How the Welsh Fight for Their Language (Podcast)

For the Welsh, a small nation from the United Kingdom, preserving the language has been a long-standing fight for their rights to use it in every aspect of their lives. Cymdeithas yr Iaith Gymraeg (The Welsh Language Society) has been striving to achieve this goal since 1962. They are well known for using bold methods to pursue their aim: protests, blocking road traffic, climbing and disabling radio masts, demolishing offices of the Tory party.  Over the years hundreds of their members have been arrested or sentenced to jail, making it the largest protest group in the United Kingdom since the suffragettes. Cymdeithas has contributed to introducing bilingual road signs, a Welsh-language television channel,  achieving official status for the language, creating a Welsh higher education college and much more. One of their members is Heledd Williams who has told us more about the linguistic situation of Wales.

Listen to the interview with Heledd Williams:

Blocking road traffic in Aberystwyth, 1963

Check the official webpage of Cymdeithas yr Iaith Gymraeg.

Duchowa martwota Kaszubów

Mało kto potrafił pisać tak gorzko o Kaszubach jak ci, którzy sami w kaszubszczyźnie widzieli wartość najwyższą i idei odrodzenia Kaszub poświęcili swoje życie. A jednak ta kwestia „martwoty duchowej” Kaszubów, tej niewzruszonej obojętności na wymieranie rodzimej kultury i własnego języka, jest bodaj jednym z najważniejszych motywów kaszubskiej literatury. Są wszakże trzë wukôzcji: Strach, Trúd i Njevôrto, które nie pozwalają Remùsovi przenjesc królevjónkã bez wodã w epopeji Aleksandra Majkowskiego; są wreszcie szaré paje Smãtka, które smùczõ pò glovach bohaterów Jana Drzeżdżona („Twarz Smętka”). Autorzy „Zrzeszë Kaszëbskji” w swojej dosadności nie oszczędzili Kaszubów w artykule z 1934 r., który tu przypominamy, lecz jak sami deklarowali: Piorunami i ogniem należy przemawiać do śpiących i sennych duchów. A przypominając, sami zastanawiamy się, na ile ów osąd sprzed 84 lat pozostał aktualny i czy był nim wtedy?

O dwóch pierwszych tablicach fałszywych wartości

Niema narodu pod słońcem, któryby odznaczał się taką martwotą ducha, jak Kaszubi w ostatnich stuleciach. Stanęli już od dawna na prostej drodze, wiodącej ku zapomnieniu, ku zagładzie, odkąd zamarła na ustach ludu pieśń dziejowa. Bez znajomości swej historji i bez pieśni ojczystej, wlewającej w serca ludu coraz to nowe żary miłości swojszczyzny, żywiącej w nich dumę narodową i zapalającej w nich ustawicznie nowe nadzieje ginie wszelki naród bezpowrotnie. Kaszubi ostali się jednak do dziś dnia mimo nieznajomości swoich dziejów ojczystych i bez pieśni takiej, ale to sprawiła jedynie martwota ich ducha, lenistwo duchowe. Byli o wiele za leniwi, aby ich było można całkiem wynarodowić mimo tego, iż przedstawiali pod tym względem pierwszorzędny materjał.

Lenistwo duchowe ratowało Kaszubów od ostatecznej zagłady, a nie ich siła życiowa, albowiem takiej już od XIV wieku do dziś dnia wcale nie wykazują.

Kaszubi nie mają najmniejszego prawa pysznić się tem, że przetrwali nad Bałtykiem, gdyż nie oni, lecz to w nich, czem należy gardzić, było przyczyną, że się ostali jako Kaszubi. Zachowali oni mowę swoją jedynie z tego powodu, że byli za leniwi nauczyć się płynnie po polsku albo po niemiecku; ci bowiem, którzy nauczyli się po niemiecku płynnie, zgermanizowali się prawie wszyscy, a ci, którzy nauczyli się płynnie po polsku, wzgardzili mową swych ojców i spolonizowali się prawie wszyscy. Ci najleniwsi, ci najciemniejsi tylko zachowali kaszubskość bo nie mogli inaczej, a tem chcieliby się chwalić i pysznić?!
Bracia Kaszubi! Tablica waszej wartości leży oto u nóg waszych połamana. Schlebiając wam, kłamią ci, którzy w was wmawiają, jakoby ta martwota waszego ducha była czemś pochwały godnem. Aczkolwiek była ona przyczyną zachowania przez pewien czas mowy kaszubskiej, to jest ona jednak z gruntu rzeczy wartością fałszywą, jest tylko pewnym hamulcem toczącego się koliska w przepaść. Hamulec ten czują wszyscy ci, którzy pragną to kolisko pchnąć na nowe tory, na tory odrodzenia. Wasz zacofany konserwatyzm, wasz fanatyzm, wasza niecierpliwa „cierpliwość” i wszystkie wasze nędze duchowe, a za niemi idące nędze moralne i materjalne wyrosły przecież tylko na podstawie tej waszej martwoty duchowej.

Ta wasza imaginowana wartość, ta martwota duchowa — to powolne konanie kaszubskości, a nie jej zachowanie.

Ta fałszywa wartość wasza każe wam jako Kaszubom konać powoli, ale pewnie. Zapatrzeni w tablicę fałszywej wartości giniecie bez jakiegokolwiek honoru, giniecie z hańbą, giniecie jako naród nikczemny. Jeden z wielkich myślicieli polskich (z pochodzenia Pomorzanin) Stanisław Staszic mówi: „Upaść może naród wielki i szlachetny — zginąć tylko nikczemny.” —

Kaszubi! Jesteście ludem silnie rozmnażającym się, ale mimo to zmniejszającym się z rokiem każdym. Jesteście więc bez celu i nie macie siły, aby z innemi narodami zasiadać u stołu dziejów ludzkości. Leżycie wciąż jeszcze na brudnym barłogu waszego jestestwa jako starzec, który się zestarzał, nie zaznawszy wcale młodości, którego lenistwo duchowe stało się przyzwyczajeniem i wreszcie ciężką chorobą, która nie pozwala mu ani się podnieść, ani nawet skonać.

Niema w was żadnego wyższego pragnienia, lecz tylko i tylko ta niemoc bezdenna połączona z małodusznem tchórzostwem — a to nazywacie waszą kaszubską „cierpliwością” i z tego pragniecie być dumni?! Rzucamy wam pod nogi tę waszą „cierpliwość” kaszubską, która w samej rzeczy nie jest niczem innem, jak tylko tchórzostwem i lenistwem. Oto leży połamana u stóp waszych ta druga tablica fałszywej wartości waszej.

Zrzesz Kaszëbskô (5/1934), Kartuzy
red. nacz. Aleksander Labuda

Kiedy „w”, a kiedy „v”? Prawidła zapisu w „klasicznim variance” cz. 1.

Po artykule o kaszubskiej klawiaturze do ściągnięcia (link TUTAJ) przychodzi czas na zgłębienie prawideł pisania w klasicznim variance. Dlaczego istnieją w nim „w” obok „v” i kiedy stosować te litery?

W klasycznej kaszubskiej ortografii istnieją proste zasady stosowania liter „w” i „v”; w dzisiejszym klasicznim variancie te zasady niemal się nie różnią. Litera „w” jest zawsze czytana jako [w] (lub inaczej [ṷ]), czyli jak polskie i kaszubskie „ł” lub angielskie „w”. Natomiast litera „v” [v] jest czytana jak polskie „w” czy angielskie „v”.

I. Litera „w” występuje:

1) Na początku większości wyrazów przed o, ó, u:

won „on”, wostrzëc „ostrzyć”, wonjô „woń”, wosmë „osiem”, wósmi „ósmy”, wóz „wóz”, wół „wół”, wudba „pomysł, opinia”, wurosc „urosnąć”, wustni „pełnoletni, dorosły”

2) W wyrazach z przedrostkami:

na-wostrzëc „naostrzyć”, do-wóz „dowóz”, nje-wód „niewód”, za-wostac „zostać”, pò-wurosłi „wyrośnięty”

3) Na końcu niektórych wyrazów:

znôw „znów”, rúw „spokój”

4) W północnokaszubskiej końcówce fleksyjnej -éwo/-ewo (w pozostałych dialektach odpowiada jej -égò/-egò)

dobréwo „dobrego”, pòtkanjéwo „spotkania”, tewo „tego”, czewo „czego”, jednewo / jednéwo „jednego”

5) Wyjątkowo w wyrazie kwota /kwɛta/ z łac. quota, który zawsze ma tam [w], czyli „u” niezgłoskotwórcze.

Uwagi:

1. Dwuznaki „wo” i „wu” czyta się następująco:

„wo”
[wɛ] jak w wokò /wɛkwɛ/, wostri /wɛstri/, kwota /kwɛta/

[wæ] w nagłosie w dialekcie północnym, np. wokò /wækwɛ/
[wɨ] w niektórych gwarach j. kasz., np. wokò /wɨkwɨ/

„wu”
[wʉ] jak w wuchò /wʉxwɛ/, wud /wʉd/ a. /wʉt/, wurosłi /wʉrɔswi/

[wɨ] w niektórych gwarach j. kasz., np. wuchò /wɨxwɛ/

Poza wymienionymi wyżej realizacjami w poszczególnych gwarach j. kaszubskiego występują też inne.

2. Stawianie „ù” i „ò” po „w” jest zbędne.

Uzasadnienie praktyczne i etymologiczne dla stosowania liter „w” i „v”:

1. Pozwalają precyzyjnie zapisać słowa mające i niemające w nagłosie, z czym ortografia z 1996 r. sobie nie radzi:

wósmi „ósmy”, wósemka „ósemka”, wóvs „owies”, wóvczã „owczę”, wólszka „olcha” obok óma „babcia”, ópa „dziadek”, Ódra „Odra”, óst „wschód”, órring „kolczyk”, ó! „o!”

2. Derywaty tego samego leksemu pozostają pod tą samą literą w słownikach, co ułatwia ich wyszukiwanie, np.

wosmë – wósmi; wovca – wóvczã, wolsza – wólszka; por. z òsmë – ósmi, òwca – ówczã, òlsza – ólszka

3. „w” w wygłosie precyzyjnie oddaje takie słowa jak:

znôw obok znôvù „znów”
rúw M : rúwu D „spokój, spokoju”

Reguły ortografii ’96 nie pozwalają na precyzyjny i etymologicznie uzasadniony zapis tych jednosylabowców. Zapis typu znôù nie rozstrzyga, czy mamy do czynienia z wariantem jedno- czy dwusylabowym (znôw czy znôvù), natomiast zapis typu **ruù nie rozstrzyga, czy mamy do czynienia z formą mianownikową czy dopełniaczową.

4. „w” w nagłosie dobrze oddaje historyczny rozwój języka kaszubskiego, w którym protetyczne *w-/v- prawdopodobnie już w XIII wieku doprowadziło do zmieszania się nagłosowego prasłowiańskiego *v- z protetycznym *w-/v- na większości obszaru językowego.

prasł. *ostrъjь /ɔstrŭjĭ/ > st. kasz. *wostrī /wɔstri:/ > kasz. wostri /wɛstri/ „ostry”
prasł. *vojьna /vɔjĭna/ > st. kasz. *wojna /wɔjna/ > kasz. wojna /wɛjna/ „wojna”

5. Prezentowany system nie tworzy dziwnej sytuacji, w której w j. kaszubskim istnieje jako wyjątek „nieme w” w słowach, w których polskie odpowiedniki mają rzeczywiste „w” /v/, tak jak to jest w ortografii ’96:

wòjnawojna”, wòjskòwojsko”, wòdawoda”, wół wół”, wózwóz” ale òstriostry”, òracorać”, òstawic „(z)ostawić”, ósmiósmy”, ówczãowczę” itd.

To rozwiązanie jest sprzeczne zarówno z fonologią jak i z historią języka kaszubskiego.

II. Kiedy „v”?

1) Literę „v” zapisujemy wszędzie tam, gdzie słyszymy [v], czyli polskie „w” a. angielskie „v”, a także tam, gdzie słyszymy [f], które jednak pochodzi z ubezdźwięcznionego [v], np.

róv /rof/ : rovã /rɔvaŋ/ „rów, rowem”
głova /gwɔva/ : głóvka /gwofka/

Poza tym: chłopóv, kòvôl, vôłtôrz, varzëc, vjilëca, vjilëjô, vãps itd.

2) Na początku słowa w niektórych zapożyczeniach:

vorszta /vɔrʃta/ a. vorzta /vɔʂta/, vulkan /vulkan/, vokalësta /vɔkalæsta/

Uwaga:

W wielu odmianach kaszubszczyzny „v” przed
ó, ò, ù przeszło z [v] > [w], jak w sj /swoj/, Pjerszëno /pjɛrwɛʃənɔ/, rovù /rɔwʉ/, pjivò /pjiwɛ/ itd.

Klawiatura do pisania w klasycznym wariancie do pobrania TUTAJ.

Jak pjisac ve klasicznim variance? [Klawiatura do pobrania]

W odpowiedzi na duże zainteresowanie systemem ortograficznym używanym w publikacjach SKRË, w książce „Môłi princ” czy na produktach firmy „Vejle jo”, oddajemy Szanownym Czytelnikom to krótkie (acz nie wyczerpujące tematu) wprowadzenie do owej pisowni, a przyszłym użytkownikom wygodną klawiaturę do pobrania i zainstalowania na komputerze.

Z czym to się je?

Używana przez nas pisownia jest kontynuacją dla tradycyjnej ortografii kaszubskiej, która rozwijała się od czasów Floriana Ceynowy (Wiléjá Noveho Roku 1843, Kaszebji do Pólochov 1850 itd.), wielokrotnie doskonalona przez niego samego jak i kontynuatorów jego myśli na przestrzeni 150 lat (Aleksander Majkowski, Żëcé i przigodë Remusa: Zvjercadło kaszubskji, 1938; A. Labuda, J. Trepczyk, J. Rompski, F. Grucza i in., Zrzesz Kaszëbskô, 1933-1993; A. Budzisz, J. Patock i in., Bënë ë buten, 1930 etc.), używana jeszcze w pierwszych latach nauczania języka kaszubskiego w szkole podstawowej na Głodnicy (od 1991) i ostatecznie zarzucona na rzecz zmodyfikowanej ortografii polskiej w 1996 r. Pewne formy pośrednie były wykorzystywane m. in. w piśmie Tatczëzna (1990-91) czy w książkach Jana Drzeżdżona (vide Twarz Smętka, 1993).

Jako że uznajemy 150-letni owoc pracy wielu pokoleń pisarzy i językoznawców (ortografię konsultowano ze slawistami wielkiego formatu jak prof. Kazimierz Nitsch, dr Friedrich Lorentz) za dalece lepszy, odpowiedniejszy dla języka kaszubskiego i bardziej profesjonalny od propozycji z 1996 r., postanawiamy wrócić na ścieżkę wytyczoną przez poprzednie pokolenia i nie tyle się cofnąć do dawnego punktu, co rozwinąć tę ideę i iść z nią dalej. Dlatego używana przez nas ortografia nie jest bezkrytycznym odwzorowaniem ortografii klasycznej, lecz jej rozwinięciem – również z zaakceptowaniem korzystnych rozwiązań w pisowni z 1996 r.

Pisownia klasyczna, Bënë ë buten, 1930 r.

Bëło to przed vjici jak sto lat. Żił ve Vejrovje chcëvi ë popędlëvi szevc. Bjałka jevo muszëła dzeń ë noc robjic ë dostała za to – nabjité. Żądôł wod svojich môłëch dzeci, żebë so na chléb samë zarôbjałë. V młodim vjeku muszëłë bótë ë skorznje flekovac. Nji mogłë mu dosc narobjic, njerôz zabjerałë so njezręcznje do robotë ë tedë won je bjił (…)

Pisownia z 1996 r.

Bëło to przed wicy jak sto lat. Żił we Wejrowie chcëwi ë pòpãdlëwi szewc. Białka jegò mùszała dzéń ë noc robic ë dostała za to – nabité. Żądôł òd swòjich môłëch dzecy, żebë so na chléb same zarôbiałë. W młodim wiekù mùszałë bótë ë skòrznie flekòwac. Ni mògłë mù dosc narobic, nierôz zabiérałë so niezrãcznie do robòtë ë tedë òn je bił (…)

Klasiczni varianjt, 2018 r.

Bëło to przed vjicé jak sto lat. Żił ve Vejrovje chcëvi ë pòpãdlëvi szevc. Bjałka jewo/jegò mùszëła dzénj ë noc robjic ë dostała za to – nabjité. Żõdôł wod svòjich môłëch dzeci, że bë so na chléb samë zarôbjałë. V młodim vjekú mùszëłë bótë ë skòrznje flekòvac. Nji mògłë mù dosc narobjic, njerôz zabjérałë so njezrãcznje do robòtë ë tedë won je bjił (…)

Klawiatura i alfabet

Klawiatura, którą oddajemy Czytelnikowi do użytku, ma układ dobrze przyjętej i powszechnie używanej klawiatury kaszubsko-polskiej stworzonej przez Staniława Gepperta i udostępnionej na stronie Kaszubia.com. Została ona wzbogacona o dwie dodatkowe litery õÕ i úÚ. Klasiczni varianjt zupełnie nie używa natomiast liter ąĄ i ńŃ (które mimo to pozostały na klawiaturze ze względu na j. polski; można zatem pisać na niej w obu wariantach ortografii kaszubskiej jak i w języku polskim).

Dlaczego õÕ?

Przede wszystkim zapis musi być konsekwentny. Jeśli język ma dwie samogłoski nosowe, nie ma żadnego powodu, by jedną oznaczać za pomocą ogonka, a drugą za pomocą tyldy. W klasycznej pisowni używano od czasów Ceynowy, za językiem polskim, ogonków: ąĄ i ęĘ. Było to o tyle konieczne, że wybór znaków diakrytycznych był ograniczony najpopularniejszymi czcionkami, którymi dysponowały drukarnie, stąd najlepszym wyborem było używanie liter z alfabetów polskiego, francuskiego i niemieckiego. Z uwagi na to, że wymowa polska samogłosek nosowych nie pokrywa się z wymową kaszubską, zdecydowano się w 1996 roku na zastąpienie ęĘ literą ãà przy jednoczesnym pozostawieniu polskiego ąĄ. By wprowadzić konsekwencję, zastępujemy parę ãà , ąĄ parą ãÃ, õÕ, jak v bõdã, dõb, krõcã.

Litera õÕ etymologicznie i jakościowo jest nosowym ekwiwalentem óÓ i w IPA (International Phonetic Alphabet) oddaje następujące dźwięki:

[oN] jak w dõb /domp/, mõdri /mondri/, chcõ /xtsoŋ/
[u] odnosowione w wielu gwarach środkowokaszubskich między spółgłoskami, np.
dõb /dup/, mõdri /mudri/
[um] w wielu gwarach środkowokaszubskich w wygłosie, np.
majõ /majum/, chcõ /xtsum/

([oN] wymawia się jak /on/, /om/ lub /oŋ/, w zależności od otoczenia, w którym występuje, patrz: przykłady)

W Kaschubische Grammatik z 1919 r. dr F. Lorentz zaproponował zapisywanie samogłosek nosowych jako ąĄ, ǫǪ, co byłoby jeszcze odpowiedniejszym, po pierwsze z przyczyn lepszego zakorzenienia ogonków w ortograficznych tradycjach języków bałtosłowiańskich (polski, litewski, kaszubski), po drugie z przyczyny estetycznej – ogonek jako znak diakrytyczny u dołu litery odciążyłby „górę”, która ze względu na obfitość różnych samogłosek w kaszubszczyźnie cechuje się pokaźną ilością innych znaków diakrytycznych. Niestety ǫǪ nie jest powszechnie używana w dużych językach świata (choć występuje np. w zapisie języka staro-cerkiewno-słowiańskiego czy staronordyjskiego) i nie jest obsługiwana przez wiele dzisiejszych fontów, co czyni jej użycie niepraktycznym. Jesteśmy tu więc niejako ograniczeni w podobny sposób jak poprzednie generacje były ograniczone dostępnymi czcionkami zecerskimi.

Dlaczego úÚ?

úÚ [ʉ] jest refleksem dawnego długiego starokaszubskiego ū i fonemem, który po dziś dzień jest jakościowo inny od u [u] i ù [wʉ], które są refleksami dawnego krótkiego ŭ, podobnie jak to ma miejsce z parami a-ô, e-é, o-ó, ã-õ, por.: dac : chléb : chleba, wóz : woza, dõb : dãba. Różnica jest klarowna zwłaszcza w dialekcie północnym, por.

kúr /kʉr/ : kùra /kwʉra/ (kogut : koguta)
kúpji /kʉpji/ : kùpji /kwʉpji/ (kupi : kup)
vjekù /vjɛkwʉ/ : vjekú /vjɛkʉ/ (wieku dop. : wieku msc.)
lúd /lʉt/ : lëdë /lædə/ (lud : ludu)

Wymowa úÚ różni się w zależności od dialektu, najpowszechniejsze warianty wymowy to:

[ʉ] jak w klúcz /klʉtʃ/, únce /swʉntsɛ/, tú /tʉ/
[i] w niektórych gwarach centralnokaszubskich, np.
klúcz /klitʃ/, únjce /swiɲtsɛ/, Gdúnjsk /gdiɲsk/

Litera úÚ została zaproponowana już w 1911 r. przez dra Friedricha Lorentza w Zarysie ogólnej pisowni i składni pomorsko-kaszubskiej. W Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury ludowej Bernarda Sychty i w Pomoranisches Wörterbuch Lorentza/Hinzego oddawana za pomocą .

Klawiatura do pobrania:

Kaszëbskò-pòlskô klúczplata (programjistóv) Klasicznô

Instalacja:

1. Rozpakuj plik csbclass.rar > folder csbclass > setup.exe
2. Ustawienia > Region i język > Polski > Opcje > Dodaj klawiaturę > Kaszëbskò-pòlskô (programjistóv) Klasicznô
3. Używaj. 🙂

Kartka okolicznościowa v klasicznim variance firmy Vejle jo

Fragment książki Môłi princ, tłum. Macéj Banjdur (2018)

Bogu świeczka, diabłu ogarek, a Kaszubom woda z mózgu

Do postawienia tezy zawartej w tytule tego artykułu skłoniła mnie obserwacja zachowań znacznej części liderów życia społeczno-politycznego na Kaszubach, aktywistów stowarzyszeń mieniących się organizacjami reprezentującymi Kaszubów, samorządowców, księży, polityków. Wszyscy, których mam na myśli, wybrani do szczególnej roli w naszej wspólnocie kaszubskiej, zdają się zupełnie nie rozumieć potrzeby stawiania na pierwszym miejscu interesu społeczności, z której sami się wywodzą. Więcej niż ten interes, zajmuje ich służba partiom politycznym, ideologiom czy też mamonie. Ciężko pracują, żeby nie zrobić nic takiego, co nie spodobałoby się w Warszawie – nawet wtedy, gdy wypowiadają się krytycznie wobec poczynań jednej warszawskiej partii, puszczają jednocześnie przyjaźnie oko do polityków innej stołecznej koterii. Nie budują pomorskiej opcji, żadnej regionalnej siły politycznej czy nawet strategii, a Kaszubom – na nasze święta, zjazdy i ważne wydarzenia – przywożą w teczkach z Warszawy prominentnych polityków, by wtórować im w skandowaniu hasła „Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski”, jak to miało miejsce na tegorocznym Zjeździe Kaszubów, gdzie obok Prezydenta RP związanego z jednym ugrupowaniem pojawił się także były premier i europoseł reprezentujący inną partię. Wilk syty, owca cała, dla Kaszubów korzyść cała… czy rzeczywiście?

Ideologizacja życia kaszubskiego w duchu przywołanych w poprzednim akapicie słów Hieronima Jarosza Derdowskiego, przybrała na sile szczególnie w 2018 r., gdy dość nierozważnie środowiska kaszubsko-pomorskie przyłączyły się do warszawskiej formuły opowieści o 100-leciu niepodległości Polski. Nawet jeśli wcześniej próbowały przygotować przekaz historyczny oparty o doświadczenia rodzimej inteligencji młodokaszubskiej, aktywnie i na różne sposoby włączającej się w latach 1918-1920 w urządzanie nowego porządku w Europie po I wojnie światowej, to nie mogąc przebić się z nim przez narrację ogólnopolską, a także dla uspokojenia wewnętrznych konfliktów w mocno niejednolitych strukturach organizacyjnych podlegających wpływom kościelno-polsko-narodowym, wywiesiły białą flagę i zupełnie nieodpowiedzialnie zaczęły dodawać logo warszawskich obchodów niepodległości do tak ważnych dla kaszubskiej tożsamości wydarzeń, jak Zjazd Kaszubów, Łodziowa Pielgrzymka Rybaków czy wiele innych.

fot. Redakcëjô, Zjazd Kaszubów 2018

Przez takie działania zakłamuje się historię, niszczy własną tożsamość i kulturę, a w efekcie doprowadzić można także do unicestwienia języka kaszubskiego, który jest podobno największą świętością dla wszystkich aktywistów kaszubskich. Podobno… Z mojego punktu widzenia, jeśli za duchowego przewodnika bierze się autora poematu „Ò Panu Czorlińsczim co do Pùcka pò sécë jachôł”, który przez całe życie pozostawał pod wpływem środowisk zwalczających jakiekolwiek przejawy odrodzenia narodowego Kaszubów i nie dostrzegał różnic w byciu Kaszubą i Polakiem oraz przekonany był o gwarowym statusie kaszubszczyzny wobec polszczyzny, jest się na dobrej drodze do przyłożenia ręki do pogrzebania naszej wielowiekowej autonomii strażników dziedzictwa pomorskiego, nadbałtyckiego, europejskiego.

Gdy w połowie XIX w. rozpoczynał się proces emancypacji Kaszubów i doszło do wystąpienia Floriana Ceynowy jako rzecznika kaszubskiej świadomości narodowej, początkowy protest przeciwko konsolidacji politycznej i asymilacji kulturowej wymuszonej przez państwo pruskie, z czasem stał się postawą skierowaną także przeciwko próbom asymilacji Kaszubów do kultury polskiej. Celem był ochrona i rozwój własnej tożsamości kulturowej. Dopiero czas pokazał, jak ważna była inicjatywa doktora ze Sławoszyna, który dał początek procesowi przekazywania wiedzy kulturowej i mobilizowania Kaszubów do aktywności etnicznej – od tej poznawczej, po stricte polityczną. Niestety, ani poprzednie pokolenia, ani nasze nie potrafiły i nie potrafią dostatecznie korzystać z myśli ojca „sprawy kaszubskiej”. Wcześniej niemoc ta miała związek z trwającą przez dziesięciolecia konfrontacją niemiecko-polską na Pomorzu, gdzie obie nacje uważały emancypacyjne dążenia Kaszubów za zagrożenie dla własnych interesów narodowych. W XXI wieku taka sytuacja nie ma miejsca. Państwo Polskie, Europa i świat uznają odrębność Kaszubów. Niezadowalający jest oczywiście nasz status prawny w Polsce i traktowanie nas jako grupy językowej, a nie narodu, co jednak nie przeczy słowom o uznawaniu naszej odrębności.

Największy kłopot z tą kaszubską autonomią zdajemy się mieć sami my, Kaszubi. Wolimy stawiać Bogu świeczkę, diabłu ogarek i mieć mętlik we własnej głowie, który powoduje, że nawet nie rozumiemy słów H.J. Derdowskiego o kaszubskości i polskości, bo wydaje nam się, że one świadczą o naszej podmiotowości w Polsce. Tymczasem ich sens jest taki, jak ten zawarty w słowach wypowiedzianych przez wykreowanego przez pisarza pana Czorlińsczégò: „A jô z dëszą i ze serca Pòlôch jem jak òni” oraz „czej le wiedno bãdzem dzałac rączo i wëtrwale,/ w kùńcu tak, jak we Warszawie, bãdzemë gôdalë”. Jednym z przykładów jak dalece daliśmy sobie zniewolić nasze umysły, niech będzie wybór tekstów do tegorocznego, czerwcowego egzaminu ze znajomości języka kaszubskiego na potrzeby nauczania w szkołach. Zdający nauczyciel (przyszły nauczyciel) miał szansę wybrać „jedynie słuszną opcję” i nie mógł określić Kaszubów inaczej, niż grupa kulturowo-etniczna w ramach narodu polskiego, ponieważ inna odpowiedź nie była nawet przewidziana.

Niewiele osób próbuje interpretować hasło „Nie ma Kaszub bez Polonii…” z uwzględnieniem warunków nam współczesnych. Być może to skłaniałoby do rozważań zmierzających w kierunku, jak bardzo Polacy (Polska) potrzebują dziś Kaszubów, a Kaszubi Polaków (Polski). Doszlibyśmy może nawet do wniosków o potrzebie innej organizacji państwa polegającej na zwiększeniu roli jego regionów i społeczności lokalnych. Byłyby to ważna dyskusja, ale nie uważam, byśmy mieli nadal patrzeć na nasz kaszubsko-narodowy interes tylko z tej jednej kaszubsko-polskiej perspektywy. Jesteśmy oczywiście obywatelami polskimi i żyjemy w większości w granicach Rzeczpospolitej Polskiej, ale jednocześnie jesteśmy narodem słowiańskim i regionem europejskim. Przyjęcie takiego punktu widzenia, daje szersze spojrzenie na naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Gdy powiemy sobie: „Wiedno Kaszëbë – wiedno Kaszëbskô”, zupełnie innego znaczenia nabiorą dla nas wszelkie 100-lecia (niepodległości), 1050-lecia (chrztu Polski), 550-lecia (polskiego parlamentaryzmu). Ręczę, że wówczas uda nam się uspokoić umysł i zająć myśli sprawami pierwszorzędnymi dla rozwoju Pomorza i naszej własnej tożsamości kaszubskiej. Nagle okaże się też, że mamy dość własnych okazji do świętowania ich z dumą, jak na przykład: 997 (chrzest Gdańska), 1046 (pojawienie się Pomorza na kartach historycznych kronik), 1238 (pierwsza pisana wzmianka o Kaszubach), 1817 (urodziny Floriana Ceynowy), 1912 (powstanie Towarzystwa Młodokaszubów).

Hébel ò Zjezdze Kaszëbów: Òfiara ze se

Słowa prezydeńta Andrzeja Dudë ò naszi służbie Pòlsce pòtkałë sã z dobrim przëjãcym, bò lëdze pò prôwdze w to wierzą. Tak baro chcą wszëtczégò co pòlsczé brónic, że są w sztãdze tegò brónic nawet przed tim, co kaszëbsczé.

Przed Mszą Swiãtą na placu kòl kòscoła sw. Wawrzińca mie ùderził òbrôzk. Hewò bëniel w kòszulce zortu “pòlsczé patrijotné òbleczenié” stoji żdżącë za nôbòżéństwã. Kòl niegò białka w “kaszëbsczich ruchnach”. Prawie tak widzą nã dëbeltną juwernotã ti, co brawò bilë pò słowach głowë państwa. Kòszulka, jaką mòże założëc na co dzéń, mòże w ni robic, bawic sã, trenowac – pòkazywô zòbòwiązanié. Òbleczenié, jaczé je założoné rôz na jaczis czas na ùroczëstą Mszą – mô bëc prosto òbzdobą. Pòlôszë nama pòdzãkùją, że më tak snôżo wëzdrzimë.

To nie béł pòjedinczi òbrôzk. XX Zjôzd Kaszëbów to pierszi, jaczi jô pamiãtóm, w jaczim tëli bëło kòszulków ze zéwiszczama “Polska Walcząca” ë szlachùjącëch. Przë wlézenim do pilowóny przez armiã òchroniarzów i BÒRowików zonë dzéwczãta rozdôwałë pòlsczé staniczczi. Przikro bëło czëc słowa ò Pòlsce jakô mô bëc dlô naju wôżniészô jak Kaszëbskô. Przikro bëło wzérac, że lëdzóm taczi ùkłôd plażi. Jak jô sygóm pamiãcą do DJK w Bëtowie òrganizowónym krótkò przed Zjôzdã w tim gardze to so wdôrzóm, że pò himnie Zemia Rodnô chtos rozgòrzony wlôzł na binã i zaczął spiéwac Marsza Derdowsczégò. Nikògò to nie mierzëło, prosto bëłë òdspiéwóné dwie piesnie. Latos, jak òd czile lat to je w zwëkù – czëjemë téż dwa himnë. Mazurk Dąbrowsczégò i wëjimk pòématu Ò Panu Czôrlińsczim. Słowa aktualnégò przédnika Zrzeszeniô Édmùńda Witbrota z czasów welowny kampanie ò chãcë jednoczeniô brzëmią jak kòmùdny szpòrt.

fot. Adóm Hébel

To prezydencczé przemówienié równak nie bëło nôgòrszé. Bronisłôw Kòmòrowsczi we Wiôldżi Wsë dowalëł bezpòstrzédno nôrodny òpcje przez nazwanié ji “marginesã procesu renesansu kaszëbiznë”. Latos nôwëższi ùrzãdnik państwa gôdôł nawetka z ùwôżanim ò tim, że më sã ni mómë rozpłënioné w pòlsczi spòlëznie. Pózni równak sã òkôzało, że to niérozpłëniãcé pòlégô na òblékanim farwnëch ruchnów.

Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié ju òd jaczégòs czasu mô straconé (jeżlë mòże gadac, że òglowò miało) mańdat reprezeńtowaniô wszëtczich Kaszëbów, czë òrganizacje chtërna reprezeńtëje naje geszeftë. Mô mòc przebicô, żebë rôczëc rôz jednégò, rôz drëdżégò prezydeńta, klaskac jednémù i drëdżémù tak samò głosno, le gwës nie je w sztãdze rëszec sërców naszińców do robòtë wkół wôrtnotów, jaczé są spòdlim najégò jistnieniô. Nié, zgruchniãcé lëdzy w jeden plac, dze je mùzyka i wòrzta, a wzbùdzywanié w nich wseczëców zrzeszonëch z wizytą wôżnégò człowieka to nie je rëszenié sërców.

fot. Macéj Banjdur

Jô wiém, że we wëszëznach ti òrganizacje òni czëtają taczé tekstë (chòc ten mój je pò kaszëbskù, tej mòże do niegò nie zazdrzą, bò to dlô nich mãczącé), le wiém téż, że nie mdze òdpòwiescë. Tak jak ni ma òdpòwiescë przez slédné lata fąkcjonowaniô ti òrganiazacje. Ni ma òdpòwiescë na to, czemù òni òdrzucywają nôbarżi kùlturoùtwórczą òpcjã rësznotë. Jima to nie wadzy, tak jak lëdzóm zéńdzonym pòd lëzyńską biną nie wadzy, że na wôłtarzu cëzëch wôrtnotów më kładzemë to co nasze i pò dniu spãdzonym w ruchnach we farwné kwiôtczi wrócą do kòszulków co przëbôcziwają ò pòlsczich òbrzészkach.

„Ortograf” na banerze Zjazdu Kaszubów to wcale nie najgorsze, co tam zobaczycie

Gdzie są nasze kaszubskie symbole, gdzie flaga, gdzie gryf? – pyta David Szulëst (Shulist), kanadyjski Kaszuba i prezes Wilno Heritage Society. – Smutno patrzyć na politykę zamieszaną w wydarzenie kulturalne.

Mowa o banerze informującym o XX Swiatowim Zjezdze Kaszëb(ó/ô)w, który odbędzie się już w sobotę w Luzinie. Uwagę przykuł błąd ortograficzny, który zauważył dziennikarz Radia Kaszëbë Adóm Hébel, o wpadce napisało też Radio Gdańsk, a językowy feler komentował Tomôsz Fópka, członek Rady Języka Kaszubskiego. Jednak David Shulist i paru innych Kaszubów zwracają uwagę na dużo ważniejszą sprawę:

fot. Adóm Hébel

Zasłużony działacz z Kanady zwraca uwagę na całkowity brak symboliki kaszubskiej na materiałach promujących Zjazd, nie ma tam ani kaszubskiej flagi, ani gryfa, jest za to polska flaga i godło II RP.

Polityka i kultura nigdy nie powinny się mieszać. Moi przodkowie z politycznego punktu widzenia byli pruskimi Niemcami i nie mieli z Polską nic wspólnego, więc to dla mnie nic nie znaczy. Ani niemieckie, ani polskie symbole nie powinny być obecne na naszym kaszubskim wydarzeniu. Cieszę się, że nie będzie mnie w tym roku na zjeździe – napisał gorzko David Szulëst, potomek kaszubskich emigrantów z Prus Zachodnich do Kanady, którzy wyemigrowali w 1858 r., a ich potomkowie do dziś zachowali tam swoją tożsamość i język. Szulëst i kanadyjscy Kaszubi od lat przylatują do Europy na Zjazdy Kaszubów.

To smutny dzień w kaszubskiej historii. (…) Skończcie z politykowaniem, to nas zabija – dodaje.

Zjazd Kaszubów od 1999 roku był organizowany na cześć zjednoczenia ziem etnicznie kaszubskich w jednym województwie jako uczczenie wysiłków działaczy i samorządowców w ruchu kaszubskim. W tym roku wydarzenie odbywa się jednak pod hasłem XX Światowy Zjazd Kaszubów w stulecie odzyskania niepodległości, a pytanie, które się nasuwa, brzmi: czy Kaszubi nawet te parę razy do roku nie potrafią skupić się na uczczeniu własnej kultury i własnych symboli? Wszak 100-lecie niepodległości RP jest świętem ogólnopaństwowym, celebrowanym cały rok, a Narodowe Święto Niepodległości ma swoją stałą datę 11. listopada.

Wygląda na to, że w tym roku Światowy Zjazd Kaszubów będzie mniej światowy niż w poprzednich latach.

10 Przykazań Dobrego Kaszuby

I. Dobry Kaszuba stara się jak najczyściej mówić po polsku i myśleć po polsku. Odrzuca balast, którym jest jego rodzima kultura, nie mówi po kaszubsku i nie wychowuje swoich dzieci po kaszubsku.

II. Dobry Kaszuba się nie buntuje i nie angażuje. Wie, że najważniejszy jest święty spokój. Milczy, gdy obraża się kulturę i mowę jego ojców. Dobry Kaszuba sam rozumie, że nie są to sprawy o istotnej wartości i trzeba o nich zapomnieć.

III. Dobry Kaszuba w trosce o skarb Państwa i samorządu kontestuje każdy wydatek na rozwój kaszubskiej kultury i tożsamości, choćby chodziło o parę metalowych tablic. Dobry Kaszuba wie, że to tylko fanaberie hobbystów i/lub polityków, którzy chcą coś na tym ugrać.

IV. Wszelkie rozterki na temat tożsamości etnicznej i narodowej za Dobrego Kaszubę rozwiązuje Państwo i Kościół. Urzędnik i ksiądz wiedzą lepiej, takie kwestie należy zostawić specjalistom.

V. Dobry Kaszuba wie, że prawdziwi Kaszubi żyją tylko w jego miejscowości, a wszyscy inni są farbowani i nie potrafią dobrze mówić po kaszubsku. Albo wprost przeciwnie, Dobry Kaszuba wie, że jego okolica to wcale nie są Kaszuby, bo te prawdziwe są gdzieś tam koło Kościerzyny/Kartuz/Pucka (do wyboru).

VI. Dobry Kaszuba nie jest zainteresowany i z pogardą patrzy na historię Kaszub i Pomorza. W zupełności wystarczy mu powzdychać do Kresów, Wilna i husarii.

VII. Dobry Kaszuba nie potrafi wymienić z tytułu ani jednej kaszubskiej książki, a z imienia ani jednego pomorskiego księcia.

VIII. Dobry Kaszuba, jeśli już musi mówić swoją regionalną mową, to pozostaje dumnym pół-analfabetą w tym narzeczu i nie odczuwa potrzeby, by umieć w nim czytać i pisać.

IX. Dobry Kaszuba jest niechętny kaszubskiej symbolice, no chyba że zarobkowo w wymiarze folklorystyczno-turystycznym i pod warunkiem, że pojawia się razem z symboliką polską w stosunku 1 do 3, żeby nikt nic złego nie powiedział.

X. Dobry Kaszuba patrzy ze spokojem i wzruszeniem ramion na wymieranie kultury i języka przodków. Tak będzie lepiej i prościej. Poza tym czym jest ta kultura wobec wielkiej kultury polskiej, jeśli nie jedynie dziejowym nieporozumieniem i fazą przejściową?

 

 

 

Photo: by Freepik.com

Najstarsza historia Szczecina z 1613 r. czeka na wydanie

Ten zabytek sięga jeszcze czasów Księstwa Pomorskiego i zawiera mnóstwo interesujących informacji o ówczesnej stolicy Księstwa i jej historii. Chodzi o Historische Beschreibung der Stadt Alten Stettin in Pommern (…), czyli Historyczny opis miasta Starego Szczecina na Pomorzu (…) Paula Friedeborna. Kwestię przetłumaczenia i wydania dzieła podniosła Alicja Kościelna, kustosz Archiwum Państwowego w Szczecinie. Pomysł został ciepło przyjęty przez część środowiska naukowego i przez Pomorzan zainteresowanych historią swoich ziem.

O tym, dlaczego warto o to tłumaczenie się starać, najlepiej napisała sama Alicja Kościelna:

1. Jest to najstarsza historia miasta. Friedeborn wydał ją w Szczecinie w 1613 roku. Autor pisząc swe dzieło, opierał się nie tylko na wcześniejszych opracowaniach historii Księstwa, ale przede wszystkim intensywnie wykorzystywał archiwum miejskie, do którego miał bezpośredni dostęp (w tym czasie pełnił urząd sekretarza miasta). Te części jego dzieła są szczególnie wartościowe, bowiem archiwum miasta Szczecina zaginęło w nieznanych okolicznościach w czasie lub wkrótce po zakończeniu II wojny światowej. Friedeborn był naocznym świadkiem wielu zdarzeń i opisywał je z dokładnością i zacięciem reportera.
2. Udostępnienie tekstu w języku polskim przyczyni się do popularyzacji wiedzy historycznej o Szczecinie, a jego naukowe, krytyczne opracowanie da czytelnikowi wgląd w stan badań nad historią Szczecina i dyskusje badaczy nad kontrowersyjnymi, z punktu wiedzenia nauki, fragmentami jego dziejów.
3. Stanie się impulsem do pogłębienia zainteresowań historią miasta jego współczesnych mieszkańców.
4. W przetłumaczonym dziele nauczyciele odnajdą atrakcyjne narzędzie wiedzy, łatwe do wykorzystania w pracy szkolnej.
5. Dla władz miasta dzieło Friedeborna może stanowić doskonały materiał promocyjny, zwłaszcza, że zakłada się jego wydanie bilingwistyczne.
6. Regionaliści i przewodnicy turystyczni uzyskają materiał pozwalający w jeszcze ciekawszy sposób opowiadać o różnych aspektach dziejów Szczecina. „Historyczny opis miasta Starego Szczecina na Pomorzu (…)” jest lekturą niezwykle zajmującą. Autor przedstawił w nim zarówno wielkie wydarzenia z przeszłości, chwalebne czyny mieszczan, skomplikowane czasami relacje z książętami, ale także wiele wydarzeń z życia codziennego. Sporo uwagi poświęcił zjawiskom budzącym zainteresowanie ówczesnego, ale także współczesnego czytelnika: rejestrował wydarzenia sensacyjne, zjawiska osobliwe, niepokojące, czy budzące grozę, skrupulatnie wymieniał anomalie pogodowe, opisywał niszczące skutki pożarów, ale też z dumą podkreślał żywotne siły miasta, dzięki którym za każdym razem dźwigało się z nieszczęść.
7. Możliwe będzie opracowanie szlaku turystycznego „wędrówek z Friedebornem” po miejscach opisywanych w Kronice.
8. Także spersonalizowanie dziejów miasta, bowiem Friedeborn wplótł w swoją wielką opowieść o Szczecinie dzieje zwykłych ludzi, takich, o których Wielka Historia milczy.
9. Tłumaczenie dzieł dawnych Pomorzan to dialog teraźniejszości z przeszłością. Bez tego dialogu nie można budować pomorskiej tożsamości.
10. Badanie, wydawanie i tłumaczenie dzieł pomorskiej historiografii postulował już w 1947 r. profesor Gerard Labuda. W następnych latach wielokrotnie mówili o tym profesorowie Henryk Lesiński, Edward Rymar, Tadeusz Białecki.
11. Wzorem zamierzonej edycji działa Paula Friedeborna jest pomnikowe wydanie „Pomeranii” Thomasa Kantzowa w tłumaczeniu Krzysztofa Gołdy i naukowym opracowaniu profesorów Tadeusza Białeckiego i Edwarda Rymara.

Fot. Dôvjid Mjiklosz

Projekt tego tłumaczenia Alicja Kościelna zgłosiła jako propozycję do Szczecińskiego Budżetu Obywatelskiego. Ze względów proceduralnych wniosek został odrzucony, ale ziarno na szczęście zostało zasiane. 18 czerwca br. w siedzibie Archiwum Państwowego w Szczecinie odbyło się spotkanie, które miało na celu przybliżyć zainteresowanym ideę przetłumaczenia i wydania. Wydarzenie cieszyło się sporym zainteresowaniem, dodatkowo uświetnili je swoją obecnością profesorowie Tadeusz Białecki oraz Edward Rymar, odpowiedzialni za pierwsze wydanie Pomeranii Thomasa Kantzowa. Wprowadzenie oraz omówienie idei, dzieła, a także postaci autora pokrótce przedstawił kierownik oddziału materiałów archiwalnych wytworzonych do 1945 r. – dr hab. Paweł Gut. Samo spotkanie nie tyle miało na celu przekonać kogokolwiek do sensowności takiej pracy, na sali bowiem przekonywać nikogo nie było potrzeby, a raczej przedstawić bardzo szerokie plany związane z publikacją oraz znaleźć sposób na sfinansowanie ambitnych zamierzeń. Rzecz bowiem wymaga pracy kilku zespołów, nie tylko translatorskich, ale i historycznych. Do pełnego obrazu dzieła Friedeborna potrzebne są poszerzone badania dotyczące jego biografii, co za tym idzie skrupulatnej kwerendy archiwów nie tylko w Szczecinie, ale także m.in. w Berlinie i Greifswaldzie, a także w Szwecji (był bowiem Friedeborn w trudnych chwilach końca istnienia niepodległego Pomorza zwolennikiem stronnictwa szwedzkiego, mając wybór między Szwecją a Brandenburgią). Paul Friedeborn był mistrzem słowa, jak określiła to Alicja Kościelna, na języku niemieckim grał jak wirtuoz na instrumencie, stąd również potrzeba zapewnienia Historycznemu opisowi… odpowiedniej wirtuozerii również w polszczyźnie, a co za tym idzie potrzebne będzie w projekcie wsparcie literackie. Takie kompleksowe podejście do przekładu wymaga nakładów. Rzeczą względną jest ocena, czy kwota podana we wstępnej wycenie (ok. 185 tys. zł) jest rzeczywiście aż tak duża. W obliczu korzyści jakie wydanie dzieła Friedeborna może przynieść dla tożsamości Pomorzan w ogóle i dla samych szczecinian, kwota ta nie powinna się wydawać niemożliwa do pozyskania. Zresztą z ust przedstawicieli miasta oraz Euroregionu Pomerania obecnych na spotkaniu padły pewne konkretne pomysły, które z nadzieją pozwalają myśleć o dalszych losach przedsięwzięcia.

Kim był Paul Friedeborn? Urodził się w roku 1572 w Szczecinie i również w Szczecinie zmarł, zmarł w wielce dramatycznym i symbolicznym roku 1637, czyli w roku śmierci ostatniego Gryfity, Bogusława XIV. Friedeborn pełnił szereg ważnych funkcji publicznych w mieście, był sekretarzem rady miejskiej, był członkiem rady książęcej oraz królewsko-szwedzkiej. Od roku 1630 do 1637 był burmistrzem Szczecina. W roku 1613 opublikował Historische Beschreibung der Stadt Alten Stettin in Pommern (…), a w 1624 w języku łacińskim Topograficzno-historyczny opis miasta Szczecina, zaopatrzony w rycinę (Descriptio urbis Stetinensis, topographica, historica, cum icone).

Jeśli wydanie dzieła Paula Friedeborna dojdzie do skutku, a widząc z jaką determinacją i pasją podchodzą do sprawy pomysłodawcy pełen jestem wiary w sukces, w kolejce czeka wiele jeszcze dzieł pomorskich dziejopisarzy, m.in. Pomerania Jana Bugenhagena czy choćby Daniela Cramera historia kościoła na Pomorzu, pt. Das Grosse Pomrische Kirchen Chronicon.

„Naja szkòła”: dwujęzyczne szkoły to przyszłość dla naszego języka i tożsamości

Z założycielem pierwszej dwujęzycznej kaszubsko-polskiej szkoły podstawowej Arturem Jablonscjim rozmawiała Sara Mičkec, redaktorka miesięcznika Rozhlad. Wywiad był opublikowany po serbołużycku w numerze 05/2018.

SM: Od roku szkolnego 2017/2018 w Wejherowie na Kaszubach istnieje prywatna szkoła „Naja Szkòła“. Jest to pierwsza dwujęzyczna polsko-kaszubska szkoła. Co była motywacja jej założenia?

AJ: Na decyzję o założeniu dwujęzycznej polsko-kaszubskiej szkoły podstawowej miały wpływ dwie rzeczy. Po pierwsze, wraz z moją żoną Anną jesteśmy rodzicami 11-letniego chłopca, którego od urodzenia wychowujemy w dwujęzyczności. Érik nie odnajdywał się w szkole, do której chodził wcześniej, gdyż jego rówieśnicy nie rozumieli kontekstów kulturowych, w jakich wychowujemy naszego syna. Czuliśmy więc potrzebę stworzenia szkoły, w jakiej nasze dziecko odnajdzie klucz do własnego, kaszubskiego domu. Jednocześnie obserwowaliśmy już od dłuższego czasu, że model nauczania języka kaszubskiego w szkołach publicznych (samorządowych / państwowych) w niewystarczającym stopniu przyczynia się do rozwoju języka i tożsamości Kaszubów. Moim zdaniem szkoła publiczna kształci Polaków z bierną znajomością języka kaszubskiego, gdy tymczasem naszej społeczności potrzeba szkół, które będą kształciły świadomych Kaszubów w sensie etnicznym i równocześnie Polaków w sensie obywatelskim (państwowym). Ostatecznym bodźcem do podjęcia działań w kierunku uruchomienia własnej, dwujęzycznej placówki edukacyjnej była współpraca Stowarzyszenia Osób Narodowości Kaszubskiej „Kaszëbskô Jednota”, do którego oboje z żoną należymy, z baskijską szkołą o nazwie Baztan Ikastola w prowincji Navarra w Hiszpanii, która nawiązana została w 2015 roku.

Fot: Naja Szkòła

SM:
Istnieją inne kaszubskie szkoły?

AJ: W formule dwujęzycznej jest to pierwsza taka szkoła na Kaszubach. Jednak samo nauczanie w szkołach języka kaszubskiego rozpoczęło się w roku 1991 od wiejskiej szkoły podstawowej w Głodnicë (pol. Głodnicy) oraz w Liceum Ogólnokształcącego w miasteczku o nazwie Brusë (pol. Brusy). Potem dołączyły kolejne szkoły. Nie było na nie pieniędzy z budżetu państwa, ale utrzymywały je lokalne samorządy. Dopiero w 2005 r., gdy przyjęto w Polsce „Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym”, w której za jedyny język regionalny w Polsce uznano język kaszubski, nauczanie kaszubskiego zaczęło być dotowane przez państwo. Od tego czasu zaczęto nauczać języka kaszubskiego w bardzo wielu szkołach na Kaszubach, wprowadzono możliwość wyboru naszego języka na egzaminie maturalnym, a od 2015 r. istnieje kierunek Etnofilologia Kaszubska na Uniwersytecie Gdańskim.

SM: Jak jest język kaszubski włączony do edukacji szkolnej na Kaszubach?

AJ: Prawo w Polsce pozwala Kaszubom, a także innym mniejszościom, które wymienione są we wspomnianej już Ustawie o mniejszościach, na prowadzenie trzech typów szkół. Pierwszy typ zakłada, że język kaszubski jest nauczany dobrowolnie, jako przedmiot dodatkowy w wymiarze 3 godzin tygodniowo, który dyrektor szkoły musi wprowadzić, gdy minimum 7 rodziców złoży na piśmie taki wniosek. Drugi typ to szkoła dwujęzyczna, w której język kaszubski jest obowiązkowo nauczany na 5 godzinach tygodniowo, symetrycznie do języka polskiego, a ponadto w języku kaszubskim prowadzone są jeszcze 4 inne przedmioty w szkole. Trzeci typ to szkoły, w których nauczanie odbywa się tylko po kaszubsku (w języku mniejszości), a jedynie język polski i historia polski nauczane są w języku polskim. Własnej historii Kaszubi mogą uczyć przez 30 godzin na przestrzeni całej edukacji w szkole podstawowej i kolejnych 30 godzin w całej szkole średniej. W praktyce funkcjonował do tej pory tylko pierwszy typ szkoły.

SM: Jak wygląda „dwujęzyczność” szkoły? Kiedy jest używany język polski, kiedy kaszubski? Czy dzieci, którzy uczęszczają do szkoły, nauczyły się języka kaszubskiego jako języka ojczystego w domu czy mogą nauczyć się go w szkole?

AJ: Odpowiadając na te wszystkie pytania, należy zacząć od tego, że kondycja języka kaszubskiego jest bardzo zła. Władze Polski Ludowej zrobiły wiele, by zniszczyć język i kulturę Kaszubów. Dzieci kaszubskie były w polskich szkołach bite i szykanowane za używanie swojego ojczystego języka. Z tego powodu w latach 70. XX wieku został przerwany językowy przekaz pokoleniowy w rodzinach kaszubskich. Mając na uwadze dobro i zdrowie psychiczne własnych dzieci, rodzice przestali mówić do nich po kaszubsku. Zdążyły wyrosnąć już dwa pokolenia Kaszubów, które z językiem kaszubskim zetknęły się w domu w znikomym stopniu. Nie mieli go także w szkole. Również dzieci, które do nas przychodzą, w większości nie znają kaszubskiego. W większości pochodzą z rodzin kaszubskich, choć kilkoro uczniów nie ma nawet kaszubskich korzeni. Nauczanie dwujęzyczne realizowane jest w zakresie obowiązkowych zajęć edukacyjnych, ale z powodów opisanych wcześniej, to nauczyciele określają zakres treści edukacji wczesnoszkolnej przekazywanych w języku kaszubskim. Stosują także zasadę posługiwania się językiem kaszubskim w codziennych sytuacjach, podczas przerw, rozmów swobodnych z dziećmi, zabaw, itp. W klasach IV-VIII Naja Szkòła zapewnia prowadzenie 4 zajęć metodą dwujęzyczności spośród takich przedmiotów jak: przyroda, biologia, geografia, chemia, fizyka, matematyka, historia, informatyka, plastyka, technika, wychowanie fizyczne.

SM: Czy wszyscy pracownicy szkoły mówią po kaszubsku? Jest jakieś szkolne polecenie, który ma być język potoczny/powszechnie używany w szkole?

AJ: Wszyscy pracownicy szkoły znają język kaszubski, ale nie wszyscy mówią po kaszubsku. Posługuje się nim na co dzień około 1/3 z nich. Nie byłoby więc prawdziwe twierdzenie, że kaszubski jest w chwili obecnej powszechnie używany w szkole. W około 70% sytuacji przeważa język polski, a kaszubski używany jest w 30%. Naszym celem jest osiągnięcie symetryczności, ale na to potrzeba jeszcze kilku lat wytężonej pracy zarówno z dziećmi, jak też nauczycielami.

SM: Czy historia i kultura Kaszub na zajęciach są traktowane inaczej niż w szkołach państwowych?

AJ: Tak. Staramy się na każdych zajęciach dawać uczniom kontekst kaszubski. Nawiązujemy do naszej kultury, tradycji, historii i zalecamy nauczycielom, by był to punkt wyjścia do niemal każdych zajęć. Oprócz tego, że „Naja szkoła” zajęcia prowadzi po kaszubsku, rzucają się w oczy różne inne szczegóły, tak jak: edukacja cyfrowo-medialna, nacisk na indywidualne ocenianie kształtujące, brak prac domowych. Począwszy od klasy pierwszej, uczniowie objęci są poszerzonym zakresem nauki języka kaszubskiego oraz języka angielskiego. Szkoła oferuje także dla klasy czwartej obowiązkowe koło z języka niemieckiego, a w przyszłości zamierza wprowadzić także język niemiecki jako przedmiot obowiązkowy. Podczas wszystkich zajęć uczniowie wykorzystują komputery Chromebook. Do dyspozycji mają szkolną sieć komputerową do wyszukiwania potrzebnych informacji i zasobów edukacyjnych. Pracują w środowisku wirtualnym – platformie edukacyjnej Google Classroom oraz chmurze GSuite. Kładziemy też nacisk na naukę praktycznych kompetencji przydatnych w codziennych kontaktach z mediami, gdyż taki jest współczesny świat. Staramy się realizować to we wszystkich klasach między innymi w ramach edukacji polonistycznej, społecznej, historycznej, plastycznej i zajęć komputerowych. Chcemy, by wychowankowie Naji Szkòłë posiedli kompetencje XXI wieku, takie jak kreatywność, myślenie krytyczne, współpraca w grupie, przywództwo, zarządzanie informacją, rozumienie mediów, mądre korzystanie z technologii.

SM: Czy uczniowie są podzieleni na klasy? Ile uczniów jest w jednej klasie? Jak wygląda ocenianie? Czy są oceny od 1 do 6?

AJ: Dzieci uczą się w maksymalnie 15-osobowych klasach, ale staramy się dla każdego z uczniów realizować indywidualny program nauczania. Łączymy dwa systemy oceniania, ten tradycyjny z ocenami od 1 do 6, ale przede wszystkim ważna jest dla nas informacja zwrotna, która skuteczniej niż stopnie motywuje ucznia do nauki, nauczycielowi zaś pomaga ustalić, na czym należy się skupić podczas kolejnych lekcji. Nauczyciel traktuje uczniów indywidualnie, obserwując, jak zdobywają wiedzę i dając konkretne wskazówki do dalszej pracy. Zawsze wyjaśnia, jakie są cele uczenia się i kryteria sukcesu. Stara się angażować uczniów w ich proces edukacyjny. Uczniowie wymieniają się wiedzą, ucząc się od siebie nawzajem.

Fot: Naja Szkòła

SM: Jak Państwo znaleźli nauczycieli? Czy mają oni specjalne kształcenie?

AJ: Kilkoro nauczycieli, którzy zaczęli z nami ten projekt, było członkami stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota. Pozostali przeszli procedurę naboru. Jednym z kryteriów była znajomość języka kaszubskiego poświadczona studiami bądź specjalistycznym egzaminem. Uprawnienia do nauczania kaszubskiego można w Polsce zdobyć na dwa sposoby: albo ukończy się podyplomowe studia trwające 1,5 roku, albo zda się egzamin przed specjalną komisją.

SM: Jak wielka jest szkoła obecnie? Ile ma klas, ilu uczniów i nauczycieli?

AJ: W szkole uczy się obecnie 32 uczniów w klasach 0, 1, 3 i 4. Docelowo szkoła będzie kształcić w oddziałach od 0 do 8. W tej chwili zatrudniamy 3 nauczycieli na etacie i 10 na umowie o zlecenie, czyli na konkretne godziny wynikające z liczby przedmiotów wymaganych w podstawie programowej Ministerstwa Edukacji.

SM: Ile ma szkoła roczników/klas i gdzie się uczniowie po szkole podstawowej dalej uczą?

AJ: Na to pytanie mogę odpowiedzieć za trzy lata. Jednak niewykluczone, że stworzymy naszym uczniom możliwość kształcenia się w kaszubskim liceum. Myślimy o tym.

SM: Pan jest właścicielem szkoły i angażował się Pan w jej powstanie. Czym się pan zajmuje zawodowo i skąd Pan czerpał inspiracje?

AJ: Jestem Kaszubą. Mój ojciec był Polakiem, który osiadł na Pomorzu w latach 60. XX wieku i przyjął w dużej mierze kulturę mojej kaszubskiej matki. Od niej poznałem język kaszubski. Jako nastolatek zacząłem interesować się historią i literaturą kaszubską. Na studiach historii w Gdańsku, które rozpocząłem w 1989, który był rokiem demokratycznych przemian w Polsce, poznałem ludzi podobnie jak ja szukających swoich korzeni. Razem założyliśmy w 1990 r. studenckie pismo „Tatczëzna” (pol. Ojczyzna). To był też czas, gdy otworzyła się możliwość realizacji kaszubskiego programu w gdańskim oddziale telewizji polskiej i w Polskim Radiu Gdańsk. Włączyłem się w te projekty. Zostałem dziennikarzem. Potem, w 1999 r. postanowiłem spróbować swoich sił w lokalnej polityce. Przez 10 lat byłem Starostą w Pucku. W chwilach wolnych nadal pasjonowały mnie media. W 2002 roku zostałem na krótko społecznym redaktorem naczelnym miesięcznika „Pomerania”, a w 2004 roku założyłem Radio Kaszëbë, którym kieruję do dziś. Od 2010 do 2012 roku kierowałem także telewizją satelitarną CSBTV (CassubiaTV), którą współtworzyłem wraz z 2 wspólnikami. Przez 6 lat byłem prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a w 2011 roku współzałożycielem Stowarzyszenia Osób Narodowości Kaszubskiej „Kaszëbskô Jednota”, w którym jestem wiceprezesem. Skąd miałem inspirację do założenia szkoły? Tak jak o tym wspominałem: doświadczenia rodzica, znajomość sytuacji innych mniejszości narodowych w Europie, troska o własny język i kulturę.

Artur Jablonscji

SM: Kto oprócz pana angażował się w założenie szkoły?

AJ: W założenie szkoły angażowała się przede wszystkim moja żona Anna oraz koledzy z Kaszëbsczi Jednotë, a przede wszystkim prezes tego stowarzyszenia Karól Róda. Wspierał nas Andrzej Gredecki, doświadczony pedagog, długoletni dyrektor szkół publicznych w Wejherowie. Olbrzymią rolę odegrała także w tym projekcie Baskijka Maialen Sobrino Lopez, którą poznałem w 2014 r. i która zaangażowała mnie i stowarzyszenie Kaszëbskô Jednota w projekt Txikian Handi (Małe jest wielkie), dzięki czemu dowiedziałem się jak funkcjonują baskijskie Ikastole. Po kilkugodzinnym pobycie wśród baskijskich dzieci, mój syn Érik zapytał: – Dlaczego my nie mamy takiej szkoły? To wystarczyło, by zacząć działać. W marcu 2017 r. wynająłem obiekt w Wejherowie, to był dawniej sklep meblowy, zaadaptowałem go na szkołę, która została otwarta 2 września 2017 r. Ważne było dla mnie wsparcie kilku znajomych rodziców, kaszubskich aktywistów, takich jak Dariusz Majkowski, ówczesny redaktor naczelny miesięcznika „Pomerania”.

SM: Jak inicjatorzy werbowali uczniów?

AJ: Z tym związany jest wybór miejsca na pierwszą dwujęzyczną szkołę. Wejherowo jest 50 tysięcznym miastem, o dużych tradycjach kaszubskich, które otaczają inne duże miejscowości. W sumie to taka kaszubska „aglomeracja” licząca około 100 tysięcy mieszkańców. Wyszliśmy do nich z plakatami, ulotkami, reklamą w Radiu Kaszëbë. W niedziele organizowaliśmy akcje informacyjne pod kościołami. Trwało to na przestrzeni dwóch miesięcy – lipca i sierpnia 2017 r. Efekt był taki, że we wrześniu rozpoczęło u nas naukę 22 uczniów, a w ciągu miesiąca dołączyło jeszcze 10.

SM: Jak szkoła jest finansowana?

AJ: W okresie od początku września do końca grudnia 2017 r. finansowałem szkołę z własnych pieniędzy pochodzących głównie z działalności prowadzonej w ramach Radia Kaszëbë. Od stycznia 2018 r. szkoła otrzymuje dotacje z budżetu państwa polskiego poprzez Urząd Miasta Wejherowa. Jest to równowartość 300 euro na ucznia miesięcznie.

SM: Czy czesne mają wpływ na to, kto swoje dzieci posyła do szkoły?

AJ: W roku szkolnym 2017/2018 w Naji Szkòli nie płaci się czesnego. Chciałem w ten sposób zachęcić rodziców do tego nowego projektu. Od następnego roku szkolnego będzie wprowadzone czesne w wysokości 400 zł od dziecka. To jest konkurencyjna cena w stosunku do innych szkół prywatnych w okolicy.

SM: Jak brzmi krytyka, którą inicjatorzy szkoły mogą słyszeć i jak ją traktują?

AJ: Na ten moment nie ma poważnej krytyki naszego projektu. Wyczuwamy natomiast postawę wyczekiwania u wielu osób, które nas obserwują. Żeby nie popełniać błędów współpracujemy z doświadczoną pedagog Adelą Kożyczkowską z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego oraz Renatą Mistarz, ekspertką z Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku. Każdą poważną krytykę, jeśli się pojawi, potraktujemy bardzo serio i postaramy się natychmiast na nią reagować pozytywnymi zmianami w naszym projekcie, ale przede wszystkim będziemy się trzymać założenia dwujęzyczności, czyli również symetryczności między kulturą kaszubską i polską.

SM: Patrząc na doświadczenia podczas przygotowań i założenia szkoły: czy zrobiłby Pan coś inaczej z dzisiejszego punktu widzenia?

AJ: Nie żałuję niczego, co zainwestowałem w ten projekt, bowiem wierzę, że jest to doświadczenie, które może wiele dobrego przynieść naszej kaszubskiej kulturze.

SM: Czego Pan by sobie życzył względem przyszłości szkoły i edukacji na Kaszubach?

AJ: Chciałbym, żeby z mojego doświadczenia czerpali inni: osoby prywatne, stowarzyszenia, kaszubskie samorządy. Zależy mi na stworzeniu możliwości wyboru pomiędzy szkołami pierwszego typu z językiem kaszubskim jako przedmiotem dodatkowym, a szkołami dwujęzycznymi polsko-kaszubskimi. Marzę o tym, by nauczanie języka kaszubskiego oraz własnej historii i kultury we wszystkich szkołach na Kaszubach było obowiązkowe. Uważam także, że odpowiedzialnym za podstawę programową w szkołach na Kaszubach należy uczynić regionalny samorząd województwa, a nie państwowe Ministerstwo Edukacji jak jest to w tej chwili. Przy takim rozwiązaniu na przykład każda placówka oświatowa w województwie pomorskim nauczałaby treści związanych z danym regionem w 40%, a w 60% program taki musiałby spełniać wymogi państwowe. Ponadto samorządy wszystkich szczebli oraz organizacje pozarządowe powinny już teraz zacząć wspierać otwieranie szkół imersyjnych, w których edukacja kaszubska byłaby prowadzona poprzez „zanurzenie” w języku i kulturze, czyli takie, w których od pierwszego do ostatniego dzwonka język kaszubski nie umilknie na żadnej lekcji, ani na przerwie.