Nie! – dla fałszywego świadectwa, Jo! – dla rewitalizacji języka

Język kaszubski jest językiem używanym na co dzień. W kontaktach domowych posługuje się nim 108 tysięcy osób. W szkołach uczy się tego języka około 20 000 dzieci i młodzieży. Taka jest oficjalna wiedza, przekazywana w mediach, na zebraniach kaszubskich organizacji, w internecie.

W rzeczywistości to taka bańka, która pozwala nam wszystkim, aktywistom kaszubskim, mieć stabilne ciśnienie i spokojne tętno. Może zacznijmy mówić prawdę o kondycji naszego języka i kultury? No bo w jakich domach i między którymi domownikami używa się języka kaszubskiego? Według mojej wiedzy dzieje się tak w kilkudziesięciu domach kaszubskich działaczy oraz w kilkuset (daj Boże, kilku tysiącach?) innych domów, głównie w kaszubskim interiorze i na dalekich pustkach.

Gdy opublikowałem tę opinię w mediach społecznościowych, inny ich użytkownik zaprotestował, powołując się na dane z ostatniego spisu z 2011 r., w którym 108 tysięcy Kaszubów zadeklarowało przecież, że mówi! Lecz to tylko (lub aż?) deklaracje, które nie muszą mieć oparcia w rzeczywistości. Wydaje się, że warto w tym miejscu przytoczyć krótką, ale trafną analizę Mateùsza Titësa Meyera, który również wziął udział we wspomnianej dyskusji:

Slédny NPS pòkôzôł, że 56,4% Kaszëbów nie gôdô pò kaszëbskù (z ~230 tës. Kaszëbów). Czej wezmiemë tuwò lëczbã 500 tës. Kaszëbów, tej mómë ju leno 20% Kaszëbów, co gôdô pò kaszëbskù. Czej wezmiemë tuwò jesz to, że całô akcjô spisënkòwô, jaką cygnãło KPZ w 2011 rokù, to bëło òpiarcé na parolë: “Gôdóm JO! – gôdóm pò kaszëbskù”, tej mòże bëc tak, że wicy jak 50% z tëch deklaracjów, to béł efekt mësleniô: “no tak, my mówimy w domu >>jo<<, to zaznaczę, że mówimy po kaszubsku, bo tam ci w Radio Kaszëbë coś mówili, żeby zaznaczać tutaj” (sóm móm cos taczégò czëté wiele razë, czej jem 10 lat nazôd pòmôgôł lëdzóma sã spisywac w Jinternece). To wiele kùńc kùńców gôdô pò kaszëbskù? 50 tës? Max. To je 10% Kaszëbów.

Odkąd polski parlament uchwalił Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym (kaszubskim), a Kaszubi mają status “społeczności posługującej się językiem regionalnym”, to jest od 2005 r., piszemy projekty, w ramach których chcemy chronić i rozwijać swój ojczysty język. Rzeczywistość projektowa jest oczywiście ograniczona. Funkcjonowanie języka kaszubskiego w życiu publicznym – bo to jest główny cel wnioskodawców – podlega kwestii spełnienia odpowiednich warunków formalnych konkursów grantowych. Te zaś obwarowane są stosownymi procedurami, których spełnienie uruchamia “środki”. Na marginesie wspomnę jedynie, że owe “środki” nie zmieniły się od 6 lat – oscylują wokół kwoty 15 milionów złotych dzielonej między 14 mniejszości w Polsce – i są jedynie kroplą w morzu potrzeb, co jest podstawą do wielu krytycznych ocen tego systemu.

Ponieważ już najwyższy czas zacząć intensywnie rewitalizować język i kulturę, proponuję – utrzymując wspomniane działania projektowe – mocno uchwycić się najlepszego dostępnego narzędzia jakim może być edukacja kaszubska w szkole. “Może być”, ponieważ obecnie nie jest, ani też nie była przez ostatnie 15 lat, to jest od momentu, gdy budżet Państwa Polskiego przekazuje na tę edukację realne pieniądze. Pokazał to pierwszy raport Watchdog na Kaszubach z 2010 r. autorstwa Łukasza Grzędzickiego i Magdaleny Lemańczyk, wykonany na zlecenie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Niestety, wówczas poza wskazaniem problemu i niedobrych praktyk – choć zgodnych z prawem – Zrzeszenie nie zrobiło nic, w obawie przed zepsuciem sobie stosunków z samorządowymi partnerami. Dobitnie potwierdził istniejący problem i jednocześnie poszerzył wiedzę na ten temat drugi raport Watchdog na Kaszubach z 2020 r., sporządzony przez Mateùsza Titësa Meyera z Kaszëbskji Jednotë.

Jak wynika z raportu Meyera, 133 859 875,00 zł to kwota przekazana przez MEN do Jednostek Samorządu Terytorialnego w ramach dodatkowej subwencji na kaszubski w roku szkolnym 2018/19! Ponieważ część szkół i samorządów nie odpowiedziała na ankiety twórcy raportu, do analiz przyjął on potwierdzoną przez 57 JST uczestniczące w badaniu kwotę 111 650 014,98 zł. subwencji oświatowej. Dalej dowiadujemy się, że owe 57 samorządów przyznało, iż do szkół przekazało na naukę kaszubskiego 81 957 382,56 zł. Tymczasem dyrektorzy szkół wykazują, że otrzymali 29 190 116,53 zł.

To skandal! Tak… Ale jednocześnie to taka gra w ciuciubabkę, w którą bawią się wszyscy – od ministra po dyrektorów szkół. Obserwują ją od lat nauczyciele, rodzice i uczniowie, którzy są najbardziej poszkodowani jako beneficjenci i potencjalni użytkownicy mniejszościowego języka. Czy ta gra jest zgodna z prawem? Owszem, jest. Proszę się nie dziwić! Środki na edukację kaszubską są przekazywane do samorządów jako część oświatowa subwencji ogólnej. W świetle obowiązujących regulacji prawnych “nie ma bezpośredniego związku pomiędzy częścią oświatową subwencji ogólnej a wydatkami samorządowymi na oświatę” – jak wyjaśnia Monika Korolewska w opracowaniu Rola państwa w finansowaniu oświaty (Studia BAS nr 2(22)2010). Samorządy od lat tłumaczą, że otrzymywane z budżetu państwa środki na nałożone na nie zadania są niewystarczające i dlatego subwencja oświatowa nie koniecznie jest w całości przekazywana do szkół, “należałoby bowiem jej wysokość odnieść tak do całości dochodów uzyskiwanych przez samorządy, jak i do wszelkich realizowanych przez nie zadań.” – komentuje Monika Korolewska.

Powiem wprost – tego typu praktyka, polegająca na niedofinansowaniu edukacji kaszubskiej kosztem kolejnego ronda lub termomodernizacji budynku urzędu gminy, nie jest do zaakceptowania, gdy mamy do czynienia z chorym i dogorywającym organizmem języka kaszubskiego! Biję się we własne piersi, że moje działania w tej sprawie były dotąd niedość energiczne i skuteczne. Mam nadzieję, że liderzy organizacji kaszubskich uczynią to samo i będziemy mówili jednym głosem w sprawie finansowania edukacji kaszubskiej. Wagę problemu pokazał Mateùsz Titës Meyer w raporcie Watchdog na Kaszubach 2020, zaś na możliwe rozwiązanie tego gordyjskiego węzła wskazała swego czasu w naszej rozmowie dr hab. Adela Kożyczkowska, profesor Uniwersytetu Gdańskiego z Instytutu Pedagogiki, która uważa, że środki na edukację kaszubską powinny być przekazywane z budżetu państwa jako dotacja celowa, czyli pieniądze znaczone, tzn. takie, których nie można wydać na żaden inny cel. – Precedens już jest – mówiła w rozmowie ze mną Adela Kożyczkowska. – Od kilku lat finansowani są w ten sposób uczniowie o specjalnych potrzebach edukacyjnych.

Byłem samorządowcem przez 12 lat swojego życia i może dlatego ten pomysł wydał mi się z gruntu ograniczający autonomię gmin i powiatów. Niemniej jednak, po dłuższym zastanowieniu, wydaje się on dobrym rozwiązaniem. Dlatego przedstawiłem tę koncepcję wiceministrowi edukacji Maciejowi Kopciowi na jubileuszowym posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych w październiku br., na którym byłem gościem, zaproszonym przez współprzewodniczącego Grzegorza Kuprianowicza – wybranego przez Stronę Mniejszościową Komisji – jako były współprzewodniczący w latach 2008-2012. Podkreśliłem, że jako były samorządowiec stawiam swój wniosek o zmianę subwencji na dotację z mieszanymi uczuciami. W swojej odpowiedzi minister Kopeć dał do zrozumienia, że rządzącym w Polsce na jest na rękę podejmowanie trudnych tematów z samorządowcami, gdyż wprowadzenie dotacji na edukację mniejszości w miejsce obowiązującej subwencji nie byłoby przyjęte z entuzjazmem przez wójtów, burmistrzów i starostów. Wydawało mi się, że rozumiem stanowisko ministra Macieja Kopcia. Jednakże po zapoznaniu się w dniu 25 listopada 2020 r. z raportem Meyera, Watchdog na Kaszubach 2020 uważam, że dotacja na edukację kaszubską byłaby najlepszym rozwiązaniem. To warunek niezbędny do realizacji we właściwy sposób nauczania języka kaszubskiego.

Kiedy czytam w raporcie Meyera, że takie “kaszubskie gminy” jak Żukowo, Bytów, albo Władysławowo, z dwumilionowych subwencji na edukację kaszubską do szkół przekazują zaledwie kilkanaście procent środków, to moja cała wiara w samorząd na Kaszubach leży w zgliszczach. Owszem tak, są gminy, które z większą atencją podchodzą do problemu, np. Gmina Miasta Wejherowa, która przekazuje ponad 70% lub Gmina Brusy, która ¾ otrzymanych pieniędzy przekazuje do swoich szkół, ale należą one do wyjątków.

Język kaszubski – jego przyszłość – to zbyt wielka wartość, by fałszować prawdę o jego kondycji i fakty o finansowaniu działań podejmowanych w celu jego rewitalizacji. Skoro nasi przedstawiciele w samorządach nie potrafią dobrowolnie dostrzec wartości płynących z naszej tożsamości będącej częścią europejskiego dziedzictwa, której fundamentem jest język kaszubski, wielowiekowe trwanie na południowym brzegu Bałtyku, które wyznacza naszą wspólną przeszłość, a także nie widzą konieczności wyznaczenia naszych wspólnych celów na przyszłość, to powinien to zrobić sektor pozarządowy – organizacje, które mają w swoich statutach działalność na rzecz kultury kaszubskiej i kształtowanie postaw obywatelskich. Tu nie chodzi tylko o Zrzesznie Kaszubsko-Pomorskie czy Kaszëbską Jednotę. Jest przecież tak wiele prężnie działających stowarzyszeń i fundacji na Kaszubach. Edukacja kaszubska i rewitalizacja języka kaszubskiego to nasza wspólna sprawa.

Facebookòvë Kòmanjtérë

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

14 − 11 =