Archiwum kategorii: Jãzëk

Problem z definicją terminu „język regionalny”

Na konferencji zatytułowanej „Polszczyzna wczoraj i dziś – pamięć, inspiracje, perspektywy”, zorganizowanej z okazji 60-lecia gdańskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego w dniach 21-22 października br., jedna z kilku sekcji poświęcona była językowi kaszubskiemu. Wystąpili na niej językoznawcy z Uniwersytetu Gdańskiego: Danuta Stanulewicz, Hanna Makurat-Snuzik, Marek Cybulski oraz Artur Jabłoński z Dwujęzycznej Prywatnej Szkoły Podstawowej Naja Szkòła w Wejherowie, który podjął próbę odpowiedzi na pytanie „Czy nadanie językowi kaszubskiemu statusu języka regionalnego zamknęło w Polsce dyskusję na temat tego, czy kaszubszczyzna to język czy dialekt?” Artykuł, który publikujemy w Skrze, jest nieco zmienioną wersją tekstu wygłoszonego na konferencji.

Wśród polonistów i językoznawców w Polsce dość powszechny jest pogląd, że odkąd w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dnia 6 stycznia 2005 język kaszubski został uznany za język regionalny, zamknięty został „toczący się od XIX wieku spór na temat tego, czy jest to język, czy dialekt” (Ostrowska 2016: 104, Sagan-Bielawa 2016: 11; zob.: Treder 2013, Wicherkiewicz 2014, Zieniukowa 2005). Jednocześnie jednak niektórzy – również i ja chcę do nich dołączyć – wskazują, iż: „istotnym problemem terminologicznym jest świadomość definicji języka regionalnego” (Ostrowska 2016: 104, Sagan-Bielawa 2016: 9-10). Europejska karta języków regionalnych lub mniejszościowych, a za nią polska Ustawa z dnia 6 stycznia 2005 r., podają następującą definicję:

a) „języki regionalne lub mniejszościowe” oznaczają języki, które:

(i) są tradycyjnie używane na określonym terytorium państwa przez obywateli tego państwa tworzących grupę mniejszą liczebnie od pozostałej części ludności tego państwa,

(ii) różnią się od oficjalnego języka (języków) tego państwa, nie obejmuje to ani dialektów oficjalnego języka (języków) tego państwa, ani języków migrantów

(EKJRM art. 1).

W polskim prawodawstwie termin „języki regionalne” został zaczerpnięty wprost z praktyki prawnej Republiki Fedaralnej Niemiec, z nomenklatury obowiązującej w odniesieniu do języka dolnoniemieckiego (Wicherkiewicz 2014: 234). W językoznawczej tradycji europejskiej określenie „języki regionalne” ma dość ugruntowaną pozycję. Funkcjonuje we Francji (langues régionales) i we Włoszech (dialetti) (za: Wicherkiewicz 2014: 78). W filologii polskiej dopiero Alfred Zaręba w 1988 r. zaproponował, by traktować termin „języki regionalne” bliskoznacznie z pojęciem „mikrojęzyków literackich” stosowanym przez Aleksandra Duliczenkę, profesora katedry slawistyki Uniwersytetu Tartuskiego w Estonii (Zaręba 1988: 76-86). Termin „mikrojęzyk literacki” (Duliczenko 1981), posłużył Diliczence do nazwania etnolektów postrzeganych jako ogniwo pośrednie pomiędzy dialektem i językiem, które tradycyjne słowiańskie językoznawstwo traktuje zwykle jako dialekty, regionalne wersje języka ogólnego. Mikrojęzyki literackie nawiązują często do starszych tradycji literackich (gramatyką) i dążą do kodyfikacji. Charakteryzują się peryferyjnym lub wyspowym charakterem, a ich literatury prezentują węższą paletę gatunków (zob. Wicherkiewicz 2014: 35-36).

Przed wejściem w życie regulacji Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. terminu ”język regionalny”, jak zauważa Mirosława Sagan-Bielawa, „nie stosowano w wypadku polskiej rzeczywistości językowej w odniesieniu do kodu mającego być z założenia czymś odmiennym niż język polski i jego odmiany (gwarowe, regionalne)” (Sagan-Bielawa 2016: 9). W świadomości większości społeczeństwa, w tym także polonistów, którzy mają przecież olbrzymi wpływ na stan wiedzy kolejnych pokoleń, funkcjonuje więc inna definicja pojęcia „języka regionalny”. Różni się ona zasadniczo od definicji prawnej, jak również tej postulowanej przez Alfreda Zarębę w oparciu o pojęcie „mikrojęzyk literacki” Aleksandra Duliczenki z lat 80. XX w. i nie mającą nic wspólnego z terminem „kolateralne języki regionalne” zaproponowanym już w XXI w. przez Tomasza Wicherkiewicza.

Określenie „język regionalny” jest terminem znanym Polakom od połowy ubiegłego stulecia z klasyfikacji odmian współczesnej polszczyzny Zenona Klemensiewicza (Klemensiewicz 1953). Obejmuje odmiany gwarowe języka polskiego. Zgoła inaczej, niż chcieli twórcy definicji z EKJRM oraz z Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. Dla Zenona Klemensiewicza i pokoleń wychowanych na zaproponowanej przez niego terminologii, „język regionalny” nie jest konkretnym systemem językowym, ale opartym na tradycji językiem „milionów Polaków, przede wszystkim chłopów polskich, zwłaszcza starszego i najstarszego pokolenia” (Klemensiewicz 1982: 369). Polski językoznawca postulował stosowanie go „w opozycji do języka ogólnego” (Sagan-Bielawa 2016: 9), będącego „w węższym lub szerszym zakresie własnością wszystkich wychowanków szkoły podstawowej” (Klemensiewicz 1982: 369).

Pomimo prawno-politycznego usankcjonowania, język kaszubski pisany z przymiotnikiem „regionalny” lub wprost „język regionalny” bez określenia „kaszubski”, ogołocony jest w ten sposób istotnego dlań prestiżu. To z kolei może stanowić pożywkę dla ciągłego odżywania dyskusji język czy dialekt, która tli się jednak cały czas w Internecie, medium nieobojętnym dla nikogo we współczesnym świecie. Na przykład językoznawca Artur Czesak, na pytanie internauty: „Czy język kaszubski jest dialektem, czy oddzielnym językiem? Docierają do mnie sprzeczne informacje na ten temat. Proszę o rozstrzygnięcie.”, odpowiada: „Na gruncie prawnym sprawa jest oczywista (…). Ustawowy zapis bynajmniej nie rozstrzygnął sporów, które od z górą stu lat toczone są w kręgach językoznawców, publicystów, socjologów, historyków, polityków i wielu zwykłych obywateli. Tzw. „kwestia kaszubska” w polskich kręgach językoznawczych nie wydaje się zamknięta https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jezyk-kaszubski;7855.html

Parafrazując Jadwigą Zieniukową, która napisała, że „[p]ytanie o status kaszubszczyzny to w istocie pytanie o prestiż tej mowy” (Zieniukowa 2001), można obecnie stwierdzić, iż pytanie o prestiż języka kaszubskiego jest w istocie pytaniem o zachowanie i rozwój kaszubskiego jako języka zagrożonego. Do postawienia tej tezy skłoniły mnie obserwacje poczynione z jednej strony z punktu widzenia badacza, a z drugiej spostrzeżenia użytkownika języka kaszubskiego, nauczyciela tegoż języka w dwujęzycznej szkole podstawowej Naja Szkòła w Wejherowie oraz współtwórcy “Strategii rozwoju języka i kultury kaszubskiej” z 2006 r., w której założono, iż należy “uczynić język kaszubski zdolnym do trwania i rozwoju” (SORJKK 2006: 9).

W kontekście rozważań „o prestiżu” języka ważne jest pytanie o stosunek do niego jego użytkowników (Majewicz 1989; Wicherkiewicz 2014). U kaszubskich elit językowa samoidentyfikacja widoczna jest od zarania ich etnicznej emancypacji, którą zapoczątkował w połowie XIX stulecia Florian Ceynowa, który uznał kaszubski za odrębny język słowiański i stworzył pierwszy standard literackiej kaszubszczyzny (zob. Wicherkiewicz 2014: 197, 203). Język kaszubski, przede wszystkim poprzez literaturę, rozwijali i pielęgnowali Młodokaszubi, skupieni wokół czasopisma „Gryf”,wydawanego z przerwami w latach 1908-1934. Następujące po nich pokolenie Zrzeszyńców od przełomu lat 20. i 30. XX w. widziało potrzebę oficjalnego uznania kaszubskiego za odrębny język „o uniwersalnym i (nienazwanym tak jeszcze) potencjalnie polisemiotycznym zakresie użycia” (Wicherkiewicz 2014: 206).

W okresie powojennym, pod naciskiem partyjnych władz PRL, ci sami działacze – zmuszeni do zastąpienia terminu „język kaszubski” pojęciem „mowa kaszubska” będącego „przełożeniem neutralnego endolingwonimu kaszubskiego: kaszëbskô mòwa” (Wicherkiewicz 2014: 231) – wydali w 1956 r. Memoriał grupy inteligencji i pisarzy kaszubskich o położeniu kulturalnym Kaszub (zob. Obracht-Prondzyński 2006: 28-33). Zrzeszyńcy przedstawili w nim postulaty programowe rodzącego się wówczas Zrzeszenia Kaszubskiego. Na długie lata ustalili „zarys wprowadzonej później stopniowo w życie wewnętrznej strategii na rzecz »mowy kaszubskiej«, która po 1989 r. mogła przerodzić się w strategię na rzecz »języka kaszubskiego« w wymiarze (nowoczesnego) planowania językowego” (Wicherkiewicz 2014: 230). Symbolicznym zwieńczeniem wysiłków tej grupy było przetłumaczenie przez ks. Franciszka Gruczę na język kaszubski 4 Ewangelii, wydanych pod tytułem Kaszëbskô Bjiblejô na kilka miesięcy przed śmiercią tego ostatniego Zrzeszyńca (Grucza 1992).

III Rzeczpospolita dała Kaszubom szansę na własną edukację w państwowym systemie oświatowym. Nauczanie języka kaszubskiego w szkole rozpoczęło się we wrześniu 1991 roku (Mistarz 2014). Pierwsze kaszubskie szkoły powstały w Głodnicy, w gminie Linia (szkoła podstawowa) i w Brusach (liceum ogólnokształcące). Jednak dopiero po wejściu w życie Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dnia 6 stycznia 2005 r., edukacja etniczna – pod tym pojęciem zawiera się nauka języka kaszubskiego oraz własnej historii i kultury – rozwinęła się w sposób znaczący, co wiąże się z ustaleniem sposobu finansowania nauczania języków mniejszości przyjętego przez ministerstwo edukacji. Trzy godziny lekcyjne języka kaszubskiego w tygodniu, nauczanego jako języka obcego, a także 30 godzin własnej historii i kultury w klasie V i VI szkoły podstawowej oraz taka sama liczba godzin lekcyjnych w jednym roku czteroletniego kursu w szkole średniej nie może satysfakcjonować. Dlatego pojawił się pomysł na kształcenie dwujęzyczne, pozwalające na głębsze zanurzenie się w języku i kulturze.

Pomimo tych wszystkich starań, wśród osób mających zdecydować o edukacji swoich dzieci, a także pośród samych uczących się, dość powszechnie powtarzają się zdania typu: „Ty się uczysz kaszubskiego? A po co? Ty się angielskiego lepiej ucz!”. Także wobec takiej postawy, przymiotnik „regionalny” (o proweniencji bardziej politycznej niż lingwistycznej) użyty w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z 6 stycznia 2005,nie służy powadze, znaczeniu i roli, jaką Kaszubi (i inni) świadomi wykorzenienia w konfrontacji z procesami globalizacji i komercjalizacji winni przypisywać swojemu językowi.

Terminologia wprowadzona w Europejskiej karcie języków regionalnych lub mniejszościowych oraz polskiej Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym – moim zdaniem – ani nie zamknęła jednoznacznie w Polsce dyskusji „język czy dialekt”, ani nie zapobiegła upośledzaniu języka kaszubskiego. Mam uzasadnione obawy, że używanie określenia „język regionalny” w stosunku do kaszubszczyzny, może spowodować z czasem częściowe lub nawet całkowite wyrugowanie terminu „język kaszubski” z różnych aktów prawnych (już dziś dzieje się tak w przypadku rozporządzeń MEN – warto to prześledzić, np. ROZPORZĄDZENIE Ministra Edukacji Narodowej z dnia 18 sierpnia 2017 r. w sprawie warunków i sposobu wykonywania przez przedszkola, szkoły i placówki publiczne zadań umożliwiających podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej i językowej uczniów należących do mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym (Dz.U. z dnia 30 sierpnia 2017 r.))

To rugowanie pojęcia „język kaszubski” może wyglądać analogicznie do zjawiska, na które zwraca uwagę Mirosława Sagan-Bielawa, gdy omawia w jaki sposób w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym ujęci zostali Kaszubi, których objęto kategorią „Społeczność posługująca się językiem regionalnym” i gdy pisze jakie są tego konsekwencje:

[P]o kilku latach od wprowadzenia nowych przepisów, można zaobserwować niezamierzony skutek tego rozwiązania w postaci pomijania etnonimu Kaszuba w urzędowych zestawieniach statystycznych (rodzaj tabu językowego). O ile zestawienia dotyczące na przykład struktury zawodowej czy rozmieszczenia społeczności wymienionych w ustawie z 2005 r. swobodnie posługują się odpowiednimi etnonimami Ukraińcy, Romowie, Białorusini, Niemcy itd., dane dotyczące Kaszubów tytułuje się w sposób opisowy: język kaszubski, społeczność posługująca się językiem regionalnym, osoby posługujące się w kontaktach domowych językiem kaszubskim, społeczność z językiem kaszubskim itp. Ten sposób określania Kaszubów, który znajdziemy nie tylko w ustawie o mniejszościach, ale w opracowaniach rządowych na temat mniejszości narodowych i etnicznych (zob. Charakterystyka mniejszości, IV Raport 2013), również w raportach z realizacji postanowień EKJRM (Raport 2010, Raport 2014) wydaje się sugerować, że język jest jedynym wyznacznikiem odrębności tej grupy (Sagan-Bielawa 2016: 12-13).

Dzieje się tak, pomimo że intencją wprowadzenia EKJRM było podkreślenie europejskiej różnorodności językowej i uregulowanie relacji między językami silnymi a zagrożonymi (Wicherkiewicz 2014: 344). Należy bowiem pamiętać, że status języków zależy od wykładni postanowień państw, które EKJRM ratyfikowały i które mają ponadto własne akty prawne. W tym kontekście interesujące są badania Artura Stęplewskiego, który zauważył m.in., iż „Historia języków narodowych wpisuje się zawsze w dyskurs nacjonalistyczny i, zgodnie z założeniem, że język stanowi element kultury narodowej, umieszczona jest w dziejach tego narodu jako wyjątkowy środek scalający społeczeństwo (…). Rolę rozwoju języka należałoby zatem umieścić wśród mitów narodowych, podobnie jak inne symbole, takie jak np. wielcy bohaterowie, przegrane/wygrane bitwy, barwy i znaki państwowe” (Stęplewski 2018: 69). Badacz stwierdza, iż taki historycznojęzykowy tok rozumowania „zakłada istnienie zewnętrznego wroga” (Stęplewski 2018: 71), którym mogą być np. wszyscy ci gramatycy, językoznawcy, ludzie pióra zajmujący się językiem, którzy mają inne, nieprzystające do zinstytucjonalizowanego (państwowego) ujęcia historii, a także stają się wrogie te odmiany języka, „które nie stały się podstawą tworzonej normy, standardu państwowego” (Stęplewski 2018: 71). Bazując na własnym doświadczeniu użytkownika języka kaszubskiego, mogę potwierdzić tezy A. Stęplewskiego, że wiele aspektów dotyczących wzajemnych relacji języków „narodowych” (państwowych) z językami „mniej/rzadziej używanymi, regionalnymi, mniejszościowymi”, można opisać „posługując się dyskursem postkolonialnym” (Stęplewski 2018: 71). Odnosi się to np.: „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków (…). Język X przy tym wydaje się niepełnowartościowy bez udowodnienia jego wielowiekowego rozwoju” (Stęplewski 2018: 72).

Lingwistyczne definicje języka, jako systemu służącego potrzebie komunikowania się ludzi między sobą (Zieniukowa 2001: 67), nie są wystarczające z perspektywy polityki. Stąd i określenie „język regionalny”. A przecież język kaszubski wpisuje się w najbardziej powszechną definicję, słowo „język”, które w polszczyźnie oznacza „system znaków (prymarnie dźwiękowych, wtórnie pisanych i innych) służący do porozumiewania się w obrębie danej społeczności. Język jest tworem społecznym, tj. wspólnym wszystkim członkom danej społeczności” (Urbańczyk, red. 1978: 136; zob. Polański, red. 1993). Podstawowa rola jaką odgrywa język narzuca nań konieczność bogacenia się i rozwijania, tak jak w przypadku języka kaszubskiego a sami Kaszubi stanowią „społeczeństwo, które osiągnęło znaczny stopień integracji (np. naród)” i wytworzyli odmianę języka etnicznego, zwaną umownie językiem ogólnym, który „jest narzędziem porozumiewania się o największym zasięgu, ponieważ zaspokaja potrzeby komunikacyjne wszystkich warstw społecznych na danym obszarze (np. jako język narodowy)” (Wicherkiewicz 2014: 26).

Zakończę moje rozważania odwołaniem się do książki Adeli Kożyczkowskiej Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, która opisuje tradycję gdańskich badań nad kaszubszczyzną i nad doświadczeniami językowymi, społecznymi oraz edukacyjnymi Kaszubów. Autorka przedmiotem swoich badań czyni „wiedzę o kulturze kaszubskiej, która wytwarzana jest instytucjonalnie i funkcjonuje jako teoretyczne koncepcje kaszubszczyzny” (Kożyczkowska 2019). Adela Kożyczkowska wyodrębnia dwie takie koncepcje, które nazywa teoriami i pisze: „Dają się one rozpoznać jako dwa konfrontacyjne wobec siebie ujęcia, które nazywam kaszubocentryzmem i polonocentryzmem. (…) [J]ądrem pierwszej jest uznanie autonomii języka kaszubskiego, jądrem drugiej jest uznanie jego zależności od języka polskiego” (Kożyczkowska 2019).  

Bibliografia:

Duliczenko A. D., 1981, Slavjanskie literaturnye mikrojazyki. Voprosy formirovanija i rozvitija, Tallin: Valgus.

Grucza F., 1992, Kaszëbskô Biblëjô. Nowi Testament. IV Ewanjelje, Poznań: Hlondianum.

Klemensiewicz Z. 1953, O różnych odmianach współczesnej polszczyzny, Warszawa: Wydawnictwo PIW 

Klemensiewicz Z. 1982, O różnych odmianach współczesnej polszczyzny,

[w:]

Kałkowska A. (oprac.), Składnia, stylistyka, pedagogika językowa, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 353–432.

Kożyczkowska A., 2019, Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, Gdańsk: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego.

Majewicz A.F., 1989, Języki świata i ich klasyfikowanie, Warszawa: PWN.

Obracht-Prondzyński C., 2006, Zjednoczeni w idei. Pięćdziesiąt lat działalności Zrzeszenia

Kaszubsko-Pomorskiego (1956-2006), Gdańsk: Wydawnictwo ZKP.

Ostrowska K., 2016, „Polskie gwary na wyginięciu?”, czyli obraz polszczyzny ludowej i regionalnej w wypowiedziach użytkowników forum.mlingua.pl, „Rozprawy Komisji Językowej ŁTN”, t. LXIII.

Polański K., 1993, red., Encyklopedia językoznawstwa ogólnego, Warszawa: Wydawnictwo Ossolineum.

Stęplewski A., 2018., Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.

Treder J., 2013, Kaszubszczyzna — od dialektu do języka,

[w:]

Dunin-Dudkowska A., Małyska A. (red.), 70 lat współczesnej polszczyzny. Zjawiska — procesy — tendencje. Księga jubileuszowa dedykowana profesorowi Janowi Mazurowi, Lublin: Wydawnictwo UMCS, 421–438.

Urbańczyk S., 1978, red., Encyklopedia wiedzy o języku polskim, Wrocław: Zakład Narodowy Ossolińskich.

Wicherkiewicz T., 2014, Regionalne języki kolateralne Europy — porównawcze studia przypadku z polityki językowej, Poznań: Wydawnictwo Rys.

Zaręba A., 1988, Literackie języki regionalne w Polsce, „Język Polski”, z. 2–3.

Zieniukowa J., 2001, Ewolucja poglądów na status kaszubszczyzny, w: Kaszubszczyzna – Kaszëbizna, red. E. Breza, Opole: Uniwersytet Opolski – Instytut Filologii Polskiej.

Zieniukowa J., 2005, Kaszubskość i polskość w komunikacji językowej i świadomości Kaszubów,

[w:]

Drong L., Kalaga W. (red.), Wielokulturowość — postulat i praktyka, Katowice: Wydawnictwo UŚ, 209–218.

„Serba sy, se wjaselim/ Co ga pÓn šak nimski spiwaŠ?”- Co dalej z językiem dolnołużyckim?

Język jest uważany za nośnik kultury danego narodu, za coś nieodłącznie związanego z pojęciem tożsamości i przynależności narodowej czy etnicznej. Hipoteza relatywizmu językowego Sapira-Whorfa posuwa się jeszcze dalej, mówiąc, że: „Wobec różnic między językami, ludzie myślący w różnych językach, rozmaicie postrzegają świat”. Kwestia ważności języka, którego uczymy się instynktownie, w rodzinie, ma odzwierciedlenie w określaniu go w poszczególnych językach.

W j. polskim nie bez powodu mówi się o „języku ojczystym”, w j. niemieckim nazywa się go „językiem matczynym” ( niem. Muttersprache). To coś wrodzonego, pierwotnego, towarzyszącego nam od kolebki. Podobny, sentymentalny związek z językiem ojczystym wykazuje dolnoserbski, nazywając mowę ojczystą maśeŕšćina lub mamina rěc, czyli język matki/język matczyny.

W Brandenburgii język i kulturę dolnołużycką na papierze chroni tzw. Ustawa o Serbach/Wendach (niem. Sorben/Wenden-Gesetz). W wymienionej ustawie zagwarantowano Serbołużyczanom nie tylko prawo do tożsamości narodowej (§ 1), ale i przede wszystkim prawo do własnej, odrębnej kultury (§ 7) oraz języka (§8). Już w preambule tego dokumentu czytamy, że prawo to zostało ustanowione w uznaniu woli Serbów/Wendów, dla których Łużyce od stuleci są ziemią ojczystą, aby chronić ich język i kulturę, które zachowali do dziś, mimo różnorodnych prób asymilacji (podkreślenie J.M), podejmowanych poprzez wieki i aby zachować i wzmocnić ich narodową tożsamość także w przyszłości1.

Niełatwo przeoczyć fragment z nieco eufemistycznym wyrażeniem mówiącym o próbach asymilacji (niem. Assimilierungsversuche), które śmiało możemy nazwać celowymi zabiegami germanizacji Serbołużyczan. Zwłaszcza po 1871 r., czyli po zjednoczeniu Niemiec pod rządami Żelaznego Kanclerza Ottona von Bismarck, zarówno w Prusach, jak i w Saksonii rozpoczęła się realizacja kursu antyserbskiego. Istnienie mniejszości narodowych było wtedy postrzegane jako zagrożenie dla zjednoczonych Niemiec. Bismarck osobiście interesował się tzw. sprawą serbską. W czasie jego rządów wprowadzano wiele niekorzystnych dla Łużyczan przepisów. Nacjonaliści głosili, że dzięki używaniu języka niemieckiego Łużyczanie wejdą w krąg wyższej, niemieckiej i zarazem europejskiej kultury. Měrćin Nowak-Njechorński, pisarz, malarz i działacz narodowy, wspomina w swoim autobiograficznym dziele o tzw. Wendenzulage, swoistym dodatku jaki nauczyciele otrzymywali od władz szkolnych pod koniec XIX i na początku XX w., aby „oduczali dzieci od obrzydłego łużyckiego gadania”2.

Na Łużycach Dolnych język dolnołużycki służył aż do 1933 r. jedynie do nauki religii oraz jako język pomocniczy przy nauce j. niemieckiego. Codziennością były sytuacje, gdzie serbskie dzieci idące do szkoły nie znały ani słówka po niemiecku, ale musiały się go prędko nauczyć, inaczej groziły im kary cielesne oraz ośmieszenie przed koleżankami i kolegami. Bliska mi osoba, będąca obecnie po 80-tce, również wspominała, że niemiecki nauczyciel bił ją kijem po rękach, kiedy usłyszał jak prowadziła rozmowę z rówieśnikami w swoim języku ojczystym. Tego typu wspomnienia powtarzają się w opowieściach wielu przedstawicieli starszego pokolenia.

Po dojściu do władzy Narodowych Socjalistów język łużycki objęty został zakazem i kompletnie zniknął z życia publicznego oraz nierzadko i prywatnego. Politykę nietolerancji dla dolnołużyckiego oraz jego zakaz uznaje się dzisiaj jako jeden z głównych powodów szybkiego zaniku znajomości tego języka.

Po II wojnie światowej wydawało się, że polityka językowa nowych władz jest przychylna Serbom. W Brandenburgii ogłoszono bowiem hasło propagandowe mówiące, że ” Łużyce będą dwujęzyczne” (niem. „Die Lausitz wird zweisprachig”). Następnie utworzono dwa typu szkół: tzw. szkoły typu A (j. dolnołużycki jako język wykładowy, czyli język w którym prowadzono wszystkie zajęcia szkolne) i szkoły B (j. dolnołużycki jako język obcy). Pod koniec lat 50. wraz ze zmianami personalnymi w Politbiurze, zmieniło się jednak również hasło przewodnie dla Brandenburgii. Gloryfikowaną wcześniej dwujęzyczność szybko zastąpiono bowiem sloganem „Łużyce będą socjalistyczne” (niem. „Die Lausitz wird sozialistisch”). Wtedy to j. dolnołużycki z przedmiotu obowiązkowego, stał się przedmiotem fakultatywnym. Tutaj również chciałabym przywołać wspomnienie znajomej osoby, urodzonej w latach 70. w serbskiej wsi Janšojce (niem. Jänschwalde), która sama prosiła mamę, jako uczennica szkoły podstawowej, aby wypisała ją z zajęć dolnołużyckiego, ponieważ miała, w swoim odczuciu, za dużo nauki i była „przeciążona dodatkowymi zajęciami”. Jej mama, która do dziś dużo rozumie po dolnołużycku, dawno jednak zarzuciła porozumiewanie się w tym języku, natychmiast spełniła jej prośbę, robiąc to oczywiście, jak mniemała „dla dobra swojego dziecka”. Dziś cała rodzina wspomnianej osoby, również jej własne dzieci, pielęgnują dolnołużyckie tradycje, dotyczące zwyczajów w ciągu roku, czy też stroju narodowego, żadne z nich nie zna jednak języka ojczystego ich przodków.

Do zanikania języka dolnołużyckiego przyczyniło się oczywiście również wydobycie węgla brunatnego, a tym samym zrównanie z ziemią ponad 130 łużyckich wiosek na Dolnych i Górnych Łużycach. Przesiedleni do miast Serbowie Łużyccy znaleźli się nagle w środowisku, gdzie dominował język i kultura niemiecka, którą przejęli, nie przekazując kolejnym pokoleniom dawnych tradycji i języka. Niestety nawet dziś, w czasach wydawałoby się sprzyjających wszelkim mniejszościom i małym narodom, żądza zysków i przywileje dla koncernów węglowych, zniszczą kolejne serbskie wioski. Najlepszym przykładem jest Miłoraz (niem. Mühlrose), którego ostateczna zagłada, część wioski została już bowiem wcześniej wchłonięta przez węgiel, zbliża się wielkimi krokami3.

Warto zaznaczyć, że poprzez zlikwidowanie szkół z dolnoserbskim językiem nauczania prestiż tego języka i tak już nadszarpnięty przez lata germanizacji oraz prześladowań, obniżył się jeszcze bardziej. Ze wspomnień wielu osób wyłania się obraz rodzin, które same, dobrowolnie rezygnują z mówienia po dolnołużycku z dziećmi i zapisywania ich na naukę tego języka w szkole, aby jak sami twierdzili „zapewnić im lepszą przyszłość”. Całe pokolenia zostają więc pozbawione tej wielkiej wartości, jaką jest dwu-czy też wielojęzyczność. Znane są mi oczywiście jednostkowe przypadki rodzin na Dolnych Łużycach, w których rozmawiało się od zawsze tylko w językach łużyckich, to jednak jedynie niewielkie wysepki na ogromnym morzu (auto-)zgermanizowanej większości. Znam również przypadki, gdzie w wyniku małżeństw mieszanych niemiecko-serbskich, po urodzeniu dzieci toczyła się swoista walka o prym jednego z języków. Najczęściej oczywiście wybierano niemiecki, czego skutki są dziś doskonale widoczne. Ponownie jednak nie możemy tutaj generalizować, istniały bowiem rodziny, gdzie dzieci wyrosły serbskojęzycznie.

Nawet utworzenie w 2001 r. tzw. „Rěcny centrum Witaj” w Chociebużu nie pomogło zwiększyć liczby osób, mogących porozumiewać się płynnie w j. dolnoserbskim. „WITAJ” opiera się na koncepcji nauki metodą imersji bądź immersyjności – pojęcia znanego w Polsce głównie w odniesieniu do rzeczywistości wirtualnej. Immersyjność to zanurzanie się zmysłów, pochłanianie przez zmysły pewnych bodźców. W projekcie „Witaj” chodzi więc w uproszczeniu o naukę dolnołużyckiego, w przedszkolach oraz szkołach podstawowych i średnich na tzw. serbskim obszarze zasiedlenia, z nauczycielem, który będzie rozmawiał z dziećmi i młodzieżą jedynie w tym języku, bez względu na ich przynależność narodową. Chodziło także o to, aby różne przedmioty, zarówno humanistyczne, jak i ścisłe zostały poprowadzone również po dolnoserbsku4.

Podane pod koniec zeszłego roku do wiadomości publicznej wyniki ewaluacji „Witaj”, podsumowującej prowadzoną od lat rewitalizację j. dolnołużyckiego, są jednak przerażające5. Nie trzeba wcale czytać tego niewątpliwie świetnego opracowania, aby dowiedzieć się jak wyszedł ów językowy eksperyment. Wystarczy mieszkać na Łużycach Dolnych, aby zauważyć jak wygląda dwujęzyczność, a raczej jej brak. O ile najmłodsi z grup przedszkolnych „Witaj” radzą sobie nieźle, o tyle np. uczniowie Dolnoserbskiego Gimnazjum (DSG), komunikują się głównie po niemiecku. W tym kontekście przerażającym doświadczeniem była dla mnie zeszłoroczna Schadowanka, czyli coroczny bal absolwentów DSG. O ile program kulturalny był na bardzo wysokim poziomie, o tyle w sali dało się słyszeć jedynie rozmowy po niemiecku, zaś na parkiet młodzież wyszła dopiero, kiedy orkiestra zagrała niemieckie lub angielskie szlagiery (przy serbskich, które zagrano na początek parkiet był pusty, najwidoczniej dolnoserbskie utwory współczesne nie były uczniom w ogóle znane).

W związku z katastrofalną sytuacją dolnołużyckiego odbyła się także publiczna dyskusja pt. „Język dolnołużycki umiera”6, nagrywana także przez brandenburską telewizję, program lokalny emitowany raz w miesiącu w j. dolnołużyckim. Moderatorem dyskusji był Christian Matthée, znany na Łużycach dwujęzyczny prezenter. Na podium siedziało kilku ekspertów z serbskich instytucji oraz zaangażowanych w rozwój kultury i języka dolnoserbskiego ludzi, dopuszczalne były również głosy z widowni. Niestety nie doszło do obiecanej „wielkiej debaty” nt. przyszłości j. dolnołużyckiego. Wielu mądrych ekspertów powiedziało wiele interesujących, ale niekonkretnych rzeczy. Nie padła za to żadna jednoznaczna propozycja JAK lepiej rewitalizować dolnołużycki. Przyszłość nie rysuje się jednak w różowych barwach. Wystarczy wspomnieć, że zaproszeni uczniowie Dolnoserbskiego Gimnazjum w większości (był też jeden wyjątek!) skorzystali z niemieckiego tłumaczenia symultanicznego, zapewnionego w czasie rozmów (słuchawki). Zapytani przez prezenterkę dlaczego ich zdaniem język dolnołużycki umiera odpowiadali także… po niemiecku. Fragmenty tej dyskusji można było zobaczyć 15.06.2019 w serbskiej telewizji, powinny być dostępne również online7.

Język dolnołużycki umiera, znika z życia codziennego, cichutko i oczywiście zgodnie z prawem, jest spychany na drugi plan, jako coś dodatkowego, czego być może w zasadzie nikt już nie potrzebuje. Nie posiadam gotowych rozwiązań i nie potrafię zatrzymać wymierania j. dolnołużyckiego. Mogę jedynie podzielić się pomysłami, które podałam w ankiecie „JO! Za Tebje!8. Ta ankieta, przeprowadzana już po raz kolejny, ma pomóc w wypracowaniu tak niezbędnego nam dzisiaj na Łużycach Dolnych rozwiązania, które byłoby w stanie uratować, znajdujący się na czerwonej liście UNESCO, jako język zdecydowanie zagrożony (definitely endangered9), dolnołużycki. Wymieniłam następujące działania: podwyższenie prestiżu j. dolnołużyckiego poprzez działania osób z życia politycznego w tej sprawie, takich jak np. burmistrz miasta Chociebuża itd., utworzenie perspektywy zawodowej dla młodych ludzi, związanej ze znajomością j. dolnołużyckiego, zmiana statusu j. serbskiego z przedmiotu fakultatywnego, na przedmiot obowiązkowy dla wszystkich uczniów (bez względu na pochodzenie) od przedszkola do matury (aby to osiągnąć potrzeba nauczycieli), zwerbowanie nauczycieli, gotowych nauczyć się dolnołużyckiego w krajach słowiańskich jak np. Polska, Ukraina itd. oraz pielęgnowanie j. dolnołużyckiego w rodzinie, która z definicji jest przecież podstawową i pierwotną, grupą życia społecznego, kształtującą kolejne pokolenia.

1Gesetz über die Ausgestaltung der Rechte der Sorben/Wenden im Land Brandenburg (Sorben/Wenden-Gesetz – SWG) vom 7. Juli 1994, (GVBl.I/94, [Nr. 21], S.294), Ustawa o wytycznych dotyczących praw Serbów/Wendów w landzie Brandenburgia, dokument dostępny online.

2 Nowak-Njechorński M., Życie pisane i malowane, tł.. Marciniak St., Warszawa 1989, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, s.246.

3MDR Sachsen, Lausitzdorf Mühlrose muss Braunkohle weichen, https://www.mdr.de/sachsen/bautzen/goerlitz-weisswasser-zittau/muehlrose-wird-abgebaggert-100.html, artykuł z dnia 14.02.2019, dostęp z dnia 12.06.2019.

4 Kaulfürstowa J., Bemühungen des WITAJ-Sprachzentrums um den Erhalt und die Verbreitung der sorbischen Sprache, https://www.witaj-sprachzentrum.de/wp-content/uploads/sites/3/2016/06/Dzelawosc_RCW_ne-Dzelawosc_RCW_ne.pdf, dostęp z dnia 09.06.2019.

5 Universität Leipzig, Institut für Sorabistik, Abschlussbericht zur WITAJ-Evaluation, https://sorb.philol.uni-leipzig.de/start/aktuelles/details/news-id/6695/, data publikacji 06.12.2018, dostęp z dnia 12.06.2019.

6 Lausitzer Rundschau, Gespräch über wendische Sprache, https://www.lr-online.de/lausitz/cottbus/rbb-laedt-zu-gespraech-ueber-wendische-sprache-im-stadthaus-in-cottbus-ein_aid-39208975, dostęp z dnia 12.06.2019.

7 RBB online, Magazyn Łużyca, https://www.rbb-online.de/luzyca/, dostęp z dnia 12.06.2019.

8Chodzi o ankietę pn. „Jo!Za Tebje 2.0”, http://jozatebje.de/, dostęp z dnia 10.06.2019.

9 UNESCO, Interactive Atlas of the World’s Languages in Danger, http://www.unesco.org/languages-atlas/index.php, dostęp z dnia 11.06.2019.

Justyna Michniuk jest absolwentką stosunków międzynarodowych (specjalizacja niemcoznawstwo) oraz filologii słowiańskiej (j. serbski i bułgarski) na UMK w Toruniu, a także kursów doskonalenia zawodowego o tematyce logistyka i handel zagraniczny przy Izbie Przemysłowo-Handlowej w Hamburgu.  Zawodowo umacnia dobre stosunki polsko-niemieckie oraz pisze teksty do różnych czasopism i dla portali internetowych o tematyce etnologicznej, etnograficznej, ludoznawczej, antropologicznej itp.

Pjismò regionalné abò kaszëbskjé

Jãzëk ë jewo pjisënk sõ fùńdameńtã etnjicznoscë Kaszëbóv. Jeżlë më, Kaszëbji, chcemë, cobë kaszëbskji jãzëk sã stôl fùńdameńtã etnjicznoscë ë rodnõ mòvõ naszëch dzeci, żebë sztôlcëlë sã në dzecë v dëchù vjelekùlturovòscë ë dëbeltjãzëkòvòscë, żebë vëroslë z nëch dzeci bëlni, majõci klúcz do svòjéwo dôdomù Kaszëbji ë wobëvatele Pòlskji, Europë a svjata, je nôvëższi czas vrócëc do pjisënkù sztôltovônéwo na spòdlim vlôsnéwo, vërobjonéwo przez pòkòlenja ôrtë zdrzenjô. Pjisënk, jakno grafjiczné przedstavjenjé jãzëka, jistno jak jiné zachë, takjé jak svòja zemja, historicznô pamjãc abò religiô, je dzélã pòczëcô etnjiczni jednotë.

V jinternece, wod kjile dnji, nalezc jidze rôczbã Radzëznë Kaszëbskjéwo Jãzëka „do pògłãbiony diskùsji na témat zachòwaniô i rozwiju kaszëbsczégò jãzëka w przińdnoscë”. Pòdpjisôni pòd njõ nôleżnjicë RKJ dzëkùjõ vszëtkjim, co dozérajõ pjisënkù z „historiczny ùgòdë” z 1996 r. wod jakji vnetka mjinje 25 lat. Jô téż rôd do nëch slóv pòdzãkji sã dolõczajã, bò jem dbë, że bél to vôżni etap. Blós czas je nôvëższi sã z njewo vëcopac. Mòje mjono ë nôzvëskò róvnak pòd tim dokùmeńtã sã nalazlo ë temù pravje jô przëjõn rôczbã RKJ ë chcã mòje zdrzenjé nó tã spravã pjisënkù, kaszëbskji grafji, v timtú teksce pòkazac ë dokazac, czemù jô jú dali tewo kompromjisë nje wuvôżajã.

Zicher njicht bë nje „fejrovôl” żódnéwo „25-lecô ùgôdënkù z 1996 r.”, kjéjbë njé pòrëch, jakji sã zrobjil vkól naji grafji pò vëdrëkòvanjú pò-kaszëbskù „Môléwo Princa” v pjisënkù zabédovônim przez Maceja Bańdura, autora tlomaczenjô romana Antoine de Saint-Exupéry. Jô tam w ti ksõżce vëdôni lonji, v pòslovjú, napjisôl tak: „Przëklôd »Môléwo Princa«, jakji Kaszëbji pravje dostelë, móże bëc blëzkji kòżdémù, co gôdô v rodni mòvje, a norma, v jakji won wostôl stvòrzoni, je bëlnim bédënkã dlô pjiszõcëch pò-kaszëbskù, cobë jic nõ stegnõ, jakô daje nôdzejã na rozvjij kaszëbjiznë. V ti robòce Maceja Bańdura, v tim céchùnkù nama dônim, abò më wuzdrzimë élefańta dzegvjonéwo przez znjijã bóa, abò më móżemë dalé so pòvjadac »wo brëdżú, golfie, pòlitice a szlipsach«”. Pòrëch sã zrobjil, jo. Téj nastôl czas, cobë nã mòjã mëslã rozvjic.

Jô mjôl to szczescé, że na mòji drodze żëcô, kjéj jô bél 20 lat stôri, jô spòtkôl ksãdza Frãca Grëczã, Jana Drzéżdżona ë karno sztúdéróv redagùjõcëch pjismjono „Tatczëzna”. Jô mjôl to szczescé, co jô żil v baro cekavëch latach 90. dvadzestéwo stalata, kjedë czëlo sã, że wóz na jakjim nëkô svjat – téż nen nasz kaszëbskji – je na vjôlgjim zôkrãce a léckji mògõ wuchvacëc ti, co nji majõ strachù bëc aktiv ë majõ chòc përzinkã pòjãcéwo, v jakõ stronã wonji chcõ kùczrovac. Pòd dejovim cëskã wostatnéwo Zrzeszińca Grëczë ë pjisôrza Drzéżdżóna, më, mlodi z „Tatczëznë”, jesmë sã pòdpjisalë pòd „stanovjiszczã” vëdônim v czas II Kòngresë Kaszëbskjéwo v 3. numrze „Lecëdła” (bjuletinë kòngresovéwo), jakjé mjalo titel „Fundament naszej etniczności” ë tikalo sã kaszëbskjéwo jãzëka ë pjisënkù v tim jãzëkù przed vszëtkjim.

Më bëlë v sztãdze bronjic newo „stanovjiszcza” jak samòstójnotë, a Eugenjusz Prëczkòvskji, chtëren je napjisôl ë z karnã „Tatczëznë” wobgôdôl, hewo tak argùmeńtovôl naszõ wupjartosc v spravje: „(…) dobór odpowiedniego systemu ortograficznego uzależniony jest od przekonań językowych dobierającego. I to jest właśnie sedno całego problemu. Ażeby go z najlepszym i trwałym skutkiem rozwiązać, trzeba jak najszybciej powrócić do pisowni historycznej (wypracowanej na przestrzeni prawie całego wieku od F. Ceynowy do A. Labudy) i do projektu S. Bieszka z 1959 r., osadzonego na gruncie języka, powtarzam – języka kaszubskiego.”

Tëma, co móże nje vjedzõ, nót v tim placú napjisac, że pjisënk, jakji wod 1990 r. stosovôni bél v „Tatczëznje”, v jakjim 4 Evanjelie na kaszëbskji tlomaczil ks. F. Grëcza, jakji przëjãnë za svój jú tédë m.jin. Eugenjusz Gòłõbk – tlomôcz Novéwo Testameńtë czë autor romana „Tvôrz Smãtka” (z nordovima zjinakama) Jan Drzéżdżón, bél wuprocëmnjenjim sã do „Zasad pisowni kaszubskiej” E. Brezë a J. Trédra stvòrzonëch v 1975 r. Në pòvstalë na spòdlim vjarë v to, że kaszëbjizna je dialechtã pòlskjim ë dlôte ji grafja: „(…) powinna być jak najbardziej zbliżona do pisowni języka polskiego literackiego; wówczas będzie jak najbardziej przystępna dla Kaszubów i innych Polaków oraz cudzoziemców”.

To bëla wojna dvúch czësto różnëch pòzdrzadków, wo jakjich më dzisô gôdômë, że jeden je „pòlonocentriczni” a drëgji „kaszëbòcentriczni”. Ten etnjiczni dobivôl. Biblëjô, ksõżkji, gazétë, slovôrze – redaktorskô robòta E. Prëczkòvskjéwo ë jewo znajomòsc pjisënkù, za jakjim won wobstojivôl – przenôszala brzôd. Ale ze stronë strzodovjiszcza pòlonistóv Gdúńskjéwo Wuniversitetë téż nje chcelë wodpùscëc svòjéwo „doróbkù”. Mëszlã, że ten dualism pjisënkù bë varôl jesz dlúgò, kjéjbë njé cësk corôz to vjikszéwo karna szkólnëch, jakjé chcalo mjec dlô vigòdë wornung z kaszëbskõ grafjõ zrobjoné. Chto chce znac vjici drobnotóv tewo, jak doszlo do „ùgòdë z 1996 r.”, njech przeczëtô dnjovnjik Stanjislava Pestkji – dzél, jakji sã nalôz v ksõżce „Pro memoria. Stanisław Pestka 1929-2015” na stronach 286-290.

Ta lektura móże zadzëvòvac przed vszëtkjim tëch, co cvjerdzõ v svòjich vëpòvjescach v jińternece, jakjé to „mõdré glovë” ë jak baro zaslúżoné dlô „rozvjiju jãzëka kaszëbskjéwo” sã medzë sobõ dogôdalë ë salomònové rozrzeszenjé v spravje pjisënkù zrobjilë. Kjile pjisôrzóv, përznã szkólnëch, kõsk gazétnjikóv – do jakjich móże z vjiksza pasovac mësla S. Pestkji: „Dla mnie pisenk, zwłaszcza z rozmnożonymi znakami diakrytycznymi, nigdy nie był sprawą życia i śmierci” – żdalo na kúńc jãzëkòvëch sztridóv pòlonistë prof. Edvarda Brezë, jinżinérë/gazétnjika E. Prëczkòvskjéwo a tlomacza/elektrika E. Gòlõbka. Jô (historik/gazétnjik) stojôl za Prëczkòvskjim ë Gòlõbka ë na tamten czas jô bë v spravje pjisënkù le jima vjerzil.

Jak to sã stalo, że kòl tamtewo, vnetka wokrãgléwo, stolë pòlég zôpjis tipù „Szed, móg” zamjast „szedł, mógł” ë przed vszëtkjim przepadlo „jotovanjé”, wo jakjim E. Prëczkòvskji v stanovjiszczú „Fundament naszej etniczności” pjisôl, że: „Jest to najistotniejsza zasada systemu ortograficznego kaszubszczyzny, eliminujõca podwójnõ funkcję samogłoski »i« (…) oraz stosowanie w ogóle nie występującej w kaszubszczyźnie samogłoski »y«”, jô do dzisô nje rozmjejã. Cësk szkólnëch? Mést jo. Blós czë ti „prakticë” vjedzelë, co robjõ, kjedë wòlalë wo „zachowanie rozsądku i umiaru w modyfikacji pisowni” abò jiscëlë sã, że bõdõ mùszëlë wuczëc „nowego jakby języka”? Szlo jima wo jãzëk kaszëbskji? Mùszã z tim tôklã żëc, bò móm v tim wugôdënkù svój wudzél…

Le kjéj jô na to tam vszëtkò, co wostalo przëjaté ë nazvóné „kompromjisã” z 1996 r., zdrzã z tõ vjédzõ, jakõ jô dzisô móm, to v calosci zrozmjalõ je dlô mje ta jesz jedna mësla S. Pestkji z jewo dnjovnjika: „Pozostałe zmiany prof. Breza łaskawie zaaprobował.” Kò doch! Mjenjenjé „ę” na „ã”, abò „o” na „ò” ë „u” na „ù” abò vëzbëcé sã „i” v slovach tipù „cziedë”, njick nje pòpsëlo pòlonisticznéwo/pòlonocentricznéwò pjisënkù autorstva prof. Brezë ë prof. Trédra. Kaszëbji dali pjiszõ v grafji „jak najbardziej zbliżonej do języka polskiego” ë nje przëszkôdzô jima, że gôdajõ ë wuczõ sã „języka regionalnego”. Chcemë wotemknõc woczë! Bédëjã, żebë kòżdi z tëch, co majõ pòdpjisôné tamten dokùmeńt, przëpòmnõn so, jakjé mësle njim kjerovalë v tamtim czasú ë zestavjil no z dzisdnjovòscõ ë tereczasnim svòjim zdrzenjim na kaszëbskji jãzëk ë svòje pòczëcé kaszëbskòscë.

Jô, Artur Jablonskji – jeden z tëch, co sã pòdpjisalë pòd wugòdõ v spravje pjisënkù z 1996 r., chcã vama pòvjedzec, że fùńdameńtã mòji etnjicznoscë je apartni, slovjańskji jãzëk kaszëbskji, jakjéwo znakã je apartnô, klasicznô grafja, jakô nôlepji woddôvô dëcha ë mòvné znankji kaszëbjiznë, mòji rodni/nôrodni mòvë.

Pismo w dyskursie narodowym

Refleksje po lekturze książki Artura Stęplewskiego

Dla mnie, osoby od 30 lat uczestniczącej w procesie standaryzacji języka kaszubskiego z perspektywy dziennikarza i literata, książka Artura Stęplewskiego „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” jest swego rodzaju odkryciem nowego/starego terytorium, po którym stąpałem od dawna, kierując się intuicją i doświadczeniem, lecz nie potrafiłem do końca go nazwać i opisać. To lektura dla każdego – językoznawców i laików w tej dziedzinie, i choć Kaszubi i język kaszubski pojawiają się na kartach tej książki jedynie w sposób kontekstowy, to warto po nią sięgnąć, by wiedzieć, że nasze problemy z językiem, jego ortografią i standaryzacją nie są niczym wyjątkowym w świecie słowiańskim.

Pierwsza część publikacji omawia pismo jako „obraz języka i znak kultury”, zaś druga poświęcona jest „słowiańskim zmaganiom z pismem i grafią”. Najwięcej miejsca autor poświęca, oczywiście, casusom serbskiego i chorwackiego – opierając się na najnowszych XX- oraz XXI-wiecznych przykładach tych dyskursów narodowych, ale jednocześnie umiejętnie sięga po szeroką paletę przykładów z dyskursów innych narodów słowiańskich: tych najdawniejszych, pansłowiańskich wizji jednego języka z wieloma narzeczami, jak również tych najnowszych, śląskich dążeń do ustandaryzowania własnego etnolektu.

W kontekście pansłowiańskim, dla czytelnika Kaszuby, ciekawe wydają się ocena postaci i opis ideologii Aleksandra Hilferdinga. Artur Stęplewski nazywa go „postacią pierwszoplanową w świecie słowiańskim, którą z czasem jednak wymazywała historiografia rosyjska”, a jego działania na Kowieńszczyźnie, Żmudzi, na Kaszubach i wśród Słowian południowych określa jako przejaw rusyfikacji, mającej „wzmacniać pozycję Rosji i rozszerzać jej strefy wpływu”. Z równie dużą uwagą czyta się o tezach, jakie formował Ján Kollár, którego założenie, „że wszyscy oświeceni Słowianie będą studiować staro-cerkiewno-słowiański, aby poznawać zasady gramatyki i leksyki słowiańskiej”, co zbliży ich „do rozumienia innych narzeczy współczesnych, nie tracąc (w każdym razie w początkowym okresie formowania się wspólnej kultury Słowian) indywidualnych, etnicznych cech językowych”, autor książki określa jako poszukiwanie „złotego środka”.

Pisząc o próbach tworzenia zasad normatywnych dla śląszczyzny, A. Stęplewski obszernie omawia „projekt ortograficzny” prowadzony pod kierownictwem Jolanty Tambor. Swoje uwagi na ten temat autor książki kończy następującym stwierdzeniem: „Działacze śląscy, przewidując, że proces normalizowania idiomu wymaga wielu lat pracy związanej m.in. z obserwacją praktyki codziennej w stosowaniu ortografii, przyjęli – co stanowi rzadkość w procesach narodowotwórczych – nieograniczony czas przyswajania normy graficznej. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że idiom śląski, wobec braku akceptacji przez władze i parlament polski, nie stanie się w najbliższym czasie przedmiotem szkolnego nauczania”.

Czy, w związku z tym, ortografia języków będących „przedmiotem szkolnego nauczania” nie jest poddawana zmianom i modyfikowana? Historia i współczesność narodów słowiańskich, widziana w kontekście ich zmagań z pismem i grafią, od Bałtyku po Morze Czarne pokazuje, że procesy takie zachodzą permanentnie, chociaż nie bezboleśnie. Piszę o tym, ponieważ podobne dyskusje toczone są na Kaszubach, od czasu stworzenia pierwszej ortografii przez Floriana Ceynowę co kilkadziesiąt lat i wracają współcześnie w kontekście krytyki, z jaką spotykają się ustalenia komisji do spraw pisowni z 1996 r. Coraz głośniej podnoszona jest kwestia potrzeby modyfikacji zapisu języka kaszubskiego w stronę jego „klasycznej” ortografii, a więc tej stosowanej przez Aleksandra Majkowskiego w „Żëcim ë przigòdach Remùsa” czy Zrzeszyńców w piśmie „Zrzesz Kaszëbskô”, a także Friedricha Lorentza w gazecie „Bënë ë Bùten” oraz w jakiejś mierze również przez redaktorów pisma „Tatczëzna”. Postulaty te podnoszą najmłodsi użytkownicy języka kaszubskiego: literaci, tłumacze, ludzie pióra, z Maciejem Bandurem, redaktorem pisma „Skra”, na czele.

Po lekturze pracy Artura Stęplewskiego, dającej tak szeroki słowiański kontekst, muszę przyznać, iż lepiej rozumiem roszczenia młodych Kaszubów i skłaniam się w stronę ich postulatów, mimo że jestem jednym z sygnatariuszy kompromisowego porozumienia w sprawie pisowni kaszubskiej z 1996 r. Myśląc w kategoriach kultury narodowej, pismu i jego grafii przypisuje bowiem rolę jednego z symboli scalających wspólnotę. Uważam, iż ortografia z 1996 r. spełniła swoją rolę, gdy chodziło o coś, co A. Stęplewski odnosi „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków”. Jest ona jednak, pomimo deklaracji towarzyszących podpisaniu wspomnianego porozumienia, wciąż ortografią opartą na założeniu, które za A. Stęplewskim, opisującym sytuację idiomu śląskiego, można parabolicznie scharakteryzować w ten sposób, że „ bierne nawyki szkolne (tzn. polskie) ułatwiają (…) wzrokowe identyfikowanie leksemów, jednak, z punktu widzenia językoznawstwa porównawczego i historycznego, stosując taką ortografię, [kaszubski – wtrącenie moje] nadal pozostanie dialektem lub derywatem polskiej odmiany ogólnej”.

Pamiętajmy, na co również zwraca uwagę autor omawianej publikacji, że „wbrew deklaracjom badaczy, którzy zakładali prymat języka werbalnego nad wersją wizualną, w praktyce analizie podlega graficzny obraz języka jako przykład jego bardziej świadomego i rozpowszechnionego użycia”. Zależy mi na rozwoju wspólnoty narodowej Kaszubów i dlatego uważam, że nie powinniśmy się bać tego, że pismo funkcjonować będzie jako znak naszego upodmiotowienia.

Ponad 280-stronicowa Publikacja „Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim” autorstwa Artura Stęplewskiego, slawisty i polonisty z Zakładu Slawistyki Kulturoznawczej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ukazała się pod koniec 2018 r. dzięki Wydawnictwu Naukowemu UAM.

Artur Stęplewski

Prof. L. Jocz: Obiekcje co do „Gramaticzi” są jak najbardziej uzasadnione

Żywiołowa debata wokół Gramaticzi kaszëbsczégò jãzëka dr Hanny Makurat zaczęła się co najmniej od ukazania się w maju 2017 r. recenzji tej książki autorstwa Macieja Bandura i trwa do chwili obecnej. Nie jest to bynajmniej dyskusja jedynie dla wąskiego grona specjalistów czy aktywistów językowych, lecz sprawa istotnej wagi dla całego środowiska kaszubskiego, a zwłaszcza środowisk związanych z nauczaniem języka kaszubskiego, albowiem niniejsza publikacja ma być de facto używana w edukacji na różnym szczeblu i ma służyć za swego rodzaju odnośnik, wyznacznik i kompleksowe źródło wiedzy o strukturze języka kaszubskiego dla nauczycieli, studentów, uczniów, pisarzy, dziennikarzy etc.

Na wyżej wspomnianą krytykę Gramaticzi… dr Makurat zareagowała, zamieszczając odpowiedź pod artykułem na portalu SKRË jak też na własnym profilu na portalu Facebook. Niedawno, bo w grudniu 2018, przeredagowaną wersję tejże odpowiedzi pt. Gramatika kaszëbsczégò jãzëka – rozpoznanie i opracowanie struktury współczesnego literackiego języka kaszubskiego. Odpowiedź na głosy krytyki autorka opublikowała w czasopiśmie Studia z Filologii Polskiej i Słowiańskiej, pomijając jednak zupełnie fakt, że już ponad rok temu SKRA opublikowała obszerną odpowiedź na jej replikę, a prof. Lechosław Jocz, obecnie czołowy badacz fonetyki i fonologii kaszubskiej, niezależnie opublikował własną recenzję jej książki w sierpniu 2017. O istnieniu obu tekstów, jak wykazuje prof. Jocz, autorka niechybnie musiała wiedzieć.

Jego drugi głos w dyskusji, który publikuje w dniu dzisiejszym, jest reakcją na wyżej wspomniane próby obrony swojej pracy przez dr Makurat. W najnowszej publikacji czytamy m.in.:

Rzeczony numer SFPS ukazał się 24 grudnia 2018 i – jak poinformowała mnie redakcja – do tego dnia możliwe było dokonanie ostatnich poprawek w artykule lub jego wycofanie. Autorka miała więc co najmniej ponad 15 miesięcy, aby uzupełnić swój artykuł o odniesienia do drugiego tekstu Bandura lub choćby wspomnieć o jego istnieniu. Komentarz Bandura zbija (jak zobaczymy) większość argumentów Makurat, jego przemilczenie nie wydaje się więc niestety przypadkowe. Autorka nie zdecydowała się zresztą wspomnieć również o mojej recenzji (Jocz 2017), udostępnionej publiczności 26 sierpnia 2017 i dostrzeżonej w środowisku.

Recenzent zwraca uwagę na wiele pozamerytorycznych strategii argumentacji dr Makurat, które mają niestety na celu wyłącznie manipulację czytelnikiem. Trzon tej pracy jest jednak poświęcony kwestiom merytorycznym, w tym sprawom, które były przedmiotem wymiany zdań między Bandurem a dr Makurat.

Powyżej omówiłem łącznie 13 zjawisk, co do których Makurat nie przyjęła krytyki Bandura, w znacznej części przypadków w bardzo zdecydowanej formie, okraszonej uwagami ad personam, negującymi kompetencje czy niemal zdrowy rozsądek recenzenta. Okazuje się jednak, że co do 12 z 13 zjawisk uwagi i obiekcje Bandura są jak najbardziej uzasadnione.

Na koniec prof. Jocz przechodzi do kwestii ogólnych i metodologicznych niedostrzeżonych przez wcześniejszego recenzenta, m.in.:

Od nowoczesnej gramatyki jakiegokolwiek języka, a zwłaszcza od gramatyki nadal powstającego i dopiero krystalizującego się języka literackiego (a za taki powszechnie uważana jest kaszubszczyzna), oczekiwałbym przede wszystkim eksplicytnego określenia podstawy materiałowej (np. zdefiniowanego korpusu tekstów pisanych), jasnej charakterystyki pod względem deskryptywności i preskryptywności oraz precyzyjnego zdefiniowania strategii kodyfikacyjnych (np. zasad wyboru preferowanych form w przypadku stwierdzenia wariantów). W samym opracowaniu gramatycznym wyznaczone zakresy materiałowe i ogólne postawy normalizatorskie, jak również szczegółowe zasady i reguły wyboru form powinny być przez autora konsekwentnie przestrzegane. Oczywiście najlepiej jest, jeśli wszystkie tego rodzaju założenia metodologiczne oparte są na jakichś spójnych i rozsądnych podstawach i koncepcjach. Korpus można np. zdefiniować jako dzieła literackie powstałe po roku X, dzieła autorów urodzonych po roku Y, utwory jakiejś konkretnej grupy czy szkoły literackiej, ostatnie dwadzieścia roczników czasopisma Z itd. W przypadkach wymagających rozstrzygnięć wybór może padać na formy częstsze, rodzime, bardziej archaiczne, typowe dla jakiegoś obszaru itp. lub decydować może o nim jakiś zhierarchizowany układ tych czy podobnych cech. Tego typu informacji w gramatyce Makurat właściwie nie odnajdujemy.

(…)

Zresztą sama Makurat chyba tak do końca nie wie, czy jej Gramatika jest deskryptywna, czy preskryptywna. Z jednej strony twierdzi ona, iż nic nie tworzy, a opisuje i prezentuje uzus i język, który realnie istnieje, naukowo przez siebie zbadany (patrz wyżej). Z drugiej w samym tekście gramatyki trafiamy niejednokrotnie na sformułowania w rodzaju „forma X nie jest zalecana do użycia (w języku literackim)”.

(…)

Makurat stosuje kryterium wieku publikacji bardzo wybiórczo i instrumentalnie, w zależności od potrzeby chwili. Lorentz, jak już wiemy, ma być na tyle przestarzały, że wszelkie porównania z nim są błędem metodologicznym. Jeżeli zaś trzeba odeprzeć obiekcje recenzenta wobec przyimka (341; patrz wyżej), to przestarzałe nie są teksty Floriana Ceynowy (1817-1881), Hieronima Derdowskiego (1852-1902), Aleksandra Majowskiego (1876-1938) czy Alojzego Budzisza (1874-1934), a więc nawet dziewiętnastowieczne. Jeżeli Bandur stwierdza niezgodności z materiałem Sychty (który materiały do swego słownika zbierał w latach 50 wieku 20), to okazuje się, że „język kaszubski – zwłaszcza w ciągu ostatnich 30 lat – ewoluował i dynamicznie się rozwinął” (339). Nie przeszkadza to uwzględniać w Gramatice wyników m.in. badań nad twórczością grupy młodokaszubów (335-336), czyli Jana Karnowskiego (1886-1939), Aleksandra Majkowskiego (1876-1938) czy Leona Heyke (1885-1939), którzy swoją kompetencję językową nabyli pod koniec 19 wieku.

Na koniec prof. Jocz apeluje o bardziej profesjonalne podejście do debaty:

Krytyka jest nieodzownym elementem nauki, bez którego nie byłby możliwy żaden rozwój. Merytoryczna debata naukowa wymaga uwzględniania między innymi dwóch zasad. Po pierwsze krytyki nie można ani formułować, ani odbierać osobiście, jako ataku na osobę. Obiektem krytyki tekstu naukowego są założenia, idee, koncepcje, twierdzenia, poprawność wnioskowania, spójność logiczna itp. itd., a nie autor jako człowiek. Po drugie do własnych tekstów należy przykładać równie krytyczne miary, co do cudzych. Unikać tu należy jak ognia emocjonalnego zżywania się ze swoimi tekstami i traktowania ich jak własnego dziecka. Niestety Hanna Makurat nie zastosowała się do żadnej z tych zasad ani jako nadawca, ani jako odbiorca, na co jednoznacznie wskazują liczne fragmenty jej artykułu zacytowane powyżej oraz następujący urywek: „Tymczasem budowanie całościowej krytyki mojej pracy niepoparte zasadnymi argumentami i niepodbudowane poprawną metodologią uważam za godzenie w moje dobre imię oraz próbę burzenia i niszczenia czegoś, co wiele lat ciężką pracą budowałam” (343). Pozostaje mi tylko wyrazić nadzieję, że po opadnięciu zbędnych emocji dyskusja wróci na właściwe tory.

Cały tekst polemiki jest dostępny TUTAJ. Tekst ukaże się niebawem również w jednym z polskich czasopism językoznawczych.

Wszystkie dotychczas opublikowane teksty dot. Gramaticzi… w porządku chronologicznym są dostępne tutaj:

14/05/2017
Bandur, M.: Czy „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” jest gramatyką kaszubskiego języka?

29/06/2017
Makurat, H.: Odpowiedź na głosy krytyki dotyczące mojej książki pt. „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” (w sekcji komentarzy)

04/07/2017
Bandur, M.: Siła tytułu naukowego większa niż siła naukowego argumentu?  „Gramatika…” z perspektywy laika raz jeszcze

26/08/2017
Jocz, L.: Gramatika kaszëbsczégò jãzëka H. Makurat oczami fonetyka

24/12/2018
Makurat, H.: Gramatika kaszëbsczégò jãzëka – rozpoznanie i opracowanie struktury współczesnego literackiego języka kaszubskiego. Odpowiedź na głosy krytyki

14/02/2019
Jocz, L.: Gramatika kaszëbsczégò jãzëka Hanny Makurat – głos w dyskusji

Diable, jak przeklinać po kaszubsku?

Legenda głosi, że w języku kaszubskim nie ma przekleństw i wulgaryzmów, a na pewno nie tych „mocniejszych”. Może jakieś mariczné bùkse da się rzucić, może jakieś alana! zawołać, ale żeby tak porządnie sobie bluzgnąć, trzeba sięgnąć do polskiego arsenału słów niecenzuralnych. Tylko ktoś, kto słabo zna kaszubszczyznę, może wydawać podobne osądy. Ba, są miejsca na Kaszubach, które w opinii sąsiadów uchodzą za miejscowości przeklinające nałogowo. Tak np. przedrzeźniają klõtevnjikóv (przeklętników) z Wielkiej Wsi: Të diôble, jak jô ce gromã rznã, tak të sã zarôz czartã stónjesz. Zaś o Staniszewie pod Sianowem mówią, że kjéj v Stajszevje zacznõ diôblóv z lińcúchóv spùszczac (przeklinać) jednégò pò drëgjim, to sã jaż całé chëcze wugjibajõ. Wszak jakże miałby nie mieć przekleństw język, w którym pierwsze zapisane słowa z 1304 roku są wiązanką pewnego butnego mnicha z klasztoru w Bùkovje (Bukowo Morskie, pow. sławieński) pod adresem pomorskiego rycerza Vjĩcka, który niechybnie miał z klasztorem na pieńku? Mają więc Polacy wraz ze Ślązakami swoje słynne Day ut ia pobrusa, a ti poziwai (XIII wiek), a Kaszubi za to: Venzeke prawi curriwi sin de Solkowe, czyli na współczesny kaszubski: Vjickò, pravi kùrvi sin ze Sëlechòva (pol. Vjickò [imię], istny skurwysyn z Sulechowa). Czyż którykolwiek inny język zdołał piękniej wejść w historię?

Prasłowiańskie dziedzictwo i seks

Jak widzieliśmy powyżej, nie jest więc prasłowiańska *kury/kurva bynajmniej słowem jedynie polskim, lecz wiele starszym, wspólnym dla wielu Słowian: Bułgarów, Serbów, Chorwatów, Słoweńców, Rosjan, Białorusinów, Czechów, Polaków, Łużyczan, Kaszubów, zresztą już nawet w tekstach cerkiewnosłowiańskich występuje. Nawiasem mówiąc, nie zawsze ma wydźwięk jednoznacznie wulgarny, czasem znaczy po prostu tyle co „kurtyzana”, „kobieta lekkich obyczajów” albo jak się żartobliwie po kaszubsku mówi: pravjiczka wod wostatnégò razú. Tak było i u Kaszubów, świadczą o tym użycia derywatów tego słowa nawet w tekstach religijnych czytanych w kościołach. Tak w ewangelickich Perykopach Smołdzińskich z przełomu XVII i XVIII wieku czytamy: Posiádziel się lud do jedzeniá y picá á wstál do gránia. 8. Ani wdawaymi się wkurestwo jáko niktorzy od nich kurestwo broiili y pádlo iich jednego dniá trzy y dwadziesciá tysięcow. Owo kùrevstvò znaczy tu tyle co wszeteczeństwo, rozpusta. A do wspomnianego granjô jeszcze wrócimy. Kiedy jesteśmy już jednak przy kùrvje, warto nadmienić, że j. kaszubski nie próżnuje tu w tworzeniu licznych wyrazów pochodnych, mamy kùrvjiszcze i kùrvjiskò, tj. grubą bądź starą kurwę, kùrevkã czyli kurewkę; mężczyzna żyjący rozwiąźle, czyli cudzołożnik/rozpustnik/kurwiarz to kùrevnjik bądź kùrvôk, poza tym również psôrz (Ten psôrz lôtô za babami jak pjes za sëkami. – Sych); zhańbić kobietę, zbałamucić i sprowadzić na złą drogę to skùrvjic (Won mje skùrvjił córkã!), można również kùrvjic sã, czyli prowadzić rozwiązłe życie, jak też kùrvjic z, czyli utrzymywać z kimś stosunki daleko pozamałżeńskie (Dłúgjé lata won kùrvjił z cëgankõ.). Ponadto mamy tu przymiotniki kùrevni i kùrvi, tzn. „kurewski”, a kanadyjscy Kaszubi czując się źle, np. w wyniku kaca, mówią, że są skùrvjoni. Kùrva to również inaczej fùza.

Ogólnosłowiańskiego pochodzenia jest również pjizda, czyli polska, czeska, słowacka, serbochorwacka, słoweńska pizda (co ciekawe, pokrewne połabskie paizdă znaczyło tyle co „dupa”, w tym samym znaczeniu pizda występuje też w niektórych słoweńskich dialektach). Pjizda to również żartobliwe określenie na kierznię, a pjizdôk to „kutas”. Do wyrazów pochodnych należy też pjizdzëc czyli „dymać, ruchać się” i dalej: pòpjizdzëc „poruchać” i vëpjizdzëc „wyruchać”. Zachowała się następująca przyśpiewka słowińska, opisująca zaskakujące momenty dojrzewania płciowego:

Mòja matka, co to je, co to je?
Mòja pjizda mòkrô je, mòkrô je.
(LorST, 144)

Interesujące, że kaszubskie kontynuanty prasłowiańskiego *jebati nie mają jednoznacznie wulgarnego znaczenia. Jôbac i dojôbac to po prostu „psuć” i „zepsuć”.

Prasłowiańszczyzna zawiodła nas do słownictwa jednoznacznie związanego z seksem i genitaliami, rozgośćmy się więc tutaj i rozwińmy temat. „Uprawiać seks” to również grac albo mërgac (Ti sã nje vstidzõ, ti bë chòc na woczach lëdzkjich mërgalë. – Sych) jak też skãtrac sã, kãtrzëc (Wonji sã wuż skãtralë. – Sych), zaś zamërgnõc to „zapłodnić” (Tak dłúgò do se mërgalë, jaż won jã zamërgnõł. – Sych). To samo znaczy też sprac (Wona je sprónô.).

Oprócz pjizdôka męski narząd rodny to również: pënka, mërgas, rzéb, kùrc (Ten kùrc grô tak, co pùta je dicht mòkrô. Lor), natomiast żeński, oprócz pjizdë, to także: pùna, pùta, kjerzenka.

Niewybrednie o kobiecie, która mocno przebiera nogami na widok mężczyzn, mówi się, że chłopùje, tak jak o krowie, która chce do byka (do bùle), mówi się, że bùlëje, o świni knarzëje, a o suce: kùnëje. Może wtedy zamjatac dúpõ, czyli zbytnio kręcić tyłkiem, albo pòdszczvac rzëcõ, czyli prowokować do seksu, dosłownie „szczuć dupą”. Z drugiej strony kobieta nazbyt oziębła to zëmnoszka. Dla równowagi, mężczyzna przebierający nogami do kobiet becëje, co w podstawowym znaczeniu oznacza objawianie popędu przez psa. Może się z tym wiązać też zbytnie nadskakiwanie i schlebianie płci przeciwnej, czyli lôtanjé za kim jak pjes.

Najbardziej protestancki naród katolicki

Kaszubi, jak przystało na najbardziej protestancki naród katolicki, tradycyjnie przeklinają, nawiązując do diabła, piekła i grzechu – podobnie jak Duńczycy, Norwegowie czy Anglicy (por. duńskie til helvede, for fanden; norw. til helvete, satan, faen). Również i polskiemu nieobce są zwroty typu do diabła, niech to diabli wezmą, niech to piekło pochłonie itd., kaszubski jednak może pochwalić się tu wyjątkowym bogactwem zwrotów, począwszy od wykrzyknień jak: do stôréwo diôbla! Ala diable! Do pjekła wognjistégò! Njech to pjekło veznje! Ala pjekle! Ala pjeklëszcze jo! Do sto diachłóv! Do bjésa! Do bjésa jasnégò! po bardziej ukierunkowane na określoną osobę: żebës z pjekła nje vëlôz! Të diôbli gromje! Të pùrtkù spjekloni, të bjésú spjekloni („ty diable przeklęty!”)! Ta spjeklonô baba, ten pjekjelnjik

Sama czynność przeklinania, bluzgania częstokroć odnosi się właśnie do tej tematyki: sëpac diôbłami, spùszczac diôbłóv z lińcúchóv, diablëc, diachlëc, diôblovac, diôchłovac obok neutralnego klõc/klic (Won/wona/wono klënje/klnje albo klënje jaż drzevò schnje, o kimś, kto klnie jak szewc). Ktoś, kto nałogowo przeklina, to klõtevnjik/klõtevnjica. Wracając jednak do diabła, diabelni/diôbelni to tyle co „cholerny” (Mje szło diabelno lëchò. Mje sã tam diôbelno vjidzało.), a diablivò mówi się na Zaborach o nieurodziwej kobiecie (Co za straszné diablivò ta jegò kòbjéta.). Można też powiedzieć: na diachła/pò diachła të tam szed?, czyli „po cholerę tam lazłeś?”. Bardzo elastycznym przerywnikiem jest diable, czyli tyle co cholera (Diable, co tú je lós?!).

Cztery litery, czyli a kùsznji mje v rzëc!

Wielki arsenał wulgaryzmów dostarcza w j. kaszubskim tylna część ciała jak i wszystkie czynności, które się nią wykonuje, z kaszubskim klasykiem a kùsznji mje v rzëc („pocałuj mnie w dupę”) na czele. Rzëc to również inaczej dúpa, slôdk, trézel. Jak coś jest do dupy, to jest do pjarda, do sranjô albo to je v dúpã do schòvanjô. Pjôrd albo gòvno (nie mylić z góvno) to inaczej błahostka, rzecz nieistotna. Ktoś dúpòvati to nierozgarnięty, niedołężny (Won je za dúpòvati, żebë co spravjic. – Sych), inaczej to po prostu dúpk, zaś dúpjec to „niedołężnieć”, „stawać się otępiałym” (Won corôz barżé dúpjeje. Won je czësto zdúpjałi (…) – Sych). „Smarkacz”, „gnojek” to po kaszubsku srôl, srela, natomiast „konus” to dëpc, stąd też przymiotnik dëpcovi – niski wzrostem. Jedną z osobliwości kaszubskiego języka jest osobne słowo dëpcovac czyli „być małym i krzykliwym” (Wod zemji gò nji ma vjidzec, ale dëpcovac won pòtrafji, vszãdze gò je czëc. – Sych).

Z tym typem wulgaryzmów wiąże się cała gama soczystych zwrotów: nji ma sranjô pò gardinach mówi się, kiedy to już nie przelewki; nie dotrzymywać słowa to robjic z gãbë dúpã/rzëc, o pochlebcy i lizodupie mówi się, że ten bë jednemù v dúpã vlôz. Kiedy kogoś nie chcemy widzieć, możemu mu/jej powiedzieć anjé dúpõ sã na cebje nje przëzdrzã albo móm ce rôd jak vrzód v dúpje, kjéj jô cebje vjidzã, to mje sã na sranjé zbjérô bądź po prostu bjéj v dúpã lub bjéj sã v pòkrzëvë vësrac czyli „odwal się, spieprzaj”. Jak ktoś nie ma humoru, to pewnie vstôł dúpõ do górë, natomiast natrętnie proszącemu/proszącej o danie czegoś mówi się z dúpë sobje veznã a tobje dóm. Nie mają łatwo również łysi, o których mówią, że vëzdrzi jak dúpa v noci, nie oszczędza się nawet nieboszczyków, bo „kopnąć w kalendarz” to, mówiąc nieoględnie, zacësnõc dúpã albo vëpjõc përdã. Jak ktoś gãstoli, flabòce czyli „plecie, chrzani, pieprzy”, może usłyszeć: co mô wokò do dúpë?!, czyli mniej-więcej „co ma piernik do wiatraka?”. Jeśli czegoś się po prostu nie da zrobić, to nji srôł, nji worôł, tegò nje zrobjisz – ni tak, ni siak, choćby skały srały. O kimś, kto mówi cicho albo powoli, mówi się, że gôdô jakbë głodni srôł, o ciągle zrzędzącym vësrôł sã, a rzëce nje zamk, natomiast o przyjaciołach/przyjaciółkach przesadnie nierozłącznych: wonji sã vësrac bez sebje nji mògõ. O kimś nadto hardym powie się jemù jesz dúpa zbjednjeje, że won jesz cenkò bõdze srôł, zaś o zarozumiałym i pysznym ta sã chòc z góvna bùsznji, co wona vësrô. Dostaje się również najbliższym sąsiadom parafrazą słynnych słów Derdowskiego: Kaszubë njigdë nje przińdõ do zgùbë, a Kòcevjakji púdõ do psé srakji. Na koniec jeszcze parę inwektyw: wutrzëdëpskji to dupowłaz bądź niższy urzędnik, sługa, a zjôdgóvno (n) lub zjédzgóvno (m) to chciwiec, skąpiec (Temù zjôdgóvnú je żôl tegò, co won vësrô. Lëdze tegò chcivca napróżno nje zvjõ zjédzgóvnã, bò won bë chòc góvno zjôd spòd se. – Sych).

Rozmaitości

Nie zachowało się zbyt wiele typowych przekleństw/klątw/złych wróżb, takich jak notowane w Sierakowicach żebës béł na górze ji żebë na ce słúńce nje svjécëło. Można za to kogoś zrakòvac „zbesztać, zjechać, pocisnąć, zmieszać z błotem” i jic z kim jak z pòdzartõ jakõ, czyli mniej-więcej „nie pierdolić się w tańcu” na wiele innych sposobów poza tymi omówionymi powyżej. Poniżej jeszcze kilka przydatnych zwrotów:

zamknji flabã zamknij ryj
trzëméj pësk morda, przymknij się, siedź cicho, nikomu ani słowa
karúj sã spieprzaj
búten z tobõ wypieprzaj stąd
do szvernóta cholera
głúpi jak pãk słomë głupi jak but
do narë zrobjic zrobić z kogoś durnia, idiotę

A także parę inwektyw i epitetów:

dójas tuman, idiota
dolemón, dołemón tuman, idiota
drevni tępy, głupi
dúnas pijak a. niedołęga
flaba, pësk morda, ryj
klata (m) pies, nikczemnik, daw. żandarm pruski (dziś: policjant?)
lósbùksa, lósleder, lósbrat, lorbas chuligan, łobuz
mjelcoch grubas
njedoczënjélc ktoś ograniczony umysłowo
njedoczënjoni niedorobiony, ograniczony
strëch dziad, typ, facet
szmùra szmata
szôtornjik szmaciarz
szôtorovati dziadowski, tandetny, nędzny
szvernótni, przegrzészoni, przesnjiti cholerny, pieprzony, przeklęty
vszéla brudas, zawszawiony
wopëskòvóni pyskaty, kłótliwy

Ten wstęp do kaszubskich wulgaryzmów oczywiście nie wyczerpuje tematu, daje co najwyżej do ręki pewne narzędzia i zachęca do dalszej eksploracji. Tak téj jak jakji przesnjiti, drevni dójas cë rzeknje, co pò-kaszëbskú nje jidze richtich diablovac, to móżesz mù rzec, cobë sã… në, terô sóm/sama móżesz so pòcvjiczëc.

Skróty:

Sych – Sychta B., 1965, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej
Lor Lorentz F., Hinze F., 1958, Pomoranisches Wörterbuch
LorST – Lorentz F., 1905, Slovinzische Texte

003: „To bëłe za të czase, jak tú jesz bëlë pògónje” (Tekst z Małego Kacka, Gdynia)

Tekst 003: Môłé Kackò / Môłi Kack (pol. Mały Kack), dzielnica Gdyni, pow. gdyński

To bëłe za të czase, jak tú jesz bëlë pògónje. Te béł jeden bjiskùp pòsłóni ze Rzimù do Dújnjska, won mjôł przënjesc tã jednã relikvjã, to bëła ta głova svjãté Barbarë. Jak wonji bëlë kole Gdinnë, ten wokrãt roztrzõs sã a vszëtcë wutonelë, le ten bjiskùp sã retovôł, bò won mjôł tã głovã svjãté Barbarë v rãce. Chtori jegò retovôł, to béł ten szôłtës Gdinnë. Te bëła takô móda, ce chto z tegò mòrza béł retovóni, te ten, chtori gò retovôł, ten gò móg wotrzëmac za njewolnjika. Téj ten szôłtës gò przëkúł do żaren, co bë won nji móg wucekac, a won mùszú vjedno to zbòżé m(ł)oc. To dúrovałe vjele lat, że won béł przëkùti do żaren. A ce won m(ł)ół, won spchjévôł vjedno, ale pò-łaciznje, a njicht jegò nje rozmjôł.

Za vjele lat jeden drëdzji bjiskùp rézovôł przez Gdinnë. Ten cził ten spchjév a pòznôł, co to bëło pò-łaciznje. Won so dzëvòvô(ł), że tú jeden rozmjôł łaciznã, a szed a pitôł jegò, chto won béł. Te won jemù pòvjedzôł, że przed vjele latami won béł pòsłóni z tõ głovõ svjãté Barbarë ze Rzimù do Dújnjska a że ten szôłtës jegò retovôł z tegò mòrza a że won za to mùszú młoc na żarnach. Te ten drëdzji bjiskùp, to béł ten pòmòrzcji bjiskùp, ten jegò wuwolnjú a won przënjós tã głovã svjãté Barbarë do Gdújnjska.

(Opowiadała 19-letnia dziewczyna z wykształceniem elementarnem. Teksty pomorskie, Friedrich Lorentz, tekst nr 350., str. 260-61)

Słówka do zapamiętania:
za të czase w tych czasach
1. te, 2. ty
roztrzisc sã (pn), roztrzõsc sã (śr, pd) rozbić się, rozlecieć
roztrzisc (pn), roztrzõsc (śr, pd) rozrzucić, wytrząść (np. worek)
chtori który (obok: chtëren, jacji)
szôłtës sołtys
Gdinna Gdynia (obok: Gdina, Chdina)
ce, céj kiedy (obok: cjéj, cje)
te, téj wtedy
wotrzëmac zatrzymać, zachować, przechować
dúrovac trwać (obok: dérovac)
młoc, młół mleć
łacizna łacina (obok: łacëzna)
za vjele lat po wielu latach
rézovac podróżować
Gdújnjsk, Dújnjsk Gdańsk (obok Gdúnjsk, Gdónsk)

Formy regionalne:
Obok znanej z poprzedniego tekstu (002) końcówki -ił > (wuwolnjú, mùszú) mamy regularnie -ôł (rozmjôł, retovôł, spsjévôł). Cechą charakterystyczną dla kaszubszczyzny z okolic Małego Kacka jest silna aspiracja pj > pchj~psj, np. spjév > spchjév, spjévôł > spchjévôł. Podobny proces zaszedł w dużej części dialektu zaborskiego oraz w Jastarni. Innym powszechnym, choć nieregularnie występującym procesem jest przejście -ło > -łe, np. to bëło > to bëłe; dúrovało > dúrovałe.

Gramatyka:
Język kaszubski, zwłaszcza w północnej odmianie, ma końcówkę -e dla mianownika-biernika lmn. rzeczowników, których rdzeń kończy się na s, z:

czase – czasy
kòze – kozy
kòse – kosy
Rúse – Rosjanie lub pejor. o Polakach
woze – wozy

Ta końcówka znana jest również j. dolnołużyckiemu (case, wóze, koze) i śląskiemu (czase, woze, Ruse). Nie jest to zatem przejście dawnego krótkiego ĭ > ë, lecz zupełnie osobna końcówka.

Po co uczymy kaszubskiego? Po godną śmierć dla języka?

Jaki cel przyświeca nauczaniu kaszubskiego w szkole?

Największe wyzwanie naszych czasów wydaje się oczywiste: wyjść na przeciw problemowi przerwanego przekazu międzypokoleniowego, przywrócić język kaszubski jako język społeczności i jako język rodzinny. Co oznacza, że język nauczania musi być bliski językowi mówionemu z uwzględnieniem dialektalnej różnorodności Kaszub. Co z kolei oznacza, że nauczanie żargonu literackiego jako języka obcego nie jest odpowiedzią na współczesne problemy kaszubszczyzny, a może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

Jakiego języka uczyć?

Należy uczyć takiej kaszubszczyzny, którą uczeń wyniesie ze szkoły i będzie mógł bez problemu porozumiewać się nią w domu i okolicy, z rodzicami, dziadkami, sąsiadami. A więc musi to być kaszubszczyzna naturalna, bliska językowi mówionemu, opracowywana przede wszystkim na podstawie znajomości kaszubszczyzny z terenów, na których się naucza, prac terenowych oraz leksykograficznych (słownik B. Sychty, słownik F. Hinzego / F. Lorentza, Atlas Językowy Kaszubszczyzny…, zbiory tekstów z prac Sychty, Nitscha, Bronischa, Lorentza). Co oznacza, że nauczanie żargonu, w którym powszechny na całym obszarze frisztëk zamienia się na wymyślony renik albo pòkrzésnik, w którym każe się kôrbic (czyli w języku mówionym „pleść, zmyślać, opowiadać bzdury”) zamiast pòwiadac, gadac, w którym się ùdokazniwô i podaje przëmiarë, a nie dokazëje lub dowòdzy i podaje przikładë – tak jak się mówi w języku naturalnym, gdzie się wëwidniô a nie tłómaczi, gdzie czyta się wiérztczi, a nie wierszczi itd. itd., staje się obcym żargonem, który nie funkcjonuje nigdzie poza klasą, nie pozwala uczniowi komunikować się z własną rodziną, a wręcz utrudnia ten dialog i zniechęca doń, daje fałszywe wyobrażenie o języku, a częstokroć słusznie budzi politowanie wśród osób, którzy kaszubski świetnie znają z domu. Czy autorzy dzisiejszych podręczników szkolnych kiedykolwiek usiedli z własnymi dziadkami czy rodzicami i przeczytali im swoje prace, poprosili o komentarz?

Wëwidnij na spòdlim wiérztë”, dostaje polecenie uczeń w jednym z podręczników dla liceum, czyli słowo w słowo przetłumaczone polskie „wyjaśnij na podstawie wiersza”, chociaż jedyne w tym poleceniu słowo znane kaszubskiemu językowi mówionemu to „na”. Mogłoby być np. „Przeczëtôj wierszã ë wëtłomacz(ë)”, a tak uczeń zapełnia sobie głowę słowami i zwrotami, których nie użyje w domu, bo nie zostanie zrozumiany, a native speakerzy w jego otoczeniu nie pomogą mu z roszyfrowaniem książki. Co najwyżej się przekonają, że ich bliski uczy się dziwnej, niekompatybilnej odmiany języka. „Na spòdlim mònografii ùdokaznij” – tu nawet czasownik został zbudowany na polską modłę: ù-do-kaznij, czyli u-do-wodnij, a mogłoby być naturalniej, np. „Przeczëtôj mònografią ë dokaż(ë)/dowiédz(ë)”. „Ùłożë pòzwë miesąców pòsobicą i zapiszë je w zesziwkù”, czytamy w pewnym podręczniku dla gimnazjum. Szansa, że ktokolwiek z otoczenia ucznia wie, czym jest neologizm „zesziwk” jest bliska zeru, za to co starsi Kaszubi mogą dobrze pamiętać, czym jest notowany w słowniku B. Sychty „heft”, czyli zeszyt. Natywni użytkownicy języka mogą za to znać słowo „pòzwa” i rozumieć je jako „przydomek”, bo w języku kaszubskim, tak jak w angielskim czy niemieckim, zarówno człowiek jak i rzecz mogą mieć „miono”, „name”, „Name”, chociaż w polszczyźnie ludzie mają „imiona”, a rzeczy „nazwy”. Dalej czytamy „Ùczniowie sobie nawzôs zadôwają pitania”, a szansa, że bliscy tych uczniów zrozumieją, o co chodzi, kiedy przyjdą do domu i użyją neologizmu „nawzôs” wciąż oscyluje blisko zera. A wystarczyło napisać naturalniej, np. „Ùczniowie sã pitają jedny drëdżich”. Na poziomie akademickim ów żargon osiąga kolejne szczyty i zaczyna orbitować wokół planety Ziemi: „nót dac je merk”, czyli w języku mówionym „je trzeba dac óbacht, bôczenié, òpasowac”. „Dlô òdzdrzadleniô wëmòwë ùsadzony òstôł”, czyli „Dlô òddaniô wimòwë je stwòrzony”. „Z pòzdrzatkù na môl artikùlacji”, piękna kalka polskiego „ze względu na”, czyli „wedle môla/placu artikùlacji”. Tę zagadkową odmianę można by analizować godzinami, ale nie to jest celem tego wywodu.

Odnoszę wrażenie, że niektórzy autorzy dzisiejszych tekstów kaszubskich tkwią mentalnie w pierwszej połowie XX wieku, kiedy kompleksowa praca leksykograficzna wciąż nie była wykonana, a swoistą idée fixe było udowodnienie niewątpliwej odrębności językowej kaszubszczyzny przez dotwarzanie setek często słabo przemyślanych neologizmów bez gruntownej znajomości rdzennej kaszubskiej leksyki. W efekcie czasem otrzymujemy teksty, które wyglądają jak napisane po polsku, z polską składnią, rekcjami i polskim myśleniem o języku – a potem „kaszubione” przez podmienianie słów jeden do jednego ze „Słownikiem polsko-kaszubskim” w ręku. Zupełnie jakby ignorując, że w XX wieku powstały olbrzymie prace leksykograficzne, których część każdy może pobrać na komputer kilkoma kliknięciami myszki.

Uczeń, o ile nie zna dobrze języka kaszubskiego z domu, nie dostaje żadnych narzędzi, by móc stwierdzić, które słowa i zwroty należą do jakiego rejestru, innymi słowy – którymi porozumie się ze swoim otoczeniem, a które spotka jedynie na stronach pewnego typu książek. Nieświadome używanie słów, które nie mogą być zrozumiane, prowadzą nie tylko do problemów komunikacyjnych, ale też do frustracji i zniechęcenia, a także narażają na śmieszność w oczach otoczenia nie tylko ucznia, ale i nauczyciela, a z tym cały wysiłek środowiska włożony w popularyzację i naukę języka kaszubskiego.

Uczenie takiego żargonu w sytuacji, kiedy coraz więcej uczniów przychodzi do szkoły, nie znając kaszubskiego języka mówionego (i ten trend będzie się z każdym rokiem nasilał), jest gwoździem do trumny dla kaszubszczyzny.

W jakich szkołach uczyć?

Nie chodzi tu jednak tylko o jakość, ale też ilość. Trzy godziny kaszubskiego w tygodniu jako języka obcego są niewątpliwie dużym osiągnięciem środowiska, ale nie zapewnią językowi przetrwania. Wyuczenie ucznia do poziomu A1-B2 nie zastąpi daru, którym jest język natywny. Polski jako pierwszy język młodych Kaszubów, mowa którą uczeń będzie się posługiwał z większą lekkością niż wyuczony na B1-B2 kaszubski, wciąż będzie wypierał kaszubszczyznę, zwłaszcza będąc dominującym językiem szkoły, mediów, komunikatorów, internetu, popkultury, muzyki i – niestety coraz częściej – otoczenia.

Model nauczania języka kaszubskiego jako obcego w szkołach polskojęzycznych miał szansę spełnić swoją rolę pół wieku temu, kiedy większość Kaszubów znała swój język z domu i przychodziłaby na zajęcia jedynie z czytania, pisania i literatury. W obecnej sytuacji ten model pozwala jedynie umrzeć językowi z godnością, dając poczucie, że były próby.

Taki model musi być zatem modelem przejściowym, początkiem drogi. Jedynie aktywizowanie rodziców i otoczenia do czynnego używania języka oraz model imersyjnych szkół kaszubskojęzycznych bądź dwujęzycznych kaszubsko-polskich może zatrzymać proces wymierania języka kaszubskiego jako języka społeczności. Kaszubi mają prawo do takich szkół, taki model działa w wielu miejscach na świecie: Szkocji, Walii, Kraju Basków, Fryzji, ale również w Polsce – szkoły ze swoim językiem wykładowym mają np. mniejszości białoruska i litewska.

Szlaki przecierają nam już teraz dwie prywatne kaszubskie szkoły imersyjne: „Naja szkòła” w Wejherowie i „Deja CSB” w Redzie zakładane przez członków Kaszëbsczi Jednotë. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie już dobrych parę lat temu wydało kaszubskojęzyczny podręcznik do chemii, przewidując zatem chyba potrzebę nauczania w rodzimym języku innych przedmiotów. Kaszubskie środowiska, choć niewielkie, przy odpowiedniej mobilizacji oraz pomocy samorządów i państwa, potrafiłyby z całą pewnością wydać po 20 nauczycieli historii, fizyki, wiedzy o społeczeństwie itd. Wystarczająco, aby na początek chociaż miasta powiatowe posiadały kaszubskojęzyczne bądź dwujęzyczne szkoły podstawowe i licea. Aby przyciągnąć uczniów, musiałyby być to jednak szkoły konkurencyjne, przewyższające poziomem szkoły polskojęzyczne. Być może sytuacja wymaga, by niezwłocznie się przygotować do wprowadzenia tego rozwiązania na szerszą skalę?

002: „Król a trzech sënóv” (Tekst z Głodowa, pow. wejh.)

Tekst 002: Głodovò (pol. Głodowo), osada w powiecie wejherowskim

Jeden król mjôł trzech sënóv, dvaji bëlë mõdri a jeden głúpi. Jak ten król stôri béł, won chcôł svòje krolevstvò svòjim sënóm dac, ale won nje vjedzôł, kòmù won mjôł dac. Te won pòsłôł tëch sënóv v svjat a rzek: „Za pół rokù pòjta nazód, a chto mje te nôlepszégò kònja przëprovadzi, ten dostónje to krolevstvò.” Na krziżovi drodze rozeszlë sã ti bracë a kòżdi jachôł sóm dalé. Ten głúpi trafjú stôrõ bjałkã, ta gò sã pitaa: „Gdzeż të jachôsz?” Won pòvjôdôł ji, co ten wojc chcôł, a wona gôdaa: „Pòj ze mnõ a słúżë mje pół rokù, te të dostónjesz te nôlepszégò kònja, co na tim svjece je”. Za pół rokù wona mù dała kònja, ten béł kùlavi a slepi, ale jak won svòjémù wojcú pòkôzú, to béł tak pjãkni jak drëdzji kónj na tim svjece nje béł.

Ale ten król nje chcôł svòje krolevstvò témù głúpémù dac, téj won pòsłôł znôw tëch sënóv v svjat a rzek: „Chto mje za pół rokù ten nôlepszi mjecz przënjese, ten dostónje to krolevstvò”. Ten głúpi szed znôw do ti stôri bjałcji a słúżiú ji znôw pół rokù. Za pół rokù wona mù daa mjecz, ten béł zadrëdzevjałi a tãpi, ale jak won témù wojcú pòkôzú, ten béł tak pjãkni a wostri a siéciú sã jak żóden drëdzji na svjece.

Ale ten stôri król nje béł jesz spòkójni, le pòsłôł tëch sënóv znôw v svjat a rzek: „Chto mje za pół rokù tã nôlepszõ brútkã przëprovadzi, ten dostónje to krolevstvò.” Ten głúpi szed znôw do ti stôri bjałcji a jak won ji pół rokù słúżoné mjôł, téj wona rzekła: „Jô chcã sama tvòjõ brútkõ bëc”. A jak won ze svòjõ brútkõ do króla przëszed, wona bëła młodô a pjãknô, vjele pjãknjészô jak të brútcji, co ti dvaji mõdri bracë mjelë. Tak ten stôri król mùsziú témù głúpémù to krolevstvò dac a won sã wożenjú ze svòjõ brútkõ. To bëła téż krolevô a tak ten głúpi dostôł dva krolevstva.

(Opowiadała 13-letnia dziewczyna, uczennica szkoły lud. w Smażynie. Teksty pomorskie, Friedrich Lorentz, tekst nr 356., str. 265)

Słówka do zapamiętania:
krolevstvò królestwo
krziżovô droga skrzyżowanie dróg
te 1. wtedy (też: téj), 2. tego (też: tegò/tegù/tewo)
bracë bracia (obok: bracô, bratovje)
trafjic 1. spotkać, 2. trafić
jachôsz jedziesz (obok: jedzesz)
znôw znów
zadrëdzevjałi – zardzewiały
spòkójni – zadowolony, kontent
krolevô – królowa

Formy regionalne:
W znacznej części dialektu północnego, zwłaszcza na południu powiatu wejherowskiego, w miejsce czasownikowych końcówek -ôł, -ił w cz. przeszłym r. męskiego l. poj. trafiamy na końcówki -ú, -iú, por.:

trafjú – trafjił
pòkôzú – pòkôzôł
słúżiú – słúżił
siéciú/svjéciú – svjécił
mùsziú – mùsził
wożenjú – wożenjił

Stopniowanie przymiotników:
Tradycyjnie w kaszubskim języku mówionym stopień najwyższy przymiotników tworzy się nie tylko poprzez dodanie sufiksu nô- do stopnia wyższego, ale również przez użycie zaimka wskazującego ten/ta/to, tak jak w powyższym tekście:

të dostónjesz te nôlepszégò kònja
dostaniesz najlepszego konia

chto mje za pół rokù ten nôlepszi mjecz przënjese
kto mi za pół roku przyniesie najlepszy miecz

chto mje za pół rokù tã nôlepszõ brútkã przëprovadzi
kto mi za pół roku przyprowadzi najlepszą narzeczoną

dobri – lepszi – ten nôlepszi
dłúgô – dłëgszô – ta nôdłëgszô
môłé – mjészé – to nômjészé

Choć ta konstrukcja jest rzadko spotykana, można w kaszubszczyźnie utworzyć stopień najwyższy również bez sufiksu nô-, z samego stopnia wyższego i zaimka ten/ta/to:

To je ten głëpszi człovjek, co na tim svjece je.
To jest najgłupszy człowiek na świecie.

To je ten bëlnjészi fylm, jacji móm vjidzoné.
To najwspanialszy film, jaki widziałem/-am.

How the Welsh Fight for Their Language (Podcast)

For the Welsh, a small nation from the United Kingdom, preserving the language has been a long-standing fight for their rights to use it in every aspect of their lives. Cymdeithas yr Iaith Gymraeg (The Welsh Language Society) has been striving to achieve this goal since 1962. They are well known for using bold methods to pursue their aim: protests, blocking road traffic, climbing and disabling radio masts, demolishing offices of the Tory party.  Over the years hundreds of their members have been arrested or sentenced to jail, making it the largest protest group in the United Kingdom since the suffragettes. Cymdeithas has contributed to introducing bilingual road signs, a Welsh-language television channel,  achieving official status for the language, creating a Welsh higher education college and much more. One of their members is Heledd Williams who has told us more about the linguistic situation of Wales.

Listen to the interview with Heledd Williams:

Blocking road traffic in Aberystwyth, 1963

Check the official webpage of Cymdeithas yr Iaith Gymraeg.