Archiwum kategorii: Nowinë

UWAGA na pieniądze: Osiedle Leśne Zacisze w Redzie

Kameralne osiedle pod lasem, przystępne ceny i zaawansowana budowa. Na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco. W tle niezwracanie klientom wkładu pieniężnego, dziwne zagrania zmieniających się spółek, komornik, przerwana budowa i uciszanie klientów. Co się dzieje w Redzie?

Poszkodowane osoby zainteresowane dochodzeniem swoich praw na drodze sądowej i pozwem zbiorowym redakcja prosi o kontakt mailowy na: skra.redakcejo@gmail.com

Osiedle Leśne Zacisze w Redzie, budowane na ul. Leśnej, niedaleko redzkiego dworca, przyciągało klientów nie tylko świetną lokalizacją, ale też sprawnymi pracami budowlanymi. Zamiast tzw. “dziury w ziemi”, stoją tam 4 budynki w stanie surowym. Dziś jednak klienci zastanawiają się, czy zobaczą jeszcze swoje pieniądze.

Osiedle Leśne Zacisze w Redzie, stan na maj 2021

Umowę rezerwacyjną na mieszkanie podpisałem jeszcze w sierpniu 2020 r. ze spółką deweloperską Zacisze. Według umowy w ciągu 2 tygodni należało się spodziewać zawarcia umowy deweloperskiej i przelania środków na rachunek powierniczy lub zwrotu wpłaconej sumy, opiewającej na ok. 10% wartości mieszkania, na konto. Już na tym etapie zaczęły się problemy: po upływie 2 tyg. deweloper obiecywał, że jeszcze chwilę trzeba poczekać, bo musi tylko dopiąć ostatnie formalności, ale wszystko jest na jak najlepszej drodze.

24. września pełnomocnik spółki Polska Agencja Marketingowa ogłosił klientom, że Zacisze sprzedało cały projekt nowej spółce Alter Ego, a w związku z kolejnymi formalnościami zawieranie umów deweloperskich opóźni się o kolejne 3 tygodnie. Co ciekawe, w zarządzie obu spółek zasiadały częściowo te same osoby. Po próbach umówienia się na termin podpisania umowy, po stronie dewelopera zapadło głuche milczenie.

O wejściu do gry kolejnej, trzeciej już, spółki klienci nie zostali poinformowani choćby mailowo. Dopiero 21/04/2021 klienci zostali powiadomieni pisemnie, że właścicielem jest niejaka sp. Leśne Zacisze, która rzekomo już od lutego zajmuje się sprzedażą lokali. W międzyczasie na stronie dewelopera ceny mieszkań wzrosły, łącznie z cenami mieszkań już zarezerwowanych miesiące temu. Właściciel w piśmie zapewnia, że nie wyrażał zgody na wcześniej stosowane praktyki oraz politykę prowadzenia spraw sprzedaży, jednocześnie między pierwszą a drugą spółką, jak też między drugą a trzecią występuje ścisłe powiązanie – w ich zarządach występują częściowo te same osoby. W tym samym piśmie właściciel oznajmia o zakończonej współpracy z generalnym wykonawcą, ale zapewnia o zakończeniu inwestycji w III kwartale 2021 r. W rzeczywistości budowa stoi. Wykonawca, lokalna firma budowlana z Wejherowa, wycofała sprzęt i robotników. Jak udało się dowiedzieć redakcji, również między deweloperem a wykonawcą doszło do nieprawidłowości, a sprawą zajmują się prawnicy.

Zafoliowana i zakryta znakiem tablica informacyjna dot. budowy Osiedla Leśne Zacisze w Redzie

W międzyczasie w księgach wieczystych działki, na której powstawało osiedle, pojawiło się zajęcie komornicze, a Leśne Zacisze i Alter Ego Consulting odmawiają zwrotu wpłaconych pieniędzy na wyraźne żądanie. Zamiast tego zaproponowały wątpliwej mocy prawnej “porozumienie” podpisane nieczytelnym pismem bez imienia i nazwiska, w którym klient ma zobowiązać się do niezamieszczania negatywnych komentarzy w mediach i usunięcia już zamieszczonych.

Skala nieprawidłowości w postępowaniu spółek deweloperskich wobec klientów jest tak ogromna, że w obecnej sytuacji jedynym możliwym rozwiązaniem wydaje się droga sądowa. Toteż zachęcamy wszystkich poszkodowanych zainteresowanych złożeniem pozwu zbiorowego do kontaktu z redakcją drogą mailową na: skra.redakcejo@gmail.com

Państwo narodowo polskie wobec mniejszości narodowych i etnicznych

Niemal w ostatnim dniu 2020 r. dotarła do zainteresowanych książka TOŻSAMOŚĆ KULTURA RÓWNOŚĆ. Refleksje z okazji piętnastolecia Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, pod redakcją Cezarego Obracht-Prondzyńskiego i Małgorzaty Milewskiej, wydana przez Instytut Kaszubski w Gdańsku. Gdy w tytule, bądź podtytule, pojawia się słowo “refleksje”, raczej sceptycznie podchodzę do tego typu publikacji. W tym jednak przypadku, po lekturze 30 artykułów składających się na to wydawnictwo, przyznaję, że jest to książka niezwykle ważna. 

W gronie autorów, których teksty znalazły się w książce TOŻSAMOŚĆ KULTURA RÓWNOŚĆ, znaleźli się zarówno przedstawiciele mniejszości reprezentujący (obecnie lub w przeszłości) swoje społeczności w Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych, jak też osoby, które “zawodowo” zajmują się tym zagadnieniem: eksperci Komisji Wspólnej, będący jednocześnie uniwersyteckimi badaczami, przedstawiciel w Komisji Ekspertów  przy Europejskiej karcie języków regionalnych lub mniejszościowych oraz urzędnicy, pracujący w instytucjach państwa odpowiedzialnych za politykę mniejszościową lub prawa obywateli. Refleksje tych osób okazały się być, w zdecydowanej większości, solidnymi opracowaniami, nierzadko podpartymi ważnymi cytatami oraz odesłaniem do źródłowych dokumentów, dzięki którym zainteresowani będą mogli poszerzyć lub skonfrontować już posiadane informacje.     

Redaktorzy publikacji zdecydowali się zamieścić przekazane im teksty kierując się kluczem alfabetycznym nazwisk autorów, co można zrozumieć znając specyfikę środowisk mniejszościowych i delikatną materię personalnych relacji w instytucjach państwowych. Nie trzeba jednak – a może nawet nie należy – czytać tej książki od przysłowiowej deski do deski.  

Proponuję zacząć od dwóch artykułów autorstwa Dobiesława Rzemieniewskiego, twórcy i długoletniego naczelnika Wydziału Mniejszości Narodowych i Etnicznych w MSWiA oraz Beaty Machul-Telus, równie zasłużonej sekretarz Sejmowej Komisji ds. Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Niemal z pierwszej ręki uzyskamy wiedzę na temat tworzenia się od lat 90. XX wieku prawa mniejszości – stosunku do tego procesu partii politycznych i ich liderów (często wręcz wrogiego) – ale również odnoszenia się do sprawy niektórych liderów środowisk będących potencjalnie adresatami wypracowywanych rozwiązań.            

Po 15 latach funkcjonowania Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, przestaliśmy już chyba sobie zdawać sprawę, że do jej uchwalenia w ogóle mogło nie dojść. Beata Machul-Telus trafnie przedstawiła sytuację:

Do projektu Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym w latach poprzedzających jej uchwalenie zgłaszano wiele zastrzeżeń, obaw i wątpliwości. Prezentowane argumenty można podzielić na trzy obszary: 1. przekonanie o wyjątkowej, historycznie uwarunkowanej, tolerancji Polaków oraz przeświadczenie, że Polska stanowi wzorzec dla innych państw w kwestii uregulowania ochrony społeczności mniejszościowych, 2. obawy, że wprowadzenie ustawy (szczególnie posługiwanie się językiem mniejszości jako pomocniczym w stosunkach urzędowych oraz dwujęzyczne nazwy geograficzne) doprowadzi do konfliktów etnicznych, co może zagrozić polskiej racji stanu, 3. pogląd, że ewentualne przyjęcie ustawy musi (a nie jest) być powiązane z tzw. zasadą wzajemności i związana z tym obawa o brak wpływu na losy Polonii za granicą. (s. 184)  

Na kanwie tamtych dyskusji, poprzedzających najważniejszą polityczną decyzję dotyczącą mniejszości narodowych i etnicznych w Polsce, kaszubskiego czytelnika mogą szczególnie zainteresować odniesienia do casusu Kaszubów. Łukasz Grzędzicki, który reprezentuje Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie w Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych, w swoim tekście zatytułowanym “Kaszuby nie należą do Polski, one Polskę stanowią” (jest to cytat z ks. Bernarda Sychty) wyjaśnia, że: 

Przez 30 lat od początku procesu transformacji ustrojowej w Polsce mieliśmy do czynienia z silnym dążeniem do znacznego podwyższenia statusu społecznego i językowego kaszubszczyzny. Takie dążenia, konsekwentnie realizowane, nie występowały w żadnej innej części Rzeczpospolitej (s. 110-111). 

Z kolei Dobiesław Rzemieniewski, wspomniany już Naczelnik WMNiE, w tej samej sprawie napisał:    

Dopiero kiedy ustawa zaczęła przybierać realne kształty i jasne stało się, że w końcu zostanie uchwalona, a objęte nią grupy odniosą dzięki jej przyjęciu konkretne korzyści, zaczęli się nią żywo interesować Kaszubi. Jak to? – dziwili się posłowie. – Przecież dziesięć lat temu, kiedy pytaliśmy, czy chcecie, aby ustawa was obejmowała, nie byliście tym zainteresowani, mówiąc, że czujecie się Polakami. Kaszubi potwierdzili, że nadal nie czują się ani mniejszością narodową, ani etniczną, ale równocześnie chcą korzystać z zapisanych w ustawie praw. O dziwo z tej kwadratury koła udało się znaleźć rozwiązanie. Kaszubi byli bowiem zainteresowani przede wszystkim prawami językowymi i ochroną swojego języka (s. 258-259)

Helena Duć-Fajfer, w artykule Centrowy dyskurs w mniejszościowych sprawach, niejako w uzupełnieniu informacji Dobiesława Rzemieniewskiego, cytuje opracowanie Grzegorza Janusza i dzieli się następującą konkluzją:

Z kolei określenie „społeczność posługująca się językiem regionalnym” jest przede wszystkim efektem uwzględnienia wypowiedzi posła uznającego się i uznanego za reprezentanta Kaszubów: “(…) poseł Jan Wyrowiński z UD (reprezentujący Zrzeszenie Kaszubsko -Pomorskie) stwierdził, że ustawa jest adresowana do tych mniejszości, które nie identyfikują się z narodem polskim, a Kaszubi jako należący do narodu polskiego nie powinni być objęci przepisami tej ustawy.”   

Ludomir Molitoris, autor tekstu 15 lat istnienia Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych z punktu widzenia słowackiej mniejszości narodowej, zamyka ten interesujący wątek podsumowując: 

Warto w tym momencie przypomnieć, iż Ustawa 6 stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym uchwalona została głosami ówczesnej koalicji lewicowej: SLD, SdPl i Unii Pracy. Głosowali za nią też posłowie koła Partii Ludowo-Demokratycznej i część posłów niezrzeszonych, a Platforma Obywatelska, będąc za przyjęciem tego dokumentu, przeforsowała jednocześnie poprawki, które w dużej mierze ograniczały zakres jego stosowania i możliwości dopuszczenia używania w urzędach języka mniejszości jako pomocniczego8 . Platforma Obywatelska doprowadziła również do poszerzenia zakresu ustawy o sformułowanie „oraz o języku regionalnym”, które odnosiło się do społeczności kaszubskiej posługującej się językiem regionalnym. Dodanie tego zapisu zaproponował Dobiesław Rzemieniewski, naczelnik Wydziału do Spraw Mniejszości Narodowych w MSWiA, co ostatecznie, pomimo sporów, zostało zaakceptowane przez Kaszubów i znalazło się w tekście dokumentu9 . Przeciwko ustawie opowiedziały się partie i kluby prawicy, m.in. Prawo i Sprawiedliwość, Liga Polskich Rodzin, Ruch Katolicko-Narodowy, Dom Ojczysty, a także posłowie PSL i prawie wszyscy posłowie Samoobrony (s. 223-224). 

Niejako “drugi rozdział” w moim czytaniu książki TOŻSAMOŚĆ KULTURA RÓWNOŚĆ…, stanowiły artykuły ekspertów i “osób urzędowych”, w tym Rzecznika Praw Obywatelskich, demografów z Głównego Urzędu Statystycznego, przedstawicielki państwa polskiego w Komisji Ekspertów EKJRM, doradców strony Mniejszościowej Komisji Wspólnej Rządu i Mniejszości Narodowych i Etnicznych. Warto zwrócić uwagę, że są to teksty krytyczne, a ich autorzy widzą zarówno mocne jak i słabe strony funkcjonowania Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Wśród tych ostatnich Ewa Michna, autorka tekstu System dotacji jako narzędzie polityki państwa wobec mniejszości zwraca uwagę na finansowanie zadań, które państwo polskie zobligowało się realizować:

Na to, że kwota z części 43 [budżetu państwa – AJ] jest coraz bardziej niewystarczająca składa się kilka czynników. Wymienię je nie rozstrzygając, które z nich są najistotniejsze. Po pierwsze, środki nie są corocznie zwiększane o wskaźnik inflacji; po drugie, zmieniają się potrzeby społeczności mniejszościowych; po trzecie, zwiększa się aktywność mniejszości, pojawiają się nowe podmioty, które pragną realizować przewidziane w ustawie zadania, zatem choć finanse są na podobnym poziomie, w odczuciu mniejszości (i nie tylko ich) jest ich mniej, bo zwiększa się liczba chętnych na nie; droższe jest także funkcjonowanie organizacji mniejszościowych otrzymujących dotacje podmiotowe (wzrastają koszty pracy, energii, wynajmu pomieszczeń, usługi). Stała kwota dotacji skutkuje tym, że organizacje mniejszościowe odpowiadające za realizację celów ustawy wymienionych w art. 18 z coraz większym trudem realizują swoje zadania. Moje doświadczenia pracy w komisji oceniającej wnioski wskazują, że nie ma praktycznie możliwości rozwoju, nie można finansować prawie żadnych nowych projektów, bo sfinansowanie nowego wniosku oznacza „zabranie” lub obniżenie dotacji komuś innemu. Podobnie rzecz ma się z nowymi podmiotami, które mają niewielkie szanse na otrzymanie grantu. W sytuacji tak napiętego stałego budżetu, w tej „grze o sumie zerowej”, każdy nowy podmiot i inicjatywa mogą być postrzegane przez przedstawicieli mniejszości obecnie korzystających z finansowania jako kłopotliwa konkurencja, mogą powodować pytania: kto zabrał „moje”/„nasze” pieniądze (s. 199). 

Wnikliwa analiza Ewy Michny, poparta warsztatem socjolożki i 10-letnim doświadczeniem pracy w KWRiMNE, stanowi – poza wszystkimi innymi walorami tego tekstu – wyczerpujące wprowadzenie do trzeciej części książki – przeze mnie tak odczytanej – którą stanowią artykuły osób reprezentujących organizacje mniejszości, a więc adresatów prawnych uregulowań Ustawy z 6 stycznia 2005 r. Refleksje tych osób to nie są utyskiwania na niedoskonały system (nota bene to jest prawda), lecz feria – tak barwna jak barwne są mniejszości – konkretnych przykładów na funkcjonowanie (nie-funkcjonowanie?) prawa. Różni się nieco od tych artykułów tylko jeden tekst autorstwa Heleny Duć-Fajfer, Łemkini i uniwersyteckiej badaczki, którego lekturą proponuję zakończyć czytanie książki TOŻSAMOŚĆ KULTURA RÓWNOŚĆ… Helena Duć-Fajfer wychodzi poza prostą refleksję i pisze:

Warto podkreślić to, co bezpośrednio wyraził przed pięciu laty Andrzej Sadowski w swej wyrazistej opinii: “Moim zdaniem ustawa została przygotowana z punktu widzenia interesów państwa narodowego zakładającego najogólniej, że Rzeczpospolita Polska stanowi państwo zorganizowane przez Polaków jako dominującą grupę narodową, państwo narodowo polskie, które w warunkach demokratycznych wyraża przyzwolenie na legalne funkcjonowanie w obrębie <swojego> państwa mniejszości narodowych i etnicznych oraz zbiorowości wyróżnionych na podstawie języka regionalnego. Państwo wyraziło przyzwolenie poprzez przyjęcie ustawy, która najogólniej zakreśla ramy funkcjonowania mniejszości oraz generalnie wytycza zadania państwa i innych organów władzy publicznej względem wyróżnionych w ustawie mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności wyróżnionych posługiwaniem się językiem regionalnym. Ustawa implicite zakłada, że każdy obywatel naszego kraju może być zaliczany jedynie do narodu polskiego lub do wyróżnionych poszczególnych mniejszości narodowych i etnicznych.” 

Zdiagnozowana została tu generalna baza dysfunkcyjna ustawy generująca liczne niekonsekwencje i ambiwalencje w jej zapisach i implementacji, którym nie byli i nie są w stanie przeciwdziałać jej promotorzy. Dołączam się do zacytowanej opinii, przenosząc ją jednocześnie na grunt i zastosowanie instrumentarium pojęciowego, które wykorzystuję w swych badaniach dyskursów mniejszościowych. Państwo narodowe w tej perspektywie to oczywiste parole centrum, ugruntowanego na wiedzy-władzy i instytucjonalnym „czystym”, uprawnionym statusie, podczas gdy mniejszości są bytami peryferyjnymi, hybrydycznymi, niedojrzałymi, niedostatecznie ustrukturyzowanymi. Klasyczny układ centrum-peryferie rozgrywa się, jak wiadomo, według dwóch podstawowych schematów: strukturyzowania (obejmowania centrowymi zasadami/ prawami peryferii) i wykluczania (wyłączania z własnego obszaru bądź niedostrzegania/ uznawania za nieistniejące). Te oczywistości tkwiące u podstaw myślenia strukturalistycznego modyfikuje konkretna rzeczywistość historyczno-kulturowa.           

Pomimo tych istotnych zastrzeżeń, Helena Duć-Fajfer jak i wszyscy pozostali reprezentanci mniejszości, którzy opublikowali swoje stanowiska w omawianej książce, uznają ustawę z dnia 6 stycznia 2005 r. za ważne osiągnięcie w polityce państwa polskiego i wskazują, iż jest to dzieło wielu zaangażowanych osób. Wobec tego jedyne, czego można żałować podczas lektury wydawnictwa Instytutu Kaszubskiego w Gdańsku, to fakt, że wypowiedzi tych polityków zabrakło w publikacji.   

Książka TOŻSAMOŚĆ KULTURA RÓWNOŚĆ. Refleksje z okazji piętnastolecia Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym, pod redakcją Cezarego Obracht-Prondzyńskiego i Małgorzaty Milewskiej, wydana przez Instytut Kaszubski w Gdańsku, dostępna jest w formie elektronicznej: https://www.instytutkaszubski.pl/single-post/publikacja-z-okazji-15-lecia-ustawy-o-mniejszo%C5%9Bciach-narodowych-i-etnicznych 

Puck: Wybór, nie zakaz!

Pùck, fot. Artúr Jablonskji

Szedłem na rynek w Pucku z duszą na ramieniu. Był 30 października 2020 r. Nie tylko blady księżyc oświetlał mi drogę. Wszystko bledło przy zimnych, ostromodrych kogutach policyjnych radiowozów, które ustawiły się chyba w każdej z ośmiu ulic prowadzących na centralny plac starego miasta. Do 19.00 pozostało jeszcze dwadzieścia minut. O tej godzinie, niemal w każdym z miast i w większych miejscowościach w Polsce, zbierali się ludzie niepogodzeni z decyzją Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że obowiązująca w prawie od lat 90. możliwość przerwania ciąży ze względu na “duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”, nie jest zgodna z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Skończył się obowiązujący 23 lat kompromis. – To piekło kobiet – zakrzyknęły aktywistki ruchów kobiecych. – To sadyzm – powiedziały panie i wyszły na ulice. Wieczorne spacery, na których kobiety i wspierający ich mężczyźni wyrażają swój protest wobec niszczenia państwa prawa odbywają się regularnie także w Kościerzynie, Tczewie, Wejherowie, Lęborku, czy Kartuzach.

Będąc już na puckim rynku, podążałem za coraz wyraźniejszymi dźwiękami muzy. “Moim krajem może rządzić byle miernota. W moim kraju ta oświata to jest ciemnota. Z jednej strony jarmark, a z drugiej Europa. Tańczę polskie tango. Nogi w błocie mam, bo Wisła to grząskie bagno. Narodowe barwy mamy jak Santa Claus i to ma sens, bo przestałem wierzyć w Polskę dawno”. Wychowany na Manamie i Republice, tę nutę słyszałem zaledwie kilka razy z dżejbiela mojego nastoletniego syna, oddalającego się w tempie roweru mknącego gdzieś tam, do ziomków. Po powrocie do domu sprawdziłem, że to Taco Hamingway.

Wyglądali na liderów protestu. Zgromadzili się w osiem osób przy ławce, na której stała szczekaczka i leżał ten przenośny głośnik. Dziewczyny, faceci i towarzyszące im psy z ras przewodników, ratowników i pasterzy. Usłyszałem, jak rozmawiają o Monice, która napisała na grupie na facebooku, że tego wieczoru jej nie będzie. – Kto poprowadzi ten protest bez Moniki? – pytali jeden drugiego. – Przecież to ona nadawała kierunek codziennych, odbywających się od tygodnia, spacerów kilkuset osobowej grupy protestujących młodych i bardzo młodych ludzi. Znam Monikę. Napisałem do niej na messengerze: – Brakuje cię! – Odpowiedziała od razu: – Wiedzą, co robić. Powinni się zaraz ogarnąć. Trzymam kciuki za ich ogarnięcie obywatelskie. Dzięki tym słowom i ja poczułem się odważniejszy.

Przypomniała mi się niedawna “odezwa do narodu” Jarosława Kaczyńskiego, że protestom przewodzą ludzie “szkoleni”. Roześmiałem się. Monika jest socjolożką, która ostatnio – w dobie covida-19 – prowadzi on-line treningi dla seniorów oraz uczestniczy w opracowywaniu powiatowego programu wsparcia dla osób starszych i wykluczonych. A ci, których wsparła w czasie protestów? Rozejrzałem się wokół. Na puckim rynku stały grupki licealistek, studentek, młodych pracownic miejscowych firm, kilka matek z dziećmi w wózkach w towarzystwie swoich partnerów, nieśmiali młodzieńcy z ledwo widocznym zarostem oraz kilkanaście dosłownie osób takich jak ja – 50+. Potem kilkanaścioro z nich odnalazłem w mediach społecznościowych, na grupie Pucki Strajk Kobiet. Ich kaszubskie nazwiska sprawiły, że jeszcze bardziej rósł mój szacunek do tych pań. – To sõ szatanovje, tamò na tëch sztrejkach! – słyszałem od starszych osób w mojej rodzinie. Pewnie też to usłyszały od swoich babć, może nawet od własnych matek. Mimo to znalazły w sobie odwagę wytyczania własnego horyzontu.

Literaturoznawczyni i badaczka pamięci Miłosława Borzyszkowska-Szewczyk skomentowała te zjawiska – zachodzącą w doświadczaniu i wyznaczaniu oczekiwań pokolenia, w kontekście kaszubskiej kultury, języka, tradycyjnych wartości, stereotypów i autostereotypów: “Można kaszubszczyznę widzieć jako część/element układanki świata. A można na niej poprzestać nawet w momencie, gdy ten większy od kaszubszczyzny świat (a wraz z nim i sama kaszubszczyzna, bo przecież to nie odizolowana wyspa) przechodzi kulturową zmianę”. Ta zmiana, od tamtego jesiennego wieczoru w Pucku, zawsze będzie miała dla mnie twarz dwóch młodych dziewczyn – nieważne czy były od Mużów, od Okrojów albo od Jaszków – które odważnie pozowały do robionego przeze mnie zdjęcia z banerem, na którym same wykonały hasło, z którym przyszły na protest: “Módlcie się, żeby nam się okresy nie zsynchronizowały”. I tej długowłosej nastolatki, która zapytana, czy mogę zrobić fotografię trzymanego przez nią hasła, uniosła w górę swój karton z napisem: “Ja już lepiej gotuję, niż wy rządzicie!”.

Przez megafon zapowiedziano, że do zebranych na puckim rynku przemówi matka trójki dzieci, która przeżyła koszmar, którego dotyczy ten i setki, a może tysiące innych odbywających się w Polsce protestów firmowanych przez Strajk Kobiet. Ludzie zbliżyli się do rozwiniętego w tej samej chwili baneru z hasłem “Wybór ↯ Nie zakaz”. Trzeba mieć odwagę i determinację, żeby przed zupełnie obcymi osobami opowiedzieć o swojej traumie związanej z ciążą, w której zdiagnozowano wady genetyczne płodu! Magda na taką odwagę się zdobyła. Nie mówiła długo, bo musiała tłumić emocje. Kończyła swoją opowieść głosem łamiącym się, ale nieustępliwym w kwestii prawa kobiet do ich własnego wyboru: “Wybór nie zakaz! O to trzeba walczyć! O WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, DEMOKRACJĘ! O to by kobieta, rodzina, mogli sami zdecydować, wybrać, nie cierpieć!” Zdecydowałem się rozwinąć czarno-złotą flagę, którą przyniosłem ze sobą.

Gdy ucichły oklaski po przemówieniu Magdy, żeński głos płynący z megafonu zaproponował, by ruszyć w kierunku szpitala powiatowego w Pucku i przechodząc obok, podziękować personelowi służby zdrowia za ich poświęcenie i pracę podczas pandemii. Czwórka z banerem ruszyła pierwsza. Za nią pozostali. Spontanicznie. Z hasłami wypisanymi na kartonach, płótnie lub po prostu na T-shirtach. Dopiero w uliczce wychodzącej z rynku można było się przekonać jak wielu jest tych protestujących. Około 500 osób skandowało hasło “Myślę, czuję, decyduję”! Pod szpitalem były oklaski, potem protestujący krzyczeli “Tak dla wyboru. Nie dla terroru” i szli dalej wieszcząc, iż “Rewolucja jest kobietą”.

Policja konwojowała pochód oznakowanym samochodem w profesjonalny i bezkonfliktowy sposób. Przed każdym kolejnym skrzyżowaniem pytali liderów marszu, którędy chcą iść i skręcali we wskazanym kierunku. Na jednym z rond doszło nagle do nieporozumienia, co trwało jednak krótką chwilę. Pochód odczekał, aż policyjny samochód ustawił się we właściwym kierunku i dopiero wtedy protestujący ruszyli dalej. Euforycznie wręcz przyjęto pozdrawiające protestujących sygnały dźwiękowe ze strażackiego wozu, który wracał do jednostki z jakiegoś służbowego wyjazdu. Puck spowity nocą rozbrzmiewał dziesiątkami, jeśli nie setkami klaksonów samochodowej kawalkady, która podążała za spacerującymi mieszkańcami miasta i okolicznych miejscowości powiatu puckiego.

Przez miasto, na hulajnogach, deskorolkach i rowerach, przemykały też grupy “młodszej młodzieży”, uczniów podstawówek, którzy pod wpływem ogólnej atmosfery głośno wyrażali swoje niepochlebne zdanie o rządzącej partii. Pomimo później pory – dochodziła dwudziesta – wiele osób mijających pochód, spieszyło na miejskie cmentarze, by zdążyć ustawić kwiaty i zapalić znicze na grobach swoich bliskich. Chcieli zdążyć przed zamknięciem cmentarzy ogłoszonym na konferencji prasowej premiera rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Gvôlt prava – to je Kaszëbóv sprava! #KarújtaSã

Pòlskjé slovò “wypierdalać” zajãno – v wokamërgnjenjim – pjerszi môl v codnjovim jãzëkù wobëvateli Pòlskjéwo Kraju. Njé vszëtcë jistno je majõ achtnjoné. Jednim je prosto sromòta gò wużëc, drëdzë pò nje rôd sigajõ, a jesz jini “nje chcõ, ale mùszõ”, cëtëjõcë klasika.

Czlovjek v strzédnëch latach, cerzplëvi wobëvatel, dozdrzelali pjisôrz ë szkólni – a jô pravje sã za takjéwo móm – nji mjôl bë glosno rikac vë vszëdnim rëmje negò “wypierdalać”. A jednak mje sã dalo przińc nó to slovò. Pòmëslil jô, że dosc môlczenjô… Dosc mëszlënjô… Dosc dôvanjéwo na wolã… Wypierdalać! Karújta sã! Rút! Siżnjami! Bjôjta lós!

Zó to mòje krzikanjé, to dalo vnet pò banji! Z facebooka vjele jô sã wo sobje vëdovjedzôl, na glovã mje jeden z drëgjim nasmrodzil, wod levakóv ë dzecnëch mòrdarzóv nazvôl. Jô tewo navetka nje merkôl, bò przez calé żëcé – jeżlë cos dlô jinëch robjisz – mùszisz bëc nôlożen takjéwo szkalovanjéwo ë téj-séj woszvanjenjéwo. Blós jedno mje do mëszlënjô dalo… Jak mje chtos spitôl: “Czewo të dzecë wuczisz?”…

Véjle, jô dzecë wuczã tewo, co jô bél nawuczoni. Wumjilovanjô frijnosce, wolnosce slova, wolnosce vëbjérë ë wodpòvjedzalnosce za slova a wuczinkji. Nota bene jô sã tewo nawuczil v echt katolëckjim dôdom, v kòscole parafjalnim ë v halb katolëckjich a halb PRL-ovskjich szkòlach. Zó tã mòjã deklaraciã jeden kòlega ze SKRË mje wobsmjôl. “Ach panje jo… co të z takjima zrobjisz” – jô so pòmëslil. Móżesz abò pôcórk zmòvjic za takjich, abò prosto riknõc “vëpjiżdżéjta”!

Pôcórkóv móm v żëcim jú dosc namóvjoné, téj tëma vszëtkjima, co gvôlcõ mòje prava ë smjejõ sã z mòjëch vórtnotóv, z mòjéwo vzéranjéwo na rzeczë kardinalné – v żëcim nôvażnjészé, jô bez żalë gôdajã: Rúten!

Hola! Levak z mje je takji, że zôkònnô sostra mòje mëszlënjé jinaczi… Margréta Chmjelevskô rzekla doch: “Nie dajcie się złu. Proszę, nie zadawajcie bólu, nawet jeśli czujecie się skrzywdzeni. Nie depczcie tego, co dla innych jest święte lub po prostu ważne. Nienawiść rodzi nienawiść, agresja rodzi agresję.” Svjãtô prôvda. Blós, że pravò je gvôlconé! Jô jem z tewo partë Europë, dze dura lex, sed lex! A v państvje prava za wuczinkji ë slova pònôszô sã wodpòvjedzalnosc!

Téj przestanjita gvôlcëc pravò, sõdë ë szarëch lëdzi, takjich jak jô! Mô bëc normalno, njech je “na pravje”. Nji ma prava, téj nji ma frijnosce. Je krzikanjé ë rikanjé. Je ôpen bjôtka z tëma, co z prava robjõ njiżvã, co medzëlëdzkjé relacëje każõ, co dekretama chcõ vladzã czënjic. Tédë nje dzëvújta sã, że lëdze sõ nervés. Pravò je do te, cobë nje bëlo lepszëch ë gòrszëch! Wono mùszi bëc pò stronje kòżdéwo jednéwo wobëvatela!

Wó to pravò Kaszëbji przed vszëtkjim mùszõ sã mjec. Wó to na szaséjach najich mjast sã bjic. Njé jeden procëm drëgjémù vëstãpòvac na rénkach abò facebookòvëch wallach, blós razã v wobronje prava stanõc. Razã wuprocëmnjic sã do kòżdéwo jednéwo, co pravò chce skazëc.

#Wypierdalać! #Karújta sã! #Siżnjami!

Do antilarwòwców ë covidosceptików

Jô ni móm chãcë Waju kritikòwac ë sztridowac sã ò ùczałé dokazë na jistnienié wirusa. Jô próbùjã Waju zrozmiec i niezanôléżno òd hejtu z òbùdwùch strón spòkójno pògadac. To mùszi bëc czãżczé biôtkòwac ò wòlnosc lëdzy, a równoczasno przez nëch lëdzy bëc nazywónym fòliarzã. Niewdzãcznosc zaprogramòwónëch przez propagańdã lëdzy mierzy.

Jô sã nie dzywiã temù, że wiele lëdzy nie wierzi ùczałim w kòrónawirusa, abò nie wierzi w jegò zabójczą mòc. Czemù nibë ti ùczałi mają bëc aùtorama dogmatów, w jaczé më bezkriticzno wierzimë? Nôùka nigdë nie je pòmilonô? Tedë jak wëklarowac to, że na zôczątkù XX stalata w USA béł wëkłôdóny “Sto proceńtowi amerikanizm”, a ùczałi na tim gónie dokazowelë, że czôrny nigdë nie mdze tak jinteligeńtny jak biôłi? To bëła nôùka. Jistno to ùczałi lëdze projechtowelë kòncentracyjné lagrë. To ùczałi lëdze gôdelë, że dzecë, co rozmieją lepi pò kaszëbskù jak pò pòlskù, nigdë nie mdą mądré. Ùczałi czilenôsce lat nazôd gôdelë, cobë margarinã jesc, a dzysô pòdczôrchiwają, że jak sëté, to leno zwierzãcé. Jô tedë rzekã wicy – wa môta nié prawò, ale òbrzészk bëc scepticzny! Kò jinaczi ti ùczałi mògą nama na zemi piekło zrobic.

Jô bë nie chcôł żëc w swiece, dze më dôwómë jaczémù karnu – ùczałëch, kapłanów, pòlitików, równo kòmù – absolutną władzã. Wszëtczim mùszimë na rãce zdrzec. I wiedno szëkac za prôwdą.

Wa nie bierzeta bezkriticzno tegò, co chtos w telewizji rzecze, czë w gazéce napisze. Z tegò wëchôdô mòje pëtanié. Jeżlë Wa nie wierzita ùczałim, bò ti mògą nie znac prôwdë, tej co Waju przekònywô we wpisu na Facebookù kògòs, kògò Wa nie znajeta? W czim je lepszô metodologiô aùtora mema ò piardach przechôdającëch przez bùksë, tak jak wirus przez larwã òd metodologie analizów ùczałëch? W jaczi spòsób Wa werifikùjeta kómpetencje aùtora wpisu na Facebookù, jeżlë òn je kòpiowóny przez wszëtczich bez pòdpisu? Kùli gòdzënów Wa spãdzelë przë pòznôwanim encyklopedicznëch znaczeniów terminów ùżëtëch w òbezdrzonym filmikù na Youtube? Czej w banie gôdôta z kòlegą, że wirusa ni ma, bò Wa nie znajeta chòrëch, tej wëcygôta kalkùlatór i rechùjeta prôwdopòdobiéństwò wëstąpieniô chòrëch we Wajim karnie drëchów? Robita Wa ankétë westrzód kamratów? A jak Wa ùczëjeta, że wicy lëdzy na gripã ùmiérô, tedë do kògò Wa sã zwrôcôta z prosbą ò meritoriczną kòméńterã? Môta Wa drëcha, co szesc lat sztudérowôł ten wąsczi òbjim wiédzë i to òn pòcwierdzywô te ùczëté w jaczims placu wiadła?

Jô sã pitóm, bò jô jem baro czekawi Waszégò pòdchôdaniô do pòznôwaniô prôwdë i chcã sã czegòs wôrtnégò òd Waju naùczëc. Kò zéwiszcze “Włącz mëszlenié” Waju do czegòs zòbòwiązywô.

Njenajadlosc pò lekturze “Cëskù” Stanjisłava Jankji 

Gùst Kaszëbòvskji… anjelskji Samuel Pepys? Pòlskji Mjikòlôj Dosvjôdczińskji? Wurodzoni v Wustarbòvje, vëchòvóni ë vëwuczoni v Mjesce/Vejrovje. Jednõ razõ jidze v svjat, cobë przecignõc na zúdã (tã kaszëbskõ), vest (kaszëbskji ë navetka francëskji, wo jakjim pòvjôdô jewo përznã starszi kùzénj), téj zôs dalek na óst (Kòlc na Siberëji), żebë vrócëc na nordã, do czësto jú jinéwò, chòc dërch ne saméwo Vejrova. Blós że nen Gùst sóm so tewo nje zrobjil. Na pińclatnô réza to nje bél jewo vëbjér, a to co won z nji przëvjóz, njijak do mjenjanjô svjata sã nje nadôvalo… 

Nej! Gùst nje szlachùje za żódnim z herojóv fjilozoficznëch pòvjôstkóv. Nje je won takjim, co bë svój vãder v jakjim dzénnjikù wopjisôl ë nafùlovóni svòjima mrzónkama mjôl bë tvòrzëc wutopjijni svjat szczestlëvëch lëdzi. “Cësk” Stanjisłava Jankji (pòl. Stanisław Janke), chtërnéwo herojõ pravje je Gùst Kaszëbòvskji, v calosci je pòvjescõ wo njeszczescim czlovjeka krõcõcéwo sã razã ze svjatã I pòlovë XX stalecô.

Nen czlovjek pòznôl tak vjele bjédë ë pònjevjérkji, tak vjele razi wocar sã wo smjerc, że v kùńcú v njim “jakbë cos wumjarło”. A mje sã zdôvô, że przez nen “cësk”, nen njewubëtk ë wurzas, jakjé tovarzëlë mù wob calé żëcé – wod dnja, kjéj gò czôrni pjes Aza wużar v kro ë nen szczirz  za stodolõ prosto wutlëkli zó to wostôl, przez nen dzénj, kjéj do njewo v Pjôsznjici  strzélalë Njemce ë won jak no szczërzëszcze cali v krëvji kraczil sã z rovù fùl trúpóv, jaż pò bòlestnõ stratã brzadë svòji mjilosce przëszléwo do wuszkòdë v krëvavi plëce. 

Nã svòjã wopòvjednjã Gùst Kaszëbòvskji przedstôvjô bez vjikszéwo vzbùrzenjéwo abò jakjéwos rozmjitczenjô. Kò móże czasã, dzes v tim, co przekazëje, zadërżi jakôs nóta gòrzë, strachù czë redosce, ale wona le ledvò zvãczi. Pòvjôdanjé Gùsta je skòncentrovóné na prostim “jô bél”, “jô zrobjil”, “mje vzãnë”, “mje rozkôzalë”, “do mje strzélalë”, “jô sã wuretôl”. Nji ma tam placë na wopjisënk nôtërë czë rozmiszlanjé nad jakjima dejama, wudbama, pòzdrzôtkama. Przez to svjat Gùsta je dosc prosti, chòc tak pòmachconi. Czëtajõcë “Cësk” më sã v kùńcú doznômë, czemù to tak je. Kò przëczënõ tewo dosc czôrno-bjôléwo vzéranjéwo na svjat sõ smùcënë. Chòrosc dopadô Gùsta kòl 40 rokù żëcéwo. A móże vjedno wona v njim bëla?  

Hewo, pravje przez në smùcënë heroje, v “Cëskù” czëtôrz nje naléze żódnëch tôklóv bënovëch Gùsta, nomen omen, Kaszëbòvskjéwo. Jak wo tlëkõ za kaszëbjiznã, to barżi gò bòli jak robji to pòlskji szkólni, njigle ten mjemjeckji. Won je Kaszëba ë Pòlôch. Won vjé, że “ni ma Kaszëb bez Polonii” ë że to sõ slova kaszëbskjéwo pòétë, co sã zvôl Derda. Won vjidzi vjelgji znaczënk zaslëbjenjéwo Pòlskji z mòrzã przez Jenrôlã Hallera ë woli damjic, kjéj żôlnérze cëzi armje robjõ krzivdã kaszëbskjim sõsadóm. Chòc ve vjele pòstacëjach wuzdrzimë calõ plejadã kaszëbskjich pjisarzi: v tim falú Aleksãdra Majkòvskjéwo, Jana Karnovskjéwo, ksãdza Frãca Grëczã ë drëgjich dzejarzi jak Wojcech Kjedrovskji ë Tédór Bòlduan, to Hieronjim Jarosz Derdovskji je v romanje Jankji tim, chtëren pòkazëje Kaszëbóm jich drogã.

Trochã szkòdã, że Stanisłôv Janka tak plaszczi svjat svòji pòvjescë, chtërna mjala doch dofùlovac, bënômji jô tak mëszlã, wopòvjednjã newo pjisarza wo XX stalecim. Ta pjerszô kaszëbskô (pò kaszëbskù napjisônô) pòvjesc Jankji to bëla “Łiskawica”, v jakji czëtôrz pòznôvô farvné, chòc cvjardé realia Kaszëbskji lat 50., 60. ë 70. zeszléwo vjekù. Pjiszõcë lata temù wo ti ksõżce v pjismjenjú Pomerania, mje sã dalo pòróvnac jã do znóni pòlskji pòvjescë “Konopielka” Edvarda Redlinskjéwo, abò do ksõżk Andrzeja Stasiuka, jakjima zaczëtëjõ sã dzisô njé le v Pòlsce. Dobri je téż “Żôłti kam”, tlomaczoni przez autora na kaszëbskji z pòlskjéwo jãzëka. V tim romanje njivõ wopòvjesce Stanjisłava Jankji sõ lata 70., 80. ë 90. XX vjekù na Kaszëbach. V wobùdvúch tëch ksõżkach vjele sã dzeje v glovach ë dëszach jich herojóv, chtërni nôleżõ do lëdzi szúkajõcëch gvôsnéwo placë ë svòjéwo môla v spòlú – gòdzõ sã z njõ abò jã wodrzúcajõ.

Jô żalëjã, że Stanjisłôv Janka nje wopjisëje róvnak téż v “Cëskù” kaszëbskjich tôklóv ze svòjõ tożsamòscõ, jakjé tak letkò bë bëlo pòkazac v lõczbje z Vejrovã, mjastã tak vôżnim v cali ksõżce. Jo, to je prôvda, że autór nadkjidnõn wo vjele rzeczach, chòcle wo pòwòjnovi Zrzeszë Kaszëbskji, wo I Kòngresú Kaszëbskjim. Ale zrobjil to jakbë blós z chrónjikarskjéwo mùszu. Jistno zresztõ je z drëgjima spravama, ledvò dotklima v jednim abò dvúch akapjitach. Pò przeczëtanjim ti nônovszi pòvjesce Stanjisłava Jankji wostôl v mje glód… njenajadlosc vseczëcóv.           

“Cësk”, autor: Stanisłôv Janka (Stanisław Janke), malënkji na wobklôdce ë bënë: Macéj Tamkùn, vëdalo: Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Gdúńsk 2020.  

Kaszubski syndrom umniejszania swojej historii

Kiedy mowa jest o księciu polskim Mieszku, Chrzcie Polski, Polsce wczesnopiastowskiej czy początkach polskiej państwowości, nikomu powieka nawet nie drgnie, choć wszystkie te pojęcia są, mówiąc eufemistycznie, wielkimi i nieco naciąganymi uproszczeniami.

Zacznij mówić jednak o książętach kaszubskich i państwowości pomorskiej (czy, jak określał prof. G. Labuda, kaszubsko-lucickiej i kaszubsko-kociewskiej), o! Co to to nie, nie wiadomo, nic nie wiadomo, a czy ówcześni Pomorzanie mieli coś wspólnego z dzisiejszymi Kaszubami? A może wcale nie?

Mieszko nie był księciem Polaków, lecz Polan, a Chrzest Polski był w rzeczywistości chrztem jego ówczesnej dziedziny, czyli Wielkopolski i ziemi lubuskiej, a właściwie był chrztem Gniezna, a jeszcze precyzyjniej samego władcy i części jego świty. A jednak używa się tu terminu Polska jako skrótu myślowego i uproszczenia nie tylko dla celów propagandowych, ale także ze względu na to, że te postaci i wydarzenia są uważane za historię dzisiejszych Polaków, za dzieje ich protoplastów.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wikimedia Commons

Nazwa Polak/Polacy weszła do obiegu dopiero w XV wieku, nie była używana przez żadne plemię polskie, a jednak nie mamy wątpliwości, że Wiślanie, Lędzianie czy Polanie byli przodkami Polaków i ich historia jest historią dzisiejszego narodu polskiego. Nikt nie toczy bojów o to, że skoro Mieszko nie nazywał się Polakiem, lecz Polaninem, to Polacy nie mają prawa go traktować jako część historii swojej wspólnoty.

Nazwa Kaszubi jest starsza. W 1238 r. książę zachodniopomorski Boguslav jest tytułowany dux Slauorum et Cassubie – książę Słowian i Kaszub, a żyjący w kolejnym stuleciu Barnim III był dux Cassuborum – księciem Kaszubów.

To prawda, że wschodniopomorscy Sobiesławice nie tytułowali się w ten sposób, zwali się książętami Pomorza. Nazwa Kaszubi jeszcze w XIII wieku dotyczyła głównie Pomorza Środkowego, w okolicach Kołobrzegu, Białogardu i Koszalina, choć widzimy, że już wtedy wybijała się na nazwę ponadplemienną i sukcesywnie rozprzestrzeniała na południe i wschód, tak że w XV wieku dotarła również na Pomorze Wschodnie.

Rozciągnięcie się nazwy jednego wpływowego plemienia na całą grupę to proces oczywiście doskonale znany, Anglia wzięła swą nazwę od plemienia Anglów, choć protoplastami Anglików byli również Jutowie oraz Sasi (stąd Wessex, Sussex itd.), co jednak nie przeszkadza do dzisiaj narodom celtyckim zwać Anglików Sasami właśnie (irl. Sasanaigh, szk. Sasanaich, wal. Saeson), tak jak Węgrzy do dziś Polaków zwą Lędzianami (Lengyelek).

Atlas dziejów Pomorza i jego mieszkańców – Kaszubów

Dzisiejsi Kaszubi nie pojawili się znikąd, nie napłynęli z zachodu w późnym średniowieczu. Wschodniopomorscy Kaszubi od wczesnego średniowiecza zamieszkują tereny zamieszkane przez siebie i dziś, choć nie od początku zwali się tym mianem. Plemiona pomorskie, będące wspólnotą językową i kulturową, posługiwały się różnymi nazwami lokalnymi od Szczecina po Gdańsk, jak Wolinianie, Pyrzyczanie, Drawianie, jednak dwie nazwy wybiły się na nazwy ponadplemienne: Kaszubi i Pomorzanie. Sobiesławice, dynastia wschodniopomorska, która utworzyła niepodległe księstwo ze stolicą w Gdańsku i nadała mu prawa miejskie, była dynastią kaszubską. Dobitnie świadczą o tym imiona noszone przez tych władców: Suantopolc i Wartislaw, które wykazują wybitnie kaszubskie cechy językowe w postaci grup TolT i TarT. Te same cechy od wczesnego średniowiecza są powszechne w nazwach miejscowych na terenach obecnie zamieszkałych przez Kaszubów*. Pomorzanie z tych terenów nie byli tajemniczym ludem, który istniał, ale nie wiadomo, co się z nim stało i czy miał coś wspólnego z dzisiejszymi Kaszubami. Nosili imiona wykazujące wybitnie kaszubskie cechy językowe, a ich ziemię cechuje ciągłość osadnicza i etniczna. Nie odnotowano na tych terenach pustki osadniczej czy wielkich migracji ludności, które miałyby w jakikolwiek sposób podważyć to, co rysuje się jako oczywiste.

Wszelkie próby podważania praw Kaszubów do traktowania średniowiecznych Pomorzan za swoich protoplastów to ekwilibrystyka słowna i pojęciowa.

*oczywiście należy pamiętać, że księstwo wschodniopomorskie w niektórych okresach sięgało aż po Nakło nad Notecią, więc obejmowało na południu i wschodzie również ziemie, które nie były rdzennie kaszubskie, stąd ukuty przez Labudę termin państwa kaszubsko-kociewskiego; podobnie księstwa zachodniopomorskie od czasu podbicia połabskich Wieletów i Ranów na Pomorzu Przednim określa się jako kaszubsko-lucickie

Czas na Kaszubskie ugrupowanie progresywne?

Mit konserwatywnych Kaszubów rozbija się o praktykę. Kaszubi, jak każde społeczeństwo, reprezentują cały wachlarz postaw i poglądów. Żadna jednak duża organizacja kaszubska nie zadbała o progresywną część młodego pokolenia, która dorastała w otwartej Europie, zwiedziła świat, żyła lub dojeżdżała do Trójmiasta i zachowała świadomość kaszubskiej tożsamości. Odbiła się jednak od konserwatywnej, świetlicowo-tabacznej wizji kaszubskości, bo nie znalazła w niej miejsca dla siebie.

Jak duża to może być grupa i jak duży może być jej potencjał? Prawdopodobnie większy, niż się wydaje. Jedno jest pewne, jest to siła, na której zaprzepaszczenie nie możemy sobie pozwolić. Przy dzisiejszym bierno-asymilacyjnym kursie ruchu kaszubskiego przyszłe pokolenie, wykorzenione ze swojej kultury, nie znające jej już jako kultury żywej nawet w pokoleniu swoich dziadków, będzie w stanie wydać co najwyżej garstkę hobbystów i miłośników kaszubszczyzny, co de facto będzie się równało ze śmiercią języka i kultury Kaszubów.

Do obecnej kondycji Kaszubów i ruchu kaszubskiego przyczyniła się również polityka zewnętrzna, ale przede wszystkim niechęć do uprawiania jakiejkolwiek polityki wewnętrznej, która wydaje się charakteryzować społeczność kaszubsko-pomorską. Odejście od politycznych aspiracji Ceynowy, Zrzeszyńców czy Bądkowskiego, ostatecznie przyczyniły się do kompletnego marazmu na niwie sprawy kaszubskiej, a więc i do niemożności rzeczywistego wyemancypowania się, wykrystalizowania swojej tożsamości, nadania społeczeństwu określonego kierunku, postawienia sobie określonych celów wspólnotowych.

Odpowiedzią i szansą dla obecnych i przyszłych pokoleń tworzących pomorską wspólnotę jest kaszubsko-pomorski ruch progresywny. Właśnie taki ruch: obywatelsko zaangażowany, stawiający sobie jasno określone cele społeczno-polityczne, jest jedyną nadzieją na przezwyciężenie marazmu, pasywnych postaw i zniechęcenia.

Kaszuby mogą być progresywne – nowoczesne i postępowe. Kaszuby mogą być otwarte. Kaszuby mogą być solidarne, prośrodowiskowe, równościowe i dla wszystkich. I jednocześnie Kaszuby mogą zadbać o swoje korzenie, język i kulturę, i wznieść czarno-złotą flagę wyżej niż kiedykolwiek przedtem.

Smôłdzińskjé Perikòpë na II dzénj Jaster (Łk 24 /13-35/)

Prezeńtëjemë tú vëjimk z Smôłdzińskjich Perikòp z przełómjenjô 17. a 18. stalecô v dzisdnjovim przekładze Szëmóna Jancena. Perikòpë to jednë wod pjerszich krzescëjańskjich tekstóv tłomaczonëch dlô lëterskjich Kaszëbóv. Jich originalni jãzëk to bëła pòlszczëzna mòcno namjikłô zapòżëczenjami z kaszëbskjégò jãzëka tak, cobë jãzëk béł vjérnim zrozmjałi. V tle vëmalańc Jana Bùgenhagena (1485-1558), jednégò wod głóvnëch refòrmatoróv Pòmòrskjégò Ksãżtva.

Łúkôszova Evanjelëjô 24 /13 – 35/

13. Dvúch z njich szło tegò jistnégò dnja do jednégò mjasteczka, jakjé bëło jednôsce kilométróv wod Jerúzalemù, a zvało sã Emaus. 14. Wonji gôdalë mjidzë sobõ wo vszëtkjim, co sã zdarzëło. 15. Ë stało sã, kjéj gôdelë mjidzë sobõ ë zadôvalë pitanja, Jezës nalôz sã do njich krótkò ë szed razã z njima. 16. Ale jich woczë Gò nje pòznałë. 17. Rzek do njich: Wo czim va gôdôta mjidzë sobõ z takjim smùtkã? 18. Wodpòvjôdajõc jeden z njich, jakji mjôł na mjono Kléofas, rzek do njegò: Jeden të vestrzód pjelgrzimóv nje vjész, co na dnjach sã v Jerúzalemje stało? 19. Rzek do njich: Ceż? Wonji rzeklë do njegò: To wo Jezësú z Nazaretú, jakji bëł mòcnim Prorokã v wuczinkach ë mòvje przed Bògã ë vszëtkjima lëdzama, 20. Naji vësokji ksãdzovje a wódcovje mjelë gò vëdóné na pòtãpjenjé smjercë a wukrziżovelë. 21. Më mjelë nôdzejã, że won Jizrael vëbavji. Dzisô je jú trzeci dzénj, kjéj to sã stało. 22. Më dostelë strach, kjéj njastë, jakjé bëłë do grobù przëszłé, 23. nje nalazłë cała jegò ë przëszłë a rzekłë, że Janjoła vjidzałë, a won rzek jima, że Won żëje: 24. Ë drëdzë z nas szlë do grobù, bëło tak, jak gôdałë njastë, jegò cała nje nalezlë. 25. Won rzek do njich: Ó, va głúpi ë lëbavégò serca, va môta vjarã ve vszëtkò, co Prorocë gôdalë. 26. Nji mjôł Chrëstus cerpjec ë do chvałë svòji veńc? 27. A zaczõł wod Mòjżesza ë vszëtkjich Prorokóv, rzek wo vszëtkjich pjismjonach, v jakjich wo njim stojało. 28. Bëlë jú krótkò mjasteczka, do chtërnégò szlë, a won sã nje zatrzimôł jakbë dali chcôł jic. 29. Zatrzimalë gò ë rzeklë: Wostanji z nama, vjeczór je jú, a dzénj sã skùńczëł. A won z njima wostôł. 30. Ë stało sã, kjéj przë stole z njima sedzôł, dzãkòvôł za chléb, łómôł ë jima dôł. 31. Przezdrzelë na woczë ë gò pòznalë. A won zgjinõł. 32. Gôdale mjidzë sobõ: Nje płonãłë naje serca, kjéj z nama gôdôł ë pjismjona vëkłôdôl? 33. Kjéj reno wodecknãlë, szlë nazôd do Jerúzalem a nalezlë tëch jednôsce v karnje ë tëch, chtërni z njima bëlë, 34. Wonji rzeklë jima, że Pón prôvdzëvje zmartvëchvstôł ë Szëmónovi sã wukôzôł. 35. Rzeklë jima, że zetkalë gò na drodze ë jak gò pòznalë pò chleba łómanjim.

Ë Të móżesz pòmòc szpëtalóm na Kaszëbach!

Lazaretë, retovnjicë, dochtorzë, dozérnjice brëkùjõ Tvòjé pòmòce. Felëje takjich sprzãtóv jak respjiratorë, larvë, rãkavjice, ale téż chòcle jôdë a pjitné wodë v pòszëkú, co robòtnjicë słúżbë zdrovjô mòglë bë dbac wo nasze zdrovjé a żëcé v gódnëch ë bezpjecznëch varënkach – bezpjecznëch téż dlô njich samëch ë jejich blëzkjich.

Woddólno më móżemë pòmòc na vjele ôrtóv, slédné tidzenje pòkôzałë dokaze solidarnosce: restoracëje woferëjõ szpëtalóm darmôk môltëchë, ve Vejrovje czë Svôrzevje lëdze sami szëjõ fizelënové a bavôłnjané larvë dlô lazaretóv, a Dobrowólnô Wognjovô Straż v Mjerëszënje zbjérô vôrë dlô pùcckjégò szpëtala.

To je le pôrã przikładóv jiniciativ, co v të je vôrt sã zaangażovac. Móżemë téż pòdsztëcovac lazaretë ë retovnjikóv dëtkama ë mjec svój dzél v provadzonëch zdrzútkach:

VEJROVÒ: Strzódkji jindivjidualné wochronë dlô retovnjikóv z Vejrova (larvë, kómbjinezonë, dezinfekcijné mëtle)

KÒSCÉRZNA: Respjiratór dlô szpëtala v Kòscérznje

PÙCK: Strzódkji dlô szpëtala v Pùckú

PÙCK: Dlô retovnjikóv z Pùcka (zabezpjeczenjé przed kòrónavjirusã)