Archiwum kategorii: Nowinë

Puck: Wybór, nie zakaz!

Pùck, fot. Artúr Jablonskji

Szedłem na rynek w Pucku z duszą na ramieniu. Był 30 października 2020 r. Nie tylko blady księżyc oświetlał mi drogę. Wszystko bledło przy zimnych, ostromodrych kogutach policyjnych radiowozów, które ustawiły się chyba w każdej z ośmiu ulic prowadzących na centralny plac starego miasta. Do 19.00 pozostało jeszcze dwadzieścia minut. O tej godzinie, niemal w każdym z miast i w większych miejscowościach w Polsce, zbierali się ludzie niepogodzeni z decyzją Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że obowiązująca w prawie od lat 90. możliwość przerwania ciąży ze względu na “duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”, nie jest zgodna z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Skończył się obowiązujący 23 lat kompromis. – To piekło kobiet – zakrzyknęły aktywistki ruchów kobiecych. – To sadyzm – powiedziały panie i wyszły na ulice. Wieczorne spacery, na których kobiety i wspierający ich mężczyźni wyrażają swój protest wobec niszczenia państwa prawa odbywają się regularnie także w Kościerzynie, Tczewie, Wejherowie, Lęborku, czy Kartuzach.

Będąc już na puckim rynku, podążałem za coraz wyraźniejszymi dźwiękami muzy. “Moim krajem może rządzić byle miernota. W moim kraju ta oświata to jest ciemnota. Z jednej strony jarmark, a z drugiej Europa. Tańczę polskie tango. Nogi w błocie mam, bo Wisła to grząskie bagno. Narodowe barwy mamy jak Santa Claus i to ma sens, bo przestałem wierzyć w Polskę dawno”. Wychowany na Manamie i Republice, tę nutę słyszałem zaledwie kilka razy z dżejbiela mojego nastoletniego syna, oddalającego się w tempie roweru mknącego gdzieś tam, do ziomków. Po powrocie do domu sprawdziłem, że to Taco Hamingway.

Wyglądali na liderów protestu. Zgromadzili się w osiem osób przy ławce, na której stała szczekaczka i leżał ten przenośny głośnik. Dziewczyny, faceci i towarzyszące im psy z ras przewodników, ratowników i pasterzy. Usłyszałem, jak rozmawiają o Monice, która napisała na grupie na facebooku, że tego wieczoru jej nie będzie. – Kto poprowadzi ten protest bez Moniki? – pytali jeden drugiego. – Przecież to ona nadawała kierunek codziennych, odbywających się od tygodnia, spacerów kilkuset osobowej grupy protestujących młodych i bardzo młodych ludzi. Znam Monikę. Napisałem do niej na messengerze: – Brakuje cię! – Odpowiedziała od razu: – Wiedzą, co robić. Powinni się zaraz ogarnąć. Trzymam kciuki za ich ogarnięcie obywatelskie. Dzięki tym słowom i ja poczułem się odważniejszy.

Przypomniała mi się niedawna “odezwa do narodu” Jarosława Kaczyńskiego, że protestom przewodzą ludzie “szkoleni”. Roześmiałem się. Monika jest socjolożką, która ostatnio – w dobie covida-19 – prowadzi on-line treningi dla seniorów oraz uczestniczy w opracowywaniu powiatowego programu wsparcia dla osób starszych i wykluczonych. A ci, których wsparła w czasie protestów? Rozejrzałem się wokół. Na puckim rynku stały grupki licealistek, studentek, młodych pracownic miejscowych firm, kilka matek z dziećmi w wózkach w towarzystwie swoich partnerów, nieśmiali młodzieńcy z ledwo widocznym zarostem oraz kilkanaście dosłownie osób takich jak ja – 50+. Potem kilkanaścioro z nich odnalazłem w mediach społecznościowych, na grupie Pucki Strajk Kobiet. Ich kaszubskie nazwiska sprawiły, że jeszcze bardziej rósł mój szacunek do tych pań. – To sõ szatanovje, tamò na tëch sztrejkach! – słyszałem od starszych osób w mojej rodzinie. Pewnie też to usłyszały od swoich babć, może nawet od własnych matek. Mimo to znalazły w sobie odwagę wytyczania własnego horyzontu.

Literaturoznawczyni i badaczka pamięci Miłosława Borzyszkowska-Szewczyk skomentowała te zjawiska – zachodzącą w doświadczaniu i wyznaczaniu oczekiwań pokolenia, w kontekście kaszubskiej kultury, języka, tradycyjnych wartości, stereotypów i autostereotypów: “Można kaszubszczyznę widzieć jako część/element układanki świata. A można na niej poprzestać nawet w momencie, gdy ten większy od kaszubszczyzny świat (a wraz z nim i sama kaszubszczyzna, bo przecież to nie odizolowana wyspa) przechodzi kulturową zmianę”. Ta zmiana, od tamtego jesiennego wieczoru w Pucku, zawsze będzie miała dla mnie twarz dwóch młodych dziewczyn – nieważne czy były od Mużów, od Okrojów albo od Jaszków – które odważnie pozowały do robionego przeze mnie zdjęcia z banerem, na którym same wykonały hasło, z którym przyszły na protest: “Módlcie się, żeby nam się okresy nie zsynchronizowały”. I tej długowłosej nastolatki, która zapytana, czy mogę zrobić fotografię trzymanego przez nią hasła, uniosła w górę swój karton z napisem: “Ja już lepiej gotuję, niż wy rządzicie!”.

Przez megafon zapowiedziano, że do zebranych na puckim rynku przemówi matka trójki dzieci, która przeżyła koszmar, którego dotyczy ten i setki, a może tysiące innych odbywających się w Polsce protestów firmowanych przez Strajk Kobiet. Ludzie zbliżyli się do rozwiniętego w tej samej chwili baneru z hasłem “Wybór ↯ Nie zakaz”. Trzeba mieć odwagę i determinację, żeby przed zupełnie obcymi osobami opowiedzieć o swojej traumie związanej z ciążą, w której zdiagnozowano wady genetyczne płodu! Magda na taką odwagę się zdobyła. Nie mówiła długo, bo musiała tłumić emocje. Kończyła swoją opowieść głosem łamiącym się, ale nieustępliwym w kwestii prawa kobiet do ich własnego wyboru: “Wybór nie zakaz! O to trzeba walczyć! O WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, DEMOKRACJĘ! O to by kobieta, rodzina, mogli sami zdecydować, wybrać, nie cierpieć!” Zdecydowałem się rozwinąć czarno-złotą flagę, którą przyniosłem ze sobą.

Gdy ucichły oklaski po przemówieniu Magdy, żeński głos płynący z megafonu zaproponował, by ruszyć w kierunku szpitala powiatowego w Pucku i przechodząc obok, podziękować personelowi służby zdrowia za ich poświęcenie i pracę podczas pandemii. Czwórka z banerem ruszyła pierwsza. Za nią pozostali. Spontanicznie. Z hasłami wypisanymi na kartonach, płótnie lub po prostu na T-shirtach. Dopiero w uliczce wychodzącej z rynku można było się przekonać jak wielu jest tych protestujących. Około 500 osób skandowało hasło “Myślę, czuję, decyduję”! Pod szpitalem były oklaski, potem protestujący krzyczeli “Tak dla wyboru. Nie dla terroru” i szli dalej wieszcząc, iż “Rewolucja jest kobietą”.

Policja konwojowała pochód oznakowanym samochodem w profesjonalny i bezkonfliktowy sposób. Przed każdym kolejnym skrzyżowaniem pytali liderów marszu, którędy chcą iść i skręcali we wskazanym kierunku. Na jednym z rond doszło nagle do nieporozumienia, co trwało jednak krótką chwilę. Pochód odczekał, aż policyjny samochód ustawił się we właściwym kierunku i dopiero wtedy protestujący ruszyli dalej. Euforycznie wręcz przyjęto pozdrawiające protestujących sygnały dźwiękowe ze strażackiego wozu, który wracał do jednostki z jakiegoś służbowego wyjazdu. Puck spowity nocą rozbrzmiewał dziesiątkami, jeśli nie setkami klaksonów samochodowej kawalkady, która podążała za spacerującymi mieszkańcami miasta i okolicznych miejscowości powiatu puckiego.

Przez miasto, na hulajnogach, deskorolkach i rowerach, przemykały też grupy “młodszej młodzieży”, uczniów podstawówek, którzy pod wpływem ogólnej atmosfery głośno wyrażali swoje niepochlebne zdanie o rządzącej partii. Pomimo później pory – dochodziła dwudziesta – wiele osób mijających pochód, spieszyło na miejskie cmentarze, by zdążyć ustawić kwiaty i zapalić znicze na grobach swoich bliskich. Chcieli zdążyć przed zamknięciem cmentarzy ogłoszonym na konferencji prasowej premiera rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Gvôlt prava – to je Kaszëbóv sprava! #KarújtaSã

Pòlskjé slovò “wypierdalać” zajãno – v wokamërgnjenjim – pjerszi môl v codnjovim jãzëkù wobëvateli Pòlskjéwo Kraju. Njé vszëtcë jistno je majõ achtnjoné. Jednim je prosto sromòta gò wużëc, drëdzë pò nje rôd sigajõ, a jesz jini “nje chcõ, ale mùszõ”, cëtëjõcë klasika.

Czlovjek v strzédnëch latach, cerzplëvi wobëvatel, dozdrzelali pjisôrz ë szkólni – a jô pravje sã za takjéwo móm – nji mjôl bë glosno rikac vë vszëdnim rëmje negò “wypierdalać”. A jednak mje sã dalo przińc nó to slovò. Pòmëslil jô, że dosc môlczenjô… Dosc mëszlënjô… Dosc dôvanjéwo na wolã… Wypierdalać! Karújta sã! Rút! Siżnjami! Bjôjta lós!

Zó to mòje krzikanjé, to dalo vnet pò banji! Z facebooka vjele jô sã wo sobje vëdovjedzôl, na glovã mje jeden z drëgjim nasmrodzil, wod levakóv ë dzecnëch mòrdarzóv nazvôl. Jô tewo navetka nje merkôl, bò przez calé żëcé – jeżlë cos dlô jinëch robjisz – mùszisz bëc nôlożen takjéwo szkalovanjéwo ë téj-séj woszvanjenjéwo. Blós jedno mje do mëszlënjô dalo… Jak mje chtos spitôl: “Czewo të dzecë wuczisz?”…

Véjle, jô dzecë wuczã tewo, co jô bél nawuczoni. Wumjilovanjô frijnosce, wolnosce slova, wolnosce vëbjérë ë wodpòvjedzalnosce za slova a wuczinkji. Nota bene jô sã tewo nawuczil v echt katolëckjim dôdom, v kòscole parafjalnim ë v halb katolëckjich a halb PRL-ovskjich szkòlach. Zó tã mòjã deklaraciã jeden kòlega ze SKRË mje wobsmjôl. “Ach panje jo… co të z takjima zrobjisz” – jô so pòmëslil. Móżesz abò pôcórk zmòvjic za takjich, abò prosto riknõc “vëpjiżdżéjta”!

Pôcórkóv móm v żëcim jú dosc namóvjoné, téj tëma vszëtkjima, co gvôlcõ mòje prava ë smjejõ sã z mòjëch vórtnotóv, z mòjéwo vzéranjéwo na rzeczë kardinalné – v żëcim nôvażnjészé, jô bez żalë gôdajã: Rúten!

Hola! Levak z mje je takji, że zôkònnô sostra mòje mëszlënjé jinaczi… Margréta Chmjelevskô rzekla doch: “Nie dajcie się złu. Proszę, nie zadawajcie bólu, nawet jeśli czujecie się skrzywdzeni. Nie depczcie tego, co dla innych jest święte lub po prostu ważne. Nienawiść rodzi nienawiść, agresja rodzi agresję.” Svjãtô prôvda. Blós, że pravò je gvôlconé! Jô jem z tewo partë Europë, dze dura lex, sed lex! A v państvje prava za wuczinkji ë slova pònôszô sã wodpòvjedzalnosc!

Téj przestanjita gvôlcëc pravò, sõdë ë szarëch lëdzi, takjich jak jô! Mô bëc normalno, njech je “na pravje”. Nji ma prava, téj nji ma frijnosce. Je krzikanjé ë rikanjé. Je ôpen bjôtka z tëma, co z prava robjõ njiżvã, co medzëlëdzkjé relacëje każõ, co dekretama chcõ vladzã czënjic. Tédë nje dzëvújta sã, że lëdze sõ nervés. Pravò je do te, cobë nje bëlo lepszëch ë gòrszëch! Wono mùszi bëc pò stronje kòżdéwo jednéwo wobëvatela!

Wó to pravò Kaszëbji przed vszëtkjim mùszõ sã mjec. Wó to na szaséjach najich mjast sã bjic. Njé jeden procëm drëgjémù vëstãpòvac na rénkach abò facebookòvëch wallach, blós razã v wobronje prava stanõc. Razã wuprocëmnjic sã do kòżdéwo jednéwo, co pravò chce skazëc.

#Wypierdalać! #Karújta sã! #Siżnjami!

Do antilarwòwców ë covidosceptików

Jô ni móm chãcë Waju kritikòwac ë sztridowac sã ò ùczałé dokazë na jistnienié wirusa. Jô próbùjã Waju zrozmiec i niezanôléżno òd hejtu z òbùdwùch strón spòkójno pògadac. To mùszi bëc czãżczé biôtkòwac ò wòlnosc lëdzy, a równoczasno przez nëch lëdzy bëc nazywónym fòliarzã. Niewdzãcznosc zaprogramòwónëch przez propagańdã lëdzy mierzy.

Jô sã nie dzywiã temù, że wiele lëdzy nie wierzi ùczałim w kòrónawirusa, abò nie wierzi w jegò zabójczą mòc. Czemù nibë ti ùczałi mają bëc aùtorama dogmatów, w jaczé më bezkriticzno wierzimë? Nôùka nigdë nie je pòmilonô? Tedë jak wëklarowac to, że na zôczątkù XX stalata w USA béł wëkłôdóny “Sto proceńtowi amerikanizm”, a ùczałi na tim gónie dokazowelë, że czôrny nigdë nie mdze tak jinteligeńtny jak biôłi? To bëła nôùka. Jistno to ùczałi lëdze projechtowelë kòncentracyjné lagrë. To ùczałi lëdze gôdelë, że dzecë, co rozmieją lepi pò kaszëbskù jak pò pòlskù, nigdë nie mdą mądré. Ùczałi czilenôsce lat nazôd gôdelë, cobë margarinã jesc, a dzysô pòdczôrchiwają, że jak sëté, to leno zwierzãcé. Jô tedë rzekã wicy – wa môta nié prawò, ale òbrzészk bëc scepticzny! Kò jinaczi ti ùczałi mògą nama na zemi piekło zrobic.

Jô bë nie chcôł żëc w swiece, dze më dôwómë jaczémù karnu – ùczałëch, kapłanów, pòlitików, równo kòmù – absolutną władzã. Wszëtczim mùszimë na rãce zdrzec. I wiedno szëkac za prôwdą.

Wa nie bierzeta bezkriticzno tegò, co chtos w telewizji rzecze, czë w gazéce napisze. Z tegò wëchôdô mòje pëtanié. Jeżlë Wa nie wierzita ùczałim, bò ti mògą nie znac prôwdë, tej co Waju przekònywô we wpisu na Facebookù kògòs, kògò Wa nie znajeta? W czim je lepszô metodologiô aùtora mema ò piardach przechôdającëch przez bùksë, tak jak wirus przez larwã òd metodologie analizów ùczałëch? W jaczi spòsób Wa werifikùjeta kómpetencje aùtora wpisu na Facebookù, jeżlë òn je kòpiowóny przez wszëtczich bez pòdpisu? Kùli gòdzënów Wa spãdzelë przë pòznôwanim encyklopedicznëch znaczeniów terminów ùżëtëch w òbezdrzonym filmikù na Youtube? Czej w banie gôdôta z kòlegą, że wirusa ni ma, bò Wa nie znajeta chòrëch, tej wëcygôta kalkùlatór i rechùjeta prôwdopòdobiéństwò wëstąpieniô chòrëch we Wajim karnie drëchów? Robita Wa ankétë westrzód kamratów? A jak Wa ùczëjeta, że wicy lëdzy na gripã ùmiérô, tedë do kògò Wa sã zwrôcôta z prosbą ò meritoriczną kòméńterã? Môta Wa drëcha, co szesc lat sztudérowôł ten wąsczi òbjim wiédzë i to òn pòcwierdzywô te ùczëté w jaczims placu wiadła?

Jô sã pitóm, bò jô jem baro czekawi Waszégò pòdchôdaniô do pòznôwaniô prôwdë i chcã sã czegòs wôrtnégò òd Waju naùczëc. Kò zéwiszcze “Włącz mëszlenié” Waju do czegòs zòbòwiązywô.

Njenajadlosc pò lekturze “Cëskù” Stanjisłava Jankji 

Gùst Kaszëbòvskji… anjelskji Samuel Pepys? Pòlskji Mjikòlôj Dosvjôdczińskji? Wurodzoni v Wustarbòvje, vëchòvóni ë vëwuczoni v Mjesce/Vejrovje. Jednõ razõ jidze v svjat, cobë przecignõc na zúdã (tã kaszëbskõ), vest (kaszëbskji ë navetka francëskji, wo jakjim pòvjôdô jewo përznã starszi kùzénj), téj zôs dalek na óst (Kòlc na Siberëji), żebë vrócëc na nordã, do czësto jú jinéwò, chòc dërch ne saméwo Vejrova. Blós że nen Gùst sóm so tewo nje zrobjil. Na pińclatnô réza to nje bél jewo vëbjér, a to co won z nji przëvjóz, njijak do mjenjanjô svjata sã nje nadôvalo… 

Nej! Gùst nje szlachùje za żódnim z herojóv fjilozoficznëch pòvjôstkóv. Nje je won takjim, co bë svój vãder v jakjim dzénnjikù wopjisôl ë nafùlovóni svòjima mrzónkama mjôl bë tvòrzëc wutopjijni svjat szczestlëvëch lëdzi. “Cësk” Stanjisłava Jankji (pòl. Stanisław Janke), chtërnéwo herojõ pravje je Gùst Kaszëbòvskji, v calosci je pòvjescõ wo njeszczescim czlovjeka krõcõcéwo sã razã ze svjatã I pòlovë XX stalecô.

Nen czlovjek pòznôl tak vjele bjédë ë pònjevjérkji, tak vjele razi wocar sã wo smjerc, że v kùńcú v njim “jakbë cos wumjarło”. A mje sã zdôvô, że przez nen “cësk”, nen njewubëtk ë wurzas, jakjé tovarzëlë mù wob calé żëcé – wod dnja, kjéj gò czôrni pjes Aza wużar v kro ë nen szczirz  za stodolõ prosto wutlëkli zó to wostôl, przez nen dzénj, kjéj do njewo v Pjôsznjici  strzélalë Njemce ë won jak no szczërzëszcze cali v krëvji kraczil sã z rovù fùl trúpóv, jaż pò bòlestnõ stratã brzadë svòji mjilosce przëszléwo do wuszkòdë v krëvavi plëce. 

Nã svòjã wopòvjednjã Gùst Kaszëbòvskji przedstôvjô bez vjikszéwo vzbùrzenjéwo abò jakjéwos rozmjitczenjô. Kò móże czasã, dzes v tim, co przekazëje, zadërżi jakôs nóta gòrzë, strachù czë redosce, ale wona le ledvò zvãczi. Pòvjôdanjé Gùsta je skòncentrovóné na prostim “jô bél”, “jô zrobjil”, “mje vzãnë”, “mje rozkôzalë”, “do mje strzélalë”, “jô sã wuretôl”. Nji ma tam placë na wopjisënk nôtërë czë rozmiszlanjé nad jakjima dejama, wudbama, pòzdrzôtkama. Przez to svjat Gùsta je dosc prosti, chòc tak pòmachconi. Czëtajõcë “Cësk” më sã v kùńcú doznômë, czemù to tak je. Kò przëczënõ tewo dosc czôrno-bjôléwo vzéranjéwo na svjat sõ smùcënë. Chòrosc dopadô Gùsta kòl 40 rokù żëcéwo. A móże vjedno wona v njim bëla?  

Hewo, pravje przez në smùcënë heroje, v “Cëskù” czëtôrz nje naléze żódnëch tôklóv bënovëch Gùsta, nomen omen, Kaszëbòvskjéwo. Jak wo tlëkõ za kaszëbjiznã, to barżi gò bòli jak robji to pòlskji szkólni, njigle ten mjemjeckji. Won je Kaszëba ë Pòlôch. Won vjé, że “ni ma Kaszëb bez Polonii” ë że to sõ slova kaszëbskjéwo pòétë, co sã zvôl Derda. Won vjidzi vjelgji znaczënk zaslëbjenjéwo Pòlskji z mòrzã przez Jenrôlã Hallera ë woli damjic, kjéj żôlnérze cëzi armje robjõ krzivdã kaszëbskjim sõsadóm. Chòc ve vjele pòstacëjach wuzdrzimë calõ plejadã kaszëbskjich pjisarzi: v tim falú Aleksãdra Majkòvskjéwo, Jana Karnovskjéwo, ksãdza Frãca Grëczã ë drëgjich dzejarzi jak Wojcech Kjedrovskji ë Tédór Bòlduan, to Hieronjim Jarosz Derdovskji je v romanje Jankji tim, chtëren pòkazëje Kaszëbóm jich drogã.

Trochã szkòdã, że Stanisłôv Janka tak plaszczi svjat svòji pòvjescë, chtërna mjala doch dofùlovac, bënômji jô tak mëszlã, wopòvjednjã newo pjisarza wo XX stalecim. Ta pjerszô kaszëbskô (pò kaszëbskù napjisônô) pòvjesc Jankji to bëla “Łiskawica”, v jakji czëtôrz pòznôvô farvné, chòc cvjardé realia Kaszëbskji lat 50., 60. ë 70. zeszléwo vjekù. Pjiszõcë lata temù wo ti ksõżce v pjismjenjú Pomerania, mje sã dalo pòróvnac jã do znóni pòlskji pòvjescë “Konopielka” Edvarda Redlinskjéwo, abò do ksõżk Andrzeja Stasiuka, jakjima zaczëtëjõ sã dzisô njé le v Pòlsce. Dobri je téż “Żôłti kam”, tlomaczoni przez autora na kaszëbskji z pòlskjéwo jãzëka. V tim romanje njivõ wopòvjesce Stanjisłava Jankji sõ lata 70., 80. ë 90. XX vjekù na Kaszëbach. V wobùdvúch tëch ksõżkach vjele sã dzeje v glovach ë dëszach jich herojóv, chtërni nôleżõ do lëdzi szúkajõcëch gvôsnéwo placë ë svòjéwo môla v spòlú – gòdzõ sã z njõ abò jã wodrzúcajõ.

Jô żalëjã, że Stanjisłôv Janka nje wopjisëje róvnak téż v “Cëskù” kaszëbskjich tôklóv ze svòjõ tożsamòscõ, jakjé tak letkò bë bëlo pòkazac v lõczbje z Vejrovã, mjastã tak vôżnim v cali ksõżce. Jo, to je prôvda, że autór nadkjidnõn wo vjele rzeczach, chòcle wo pòwòjnovi Zrzeszë Kaszëbskji, wo I Kòngresú Kaszëbskjim. Ale zrobjil to jakbë blós z chrónjikarskjéwo mùszu. Jistno zresztõ je z drëgjima spravama, ledvò dotklima v jednim abò dvúch akapjitach. Pò przeczëtanjim ti nônovszi pòvjesce Stanjisłava Jankji wostôl v mje glód… njenajadlosc vseczëcóv.           

“Cësk”, autor: Stanisłôv Janka (Stanisław Janke), malënkji na wobklôdce ë bënë: Macéj Tamkùn, vëdalo: Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Gdúńsk 2020.  

Kaszubski syndrom umniejszania swojej historii

Kiedy mowa jest o księciu polskim Mieszku, Chrzcie Polski, Polsce wczesnopiastowskiej czy początkach polskiej państwowości, nikomu powieka nawet nie drgnie, choć wszystkie te pojęcia są, mówiąc eufemistycznie, wielkimi i nieco naciąganymi uproszczeniami.

Zacznij mówić jednak o książętach kaszubskich i państwowości pomorskiej (czy, jak określał prof. G. Labuda, kaszubsko-lucickiej i kaszubsko-kociewskiej), o! Co to to nie, nie wiadomo, nic nie wiadomo, a czy ówcześni Pomorzanie mieli coś wspólnego z dzisiejszymi Kaszubami? A może wcale nie?

Mieszko nie był księciem Polaków, lecz Polan, a Chrzest Polski był w rzeczywistości chrztem jego ówczesnej dziedziny, czyli Wielkopolski i ziemi lubuskiej, a właściwie był chrztem Gniezna, a jeszcze precyzyjniej samego władcy i części jego świty. A jednak używa się tu terminu Polska jako skrótu myślowego i uproszczenia nie tylko dla celów propagandowych, ale także ze względu na to, że te postaci i wydarzenia są uważane za historię dzisiejszych Polaków, za dzieje ich protoplastów.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wikimedia Commons

Nazwa Polak/Polacy weszła do obiegu dopiero w XV wieku, nie była używana przez żadne plemię polskie, a jednak nie mamy wątpliwości, że Wiślanie, Lędzianie czy Polanie byli przodkami Polaków i ich historia jest historią dzisiejszego narodu polskiego. Nikt nie toczy bojów o to, że skoro Mieszko nie nazywał się Polakiem, lecz Polaninem, to Polacy nie mają prawa go traktować jako część historii swojej wspólnoty.

Nazwa Kaszubi jest starsza. W 1238 r. książę zachodniopomorski Boguslav jest tytułowany dux Slauorum et Cassubie – książę Słowian i Kaszub, a żyjący w kolejnym stuleciu Barnim III był dux Cassuborum – księciem Kaszubów.

To prawda, że wschodniopomorscy Sobiesławice nie tytułowali się w ten sposób, zwali się książętami Pomorza. Nazwa Kaszubi jeszcze w XIII wieku dotyczyła głównie Pomorza Środkowego, w okolicach Kołobrzegu, Białogardu i Koszalina, choć widzimy, że już wtedy wybijała się na nazwę ponadplemienną i sukcesywnie rozprzestrzeniała na południe i wschód, tak że w XV wieku dotarła również na Pomorze Wschodnie.

Rozciągnięcie się nazwy jednego wpływowego plemienia na całą grupę to proces oczywiście doskonale znany, Anglia wzięła swą nazwę od plemienia Anglów, choć protoplastami Anglików byli również Jutowie oraz Sasi (stąd Wessex, Sussex itd.), co jednak nie przeszkadza do dzisiaj narodom celtyckim zwać Anglików Sasami właśnie (irl. Sasanaigh, szk. Sasanaich, wal. Saeson), tak jak Węgrzy do dziś Polaków zwą Lędzianami (Lengyelek).

Atlas dziejów Pomorza i jego mieszkańców – Kaszubów

Dzisiejsi Kaszubi nie pojawili się znikąd, nie napłynęli z zachodu w późnym średniowieczu. Wschodniopomorscy Kaszubi od wczesnego średniowiecza zamieszkują tereny zamieszkane przez siebie i dziś, choć nie od początku zwali się tym mianem. Plemiona pomorskie, będące wspólnotą językową i kulturową, posługiwały się różnymi nazwami lokalnymi od Szczecina po Gdańsk, jak Wolinianie, Pyrzyczanie, Drawianie, jednak dwie nazwy wybiły się na nazwy ponadplemienne: Kaszubi i Pomorzanie. Sobiesławice, dynastia wschodniopomorska, która utworzyła niepodległe księstwo ze stolicą w Gdańsku i nadała mu prawa miejskie, była dynastią kaszubską. Dobitnie świadczą o tym imiona noszone przez tych władców: Suantopolc i Wartislaw, które wykazują wybitnie kaszubskie cechy językowe w postaci grup TolT i TarT. Te same cechy od wczesnego średniowiecza są powszechne w nazwach miejscowych na terenach obecnie zamieszkałych przez Kaszubów*. Pomorzanie z tych terenów nie byli tajemniczym ludem, który istniał, ale nie wiadomo, co się z nim stało i czy miał coś wspólnego z dzisiejszymi Kaszubami. Nosili imiona wykazujące wybitnie kaszubskie cechy językowe, a ich ziemię cechuje ciągłość osadnicza i etniczna. Nie odnotowano na tych terenach pustki osadniczej czy wielkich migracji ludności, które miałyby w jakikolwiek sposób podważyć to, co rysuje się jako oczywiste.

Wszelkie próby podważania praw Kaszubów do traktowania średniowiecznych Pomorzan za swoich protoplastów to ekwilibrystyka słowna i pojęciowa.

*oczywiście należy pamiętać, że księstwo wschodniopomorskie w niektórych okresach sięgało aż po Nakło nad Notecią, więc obejmowało na południu i wschodzie również ziemie, które nie były rdzennie kaszubskie, stąd ukuty przez Labudę termin państwa kaszubsko-kociewskiego; podobnie księstwa zachodniopomorskie od czasu podbicia połabskich Wieletów i Ranów na Pomorzu Przednim określa się jako kaszubsko-lucickie

Czas na Kaszubskie ugrupowanie progresywne?

Mit konserwatywnych Kaszubów rozbija się o praktykę. Kaszubi, jak każde społeczeństwo, reprezentują cały wachlarz postaw i poglądów. Żadna jednak duża organizacja kaszubska nie zadbała o progresywną część młodego pokolenia, która dorastała w otwartej Europie, zwiedziła świat, żyła lub dojeżdżała do Trójmiasta i zachowała świadomość kaszubskiej tożsamości. Odbiła się jednak od konserwatywnej, świetlicowo-tabacznej wizji kaszubskości, bo nie znalazła w niej miejsca dla siebie.

Jak duża to może być grupa i jak duży może być jej potencjał? Prawdopodobnie większy, niż się wydaje. Jedno jest pewne, jest to siła, na której zaprzepaszczenie nie możemy sobie pozwolić. Przy dzisiejszym bierno-asymilacyjnym kursie ruchu kaszubskiego przyszłe pokolenie, wykorzenione ze swojej kultury, nie znające jej już jako kultury żywej nawet w pokoleniu swoich dziadków, będzie w stanie wydać co najwyżej garstkę hobbystów i miłośników kaszubszczyzny, co de facto będzie się równało ze śmiercią języka i kultury Kaszubów.

Do obecnej kondycji Kaszubów i ruchu kaszubskiego przyczyniła się również polityka zewnętrzna, ale przede wszystkim niechęć do uprawiania jakiejkolwiek polityki wewnętrznej, która wydaje się charakteryzować społeczność kaszubsko-pomorską. Odejście od politycznych aspiracji Ceynowy, Zrzeszyńców czy Bądkowskiego, ostatecznie przyczyniły się do kompletnego marazmu na niwie sprawy kaszubskiej, a więc i do niemożności rzeczywistego wyemancypowania się, wykrystalizowania swojej tożsamości, nadania społeczeństwu określonego kierunku, postawienia sobie określonych celów wspólnotowych.

Odpowiedzią i szansą dla obecnych i przyszłych pokoleń tworzących pomorską wspólnotę jest kaszubsko-pomorski ruch progresywny. Właśnie taki ruch: obywatelsko zaangażowany, stawiający sobie jasno określone cele społeczno-polityczne, jest jedyną nadzieją na przezwyciężenie marazmu, pasywnych postaw i zniechęcenia.

Kaszuby mogą być progresywne – nowoczesne i postępowe. Kaszuby mogą być otwarte. Kaszuby mogą być solidarne, prośrodowiskowe, równościowe i dla wszystkich. I jednocześnie Kaszuby mogą zadbać o swoje korzenie, język i kulturę, i wznieść czarno-złotą flagę wyżej niż kiedykolwiek przedtem.

Smôłdzińskjé Perikòpë na II dzénj Jaster (Łk 24 /13-35/)

Prezeńtëjemë tú vëjimk z Smôłdzińskjich Perikòp z przełómjenjô 17. a 18. stalecô v dzisdnjovim przekładze Szëmóna Jancena. Perikòpë to jednë wod pjerszich krzescëjańskjich tekstóv tłomaczonëch dlô lëterskjich Kaszëbóv. Jich originalni jãzëk to bëła pòlszczëzna mòcno namjikłô zapòżëczenjami z kaszëbskjégò jãzëka tak, cobë jãzëk béł vjérnim zrozmjałi. V tle vëmalańc Jana Bùgenhagena (1485-1558), jednégò wod głóvnëch refòrmatoróv Pòmòrskjégò Ksãżtva.

Łúkôszova Evanjelëjô 24 /13 – 35/

13. Dvúch z njich szło tegò jistnégò dnja do jednégò mjasteczka, jakjé bëło jednôsce kilométróv wod Jerúzalemù, a zvało sã Emaus. 14. Wonji gôdalë mjidzë sobõ wo vszëtkjim, co sã zdarzëło. 15. Ë stało sã, kjéj gôdelë mjidzë sobõ ë zadôvalë pitanja, Jezës nalôz sã do njich krótkò ë szed razã z njima. 16. Ale jich woczë Gò nje pòznałë. 17. Rzek do njich: Wo czim va gôdôta mjidzë sobõ z takjim smùtkã? 18. Wodpòvjôdajõc jeden z njich, jakji mjôł na mjono Kléofas, rzek do njegò: Jeden të vestrzód pjelgrzimóv nje vjész, co na dnjach sã v Jerúzalemje stało? 19. Rzek do njich: Ceż? Wonji rzeklë do njegò: To wo Jezësú z Nazaretú, jakji bëł mòcnim Prorokã v wuczinkach ë mòvje przed Bògã ë vszëtkjima lëdzama, 20. Naji vësokji ksãdzovje a wódcovje mjelë gò vëdóné na pòtãpjenjé smjercë a wukrziżovelë. 21. Më mjelë nôdzejã, że won Jizrael vëbavji. Dzisô je jú trzeci dzénj, kjéj to sã stało. 22. Më dostelë strach, kjéj njastë, jakjé bëłë do grobù przëszłé, 23. nje nalazłë cała jegò ë przëszłë a rzekłë, że Janjoła vjidzałë, a won rzek jima, że Won żëje: 24. Ë drëdzë z nas szlë do grobù, bëło tak, jak gôdałë njastë, jegò cała nje nalezlë. 25. Won rzek do njich: Ó, va głúpi ë lëbavégò serca, va môta vjarã ve vszëtkò, co Prorocë gôdalë. 26. Nji mjôł Chrëstus cerpjec ë do chvałë svòji veńc? 27. A zaczõł wod Mòjżesza ë vszëtkjich Prorokóv, rzek wo vszëtkjich pjismjonach, v jakjich wo njim stojało. 28. Bëlë jú krótkò mjasteczka, do chtërnégò szlë, a won sã nje zatrzimôł jakbë dali chcôł jic. 29. Zatrzimalë gò ë rzeklë: Wostanji z nama, vjeczór je jú, a dzénj sã skùńczëł. A won z njima wostôł. 30. Ë stało sã, kjéj przë stole z njima sedzôł, dzãkòvôł za chléb, łómôł ë jima dôł. 31. Przezdrzelë na woczë ë gò pòznalë. A won zgjinõł. 32. Gôdale mjidzë sobõ: Nje płonãłë naje serca, kjéj z nama gôdôł ë pjismjona vëkłôdôl? 33. Kjéj reno wodecknãlë, szlë nazôd do Jerúzalem a nalezlë tëch jednôsce v karnje ë tëch, chtërni z njima bëlë, 34. Wonji rzeklë jima, że Pón prôvdzëvje zmartvëchvstôł ë Szëmónovi sã wukôzôł. 35. Rzeklë jima, że zetkalë gò na drodze ë jak gò pòznalë pò chleba łómanjim.

Ë Të móżesz pòmòc szpëtalóm na Kaszëbach!

Lazaretë, retovnjicë, dochtorzë, dozérnjice brëkùjõ Tvòjé pòmòce. Felëje takjich sprzãtóv jak respjiratorë, larvë, rãkavjice, ale téż chòcle jôdë a pjitné wodë v pòszëkú, co robòtnjicë słúżbë zdrovjô mòglë bë dbac wo nasze zdrovjé a żëcé v gódnëch ë bezpjecznëch varënkach – bezpjecznëch téż dlô njich samëch ë jejich blëzkjich.

Woddólno më móżemë pòmòc na vjele ôrtóv, slédné tidzenje pòkôzałë dokaze solidarnosce: restoracëje woferëjõ szpëtalóm darmôk môltëchë, ve Vejrovje czë Svôrzevje lëdze sami szëjõ fizelënové a bavôłnjané larvë dlô lazaretóv, a Dobrowólnô Wognjovô Straż v Mjerëszënje zbjérô vôrë dlô pùcckjégò szpëtala.

To je le pôrã przikładóv jiniciativ, co v të je vôrt sã zaangażovac. Móżemë téż pòdsztëcovac lazaretë ë retovnjikóv dëtkama ë mjec svój dzél v provadzonëch zdrzútkach:

VEJROVÒ: Strzódkji jindivjidualné wochronë dlô retovnjikóv z Vejrova (larvë, kómbjinezonë, dezinfekcijné mëtle)

KÒSCÉRZNA: Respjiratór dlô szpëtala v Kòscérznje

PÙCK: Strzódkji dlô szpëtala v Pùckú

PÙCK: Dlô retovnjikóv z Pùcka (zabezpjeczenjé przed kòrónavjirusã)

н’лем folk: vrocłavskji Lemkòvje przék wunifjikacëji (rozmòva)

Żëjõ v diaspòrze jú vjicé jak 70 lat. Mjimò przëmùszovëch vësedlenjóv v rozmajité partë novòdostónëch zém PRL, v tim do Pòmòrskjé, lemkòvskô kùltura ë jãzëk sã rozvjijajõ ë wodnalôżajõ svój môl v dzisdnjovim, njeletkjim dlô mjészëznóv, svjece. Mòcné lemkòvskjé spòle żëje dzisôdnja ve Vrocłavjú ë Njiżnim Szlõskú. Tamstõd sztamùje karno н’лем folk (n’lem folk, dosłovno: njé le folk), jakjé parłãczi jinspjiracëje tradicijnõ karpatorúsińskõ mùzikõ, zvãkji skrzëpjic a saksofònú z rockòvim brzëmjenjim elektriczné a basové gitarë ë svòjimi, autorskjimi tekstami. – Jidze wo to, cobë më sã rozvjijalë: jakò mjészëzna, jakò lëdze ë jakò artiscë. Cobë më czëlë, że to, co më robjimë, vnôszô cos do kùlturë – rzecze Дария Кузяк (Daria Kùzôk). – V czasach globalizacëjé kùlturë próbùjemë jic przék nji przez pòkôzovanjé svòjegò – dopòvjôdô Ольга Стариньска (Olga Starzińskô). Nódto н’лем folk tvòrzõ: Йоанна Пеляк (Joana Pelak), Матфій Стафіняк (Mateusz Stafjinjôk), Еляш Олесьнєвіч (Eliasz Wolesnjevjic) ë Марцін Войцєховскій (Môrcën Wojcechòvskji).


н’лем folk, Olga Starzińskô (basovô gitara) pjerszô wod levé, Daria Kùzôk (skrzëpjice, saksofón, spjév) drëgô wod pravé, fot. facebook.com/nlemfolk

Macéj Bańdur: Przëbaczëta, skõdkaż tak v calosci Lemkòvje sã vzãnë ve Vrocłavjú.

Дария Кузяк (Daria Kùzôk): Lemkòvje przëbëlë na Woddostóné Zemje pò Akcëji „Wisła” v 1947 rokú ë tak richtich jú jesmë na terenach Dólnégò Szlõska przez 70 lat, téj je to nasze drëgjé dodóm, a móże dlô njejednëch navetka pjerszé, bò to je môl, gdze më sã wurodzëlë ë gdze më żëjemë.

Ольга Стариньска (Olga Starzińskô): Më jesmë ta trzecô generacëjô pò przesedlenjim, téj nasza łõczba z górami sã wograńczô do seńtimantalnëch rézóv abò vëjazdóv na Lemkòvskjé Vatrë (Лемківска Ватра) abò jinszé rozegracëje, jakjé tamò sã wodbivajõ, ale mëszlã vjele nas mô dërch starëszkóv, jakji pamjãtajõ przesedlenjé, Akcëjõ „Wisła”, żëcé v górach, II svjatovõ wojnã ë czase przed – ë tam je nasza prôvdzëvô Wotczëzna. Chòcô më sã wurodzëlë jú na zôpadze, to sercã më dërch jesmë jesz v górach.

M. B.: Vëbaczëta kaléczenjé jãzëka: v jednim svòjim sztëczkú va spjévôta wó tim: Лемковину лем з фейсбука знаме – Lemkòvjinã më le z Facebooka znajemë…

D. K.: To je përznã humòristnô lëfórka, jakô na përznã rozdmùchóni ôrt gôdô wó tim, że młodô generacëjô Lemkóv nje chce sã bavjic, le mjilé przebivô v tim pòspjechú dzisdnjovégò svjata ë sedzi na spòlevëch médiach, ale to më spjévómë le pół-serio.

M. B.: Va jesta jú dzesõtkji lat na Njiżnim Szlõskú. Jakùż vama sã wudôvô wuchòvac vajã kùlturã, vaji jãzëk? Ceż vajú tak richtich trzimô pòspòle ë parlãczi?

D. K.: Mómë przikłôd v pòstacëji naszich przódkóv ë starëszkóv, jakji nóm barzo vjele pòvjôdajõ. To dô téż vjele lemkòvskjich organizacij, chtërnë pòmôgajõ v tim, cobë wuchòvac nã kùlturã. Jedna wod takjich to je Lemkòvskjé Karno Pjesnje a Túńca „Kyczera” (Лемківскій Ансамбль Пісні і Танця “Кычера”), chtërnegò ma wobje dvje z Olgõ jesma nôleżnjiczkama. To nje je blós karno, to je vjelgji ferejn, jakji sã zajimô téż wuchòvanjim historëjé, archivjizacëjõ. Më mómë tã nôvjikszõ biblotékã v Europje, a navetka na svjece…

O. S.: … jakô pòsôdô archiv a volumjinë na témã szërok rozmjónégò lemkòvstva. Më, jakò ferejn, provadzimë téż artisticznõ aktivnosc, mjedzë jinëmi przez organizacëjõ mjedzënôrodnégò folkloristnégò festivalú, na jakji czãsto rôczimë drëgjé nôrodné mjészëznë. Rôczimë karna z całégò svjata ë ze vszëtkjich krajóv, ale wosoblëvje pragnjemë gòscëc takjé, jakjé reprezeńtëjõ folklór mjészëznë. Temù pravje, że samë jesmë takõ mjészëznõ.

M. B.: Z binë va rzekla, że to je vôżné, cobë jãzëk a kùlturã pjastovac a wuchòvac, ale tak richtich chtos bë móg spëtac: dlôcz to je vôżné v dzisdnjovim svjece? Dlôcz to je vôżné dlô Vajú?

D. K.: Je to cos, co najú wodróżnjô wod drëgjich nôrodnosci.

O. S.: Cos, co najú v całosci jidentifjikùje. Mëszlã, że pòczëcé nôleżenjô kònkretni nôrodnosci abò nôrodni mjészëznje to je jedna wod tëch vażnjészich vôrtnosci v żëcim człovjeka. Przënômjé dlô najú, ma to tak czëjema. Kjéjbë ta vôrtnosc nje zajima tak vësokjégò môla v naji hierarchiji, téjbë ma te vszëtkjégò nje robjiła. Ale że to je dlô najú vôżné, ë to, mje sã zdaje, je defjinicëjô patrijotismù, temù robjimë vszëtkò, cobë wuchòvac nasze nôrodné pòczëcé. Tim barżé, że më jesmë v krajú mjészëznõ ë czim cãżé je wostac sobõ, tim vjicé dzejanjóv më mùszimë na to skjerovac. Wosoblëvje v tëch czasach zarô pò vësedlenjim, v czasach kòmùnismù, mëszlã, że nôcãżé bëło gadac wó tim, że chtos je Lemkã abò nôleżnjikã jakjékòlvjek jiné mjészëznë ë vnenczas pravje nôvjicé sã robjiło, cobë przék temù jednak to pòkazovac. Terôzkji czim lepszé mómë czase ë vjicé mòżnosci, tim barżé tendencëjô je takô, że cignjemë do wunifjikacëjé. To je takô tendencëjô, jakô je do vjidzenjô na całim svjece, efekt globalizacëjé. A më próbùjemë jic przék wunifjikacëjé przez pòkôzovanjé svòjegò.

M. B.: Téj lemkòvskô kùltura ë jãzëk to nje je blós Vaja pasëjô, to je cos vjicé.

D. K.: To jesmë më, tak richtich. To je cos, czegù ma bë nje rozmja wod se woddzelëc. To je dzél najú tak vjelgji ë tak vôżni, że ma bë mést nje rozmja żëc jinaczé, bez tegù. Je cãżkò to navetka nazvac.

M.B.: Ve vaji mùzice va parlãczita tradicijnõ lemkòvskõ mùzikã z novëmi kjerënkami, je v tim vjele rocka na prziklôd. Woddôvô to téż vaje zdrzenjé na kùlturã?

D.K.: Jo ë njé. Pò jednemù më bë chcelë jak nôvjérnjé wuchòvac nasz folklór, ale sõ wod te jinstitucëje jak na przikłôd pravje „Kyczera” ë tam më pòkazëjemë ten folklór ë baro to kòchómë, ale v naszim karnje më pòmëslëlë, że bë bëło vôrt jic krok v przódk. Czase sã mjenjajõ, svjat jidze v przódk ë je trzeba pamjãtac wo folklorze ë sã njim jinspjirovac, ale je vôrt tvòrzëc nové rzeczë, cobë më nje stojelë v placú. Jidze wo to, cobë më sã rozvjijalë: jakò mjészëzna, jakò lëdze ë jakò artiscë. Cobë më czëlë, że to, co më robjimë, vnôszô cos do kùlturë. Nje wopjérómë sã blós na tim, co vnjosłë do kùlturë na przikłôd nasze ómë.

O. S.: Ta nasza rozmajitosc sztilóv vëchôdô téż z te, że je nas v karnje kjile sztëk ë kòżdé mô svòjã vizëjõ ë svój gùst. Czasã sã sztridëjemë, v jakjim charakterze majõ bëc gróné ë spjévóné nasze sztëczkji. Dzél nas, v tim jô, je za mòcnjészim brzëmjenjim ë rockòvõ aranżacëjõ, a dzél bë mjilé grôł vjicé na folkòvò ë do zabavë.

M. B.: Va nadkjidnãla wo patrijotismje. Téj je mòżno parlãczëc bëcé pòlskjim wobëvatelã czë pòlskõ wobëvatelkõ z lemkòvskjim patrijotismã? Jô pitajã wó to téż v kònteksce kaszëbskjim, bò to dô vjele Kaszëbóv, chtërnim to sã zdaje problematiczné przëznac sã do kaszëbskjé nôrodnosce przez strach, że chtos jich veznje za separatistóv abò tak co.

O. S.: Jô jem dbë, że njima njiżódné przeszkòdë, cobë gadac wo se jakò wo wobëvatelú Pòlskji ë przedstôvce lemkòvskjé, kaszëbskjé abò jiné mjészëznë. Żëjemë v tim krajú ë z wurzãdú më jesmë wobëvatelami te państva, ale nódto më mómë svòjã vłôsnõ kùlturã, jakô je jinszô, nji móżemë te wukrëvac. Më sã różnjimë wod Pòlôchóv. Ale doch nje vepjérómë sã, że jesmë Pòlôchami, żëjemë v tim krajú. Jô mëszlã, że to je vszëtkò do pògòdzenjô.


н’лем folk – LemOnline

Majõ Kaszëbji glos? – Velacëjô 2019

V nece, przed velacëjõ do pòlskjéwo parlamentë, vëznaczonõ na 13. pajicznjika 2019 r., rozmajité jidze wuzdrzëc parole, co majõ wobëvatela do velovanjéwo zachãcëc. Njechtërni kandidacë navetka pò-kaszëbskù do nas ze svòjich banéróv ë lecónkóv wolajõ, blós z vjiksza na konkretné pitanja wodpòvjadac nje chcõ. Rzeczëma so, co ta latosô kampanjijô je woglovò tak zmùdnô jak nen jesénni deszcz za woknã.

Rzõdzõcô parteja rozdôvô ë przëwobjecëje vszëstkò ë vszëstkjim, a przez to ve vszëternôstkjich rãkingach „vëmjôtô”, zôs procëmnjicë prosto chãce bjôtkòvanjô sã z tak mòcnim kònjã nji majõ, në téj blós straszõ, że chto glosë nje woddô (na njich), ten wo straci. Tedë jô sã pitajã: majõ Kaszëbji glos v tëch velacëjach? To znaczi – mómë më za kòwum velovac ë za czim velovac?

Kòżdi sóm nó të pitanja so wodpòvjé ë kòl wurnë zrobji, co mdze chcôl. Vedle mje vjikszosc Kaszëbóv púdze „za vjarõ”, „za prôvdzëvõ Pòlskõ” ë „za chlebã” velovac. Mògã sã wó to z kòżdim ë wo vszëstkò vjatovac. Blós dzél – nôvjici z tëch mjastovëch Kaszëbóv – zrobji co jinéwo ë „za wolnoscõ”, ”za rozmajitoscõ” ë „za Pòlskõ wobëvatelskõ” mùrã stanje. Dze mdõ ti, co „za bëlnõ Kaszëbskõ”, „za rejonóv samòrzõdzenjé” ë „za wostavjenjim v Kaszëbsce vjikszéwo partë z naszëch pòdôtkóv” glos woddadzõ? Ti v szúnungú wostónõ. Dlô njich prosto vibjorë nji ma.

Kaszëbji nje mdõ mjelë glosú njigdë, pòkji svòji pòlitikji nje bõdõ mjelë. Prziklôd Rësznotë Autonomje Szlõska ë rozmajitëch ji mùtacij (v tim falú: Szlõskô Rejonalnô Parteja) to nôlepji pòkôzëje. Chòc jima rôz lepji a rôz gòrzi jidze, nji móże rzec, co vjizie svòji tatczëznë nji majõ ë wó co sã bjôdkùjõ dobrze vjedzõ. A Kaszëbji? Kaszëbji – wodkõdka le nen nôród v mòdernëch czasach XIX stalecô sztôltovac sã zaczõn – sõ na pòstrónkù provadzoni. Pòlskji ksãżô katolëckji ë pòlskji nôrodnjicë za dlúgjéwo newo pòstrónka nje pòpùszczõ. Rejonalni jãzëk nama dalë, diktando pjisac, spjevac, túńcovac ë vëszëvac më móżemë. Za svòjõ kaszëbskõ pòlitikã sã brac? Anji navet!

To tak nje je le dzisô. Chcemë sã blós Jaroszovi Derdovskjémù przëzdrzec, chto mjôl na njewo cësk ë skõdka sã ta jewo parola vzãna, że „nji ma Kaszub bez Pòlonji…” co jã dzisô tak rôd v Kaszëbskò-Pòmòrskjim Zrzeszenjim ë Kaszëbskjim Jinstitúce pòvtôrzajõ. Ale navetka Zrzeszińcë doch bëlë v dzélú namerkôni pòlskò-nôrodnõ dejõ, bò wod Vjôlgji Pòlskji do Vjôlgji Pòmòrskji nje je dalek, a Aleksãder Labùda ë Jignac Szútenberg na pòczõtkú lat 30. XX stalecô v parteji, co sã zvala Stronnictwo Narodowe, bëlë ë na terenje Gdinje antiżëdovskjé ë antimjészëznové gazétë kòlpòrtovalë.

Dzisôdnja Prawo i Sprawiedliwość v svòjim programje vjici Kaszëbóm nje daje, jak le pravò do tewo, co më jú mómë ë cvjardé stanovjiszcze, że jú njic sã nama nje nôleżi ë kòżdô glova vëżi pòdnjoslô mdze wukjidlô. Platforma Obywatelska (Koalicja Obywatelska) chce vszëstkjim davac pò róvno, a to mje vëzdrzi za jinõ fòrmõ kùlturovi asimilacie, do jakji doch kòżdé państvò dõżi. Czemù téj tak vjele dzejarzóv kaszëbskjich parlãczi sã z tima karnama ë na jich lëstach do parlameńtë sztartëje?

To je dosc prosto vëtlomaczëc. Kò doch kòrzenje ti lëdze majõ jistné. Jô sóm pamjãtajã sebje, kjéj jô v kòscele v 80. latach wuszléwo stalecô spjévôl: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Abò: „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana! Jakże wielka dziś twoja rana? Jakże długo cierpienie twe trwa”. Abò: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!”.

Z vjiksza Kaszëbji cignõ dzis do tëch, co jidentifikùjõ sã jak wonji sami. Różnjice nje sõ vjôlgjé. Za PiSã velëje katolëk-Pòlôch-Kaszëba, a za KO velëje Pòlôch-katolëk-Kaszëba. Vëzdrzi nó to, co Kaszëbji-Kaszëbji-katolëcë/evanjelëcë/bezvjarni nji majõ za kjim velovac. Tak mdze, pòkji nje stvòrzi sã naja parteja. Do tewo czasë mdzemë vjedno vëbjérelë mjészé zlo.