Po co nam kaszubski? – Adamòwa Prostownica

Kaszubistyczne świry są podniecone, gdy ktoś pyta jak się wymawia “ë”. Uwielbiamy, gdy ktoś chce wiedzieć, jak się przywitać, wyznać miłość i czy to prawda, że w kaszubskim nie ma wulgaryzmów. Unikamy jednak odpowiadania na pytanie: po co w ogóle uczyć się języka, który się do niczego nie przyda? No, bo w sumie, po co?

Przetrawmy jednak ten ciężkostrawny wątek. Dzieci w szkole mają poznawać angielski, bo się przyda, potem niemiecki, hiszpański, mandaryński, włoski, ale po co im język, w którym wikipedia ma ledwie 5 tysięcy haseł! Poza tym musi być czas na korki z matmy, grę na flecie, karate, no i jak już ma te 9 lat, to najwyższy czas nauczyć się inwestować na giełdzie!

Nie tylko wybory rodziców w kwestii edukacji są problemem. Jest zasadnicze pytanie – po co używać takiego języka? Walka o przetrwanie sposobu komunikacji? Że niby dlaczego? Za 100 lat może będzie jeden język i przynajmniej będzie spokój.

Co na to odpowiemy? No, właśnie, nie do końca wiadomo.

Każda istota ludzka ma pewną wrażliwość. W połączeniu z intelektem daje nam różne spojrzenia na rzeczywistość. Ktoś wrażliwy dostrzeże piękno wielkiej katedry, dostrzeżenie zamysłu estetycznego wyskrobanego kawałka drewna wymaga głębszego wniknięcia w tę treść przy podobnym poziomie wrażliwości. Tak jak ktoś świetnie rozpoznający gatunki owadów, ale mający wadę wzroku, bez lupy nie odróżni pszczoły od osy, nie mówiąc o podgatunkach. Podobnie jest z wrażliwością na działalność ludzką i jej wytwory. Niektóre rzeczy są wartościowe i to widzimy, innym trzeba się nieco przyjrzeć, by to dostrzec. Jaka jest wartość języków takich jak kaszubski? – można spytać. Odpowiem pytaniem – a jaka jest wartość egipskich piramid i innych budynków z tamtego okresu? Co do tego drugiego jednak nie zastanawiamy się, czy nie warto ich zburzyć i postawić galerii handlowej. A po co nam one?

Na płaszczyźnie wrażliwości kulturowej osoba, która zniechęca innych do używania danego języka, jest na tym samym poziomie co bojownik ISIS burzący starożytny budynek.

Podczas jednej z dyskusji internetowych w sprawie wprowadzenia dwujęzycznych nazw miejscowości ktoś wyraził sprzeciw i w dalszej części wypowiedzi oświadczył, że zna kaszubski, ale nie nauczył go dzieci, bo “po co”. Język, który stracił grubo ponad połowę terytorium, w ostatnim stuleciu otrzymał kilka, wydawało się, decydujących ciosów i ktoś, w kogo rodzinie od 1500 lat trwał przekaz języka, mówi “po co”! Jakby zaorać megalityczny obiekt i posadzić ziemniaki. Niby opłacalne, ale każdy z odrobiną wrażliwości brzydzi się choćby takiej myśli. Po co? Po to, żebyśmy byli ludźmi. Kropka.

Część aktywistów do tej odpowiedzi doda jeszcze kilka pragmatycznych. Dwujęzyczność rozwija mózg, opóźnia objawy Alzheimera, dodaje pewności siebie, zwiększa kreatywność, ułatwia naukę kolejnych języków. Kaszubski przydaje się w branżach turystycznej i artystycznej. Zakorzenienie zwiększa poczucie stabilności życiowej, co może przyczynić się do lepszego zdrowia psychicznego. To wszystko jednak może być osiągane także przez inne środki, zajęcia, kompetencje. Nie możemy wpaść w pułapkę pragmatyzmu, bo przysłonimy to, co najważniejsze. Zresztą myślicie, że to przekona osoby, które jako alternatywę mają masę ciekawych zajęć? Nie. I wcale nie dlatego, że te są skuteczniejsze albo dlatego, że mamusie podejmują mądre decyzje dla rozwoju swojego Brajanka. One po prostu widziały w programie śniadaniowym takie fajne coś. A ktoś, kto za tym stoi, zapłacił za wypromowanie tego fajnego czegoś. No i umówmy się – skoro walczymy o to, by kaszubszczyzna nie stała się turystycznym produktem, to nie róbmy z niej również jakiegoś produktu z branży “rozwój osobisty”.

Ja tak sobie piszę, a masy ludzi dalej nie wiedzą, “po co”. Po co używać języka, który do niczego nie jest potrzebny? Chcesz wiedzieć? Przestań pytać aktywistów językowych. Zamiast tego poproś, by wyobrazili sobie świat ludzi w mundurach, świat, w którym twój sąsiad i mieszkaniec kilkuset ulic dalej to ta sama osoba. W którym ty i oni to ta sama osoba. Niech pomyślą o świecie, w którym człowiek jest przypadkiem z przydzielonym numerem bez przeszłości i przyszłości. Każ im uzmysłowić sobie, że ich tożsamość to wypadkowa obejrzanych reklam. Kiedy to zrobisz, spójrz im w oczy. Widzisz? To właśnie jest odpowiedź na pytanie, “po co”.

Facebookòvë Kòmanjtérë

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 + 10 =