Archiwa tagu: Adóm Hébel

Sport a sprawa kaszubska – Adamòwa Prostownica

W zdrowym ciele zdrowy duch, także narodu. Sport dla wielu grup odgrywa ważną rolę, choć w teorii nie ma w sobie nic, co byłoby im potrzebne. Nie wnosi nic do polityki językowej, nie jest przestrzenią dla pogłębionej dyskusji o tożsamości, a jednak ma ogromną siłę. Nie tylko tę widoczną gołym okiem na trybunach, ale także, równie ważną, wewnętrzną.

Za drzewem czai sie młodzieniec z kijem zakończonym siatką. Gdy jego oponent wyposażony w podobny sprzęt z piłką w siatce się zbliża, ten atakuje go i przejmuje okrągły kawałek skóry. Rozpoczyna się bieg, podania między zawodnikami wśród naturalnych przeszkód i przeprawa przez wodę. W pewnym momencie następuje zmiana otoczenia i chłopak opancerzony ochraniaczami i kaskiem biegnie z profesjonalnym kijem do lacrosse i białą piłką, by spróbować zdobyć bramkę. Tak ukazana zostaje łączność między dziedzictwem rdzennych Amerykanów a współczesnością w filmie Crooked Arrows. Ten może niezbyt ambitny, ale z pewnością sympatyczny film opowiada o indiańskim chłopaku, który wyrwał się z rezerwatu, by zrobić karierę, ale przyszło mu pracować na własnym terenie nad inwestycją, która oznacza zgubę dla kultury jego rodaków. Jednocześnie podejmuje się trenowania młodszych kolegów, aby pokonać blade twarze z elitarnej szkoły, które od pewnego czasu grają lepiej niż plemię twórców lacrosse. Sport zmienia nastawienie bohatera i skłania go do przewartościowania swojego życia.

Dlaczego to akurat sport, a nie tańce czy fajka pokoju, stał się elementem ważnym tożsamościowo w fabule filmu? Z jakichś powodów lubimy rywalizację i paralelna walka o tożsamość i o punkty na boisku dają sprzężenie dodatnie. Jedno napędza drugie.


Turniej w bùczkã, Lëzëno (Luzino) 2018

Utopić się czy uschnąć?

Sport w służbie narodu może działać na dwa sposoby. Możemy łączyć kwestie tożsamościowe z międzynarodowymi, rozpoznawalnymi dyscyplinami bądź rozwijać własne sporty, czym poznajemy ścieżkę, którą kroczyli nasi ojcowie. Pesymista powie, że w pierwszym wypadku każda nasza inicjatywa utonie wśród innych, podobnych imprez. Mecz Kaszuby-Łużyce w piłkę nożną nigdy nie przyciągnie tylu kibiców, co finał Ligi Mistrzów. W przypadku organizacji imprez z własnym sportem – powie nam pesymista – uschniemy z braku zainteresowania i zrozumienia naszej specyfiki. Ja jednak pesymistą nie jestem, a mój stonowany optymizm nakazuje robić obie te rzeczy równolegle i nie wypominać sobie nawzajem, że czegoś robić nie powinniśmy. Pierwsze podejście do sportu daje nam promocję i możliwość otwarcia się na nowe grupy. Nawet jeśli Bieg Jedności Kaszubów jest jedną z dziesiątek podobnych imprez – pojawiają się na niej konkretne osoby, które mają okazję poczuć dumę z własnej narodowości. Nawet na rozgrywki piłkarskie niższego szczebla przychodzą kibice. Równanie się z lepszymi ma motywować, a nie dołować.

Po co nam własny sport? Daje poczucie wspólnoty horyzontalnej i wertykalnej. Z jednej strony widzimy swoich robiących to samo na tych samych zasadach, co buduje więzi. Z drugiej strony odczuwamy bycie w odpowiednim miejscu w historii – idziemy szlakiem wyznaczonym przez przodków, co daje poczucie pewności siebie. Poza tym własny sport przyciąga uwagę i nawet jeśli nie gromadzi osób, które zaczną regularnie trenować, pozwala zbudować zainteresowanie.

Dla siebie

Uprawianie sportu ma dużo plusów i nikogo nie trzeba do tego przekonywać. Jednym z nich jest budowanie wspólnoty. Jako istoty stadne, mające przez długi okres doświadczenia polowania w grupie najlepiej budujemy wzajemne zaufanie, umiejętność współpracy i zrozumienie się poprzez wspólne dążenie do celu drogą rywalizacji. Zawsze imponowało mi, jak dogadują się ze sobą koledzy sportowcy poza boiskiem. Trudno to zauważyć na poziomie werbalnym, ale zdecydowanie ich przyjaźnie są silniejsze, zachowanie wobec siebie nawzajem bardziej swobodne i chęć do wdrażania większych projektów większa. A tego, obok dobrego zarządzania, o którym pisałem przed tygodniem, bardzo nam brakuje.

Mając po swojej stronie sportowców zespołowych dysponujemy ogromnym potencjałem. Jestem przekonany, że to dużo ważniejszy aspekt sportu w sprawie kaszubskiej niż jego wymiar marketingowy.

Kolejne plusy to lepiej dotleniony mózg, endorfiny i testosteron. Wszystko to jest nam, jako narodowi, potrzebne.

Nauka bez uczenia

Młodych ludzi trzeba edukować. Najlepiej to robić tak, aby sami nie wiedzieli, że są poddawani temu procesowi, żeby zamiast zakłócać, wpisywało się w ich życie. Przykładem nauki i wpajania dziedzictwa jest akademia piłkarska Cassubian, która zapoznaje nie tylko z piłkarskimi zagraniami, ale także historią czy kulturą.

Bùczka

Czy nasz sport narodowy będzie w stanie rozmachem imprez i poziomem graczy dorównać irlandzkiemu hurlingowi? Z pewnością nie w przeciągu roku, dwóch, dekady. To jednak nie powód, by machnąć ręką i powiedzieć, że “lepiej pograć w nogę”. Budowanie środowiska wokół czegoś, co jest nieznane, musi trwać. Z pewnością także warto, bowiem jest to gra charakterystyczna, ze stosunkowo prostymi zasadami, a jednocześnie dosyć dynamiczna i kontaktowa, by nie zostać uznana za infantylną. Mnie, jako zwolennikowi tego sportu, trudno wyjaśnić to osobom sceptycznie nastawionym, bowiem różnimy się w oczekiwaniach. Ja wcale nie twierdzę, że ten sport pokona w rankingu popularności futbol czy stanie się tak ważny jak lacrosse dla poszczególnych narodów indiańskich. Na razie zakładam, że znajdzie się grupa ludzi, którzy wykażą zapał. Ten z kolei w ich głowach, faszerowanych kolorowymi obrazkami oglądanymi z kanapy, “pstryknie” odpowiedni włącznik, istniejący od czasów pierwotnych i razem jako plemię pójdziemy na tego mamuta, który chce zniszczyć naszą kulturę.

Żądam logiki! 5 nielogicznych twierdzeń o Kaszubach – Adamòwa Prostownica

W powszechnej dyskusji o kaszubskiej sprawie brakuje logiki, trzymania się faktów, wszystko opiera się na stereotypach, emocjach i wpisywaniu się w jakąś ideologię. Niby to zwykłe, luźne rozmowy o statusie języka czy sposobach na jego rozwój, a jednak w takim opisywaniu rzeczywistości kryje się ogromne zagrożenie. W artykule przytoczę nielogiczne twierdzenia, które rozpowszechniane mogą być dla naszej sprawy szkodliwe.

1. Musimy być Polakami, bo tam gdzie były Niemcy, tam Kaszubów już nie ma.

Drugiej części zdania trudno odmówić słuszności. Istotnie większość terenów historycznych Kaszub uległa germanizacji. Stąd ludzie podkreślają jak ważne było przyłączenie Kaszub do Polski i że dzisiaj bycie Kaszubą oznacza z automatu bycie Polakiem. Każdy ma prawo do takiego twierdzenia, ale przypisywanie temu roli muru, który ma nas obronić przed zniszczeniem kultury, to kompletna aberracja. Dzisiaj zagrożeniem dla kultury kaszubskiej jest kultura polska. Wiele osób obraża się na to twierdzenie, ale to problem ich braku kontaktu z rzeczywistością. Mam niemal dwudziestkę kuzynostwa. Spośród nich ja jeden mówię po kaszubsku. Jak myślicie, ilu z nich mówi po niemiecku, ilu po polsku? Otóż to! Dla wszystkich oprócz mnie językiem numer jeden jest polszczyzna! Po co w takim razie rozprzestrzeniać takie nielogiczne twierdzenia o zagrożeniu i konieczności podkreślania polskości? Jeżeli chcecie mówić o polskości Kaszub, róbcie to, ale proszę – nie gwałćcie logiki mówieniem, że to jest nadzieja dla naszej kultury, bo zwyczajnie tak nie jest. Po prostu.

2. Zwolennicy narodu kaszubskiego chcą autonomii, czyli oderwania od Polski.

Powiązywanie różnych faktów ze sobą jest naturalne dla naszego umysłu – pozwala porządkować rzeczywistość wokół nas tak, abyśmy ją lepiej rozumieli. Niekiedy jednak łączymy ze sobą rzeczy, które po prostu się nie łączą i wychodzi mieszanka wybuchowa. Ludzie, którzy nie widzą różnicy między odrębnością etniczną i narodową a dążeniami do zmian granic, robią ogromną krzywdę logice i mogą prowadzić do realnych problemów. A robią to nawet dziennikarze. Dążenia narodowe to jedno. Dążenia autonomiczne to drugie. Separatyzm to trzecie. W pierwszym wypadku chodzi o to, że dany lud mający własne dziedzictwo i poczucie wspólnoty idzie do odpowiednich legislacyjnych podmiotów i mówi, że uzasadnionym jest traktować go jako osobny byt. Autonomia to inny sposób organizacji państwa – przekazanie części kompetencji z centrum do lokalnego ośrodka władzy. Istnieją tereny autonomiczne niezamieszkane przez odrębny naród, podobnie jak istnieją narody nie mające statusu autonomii. Autonomia może być w interesie państwa, jeśli dzięki takiej organizacji władzy lepiej funkcjonuje gospodarka czy inne dziedziny życia. Nie ma to zatem nic wspólnego z chęcią oderwania się od państwa. Co wynika z takiego mylenia pojęć? To, że odmawia się praw danej grupie, oskarżając ją o coś, czego owa grupa nie robi i do czego nie dąży. Możemy zatem dążyć do czegoś, co jest w interesie wszystkich, a jednocześnie być krytykowani przez tych, których te zmiany na lepsze też obejmą.

3. Kaszubski to taka mieszanka polskiego i niemieckiego.

Na świecie funkcjonują języki , które wynikają z połączenia dwóch języków występujących na jednym terytorium. Kaszubski się do nich nie zalicza. Odrębności językowe wynikają nie z tego, że w pewnym momencie język polski na tym terenie zaczął się przekształcać, tylko z tego, że nigdy nie doszło do unifikacji kaszubskiego z językiem polskim. Germanizmy w kaszubskim występują tak samo jak w wielu językach, także w polskim. Niektórzy mówią, że znając kaszubski można się dogadać z Niemcem. To nieprawda – zbyt duża jest różnica między tymi językami. Po co w takim razie ludzie to powtarzają? Niby jest to zupełnie niegroźne twierdzenie, jednakże podważa status języka kaszubskiego i nasze dziedzictwo sprowadza do nakładania się na siebie obcych kultur.

4. Ta tożsamość jest tworzona na siłę.

Zgadzam się z tym zdaniem i mówię to zupełnie szczerze. Nie ma jednak mojej zgody na nielogiczne traktowanie tego jako argumentu przeciwko działalności na tym polu. Przecież wszystko, co wartościowe, jest robione “na siłę”. Wielkie dzieła, które wnoszą coś nowego, dążenie do zmian, twórcze przetwarzanie i odpowiadanie na zmiany na świecie – to wszystko wymaga wysiłku, działania na przekór. Nie inaczej jest z kaszubską kulturą. Wszystko kiedyś zostało stworzone i jeżeli chcemy być wierni wartościom naszych ojców, to tak jak oni – powinniśmy tworzyć nowe rzeczy, a nie bezmyślnie powielać to, co już było. Podobnie z naszą tożsamością – możemy poprzestać na tym, że kaszubska tożsamość kończy się na deklaracjach i dla samych jej nośników – czyli ludzi – nigdy nie jest punktem odniesienia do czegokolwiek. Mam tu na myśli to, że wychowanie dzieci, decyzje polityczne czy gospodarcze podejmowane przez danego człowieka nie wynikają z tego, że jest Kaszubą, bo w sytuacjach wymagających decyzji to przestaje być dla niego ważne. Możemy uznać, że tacy jesteśmy i dać sobie spokój albo “na siłę” przekonywać, że można inaczej. Logicznym jest, że wybieramy drugą opcję i nie musimy się z tego nikomu tłumaczyć.

5. Kiedyś nie było tych nazw na tablicach, mszy itd.

Tak, podobnie jak nie było szkół, szpitali, internetu. I co?
Kiedyś usłyszałem ten “argument” przeciwko stawianiu dwujęzycznych tablic w Luzinie. W takiej Fryzji czy Walii oni mają tradycje stawiania tablic, a u nas nie. Ciekawe, czy kiedy tam stawiali pierwsze takie tablice, też słyszeli podobne argumenty?

Możemy oczywiście machnąć ręką i przejść obojętnie wobec braku logiki w tych często powtarzanych zdaniach. Są one jednak ważnym symptomem, którego warto nie przeoczyć. Otóż mówienie o sprawie kaszubskiej w sposób nielogiczny, pustymi frazesami, pokazuje, jak mało ważna jest ta sprawa. Są sprawy, w których ostrożnie dobieramy słowa, tak aby one opisywały prawdę. Są takie sprawy, co do których nie musimy się zastanawiać, bo jak palniemy coś, co jest nieprawdą, to nikomu się krzywda nie stanie. Zatem rozmawiając o lokacie z pracownikiem banku, musimy słuchać uważnie i precyzyjnie się wyrażać, bo chodzi o nasze oszczędności. Kiedy rozmawiamy luźno z kolegą o serialu, w którym scena odgrywała się w kościele i pomylimy słowa “konfesjonał” z “tabernakulum”, nic złego się nie wydarzy. I właśnie w powtarzaniu głupot, których obalenie nie jest żadnym wysiłkiem, widzimy, jaki jest stosunek do kaszubskiej sprawy uczestników takich rozmów.

To wszystko dla pieniędzy? – Adamòwa Prostownica

Są tacy, co na kaszubszczyźnie potrafią zarobić. Nie jest zatem tak, że wśród nas wielu robi to wyłącznie dla pieniędzy? Czy to dobrze bogacić się na tak szlachetnej idei walki o tożsmość?

Do poruszenia tego tematu skłoniły mnie słowa dezaprobaty internautki, która dowiedziała się, że za kurs językowy trzeba płacić. Jak to – pisała – na dawniej tępiony język zapanowała teraz moda i robione jest to po to, by na tym zarabiać? Ten temat siedzi nam w głowie i warto, abyśmy się mu głębiej przyjrzeli.

Na języku i kulturze kaszubskiej można się dorobić w różny sposób. Miejsca pracy w turystyce, czy gastronomii także można pod to podciągnąć. Przede wszystkim jednak mowa tu o nauczycielach, twórcach i sprzedawcach odzieży i innych gadżetów, artystach estradowych, stanowiskach w instytucjach kulturalnych i naukowych, uczonych i wielu innych. Podczas zapowiedzi obniżek subwencji oświatowej dla uczniów poznających “język regionalny” tu i ówdzie dało się słyszeć głosy: “a niech w ogóle zabiorą te pieniądze, przynajmniej będziemy wiedzieli, kto z nas to robi szczerze, a kto tylko dlatego, że jest koniunktura”. Należy się z takim głosem zgodzić?

Po pierwsze, zapomnijmy o linii podziału – ci, którzy pracują na rzecz narodowej kultury dla pieniędzy, kontra ci, co robią to nieodpłatnie. Ta linia nie jest nam w niczym potrzebna. Należy raczej oddzielić tych, dla których kaszubszczyzna jest życiem od tych, którzy po pracy muszą od niej odpocząć. W tej drugiej grupie należy umieścić wszystkich tych, którzy po wyłączeniu mikrofonu czy zakończeniu prezentacji przerzucają się na język polski, podobnie jak Indianie zrzucający pióropusz po pracy w jakimś parku. W pierwszej grupie – tych, którzy Kaszubami są szczerze i podejmują w związku z tym pewną aktywność, znajdziemy zarówno takich, którzy zarabiają w inny sposób, a swoje ideowe sprawy realizują w innym czasie, jak i tych, którzy w godzinach pracy robią to, co jest naturalnym efektem przyjętej postawy życiowej. Każdy człowiek chce mieć pracę, którą kocha i uznaje za słuszną. Dziwne jest, że nie krytykuje się osób, które np. uznają za słuszne ratowanie życia i pracują zarobkowo na pogotowiu, ale już osoby, które uznają za słuszne ratowanie życia języka nie mają prawa na tym zarabiać. Zarobkowanie na kaszubszczyźnie ma też bardzo wymierny plus – wykonujemy pracę w czasie dużej wydajności umysłu i organizmu, a nie po godzinach, kiedy jesteśmy zmęczeni i rozpraszani codziennymi obowiązkami.

Zarobkowanie na kaszubszczyźnie niesie jednak ze sobą pewne zagrożenia, pułapki, w które w natłoku różnych spraw możemy wpaść. Wiemy, że aby nasz naród był dumny i miał środowisko sprzyjające rozwojowi, nasza kultura musi także się zmieniać. Nie może odpowiadać najniższym gustom, a przede wszystkim opierać się na stereotypach. Mimo to, takiej właśnie kultury chce masowy odbiorca skłonny zapłacić bądź będący odbiorcą reklam, które dają finansowy zysk. Do czasów Rewolucji Francuskiej kultura była elitarna. Potem jej egalitaryzm stanowił zalążek kultury masowej, w której nie chodzi o stworzenie czegoś nowego, ale czegoś strawnego dla wszystkich i nie wymagającego zmiany nastawienia. Dlatego hollywoodzkie produkcje muszą mieć pewien zestaw stałych elementów i kilkadziesiąt procent oglądanego filmu to wykorzystanie znanych nam motywów. Do tego nawet scenariusz filmów dla dorosłych musi być zrozumiały dla czternastolatka. Dlatego też, przywołując film, nie lubimy piosenek, których jeszcze nie słyszeliśmy. W tę pułapkę wpadł cały świat, jednak ci, co szukają, są w stanie wygrzebać perły w tym wielkim śmietniku kiczu. A my, w kaszubskiej kulturze? Bardzo często sami popadamy w autocenzurę likwidującą to co wartościowe i wymagające. “Kto ci przyjdzie na taki teatr?”, “to za trudne do czytania” – słyszymy, próbując wdrożyć odważne projekty. Jedziemy więc stereotypami. Pomimo, że połowa Kaszubów, których znamy, mieszka w mieście, w kulturze nadal króluje sielskie życie niewykształconych rolników. Walczymy o młodych, pokazując im jednocześnie zabawne dialogi dziadka z wnuczką, w której ta druga ma problem ze zrozumieniem dziadka, bo przecież mówi po polsku. Pomimo że kształcimy się jak każdy inny i już dawno nie ma dla nas barier klasowych, rozmowę szefa z pracownikiem, uczonego z niewykształconym, lekarza z pacjentem, księdza z parafianinem pokażemy tak, że ten pierwszy mówi po polsku. Właśnie to ludzie kupią, więc po co robić inaczej?

Kolejną pułapką jest to, że odbiorca kultury, który musi za nią płacić, może poczuć się urażony, tak jak pani, której przeszkadza konieczność płacenia za kurs. Musi jednak pamiętać, że ci ludzie zamiast wygodnej pracy w urzędzie czy wejścia na drabinę rozwoju w korporacji wybrali samodzielny trud organizowania dobrych kursów nastawionych nie na dzielenie się ciekawostkami, ale realne zwiększanie liczby użytkowników naszego języka. Mogli w tym czasie zarabiać na przykład na sprzedaży choinek, a po całym dniu na szybkiego ogarnąć program kursu, jednocześnie opiekując się dziećmi i gotując obiad. Tylko czy o tak przygotowane szkolenie nam chodzi? Konieczność płacenia za kaszubszczyznę daje nam jednak dwa plusy. Po pierwsze psychologiczne zobowiązanie kupującego do wykorzystania tego w pełni. Wręczoną nam za darmo gazetę łatwo wyrzucić bez przeczytania choćby jednego artykułu. Czy zrobimy to samo z prasą, na którą wyłożyliśmy choćby kilka złotych? Drugą zaletą konieczności płacenia za kulturę jest możliwość zmierzenia zapotrzebowania. Gdybym występował za darmo, wiedziałbym, że jacyś mili ludzie zaprosili mnie być może z grzeczności. Kiedy decydują się zapłacić, wiem, że jest wśród nich zapotrzebowanie na kaszubską kulturę i wierzcie mi – to bardzo pomaga nie ze względu na zarobek, ale na świadomość, że są ludzie, którym zależy.

Aby najlepiej zrozumieć rolę pieniądza w procesie odrodzenia narodowego, trzeba przestać patrzeć na niego jako na cel (to samo dotyczy życia w ogóle). Mamy zatem cel – budowanie solidarnego, dumnego narodu zanurzonego we własnym dziedzictwie i chcącego wspólnie budować swą przyszłość. Wszystko inne to narzędzia. Oczywiście pieniądze też mogą nim być (inwestycje, opłacanie pracowników). Jest nim także nasz czas. Pracując dla kaszubszczyzny zarobkowo, zyskujemy około 8 godzin dziennie jako narzędzie do realizacji celu. Jak? Po prostu zamiast przebywać w innej pracy, spędzamy ten czas na pracy na rzecz narodu. To podejście jest dobre. Zwęszenie zysku w sprawie, z którą się nie utożsamiamy już nie, co nie znaczy, że takich cwaniaków nie możemy wykorzystać. Zawsze mnie bawią tacy “Indianie od 8:00 do 16:00”. Z ich perspektywy jesteśmy frajerami, bo nasza walka jest dla nich szansą na zdobycie pieniędzy. Tymczasem my kupujemy za niewielką kwotę to, że on robi kolejny krok w stronę realizacji naszego celu! Kto zatem jest większym frajerem?

O pieniądzach trzeba rozmawiać, choć tego nie lubimy. Trudno wyobrazić sobie bez nich ruch kaszubski. Zarobkowanie daje ogromne możliwości angażowania się w pełnym wymiarze. Dobrze by było nieco zwiększyć skalę – nie ograniczać się do możliwości wypłacenia sobie pensji, ale mieć kapitał, który będzie działał na naszą korzyść. Fundacja, sponsor czy inna przestrzeń dająca możliwości działania to coś bardzo potrzebnego. Na razie składki członkowskie różnych organizacji i granty muszą nam wystarczyć. Gdybyśmy jednak mieli możliwości finansowe działania na wielką skalę, na pewno łatwiej byłoby nam wdrażać wieloletnie projekty.

Nic jednak nie powstanie bez idei. To jest nadzieja nas, niewielkich graczy na tej arenie. Mamy coś więcej niż widoki na ewentualny zarobek – mamy wiarę w to, że działamy w słusznej sprawie, mamy determinację. W tym świecie gigantów, koncernów i polityków kształtujących masową tożsamość, mówiących nam kim jesteśmy, jak mamy się ubrać, w co wierzyć i czego się bać, trwamy na naszej drodze i dostrzegamy ilu ludzi, jak my, mówi “dość” narzucaniu przekonań, kreowaniu świata, w którym nadaje się nam narodowość, świętości i styl życia. Właśnie tym jest nasza kaszëbskô nôrodnô stegna.

Lud bez jinicjatiwë – Adamòwa Prostownica

Nama rządzy prosti schemat dzejaniô: môsz ùdba, gôdôsz ò ni jinyma, razã decydëjeta, żebë to zrobic… a tedë sóm to wszëtkò robisz. Jistno z tim – môsz wrażenié, że jaczis lëdze mają Twój pòzdrzatk, le w pierszim lepszim sztóce sã dokònywôsz, że jich deklaracje ni mają cëskù na decyzje w żëcym. Më jesmë lud bez jinicjatiwë. Czemù?

Pò pierszémù z przënãceniô. Wiôldżi dzél historie më za wiele ni mielë do gôdaniô. Pò drëdżémù nasza kùltura, a tak richtich to co më z ni wëcygómë, to je jedno wiôldżé wëcopanié. Z tegò, jak më naszã spôdkòwiznã prezentëjemë, wëchôdô jedna wiôlgô zgòda na to, cobë nama rządzëlë cëzy, a më spòkójno żdelë za jich łaską. Wszëtkò je schòwóné w prostëch historiach, symbòlach, stôwianim akceńtów w zbiérach elemeńtów. Tu më jesmë zdominowóny przez bëlecajstwò nastawioné na letników.

Zaczniemë òd zôczątkù, to je òd załóżczégò mitu. Jaczi béł nasz legeńdarny zôczątk? Jakô legeńda sã z tim parłãczi? Pòwiôstka ò Bògù, co zabéł ò Kaszëbach jak twòrził swiat, i tej rozsëpôł z miecha to, co mù òstało i temù më mómë trój grzëpów, rzéków, lasów, jezór, mòrze i taczi snôżi je ten nasz krôj. Na rówiznie òdczuwaniô ti òpòwiednie przekôz je prosti. Tu nawet ni ma co mëszlec, jaczi më w ti legeńdze jesmë. Naju ni ma. To je jakôs masa, co dostała cos z bùtna. Nôlepszą nają znanką je to, że më mieszkómë we fejn placu, tej za baro sã ni mómë czim pòchwalëc. Czemù jakno załóżczi mit nie fąkcjonëje historiô biôtków Maszczi z Denama òpisónô w skandinawsczich zdrojach, abò Bôjka ò Żelôznym Wilkù Cenôwë? W òbùdwùch historiach mómë herojicznosc, pòstawã òbronë wôrtnotów, antropòmòrfizacjã zagróżbów. To pòzwòliwô ùkładac w głowie mëszlenié ò tatczëznie jakno ò czims, co wëmôgô akcje, a nié le klaskaniô na ji widok. W pierszim przëtrôfkù mómë pòstawã bòhatérë, jaczi, niechcącë stratów w lëdzach, chce przez jindiwidualné miónczi dobëc nad wikińsczim wrogã i tim samim zagwësnic swòjémù lëdowi mir. W drëdżim Żelôzny Wilk pòriwô dzecë, jaczé mają bëc przińdnotą, te dzãka pòmòcë czarzbë dobiwają wòlnotã, le Wilk całi czas dulczi. Ùdôwô mù sã zòchlëc dzeùsa, jaczi za nim jidze, le ji bracyna zabijô złégò bòhatérã. Sostra-zdrôdcka òpùszcziwô zemiã òjców, bracyna-bòhatéra je protoplastą nôrodu. Ale nié, lepi gãstolëc ò turisticznym pòtencjale dónym z niebiańsczégò miecha…

Ò legeńdach to mòże wiele gadac. Historie ò wieszczich i dëchach téż mają wiele herojicznëch wątków, dzyrsczich bòhatérów, co retają spòlëznã przed dzejanim złëch mòców. Sygnie pòszëkac.
Tôkel felënkù jinicjatiwë mómë téż w symbòlice. Dzéń Jednotë Kaszëbów je ùstanowiony na wdôr tegò, że chtos dzes ò naju napisôł. Nie napisôł, że më jaką pòbitwã dobëlë czë jaczi gôrd pòbùdowelë, le że chtos tam je najim władcą. Rozmiejeta Wa tã biérnosc? To dô wiele roczëznów, jaczé spòminają nasze dobëca na rozmajitëch pòlach, nasz rozwij, decyzje, jaczé pchałë do przódkù. Jak to je mòżlëwé, że më tim nie żëjemë?

Ùcékanié òd jinicjatiwë w naji kùlturze wcale nie robi z naszińców strachòbliwców, co sã wëcopiwają z kòżdi akcje. Prosto nie robimë akcjów na rzecz naszégò nôrodu. Rolã mòtora, co naju napãdzywô, przëjimô tedë jinô kùltura, dzysô pòlskô, i to w ji miono pòdjimómë dzejanié. Në i z żôlã jô widzã, że jeżlë më nie przewôrtnimë naszich elemeńtów kùlturë, tej mdzemë mielë to co mómë: dzejanié w miono pòlsczi kùlturë, a Kaszëbë w sërcu do tegò, żebë na nie pòwzerac na kòłowi wanodze. Jô równak wierzã, że sã w naju latos òdecknie Maszka i Krëk, że miast żdac na òbùdzenié wòjska, më sami do pòbitwë staniemë. Jakô to mdze pòbitwa? Chto je naszim wrogã, jaką mô taktikã, czegò tak richtich bronimë i co dobiwómë? Na te pitania òdpòwiôdô cykel Prostownica, jaczi je dali cygniony w 2019 rokù.

10 zdań, które nas, Kaszubów, wkurzają – Adamòwa Prostownica

Dzisiaj pragnę podzielić się spostrzeżeniami na temat tego, co nas irytuje, a powtarza się na tyle często, że wielu z pewnością przeczyta moje słowa jakby to były ich własne. W sumie pojawiają się one od dawna, ale może dzięki temu, że je w sposób bezkonfliktowy wyjaśnimy, w przyszłym roku będzie ich mniej.

1. Jak jest “agrafka” po kaszubsku?
Kto nie słyszał tego pytania? Zawsze się znajdzie jakiś sąsiad, który słysząc, że mówisz po kaszubsku, dzieli się tą niezwykle zabawną zagadką z niesłychanie zaskakującą puentą. Nic to nie da, że w kaszubskim są na to określenia takie jak “zészerka”. Sąsiad i tak powie, że nie (przecież to nie może zakłócić kawału) i tak naprawdę to “zakrąconô szpila”. Po tym oczekuje, że wszyscy wstaną i wśród śmiechu i owacji będą podziwiali jego dowcipność, po czym jakiś muzyk zagra solówkę na perkusji, kobietom od łez śmiechu rozmyją się makijaże, a powietrze przeszyją fajerwerki.

Czy wiecie, że ten żart już nikogo nie bawi? Podobnie jak ten, że “dwie nodżi do grëpë” oznaczają komendę “baczność”. Za to język kaszubski jest bardzo wdzięczny do komizmu językowego i warto poruszyć wyobraźnię i stworzyć coś, co rzeczywiście będzie zaskoczeniem. Niekoniecznie musi być zagadką w stylu “jak jest po kaszubsku”, bo ta konwencja, przynajmniej na jakiś czas nam się przejadła.

2. “Wyobrażasz sobie, żeby na randce mówić po kaszubsku? To by było śmieszne!”
Wyobrażam sobie. Sam tak robię, kiedy zabieram moją żonę. Rozmawiamy tak również o planach na przyszłość, wydatkach, pracy, urlopie, kłócimy się, przepraszamy, prawimy komplementy, dzielimy spostrzeżeniami, mówimy o przeczytanych książkach, opowiadamy dowcipy. To normalne, podobnie jak robienie tego wszystkiego po węgiersku czy w języku Indian Navajo. Każdy z tych języków to system komunikacji, w którym określone dźwięki w określonym układzie oznaczają określone elementy rzeczywistości lub abstrakcyjne pojęcia pozwalające tę rzeczywistość opisywać. Niektórzy naprawdę myślą, że my nagrywamy filmiki, gadamy do mikrofonu i piszemy dla beki, a potem sami się śmiejemy, jaki ten nasz język zabawny. Otóż nie. Następnym razem, kiedy pomyślisz o tym żeby (nawet jako wyraz sympatii) powiedzieć komuś, że fajnie, że mówi po kaszubsku, bo to śmieszne, zastanów się dwa razy. Nikt nie chce słyszeć tego o własnym języku.

Sam miałem dwie takie sytuacje. W jednej, kiedy delikatnie zwróciłem uwagę osobie tak oceniającej, ona nawet nie zrozumiała. Bo jak to zrozumieć, przecież to jest beka. Drugiej osobie zrobiło się głupio, więc chyba ze zrozumieniem tego faktu nie jest aż tak źle. Trochę jesteśmy sami sobie winni. Daliśmy się sprowadzić do roli opowiadaczy kawałów w kolorowych strojach. Nieraz, kiedy mówię coś po kaszubsku w prywatnej rozmowie po występie satyrycznym, ludzie “szukają puenty” i kiedy okazuje się, że to, co powiedziałem, nie miało być zabawne, nieznacznie uśmiechają się “z grzeczności”.

3. “Ni ma Kaszëb bez Pòlonii…”
Nie chodzi o to, że fragment wiersza Derdowskiego nas wkurza. Jest to ważne hasło, które każdy w jakiś sposób uznaje. Dla jednych to wyrażenie naszej polskości, dla innych związku dwóch narodów w ramach jednego państwa. Wkurza nas natomiast używanie fragmentu poezji jako argumentu. Wyobraź sobie, że wynajdujesz ciekawe dokumenty, wypowiedzi ważnych osobistości i starasz się korzystać z różnych nauk, aby nimi opisać rzeczywistość. Ktoś się z Tobą nie zgadza, bo jeden poeta napisał wiersz, w którym jest inaczej. Brzmi niepoważnie? Dla nas to chleb powszedni internetowych dyskusji.

4. “Kaszubi to separatyści!”
Wyjaśniałem to w poprzednich wpisach, wyjaśniałem w komentarzach pod nimi, ale nadal ne jest to jasne. Oczywiście – niejasne może być dla kogoś, kto dopiero poznaje tę tematykę i nie rozróżnia pojęć “narodowość” i “obywatelstwo”. Ja nie za bardzo rozumiem, czym różni się “ironia” od “sarkazmu”, zdarza mi się pomieszać “bynajmniej” z “przynajmniej”, nie potrafię ułożyć w kolejności chronologicznej etapów życia organizmu od poczęcia do śmierci. Nikt z nas nie musi znać się na wszystkim naraz. Boli jednak, że pewnym osobom coś wyjaśniasz, oni nie mają pytań ani uwag, czyli chyba zrozumieli, ale w kolejnych wpisach dalej pokazują, że nie wiedzą, o co chodzi. Tłumaczysz, że jesteśmy Kaszubami, a nie Polakami, ale jesteśmy polskimi obywatelami, a Polska to nasze państwo. Nie czujemy się przez władze okupowani, nie zamierzamy przesuwać granic, jedyne na co nie ma naszej zgody to na narzucanie nam tożsamości. To chyba uczciwe podejście, prawda? I jest to wyjaśnione tysiąckrotnie, ale osoba, która raz się z tym zapoznała za tydzień znowu się zdziwi, że ktoś wobec nas używa słowa “naród” i będzie się pytała o to, dlaczego jesteśmy separatystami. Najzabawniejsze jest to, kiedy ktoś mi wyjaśnia, że ewentualne państwo kaszubskie miałoby problemy gospodarcze, słabe znaczenie na arenie politycznej i jego utworzenie generowałoby koszty. Miło, że ktoś mi to objaśnia, ale w sumie po co? Nie szkoda czasu?

Jedyny aspekt separatystyczny to dla mnie chęć odseparowania się od kretynów, którzy nie mogą tego zrozumieć. Nie mówię tu o każdym, kto zgłasza takie wątpliwości, ale o tych, którym wyjaśnienie tego nic a nic nie daje.

Osobom, które pierwszy raz stykają się z tą tematyką, z chęcią tłumaczę: deklarujemy odrębną narodowość, tak jak robili to nasi przodkowie od czasów Wiosny Ludów, kiedy pojęcie narodu się krystalizowało. Od czasów wygaśnięcia dynastii książąt pomorskich nie dążyliśmy do utworzenia własnego państwa, ponieważ mija się to z postawionymi przez nas celami. Jedno drugiego nie zakłada, w Polsce oprócz Polaków żyją Łemkowie, Tatarzy, Ślązacy, Kaszubi, Romowie itd. W przypadku wątpliwości i pytań proszę mówić, chętnie objaśnię.

5. “Nie piszę po kaszubsku, bo narobię błędów”
Wśród Kaszubów panuje ciekawy paradoks. Osoby, które piszą w urzędach, na plakatach, w restauracjach itp. nie tylko popełniają błędy, ale olewają głosy krytyki, podają pokrętne tłumaczenia, dlaczego akurat taki zapis zastosowali i są przekonani o swoich kompetencjach. Z kolei tam, gdzie jest przestrzeń na naukę na własnych błędach i szlifowanie – w prywatnej korespondencji, nieoficjalnych wpisach na portalach społecznościowych itd. ludzie wykazują się zbyt daleko posuniętą skromnością i rezygnują z pisania po kaszubsku, bojąc się krytyki. Ludzie, piszcie! Inaczej nie da się nauczyć. I nie taki diabeł straszny – my, piszący po kaszubsku, nie jesteśmy potworami, które wypatrzą każdy błąd i uduszą jego autora podczas snu. Zdarzy się, że ktoś “poprawi” nas publicznie, co może być krępujące, ale tym naprawdę nie warto się przejmować. Z kolei do osób, którzy starają się korygować błędy innych apeluję – bądźcie delikatni, można to zrobić w prywatnej wiadomości, można podczas wymiany wpisów samemu zastosować poprawną formę jako przykład – ludzie są różni i nie każdemu przyjęcie krytyki przychodzi z łatwością. To naturalne, nie budujmy barier dla takich osób. Otwarcie krytykować można jedynie instytucje, które robią coś publicznie i powinny stanowić wzór.

6. “Gdańsk nie jest stolicą Kaszub”
Argumenty za tym, aby to inne miasto było naszą stolicą, opierają się głównie na żywotności kultury, etnicznych proporcjach w populacji i woli mieszkańców oraz samorządów. Tymczasem stolica to siedziba władz. My własnych władz nie mamy, ale ich siedzibą w tej części Pomorza, w której dzisiaj żyjemy, był i jest Gdańsk. Kropka. Książęta kaszubscy nie rezydowali w wiosce nazwanej Kartuzami, Wejherowo w ich czasach było porośnięte puszczą. A, że tylko 10% gdańszczan to Kaszubi? W Londynie może niedługo pozostanie tyle etnicznych Anglików, ale nie sądzę, by chcieli przenosić z tego powodu swoją stolicę.

W całej dyskusji zastanawia mnie duże zaangażowanie jej uczestników. Stolica w obecnej rzeczywistości ma dla nas wymiar symboliczny – odwołuje się do historii, idei. Uznanie Gdańska za stolicę, co zostało zrobione już przed wielu laty, nie nakazuje mieszkańcom przyjęcia określonej postawy, nie zmienia języka urzędowego, nie powoduje dyskryminacji. Poza tym nie ujmuje innym kaszubskim miastom nic z ich roli kulturotwórczej. A Gdańsk będzie stolicą ze względu na fakty, więc nie ma sensu się spierać, czy warto go uznawać czy nie, bo nie zmienimy historii, z której wiadomo, kto nadał miastu prawa miejskie i kto spoczywa w Katedrze Oliwskiej. Nie szkoda czasu i nerwów na dyskusję na ten temat? To tak jakby zupełnie serio dyskutować ze specjalistami od „Imperium Lechitów” czy Płaskoziemcami.

7. “Po co ci kaszubski?”
Odpowiedź w tym felietonie.

8. “Tobie się ten kaszubski jeszcze nie znudził?”
A Tobie polski? Kiedy przestniesz się wygłupiać i podpisywać zdjęcia na insta w tym zabawnym języku? Widzisz, jak absurdalnie to brzmi? A powtarzane wielokrotnie staje się irytujące.

9. “To Kaszubi mogą…”
Dodaj, co chcesz. Chodzić na basen? Jeść sushi? Grać w coś, co nie jest baśką? Serio, spotykam się z takimi pytaniami. Kiedy wychodziłem od masażysty osoba, która mnie zna, spytała “To Kaszubi chodzą na masaż?”. Nie, jak coś nas boli, to idziemy do żyjącej w lesie babci, która naparzy nam ziół i natrze tajemniczą maścią, wykonując znak krzyża i spluwając przez lewe ramię. Niby to żart i nie ma co się obrażać, jednak pokazuje, jaki jest nasz obraz w społeczeństwie. Żyjemy w szachulcowych chatkach, w których nie ma prądu, wodę czerpiemy ze studni i nie interesuje nas nic zzewnątrz. Wiecie, że tak nie jest? I nigdy nie było, bo jako lud nadmorski mieliśmy dosyć duży dostęp do dóbr i idei z innych kultur już od czasów przedchrześcijańskich. Obcowanie z innymi i korzystanie z ich dorobku mamy we krwi.

Kiedyś ciocia spytała mnie, jak jest “ksero” po kaszubsku i kiedy jej powiedziałem, to mówiła, że na pewno tak nie jest, bo Kaszubi nie robili ksero… serio!

10. “Zrób to tak, żeby turystów to zainteresowało”
Mówiłem już w jednym z poprzednich tekstów. Nie jesteśmy małpami w cyrku, nie robimy naszej kultury pod turystów. Dla nich mamy pewne elementy, ale one nie są naszą całą spuścizną. Jak coś robimy, to niekoniecznie nastawiamy się na to, żeby inni nas oglądali i płacili. Robimy to dla siebie, tak jak każdy naród.

Chcesz wiedzieć co mnie wkurza najbardziej? Że w większości powyższe zdania słyszę od samych Kaszubów…

Takich zdań jest mnóstwo. Jak ich uniknąć? Po prostu traktujmy kaszubską kulturę normalnie. Jesteśmy ludźmi, którzy mają określone, jasno wyrażone poglądy, swoją tożsamość traktujemy serio, to znaczy nie jest ona elementem pracy czy zabawy, którą opuszczamy, kiedy nam się znudzi. Podobnie jak Ty nie opuszczasz swojej tożsamości, tylko towarzyszy Ci ona w każdej chwili i nie chcesz, aby została urażona. Nie myśl też, że jesteśmy bardzo delikatni i apeluję tutaj o jakieś specjalne traktowanie. Wręcz przeciwnie, na ten rok i wszystkie kolejne życzymy sobie, żebyśmy się traktowali normalnie.

Z familią nôlepi w ksążkach? – Adamòwa Prostownica

Familijné swiãta – z jinternetowëch òbrôzków jô widzã, że to je straszny czas, czej më mùszimë ùdawac, że sã kòchómë, sztresowac sã pòtkaniama z wùjama z jiny pòliticzny òpcje i nieszczerze so żëczëc tegò, co dobré. Je z nama tak lëchò? I mòże më – nôrodny i niénôrodny dzejarze téż jesmë taką familią, z jaką dobrze wëzdrzimë le na òdjimkach abò lepi – w pòprojektowëch pùblikacjach?

Czej jô widzã lëdzy, co przed Gòdama stãkają, że przed nama cząd nieszczerëch gôdków, larwów nakłôdaniô, sztresu zrzeszonégò z wëmùszonyma pòtkaniama, to mògã le żałowac tëch niebòrôków. Mòja familiô téż nie wëzdrzi jak z reklamë margarinë, le jô bë w żëcym nie pòmëszlôł, że pòtkanié z nią to je jaczi niechcóny òbrzészk. A mòże prawie temù, że më nie wëzdrzimë jak zerialowô rodzëzna i nawet nie próbùjemë bëc. Rozmajice biwô, le më sã razã trzimiemë i nawet jak chtos sã z tegò wëkrësziwô, tej je traktowóny ze żëcznoscą, jakô sã kòżdémù człowiekòwi słëchô. Taczi niedoskònałi familie jô kòżdémù żëczã!

Jistno je z krewnyma na wiesołach. To dô rozmajité tegò zortu rozegracje. Na jednëch widzymë ùsmióną grëpã lëdzy, co sã sobą ceszą. Na drëdżich Młodô Pôra so wëmëszliwô Amercan Wedding, biôłą tonacjã, pòwôżną mùzykã i pilëją, cobë nick nie zabùrzëło fòrmë. I tedë lëdze mają stracha sã ùsmiechnąc, bò jak to mdze na zdjãcach wëzdrzało? Młodô Panna je tak zajisconô tim, cobë kwiatë nie òpadłë, że nie ceszi sã z tegò, że długò niewidzonô półsostra sadła kòle kawaléra i klôr widzec, że òna sã szëkùje do złapaniô sztraùsa na òczepinach. Taczégò pòdchôdaniô jô nikòmù nie żëczã.

Jaką familią jesmë më – jãzëkòwi i nôrodny aktiwiscë? Jak kòżdô – pòdzeloną, z czôrnyma òwcama, pò rozmajitëch przeżëcach, pòrenioną, le taką, co jidze do przódkù. Nié ò tim jô równak chcã gadac. Gòdë to je dobri czas, cobë sã przërównac, czë më chcemë ùchòwac sztiwną fòrmã, w jaczi ni ma placu na spòntanicznosc i wseczëca czë jesmë grëpą dejowò krewnëch lëdzy, co sã dobrze ze sobą czëją i są żëczny nawet czej cos, jak to we familii, nie wëchôdô.

Jô móm czile spòminków z taczich “familijnëch pòtkaniów”. Rôz, czej bëła gôdka ò projektach, jaczé je nót zrealizowac i zdrojach finansowaniô, chtos rzekł, że më mùszimë sã wicy pòtikac, gadac, bëc ze sobą, lepi sã pòznac, zajinteresowania rozwijac, w planszówczi grac… mie zasztopało. Në jo! To mô cwëk! Wiész Të jak òdpòwiedzelë jiny ùczãstnicë zéńdzeniô? Rzeklë, że to je baro dobrô ùdba i to mùszi napisac projecht na cykel pòtkaniów! Serio?! To mòże chcemë napisac wniosk ò ùdëtkòwienié jidzeniô na piwò? Më mùszimë wëlezc bùten rubrików, tegò nieszczerégò pòtikaniô w karnie, w jaczim sã lëchò czëjemë, a zacząc bëc familią, co sã ceszi na swiãta – mòżlëwòtã pòtkaniô i spãdzeniô czasu. Czemù to je wôżné? Bò tedë më jesmë żëwim òrganyzmã, nié zamkłim karnã do realizowaniô prostëch zadaniów. Dzãka temù më jesmë w sztãdze nie marnowac leżnosców, chtërnëch më z dotacyjnégò rozwarkù nie widzymë. Te leżnoscë są wkół. To są lëdze, jaczi chcą do naju dołãczëc, nawet czej sã nie znają na ti robòce. A mòże mają jiné taleńtë, jaczich nigdë sã nie òdkrëje, bò w latosym rozdanim ni ma na nie pieńdzy?

Drëgô sytuacjô to rozmòwa pò szpëtôklu, jaczi më wëstôwielë. Më bëlë zwëczajno médëch tim dokazã, próbama, témą, nama bëło nót sã pòtkac przë czim smacznym i wëluzowac. Nie dało sã. Za wiele projektów, jaczé je trzeba napisac dzysô, bò nama leżnosc na wëjôzd, kònferencjã i wëstôwk ùceknie. I tak më tegò pilëjemë, że nama ùcékô szansa na przetrawienié jednégò wątkù, pògôdanié ò nim, pòznanié drëdżégò człowieka. Za to bëlno znajemë òperacyjné programë samòrządów, rządu i Eùropejsczi Ùnie. Co z tegò, jak më nie rozmiejemë wińc bùten tegò wszëtczégò. Chtos, chto ni mô do tegò głowë, jak sã mô z drëdżima aktiwistama pòtkac, sã czëje jak przed rozmòwą przë gòdowim stole ò pòlitice z wùją, jaczémù i tak nie wëklarëjesz, a żëczbë złożëc mùszisz.

Rodzëznë brëkùją rituałów, swiãtów, jaczé brzątwią lëdzy wkół stołu. Jinaczi wszëtkò sã sëpie. Tak je w kòżdi kùlturze, że plac do jedzeniô je tim, co trzimie tradicjã – w kòżdim jednym plemieniu i nôrodze. Do tegò je nót datów, jaczé są klôr, kòżdi je znaje i sã do nich dopasowiwô. Jistno më brëkùjemë tëch “swiãtów” – projektów, bò bez nich nic nie pùdze do przódkù. Trzeba równak téż negò “stołu” – placu do zwëczajny lëdzczi łączbë, cobë më w drodze wprzódk czasã nie mijelë naszich célów i widzelë, co w naszim dzejanim je wôżné. Tegò jô żëczã Wajim familióm, a téż naji pòspólny, kaszëbsczi rodzëznie.

Stôri Kaszëbi – Adamòwa Prostownica

Të gôdôsz jak stôri Kaszëba – nôlepszi kòmplemeńt i scwierdzenié, że nasza gôdka nie je wëkòszlawionô cëzą nalecëzną i sztëcznyma fòrmama. Kaszëbsczi jãzëk pòstarziwô człowieka. A to lëchò w czasach kùltu młodoscë.

Nié do kùńca równak na glorifikacjô stôrëch je lëchô. Tak je w kòżdi nôtërny kùlturze, dopiérze masowô kùltura wprowôdzô ùcék òd staroscë. To sélanié seniorów w place, dze na nich nie je nót wzerac, nieczerowanié sã za jich słowama, kùreszce òdmłodniwanié sã nawet czej to ju leno smiészi – to je òbrôz dëchòwi i kùlturowi pùstczi. Mie baro ceszi, że w kaszëbsczim jãzëkù jak chcemë gadac ò stôrëch lëdzach, tej bez gãstoleniô pòwiôdómë “stôri lëdze”. Pòlôszë szukają eùfemizmów “osoby starsze”. Starszé jak chto? Czemù taczi mëtel wërażiwaniô? Prosto to sã nie słëchô gadac “stary”, bò to mòże òbrazëc. Temù téż w pòlsczi kòlãdze “Józef stary” zamienilë na “święty”, żebë mù nie bëło przikro i cobë nicht gò nie parłãcził z prostatą, parkinsonã i wiecznym stãkanim, że “przódë to bëło”. A më jak gôdómë “stôri”, tej nie òbrôżómë, bò stôri to prosto stôri człowiek i tëli. Jak gôdómë ò kims, że mô bruné abò mòdré òczë, tej nie òbrôżómë, le fakt scwierdzywómë. Jistno z wiekã.

W mòji kritice tedë nie jidze ò gôdanié, że mómë ùdawac wieczno młodëch, prosto je nót scwierdzëc, że nasza kùltura je ùtożsamiwónô ze staroscą i to je pòwôżny tôkel. Kùli razë më czëjemë w òdniesenim do młodëch “ten je jak stôri Kaszëba”? To wiedno znaczi “òn je richtich, nôtërny”. Zadanié dlô wëòbraznie: jaczé òbrazë sã pòjôwiają w głowie przë słowie “Kaszëbka”? Tak jak w jednym z rëchlészich felietonów bëło rzekłé – farwné òbleczenié, a do tegò to je gwës takô stôrô białka, co robi chléb ze szmùltã i kòżdémù kôże jesc. Kaszëba? Sëwi, z wiôldżim kózrã, nie ògarinô technologiów i gôdô, że przódë bëło lepi. Òni nie za baro cos mògą zrobic, mògą nôwëżi pòwiadac, spòminac, równak czãżkò, żebë jich robòta mia cos wniesc.

Nasza kùltura w taczim mëszlenim mô dwa wektorë. Jeden skansenowi – “ti stôri tim młodim”. Gôdómë ò kùlturze, le ji nie twòrzimë. Rekònsztruùjemë cos, co sã nie òdnôszô do naji sytuacje i mô charaktér le jinfòrmacyjny. Takô kùltura nie bùdzy, nie pòdskacô, le pòwiksziwô wiédzã. Drëdżi wektor to “ti ùtwórcowie tim stôrim”. To nôlepi òbrazëje rozmòwa z klijeńtką, jaką jô miôł na témã wëstãpù dzes na pôłnim. Òna rzekła “më ju na tim festinie mómë skòpicą atrakcjów dlô młodëch, tej chcemë wasz kabaret, tak co stôri lëdze téż mdą mielë co dlô se”. Më w niżódnym placu nie napiselë, że nasze szpòrtë trôfiają barżi do emeritów. Propòrcjô midzë granim na òsmënôstkach i dniach seniora to 4:1 dlô gebùrstagów tëch wchôdającëch w ùstné żëcé. Gwës, më rôd wëstąpimë do lëdzy, co mają wnet 3 razë tëli lat co më, le to nie je nasza szpecjalizacjô. Skądka mëszlenié, że më jesmë atrakcją dlô stôrëch? Jo, to, że grajemë pò kaszëbskù! I nick nie dôwô to, że naje szpòrtë sã òdnôszają do swiata lëdzy w przëdzélu 25-35 lat stôrëch, òbserwacyjny hùmòr wëstãpiwô czãscy jak pòwiôstczi z pùeńtama, a na spòlëznowëch pórtalach jesma w łączbie colemało z lëdzama młodszima jak ma.

Jak jô przëzéróm w mediach wëpòwiescë młodëch, co są òbjimniãti kaszëbską edukacją, tej widzã, że baro czãsto òni jakno przëczinã ùczbë swòji mòwë pòdôwają chãc gôdaniô z ópama. To je baro szlachetné, le pòkazywô téż, że sóm jãzëk dlô nich nie je wôżny. Jô z ùwôżaniô dlô ópów i òglowò przódków gôdóm w jich i mòjim jãzëkù, a nié “sã ùczã jich jãzëka”. Mie sã wëdôwô, że taczé nastawienié je pòzytiwniészé.

Do czegò taczé mëszlenié prowadzy? Zycher do tegò, że młodi lëdze nie wchôdają w tã témã – merkają, że òna nie je dlô nich, tej co sã bądą pchelë? Je téż jesz jeden efekt, ò jaczim më mùszimë wiedzec. Cobë to zrozmiec, më mùszimë wiedzec, jak nasz mùsk reagùje na młodosc i starosc.

Starosc dzysô sã parłãczi jednoznaczno negatiwno w pòpkùlturze. Głãbòk w naju równak sedzy ùwôżanié do mądroscë, doswiôdczeniô i achtnienié stôrëch lëdzy przez swiądã, że më téż czedës mdzemë w jich sytuacje. Pòkazywómë téż jich żëcé jakno wzór – za jich czasów lëdze sã kòchelë całé żëcé, relacje z drëchama nimò kòmùnikacjowëch ògreńczeniów bëłë głãbszé jak w czasach wirtualny łączbë, materialno gòrszô sytuacjô nie wadzëła we wikszi redoscë. Wszëtkò bëło prôwdzëwszé i głãbszé. Pòdswiądno më chcemë tim namiknąc, bò sami nie wiémë so radë z najim żëcym. To je ùproszczony òbrôz, le jô gôdóm ò tim, co nama w głowie sedzy, a nié ò złożonëch realiach. Starosc to je wiédza, le téż słabòsc. Mómë ji stracha, bò më nie mdzemë samòstójny, zmianë przestóną bëc naszą zasłëgą, a zaczną bëc czims, co przechôdô òkòma naju. Wikszô wiédza dô nama òbrôz wszëtczich lëchich decyzjów, le tedë bądze za pòzdze, cobë to ùprawic.

Młodosc to czas, jaczi pòzwòliwô na fele. Młodi ni mô pòczëcô sromòtë tak wiôldżégò, cobë gò miało hamòwac przed eksperimeńtowanim. Nimò môłi wiédzë wërôbiô so wërazny pòzdrzatk i chce gò narzucëc całémù swiatu. Je barżi nastawionô bùten jak bënë – lżi ji je biôtkòwac ò òczëszczenié planétë z CO2 jak òpòrządzenié swòji jizbë. Głëpasô, smiésznô, pózni më sã ji sromómë – le bez mòcë młodoscë swiat bë nigdze nie zaszedł!

W taczim rozmienim nëch procëmległëch biegùnów stôwianié naji juwernotë pò stronie stôrëch dôwô pòczëcé nôtërnoscë i głãbie, le równoczasno nie stôwiô na zmieniwanié swiata. Kaszëbstwò je tedë bënowé i nie je nót, a nawet sã nie słëchô za baro z nim òbnaszac. Ni mòże téż bëc za wërazné. W pòliticznëch decyzjach (w taczim rozmienim òpisywóny sytuacje) më mómë bëc Pòlôchama, nôlepi z zéwiszczama napisónyma na kòszulkach, a nasza nôrodnô swiąda je zagłëszonô. Nié temù, że je gòrszô, prosto òna ni mòże nic zmienic.

Òdmłodzenié naji nôrodny swiądë dô dwa efektë – pò pierszé, co je logiczné, wicy młodëch mdze sã z tim ùtożsamiwało. Stôrëch lëdzy më mómë ùważac, słëchac jich radów, ale nie nëkac jich do robòtë, czej sami jakno młodi sedzymë w môlu! Drëgô rzecz, jaką przëniese wzéranié na nas w kategòriach młodoscë, je danié naszi rësznoce mòżlëwòtë spòlëznowégò cëskù, mòcë, z jaką mùszi sã liczëc, bò nié le mądrosc przez naju przemôwiô, le téż determinacjô, cobë ta mądrosc sã rozkòscérza. Czas sã wëlékarzëc z nôrodny gerontofilie!
Jak to zrobic? Kò jaczi złoti radë jô ni móm, jô le jem zycher, co to mùszi wiele sprawów na rãbë wëwrócëc.

Tôkel z młodima je taczi, że ti, co w kaszëbiznã wchôdają, ti wpùszczają w sebie elemeńt staroscë (rozmióny zgódno z rozmiszlaniama w tim teksce). Jô nie chcã terô bëc prowòkacyjny… abò jo, chcã! Jô chcã terô pòkazac, że më – roczniczi 85-95 jesmë lepszi jak ti młodszi. A co! Më téż nie jesmë tak stôri, cobë sã nie bùńtowac i nie prowòkòwac. Jak më wlôżelë na binã sprawów zaczãtëch przez Cenôwã, tej më mielë kònkretną ùdbã – rozwalëc w trón mëszlenié ò kaszëbiznie jakno fòlklorze i pòkôzanié, że normalny lëdze mògą w ti kùlturze fùnkcjonowac. Plan béł prosti. Nôprzód cos, czegò nienawidzymë, rozwalëc, a pózni… sã ùzdrzi. Głëpasé? Mòże i jo, ale jaczé mòcné! A terô jô jadã na pòtkania młodëch, strzód jaczich wikszi dzél to taczi ùrodzony pò 1995 i co? Jô jich pitóm, co òni chcą wniesc w rësznotã. I te dzôtczi z gòłima kòstkama pòwiôdają, że jak òni ju tu są, tej bë chcelë tuńcowac, wëszëwac, to co òni w szkòle mielë. Pò prôwdze? Ok, jeżlë Wa to pò prôwdze chceta robic, tej to róbta. Bądzemë za cziledzesąt lat mielë taką sytuacjã – më stôri wëchòwóny na Damrockersach i Wa młodi wëchòwóny na Kaszëbsczich Nótach. Problém je taczi, że jô Wama nie wierzã ani përznã. Wzéróm na waje frizurë, kòszle, na waje profile na pórtalach i jô wiém, że to, co Wa gôdôta, to nie je prôwda. Czejbë Wa chca wniesc tuńce abò pòwiôdanié szpòrtów z XIX stalata do najégò kùlturalnégò żëcô, tej to bë bëło widzec na tëch òdjimkach. Prosto Wa robita to, co Wama kôżą szkólny i anymatorowie, i to je Waja ùdba na kaszëbiznã. Taką Wama delë, a Wa ni môta alternatiwë, bò doch to je kùltura dlô stôrëch i ti stôri Wama taką a nié jiną fòrmã delë, tej Wa sã ji trzmieta. Móm jô prôwdã? A mòże Wa mia w głowie taką mëslã – zrobimë cos pò czim wszëtczim gala pãknie i bądą wiedzelë, że më téż mómë swòje! Mia Wa? Nié? Tej nôwëższi czas cos taczégò wëmëslëc.

Jô, ùrodzony w 1992 rokù, sã czëjã młodo, chòc jô czuł, że dlô niejednëch to je jinô era. Mòże jô ju ni mògã balowac całi tidzéń pò Dniu Jednotë, wrzeszczec przez òkno aùtoła patrijotnëch zéwiszczów pò nocach i szkalowac w karczmie na lëdzy, co lëchò gôdają ò najim jãzëkù z czijã do bilarda w rãce… ale jô móm taczé przeżëca i jakbë to niepedagògiczno brzëmiało – jô bë jich w żëcym nie zamienił na Waje zajmë ze szkólną òd tuńcowaniô i wizytë w mùzeùm. Na wiele rzeczi jô so ju ni mògã pòzwòlëc, chòc do staroscë mie je wiele dali jak do młodoscë. Jô do Waju apelëjã, młodi lëdze – zachòwùjta sã jak młodi! Bò jak Wa ju terô jesta stôri, tej jaczi Wa mdzeta pózni?

Tak trudno zrozumieć? – Adamòwa Prostownica

Prawdopodobnie kiedy po raz tysięczny wyjaśnimy, dlaczego Kaszubi to odrębny naród, opiszemy, czym różni się narodowość od obywatelstwa i przedstawimy, jakie są nasze relacje z państwem, Polakami, Kaszubami, którzy przyjęli inną tożsamość… znajdzie się ktoś, dla kogo będziemy musieli powtórzyć procedurę po raz tysiąc pierwszy. Pytamy się niebios “czego oni nie rozumieją?”. Może spróbujmy zmienić na chwilę perspektywę i zamiast starać się być zrozumianym, spróbujmy zrozumieć ich.

To naturalne, że naród, który walczył o własne państwo, będzie oczekiwał, że jak ktoś na terenie jego państwa ma inną narodowość, to pewnie będzie się zachowywał tak samo – podejmie walkę i zdezintegruje kraj. Trudno jest zrozumieć, że można być gospodarzem na swojej ziemi, a jednocześnie mówić innym niż urzędowy językiem, komuś, dla kogo Tatar to rodzaj mięsa, a nie żyjący tutaj od stuleci muzułmański sąsiad.  Komuś, komu ten dowód jest potrzebny jedynie, kiedy bierze np.  kredyt w banku, trudno zrozumieć, że w dowodzie osobistym nie ma się wpisanej narodowości .

Drugą grupą nierozumiejących są nasi rodacy, którzy wybrali inną drogę. Oni przede wszystkim boją się, że narodowość kaszubska pozbawi ich czegoś. Bo jak są Polakami, to są tacy bardziej pełnoprawni. Nie mieli by nic przeciwko narodowości kaszubskiej, byleby była ona polska… Pomijając oszołomów straszących “bałkanizacją”, zrozumieć należy, że ludzie boją się przypisania do grupy, która wyróżnia się na tle reszty społeczeństwa.
To niezwykle ważne, żeby takich ludzi zrozumieć. W przeciwnym razie damy się wpędzić w kąt, z którego wydostać się możemy tylko przez walkę. A w tej relacji wcale nie chodzi o bój na słowa i pokazanie swojej wyższości. Nie tym razem. W przypadku pierwszej grupy – musimy wiedzieć, że kieruje nimi lęk. To strach o destabilizację, dezintegrację, zaburzenie świętego spokoju. Brzmi absurdalnie, ale to dlatego, że my siedzimy głębiej i wiemy więcej. Dla kogoś, kto ma utarte schematy i patrzy na nas powierzchownie (nie jest to zarzut – trudno wymagać, że całe społeczeństwo będzie studiowało kaszubologię) te obawy są realne. Musimy spokojnie go tego lęku pozbawić, pokazać, że nie gryziemy, ale też nie damy się zagryźć.

Druga grupa to Kaszubi nie rozumiejący idei narodowej odrębności. Im lepiej takich ludzi znam, tym bardziej ich lubię. Na początku mojej tożsamościowej drogi z dużą łatwością stawiałem mury i zasieki między nami. My, wierni tożsamości przodków i oni – zdrajcy, którzy przyjęli polskość, a ponad sto lat temu z pewnością by się zniemczyli z pogardy dla własnego dziedzictwa. My, którzy pokonaliśmy lata przekłamań i dotarliśmy do rdzenia naszej tożsamości, i oni, których umysły są zniewolone. Młodość rządzi się swoimi prawami, wyraźne podkreślanie swojej identyfikacji to jedno z nich. Bardzo zresztą przydatne w kształtowaniu się do pewnego momentu. Dzisiaj raczej widzę jak wiele nas łączy. Ileż to już spotkań odbyłem i dowiadywałem się po dłuższej rozmowie, że tak naprawdę ci ludzie wiedzą, że są odrębni, że nasza inność to coś więcej niż kilka zwyczajów i język. Sam miewałem wątpliwości, jaki sens ma przekonywanie ludzi do narodowości kaszubskiej. Ich dziadkowie może i ją deklarowali, ale to było przed wojną. Potem trudno było funkcjonować jako ktoś inny i szkoła, telewizja, radio zrobiły swoje; dzisiaj ludzie nie rozumieją nawet na czym ta odrębność polega, a trudno utożsamiać się z czymś, o czym nie ma się pojęcia. Trzeba ten naród budować od zera. Okazuje się, że wcale tak nie jest. My w swojej działalności nie przekonujemy ludzi do niczego nowego, czego by nie znali. Okazuje się, że to, co – obok języka i zwyczajów – w największym stopniu zostało zniszczone, to pojęcia. W rzeczywistości kaszubsko-niemiecko-polskiej mieliśmy poczucie odrębności, ale teraz sprawa została uproszczona, wszyscy mają jeden język, jeden dokument tożsamości, modlą się w jednym kościele. To rzutuje na deklaracjach. Kiedy jednak rozmawia się o sprawach kaszubskich, nagle okazuje się jak duża jest świadomość odrębności, a nawet wiedza o historii tej kwestii! To czego brakuje, to przypisanie tej tożsamości do określeń, które dzisiaj prawnie opisują te zagadnienia. Bo niby jak się połapać w tym, co to mniejszość etniczna, narodowa, czy język regionalny to bardziej język czy coś innego? Samo określenie “mniejszość” też automatycznie ustawia pozycję członków – niejako naprzeciw większości, w słabszej grupie. Słowo “naród” jest przyjmowane z większą łatwością – po prostu brzmi dumnie, ładnie, jednocząco.

Najważniejsza myśl w tym wątku jest optymistyczna. Budowanie dumy z przynależności do narodu kaszubskiego to nie jest zadanie nowe, to po prostu budzenie drzemiącego w naszym ludzie potencjału. Należy wyjaśniać znaczenie pojęć, ale też w tym wyjaśnianiu nie tonąć. Kiedy ludzie będą dumni z własnego dziedzictwa, wówczas nie trzeba będzie się martwić o rozumienie pojęć – będą się rozumiały same przez się. Nie wolno nam jedynie popadać w poczucie wyższości – nie musimy mówić innym, kim mają się czuć, jeżeli mamy jakąkolwiek misję, to jest nią pokazanie, że nie trzeba się bać tego, co w nas drzemie od zawsze. Najzwyczajniej w świecie – dobrze jest wbrew medialnym, edukacyjnym i politycznym tendencjom iść przez życie drogą swoich przodków i tę drogę wskazywać następcom.

Po raz kolejny do felietonu dołączam pytanie. Co jest niezrozumiałego w idei odrębności narodowej? Które wątki są niejasne?

Kim jesteś, dokąd zmierzasz w marszu? – Adamòwa Prostownica

Festiwal nienawiści, pogardy i wzajemnego obwiniania się trwa w najlepsze. Poczekajmy jednak do świąt. Wtedy przyjdzie nam się spotkać z wujkiem, co chodził bronić sądów, szwagrem, który wie jak to było w Smoleńsku i antysystemową kuzynką Korwinką. Ale będzie klimat! Chyba, że podejdziemy do sprawy inaczej.

Zobaczcie, jak udało się podzielić społeczeństwo i każdego z nas zagonić do określonego okopu. Mam tu na myśli wszystkie strony nie naszej wojny. Tak było często w kaszubskiej historii, że bracia stawali naprzeciwko siebie na polach bitwy. Dzisiaj walka o elektorat polegająca na demonizowaniu tych drugich i budowaniu poczucia wspólnoty poprzez wycieranie sobie twarzy wyższymi wartościami odbywa się prawie non stop, prawie wszędzie, prawie każdy w niej uczestniczy. Możemy oczywiście jako naród poprzeć tych, którzy są dla nas opcją bardziej korzystną. Czy jednak godzi się, abyśmy postępowali jak oni? Piszę ten tekst przed Marszem Niepodległości, imprezą Polaków. Co z tego, że jest przed? Już są gotowe scenariusze na obwinianie za wszystkie niepowodzenia wydarzenia! Antysystemowcy oskarżą PiS i PO (to samo zło), że wykombinowali im odebranie Marszu. Parlamentarny AntyPiS powie, że PiS i nacjonaliści, naziści, szatany razem radykalizują społeczeństwo. A może i PiS poczuje się osamotniony wobec reszty? Przecież to takie łatwe – powiedzieć, że oni wszyscy razem, zgodnie przeciwko nam.

Dziwię się Kaszubom, którzy biorą udział w tej wojnie po różnych stronach. To nie nasz styl walki. Dla mnie kaszubskość, to mój Dziadek, który po zawale szedł pracować mimo zakazu lekarza, bo przecież jak można nie pracować? To Mama, która nie kupowała mi wszystkiego na co mam ochotę, mimo że nie brakło pieniędzy. To wszystko co nauczyło mnie, że mam to co sam zarobię i nic, absolutnie nic nie uprawnia mnie do powiedzenia “mnie się należy”. Nawet to, że ktoś wobec mnie zawinił. Jak coś jest zepsute to zanim bierzemy się za szukanie winnych, naprawiamy to, aby jak najprędzej działało. Kaszubska mentalność to chęć pozostawienia świata choć odrobinę lepszym niż się go zastało, dzięki swojemu wysiłkowi. I teraz drzewo, które wyrosło na takiej glebie ma zasilać ten kompost wzajemnej nienawiści i obwiniania się? Tę chęć rozwalenia innych, niezależnie od tego, czy przyniesie to komukolwiek korzyść? To byle jakie podejście do pracy? Po co nam to? Wytworzyliśmy jako naród wspaniałą kulturę – pełną przywiązania do rodziny i otwartości na innych – popatrzmy na historię narodów i religii, które u nas były i są. Nasze dziedzictwo to zupełny fenomen połączenia zaradności z przywiązaniem do tradycyjnych wartości. W Polsce rodziny wielodzietne kojarzą się z biedą, u nas z gminą, w której jest niemal tyle przedsiębiorstw ile osób w wieku produkcyjnym. Czy to nie lepszy powód do dumy niż radość z dokopania tym drugim w sądzie, studiu telewizyjnym albo na ulicy? No i czy to nie lepszy punkt wyjścia do rozmów przy świątecznym stole, które nadejdą, nim się obejrzymy?

Nie mam zamiaru przeciwstawiać się jednemu wujkowi, który twierdzi, że demokracja umarła, ani drugiemu, który żąda, aby media były bardziej polskie, bo są niemieckie. Oni wkręcili się w nie swoją wojnę. Albo w sumie ta wojna wkręciła im się jak patyk między szprychy od roweru. To nie pierwsze pokolenie Kaszubów, które wkręciło się w jakąś obcą batalię.

Nie twierdzę oczywiście, że powinniśmy być bierni politycznie. Naszym obowiązkiem jest jednak pamiętanie o punkcie wyjścia – naszym interesie. My tymczasem już jesteśmy przyzwyczajeni, że taki interes zostawiony jest na końcu, jak już będzie spokój z innymi sprawami. A na to się nie zanosi. Ponadto chcę zaznaczyć, że nie próbuję stawiać tutaj sprawy zero-jedynkowo: dzieląc na tych złych Polaków i wspaniałych Kaszubów. Wiele w Polakach podziwiam, sporo im zazdroszczę i bardzo ich lubię. Nie godzę się jednak, byśmy przejmowali te metody działania, bo one po prostu nie są częścią naszej natury i w wykonaniu naszych rodaków wyglądają groteskowo. Chodzi tu o sytuacje, w których popieramy czyjąś narrację, nawet jeśli w tej narracji jesteśmy ukazani w złym świetle. Przyjmujemy historię w wersji napisanej przez ludzi, którzy nie mają pojęcia przez co przechodzili nasi ojcowie w najczarniejszych godzinach Europy. Przyjmujemy wersję samych siebie jako ozdoby do wszelkich poczynań jednej i drugiej władzy, musimy się w tej wersji ładnie zaprezentować i nie krzyczeć za głośno, bo to nieładnie. A jednak mimo propagandy, która nas zniekształca, ogranicza, każe przebrać się w mundur w barwach danego politycznego środowiska nasz naród żyje! Mój wujek (Polak!) opowiadał mi, że podczas pracy na budowie od razu rozpoznaje, czy ekipa to Kaszubi. Słyszy rozmowy na temat wydatków – za zarobione pieniądze postawią płot, zrobią elewację, zaplanują budżet. Inni (to jego słowa) myślą o weekendzie i daniu w gaz. Oczywiście to uogólnienie, sam wiem, że nie zawsze tak jest. Kiedy jednak ktoś z zewnątrz to zauważa, to może coś w tym jest? Może nasza siła wypływa z nas samych, a nie z tego, co nam w jednej czy drugiej kadencji Warszawa dała? Uwierzmy zatem, proszę Was, uwierzmy w siłę naszego narodu! Nie pokazywaną za pomocą pirotechniki na marszach, nie odwołującą się do nowoczesnej europejskości, ale naszą siłę polegającą na pozostawianiu świata nieco lepszym niż się go zastało. Ta sama siła może nam pomóc wstać po upadku naszej kultury, języka, tożsamości – właśnie ta chęć naprawiania tego co się zepsuło, a nie wypominania, oskarżania, zgorzknienia, poczucia bycia oblężonym.

Zbliża się kolejny Narodowy Spis Powszechny. Na razie to daleka perpeksywa i wiele bieżących spraw w międzyczasie. Kiedy będziemy wypełniać deklarację narodowości, pamiętajmy, że to deklaracja tego, jaką wizję świata przyjmujemy, z którą kulturą działania się utożsamiamy. 11. listopada to dzień św. Marcina. W naszej tradycji był to czas, kiedy parobkowie kończyli kontrakty oraz negocjowali nowe umowy na kolejny rok. Zawrzyjmy więc także umowę – że staniemy po własnej, kaszubskiej stronie. Pokażemy innym ziomkom, że taka deklaracja narodowościowa to opowiedzenie się za tym, co w nas najlepsze, a czego sami nie dostrzegamy. Że nie musimy się podpisywać pod cudzymi działaniami, bo sami mamy siłę. Pozostawmy świat wokół siebie nieco lepszym niż go zastaliśmy.

Kropla w mòrzu? – Adamòwa Prostownica

Rãka w górã, chto miôł chòcle rôz taką sytuacjã: sedzy so na jaczim pòtkanim, dze są ti, co mëszlą jak òn, widzec je dëcha w nôrodze, midzë ùczãstnikama sã skrzi òd deje, a nôrodnô spiéwa jidze z wszëtczich gôrdzélów. I tedë przëchôdô swiąda, że co z tegò, jak za dwiérzama je niewëòbrôżalno wikszi swiat, jaczi mô namkłé, nie wié, nie rozmieje, nie czëje…

Jô baro czãsto móm to wseczëcé, co szlachùje za dostanim sã sniegù midzë krogã na skórã na krzebce. Jaż całim człowiekã zdrugô i ni ma jak tegò wëcygnąc. Jô gôdóm z lëdzama, co mie znają, przëzérają sã temù, co jô robiã i czej gôdóm, że mój cél to je doprowadzëc do sytuacje, czej wikszi dzél naszińców w mòji generacje mdze pò kaszëbskù gôdôł, tej òni próbùją zrozmiec, co jô móm na mëslë, bò gwës nie gôdóm dosłowno. Czemù? Bò “jô rozmiejã, so pòszpòrtowac, jaczi téater zrobic, ale tak, żebë jô mùszôł gadac?” Jo, ò to mie jidze, dosłowno. Më prowadzymë baro rozwiniãté diskùsje, co zrobic, cobë jãzëk rozkòscérzëc, le tam za dwiérzama lëdze dali mëszlą, że më to robimë dlô szpôsu! Òni całi czas mëszlą, że nasz cél to je rozwij turisticzi. Mie nawet môlowi gazétnicë pitają, jak nasza akcjô mô trafic do letników, a czej gôdóm, że òna je do naszińców czerowónô, tej òni nie rozmieją, co jô móm na mëslë. Jô móm na mëslë to, co jô rzekł!

Nasze dzejanié jak ju trôfiô do lëdzy, tej nie je zrozmióné. Le spòkójno – za wiele tëch zniesztôłconëch kòmùnykatów do młodëch nie dochôdô. Do nich w całoscë mało òd naju dochôdô.

Dobra, gòrzkô pëla je pòłkniãtô, mómë lepszé rozeznanié w sytuacji. Takô sytuacjô przëbôcziwô biôtkã kroplë w mòrzu, jaczé napiérô w drëgą stronã. W taczim wëòbrażenim më mòżemë le zdebełkò spòmalnic nieùniknioné procesë. To nie je òptimistnô wizjô… na szczescé to téż nie je wizjô, jakô je nôblëższô prôwdze. Pasowniészô je tuwò metafòra sécë. Kòżdi człowiek mô pòwrózczi do czile pòsobnëch lëdzy, niejedny są zrzeszony wicy jak jednym. Kòżdi je téż apartnym ceńtrum, wkół jaczégò są drëdzë. Z tegò ceńtrum pòwrózkama jidą zygnale, jaczé są òdebiéróné przez nôblëższich i kąsk dalszich – czim blëżi, tim zygnôl je mòcniészi. Të nie darwôsz nadawac tak, cobë Twój zygnôl béł czëti strzód tësący – sygnie gò dac nôblëższim, a òni gò pùszczą dali. Abò nie pùszczą. Mòże sã równak òkazac, że òni szlachùjący za Twòjim zygnôl dostną téż z drëdżi stronë, òd jiny “kroplë”. Tedë zygnôl je mòcniészi i wikszô szansa, że nen elemeńt z òdbiércë stanie sã nadôwôczã. Ten zygnôl nie je do wëczerpaniô – czim wicy gò pùscysz, tim wicy nowëch nadôwôczów gò wëemitëje z jistną abò jesz wikszą mòcą. A jak nadôwôczów je wicy, tej wikszô szansa, że chtos zygnôl dostnie z wicy jak jedny stronë. Të nie jes kroplą, co sama próbùje przepchac dënëdżi mòrza w drëgą stronã. Wkół Cebie są jiny, mòże jesz nie jidą w jistną stronã, le sygnie jich “pòpchnąc” i nôgle sã òkazywô, że w jaczims sztëczkù swiata to më jesmë dënëgą, a nié pòjedińczima kroplama, co próbùją òpóznic ji biég. Të jes ceńtrum nadôwaniô. Lëdze wkół Cebie téż są ceńtrum. Razã më jesmë dënëgą.

Terô je czas ze swiata metafòrë na zemiã wrócëc. Taczi wezdrzenié na sprawã dobiwaniô do sprawë lëdzy mô nama ùswiądnic jedno – nié blós wiôldżé rzeczë bùdëją wiôlgòsc. Stolëmny bùdink stoji dzãka detalóm. Wez so wëòbrażë gòticką swiãtnicã i ji łãczi. Z pòjedińczich cegłów jidą jak żëłë czerwòné łãczi na welbągù. Te detale to w najim przërównanim baro prosté, niéòficjalno robioné rzeczë. Kòżdô gôdka, kòżdi gest, kòżdé bëcé sobą przed jinyma to je czerowanié kòmùnykatu dlô drëdżich lëdzy. Wiôldżé projechtë, téater na Dłudżi Sztrasy we Gduńskù, kaszëbsczi dialóg w filmòwi produkcji czë edukacjô w szkòle to baro wiele, le samò w se to nie dôwô nick. Lëdze dali, jak jima rzeczesz, że chcesz cobë wikszi dzél młodëch gôdôł pò kaszëbskù, nie zrozmieje, ò co Tobie jidze. Jak òni równak ùzdrzą zwëczajné karno lëdzy, co ju to robią, tej dopiérze jima sã òczë òdemkną i bądą w sztãdze òdebrac przekôz dosłowno, nie mdą w nim szukelë za jakąs metafòrą bùdowaniô turistny marczi. Zrozmieją, że tak je mòżno. Zrozmieją, że tak je dobrze. Zrozmieją, że to mòże bëc téż jich sprawa.

Baczë: të nie jes kroplą w mòrzu. Të jes ceńtrum, co nadôwô. Dôj swiatu dobri kòmùnykat!