Jan Rompski o Narodzie Kaszubskim

Przed pięćdziesięcioma laty, 30 grudnia 1969 r., w Toruniu zmarł Jan Rompski, kaszubski pisarz, etnograf i aktywista, urodzony 8 grudnia 1913 r. w Kartuzach. Był najmłodszym przedstawicielem ideowo-literackiej grupy Zrzeszyńców. W środowisku tym wzrastał i kształtował swoje poglądy od 16 roku życia, współzakładając w 1929 r. Zrzeszenie Regionalne Kaszubów oraz gazetę „Zrzesz Kaszëbskô”, w której w 1933 r. debiutował także jako literat. Był żołnierzem Września 1939 i jeńcem w niemieckim obozie. Partyzant TOW Gryf Pomorski i więzień KL Stuthoff. Współorganizował I Kongres Kaszubski w 1946 r. w Wejherowie i współzakładał Zrzeszenie Kaszubskie w 1956 r. w Gdańsku. Skończył studia w Toruniu i pracował tam jako etnograf. W latach 60., inwigilowany przez komunistyczną służbę bezpieczeństwa i relegowany ze Zrzeszenia Kaszubskiego za rzekomy separatyzm, w obawie o własny byt wstąpił pod koniec życia do PZPR. Autor setek wierszy, kilkunastu dramatów, kilku opowiadań i jednej powieści w języku kaszubskim. Ferdinand Neureiter, austriacki badacz, twórca „Historii literatury kaszubskiej” wydanej w języku polskim w 1982 r., napisał o Janie Rompskim, że: „Należy on bez wątpienia do najwybitniejszych postaci w literaturze kaszubskiej. Był fanatycznym nacjonalistą kaszubskim i musiał wiele w życiu wycierpieć z powodu swej bezkompromisowości”. Niniejszy artykuł jest próbą odpowiedzi na pytanie, co wpłynęło na twórczą i życiową postawę pisarza oraz jakie przesłanie można odczytać z tekstów Jana Rompskiego.

Projekt narodowy Zrzeszyńców

Analizując wybrane teksty Jana Rompskiego, należy skonfrontować je z założeniami i tendencjami epoki, w której pisarz żył, tworzył i działał, a w szczególności z myślą sformułowaną przez Zrzeszyńców w latach trzydziestych XX wieku. To przede wszystkim ich rozumienie roli inteligencji kaszubskiej – jej przywództwa w procesie kulturowego odrodzenia Kaszubów – zaważyły na narracji Jana Rompskiego o narodzie kaszubskim, którą rozpoczął od swojego utrzymanego w duchu romantyzmu poetyckiego debiutu w 1933 r. i konsekwentnie kontynuował w twórczości lirycznej i epickiej do końca życia. Literatura Jana Rompskiego stanowi przemyślany projekt tożsamościowy, którego credo wyrażało się w twierdzeniu, że Kaszubi mają prawo do poczucia własnej odrębności narodowej w oparciu o dziedzictwo Pomorzan: ziemię, język, kulturę, historię, mity i wierzenia, a jednocześnie są obywatelami Polski i spadkobiercami również jej dziedzictwa, gdyż czują się częścią lechickiej wspólnoty zachodniosłowiańskiej: Połabian, Polan i Pomorzan.

Kaszubi – taką optykę mieli Zrzeszyńcy – utracili swoją państwowość w średniowieczu. Tymczasem w XX wieku wróciły nadzieje na ziszczenie się „Testamentu Mestwina”, trzynastowiecznego księcia wschodniopomorskiego, którego polityczny układ „na przeżycie” z polskim możnowładcą Przemysłem II, stał się z czasem w literaturze kaszubskiej symbolem braterstwa dwóch lechickich narodów: polskiego i kaszubskiego, mających współtworzyć jedno państwo. Polskie elity, w latach 20. i 30. odradzające państwo polskie, nie podzielały jednak tych nadziei. Kaszubi nie mogli liczyć ze strony ówczesnych polskich władz na zrozumienie swoich narodowych dążeń i aspiracji. Administracja polska dbała przede wszystkim o jak najszybsze scalenie Pomorza z pozostałymi ziemiami przyznanymi Polsce po zakończeniu I wojny światowej, a zatem zależało jej na asymilacji, a nie na podkreślaniu odrębności. Przybycie polskich urzędników i napływ innych migrantów z Polski, sprowadzenie Kaszubów do rangi obywateli drugiej kategorii, wynarodawianie ich nazwane repolonizacją Pomorzan, szykanowanie przy podziale ziemi w okresie reformy rolnej, a także w dostępie do miejsc pracy w budującej się Gdyni, oskarżenia o separatyzm, to najczęściej podnoszone przez rodzimą inteligencję pomorską przejawy dyskryminacji w latach międzywojennych. Ale były też inne, jak chociażby przymus pracy nauczycieli Kaszubów na ziemiach niekaszubskich, co równało się wymuszonej emigracji poza pomorską ojczyznę.

Jan Rómpskji

Wobec powyższego część rodzimej inteligencji postanowiła podjąć walkę o prawo do swej tożsamości. Sytuacja polityczna – przybierająca na sile polonizacja Kaszubów i negatywny stosunek do ich języka i kultury zarówno endeków, jak i piłsudczyków – skłoniła działaczy Zrzeszenia Regionalnego Kaszubów: Aleksandra Labudę, Jana Trepczyka i Jana Rompskiego oraz zaprzyjaźnionego z nimi gdyńskiego robotnika Ignacego Szutenberga, do powzięcia decyzji o stworzeniu takiego odłamu ruchu kaszubskiego, który miał mieć charakter polityczny. Założona przez nich w 1933 roku gazeta „Zrzesz Kaszëbskô” była jego organem prasowym. Na jej łamach Zrzeszyńcy tłumaczyli swój polityczny wybór, pisząc do Kaszubów:

Szukaliście obrony i opieki w różnych partiach i towarzystwach, ale i te nadzieje Was zawiodły. Czy już naprawdę nie ma dla nas Kaszubów żadnej drogi wyjścia, żadnego ratunku? Oto jest tylko jeden ratunek: Pomóc możemy sobie jedynie sami. Jeżeli sami nie stworzymy sobie obrony, to nikt inny nam jej nie da, ani dać nie może. Jeszcze nie jest za późno, ale czas najwyższy, abyśmy nie dali się dłużej tumanić i okłamywać obcym, ale raczej sami zabrali się do pracy nad sobą (cyt. za: Pepliński 1987: 303).

Zrzeszyńcy dążyli do tego, by Kaszubów, jako naród słowiański, uczynić podmiotem w polityce państwa polskiego i otworzyć im drogę do współrządzenia Pomorzem, czego domagali się w słowach:

Żądamy Wolności, Równości Obywatelskiej i Sprawiedliwości.
Żądamy na terenie Kaszub urzędników Kaszubów.
Żądamy starostów Kaszubów.
Żądamy sędziów Kaszubów.
Żądamy inspektorów szkolnych Kaszubów
(cyt. za: Pepliński 1987: 304).

Swoją determinację Zrzeszyńcy tłumaczyli w artykule Nasz program, na pierwszej stronie numeru okazowego pisma, w następujący sposób:

Głębokie niezrozumienie świata wewnętrznego Kaszubów, spotykane prawie na każdym kroku u braci z innych stron Polski, jest główną przyczyną wszelkiego u nas zła, tą przepaścią dzielnicowości, a zła wola niektórych jednostek jest tegoż drugą przyczyną (cyt. za: Szymikowski 2010: 77).

Początkowo więc droga narodowego odrodzenia Kaszubów wiodła poprzez projekt skierowany do ogółu społeczności kaszubskiej. Redaktorzy i wydawcy pisma „Zrzesz Kaszëbskô” dumnie nazywali je „drogowskazem narodu kaszubskiego”, czy też szkołą „dla spraw ojczystych” i tłumaczyli czytelnikom gazety, dlaczego uważają, iż Kaszubi są narodem (Szymikowski 2010: 130-134). W artykule Zagadnienie odrębności narodu kaszubskiego dali wykładnię własnego rozumienia definicji tego pojęcia. Założyli, że skoro „słowo naród” oznacza „pewną grupę ludzi zjednoczonych w imię własnej przeszłości, związanych interesami doby obecnej i dążących do wspólnych celów na przyszłość”, to nie może być wątpliwości, że Kaszubi te warunki spełniają („Zrzesz Kaszëbskô 1933, r. 1, nr. 30, s. 1). Ponadto to od nich samych, a nie od jakichkolwiek badań naukowych, zależy, jak chcą się określać. Żyją we własnym duchu, przejawiającym się „w odrębnej od polskiej mowie, odrębnych zwyczajach, obyczajach, itp.” („Zrzesz Kaszëbskô 1933, r. 1, nr. 30, s. 2) i mają do tego prawo, które gwarantuje im konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej („Zrzesz Kaszëbskô” 1933, r. 1, nr. 30, s. 2). Upominając się o prawo do życia narodowego dla Kaszubów, Zrzeszyńcy zdawali sobie jednocześnie sprawę z kruchości tego postulatu, gdyż w tekście Nasze słońce i nasze cienie pisali: „Wszyscy Kaszubi wiedzą, że są Kaszubami, ale rzadko który nim jest w samej istocie. Ogół Kaszubów to Kaszubi z nazwy tylko, nieumiejący uzasadnić swej kaszubskości” („Zrzesz Kaszëbskô” 1933, r. 1, nr 36, s. 1).

Po trwającej kilka miesięcy roku 1933 próbie politycznego obudzenia Kaszubów, Zrzeszyńcy zrozumieli, że droga do celu, jakim było odrodzenie narodowe Kaszubów, jest długa i wymaga podjęcia pracy pozytywistycznej przez rzesze przywódców świadomych swej etniczności, uświadomionych historycznie i zdolnych pociągnąć za sobą lud. Nie mogąc stworzyć silnego obozu popierającego proponowany przez nich program, na początku 1934 roku zrezygnowali z wydawania gazety o charakterze li tylko politycznym. Od tego momentu na łamach „Zrzeszë Kaszëbskji” zagościły artykuły o tematyce regionalnej, kulturalnej, społecznej i gospodarczej. Redakcja ogłosiła to w artykule zatytułowanym Kaszubi!: „Podkreślamy, że wycofujemy się zupełnie z p o l i t y k i, gdyż jest ona bez sensu dla Kaszub, skoro nie można jeszcze uprawiać rozumnej, samodzielnej polityki kaszubskiej” („Zrzesz Kaszëbskô” 1934, r. 2, nr 1 [seria II], s 1). Dlaczego nie można? To także wyjaśniała redakcja w cytowanym artykule. Do tego potrzebni są nie Kaszubi „z imienia”, ale Kaszubi z ducha, świadomi swych sił i celów. Należy tu odnotować, że w praktyce Zrzeszyńcy zaczęli szukać oparcia w sanacyjnych władzach. Próbowali nawet włączyć się w budowanie Związku Strzeleckiego w Kartuzach. W gazecie pojawiły się optymistyczne teksty na temat stosunku rządu do Kaszubów. Jednak po przeniesieniach służbowych Trepczyka i Bieszka i konfiskacie nr 17. i 18. pisma z 1934 r. zakończyły się dobre stosunki w relacji pismo – władza, choć przestały się też pojawiać artykuły wprost władzę krytykujące (zob. Szymikowski 2010). To Aleksander Majkowski podpowiedział Zrzeszyńcom nowy kierunek – celem ich działalności było odtąd odnowienie ducha ludu kaszubskiego za pośrednictwem inteligencji. To ona, wewnętrznie odrodzona, miała przyjąć na siebie ciężar walki o odrodzenie narodowe.

Fundament novégo narodu

Z narracji Jana Rompskiego, z jego poezji, dramatów, z powieści Wurvanô spjéva, niepoznanej jeszcze przez szersze grono czytelników, a także z tekstów publicystycznych, płynie jasne przesłanie, iż naród kaszubski ma, ponad wszelką wątpliwość, prawo do samookreślenia kulturowego i autonomicznej pozycji pośród innych narodów, już nie tylko słowiańskich, europejskich, ale również w skali całego świata. Fundamentem tego narodu jest lud – prości Kaszubi bezrefleksyjnie często przeżywający swą odrębność kulturową. Oświecić ich i poprowadzić winni ludzie poszukujący „ideału” – prawowierni wizjonerzy, wręcz fundamentaliści, utopiści i entuzjaści – tacy jak bohaterowie literaccy wykreowani przez pisarza. Postaci, które nieustannie walczą o podmiotowość swojego ludu, na którą według Jana Rompskiego składają się następujące elementy:

  1. język – jako fakt lingwistyczny, ale także fakt polityczno-społeczny: język-mówienie, język-pisanie, język-ortografia, język-czytanie, język-uczenie, język-nauczanie (zob. Kożyczkowska 2019: 86);
  2. morze, ziemia i lasy – określające własne terytorium i będące jednocześnie wyjątkowym dziedzictwem, co podkreśla najczęściej w poezji utrzymanej w duchu romantycznym i neoromantycznym;
  3. odrębna kultura duchowa i materialna, czasem zderzona z modernistycznymi przemianami zachodzącymi w świecie, co bohaterów np. dramatów Rompskiego stawia niejednokrotnie przed koniecznością dokonywania ważkich wyborów;
  4. wspólna pamięć historyczna, która powoduje, że np. Aliks z dramatu Vzénjik Arkonë rozpoznaje ojczyznę Kaszubów jako Wielkie Pomorze, od linii Noteci na południu, poprzez ujście Wisły na wschodzie, po wyspę Rugię na Zachodzie;
  5. obywatelskość, polegająca na podmiotowym zaangażowaniu się Kaszubów w sprawy własnej wspólnoty narodowej i państwa polskiego, stanowiącego sumę kultur regionalnych/narodowych, co wyeksponowane zostało przez pisarza w szczególny sposób w powieści Wurvanô spjéva, której bohaterowie stanęli w obliczu wojennych wyborów, a to w szczególny sposób skłania ich do określenia życiowych postaw.

Jako świadomy przedstawiciel kaszubskiej inteligencji, Jan Rompski poprzez własne pisarstwo, które miało służyć za medium bliskich mu ideałów, chciał zmieniać Kaszubów, ze zobojętniałych na wyższe, idealistyczne wartości, na odpowiedzialnych za własny byt narodowy. Uważał jednak, że materializm – owo „mieć” – przysłaniał im poznanie dóbr duchowych płynących z własnej kultury – własne „być”. Na łamach „Zrzeszë Kaszëbskji” pisał:

V svjece feleje dejalezmu. Dejalezm, choci rodzi czasem ledzi njekompletnech, kjej je zmjiloni, jednak procimko pchô ledzkosc v remjona vëszsziho żëcô. To je jeho dobrota: rozklivô kulterę dechovą. Dze won żëcé farvji tam wubetk, statecznosc je. Człovjek go muszi mjec, jele straci, traci svoję vortnotę i czëcé rzesznjiho. Dejalezm nji może bëc wobsadłi przez rozem. Ten wostatni nje je skuńczoni i za vjolgji budzi egoizm procimko do dejalezmu, chteren mô znankji altrujisteczni, kjej movjimë wo znjiżonim do bleższi javernotë; bezgreńcovi dejalizm mô znaczenji woglovo ledzkji, nje zveskovni tam, dze jidze nopjervi wo społeczeństvo v państvje czë norodze. (…)

Wu naju dovô sę vjidzec dzisi też gvesni dejalezm. Stvorzel go ruch kaszebskji. Nje je won teli z procesu kulterë intelektualni, jak romantikji choci nje czesto wodervani. To je njebezpjecznota, bo wunjosłi tą możemë zabec wo fundamentach, jakjim je l u d [podkreślenie oryginalne – A.J.]. Nje znaczi to, żebe przednjictvo mjało nagjibac sę czesto do ledu. Nje. Ale do jeho javernote! Ko lud żëje choci njiszszim vëwobrażenjim dejału. Wodepchnjenjé go tvorzi zastojenjé vszëdni tvorznotë, a lud takji razem z jeho wodcama vsadzec be mog v szklaną szafę abo żelazną klodkę i vësłac do muzeum czë jiniho przedstovjecelstva martvotë! Tvorzmë z Ledę, dlo jeho rozklecô! („Zrzesz Kaszëbskô” 1934, r. 2, nr 7, s. 46-47).

[Na świecie brakuje idealizmu. Idealizm choć czasem rodzi ludzi niekompletnych, kiedy jest źle rozumiany, to jednak nade wszystko popycha ludzkość w ramiona wyższych form życia. Jego zasługą jest to, że rozwija kulturę duchową. Tam, gdzie on życie barwi, tam jest pokój i dostatek. Człowiek go musi posiadać, jeśli straci, straci też poczucie własnej wartości i związku z innymi. Idealizm nie może być zniewolony przez realizm. Ten ostatni nie jest uformowany dostatecznie i zbyt wielki rodzi egoizm w przeciwieństwie do idealizmu, który charakteryzuje się cechami altruizmu, kiedy mowa o relacji z bliższą rzeczywistością; bezgraniczny idealizm ma znaczenie ogólnoludzkie, nie szuka zysku tam, gdzie w pierwszej kolejności idzie o społeczeństwo w państwie czy narodzie (…).

U nas można już dziś zauważyć własny idealizm. Stworzył go ruch kaszubski. Nie tyle wziął się on z rozwoju kultury intelektualnej, ile z romantyzmu, choć niezupełnie jest oderwany. Niebezpieczeństwo tego jest takie, że uniesieni romantyzmem możemy zapomnieć o fundamentach, jakie stanowi lud. Bynajmniej nie oznacza to, by liderzy mieli zupełnie nagiąć się do ludu. Nie. Ale do jego rzeczywistości. Przecież lud żyje, choć i z wątłym wyobrażeniem ideału. Odepchnięcie go prowadzi do zatrzymania wszelkiej twórczości, a lud taki wraz z jego liderami mógłby zostać zamknięty w szklanej szafie albo w żelaznej klatce i wysłany do muzeum czy innego wyobrażenia martwoty! Twórzmy z ludem, dla jego rozwoju!]

Siłą ocalającą w walce o odrodzenie i trwanie kaszubskiej wspólnoty była dla J. Rompskiego idea odrębności kulturowo-narodowej. Kwestia jedności kultury polskiej i kaszubskiej, którą podnieśli z początkiem XX w. Młodokaszubi, przestała być celem dla Zrzeszyńców i J. Rompskiego, których w drugiej połowie lat 30. XX w. wyrósł na głównego ideologa ruchu. Pozostawała nim jedność państwowa dwóch odrębnych narodów. Takie poglądy wystarczyły, by przyklejono Zrzeszyńcom łatkę separatyzmu.

W napisanym już po II wojnie światowej, bodaj w 1959 r., artykule Separatyzm czy opozycja? Jan Rompski tak tłumaczy wybór, którego dokonało jego pokolenie: „Prąd nierelacyjny, jaki gotowała Kaszubom administracja państwa stawiał działaczy w niedwuznacznym konflikcie ideowym” (MPiMKP – SJR, sygn. 28, k. 4). Powstanie środowiska Zrzeszyńców (począwszy od Zrzeszenia Regionalnego Kaszubów) i ich projekt ukierunkowany na inteligencję, a za jej przyczyną, na wszystkich Kaszubów, były według J. Rompskiego „reakcją przeciwko temu” (MPiMKP –SJR, sygn. 28, k. 4). Jak pisał: „Niezależne stanowisko Zrzeszowców wobec sanacji, przeciwko mającej na Kaszubach silny wpływ endecji – było zawsze stanowiskiem narażania się oficjalnej polityce, zwłaszcza, że nie miała ona na celu dobra ludu kaszubskiego. Wszelkie gorętsze słowo o sprawie Kaszub, polemika nad historią, filologią kaszubską, jej formą, budziły oskarżenie separatyzmu”. Odpowiadając na pytanie, dlaczego Zrzeszyńcy wybrali własną polityczną drogę „bezwzględną w swej formie i treści” Rompski konkluduje: „Otóż przyjęcie programów partii działających ówcześnie na Kaszubach równało się pogodzeniu i przyjęciu głównych motywów opozycji” (MPiMKP – SJR, sygn. 28, k. 4-6). Tu następuje wyliczenie tego, pod czym nie można było się podpisać:

1. Kaszubi to element państwowo niepewny; 2. Kaszubszczyzna to wartość już muzealna; 3. Wszelkie działanie społeczne, polityczne i kulturalne Kaszubów (…) jest dążeniem separatystycznym; 4. Kaszubi nie mogą stanowić o sobie, o swej kulturze bez bezwzględnego powiązania z jakąkolwiek partią, a przede wszystkim z partią rządzącą; 5. Mowa kaszubska to gwara z przewagą naleciałości niemieckich, to samo z kulturą ludową (MPiMKP – SJR, Sygn. 28, k 4-6).

W swoim projekcie upodmiotowienia inteligencji kaszubskiej Zrzeszyńcy rozwinęli dyskurs skoncentrowany na różnicach etnicznych. Uczynili tak, by: „głos innego po wprowadzeniu go w dyskurs postkolonialny mógł stać się na tyle słyszalny, by osiągnąć gotowość dialogowania z głosem centrum” –jak określa tego typu zjawisko współczesna badaczka literatur mniejszościowych Helena Duć-Fajfer (Duć-Fajfer 2006: 447).

Kaszubi i Polacy we wspólnym państwie

Charakterystyczne jest to, że w swej narracji Jan Rompski ciągle powraca do postrzegania kaszubskiej tożsamości narodowej w relacji do narodu i państwa polskiego. Czasem widać to w dialogu opartym na obrazowaniu podobieństw, a kiedy indziej znów twórca eksponuje czynniki, które oba narody różnią, przez co demonstruje kaszubską odrębność. Pisarz porównuje lub zderza ze sobą dwa podmioty, które uważa za równe sobie, mając jednocześnie świadomość, że wspólnota narodowa Kaszubów musi o swą podmiotowość nieustannie walczyć.

Dodajmy, że nie bez wpływu na twórczą osobowość i wrażliwość społeczno-polityczną Jana Rompskiego pozostawał fakt, że był z pokolenia, które całą swoją edukację odebrało w polskiej szkole, w dążącym do unifikacji odradzającym się państwie polskim. Z drugiej strony jako młodzieniec miał szczęście spotkać takiego apologetę sprawy kaszubskiej, jakim był Aleksander Majkowski, który pozostał dla Rompskiego autorytetem przez całe życie. Literatura Młodokaszubów, a także środowisko Zrzeszyńców, w którym pisarz znalazł się jako szesnastolatek, nie pozostały bez wpływu na wybory twórcy. Feliks Marszałkowski, sekretarz Aleksandra Majkowskiego, a jednocześnie przecież jeden z przyjaciół autora Wurvani spjévë, po latach tak opisał to, co zaszło w umyśle i sercu Jana Rompskiego: „Kiedyś żądano od niego w szkole znajomości Mickiewicza, Słowackiego, to mu przeszło, pozostał u niego kult Remusa, Ceynowy” (cyt. za: Skwarło 2005: 109).

Trauma jednak pozostała. Pisarz odniósł się do tych osobistych kaszubsko-polskich relacji bezpośrednio w wierszu Lubienié, który opublikowany został w antologii Modra struna (Kiedrowski 1973):

Jedno miôł jem lubienié
W szkòłowi knôpa ławie:
Czëtac snôżé spiéwanié
Pòétów naj ò sławie.
Jakbë mie na gùslë grôł,
Plachcôl chtos dëszã w tãgach,
W malarszczich ją farbach brôł,
Jak w Słowacczégò ksãgach…
Lërą zarzek Hejka mie!
Remùsa kôłpiów szorë
Czëł jem nocą w cëchim snie,
Jak czejbë grałë bòrë…
Zemia w mie tak òdecknie!
Bòrënk òdkôrbiém jejich:
Kaszëbską chto rozmieje,
Niech żëje w spiewach mòjich.
(Kiedrowski 1973: 125)

[Jedno miałem kochanie
W szkolnej chłopca ławce:
Czytać piękne pieśni
Poetów naszych o sławie.
Jakby mi na gęślach grał,
Znaczył ktoś duszę w tęczach,
W malarskich ją farbach przedstawiał,
Jak w Słowackiego księgach…
Lirą oczarował Heyke mnie!
Remusa łabędzi głębiny
Słyszałem nocą w cichym śnie,
Jakby to grały bory…
Ziemia obudzi się we mnie!
Młodzieniec odpowiedzią ich:
Kaszuby kto rozumie,
Żyć będzie w pieśniach moich.]

Utwór odczytywać można jako wyznanie literackich pragnień i fascynacji Jana Rompskiego, ale także jako odpowiedź na „pieśni poetów naszych o sławie”, którą „młodzieniec” (bòrénk) podejmie i na nowo wyśpiewa. To deklaracja czynu. Każdy, kto jest świadomym swej ziemi (ojczyzny) Kaszubą, odnajdzie się w tym śpiewie, rozumianym również jako działanie dla rozwoju kaszubskiego języka, tradycji, kultury, narodu.

Zwracam uwagę na słowo „Kaszëbskô” użyte przez poetę w bierniku w wersie: „Kaszëbską chto rozmieje”. W Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury ludowej ks. Bernard Sychta zanotował: „Nazwa Kaszëbskô należy do tej samej formacji słowotwórczej, co nazwa Pòlskô” (Sychta 1968: 47). Nie tłumaczy to wszystkiego, choć może wskazywać kierunek, w którym zmierza bohater wiersza. Można przyjąć, że nazwa „Polska” może być dla kogoś tylko konturem na mapie, określeniem geograficznym lub administracyjnym. Dla większości Polaków „Polska” będzie jednak zawsze kojarzyć się z ojczyzną, z państwem, a w czasach, gdy tego państwa nie było, także z symbolem wolności. „Polska” to również ludzie mieszczący się w tym pojęciu – Polacy. Poeta przekonany jest, że takie samo znaczenie ma nazwa „Kaszëbskô” dla Kaszubów. Jan Rompski nie użył słowa „Kaszëbë” – „Kaszuby” w znaczeniu geograficznym, nie sięgnął po wyraz „kaszëbizna” – najczęściej rozumiany jako język, ale szerzej oznaczający również kulturę Kaszubów. Świadomie wybrał wieloznaczeniową „Kaszëbską”. Chciał w ten sposób upodmiotowić Kaszuby i Kaszubów.

Przywołując w wierszu polskiego romantyka Juliusza Słowackiego, Młodokaszubę Leona Heykego i postać literacką – Remusa, a więc bohatera powieści Żëcé ë przigòdë Remùsa młodokaszubskiego lidera Aleksandra Majkowskiego, Rompski nazywa ich wszystkich mianem „Pòétów naj”. Być może jest to wyraz jego utożsamiania się w pewnym okresie życia z tezą o jedności kultury polskiej i kaszubskiej, przykład kolejnej próby wewnętrznego ułożenia kaszubsko-polskich relacji, na podstawie sformułowanego przez Młodokaszubów na początku XX w. hasła „co kaszubskie, to polskie”. Może to być równocześnie wyraz długo niegasnącej wiary pisarza w to, że tęsknoty Kaszubów i Polaków za utraconą wolnością ziszczą się w jednym, wspólnym państwie. Przecież w obliczu tego największego zagrożenia, które przyniósł ze sobą dwudziesty wiek, jakim była II wojna światowa, bohater J. Rompskiego z powieści Wurvanô spjéva deklaruje:

Boli mje kożdo ji rena, bo mom ji żëłë, le krev płenje Pomorzoka, chterną dom ji kjej mdze potrzeb. Leno skomę mom za novą, spravjedlevą, na vzajemni rovnosce pravóc vszetkjich norodov, zbudaceję norodov słovjanskjich, złączoni wunją gospodarczą z jinima norodama svjata. Njech kożdi zgódno ze svojim dëchę klëje kulturę svoję. Njech provadzi svoję politikę zrozmjenjô woglovego dobra. Bële kożdi czeł sę wolni, czeł spravjedlevą wopjekę prava, kjej mdze konjeczni (Wurvanô spjéva, sygn. 3, s. 125)

[Boli mnie każda jej rana, bo mam jej żyły, tylko krew płynie Pomorzanina, oddam ją dla niej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Pragnę jedynie nowej, sprawiedliwej, opartej na wzajemnych prawach wszystkich narodów, ze wspólnotą narodów słowiańskich, złączonej unią gospodarczą z pozostałymi narodami świata. Niechaj każdy w zgodzie z własnym duchem kuje swą kulturę. Niechaj prowadzi własną politykę zrozumienia dobra wspólnego. Byle każdy czuł się wolny, czuł sprawiedliwą opieką prawa, kiedy zajdzie taka potrzeba.]

Z czasem, gdy mijały kolejne lata, a pisarz przeżył już pół wieku i skończyła się druga dekada jego życia w Polsce Ludowej, kwestia współistnienia dwóch autonomicznych narodów w jednym wspólnym organizmie państwowym, którą Jan Rompski podnosił w swoich utworach jeszcze w latach 40., a nawet 50. XX stulecia, przestała być przedmiotem jego ideowego dyskursu toczonego przezeń w literaturze. Pojawia się refleksja, która skłania pisarza do ostatecznego skupienia się na własnej ziemi, ludzie, przyszłych pokoleniach. Do takiej obserwacji skłania lektura wierszy z tomiku Wiérzte zebranych przez Jana Trepczyka i zredagowanych przez Edmunda Puzdrowskiego (Rompski 1980). Mam na myśli liryki takie, jak: Impresëje, Do naji proga, Za wrotem czy Synku mój miłi. Za symboliczne, ostateczne pożegnanie z mrzonką o wcieleniu w życie „Testamentu Mestwina”, uznać chyba należy wiersz zatytułowany Naji dukt (Rompski 1980: 139). Ze względu na jego wymowę, cytuję go w całości:

Przez Kaszëbë kòchóm cebie,
Przez Kaszëbë twòrzã tobie,
Przez nie dlô mie môsz le jestã
Pòlskò! Nie òdpichôj mie…
Jô le mòcnym serca kòchóm
Jak mój lud, kórną wiérztą
Tczã ce, w sercu ce nie niechóm
Pòlskò! Tak lud równak chce…
Czó! Dze mòrze graje,
Rëczi ë szuńcô,
Wëcygô w sztrąd paje
W gromistim tuńcu.
Stądka szed nowi dlô ce wid.
Lãpã tam trzimôl mój lud.
Wëzdrzë jak tóniô w sluńcu sklëni,
Slëchôj jak chlupkô i jak dërżi

W ulubienim swégò lądu
W sławie wieczny tegò sztrądu!
Pòlskò! Rozmiejesz të ten spiéw?
Tëc tam serc je naszëch zéw!
Jô milotny spiéwóm chorôł
Naj parłãcznëch serc,
Co jak słuńce bądze gòrôł
Na wiek nie czwierc!…
Zdrzë tam dzeckò, zdrzë tam starënk –
Splotlë rãce w jeden łãk,
To na wôłtôrz twój naj dôrënk,
Na ùlżenié twòjëch mãk.
Pòkąd wiarë, pòkąd mòwë.
Tak mdã turzëł jak mój lud.
Przenëkóm jô wszedny mòre,
Strzisã Strach, Niewôrto, Trud…
Czej’m dzecynné przescyg lata,
Zdrzôł jem w nieba chmurny blôs –
Chcôł jem nądka duńc do swiata
Dobëc dësz snôżëch krôs.
Tej mie mòja w sercu zemia,
Grużel swòją zmiesza z krwią.
Dësza cëchò jakbë stamia,
Pierszą spłënã bólu łzą.

I jem pòznôł òjczëznã
I jem pòznôł co je lud,
Swjãtszą sta sã Tatczëzna!
Wierzec òprzestôł jem w cud!…

[Przez Kaszuby kocham ciebie
Przez Kaszuby tworzę tobie
Przez nie dla mnie masz sens bycia
Polsko! Nie odpychaj mnie…
Ja tylko mocnym sercem kocham
Jak mój lud, kornym wierszem
Czczę cię, z serca nie wyrzucam
Polsko! Tak lud przecież chce…
Słuchaj! Gdzie morze gra,
Ryczy i grzywy fal wznosi,
Wyciąga na brzeg łapy
W wielkim tańcu.
Stąd wyszło dla ciebie nowe światło.
Lampę tam trzymał mój lud.
Popatrz jak toń w słońcu lśni,
Słuchaj jak pluska i jak drży,
Zakochane w swoim lądzie,
W wiecznej sławie tego brzegu!
Polsko! Czy rozumiesz ten śpiew?
Przecież tam jest naszych serc zew!
Ja miłości śpiewam chorał
Naszych połączonych serc,
Która jak słońce będzie palić się
Na wiek, nie ćwierć!…
Spogląda tam dziecko, spogląda starzec –
Ręce splecione w jeden pałąk,
To na ołtarz twój nasz podarunek,
Dla ulżenia twoich mąk.
Dokąd wiary, dokąd języka,
Szedł będę tą drogą co mój lud.
Przepędzę wszystkie zmory,
Zrzucę Strach, Niewarto, Trud…
Kiedym dziecinne przeżył lata,
Patrzyłem w nieba chmurne spojrzenie –
Chciałem tędy dojść do świata,
Zdobyć dusz pięknych bogactwa.
Wówczas mi moja ziemia w sercu
Grudkę swoją zmieszała z krwią.
Dusza cicho jakby otępiała
Pierwszą spłynęła bólu łzą.
I poznałem ojczyznę
I poznałem co to lud,
Świętszą stała się ojczyzna rodzinna!
Przestałem wierzyć w cud!…]

Trudne, może chwilami tragiczne, współistnienie z narodem polskim i w państwie polskim, dla bohatera tego wiersza jest determinowane wolą Kaszubów, którzy trzymali przez wieki „latarnię” nad bałtyckim brzegiem dla Polski. Ta niemal dziecięca wiara we wspólny los, a więc czysta i niewynikająca z wyrachowania, minęła, gdy bohater doznał pierwszego „bólu”, poznawszy, czym jest i jak traktuje go „ojczyzna” – Polska, która nie rozumie jego poświęceń, pracy i śpiewu. Poeta poczuł się przez Polskę odepchnięty. Dlatego „Świętsza stała się” dla niego „Tatczëzna” – ojczyzna rodzinna, niepaństwowa, duchowa – i skończyła się jego wiara w „cud”, którym byłoby współistnienie Kaszubów i Polaków na równych warunkach. W słowach wiersza Naji dukt odnajduję myśl o zatrzymaniu Kaszubów na drodze własnego narodowego rozwoju we wspólnym kaszubsko-polskim państwie i zepchnięciu pomorskich autochtonów do roli mniejszości narodowej w ojczyźnie Polaków.

PS

W ostatnich dniach grudnia 1969 r. Jan Rompski dostał ostrego ataku kolki i po dwóch dobach hospitalizacji zmarł 30 grudnia 1969 r. w szpitalu w Toruniu. Rodzina chciała go pochować w mieście, w którym studiował i pracował. W „Ilustrowanym Kurierze Polskim” z 2 stycznia 1970 r. ukazał się już nawet nekrolog, w którym znalazła się informacja o pogrzebie zaplanowanym na 3 stycznia na cmentarzu św. Jerzego w Toruniu. Jednak ostatecznie 5 stycznia 1970 r. Jan Rompski spoczął na cmentarzu w Kartuzach, taka była jego ostatnia wola, którą uszanowali przyjaciele Zrzeszyńcy.

Facebookòvë Kòmanjtérë

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fourteen − 6 =