Archiwa tagu: Jãzëk

Wurvanô spjéva – najnowsza powieść w języku kaszubskim!

Oniryczne wizje końca świata, szaleńcza miłość, femme fatale, cudowne dziecko – nadzieja nowego początku narodowego odrodzenia Kaszubów!” Etatowy Recenzent Skrë nie kryje zachwytu po lekturze nowej kaszubskojęzycznej powieści. Czytelnicy nie mogą się już jej doczekać i zastanawiają się, który ze współczesnych autorów zaskoczył nas wszystkich tą nową prozą. Roman Drzeżdżon, Grzegorz Schramke czy może Krystyna Lewna? Na pierwszy plan Wurvani spjévë wybija się temat tożsamościowy, ale jednocześnie autor tego utworu zdaje się rozprawiać z jakimś idealnym obrazem kaszubskiej rzeczywistości, któremu towarzyszyła wiara w nadzwyczajną siłę kaszubskiego ludu, jego poczucie jedności, religijność, pracowitość, gospodarność, a także w świętość kaszubskiej ziemi. Powieść nie pomija w zasadzie żadnego z tematów, które przez długie dekady stanowiły tabu w kaszubskiej literaturze.

Tymczasem… Co takiego? Owszem, tak. Chodzi o prozę Jana Rompskiego datowaną na 1943 rok! Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubko-Pomorskiej zleciło odczytanie jej z rękopisu, przepisanie w wersji elektronicznej, opracowanie redakcyjne i przygotowanie do druku w 2018 r. Aż do naszych czasów Wurvanô spjéva pozostaje w rękopisie.1 Jedynie dwa fragmenty tej prozy ukazały się w kaszubskiej prasie. Pierwszy zaraz po II wojnie światowej, w roku 1945 w „Zrzeszë Kaszëbskji”, a drugi już po śmierci autora, co nastąpiło za sprawą Jana Trepczyka, przyjaciela Zrzeszińca, w 1972 r. w „Pomeranii”. O utworze tym niewiele było dotąd wiadomo. Autor datował tę powieść na 1943 rok, a miejscem jej napisania było Sianowo – taka notatka znajduje się na stronie tytułowej utworu. W Historii literatury kaszubskiej F. Neureitera znajduje się informacja, iż sam J. Rompski podawał, że powieść zaczął pisać w 1943 r. Po analizie, wspólnej z pracownikami MPiMKP w Wejherowie, charakteru pisma na 126 kartach rękopisu, odautorskiej numeracji stron, rodzaje atramentu i papieru, na jakim tekst powstawał, bardzo prawdopodobne wydaje się twierdzenie, że w pisaniu powieści miała miejsce jakaś dłuższa przerwa. Prawdopodobnie rozdziały od I do XVIII (z wyjątkiem rozdziału V) pisane były nieprzerwanie, zaś ostatnie trzy, od XIX do XXI, pochodzą z innego okresu, być może już powojennego, jednak nie ma pewności co do tego, jaki konkretnie czas może tu wchodzić w grę. Tezę o dwóch różnych okresach, w których autor tworzył swoje dzieło, może poświadczać także i to, że koniec rozdziału XVIII został skonstruowany tak, iż w miejscu tym mogłaby zakończyć się cała powieść. Z kolei rozdziały następujące później zdają się nieco zmieniać, jakby łagodzić katastroficzną wymowę utworu.

Nieliczne osoby, które czytały 252-stronnicowy rękopis powieści Wurvanô spjéva, bez wykazania szczególnej analizy losów jej bohatera, sygnalizowały, że to kontynuacja Żëcô ë przigód Remùsa A. Majkowskiego lub też widziały w tym utworze epopeję będącą obrazem Kaszubów w przełomowym okresie międzywojnia i podczas II wojny światowej. Podawano, że fabuła powieści rozpoczyna się w dwudziestoleciu międzywojennym i doprowadzona jest do okresu powojennego.2 Po pogłębionej lekturze dzieła, udało się ustalić, że choć na początku utworu pojawia się data 1929 r. – w kontekście budowy Gdyni, sytuacji Kaszubów w tym mieście i światowego kryzysu końca lat dwudziestych XX wieku – to w gruncie rzeczy akcja Wurvani spjévë toczy się w bardzo krótkim przedziale czasu: latem i jesienią 1939 r. Główną postacią powieści jest Vartisłav Mirchov, którego wiek można określić na około 25-26 lat. Rzecz dzieje się głównie w Wejherowie, w którym Mirchov mieszka, pracuje zawodowo i jako artysta ma określoną pozycję w tamtejszym mieszczańsko-inteligenckim towarzystwie. Ważną rolę w powieści odgrywają także Kartuzy, z okolic których pochodzi postać wykreowana przez J. Rompskiego. Wizycie Mirchova w mieście jego młodości towarzyszyć będą wyjątkowe zdarzenia, które nie pozostaną bez wpływu na jego losy. Trzecim najważniejszym miejscem jest Toruń, ówczesna stolica tej części Kaszub i Pomorza, która była w granicach II Rzeczpospolitej od 1920 r. Tam przeniósł się Chmiel, współtowarzysz Mirchova w odrodzeniowej pracy i tam zrzeszają się aktywni Kaszubi.

(Artur Jabłoński oraz manuskrypt Wurvani spjévë)

Dzieło J. Rompskiego może być zinterpretowane jako elementu dialogu pokoleniowego odbywającego się pomiędzy Młodokaszubami, których liderami byli literaci tacy, jak Aleksander Majkowski, Jan Karnowski czy Leon Heyke i Zrzeszińcami, z Janem Trepczykiem, Aleksandrem Labudą i Janem Rompskim na czele. Jan Rompski poprzez swoją twórczość artystyczną i w tej twórczości realizował założenia ideologiczne Zrzeszińców, podobnie jak czynili to pozostali literaci stanowiący tę grupę. Ich kanon ideowy można sprowadzić do następujących pryncypiów: 1. kaszubski to autonomiczny słowiański język; 2. Kaszubi są odrębnym etnicznie narodem, a jednocześnie czują się częścią narodu polskiego w znaczeniu politycznym, państwowym; 3. siłą przewodnią Kaszubów jest rodzima inteligencja. Wszystkie te wątki J. Rompski wplótł w swoją powieść. Odnajdziemy zatem w Wurvani spjévje mit Wielkiego Pomorza, którego Kaszubi, jako niedobitki sławnego na lądzie i morzu narodu Pomorzan3, są strażnikami i które stanowi ich ojczyznę ideologiczną. Oczami Mirchova ujrzymy postać księcia Świętopełka Wielkiego, średniowiecznego władcy Pomorza Gdańskiego, twórcy jego potęgi i obrońcy niezawisłości. Stanie przed nami król Przemysł z wielkopolskiej linii Piastów, który w 1282 r. zawarł układu w Kępnie z Mściwojem, następcą Świętopełka, na mocy którego objął ziemię kaszubską we władanie po śmierci Mściwoja. Przemkną nam przed oczami zastępy wojsk krzyżackich, które wkraczając w listopadową noc 1308 r. do Gdańska, odebrały Kaszubom niezawisłość. W naszą duszę zajrzy Smętk, którego Rompski, podobnie jak Majkowski, utożsamia przede wszystkim z zewnętrznymi zagrożeniami losu Kaszubów oraz jego towarzyszki sovë, które w powieści A. Majkowskiego swymi skrzydłami gaszą iskry mające rozpalać do czynu Kaszubów. Wreszcie stanie przed nami i sam Remùs, rycerz kaszubski bez vjarë, chtërna zgrużdżoni, wumarłô koło jego nóg sedzi (s. 191).

Na kolejnych kartach powieści J. Rompski będzie rozwijał opisane powyżej motywy łącząc je z myślą o języku, narodzie i roli kaszubskiej inteligencji. Będzie się starał ponadto umiejscowić Kaszuby w międzynarodowej polityce, rozważając kroki wykonywane przez nazistowskie Niemcy czy geopolityczne położenie Polski, której przecież zagraża także Rosja od wschodu. Zainteresuje się Gdańskiem, w którym rozkwitł niemiecki narodowy socjalizm. Pomyśli o miejscu Kaszub w świecie po nieuchronnej wojnie, do której zmierza ludzkość. Rozbuduje oniryczne wizje lepszego świata, a także wprowadzi nowe, katastroficzne scenariusze wynikające z przeświadczenia Mirchova o nieuniknionej zagładzie obecnej formy cywilizacji. Nie uniknie katastrofy również wszystko to, co składa się na pojęcie kultury Kaszubów, a wizję unicestwienia własnej, kaszubskiej przestrzeni, Mirchov namaluje na płótnie, które zatytułuje Potępienie.

Obraz powstawał w dusznej atmosferze, którą tworzyło nie tyle gorące letnie powietrze, co niepokój ludzi o własny los. Nie ma nawet pewności, czy uchroni ich żarliwa wiara i oddawanie czci Bogu w wypełnionym po brzegi kościele podczas mszy świętej, na której wierni śpiewają błagalne suplikacje. Przeprowadzana jest mobilizacja cywili. Już słychać dalekie odgłosy bombardowań, niepokojące są doniesienia w radiu i prasie, czy polityczne przemówienia sączące się z głośników na ulicach Wejherowa. Połowę płótna wypełnia do kresu wzburzone morze, którego bałwany sięgają nieba. Od strony zachodzącego słońca, którego nie widać, idzie długa, kręta i jak krew czerwona błyskawica. Z chmury wyłania się postać kształtem podobna do młodego smoka, z którego rozdziawionego pyska wydobywa się wielki płomień. Resztę nieba przysłania sobą Morlawa, zła bogini chorób i śmierci, namalowana z skrzydłami nietoperza, co ma podkreślić upiorny charakter jej posłannictwa. Spod skrzydeł Morlawy wylatuje stado kruków lecące w stronę pól mieniących się złotymi kłosami żyta. Kosy żeńców, którzy tam pracują, ustawione na sztorc, mienią się czerwonym blaskiem błyskawicy, a oni sami znieruchomieli i patrzą na pysk potwora. Ogień potępienia ze smoczych trzewi spływa na zielone łąki, gdzie stoi zamek, a w nim wojsko spod znaku słońca. Jest też kobieta i dziecko. Ona nie przeżyje strawiona smoczym ogniem, zaś dziecko uratuje ogromny ptak z ogonem lwa odlatując z nim na pustynię. Pod skrzydłami Morlawy ginie zamek i żeńcy na swych szańcach.

Zanim jednak Mirchov z Wurvani Spjévë popadnie w katastrofizm, wywołany z jednej strony przeświadczeniem o nieuchronności wojny, a z drugiej osobistymi udrękami niespełnionych miłości, realizował się będzie jako urzędnik w środowisku miejskim Wejherowa oraz malarz i literat wśród przyjaciół, z którymi spotyka się w Toruniu. On sam i jego towarzysze odnoszą sukcesy w pracy, która służyć ma temu, bë ti zemi dac nazôd ji człovjeka. Widzą, że kvjatuje krutka kaszëbskjégo żëcô. Jednocześnie jednak muszą mieć wolę mocną jak stolem i twardą jak klif, jeśli chcą zdrov zorno zapravic na role. Niełatwo jest być prorokiem i wśród swoich, szczególnie jeśli ci nie chcą zmian lub ich nie rozumieją. Najczęstsze reakcje tzw. prostego ludu, wyraża w powieści J. Rompskiego gospodyni i ciotka głównego bohatera – Barzónka, dopuszczona przez autora do głosu jako jedyna w zasadzie przedstawicielka warstwy nieinteligenckiej. Mówi do Mirchova: Co wa sobie ùdba jesta, mòże was wieczną biédã kòsztowac – czë temù Kaszëbie nie je równo, chto mù bótë robi, bële miôł w czim chòdzëc? Część rodzimej inteligencji ma podobne zdanie. Sam Mirchov dzieli więc Kaszubów na tych aktywnych i biernych. Wśród tych pierwszych wyróżnia z kolei takich, co przeszli regionalną szkołę i uznają kaszubszczyznę za gwarę, a lud za wykoślawionych Polaków. Jest ich więcej niż takich, jak on sam, którzy patrzą na kaszubsczyznę, jak dzecko na wukochoną matkę, mówią o języku kaszubskim i kaszubskim narodzie. Inni najczęściej widzą herezję w takim pojmowaniu, łączą koncepcje narodu z państwem, do którego taki naród dąży, gdy tymczasem dla Mirchova to dwa różne pojęcia, nie wynikające jedno z drugiego. Najbardziej boli go, gdy szovjinjiscë polskji publicznie drwią z pojęcia języka kaszubskiego i narodu. Te rozmyślania Mirchova to oczywiste echo potyczek, jakie w rzeczywistości toczyli redaktorzy „Zrzeszë Kaszëbskji” z przedstawicielami inteligencji polskiej, odmawiającymi Kaszubom prawa do odrębności językowo-etnicznej.

Nowa sytuacja polityczno-militarna, o której nieraz dywagował Mirchov, pokrzyżowała plany jego i jego przyjaciół. Zjazd inteligencji kaszubskiej nie odbędzie się. Wobec nieludzkiego hitleryzmu, niewiary w możliwości państw Europy Zachodniej, niewiadomej, jaką będzie reakcja Rosji Radzieckiej, sprawa kaszubska będzie musiała pozostać powiązana z sytuacją Polski. Mirchov najlepiej wie, że przez 19 lat rządów nad Pomorzem, Polska nie raz pokazała, że nie kocha Kaszubów, którzy oddali jej przecież morze, tak pilnie strzeżone przez wieki trwania na południowym brzegu Bałtyku. Wie, jak traktowano Kaszubów w budującej się i rozwijającej na nadmorskim brzegu Gdyni, gdzie na przykład robotników pochodzącą z Kaszub, w sytuacjach kryzysowych, zgodnie z obowiązującym prawem, zwalniano w pierwszej kolejności. Jednak w Wurvani Spjévje powie: momë v wudzale przeżivac ji [Polski, A.J.] tragedie i też vjalgosc. Nadzieja na sukces projektu narodowego upodmiotowienia wszystkich Kaszubów pod przywództwem warstwy inteligenckiej polegnie we wrześniu 1939 roku w wojskowych okopach na Kępie Oksywskiej. Jak chciał autor powieści, to tam zamilkną nagle dźwięki odwiecznej pieśni nuconej przez pokolenia Kaszubów. W obliczu wrześniowej klęski, urwą się pienia Zrzeszińców.

Jest jeszcze jeden motyw w powieści Jana Rompskiego, którego nie można pominąć, by zrozumieć Wurvaną spjévę. Mirchov nie umie sobie poradzić z ułożeniem relacji pomiędzy misją, której się oddaje, a miłością do kobiety, którą pozostawił, by realizować swoje posłannictwo. W marzeniach, snach i wizjach Stazja/Irka/Ir jest z nim jednak każdego dnia. Cierpienie, które nim targa, bliskie jest niemal obłędowi. Dowiaduje się, że jego ukochana przyjedzie z Kartuz do Wejherowa na Święto Pieśni, chce ją ujrzeć, spotkać się z nią. Dostrzega Ir w grupie przyjaciół, idzie za nią krok, w krok. Wreszcie stają twarzą w twarz, ale Mirchov bez słów ucieka i szuka schronienia w lesie. Ból duszy, wynikający z samotności i braku możliwości zjednoczenia się z ukochaną, odbiera Mirchovovi chęć do życia. Nagle widzi Ir obok i otwiera przed nią ramiona:

I padła zemglonô w jego objęca. Czôrni jedvôb krotkji seknji, jakbe mgłą beł kol ji cała, rozpôlonego, dreżącego, przëlgnjętego do jego. Wotemkła wocze, chtërnich rzęse zvilżełe sę jakbe rosą zapôdającego słuńca. Całovôł tę rosę, całovôł gorąc ji lep, vjił sę jak wotrok szukając cepła ji pierse. Nje bronja sę… Zamglonima woczama, ach to njebo wotemkłi, zdrza v njego, gnąc sę svjim całim całem trzima go w klinje, dvima rękama gładza i wobjima nagosc jego cała… A łóno ji degocąci, zvarti z njim, spravjiło słodkosc womglivającą… njeskonczonosc dołożnosce… prężełe sã jich cała, jak łękji, z chternech za chvilę mô westrzélec novi żecé. Pjeszczeł ję, won co le tesknjił do nji… Całovôł ji stopë, ji cało, szaloni v svjim wognju mjilosce, v przepłivje redosce, dzar jedvôb ji seknje… „Ir, Ir” szeptôł ji do wucha. „Ir…” szeptało całovanje jego. „Ir” szeptôł woddech jego.

Stworzony przez J. Rompskiego scena, jest pierwszym w prozie kaszubskiej takim opisem połączenia się kobiety i mężczyzny w akcie płciowym. Przywołuje na myśl modernizm i twórców tej epoki, którzy często wykorzystywali motyw kobiety pięknej, kuszącej ledwie osłoniętym ciałem, muzy pisarzy i artystów, będącej jednocześnie źródłem udręki. Przed tą szaloną miłością, która przysłania Mirchovovi postawione przed nim cele i świat cały, przestrzega go Chmiel. Gdy zakochany Mirchov wątpi w sens ich wspólnej pracy odrodzeniowej, Chmiel mówi: Ta tvoja Ir vzała z moce jak stolem prom tvoji sviąde tak, że sa nim stała vnet. Prażisz abo vici miełote jak ce może dac. I temu jes na drodze pusti, zvątpienio i nievortnote… Prosi przyjaciela, by otrząsnął się z chorego uczucia, które jest tylko pożądaniem wycieńczającym Mirchova psychicznie. Prawdziwa miłość, zdaniem Chmiela, jest jak rzéka, plevie róvnomëslno, chto vortni, łakota i ulżenié pije. Mirchov dojrzeje do myśli Chmiela, gdy przeżyje wstrząs, jakim będzie wiadomość o ślubie i sam ślub Ir z Vitosłavem Danjelevskjim. Zrozumie wtedy, że tamto spotkanie z Ir, było jej pożegnaniem.

Prawdziwą miłość, tę o której równowadze słyszał od Chmiela, Mirchov odnajdzie na Wyspie Łabędziej, która okala Jezioro Klasztorne w Kartuzach. W dość nieoczekiwanych okolicznościach, zaraz po tym, jak otrząsnął się z szaleńczego uczucia do Ir, podczas letniej burzy, z odmętów wzburzonej wody uratuje Mirosłavę. Zaopiekuje się nią, a ona otoczy opieką jego. Nie przez przypadek autor powieści obdarzy tę postać nazwiskiem Łada. Wszak tak nazywa się słowiańska bogini miłości, piękna, sztuki i umiejętności. Ładzi i łączy we wzajemnej miłości, a także potrafi zrozumieć i współdzielić misję Mirchova. Tych dwoje miało być na zawsze razem. Los nie był jednak dla nich łaskawy. Rozdzielił ich niedługo po tym, jak Mirosłava, Mirchov i Chmjel opuścili nocą Wejherowo, tuż przed wkroczeniem tam Niemców. Mirchov, który pod koniec października 1939 r. powraca z niemieckiej niewoli, do której trafił jako obrońca Kępy Oksywskiej, nie ma o Mirosławie żadnej wiadomości. Z myślą o niej, wycieńczony wojną, umiera w lesie opodal swej wejherowskiej samotni zburzonej podczas wrześniowych bombardowań.

Przy takim zakończeniu powieści, gdy najpierw, w obliczu wrześniowego triumfu niemieckiego najeźdźcy, umiera inteligencka idea kulturowego odrodzenia narodu kaszubskiego, a chwilę potem życie traci jeden z jej głównych nosicieli, tytuł powieści Wurvanô spjéva wydaje się podkreślać katastroficzny wydźwięk dzieła Jana Rompskiego. Tytułową pieśń rozumieć można oczywiście bardzo różnie. Czytając utwór skojarzy się nam z językiem kaszubskim, z poezją i śpiewem ludu, z przekazem o historycznych dziejach Kaszubów, mityczną opowieścią o nich, jako o spadkobiercach słowiańskich plemion Pomorza, czy wreszcie z ideą nowego człowieka i społeczeństwa, o której często rozmyślał Mirchov. Można ją także widzieć w związku z miłosnymi nutami grającymi w duszy bohatera powieści, które długo nie mogą złożyć się w odpowiednie akordy i wybrzmieć uczuciem niezmąconym żadnym fałszem, a gdy jego wewnętrzny śpiew wreszcie stanie się czysty, przychodzi śmierć będąca końcem wszystkiego. Słowo urwać (urwana) daje jednak jakąś nadzieję, że pieśń znajdzie swoich kontynuatorów. Wszak jego znaczenia nie niosą za sobą czynnika wpływającego w sposób ostateczny na coś, co podlega tej czynności: oddzielić coś od czegoś, oderwać, zmniejszyć o jakąś część, przestać mówić… Tak, jakby to było jednak odwracalne. Nie wiemy co stało się z Ładą. Co z dzieckiem uratowanym przez gryfa na malowidle Mirchova? Przecież w chwili pierwszego bombardowania, w tamten wrześniowy poranek, Mirosłava słyszy od Mirchova, że jest niczym Reknjica, graniczna rzeka wielkiego niegdyś narodu, która zaniesie jego ból na ołtarz nowej Arkony, by tam jej łono zapłodnione zostało i powstał mstevoj z popjołov Svantevita.

Wurvanô Spjéva to powieść autobiograficzna, przy czym ważne jest tu przeniesienie punktu ciężkości z „bios na autos” z życia na tożsamość, jak podpowiada James Olney, autor zbioru esejów o autobiografii.4 Nasuwa się pytanie, dlaczego Jan Rompski, mając zaledwie 30 lat, poczuł chęć opowiedzenia o sobie, swoim otoczeniu, o idei którą żył i dla której działał? Pisarz miał powody sądzić, że tworzy ostatnią rzecz, która wyjdzie spod jego pióra. Rok 1943, w którym powieść powstała, a przynajmniej jej zasadnicza część, to specyficzny okres w życiu J. Rompksiego, gdyż czynnie zaangażowany był wówczas w antyhitlerowski ruch oporu, sprawując funkcję zastępcy komendanta okręgu wejherowskiego Tajnej Organizacji Wojskowej Gryf Pomorski, jednocześnie będąc też zaangażowany w strukturach Armii Krajowej. Należy również pamiętać, że w lutym 1943 był aresztowany przez gestapo i z braku dowodów na działalność przeciwko III Rzeszy wypuszczony na wolność, którą cieszył się przez rok, do lutego 1944 r. Wówczas, po ponownym aresztowaniu przez policję polityczną, trafił do obozu koncentracyjnego Stutthof. Wszystko wskazuje więc na to, że J. Rompski na napisanie zasadniczej części jedynej powieści w życiu miał zaledwie kilka miesięcy i to w czasie, gdy był pod ogromną presją hitlerowskiego aparatu bezpieczeństwa. Nie mogło to oczywiście pozostać bez wpływu na tragiczną wymowę utworu i zawarte w nim wątki katastroficzne.

Jak każdy pisarz, tak i Jan Rompski miał nadzieję, że jego powieść będzie kiedyś czytana przez tych, do których chciał dotrzeć. W tym przypadku bardziej nawet do ogółu Kaszubów, niż do warstwy inteligenckiej. Może dlatego, język jakim powieść została napisana jest zrozumiałym dla przeciętnej osoby posługującej się kaszubskim. Jedynie w kilku miejscach, gdy rozmawiają ze sobą inicjatorzy Zjazdu inteligencji kaszubskiej, ten język staje się trudniejszy, bardziej zbliżony do języka „Zrzeszë Kaszëbsczi”. Jej redaktorzy nie kryli, że zależy im na stworzeniu języka literackiego, w którym odrzucali polonizmy i germanizmy, chętnie sięgając do słów zapomnianych, nadając im nowe znaczenia, tworząc neologizmy lub czerpiąc słownictwo z innych języków słowiańskich. J. Rompski należał w gronie tym do tych, którzy uważali, że przede wszystkim język jidze z chëczë. Innym zabiegiem, który w zamyśle twórcy – poza oczywistym nawiązaniem do literatury kaszubskiej – mógł posłużyć do zbliżenia z czytelnikiem, jest przemieszanie treści mitycznych, baśniowych i ludowych wierzeń. Szczególnie widoczne jest uwypuklenie roli przyrody, także w życiu głównego bohatera, gdy ten przeżywa wewnętrzne boje związane z własną psychoewolucją. Wreszcie świat swojej powieści pisarz uczynił światem binarnym, ujmując go w kategoriach zła i dobra, śmierci i życia, czym wpisuje się w ludową wizję świata i człowieka. Nasuwa się pytanie, jak wyglądałaby kaszubska epika w XX i XXI wiekach, gdyby wydano w latach 40. lub 50. dwudziestego stulecia opisywaną powieść Jana Rompskiego? Nie wykluczone, że przyśpieszyło by to rozwój rodzimej prozy, która przez cały XX wiek pozostawała w cieniu poezji i dramatu.

1 J. Rompski, Wurvanô Spjeva, rkps, masz., k. 126, sygnatura 3, Katalog rękopisów Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie; Zob. też: Katalog rękopisów Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, tom I, Spuścizna Jana Rompskiego, Wejherowo 2005, s. 24

2 Zob. A. Skwarło, Życie i twórczość Jana Rompskiego…, s. 129; D. Kalinowski, Polityczne gry (wobec) Jana Rompskiego, tekst wygłoszony w grudniu 2015 r. na konferencji Literatura kaszubska a polityka. Wstępne rozpoznania, w MPiMKP w Wejherowie, nagranie w moim posiadaniu.

3 Zob. A. Majkowski, Historia Kaszubów, s. 12

4 Cytuję za: J. V. Gunn, Sytuacja autobiograficzna, [w.:] Autobiografia, red. Małgorzata Czermińska, Gdańsk 2009, s. 145.

Lekcja 1: Kaszubski dla zaawansowanych

A teraz wyjmujemy pampersa, Żuczki! Tak mawiała moja świetna matematyczka, kiedy przechodziliśmy do trudniejszych zagadnień. To nie jest kurs dla szkoły podstawowej. Bez flaszki może tego nie rozpracujemy. Żeby dobrze mówić w jakimkolwiek języku, nie wystarczy mieć bogate słownictwo. Trzeba jeszcze dobrze znać idiomy, składnię, rejestr poszczególnych słów itd. Bez tego to będzie jak tłumaczenie „z góry dziękuję” na sławne „thank you from the mountain” zamiast „thank you in advance”. Przykro mi, w różnych językach różne rzeczy wyraża się w inny sposób, kaszubski nie jest pod tym względem inny. Żeby się dobrze wgryźć w kaszubszczyznę, warto czytać teksty. Najlepiej te autentyczne, dokumentowane przez badaczy języka, którzy chodzili od miasta do miasta i od wsi do wsi i słuchali opowiadań zwykłych ludzi, wychowanych w tym języku i kulturze. Wartościowymi zbiorami takich tekstów są Teksty pomorskie F. Lorentza, Die Sprache der Bëlôcë G. Bronischa, Gwara luzińska K. Nitscha i oczywiście Słownik gwar kaszubskich… B. Sychty. Powtarzałem wiele razy, że to powinna być Biblia i lektura obowiązkowa dla tych, którzy na poważnie chcą tworzyć po kaszubsku, ale z drugiej strony mam świadomość, że naukowy charakter publikacji, stosowane zapisy fonetyczne i słaba dostępność tych tytułów zniechęcają do czytania tych znakomitych kopalni wiedzy. Dlatego część wartościowych tekstów będę publikował tutaj, w transkrypcji na unowocześnioną ortografię stosowaną przez pisarzy skupionych wokół czasopism Bënë i buten oraz Zrzesz Kaszëbskô. Teksty będą opatrzone słowniczkiem i krótką analizą najciekawszych zagadnień i językowych smaczków.

Lekcja 1: Teksty pomorskie, tekst 294., Rumia

294. Rëmjô

To béł rôz jeden król, a ten nje chcôł svòjã córkã njikòmù jinszémù dac jak tacjémù, co do njewo przëszed a tak złgôł, a won jemù rzek: të łżesz! Te przëjachalë vjele panóv, tacji i tacji. Tak mjôł jeden wojc trzech sënóv. Tak ti dvaji, ti bëlë trzimóni za mõdri, a ten trzeci za głúpi. Tedë jachôł ten pjerszi do tewo króla, a te ten król jemù pòkôzôł takõ dlúgõ stodołã, ta mjała szestnôsce klepjiszcz. Cjedë ta svjinja zaknar’zevała na jednim kóncú a przëszła na drëdzji kónc, te wona dostała jú prosce. A ten sin pòvjôdôł:

– Mój wojc mô jesz dłëgszõ.
A te ten król szed z njim do pałacë svéwo. Tã stoja tacjé dłúdzjé drzévjã, co ten szpëc wod tewo do vjidzenjô nje béł. Tedë ten król móvjił:
– Môsz të tacjé dłúdzjé drzévjã jú vjidzoné?
A ten sin pòvjôdôł:
– Ó królë, wu méwo wojca tacjé dłúdzjé drzévjã je, że të gałãze jesz njebò sigajõ.
A ten król pòvjôdôł:
– To móże bëc.
A te ten król vzõn tewo sëna na pòle svòje a jemù pòkôzôł tacjé vjeldzjé vrëcji, że sztërzeji chłopji mùszëlë jednéwo vrëka dvjigac na wóz do wożenjô. A te ten król jemù rzek:
– Vjidzôł të jú tacjé vrëcji?
A won jemù rzek:
– Mój królë, mój wojc mô tacjé vrëcji, cje bë królóv szëmel sã v tewo vrëka vgriz a pòtemù zôs z njewo vëlôz, te won bë béł tacji éléfant.

Tak ten król mù pòvjôdôł:
– To móże bëc. Tak, sënje, terôzcji të trzë fraji sõ do kònca, môsz jic do dóm.
Tak tedë szed ten drëdzji, wu tewo to bëło to samò.
Tak te ten trzeci, ten głúpi, pòvjôdô:
– Wojcze, jô púdã.
Tak te ten wojc jewo nje chcôł njijak do króla pùscëc, bò jewo trzimôł za głúpéwo. Ale won so nje dôł strzëmac a wod wojca szed. Przëszed do króla a të pitanjô bëłë të jistné. Te król z njim szed do svéwo pałaca a jemù pòkôzôł to dłúdzjé drzévjã. Tak te won mù rzek:
– Sinkù, vjidzôł të jú tacjé drzévjã?
A won pòvjôdôł:
– Ó, nôjasnjészi królë, mój wojc, ten mô tacjé dłúdzjé drzévjã, że të szpëce wod tewo derekt v njebò jidõ. Mój wojc jeż béł v njebje.
A ten król mù pòvjôdôł:
– Na, a ceż wojc pòvjôdôł, jakùż v njebje bëło?
– V njebje tak bëło jak na zemji. Najsvjãtszô panna, ta vësévała do krëp, a svjãti Józef, ten të plevë zbjérôł a wodnosił. A te pòkõd won v njebje béł, te jeden wucõn to drzévjã. Terôzcji jak won mjôł z dół na zemjã przinc? Tak te won so wukrõcił wod tëch plév tacji pòvróz a sã spùscił. A te ten pòvróz blós tak dalek sig, że won njiżódné zemje nje vjidzôł. Tak te won nje vjedzôł, co won mjôł zrobjic. Ale wuchvôcił jednã pchłã a wod té pchłë wudzar dvanôsce rzemjenji a zvjõzôł vszëstcjé do grëpë a te sã dalé spùscił. Te przëszed tak dalek, że móg zemjã vjidzec. Terôz njiżódné radë dalé nje vjedzôł. Tak te sã spùscił a vpôd v tacjé błoto a vpôd tak głãbòk jaż pò szëjã. Terô nji móg ale rút przinc. Ta głova bëła rúten. Przëszla dzëvô kaczka a na jewo głovje zbùdovała so gnjôzdo a znjosła jaje. Te przëszed vjilk a to jaje vëpjił a pòdnjós nogã a jewo zeszczôł. Tak te won svòjã rãkã vëdostôł rúter a vjilka za wogón wuchvôcił. A te zavrzeszczôł: Hú! Vjilk! Tak vjilk sã wurzas a jewo zarô vëvlék z tewo błotka. Ale won téż temù vjilkòvi zarô tã skórã z tewo wogòna scignõn. Ale królë, to jô cë mògã rzec, to bëła roztrõba! Czësto jinakszô jak królóv wojc mjôł, cje won wu méwo wojca svjinje pas!
Tak te jemù król pòvjôdôł:
– Sënje, të łżesz!
Tak ten głúpi mjôł dobëté przéz to, że ten król rzek “të łżesz!” a dostôł królovã córkã.

Słowniczek:

cje (obocznie do cjéj) kiedy, jeśli
derekt bezpośrednio (por. ang. directly)
fraji pytania (l.poj. fraga, ale g > j przed i,e zgodnie z lokalną niemiecką i dolnosaską wymową)
hú! buu!
jeż (obocznie do jaż) aż
knar’zevac o świniach: objawiać pociąg płciowy
królova córka królewna
najsvjãtszô właściwie po kaszubsku nôsvjãtszô, tu: polonizm wzięty z języka kościelnego
szëmel siwek, koń maści siwej
roztrõba zabawa, rozrywka
rúten, rúter, rút na zewnątrz (głównie przy oznaczeniu ruchu z wewnątrz na zewnątrz, w przeciwieństwie do búten, które opisuje zwykle sytuacje statyczne, aczkolwiek nie ma między tymi formami ścisłej granicy)
rút przinc wydostać się
(obocznie do tam, tamò) tam
te (obocznie do téj) wtedy, więc

Uwagi do tekstu:

1. Warto zwrócić uwagę na częsty podwójny podmiot w zdaniu, który jest wyrażony zaimkiem ten/ta/to:

To béł rôz jeden król, a ten nje chcôł svòjã córkã njikòmù jinszémù dac (…)

Najsvjãtszô panna, ta vësévała do krëp, a svjãti Józef, ten të plevë zbjérôł a wodnosił.

W języku polskim, jeśli już pojawiłaby się taka konstrukcja, użytoby zaimka on/ona/ono.

2. W języku kaszubskim dużo częściej można stosować biernik, również w zdaniach z negacją, por.:

Ten chcôł svòjã córkã (B) kòmù jinszémù dac. → Ten nje chcôł svòjã córkã (B) njikòmù jinszémù dac.
On chciał dać swoją córkę (B) komuś innemu. → On nie chciał dać swojej córki (D) nikomu innemu.

To (B) jô vjém.To (B) jô nje vjém.
Wiem to (B). → Nie wiem tego (D).

 

3. W j. kaszubskim zestawienie podmiotu ze słowem vjele nie wymaga użycia orzeczenia w rodzaju nijakim. Porównaj:

Te przëjachalë vjele panóv.
Wtedy przyjechało wiele szlachciców.

V tëch chëczach bëłë vjele wocjen.
W tym domu było dużo okien.

4. Zapamiętaj: trzëmac kòwo/kògò zauważać kogoś za (łączy się z mianownikiem lub dopełniaczem), bëc do kònjca/kúnjcaskończyć się oraz nje vjedzec (so) njiżódné radë nie wiedzieć co zrobić, być w kropce.

Ti bëlë trzimóni za mõdri, a ten trzeci za głúpi.
Oni byli uważani za mądrych, a trzeci za głupiego.

Ten wojc jewo nje chcôł njijak do króla pùscëc, bò jewo trzimôł za głúpéwo.
Ojciec nie chciał go żadnym sposobem puścić do króla, bo uważał go za głupiego.

Të trzë fraji sõ do kònca.
Te trzy pytania się skończyły/wyczerpały.

Ten tidzenj jú zarô mdze do kònjca.
Ten tydzień już zaraz się skończy.

Ta wojna je na wostatk do kònjca.
Ta wojna nareszcie się skończyła.

Terôz njiżódné radë dalé nje vjedzôł.
Teraz nie wiedział co zrobić.

Nje vjém so njiżódné radë.
Jestem w kropce.

5. W języku kaszubskim bardzo rzadko stosuje się chtëren jako zaimek względny odpowiadający polskiemu który. Najczęściej człon podrzędny wprowadza się przez użycie co lub konstrukcji co + odmieniony zaimek ten/ta/to.

Tã stoja tacjé dłúdzjé drzévjã, co ten szpëc wod tewo do vjidzenjô nje béł.
Tam stało takie wysokie drzewo, wierzchołka którego nie było widać.

Më jesmë bëlë ti, co slédni przëszlë.
Byliśmy tymi, którzy przyszli ostatni.

To je ten kùnjda, co z tim jô gadac njechc.
To jest ten typ, z którym nie chcę rozmawiać.

6. Rzeczowniki r. męskiego dużo częściej mają w dopełniaczu -a tam, gdzie pokrewne wyrazy w języku polskim mają -u, por.:

Król z njim szed do svéwo pałaca a jemù pòkôzôł to dłúdzjé drzévjã.
Król z nim szedł do swego pałacu i pokazał mu to wysokie drzewo.

Por. też np.:
do lasa – do lasu
do woza – do wozu
do woła – do wołu/woła

7. Nie jest to ścisłą regułą, ale zaimki pytające najczęściej mają w j. kaszubskim partykułę –ż(e):

Na, a ceż wojc pòvjôdôł, jakùż v njebje bëło?
No, a co mówił ojciec, jak było w niebie?

Inne zaimki pytające:

CoCeż? Acz?                                                    Co?
ChtoChteż? Co za jacji? Co zócz?       Kto?
Gdze, KãdëGdzeż? Kãdëż?                    Gdzie?
Czemù → Czemùż?                                            Dlaczego?
JakJakùż? Jakże?                                         Jak?
JacjiJacjiż?                                                       Jaki?
Chtëren, ChtoriChtoriż?                        Który?
CjéjCjéjże?                                                      Kiedy?
Vjele, KùliVjeleż? Kùleż?                       Ile?
KõdkaKõdkaż? Kõdzeż?                        Którędy?
Skõdka Skõdkaż?                                        Skąd?

8. Kaszubszczyzna północna rozróżnia formy dopełniaczowe z końcówką -e od celownikowo-miejscownikowych z końcówką -i dla takich rzeczowników jak zemja, jabłónj, kùchnja, szëja itd.:

V njebje tak bëło jak na zemji (Msc).
W niebie było tak jak na ziemi.

Won njiżódné zemje (D) nje vjidzôł.
On nie widział żadnej ziemi.

Por. inne przykładowe zdania:

Na jabłonji (Msc) bëłë vjele jabk.
Ti jabłonji (C) je trzeba dac vjicé vjidu/vjidë.
Bez jabłonje (D) më nje mdzemë mjelë njiżódnëch jabk.

Tatk varzi v kùchnji (Msc) pôłnje.
Ti kùchnji
(C) je trzébno remònjtu/remònjtë.
Z kùchnje
(D) je czëc za fejn wonjõ.

Të môsz na szëji (Msc) snôżi agnest.
Tvòji szëji (C) njick sã nje stało.
Wona mja szalã vkół szëje
(D) zavjitõ.

Teksty pomorskie
można w całości pobrać z biblioteki cyfrowej pod tym linkiem.

 

 

Rada Języka Kaszubskiego dystansuje się od gramatyki napisanej przez swoją członkinię

Dwa dni po ukazaniu się naszej krytycznej recenzji nowej „Gramaticzi kaszëbsczégò jãzëka Rada Języka Kaszubskiego zdystansowała się od publikacji autorstwa jednej ze swoich członkiń i opublikowała następujące stanowisko:

Stanowisko RJK2

Nie ma w nim wzmianki odnośnie tego, czy to akurat owa recenzja miała na to jakikolwiek wpływ, jednak, mimo szczerej sympatii do szanownej Autorki, cieszymy się z zajęcia powyższego stanowiska. Nie informuje ono jednak, czy zostaną podjęte jakiekolwiek dalsze kroki. Hana Makùrôt podjęła trud napisania pozycji ważnej, ponieważ niewątpliwie Kaszubom jest potrzebna powszechnie dostępna i przejrzysta gramatyka języka kaszubskiego i wielka szkoda, że, w formie zaproponowanej przez autorkę, książka nie nadaje się do użytku szkolnego. Być może jednak Autorka oraz Rada Języka Kaszubskiego mogłyby wspólnie stworzyć oficjalną koncepcję takiej pozycji i opracować wydanie drugie, poprawione?

“Môłí princ”: Mały książę przemówi po kaszubsku (odsłuchaj i przeczytaj fragment)

O tłumaczeniu

Le petit prince Antoina de Saint-Exupéry’ego porwał serca czytelników, małych i dużych, na całym świecie. To także jedna z najchętniej tłumaczonych książek na języki obce. Mimo że wydana w 1943 roku, do dziś nie doczekała się przekładu na język kaszubski. Dajmy zatem Môłémù princë  wreszcie nas oczarować w języku ojczystym.

Przekład, nad którym pracuję, dokonywany jest bezpośrednio z języka oryginału. Przygotowując się do niego, przeczytałem Môłéwo princa po francusku i po czesku – dla porównania przekładu na inny język słowiański. Przy pracy korzystam też z tłumaczeń na angielski i holenderski, aby podejrzeć jakie strategie i rozwiązania w niektórych fragmentach stosowali inni tłumacze. Polskiego tłumaczenia nie używam wcale, możliwość robienia bezwiednych kalk językowych mogłaby jedynie zaszkodzić tłumaczeniu.

moli princ1wioldzi

To mój największy dotychczas przekład, wcześniej na kaszubski tłumaczyłem tylko fragmenty książek, artykuły oraz wywiady – z duńskiego, czeskiego, angielskiego i dolnołużyckiego (dostępne tu). Już na chwilę obecną większość Môłéwo princa jest przetłumaczona. Będę się starał systematycznie udostępniać nowe fragmenty i opublikować jeszcze przed wydaniem całości kilka pierwszych rozdziałów.

W zapisie uważam za konieczność powrócić do niektórych rozwiązań stosowanych przez pisarzy skupionych wokół pism Bënë i buten, Przyjaciel Ludu Kaszubskiego, a w dużym stopniu także Zrzesz Kaszëbskô oraz przez m.in. Aleksandra Majkòwscjéwò w oryginalnym wydaniu Żëcô i przigód Remusa. Z tą różnicą, że samogłoski nosowe zapisuję konsekwentnie jako ã, õ, a dawniejsze kj, gj jako cj, dzj. Ponadto, dla dialektu północnego, który jest mi najbliższy i w którym mój przekład jest napisany, notuję nielabializowane i przednie ú jak w słowach búten, kúr, tú czy gbúr. W kwestii fleksji opieram się przede wszystkim na normie zaproponowanej przez dra F. Lorentza w Kaschubische Grammatik.

Przeczytaj i odsłuchaj fragment

I

Cjéj jô béł szesc lat stôri, jednim razã jô vjidzôł jeden bëlni wobrôzk, ten béł v ti knidze wo bòrovjiznje, co sã nazéva «Prôvdzëvé Pòvjesce». Nó njim bëła znjija bóa, jakô żarła svòjã wofjarã. Hewo tú je kòpjô wod newo céchùnkù.

V ni knidze stojało: «Znjije bóa pòłikajõ své wofjarë v całosci, bez dzegvjenjô. Pòtemù nji mògõ sã rëchac a spjõ szesc ksãżëci ë travjõ.»

Barzo jem mëslił wo przëgòdach v dżungli a na wostatk jô céchòvôł svój pjerszi céchùnk. Ten béł tacji:

sombrero

Jô pòkôzôł tim wustnim na mój méstersztëk a pitôł sã jim, ażlë wonji strach dostalë. Ti wodrzeklë: «Czemùż më bë mjelë tewo kłobùka strach mjec?»

Na mòjim céchùnkú nje béł żóden kłobùk. Tam bëła jedna znjija bóa, co dzegvjiła élefanjta. Tak jô céchòvôł vnãtrznosce né znjije, że ti wustni bë to zrozmjôc mòglë. Jim vjedno mùszi vszëtkò vëtłomaczëc. Mój drëdzji céchùnk vëzdrzôł tak:

boa

Ti wustni mje doradzëlë woprzestac céchòvanjô wotemkłëch ë zamkłëch znjij bóa a vjicé sã zajinjteresovac geografjijõ, historëjõ, rechòvanjim a gramatikõ. Téj pravje, cjéj jô béł szesc lat stôri, jô njechôł svój sprasni szos malarscji. To njepòvòdzenjé céchùnkù numer 1 a céchùnkù numer 2 mje mjało znjechãconé. Ti wustni njigdë sami njick nje rozmjejõ, a dzecë to mãczi jim dërch-ejn-cú vszëternôstkò tłomaczëc.
Tak jem so mùsził jinszi vark vëbrac ë jô sã nawucził z fligrã jezdzëc. Jô woblejcôł vnetka ten całi svjat, a geografjijô – to je prôvda – zacht mje pòmògła. V wokamërgnjenjim jô vjedzôł rozvjidzec Chjinë wod Arizonë. To je wokrop przëgódné, cjéj chto v noci zabłõdzi.

Jô pòznôł v svòjim żëcim téż fùl vôżnëch lëdzi. Vjele jem żił mjedzë wustnëmi a z blëza nó njich vzérôł. Ale mòjã wudbã wo njich jô nje mjenjił. Cjéj jô trafjił jednewo, chtëren mje sã vjidzôł dosc pòchvatni, vjedno jô zrobjił ten eksperimanjt z céchùnkã numer 1, jacji jô vjedno wotrzimôł przë se. Chcôł jem sã doznac, czë pò prôvdze tak rozëmni béł. Ale kòżden mje rzek: «To je ten kłobùk». Tak jô nje pòvjôdôł z njimi wo znjijach bóa anjé wo bòrovjiznach, anjé wo gvjôzdach. Jô gôdôł wo brëdżú, gòlfje, pòlitice a szlipsach. A ti wustni bëlë rôd, że pòznalë tak rozsõdnéwo człovjeka.

 

Słovôrzk:

bòrovjizna pralas, las pierwotny
pòvjesc opowiadanie
wofjara ofiara
céchùnk rysunek
dzegvjenjé przeżuwanie
wustni dorosły
kłobùk kapelusz
sprasni wspaniały
szos tu: kariera
dërch-ejn-cú wciąż, bez ustanku
vark zawód
przëgódni przydatny
wudba tu: zdanie, opinia
pòchvatni pojętny, rozgarnięty

Przeczytaj rozdział II.

Już w 1603 r. Hieronymus Megiser uznał kaszubski za osobny język słowiański

Na spisany łaciną Thesaurus Polyglottus trafiłem przypadkiem, na seminarium o języku litewskim. Na uniwersytecie w Lejdzie w Holandii o jego historii opowiadał prof. Alexander Lubotsky. Całe szczęście, że Hieronymus Megiser, autor Thesaurusa…, zakwalifikował język litewski do języków słowiańskich (dziś byśmy powiedzieli, że bałto-słowiańskich). Traf chciał, że prof. Lubotsky w swojej prezentacji użył akurat strony z owego dzieła, na której autor wymienił wszystkie języki uważane za należące do tej grupy. Z wielką ciekawością przeleciałem wzrokiem całą listę i moje oczy rozszerzyły się. Oto na liście obok języków polskiego, litewskiego, chorwackiego i “moskiewskiego”, razem z ludami i krainami, które tymi językami mówiły, widniało:

Vandalica, Rugiorum, Caſſubiorum, Pomeranica, Obodritarum, ſeu Meckelburgenſium

Co się z łaciny wykłada: “wandalski, (język) Rugian, Kaszubów, pomorski, Obodrytów albo Meklemburczyków.”

Megiser 1 jpg

Theſaurus Polyglottus, okładka drugiego wydania z 1613 r.

Tak oto lipski lingwista, który w swym dziele opisał wszystkie znane mu naonczas 435 języków, jako pierwszy znany uczony zakwalifikował język Kaszubów, razem z całym pomorsko-meklemburskim dialektalnym continuum kaszubsko-połabskim, jako osobny język zwany wandalskim. Nie jest to miano nieznane kaszubskiej literaturze. Równo 40 lat później Michał Brüggemann zwany Mostnikiem, kapelan książąt pomorskich, wyda po kaszubsku Mały Catechism D. Marciná Lutherá Niemiecko-Wándalſki…

Megiser 2

Grupa języków słowiańskich według H. Megisera, Theſaurus Polyglottus

Co jednak ważne, to wiekopomne dzieło i ten wiekopomny dla Kaszubów fakt zdaje się zupełnie uszły uwadze kaszubskiej nauce, mimo że poprzedzają wnioski innego lipskiego uczonego Karla Gottloba von Antona o 180 (!) lat, jako że ów slawista dopiero w 1783 r. wydał Erste Linien eines Versuches…, gdzie opisywał kulturę i języki Słowian, ujmując osobno język kaszubski.

Karl_Gottlob_Anton_(1751–1818)

Karl Gottlob von Anton (1751-1818)

Należy jednak wziąć pod uwagę, że Hieronymus Megiser urodził się około roku 1554, a zmarł Anno Domini 1619, a więc żył i pisał za czasów Księstwa Pomorskiego i dynastii Gryfitów. Nie mam wątpliwości, że język Rugiorum et Caſſubiorum dotyczy właśnie języków Księstwa (które sięgało wówczas za wyspę Rugię na zachodzie aż po ziemie bytowską i słupską na wschodzie), a nie Kaszub pruskich. Za czasów Megisera język kaszubski wciąż był żywy nie tylko w ziemi słupskiej, ale sięgał po Darłowo, Sławno i Miastko, a prawdopodobnie aż pod Koszalin i Szczecinek. Również i sama nazwa Kaszuby miała wówczas nieco inny zasięg. Księstwo kaszubskie, wschodzące w skład Księstwa Pomorskiego Bogusława XIV, obejmowało Kołobrzeg, Koszalin, Białogard i Szczecinek. Za Megisera wciąż żywy był język Drzewian połabskich, choć dialekty Obodrytów i Rugian, z którymi język kaszubski jest najbliżej spokrewniony, były już wtedy najpewniej wymarłe.

Wielka mapa księstwa pomorskiego

Wielka Mapa Księstwa Pomorskiego Eilhardusa Lubinusa z 1618 r.

Sprawdziłem publikacje o języku kaszubskim. Ani w Geschichte der pomoranischen (kaschubischen) Sprache F. Lorentza z 1925, ani w Spòdlowi wiédzë ò kaszëbiznie J. Trédra z 2014 nie znalazłem wzmianki o Thesaurusie…, choć nie uszedł uwadze Serbom Łużyckim, którzy w Časopisu Maćicy Serbskeje z 1878 r. dogłębnie to dzieło przebadali (za znalezienie tego faktu dziękuję koledze z redakcji, Dôwidowi Mikloszowi).

Najwyższy czas chyba zatem przedstawić i pomorskiemu światu Hieronymusa Megisera.

Hieronymus_Megiser_(1905_reprint)

Hieronymus Megiser (ok. 1554-1619)

Język kaszubski: 10 najczęściej popełnianych błędów. (cz. 1.)

Czy komuś się to podoba czy nie, język kaszubski to nie wolna amerykanka, rządzi się swoimi zasadami morfologicznymi, składniowymi, ortograficznymi. Prawda, kaszubszczyzna ma wiele odmian, ale są błędy, które pozostają błędami w każdej z nich. Tym gorzej dla kaszubskiego, że są to fele, których zazwyczaj nie popełniają native speakerzy tego języka, a inteligencja, dla której kaszubski jest najczęściej językiem na pół lub całkowicie wyuczonym, a która kształtuje język literacki – i literacko na papierze utrwala i powiela swoje błędy. Oto pierwsza piątka najpopularniejszych: Czytaj dalej Język kaszubski: 10 najczęściej popełnianych błędów. (cz. 1.)

Njepôddavájmë pûbličnéwo rëmú

– Dobri vječór! Vjelež to kôštá gôdzëna ridovanjá? – jak vjedno já začõn gádkã ôt kašëbskjéwo. Doch já jem na Kašëbach. Mlodá mjetka kônjarnjé ë maneža vëzdřaa pëřnã ûřaslá na svôjéwo chlopa.

– Nie zrozumiałam ani słowa – vëřekla, baržé do njewo jak do mje.


Njima cvëkú sã sromac jic v króm ë zrobjic spravûnkji pô kašëbskú. Ôsoblëvje ve vsi, v chtërni ješ před párãdzesõt latami njicht navet njegádál pô pôlaskú.


– Tej njicht tú njegádá pô kašëbskû? – já spitál zadzëvôváni, bô pô stójnji chádalo fûl robôtnjikóv. Bjalka pôkrõcaa glovõ. Áchnõn jem cëchô ë jú mjál mjec přešlé na pôlščëznã, kjej v bjalčënëch ôčach zalisnãã “eureka!”, křiknãã “pan Antek!” ë bjegaa za stójnjõ křikajõcë. Pô chvjili halala chlopa, tak přez pjincdzesõt rokóv stáréwo. Chlop vëzdřál na zadzëvôvánéwo ješ vjicé jak já. Tak më všëtkô troje stãnëni v gromadze ë so pôvjádalë:

– Vjelež to přinjdze za jednã gôdzënã?

– On się pyta ile kosztuje godzina.

– Pięćdziesiąt złotych.

– Pjincdzesõt zlotëch.

– A búten též jidze vëridovac? Vedlõ strõdú přejachac?

– Pyta się, czy po plaży może pojeździć.

– Po plaży też można. Albo na maneżu. A kiedy on by chciał?

– Jo, to sã dá. A kjej?

– Na vjitro pôrénë bë šlo sã ûgadac?

– Pyta się, czy jutro rano można.

Tak më pô kjile mënútach bëlë doma, a že dávno já jú njeridovál, dlá přebáčenjá so všëtkjéwo já sã ûgádál na manež. Drëgjéwo dnja já tam pôtkál jinstruktorkã, chtërna sã pôkázaa bëc jinõ bjalkõ. Pô párã mënútach v sodle takõ gádkã třimaa: Czytaj dalej Njepôddavájmë pûbličnéwo rëmú