Archiwum kategorii: Felietón

UWAGA na pieniądze: Osiedle Leśne Zacisze w Redzie

Kameralne osiedle pod lasem, przystępne ceny i zaawansowana budowa. Na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco. W tle niezwracanie klientom wkładu pieniężnego, dziwne zagrania zmieniających się spółek, komornik, przerwana budowa i uciszanie klientów. Co się dzieje w Redzie?

Poszkodowane osoby zainteresowane dochodzeniem swoich praw na drodze sądowej i pozwem zbiorowym redakcja prosi o kontakt mailowy na: skra.redakcejo@gmail.com

Osiedle Leśne Zacisze w Redzie, budowane na ul. Leśnej, niedaleko redzkiego dworca, przyciągało klientów nie tylko świetną lokalizacją, ale też sprawnymi pracami budowlanymi. Zamiast tzw. “dziury w ziemi”, stoją tam 4 budynki w stanie surowym. Dziś jednak klienci zastanawiają się, czy zobaczą jeszcze swoje pieniądze.

Osiedle Leśne Zacisze w Redzie, stan na maj 2021

Umowę rezerwacyjną na mieszkanie podpisałem jeszcze w sierpniu 2020 r. ze spółką deweloperską Zacisze. Według umowy w ciągu 2 tygodni należało się spodziewać zawarcia umowy deweloperskiej i przelania środków na rachunek powierniczy lub zwrotu wpłaconej sumy, opiewającej na ok. 10% wartości mieszkania, na konto. Już na tym etapie zaczęły się problemy: po upływie 2 tyg. deweloper obiecywał, że jeszcze chwilę trzeba poczekać, bo musi tylko dopiąć ostatnie formalności, ale wszystko jest na jak najlepszej drodze.

24. września pełnomocnik spółki Polska Agencja Marketingowa ogłosił klientom, że Zacisze sprzedało cały projekt nowej spółce Alter Ego, a w związku z kolejnymi formalnościami zawieranie umów deweloperskich opóźni się o kolejne 3 tygodnie. Co ciekawe, w zarządzie obu spółek zasiadały częściowo te same osoby. Po próbach umówienia się na termin podpisania umowy, po stronie dewelopera zapadło głuche milczenie.

O wejściu do gry kolejnej, trzeciej już, spółki klienci nie zostali poinformowani choćby mailowo. Dopiero 21/04/2021 klienci zostali powiadomieni pisemnie, że właścicielem jest niejaka sp. Leśne Zacisze, która rzekomo już od lutego zajmuje się sprzedażą lokali. W międzyczasie na stronie dewelopera ceny mieszkań wzrosły, łącznie z cenami mieszkań już zarezerwowanych miesiące temu. Właściciel w piśmie zapewnia, że nie wyrażał zgody na wcześniej stosowane praktyki oraz politykę prowadzenia spraw sprzedaży, jednocześnie między pierwszą a drugą spółką, jak też między drugą a trzecią występuje ścisłe powiązanie – w ich zarządach występują częściowo te same osoby. W tym samym piśmie właściciel oznajmia o zakończonej współpracy z generalnym wykonawcą, ale zapewnia o zakończeniu inwestycji w III kwartale 2021 r. W rzeczywistości budowa stoi. Wykonawca, lokalna firma budowlana z Wejherowa, wycofała sprzęt i robotników. Jak udało się dowiedzieć redakcji, również między deweloperem a wykonawcą doszło do nieprawidłowości, a sprawą zajmują się prawnicy.

Zafoliowana i zakryta znakiem tablica informacyjna dot. budowy Osiedla Leśne Zacisze w Redzie

W międzyczasie w księgach wieczystych działki, na której powstawało osiedle, pojawiło się zajęcie komornicze, a Leśne Zacisze i Alter Ego Consulting odmawiają zwrotu wpłaconych pieniędzy na wyraźne żądanie. Zamiast tego zaproponowały wątpliwej mocy prawnej “porozumienie” podpisane nieczytelnym pismem bez imienia i nazwiska, w którym klient ma zobowiązać się do niezamieszczania negatywnych komentarzy w mediach i usunięcia już zamieszczonych.

Skala nieprawidłowości w postępowaniu spółek deweloperskich wobec klientów jest tak ogromna, że w obecnej sytuacji jedynym możliwym rozwiązaniem wydaje się droga sądowa. Toteż zachęcamy wszystkich poszkodowanych zainteresowanych złożeniem pozwu zbiorowego do kontaktu z redakcją drogą mailową na: skra.redakcejo@gmail.com

Nie! – dla fałszywego świadectwa, Jo! – dla rewitalizacji języka

Język kaszubski jest językiem używanym na co dzień. W kontaktach domowych posługuje się nim 108 tysięcy osób. W szkołach uczy się tego języka około 20 000 dzieci i młodzieży. Taka jest oficjalna wiedza, przekazywana w mediach, na zebraniach kaszubskich organizacji, w internecie.

W rzeczywistości to taka bańka, która pozwala nam wszystkim, aktywistom kaszubskim, mieć stabilne ciśnienie i spokojne tętno. Może zacznijmy mówić prawdę o kondycji naszego języka i kultury? No bo w jakich domach i między którymi domownikami używa się języka kaszubskiego? Według mojej wiedzy dzieje się tak w kilkudziesięciu domach kaszubskich działaczy oraz w kilkuset (daj Boże, kilku tysiącach?) innych domów, głównie w kaszubskim interiorze i na dalekich pustkach.

Gdy opublikowałem tę opinię w mediach społecznościowych, inny ich użytkownik zaprotestował, powołując się na dane z ostatniego spisu z 2011 r., w którym 108 tysięcy Kaszubów zadeklarowało przecież, że mówi! Lecz to tylko (lub aż?) deklaracje, które nie muszą mieć oparcia w rzeczywistości. Wydaje się, że warto w tym miejscu przytoczyć krótką, ale trafną analizę Mateùsza Titësa Meyera, który również wziął udział we wspomnianej dyskusji:

Slédny NPS pòkôzôł, że 56,4% Kaszëbów nie gôdô pò kaszëbskù (z ~230 tës. Kaszëbów). Czej wezmiemë tuwò lëczbã 500 tës. Kaszëbów, tej mómë ju leno 20% Kaszëbów, co gôdô pò kaszëbskù. Czej wezmiemë tuwò jesz to, że całô akcjô spisënkòwô, jaką cygnãło KPZ w 2011 rokù, to bëło òpiarcé na parolë: “Gôdóm JO! – gôdóm pò kaszëbskù”, tej mòże bëc tak, że wicy jak 50% z tëch deklaracjów, to béł efekt mësleniô: “no tak, my mówimy w domu >>jo<<, to zaznaczę, że mówimy po kaszubsku, bo tam ci w Radio Kaszëbë coś mówili, żeby zaznaczać tutaj” (sóm móm cos taczégò czëté wiele razë, czej jem 10 lat nazôd pòmôgôł lëdzóma sã spisywac w Jinternece). To wiele kùńc kùńców gôdô pò kaszëbskù? 50 tës? Max. To je 10% Kaszëbów.

Odkąd polski parlament uchwalił Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym (kaszubskim), a Kaszubi mają status “społeczności posługującej się językiem regionalnym”, to jest od 2005 r., piszemy projekty, w ramach których chcemy chronić i rozwijać swój ojczysty język. Rzeczywistość projektowa jest oczywiście ograniczona. Funkcjonowanie języka kaszubskiego w życiu publicznym – bo to jest główny cel wnioskodawców – podlega kwestii spełnienia odpowiednich warunków formalnych konkursów grantowych. Te zaś obwarowane są stosownymi procedurami, których spełnienie uruchamia “środki”. Na marginesie wspomnę jedynie, że owe “środki” nie zmieniły się od 6 lat – oscylują wokół kwoty 15 milionów złotych dzielonej między 14 mniejszości w Polsce – i są jedynie kroplą w morzu potrzeb, co jest podstawą do wielu krytycznych ocen tego systemu.

Ponieważ już najwyższy czas zacząć intensywnie rewitalizować język i kulturę, proponuję – utrzymując wspomniane działania projektowe – mocno uchwycić się najlepszego dostępnego narzędzia jakim może być edukacja kaszubska w szkole. “Może być”, ponieważ obecnie nie jest, ani też nie była przez ostatnie 15 lat, to jest od momentu, gdy budżet Państwa Polskiego przekazuje na tę edukację realne pieniądze. Pokazał to pierwszy raport Watchdog na Kaszubach z 2010 r. autorstwa Łukasza Grzędzickiego i Magdaleny Lemańczyk, wykonany na zlecenie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Niestety, wówczas poza wskazaniem problemu i niedobrych praktyk – choć zgodnych z prawem – Zrzeszenie nie zrobiło nic, w obawie przed zepsuciem sobie stosunków z samorządowymi partnerami. Dobitnie potwierdził istniejący problem i jednocześnie poszerzył wiedzę na ten temat drugi raport Watchdog na Kaszubach z 2020 r., sporządzony przez Mateùsza Titësa Meyera z Kaszëbskji Jednotë.

Jak wynika z raportu Meyera, 133 859 875,00 zł to kwota przekazana przez MEN do Jednostek Samorządu Terytorialnego w ramach dodatkowej subwencji na kaszubski w roku szkolnym 2018/19! Ponieważ część szkół i samorządów nie odpowiedziała na ankiety twórcy raportu, do analiz przyjął on potwierdzoną przez 57 JST uczestniczące w badaniu kwotę 111 650 014,98 zł. subwencji oświatowej. Dalej dowiadujemy się, że owe 57 samorządów przyznało, iż do szkół przekazało na naukę kaszubskiego 81 957 382,56 zł. Tymczasem dyrektorzy szkół wykazują, że otrzymali 29 190 116,53 zł.

To skandal! Tak… Ale jednocześnie to taka gra w ciuciubabkę, w którą bawią się wszyscy – od ministra po dyrektorów szkół. Obserwują ją od lat nauczyciele, rodzice i uczniowie, którzy są najbardziej poszkodowani jako beneficjenci i potencjalni użytkownicy mniejszościowego języka. Czy ta gra jest zgodna z prawem? Owszem, jest. Proszę się nie dziwić! Środki na edukację kaszubską są przekazywane do samorządów jako część oświatowa subwencji ogólnej. W świetle obowiązujących regulacji prawnych “nie ma bezpośredniego związku pomiędzy częścią oświatową subwencji ogólnej a wydatkami samorządowymi na oświatę” – jak wyjaśnia Monika Korolewska w opracowaniu Rola państwa w finansowaniu oświaty (Studia BAS nr 2(22)2010). Samorządy od lat tłumaczą, że otrzymywane z budżetu państwa środki na nałożone na nie zadania są niewystarczające i dlatego subwencja oświatowa nie koniecznie jest w całości przekazywana do szkół, “należałoby bowiem jej wysokość odnieść tak do całości dochodów uzyskiwanych przez samorządy, jak i do wszelkich realizowanych przez nie zadań.” – komentuje Monika Korolewska.

Powiem wprost – tego typu praktyka, polegająca na niedofinansowaniu edukacji kaszubskiej kosztem kolejnego ronda lub termomodernizacji budynku urzędu gminy, nie jest do zaakceptowania, gdy mamy do czynienia z chorym i dogorywającym organizmem języka kaszubskiego! Biję się we własne piersi, że moje działania w tej sprawie były dotąd niedość energiczne i skuteczne. Mam nadzieję, że liderzy organizacji kaszubskich uczynią to samo i będziemy mówili jednym głosem w sprawie finansowania edukacji kaszubskiej. Wagę problemu pokazał Mateùsz Titës Meyer w raporcie Watchdog na Kaszubach 2020, zaś na możliwe rozwiązanie tego gordyjskiego węzła wskazała swego czasu w naszej rozmowie dr hab. Adela Kożyczkowska, profesor Uniwersytetu Gdańskiego z Instytutu Pedagogiki, która uważa, że środki na edukację kaszubską powinny być przekazywane z budżetu państwa jako dotacja celowa, czyli pieniądze znaczone, tzn. takie, których nie można wydać na żaden inny cel. – Precedens już jest – mówiła w rozmowie ze mną Adela Kożyczkowska. – Od kilku lat finansowani są w ten sposób uczniowie o specjalnych potrzebach edukacyjnych.

Byłem samorządowcem przez 12 lat swojego życia i może dlatego ten pomysł wydał mi się z gruntu ograniczający autonomię gmin i powiatów. Niemniej jednak, po dłuższym zastanowieniu, wydaje się on dobrym rozwiązaniem. Dlatego przedstawiłem tę koncepcję wiceministrowi edukacji Maciejowi Kopciowi na jubileuszowym posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych w październiku br., na którym byłem gościem, zaproszonym przez współprzewodniczącego Grzegorza Kuprianowicza – wybranego przez Stronę Mniejszościową Komisji – jako były współprzewodniczący w latach 2008-2012. Podkreśliłem, że jako były samorządowiec stawiam swój wniosek o zmianę subwencji na dotację z mieszanymi uczuciami. W swojej odpowiedzi minister Kopeć dał do zrozumienia, że rządzącym w Polsce na jest na rękę podejmowanie trudnych tematów z samorządowcami, gdyż wprowadzenie dotacji na edukację mniejszości w miejsce obowiązującej subwencji nie byłoby przyjęte z entuzjazmem przez wójtów, burmistrzów i starostów. Wydawało mi się, że rozumiem stanowisko ministra Macieja Kopcia. Jednakże po zapoznaniu się w dniu 25 listopada 2020 r. z raportem Meyera, Watchdog na Kaszubach 2020 uważam, że dotacja na edukację kaszubską byłaby najlepszym rozwiązaniem. To warunek niezbędny do realizacji we właściwy sposób nauczania języka kaszubskiego.

Kiedy czytam w raporcie Meyera, że takie “kaszubskie gminy” jak Żukowo, Bytów, albo Władysławowo, z dwumilionowych subwencji na edukację kaszubską do szkół przekazują zaledwie kilkanaście procent środków, to moja cała wiara w samorząd na Kaszubach leży w zgliszczach. Owszem tak, są gminy, które z większą atencją podchodzą do problemu, np. Gmina Miasta Wejherowa, która przekazuje ponad 70% lub Gmina Brusy, która ¾ otrzymanych pieniędzy przekazuje do swoich szkół, ale należą one do wyjątków.

Język kaszubski – jego przyszłość – to zbyt wielka wartość, by fałszować prawdę o jego kondycji i fakty o finansowaniu działań podejmowanych w celu jego rewitalizacji. Skoro nasi przedstawiciele w samorządach nie potrafią dobrowolnie dostrzec wartości płynących z naszej tożsamości będącej częścią europejskiego dziedzictwa, której fundamentem jest język kaszubski, wielowiekowe trwanie na południowym brzegu Bałtyku, które wyznacza naszą wspólną przeszłość, a także nie widzą konieczności wyznaczenia naszych wspólnych celów na przyszłość, to powinien to zrobić sektor pozarządowy – organizacje, które mają w swoich statutach działalność na rzecz kultury kaszubskiej i kształtowanie postaw obywatelskich. Tu nie chodzi tylko o Zrzesznie Kaszubsko-Pomorskie czy Kaszëbską Jednotę. Jest przecież tak wiele prężnie działających stowarzyszeń i fundacji na Kaszubach. Edukacja kaszubska i rewitalizacja języka kaszubskiego to nasza wspólna sprawa.

Puck: Wybór, nie zakaz!

Pùck, fot. Artúr Jablonskji

Szedłem na rynek w Pucku z duszą na ramieniu. Był 30 października 2020 r. Nie tylko blady księżyc oświetlał mi drogę. Wszystko bledło przy zimnych, ostromodrych kogutach policyjnych radiowozów, które ustawiły się chyba w każdej z ośmiu ulic prowadzących na centralny plac starego miasta. Do 19.00 pozostało jeszcze dwadzieścia minut. O tej godzinie, niemal w każdym z miast i w większych miejscowościach w Polsce, zbierali się ludzie niepogodzeni z decyzją Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że obowiązująca w prawie od lat 90. możliwość przerwania ciąży ze względu na “duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”, nie jest zgodna z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Skończył się obowiązujący 23 lat kompromis. – To piekło kobiet – zakrzyknęły aktywistki ruchów kobiecych. – To sadyzm – powiedziały panie i wyszły na ulice. Wieczorne spacery, na których kobiety i wspierający ich mężczyźni wyrażają swój protest wobec niszczenia państwa prawa odbywają się regularnie także w Kościerzynie, Tczewie, Wejherowie, Lęborku, czy Kartuzach.

Będąc już na puckim rynku, podążałem za coraz wyraźniejszymi dźwiękami muzy. “Moim krajem może rządzić byle miernota. W moim kraju ta oświata to jest ciemnota. Z jednej strony jarmark, a z drugiej Europa. Tańczę polskie tango. Nogi w błocie mam, bo Wisła to grząskie bagno. Narodowe barwy mamy jak Santa Claus i to ma sens, bo przestałem wierzyć w Polskę dawno”. Wychowany na Manamie i Republice, tę nutę słyszałem zaledwie kilka razy z dżejbiela mojego nastoletniego syna, oddalającego się w tempie roweru mknącego gdzieś tam, do ziomków. Po powrocie do domu sprawdziłem, że to Taco Hamingway.

Wyglądali na liderów protestu. Zgromadzili się w osiem osób przy ławce, na której stała szczekaczka i leżał ten przenośny głośnik. Dziewczyny, faceci i towarzyszące im psy z ras przewodników, ratowników i pasterzy. Usłyszałem, jak rozmawiają o Monice, która napisała na grupie na facebooku, że tego wieczoru jej nie będzie. – Kto poprowadzi ten protest bez Moniki? – pytali jeden drugiego. – Przecież to ona nadawała kierunek codziennych, odbywających się od tygodnia, spacerów kilkuset osobowej grupy protestujących młodych i bardzo młodych ludzi. Znam Monikę. Napisałem do niej na messengerze: – Brakuje cię! – Odpowiedziała od razu: – Wiedzą, co robić. Powinni się zaraz ogarnąć. Trzymam kciuki za ich ogarnięcie obywatelskie. Dzięki tym słowom i ja poczułem się odważniejszy.

Przypomniała mi się niedawna “odezwa do narodu” Jarosława Kaczyńskiego, że protestom przewodzą ludzie “szkoleni”. Roześmiałem się. Monika jest socjolożką, która ostatnio – w dobie covida-19 – prowadzi on-line treningi dla seniorów oraz uczestniczy w opracowywaniu powiatowego programu wsparcia dla osób starszych i wykluczonych. A ci, których wsparła w czasie protestów? Rozejrzałem się wokół. Na puckim rynku stały grupki licealistek, studentek, młodych pracownic miejscowych firm, kilka matek z dziećmi w wózkach w towarzystwie swoich partnerów, nieśmiali młodzieńcy z ledwo widocznym zarostem oraz kilkanaście dosłownie osób takich jak ja – 50+. Potem kilkanaścioro z nich odnalazłem w mediach społecznościowych, na grupie Pucki Strajk Kobiet. Ich kaszubskie nazwiska sprawiły, że jeszcze bardziej rósł mój szacunek do tych pań. – To sõ szatanovje, tamò na tëch sztrejkach! – słyszałem od starszych osób w mojej rodzinie. Pewnie też to usłyszały od swoich babć, może nawet od własnych matek. Mimo to znalazły w sobie odwagę wytyczania własnego horyzontu.

Literaturoznawczyni i badaczka pamięci Miłosława Borzyszkowska-Szewczyk skomentowała te zjawiska – zachodzącą w doświadczaniu i wyznaczaniu oczekiwań pokolenia, w kontekście kaszubskiej kultury, języka, tradycyjnych wartości, stereotypów i autostereotypów: “Można kaszubszczyznę widzieć jako część/element układanki świata. A można na niej poprzestać nawet w momencie, gdy ten większy od kaszubszczyzny świat (a wraz z nim i sama kaszubszczyzna, bo przecież to nie odizolowana wyspa) przechodzi kulturową zmianę”. Ta zmiana, od tamtego jesiennego wieczoru w Pucku, zawsze będzie miała dla mnie twarz dwóch młodych dziewczyn – nieważne czy były od Mużów, od Okrojów albo od Jaszków – które odważnie pozowały do robionego przeze mnie zdjęcia z banerem, na którym same wykonały hasło, z którym przyszły na protest: “Módlcie się, żeby nam się okresy nie zsynchronizowały”. I tej długowłosej nastolatki, która zapytana, czy mogę zrobić fotografię trzymanego przez nią hasła, uniosła w górę swój karton z napisem: “Ja już lepiej gotuję, niż wy rządzicie!”.

Przez megafon zapowiedziano, że do zebranych na puckim rynku przemówi matka trójki dzieci, która przeżyła koszmar, którego dotyczy ten i setki, a może tysiące innych odbywających się w Polsce protestów firmowanych przez Strajk Kobiet. Ludzie zbliżyli się do rozwiniętego w tej samej chwili baneru z hasłem “Wybór ↯ Nie zakaz”. Trzeba mieć odwagę i determinację, żeby przed zupełnie obcymi osobami opowiedzieć o swojej traumie związanej z ciążą, w której zdiagnozowano wady genetyczne płodu! Magda na taką odwagę się zdobyła. Nie mówiła długo, bo musiała tłumić emocje. Kończyła swoją opowieść głosem łamiącym się, ale nieustępliwym w kwestii prawa kobiet do ich własnego wyboru: “Wybór nie zakaz! O to trzeba walczyć! O WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, DEMOKRACJĘ! O to by kobieta, rodzina, mogli sami zdecydować, wybrać, nie cierpieć!” Zdecydowałem się rozwinąć czarno-złotą flagę, którą przyniosłem ze sobą.

Gdy ucichły oklaski po przemówieniu Magdy, żeński głos płynący z megafonu zaproponował, by ruszyć w kierunku szpitala powiatowego w Pucku i przechodząc obok, podziękować personelowi służby zdrowia za ich poświęcenie i pracę podczas pandemii. Czwórka z banerem ruszyła pierwsza. Za nią pozostali. Spontanicznie. Z hasłami wypisanymi na kartonach, płótnie lub po prostu na T-shirtach. Dopiero w uliczce wychodzącej z rynku można było się przekonać jak wielu jest tych protestujących. Około 500 osób skandowało hasło “Myślę, czuję, decyduję”! Pod szpitalem były oklaski, potem protestujący krzyczeli “Tak dla wyboru. Nie dla terroru” i szli dalej wieszcząc, iż “Rewolucja jest kobietą”.

Policja konwojowała pochód oznakowanym samochodem w profesjonalny i bezkonfliktowy sposób. Przed każdym kolejnym skrzyżowaniem pytali liderów marszu, którędy chcą iść i skręcali we wskazanym kierunku. Na jednym z rond doszło nagle do nieporozumienia, co trwało jednak krótką chwilę. Pochód odczekał, aż policyjny samochód ustawił się we właściwym kierunku i dopiero wtedy protestujący ruszyli dalej. Euforycznie wręcz przyjęto pozdrawiające protestujących sygnały dźwiękowe ze strażackiego wozu, który wracał do jednostki z jakiegoś służbowego wyjazdu. Puck spowity nocą rozbrzmiewał dziesiątkami, jeśli nie setkami klaksonów samochodowej kawalkady, która podążała za spacerującymi mieszkańcami miasta i okolicznych miejscowości powiatu puckiego.

Przez miasto, na hulajnogach, deskorolkach i rowerach, przemykały też grupy “młodszej młodzieży”, uczniów podstawówek, którzy pod wpływem ogólnej atmosfery głośno wyrażali swoje niepochlebne zdanie o rządzącej partii. Pomimo później pory – dochodziła dwudziesta – wiele osób mijających pochód, spieszyło na miejskie cmentarze, by zdążyć ustawić kwiaty i zapalić znicze na grobach swoich bliskich. Chcieli zdążyć przed zamknięciem cmentarzy ogłoszonym na konferencji prasowej premiera rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Dôjta so pòkù z Kòscołã

Wkół dzysdniowégò protestu niewiele je tich niezdecydowónëch. Są przede wszëtczim dwa karna lëdzy. Ti, co nazéwają sã “òbarńcama żëcégò” ë dlô nich nôczãszczi ti, co wëszlë na sztrasë ë protestëją, to mòrdarze, co blós chcą zabijac dzecë.

Drëdżé karno to ti, co protestëją ë dlô nich “òbrońcowie żëcégò” to zabójcowie białczënëch prawów. Drãgò je w tim wszëtczim òbaczëc (bò ta biôtka chùtkò przelazła w skrajnoscë), że tuwò jidze ò prawò wëbioru, a nié chãc do zabijaniô czë herojizmù. Białczi, a w tim jô, chcą miec mòżlëwòtã wëbiéraniô, czë chcą ùrodzëc chòré dzeckò ë je òchrzcëc a zachòwac czë nié. Prosté? Dlô mie jo.

Ale żebë jesz barżi to wszëtkò skòmplikòwac, to w protestë wmieszóny òstôł Kòscół. Ë zaczãło sã wchôdanié na mszã z plakatama, protestowanié kòl kòscołów, malowanié na mùrach. Pòdług mie to je przedżibka, a gôdóm to jakò atejistka. Prosto, dzeje sã to, na czim zanôlégô klatôkòwi z Nowògrodzczi.

Chcemë dac so pòkù z tima kòscołama. To je biôtka pòliticznô, swieckô. To, że wëszëznë Pòlsczi nie òdróżniwają państwa òd Kòscoła, nie òznacziwô, że ti, co są procëm jim, mùszą téż parłãczëc Kòscół z wëszëznama. Wëdôwô to sã nôtërné – PiS to je Kòscół, Kòscół to je PiS. Ale lëdzë, doch swiat nie dzeli sã na niewierzącëch ë pisowców. Jednémù człowieczkòwi z Warszawë baro zanôlégò na tim, żebë lëdzë swój górz przenieslë na Kòscół. Òn dôł ò tim wiedzec w swòjim slédnym wëstãpienim do nôrodu, gdze gôdôł czësto jak Jeruzelsczi. Felało mie tam blós cemnëch brëlów. – Më mùszimë barnic pòlsczich kòscołów – grzmiôł. – Wzéwóm wszëtczich nôleżników Prawa i Sprawiedlëwòtë ë wszëtczich, chtërny wspiérają naju, do tegò, cobë wzãlë ùdzél w òbarnie Kòscoła, w òbarnie tegò, co je atakòwóné – pòwtôrzôł miéwca kòta z Warszawë.

Ò co mù jidze? Òn chce przeczerowac górz jegò procëmników na Kòscół. Dzãka temù òstónie òdcygniãté òkò kamerë òd partie ë òd rządu ë òni bãdą mòglë dali bawic sã w rządzenié. A przede wszëtczim taczé dzejanié zmòbilizëjë ë zmòcni kòscółkòwi elektorat PiS. Pòdług mie dobrim dzejanim bãdze kùńc z protestama kòl kòscołów. Òd zarôz. Chcemë protestowac tak, jak to bëło na zôczątkù, kòl sedzb pòsłów PiS, kòl jinstitucjów rządowëch. Jeżlë jesmë za tim, żebë Pòlskô pò prôwdze bëła swiecczim państwã, zacznijmë òd se ë naùczmë sã (chòclë wiém, ze w dzysdniowi Pòlsce to je drãdżé) òddzeliwac pòlitikã òd Kòscoła.

Natalia Kłopòtk-Główczewskô

Gvôlt prava – to je Kaszëbóv sprava! #KarújtaSã

Pòlskjé slovò “wypierdalać” zajãno – v wokamërgnjenjim – pjerszi môl v codnjovim jãzëkù wobëvateli Pòlskjéwo Kraju. Njé vszëtcë jistno je majõ achtnjoné. Jednim je prosto sromòta gò wużëc, drëdzë pò nje rôd sigajõ, a jesz jini “nje chcõ, ale mùszõ”, cëtëjõcë klasika.

Czlovjek v strzédnëch latach, cerzplëvi wobëvatel, dozdrzelali pjisôrz ë szkólni – a jô pravje sã za takjéwo móm – nji mjôl bë glosno rikac vë vszëdnim rëmje negò “wypierdalać”. A jednak mje sã dalo przińc nó to slovò. Pòmëslil jô, że dosc môlczenjô… Dosc mëszlënjô… Dosc dôvanjéwo na wolã… Wypierdalać! Karújta sã! Rút! Siżnjami! Bjôjta lós!

Zó to mòje krzikanjé, to dalo vnet pò banji! Z facebooka vjele jô sã wo sobje vëdovjedzôl, na glovã mje jeden z drëgjim nasmrodzil, wod levakóv ë dzecnëch mòrdarzóv nazvôl. Jô tewo navetka nje merkôl, bò przez calé żëcé – jeżlë cos dlô jinëch robjisz – mùszisz bëc nôlożen takjéwo szkalovanjéwo ë téj-séj woszvanjenjéwo. Blós jedno mje do mëszlënjô dalo… Jak mje chtos spitôl: “Czewo të dzecë wuczisz?”…

Véjle, jô dzecë wuczã tewo, co jô bél nawuczoni. Wumjilovanjô frijnosce, wolnosce slova, wolnosce vëbjérë ë wodpòvjedzalnosce za slova a wuczinkji. Nota bene jô sã tewo nawuczil v echt katolëckjim dôdom, v kòscole parafjalnim ë v halb katolëckjich a halb PRL-ovskjich szkòlach. Zó tã mòjã deklaraciã jeden kòlega ze SKRË mje wobsmjôl. “Ach panje jo… co të z takjima zrobjisz” – jô so pòmëslil. Móżesz abò pôcórk zmòvjic za takjich, abò prosto riknõc “vëpjiżdżéjta”!

Pôcórkóv móm v żëcim jú dosc namóvjoné, téj tëma vszëtkjima, co gvôlcõ mòje prava ë smjejõ sã z mòjëch vórtnotóv, z mòjéwo vzéranjéwo na rzeczë kardinalné – v żëcim nôvażnjészé, jô bez żalë gôdajã: Rúten!

Hola! Levak z mje je takji, że zôkònnô sostra mòje mëszlënjé jinaczi… Margréta Chmjelevskô rzekla doch: “Nie dajcie się złu. Proszę, nie zadawajcie bólu, nawet jeśli czujecie się skrzywdzeni. Nie depczcie tego, co dla innych jest święte lub po prostu ważne. Nienawiść rodzi nienawiść, agresja rodzi agresję.” Svjãtô prôvda. Blós, że pravò je gvôlconé! Jô jem z tewo partë Europë, dze dura lex, sed lex! A v państvje prava za wuczinkji ë slova pònôszô sã wodpòvjedzalnosc!

Téj przestanjita gvôlcëc pravò, sõdë ë szarëch lëdzi, takjich jak jô! Mô bëc normalno, njech je “na pravje”. Nji ma prava, téj nji ma frijnosce. Je krzikanjé ë rikanjé. Je ôpen bjôtka z tëma, co z prava robjõ njiżvã, co medzëlëdzkjé relacëje każõ, co dekretama chcõ vladzã czënjic. Tédë nje dzëvújta sã, że lëdze sõ nervés. Pravò je do te, cobë nje bëlo lepszëch ë gòrszëch! Wono mùszi bëc pò stronje kòżdéwo jednéwo wobëvatela!

Wó to pravò Kaszëbji przed vszëtkjim mùszõ sã mjec. Wó to na szaséjach najich mjast sã bjic. Njé jeden procëm drëgjémù vëstãpòvac na rénkach abò facebookòvëch wallach, blós razã v wobronje prava stanõc. Razã wuprocëmnjic sã do kòżdéwo jednéwo, co pravò chce skazëc.

#Wypierdalać! #Karújta sã! #Siżnjami!

Do antilarwòwców ë covidosceptików

Jô ni móm chãcë Waju kritikòwac ë sztridowac sã ò ùczałé dokazë na jistnienié wirusa. Jô próbùjã Waju zrozmiec i niezanôléżno òd hejtu z òbùdwùch strón spòkójno pògadac. To mùszi bëc czãżczé biôtkòwac ò wòlnosc lëdzy, a równoczasno przez nëch lëdzy bëc nazywónym fòliarzã. Niewdzãcznosc zaprogramòwónëch przez propagańdã lëdzy mierzy.

Jô sã nie dzywiã temù, że wiele lëdzy nie wierzi ùczałim w kòrónawirusa, abò nie wierzi w jegò zabójczą mòc. Czemù nibë ti ùczałi mają bëc aùtorama dogmatów, w jaczé më bezkriticzno wierzimë? Nôùka nigdë nie je pòmilonô? Tedë jak wëklarowac to, że na zôczątkù XX stalata w USA béł wëkłôdóny “Sto proceńtowi amerikanizm”, a ùczałi na tim gónie dokazowelë, że czôrny nigdë nie mdze tak jinteligeńtny jak biôłi? To bëła nôùka. Jistno to ùczałi lëdze projechtowelë kòncentracyjné lagrë. To ùczałi lëdze gôdelë, że dzecë, co rozmieją lepi pò kaszëbskù jak pò pòlskù, nigdë nie mdą mądré. Ùczałi czilenôsce lat nazôd gôdelë, cobë margarinã jesc, a dzysô pòdczôrchiwają, że jak sëté, to leno zwierzãcé. Jô tedë rzekã wicy – wa môta nié prawò, ale òbrzészk bëc scepticzny! Kò jinaczi ti ùczałi mògą nama na zemi piekło zrobic.

Jô bë nie chcôł żëc w swiece, dze më dôwómë jaczémù karnu – ùczałëch, kapłanów, pòlitików, równo kòmù – absolutną władzã. Wszëtczim mùszimë na rãce zdrzec. I wiedno szëkac za prôwdą.

Wa nie bierzeta bezkriticzno tegò, co chtos w telewizji rzecze, czë w gazéce napisze. Z tegò wëchôdô mòje pëtanié. Jeżlë Wa nie wierzita ùczałim, bò ti mògą nie znac prôwdë, tej co Waju przekònywô we wpisu na Facebookù kògòs, kògò Wa nie znajeta? W czim je lepszô metodologiô aùtora mema ò piardach przechôdającëch przez bùksë, tak jak wirus przez larwã òd metodologie analizów ùczałëch? W jaczi spòsób Wa werifikùjeta kómpetencje aùtora wpisu na Facebookù, jeżlë òn je kòpiowóny przez wszëtczich bez pòdpisu? Kùli gòdzënów Wa spãdzelë przë pòznôwanim encyklopedicznëch znaczeniów terminów ùżëtëch w òbezdrzonym filmikù na Youtube? Czej w banie gôdôta z kòlegą, że wirusa ni ma, bò Wa nie znajeta chòrëch, tej wëcygôta kalkùlatór i rechùjeta prôwdopòdobiéństwò wëstąpieniô chòrëch we Wajim karnie drëchów? Robita Wa ankétë westrzód kamratów? A jak Wa ùczëjeta, że wicy lëdzy na gripã ùmiérô, tedë do kògò Wa sã zwrôcôta z prosbą ò meritoriczną kòméńterã? Môta Wa drëcha, co szesc lat sztudérowôł ten wąsczi òbjim wiédzë i to òn pòcwierdzywô te ùczëté w jaczims placu wiadła?

Jô sã pitóm, bò jô jem baro czekawi Waszégò pòdchôdaniô do pòznôwaniô prôwdë i chcã sã czegòs wôrtnégò òd Waju naùczëc. Kò zéwiszcze “Włącz mëszlenié” Waju do czegòs zòbòwiązywô.

Kaszubski syndrom umniejszania swojej historii

Kiedy mowa jest o księciu polskim Mieszku, Chrzcie Polski, Polsce wczesnopiastowskiej czy początkach polskiej państwowości, nikomu powieka nawet nie drgnie, choć wszystkie te pojęcia są, mówiąc eufemistycznie, wielkimi i nieco naciąganymi uproszczeniami.

Zacznij mówić jednak o książętach kaszubskich i państwowości pomorskiej (czy, jak określał prof. G. Labuda, kaszubsko-lucickiej i kaszubsko-kociewskiej), o! Co to to nie, nie wiadomo, nic nie wiadomo, a czy ówcześni Pomorzanie mieli coś wspólnego z dzisiejszymi Kaszubami? A może wcale nie?

Mieszko nie był księciem Polaków, lecz Polan, a Chrzest Polski był w rzeczywistości chrztem jego ówczesnej dziedziny, czyli Wielkopolski i ziemi lubuskiej, a właściwie był chrztem Gniezna, a jeszcze precyzyjniej samego władcy i części jego świty. A jednak używa się tu terminu Polska jako skrótu myślowego i uproszczenia nie tylko dla celów propagandowych, ale także ze względu na to, że te postaci i wydarzenia są uważane za historię dzisiejszych Polaków, za dzieje ich protoplastów.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wikimedia Commons

Nazwa Polak/Polacy weszła do obiegu dopiero w XV wieku, nie była używana przez żadne plemię polskie, a jednak nie mamy wątpliwości, że Wiślanie, Lędzianie czy Polanie byli przodkami Polaków i ich historia jest historią dzisiejszego narodu polskiego. Nikt nie toczy bojów o to, że skoro Mieszko nie nazywał się Polakiem, lecz Polaninem, to Polacy nie mają prawa go traktować jako część historii swojej wspólnoty.

Nazwa Kaszubi jest starsza. W 1238 r. książę zachodniopomorski Boguslav jest tytułowany dux Slauorum et Cassubie – książę Słowian i Kaszub, a żyjący w kolejnym stuleciu Barnim III był dux Cassuborum – księciem Kaszubów.

To prawda, że wschodniopomorscy Sobiesławice nie tytułowali się w ten sposób, zwali się książętami Pomorza. Nazwa Kaszubi jeszcze w XIII wieku dotyczyła głównie Pomorza Środkowego, w okolicach Kołobrzegu, Białogardu i Koszalina, choć widzimy, że już wtedy wybijała się na nazwę ponadplemienną i sukcesywnie rozprzestrzeniała na południe i wschód, tak że w XV wieku dotarła również na Pomorze Wschodnie.

Rozciągnięcie się nazwy jednego wpływowego plemienia na całą grupę to proces oczywiście doskonale znany, Anglia wzięła swą nazwę od plemienia Anglów, choć protoplastami Anglików byli również Jutowie oraz Sasi (stąd Wessex, Sussex itd.), co jednak nie przeszkadza do dzisiaj narodom celtyckim zwać Anglików Sasami właśnie (irl. Sasanaigh, szk. Sasanaich, wal. Saeson), tak jak Węgrzy do dziś Polaków zwą Lędzianami (Lengyelek).

Atlas dziejów Pomorza i jego mieszkańców – Kaszubów

Dzisiejsi Kaszubi nie pojawili się znikąd, nie napłynęli z zachodu w późnym średniowieczu. Wschodniopomorscy Kaszubi od wczesnego średniowiecza zamieszkują tereny zamieszkane przez siebie i dziś, choć nie od początku zwali się tym mianem. Plemiona pomorskie, będące wspólnotą językową i kulturową, posługiwały się różnymi nazwami lokalnymi od Szczecina po Gdańsk, jak Wolinianie, Pyrzyczanie, Drawianie, jednak dwie nazwy wybiły się na nazwy ponadplemienne: Kaszubi i Pomorzanie. Sobiesławice, dynastia wschodniopomorska, która utworzyła niepodległe księstwo ze stolicą w Gdańsku i nadała mu prawa miejskie, była dynastią kaszubską. Dobitnie świadczą o tym imiona noszone przez tych władców: Suantopolc i Wartislaw, które wykazują wybitnie kaszubskie cechy językowe w postaci grup TolT i TarT. Te same cechy od wczesnego średniowiecza są powszechne w nazwach miejscowych na terenach obecnie zamieszkałych przez Kaszubów*. Pomorzanie z tych terenów nie byli tajemniczym ludem, który istniał, ale nie wiadomo, co się z nim stało i czy miał coś wspólnego z dzisiejszymi Kaszubami. Nosili imiona wykazujące wybitnie kaszubskie cechy językowe, a ich ziemię cechuje ciągłość osadnicza i etniczna. Nie odnotowano na tych terenach pustki osadniczej czy wielkich migracji ludności, które miałyby w jakikolwiek sposób podważyć to, co rysuje się jako oczywiste.

Wszelkie próby podważania praw Kaszubów do traktowania średniowiecznych Pomorzan za swoich protoplastów to ekwilibrystyka słowna i pojęciowa.

*oczywiście należy pamiętać, że księstwo wschodniopomorskie w niektórych okresach sięgało aż po Nakło nad Notecią, więc obejmowało na południu i wschodzie również ziemie, które nie były rdzennie kaszubskie, stąd ukuty przez Labudę termin państwa kaszubsko-kociewskiego; podobnie księstwa zachodniopomorskie od czasu podbicia połabskich Wieletów i Ranów na Pomorzu Przednim określa się jako kaszubsko-lucickie

Czas na Kaszubskie ugrupowanie progresywne?

Mit konserwatywnych Kaszubów rozbija się o praktykę. Kaszubi, jak każde społeczeństwo, reprezentują cały wachlarz postaw i poglądów. Żadna jednak duża organizacja kaszubska nie zadbała o progresywną część młodego pokolenia, która dorastała w otwartej Europie, zwiedziła świat, żyła lub dojeżdżała do Trójmiasta i zachowała świadomość kaszubskiej tożsamości. Odbiła się jednak od konserwatywnej, świetlicowo-tabacznej wizji kaszubskości, bo nie znalazła w niej miejsca dla siebie.

Jak duża to może być grupa i jak duży może być jej potencjał? Prawdopodobnie większy, niż się wydaje. Jedno jest pewne, jest to siła, na której zaprzepaszczenie nie możemy sobie pozwolić. Przy dzisiejszym bierno-asymilacyjnym kursie ruchu kaszubskiego przyszłe pokolenie, wykorzenione ze swojej kultury, nie znające jej już jako kultury żywej nawet w pokoleniu swoich dziadków, będzie w stanie wydać co najwyżej garstkę hobbystów i miłośników kaszubszczyzny, co de facto będzie się równało ze śmiercią języka i kultury Kaszubów.

Do obecnej kondycji Kaszubów i ruchu kaszubskiego przyczyniła się również polityka zewnętrzna, ale przede wszystkim niechęć do uprawiania jakiejkolwiek polityki wewnętrznej, która wydaje się charakteryzować społeczność kaszubsko-pomorską. Odejście od politycznych aspiracji Ceynowy, Zrzeszyńców czy Bądkowskiego, ostatecznie przyczyniły się do kompletnego marazmu na niwie sprawy kaszubskiej, a więc i do niemożności rzeczywistego wyemancypowania się, wykrystalizowania swojej tożsamości, nadania społeczeństwu określonego kierunku, postawienia sobie określonych celów wspólnotowych.

Odpowiedzią i szansą dla obecnych i przyszłych pokoleń tworzących pomorską wspólnotę jest kaszubsko-pomorski ruch progresywny. Właśnie taki ruch: obywatelsko zaangażowany, stawiający sobie jasno określone cele społeczno-polityczne, jest jedyną nadzieją na przezwyciężenie marazmu, pasywnych postaw i zniechęcenia.

Kaszuby mogą być progresywne – nowoczesne i postępowe. Kaszuby mogą być otwarte. Kaszuby mogą być solidarne, prośrodowiskowe, równościowe i dla wszystkich. I jednocześnie Kaszuby mogą zadbać o swoje korzenie, język i kulturę, i wznieść czarno-złotą flagę wyżej niż kiedykolwiek przedtem.

Koniec demokracji w Polsce? Oby nastąpił jak najszybciej!

Wielość kryzysów, które mamy w Polsce, abstrahując od tych ogólnoświatowych, które przyniósł ze sobą koronawirus i pandemia covid-19 będąca jego pochodną, jest przerażająca. Kryzys w edukacji, której niemoc – to znaczy brak systemowego przygotowania do nauczania niezbędnych w XXI wieku kompetencji – SARS-CoV-2 tylko obnażył. Kryzys w służbie zdrowia, a w zasadzie szczyt kroczącego latami kryzysu niewydolnego systemu ochrony zdrowia – teraz sztucznie “ochranianego” przed zapaścią naszą obywatelską izolacją. Kryzys gospodarczy, który potrwa niestety dłużej, niż w innych krajach, ponieważ nasze społeczeństwo dłużej wychodzić będzie z zamknięcia, w którym się znalazło. Wreszcie permanentny kryzys władzy, szerzej nawet – klasy politycznej, który rozpoczął się niestety wiele lat temu, a który najoględniej można by scharakteryzować w słowach o kantowaniu nas przez wiele kolejnych ekip rządzących, które albo kazały nam zacisnąć pasa, albo go popuszczać, ale zawsze naszym kosztem – obywateli.

Taka demokracja niech skończy się jak najszybciej! Zaraz, zaraz? Czy nie przemawia przeze mnie jakieś poczucie krzywdy? Jeśli, to nie mojej osobistej, bo mogę raczej stwierdzić, że mi się w życiu udawało, choć nierzadko było to okupione stresem i dużym wysiłkiem, czasem nawet poważnymi kłopotami biznesowymi. W moim przypadku, poczucie krzywdy związane jest z poczuciem niesprawiedliwości społecznej, która z kolei wiąże się z demokracją właśnie, gdyż dla mnie jej miarą jest stosunek rządzących / państwa do mniejszości: każdej mniejszości. W tym wymiarze moje państwo i partie sprawujące w nim władze nigdy nie było dość demokratyczne. Jestem Kaszubą, ale jestem również obywatelem Polski i z obu tych powodów zależy mi na normalności, którą wyznaczają przede wszystkim takie wartości jak praworządność, suwerenność ludzi, społeczny pluralizm, pragmatyzm, współpraca i kompromis.

Odkąd stałem się świadomym obywatelem III Rzeczpospolitej, co stało się to bezpośrednio po demokratycznym przełomie 1989 r. i zbiegło w czasie z moim zaangażowaniem się w narodowe odrodzenie Kaszubów, odtąd męczy mnie, a wręcz mierzi, ta stale powtarzająca się sytuacja w relacjach obywatel-państwo, którą definiują słowa: “to się da załatwić”. Władza wszystko załatwi. Spotkałem się z tym, pełniąc różne funkcje zawodowe i społeczne w urzędach i organizacjach pozarządowych. To jest jedna z największych niewydolności systemu władzy w Polsce. To także powód, dla którego społeczeństwo się dzieli. Jedni mają bowiem znajomych w partiach reprezentujących centrum bądź lewicę, a inni znajdują dobrych wujków w partiach prawicowych. To zaś wykorzystywane jest przez polityków przy okazji różnych kampanii, podczas których próbuje się “załatwić” (również w znaczeniu “uwalić”) sprawy nośne społecznie jak np. związki partnerskie czy religia w szkole. Robi się to bez konsultacji społecznych, za to przy skrajnych emocjach zwolenników i przeciwników.

Podziały społeczne w Polsce muszą zatem być tak głębokie. Będzie tak dopóty, dopóki najpowszechniejszy (w każdym wymiarze życia społecznego) pozostanie system TKM (Teraz Kurwa My): dochodzimy do władzy, więc musimy wyczyścić wszystkich aż do sprzątaczki. Nieważne co kto potrafi, ważne kogo zna. Nie ma się więc czemu dziwić, jeśli za jakiś czas ta druga strona zrobi to samo, manifestując swój triumf poprawianiem oka środkowym palcem. Przykład idzie z góry, ryba psuje się od głowy. Praktyka TKM stosowana jest więc także w organizacjach społecznych. Nie jest obca również tym stowarzyszeniom, które reprezentują społeczność kaszubską.

Skoro jesteśmy na gruncie etnicznym, to w kontekście demokracji stwierdzić należy, że stosunek władz w Polsce do mniejszości narodowych i etnicznych woła o pomstę do nieba! Dość wspomnieć, że najpierw – przez 15 lat – uchwalano ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych, a przez następne 15 lat reglamentuje się środki na ochronę i rozwój tożsamości narodowej i etnicznej 14 mniejszości stanowiących 2% obywateli Polskich na poziomie 0,05 procenta budżetu państwa. Dodajmy do tego jeszcze, że odmawia się uznania za mniejszość etniczną 800 000 Ślązaków, nie ukrywając, iż przyczyną tego są finanse. Właśnie o to chodzi w tej chromej polskiej demokracji: o załatwienie kasy jednym, bądź odmowę jej przekazania innym. Kryteria? Najlepiej kogoś znać. Trzeba kogoś znać. Najlepiej samego prezesa.

Taki system powinien się rozpaść. Nie wyobrażacie sobie tego? To nie jest trudne. Receptą jest stworzenie ludziom warunków do samodecydowania o swojej autonomii. Inaczej mówiąc, decentralizacja w miejsce centralnego zarządzania. Państwo federalne. W Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, w art. 1. zapisano, że “Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Niech nim wreszcie się stanie. Niech różni Polacy, różne podejmują decyzje dla dobra swoich regionalnych wspólnot, których Rzeczpospolita Polska stanie się sumą. Przez podział do jedności? Tak to widzę. Przecież ten podział istnieje. Jest Polska zachodnia i Polska wschodnia. Może nigdy nie było jednej Polski? Gdy powstawały nowoczesne narody, po rewolucji francuskiej, państwa polskiego – jako zwornika narodowej sprawy – nie było. Jako obywatele, mamy różną mentalność, różne poczucie prawa, nawet różne systemy geodezyjne w Polsce. Wewnętrzna jednolitość polski jako państwa unitartnego jest mitem, sztucznie podtrzymywanym, okraszonym rzekomą samorządnością województw, powiatów i gmin. Rzekomą, gdyż tak łatwo ją ograniczyć w sytuacjach takich jak obecna pandemia lub nawet ustawami podejmowanymi zwykłą większością w parlamencie, co przede wszystkim wiąże się z permanentnym pozbawianiem samorządów wpływów z podatków.

Proponuję, aby dyskusję o nowej Polsce, nowym jej ustroju, prowadzić w oparciu o kilka podstawowych wartości, które powstały na potrzeby zdefiniowania tak zwanego Interesu Kaszubskiego. Te wskazówki mogą być wzięte pod uwagę także w interesie społeczności innych regionów. Mogą wyznaczać kierunek rozwoju nowoczesnego państwa. Oto one:

  1. Demokracja: władza należy do ludu. Ludzie powinni być w jak największym stopniu zaangażowani w administrację publiczną na każdym jej szczeblu, by czuć się odpowiedzialnymi za region, województwo, powiat czy gminę. Dotyczy to także wsi i dzielnic w miastach. Jeśli społeczności lokalne otrzymają możliwości działania – będą odpowiadały za własną przestrzeń, łatwiej będzie chronić i rozwijać nasz język, kulturę i tożsamość we własnym domu, w Polsce i w zjednoczonej Europie.

  2. Decentralizacja: daje społeczeństwom uprawnienia i zasoby do kształtowania własnego środowiska w jak najlepszy sposób. Dlatego potrzeba więcej władzy dla regionu sfederalizowanego z centrum, autonomicznego samorządu województw, a tym samym silniejszych: Kaszub, Śląska, Wielkopolski, Mazowsza oraz każdego innego miejsca i społeczności w Polsce.

  3. Europejska wspólnotowość: otwarte podejście do świata oznacza patrzenie daleko poza granice naszych regionów i Polski. Właśnie dlatego w interesie wszystkich jest silna, demokratyczna i federalna Europa. Sytuacja międzynarodowa wymaga tego teraz bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości.

  4. Wielokulturowość: należy zawsze poszukiwać tego, co łączy ludzi i czyni świat federacją równych sobie społeczności. Kluczowe znaczenie mają prawa człowieka i szacunek dla innych kultur oraz przekonań. Nowoczesny naród to społeczeństwo otwarte na imigrantów i mniejszości.

  5. Język i kultura: język i kultura przyczyniają się do poczucia własnej tożsamości, a tym samym również do dobrostanu ludzi. Należy wzmacniać tożsamość kaszubską (a także tożsamość dowolnej mniejszości narodowej, etnicznej bądź regionalną polską). Jednocześnie to zaangażowanie na własnym obszarze, w przestrzeni własnego języka i kultury, oznaczać powinno szacunek dla innych żywych języków, gwar i kultur lokalnych.

  6. Przedsiębiorczość: Należy przede wszystkim stwarzać przestrzeń własnej inicjatywie, kreatywności, odpowiedzialności i duchowi przedsiębiorczości, aby człowiek, ludzie i społeczności mogli się optymalnie rozwijać.

  7. Solidarność: nikt nie powinien pozostawać na marginesie społeczeństwa i dlatego należy zachować solidarność, zrozumienie i szacunek: między bogatymi i biednymi, między młodymi i starymi, między zdrowymi i chorymi. Wzajemne więzi muszą być utrzymywane i umacniane.

  8. Zrównoważony rozwój: kierujmy się zasadą trwałej i zrównoważonej konsumpcji. Takiej, która umożliwia realizację zasady sprawiedliwości wewnątrzpokoleniowej i zasady sprawiedliwości międzypokoleniowej. Działajmy tak, by pozostawić zrównoważony świat przyszłym generacjom. Dotyczy to również polityki klimatycznej, która staje się zadaniem pierwszoplanowym.

Jeśli zgodzimy się, co do tego, że po drodze nam z wartościami sformułowanymi w tym tekście, to być może zaakceptujemy także i to, że koniec polskiej demokracji – pogłębiającej podziały społeczne, w której władza nie dzieli się odpowiedzialnością za państwo, która ogranicza wolność jednostki, w której prawa mniejszości zależą od woli większości, w której wybory z pozoru są wolne, a już na pewno nie są równe, w której w obliczu prawa są równi i równiejsi, a sądy nie są niezawisłe – powinien nastąpić jak najszybciej.

dr Artur Jabłoński – pisarz, historyk i językoznawca, aktywista kaszubski, nauczyciel; były starosta pucki i były współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

Pjismò je klúczã do nôrodnéwo pòczëcô

Jú vnetka rok sã mjijô, jak jô túwo v Skrze pjisôl wo wugôdënkù z 1996 r., tikajõcim sã kaszëbskjéwo pjisënkù (Pjismò regjonalné abò kaszëbskjé, 04/19/2019). Dalo mje sã téj napjisac: “Jô, Artur Jablonskji – jeden z tëch, co sã pòdpjisalë pòd wugòdõ v spravje pjisënkù z 1996 r., chcã vama pòvjedzec, że fùńdameńtã mòji etnjicznosce je apartni, slovjańskji jãzëk kaszëbskji, jakjéwo znakã je apartnô, klasicznô grafja, jakô nôlepji woddôvô dëcha ë mòvné znankji kaszëbjiznë, mòji rodni/nôrodni mòvë”. Jesz rôz chcã vrocëc do ti témë, żebë wugrúńtovac stanovjiszczã Jerzégò Trédra vszëtkji przez mjã jú rëchli vëzvëskôné argùmeńtë.

Jerzi Tréder, wuczali jãzëkòznajôrz z Gdúńskjéwo Wuniversitetë, przez dlúgjé lata bél dbë, że kaszëbjizna je dialektã pòlskjéwo jãzëka, a póznji – jú pò 1989 r. – gòdzil sã na vëwodzenjé pòchòdzenjéwo kaszëbskjéwo jãzëka jakno apartnéwo slovjańskjéwo jãzëka, le nje woprzestôl pòdsztrëchivac cëskù pòlszczëznë na vszëtkjich vnetka etapach rozvjicô kaszëbskjéwo jãzëka1. Jerzi Tréder nje chcôl vzic ë nje vzõn wudzélë v wugòdze z 1996 r. Vnetka 17 lat póznji won to tak kòmentérovôl:

“I coż w tej ugodzie <ich> – zresztą nie wszystkich – tak radowało? Euforii z tego powodu nie było, dokonano bowiem tylko retuszu [zasad pisowni – AJ] ZKP z 1974 r., a <Wskôzë…>2 E. Gołąbka układem bardzo je przypominają. Bodaj najważniejsza była sama satysfakcja, że zostali dostrzeżeni! Podstawowej kwestii, która ponoć psuła cały system w brezowiznie3, jednak nie wprowadzono, czyli ,j’ w funkcji miękkości, zasadniczej dla zrzeszyńców, wcześniej dla młodokaszubów i wreszcie samego F. Ceynowy. Pamiętać trzeba, że tego ,j’ domagało się też środowisko ,Tatczëznë’, współtworzące z ks. F. Gruczą pisownię i język tłumaczenia Ewangelii z 1992 roku; fakt ten był zresztą najmocniejszym ich argumentem dla takiej reformy, a dla zwolenników tej translacji był wyzwaniem: jeśli nie zdołają przeforsować zastosowanej w niej pisowni, to przekład ulegnie marginalizacji. I tak też się stało!”4 .

Prôvda je takô, co nó ti wojnje dvúch czësto różnëch sistemóv grafje, dvúch pòzdrzôdkóv, wo jakjich më dzisô gôdômë, że jeden je „pòlonocentriczni” a drëgji „kaszëbòcentriczni”, ten etnjiczni na krótkò dobél v latach 1990-1996, żebë v wostatni bjôdce przegrac na vôltarzú – chcemë rzec – aktualnëch pòtrzebóv jinstitúcij takjich jak szkòla, media, kòscól.

Jerzi Tréder jakbë pòkazovôl pôlcã, co “Król je nagji”, kjéj dali pjisze wo wugòdze z 1996 r.: “Ustanowiła wobec [Zasad pisowni -AJ] ZKP z 1974 r. tylko dwie zmiany: zapis ò, ù i cze, dże (za: czie, dżie), gdyż <targu> o zapis ã za ę nie było, od dawna bowiem istniała umowa, że ta zmiana nastąpi, jak tylko nadejdzie chwila, gdy nie utrudni to druku książek po kaszubsku.”5

Czase mómë takjé, że sedzimë doma przez to pòszëdlo covid-19 ë, dzãka rozmajitim aktivnoscóm v jinternece, corôz vjici z nas sigô pò lëteraturã, czëtajõcë na glos dokaze kaszëbskjich pjisarzóv tvòrzõcëch v różnëch grafjach ë różnim czõdze. Ë czëjã (czëtajã) jú glose, że “tõ grafjã z tim mjitkjim ,j’ lepji jidze czëtac”, acz to “v” kòmù bë mjalo przeszkadzac, jeżlë “w” lepji “pasëje do zaznaczenjô labjalizacëji”, co v praktisz czëtanim vszëtkò vëchôdô… Në kò jo! Trzeba sã przënãcëc, nót je pòpróbòvac, le pòtemù njicht nje mdze żalovôl.

Ólkóma je téż czëc, że jeden z drëgjim bë chcôl, cobë no “klasiczné pjismò” dobëlo ë won téj bë móg v njim pjisac ofen, ale pòkji co jesz Pomerania takjéwo tekstë nje dô smarõ, a ten abò jini autór(itet?) pôlcã pògrozi abò prosto pjisze, że je za zgnjili, żebë sã czewos novéwo wuczëc… Jô to navetka rozmjejã, ale vama vszëtkjima gôdajã: Wodvôgji! Neta to je dzis vszëtkjéwo svjata pòczõtk ë kúńc. V tim falú mlodé pjismjono Skra jistno je “wopjinjotvórczé” jak stôrô Pomerania. Pamjãtôjta mòje slova: Tak jak jãzëk je fùńdameńtã etnjicznosce, tak pjismò je klúczã do nôrodnéwo pòczëcô Kaszëbóv.

1Treder J., 2013, Od dialektu do języka, w: 70 lat współczesnej polszczyzny. Zjawiska – Procesy –Tendencje. Księga jubileuszowa dedykowana Profesorowi Janowi Mazurowi, red. A. Dunin-Dudkowska, A. Małyska, Lublin: Wydawnictwo UMCS)

2Gòłąbk E, 1997, Wskôzë kaszëbsczégò pisënkù, Gdańsk: Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie

3Tak sã gôdalo v skrócënkù wo Zasadach pisowni kaszubskiej ZKP z 1974 r.; skrót pòchôdôł wod nôzwëska drëgjéwo z autorów ólkóma Jerzégò Trédera – v alfabece pjerszéwo – Edvarda Brezë.

4Treder J., 2013, Poglądy Eugeniusza Gołąbka na normalizację kaszubszczyzny, w: Językowy, literacki i kulturowy obraz Pomorza, red. Małgorzata Klinkosz i Zenon Lica, Gdańsk: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, s. 41-42.

5Treder J., 2013, Poglądy Eugeniusza Gołąbka na normalizację kaszubszczyzny…, s. 43.