Kim jesteś, dokąd zmierzasz w marszu? – Adamòwa Prostownica

Festiwal nienawiści, pogardy i wzajemnego obwiniania się trwa w najlepsze. Poczekajmy jednak do świąt. Wtedy przyjdzie nam się spotkać z wujkiem, co chodził bronić sądów, szwagrem, który wie jak to było w Smoleńsku i antysystemową kuzynką Korwinką. Ale będzie klimat! Chyba, że podejdziemy do sprawy inaczej.

Zobaczcie, jak udało się podzielić społeczeństwo i każdego z nas zagonić do określonego okopu. Mam tu na myśli wszystkie strony nie naszej wojny. Tak było często w kaszubskiej historii, że bracia stawali naprzeciwko siebie na polach bitwy. Dzisiaj walka o elektorat polegająca na demonizowaniu tych drugich i budowaniu poczucia wspólnoty poprzez wycieranie sobie twarzy wyższymi wartościami odbywa się prawie non stop, prawie wszędzie, prawie każdy w niej uczestniczy. Możemy oczywiście jako naród poprzeć tych, którzy są dla nas opcją bardziej korzystną. Czy jednak godzi się, abyśmy postępowali jak oni? Piszę ten tekst przed Marszem Niepodległości, imprezą Polaków. Co z tego, że jest przed? Już są gotowe scenariusze na obwinianie za wszystkie niepowodzenia wydarzenia! Antysystemowcy oskarżą PiS i PO (to samo zło), że wykombinowali im odebranie Marszu. Parlamentarny AntyPiS powie, że PiS i nacjonaliści, naziści, szatany razem radykalizują społeczeństwo. A może i PiS poczuje się osamotniony wobec reszty? Przecież to takie łatwe – powiedzieć, że oni wszyscy razem, zgodnie przeciwko nam.

Dziwię się Kaszubom, którzy biorą udział w tej wojnie po różnych stronach. To nie nasz styl walki. Dla mnie kaszubskość, to mój Dziadek, który po zawale szedł pracować mimo zakazu lekarza, bo przecież jak można nie pracować? To Mama, która nie kupowała mi wszystkiego na co mam ochotę, mimo że nie brakło pieniędzy. To wszystko co nauczyło mnie, że mam to co sam zarobię i nic, absolutnie nic nie uprawnia mnie do powiedzenia “mnie się należy”. Nawet to, że ktoś wobec mnie zawinił. Jak coś jest zepsute to zanim bierzemy się za szukanie winnych, naprawiamy to, aby jak najprędzej działało. Kaszubska mentalność to chęć pozostawienia świata choć odrobinę lepszym niż się go zastało, dzięki swojemu wysiłkowi. I teraz drzewo, które wyrosło na takiej glebie ma zasilać ten kompost wzajemnej nienawiści i obwiniania się? Tę chęć rozwalenia innych, niezależnie od tego, czy przyniesie to komukolwiek korzyść? To byle jakie podejście do pracy? Po co nam to? Wytworzyliśmy jako naród wspaniałą kulturę – pełną przywiązania do rodziny i otwartości na innych – popatrzmy na historię narodów i religii, które u nas były i są. Nasze dziedzictwo to zupełny fenomen połączenia zaradności z przywiązaniem do tradycyjnych wartości. W Polsce rodziny wielodzietne kojarzą się z biedą, u nas z gminą, w której jest niemal tyle przedsiębiorstw ile osób w wieku produkcyjnym. Czy to nie lepszy powód do dumy niż radość z dokopania tym drugim w sądzie, studiu telewizyjnym albo na ulicy? No i czy to nie lepszy punkt wyjścia do rozmów przy świątecznym stole, które nadejdą, nim się obejrzymy?

Nie mam zamiaru przeciwstawiać się jednemu wujkowi, który twierdzi, że demokracja umarła, ani drugiemu, który żąda, aby media były bardziej polskie, bo są niemieckie. Oni wkręcili się w nie swoją wojnę. Albo w sumie ta wojna wkręciła im się jak patyk między szprychy od roweru. To nie pierwsze pokolenie Kaszubów, które wkręciło się w jakąś obcą batalię.

Nie twierdzę oczywiście, że powinniśmy być bierni politycznie. Naszym obowiązkiem jest jednak pamiętanie o punkcie wyjścia – naszym interesie. My tymczasem już jesteśmy przyzwyczajeni, że taki interes zostawiony jest na końcu, jak już będzie spokój z innymi sprawami. A na to się nie zanosi. Ponadto chcę zaznaczyć, że nie próbuję stawiać tutaj sprawy zero-jedynkowo: dzieląc na tych złych Polaków i wspaniałych Kaszubów. Wiele w Polakach podziwiam, sporo im zazdroszczę i bardzo ich lubię. Nie godzę się jednak, byśmy przejmowali te metody działania, bo one po prostu nie są częścią naszej natury i w wykonaniu naszych rodaków wyglądają groteskowo. Chodzi tu o sytuacje, w których popieramy czyjąś narrację, nawet jeśli w tej narracji jesteśmy ukazani w złym świetle. Przyjmujemy historię w wersji napisanej przez ludzi, którzy nie mają pojęcia przez co przechodzili nasi ojcowie w najczarniejszych godzinach Europy. Przyjmujemy wersję samych siebie jako ozdoby do wszelkich poczynań jednej i drugiej władzy, musimy się w tej wersji ładnie zaprezentować i nie krzyczeć za głośno, bo to nieładnie. A jednak mimo propagandy, która nas zniekształca, ogranicza, każe przebrać się w mundur w barwach danego politycznego środowiska nasz naród żyje! Mój wujek (Polak!) opowiadał mi, że podczas pracy na budowie od razu rozpoznaje, czy ekipa to Kaszubi. Słyszy rozmowy na temat wydatków – za zarobione pieniądze postawią płot, zrobią elewację, zaplanują budżet. Inni (to jego słowa) myślą o weekendzie i daniu w gaz. Oczywiście to uogólnienie, sam wiem, że nie zawsze tak jest. Kiedy jednak ktoś z zewnątrz to zauważa, to może coś w tym jest? Może nasza siła wypływa z nas samych, a nie z tego, co nam w jednej czy drugiej kadencji Warszawa dała? Uwierzmy zatem, proszę Was, uwierzmy w siłę naszego narodu! Nie pokazywaną za pomocą pirotechniki na marszach, nie odwołującą się do nowoczesnej europejskości, ale naszą siłę polegającą na pozostawianiu świata nieco lepszym niż się go zastało. Ta sama siła może nam pomóc wstać po upadku naszej kultury, języka, tożsamości – właśnie ta chęć naprawiania tego co się zepsuło, a nie wypominania, oskarżania, zgorzknienia, poczucia bycia oblężonym.

Zbliża się kolejny Narodowy Spis Powszechny. Na razie to daleka perpeksywa i wiele bieżących spraw w międzyczasie. Kiedy będziemy wypełniać deklarację narodowości, pamiętajmy, że to deklaracja tego, jaką wizję świata przyjmujemy, z którą kulturą działania się utożsamiamy. 11. listopada to dzień św. Marcina. W naszej tradycji był to czas, kiedy parobkowie kończyli kontrakty oraz negocjowali nowe umowy na kolejny rok. Zawrzyjmy więc także umowę – że staniemy po własnej, kaszubskiej stronie. Pokażemy innym ziomkom, że taka deklaracja narodowościowa to opowiedzenie się za tym, co w nas najlepsze, a czego sami nie dostrzegamy. Że nie musimy się podpisywać pod cudzymi działaniami, bo sami mamy siłę. Pozostawmy świat wokół siebie nieco lepszym niż go zastaliśmy.

Facebookòvë Kòmanjtérë

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × one =