Archiwa tagu: felieton

Tak trudno zrozumieć? – Adamòwa Prostownica

Prawdopodobnie kiedy po raz tysięczny wyjaśnimy, dlaczego Kaszubi to odrębny naród, opiszemy, czym różni się narodowość od obywatelstwa i przedstawimy, jakie są nasze relacje z państwem, Polakami, Kaszubami, którzy przyjęli inną tożsamość… znajdzie się ktoś, dla kogo będziemy musieli powtórzyć procedurę po raz tysiąc pierwszy. Pytamy się niebios “czego oni nie rozumieją?”. Może spróbujmy zmienić na chwilę perspektywę i zamiast starać się być zrozumianym, spróbujmy zrozumieć ich.

To naturalne, że naród, który walczył o własne państwo, będzie oczekiwał, że jak ktoś na terenie jego państwa ma inną narodowość, to pewnie będzie się zachowywał tak samo – podejmie walkę i zdezintegruje kraj. Trudno jest zrozumieć, że można być gospodarzem na swojej ziemi, a jednocześnie mówić innym niż urzędowy językiem, komuś, dla kogo Tatar to rodzaj mięsa, a nie żyjący tutaj od stuleci muzułmański sąsiad.  Komuś, komu ten dowód jest potrzebny jedynie, kiedy bierze np.  kredyt w banku, trudno zrozumieć, że w dowodzie osobistym nie ma się wpisanej narodowości .

Drugą grupą nierozumiejących są nasi rodacy, którzy wybrali inną drogę. Oni przede wszystkim boją się, że narodowość kaszubska pozbawi ich czegoś. Bo jak są Polakami, to są tacy bardziej pełnoprawni. Nie mieli by nic przeciwko narodowości kaszubskiej, byleby była ona polska… Pomijając oszołomów straszących “bałkanizacją”, zrozumieć należy, że ludzie boją się przypisania do grupy, która wyróżnia się na tle reszty społeczeństwa.
To niezwykle ważne, żeby takich ludzi zrozumieć. W przeciwnym razie damy się wpędzić w kąt, z którego wydostać się możemy tylko przez walkę. A w tej relacji wcale nie chodzi o bój na słowa i pokazanie swojej wyższości. Nie tym razem. W przypadku pierwszej grupy – musimy wiedzieć, że kieruje nimi lęk. To strach o destabilizację, dezintegrację, zaburzenie świętego spokoju. Brzmi absurdalnie, ale to dlatego, że my siedzimy głębiej i wiemy więcej. Dla kogoś, kto ma utarte schematy i patrzy na nas powierzchownie (nie jest to zarzut – trudno wymagać, że całe społeczeństwo będzie studiowało kaszubologię) te obawy są realne. Musimy spokojnie go tego lęku pozbawić, pokazać, że nie gryziemy, ale też nie damy się zagryźć.

Druga grupa to Kaszubi nie rozumiejący idei narodowej odrębności. Im lepiej takich ludzi znam, tym bardziej ich lubię. Na początku mojej tożsamościowej drogi z dużą łatwością stawiałem mury i zasieki między nami. My, wierni tożsamości przodków i oni – zdrajcy, którzy przyjęli polskość, a ponad sto lat temu z pewnością by się zniemczyli z pogardy dla własnego dziedzictwa. My, którzy pokonaliśmy lata przekłamań i dotarliśmy do rdzenia naszej tożsamości, i oni, których umysły są zniewolone. Młodość rządzi się swoimi prawami, wyraźne podkreślanie swojej identyfikacji to jedno z nich. Bardzo zresztą przydatne w kształtowaniu się do pewnego momentu. Dzisiaj raczej widzę jak wiele nas łączy. Ileż to już spotkań odbyłem i dowiadywałem się po dłuższej rozmowie, że tak naprawdę ci ludzie wiedzą, że są odrębni, że nasza inność to coś więcej niż kilka zwyczajów i język. Sam miewałem wątpliwości, jaki sens ma przekonywanie ludzi do narodowości kaszubskiej. Ich dziadkowie może i ją deklarowali, ale to było przed wojną. Potem trudno było funkcjonować jako ktoś inny i szkoła, telewizja, radio zrobiły swoje; dzisiaj ludzie nie rozumieją nawet na czym ta odrębność polega, a trudno utożsamiać się z czymś, o czym nie ma się pojęcia. Trzeba ten naród budować od zera. Okazuje się, że wcale tak nie jest. My w swojej działalności nie przekonujemy ludzi do niczego nowego, czego by nie znali. Okazuje się, że to, co – obok języka i zwyczajów – w największym stopniu zostało zniszczone, to pojęcia. W rzeczywistości kaszubsko-niemiecko-polskiej mieliśmy poczucie odrębności, ale teraz sprawa została uproszczona, wszyscy mają jeden język, jeden dokument tożsamości, modlą się w jednym kościele. To rzutuje na deklaracjach. Kiedy jednak rozmawia się o sprawach kaszubskich, nagle okazuje się jak duża jest świadomość odrębności, a nawet wiedza o historii tej kwestii! To czego brakuje, to przypisanie tej tożsamości do określeń, które dzisiaj prawnie opisują te zagadnienia. Bo niby jak się połapać w tym, co to mniejszość etniczna, narodowa, czy język regionalny to bardziej język czy coś innego? Samo określenie “mniejszość” też automatycznie ustawia pozycję członków – niejako naprzeciw większości, w słabszej grupie. Słowo “naród” jest przyjmowane z większą łatwością – po prostu brzmi dumnie, ładnie, jednocząco.

Najważniejsza myśl w tym wątku jest optymistyczna. Budowanie dumy z przynależności do narodu kaszubskiego to nie jest zadanie nowe, to po prostu budzenie drzemiącego w naszym ludzie potencjału. Należy wyjaśniać znaczenie pojęć, ale też w tym wyjaśnianiu nie tonąć. Kiedy ludzie będą dumni z własnego dziedzictwa, wówczas nie trzeba będzie się martwić o rozumienie pojęć – będą się rozumiały same przez się. Nie wolno nam jedynie popadać w poczucie wyższości – nie musimy mówić innym, kim mają się czuć, jeżeli mamy jakąkolwiek misję, to jest nią pokazanie, że nie trzeba się bać tego, co w nas drzemie od zawsze. Najzwyczajniej w świecie – dobrze jest wbrew medialnym, edukacyjnym i politycznym tendencjom iść przez życie drogą swoich przodków i tę drogę wskazywać następcom.

Po raz kolejny do felietonu dołączam pytanie. Co jest niezrozumiałego w idei odrębności narodowej? Które wątki są niejasne?

Kim jesteś, dokąd zmierzasz w marszu? – Adamòwa Prostownica

Festiwal nienawiści, pogardy i wzajemnego obwiniania się trwa w najlepsze. Poczekajmy jednak do świąt. Wtedy przyjdzie nam się spotkać z wujkiem, co chodził bronić sądów, szwagrem, który wie jak to było w Smoleńsku i antysystemową kuzynką Korwinką. Ale będzie klimat! Chyba, że podejdziemy do sprawy inaczej.

Zobaczcie, jak udało się podzielić społeczeństwo i każdego z nas zagonić do określonego okopu. Mam tu na myśli wszystkie strony nie naszej wojny. Tak było często w kaszubskiej historii, że bracia stawali naprzeciwko siebie na polach bitwy. Dzisiaj walka o elektorat polegająca na demonizowaniu tych drugich i budowaniu poczucia wspólnoty poprzez wycieranie sobie twarzy wyższymi wartościami odbywa się prawie non stop, prawie wszędzie, prawie każdy w niej uczestniczy. Możemy oczywiście jako naród poprzeć tych, którzy są dla nas opcją bardziej korzystną. Czy jednak godzi się, abyśmy postępowali jak oni? Piszę ten tekst przed Marszem Niepodległości, imprezą Polaków. Co z tego, że jest przed? Już są gotowe scenariusze na obwinianie za wszystkie niepowodzenia wydarzenia! Antysystemowcy oskarżą PiS i PO (to samo zło), że wykombinowali im odebranie Marszu. Parlamentarny AntyPiS powie, że PiS i nacjonaliści, naziści, szatany razem radykalizują społeczeństwo. A może i PiS poczuje się osamotniony wobec reszty? Przecież to takie łatwe – powiedzieć, że oni wszyscy razem, zgodnie przeciwko nam.

Dziwię się Kaszubom, którzy biorą udział w tej wojnie po różnych stronach. To nie nasz styl walki. Dla mnie kaszubskość, to mój Dziadek, który po zawale szedł pracować mimo zakazu lekarza, bo przecież jak można nie pracować? To Mama, która nie kupowała mi wszystkiego na co mam ochotę, mimo że nie brakło pieniędzy. To wszystko co nauczyło mnie, że mam to co sam zarobię i nic, absolutnie nic nie uprawnia mnie do powiedzenia “mnie się należy”. Nawet to, że ktoś wobec mnie zawinił. Jak coś jest zepsute to zanim bierzemy się za szukanie winnych, naprawiamy to, aby jak najprędzej działało. Kaszubska mentalność to chęć pozostawienia świata choć odrobinę lepszym niż się go zastało, dzięki swojemu wysiłkowi. I teraz drzewo, które wyrosło na takiej glebie ma zasilać ten kompost wzajemnej nienawiści i obwiniania się? Tę chęć rozwalenia innych, niezależnie od tego, czy przyniesie to komukolwiek korzyść? To byle jakie podejście do pracy? Po co nam to? Wytworzyliśmy jako naród wspaniałą kulturę – pełną przywiązania do rodziny i otwartości na innych – popatrzmy na historię narodów i religii, które u nas były i są. Nasze dziedzictwo to zupełny fenomen połączenia zaradności z przywiązaniem do tradycyjnych wartości. W Polsce rodziny wielodzietne kojarzą się z biedą, u nas z gminą, w której jest niemal tyle przedsiębiorstw ile osób w wieku produkcyjnym. Czy to nie lepszy powód do dumy niż radość z dokopania tym drugim w sądzie, studiu telewizyjnym albo na ulicy? No i czy to nie lepszy punkt wyjścia do rozmów przy świątecznym stole, które nadejdą, nim się obejrzymy?

Nie mam zamiaru przeciwstawiać się jednemu wujkowi, który twierdzi, że demokracja umarła, ani drugiemu, który żąda, aby media były bardziej polskie, bo są niemieckie. Oni wkręcili się w nie swoją wojnę. Albo w sumie ta wojna wkręciła im się jak patyk między szprychy od roweru. To nie pierwsze pokolenie Kaszubów, które wkręciło się w jakąś obcą batalię.

Nie twierdzę oczywiście, że powinniśmy być bierni politycznie. Naszym obowiązkiem jest jednak pamiętanie o punkcie wyjścia – naszym interesie. My tymczasem już jesteśmy przyzwyczajeni, że taki interes zostawiony jest na końcu, jak już będzie spokój z innymi sprawami. A na to się nie zanosi. Ponadto chcę zaznaczyć, że nie próbuję stawiać tutaj sprawy zero-jedynkowo: dzieląc na tych złych Polaków i wspaniałych Kaszubów. Wiele w Polakach podziwiam, sporo im zazdroszczę i bardzo ich lubię. Nie godzę się jednak, byśmy przejmowali te metody działania, bo one po prostu nie są częścią naszej natury i w wykonaniu naszych rodaków wyglądają groteskowo. Chodzi tu o sytuacje, w których popieramy czyjąś narrację, nawet jeśli w tej narracji jesteśmy ukazani w złym świetle. Przyjmujemy historię w wersji napisanej przez ludzi, którzy nie mają pojęcia przez co przechodzili nasi ojcowie w najczarniejszych godzinach Europy. Przyjmujemy wersję samych siebie jako ozdoby do wszelkich poczynań jednej i drugiej władzy, musimy się w tej wersji ładnie zaprezentować i nie krzyczeć za głośno, bo to nieładnie. A jednak mimo propagandy, która nas zniekształca, ogranicza, każe przebrać się w mundur w barwach danego politycznego środowiska nasz naród żyje! Mój wujek (Polak!) opowiadał mi, że podczas pracy na budowie od razu rozpoznaje, czy ekipa to Kaszubi. Słyszy rozmowy na temat wydatków – za zarobione pieniądze postawią płot, zrobią elewację, zaplanują budżet. Inni (to jego słowa) myślą o weekendzie i daniu w gaz. Oczywiście to uogólnienie, sam wiem, że nie zawsze tak jest. Kiedy jednak ktoś z zewnątrz to zauważa, to może coś w tym jest? Może nasza siła wypływa z nas samych, a nie z tego, co nam w jednej czy drugiej kadencji Warszawa dała? Uwierzmy zatem, proszę Was, uwierzmy w siłę naszego narodu! Nie pokazywaną za pomocą pirotechniki na marszach, nie odwołującą się do nowoczesnej europejskości, ale naszą siłę polegającą na pozostawianiu świata nieco lepszym niż się go zastało. Ta sama siła może nam pomóc wstać po upadku naszej kultury, języka, tożsamości – właśnie ta chęć naprawiania tego co się zepsuło, a nie wypominania, oskarżania, zgorzknienia, poczucia bycia oblężonym.

Zbliża się kolejny Narodowy Spis Powszechny. Na razie to daleka perpeksywa i wiele bieżących spraw w międzyczasie. Kiedy będziemy wypełniać deklarację narodowości, pamiętajmy, że to deklaracja tego, jaką wizję świata przyjmujemy, z którą kulturą działania się utożsamiamy. 11. listopada to dzień św. Marcina. W naszej tradycji był to czas, kiedy parobkowie kończyli kontrakty oraz negocjowali nowe umowy na kolejny rok. Zawrzyjmy więc także umowę – że staniemy po własnej, kaszubskiej stronie. Pokażemy innym ziomkom, że taka deklaracja narodowościowa to opowiedzenie się za tym, co w nas najlepsze, a czego sami nie dostrzegamy. Że nie musimy się podpisywać pod cudzymi działaniami, bo sami mamy siłę. Pozostawmy świat wokół siebie nieco lepszym niż go zastaliśmy.

Kropla w mòrzu? – Adamòwa Prostownica

Rãka w górã, chto miôł chòcle rôz taką sytuacjã: sedzy so na jaczim pòtkanim, dze są ti, co mëszlą jak òn, widzec je dëcha w nôrodze, midzë ùczãstnikama sã skrzi òd deje, a nôrodnô spiéwa jidze z wszëtczich gôrdzélów. I tedë przëchôdô swiąda, że co z tegò, jak za dwiérzama je niewëòbrôżalno wikszi swiat, jaczi mô namkłé, nie wié, nie rozmieje, nie czëje…

Jô baro czãsto móm to wseczëcé, co szlachùje za dostanim sã sniegù midzë krogã na skórã na krzebce. Jaż całim człowiekã zdrugô i ni ma jak tegò wëcygnąc. Jô gôdóm z lëdzama, co mie znają, przëzérają sã temù, co jô robiã i czej gôdóm, że mój cél to je doprowadzëc do sytuacje, czej wikszi dzél naszińców w mòji generacje mdze pò kaszëbskù gôdôł, tej òni próbùją zrozmiec, co jô móm na mëslë, bò gwës nie gôdóm dosłowno. Czemù? Bò “jô rozmiejã, so pòszpòrtowac, jaczi téater zrobic, ale tak, żebë jô mùszôł gadac?” Jo, ò to mie jidze, dosłowno. Më prowadzymë baro rozwiniãté diskùsje, co zrobic, cobë jãzëk rozkòscérzëc, le tam za dwiérzama lëdze dali mëszlą, że më to robimë dlô szpôsu! Òni całi czas mëszlą, że nasz cél to je rozwij turisticzi. Mie nawet môlowi gazétnicë pitają, jak nasza akcjô mô trafic do letników, a czej gôdóm, że òna je do naszińców czerowónô, tej òni nie rozmieją, co jô móm na mëslë. Jô móm na mëslë to, co jô rzekł!

Nasze dzejanié jak ju trôfiô do lëdzy, tej nie je zrozmióné. Le spòkójno – za wiele tëch zniesztôłconëch kòmùnykatów do młodëch nie dochôdô. Do nich w całoscë mało òd naju dochôdô.

Dobra, gòrzkô pëla je pòłkniãtô, mómë lepszé rozeznanié w sytuacji. Takô sytuacjô przëbôcziwô biôtkã kroplë w mòrzu, jaczé napiérô w drëgą stronã. W taczim wëòbrażenim më mòżemë le zdebełkò spòmalnic nieùniknioné procesë. To nie je òptimistnô wizjô… na szczescé to téż nie je wizjô, jakô je nôblëższô prôwdze. Pasowniészô je tuwò metafòra sécë. Kòżdi człowiek mô pòwrózczi do czile pòsobnëch lëdzy, niejedny są zrzeszony wicy jak jednym. Kòżdi je téż apartnym ceńtrum, wkół jaczégò są drëdzë. Z tegò ceńtrum pòwrózkama jidą zygnale, jaczé są òdebiéróné przez nôblëższich i kąsk dalszich – czim blëżi, tim zygnôl je mòcniészi. Të nie darwôsz nadawac tak, cobë Twój zygnôl béł czëti strzód tësący – sygnie gò dac nôblëższim, a òni gò pùszczą dali. Abò nie pùszczą. Mòże sã równak òkazac, że òni szlachùjący za Twòjim zygnôl dostną téż z drëdżi stronë, òd jiny “kroplë”. Tedë zygnôl je mòcniészi i wikszô szansa, że nen elemeńt z òdbiércë stanie sã nadôwôczã. Ten zygnôl nie je do wëczerpaniô – czim wicy gò pùscysz, tim wicy nowëch nadôwôczów gò wëemitëje z jistną abò jesz wikszą mòcą. A jak nadôwôczów je wicy, tej wikszô szansa, że chtos zygnôl dostnie z wicy jak jedny stronë. Të nie jes kroplą, co sama próbùje przepchac dënëdżi mòrza w drëgą stronã. Wkół Cebie są jiny, mòże jesz nie jidą w jistną stronã, le sygnie jich “pòpchnąc” i nôgle sã òkazywô, że w jaczims sztëczkù swiata to më jesmë dënëgą, a nié pòjedińczima kroplama, co próbùją òpóznic ji biég. Të jes ceńtrum nadôwaniô. Lëdze wkół Cebie téż są ceńtrum. Razã më jesmë dënëgą.

Terô je czas ze swiata metafòrë na zemiã wrócëc. Taczi wezdrzenié na sprawã dobiwaniô do sprawë lëdzy mô nama ùswiądnic jedno – nié blós wiôldżé rzeczë bùdëją wiôlgòsc. Stolëmny bùdink stoji dzãka detalóm. Wez so wëòbrażë gòticką swiãtnicã i ji łãczi. Z pòjedińczich cegłów jidą jak żëłë czerwòné łãczi na welbągù. Te detale to w najim przërównanim baro prosté, niéòficjalno robioné rzeczë. Kòżdô gôdka, kòżdi gest, kòżdé bëcé sobą przed jinyma to je czerowanié kòmùnykatu dlô drëdżich lëdzy. Wiôldżé projechtë, téater na Dłudżi Sztrasy we Gduńskù, kaszëbsczi dialóg w filmòwi produkcji czë edukacjô w szkòle to baro wiele, le samò w se to nie dôwô nick. Lëdze dali, jak jima rzeczesz, że chcesz cobë wikszi dzél młodëch gôdôł pò kaszëbskù, nie zrozmieje, ò co Tobie jidze. Jak òni równak ùzdrzą zwëczajné karno lëdzy, co ju to robią, tej dopiérze jima sã òczë òdemkną i bądą w sztãdze òdebrac przekôz dosłowno, nie mdą w nim szukelë za jakąs metafòrą bùdowaniô turistny marczi. Zrozmieją, że tak je mòżno. Zrozmieją, że tak je dobrze. Zrozmieją, że to mòże bëc téż jich sprawa.

Baczë: të nie jes kroplą w mòrzu. Të jes ceńtrum, co nadôwô. Dôj swiatu dobri kòmùnykat!

Turyści we własnym kraju – Adamòwa Prostownica

Kiedy robię coś związanego z kulturą, często słyszę pytania: jak to ma pomóc w promowaniu kaszubszczyzny w Polsce? W jaki sposób ma to dotrzeć do turystów? Kiedy wyjaśniam, że to działania dla rodaków, nie turystów, mózgi rozmówców się zawieszają. Pozwólcie zatem, że Wam je zresetuję, żebyśmy mogli się połączyć w sieci zrozumienia.

Należy wyraźnie oddzielić działania na rzecz kaszubskiej kultury, a działania dla turystów. Czy my wszystko musimy robić tak, aby podobało się to osobom z zewnątrz? Czy to całe uczenie języka, mówienie o historii, książki, teatry i filmy mają przyciągać turystów? Otóż, uwierzcie mi – ja naprawdę chcę, żebyśmy posługiwali się własnym językiem w sposób naturalny, a nie, żebyśmy mieli tę umiejętność mogącą zaintrygować gościa z Warszawy, czy Wrocławia. Spotykamy się jako młodzi nie po to, żeby zrobić wspólnie coś co zwiększy wiedzę o Kaszubach przeciętnego Polaka, ale sprawi, że przeciętny Kaszub będzie chciał powiedzieć “to jest moje!” Oczywiście te dwie rzeczywistości – kultura narodu oraz kultura dla turystów powinny istnieć równocześnie. Nie mogą jednak nam się mieszać. Co z takiego mylenia wychodzi? Kultura spłaszczona, pokolorowana, pozbawiona intelektualnej wartości, nie potrafiąca wzbudzić dumy, a jedynie zainteresowanie. Przede wszystkim kultura, która nie mówi “jestem częścią ciebie”, tylko “jestem obok”. Ileż to razy w różnych działaniach teatralnych podsuwano mi: “zróbmy to w barwach haftu, niech tutaj się pojawią kwiaty kaszubskie, bo one się kojarzą…” Bardzo dobrze, że turystom Kaszuby kojarzą się z pięknymi kwiatami z haftu, ale te kwiaty pasują w odpowiednim kontekście, a w niektórych spektaklach po prostu tego kontekstu nie ma! I tu pojawia się kolejny problem – dla niektórych świat kultury kaszubskiej to nie bogactwo kontekstów, różnorodność treści, tylko kontekst sam w sobie i jedna jedyna treść – kultura umilająca czas wypoczynku nad jeziorem. Przy takim rozumieniu naszej kultury nie ma mowy, aby pełniła ona swoją funkcję, czyli komentowanie rzeczywistości, poruszanie niewygodnych tematów, wyrażanie tożsamości w sposób niejednowymiarowy. To wszystko to za dużo, bo turyści i tak nie zrozumieją. Ludzie, wyczyśćcie swoje mózgi z myślenia, że nasza kultura jest na pokaz! Inaczej nie zrozumiecie przesłania tekstów, obrazów, melodii, spektakli – bo będziecie się głowić nad tym “jak to ma nas wypromować” i umknie Wam bogactwo, które ten świat niesie.

Wreszcie ta turystyczna kaszubszczyzna niesie jeszcze jedno zagrożenie. Możemy popaść w myślenie, że nasza ojczyzna to tak naprawdę nie Kaszëbskô, ale po prostu ta ziemia. A Kaszuby to jakaś mityczna kraina, do której zaprasza nas znana piosenka w rytmie walca, gdzie są piękne dziewczyny, lasy i jeziora, a każdy poda nam drogę, bo są tam dobrzy ludzie. Tylko gdzie to jest, skoro u nas się o tym śpiewa zapraszając “tam”? Jesteśmy turystami we własnym kraju.

Mam nadzieję, że udało mi się nieco objaśnić tę kwestię i wszystkich tych, którzy dotychczas mylili treści kierowane do turystów od prawdziwej naszej kultury pytam, bez złośliwości i ze szczerą nadzieją na odpowiedź – czego Wy w tym nie rozumieliście? A może czego nie rozumiecie nadal, jeśli mój tekst nie objaśnił tej kwestii dostatecznie?

Adóm Hébel: Cél, abò nieszczescé

Nasze czasë to je cząd radzeniô so z biédą, niesprawiedlëwòscą, samòtnoscą, agresją, nawetka rodą, chtërna nie je taką stolëmną mòcą naprocëm môłégò człowieka jak jesz niedôwno. Nie je to dzywné, że w czasach, czej më so ùradzëlë wnet z wszëtczim, më mómë taczi wiôldżi problém ze samim sobą?

Wedle wszelejaczich piramidów szczescô i jinëch wzorów na to, cobë bëc w żëcym rôd, më mómë zrealizowóné wszëtkò, co je nót. Fizjologiczné brëkòwnotë zjisconé. Materialné to ju nie je tôkel. Ten, co cwierdzy, że më mùszimë z biédą biôtkòwac, niech rzecze, czemù dzysô nôczãstszą chòroscą strzód nôbiédniészich je patologicznô nadwôga? Nôgòrzi radzący so lëdze dostôwają pòmòc wikszą jak na samò wegetowanié. Blëskòsc drëdżich lëdzy je załatwionô – dzãka algòritmóm jinternet sóm nama wëszukô lëdzy, co mają szlachùjącé zajinteresowania, pòzdrzatk i wëzdrzą tak jak më bë chcelë. Kùlturalnëch bédënków je tak wiele, że jich ùtwórcowie mùszą biôtkòwac ò òdbiércã, chtëren i tak nick nie płacy za przistãp do realizacje tëch pòtrzebów. Kùreszce dëchòwé sprawë mòżemë rozrzeszëc tak letkò jak letkò sã wëcygô rãkã za wôrama w supermarkece. Teòreticzno më jesmë na szpëcu szczescégò, w raju na zemi. Tedë skądka na swiece samòbójstwa, samòtnosc, depresjô, frustracjô, alienacjô, za czimż to tëli lëdzy szukô i ni mòże nalezc? Czemù człowiek, co mô wszëtkò, czëje, że jegò żëcé nie wëzdrzi tak jak bë miało?

Òdpòwiesc je prostô. Më ni mómë w żëcym célu. Wez so wëòbrazë, że grajesz w kòmpùtrową grã, w jaczi twòja pòstacjô zbiérô do ekwipùnkù barń, amùletë ëtd. Czemù të jes rôd, że òne zbòkadniwają zbiér zachów? Bò òne sã przëdadzą. A do cze? Do zabicô kògòs, wlézeniô dzes, òdkrëcô nowégò dzéla swiata. A czemù to cebie je pòtrzébné? Żebë dobëc. Nicht bë ni miôł ùcechë ze zbiéraniô rzeczów jakbë to nie pòmôgało w jaczis sprawie. Tak samò, czej gromadzenié dobrów (nié le materialnëch ale téż np. zdrowòtnëch – biôtkòwaniô ò pasowną figùrã, masã, ëtd.) nie prowadzy do jaczégòs célu, tej nie dôwô nama ti ùcechë, jaką dôwô trzaskanié levelów w grze.

To je banalné, le jak sã głãbi temù przëzdrzec, tej to mòże dac czekawé wniosczi. Cél to nie kònieczno je dobëcé szpëcu w Himajalach czë dostanié pùcharu w jaczims spòrce. Nierôz ten cél to nie je jedno wëdarzenié pòprzédzoné czãżką robòtą, le barżi stón – np. zarôbianié kònkretny wielënë pieńdzy abò mieszkanié w placu, jaczi sã lubi. To równak mùszi bëc cos wicy, cos co nigdë nie mdze do kùńca zrealizowóné. Dobëcé szpëcu i szukanié za wëższim, dokłôdanié do kòlekcje pòsobnëch pùcharów, ùpiãksziwanié ju piãknégò ògrodu. Jinaczi gôdającë – człowiek zjiscony to taczi, co mô stałi cél i nie schôdô ze swòji drodżi do niegò. Jak je na drodze do célu, tej znaczi, że nie je pòbłądzony, je na tim placu, dze mô prawie bëc. A jak je na tim placu, dze mô bëc, tej cerpienié, tôkle, złi lëdze nie są straszny i nie bùdëją w człowiekù pòczëcô bëcô w lëchim placu. Òn je w dobrim placu, bò je w drodze do célu, a biôtka z przeszkòdama mô cwëk, bò tim cwëkã je cél. Ni ma sztótu w jaczim ta drãgòsc rodzy pitanié: docz jô to wszëtkò robiã? Bò òn wié, czemù. W swiece zwierzãtów je jistno – wôłk sã nie pitô, czemù jidze z przódkù, z tëłu, czë na westrzódkù gromadë – òn znaje swój plac zanôléżny òd wiekù, płcë i mòcë. Mrówka sã nie pitô, czemù òna je prawie tu i robi prawie to. To nie je zôchãcba do pòddôwaniô sã swòjim ògreńczenióm – procëmno! Jidze ò taczé pòczerowanié swòjim żëcym, żebë òd zôczątkù do kùńca wiedzec – czemù. Wiedzec, że sã je na swòjim placu.

Jeżlë më mómë wszëtkò – materialné dobra, żëcznëch lëdzy, sprawiedlëwòsc w spòlëznie, mòżlëwòtã rozwiju kùlturë i dëchòwòscë, tej jedurné, czegò nama je nót, to cél w żëcym. To sã wëdôwô bëc baro prosté, taczé pòcygniãcé za klëczkã dwiérzów do szczescô, doch jo? Tak nie je. Przédny przekôz najëch czasów głosy “wez robi to co chcesz, czedë chcesz, jak chcesz, z kògùm chcesz”. Jô tuwò nie chcã meditowac, czë ten przekôz zrodzył sã spòntaniczno, czë stoji za tim jakôs wiôlgô propagańdowô mòc – fakt je taczi, że ten przekôz jistnieje. Jaczé są jegò kònsekwencje? Taczé, że lëdze z nëch prawów kòrzëstają. Mògą bëc kim chcą i to je dlô nich normalné. Z niczim równak sã mòcno nie ùtożsamiwają, bò wszëtkò je wzglãdné, w kòżdim sztërkù mògą zmienic swòje nastawienié, jak znudzony król mòże kôzac mieniac błazna w balowi zalë. To równak prowadzy do swiądë, że człowiek nie je pòtrzébny. Jak nigdze nie darwô nôleżec, nick nie darwô robic, òn leno mòże, nié – mùszi… tej to znaczi, że gò nigdze nie brëkùją. Że czejbë gò nie bëło, tej za wiele sã nie zmieni.

To, jak chùtkò ten smùtny beszit wbije sã w sërce człowieka, zanôlégô m. jin. òd jegò jinteligencje (w tim przëtrôfkù błogòsławiony ti, co ji ni mają, bò òni sã dali ceszëc bądą), strzodowiszcza, pòzdrzatkù na żëcé i jinëch. Të nie jes pòtrzébny/-ô. Të ni mùszisz realizowac swòji rolë chłopa i òjca, białczi i matczi, nôleżnika spòlëznë w produkcyjnym wiekù, sztudérë, robòtnika, parafiana – wszëtkò mòżesz miec, czej chcesz i wëwalëc, czej cë co jinégò zajinteresëje. Nicht cebie nie brëkùje w niżódny z tëch rolów. Na zôczątkù to je baro òptimistné, le pózni człowiek sã czëje jak knôp co zlôzł z bòjiszcza na pôłnié, a kómple nawet tegò nie zmerkelë.

Za wiele më dzysô mómë lëdzy, co bez célu żëją. Wstôjanié do robòtë je czãżczé, nôczãższé je wstôjanié do robòtë, co do chtërny të nie wiész, docz tam jidzesz. Më sã dzysô tak òddalëlë òd nôtërnëch robòtów przë produkcje tegò, co je pòtrzébné do żëcô, że wëpłata sã wëdôwô bëc rekòmpensatą za felënk cwëkù dlô kòrpòszurów, chtërny wiedzą, że jakbë na swòjëch laptopach miast robic to, to w LoLa grelë, tej to bë nie przesënãło niżódnëch słupków w bilansach firmë. Prawie, kòmpùtrowé grë! Na krótczi czas òne są w sztãdze zaspòkòjic pòtrzebã célu. Tam doch jidze ò cos kònkretnégò i mùsk sã dôwô òcëganic nôdgrodą. Nôlepszi mòrdôrz mòtiwacje. Mùsk òdhôcził, że cos dobéł, bò sã wëższi level naknypsôł. Terô fajrańt, mòżemë òdpòcząc. Wëbùdzenié z tegò stanu je czãżczé, bò sã òkazywô, że w żëcym nie je tak ejnfach jak w grze.

W żëcym mùszi bëc cél. Człowiek mùszi wiedzec, że jegò robòta òstawi swiat përzinkã lepszim. Tedë dopiérze mùsk przestónie sã mãczëc. To znaczi nie przestónie wëmagac realizacje celów, ale dô do zrozmieniô, że më jesmë na tim placu, dze mómë bëc, ni mómë zabłądzoné.

W tim kònteksce chcemë sã przëzdrzec jak më czerëjemë kòmùnikatë do lëdzy, jaczich më chcemë przëcygnąc do nôrodny sprawë. Nie je to tak, że më do sztudérowaniô wôżnëch z ti perspektiwë czerënków, pisaniô dokazów, dzejaniô w jinternece, twòrzeniô, kùreszce gôdaniô w najim jãzëkù rôczimë przez òbietnicã dobri zabawë? Jô wiém, że to sã wëdôwô bëc skùteczniészé, jak wzéwanié do czãżczi robòtë, jô wiém, że më ni mòżemë òd zôczątkù òdstrasziwac, jô wiém, że kòżdi z naju lubi dobrą zabawã. To je równak wôrt pòmëslëc, czë czasã to, za czim młodi lëdze szukają, to nie je mòżlëwòta służbë i ùprôwianiô swiata? Ni ma co sã òszëkiwac – më nie jesmë niżódną kònkùrencją dlô parków rozriwczi, masowëch rozegracjów, czë lolkòńteńtu całégò jinternetu. To nie znaczi, że më ni mómë w tim rëmie biôtkòwac – to je baro wôżné, cobë tam bëc. Mùszimë równak pamiãtac, że jak ju dobądzemë czile sekùńdów ùwôdżi młodégò człowieka, tej niglë mù przińdze do głowë naju wëknypsac ze swòjégò żëcô, òn mùszi ùzdrzec kòl naju cos, co sã swiécy barżi jak nôlepszé zabiéracze czasu. Mùszi ùzdrzec, że je pòtrzébny. Mëszlisz të, że w czasach, czej mù pòwiôdają, że to je wszëtkò równo, czë òn tu je czë nié, to nie trafi do jegò sërca?

Hébel ò Zjezdze Kaszëbów: Òfiara ze se

Słowa prezydeńta Andrzeja Dudë ò naszi służbie Pòlsce pòtkałë sã z dobrim przëjãcym, bò lëdze pò prôwdze w to wierzą. Tak baro chcą wszëtczégò co pòlsczé brónic, że są w sztãdze tegò brónic nawet przed tim, co kaszëbsczé.

Przed Mszą Swiãtą na placu kòl kòscoła sw. Wawrzińca mie ùderził òbrôzk. Hewò bëniel w kòszulce zortu “pòlsczé patrijotné òbleczenié” stoji żdżącë za nôbòżéństwã. Kòl niegò białka w “kaszëbsczich ruchnach”. Prawie tak widzą nã dëbeltną juwernotã ti, co brawò bilë pò słowach głowë państwa. Kòszulka, jaką mòże założëc na co dzéń, mòże w ni robic, bawic sã, trenowac – pòkazywô zòbòwiązanié. Òbleczenié, jaczé je założoné rôz na jaczis czas na ùroczëstą Mszą – mô bëc prosto òbzdobą. Pòlôszë nama pòdzãkùją, że më tak snôżo wëzdrzimë.

To nie béł pòjedinczi òbrôzk. XX Zjôzd Kaszëbów to pierszi, jaczi jô pamiãtóm, w jaczim tëli bëło kòszulków ze zéwiszczama “Polska Walcząca” ë szlachùjącëch. Przë wlézenim do pilowóny przez armiã òchroniarzów i BÒRowików zonë dzéwczãta rozdôwałë pòlsczé staniczczi. Przikro bëło czëc słowa ò Pòlsce jakô mô bëc dlô naju wôżniészô jak Kaszëbskô. Przikro bëło wzérac, że lëdzóm taczi ùkłôd plażi. Jak jô sygóm pamiãcą do DJK w Bëtowie òrganizowónym krótkò przed Zjôzdã w tim gardze to so wdôrzóm, że pò himnie Zemia Rodnô chtos rozgòrzony wlôzł na binã i zaczął spiéwac Marsza Derdowsczégò. Nikògò to nie mierzëło, prosto bëłë òdspiéwóné dwie piesnie. Latos, jak òd czile lat to je w zwëkù – czëjemë téż dwa himnë. Mazurk Dąbrowsczégò i wëjimk pòématu Ò Panu Czôrlińsczim. Słowa aktualnégò przédnika Zrzeszeniô Édmùńda Witbrota z czasów welowny kampanie ò chãcë jednoczeniô brzëmią jak kòmùdny szpòrt.

fot. Adóm Hébel

To prezydencczé przemówienié równak nie bëło nôgòrszé. Bronisłôw Kòmòrowsczi we Wiôldżi Wsë dowalëł bezpòstrzédno nôrodny òpcje przez nazwanié ji “marginesã procesu renesansu kaszëbiznë”. Latos nôwëższi ùrzãdnik państwa gôdôł nawetka z ùwôżanim ò tim, że më sã ni mómë rozpłënioné w pòlsczi spòlëznie. Pózni równak sã òkôzało, że to niérozpłëniãcé pòlégô na òblékanim farwnëch ruchnów.

Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié ju òd jaczégòs czasu mô straconé (jeżlë mòże gadac, że òglowò miało) mańdat reprezeńtowaniô wszëtczich Kaszëbów, czë òrganizacje chtërna reprezeńtëje naje geszeftë. Mô mòc przebicô, żebë rôczëc rôz jednégò, rôz drëdżégò prezydeńta, klaskac jednémù i drëdżémù tak samò głosno, le gwës nie je w sztãdze rëszec sërców naszińców do robòtë wkół wôrtnotów, jaczé są spòdlim najégò jistnieniô. Nié, zgruchniãcé lëdzy w jeden plac, dze je mùzyka i wòrzta, a wzbùdzywanié w nich wseczëców zrzeszonëch z wizytą wôżnégò człowieka to nie je rëszenié sërców.

fot. Macéj Banjdur

Jô wiém, że we wëszëznach ti òrganizacje òni czëtają taczé tekstë (chòc ten mój je pò kaszëbskù, tej mòże do niegò nie zazdrzą, bò to dlô nich mãczącé), le wiém téż, że nie mdze òdpòwiescë. Tak jak ni ma òdpòwiescë przez slédné lata fąkcjonowaniô ti òrganiazacje. Ni ma òdpòwiescë na to, czemù òni òdrzucywają nôbarżi kùlturoùtwórczą òpcjã rësznotë. Jima to nie wadzy, tak jak lëdzóm zéńdzonym pòd lëzyńską biną nie wadzy, że na wôłtarzu cëzëch wôrtnotów më kładzemë to co nasze i pò dniu spãdzonym w ruchnach we farwné kwiôtczi wrócą do kòszulków co przëbôcziwają ò pòlsczich òbrzészkach.

Hébel: Strzél Aùrorë

Tak jak “Strzél z Aùrorë” w 1917 rokù béł zôczątkã Rujanowi Rewòlucje, tak “strzél Aùrorë” sto lat pózni zaczął pòkazëwac jakô je mòc najégò nôrodu w jinternece. Pierszé wëdarzenié bëło wprowadzenim straszlëwëch zmianów, drëdżé to baro pòzytiwny symptom. Jidze ò òdpòwiesc mediów i jinternaùtów na mòwã nienawiscë sczerowóną do Kaszëbów, jakô zmùżdżëła wszelejaką kritikã i òsmiészëła pòjedinczé głosë, jaczé brałë w òbronã wroga naszi spòlëznë.

Krótkò przëbôcziwającë – brëkòwniczka Facebooka pòdpisónô jakno Magda Aurora w kòméntérze pòd artiklã ò kaszëbskòjãzëkòwi szkòle napisa, że wedle ni ten jãzëk je nôbrzëdszi. Na delikatné sugestie, że ò kògòs jãzëkù tak sã nie słëchô gadac zaczãła corôzka barżi wërażiwac nienawisc do Kaszëbów, jaż zaczãłë padac słowa “rak zwany Kaszubem”, a ò mòwie “wasze kaszubskie szczekanie na szczęście znika”. Sprawa, chòc tikô sã le jedny z wiele òbrazlëwëch wëpòwiesców w wirtualnym swiece, rozwinãła sã, zajãłë sã nią media (Pismiono Skra, Radio Kaszëbë), a spòlëznowé pòrtale zasëpałë òdpòwiescë rozgòrzonëch czëtińców. Pòjawiłë sã równak téż głosë, że ni ma co sã czerowac za tekstã jinternetowégò trolla i zajimanié sã tim je leno dôwanim atencje tima jaczi bë mielë bëc zjignorowóny.

Absolutno jô sã z tim nie zgôdzóm. To nie je wôżné, czë Magda Aurora ni mòże na nas zgarac, czë prosto so szpòrtowa, czë më mómë do ùczinkù z aùtenticzną òsobą, czë z trollkòńtã, czë òna to robi cobë wërazëc niechãc, czë cobë pòpùlarnosc dobëc – nasza reakcjô je stolëmnym dobëcym! W ti “diskùsje” nie szło ò to, cobë jã przekònac, ani cobë jã wëstraszëc prawnyma kònsekwencjama. To bëła gòdzëna próbë. Abò naszińcowie zrobią to samò, czegò naju starszi naùczëlë – mdą sedzec sztël i sã nie pchac tam, dze nas nie chcą, abò staną w òbronie najëch wôrtnotów, jaczé dlô niejednëch są za letczé do splëgawieniô. Te òdpòwiescë, wzéwanié do staniô mùrã, pòdôwanié jinëch przikładów mòwë niezgarë i kritikòwanié jich, to béł pòkôzk naji mòcë! Jô nie cwierdzã, że kòżdô cwiardô òdpòwiesc na lëché słowò je jaczims dobëcym wòjnë, równak widzymë klôr, że pòkôzanié tegò przikładu pùblëczno dało nama zachtną zwënégã – mentalną i medialną. Przecãtny Kaszëba-jinternaùta jaczi widzôł reakcjã jinternetu wzbùdzył w se pòczëcé “jô jem nôleżnik grëpë, jakô ze sobą trzimie, to sã jaż chce bëc w taczim towarzëstwie”, a nié jak donëchczas “lëdze z Trzëgardu sã smieją z najëch tôflów w aùtołach i jô niechc bëc w grëpie jaką mają za tak cos”. Jesz niedôwno w jinternece më zdrzelë na se przez prizmat tegò, co ò nas cëzy piszą, pò “strzélu Aùrorë”, przënômni ta grëpa do jaczi docarłë te jinfòrmacje definiują sebie na spòdlim tegò, jak më sã trzimiemë jakno grëpa. Jesz wiele sã mùszi wëdarzëc, cobë to sã stało pòwszédné, le kù reszce ùdało sã zrobic krok jaczi naju przëblëżił a nié òddalił.

Ta sytuacjô to nie je òdòsobniony przëtrôfk. Kòżdi taczi wpisënk, a ten nagłosniony òsoblëwie – dôwô nama wid na prôwdzëwą sytuacjã. Hewò to piszą ò nas lëdze, jaczi w òczë tegò nie rzeką. Bò doch sąsôd to je szkólny kaszëbsczégò, cotka spiéwô w chùrze, ten mô nalimkã z grifã na aùtole – tej swòjã niechãc do Kaszëbów ùkriwają za ùsmiéwkã. A w sécë wëléwają to, co spòd ùsmiéwka wëpłiwô. Mòże tej chcemë ju so nie cëganic, jak to wszëtcë naju lubią, bò czej ten plesta z tobaką chòdzy na festinie tej kòżdi brawò bije?

Nama sã nierôz nie chce w jinternece na to całé szambò òdpòwiadac. Mùszimë równak bôczëc, że ùczãstnikama tëch diskùsjów są nié le ti, co piszą. To dô hùrmã lëdzy, jaczi to czëtają i abò òdebiérają zygnal, że Kaszëba to je taczi archetip do bicô, abò, że Kaszëbi to je takô grëpa, co sã trzimie razã i nie dô na swòje sadzëc. To dlô nich më òdpisywómë, nié dlô tëch hejtrów.

Òkróm wëkładów, edukacje i jinëch dzejaniów më mùszimë pamiãtac ò wëchòwiwanim przez jinternét i nie jidze mie ò rozbùdowóné aplikacje czë ùczbòwniczi do pòbraniô, le nasz głos w tim zwëczajnym e-rëmie, tam, dze młodi na paùzach w szkòle czë pò robòce wchôdają. Tam chcemë w strëdze niekùńczący sã inbë pòkazowac, że më jesmë w grëpie i że to je wôrt bëc jednym z nas.

Hébel: Docz z trupama gadac, czej w swiece żëwëch je tëli robòtë?

Jô nigdë nie prorokòwôł, le dwa wëdarzenia w krótczim czasu dałë mie wizjã przińdnotë, temù òdkazywóm: nasz nôród sã òdrodzy, le czej to przińdze, tej nicht sã nie mdze czerowôł za nôzwëstkã i tim chto je z kim krewny.

To sã nama mòże widzec abò nié, le nasza przënôleżnosc corôzka mni je kwestią pòchôdaniô, a wiedno barżi to je sprawa swiądë. A czim barżi “richtich Kaszëbi” mdą krzikac, że tak ni mòże bëc, tim barżi òni mdą przëspiésziwelë ten proces. Wskôzałë mie to dwie sytuacje.

Sytuacjô pierszô. Festin w Lãbòrsczim Brzeznie, jaczi czësto przëtrôfkã “dostôł jem” do prowadzeniô. Jô kąsk jem ksenofòbã w taczim dosłownym znaczenim. Móm jaczis pòdswiądny strach cëzëch, abò że mie co zrobią, abò prosto, że kòl nich czãżi mie bëc zrozmiónym. Doznôwóm sã, że teren, na jaczi jadã, nie je zamieszkóny przez Kaszëbów. Taczi festin je tam czwiôrti rôz robiony, wiedno jidze w nim ò sparłãczenié kaszëbsczi kùlturë z jaką jiną. Latos w rolë gòscy wëstãpiwô Grëzjô. A kaszëbskòsc? Mòże dlô mieszkańców pòpegeerowsczi wsë w rolë niechcónégò gòsca? Jem so tak nerwòwò pòd nosã zasmiôł.

Z drëdżi stronë, w programie wëstãpë ùczniaków i robòtników tamtészi szkòłë pò kaszëbskù, Mszô swiãtô w rodny mòwie, ksądz wërôżô redotã, że pò latach jãzëk ti zemie je wrócony, na binie òrganizatorowie zagwësniwają, że ùczbë “regionalnégò jãzëka” są robioné regùlarno. We wsë, jakô całô bëła pò wòjnie zasedlonô!

W tim midzënôrodnym pòdskôcënkù jô nie stracył mòji mentalnoscë Sëna Nordë. Jô nie wierzã wnet nikòmù. Ta sytuacjô to je pewno jiluzjô, nalôz sã “nasz” direchtór szkòłë i wszëtczima prosto tak czerëje. Òrganizatorowie zagwësniwają, że nicht do kaszëbiznë nikògò nie zmùsziwô. W to jô bë móg jesz nie wierzëc, le matizernoga, to nie je przegrzeszonô Nordowô Kòreja, żebë lëdze sã dobrze bawilë blós temù, że jima Wódca kôże! Atmòsféra bëła lepszô jak na nôlepszich rozegracjach w pòdkartësczich wsach!

Jô jem z lubelsczégò, le jô Kaszëbów baro lubiã. I w Serakòjcach, i w Lëzënie jô móm drëchów, to są fejn lëdze!! gôdô mie welech starëszk, jaczi gwës Kaszëbą nie je. Òd niegò bije takô energiô, że nasz człowiek bë 99% z ni ùkriwôł nawetka przed białką, a òn nią prosto swiécył! Takô mentalnosc, jakô nama je nieznónô, a chłop gôdô ò nas tak żëczno, że nôgle wszëtczé jinternetowé kòmeńtérë gduńszczanów, czë dzywny zdrok przecygnionëch w òstatnëch dwùch dekadach Antków, co so pòstôwielë chëcze z dwùma kòlumnama, dżinie z naszi zajiscony ò domôcą sprawã głowë.

Ti lëdze wëkòrzeniony przez totalitarëznã trafilë na zemiã, z jaczi wëkòrzeniony bëlë naszińcowie. Terô òni chcą tu kòrzenie zapùscëc. Jaczim złim człowiekã mùszi bëc, cobë jima tegò prawa òdmawiac? Kò to są lëdze ju tuwò ùrodzony! A przë tim baro òdemkłi, daleczi òd stereòtipù złodzeja Bòségò Antka czë pitë mieszkańca PGR-u.

Sytuacjô drëgô. W radiu Kaszëbë rëszóm témã ùdbë wejrowsczégò radnégò, cobë wjéżdżającëch do Wejrowa wita tôfla “Dëchòwô stolëca Kaszëb witô”. Jô sã nie spòdzéwôł, że to dô taczé zajinteresowanié jinternaùtów! Pòmijóm jich nierozmienié czëtaniô – mëslëlë, że to je dzél legendarny wòjnë ò stolëcã, bò nie widzelë trzech szlabizów “Dë-chò-wô”. Pòmijóm to, że gôdają, że Swiónowò mô miec ten titel, chòc tam sã pielgrzimùje pôrã RAZY krocy jak do Wejrowa. Kòmeńtérë lëdzy z Kartuz są czekawé. Złoslëwé krzikanié, że we Wejrowie nicht nie gôdô pò kaszëbskù, wëszczérzanié sã, że doch to Kartuzë są taczé nôwôżniészé, że òglowò Kaszëbë sã tam zaczinają i kùńczą równoczasno…

Wszëtczé jich kòmeńtérë pisóné pò pòlskù… Mòja cerplëwòta sã skùńcza. Kòchóny kartëzanowie, mòże telegramë do waju nie docérają, a z pòcztowëch gòłąbków wa zupã robita, le wlezëta rôz do biblotéczi i zapùscëta jinternét. Wiéta co to, bò tam piszeta. A terô nie piszta, le pòczëtôjta, dze sã wëdôwô ksążczi, dze są kòncertë, dze pòwstôwô co nowégò. Jo! Pòwstôwają nowé rzeczë! Jak ju môsz przeszłé ten szok, tej chcemë jic dali. Të jes richtich Kaszëbą w ùprocëmnienim do tëch wejrowsczich, a ju tim barżi do tëch Antków? Tu jô sã zgòdzã, chòc z wiôldżim smùtkã. Jo, të jes richtich Kaszëba. W taczim rozmienim, że të jes przekònóny, że jak wëszëznë rzekłë, że gôdanié pò kaszëbskù do dzecy je złé, tej pò 50 latach të sã tegò trzimiesz. W taczim rozmienim, że wedle cebie rozwij naszi kùlturë sã zatrzimôł 80 lat nazôd. W taczim rozmienim, że jak dzes ni ma bùrczibasu, tej to nie je kaszëbsczé. W taczim rozmienim, że jak chtos gôdô jinaczi jak w twòji wsë, tej òn nie gôdô richtich. Zresztą, za czim jô do cebie piszã? Të doch jes richtich Kaszëba, a taczi nie czëtô pò kaszëbskù, bò to ti głupi ùczałi piszą, a richtich Kaszëba pò pòlskù czëtô…

I chtos taczi gôdô lëdzóm, jaczi całé swòje żëcé ti sprawie pòswiãcywają, że òni nie są richtich. Jaczé të môsz prawò?! Ale jô cebie niechc ùczëc, wëchòwiwac, przekònywac ëtd. Jô z tobą niechc miec nic pòspólnégò i nie mdã z tobą gôdôł, bò të jes trup. A trup nic nie zmieni. Të jes trup, a w midzëczasu pòjawiło sã fùl żëwëch, jaczi mają lepszą ùdbã na rozwij naszi spôdkòwiznë. Jaczi òglowò cos chcą robic, a nié bùszno żdac na smierc sebie jakno slédnégò, co wid pò nas wëgasy.

I të so pewno mëszlisz, richtich Kaszëbò, że jô, gôdający wëùczoną kaszëbizną i to jesz z tëch terenów, co nie są richtich, mògã gadac, bò doch nie zmieniã tegò, że to të jes richtich. Hewòle, w 80 latach, w jaczich të sã zatrzimôł, mòże tak bëło. Terô nie spadnij ze stółka… to je 2017 rok.

Jesz niedôwno gôdanié “richtich Kaszëbów”, jaczé blokòwało lëdzy z “mni kaszëbsczich terenów” przed dzejanim, bëło pòwôżną barierą. Terô to gôdanié je żałosno smiészné. Kùlturë broni chtos, chto ji czësto ni mô, spôdkòwiznë nie chce dac ten, co równoczasno chce jã òdrzëcëc. Jô bë cebie napisôł “dôj so pòkù”, abò “dôj nama dzejac”, le ni móm ani brëkòwnotë ani chãcë. Docz òglowò z trupama gadac, czej w swiece żëwëch je tëli robòtë?

Multi-kulti? Tak! Lokalne języki i kultury? Ciemnota i buractwo!

Mało co mnie drażni tak bardzo, jak wielkomiejscy niby-to-inteligenci o niespójnym poglądzie na języki i kultury. Z jednej strony otwarci na obcość, multi-kulti to ich konik – chrońmy dziedzictwo przybyszy! A z drugiej lokalne języki i kultury – ciemnota i buractwo. No, w najlepszym razie coś do pokazania podchmielonemu turyście; tak powiedzieli przecież na zajęciach z marketingu w Wyższej Szkole Wszystkiego Dobrego. Jestem inteligentny, nie będę przecież jakiejś “wsiowej polszczyzny” traktował poważnie! Czytaj dalej Multi-kulti? Tak! Lokalne języki i kultury? Ciemnota i buractwo!