Oddał życie za ideę mazurską: krótka biografia Kurta Obitza

„Zarówno urzędowo, jak i prywatnie często byłem pytany, kim w końcu jestem: Niemcem czy Polakiem. Zawsze odpowiadałem: Jestem Mazurem.”

Takie zdanie, oryginalnie wypowiedziane po niemiecku, przypisuje się Kurtowi Obitzowi w kontekście jego tożsamości narodowej. Choć nie znalazłem stuprocentowego, źródłowego dowodu na autentyczność tej wypowiedzi, można z dużą dozą prawdopodobieństwa uznać ją za prawdziwą.

A przynajmniej świadczą o tym czyny tego najzagorzalszego z Mazurów, niestety dziś nieco zapomnianego. Ów skrót jego życiorysu czynię na podstawie wstępu do książki K. Obitza Dzieje ludu mazurskiego, napisanego przez G. Jasińskiego, artykułu A. Szymanowicza Kurt Alfred Obitz – naukowiec i działacz mazurski (1907-1945) z Komunikatów Mazursko-Warmińskich oraz pomniejszych źródeł, jak na przykład wpisów z internetowej Encyklopedii Warmii i Mazur.

Kurt Alfred Obitz urodził się 16 stycznia 1907 roku w Brzozowie (niem. Brosowen) niedaleko Węgorzewa jako syn dość zamożnych rolników: Friedricha Kristiana i Ludwigi Karoline. Jego przodkowie na Mazury trafili prawdopodobnie w XVIII wieku ze Śląska. W jego domu rodzinnym w XX wieku nie mówiło się już po mazursku, w tym czasie mowa mazurska nie sięgała tak daleko na północ. Mimo to rodzina miała tendencje promazurskie, tak mocno w późniejszym okresie rozwinięte przez Kurta. Uczył się w królewieckim gimnazjum, a następnie podjął studia w Berlinie w Wyższej Szkole Weterynaryjnej. Niewątpliwie był zdolnym studentem, bowiem już w parę miesięcy po ukończeniu studiów otrzymał tytuł doktorski.

Z jednej strony mieliśmy więc szybko rozwijającą się karierę naukową młodego dra Obitza, z drugiej zaś problemy wynikające z jego tożsamości narodowej. Pierwsze ślady jego przywiązania do Mazur mają sięgać już czasów nauki w gimnazjum. Nieufność wzbudzał także na studiach – tam miał podać w aplikacji do jednej z organizacji studenckich narodowość mazurską, co wielu Niemców opacznie rozumiało jako identyfikację polską. Trzeba dodać, że działo się to w czasach międzywojennych, kiedy to nasilały się tendencje nacjonalistyczne w Niemczech, a tego rodzaju tożsamość, jaką prezentował Obitz, była podciągana pod uniwersalne straszydło narodowców o nazwie „Polengefahr”. Posądzano zatem Kurta o działalność szpiegowską, a sam Obitz utrzymywał wręcz, że otrzymywał listy z pogróżkami, pełne nienawiści i obelg. Domagano się także relegowania Kurta z uczelni, co, choć się nie udało, poskutkowało mniejszą karą, bowiem odmówiono udzielenia mu stypendium.

Jeszcze jako student zainicjował w 1929 roku czasopismo promazurskie Cech, pisane w większości po niemiecku, z późniejszymi wstawkami mazurskimi w serii Fryc z Płowców soli im. Warto wspomnieć, że wówczas nie znał jeszcze języka polskiego, posługiwał się natomiast dobrze językiem francuskim i angielskim. Pisał na łamach Cechu, zaznaczając, że Mazurzy żyją w pokoju i jednym państwie z Niemcami. „(…)Ale jesteśmy odrębnym narodem, jesteśmy Mazurami. (…) Tego głodu bycia sobą nie można uciszyć i wewnętrzny głos woła do nas i woła bezustannie, niby głos żywcem pogrzebanego”. W innym miejscu dopominał się o prawa gospodarcze i społeczne Mazurów: „Cech walczy z politycznym i gospodarczym upośledzeniem, występuje przeciwko bojkotowaniu i terroryzowaniu Mazurów, walczy o Prawdę, Wolność i Prawo! Mazur też jest człowiekiem i chce tak żyć i być traktowany”.

Jego etnicznie mazurski światopogląd połączony z poglądami socjaldemokratycznymi kolidował z falą narastającego nazizmu w Prusach Wschodnich. Nie można wykluczyć, że poglądami socjaldemokratycznymi nasiąkał w czasie nauki w Królewcu, który ówcześnie był niejako wyspą myśli lewicowej w konserwatywnym i coraz bardziej nacjonalistycznym morzu wschodniopruskim.

Przeciwnicy Kurtem zainteresowali się jeszcze mocniej, gdy rozpoczął działalność w ramach Masurenbundu – mazurskiej organizacji narodowej, głoszącej odrębność zarówno od Niemców, jak i od Polaków, nawołującej do poszanowania praw ekonomicznych i etnicznych ludu mazurskiego. Cech stał się wówczas organem prasowym tejże organizacji. Szczególnie rozjuszył wrogów wierszem Masurische Jugend – (pol. Młodzieży mazurska), gdzie łączył jawnie socjalistyczne elementy wraz z przypomnieniem, że Mazurzy w większości wywodzili się z Polski, nawoływał w nim także do walki o swoje prawa. O stosunku Kurta do narodowości polskiej i niemieckiej powiemy sobie zresztą jeszcze w dalszej części artykułu. Efektem nagonki na Kurta było pozbawienie go pracy w 1931 roku. Niedługo później Obitz w atmosferze skandalu przeprowadził się do Polski, co oczywiście było tylko pożywką dla spiskowych teorii szpiegowskich.

Kurt zaczął uczyć się języka polskiego, choć nigdy nie pozbył się silnego, niemieckiego akcentu. W Polsce znalazł pracę, założył rodzinę z Heleną Szylską (owocem tego małżeństwa była jedna córka). Nie ustawał jednak w swych wysiłkach na rzecz Mazur. Szukał sojuszników w różnych środowiskach – między innymi wśród tak zwanych Litwinów Pruskich, ewangelików litewskiego pochodzenia zamieszkujących północno-wschodnią część Prus Wschodnich, którzy także próbowali utrzymać swą odrębność etniczną. Ruchy tego typu nawoływały do niezależności Prus Wschodnich, tak zwanej Szwajcarii Pruskiej, gdzie dużą dozę wolności mieliby Niemcy, Litwini Pruscy oraz Warmiacy i Mazurzy. Ruch ten odwoływał się także czasami do Prusów jako protoplastów regionu. Tendencjom tym uległ w pewnym stopniu również sam Kurt, choć można uznać, że melancholia i poczucie ciągłości z dawnymi bałtyjskimi Prusami zdarzała się również i wśród innych znanych Mazurów, wystarczy poczytać chociażby Gdzie jest moja Ojczyzna? Edwarda Małłka, brata Karola.

Masurenbund i Cech przestały istnieć po dojściu nazistów do władzy. Obitz po przeprowadzce do Polski dołączył do polskiego Związku Mazurów działającego na terenie Działdowszczyzny. Głównymi działaczami były postacie takie, jak Karol Małłek, Jan Jagiełko-Jaegertal czy Gustaw Leyding. Członkowie lawirowali między realizacją interesów mazurskich, które były najważniejszym celem, a parawanem ochronnym, jaki roztaczała współ-praca z polskim wywiadem. Sam Obitz, jak wynika z tekstu G. Jasińskiego, miał do takiej współpracy odnosić się niechętnie.

Tu przyszedł czas na podsumowanie poglądów Kurta o Polsce. Widać wyraźnie, że Kurt nie był rozumiany przez stronę polską. Podczas, gdy on uznawał Polaków za sprzymierzeńców i pobratymców, choć jak podkreślał – na tyle różnych, by nie można było uznać Mazurów za Polaków, polscy działacze starali się wykorzystywać jego promazurskie nastawienie do własnych interesów. On zaś zręcznie próbował unikać tego uprzedmiotowienia, chociażby twierdząc o plebiscycie z 1920 roku, że był on walką dwóch obcych agentur o ziemię mazurską. Wielokrotnie w książce Dzieje ludu mazurskiego podkreślał historyczną, etniczną odrębność Mazurów, widać tam zręby koncepcji narodu mazurskiego.

Nieufność zresztą działała w obie strony. Przed wojną urzędnicy zajmujący się sprawą Obitza zalecali ostrożne przyglądanie się jego działaniom i niewystawianie od razu na czoło walk propagandowych, ponieważ czynił on z Mazurów podmiot, a nie przedmiot walk. Innymi słowy: choć niektóre działania Obitza znajdowały uznanie u polskich władz, jego mazurskocentryczne poglądy narodowe i podkreślanie odrębności nie mieściły się w uproszczonym podziale Polacy-Niemcy, który był stosowany przez sanacyjne władze. Podobnie zresztą o Obitzu pisała redakcja polskiego czasopisma Ziemia Wschodnio-Pruska. Z jednej strony brali Obitza w obronę, uważano za ofiarę niemieckiego nacjonalizmu, z drugiej zaś strony z lekką niechęcią przyjmowano jego pogląd na szczepową odrębność Mazurów (Ziemia Wsch.-Pruska oczywiście głosiła pogląd o przynależności Mazurów do narodu polskiego).

W 1934 r. Obitz brał udział w I Zjeździe Ewangelickiej Młodzieży Słowiańskiej w Czechosłowacji. Polska zbojkotowała to wydarzenie w następstwie polsko-czeskich konfliktów etnicznych, Obitz więc postanowił pojechać tam jako przedstawiciel Mazurów. Krok ten można uznawać za kolejną z prób podkreślenia, że chce prowadzić własną politykę wobec Mazur.

Podczas II WŚ ukrywał się na Wołyniu z żoną, ewangeliczką z Polski. Po zakończeniu kampanii wrześniowej wrócił w okolice Puław, gdzie pracował przed wojną. Został aresztowany już 8 lutego 1940 roku. Najpierw przebywał w więzieniu na lublińskim zamku. Na przesłuchaniach miał mówić, że jest Mazurem, to samo powtarzał swoim początkowo nieufnym współwięźniom. Miał także odmówić ponownego przyjęcia obywatelstwa niemieckiego, a w kartotece figurował jako bezpaństwowiec. Finalnie trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau – tam zajmował się zwierzętami. Przetrwał wojnę, jednak w obozie jego mocno osłabiony organizm zaraził się gruźlicą. Zmarł 26 sierpnia 1945 roku w szpitalu będącym pod kontrolą aliantów, w bawarskim Lautrach.

Największym dziełem Obitza jest bez wątpienia rękopis Dzieje Ludu Mazurskiego z 1937 roku (wydany w druku dopiero w XXI wieku), gdzie jako jeden z nielicznych próbuje przedstawić historię regionu z mazurskiego punktu widzenia. Nie ustrzegł się jednak przeinaczeń, nieścisłości i ideologizowania swoich wypowiedzi. Ponieważ wówczas Mazury znajdowały się w granicach Niemiec, nie stronił od antagonizowania Niemiec i niemieckiego interesu z Mazurami i interesem mazurskim.

Można jednak odnieść wrażenie, że czynił to celowo z nadzieją, że Mazurzy kiedyś będą mieli szansę przeczytać tę książkę i wzniecić w sobie jeszcze raz mazurskie uczucia etniczne. Podejrzewam, że jako socjaldemokrata i człowiek światły nie był w stanie odczuwać niechęci narodowej, a jedynie nienawiść do nacjonalizmu jako idei niszczącej Niemcy.

W książce za szczególnie ważny moment uznaje najazd wojsk polsko-tatarskich na Prusy podczas potopu szwedzkiego. To wówczas miała się ukształtować odrębność osamotnionych przez Polskę Mazurów. Co ciekawe, najazd ten faktycznie musiał się odbić na mentalności mazurskiej. W książce J. Sczepana z 1900 roku odczytujemy mazurskie słowo tatarski w znaczeniu niemieckim tiranisch, a więc tyrański.

Za faktyczny początek ruchu mazurskiego Obitz uznaje 2 grudnia 1923 roku, a więc datę pierwszego spotkania późniejszych założycieli Masurenbundu. Do najważniejszych postaci mazurskich zalicza Gizewiusza i braci Bahrke. Bardzo krytycznie odnosi się do działań niemieckich w czasie plebiscytu i po nim (ogromna niechęć, nienawiść do wszelkich przejawów mazurskości w mowie i kulturze, od razu prowadząca do oskarżeń o zdradę Niemiec), ale nie zostawił też suchej nitki na dowodzących polską akcją plebiscytową, którzy po przegranej pozostawili garstkę propolskich Mazurów na pastwę nacjonalistów. Wymienia tu wdowę po Gottliebie Lince, opisywaną przez K. Sobolewską w pierwszym numerze reaktywowanego przez nas Céchu. Kobieta została pozostawiona bez środków do życia i bez kogokolwiek do pomocy (synowie zostali uwięzieni za rzekome kłusownictwo). Obitz komentuje: „Postępowanie takie udowodniło wszystkim, że agenci Wielkiej Polski chcieli się tylko posługiwać Mazurami, nie troszcząc się wcale o ich dobro”. Innym dowodem na przedmiotowe traktowanie Mazurów miało być postępowanie władz polskich wobec nich na Ziemi Działdowskiej (przyłączonej do Polski bez plebiscytu).

Obitz kończy swój wywód stwierdzeniem, że na ziemi mazurskiej to Mazur jest gospodarzem. A dalej uzupełnia:

„Wiemy, że nie zwyciężymy bez ciężkiej walki.
Wiemy, że lud nasz, który przetrwał tyle wieków, zginąć nie może.
Wiemy, że sprawa nasza jest sprawiedliwa, dlatego stoimy twardo na naszym stanowisku.
Nie możemy inaczej.
Tak nam dopomóż Bóg!”

Artykuł ukazał się po raz pierwszy w mazurskim kwartalniku Céch, nr 1/2019 (2), którego całość można przeczytać TUTAJ.

Facebookòvë Kòmanjtérë

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 + nine =