„Naja szkòła”: dwujęzyczne szkoły to przyszłość dla naszego języka i tożsamości

Z założycielem pierwszej dwujęzycznej kaszubsko-polskiej szkoły podstawowej Arturem Jablonscjim rozmawiała Sara Mičkec, redaktorka miesięcznika Rozhlad. Wywiad był opublikowany po serbołużycku w numerze 05/2018.

SM: Od roku szkolnego 2017/2018 w Wejherowie na Kaszubach istnieje prywatna szkoła „Naja Szkòła“. Jest to pierwsza dwujęzyczna polsko-kaszubska szkoła. Co była motywacja jej założenia?

AJ: Na decyzję o założeniu dwujęzycznej polsko-kaszubskiej szkoły podstawowej miały wpływ dwie rzeczy. Po pierwsze, wraz z moją żoną Anną jesteśmy rodzicami 11-letniego chłopca, którego od urodzenia wychowujemy w dwujęzyczności. Érik nie odnajdywał się w szkole, do której chodził wcześniej, gdyż jego rówieśnicy nie rozumieli kontekstów kulturowych, w jakich wychowujemy naszego syna. Czuliśmy więc potrzebę stworzenia szkoły, w jakiej nasze dziecko odnajdzie klucz do własnego, kaszubskiego domu. Jednocześnie obserwowaliśmy już od dłuższego czasu, że model nauczania języka kaszubskiego w szkołach publicznych (samorządowych / państwowych) w niewystarczającym stopniu przyczynia się do rozwoju języka i tożsamości Kaszubów. Moim zdaniem szkoła publiczna kształci Polaków z bierną znajomością języka kaszubskiego, gdy tymczasem naszej społeczności potrzeba szkół, które będą kształciły świadomych Kaszubów w sensie etnicznym i równocześnie Polaków w sensie obywatelskim (państwowym). Ostatecznym bodźcem do podjęcia działań w kierunku uruchomienia własnej, dwujęzycznej placówki edukacyjnej była współpraca Stowarzyszenia Osób Narodowości Kaszubskiej „Kaszëbskô Jednota”, do którego oboje z żoną należymy, z baskijską szkołą o nazwie Baztan Ikastola w prowincji Navarra w Hiszpanii, która nawiązana została w 2015 roku.

Fot: Naja Szkòła

SM:
Istnieją inne kaszubskie szkoły?

AJ: W formule dwujęzycznej jest to pierwsza taka szkoła na Kaszubach. Jednak samo nauczanie w szkołach języka kaszubskiego rozpoczęło się w roku 1991 od wiejskiej szkoły podstawowej w Głodnicë (pol. Głodnicy) oraz w Liceum Ogólnokształcącego w miasteczku o nazwie Brusë (pol. Brusy). Potem dołączyły kolejne szkoły. Nie było na nie pieniędzy z budżetu państwa, ale utrzymywały je lokalne samorządy. Dopiero w 2005 r., gdy przyjęto w Polsce „Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym”, w której za jedyny język regionalny w Polsce uznano język kaszubski, nauczanie kaszubskiego zaczęło być dotowane przez państwo. Od tego czasu zaczęto nauczać języka kaszubskiego w bardzo wielu szkołach na Kaszubach, wprowadzono możliwość wyboru naszego języka na egzaminie maturalnym, a od 2015 r. istnieje kierunek Etnofilologia Kaszubska na Uniwersytecie Gdańskim.

SM: Jak jest język kaszubski włączony do edukacji szkolnej na Kaszubach?

AJ: Prawo w Polsce pozwala Kaszubom, a także innym mniejszościom, które wymienione są we wspomnianej już Ustawie o mniejszościach, na prowadzenie trzech typów szkół. Pierwszy typ zakłada, że język kaszubski jest nauczany dobrowolnie, jako przedmiot dodatkowy w wymiarze 3 godzin tygodniowo, który dyrektor szkoły musi wprowadzić, gdy minimum 7 rodziców złoży na piśmie taki wniosek. Drugi typ to szkoła dwujęzyczna, w której język kaszubski jest obowiązkowo nauczany na 5 godzinach tygodniowo, symetrycznie do języka polskiego, a ponadto w języku kaszubskim prowadzone są jeszcze 4 inne przedmioty w szkole. Trzeci typ to szkoły, w których nauczanie odbywa się tylko po kaszubsku (w języku mniejszości), a jedynie język polski i historia polski nauczane są w języku polskim. Własnej historii Kaszubi mogą uczyć przez 30 godzin na przestrzeni całej edukacji w szkole podstawowej i kolejnych 30 godzin w całej szkole średniej. W praktyce funkcjonował do tej pory tylko pierwszy typ szkoły.

SM: Jak wygląda „dwujęzyczność” szkoły? Kiedy jest używany język polski, kiedy kaszubski? Czy dzieci, którzy uczęszczają do szkoły, nauczyły się języka kaszubskiego jako języka ojczystego w domu czy mogą nauczyć się go w szkole?

AJ: Odpowiadając na te wszystkie pytania, należy zacząć od tego, że kondycja języka kaszubskiego jest bardzo zła. Władze Polski Ludowej zrobiły wiele, by zniszczyć język i kulturę Kaszubów. Dzieci kaszubskie były w polskich szkołach bite i szykanowane za używanie swojego ojczystego języka. Z tego powodu w latach 70. XX wieku został przerwany językowy przekaz pokoleniowy w rodzinach kaszubskich. Mając na uwadze dobro i zdrowie psychiczne własnych dzieci, rodzice przestali mówić do nich po kaszubsku. Zdążyły wyrosnąć już dwa pokolenia Kaszubów, które z językiem kaszubskim zetknęły się w domu w znikomym stopniu. Nie mieli go także w szkole. Również dzieci, które do nas przychodzą, w większości nie znają kaszubskiego. W większości pochodzą z rodzin kaszubskich, choć kilkoro uczniów nie ma nawet kaszubskich korzeni. Nauczanie dwujęzyczne realizowane jest w zakresie obowiązkowych zajęć edukacyjnych, ale z powodów opisanych wcześniej, to nauczyciele określają zakres treści edukacji wczesnoszkolnej przekazywanych w języku kaszubskim. Stosują także zasadę posługiwania się językiem kaszubskim w codziennych sytuacjach, podczas przerw, rozmów swobodnych z dziećmi, zabaw, itp. W klasach IV-VIII Naja Szkòła zapewnia prowadzenie 4 zajęć metodą dwujęzyczności spośród takich przedmiotów jak: przyroda, biologia, geografia, chemia, fizyka, matematyka, historia, informatyka, plastyka, technika, wychowanie fizyczne.

SM: Czy wszyscy pracownicy szkoły mówią po kaszubsku? Jest jakieś szkolne polecenie, który ma być język potoczny/powszechnie używany w szkole?

AJ: Wszyscy pracownicy szkoły znają język kaszubski, ale nie wszyscy mówią po kaszubsku. Posługuje się nim na co dzień około 1/3 z nich. Nie byłoby więc prawdziwe twierdzenie, że kaszubski jest w chwili obecnej powszechnie używany w szkole. W około 70% sytuacji przeważa język polski, a kaszubski używany jest w 30%. Naszym celem jest osiągnięcie symetryczności, ale na to potrzeba jeszcze kilku lat wytężonej pracy zarówno z dziećmi, jak też nauczycielami.

SM: Czy historia i kultura Kaszub na zajęciach są traktowane inaczej niż w szkołach państwowych?

AJ: Tak. Staramy się na każdych zajęciach dawać uczniom kontekst kaszubski. Nawiązujemy do naszej kultury, tradycji, historii i zalecamy nauczycielom, by był to punkt wyjścia do niemal każdych zajęć. Oprócz tego, że „Naja szkoła” zajęcia prowadzi po kaszubsku, rzucają się w oczy różne inne szczegóły, tak jak: edukacja cyfrowo-medialna, nacisk na indywidualne ocenianie kształtujące, brak prac domowych. Począwszy od klasy pierwszej, uczniowie objęci są poszerzonym zakresem nauki języka kaszubskiego oraz języka angielskiego. Szkoła oferuje także dla klasy czwartej obowiązkowe koło z języka niemieckiego, a w przyszłości zamierza wprowadzić także język niemiecki jako przedmiot obowiązkowy. Podczas wszystkich zajęć uczniowie wykorzystują komputery Chromebook. Do dyspozycji mają szkolną sieć komputerową do wyszukiwania potrzebnych informacji i zasobów edukacyjnych. Pracują w środowisku wirtualnym – platformie edukacyjnej Google Classroom oraz chmurze GSuite. Kładziemy też nacisk na naukę praktycznych kompetencji przydatnych w codziennych kontaktach z mediami, gdyż taki jest współczesny świat. Staramy się realizować to we wszystkich klasach między innymi w ramach edukacji polonistycznej, społecznej, historycznej, plastycznej i zajęć komputerowych. Chcemy, by wychowankowie Naji Szkòłë posiedli kompetencje XXI wieku, takie jak kreatywność, myślenie krytyczne, współpraca w grupie, przywództwo, zarządzanie informacją, rozumienie mediów, mądre korzystanie z technologii.

SM: Czy uczniowie są podzieleni na klasy? Ile uczniów jest w jednej klasie? Jak wygląda ocenianie? Czy są oceny od 1 do 6?

AJ: Dzieci uczą się w maksymalnie 15-osobowych klasach, ale staramy się dla każdego z uczniów realizować indywidualny program nauczania. Łączymy dwa systemy oceniania, ten tradycyjny z ocenami od 1 do 6, ale przede wszystkim ważna jest dla nas informacja zwrotna, która skuteczniej niż stopnie motywuje ucznia do nauki, nauczycielowi zaś pomaga ustalić, na czym należy się skupić podczas kolejnych lekcji. Nauczyciel traktuje uczniów indywidualnie, obserwując, jak zdobywają wiedzę i dając konkretne wskazówki do dalszej pracy. Zawsze wyjaśnia, jakie są cele uczenia się i kryteria sukcesu. Stara się angażować uczniów w ich proces edukacyjny. Uczniowie wymieniają się wiedzą, ucząc się od siebie nawzajem.

Fot: Naja Szkòła

SM: Jak Państwo znaleźli nauczycieli? Czy mają oni specjalne kształcenie?

AJ: Kilkoro nauczycieli, którzy zaczęli z nami ten projekt, było członkami stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota. Pozostali przeszli procedurę naboru. Jednym z kryteriów była znajomość języka kaszubskiego poświadczona studiami bądź specjalistycznym egzaminem. Uprawnienia do nauczania kaszubskiego można w Polsce zdobyć na dwa sposoby: albo ukończy się podyplomowe studia trwające 1,5 roku, albo zda się egzamin przed specjalną komisją.

SM: Jak wielka jest szkoła obecnie? Ile ma klas, ilu uczniów i nauczycieli?

AJ: W szkole uczy się obecnie 32 uczniów w klasach 0, 1, 3 i 4. Docelowo szkoła będzie kształcić w oddziałach od 0 do 8. W tej chwili zatrudniamy 3 nauczycieli na etacie i 10 na umowie o zlecenie, czyli na konkretne godziny wynikające z liczby przedmiotów wymaganych w podstawie programowej Ministerstwa Edukacji.

SM: Ile ma szkoła roczników/klas i gdzie się uczniowie po szkole podstawowej dalej uczą?

AJ: Na to pytanie mogę odpowiedzieć za trzy lata. Jednak niewykluczone, że stworzymy naszym uczniom możliwość kształcenia się w kaszubskim liceum. Myślimy o tym.

SM: Pan jest właścicielem szkoły i angażował się Pan w jej powstanie. Czym się pan zajmuje zawodowo i skąd Pan czerpał inspiracje?

AJ: Jestem Kaszubą. Mój ojciec był Polakiem, który osiadł na Pomorzu w latach 60. XX wieku i przyjął w dużej mierze kulturę mojej kaszubskiej matki. Od niej poznałem język kaszubski. Jako nastolatek zacząłem interesować się historią i literaturą kaszubską. Na studiach historii w Gdańsku, które rozpocząłem w 1989, który był rokiem demokratycznych przemian w Polsce, poznałem ludzi podobnie jak ja szukających swoich korzeni. Razem założyliśmy w 1990 r. studenckie pismo „Tatczëzna” (pol. Ojczyzna). To był też czas, gdy otworzyła się możliwość realizacji kaszubskiego programu w gdańskim oddziale telewizji polskiej i w Polskim Radiu Gdańsk. Włączyłem się w te projekty. Zostałem dziennikarzem. Potem, w 1999 r. postanowiłem spróbować swoich sił w lokalnej polityce. Przez 10 lat byłem Starostą w Pucku. W chwilach wolnych nadal pasjonowały mnie media. W 2002 roku zostałem na krótko społecznym redaktorem naczelnym miesięcznika „Pomerania”, a w 2004 roku założyłem Radio Kaszëbë, którym kieruję do dziś. Od 2010 do 2012 roku kierowałem także telewizją satelitarną CSBTV (CassubiaTV), którą współtworzyłem wraz z 2 wspólnikami. Przez 6 lat byłem prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a w 2011 roku współzałożycielem Stowarzyszenia Osób Narodowości Kaszubskiej „Kaszëbskô Jednota”, w którym jestem wiceprezesem. Skąd miałem inspirację do założenia szkoły? Tak jak o tym wspominałem: doświadczenia rodzica, znajomość sytuacji innych mniejszości narodowych w Europie, troska o własny język i kulturę.

Artur Jablonscji

SM: Kto oprócz pana angażował się w założenie szkoły?

AJ: W założenie szkoły angażowała się przede wszystkim moja żona Anna oraz koledzy z Kaszëbsczi Jednotë, a przede wszystkim prezes tego stowarzyszenia Karól Róda. Wspierał nas Andrzej Gredecki, doświadczony pedagog, długoletni dyrektor szkół publicznych w Wejherowie. Olbrzymią rolę odegrała także w tym projekcie Baskijka Maialen Sobrino Lopez, którą poznałem w 2014 r. i która zaangażowała mnie i stowarzyszenie Kaszëbskô Jednota w projekt Txikian Handi (Małe jest wielkie), dzięki czemu dowiedziałem się jak funkcjonują baskijskie Ikastole. Po kilkugodzinnym pobycie wśród baskijskich dzieci, mój syn Érik zapytał: – Dlaczego my nie mamy takiej szkoły? To wystarczyło, by zacząć działać. W marcu 2017 r. wynająłem obiekt w Wejherowie, to był dawniej sklep meblowy, zaadaptowałem go na szkołę, która została otwarta 2 września 2017 r. Ważne było dla mnie wsparcie kilku znajomych rodziców, kaszubskich aktywistów, takich jak Dariusz Majkowski, ówczesny redaktor naczelny miesięcznika „Pomerania”.

SM: Jak inicjatorzy werbowali uczniów?

AJ: Z tym związany jest wybór miejsca na pierwszą dwujęzyczną szkołę. Wejherowo jest 50 tysięcznym miastem, o dużych tradycjach kaszubskich, które otaczają inne duże miejscowości. W sumie to taka kaszubska „aglomeracja” licząca około 100 tysięcy mieszkańców. Wyszliśmy do nich z plakatami, ulotkami, reklamą w Radiu Kaszëbë. W niedziele organizowaliśmy akcje informacyjne pod kościołami. Trwało to na przestrzeni dwóch miesięcy – lipca i sierpnia 2017 r. Efekt był taki, że we wrześniu rozpoczęło u nas naukę 22 uczniów, a w ciągu miesiąca dołączyło jeszcze 10.

SM: Jak szkoła jest finansowana?

AJ: W okresie od początku września do końca grudnia 2017 r. finansowałem szkołę z własnych pieniędzy pochodzących głównie z działalności prowadzonej w ramach Radia Kaszëbë. Od stycznia 2018 r. szkoła otrzymuje dotacje z budżetu państwa polskiego poprzez Urząd Miasta Wejherowa. Jest to równowartość 300 euro na ucznia miesięcznie.

SM: Czy czesne mają wpływ na to, kto swoje dzieci posyła do szkoły?

AJ: W roku szkolnym 2017/2018 w Naji Szkòli nie płaci się czesnego. Chciałem w ten sposób zachęcić rodziców do tego nowego projektu. Od następnego roku szkolnego będzie wprowadzone czesne w wysokości 400 zł od dziecka. To jest konkurencyjna cena w stosunku do innych szkół prywatnych w okolicy.

SM: Jak brzmi krytyka, którą inicjatorzy szkoły mogą słyszeć i jak ją traktują?

AJ: Na ten moment nie ma poważnej krytyki naszego projektu. Wyczuwamy natomiast postawę wyczekiwania u wielu osób, które nas obserwują. Żeby nie popełniać błędów współpracujemy z doświadczoną pedagog Adelą Kożyczkowską z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego oraz Renatą Mistarz, ekspertką z Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku. Każdą poważną krytykę, jeśli się pojawi, potraktujemy bardzo serio i postaramy się natychmiast na nią reagować pozytywnymi zmianami w naszym projekcie, ale przede wszystkim będziemy się trzymać założenia dwujęzyczności, czyli również symetryczności między kulturą kaszubską i polską.

SM: Patrząc na doświadczenia podczas przygotowań i założenia szkoły: czy zrobiłby Pan coś inaczej z dzisiejszego punktu widzenia?

AJ: Nie żałuję niczego, co zainwestowałem w ten projekt, bowiem wierzę, że jest to doświadczenie, które może wiele dobrego przynieść naszej kaszubskiej kulturze.

SM: Czego Pan by sobie życzył względem przyszłości szkoły i edukacji na Kaszubach?

AJ: Chciałbym, żeby z mojego doświadczenia czerpali inni: osoby prywatne, stowarzyszenia, kaszubskie samorządy. Zależy mi na stworzeniu możliwości wyboru pomiędzy szkołami pierwszego typu z językiem kaszubskim jako przedmiotem dodatkowym, a szkołami dwujęzycznymi polsko-kaszubskimi. Marzę o tym, by nauczanie języka kaszubskiego oraz własnej historii i kultury we wszystkich szkołach na Kaszubach było obowiązkowe. Uważam także, że odpowiedzialnym za podstawę programową w szkołach na Kaszubach należy uczynić regionalny samorząd województwa, a nie państwowe Ministerstwo Edukacji jak jest to w tej chwili. Przy takim rozwiązaniu na przykład każda placówka oświatowa w województwie pomorskim nauczałaby treści związanych z danym regionem w 40%, a w 60% program taki musiałby spełniać wymogi państwowe. Ponadto samorządy wszystkich szczebli oraz organizacje pozarządowe powinny już teraz zacząć wspierać otwieranie szkół imersyjnych, w których edukacja kaszubska byłaby prowadzona poprzez „zanurzenie” w języku i kulturze, czyli takie, w których od pierwszego do ostatniego dzwonka język kaszubski nie umilknie na żadnej lekcji, ani na przerwie.

Facebookòvë Kòmanjtérë

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 + 4 =