Archiwa tagu: język kaszubski

Problem z definicją terminu „język regionalny”

Na konferencji zatytułowanej „Polszczyzna wczoraj i dziś – pamięć, inspiracje, perspektywy”, zorganizowanej z okazji 60-lecia gdańskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego w dniach 21-22 października br., jedna z kilku sekcji poświęcona była językowi kaszubskiemu. Wystąpili na niej językoznawcy z Uniwersytetu Gdańskiego: Danuta Stanulewicz, Hanna Makurat-Snuzik, Marek Cybulski oraz Artur Jabłoński z Dwujęzycznej Prywatnej Szkoły Podstawowej Naja Szkòła w Wejherowie, który podjął próbę odpowiedzi na pytanie „Czy nadanie językowi kaszubskiemu statusu języka regionalnego zamknęło w Polsce dyskusję na temat tego, czy kaszubszczyzna to język czy dialekt?” Artykuł, który publikujemy w Skrze, jest nieco zmienioną wersją tekstu wygłoszonego na konferencji.

Wśród polonistów i językoznawców w Polsce dość powszechny jest pogląd, że odkąd w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dnia 6 stycznia 2005 język kaszubski został uznany za język regionalny, zamknięty został „toczący się od XIX wieku spór na temat tego, czy jest to język, czy dialekt” (Ostrowska 2016: 104, Sagan-Bielawa 2016: 11; zob.: Treder 2013, Wicherkiewicz 2014, Zieniukowa 2005). Jednocześnie jednak niektórzy – również i ja chcę do nich dołączyć – wskazują, iż: „istotnym problemem terminologicznym jest świadomość definicji języka regionalnego” (Ostrowska 2016: 104, Sagan-Bielawa 2016: 9-10). Europejska karta języków regionalnych lub mniejszościowych, a za nią polska Ustawa z dnia 6 stycznia 2005 r., podają następującą definicję:

a) „języki regionalne lub mniejszościowe” oznaczają języki, które:

(i) są tradycyjnie używane na określonym terytorium państwa przez obywateli tego państwa tworzących grupę mniejszą liczebnie od pozostałej części ludności tego państwa,

(ii) różnią się od oficjalnego języka (języków) tego państwa, nie obejmuje to ani dialektów oficjalnego języka (języków) tego państwa, ani języków migrantów

(EKJRM art. 1).

W polskim prawodawstwie termin „języki regionalne” został zaczerpnięty wprost z praktyki prawnej Republiki Fedaralnej Niemiec, z nomenklatury obowiązującej w odniesieniu do języka dolnoniemieckiego (Wicherkiewicz 2014: 234). W językoznawczej tradycji europejskiej określenie „języki regionalne” ma dość ugruntowaną pozycję. Funkcjonuje we Francji (langues régionales) i we Włoszech (dialetti) (za: Wicherkiewicz 2014: 78). W filologii polskiej dopiero Alfred Zaręba w 1988 r. zaproponował, by traktować termin „języki regionalne” bliskoznacznie z pojęciem „mikrojęzyków literackich” stosowanym przez Aleksandra Duliczenkę, profesora katedry slawistyki Uniwersytetu Tartuskiego w Estonii (Zaręba 1988: 76-86). Termin „mikrojęzyk literacki” (Duliczenko 1981), posłużył Diliczence do nazwania etnolektów postrzeganych jako ogniwo pośrednie pomiędzy dialektem i językiem, które tradycyjne słowiańskie językoznawstwo traktuje zwykle jako dialekty, regionalne wersje języka ogólnego. Mikrojęzyki literackie nawiązują często do starszych tradycji literackich (gramatyką) i dążą do kodyfikacji. Charakteryzują się peryferyjnym lub wyspowym charakterem, a ich literatury prezentują węższą paletę gatunków (zob. Wicherkiewicz 2014: 35-36).

Przed wejściem w życie regulacji Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. terminu ”język regionalny”, jak zauważa Mirosława Sagan-Bielawa, „nie stosowano w wypadku polskiej rzeczywistości językowej w odniesieniu do kodu mającego być z założenia czymś odmiennym niż język polski i jego odmiany (gwarowe, regionalne)” (Sagan-Bielawa 2016: 9). W świadomości większości społeczeństwa, w tym także polonistów, którzy mają przecież olbrzymi wpływ na stan wiedzy kolejnych pokoleń, funkcjonuje więc inna definicja pojęcia „języka regionalny”. Różni się ona zasadniczo od definicji prawnej, jak również tej postulowanej przez Alfreda Zarębę w oparciu o pojęcie „mikrojęzyk literacki” Aleksandra Duliczenki z lat 80. XX w. i nie mającą nic wspólnego z terminem „kolateralne języki regionalne” zaproponowanym już w XXI w. przez Tomasza Wicherkiewicza.

Określenie „język regionalny” jest terminem znanym Polakom od połowy ubiegłego stulecia z klasyfikacji odmian współczesnej polszczyzny Zenona Klemensiewicza (Klemensiewicz 1953). Obejmuje odmiany gwarowe języka polskiego. Zgoła inaczej, niż chcieli twórcy definicji z EKJRM oraz z Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. Dla Zenona Klemensiewicza i pokoleń wychowanych na zaproponowanej przez niego terminologii, „język regionalny” nie jest konkretnym systemem językowym, ale opartym na tradycji językiem „milionów Polaków, przede wszystkim chłopów polskich, zwłaszcza starszego i najstarszego pokolenia” (Klemensiewicz 1982: 369). Polski językoznawca postulował stosowanie go „w opozycji do języka ogólnego” (Sagan-Bielawa 2016: 9), będącego „w węższym lub szerszym zakresie własnością wszystkich wychowanków szkoły podstawowej” (Klemensiewicz 1982: 369).

Pomimo prawno-politycznego usankcjonowania, język kaszubski pisany z przymiotnikiem „regionalny” lub wprost „język regionalny” bez określenia „kaszubski”, ogołocony jest w ten sposób istotnego dlań prestiżu. To z kolei może stanowić pożywkę dla ciągłego odżywania dyskusji język czy dialekt, która tli się jednak cały czas w Internecie, medium nieobojętnym dla nikogo we współczesnym świecie. Na przykład językoznawca Artur Czesak, na pytanie internauty: „Czy język kaszubski jest dialektem, czy oddzielnym językiem? Docierają do mnie sprzeczne informacje na ten temat. Proszę o rozstrzygnięcie.”, odpowiada: „Na gruncie prawnym sprawa jest oczywista (…). Ustawowy zapis bynajmniej nie rozstrzygnął sporów, które od z górą stu lat toczone są w kręgach językoznawców, publicystów, socjologów, historyków, polityków i wielu zwykłych obywateli. Tzw. „kwestia kaszubska” w polskich kręgach językoznawczych nie wydaje się zamknięta https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jezyk-kaszubski;7855.html

Parafrazując Jadwigą Zieniukową, która napisała, że „[p]ytanie o status kaszubszczyzny to w istocie pytanie o prestiż tej mowy” (Zieniukowa 2001), można obecnie stwierdzić, iż pytanie o prestiż języka kaszubskiego jest w istocie pytaniem o zachowanie i rozwój kaszubskiego jako języka zagrożonego. Do postawienia tej tezy skłoniły mnie obserwacje poczynione z jednej strony z punktu widzenia badacza, a z drugiej spostrzeżenia użytkownika języka kaszubskiego, nauczyciela tegoż języka w dwujęzycznej szkole podstawowej Naja Szkòła w Wejherowie oraz współtwórcy “Strategii rozwoju języka i kultury kaszubskiej” z 2006 r., w której założono, iż należy “uczynić język kaszubski zdolnym do trwania i rozwoju” (SORJKK 2006: 9).

W kontekście rozważań „o prestiżu” języka ważne jest pytanie o stosunek do niego jego użytkowników (Majewicz 1989; Wicherkiewicz 2014). U kaszubskich elit językowa samoidentyfikacja widoczna jest od zarania ich etnicznej emancypacji, którą zapoczątkował w połowie XIX stulecia Florian Ceynowa, który uznał kaszubski za odrębny język słowiański i stworzył pierwszy standard literackiej kaszubszczyzny (zob. Wicherkiewicz 2014: 197, 203). Język kaszubski, przede wszystkim poprzez literaturę, rozwijali i pielęgnowali Młodokaszubi, skupieni wokół czasopisma „Gryf”,wydawanego z przerwami w latach 1908-1934. Następujące po nich pokolenie Zrzeszyńców od przełomu lat 20. i 30. XX w. widziało potrzebę oficjalnego uznania kaszubskiego za odrębny język „o uniwersalnym i (nienazwanym tak jeszcze) potencjalnie polisemiotycznym zakresie użycia” (Wicherkiewicz 2014: 206).

W okresie powojennym, pod naciskiem partyjnych władz PRL, ci sami działacze – zmuszeni do zastąpienia terminu „język kaszubski” pojęciem „mowa kaszubska” będącego „przełożeniem neutralnego endolingwonimu kaszubskiego: kaszëbskô mòwa” (Wicherkiewicz 2014: 231) – wydali w 1956 r. Memoriał grupy inteligencji i pisarzy kaszubskich o położeniu kulturalnym Kaszub (zob. Obracht-Prondzyński 2006: 28-33). Zrzeszyńcy przedstawili w nim postulaty programowe rodzącego się wówczas Zrzeszenia Kaszubskiego. Na długie lata ustalili „zarys wprowadzonej później stopniowo w życie wewnętrznej strategii na rzecz »mowy kaszubskiej«, która po 1989 r. mogła przerodzić się w strategię na rzecz »języka kaszubskiego« w wymiarze (nowoczesnego) planowania językowego” (Wicherkiewicz 2014: 230). Symbolicznym zwieńczeniem wysiłków tej grupy było przetłumaczenie przez ks. Franciszka Gruczę na język kaszubski 4 Ewangelii, wydanych pod tytułem Kaszëbskô Bjiblejô na kilka miesięcy przed śmiercią tego ostatniego Zrzeszyńca (Grucza 1992).

III Rzeczpospolita dała Kaszubom szansę na własną edukację w państwowym systemie oświatowym. Nauczanie języka kaszubskiego w szkole rozpoczęło się we wrześniu 1991 roku (Mistarz 2014). Pierwsze kaszubskie szkoły powstały w Głodnicy, w gminie Linia (szkoła podstawowa) i w Brusach (liceum ogólnokształcące). Jednak dopiero po wejściu w życie Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dnia 6 stycznia 2005 r., edukacja etniczna – pod tym pojęciem zawiera się nauka języka kaszubskiego oraz własnej historii i kultury – rozwinęła się w sposób znaczący, co wiąże się z ustaleniem sposobu finansowania nauczania języków mniejszości przyjętego przez ministerstwo edukacji. Trzy godziny lekcyjne języka kaszubskiego w tygodniu, nauczanego jako języka obcego, a także 30 godzin własnej historii i kultury w klasie V i VI szkoły podstawowej oraz taka sama liczba godzin lekcyjnych w jednym roku czteroletniego kursu w szkole średniej nie może satysfakcjonować. Dlatego pojawił się pomysł na kształcenie dwujęzyczne, pozwalające na głębsze zanurzenie się w języku i kulturze.

Pomimo tych wszystkich starań, wśród osób mających zdecydować o edukacji swoich dzieci, a także pośród samych uczących się, dość powszechnie powtarzają się zdania typu: „Ty się uczysz kaszubskiego? A po co? Ty się angielskiego lepiej ucz!”. Także wobec takiej postawy, przymiotnik „regionalny” (o proweniencji bardziej politycznej niż lingwistycznej) użyty w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z 6 stycznia 2005,nie służy powadze, znaczeniu i roli, jaką Kaszubi (i inni) świadomi wykorzenienia w konfrontacji z procesami globalizacji i komercjalizacji winni przypisywać swojemu językowi.

Terminologia wprowadzona w Europejskiej karcie języków regionalnych lub mniejszościowych oraz polskiej Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym – moim zdaniem – ani nie zamknęła jednoznacznie w Polsce dyskusji „język czy dialekt”, ani nie zapobiegła upośledzaniu języka kaszubskiego. Mam uzasadnione obawy, że używanie określenia „język regionalny” w stosunku do kaszubszczyzny, może spowodować z czasem częściowe lub nawet całkowite wyrugowanie terminu „język kaszubski” z różnych aktów prawnych (już dziś dzieje się tak w przypadku rozporządzeń MEN – warto to prześledzić, np. ROZPORZĄDZENIE Ministra Edukacji Narodowej z dnia 18 sierpnia 2017 r. w sprawie warunków i sposobu wykonywania przez przedszkola, szkoły i placówki publiczne zadań umożliwiających podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej i językowej uczniów należących do mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym (Dz.U. z dnia 30 sierpnia 2017 r.))

To rugowanie pojęcia „język kaszubski” może wyglądać analogicznie do zjawiska, na które zwraca uwagę Mirosława Sagan-Bielawa, gdy omawia w jaki sposób w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym ujęci zostali Kaszubi, których objęto kategorią „Społeczność posługująca się językiem regionalnym” i gdy pisze jakie są tego konsekwencje:

[P]o kilku latach od wprowadzenia nowych przepisów, można zaobserwować niezamierzony skutek tego rozwiązania w postaci pomijania etnonimu Kaszuba w urzędowych zestawieniach statystycznych (rodzaj tabu językowego). O ile zestawienia dotyczące na przykład struktury zawodowej czy rozmieszczenia społeczności wymienionych w ustawie z 2005 r. swobodnie posługują się odpowiednimi etnonimami Ukraińcy, Romowie, Białorusini, Niemcy itd., dane dotyczące Kaszubów tytułuje się w sposób opisowy: język kaszubski, społeczność posługująca się językiem regionalnym, osoby posługujące się w kontaktach domowych językiem kaszubskim, społeczność z językiem kaszubskim itp. Ten sposób określania Kaszubów, który znajdziemy nie tylko w ustawie o mniejszościach, ale w opracowaniach rządowych na temat mniejszości narodowych i etnicznych (zob. Charakterystyka mniejszości, IV Raport 2013), również w raportach z realizacji postanowień EKJRM (Raport 2010, Raport 2014) wydaje się sugerować, że język jest jedynym wyznacznikiem odrębności tej grupy (Sagan-Bielawa 2016: 12-13).

Dzieje się tak, pomimo że intencją wprowadzenia EKJRM było podkreślenie europejskiej różnorodności językowej i uregulowanie relacji między językami silnymi a zagrożonymi (Wicherkiewicz 2014: 344). Należy bowiem pamiętać, że status języków zależy od wykładni postanowień państw, które EKJRM ratyfikowały i które mają ponadto własne akty prawne. W tym kontekście interesujące są badania Artura Stęplewskiego, który zauważył m.in., iż „Historia języków narodowych wpisuje się zawsze w dyskurs nacjonalistyczny i, zgodnie z założeniem, że język stanowi element kultury narodowej, umieszczona jest w dziejach tego narodu jako wyjątkowy środek scalający społeczeństwo (…). Rolę rozwoju języka należałoby zatem umieścić wśród mitów narodowych, podobnie jak inne symbole, takie jak np. wielcy bohaterowie, przegrane/wygrane bitwy, barwy i znaki państwowe” (Stęplewski 2018: 69). Badacz stwierdza, iż taki historycznojęzykowy tok rozumowania „zakłada istnienie zewnętrznego wroga” (Stęplewski 2018: 71), którym mogą być np. wszyscy ci gramatycy, językoznawcy, ludzie pióra zajmujący się językiem, którzy mają inne, nieprzystające do zinstytucjonalizowanego (państwowego) ujęcia historii, a także stają się wrogie te odmiany języka, „które nie stały się podstawą tworzonej normy, standardu państwowego” (Stęplewski 2018: 71). Bazując na własnym doświadczeniu użytkownika języka kaszubskiego, mogę potwierdzić tezy A. Stęplewskiego, że wiele aspektów dotyczących wzajemnych relacji języków „narodowych” (państwowych) z językami „mniej/rzadziej używanymi, regionalnymi, mniejszościowymi”, można opisać „posługując się dyskursem postkolonialnym” (Stęplewski 2018: 71). Odnosi się to np.: „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków (…). Język X przy tym wydaje się niepełnowartościowy bez udowodnienia jego wielowiekowego rozwoju” (Stęplewski 2018: 72).

Lingwistyczne definicje języka, jako systemu służącego potrzebie komunikowania się ludzi między sobą (Zieniukowa 2001: 67), nie są wystarczające z perspektywy polityki. Stąd i określenie „język regionalny”. A przecież język kaszubski wpisuje się w najbardziej powszechną definicję, słowo „język”, które w polszczyźnie oznacza „system znaków (prymarnie dźwiękowych, wtórnie pisanych i innych) służący do porozumiewania się w obrębie danej społeczności. Język jest tworem społecznym, tj. wspólnym wszystkim członkom danej społeczności” (Urbańczyk, red. 1978: 136; zob. Polański, red. 1993). Podstawowa rola jaką odgrywa język narzuca nań konieczność bogacenia się i rozwijania, tak jak w przypadku języka kaszubskiego a sami Kaszubi stanowią „społeczeństwo, które osiągnęło znaczny stopień integracji (np. naród)” i wytworzyli odmianę języka etnicznego, zwaną umownie językiem ogólnym, który „jest narzędziem porozumiewania się o największym zasięgu, ponieważ zaspokaja potrzeby komunikacyjne wszystkich warstw społecznych na danym obszarze (np. jako język narodowy)” (Wicherkiewicz 2014: 26).

Zakończę moje rozważania odwołaniem się do książki Adeli Kożyczkowskiej Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, która opisuje tradycję gdańskich badań nad kaszubszczyzną i nad doświadczeniami językowymi, społecznymi oraz edukacyjnymi Kaszubów. Autorka przedmiotem swoich badań czyni „wiedzę o kulturze kaszubskiej, która wytwarzana jest instytucjonalnie i funkcjonuje jako teoretyczne koncepcje kaszubszczyzny” (Kożyczkowska 2019). Adela Kożyczkowska wyodrębnia dwie takie koncepcje, które nazywa teoriami i pisze: „Dają się one rozpoznać jako dwa konfrontacyjne wobec siebie ujęcia, które nazywam kaszubocentryzmem i polonocentryzmem. (…) [J]ądrem pierwszej jest uznanie autonomii języka kaszubskiego, jądrem drugiej jest uznanie jego zależności od języka polskiego” (Kożyczkowska 2019).  

Bibliografia:

Duliczenko A. D., 1981, Slavjanskie literaturnye mikrojazyki. Voprosy formirovanija i rozvitija, Tallin: Valgus.

Grucza F., 1992, Kaszëbskô Biblëjô. Nowi Testament. IV Ewanjelje, Poznań: Hlondianum.

Klemensiewicz Z. 1953, O różnych odmianach współczesnej polszczyzny, Warszawa: Wydawnictwo PIW 

Klemensiewicz Z. 1982, O różnych odmianach współczesnej polszczyzny,

[w:]

Kałkowska A. (oprac.), Składnia, stylistyka, pedagogika językowa, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 353–432.

Kożyczkowska A., 2019, Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, Gdańsk: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego.

Majewicz A.F., 1989, Języki świata i ich klasyfikowanie, Warszawa: PWN.

Obracht-Prondzyński C., 2006, Zjednoczeni w idei. Pięćdziesiąt lat działalności Zrzeszenia

Kaszubsko-Pomorskiego (1956-2006), Gdańsk: Wydawnictwo ZKP.

Ostrowska K., 2016, „Polskie gwary na wyginięciu?”, czyli obraz polszczyzny ludowej i regionalnej w wypowiedziach użytkowników forum.mlingua.pl, „Rozprawy Komisji Językowej ŁTN”, t. LXIII.

Polański K., 1993, red., Encyklopedia językoznawstwa ogólnego, Warszawa: Wydawnictwo Ossolineum.

Stęplewski A., 2018., Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.

Treder J., 2013, Kaszubszczyzna — od dialektu do języka,

[w:]

Dunin-Dudkowska A., Małyska A. (red.), 70 lat współczesnej polszczyzny. Zjawiska — procesy — tendencje. Księga jubileuszowa dedykowana profesorowi Janowi Mazurowi, Lublin: Wydawnictwo UMCS, 421–438.

Urbańczyk S., 1978, red., Encyklopedia wiedzy o języku polskim, Wrocław: Zakład Narodowy Ossolińskich.

Wicherkiewicz T., 2014, Regionalne języki kolateralne Europy — porównawcze studia przypadku z polityki językowej, Poznań: Wydawnictwo Rys.

Zaręba A., 1988, Literackie języki regionalne w Polsce, „Język Polski”, z. 2–3.

Zieniukowa J., 2001, Ewolucja poglądów na status kaszubszczyzny, w: Kaszubszczyzna – Kaszëbizna, red. E. Breza, Opole: Uniwersytet Opolski – Instytut Filologii Polskiej.

Zieniukowa J., 2005, Kaszubskość i polskość w komunikacji językowej i świadomości Kaszubów,

[w:]

Drong L., Kalaga W. (red.), Wielokulturowość — postulat i praktyka, Katowice: Wydawnictwo UŚ, 209–218.

Szëmón Jancen: Dvje vjersze

Dvje vjersze, jakjé va bãdzeta zarô czëtalë, sõ jinspjirovóné wutvórstvã Vjiktora Tsoj. Je to naszô nôrodnô mòva, ale zapjisónô v matarskjim dialekce, jakjim gôdalë mjeszkańcovje mòji rodzinni vsë, jakõ je Banjino, na zôczõtkù XX stalatô. Przez nen czas won sã vëmjészôł z jinszima dialektama i wostało jú mało słóv z ti pjervòtni kaszëbskji gôdkji. Jak to sã stało, że vjersze sõ tak, a njé lëterackõ kaszëbjiznõ, tak z vësoka?

Pjerszõ rzeczõ bëło to, że jô sã nji móg z ópama dogôdac. Jak jô rzek cos lëterackõ kaszëbjiznõ, téj zdrzelë na mje jak na jakjégò Alfa abò jinszégò Reptiliana. Wonji nje vjedzelë, wo co mje jidze, a jô nje vjedzôł, wo co jim jidze. Jô zapamjãtôł pôrã słóv i jô je nalôz w Tekstach pomorskich Lorentza, v dialekce matarskjim.

Wod te czasú përznã jú mjinãło i jakjégòs dnja jô so pòmëslôł, że mòżna bë v tim dialekce zaczõc tekstë tvòrzëc, żebë chòc përzinkã lëdzóm pòkôzac, że sõ jiszcze jinszé gôdkji, że mògõ bëc reaktivòvóné.

Rozemni czovjek

Jô jidã sztrasama przed sebje całi czas so rozglõdajõc,
Mijóm smãtné tvarze lëdzi błõdzõcëch,
Kòżdi z njich nji mô pòjãcô, jakji mô v żëcim cél,
Kòżdi z njich je v svòji głovje zaklôtkóni.

Në jiżle je dzes zvëczajni rozëmni czovjek,
To znaczi, że nen dzénj nje je wumarłi,
Móm biliet na fliger, żebë stõd rézovac,
Vszëtkò wostavjic, pò njebje lecõc.

Kòżdi kòchô wudavac, że njick so nje dzeje
Kòżdi kòchô wudavac, że mõdrziszim je.
A bez zvëczajnoscë na svjece sã nje dô żëc,
A bez zvëczajnoscë jô nje chcã żëc.

Banjino 26 februara 2019 rokù

///////////////////////////////////////////////////////////

***

Mjast wognja wostôł blós dim,
Rozpôloné słúńce skòvało sã za vjidnik,
Skùńcził sã z njim nen dzénj,
Njechtërnë głovë cénja mô przëkrëté.

Zmjón! lëdzkjé mëslë brëkùjõ
Zmjón! lëdzkji serca brëkùjõ
Zmjanë! vszëtcë jich chcemë

Prosto je vjid vłõczëc,
Przë blace sadnõc,
Kùrzëc cigaretã i vëpùscëc dim,
Nje robjõc przë tim njick.

Jak mómë sã dogôdac,
Kjéj nje mòżemë sã zrozmjôc,
Kùrzëc cigaretã i vëpùscëc dim,
I tak vszëtkò krõci sã vkół.

O badaniu żywotności językowej na Kaszubach: odpowiedź na artykuł „Magazynu Kaszubskiego”

22 sierpnia na łamach internetowego pisma Magazyn Kaszuby ukazał się artykuł redaktora naczelnego tego pisma, pana Tomasza Słomczyńskiego, dotyczący ankiety przeprowadzanej w ramach projektu badawczego na temat żywotności językowej realizowanego przez nasz zespół.

Jesteśmy otwarci na krytyczne uwagi dotyczące prowadzonych przez nas badań, niemniej chcielibyśmy sprostować kilka nieścisłości i odnieść się do nieuzasadnionych zarzutów pojawiających się w artykule pana Słomczyńskiego.

Główna teza artykułu pana Słomczyńskiego sprowadza się do stwierdzenia, że przeprowadzone przez nas badanie ma na celu wykazanie dyskryminacji Kaszubów. Sposobem na to ma być rzekomo wadliwy blok pytań dotyczący postrzeganego statusu społeczno-ekonomicznego Kaszubów (pytania o wpływ na ekonomię, o pozycję, szacunek, znane osoby, etc.). Pytanie, do którego odnosi się pan Słomczyński, jest elementem skali żywotności etnojęzykowej, które jest polską adaptacją narzędzia stosowanego w badaniach grup imigranckich i mniejszościowych na świecie od lat 70. ubiegłego stulecia. Nasz kwestionariusz jest wynikiem wielu miesięcy pracy interdyscyplinarnego zespołu nad stworzeniem narzędzia wykorzystującego najbardziej diagnostyczne i rzetelnie zweryfikowane skale żywotności etnojęzykowej wypracowane przez badaczy z całego świata oraz wyniki badań z ostatnich lat nad rozmaitymi mniejszościami językowymi. Wersje naszego autorskiego narzędzia zostały dostosowane do sytuacji różnych grup zamieszkujących terytorium naszego kraju i bazują na wieloletnich badaniach prowadzonych przez członków naszego zespołu oraz naszych współpracowników w Polsce i za granicą.

Celem zadawania tego typu pytań nie jest „wykazanie dyskryminacji” ani wyimaginowanego scenariusza “kaszubskiej junty wojskowej”, co zarzuca nam pan Słomczyński w artykule – lecz zrozumienie związków postrzeganego statusu własnej grupy z chęcią używania rodzimego języka i z siłą identyfikacji z grupą mniejszościową. Ankieta ta jest częścią dużego porównawczego badania kilku zamieszkujących Polskę mniejszości (poza Kaszubami badamy również Łemków, Ukraińców i Wilamowian; badanie prowadzone jest też w Meksyku i Salwadorze na grupach rdzennych). Dzięki zadaniu pytań o postrzegany status własnej grupy mniejszościowej na tle grupy dominującej (Polaków) będziemy w stanie wyjaśnić ewentualne różnice w żywotności językowej badanych grup mniejszościowych. Zdajemy sobie sprawę, że społeczność Kaszubów obejmuje zarówno osoby łączące tożsamość kaszubską z silną identyfikacją z narodem polskim, jak i osoby, które określają swoją narodowość jako kaszubską, jednak to pytanie dotyczy czego innego. Jego przedmiotem są subiektywne odczucia relatywnej pozycji własnej grupy (osoby pochodzenia kaszubskiego) względem pozycji i wpływu na życie w Polsce osób niebędących Kaszubami lub niewywodzących się z tej grupy. Jako że to klasyczne już w metodologii badań nad tożsamością i żywotnością etnojęzykową pytanie dotyczy grup mniejszościowych, stąd siłą rzeczy ich liczebność jest zawsze mniejsza niż liczebność członków grupy dominującej w danym państwie. Nie o liczebność tu bowiem chodzi, lecz o subiektywną ocenę statusu i siły reprezentacji własnej grupy w kontekście państwa, na terytorium którego ona żyje. Chcemy również jasno podkreślić, że kwestionariusz umożliwia (poprzez opcję wielokrotnego wyboru) określenie złożonych i wzajemnie niewykluczających się identyfikacji, w tym zarówno przynależności do społeczności kaszubskiej, jak i szerzej – polskiej. Choć badanie jest przede wszystkim skierowane do użytkowników języka kaszubskiego, pozwala na pominięcie pytań, które nie odnoszą się do osoby nieznającej języka, która zdecydowała się je wypełnić.

Podsumowując: pytanie omawiane przez pana Słomczyńskiego nie jest w żadnym stopniu wskaźnikiem dyskryminacji. Owszem, w naszym badaniu pojawiają się konkretne pytania dotyczące doświadczeń dyskryminacji – pytamy jednak o te doświadczenia bezpośrednio  chcąc poznać skalę zjawiska. Skoro wiemy o tego typu doświadczeniach wśród Kaszubów, to dzięki przeprowadzeniu badania będziemy mogli zweryfikować, jak częste są te doświadczenia i czy prowadzą one do chęci ukrywania tożsamości, do rzadszego posługiwania się własnym językiem czy też w końcu do gorszego funkcjonowania psychicznego. Sam fakt istnienia różnych form dyskryminacji na tle językowym i etnicznym na Kaszubach w przeszłości i obecnie nie podlega bowiem w naszej ocenie żadnej dyskusji – odsyłamy do wypowiedzi samych Kaszubów (te pojawiły się również w dyskusji na FB z udziałem autora artykułu), do rozmaitych głosów (https://pismiono.com/za-kilka-lat-rak-zwany-kaszubem-bedzie-tylko-wspomnieniem-i-inne-skandaliczne-slowa-polki-z-rozewia/; http://magazynkaszuby.pl/2016/11/odswiezyc-kaszubszczyzne-wywiad-eugeniuszem-pryczkowskim/) i opracowań naukowych (np. http://naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=149) oraz do ekspertyzy nt. wypełniania przez Polskę podpisanej przez nią Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych autorstwa dr hab. Tomasza Wicherkiewicza, jednego z czołowych ekspertów z zakresu polityki językowej, która wskazuje na poważne uchybienia i braki w zakresie realizacji zobowiązań, w tym względem języka kaszubskiego (wyciąg z raportu w załączeniu). Jednym z działań w okresie powojennym wymierzonych w użytkowników języka kaszubskiego było na przykład umieszczanie dzieci kaszubskich nieznających polskiego w szkołach specjalnych. Wiele z tych osób żyje do dziś, a doświadczenia dzieciństwa i młodości naznaczyły ich na całe życie. Część Kaszubów porzuciła język będący źródłem bólu i upokorzenia i zdecydowała się nie przekazać go własnym dzieciom, aby oszczędzić im podobnych doświadczeń. Przez doświadczenia dyskryminacji językowej przeszli w przeszłości lub przechodzą Łemkowie, Wilamowianie, Ukraińcy, Mazurzy i niezliczone grupy rdzenne na całym świecie. Częstość tych doświadczeń i ich następstwa nie są jednak znane i ta niewielka część naszego badania pomoże zrozumieć nie tylko skalę tego zjawiska, lecz również jego konsekwencje.

Wracając do samego badania, pragniemy zatem sprostować tezy Pana Redaktora i wskazać, że słowo „dyskryminacja” pojawia się w naszym rozległym badaniu jedynie dwa razy: w odniesieniu do subiektywnych odczuć użytkowników języka i ich osobistych doświadczeń oraz w odniesieniu do ich wyobrażeń i odczuć na temat sytuacji, z jakimi mogłyby spotkać się ich dzieci. W całym badaniu pytamy bowiem głównie o subiektywne odczucia i opinie dotyczące używania i postrzegania języka oraz grupy, w tym, jak już wspomnieliśmy, jej pozycji w państwie polskim.

Pan Słomczyński pisze, że nie ma pewności, czy “oczywiste błędy metodologiczne były niezamierzone (…) czy też specjalnie je popełniono. Wówczas w zasadzie przestałoby to mnie uprawniać do nazywania ich błędami. Wówczas mielibyśmy do czynienia z manipulacją.” Przypisywanie nam intencji manipulacyjnych uważamy za głęboko nieuzasadnione. Ilościowe badania społeczne, które prowadzimy, koncentrują się na związkach między zmiennymi, a nie na ich bezwzględnym poziomie. Wynikiem badań nie ma być opisanie poziomu poczucia wpływu Kaszubów na życie społeczne, jak twierdzi Pan Słomczyński, ale powiązanie postrzeganego statusu różnych grup mniejszościowych z ich dobrostanem i funkcjonowaniem społecznym. Stanowczo odradzamy zgadywanie hipotez badawczych na podstawie samego narzędzia badawczego, bez znajomości metodologii i metody analiz, tak jak to zrobił pan Słomczyński.

Mamy głęboką nadzieję, że badania oraz merytoryczna dyskusja nad postawionymi problemami przyczynią się do lepszego uświadomienia, tak na Kaszubach, jak i w skali naszego kraju, problemów, z jakimi borykają się użytkownicy języków mniejszościowych i regionalnych. Uważamy, że należy postawić pytania o negatywny wpływ rozmaitych form dyskryminacji na funkcjonowanie społeczne i ekonomiczne oraz dobrostan i zdrowie członków mniejszości, a zarazem na szansę przetrwania ich języków. Lepsze zrozumienie i zdiagnozowanie tych kwestii to zarazem szansa na rozwój wielokulturowego i otwartego społeczeństwa obywatelskiego.

Z poważaniem,

dr hab. Justyna Olko (Wydział “Artes Liberales”, Uniwersytet Warszawski)
dr hab. Michał Bilewicz (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)
dr Karolina Hansen (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)
lic. Olga Kuzawińska (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)
mgr Joanna Maryniak  (Wydział “Artes Liberales”, Uniwersytet Warszawski)
mgr Marta Witkowska (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)
lic. Michał Wypych (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)

Załacznik 1

Wyciąg z Opinii dr hab. Tomasza Wicherkiewicza nt. Raportu Komitetu Ekspertów Rady Europy ds. Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych z początkowego cyklu monitorowania realizacji postanowień Karty w Polsce oraz zaleceń Komitetu Ekspertów w sprawie stosowania Karty przez Polskę z 7 grudnia 2011 r.

Dnia 7 grudnia 2011 Komitet Ekspertów (zwany dalej Komitetem) Rady Europy ds. Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych(zwanej dalej Kartą) opublikował w 3 wersjach językowych (angielskiej, francuskiej i polskiej) na portalu http://www.coe.int/t/dg4/education/minlang/Report/default_en.asp#Poland Raport Komitetu z realizacji postanowień Karty w Polsceoraz Zalecenie Komitetu Ministrów w sprawie realizacji postanowień Karty przez Polskę, do których załącznik stanowią również Uwagi władz polskich do Raportu Komitetu (z dn. 5 maja 2011 r). Raportu dla Sekretarza Generalnego Rady Europy z realizacji przez Rzeczpospolitą Polską postanowień Karty i z pozycji obserwatora, eksperta i konsultanta procesu przygotowywania, upowszechniania i wdrażania oraz monitorowania Karty przez Radę Europy w trakcie procesów przygotowawczych i ratyfikacyjnych w kilkunastu państwach członkowskich. […]

Raport Komitetu [dla Sekretarza Generalnego Rady Europy] potwierdził literalnie wszystkie zastrzeżenia i uwagi krytyczne wymienione w mojej opinii, a niestety nawet krytyczniej jeszcze odniósł się do zakresu spełnienia przez Polskę znakomitej części zobowiązań wynikających z ratyfikacji Karty. […] Zestawienie procentowe zobowiązań spełnionych w opinii Komitetu w odniesieniu do poszczególnych JRM pokazuje, iż za spełnione (całkowicie lub częściowo) Komitet uznał mniej niż jedną czwartą punktów […]Karta nie przyczyniła się jak na razie do pogłębienia procesów wspierania pozycji JRM zapoczątkowanych Ustawą, choć w zamierzeniu jej autorów i Rady Europy stać się winna była katalizatorem nowatorskich, dynamicznych przemian, czyniących z Państw-stron patronów wielojęzyczności i aktywnych protektorów zagrożonych języków mniejszościowych i regionalnych. […] W mojej opinii, najważniejszym z punktu widzenia zarówno możliwości kształtowania, jak i celowości i sensowności strategii polskiej polityki językowej i mniejszościowej jest wezwanie Komitetu do władz polskich o „wspieranie w społeczeństwie polskim wiedzy i tolerancji wobec JRM, a także kultur (sic!), które języki te reprezentują”.

Postulat ten – o charakterze zdecydowanie imperatywnym – kategorycznie wskazuje na brak (a zatem na konieczność powstania i wprowadzenia w życie) jakiegokolwiek programu na szerszą skalę propagującego w społeczeństwie polskim idee wielokulturowości, zalety wielojęzyczności oraz znajomość kultur i języków autochtonicznych mniejszości. Wskazuje na to i później wtrącone zalecenie: konieczna jest większa wiedza na temat zalet nauki języków RM, a także korzyści płynących z wielojęzyczności.

Biorąc zatem pod uwagę owe 38 zobowiązań Karty – wymienionych w złożonym przez Polskę Dokumencie ratyfikacyjnym, które wbrew duchowi, metodzie i tradycji Karty przyjęte zostały bezrefleksyjnie i bez należytych ekspertyz w równym zestawie i wymiarze dla wszystkich języków mniejszościowych lub regionalnych w Polsce, oraz zestawiając orzeczenia Komitetu Ekspertów można je podsumować następująco:


język

zobowiązania spełnione

zobowiązania częściowo spełnione

spełnione zobowiązania

procentowo

litewski

9

3

28 %

ukraiński

8

3

25 %

białoruski

8

2

24 %

niemiecki

6

3

21 %

kaszubski

5

3

17 %

rosyjski

6

1

17 %

łemkowski

4

2

13,5 %

czeski

4

1

12 %

słowacki

4

1

12 %

ormiański

4

10,5 %

romski

3

1

9 %

karaimski

2

1

7 %

jidysz

1

1

5 %

tatarski

1

1

5 %

średnio

15, 5 %

[…] Zmiany w polskim systemie prawnym i faktycznej polityce mniejszościowej/językowej sugerowane przez Komitet Ekspertów w omawianym raporcie dotyczą w zasadzie następujących kwestii:

* uzgodnienia i wprowadzenia w życie strategii upowszechniania i promowania wieloetniczności i multikulturowości w społeczeństwie polskim, zwłaszcza poprzez media i system oświaty;
* obniżenia 20-procentowego progu umożliwiającego ustanowienie oraz rozszerzenie uprawnień wynikających z obecności i stosowania języków RM jako języków pomocniczych na obszarach zamieszkałych przez terytorialne społeczności JRM;
* ustalenia możliwości, ram legislacyjnych i strategii (ogólnej i szczegółowych) wprowadzania przez władze administracyjne i oświatowe rozwiniętych, nowoczesnych i rzeczywiście umożliwiających ich rozwój form i metod nauczania nie tylko JRM ale i w JRM na wszystkich stopniach edukacyjnych, przynajmniej w stosunku do języków białoruskiego, kaszubskiego, litewskiego, łemkowskiego, niemieckiego i ukraińskiego;
* ustalenia możliwości, ram legislacyjnych i strategii (ogólnej i szczegółowych) wprowadzania przez władze administracyjne i oświatowe rozwiniętych, nowoczesnych i rzeczywiście umożliwiających ich rozwój form i metod nauczania na wszystkich stopniach edukacyjnych, w stosunku do wszystkich pozostałych JRM w Polsce;
* uruchomienia mechanizmów regularnego dostarczania podręczników do nauczania JRM i w JRM, oraz regularnej bazy szkoleniowej dla nauczycieli tych języków oraz przedmiotów nauczanych w tych językach;
* przygotowania i uruchomienia kampanii promującej nauczanie JRM i w JRM;
* przygotowania i uruchomienia kompleksowego programu działań na rzecz poprawy oferty programowej JRM w mass-mediach, zwłaszcza w (publicznych) radiu i telewizji;
* kompleksowego podejścia do zagadnień utrzymania, promocji, wspierania i rozwoju wszystkich kultur reprezentowanych przez JRM w Polsce.

Po co uczymy kaszubskiego? Po godną śmierć dla języka?

Jaki cel przyświeca nauczaniu kaszubskiego w szkole?

Największe wyzwanie naszych czasów wydaje się oczywiste: wyjść na przeciw problemowi przerwanego przekazu międzypokoleniowego, przywrócić język kaszubski jako język społeczności i jako język rodzinny. Co oznacza, że język nauczania musi być bliski językowi mówionemu z uwzględnieniem dialektalnej różnorodności Kaszub. Co z kolei oznacza, że nauczanie żargonu literackiego jako języka obcego nie jest odpowiedzią na współczesne problemy kaszubszczyzny, a może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

Jakiego języka uczyć?

Należy uczyć takiej kaszubszczyzny, którą uczeń wyniesie ze szkoły i będzie mógł bez problemu porozumiewać się nią w domu i okolicy, z rodzicami, dziadkami, sąsiadami. A więc musi to być kaszubszczyzna naturalna, bliska językowi mówionemu, opracowywana przede wszystkim na podstawie znajomości kaszubszczyzny z terenów, na których się naucza, prac terenowych oraz leksykograficznych (słownik B. Sychty, słownik F. Hinzego / F. Lorentza, Atlas Językowy Kaszubszczyzny…, zbiory tekstów z prac Sychty, Nitscha, Bronischa, Lorentza). Co oznacza, że nauczanie żargonu, w którym powszechny na całym obszarze frisztëk zamienia się na wymyślony renik albo pòkrzésnik, w którym każe się kôrbic (czyli w języku mówionym „pleść, zmyślać, opowiadać bzdury”) zamiast pòwiadac, gadac, w którym się ùdokazniwô i podaje przëmiarë, a nie dokazëje lub dowòdzy i podaje przikładë – tak jak się mówi w języku naturalnym, gdzie się wëwidniô a nie tłómaczi, gdzie czyta się wiérztczi, a nie wierszczi itd. itd., staje się obcym żargonem, który nie funkcjonuje nigdzie poza klasą, nie pozwala uczniowi komunikować się z własną rodziną, a wręcz utrudnia ten dialog i zniechęca doń, daje fałszywe wyobrażenie o języku, a częstokroć słusznie budzi politowanie wśród osób, którzy kaszubski świetnie znają z domu. Czy autorzy dzisiejszych podręczników szkolnych kiedykolwiek usiedli z własnymi dziadkami czy rodzicami i przeczytali im swoje prace, poprosili o komentarz?

Wëwidnij na spòdlim wiérztë”, dostaje polecenie uczeń w jednym z podręczników dla liceum, czyli słowo w słowo przetłumaczone polskie „wyjaśnij na podstawie wiersza”, chociaż jedyne w tym poleceniu słowo znane kaszubskiemu językowi mówionemu to „na”. Mogłoby być np. „Przeczëtôj wierszã ë wëtłomacz(ë)”, a tak uczeń zapełnia sobie głowę słowami i zwrotami, których nie użyje w domu, bo nie zostanie zrozumiany, a native speakerzy w jego otoczeniu nie pomogą mu z roszyfrowaniem książki. Co najwyżej się przekonają, że ich bliski uczy się dziwnej, niekompatybilnej odmiany języka. „Na spòdlim mònografii ùdokaznij” – tu nawet czasownik został zbudowany na polską modłę: ù-do-kaznij, czyli u-do-wodnij, a mogłoby być naturalniej, np. „Przeczëtôj mònografią ë dokaż(ë)/dowiédz(ë)”. „Ùłożë pòzwë miesąców pòsobicą i zapiszë je w zesziwkù”, czytamy w pewnym podręczniku dla gimnazjum. Szansa, że ktokolwiek z otoczenia ucznia wie, czym jest neologizm „zesziwk” jest bliska zeru, za to co starsi Kaszubi mogą dobrze pamiętać, czym jest notowany w słowniku B. Sychty „heft”, czyli zeszyt. Natywni użytkownicy języka mogą za to znać słowo „pòzwa” i rozumieć je jako „przydomek”, bo w języku kaszubskim, tak jak w angielskim czy niemieckim, zarówno człowiek jak i rzecz mogą mieć „miono”, „name”, „Name”, chociaż w polszczyźnie ludzie mają „imiona”, a rzeczy „nazwy”. Dalej czytamy „Ùczniowie sobie nawzôs zadôwają pitania”, a szansa, że bliscy tych uczniów zrozumieją, o co chodzi, kiedy przyjdą do domu i użyją neologizmu „nawzôs” wciąż oscyluje blisko zera. A wystarczyło napisać naturalniej, np. „Ùczniowie sã pitają jedny drëdżich”. Na poziomie akademickim ów żargon osiąga kolejne szczyty i zaczyna orbitować wokół planety Ziemi: „nót dac je merk”, czyli w języku mówionym „je trzeba dac óbacht, bôczenié, òpasowac”. „Dlô òdzdrzadleniô wëmòwë ùsadzony òstôł”, czyli „Dlô òddaniô wimòwë je stwòrzony”. „Z pòzdrzatkù na môl artikùlacji”, piękna kalka polskiego „ze względu na”, czyli „wedle môla/placu artikùlacji”. Tę zagadkową odmianę można by analizować godzinami, ale nie to jest celem tego wywodu.

Odnoszę wrażenie, że niektórzy autorzy dzisiejszych tekstów kaszubskich tkwią mentalnie w pierwszej połowie XX wieku, kiedy kompleksowa praca leksykograficzna wciąż nie była wykonana, a swoistą idée fixe było udowodnienie niewątpliwej odrębności językowej kaszubszczyzny przez dotwarzanie setek często słabo przemyślanych neologizmów bez gruntownej znajomości rdzennej kaszubskiej leksyki. W efekcie czasem otrzymujemy teksty, które wyglądają jak napisane po polsku, z polską składnią, rekcjami i polskim myśleniem o języku – a potem „kaszubione” przez podmienianie słów jeden do jednego ze „Słownikiem polsko-kaszubskim” w ręku. Zupełnie jakby ignorując, że w XX wieku powstały olbrzymie prace leksykograficzne, których część każdy może pobrać na komputer kilkoma kliknięciami myszki.

Uczeń, o ile nie zna dobrze języka kaszubskiego z domu, nie dostaje żadnych narzędzi, by móc stwierdzić, które słowa i zwroty należą do jakiego rejestru, innymi słowy – którymi porozumie się ze swoim otoczeniem, a które spotka jedynie na stronach pewnego typu książek. Nieświadome używanie słów, które nie mogą być zrozumiane, prowadzą nie tylko do problemów komunikacyjnych, ale też do frustracji i zniechęcenia, a także narażają na śmieszność w oczach otoczenia nie tylko ucznia, ale i nauczyciela, a z tym cały wysiłek środowiska włożony w popularyzację i naukę języka kaszubskiego.

Uczenie takiego żargonu w sytuacji, kiedy coraz więcej uczniów przychodzi do szkoły, nie znając kaszubskiego języka mówionego (i ten trend będzie się z każdym rokiem nasilał), jest gwoździem do trumny dla kaszubszczyzny.

W jakich szkołach uczyć?

Nie chodzi tu jednak tylko o jakość, ale też ilość. Trzy godziny kaszubskiego w tygodniu jako języka obcego są niewątpliwie dużym osiągnięciem środowiska, ale nie zapewnią językowi przetrwania. Wyuczenie ucznia do poziomu A1-B2 nie zastąpi daru, którym jest język natywny. Polski jako pierwszy język młodych Kaszubów, mowa którą uczeń będzie się posługiwał z większą lekkością niż wyuczony na B1-B2 kaszubski, wciąż będzie wypierał kaszubszczyznę, zwłaszcza będąc dominującym językiem szkoły, mediów, komunikatorów, internetu, popkultury, muzyki i – niestety coraz częściej – otoczenia.

Model nauczania języka kaszubskiego jako obcego w szkołach polskojęzycznych miał szansę spełnić swoją rolę pół wieku temu, kiedy większość Kaszubów znała swój język z domu i przychodziłaby na zajęcia jedynie z czytania, pisania i literatury. W obecnej sytuacji ten model pozwala jedynie umrzeć językowi z godnością, dając poczucie, że były próby.

Taki model musi być zatem modelem przejściowym, początkiem drogi. Jedynie aktywizowanie rodziców i otoczenia do czynnego używania języka oraz model imersyjnych szkół kaszubskojęzycznych bądź dwujęzycznych kaszubsko-polskich może zatrzymać proces wymierania języka kaszubskiego jako języka społeczności. Kaszubi mają prawo do takich szkół, taki model działa w wielu miejscach na świecie: Szkocji, Walii, Kraju Basków, Fryzji, ale również w Polsce – szkoły ze swoim językiem wykładowym mają np. mniejszości białoruska i litewska.

Szlaki przecierają nam już teraz dwie prywatne kaszubskie szkoły imersyjne: „Naja szkòła” w Wejherowie i „Deja CSB” w Redzie zakładane przez członków Kaszëbsczi Jednotë. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie już dobrych parę lat temu wydało kaszubskojęzyczny podręcznik do chemii, przewidując zatem chyba potrzebę nauczania w rodzimym języku innych przedmiotów. Kaszubskie środowiska, choć niewielkie, przy odpowiedniej mobilizacji oraz pomocy samorządów i państwa, potrafiłyby z całą pewnością wydać po 20 nauczycieli historii, fizyki, wiedzy o społeczeństwie itd. Wystarczająco, aby na początek chociaż miasta powiatowe posiadały kaszubskojęzyczne bądź dwujęzyczne szkoły podstawowe i licea. Aby przyciągnąć uczniów, musiałyby być to jednak szkoły konkurencyjne, przewyższające poziomem szkoły polskojęzyczne. Być może sytuacja wymaga, by niezwłocznie się przygotować do wprowadzenia tego rozwiązania na szerszą skalę?

002: „Król a trzech sënóv” (Tekst z Głodowa, pow. wejh.)

Tekst 002: Głodovò (pol. Głodowo), osada w powiecie wejherowskim

Jeden król mjôł trzech sënóv, dvaji bëlë mõdri a jeden głúpi. Jak ten król stôri béł, won chcôł svòje krolevstvò svòjim sënóm dac, ale won nje vjedzôł, kòmù won mjôł dac. Te won pòsłôł tëch sënóv v svjat a rzek: „Za pół rokù pòjta nazód, a chto mje te nôlepszégò kònja przëprovadzi, ten dostónje to krolevstvò.” Na krziżovi drodze rozeszlë sã ti bracë a kòżdi jachôł sóm dalé. Ten głúpi trafjú stôrõ bjałkã, ta gò sã pitaa: „Gdzeż të jachôsz?” Won pòvjôdôł ji, co ten wojc chcôł, a wona gôdaa: „Pòj ze mnõ a słúżë mje pół rokù, te të dostónjesz te nôlepszégò kònja, co na tim svjece je”. Za pół rokù wona mù dała kònja, ten béł kùlavi a slepi, ale jak won svòjémù wojcú pòkôzú, to béł tak pjãkni jak drëdzji kónj na tim svjece nje béł.

Ale ten król nje chcôł svòje krolevstvò témù głúpémù dac, téj won pòsłôł znôw tëch sënóv v svjat a rzek: „Chto mje za pół rokù ten nôlepszi mjecz przënjese, ten dostónje to krolevstvò”. Ten głúpi szed znôw do ti stôri bjałcji a słúżiú ji znôw pół rokù. Za pół rokù wona mù daa mjecz, ten béł zadrëdzevjałi a tãpi, ale jak won témù wojcú pòkôzú, ten béł tak pjãkni a wostri a siéciú sã jak żóden drëdzji na svjece.

Ale ten stôri król nje béł jesz spòkójni, le pòsłôł tëch sënóv znôw v svjat a rzek: „Chto mje za pół rokù tã nôlepszõ brútkã przëprovadzi, ten dostónje to krolevstvò.” Ten głúpi szed znôw do ti stôri bjałcji a jak won ji pół rokù słúżoné mjôł, téj wona rzekła: „Jô chcã sama tvòjõ brútkõ bëc”. A jak won ze svòjõ brútkõ do króla przëszed, wona bëła młodô a pjãknô, vjele pjãknjészô jak të brútcji, co ti dvaji mõdri bracë mjelë. Tak ten stôri król mùsziú témù głúpémù to krolevstvò dac a won sã wożenjú ze svòjõ brútkõ. To bëła téż krolevô a tak ten głúpi dostôł dva krolevstva.

(Opowiadała 13-letnia dziewczyna, uczennica szkoły lud. w Smażynie. Teksty pomorskie, Friedrich Lorentz, tekst nr 356., str. 265)

Słówka do zapamiętania:
krolevstvò królestwo
krziżovô droga skrzyżowanie dróg
te 1. wtedy (też: téj), 2. tego (też: tegò/tegù/tewo)
bracë bracia (obok: bracô, bratovje)
trafjic 1. spotkać, 2. trafić
jachôsz jedziesz (obok: jedzesz)
znôw znów
zadrëdzevjałi – zardzewiały
spòkójni – zadowolony, kontent
krolevô – królowa

Formy regionalne:
W znacznej części dialektu północnego, zwłaszcza na południu powiatu wejherowskiego, w miejsce czasownikowych końcówek -ôł, -ił w cz. przeszłym r. męskiego l. poj. trafiamy na końcówki -ú, -iú, por.:

trafjú – trafjił
pòkôzú – pòkôzôł
słúżiú – słúżił
siéciú/svjéciú – svjécił
mùsziú – mùsził
wożenjú – wożenjił

Stopniowanie przymiotników:
Tradycyjnie w kaszubskim języku mówionym stopień najwyższy przymiotników tworzy się nie tylko poprzez dodanie sufiksu nô- do stopnia wyższego, ale również przez użycie zaimka wskazującego ten/ta/to, tak jak w powyższym tekście:

të dostónjesz te nôlepszégò kònja
dostaniesz najlepszego konia

chto mje za pół rokù ten nôlepszi mjecz przënjese
kto mi za pół roku przyniesie najlepszy miecz

chto mje za pół rokù tã nôlepszõ brútkã przëprovadzi
kto mi za pół roku przyprowadzi najlepszą narzeczoną

dobri – lepszi – ten nôlepszi
dłúgô – dłëgszô – ta nôdłëgszô
môłé – mjészé – to nômjészé

Choć ta konstrukcja jest rzadko spotykana, można w kaszubszczyźnie utworzyć stopień najwyższy również bez sufiksu nô-, z samego stopnia wyższego i zaimka ten/ta/to:

To je ten głëpszi człovjek, co na tim svjece je.
To jest najgłupszy człowiek na świecie.

To je ten bëlnjészi fylm, jacji móm vjidzoné.
To najwspanialszy film, jaki widziałem/-am.

„Môłi princ”: Rozdział VI (przeczytaj fragment)

Przeczytaj poprzedni rozdział TU.

VI

Ach! Môłi princë, tak jô pòczõł znôjma rozmjôc tvój môłi, mãkòlijni żëvòt. Dłúgò të nji mjôł jinszé womjodë jak łagòda zôpadóv słúnjca. Tã prôvdã wo tvim żëcim jô pòznôł nó tim czvjôrtim dnjú, ga të mje rzek:
– Vjidzõ mje sã zôpadë słúnjca, pòjma wobezdrzec zôpôd słúnjca…
– Ale je trzeba dożdac…
– Dożdac zó czim?
– Dożdac jaż słúniszkò pòcznje do zachôdanjô.

Nôpjervjé të vëzdrzôł czësto baf, a téj të sã smjôł sóm nad sobõ. Ë të mje pòvjedzôł:
– Mje sã dërch zdaje, co jô jem doma!
Genau. Vszëtcë vjedzõ, ëż cjéj ve Sztécach to je pôłnje, ve Francëji to jú sã marczi. To bë signãło dónjc do Francëjé v jedni minúce ë bë móg bëc przë słúnjca zônjdzenjim. Njeszczescim Francëskô je za dalek. Ale na tak malincji planétce jak tvòja, tobje spravjiło sënõc svój stółk wo cjile krokóv. Ë të wobzérôł smjerzk tëlkò razi, co të chcôł.
– Rôz jô vjidzôł słúnjce zachadac sztërë-sztërdzesce razi!
Ë përznã pòzdnjé të dodôł:
– Vjés të… cjéj człovjekòvi je tak smãtnje, téj mô rôd zôpadë słúnjca…
– V tim dnjú, cjéj të vjidzôł sztërë-sztërdzesce zôpadóv, të béł jaż tak smãtni?
Ale môłi princ mje nje wodpòvjedzôł.

Słowniczek:
mãkòlijni
melancholijny, przygnębiający
znôjma
 powoli
baf zdziwiony, zaskoczony
womjoda osłoda, pocieszenie
Sztéce Stany Zjednoczone Ameryki
marczëc sã zmierzchać (por. mark mrok)
spravjic tu: wystarczyć
smjerzk zmierzch
tëlkò tyle

Lekcja 1: Kaszubski dla zaawansowanych

A teraz wyjmujemy pampersa, Żuczki! Tak mawiała moja świetna matematyczka, kiedy przechodziliśmy do trudniejszych zagadnień. To nie jest kurs dla szkoły podstawowej. Bez flaszki może tego nie rozpracujemy. Żeby dobrze mówić w jakimkolwiek języku, nie wystarczy mieć bogate słownictwo. Trzeba jeszcze dobrze znać idiomy, składnię, rejestr poszczególnych słów itd. Bez tego to będzie jak tłumaczenie „z góry dziękuję” na sławne „thank you from the mountain” zamiast „thank you in advance”. Przykro mi, w różnych językach różne rzeczy wyraża się w inny sposób, kaszubski nie jest pod tym względem inny. Żeby się dobrze wgryźć w kaszubszczyznę, warto czytać teksty. Najlepiej te autentyczne, dokumentowane przez badaczy języka, którzy chodzili od miasta do miasta i od wsi do wsi i słuchali opowiadań zwykłych ludzi, wychowanych w tym języku i kulturze. Wartościowymi zbiorami takich tekstów są Teksty pomorskie F. Lorentza, Die Sprache der Bëlôcë G. Bronischa, Gwara luzińska K. Nitscha i oczywiście Słownik gwar kaszubskich… B. Sychty. Powtarzałem wiele razy, że to powinna być Biblia i lektura obowiązkowa dla tych, którzy na poważnie chcą tworzyć po kaszubsku, ale z drugiej strony mam świadomość, że naukowy charakter publikacji, stosowane zapisy fonetyczne i słaba dostępność tych tytułów zniechęcają do czytania tych znakomitych kopalni wiedzy. Dlatego część wartościowych tekstów będę publikował tutaj, w transkrypcji na unowocześnioną ortografię stosowaną przez pisarzy skupionych wokół czasopism Bënë i buten oraz Zrzesz Kaszëbskô. Teksty będą opatrzone słowniczkiem i krótką analizą najciekawszych zagadnień i językowych smaczków.

Lekcja 1: Teksty pomorskie, tekst 294., Rumia

294. Rëmjô

To béł rôz jeden król, a ten nje chcôł svòjã córkã njikòmù jinszémù dac jak tacjémù, co do njewo przëszed a tak złgôł, a won jemù rzek: të łżesz! Te przëjachalë vjele panóv, tacji i tacji. Tak mjôł jeden wojc trzech sënóv. Tak ti dvaji, ti bëlë trzimóni za mõdri, a ten trzeci za głúpi. Tedë jachôł ten pjerszi do tewo króla, a te ten król jemù pòkôzôł takõ dlúgõ stodołã, ta mjała szestnôsce klepjiszcz. Cjedë ta svjinja zaknar’zevała na jednim kóncú a przëszła na drëdzji kónc, te wona dostała jú prosce. A ten sin pòvjôdôł:

– Mój wojc mô jesz dłëgszõ.
A te ten król szed z njim do pałacë svéwo. Tã stoja tacjé dłúdzjé drzévjã, co ten szpëc wod tewo do vjidzenjô nje béł. Tedë ten król móvjił:
– Môsz të tacjé dłúdzjé drzévjã jú vjidzoné?
A ten sin pòvjôdôł:
– Ó królë, wu méwo wojca tacjé dłúdzjé drzévjã je, że të gałãze jesz njebò sigajõ.
A ten król pòvjôdôł:
– To móże bëc.
A te ten król vzõn tewo sëna na pòle svòje a jemù pòkôzôł tacjé vjeldzjé vrëcji, że sztërzeji chłopji mùszëlë jednéwo vrëka dvjigac na wóz do wożenjô. A te ten król jemù rzek:
– Vjidzôł të jú tacjé vrëcji?
A won jemù rzek:
– Mój królë, mój wojc mô tacjé vrëcji, cje bë królóv szëmel sã v tewo vrëka vgriz a pòtemù zôs z njewo vëlôz, te won bë béł tacji éléfant.

Tak ten król mù pòvjôdôł:
– To móże bëc. Tak, sënje, terôzcji të trzë fraji sõ do kònca, môsz jic do dóm.
Tak tedë szed ten drëdzji, wu tewo to bëło to samò.
Tak te ten trzeci, ten głúpi, pòvjôdô:
– Wojcze, jô púdã.
Tak te ten wojc jewo nje chcôł njijak do króla pùscëc, bò jewo trzimôł za głúpéwo. Ale won so nje dôł strzëmac a wod wojca szed. Przëszed do króla a të pitanjô bëłë të jistné. Te król z njim szed do svéwo pałaca a jemù pòkôzôł to dłúdzjé drzévjã. Tak te won mù rzek:
– Sinkù, vjidzôł të jú tacjé drzévjã?
A won pòvjôdôł:
– Ó, nôjasnjészi królë, mój wojc, ten mô tacjé dłúdzjé drzévjã, że të szpëce wod tewo derekt v njebò jidõ. Mój wojc jeż béł v njebje.
A ten król mù pòvjôdôł:
– Na, a ceż wojc pòvjôdôł, jakùż v njebje bëło?
– V njebje tak bëło jak na zemji. Najsvjãtszô panna, ta vësévała do krëp, a svjãti Józef, ten të plevë zbjérôł a wodnosił. A te pòkõd won v njebje béł, te jeden wucõn to drzévjã. Terôzcji jak won mjôł z dół na zemjã przinc? Tak te won so wukrõcił wod tëch plév tacji pòvróz a sã spùscił. A te ten pòvróz blós tak dalek sig, że won njiżódné zemje nje vjidzôł. Tak te won nje vjedzôł, co won mjôł zrobjic. Ale wuchvôcił jednã pchłã a wod té pchłë wudzar dvanôsce rzemjenji a zvjõzôł vszëstcjé do grëpë a te sã dalé spùscił. Te przëszed tak dalek, że móg zemjã vjidzec. Terôz njiżódné radë dalé nje vjedzôł. Tak te sã spùscił a vpôd v tacjé błoto a vpôd tak głãbòk jaż pò szëjã. Terô nji móg ale rút przinc. Ta głova bëła rúten. Przëszla dzëvô kaczka a na jewo głovje zbùdovała so gnjôzdo a znjosła jaje. Te przëszed vjilk a to jaje vëpjił a pòdnjós nogã a jewo zeszczôł. Tak te won svòjã rãkã vëdostôł rúter a vjilka za wogón wuchvôcił. A te zavrzeszczôł: Hú! Vjilk! Tak vjilk sã wurzas a jewo zarô vëvlék z tewo błotka. Ale won téż temù vjilkòvi zarô tã skórã z tewo wogòna scignõn. Ale królë, to jô cë mògã rzec, to bëła roztrõba! Czësto jinakszô jak królóv wojc mjôł, cje won wu méwo wojca svjinje pas!
Tak te jemù król pòvjôdôł:
– Sënje, të łżesz!
Tak ten głúpi mjôł dobëté przéz to, że ten król rzek “të łżesz!” a dostôł królovã córkã.

Słowniczek:

cje (obocznie do cjéj) kiedy, jeśli
derekt bezpośrednio (por. ang. directly)
fraji pytania (l.poj. fraga, ale g > j przed i,e zgodnie z lokalną niemiecką i dolnosaską wymową)
hú! buu!
jeż (obocznie do jaż) aż
knar’zevac o świniach: objawiać pociąg płciowy
królova córka królewna
najsvjãtszô właściwie po kaszubsku nôsvjãtszô, tu: polonizm wzięty z języka kościelnego
szëmel siwek, koń maści siwej
roztrõba zabawa, rozrywka
rúten, rúter, rút na zewnątrz (głównie przy oznaczeniu ruchu z wewnątrz na zewnątrz, w przeciwieństwie do búten, które opisuje zwykle sytuacje statyczne, aczkolwiek nie ma między tymi formami ścisłej granicy)
rút przinc wydostać się
(obocznie do tam, tamò) tam
te (obocznie do téj) wtedy, więc

Uwagi do tekstu:

1. Warto zwrócić uwagę na częsty podwójny podmiot w zdaniu, który jest wyrażony zaimkiem ten/ta/to:

To béł rôz jeden król, a ten nje chcôł svòjã córkã njikòmù jinszémù dac (…)

Najsvjãtszô panna, ta vësévała do krëp, a svjãti Józef, ten të plevë zbjérôł a wodnosił.

W języku polskim, jeśli już pojawiłaby się taka konstrukcja, użytoby zaimka on/ona/ono.

2. W języku kaszubskim dużo częściej można stosować biernik, również w zdaniach z negacją, por.:

Ten chcôł svòjã córkã (B) kòmù jinszémù dac. → Ten nje chcôł svòjã córkã (B) njikòmù jinszémù dac.
On chciał dać swoją córkę (B) komuś innemu. → On nie chciał dać swojej córki (D) nikomu innemu.

To (B) jô vjém.To (B) jô nje vjém.
Wiem to (B). → Nie wiem tego (D).

 

3. W j. kaszubskim zestawienie podmiotu ze słowem vjele nie wymaga użycia orzeczenia w rodzaju nijakim. Porównaj:

Te przëjachalë vjele panóv.
Wtedy przyjechało wiele szlachciców.

V tëch chëczach bëłë vjele wocjen.
W tym domu było dużo okien.

4. Zapamiętaj: trzëmac kòwo/kògò zauważać kogoś za (łączy się z mianownikiem lub dopełniaczem), bëc do kònjca/kúnjcaskończyć się oraz nje vjedzec (so) njiżódné radë nie wiedzieć co zrobić, być w kropce.

Ti bëlë trzimóni za mõdri, a ten trzeci za głúpi.
Oni byli uważani za mądrych, a trzeci za głupiego.

Ten wojc jewo nje chcôł njijak do króla pùscëc, bò jewo trzimôł za głúpéwo.
Ojciec nie chciał go żadnym sposobem puścić do króla, bo uważał go za głupiego.

Të trzë fraji sõ do kònca.
Te trzy pytania się skończyły/wyczerpały.

Ten tidzenj jú zarô mdze do kònjca.
Ten tydzień już zaraz się skończy.

Ta wojna je na wostatk do kònjca.
Ta wojna nareszcie się skończyła.

Terôz njiżódné radë dalé nje vjedzôł.
Teraz nie wiedział co zrobić.

Nje vjém so njiżódné radë.
Jestem w kropce.

5. W języku kaszubskim bardzo rzadko stosuje się chtëren jako zaimek względny odpowiadający polskiemu który. Najczęściej człon podrzędny wprowadza się przez użycie co lub konstrukcji co + odmieniony zaimek ten/ta/to.

Tã stoja tacjé dłúdzjé drzévjã, co ten szpëc wod tewo do vjidzenjô nje béł.
Tam stało takie wysokie drzewo, wierzchołka którego nie było widać.

Më jesmë bëlë ti, co slédni przëszlë.
Byliśmy tymi, którzy przyszli ostatni.

To je ten kùnjda, co z tim jô gadac njechc.
To jest ten typ, z którym nie chcę rozmawiać.

6. Rzeczowniki r. męskiego dużo częściej mają w dopełniaczu -a tam, gdzie pokrewne wyrazy w języku polskim mają -u, por.:

Król z njim szed do svéwo pałaca a jemù pòkôzôł to dłúdzjé drzévjã.
Król z nim szedł do swego pałacu i pokazał mu to wysokie drzewo.

Por. też np.:
do lasa – do lasu
do woza – do wozu
do woła – do wołu/woła

7. Nie jest to ścisłą regułą, ale zaimki pytające najczęściej mają w j. kaszubskim partykułę –ż(e):

Na, a ceż wojc pòvjôdôł, jakùż v njebje bëło?
No, a co mówił ojciec, jak było w niebie?

Inne zaimki pytające:

CoCeż? Acz?                                                    Co?
ChtoChteż? Co za jacji? Co zócz?       Kto?
Gdze, KãdëGdzeż? Kãdëż?                    Gdzie?
Czemù → Czemùż?                                            Dlaczego?
JakJakùż? Jakże?                                         Jak?
JacjiJacjiż?                                                       Jaki?
Chtëren, ChtoriChtoriż?                        Który?
CjéjCjéjże?                                                      Kiedy?
Vjele, KùliVjeleż? Kùleż?                       Ile?
KõdkaKõdkaż? Kõdzeż?                        Którędy?
Skõdka Skõdkaż?                                        Skąd?

8. Kaszubszczyzna północna rozróżnia formy dopełniaczowe z końcówką -e od celownikowo-miejscownikowych z końcówką -i dla takich rzeczowników jak zemja, jabłónj, kùchnja, szëja itd.:

V njebje tak bëło jak na zemji (Msc).
W niebie było tak jak na ziemi.

Won njiżódné zemje (D) nje vjidzôł.
On nie widział żadnej ziemi.

Por. inne przykładowe zdania:

Na jabłonji (Msc) bëłë vjele jabk.
Ti jabłonji (C) je trzeba dac vjicé vjidu/vjidë.
Bez jabłonje (D) më nje mdzemë mjelë njiżódnëch jabk.

Tatk varzi v kùchnji (Msc) pôłnje.
Ti kùchnji
(C) je trzébno remònjtu/remònjtë.
Z kùchnje
(D) je czëc za fejn wonjõ.

Të môsz na szëji (Msc) snôżi agnest.
Tvòji szëji (C) njick sã nje stało.
Wona mja szalã vkół szëje
(D) zavjitõ.

Teksty pomorskie
można w całości pobrać z biblioteki cyfrowej pod tym linkiem.

 

 

Hebel: Jestem jednym z kaszubskich świrów

Nazywam się Adam Hebel. Jestem jednym z kaszubskich świrów. Tych, co chcą, żeby każdy był zmuszony gapić się na kaszubskie nazwy miejscowości. Tym, który nie zwraca uwagi na to, że komuś może się nie podobać Wejrowò i który z tym kaszubskim troszeczkę już przesadza. Zanim mnie skrytykujesz albo olejesz jako kolejnego świra, przeczytaj proszę co mam Ci do powiedzenia, żeby zrozumieć, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy.

Po pierwsze: zależy nam na obecności kaszubskiego w przestrzeni publicznej, bo to również nasza przestrzeń. Musisz zrozumieć (w sumie nie musisz, ale byłoby miło, gdybyśmy się rozumieli), że kaszubski to dla mnie i innych “świrów” podstawowe narzędzie komunikacji. Nie jest to moje hobby, które uprawiam, jak mnie żona wypuści na weekend, tylko znaczy on dokładnie tyle, ile dla Ciebie język polski. Jak się budzisz, to pierwsza myśl, niezależnie czy to “o k****”, czy “jaki piękny dziś dzień!”, to Twój pierwszy komunikat wysłany do samego siebie w języku polskim. Ja ten komunikat wysyłam w kaszubskim. Robię zakupy po kaszubsku, pracuję po kaszubsku, spędzam czas wolny po kaszubsku. Czy to męczące, całe życie z kaszubskim? – możesz pomyśleć. Więc ja spytam – a Ciebie nie męczy ciągle ten polski? Jak widzisz, to po prostu naturalne narzędzie komunikacji.

Ale co to Ciebie obchodzi i dlaczego mam się z tym narzucać w formie kaszubskich tablic? Teraz proszę Cię o zrozumienie kolejnej rzeczy – my Kaszubi nie mamy swojego państwa, które by się nazywało “Kaszubska Republika” czy tam “Święte Cesarstwo Narodu Kaszubskiego”, co nie znaczy, że swojego państwa w ogóle nie mamy. Naszym państwem jest Rzeczpospolita Polska, która gwarantuje nam prawa do używania własnego języka. I teraz zauważ, że Twój język jest pokazany na tablicach, mój nie, a oba języki mają prawo funkcjonować w przestrzeni publicznej. Czy ja mówię, że nie życzę sobie tablic po polsku na mojej ziemi? Nie, a mógłbym używać argumentów typu “150 lat temu tutaj nie było polskiego, tylko niemiecki”, “są to tereny zamieszkiwane przez Kaszubów”, “jesteśmy ludem, który przybył tu jako pierwszy z wszystkich obecnych tu współcześnie”. Dlaczego tego nie robię? Bo po pierwsze uznaję, że polski jest językiem urzędowym w RP, po drugie szanuję ludzi, których przodkowie (bądź oni sami) przyszli tu później niż moi przodkowie.

W takim toku rozumowania zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego można w ogóle nie życzyć sobie kaszubskiego na tablicach? Zrozum, że ja nie jestem uchodźcą (choć przez karnację można mnie pomylić…), nie mam gdzie sobie stąd iść, ja nie mam jakiejś swojej ojczyzny, w której mój język funkcjonuje, do której mogę sobie pójść, jak mi się nie podoba, że mnie nie chcą tutaj. Ja nie mam dokąd iść, a na własnym terenie muszę udowadniać, czy miasto, które było domem moich przodków jest na tyle moje, że mogę sobie “dostawić” kaszubską tablicę pod polską, pod tablicą w Twoim języku, który jest Tobie tak bliski, jak mi ten, którego tak bardzo sobie nie życzysz. Jak nie ma prawa funkcjonować tutaj, to przepraszam, gdzie ja mam sobie pójść? Dokąd?!

No, ale przecież kiedyś ci Kaszubi tego nie mieli i im nie przeszkadzało – zapewne przechodzi Ci taka myśl przez głowę. Owszem, nie narzekaliśmy – bo nie mieliśmy gdzie! Dawniej za mówienie po kaszubsku można było dostać po głowie i to bardzo dosłownie. Czy do tego też mamy wrócić, bo przecież nikt nie narzekał? Ja nie chcę wprowadzić niczego nowego, chcę po prostu uznania tego, co już jest. Język polski nie jest zagrożony, po prostu obok niego tak jak funkcjonuje naturalnie, tak też na tablicy zafunkcjonuje język tych, którzy tu mieszkają tu prawdopodobnie od VI wieku n. e.

No, ale tu jest Polska i język polski ma być używany! Ten argument jest szczególnie bolesny. Polska dzisiaj to ta sama, która kilkaset lat temu słynęła z wielu języków i narodów żyjących wspólnie pod jednym panowaniem (te fajne czasy, kiedy szlachta miała takie zakręcone szabelki i jak się mówiło, że się jedzie nad polskie morze, to nie było wiadomo, czy się jedzie na północ czy na południe). Co się stało, że dzisiaj drugi język nie może sobie spokojnie stać obok pierwszego? Zrozum, że taki argument każe mi i podobnym do mnie żyć w paradoksie. Z jednej strony dajesz mi do zrozumienia jak bardzo do Polski nie pasuję, z drugiej nie pozwalasz nawet pomyśleć o zakwestionowaniu tejże Polski. Co ja mam w tej sytuacji zrobić? Jak się nie podoba w Polsce to wypad do siebie… ale ja jestem u siebie!

Pomyślałeś/aś, pisząc, że nie życzysz sobie kaszubskich nazw, co ja w tej sytuacji czuję? Jak czuje się ktoś, kto jest u siebie, a kiedy obecność mojego języka w przestrzeni publicznej może wzrosnąć z 0,001% do 0,002%, ktoś mówi, że to za dużo? Wiesz jak spoglądam w oczy mijanych ludzi, którzy być może są także w grupie tych, co sobie nie życzą? Pomyślałeś/aś, że język, z którym te świry tak przesadzają, to język bliski komuś tak jak Tobie ten, w którym właśnie teraz odbywasz procesy myślowe? Co by było, gdyby Tobie ktoś chciał wydrzeć język Twoich przodków w miejscu Twojego urodzenia i miałby obiekcje co do takich drobnostek jak powierzchnia czterech zielonych tablic? To, że nam nikt nic nie odbiera, bo my tego nie mieliśmy, jeszcze pogłębia moją rozpacz. W momencie, kiedy nasz język został niemal w stu procentach wytępiony, często przemocą, powolutku zaczyna się robić normalnie – tak jak nie było za Niemiec ani za II RP, ani za komuny. Zaczyna się robić normalnie i w tym normalnym społeczeństwie spotykamy się na własnej ziemi z taką reakcją. Zastanów się przez chwilę, co ktoś taki jak ja musi teraz czuć…

„Môłi princ”: rozdzél III (przeczytaj i odsłuchaj fragment)

Oddaję Czytelnikom trzeci rozdział tłumaczenia. Poprzednie rozdziały można znaleźć tu:

I rozdzél
II rozdzél

moli princ1wioldzi

Przeczëtéj a pòsłëchéj na wëjímk / Przeczytaj i odsłuchaj fragment Czytaj dalej „Môłi princ”: rozdzél III (przeczytaj i odsłuchaj fragment)

Już w 1603 r. Hieronymus Megiser uznał kaszubski za osobny język słowiański

Na spisany łaciną Thesaurus Polyglottus trafiłem przypadkiem, na seminarium o języku litewskim. Na uniwersytecie w Lejdzie w Holandii o jego historii opowiadał prof. Alexander Lubotsky. Całe szczęście, że Hieronymus Megiser, autor Thesaurusa…, zakwalifikował język litewski do języków słowiańskich (dziś byśmy powiedzieli, że bałto-słowiańskich). Traf chciał, że prof. Lubotsky w swojej prezentacji użył akurat strony z owego dzieła, na której autor wymienił wszystkie języki uważane za należące do tej grupy. Z wielką ciekawością przeleciałem wzrokiem całą listę i moje oczy rozszerzyły się. Oto na liście obok języków polskiego, litewskiego, chorwackiego i “moskiewskiego”, razem z ludami i krainami, które tymi językami mówiły, widniało:

Vandalica, Rugiorum, Caſſubiorum, Pomeranica, Obodritarum, ſeu Meckelburgenſium

Co się z łaciny wykłada: “wandalski, (język) Rugian, Kaszubów, pomorski, Obodrytów albo Meklemburczyków.”

Megiser 1 jpg

Theſaurus Polyglottus, okładka drugiego wydania z 1613 r.

Tak oto lipski lingwista, który w swym dziele opisał wszystkie znane mu naonczas 435 języków, jako pierwszy znany uczony zakwalifikował język Kaszubów, razem z całym pomorsko-meklemburskim dialektalnym continuum kaszubsko-połabskim, jako osobny język zwany wandalskim. Nie jest to miano nieznane kaszubskiej literaturze. Równo 40 lat później Michał Brüggemann zwany Mostnikiem, kapelan książąt pomorskich, wyda po kaszubsku Mały Catechism D. Marciná Lutherá Niemiecko-Wándalſki…

Megiser 2

Grupa języków słowiańskich według H. Megisera, Theſaurus Polyglottus

Co jednak ważne, to wiekopomne dzieło i ten wiekopomny dla Kaszubów fakt zdaje się zupełnie uszły uwadze kaszubskiej nauce, mimo że poprzedzają wnioski innego lipskiego uczonego Karla Gottloba von Antona o 180 (!) lat, jako że ów slawista dopiero w 1783 r. wydał Erste Linien eines Versuches…, gdzie opisywał kulturę i języki Słowian, ujmując osobno język kaszubski.

Karl_Gottlob_Anton_(1751–1818)

Karl Gottlob von Anton (1751-1818)

Należy jednak wziąć pod uwagę, że Hieronymus Megiser urodził się około roku 1554, a zmarł Anno Domini 1619, a więc żył i pisał za czasów Księstwa Pomorskiego i dynastii Gryfitów. Nie mam wątpliwości, że język Rugiorum et Caſſubiorum dotyczy właśnie języków Księstwa (które sięgało wówczas za wyspę Rugię na zachodzie aż po ziemie bytowską i słupską na wschodzie), a nie Kaszub pruskich. Za czasów Megisera język kaszubski wciąż był żywy nie tylko w ziemi słupskiej, ale sięgał po Darłowo, Sławno i Miastko, a prawdopodobnie aż pod Koszalin i Szczecinek. Również i sama nazwa Kaszuby miała wówczas nieco inny zasięg. Księstwo kaszubskie, wschodzące w skład Księstwa Pomorskiego Bogusława XIV, obejmowało Kołobrzeg, Koszalin, Białogard i Szczecinek. Za Megisera wciąż żywy był język Drzewian połabskich, choć dialekty Obodrytów i Rugian, z którymi język kaszubski jest najbliżej spokrewniony, były już wtedy najpewniej wymarłe.

Wielka mapa księstwa pomorskiego

Wielka Mapa Księstwa Pomorskiego Eilhardusa Lubinusa z 1618 r.

Sprawdziłem publikacje o języku kaszubskim. Ani w Geschichte der pomoranischen (kaschubischen) Sprache F. Lorentza z 1925, ani w Spòdlowi wiédzë ò kaszëbiznie J. Trédra z 2014 nie znalazłem wzmianki o Thesaurusie…, choć nie uszedł uwadze Serbom Łużyckim, którzy w Časopisu Maćicy Serbskeje z 1878 r. dogłębnie to dzieło przebadali (za znalezienie tego faktu dziękuję koledze z redakcji, Dôwidowi Mikloszowi).

Najwyższy czas chyba zatem przedstawić i pomorskiemu światu Hieronymusa Megisera.

Hieronymus_Megiser_(1905_reprint)

Hieronymus Megiser (ok. 1554-1619)