami ścisłej granicy)
rút przinc wydostać się
(obocznie do tam, tamò) tam
te (obocznie do téj) wtedy, więc

Uwagi do tekstu:

1. Warto zwrócić uwagę na częsty podwójny podmiot w zdaniu, który jest wyrażony zaimkiem ten/ta/to:

To béł rôz jeden król, a ten nje chcôł svòjã córkã njikòmù jinszémù dac (…)

Najsvjãtszô panna, ta vësévała do krëp, a svjãti Józef, ten të plevë zbjérôł a wodnosił.

W języku polskim, jeśli już pojawiłaby się taka konstrukcja, użytoby zaimka on/ona/ono.

2. W języku kaszubskim dużo częściej można stosować biernik, również w zdaniach z negacją, por.:

Ten chcôł svòjã córkã (B) kòmù jinszémù dac. → Ten nje chcôł svòjã córkã (B) njikòmù jinszémù dac.
On chciał dać swoją córkę (B) komuś innemu. → On nie chciał dać swojej córki (D) nikomu innemu.

To (B) jô vjém.To (B) jô nje vjém.
Wiem to (B). → Nie wiem tego (D).

 

3. W j. kaszubskim zestawienie podmiotu ze słowem vjele nie wymaga użycia orzeczenia w rodzaju nijakim. Porównaj:

Te przëjachalë vjele panóv.
Wtedy przyjechało wiele szlachciców.

V tëch chëczach bëłë vjele wocjen.
W tym domu było dużo okien.

4. Zapamiętaj: trzëmac kòwo/kògò zauważać kogoś za (łączy się z mianownikiem lub dopełniaczem), bëc do kònjca/kúnjcaskończyć się oraz nje vjedzec (so) njiżódné radë nie wiedzieć co zrobić, być w kropce.

Ti bëlë trzimóni za mõdri, a ten trzeci za głúpi.
Oni byli uważani za mądrych, a trzeci za głupiego.

Ten wojc jewo nje chcôł njijak do króla pùscëc, bò jewo trzimôł za głúpéwo.
Ojciec nie chciał go żadnym sposobem puścić do króla, bo uważał go za głupiego.

Të trzë fraji sõ do kònca.
Te trzy pytania się skończyły/wyczerpały.

Ten tidzenj jú zarô mdze do kònjca.
Ten tydzień już zaraz się skończy.

Ta wojna je na wostatk do kònjca.
Ta wojna nareszcie się skończyła.

Terôz njiżódné radë dalé nje vjedzôł.
Teraz nie wiedział co zrobić.

Nje vjém so njiżódné radë.
Jestem w kropce.

5. W języku kaszubskim bardzo rzadko stosuje się chtëren jako zaimek względny odpowiadający polskiemu który. Najczęściej człon podrzędny wprowadza się przez użycie co lub konstrukcji co + odmieniony zaimek ten/ta/to.

Tã stoja tacjé dłúdzjé drzévjã, co ten szpëc wod tewo do vjidzenjô nje béł.
Tam stało takie wysokie drzewo, wierzchołka którego nie było widać.

Më jesmë bëlë ti, co slédni przëszlë.
Byliśmy tymi, którzy przyszli ostatni.

To je ten kùnjda, co z tim jô gadac njechc.
To jest ten typ, z którym nie chcę rozmawiać.

6. Rzeczowniki r. męskiego dużo częściej mają w dopełniaczu -a tam, gdzie pokrewne wyrazy w języku polskim mają -u, por.:

Król z njim szed do svéwo pałaca a jemù pòkôzôł to dłúdzjé drzévjã.
Król z nim szedł do swego pałacu i pokazał mu to wysokie drzewo.

Por. też np.:
do lasa – do lasu
do woza – do wozu
do woła – do wołu/woła

7. Nie jest to ścisłą regułą, ale zaimki pytające najczęściej mają w j. kaszubskim partykułę –ż(e):

Na, a ceż wojc pòvjôdôł, jakùż v njebje bëło?
No, a co mówił ojciec, jak było w niebie?

Inne zaimki pytające:

CoCeż? Acz?                                                    Co?
ChtoChteż? Co za jacji? Co zócz?       Kto?
Gdze, KãdëGdzeż? Kãdëż?                    Gdzie?
Czemù → Czemùż?                                            Dlaczego?
JakJakùż? Jakże?                                         Jak?
JacjiJacjiż?                                                       Jaki?
Chtëren, ChtoriChtoriż?                        Który?
CjéjCjéjże?                                                      Kiedy?
Vjele, KùliVjeleż? Kùleż?                       Ile?
KõdkaKõdkaż? Kõdzeż?                        Którędy?
Skõdka Skõdkaż?                                        Skąd?

8. Kaszubszczyzna północna rozróżnia formy dopełniaczowe z końcówką -e od celownikowo-miejscownikowych z końcówką -i dla takich rzeczowników jak zemja, jabłónj, kùchnja, szëja itd.:

V njebje tak bëło jak na zemji (Msc).
W niebie było tak jak na ziemi.

Won njiżódné zemje (D) nje vjidzôł.
On nie widział żadnej ziemi.

Por. inne przykładowe zdania:

Na jabłonji (Msc) bëłë vjele jabk.
Ti jabłonji (C) je trzeba dac vjicé vjidu/vjidë.
Bez jabłonje (D) më nje mdzemë mjelë njiżódnëch jabk.

Tatk varzi v kùchnji (Msc) pôłnje.
Ti kùchnji
(C) je trzébno remònjtu/remònjtë.
Z kùchnje
(D) je czëc za fejn wonjõ.

Të môsz na szëji (Msc) snôżi agnest.
Tvòji szëji (C) njick sã nje stało.
Wona mja szalã vkół szëje
(D) zavjitõ.

Teksty pomorskie
można w całości pobrać z biblioteki cyfrowej pod tym linkiem.

 

 

Siła tytułu naukowego większa niż siła naukowego argumentu? „Gramatika…” z perspektywy laika raz jeszcze

Po recenzji Gramaticzi kaszëbsczégò jãzëka (H. Makùrôt, Gdańsk 2016), która ukazała się w Skrze pod tytułem Czy Gramatika kaszëbsczégò jãzëka jest gramatyką kaszubskiego języka? autorka książki odpowiedziała na niesłuszne jej zdaniem zarzuty (odpowiedź z 29. czerwca bieżącego roku można przeczytać w całości m.in. w dziale komentarzy pod recenzją). Jako że odpowiedź ta nie wyczerpuje w żaden sposób tematu, postanowiłem na nią odpowiedzieć.

Błędem metodologicznym recenzji Bandura jest porównywanie punkt po punkcie fragmentów mojej publikacji z „Gramatyką pomorską” Friedricha Lorentza oraz wykazywanie niezgodności między tymi gramatykami.

Być może błędem metodologicznym było powoływanie się na tę pozycję w Gramatice…? Zacytuję Autorkę raz jeszcze: Zwënégòwała jem téż zamkłoscë donëchczasnëch kaszëbsczich gramatików, w òsoblëwòscë kòrzëstała jem z ksążków Gramatyka pomorska Friedricha Lorentza i Gramatyka kaszubska. Zarys popularny Édwarda Brézë i Jerzégò Trédra. (patrz: str. 10). A więc Makurat nie neguje, że wymienione przeze mnie niezgodności z jej gramatyką istnieją, jedynie broni się przed porównywaniem jej gramatyki ze źródłem, z którego – jak sama pisze – w szczególności korzystała. Pozostawię ocenie Czytelnika/Czytelniczki, czy rozliczanie Autorki z bibliografii, na którą sama się powołuje, jest błędem metodologicznym. Dodam tylko, że druga z wymienionych pozycji – Gramatyka kaszubska. Zarys popularny E. Brezy i J. Tredra również w dużej mierze bazuje na Gramatyce pomorskiej, tabele odmian (m.in. 3.2.1.8. Deklinacja męska, 3.2.1.9. Deklinacja żeńska, 3.2.1.10. Deklinacja nijaka) wraz z opisami niemal zupełnie bazują na Gramatyce Pomorskiej oraz na Atlasie Języka Kaszubskiego…, niektóre tabele i akapity skopiowano z tych źródeł bez większych zmian, co autorzy poświadczają także przypisami. Dalej Makurat pisze:

Przyznam, że podczas przygotowywania mojej książki nieraz sięgałam do „Gramatyki pomorskiej” Lorentza, ale korzystałam z niej w sposób krytyczny – niektóre przykłady wyrazów, odnotowane w mojej pracy, pochodzą właśnie z tego źródła.

Dopiero po recenzji Autorka przyznaje, że pozycja, z której w òsoblëwòscë kòrzëstała, ma odzwierciedlenie w jej książce zaledwie w niektórych przykładach wyrazów. Nasuwa się nieodparte pytanie: jeśli pozycja, z której autorka korzystała w szczególności ogranicza się do poświadczenia ledwie niektórych wyrazów, to czym poświadczona jest cała reszta?

Tymczasem Bandur zakłada, że język kaszubski zatrzymał się prawie wiek temu, w ogóle się nie rozwijał i współczesna kaszubszczyzna powinna wyglądać tak samo, jak została opisana na początku XX wieku.

Nie powinna, ale z racji dysponowania takimi, a nie innymi źródłami, Autorka powinna powołać się na badania, które opisują jak zmieniła się kaszubszczyzna od lat 1927-37 i czy rzeczywiście zmieniła się tak diametralnie, jak twierdzi Makurat. Może to być trudne do wykazania, bo ani Atlas Językowy Kaszubszczyzny… (1964-78), ani Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej (1965-76) B. Sychty, ani badania terenowe Z. Topolińskiej opublikowane jako Teksty gwarowe… (1967-69), ani opracowanie Gramatyka kaszubska. Zarys popularny E. Brezy i J. Tredera z 1981 roku tego nie potwierdzają. Obowiązek dowiedzenia takich tez spoczywa na tym, kto je przedstawia.

Wydaje mi się, że kolejne opracowanie przedstawiające, jak wymawia się kaszubskie głoski w konkretnych kaszubskich gwarach i jakie są końcówki fleksyjne typowe dla wszystkich gwar, byłoby bezużyteczne. Takie opracowania już mamy. A tego oczekiwał Maciej Bandur – autor recenzji i na tym opiera się w całości jego krytyka skierowana w moim kierunku.

Twierdzenie nieprawdziwe, chyba że Autorka jest w stanie udowodnić je dokładnym cytatem. O co się dopominam w swojej recenzji, to o poszanowanie źródeł i tego, co udowodniono naukowo. Mówiąc prościej: dysponujemy olbrzymim dziedzictwem prac językoznawców, eksploratorów i leksykografów, którzy badali żywą mowę w terenie i dokumentowali język. To wszystko, wraz z oczywistymi różnicami gwarowymi, stanowi zbiór elementów poświadczonych (o ile badaczowi nie udowodniono błędów). Uważam, że rzeczą absolutnie normalną i konieczną jest stworzenie na zasadzie kompromisów normatywnej gramatyki w oparciu o elementy z tego zbioru, dopiero później wzbogacone o neologizmy (jeśli zachodzi rzeczywista konieczność ich użycia), żeby język kaszubski mógł istnieć jako w pełni funkcjonalny język w XXI wieku, jednocześnie zawierając jak najwięcej elementów typowo rodzimych i znanych Kaszubom z języka domowego. Jednym z moich głównych zarzutów wobec Gramaticzi… jest taki, że Autorka używa elementów spoza tego zbioru, które nie tylko nie są poświadczone i potrzebne, ale także stoją w sprzeczności z elementami zbioru poświadczonego, co szczegółowo opisałem w swojej recenzji.

Badaniom kaszubszczyzny poświęciłam całe życie i moja gramatyka jest efektem rzetelnych wieloletnich i szczegółowych badań. Praca pt. „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” była także konsultowana z śp. prof. Jerzym Trederem, który recenzował poszczególne jej części (które były publikowane w „Naji Ùczbie” przez wiele lat). Prowadziłam także liczne dyskusje z prof. Jerzym Trederem na temat tego, jak gramatyka kaszubskiego języka literackiego oraz sam język powinny wyglądać. Moja praca jest przemyślana i była także opiniowana przez slawistów, zwłaszcza przez jej recenzenta prof. Dušana Vladislava-Paždjerskiego, który również jest członkiem Rady Języka Kaszubskiego.

Opinie innych naukowców nie są dowodem naukowym per se, niezależnie od tytułu naukowego.

Maciej Bandur twierdzi, że użyłam form trzeciej osoby czasu przeszłego typu: (òn) je pisôł, (òna) je pisała, (òno) je pisało, (òni) są piselë, (òne) są pisałë, które nie zostały poświadczone w żadnych wcześniejszych źródłach. Autor konstatuje, że sama wymyśliłam te formy, biorąc za wzór inne języki słowiańskie. Nie jest to prawdą, ponieważ formy tego typu odnotowane zostały m.in. w Gramatyce kaszubskiej Edwarda Brezy i Jerzego Tredera na s. 133 (rozdział 3.2.5.6.): òn je gònił, òna je gòniła, òno je gòniło, òni lub òne są gònilë lub gòniłë.

Rzeczywiście takie formy są podane w tym opracowaniu. Czy to dowodzi ich prawdziwości? W tym przypadku to wątpliwe. W cytowanych przykładach zastosowania autorzy nie podają ani jednego dla trzeciej osoby liczby pojedynczej lub mnogiej ani w rozdziale 3.2.5.6., ani w 4.3.6.B. Jest to bodaj jedyne poważne opracowanie podające takie formy, jednak bez żadnych poświadczeń i odwołań. Z drugiej strony mamy dziesiątki prac naukowych, starszych i nowszych, oraz setki tekstów gwarowych i literackich, w których takich form nie ma. Czy Autorka jest w stanie przywołać jakikolwiek tekst gwarowy bądź literacki, w którym takie formy są poświadczone/użyte, nie mówiąc już o wykazaniu użycia ich na szerszym terenie? Jestem w stanie zaryzykować twierdzenie, że prof. Breza potwierdziłby, że to raczej pomyłka, która umknęła korekcie niż dająca się gruntownie poświadczyć lub poprzeć uzusem forma.

Autor recenzji zwraca też uwagę, że rzekomo nie uwzględniłam w mojej publikacji form typu: jô jem jidzony, òna je jachónô. Są to – będące skutkami wpływów języka niemieckiego – formy strony biernej utworzone od czasowników nieprzechodnich i zostały one opisane w mojej książce w rozdziale 2.3.5. na stronie 56.

Te formy są tam analizowane w zupełnie innym charakterze. Zabrakło ich w rozdziale o czasie przeszłym. W języku kaszubskim, inaczej niż w polskim, tego typu formy są nie tylko formami strony biernej, ale też formami czasu przeszłego, a właściwie teraźniejszego perfektywnego, jako że pełnią taką samą funkcję jak w językach germańskich. Bez opisania tego korzystający z książki nie dostaje pełnego obrazu budowania czasów w języku kaszubskim. W gramatykach niemieckich odpowiadające formy typu ich bin gegangen, wir sind gefahren powszechnie opisuje się jako formy czasu teraźniejszego perfektywnego, por. np. A Grammar of Contemporary German, str. 17-22 czy Teach Yourself German Grammar, str. 108-9.

Jeśli chodzi o uwagi Bandura dotyczące czasu zaprzeszłego, również są one nietrafne. W kaszubszczyźnie istnieją zarówno formy zaprzeszłe typu: jô jem béł pisôł (spotkałam takie formy w żywej mowie podczas badań terenowych, są one zarejestrowane na zebranych przeze mnie nagraniach), jak i formy typu: jô béł jidzony, jô mia pisóné. Moja wiedza z historii języków słowiańskich pozwala stwierdzić, że te pierwsze w wymienionych wyżej form nie są – jak twierdzi autor recenzji – kalkami z języka polskiego, ale rozwinęły się one równolegle w obu językach.

Gdzie są opublikowane te nagrania i ich rezultaty odnośnie do tej kwestii? Czy recenzent ma weryfikować Pani twierdzenia w oparciu o bibliografię czy się domyślać lub wierzyć na słowo, że są nagrania, które Pani tezę potwierdzają? Czy jest Pani w stanie przedstawić fragmenty tych nagrań, które w przekonujący sposób udowodniłyby, że a) takie formy są używane w żywej mowie, mimo że żadne poprzednie badania dialektologiczne tego nie wykazały, b) że wyewoluowały niezależnie od języka polskiego i c) że są na tyle powszechne i potrzebne, mimo że istnieje już bogato poświadczona forma o dokładnie tej samej funkcji, że warto ją zalecać do użycia? Jeśli tak, z pewnością nikt nie będzie miał zastrzeżeń.

Jeśli chodzi o czas przyszły złożony, to – wbrew temu, co twierdzi Bandur – można go w języku kaszubskim tworzyć na dwa sposoby: poprzez użycie czasownika bëc w czasie przyszłym i bezokolicznika, np. bãdã pisac, jak też poprzez użycie czasownika bëc w czasie przyszłym oraz tzw. imiesłowu czasu przeszłego czynnego drugiego, czyli form typu: bãdã pisôł, bãdã pisała. Obie te konstrukcje zostały poświadczone w Gramatyce kaszubskiej Brezy i Tredera (rozdział 3.2.5.5, strona 132-133), a także obie struktury zostały zarejestrowane na moich nagraniach podczas badań terenowych, które prowadziłam przez kilka lat na całych Kaszubach.

Oczywiście, takie formy dzisiaj występują w języku kaszubskim, występowały już w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Informacja, że twierdzę, że nie można tak tworzyć czasu w j. kaszubskim jest nieprawdziwa. Tak jak pisałem w recenzji: ten typ w języku kaszubskim był notowany w ilościach marginalnych, częściej jedynie w gwarach zaborskich.

(F. Lorentz, Gramatyka pomorska, str. 979-80)

Można się zatem zastanawiać, czy marginalna obecność tych złożeń jeszcze w pierwszej połowie XX wieku i większe ich natężenie w skrajnie południowych gwarach j. kaszubskiego nie świadczą o świeżym polonizmie, co w kwestii konstruowania czasów jest jednak zmianą istotną. Oczywiście umieszczenie ich w Gramatice… da się wybronić. Chcę jednak zacytować tu odpowiedź samej Autorki: Uważam, że w standardowym języku nie powinno się uwzględniać wszystkich gwarowych wariantów, zwłaszcza jeśli są one rzadko używane i nie mają zakorzenienia w historii kaszubszczyzny. W tej kwestii również pojawia się pytanie, czy normatywna gramatyka języka kaszubskiego nie powinna faworyzować elementów rodzimych i dobrze zakorzenionych w języku?

Autor recenzji twierdzi, że podczas opisu trybu warunkowego pominęłam sposób tworzenia konstrukcji w czasie przeszłym. Rzeczywiście, nie zrobiłam tego, ponieważ było to niecelowe – formy trybu rozkazującego są uniwersalne – takie same dla różnych czasów, więc nie było potrzeby dublowania opisu.

Nie potrafię sobie wyobrazić co ma tryb rozkazujący do trybu warunkowego.

Bandur zarzuca mi także, że jako nieliterackie uznałam – przejęte z polszczyzny – formy typu: bëm, bës, bësmë, które są poświadczone w „Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury ludowej” Bernarda Sychty. To, że zostały one zarejestrowane we wcześniejszym opracowaniu, nie znaczy, że są to formy typowo kaszubskie. Są one polonizmami i we współczesnej odmianie literackiej kaszubszczyzny są używane rzadko, raczej na skutek wpływów gwarowych i polszczyzny.

Nie zarzucam, pytam o przyczynę, która w Gramatice… nie jest podana, choć powinna była się tam znaleźć zamiast otrzymanego twierdzenia ex cathedra. Wyjaśnienie jest jak najbardziej satysfakcjonujące.

Natomiast stwierdzenie Bandura, że użycie w mojej gramatyce imiesłowu przysłówkowego jest „niesamowitością”, jest kolejnym dowodem na to, że autor recenzji nie ma kompetencji w zakresie języka kaszubskiego. Autor recenzji dziwi się, że wprowadzam kategorię, która jest nieużywana w języku mówionym i w gwarach.

Wciąż się dziwię. Dalej o tym imiesłowie Makurat pisze:

Tymczasem w językach słowiańskich imiesłowy bardzo rzadko używane są w mowie, jest to raczej kategoria gramatyczna zarezerwowana dla języka pisanego.

To zupełnie się nie zgadza, imiesłowy przymiotnikowe i przysłówkowy współczesny występują w języku mówionym często: rozbiti, zrëchtowóny, stłëkłô, wëmłoté, gôdający, stojącô, sedząc(ë), jidąc(ë) itd. Podobnie w wielu innych językach słowiańskich. Ba, w dialekcie północnokresowym języka polskiego imiesłów przysłówkowy uprzedni (o który wszak nam tu chodzi) na –wszy był tak mocny, że obecnie przejął też funkcję czasu przeszłego, np. ón zrobiwszy – on zrobił. W mówionym języku kaszubskim, jak sama Autorka przyznaje, ów imiesłów nie jest używany. Dlaczego go nie ma, wiemy z historii j. kaszubskiego doskonale: istniał jako żywa kategoria w najstarszych zabytkach języka, lecz później zmienił funkcję na przysłówkową (jak wykazałem w recenzji) bądź – jak raz poświadcza B. Sychta – na imiesłów przymiotnikowy czynny (Słownik gwar kaszubskich…, Suplement, str. 14).

Badałam język kaszubskich pisarzy i imiesłowy przysłówkowe są rejestrowane w ich tekstach pisanych. Nie rozumiem, dlaczego miałabym nie uwzględniać w mojej gramatyce kategorii, która jest żywa i używana. Autor recenzji myli się, twierdząc, że to ja próbowałam reaktywować te formy, odwołując się do najstarszych zabytków. W rzeczywistości jedynie opisałam język, który jest realnie używany, a imiesłowy przysłówkowe są jego częścią.

Owszem, pojedynczy autorzy stosują imiesłów przysłówkowy uprzedni w j. kaszubskim, ale ich funkcja, użycie i nierodzima końcówka z -ł- dobitnie wskazują na kategorię żywcem przeniesioną z języka polskiego (w którego gwarach owszem występuje). Wiele wielkich języków słowiańskich i nie-słowiańskich radzi sobie znakomicie bez tej kategorii, stąd pytanie o zasadność sankcjonowania użycia tych form w gramatyce normatywnej. O formach bëm, bës Makurat pisze, że fakt, że występują w języku nie znaczy, że są to formy typowo kaszubskie. Są one polonizmami i we współczesnej odmianie literackiej kaszubszczyzny są używane rzadko, raczej na skutek wpływów gwarowych i polszczyzny. Wszystko wskazuje, że mamy tu do czynienia z dokładnie tą samą sytuacją.

Bandur wysuwa też zastrzeżenie dotyczące nazywania pewnych zjawisk językowych archaicznymi. Jeśli chodzi o nazwę archaicznego czasu przeszłego, muszę powiedzieć, że nie jest to mój termin, ale został on użyty przez Brezę i Tredera w „Gramatyce kaszubskiej” na stronie 133 (rozdział 3.2.5.6). Uważam, że należy się kierować zasadą brzytwy Ockhama, czyli nie tworzyć nowych terminów, jeśli istnieją inne, które zostały utworzone i są używane. W innych przypadkach posługiwanie się przeze mnie terminem „archaiczny” – wbrew temu, co twierdzi autor recenzji – nie jest uzasadnione tym, że opisywane formy nie występują w języku polskim, ale wynika z uwzględniania wiedzy o historii języka kaszubskiego.

Przyjmuję takie uzasadnienie.

Autor recenzji zwraca też uwagę, że prezentowany przeze mnie materiał nie odzwierciedla języka używanego w dawniejszej twórczości pisarzy, np. Jana Drzeżdżona czy Bernardy Sychty. Trzeba stwierdzić, że język kaszubski – zwłaszcza w ciągu ostatnich 30 lat – ewoluował i dynamicznie się rozwinął.

Parę akapitów dalej Makurat pisze:

Kwestionowany przez Bandura przyimek kù jest poświadczony w języku licznych kaszubskich pisarzy, m.in. Floriana Ceynowy, Hieronima Derdowskiego, Aleksandra Majkowskiego, Alojzego Budzisza, Aleksandra Labudy, ponadto istnieje bardzo znane w języku kaszubskim wyrażenie kù reszce, używane nie tylko przez dawniejszych pisarzy, ale też powszechnie we współczesnych tekstach kaszubskojęzycznych. Nie widzę powodu, aby eliminować ten przyimek z języka kaszubskiego, jak chce autor recenzji.

To ciekawy przykład konsekwencji. Autorka na potrzeby swojej normy odrzuca takich mistrzów kaszubskiego słowa jak Jan Drzeżdżon i Bernard Sychta, z których pierwszy publikował jeszcze w latach dziewięćdziesiątych (!) – a więc mniej niż 30 lat temu, a drugi opisywał mowę wciąż współczesnych Kaszubów, ale w przypadku przyimka powołuje się na pisarzy, którzy urodzili się w XIX wieku, a zmarli przed II wojną światową! (wyjątkiem jest A. Labuda, który urodził się, bagatela, w 1902 r.). Nie dość, że Autorka pada ofiarą własnej strategii, to jeszcze używa bardzo wygodnego wybiegu, twierdząc, jakoby nieakceptowane przez nią źródła starsze niż 30 lat zdezaktualizowały się. Tym sposobem można właściwie wsadzić do śmietnika nie tylko lwią część literatury, ale prawie cały dorobek naukowy i udowodnić wszystko, co się chce, zwłaszcza tekstami produkowanymi lub korygowanymi przez własne środowisko.

Maciej Bandur kwestionuje też zasady pisowni niektórych wyrazów, których forma została już utrwalona w kaszubszczyźnie i ma zastosowanie w piśmiennictwie od wielu lat. Według autora recenzji utrwalone w tradycji języka kaszubskiego i poświadczone w słownikach Eugeniusza Gołąbka postaci wyrazów: cëż oraz chtëż są błędne, ponieważ nie są zgodne z pisownią stosowaną 90 lat temu przez niemieckiego badacza Friedricha Lorentza. Czyż to nie jest rewolucja w języku? Zmienianie utrwalonego już systemu ortografii ze względu na niezgodności z pisownią używaną prawie wiek temu?

Autorka doskonale wie, że Friedrich Lorentz w Gramatyce pomorskiej zapisuje badane słowa fonetycznie, a więc nie jest to kwestia przyjętej pisowni i uzgodnionej ortografii jak chce Makurat, lecz fonetycznej realizacji, czyli faktycznej wymowy. Szczegółowe opisanie wszystkich wówczas istniejących gwar kaszubskich nie poświadczyło ë w tej pozycji w żadnej z nich. Czy poświadczają ją wieloletnie badania Autorki w terenie? Ciężko sobie wyobrazić jakikolwiek nowszy proces, który miałby spowodować, by szwa mogła tam zaistnieć. Słowniki E. Gołąbka są przede wszystkim opracowaniami dotychczasowych prac leksykograficznych i literackich, wydawanymi i korygowanymi w zgodzie z normą zalecaną przez RJK, więc same z siebie nie dowodzą niczego. Nie jestem pewien, czy argument z tego, że się utarło coś zapisywać w ten czy inny sposób powinien mieć pierwszeństwo przed tym, co poświadczone.

Podobny przełom autor szkalującej recenzji chce wprowadzić w zapisie zaimka òne, który według „nowej normy” Bandura powinien być zapisywany jako ònë, ponieważ taką pisownie (z samogłoską szwa) notował Lorentz 90 lat temu. Nie znam żadnego współczesnego szanującego się autora kaszubskiego, który zapisywałby wymieniony zaimek jako ònë.

A ja znam i Autorka też, w Gramatyce kaszubskiej. Zarysie popularnym E. Brezy i J. Tredra z 1981 roku to nie tylko fakultatywna forma, ale wciąż jedyna zalecana (str. 123):

Cytowałem to opracowanie także w swojej recenzji, co Makurat zignorowała. To formy nie tylko wymienione w Gramatyce pomorskiej, ale też bogato poświadczone w Tekstach pomorskich na niemal całym terenie kaszubskim. Jeśli zaś chodzi o współczesnych literatów kaszubskich, Autorka uprawia zastanawiającą ekwilibrystykę słowną. Doskonale wiadomo, że dzisiaj większość piszących po kaszubsku dostosowuje się do normy zalecanej przez środowisko związane z Radą Języka Kaszubskiego, czyli ze środowiskiem Autorki. Wielu oddaje książki do korekty członkom Rady. Makurat próbuje przekonać, że ona tylko neutralnie opisuje język, a nie kreuje go, który pochodzi z publikacji, jakie były pisane i korygowane w zgodzie z zaleceniami jej środowiska i jej samej (!). Literaci kierują się słuszną logiką, ponieważ powinni mieć godne zaufania ciało opiniujące i nie mają obowiązku sami być językoznawcami. Ale z tego samego powodu potrzebują też głosów wewnątrz Rady jak i spoza niej, które preskryptywistom będą kazały grać w otwarte karty i powiedzą: sprawdzam.

Kolejna przełomowa zmiana miałaby dotyczyć zapisu zaimków w liczbie mnogiej: te, jedne, same, które według „nowego znawcy języka kaszubskiego” powinny mieć postać: të (pol. ‘te’), jednë, samë, ponieważ takie poświadczenie znalazł znowu w wydanej prawie wiek temu gramatyce Lorentza.

Takie formy jeszcze w 1981 roku za prawidłowe uznawali „starzy znawcy języka kaszubskiego” prof. J. Treder i prof. E. Breza (str. 123):

W późniejszych latach profesorowie preferowali inne formy, jednak bogato poświadczonych na całym terenie form z wygłosowym –ë z pewnością nie można z tego powodu uznać za błędne. Na ile utrzymały się w dzisiejszym języku, należałoby poprosić o ekspertyzę fonetyka. Jeśli są wypierane przez formy polskie z wygłosowym –e, należałoby się zastanowić, co zrobić z tym świeżym polonizmem. Jeśli to proces wewnątrz języka, np. wyrównanie per analogiam do miękkotematowych mòj-e, swòj-e itd., należałoby to zbadać. Makurat jednak zdaje się nie dbać o dowód naukowy. Zamiast tego mówi, że coś jest stare i nieużywane. A im więcej publikacji się naprodukowało według normy, którą współtworzy, tym większy dowód na słuszność racji?

Kolejna rewolucja Bandura dotyczy ściągniętych form zaimków dzierżawczych, które zapisałam jako ma, twa, swa, a które zgodnie z koncepcją „recenzenta” powinny mieć postać mô, twô, swô, ponieważ takie formy również znalazł w zapisach Lorentza z początku XX wieku. Trzeba zauważyć, że ściągnięte formy zaimków w ogóle rzadko są stosowane w języku, natomiast formy zaproponowane przez Bandura zupełnie nie mają odzwierciedlenia w uzusie.

Gdzie dowód? Na jakich danych opiera Autorka nieokreślony w Gramatice… uzus? Danych frekwencyjnych z wyszukiwarek internetowych? Z korpusu współczesnego języka kaszubskiego, którego nie ma? Z papierowych wydawnictw po kaszubsku z ostatniego półwiecza? A może tylko z tytułów, które sama Autorka uważa za akceptowalne? Tezę Autorki być może udałoby się wybronić, gdyby nie jeden z moich głównych zarzutów wobec Gramaticzi… – Makurat nie nakreśliła ram, w obrębie których ma zamiar się poruszać. Nie wiemy nic o źródłach deklarowanych tendencji współczesnego języka literackiego, nie wiemy, które tytuły i których autorów autorka uważa za dość „literackich” ani z jakiego przedziału czasowego. Dopiero po mojej recenzji Makurat zaczyna o tym informować, a takie informacje powinny były jednak znaleźć się w Gramatice…, a nie na Facebooku. Co do samych form ma, twa, swa nie ma żadnych wątpliwości, że nie są to formy rodzime. Z punktu widzenia lingwistyki diachronicznej pozostaje jasne, że ściągnięte formy po utracie sylaby w wyniku wzdłużenia zastępczego miałyby samogłoskę długą i ostatecznie dałyby jej dzisiejszy refleks –ô: *tvoja > *tvā > twô. I tylko takie formy były znajdowane w terenie. Po to między innymi potrzebne są recenzje i krytyka, żeby formy niepoświadczone eliminować z języka i normy, żeby nie były powtarzane przez nieświadomych użytkowników języka i nie weszły do uzusu, z którego ktoś za x lat będzie chciał wyprowadzać dowody. Ostatecznie jest to jednak oczywiście kwestia smaku. Dla niektórych duża frekwencja poszłem i przyszłem w polskim uzusie świadczy o akceptowalności formy, dla innych nie.

Autor recenzji nie jest jednak rodzimym użytkownikiem języka kaszubskiego, ale wyuczył się kaszubskiej mowy z książek, stąd też nie ma on odpowiednich kompetencji, by ocenić, jakie formy są rzeczywiście stosowane współcześnie w języku.

Tego całego festiwalu pozamerytorycznych uwag o tytułach, kompetencjach, znanych językach i bogatej kolekcji książek na półkach oraz argumentów ad personam nie skomentuję, zainteresowani Czytelnicy mają dostęp do całego tekstu pani doktor. Ta uwaga jednak wymaga pochylenia się nad wyjątkowo nienaukową argumentacją. Po pierwsze, skąd Autorka wie skąd znam język kaszubski? Z drugiej, trzeciej, czwartej ręki? Po drugie, w jaki sposób nierodzimość użytkownika wyklucza kompetencje w badaniu języka? Ja się tym nie czuję urażony, język mówiony poznałem w swoim rodzinnym miasteczku jako nastolatek, a jako licealista zdałem maturę z tego języka, więc oczywiście z językiem literackim również mam do czynienia od wielu lat. Nie czuję się z tym gorszy od wielu kolegów i koleżanek mojego pokolenia, dla których zaczęcie mówienia po kaszubsku było osobistą decyzją, wysiłkiem, a nawet nastoletnim buntem w dobie dominacji języka polskiego i przerwanego przekazu międzypokoleniowego, a którzy mimo to dzisiaj są świetnymi dziennikarzami, pisarzami czy nauczycielami języka kaszubskiego. Co jednak mają powiedzieć na takie dictum tacy badacze kaszubszczyzny jak prof. Motoki Nomachi, prof. Dušan Paždjerski z RJK czy inni badacze z Polski, Słowenii, Czech i innych krajów? Lub niekaszubscy studenci etnofilologii kaszubskiej? Uważam, że nikt nie powinien się godzić na taką argumentację.

Z braku odpowiedniej wiedzy wynika także kolejna krytyczna uwaga autora recenzji dotycząca użycia form naju, waju. Według Bandura mogą być one użyte w funkcji zaimków dzierżawczych we wszystkich przypadkach, co więcej autor mówi o ich zastosowaniu w liczbie mnogiej i podwójnej (odnoszącej się do czegoś podwójnego). Nie wydaje mi się, aby w języku kaszubskim można było współcześnie w ogóle wyodrębniać liczbę podwójną (poza nielicznymi przykładami użycia, które opisałam w książce). Ten zarzut Bandura nie został nawet poparty żadnym argumentem.

Śpieszę z argumentem, F. Lorentz, Kaschubische Grammatik, str. 27:

Trzeba zauważyć, że formy naja, waja są lepiej udokumentowane, nie zgadzam się jednak, że opracowania dwudziestowieczne nie są warte odnotowania. Tego niezwykle ważnego opracowania – pierwszej literackiej gramatyki j. kaszubskiego napisanej przez fachowca – Autorka nie uwzględniła nawet w bibliografii.

W zakresie fonetyki Bandur nie wysuwa zbyt wielu uwag krytycznych, a te, które się pojawiły, świadczą o jego nikłej wiedzy na temat literackiej kaszubszczyzny. Autor recenzji domaga się uwzględnienia szerokiego opisu głosek stosowanych w różnych gwarach kaszubskich (których współcześnie jest kilkadziesiąt!) oraz uwzględnienia prac dotyczących fonetyki gwarowej. Celem mojej książki nie był opis systemu językowego gwar kaszubskich, tylko języka literackiego. Drobiazgowy opis wymowy głosek w różnych gwarach (kilkudziesięciu) oraz realizacji procesów fonetycznych przez przedstawicieli różnych kaszubskich narzeczy nie był przedmiotem mojej pracy. Interesował mnie jedynie opis fonetyczny kaszubszczyzny literackiej i tego opisu dokonałam rzetelnie.

Pierwsze twierdzenie jest zupełnie nieprawdziwe, niczego takiego się nie domagam, zauważam jednak, zgodnie ze stanem faktycznym, że Autorka nie poinformowała, na czym bazuje swoją tzw. fonetykę literackiej kaszubszczyzny. A czy domaganie się uwzględnienia najnowszych prac dot. fonetyki gwarowej to błąd, pozostawię ocenie Czytelników. Nie wiem też, jaką inną fonetykę mamy, różną od fonetyki języka gwarowego. Czyżby autorzy tekstów pisanych językiem literackim ukrywali między wierszami wskazówki dot. „literackiej” wymowy „rz”, „h” albo „ë”? Czy jest tam coś, o czym nie wiemy? Czym jest źródło tej literackiej wymowy? Odczyty literackie? A może audycje radiowe? Przez parę lat współtworzyłem audycje w języku kaszubskim w Radio Gdańsk, jedna koleżanka z redakcji miała wymowę sierakowicką, druga typowo centralnokaszubską, ja bylaczyłem. Również w Radio Kaszëbë można usłyszeć wymowę luzińsko-wejherowską, bylacką czy każdą inną. Czy zatem niezasadne jest pytanie Autorki o jej koncepcję wymowy literackiej?

Jeśli chodzi o wymowę frykatywną dźwięku rz, przyznam, że podczas siedmioletnich badań terenowych nie spotkałam współcześnie takiej realizacji.

Chcę wierzyć, że w swoich siedmioletnich badaniach po prostu nie miała Pani szczęścia. Ale tak się składa, że ja również prowadziłem badania terenowe, w latach 2013-2017 i słyszałem tę wymowę w parudziesięciu miejscowościach, a nagrałem w kilkunastu. Na potrzeby naszej polemiki stworzyłem taki mały dźwiękowy kolaż z kilkunastoma przykładami pochodzącymi z moich nagrań.

Gmina Krokowa, nagranie z 10/02/2014 (gbuřə, viřut, zdřešəc, řędə)

Gmina Kosakowo, nagranie z 26/6/2013 (třə, spřǫ̇tac, sənovə)

Gmina Kosakowo 2, nagranie z 17/11/2013 (přəšla, přińc, přəjaxa, gřib, gřəbȯv)

Gmina Jastarnia, nagranie z 28/03/2013 (spředåvalə, dobře)

Gwoli formalności zacytuję jeszcze mapę (mapa 619) z badań terenowych autorów Atlasu Językowego Kaszubszczyzny… (1964-78) stwierdzającą frykatywną wymowę [ř]:

Podczas swoich badań miałem wielką przyjemność dokumentować także mowę kobiety, która była również informatorką ks. B. Sychty podczas tworzenia Słownika gwar kaszubskich… Jakkolwiek język jest żywą tkanką, w której zachodzą rozmaite procesy, moja eksploracja i doświadczenie z żywym językiem kaszubskim przeczą tezie jakoby w żywej mowie Kaszubów, dla których kaszubski jest pierwszym językiem, zaszły gwałtowne i dramatyczne zmiany, które w znaczący sposób zdezaktualizowałyby dorobek naukowy poprzednich pokoleń.

W całej recenzji znalazłam jedynie dwie słuszne uwagi – pierwszą jest brak znaku diakrycznego w formach trybu rozkazującego typu léj, léjmë, léjta. Drugą słuszną uwagą jest poprawienie litery ô na a w mianowniku form posesywnych typu bratow-a, Anina. Choć już dalsze dywagacje, zgodnie z którymi w liczbie mnogiej powinny być formy bratow-ë, Anin-ë, są już błędne.

Chcę wierzyć na słowo, że nieprawidłowe końcówki fleksyjne to literówki, acz daje do myślenia ich konsekwentne występowanie. Zastanawia mnie jak Makurat chce udowodnić, że bogato poświadczone końcówki są „błędne”. Można ich nie preferować, ale ich istnienie dokumentuje nie tylko Lorentz (Gramatyka pomorska, 950-1),

ale także G. Bronisch (Die Sprache der Bëlôcë, str. 41)

Na ile utrzymały się w dzisiejszym języku mówionym, trzeba by poprosić o ekspertyzę fonetyka. Mają jednak tę zaletę, że są konsekwentne. Odmiana na -Ø, -a, -o to odmiana krótka, niezłożona, która w l.mn. miała końcówkę *-y > . Zalecana przez Autorkę końcówka  również jest prawidłowa i poświadczona, kontynuuje jednak prasłow. odmianę złożoną, powstałą przez dołączenie zaimka anaforycznego *jь: *-y-je > *-ē > -é, a więc jest to końcówka, która etymologicznie nie należy do tej odmiany i została tu w niektórych gwarach przeniesiona w wyniku późniejszych analogii, wyrównań i uproszczeń. Nie widzę powodu, dla jakiego nie można by uznać obu wariantów.

Podsumowując, Makurat przedstawiła gramatykę, w której nie zdefiniowała języka, który opisuje, za to we wstępie i bibliografii licznie powołuje się na źródła i opracowania dot. języka mówionego. W tym przypadku naukowa rzetelność wymaga rozliczania Autorki z bibliografii. Będąc rozliczana, Makurat zarzuca, że skoro krytykujący dopomina się o zdefiniowanie rzekomego języka literackiego, który opisuje, to nie ma pojęcia o dzisiejszym języku literackim, tak jakby recenzujący i wszyscy inni czytelnicy mieli się domyślać definicji Autorki. Jednocześnie w swojej odpowiedzi odżegnuje się od źródeł, na które sama się powołuje, uznając je za zdezaktualizowane. Autorka stwierdza: Każdy, kto kiedykolwiek miał w ręku wymienianą gramatykę Lorentza, bez problemu może stwierdzić, że język opisany przez niemieckiego badacza właściwie w takiej postaci już dzisiaj nie istnieje. Lecz poza tą deklaracją nie potrafi udowodnić, że rzeczywiście współczesne gwary kaszubskie są diametralnie różne od opisu przedstawionego przez Lorentza prawie wiek temu, mimo że żadne współczesne badania diametralnych, przełomowych różnic nie wykazały. Wręcz przeciwnie, wielu Kaszubów, dla których kaszubski to pierwszy język, zwłaszcza tych starszego i średniego pokolenia, wciąż „mówi Lorentzem i Sychtą”. W całej swojej odpowiedzi Makurat powołuje się na źródła tylko parę razy, mówiąc ściślej, tylko jedno źródło: Gramatyka kaszubska. Zarys popularny , które nota bene jest opracowaniem bazującym głównie na Gramatyce pomorskiej Lorentza oraz nowszym Atlasie Językowym Kaszubszczyzny…, które to w dużej mierze stoją w sprzeczności z normą Makurat.

Że zasadnym był zarzut niezdefiniowania pojęcia współczesnego języka literackiego, wynika jasno z odpowiedzi Autorki. Okazuje się, że Makurat ma swoją bardzo specyficzną definicję. Nie mieszczą się w niej dzieła tak wielkich pisarzy jak Jan Drzeżdżon (1937-1992) czy Bernard Sychta (1907-1982), bo publikowali zbyt dawno (chyba że coś udowadnia tezę Autorki, wtedy nawet dziewiętnastowieczni pisarze są w porządku), nie mieszczą się też uznani i nagradzani pisarze współcześni jak Krystyna Lewna czy Artur Jabłoński – bo ich teksty literackie są zbyt gwarowe, żeby były dość literackie. A więc literackie jest to, co Autorka uzna za literackie.

Autorka sama nie wie, czy jej książka jest deskryptywistyczna czy preskryptywistyczna. Z jednej strony arbitralnie odrzuca niektóre formy, uznając je za nieliterackie, pisze, że takie a takie końcówki fleksyjne zostały zalecone do użycia, stwierdza wprost, że przedyskutowała i przyjęła taką a taką koncepcję. Z drugiej strony od lat dziesięciu współtworząca normę członkini Rady Języka Kaszubskiego twierdzi, że literacki język, który opisuje, to nie jest jej koncepcja, ale opis struktury języka literackiego, który realnie już zaistniał. Zaistniał m. in. w tekstach, jak zdradza dopiero w odpowiedzi Autorka, publikowanych w czasopiśmie Pomerania, które jest współtworzone przez członków RJK. Należy się domyślać, że resztę niezdefiniowanego przez Makurat uzusu tworzą wybiórczo akceptowane publikacje, głównie jednego wydawnictwa, w którym publikują członkowie RJK i które z Radą ściśle współpracuje, oraz inne, które przeszły przez korektę członków Rady. Tym genialnym sposobem rzeczywiście da się stworzyć normę, opublikować teksty według jej prawideł, a potem opisać je w Gramatice… i oznajmić, że tylko się opisuje zaistniały język. Język, powtórzę, stający się pewnego rodzaju socjolektem albo żargonem wąskiego środowiska, a coraz dalszy od żywego języka kaszubskiego jakiejkolwiek epoki – i przez to coraz mniej komunikatywny. Podobne tendencje, swego czasu popularne również wśród Bretończyków czy Łemków, przyniosły fatalne skutki dla języka i społeczności. Na Kaszubach dziwią one zwłaszcza, że wielu współczesnych pisarzy i dziennikarzy szuka właśnie odmiennej drogi – w kierunku przebogatego języka naturalnego, mówionego, nawet jeśli czasem już trochę zakurzonego

Dyskusja wokół tej książki byłaby zupełnie inna, gdyby Autorka była określiła ramy, w jakich się porusza. Gdyby była napisała, że opisywana tu gramatyka jest np. w całości jej prywatną wizją albo gramatyką bazującą, dajmy na to, na publikowanych badaniach frekwencyjnych wszystkich tekstów z Pomeranii z ostatniego półwiecza, grunt pod dyskusję byłby inny. Jednak dostaliśmy książkę, która opisuje niesprecyzowany język literacki, opierając się o niesprecyzowany uzus, choć powołuje się na źródła języka mówionego. Ponadto zawiera błędy morfologiczne oraz sporo form wątpliwych, niepoświadczonych lub poświadczonych bardzo słabo. A pisze ją wykładowca akademicki, który tę gramatykę będzie wykorzystywać w edukacji. Takiej pozycji zwyczajnie nie można przyjąć bezkrytycznie.

Jestem ciekawa, czy osoby, które tak śmiało krytykują moją 9-letnią pracę nad tą publikacją, byłyby w stanie samodzielnie stworzyć inną gramatykę normatywną, która nie byłaby plagiatem mojej książki.

O tym być może przekonamy się w najbliższych latach. Przez ostatnie 30 lat zmieniała się i dalej zmienia norma i ortografia, o wiele wolniej zmienia się żywy język mówiony, dla którego kilka dekad czy nawet 90 lat – czas życia jednego człowieka – nie jest wielkim skokiem. Warto zadbać, żeby język pisany był jak najbliżej języka domowego, żeby nie brzmiał obco jak fałszywe nuty, żeby był bliski językowi dziadków i pradziadków – zwłaszcza dzisiaj, kiedy Kaszubi mierzą się z problemem tego, że kaszubskiego języka jest w domach coraz mniej, a dziadkowie są często jedynymi i najlepszymi przekazicielami kaszëbjiznë. Warto uczyć języka, którym po szkole nasze dzieci będą mogły się ze swoją rodziną porozumieć i który będą odbierały jako rzeczywiście swój. Już raz przyszli nauczyciele, którzy mówili, że nie mówi się frisztëk, mówi się śniadanie. Po co teraz nauczyciele, którzy przyjdą mówić, że nie mówi się frisztëk, bo mówi się pòkrzésnik? (M. in. tego uczą podręczniki do gimnazjum napisane przez członków RJK) Sama gramatyka w normie proponowanej przez Makurat to tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej.

Uważam, że potrzebna jest alternatywa. Potrzebna jest norma, która na zasadzie kompromisów będzie bazowała przede wszystkim na języku mówionym, poświadczonym w źródłach i w dzisiejszej mowie, oraz na przebogatym słownictwie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, które w naturalny sposób wykształciło się w żywej mowie, uzupełnionym o neologizmy i internacjonalizmy potrzebne do pełnej funkcjonalności języka w każdej dziedzinie życia w dwudziestym pierwszym wieku. Uważam, że w dobie coraz większej dominacji języka polskiego należy również podejść krytycznie do najświeższych wpływów gramatycznych, leksykalnych i syntaktycznych, i faworyzować konstrukcje rodzime, a zanikające rdzenne słownictwo, które odchodzi na naszych oczach w zapomnienie, popularyzować zamiast zastępować formami sztucznymi. Taką wizję języka staram się przekazywać jako dziennikarz radiowy, jako autor tekstów, tłumaczeń i na co dzień jako zwykły użytkownik tego języka. Wyzwania, jakie stoją przed językami mniejszościowymi, zagrożonymi, wymierającymi, przeżywającymi zanik przekazu międzypokoleniowego to nie są te same wyzwania, które stoją przed dużymi, niezagrożonymi, okrzepłymi językami. Wierzę, że należy wyjść tym wyzwaniom naprzeciw w inny sposób niż to, do czego jesteśmy obecnie przyzwyczajani.

Bibliografia:
Atlas językowy kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich (1964-1978) pod kierunkiem Z. Stiebera i H. Popowskiej-Taborskiej
Breza E., Treder J., 1981, Gramatyka kaszubska. Zarys popularny
Bronisch G., 1896, Die Sprache der Bëlôcë
Lorentz F., 1919, Kaschubische Grammatik
Lorentz F., 1927, Gramatyka pomorska
Makùrôt H., 2016, Gramatika kaszëbsczégò jãzëka
Topolińska Z., 1967, Teksty gwarowe centralnokaszubskie z komentarzem fonologicznym
Topolińska Z., 1969, Teksty gwarowe północnokaszubskie z komentarzem fonologicznym
Sychta B., 1976, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, Suplement

Hébel: Docz z trupama gadac, czej w swiece żëwëch je tëli robòtë?

Jô nigdë nie prorokòwôł, le dwa wëdarzenia w krótczim czasu dałë mie wizjã przińdnotë, temù òdkazywóm: nasz nôród sã òdrodzy, le czej to przińdze, tej nicht sã nie mdze czerowôł za nôzwëstkã i tim chto je z kim krewny.

To sã nama mòże widzec abò nié, le nasza przënôleżnosc corôzka mni je kwestią pòchôdaniô, a wiedno barżi to je sprawa swiądë. A czim barżi “richtich Kaszëbi” mdą krzikac, że tak ni mòże bëc, tim barżi òni mdą przëspiésziwelë ten proces. Wskôzałë mie to dwie sytuacje.

Sytuacjô pierszô. Festin w Lãbòrsczim Brzeznie, jaczi czësto przëtrôfkã “dostôł jem” do prowadzeniô. Jô kąsk jem ksenofòbã w taczim dosłownym znaczenim. Móm jaczis pòdswiądny strach cëzëch, abò że mie co zrobią, abò prosto, że kòl nich czãżi mie bëc zrozmiónym. Doznôwóm sã, że teren, na jaczi jadã, nie je zamieszkóny przez Kaszëbów. Taczi festin je tam czwiôrti rôz robiony, wiedno jidze w nim ò sparłãczenié kaszëbsczi kùlturë z jaką jiną. Latos w rolë gòscy wëstãpiwô Grëzjô. A kaszëbskòsc? Mòże dlô mieszkańców pòpegeerowsczi wsë w rolë niechcónégò gòsca? Jem so tak nerwòwò pòd nosã zasmiôł.

Z drëdżi stronë, w programie wëstãpë ùczniaków i robòtników tamtészi szkòłë pò kaszëbskù, Mszô swiãtô w rodny mòwie, ksądz wërôżô redotã, że pò latach jãzëk ti zemie je wrócony, na binie òrganizatorowie zagwësniwają, że ùczbë “regionalnégò jãzëka” są robioné regùlarno. We wsë, jakô całô bëła pò wòjnie zasedlonô!

W tim midzënôrodnym pòdskôcënkù jô nie stracył mòji mentalnoscë Sëna Nordë. Jô nie wierzã wnet nikòmù. Ta sytuacjô to je pewno jiluzjô, nalôz sã “nasz” direchtór szkòłë i wszëtczima prosto tak czerëje. Òrganizatorowie zagwësniwają, że nicht do kaszëbiznë nikògò nie zmùsziwô. W to jô bë móg jesz nie wierzëc, le matizernoga, to nie je przegrzeszonô Nordowô Kòreja, żebë lëdze sã dobrze bawilë blós temù, że jima Wódca kôże! Atmòsféra bëła lepszô jak na nôlepszich rozegracjach w pòdkartësczich wsach!

Jô jem z lubelsczégò, le jô Kaszëbów baro lubiã. I w Serakòjcach, i w Lëzënie jô móm drëchów, to są fejn lëdze!! gôdô mie welech starëszk, jaczi gwës Kaszëbą nie je. Òd niegò bije takô energiô, że nasz człowiek bë 99% z ni ùkriwôł nawetka przed białką, a òn nią prosto swiécył! Takô mentalnosc, jakô nama je nieznónô, a chłop gôdô ò nas tak żëczno, że nôgle wszëtczé jinternetowé kòmeńtérë gduńszczanów, czë dzywny zdrok przecygnionëch w òstatnëch dwùch dekadach Antków, co so pòstôwielë chëcze z dwùma kòlumnama, dżinie z naszi zajiscony ò domôcą sprawã głowë.

Ti lëdze wëkòrzeniony przez totalitarëznã trafilë na zemiã, z jaczi wëkòrzeniony bëlë naszińcowie. Terô òni chcą tu kòrzenie zapùscëc. Jaczim złim człowiekã mùszi bëc, cobë jima tegò prawa òdmawiac? Kò to są lëdze ju tuwò ùrodzony! A przë tim baro òdemkłi, daleczi òd stereòtipù złodzeja Bòségò Antka czë pitë mieszkańca PGR-u.

Sytuacjô drëgô. W radiu Kaszëbë rëszóm témã ùdbë wejrowsczégò radnégò, cobë wjéżdżającëch do Wejrowa wita tôfla “Dëchòwô stolëca Kaszëb witô”. Jô sã nie spòdzéwôł, że to dô taczé zajinteresowanié jinternaùtów! Pòmijóm jich nierozmienié czëtaniô – mëslëlë, że to je dzél legendarny wòjnë ò stolëcã, bò nie widzelë trzech szlabizów “Dë-chò-wô”. Pòmijóm to, że gôdają, że Swiónowò mô miec ten titel, chòc tam sã pielgrzimùje pôrã RAZY krocy jak do Wejrowa. Kòmeńtérë lëdzy z Kartuz są czekawé. Złoslëwé krzikanié, że we Wejrowie nicht nie gôdô pò kaszëbskù, wëszczérzanié sã, że doch to Kartuzë są taczé nôwôżniészé, że òglowò Kaszëbë sã tam zaczinają i kùńczą równoczasno…

Wszëtczé jich kòmeńtérë pisóné pò pòlskù… Mòja cerplëwòta sã skùńcza. Kòchóny kartëzanowie, mòże telegramë do waju nie docérają, a z pòcztowëch gòłąbków wa zupã robita, le wlezëta rôz do biblotéczi i zapùscëta jinternét. Wiéta co to, bò tam piszeta. A terô nie piszta, le pòczëtôjta, dze sã wëdôwô ksążczi, dze są kòncertë, dze pòwstôwô co nowégò. Jo! Pòwstôwają nowé rzeczë! Jak ju môsz przeszłé ten szok, tej chcemë jic dali. Të jes richtich Kaszëbą w ùprocëmnienim do tëch wejrowsczich, a ju tim barżi do tëch Antków? Tu jô sã zgòdzã, chòc z wiôldżim smùtkã. Jo, të jes richtich Kaszëba. W taczim rozmienim, że të jes przekònóny, że jak wëszëznë rzekłë, że gôdanié pò kaszëbskù do dzecy je złé, tej pò 50 latach të sã tegò trzimiesz. W taczim rozmienim, że wedle cebie rozwij naszi kùlturë sã zatrzimôł 80 lat nazôd. W taczim rozmienim, że jak dzes ni ma bùrczibasu, tej to nie je kaszëbsczé. W taczim rozmienim, że jak chtos gôdô jinaczi jak w twòji wsë, tej òn nie gôdô richtich. Zresztą, za czim jô do cebie piszã? Të doch jes richtich Kaszëba, a taczi nie czëtô pò kaszëbskù, bò to ti głupi ùczałi piszą, a richtich Kaszëba pò pòlskù czëtô…

I chtos taczi gôdô lëdzóm, jaczi całé swòje żëcé ti sprawie pòswiãcywają, że òni nie są richtich. Jaczé të môsz prawò?! Ale jô cebie niechc ùczëc, wëchòwiwac, przekònywac ëtd. Jô z tobą niechc miec nic pòspólnégò i nie mdã z tobą gôdôł, bò të jes trup. A trup nic nie zmieni. Të jes trup, a w midzëczasu pòjawiło sã fùl żëwëch, jaczi mają lepszą ùdbã na rozwij naszi spôdkòwiznë. Jaczi òglowò cos chcą robic, a nié bùszno żdac na smierc sebie jakno slédnégò, co wid pò nas wëgasy.

I të so pewno mëszlisz, richtich Kaszëbò, że jô, gôdający wëùczoną kaszëbizną i to jesz z tëch terenów, co nie są richtich, mògã gadac, bò doch nie zmieniã tegò, że to të jes richtich. Hewòle, w 80 latach, w jaczich të sã zatrzimôł, mòże tak bëło. Terô nie spadnij ze stółka… to je 2017 rok.

Jesz niedôwno gôdanié “richtich Kaszëbów”, jaczé blokòwało lëdzy z “mni kaszëbsczich terenów” przed dzejanim, bëło pòwôżną barierą. Terô to gôdanié je żałosno smiészné. Kùlturë broni chtos, chto ji czësto ni mô, spôdkòwiznë nie chce dac ten, co równoczasno chce jã òdrzëcëc. Jô bë cebie napisôł “dôj so pòkù”, abò “dôj nama dzejac”, le ni móm ani brëkòwnotë ani chãcë. Docz òglowò z trupama gadac, czej w swiece żëwëch je tëli robòtë?

Rada Języka Kaszubskiego dystansuje się od gramatyki napisanej przez swoją członkinię

Dwa dni po ukazaniu się naszej krytycznej recenzji nowej „Gramaticzi kaszëbsczégò jãzëka Rada Języka Kaszubskiego zdystansowała się od publikacji autorstwa jednej ze swoich członkiń i opublikowała następujące stanowisko:

Stanowisko RJK2

Nie ma w nim wzmianki odnośnie tego, czy to akurat owa recenzja miała na to jakikolwiek wpływ, jednak, mimo szczerej sympatii do szanownej Autorki, cieszymy się z zajęcia powyższego stanowiska. Nie informuje ono jednak, czy zostaną podjęte jakiekolwiek dalsze kroki. Hana Makùrôt podjęła trud napisania pozycji ważnej, ponieważ niewątpliwie Kaszubom jest potrzebna powszechnie dostępna i przejrzysta gramatyka języka kaszubskiego i wielka szkoda, że, w formie zaproponowanej przez autorkę, książka nie nadaje się do użytku szkolnego. Być może jednak Autorka oraz Rada Języka Kaszubskiego mogłyby wspólnie stworzyć oficjalną koncepcję takiej pozycji i opracować wydanie drugie, poprawione?

“Môłí princ”: Mały książę przemówi po kaszubsku (odsłuchaj i przeczytaj fragment)

O tłumaczeniu

Le petit prince Antoina de Saint-Exupéry’ego porwał serca czytelników, małych i dużych, na całym świecie. To także jedna z najchętniej tłumaczonych książek na języki obce. Mimo że wydana w 1943 roku, do dziś nie doczekała się przekładu na język kaszubski. Dajmy zatem Môłémù princë  wreszcie nas oczarować w języku ojczystym.

Przekład, nad którym pracuję, dokonywany jest bezpośrednio z języka oryginału. Przygotowując się do niego, przeczytałem Môłéwo princa po francusku i po czesku – dla porównania przekładu na inny język słowiański. Przy pracy korzystam też z tłumaczeń na angielski i holenderski, aby podejrzeć jakie strategie i rozwiązania w niektórych fragmentach stosowali inni tłumacze. Polskiego tłumaczenia nie używam wcale, możliwość robienia bezwiednych kalk językowych mogłaby jedynie zaszkodzić tłumaczeniu.

moli princ1wioldzi

To mój największy dotychczas przekład, wcześniej na kaszubski tłumaczyłem tylko fragmenty książek, artykuły oraz wywiady – z duńskiego, czeskiego, angielskiego i dolnołużyckiego (dostępne tu). Już na chwilę obecną większość Môłéwo princa jest przetłumaczona. Będę się starał systematycznie udostępniać nowe fragmenty i opublikować jeszcze przed wydaniem całości kilka pierwszych rozdziałów.

W zapisie uważam za konieczność powrócić do niektórych rozwiązań stosowanych przez pisarzy skupionych wokół pism Bënë i buten, Przyjaciel Ludu Kaszubskiego, a w dużym stopniu także Zrzesz Kaszëbskô oraz przez m.in. Aleksandra Majkòwscjéwò w oryginalnym wydaniu Żëcô i przigód Remusa. Z tą różnicą, że samogłoski nosowe zapisuję konsekwentnie jako ã, õ, a dawniejsze kj, gj jako cj, dzj. Ponadto, dla dialektu północnego, który jest mi najbliższy i w którym mój przekład jest napisany, notuję nielabializowane i przednie ú jak w słowach búten, kúr, tú czy gbúr. W kwestii fleksji opieram się przede wszystkim na normie zaproponowanej przez dra F. Lorentza w Kaschubische Grammatik.

Przeczytaj i odsłuchaj fragment

I

Cjéj jô béł szesc lat stôri, jednim razã jô vjidzôł jeden bëlni wobrôzk, ten béł v ti knidze wo bòrovjiznje, co sã nazéva «Prôvdzëvé Pòvjesce». Nó njim bëła znjija bóa, jakô żarła svòjã wofjarã. Hewo tú je kòpjô wod newo céchùnkù.

V ni knidze stojało: «Znjije bóa pòłikajõ své wofjarë v całosci, bez dzegvjenjô. Pòtemù nji mògõ sã rëchac a spjõ szesc ksãżëci ë travjõ.»

Barzo jem mëslił wo przëgòdach v dżungli a na wostatk jô céchòvôł svój pjerszi céchùnk. Ten béł tacji:

sombrero

Jô pòkôzôł tim wustnim na mój méstersztëk a pitôł sã jim, ażlë wonji strach dostalë. Ti wodrzeklë: «Czemùż më bë mjelë tewo kłobùka strach mjec?»

Na mòjim céchùnkú nje béł żóden kłobùk. Tam bëła jedna znjija bóa, co dzegvjiła élefanjta. Tak jô céchòvôł vnãtrznosce né znjije, że ti wustni bë to zrozmjôc mòglë. Jim vjedno mùszi vszëtkò vëtłomaczëc. Mój drëdzji céchùnk vëzdrzôł tak:

boa

Ti wustni mje doradzëlë woprzestac céchòvanjô wotemkłëch ë zamkłëch znjij bóa a vjicé sã zajinjteresovac geografjijõ, historëjõ, rechòvanjim a gramatikõ. Téj pravje, cjéj jô béł szesc lat stôri, jô njechôł svój sprasni szos malarscji. To njepòvòdzenjé céchùnkù numer 1 a céchùnkù numer 2 mje mjało znjechãconé. Ti wustni njigdë sami njick nje rozmjejõ, a dzecë to mãczi jim dërch-ejn-cú vszëternôstkò tłomaczëc.
Tak jem so mùsził jinszi vark vëbrac ë jô sã nawucził z fligrã jezdzëc. Jô woblejcôł vnetka ten całi svjat, a geografjijô – to je prôvda – zacht mje pòmògła. V wokamërgnjenjim jô vjedzôł rozvjidzec Chjinë wod Arizonë. To je wokrop przëgódné, cjéj chto v noci zabłõdzi.

Jô pòznôł v svòjim żëcim téż fùl vôżnëch lëdzi. Vjele jem żił mjedzë wustnëmi a z blëza nó njich vzérôł. Ale mòjã wudbã wo njich jô nje mjenjił. Cjéj jô trafjił jednewo, chtëren mje sã vjidzôł dosc pòchvatni, vjedno jô zrobjił ten eksperimanjt z céchùnkã numer 1, jacji jô vjedno wotrzimôł przë se. Chcôł jem sã doznac, czë pò prôvdze tak rozëmni béł. Ale kòżden mje rzek: «To je ten kłobùk». Tak jô nje pòvjôdôł z njimi wo znjijach bóa anjé wo bòrovjiznach, anjé wo gvjôzdach. Jô gôdôł wo brëdżú, gòlfje, pòlitice a szlipsach. A ti wustni bëlë rôd, że pòznalë tak rozsõdnéwo człovjeka.

 

Słovôrzk:

bòrovjizna pralas, las pierwotny
pòvjesc opowiadanie
wofjara ofiara
céchùnk rysunek
dzegvjenjé przeżuwanie
wustni dorosły
kłobùk kapelusz
sprasni wspaniały
szos tu: kariera
dërch-ejn-cú wciąż, bez ustanku
vark zawód
przëgódni przydatny
wudba tu: zdanie, opinia
pòchvatni pojętny, rozgarnięty

Przeczytaj rozdział II.