Archiwum kategorii: Nowinë

Nie bójmy się być Kaszubą, Serbem Łużyckim czy góralem, gdziekolwiek jesteśmy

Kilka lat temu na międzynarodowej konferencji naukowej poświęconej tematyce Europy Środkowo-Wschodniej, poruszyłam temat Łużyc, zadając zgromadzonym retoryczne pytanie, stanowiące jednocześnie tytuł mojego referatu*. Czy Łużyce to skansen, czyli przestrzeń muzealna, gdzie pokazuje się jakiś egzotyczny lud o interesujących obrzędach, czy może region, gdzie stare tradycje wciąż są żywe? Podróżując od ponad dziesięciu lat na Łużyce Górne i Dolne, zdążyłam poznać nie tylko ich dzieje z perspektywy historycznej, lecz przede wszystkim z punktu widzenia zwykłego człowieka. To spojrzenie oddolne i prywatny kontakt z Serbami Łużyckimi nauczyły mnie więcej niż godziny spędzone w czytelni biblioteki uniwersyteckiej na badaniach źródeł wtórych.

„Przyszłość potrzebuje korzeni”, Budyšin, 2014, fot. Macéj Bańdur

Podobne pytanie można by było sformułować, odnosząc się do Kaszub, które jako region poznałam podczas studiów na UMK w Toruniu. W moim roczniku było dużo osób, które pochodziły z Brus i zdawały maturę w Kaszubskim LO. W rozmowach z tymi ludźmi miałam dziwne wrażenie, że nie chcą bądź nie potrafią manifestować swojej kaszubskości na zewnątrz. Wiem, że we własnym, zamkniętym środowisku rozmawiali po kaszubsku i czuli się swobodnie, przy nas jednak posługiwali się jedynie językiem polskim. Pochodzę z Beskidu Żywieckiego, miejsca gdzie również kultywujemy własne, stare zwyczaje i mówimy gwarą górali żywieckich, różniącą się od wsi do wsi wymową i słownictwem. Gwary używałam jednak od zawsze jedynie w domu rodzinnym, ewentualnie do rozmów z sąsiadami. Z moimi rówieśnikami zawsze wybierałam polski język potoczny, bez śladu naszych, góralskich, naleciałości. Dlatego wtedy wydawało mi się, że doskonale rozumiem, dlaczego znajomi Kaszubi chcą pozostać w ukryciu i nie afiszują się ze swoją, odrębną przecież, kulturą i językiem. Dzisiaj wiem, że taki czarno-biały obraz świata wynieśliśmy ze szkoły, gdzie uczono nas mówić piękną polszczyzną, a gwary, dialekty czy też języki inne niż „ojczyzna-polszczyzna” spychane były na drugi plan. W życiu publicznym używało się ich jedynie w określonych kontekstach, np. w Żywcu podczas jakiegoś wydarzenia kulturalnego, kiedy nierzadko ludzie nieznający gwary z domu próbowali się nią posługiwać na scenie, z bardzo komicznym zresztą efektem. Poza tym w oficjalnej komunikacji królował słownikowy j. polski. Gwara była również postrzegana jako coś gorszego, kojarzącego się głównie z wsią, kapliczką Chrystusa Frasobliwego na rozstaju dróg, jakimiś wycinankami, kolorowymi strojami i kobietami w chustkach na głowach.

Podobną postawę przybierali Serbowie Łużyccy, którym przez wieki łatwiej było osiągnąć awans społeczny, mówiąc po niemiecku, niż w swoim słowiańskim języku. Wielu Serbów Łużyckich wyparło się swojej tożsamości na zewnątrz, zamykając ją w wąskim kręgu rodzinnym lub całkowicie ją porzucając. Doprowadziło to z czasem do postępującej germanizacji oraz zaniku języków łużyckich w codziennych rozmowach; w szkole, w pracy czy w urzędzie. Doskonale pamiętam słowa znajomego, ojca dwójki nastolatków, który podsłuchiwał rozmowy swoich pociech i z przerażeniem odkrył, że gdy tylko zostają sami, przechodzą z górnołużyckiego na niemiecki. Próbując dowiedzieć się, na ile Serbowie mogą używać swojego prawa do używania języka łużyckiego w urzędach na konkretnym, ściśle określonym przez prawo obszarze, kilka lat temu ruszyłam nawet w teren. Wielu urzędników, ale i samych Serbów Łużyckich, powiedziało mi wtedy, że łatwiej im załatwić formalności po niemiecku. Odrębna kwestia to znalezienie urzędnika władającego płynnie górno- lub dolnołużyckim**.

Od tamtego czasu kilka rzeczy się zmieniło. Narodziły się nowe, lokalne inicjatywy zarówno dla gwar polskich, jak i dla języka kaszubskiego i języków łużyckich. Wiele osób nosi jednak wciąż w sobie zakodowany od pokoleń kompleks niższości dla mowy odrębnej od oficjalnego języka państwowego. Uważam, że należy odrzucić to stare myślenie i wyjść na barykady, walcząc o równouprawnienie dla wielojęzyczności. Świadomość tych zmian powinna mieć odzwierciedlenie w programie szkolnym, aby żadne dziecko, a potem nastolatek i dorosły, nie czuło się gorsze, lecz z dumą odnosiło się do swojej tożsamości regionalnej czy podwójnej tożsamości narodowej. Nie bójmy się być Kaszubem, góralem czy Serbem Łużyckim, gdziekolwiek jesteśmy!

*Michniuk J., Modern Lusatia. Skansen or living traditions of the region? National consciousness of citizens and minority rights in times of increasing globalization and unification of culture [w:] Central Europe on the Threshold of the 21st Century: Interdisciplinary Perspectives on Challenges in Politics and Society, Cambridge Scholar Pubishing, red. Czechowska L., Olszewski K., Newcastle upon Tyne 2012.

**Michniuk J., Rěčiće wy serbsce? Język serbołużycki w niemieckich urzędach. Teoria i praktyka [w:] Myśl.pl, Nr 23 (2/2012).

Justyna Michniuk jest absolwentką stosunków międzynarodowych (specjalizacja niemcoznawstwo) oraz filologii słowiańskiej (j. serbski i bułgarski) na UMK w Toruniu, a także kursów doskonalenia zawodowego o tematyce logistyka i handel zagraniczny przy Izbie Przemysłowo-Handlowej w Hamburgu.  Zawodowo umacnia dobre stosunki polsko-niemieckie oraz pisze teksty do różnych czasopism i dla portali internetowych o tematyce etnologicznej, etnograficznej, ludoznawczej, antropologicznej itp.

Pismo w dyskursie narodowym

Refleksje po lekturze książki Artura Stęplewskiego

Dla mnie, osoby od 30 lat uczestniczącej w procesie standaryzacji języka kaszubskiego z perspektywy dziennikarza i literata, książka Artura Stęplewskiego „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” jest swego rodzaju odkryciem nowego/starego terytorium, po którym stąpałem od dawna, kierując się intuicją i doświadczeniem, lecz nie potrafiłem do końca go nazwać i opisać. To lektura dla każdego – językoznawców i laików w tej dziedzinie, i choć Kaszubi i język kaszubski pojawiają się na kartach tej książki jedynie w sposób kontekstowy, to warto po nią sięgnąć, by wiedzieć, że nasze problemy z językiem, jego ortografią i standaryzacją nie są niczym wyjątkowym w świecie słowiańskim.

Pierwsza część publikacji omawia pismo jako „obraz języka i znak kultury”, zaś druga poświęcona jest „słowiańskim zmaganiom z pismem i grafią”. Najwięcej miejsca autor poświęca, oczywiście, casusom serbskiego i chorwackiego – opierając się na najnowszych XX- oraz XXI-wiecznych przykładach tych dyskursów narodowych, ale jednocześnie umiejętnie sięga po szeroką paletę przykładów z dyskursów innych narodów słowiańskich: tych najdawniejszych, pansłowiańskich wizji jednego języka z wieloma narzeczami, jak również tych najnowszych, śląskich dążeń do ustandaryzowania własnego etnolektu.

W kontekście pansłowiańskim, dla czytelnika Kaszuby, ciekawe wydają się ocena postaci i opis ideologii Aleksandra Hilferdinga. Artur Stęplewski nazywa go „postacią pierwszoplanową w świecie słowiańskim, którą z czasem jednak wymazywała historiografia rosyjska”, a jego działania na Kowieńszczyźnie, Żmudzi, na Kaszubach i wśród Słowian południowych określa jako przejaw rusyfikacji, mającej „wzmacniać pozycję Rosji i rozszerzać jej strefy wpływu”. Z równie dużą uwagą czyta się o tezach, jakie formował Ján Kollár, którego założenie, „że wszyscy oświeceni Słowianie będą studiować staro-cerkiewno-słowiański, aby poznawać zasady gramatyki i leksyki słowiańskiej”, co zbliży ich „do rozumienia innych narzeczy współczesnych, nie tracąc (w każdym razie w początkowym okresie formowania się wspólnej kultury Słowian) indywidualnych, etnicznych cech językowych”, autor książki określa jako poszukiwanie „złotego środka”.

Pisząc o próbach tworzenia zasad normatywnych dla śląszczyzny, A. Stęplewski obszernie omawia „projekt ortograficzny” prowadzony pod kierownictwem Jolanty Tambor. Swoje uwagi na ten temat autor książki kończy następującym stwierdzeniem: „Działacze śląscy, przewidując, że proces normalizowania idiomu wymaga wielu lat pracy związanej m.in. z obserwacją praktyki codziennej w stosowaniu ortografii, przyjęli – co stanowi rzadkość w procesach narodowotwórczych – nieograniczony czas przyswajania normy graficznej. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że idiom śląski, wobec braku akceptacji przez władze i parlament polski, nie stanie się w najbliższym czasie przedmiotem szkolnego nauczania”.

Czy, w związku z tym, ortografia języków będących „przedmiotem szkolnego nauczania” nie jest poddawana zmianom i modyfikowana? Historia i współczesność narodów słowiańskich, widziana w kontekście ich zmagań z pismem i grafią, od Bałtyku po Morze Czarne pokazuje, że procesy takie zachodzą permanentnie, chociaż nie bezboleśnie. Piszę o tym, ponieważ podobne dyskusje toczone są na Kaszubach, od czasu stworzenia pierwszej ortografii przez Floriana Ceynowę co kilkadziesiąt lat i wracają współcześnie w kontekście krytyki, z jaką spotykają się ustalenia komisji do spraw pisowni z 1996 r. Coraz głośniej podnoszona jest kwestia potrzeby modyfikacji zapisu języka kaszubskiego w stronę jego „klasycznej” ortografii, a więc tej stosowanej przez Aleksandra Majkowskiego w „Żëcim ë przigòdach Remùsa” czy Zrzeszyńców w piśmie „Zrzesz Kaszëbskô”, a także Friedricha Lorentza w gazecie „Bënë ë Bùten” oraz w jakiejś mierze również przez redaktorów pisma „Tatczëzna”. Postulaty te podnoszą najmłodsi użytkownicy języka kaszubskiego: literaci, tłumacze, ludzie pióra, z Maciejem Bandurem, redaktorem pisma „Skra”, na czele.

Po lekturze pracy Artura Stęplewskiego, dającej tak szeroki słowiański kontekst, muszę przyznać, iż lepiej rozumiem roszczenia młodych Kaszubów i skłaniam się w stronę ich postulatów, mimo że jestem jednym z sygnatariuszy kompromisowego porozumienia w sprawie pisowni kaszubskiej z 1996 r. Myśląc w kategoriach kultury narodowej, pismu i jego grafii przypisuje bowiem rolę jednego z symboli scalających wspólnotę. Uważam, iż ortografia z 1996 r. spełniła swoją rolę, gdy chodziło o coś, co A. Stęplewski odnosi „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków”. Jest ona jednak, pomimo deklaracji towarzyszących podpisaniu wspomnianego porozumienia, wciąż ortografią opartą na założeniu, które za A. Stęplewskim, opisującym sytuację idiomu śląskiego, można parabolicznie scharakteryzować w ten sposób, że „ bierne nawyki szkolne (tzn. polskie) ułatwiają (…) wzrokowe identyfikowanie leksemów, jednak, z punktu widzenia językoznawstwa porównawczego i historycznego, stosując taką ortografię, [kaszubski – wtrącenie moje] nadal pozostanie dialektem lub derywatem polskiej odmiany ogólnej”.

Pamiętajmy, na co również zwraca uwagę autor omawianej publikacji, że „wbrew deklaracjom badaczy, którzy zakładali prymat języka werbalnego nad wersją wizualną, w praktyce analizie podlega graficzny obraz języka jako przykład jego bardziej świadomego i rozpowszechnionego użycia”. Zależy mi na rozwoju wspólnoty narodowej Kaszubów i dlatego uważam, że nie powinniśmy się bać tego, że pismo funkcjonować będzie jako znak naszego upodmiotowienia.

Ponad 280-stronicowa Publikacja „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” autorstwa Artura Stęplewskiego, slawisty i polonisty z Zakładu Slawistyki Kulturoznawczej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ukazała się pod koniec 2018 r. dzięki Wydawnictwu Naukowemu UAM.

Artur Stęplewski

Prof. L. Jocz: Obiekcje co do „Gramaticzi” są jak najbardziej uzasadnione

Żywiołowa debata wokół Gramaticzi kaszëbsczégò jãzëka dr Hanny Makurat zaczęła się co najmniej od ukazania się w maju 2017 r. recenzji tej książki autorstwa Macieja Bandura i trwa do chwili obecnej. Nie jest to bynajmniej dyskusja jedynie dla wąskiego grona specjalistów czy aktywistów językowych, lecz sprawa istotnej wagi dla całego środowiska kaszubskiego, a zwłaszcza środowisk związanych z nauczaniem języka kaszubskiego, albowiem niniejsza publikacja ma być de facto używana w edukacji na różnym szczeblu i ma służyć za swego rodzaju odnośnik, wyznacznik i kompleksowe źródło wiedzy o strukturze języka kaszubskiego dla nauczycieli, studentów, uczniów, pisarzy, dziennikarzy etc.

Na wyżej wspomnianą krytykę Gramaticzi… dr Makurat zareagowała, zamieszczając odpowiedź pod artykułem na portalu SKRË jak też na własnym profilu na portalu Facebook. Niedawno, bo w grudniu 2018, przeredagowaną wersję tejże odpowiedzi pt. Gramatika kaszëbsczégò jãzëka – rozpoznanie i opracowanie struktury współczesnego literackiego języka kaszubskiego. Odpowiedź na głosy krytyki autorka opublikowała w czasopiśmie Studia z Filologii Polskiej i Słowiańskiej, pomijając jednak zupełnie fakt, że już ponad rok temu SKRA opublikowała obszerną odpowiedź na jej replikę, a prof. Lechosław Jocz, obecnie czołowy badacz fonetyki i fonologii kaszubskiej, niezależnie opublikował własną recenzję jej książki w sierpniu 2017. O istnieniu obu tekstów, jak wykazuje prof. Jocz, autorka niechybnie musiała wiedzieć.

Jego drugi głos w dyskusji, który publikuje w dniu dzisiejszym, jest reakcją na wyżej wspomniane próby obrony swojej pracy przez dr Makurat. W najnowszej publikacji czytamy m.in.:

Rzeczony numer SFPS ukazał się 24 grudnia 2018 i – jak poinformowała mnie redakcja – do tego dnia możliwe było dokonanie ostatnich poprawek w artykule lub jego wycofanie. Autorka miała więc co najmniej ponad 15 miesięcy, aby uzupełnić swój artykuł o odniesienia do drugiego tekstu Bandura lub choćby wspomnieć o jego istnieniu. Komentarz Bandura zbija (jak zobaczymy) większość argumentów Makurat, jego przemilczenie nie wydaje się więc niestety przypadkowe. Autorka nie zdecydowała się zresztą wspomnieć również o mojej recenzji (Jocz 2017), udostępnionej publiczności 26 sierpnia 2017 i dostrzeżonej w środowisku.

Recenzent zwraca uwagę na wiele pozamerytorycznych strategii argumentacji dr Makurat, które mają niestety na celu wyłącznie manipulację czytelnikiem. Trzon tej pracy jest jednak poświęcony kwestiom merytorycznym, w tym sprawom, które były przedmiotem wymiany zdań między Bandurem a dr Makurat.

Powyżej omówiłem łącznie 13 zjawisk, co do których Makurat nie przyjęła krytyki Bandura, w znacznej części przypadków w bardzo zdecydowanej formie, okraszonej uwagami ad personam, negującymi kompetencje czy niemal zdrowy rozsądek recenzenta. Okazuje się jednak, że co do 12 z 13 zjawisk uwagi i obiekcje Bandura są jak najbardziej uzasadnione.

Na koniec prof. Jocz przechodzi do kwestii ogólnych i metodologicznych niedostrzeżonych przez wcześniejszego recenzenta, m.in.:

Od nowoczesnej gramatyki jakiegokolwiek języka, a zwłaszcza od gramatyki nadal powstającego i dopiero krystalizującego się języka literackiego (a za taki powszechnie uważana jest kaszubszczyzna), oczekiwałbym przede wszystkim eksplicytnego określenia podstawy materiałowej (np. zdefiniowanego korpusu tekstów pisanych), jasnej charakterystyki pod względem deskryptywności i preskryptywności oraz precyzyjnego zdefiniowania strategii kodyfikacyjnych (np. zasad wyboru preferowanych form w przypadku stwierdzenia wariantów). W samym opracowaniu gramatycznym wyznaczone zakresy materiałowe i ogólne postawy normalizatorskie, jak również szczegółowe zasady i reguły wyboru form powinny być przez autora konsekwentnie przestrzegane. Oczywiście najlepiej jest, jeśli wszystkie tego rodzaju założenia metodologiczne oparte są na jakichś spójnych i rozsądnych podstawach i koncepcjach. Korpus można np. zdefiniować jako dzieła literackie powstałe po roku X, dzieła autorów urodzonych po roku Y, utwory jakiejś konkretnej grupy czy szkoły literackiej, ostatnie dwadzieścia roczników czasopisma Z itd. W przypadkach wymagających rozstrzygnięć wybór może padać na formy częstsze, rodzime, bardziej archaiczne, typowe dla jakiegoś obszaru itp. lub decydować może o nim jakiś zhierarchizowany układ tych czy podobnych cech. Tego typu informacji w gramatyce Makurat właściwie nie odnajdujemy.

(…)

Zresztą sama Makurat chyba tak do końca nie wie, czy jej Gramatika jest deskryptywna, czy preskryptywna. Z jednej strony twierdzi ona, iż nic nie tworzy, a opisuje i prezentuje uzus i język, który realnie istnieje, naukowo przez siebie zbadany (patrz wyżej). Z drugiej w samym tekście gramatyki trafiamy niejednokrotnie na sformułowania w rodzaju „forma X nie jest zalecana do użycia (w języku literackim)”.

(…)

Makurat stosuje kryterium wieku publikacji bardzo wybiórczo i instrumentalnie, w zależności od potrzeby chwili. Lorentz, jak już wiemy, ma być na tyle przestarzały, że wszelkie porównania z nim są błędem metodologicznym. Jeżeli zaś trzeba odeprzeć obiekcje recenzenta wobec przyimka (341; patrz wyżej), to przestarzałe nie są teksty Floriana Ceynowy (1817-1881), Hieronima Derdowskiego (1852-1902), Aleksandra Majowskiego (1876-1938) czy Alojzego Budzisza (1874-1934), a więc nawet dziewiętnastowieczne. Jeżeli Bandur stwierdza niezgodności z materiałem Sychty (który materiały do swego słownika zbierał w latach 50 wieku 20), to okazuje się, że „język kaszubski – zwłaszcza w ciągu ostatnich 30 lat – ewoluował i dynamicznie się rozwinął” (339). Nie przeszkadza to uwzględniać w Gramatice wyników m.in. badań nad twórczością grupy młodokaszubów (335-336), czyli Jana Karnowskiego (1886-1939), Aleksandra Majkowskiego (1876-1938) czy Leona Heyke (1885-1939), którzy swoją kompetencję językową nabyli pod koniec 19 wieku.

Na koniec prof. Jocz apeluje o bardziej profesjonalne podejście do debaty:

Krytyka jest nieodzownym elementem nauki, bez którego nie byłby możliwy żaden rozwój. Merytoryczna debata naukowa wymaga uwzględniania między innymi dwóch zasad. Po pierwsze krytyki nie można ani formułować, ani odbierać osobiście, jako ataku na osobę. Obiektem krytyki tekstu naukowego są założenia, idee, koncepcje, twierdzenia, poprawność wnioskowania, spójność logiczna itp. itd., a nie autor jako człowiek. Po drugie do własnych tekstów należy przykładać równie krytyczne miary, co do cudzych. Unikać tu należy jak ognia emocjonalnego zżywania się ze swoimi tekstami i traktowania ich jak własnego dziecka. Niestety Hanna Makurat nie zastosowała się do żadnej z tych zasad ani jako nadawca, ani jako odbiorca, na co jednoznacznie wskazują liczne fragmenty jej artykułu zacytowane powyżej oraz następujący urywek: „Tymczasem budowanie całościowej krytyki mojej pracy niepoparte zasadnymi argumentami i niepodbudowane poprawną metodologią uważam za godzenie w moje dobre imię oraz próbę burzenia i niszczenia czegoś, co wiele lat ciężką pracą budowałam” (343). Pozostaje mi tylko wyrazić nadzieję, że po opadnięciu zbędnych emocji dyskusja wróci na właściwe tory.

Cały tekst polemiki jest dostępny TUTAJ. Tekst ukaże się niebawem również w jednym z polskich czasopism językoznawczych.

Wszystkie dotychczas opublikowane teksty dot. Gramaticzi… w porządku chronologicznym są dostępne tutaj:

14/05/2017
Bandur, M.: Czy „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” jest gramatyką kaszubskiego języka?

29/06/2017
Makurat, H.: Odpowiedź na głosy krytyki dotyczące mojej książki pt. „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” (w sekcji komentarzy)

04/07/2017
Bandur, M.: Siła tytułu naukowego większa niż siła naukowego argumentu?  „Gramatika…” z perspektywy laika raz jeszcze

26/08/2017
Jocz, L.: Gramatika kaszëbsczégò jãzëka H. Makurat oczami fonetyka

24/12/2018
Makurat, H.: Gramatika kaszëbsczégò jãzëka – rozpoznanie i opracowanie struktury współczesnego literackiego języka kaszubskiego. Odpowiedź na głosy krytyki

14/02/2019
Jocz, L.: Gramatika kaszëbsczégò jãzëka Hanny Makurat – głos w dyskusji

Nôród przédników – Adamòwa Prostownica

Kòżdô òrganizacjô brëkùje liderów. Te, co bédëją jiną wizjã juwernotë jak ta prezeńtowónô przez mainstram, mët. Mie sã nierôz równak zdôwô, że më jesmë nôród przédników, dze kòżdi chce drëdżich prowadzëc. Mómë më równak chòc jednégò richtich prowadnika?

Nadreprezentacjô lëdzy, co chcą bëc z przódkù je nôtërnô w grëpie jindiwidualnosców. Sóm fakt wëbraniô taczi stegnë żëcô swiôdczi ò tim, że më nie chcemë pòsłëszno jic w rédze lëdzy, jaczim chtos rzekł, co mają robic. Jak sã mòże docygnąc – samima przédnikama më zómkù nie pòstawimë.

Bëcé człowiekã z wizją sã jednak nie równô bëcémù zarządcą ani niezanôléżnym jindiwidualëstą – bò taczé dwa zortë òsobòwòscë dominëją w naji aktiwisticzny pòpùlacji. Mòże bëc człowiekã, co mô swòje, a równoczasno je w sztãdze sparłãczëc swòjã wizjã z wizją całi grëpë i na zasadze rechùnkù zwësków i stratów scwierdzëc, że jak pòmòże grëpie, tej grëpa pòmòże jemù. I tu sã òkazywô, że przédnicë, co są pòtrzébny w zarażenim wizją i przëjãcym wizjów resztë, wcale nie robią tegò, co je nót.

Czim sã różni trenéra òd pada?
Jislandczików je mni wicy tëli co Kaszëbów. Stwòrzëlë reprezentacjã nożny balë, z jaką sã liczą swiatowé dôdżi jak Francëjô czë Angliô i nie zrobilë tegò dôwanim paszpòrtów brazylijsczim spòrtowcóm. Tam grają sami swòjińcowie. Jak to sã ùdało? Kòl nich trenérowie są dobiéróny czësto na òdwrót jak w Pòlsce. Nômłodszi adepcë dostôwają barżi doswiôdczonëch trenérów, a nié taczich, co na dzecach sã dopiérze ùczą. Nëch trenérów zadanim nie je stojanié przë linie i gôdanié “Eiður, wez biôj na lewò, dôj balã Ríkharðurowi, në, ùstawi sã za Ólafurã, òbrońcowie – dwa kroczi do przódkù i jeden w prawò!” Trenérowie nie grają we Fifã, le ùczą aùtonomiczné jednostczi wëzwëskiwaniô jich jindiwidualnégò pòtencjału i sparłãczeniégò jich wizjów w jednã wizjã. Jeżlë dôwómë pòlétë co genaù mô bëc zrobioné, tej to mdze zrobioné z òpóznienim i nié tak jak më chcemë. I kùńc kùńców rozmiejemë, że nôlepi to zrobic samémù. Kòżdi, chto ògarinôł jaczi projecht, wié, jak to je – wszëtcë nas pòpiérają, më mëslimë, że robòta je rozdzelonô, le przed kùńcowim terminã dlô swiãti zgòdë më robimë wszëtkò sami. Mòżemë narzékac, że lëdze nie są robòcy, mòże to nawet je prôwda, le samò narzékanié nie prowadzy do célu, tej szkòda na to czasu.

Temù mie straszno jiscy, jak stôri dzejarze stãkają, że młodim sã nie chce nick robic, le czej ju kògòs pòdskôconégò do robòtë to dô, tej òni mù dôwają stanicã pòtrzëmac, stołë na kònferencjã ùstawic i na zéńdzenié przińc. Baro dobrze, niech to robi! Tu nie jidze ò to, żebë dac mù czësto na wòlą, le cobë nen młodi człowiek zrozmiôł, że wszëtcë chcą téż jegò wizjã pòznac, jegò pòtencjał ùzdrzec i niech òn w jaczims sztóce zrozmieje, jak wiele òn je wôrt, czej sã richtich do robòtë przëkłôdô. Czej na mòc më mù szukómë jaczi zajmë, tej òn chùtkò scwierdzy, że bez niegò swiat sã nie zawali i so pùdze.

Rãczné sterowanié to je jistno problém firmów, dze przédnik chce znac kòżdą minutã spãdzoną w robòce, przez co zatrudniony czëje, że sã mù nie wierzi. Tak samò w òrganizacjach nie wierzimë nôleżnikóm, czej dërch przëbôcziwómë ò mejlach, datach i sã skarżimë na nieaktiwnosc lëdzy. Prôwda – je nót zwikszëc zaangażowanié zapisónëch do stowôrów, le to sã robi zaprezeńtowanim wizje, a nié przëbôczenim, że “të doch mùszisz”. Jô nie wiém, czë taczé mòtiwòwanié zgniłëch je ùtcëwé, le je skùteczné. Dëcht jak jislandzkô nożnô bala, dze dzeckò wié jak sã ùstawic nié temù, że trenéra kôzôł, le temù, że to dô nôwikszą szansã na dobëcé abò nômniészą na stracenié pùnktu.

Decentralizacjô célu
Prëskô armiô bëła baro scenatralizowónô. Dopiérze pòd kùńc I Swiatowi Wòjnë ùdało sã dac realno wikszé kómpetencje w dół, le bëło za pòzdze. Jeżlë przédnik nie dôwô aùtonomie mniészim jednostkóm, tej zwëczajno reakcjô na zmienné sytuacje je òpóznionô i ùdbë ùpôdają. Jeden człowiek nie je w sztãdze wszëtczégò dopilowac. A nôgòrzi, je czej òn na zôczątkù dôwô aùtonomiã, le pózni chòdzy, miészô i “naprowadzywô”. Môsz ju ùstaloné swòjã stegnã do célu, ale òn cebie naprowadzywô dze jindze, dze Të jes zgùbiony/ô, pózni wrôcôsz do swòji drodżi, le zarô jes z ni nawrócywónô/y. Kòmédia. Zôs je widzec, że lëdzy mô parłãczëc wizjô, a przédnik mùszi wierzëc wëkònywaczóm – jinaczi sã nie dô.

Sun Tzu (544-496 p.n.e.)

Chińskô mądrosc
Nôlepszi ùczbòwnik zarządzywaniô, jaczi jô móm przeczëtóné, to “Kùńszt wòjnë” Sun Tzu. Pòwstôł 500 lat przed Christusã, a jak sã wzérô jak dzysô fùnkcjonëją firmë czë stowôrë, tej le brac blifk i notérczi robic, bò chińsczi sztrateg tedë dôł nama òdpòwiescë na dzysészé tôkle.

W pierszim dzélu dokazu pòd titlã “Wstãpny òbtaksënk” czëtómë:

Tedë to mùszi rozmëslëc taczé hewò piãc czinników, òbtaksowac je przez przërównanié, cobë nalezc jich richtich nôtërã. Pierszi to je Tao, drëdżi to je Niebò, trzecy to je Zemia, czwiôrti to są generôlowie, a piąti to są regle òrganizacje i wòjskòwi discyplënë.

Tao robi to, że lud w całoscë pòpiérô pana. Òn z nim bądze ùmiérôł, z nim żił, nie wërzasnie sã jak przińdze niebezpiek.

Niebò òbjimô yin i yang, zëmno i cepło, a téż ògreńczenia zrzeszoné z cządama rokù.

Zemia òbjimô terenë daleczé a blësczé, drãdżé i prosté, rëmné i ògreńczoné, a téż zgùbné i taczé, co je ejnfach òbronic.

Generôlowie mają miec mądrosc, wiarëgódnosc, dobroc, dzyrskòsc i sërosc.

Regle òrganizacje i wòjskòwi discyplënë òbjimają regùlaminë i òrganizacjã armie, metodë przédnictwa i zaòpatrzenié.

Terô chcemë to na praktikã przełożëc. Tao i jidącé za nim pòpiarcé pana to nie je, jak bë sã wëdôwało, alegòriô pòsłësznoscë przédnikòwi. Sun Tzu ùczi wódców wòjska, a nié królów i césarzów, tej Tao mô robic to, że lud jidze razã z przédnikã w miono czegòs wëższégò jak nen przédnik. W najim przëtrôfkù nie jidze ò człowieka, le ò dejã. Tao mô prowadzëc do tegò, że më sã czëjemë zjednóny w pòspólny wòjnie ò naszã tatczëznã. Blós ta wizjô mòże naju ùtrzëmac w gòdzënach zwątpieniô, zagróżbë, pòczëcégò bezcwëkù.

Niebò to wszëtczé zmienné. Swiat sã zmieniwô linearno i cykliczno. Jedne mòdła przëchôdają pierszi rôz, jiné wrôcają. Zrozmienié tegò, w jaczim czasu w historie më jesmë, to je klucz do dobrëch decyzjów. Jak më nie wiémë, czim dzysô żëje swiat, jaczi jãzëk do niegò przemôwiô, tej më nigdë nie przemówimë tak, cobë swiat naju zrozmiôł. Më téż mùszimë bez paùzów òbzerac w jaką stronã jidą zmianë, co bądze rëszało lëdzy za rok, za 5 lat i sã na to rëchtowac.
Zemia to są niezmienné. Zrozmienié tegò, jaczi “teren” nama służi, a jaczi nié dôwô mòżlëwòtã swiądnégò manéwrowaniô, a nié rozbijaniô sã pòjedinczima ùdbama ò to, co zrobic bez wiédzë ò tim, na jaczim gruńce më to robimë.

Generôlowie – naji liderowie – mùszą bëc mądri, to znaczi pòdjimac decyzje na spòdlim wiédzë, analizë. Wiarëgódny – mie smiészi, jak przédnicë i derektorowie firmów gôdają jindiwidualno z robòtnikama i kòżdémù z nich gôdają co jinégò, a pózni wierzą, że ti robòtnicë midzë sobą nie ùstalą tegò, że kòżdi z nich dostôł jiné jinfòrmacje, co wzajemno so przékùją. Do tegò kòżdi dostôł jiną wizjã, temù dali nicht nie wié, w jaką stronã mô jic, je w sztãdze leno zrobic jeden krok tam, dze przédnik kôzôł, ale ni ma niżódny ùdbë na gwôsną jinicjatiwã. Bò nie je wiedzec, jaczi je cél. Jak dobroc sã parłãczi ze sëroscą? Parłãczëc je mòże kònsekwencjô. Më ni mòżemë dac sztrôfë kòmùs, chto nie wié, czemù jã dostôł, ani nôdgrodzëc tedë, czedë to nie zmòtiwùje do dalszi robòtë. Ni mòżemë téż stosowac tegò chaòticzno. Dzyrskòsc to je znanka, bez jaczi nic sã nie dô zrobic – jeżlë przédnik nie je dzyrsczi, tej nicht ni mô spòdlégò, żebë taczi bëc.

Na òstatk regle ògranizacje i discyplënë. To je rzecz, jakô mô sã lëchò w młodszich òrganizacjach, wiele lepi to wëzdrzi w strzodowiszczach, jaczé mają dłëgszą tradicjã. W dzélu to wëchôdô z naszich zanëkónëch, nieprzewidiwalnëch i elasticznëch czasów. Téatralné karno czë chùr, w jaczim je wicy emeritów, je nôłożen, że próba je w czwiôrtk na 6:00 wieczór, skłôdkã na wanogã trzeba zapłacëc do 15-égò, a na wëstãp je nót przińc nié pózni jak 20 minut przed zôczątkã. Młodé òrganizacje “jesz sã zgôdają”, “pózni to ùstalą”, “jakbë co to są na łączach”. Chcą bëc barżi elasticzné i to sã chwôli. To równak wprowôdzô niechãc do rituałów. Temù Kaszëbskô Jednota nie chce miec stanicë, bò nie jidze ò pòkazywanié sã na jimprezach, le dzejanié. Nie robi òpłôtkòwëch zéńdzeniów (swòją stegną dobrze, że nie robi tegò wedle cëzy tradicje, le nié ò to tuwò jidze), bò chce sã skùpic na kònkretach. Taczé pòtkania, rituałë, dzejanié wedle reglów jednakò zwiksziwô pòczëcé wzajemny òdpòwiedzalnoscë i to je szansa na zbùdowanié atmòsférë w jaczi kòżdi wié, co mô robic i wié, że drëdzë na niegò rechùją. Zaòpatrzenié to są mòżlëwòtë dzejaniô, pieńdze, czas, kómpetencje, karnôle jinfòrmacjów. Colemało më to rozmiejemë jakno ògreńczenié. “Róbmë to, na co nas stac, a nié wszëtkò narôz”. Dobrze je równak téz òdwrócëc mëszlenié i ùzdrzec, kùli pòtencjalu sã marnëje, bò më nie wëzwëskiwómë zaòpatrzeniô.

Wizjô czë kònkretë?
Fùnkcjonowanim projechtów czerëją ne dwie mòcë: wizjô i kònkret. Bez jednégò z tëch dwùch nick sã nie ùdô. Do tegò jeżlë jedno z nëch dwùch słabnie, to drëdżé téż znikô. Temù tak czãżkò je wskazac, czë w òrganizacji zafelało wizje czë kònkretu, bò lëchò je z òbùdwùma. Jô jem ti dbë, że nama barżi je nót ùprawic wizjã (Sun Tzu bë rzekł, że më brëkùjemë Tao), a tedë kònkretë przińdą. Më jesmë robòcy, ni ma dnia, czej nie mëszlimë ò tim, co jesz jidze zrobic, le wiele z tëch projechtów nigdë sã nawet nie zaczinô. To temù, że bez wizje jiny lëdze traktëją pòmòc w tim le jakno zmùdã, a w tim czasu mògą dorobic, bò mają wizjã spłaceniô chëczë, czë wizjã dzecka, co so bëlno w żëcym pòradzy, jak zapłacymë za priwatną szkòłã. Chcemë wëzdrzec na dwie òrganizacje: Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié i Kaszëbską Jednotã. Ti pierszi mielë wizjã sparłãczeniô strzodowiszcza, wespółtwòrzeniô deje samòrządnoscë, kù reszce zmianów w ùstawie ò miészëznach. Dzysô to sã wëdôwô, że są zazdrzóny w subwencje (to je téż wôżné), le jô nie widzã, czemù òne mają służëc. Je kaszëbsczi w szkòłach, mô gò bëc wicy – le za czim? Jaczi òbrôz mô sã pòkazac za 5 i 10 lat? Kaszëbskô Jednota zacza dzejac pò arogancje ti pierszi òrganizacje wërażony w słowach, że jeżlë chtos chce miec jiną juwernotową òpcjã, tej niech so swòjã stowôrã założi. To bëła ale ùdba! Przed Nôrodnym Spisënkã sã pòjôwiô kònkret – grëpa lëdzy, co nie mëszli ò nôblëższi kadencje, le klôr gôdô, ò co jidze! Jesmë ju pò Spisënkù, a nawet przed pòsobnym i wëdôwô sã, że, chòc są wôrtné jinicjatiwë w ti òrganizacji, to czãżkò pòznac, co wedle KJ bë bëło òptimalné za 5 i za 10 lat. I ani jedny, ani drëdżi, ani nicht na swiece (chińskô armiô, ani francëskô kòrpòracjô) nie òprze kònkretnëch jinicjatiwów na niczim jinym jak na wizji.

Tao robi to, że lud w całoscë pòpiérô pana [wizjã – przëp. A.H.]. Òn z nim bądze ùmiérôł, z nim żił, nie wërzasnie sã jak przińdze niebezpiek.

Z wizją kòżdi na tim najim bòjiszczu sóm bądze wiedzôł, jak wdrożëc plan trenérë i nie mdze żdôł, jaż ten z łôwczi krziknie, w jaką stronã jic.

Stanowiszcze: przédnik, wëmôgania: ?
Kim tedë mają bëc, a kim ni mògą naji liderowie? Gwës do bëcô prowadnikã nie sygnie rozmiec pòlétów wëdawac. To kòżdi rozmieje, tej na to stanowiszcze më bë mòglë wëbierac tëch, co sã prosto do niczegò jinégò nie nadôwają. To mùszi bëc chtos chto rozmieje spòlëznowé zjawiszcza i jindiwidualné różnice – bądze rozmiôł wëzwëskac pòtencjał kòżdégò człowieka, a nié ùnifòrmizowac masë. Mùszi rozmiec stwòrzëc atmòsférã, w jaczi lëdzóm sã chce. Do te, òprócz wizje, je nót pòczëcô bezpiekù, sztabilnoscë, klarownëch reglów i niezmieniwaniô pòlétów w trakce jich wëkònywaniô. Mùszi téż wiedzec, czedë nie reagòwac. Jak trôwa rosce, tej wëcyganié ji kómbinérkama nie doprowadzy do tegò, że òna rëchli bądze wësokô. Kòżdi człowiek, kòżdô òrganizacyjnô jednostka mùszi miec aùtonomiã i sama jic do célu, chùtkò reagòwac i nie żdac za pòlétama ani nie zmieniwac richtungù le temù, że przédnikòwi sã co ùwidzało – tam ju je zrobionô wiôlgô robòta i zbùrzenié ji doprowadzy do tegò, że jednostczi sã zemszczą sabòtowanim robòtë przédnika i zrobią to chòcbë pòdswiądno. Ni mòże jima téż czësto dac na wòlą, le dozerac, cobë plan béł realizowóny.

Më ni mómë prosti sytuacje. W tim zbiérze jindiwidualnosców chtos, chto zarazy drëdżich swòją wizją, a równoczasno sparłãczi tak rozmajité wizje baro apartnëch lëdzy, mùszi zdrzec baro szërok, głãbòk i miec wiôlgą mòc. Generôlowie mają miec mądrosc, wiarëgódnosc, dobroc, dzyrskòsc i sërosc.

Żądam logiki! 5 nielogicznych twierdzeń o Kaszubach – Adamòwa Prostownica

W powszechnej dyskusji o kaszubskiej sprawie brakuje logiki, trzymania się faktów, wszystko opiera się na stereotypach, emocjach i wpisywaniu się w jakąś ideologię. Niby to zwykłe, luźne rozmowy o statusie języka czy sposobach na jego rozwój, a jednak w takim opisywaniu rzeczywistości kryje się ogromne zagrożenie. W artykule przytoczę nielogiczne twierdzenia, które rozpowszechniane mogą być dla naszej sprawy szkodliwe.

1. Musimy być Polakami, bo tam gdzie były Niemcy, tam Kaszubów już nie ma.

Drugiej części zdania trudno odmówić słuszności. Istotnie większość terenów historycznych Kaszub uległa germanizacji. Stąd ludzie podkreślają jak ważne było przyłączenie Kaszub do Polski i że dzisiaj bycie Kaszubą oznacza z automatu bycie Polakiem. Każdy ma prawo do takiego twierdzenia, ale przypisywanie temu roli muru, który ma nas obronić przed zniszczeniem kultury, to kompletna aberracja. Dzisiaj zagrożeniem dla kultury kaszubskiej jest kultura polska. Wiele osób obraża się na to twierdzenie, ale to problem ich braku kontaktu z rzeczywistością. Mam niemal dwudziestkę kuzynostwa. Spośród nich ja jeden mówię po kaszubsku. Jak myślicie, ilu z nich mówi po niemiecku, ilu po polsku? Otóż to! Dla wszystkich oprócz mnie językiem numer jeden jest polszczyzna! Po co w takim razie rozprzestrzeniać takie nielogiczne twierdzenia o zagrożeniu i konieczności podkreślania polskości? Jeżeli chcecie mówić o polskości Kaszub, róbcie to, ale proszę – nie gwałćcie logiki mówieniem, że to jest nadzieja dla naszej kultury, bo zwyczajnie tak nie jest. Po prostu.

2. Zwolennicy narodu kaszubskiego chcą autonomii, czyli oderwania od Polski.

Powiązywanie różnych faktów ze sobą jest naturalne dla naszego umysłu – pozwala porządkować rzeczywistość wokół nas tak, abyśmy ją lepiej rozumieli. Niekiedy jednak łączymy ze sobą rzeczy, które po prostu się nie łączą i wychodzi mieszanka wybuchowa. Ludzie, którzy nie widzą różnicy między odrębnością etniczną i narodową a dążeniami do zmian granic, robią ogromną krzywdę logice i mogą prowadzić do realnych problemów. A robią to nawet dziennikarze. Dążenia narodowe to jedno. Dążenia autonomiczne to drugie. Separatyzm to trzecie. W pierwszym wypadku chodzi o to, że dany lud mający własne dziedzictwo i poczucie wspólnoty idzie do odpowiednich legislacyjnych podmiotów i mówi, że uzasadnionym jest traktować go jako osobny byt. Autonomia to inny sposób organizacji państwa – przekazanie części kompetencji z centrum do lokalnego ośrodka władzy. Istnieją tereny autonomiczne niezamieszkane przez odrębny naród, podobnie jak istnieją narody nie mające statusu autonomii. Autonomia może być w interesie państwa, jeśli dzięki takiej organizacji władzy lepiej funkcjonuje gospodarka czy inne dziedziny życia. Nie ma to zatem nic wspólnego z chęcią oderwania się od państwa. Co wynika z takiego mylenia pojęć? To, że odmawia się praw danej grupie, oskarżając ją o coś, czego owa grupa nie robi i do czego nie dąży. Możemy zatem dążyć do czegoś, co jest w interesie wszystkich, a jednocześnie być krytykowani przez tych, których te zmiany na lepsze też obejmą.

3. Kaszubski to taka mieszanka polskiego i niemieckiego.

Na świecie funkcjonują języki , które wynikają z połączenia dwóch języków występujących na jednym terytorium. Kaszubski się do nich nie zalicza. Odrębności językowe wynikają nie z tego, że w pewnym momencie język polski na tym terenie zaczął się przekształcać, tylko z tego, że nigdy nie doszło do unifikacji kaszubskiego z językiem polskim. Germanizmy w kaszubskim występują tak samo jak w wielu językach, także w polskim. Niektórzy mówią, że znając kaszubski można się dogadać z Niemcem. To nieprawda – zbyt duża jest różnica między tymi językami. Po co w takim razie ludzie to powtarzają? Niby jest to zupełnie niegroźne twierdzenie, jednakże podważa status języka kaszubskiego i nasze dziedzictwo sprowadza do nakładania się na siebie obcych kultur.

4. Ta tożsamość jest tworzona na siłę.

Zgadzam się z tym zdaniem i mówię to zupełnie szczerze. Nie ma jednak mojej zgody na nielogiczne traktowanie tego jako argumentu przeciwko działalności na tym polu. Przecież wszystko, co wartościowe, jest robione “na siłę”. Wielkie dzieła, które wnoszą coś nowego, dążenie do zmian, twórcze przetwarzanie i odpowiadanie na zmiany na świecie – to wszystko wymaga wysiłku, działania na przekór. Nie inaczej jest z kaszubską kulturą. Wszystko kiedyś zostało stworzone i jeżeli chcemy być wierni wartościom naszych ojców, to tak jak oni – powinniśmy tworzyć nowe rzeczy, a nie bezmyślnie powielać to, co już było. Podobnie z naszą tożsamością – możemy poprzestać na tym, że kaszubska tożsamość kończy się na deklaracjach i dla samych jej nośników – czyli ludzi – nigdy nie jest punktem odniesienia do czegokolwiek. Mam tu na myśli to, że wychowanie dzieci, decyzje polityczne czy gospodarcze podejmowane przez danego człowieka nie wynikają z tego, że jest Kaszubą, bo w sytuacjach wymagających decyzji to przestaje być dla niego ważne. Możemy uznać, że tacy jesteśmy i dać sobie spokój albo “na siłę” przekonywać, że można inaczej. Logicznym jest, że wybieramy drugą opcję i nie musimy się z tego nikomu tłumaczyć.

5. Kiedyś nie było tych nazw na tablicach, mszy itd.

Tak, podobnie jak nie było szkół, szpitali, internetu. I co?
Kiedyś usłyszałem ten “argument” przeciwko stawianiu dwujęzycznych tablic w Luzinie. W takiej Fryzji czy Walii oni mają tradycje stawiania tablic, a u nas nie. Ciekawe, czy kiedy tam stawiali pierwsze takie tablice, też słyszeli podobne argumenty?

Możemy oczywiście machnąć ręką i przejść obojętnie wobec braku logiki w tych często powtarzanych zdaniach. Są one jednak ważnym symptomem, którego warto nie przeoczyć. Otóż mówienie o sprawie kaszubskiej w sposób nielogiczny, pustymi frazesami, pokazuje, jak mało ważna jest ta sprawa. Są sprawy, w których ostrożnie dobieramy słowa, tak aby one opisywały prawdę. Są takie sprawy, co do których nie musimy się zastanawiać, bo jak palniemy coś, co jest nieprawdą, to nikomu się krzywda nie stanie. Zatem rozmawiając o lokacie z pracownikiem banku, musimy słuchać uważnie i precyzyjnie się wyrażać, bo chodzi o nasze oszczędności. Kiedy rozmawiamy luźno z kolegą o serialu, w którym scena odgrywała się w kościele i pomylimy słowa “konfesjonał” z “tabernakulum”, nic złego się nie wydarzy. I właśnie w powtarzaniu głupot, których obalenie nie jest żadnym wysiłkiem, widzimy, jaki jest stosunek do kaszubskiej sprawy uczestników takich rozmów.

Kaszëbsczé mòdło wielekùlturowòscë – Adamòwa Prostownica

Ten tekst miôł pòwstac “jednym razã”. Szok slédnégò tidzenia tikô sã równak człowieka, co baro je z ną témą sparłãczony. Jô ni móm słowów na wërażenié żôlu, gòrzu czë niedowierzaniô pò smiercë Paùla Adamòwicza. Tak jô chcã chòc w Prostownicë napisac ò tim, co òn gwës bëlno rozmiôł.

Wielekùlturowòsc to je zjawiszcze wpisóné w nasz nôród òd zôczątkù. Chtos rzecze “Pòlôszë téż mielë wiedno państwò bez stosów, òdemkłé na drëdżich”. Kòl naju równak ta tradicjô je starszô. Ji symbòlã nie są Tatarowie pòd Grunwaldã, le Wikingòwie w Jomsbòrgù i wiele jinëch we wiele drëdżich placach.

W hańdlowëch òstrzódkach na zemiach najëch słowiańsczich òjców biwelë téż Grekòwie (nie jidze tu ò Sokratesowëch domôcëch, le tak chrónikarzowie rusczé plemiona nazéwelë) i Miemcë, gwës to dało téż Franków, Prësów a drëdżé plemiona Bôłtów. Pòłożenié kòl mòrza, krótkò greńców jinëch kùlturów, nie dało nama szansów na jiną sytuacjã. Òd czasu hańdlowaniô, biôtkòwaniô i rézowaniô wëcmanim z jinyma przed chrztama Pòmòrzanów aż do dzysô nie bëło sytuacje, czej më żëlë w mònoetnicznym rëmie. Më téż ekònomiczno na tim zwëskiwelë. Nie dô sã równak gadac ò samëch pòzytiwach. Jãzëkòwò më mómë straconé wikszi dzél swòjëch terenów. Czim na wielekùlturowòsc sã jinaczi òd wielekùlturowòscë Nôwidniészi RP i czim òd dzysészégò mùlti-kùlti?

Kòl naju niezanôléżno òd tegò, czë to bëła partnérskô czë herarchicznô zrzesz, wiedno òna mia gòspòdarczé spòdlé. Chtos robił lepszi sprzãt, tej sã gò kùpiało, chtos béł lepszim robòtnikã, tej béł ùjednywóny do robòtë, chtos rézowôł, le brëkòwôł bôta i chto jiny mùszôł gò zrobic. Takô zrzesz je stałô – jesmë zmùszony żëc z drëdżima kùlturama krótkò se. W ùproszczenim – w pamiãcë Pòlôchów fùnkcjonëją jiné nôrodë, le dzysészi człowiek z najégò kréwnégò nôrodu nie wëòbrôżô so, żebë òn miôł miec sąsadów, co sã jinaczi jak òn deklarëją. Tatar je drëchã, jak pòspólno z nim wënëkiwô sã Miemców. Jak hùsariô je wspiartô przez jaczé òddzéle, cobë agresorowi dowalëc, tej to znaczi, że sã mô drëcha i do kùńca wòjnë je na kògò liczëc i z kim sã napic. Jô pòdsztrichiwóm – to je wiôldżé ùproszczenié. Timczasã dzysészô pòlitika mùltikùlturalizmù sã òpiérô pò jednémù na celebrowanim apartnosców, pò drëdżémù na robienim wszëtczégò, cobë drëdżi stronë nie òbrazëc. Stądka më mómë ten strach przed stôwianim danów na gardowëch placach, eliminacjã religijnëch elemeńtów ëtd. Timczasã w mòjim przekònanim nôlepszé je to kaszëbsczé mòdło wielekùlturowégò żëcô – kòżdi je apart, związóny zrzeszą geszeftów i nicht nikòmù nick nie narzucywô. Jô zarô pòdsztrichiwóm (ju trzecy rôz), że te òbrazë są ùproszczenim, le taczim, co fùnkcjonëje w najim mëszlenim ò historii i dôwô szansã nalézeniô òptimalnégò mòdła dzejaniô.

Z taczi perspektiwë jô mògã miec wątplëwòtë co do bezpiekù wpùszczaniô do kraju migrańtów, le nié za baro mògã to kritikòwac wespół z Pòlôchã, chtërnégò òjcowie téż migrowelë na naje zemie i dzysô më gôdómë w jich jãzëkù, mómë przëjãté jich kùlturã, wrazlëwòsc i mentalnosc. A wiele młodëch Kaszëbów tak robi…

Jak no “kaszëbsczé mòdło wielekùlturowòscë” wëzdrzi w nowszi historii? W jednym z wëwiadów sp. prof. Gerat Labùda pòwiôdôł, że Miemcë i Kaszëbi żëlë w ùbëtkù i zgòdze do czasu aż Hitler przëszedł. Jak baro to je jiny òbrôz jak nen pòeticczi ò krëwawëch wòjnach, co më wieczi całé z nima wiedlë! Na najëch terenach to dało téż Pòlôchów i Żëdów. Përznã rëchli tu sã pòjôwilë lëdze z Néderlandów, Szkòtowie ë drëdzë. I më nie żëlë w jaczim miodnym swiece bez niezgarë czë distansu. Czãżkò to so wëòbrazëc w naszi niedowiérzający, zamkłi nôtërze. Tu równak nie jidze ò trzimanié sã za rãce i spiéwanié wiesołëch piesniów ò tolerancji. Tu jidze ò pòspólnotã geszeftów i spòdlëczné ùwôżanié dlô drëdżégò człowieka. To wszëtkò, plus nie bëcé szudrą, sygnie, cobë to nie dało etnicznëch tôklów.

Zgódno z tim mëszlenim më bë ni mielë ògreńcziwac Bòsym Antkóm prawów do przëjéżdżaniô, to je mést klôr. Më równak ni mòżemë ùdawac, że ùsmióny deweloperowie i bôjkòwò brzëmiącé miona nowëch fërtlów rozrôstającégò sã na pòstãpné kaszëbsczé môle Trzëgardu jak téż nowi przëbëczowie cygnący z wiôldżégò miasta do òkólnëch miast i wsów, to nie je zagróżba dlô naji kùlturë. Faktë są taczé, że niejedny lëdze ni mają ùwôżaniô dlô gòspòdarzów. Chto òdpòwiôdô za niedopùszczenié miona “Gòwino” w gminie Wejrowò? Chto pisze w jinternece ò “kaszubskich wsiokach”?

Jô nie chcã dołącziwac do chùru lëdzy, co całé żëcé sã tragiczno ùmarłim nie jinteresowelë, a terô stôwają jakno jegò nôwikszi przëstojnicë, co chcą sami na swój krzebt jegò testameńt brac. Trzeba równak przëznac, że Paùel Adamòwicz miôł cos wicy jak kadencyjną kalkùlacjã. Jegò bronienié stolëcznoscë Gduńska, etnofilologie czë wszelejaczé gestë drëszbë czãżkò je wëklarowac z pòzdrzatkù ùsmiéchaniô sã do elektoratu. Przecãtny gduńszczanowie (téż Kaszëbi) w nôlepszim przëtrôfkù mają w te sprawë namkłé, w gòrszim – są procëm. Za tima gestama mùsza stac wizjô Gduńska i rëmù wkół niegò, dze przedstôwcowie rozmajitëch kùlturów sã czëją dobrze. I to je cos wicy jak jinfantilné mùlti-kùlti. Ta wizjô je pòtrzébnô, bò bez wizje, z biôtką le ò jesz jednã kadencjã, le ò jesz jednã akcjã, jeden projecht – më sã flot zmarachùjemë.

Drëgą radą niech mdą słowa, co są pòznaką Gduńska, a terô w tragicznëch leżnoscach są przëbôcziwóné: nec temere, nec timide – bez dërnoscë, le téż bez ùrzasu. Më ni mómë mòżlëwòtów bezpòstrzédny kònfrontacje z kùlturą, co nama zagrôżô (nôbarżi temù, że skòlonyzowóny Kaszëbi żëcé dadzą w ji òbronie), le téż ni mòżemë sã ji dawac. Më mùszimë cwiardo rzeknąc, że më jesmë gòspòdarze, że më jesmë na swòjim i że òdrzucywanié naji kùlturë i wòjna z nią (jak w Gòwinie) to je krok, jaczégò kòżdi mdze żałowôł.

Nasza kùltura mùszi bëc mòcniészô determinacją ji ùczãstników. Znaczenim naszińców w sztrukturach wëszëznów. Wiédzą naszińców ze wszëtczich spòlëznowëch klasów. To wëmôgô wiôldżi wizje i kònsekwentnégò ji realizowaniô. Jeżlë to brzątwienié bë sã zjiscëło, tej strach ò najôzd Antków bë zniknął. To bë bëlë prosto sąsadze, z jaczima më geszeftë robimë.

Lud bez jinicjatiwë – Adamòwa Prostownica

Nama rządzy prosti schemat dzejaniô: môsz ùdba, gôdôsz ò ni jinyma, razã decydëjeta, żebë to zrobic… a tedë sóm to wszëtkò robisz. Jistno z tim – môsz wrażenié, że jaczis lëdze mają Twój pòzdrzatk, le w pierszim lepszim sztóce sã dokònywôsz, że jich deklaracje ni mają cëskù na decyzje w żëcym. Më jesmë lud bez jinicjatiwë. Czemù?

Pò pierszémù z przënãceniô. Wiôldżi dzél historie më za wiele ni mielë do gôdaniô. Pò drëdżémù nasza kùltura, a tak richtich to co më z ni wëcygómë, to je jedno wiôldżé wëcopanié. Z tegò, jak më naszã spôdkòwiznã prezentëjemë, wëchôdô jedna wiôlgô zgòda na to, cobë nama rządzëlë cëzy, a më spòkójno żdelë za jich łaską. Wszëtkò je schòwóné w prostëch historiach, symbòlach, stôwianim akceńtów w zbiérach elemeńtów. Tu më jesmë zdominowóny przez bëlecajstwò nastawioné na letników.

Zaczniemë òd zôczątkù, to je òd załóżczégò mitu. Jaczi béł nasz legeńdarny zôczątk? Jakô legeńda sã z tim parłãczi? Pòwiôstka ò Bògù, co zabéł ò Kaszëbach jak twòrził swiat, i tej rozsëpôł z miecha to, co mù òstało i temù më mómë trój grzëpów, rzéków, lasów, jezór, mòrze i taczi snôżi je ten nasz krôj. Na rówiznie òdczuwaniô ti òpòwiednie przekôz je prosti. Tu nawet ni ma co mëszlec, jaczi më w ti legeńdze jesmë. Naju ni ma. To je jakôs masa, co dostała cos z bùtna. Nôlepszą nają znanką je to, że më mieszkómë we fejn placu, tej za baro sã ni mómë czim pòchwalëc. Czemù jakno załóżczi mit nie fąkcjonëje historiô biôtków Maszczi z Denama òpisónô w skandinawsczich zdrojach, abò Bôjka ò Żelôznym Wilkù Cenôwë? W òbùdwùch historiach mómë herojicznosc, pòstawã òbronë wôrtnotów, antropòmòrfizacjã zagróżbów. To pòzwòliwô ùkładac w głowie mëszlenié ò tatczëznie jakno ò czims, co wëmôgô akcje, a nié le klaskaniô na ji widok. W pierszim przëtrôfkù mómë pòstawã bòhatérë, jaczi, niechcącë stratów w lëdzach, chce przez jindiwidualné miónczi dobëc nad wikińsczim wrogã i tim samim zagwësnic swòjémù lëdowi mir. W drëdżim Żelôzny Wilk pòriwô dzecë, jaczé mają bëc przińdnotą, te dzãka pòmòcë czarzbë dobiwają wòlnotã, le Wilk całi czas dulczi. Ùdôwô mù sã zòchlëc dzeùsa, jaczi za nim jidze, le ji bracyna zabijô złégò bòhatérã. Sostra-zdrôdcka òpùszcziwô zemiã òjców, bracyna-bòhatéra je protoplastą nôrodu. Ale nié, lepi gãstolëc ò turisticznym pòtencjale dónym z niebiańsczégò miecha…

Ò legeńdach to mòże wiele gadac. Historie ò wieszczich i dëchach téż mają wiele herojicznëch wątków, dzyrsczich bòhatérów, co retają spòlëznã przed dzejanim złëch mòców. Sygnie pòszëkac.
Tôkel felënkù jinicjatiwë mómë téż w symbòlice. Dzéń Jednotë Kaszëbów je ùstanowiony na wdôr tegò, że chtos dzes ò naju napisôł. Nie napisôł, że më jaką pòbitwã dobëlë czë jaczi gôrd pòbùdowelë, le że chtos tam je najim władcą. Rozmiejeta Wa tã biérnosc? To dô wiele roczëznów, jaczé spòminają nasze dobëca na rozmajitëch pòlach, nasz rozwij, decyzje, jaczé pchałë do przódkù. Jak to je mòżlëwé, że më tim nie żëjemë?

Ùcékanié òd jinicjatiwë w naji kùlturze wcale nie robi z naszińców strachòbliwców, co sã wëcopiwają z kòżdi akcje. Prosto nie robimë akcjów na rzecz naszégò nôrodu. Rolã mòtora, co naju napãdzywô, przëjimô tedë jinô kùltura, dzysô pòlskô, i to w ji miono pòdjimómë dzejanié. Në i z żôlã jô widzã, że jeżlë më nie przewôrtnimë naszich elemeńtów kùlturë, tej mdzemë mielë to co mómë: dzejanié w miono pòlsczi kùlturë, a Kaszëbë w sërcu do tegò, żebë na nie pòwzerac na kòłowi wanodze. Jô równak wierzã, że sã w naju latos òdecknie Maszka i Krëk, że miast żdac na òbùdzenié wòjska, më sami do pòbitwë staniemë. Jakô to mdze pòbitwa? Chto je naszim wrogã, jaką mô taktikã, czegò tak richtich bronimë i co dobiwómë? Na te pitania òdpòwiôdô cykel Prostownica, jaczi je dali cygniony w 2019 rokù.

10 zdań, które nas, Kaszubów, wkurzają – Adamòwa Prostownica

Dzisiaj pragnę podzielić się spostrzeżeniami na temat tego, co nas irytuje, a powtarza się na tyle często, że wielu z pewnością przeczyta moje słowa jakby to były ich własne. W sumie pojawiają się one od dawna, ale może dzięki temu, że je w sposób bezkonfliktowy wyjaśnimy, w przyszłym roku będzie ich mniej.

1. Jak jest “agrafka” po kaszubsku?
Kto nie słyszał tego pytania? Zawsze się znajdzie jakiś sąsiad, który słysząc, że mówisz po kaszubsku, dzieli się tą niezwykle zabawną zagadką z niesłychanie zaskakującą puentą. Nic to nie da, że w kaszubskim są na to określenia takie jak “zészerka”. Sąsiad i tak powie, że nie (przecież to nie może zakłócić kawału) i tak naprawdę to “zakrąconô szpila”. Po tym oczekuje, że wszyscy wstaną i wśród śmiechu i owacji będą podziwiali jego dowcipność, po czym jakiś muzyk zagra solówkę na perkusji, kobietom od łez śmiechu rozmyją się makijaże, a powietrze przeszyją fajerwerki.

Czy wiecie, że ten żart już nikogo nie bawi? Podobnie jak ten, że “dwie nodżi do grëpë” oznaczają komendę “baczność”. Za to język kaszubski jest bardzo wdzięczny do komizmu językowego i warto poruszyć wyobraźnię i stworzyć coś, co rzeczywiście będzie zaskoczeniem. Niekoniecznie musi być zagadką w stylu “jak jest po kaszubsku”, bo ta konwencja, przynajmniej na jakiś czas nam się przejadła.

2. “Wyobrażasz sobie, żeby na randce mówić po kaszubsku? To by było śmieszne!”
Wyobrażam sobie. Sam tak robię, kiedy zabieram moją żonę. Rozmawiamy tak również o planach na przyszłość, wydatkach, pracy, urlopie, kłócimy się, przepraszamy, prawimy komplementy, dzielimy spostrzeżeniami, mówimy o przeczytanych książkach, opowiadamy dowcipy. To normalne, podobnie jak robienie tego wszystkiego po węgiersku czy w języku Indian Navajo. Każdy z tych języków to system komunikacji, w którym określone dźwięki w określonym układzie oznaczają określone elementy rzeczywistości lub abstrakcyjne pojęcia pozwalające tę rzeczywistość opisywać. Niektórzy naprawdę myślą, że my nagrywamy filmiki, gadamy do mikrofonu i piszemy dla beki, a potem sami się śmiejemy, jaki ten nasz język zabawny. Otóż nie. Następnym razem, kiedy pomyślisz o tym żeby (nawet jako wyraz sympatii) powiedzieć komuś, że fajnie, że mówi po kaszubsku, bo to śmieszne, zastanów się dwa razy. Nikt nie chce słyszeć tego o własnym języku.

Sam miałem dwie takie sytuacje. W jednej, kiedy delikatnie zwróciłem uwagę osobie tak oceniającej, ona nawet nie zrozumiała. Bo jak to zrozumieć, przecież to jest beka. Drugiej osobie zrobiło się głupio, więc chyba ze zrozumieniem tego faktu nie jest aż tak źle. Trochę jesteśmy sami sobie winni. Daliśmy się sprowadzić do roli opowiadaczy kawałów w kolorowych strojach. Nieraz, kiedy mówię coś po kaszubsku w prywatnej rozmowie po występie satyrycznym, ludzie “szukają puenty” i kiedy okazuje się, że to, co powiedziałem, nie miało być zabawne, nieznacznie uśmiechają się “z grzeczności”.

3. “Ni ma Kaszëb bez Pòlonii…”
Nie chodzi o to, że fragment wiersza Derdowskiego nas wkurza. Jest to ważne hasło, które każdy w jakiś sposób uznaje. Dla jednych to wyrażenie naszej polskości, dla innych związku dwóch narodów w ramach jednego państwa. Wkurza nas natomiast używanie fragmentu poezji jako argumentu. Wyobraź sobie, że wynajdujesz ciekawe dokumenty, wypowiedzi ważnych osobistości i starasz się korzystać z różnych nauk, aby nimi opisać rzeczywistość. Ktoś się z Tobą nie zgadza, bo jeden poeta napisał wiersz, w którym jest inaczej. Brzmi niepoważnie? Dla nas to chleb powszedni internetowych dyskusji.

4. “Kaszubi to separatyści!”
Wyjaśniałem to w poprzednich wpisach, wyjaśniałem w komentarzach pod nimi, ale nadal ne jest to jasne. Oczywiście – niejasne może być dla kogoś, kto dopiero poznaje tę tematykę i nie rozróżnia pojęć “narodowość” i “obywatelstwo”. Ja nie za bardzo rozumiem, czym różni się “ironia” od “sarkazmu”, zdarza mi się pomieszać “bynajmniej” z “przynajmniej”, nie potrafię ułożyć w kolejności chronologicznej etapów życia organizmu od poczęcia do śmierci. Nikt z nas nie musi znać się na wszystkim naraz. Boli jednak, że pewnym osobom coś wyjaśniasz, oni nie mają pytań ani uwag, czyli chyba zrozumieli, ale w kolejnych wpisach dalej pokazują, że nie wiedzą, o co chodzi. Tłumaczysz, że jesteśmy Kaszubami, a nie Polakami, ale jesteśmy polskimi obywatelami, a Polska to nasze państwo. Nie czujemy się przez władze okupowani, nie zamierzamy przesuwać granic, jedyne na co nie ma naszej zgody to na narzucanie nam tożsamości. To chyba uczciwe podejście, prawda? I jest to wyjaśnione tysiąckrotnie, ale osoba, która raz się z tym zapoznała za tydzień znowu się zdziwi, że ktoś wobec nas używa słowa “naród” i będzie się pytała o to, dlaczego jesteśmy separatystami. Najzabawniejsze jest to, kiedy ktoś mi wyjaśnia, że ewentualne państwo kaszubskie miałoby problemy gospodarcze, słabe znaczenie na arenie politycznej i jego utworzenie generowałoby koszty. Miło, że ktoś mi to objaśnia, ale w sumie po co? Nie szkoda czasu?

Jedyny aspekt separatystyczny to dla mnie chęć odseparowania się od kretynów, którzy nie mogą tego zrozumieć. Nie mówię tu o każdym, kto zgłasza takie wątpliwości, ale o tych, którym wyjaśnienie tego nic a nic nie daje.

Osobom, które pierwszy raz stykają się z tą tematyką, z chęcią tłumaczę: deklarujemy odrębną narodowość, tak jak robili to nasi przodkowie od czasów Wiosny Ludów, kiedy pojęcie narodu się krystalizowało. Od czasów wygaśnięcia dynastii książąt pomorskich nie dążyliśmy do utworzenia własnego państwa, ponieważ mija się to z postawionymi przez nas celami. Jedno drugiego nie zakłada, w Polsce oprócz Polaków żyją Łemkowie, Tatarzy, Ślązacy, Kaszubi, Romowie itd. W przypadku wątpliwości i pytań proszę mówić, chętnie objaśnię.

5. “Nie piszę po kaszubsku, bo narobię błędów”
Wśród Kaszubów panuje ciekawy paradoks. Osoby, które piszą w urzędach, na plakatach, w restauracjach itp. nie tylko popełniają błędy, ale olewają głosy krytyki, podają pokrętne tłumaczenia, dlaczego akurat taki zapis zastosowali i są przekonani o swoich kompetencjach. Z kolei tam, gdzie jest przestrzeń na naukę na własnych błędach i szlifowanie – w prywatnej korespondencji, nieoficjalnych wpisach na portalach społecznościowych itd. ludzie wykazują się zbyt daleko posuniętą skromnością i rezygnują z pisania po kaszubsku, bojąc się krytyki. Ludzie, piszcie! Inaczej nie da się nauczyć. I nie taki diabeł straszny – my, piszący po kaszubsku, nie jesteśmy potworami, które wypatrzą każdy błąd i uduszą jego autora podczas snu. Zdarzy się, że ktoś “poprawi” nas publicznie, co może być krępujące, ale tym naprawdę nie warto się przejmować. Z kolei do osób, którzy starają się korygować błędy innych apeluję – bądźcie delikatni, można to zrobić w prywatnej wiadomości, można podczas wymiany wpisów samemu zastosować poprawną formę jako przykład – ludzie są różni i nie każdemu przyjęcie krytyki przychodzi z łatwością. To naturalne, nie budujmy barier dla takich osób. Otwarcie krytykować można jedynie instytucje, które robią coś publicznie i powinny stanowić wzór.

6. “Gdańsk nie jest stolicą Kaszub”
Argumenty za tym, aby to inne miasto było naszą stolicą, opierają się głównie na żywotności kultury, etnicznych proporcjach w populacji i woli mieszkańców oraz samorządów. Tymczasem stolica to siedziba władz. My własnych władz nie mamy, ale ich siedzibą w tej części Pomorza, w której dzisiaj żyjemy, był i jest Gdańsk. Kropka. Książęta kaszubscy nie rezydowali w wiosce nazwanej Kartuzami, Wejherowo w ich czasach było porośnięte puszczą. A, że tylko 10% gdańszczan to Kaszubi? W Londynie może niedługo pozostanie tyle etnicznych Anglików, ale nie sądzę, by chcieli przenosić z tego powodu swoją stolicę.

W całej dyskusji zastanawia mnie duże zaangażowanie jej uczestników. Stolica w obecnej rzeczywistości ma dla nas wymiar symboliczny – odwołuje się do historii, idei. Uznanie Gdańska za stolicę, co zostało zrobione już przed wielu laty, nie nakazuje mieszkańcom przyjęcia określonej postawy, nie zmienia języka urzędowego, nie powoduje dyskryminacji. Poza tym nie ujmuje innym kaszubskim miastom nic z ich roli kulturotwórczej. A Gdańsk będzie stolicą ze względu na fakty, więc nie ma sensu się spierać, czy warto go uznawać czy nie, bo nie zmienimy historii, z której wiadomo, kto nadał miastu prawa miejskie i kto spoczywa w Katedrze Oliwskiej. Nie szkoda czasu i nerwów na dyskusję na ten temat? To tak jakby zupełnie serio dyskutować ze specjalistami od „Imperium Lechitów” czy Płaskoziemcami.

7. “Po co ci kaszubski?”
Odpowiedź w tym felietonie.

8. “Tobie się ten kaszubski jeszcze nie znudził?”
A Tobie polski? Kiedy przestniesz się wygłupiać i podpisywać zdjęcia na insta w tym zabawnym języku? Widzisz, jak absurdalnie to brzmi? A powtarzane wielokrotnie staje się irytujące.

9. “To Kaszubi mogą…”
Dodaj, co chcesz. Chodzić na basen? Jeść sushi? Grać w coś, co nie jest baśką? Serio, spotykam się z takimi pytaniami. Kiedy wychodziłem od masażysty osoba, która mnie zna, spytała “To Kaszubi chodzą na masaż?”. Nie, jak coś nas boli, to idziemy do żyjącej w lesie babci, która naparzy nam ziół i natrze tajemniczą maścią, wykonując znak krzyża i spluwając przez lewe ramię. Niby to żart i nie ma co się obrażać, jednak pokazuje, jaki jest nasz obraz w społeczeństwie. Żyjemy w szachulcowych chatkach, w których nie ma prądu, wodę czerpiemy ze studni i nie interesuje nas nic zzewnątrz. Wiecie, że tak nie jest? I nigdy nie było, bo jako lud nadmorski mieliśmy dosyć duży dostęp do dóbr i idei z innych kultur już od czasów przedchrześcijańskich. Obcowanie z innymi i korzystanie z ich dorobku mamy we krwi.

Kiedyś ciocia spytała mnie, jak jest “ksero” po kaszubsku i kiedy jej powiedziałem, to mówiła, że na pewno tak nie jest, bo Kaszubi nie robili ksero… serio!

10. “Zrób to tak, żeby turystów to zainteresowało”
Mówiłem już w jednym z poprzednich tekstów. Nie jesteśmy małpami w cyrku, nie robimy naszej kultury pod turystów. Dla nich mamy pewne elementy, ale one nie są naszą całą spuścizną. Jak coś robimy, to niekoniecznie nastawiamy się na to, żeby inni nas oglądali i płacili. Robimy to dla siebie, tak jak każdy naród.

Chcesz wiedzieć co mnie wkurza najbardziej? Że w większości powyższe zdania słyszę od samych Kaszubów…

Takich zdań jest mnóstwo. Jak ich uniknąć? Po prostu traktujmy kaszubską kulturę normalnie. Jesteśmy ludźmi, którzy mają określone, jasno wyrażone poglądy, swoją tożsamość traktujemy serio, to znaczy nie jest ona elementem pracy czy zabawy, którą opuszczamy, kiedy nam się znudzi. Podobnie jak Ty nie opuszczasz swojej tożsamości, tylko towarzyszy Ci ona w każdej chwili i nie chcesz, aby została urażona. Nie myśl też, że jesteśmy bardzo delikatni i apeluję tutaj o jakieś specjalne traktowanie. Wręcz przeciwnie, na ten rok i wszystkie kolejne życzymy sobie, żebyśmy się traktowali normalnie.

Z familią nôlepi w ksążkach? – Adamòwa Prostownica

Familijné swiãta – z jinternetowëch òbrôzków jô widzã, że to je straszny czas, czej më mùszimë ùdawac, że sã kòchómë, sztresowac sã pòtkaniama z wùjama z jiny pòliticzny òpcje i nieszczerze so żëczëc tegò, co dobré. Je z nama tak lëchò? I mòże më – nôrodny i niénôrodny dzejarze téż jesmë taką familią, z jaką dobrze wëzdrzimë le na òdjimkach abò lepi – w pòprojektowëch pùblikacjach?

Czej jô widzã lëdzy, co przed Gòdama stãkają, że przed nama cząd nieszczerëch gôdków, larwów nakłôdaniô, sztresu zrzeszonégò z wëmùszonyma pòtkaniama, to mògã le żałowac tëch niebòrôków. Mòja familiô téż nie wëzdrzi jak z reklamë margarinë, le jô bë w żëcym nie pòmëszlôł, że pòtkanié z nią to je jaczi niechcóny òbrzészk. A mòże prawie temù, że më nie wëzdrzimë jak zerialowô rodzëzna i nawet nie próbùjemë bëc. Rozmajice biwô, le më sã razã trzimiemë i nawet jak chtos sã z tegò wëkrësziwô, tej je traktowóny ze żëcznoscą, jakô sã kòżdémù człowiekòwi słëchô. Taczi niedoskònałi familie jô kòżdémù żëczã!

Jistno je z krewnyma na wiesołach. To dô rozmajité tegò zortu rozegracje. Na jednëch widzymë ùsmióną grëpã lëdzy, co sã sobą ceszą. Na drëdżich Młodô Pôra so wëmëszliwô Amercan Wedding, biôłą tonacjã, pòwôżną mùzykã i pilëją, cobë nick nie zabùrzëło fòrmë. I tedë lëdze mają stracha sã ùsmiechnąc, bò jak to mdze na zdjãcach wëzdrzało? Młodô Panna je tak zajisconô tim, cobë kwiatë nie òpadłë, że nie ceszi sã z tegò, że długò niewidzonô półsostra sadła kòle kawaléra i klôr widzec, że òna sã szëkùje do złapaniô sztraùsa na òczepinach. Taczégò pòdchôdaniô jô nikòmù nie żëczã.

Jaką familią jesmë më – jãzëkòwi i nôrodny aktiwiscë? Jak kòżdô – pòdzeloną, z czôrnyma òwcama, pò rozmajitëch przeżëcach, pòrenioną, le taką, co jidze do przódkù. Nié ò tim jô równak chcã gadac. Gòdë to je dobri czas, cobë sã przërównac, czë më chcemë ùchòwac sztiwną fòrmã, w jaczi ni ma placu na spòntanicznosc i wseczëca czë jesmë grëpą dejowò krewnëch lëdzy, co sã dobrze ze sobą czëją i są żëczny nawet czej cos, jak to we familii, nie wëchôdô.

Jô móm czile spòminków z taczich “familijnëch pòtkaniów”. Rôz, czej bëła gôdka ò projektach, jaczé je nót zrealizowac i zdrojach finansowaniô, chtos rzekł, że më mùszimë sã wicy pòtikac, gadac, bëc ze sobą, lepi sã pòznac, zajinteresowania rozwijac, w planszówczi grac… mie zasztopało. Në jo! To mô cwëk! Wiész Të jak òdpòwiedzelë jiny ùczãstnicë zéńdzeniô? Rzeklë, że to je baro dobrô ùdba i to mùszi napisac projecht na cykel pòtkaniów! Serio?! To mòże chcemë napisac wniosk ò ùdëtkòwienié jidzeniô na piwò? Më mùszimë wëlezc bùten rubrików, tegò nieszczerégò pòtikaniô w karnie, w jaczim sã lëchò czëjemë, a zacząc bëc familią, co sã ceszi na swiãta – mòżlëwòtã pòtkaniô i spãdzeniô czasu. Czemù to je wôżné? Bò tedë më jesmë żëwim òrganyzmã, nié zamkłim karnã do realizowaniô prostëch zadaniów. Dzãka temù më jesmë w sztãdze nie marnowac leżnosców, chtërnëch më z dotacyjnégò rozwarkù nie widzymë. Te leżnoscë są wkół. To są lëdze, jaczi chcą do naju dołãczëc, nawet czej sã nie znają na ti robòce. A mòże mają jiné taleńtë, jaczich nigdë sã nie òdkrëje, bò w latosym rozdanim ni ma na nie pieńdzy?

Drëgô sytuacjô to rozmòwa pò szpëtôklu, jaczi më wëstôwielë. Më bëlë zwëczajno médëch tim dokazã, próbama, témą, nama bëło nót sã pòtkac przë czim smacznym i wëluzowac. Nie dało sã. Za wiele projektów, jaczé je trzeba napisac dzysô, bò nama leżnosc na wëjôzd, kònferencjã i wëstôwk ùceknie. I tak më tegò pilëjemë, że nama ùcékô szansa na przetrawienié jednégò wątkù, pògôdanié ò nim, pòznanié drëdżégò człowieka. Za to bëlno znajemë òperacyjné programë samòrządów, rządu i Eùropejsczi Ùnie. Co z tegò, jak më nie rozmiejemë wińc bùten tegò wszëtczégò. Chtos, chto ni mô do tegò głowë, jak sã mô z drëdżima aktiwistama pòtkac, sã czëje jak przed rozmòwą przë gòdowim stole ò pòlitice z wùją, jaczémù i tak nie wëklarëjesz, a żëczbë złożëc mùszisz.

Rodzëznë brëkùją rituałów, swiãtów, jaczé brzątwią lëdzy wkół stołu. Jinaczi wszëtkò sã sëpie. Tak je w kòżdi kùlturze, że plac do jedzeniô je tim, co trzimie tradicjã – w kòżdim jednym plemieniu i nôrodze. Do tegò je nót datów, jaczé są klôr, kòżdi je znaje i sã do nich dopasowiwô. Jistno më brëkùjemë tëch “swiãtów” – projektów, bò bez nich nic nie pùdze do przódkù. Trzeba równak téż negò “stołu” – placu do zwëczajny lëdzczi łączbë, cobë më w drodze wprzódk czasã nie mijelë naszich célów i widzelë, co w naszim dzejanim je wôżné. Tegò jô żëczã Wajim familióm, a téż naji pòspólny, kaszëbsczi rodzëznie.

Gwiôzdor (Gwizdor) i Gwiôzdka (Panëszka) – krótkò ë na témã

Lëdzkô ò nich ùdba je rozmajitô ë ten, chto gôdô, mô prosto. Kò nicht nie je krziw co do naszëch czasów, tak malo òstalo z wiédzë ò nich. Jistno jak jãzëk w latach 70. XX stalata, tacëc sã zaczãna òpòwiedniô ò tëch dwòje. Gwizdor (Gwiôzdor) i Gwiôzdka (Panëszka) są dzysôdnia ju wnetka nieznôny w Kaszëbsce, a bënômi sã stalë pòmiónã sebie samëch w swiece òpanowónym przez Mikòłôja (Nikòłôja) – negò zlégò dëcha w czerzwionym òbleczenim biegającégò.

Jô ju òd cziles lat próbùjã dóńc do prôwdë ò nëch dwòje. Żebë pòznac lepi, co lëdze wiedzą ò Gwiôzdorze, w 2015 r. przërëchtowalë më z Kaszëbską Jednotą w Radiu Kaszëbë cykel aùdicjów, jaczé mialë dac slëchińcóm szansã na pòdzelenié sã jich przeżëcama z tą pòstacëją zrzeszonyma. Prôwda je takô, że to za wiôldżégò brzadu nie dalo. Nie tak dôwno, móże w nowembrze abò na pòczątkù gòdnika 2018 r., ò wspòminczi ò Gwiôzdorze prosa na Fejsbókù gazétniczka Radia Gduńsk Tatiana Slowi, le tą razą téż to nie przënioslo nick nowégò ë naszi wiédzë ò kaszëbsczich gòdowëch zwëkach nie pòszërzëlo.

Dzysdniowé gwiôzdczi – panëszczi – gwiżdże z Kòsowa (kartësczi kréz)

Do Gód nie òstalo wiele czasë. Jô jakno szkólny w Naji Szkòle we Wejrowie, móm ùczniom, jich starszim ë na òstatkù téż jinym szkólnym, wëklarowac, chto to są nen Gwiôzdor, na Gwiôzdka ë ne gwiôzdczi, gwiżdże a panëszczi. Kò to móże w glowã zôńc òd taczi bókadoscë ë krëjamnotë, a më doch (òsoblëwie dzecë) w dzysészim swiece chcemë miec wszëtkò w òrnungù! Sedzã tej ë kómbinëjã. Hewò co z tegò kómbinowaniégò mie wëchôdô:

  1. Gwiôzdor przëchôdô we Wilëją Gód. Wëzdrzi òn rozmajice: czasã mô òbleklé kòżëch przewrócony, czasã mòdrą kòszlã, jiną razą mantel slomiany. Na glowie nosy fùtrewą mùcã abò klobùk, abò kòrónã ùplotlą ze slomë, jakô sã zwie kôpa ë przëpòminô kòszkã. Twôrz Gwiôzdor mô zaslonioną larwą a w rãcë trzimô kòrbôcz abò rózgã. Mô òn ze sobą miech z darënkama (czedësz to bëlë drzewiané zabôwczi, òrzechi, kùszczi, szlejfczi) dlô grzécznëch dzôtk, co pôcérz mògą, ë rózgã / kòrbôcz dlô nielusëch, co przez cali rok rôkùją ë pôcerza ni mògą.
  2. Gwiôzdor mô wiele mión: Gwizdór, Gwiżdż, Gwiszcz, Stôri Józef, le wiedno je to prowadnik Gwiôzdczi (gwiôzdków, gwiżdżów, gwizdarzów, gwiôzdorów), jaczi pierszi wchôdô w chëcze ë sã domôcëch pito: „Chceta wa (Panią) Gwiôzdkã widzec?”
  3. Gwiôzdor glosno gwiżdże abò zwòni zwónkã, czasã klëkòce klëkòtką.
  4. Pani Gwiôzdka (prowadzonô przez Gwiôzdora razã z jinyma pòstacëjama z gwiôzdków) téż môlama rozdôwa darënczi we Wileją Gód. Tak bëlo w òkòlim Gduńska, Kartuz, na Òksëwsczi Kãpie ë na Hélsczim Póllądze. Bëla òna òbleklô na biôlo ë kòl rëbôków gãbã miala przëkrëtą jadrã. Wedle stôrëch lëdzy Gwiôzdka bëla z Gduńska, bò tam òna mògla w krómach dostac ne zachë na darënczi.
  5. Pani Gwiôzdka na nordze ë nordowim-zôpôdze zwala sã Panëszką. Wedle mie to sã stądka wzãno, że tam na nordze bëlo czedësz wiele panów (wicy jak dze jindze na Kaszëbach), a panëszka to je córka abò bialka pana. Prawie dlôte òna téż mògla darënczi przënaszac, bò bëlo jã nó to stac.

Na zakùńczenié jô wszëtczim żëczã, cobë latos na pitanié: „Cëż cë Gwiôzdór przëniós? / Cëż cë Pani Gwiôzdka – Panëszka – przëniosla? ”, Wa mòglë pòwiedzec: „Wszelenijaczégò skòpicą miech!”