Archiwum kategorii: Jãzëk

003: „To bëłe za të czase, jak tú jesz bëlë pògónje” (Tekst z Małego Kacka, Gdynia)

Tekst 003: Môłé Kackò / Môłi Kack (pol. Mały Kack), dzielnica Gdyni, pow. gdyński

To bëłe za të czase, jak tú jesz bëlë pògónje. Te béł jeden bjiskùp pòsłóni ze Rzimù do Dújnjska, won mjôł przënjesc tã jednã relikvjã, to bëła ta głova svjãté Barbarë. Jak wonji bëlë kole Gdinnë, ten wokrãt roztrzõs sã a vszëtcë wutonelë, le ten bjiskùp sã retovôł, bò won mjôł tã głovã svjãté Barbarë v rãce. Chtori jegò retovôł, to béł ten szôłtës Gdinnë. Te bëła takô móda, ce chto z tegò mòrza béł retovóni, te ten, chtori gò retovôł, ten gò móg wotrzëmac za njewolnjika. Téj ten szôłtës gò przëkúł do żaren, co bë won nji móg wucekac, a won mùszú vjedno to zbòżé m(ł)oc. To dúrovałe vjele lat, że won béł przëkùti do żaren. A ce won m(ł)ół, won spchjévôł vjedno, ale pò-łaciznje, a njicht jegò nje rozmjôł.

Za vjele lat jeden drëdzji bjiskùp rézovôł przez Gdinnë. Ten cził ten spchjév a pòznôł, co to bëło pò-łaciznje. Won so dzëvòvô(ł), że tú jeden rozmjôł łaciznã, a szed a pitôł jegò, chto won béł. Te won jemù pòvjedzôł, że przed vjele latami won béł pòsłóni z tõ głovõ svjãté Barbarë ze Rzimù do Dújnjska a że ten szôłtës jegò retovôł z tegò mòrza a że won za to mùszú młoc na żarnach. Te ten drëdzji bjiskùp, to béł ten pòmòrzcji bjiskùp, ten jegò wuwolnjú a won przënjós tã głovã svjãté Barbarë do Gdújnjska.

(Opowiadała 19-letnia dziewczyna z wykształceniem elementarnem. Teksty pomorskie, Friedrich Lorentz, tekst nr 350., str. 260-61)

Słówka do zapamiętania:
za të czase w tych czasach
1. te, 2. ty
roztrzisc sã (pn), roztrzõsc sã (śr, pd) rozbić się, rozlecieć
roztrzisc (pn), roztrzõsc (śr, pd) rozrzucić, wytrząść (np. worek)
chtori który (obok: chtëren, jacji)
szôłtës sołtys
Gdinna Gdynia (obok: Gdina, Chdina)
ce, céj kiedy (obok: cjéj, cje)
te, téj wtedy
wotrzëmac zatrzymać, zachować, przechować
dúrovac trwać (obok: dérovac)
młoc, młół mleć
łacizna łacina (obok: łacëzna)
za vjele lat po wielu latach
rézovac podróżować
Gdújnjsk, Dújnjsk Gdańsk (obok Gdúnjsk, Gdónsk)

Formy regionalne:
Obok znanej z poprzedniego tekstu (002) końcówki -ił > (wuwolnjú, mùszú) mamy regularnie -ôł (rozmjôł, retovôł, spsjévôł). Cechą charakterystyczną dla kaszubszczyzny z okolic Małego Kacka jest silna aspiracja pj > pchj~psj, np. spjév > spchjév, spjévôł > spchjévôł. Podobny proces zaszedł w dużej części dialektu zaborskiego oraz w Jastarni. Innym powszechnym, choć nieregularnie występującym procesem jest przejście -ło > -łe, np. to bëło > to bëłe; dúrovało > dúrovałe.

Gramatyka:
Język kaszubski, zwłaszcza w północnej odmianie, ma końcówkę -e dla mianownika-biernika lmn. rzeczowników, których rdzeń kończy się na s, z:

czase – czasy
kòze – kozy
kòse – kosy
Rúse – Rosjanie lub pejor. o Polakach
woze – wozy

Ta końcówka znana jest również j. dolnołużyckiemu (case, wóze, koze) i śląskiemu (czase, woze, Ruse). Nie jest to zatem przejście dawnego krótkiego ĭ > ë, lecz zupełnie osobna końcówka.

Po co uczymy kaszubskiego? Po godną śmierć dla języka?

Jaki cel przyświeca nauczaniu kaszubskiego w szkole?

Największe wyzwanie naszych czasów wydaje się oczywiste: wyjść na przeciw problemowi przerwanego przekazu międzypokoleniowego, przywrócić język kaszubski jako język społeczności i jako język rodzinny. Co oznacza, że język nauczania musi być bliski językowi mówionemu z uwzględnieniem dialektalnej różnorodności Kaszub. Co z kolei oznacza, że nauczanie żargonu literackiego jako języka obcego nie jest odpowiedzią na współczesne problemy kaszubszczyzny, a może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.

Jakiego języka uczyć?

Należy uczyć takiej kaszubszczyzny, którą uczeń wyniesie ze szkoły i będzie mógł bez problemu porozumiewać się nią w domu i okolicy, z rodzicami, dziadkami, sąsiadami. A więc musi to być kaszubszczyzna naturalna, bliska językowi mówionemu, opracowywana przede wszystkim na podstawie znajomości kaszubszczyzny z terenów, na których się naucza, prac terenowych oraz leksykograficznych (słownik B. Sychty, słownik F. Hinzego / F. Lorentza, Atlas Językowy Kaszubszczyzny…, zbiory tekstów z prac Sychty, Nitscha, Bronischa, Lorentza). Co oznacza, że nauczanie żargonu, w którym powszechny na całym obszarze frisztëk zamienia się na wymyślony renik albo pòkrzésnik, w którym każe się kôrbic (czyli w języku mówionym „pleść, zmyślać, opowiadać bzdury”) zamiast pòwiadac, gadac, w którym się ùdokazniwô i podaje przëmiarë, a nie dokazëje lub dowòdzy i podaje przikładë – tak jak się mówi w języku naturalnym, gdzie się wëwidniô a nie tłómaczi, gdzie czyta się wiérztczi, a nie wierszczi itd. itd., staje się obcym żargonem, który nie funkcjonuje nigdzie poza klasą, nie pozwala uczniowi komunikować się z własną rodziną, a wręcz utrudnia ten dialog i zniechęca doń, daje fałszywe wyobrażenie o języku, a częstokroć słusznie budzi politowanie wśród osób, którzy kaszubski świetnie znają z domu. Czy autorzy dzisiejszych podręczników szkolnych kiedykolwiek usiedli z własnymi dziadkami czy rodzicami i przeczytali im swoje prace, poprosili o komentarz?

Wëwidnij na spòdlim wiérztë”, dostaje polecenie uczeń w jednym z podręczników dla liceum, czyli słowo w słowo przetłumaczone polskie „wyjaśnij na podstawie wiersza”, chociaż jedyne w tym poleceniu słowo znane kaszubskiemu językowi mówionemu to „na”. Mogłoby być np. „Przeczëtôj wierszã ë wëtłomacz(ë)”, a tak uczeń zapełnia sobie głowę słowami i zwrotami, których nie użyje w domu, bo nie zostanie zrozumiany, a native speakerzy w jego otoczeniu nie pomogą mu z roszyfrowaniem książki. Co najwyżej się przekonają, że ich bliski uczy się dziwnej, niekompatybilnej odmiany języka. „Na spòdlim mònografii ùdokaznij” – tu nawet czasownik został zbudowany na polską modłę: ù-do-kaznij, czyli u-do-wodnij, a mogłoby być naturalniej, np. „Przeczëtôj mònografią ë dokaż(ë)/dowiédz(ë)”. „Ùłożë pòzwë miesąców pòsobicą i zapiszë je w zesziwkù”, czytamy w pewnym podręczniku dla gimnazjum. Szansa, że ktokolwiek z otoczenia ucznia wie, czym jest neologizm „zesziwk” jest bliska zeru, za to co starsi Kaszubi mogą dobrze pamiętać, czym jest notowany w słowniku B. Sychty „heft”, czyli zeszyt. Natywni użytkownicy języka mogą za to znać słowo „pòzwa” i rozumieć je jako „przydomek”, bo w języku kaszubskim, tak jak w angielskim czy niemieckim, zarówno człowiek jak i rzecz mogą mieć „miono”, „name”, „Name”, chociaż w polszczyźnie ludzie mają „imiona”, a rzeczy „nazwy”. Dalej czytamy „Ùczniowie sobie nawzôs zadôwają pitania”, a szansa, że bliscy tych uczniów zrozumieją, o co chodzi, kiedy przyjdą do domu i użyją neologizmu „nawzôs” wciąż oscyluje blisko zera. A wystarczyło napisać naturalniej, np. „Ùczniowie sã pitają jedny drëdżich”. Na poziomie akademickim ów żargon osiąga kolejne szczyty i zaczyna orbitować wokół planety Ziemi: „nót dac je merk”, czyli w języku mówionym „je trzeba dac óbacht, bôczenié, òpasowac”. „Dlô òdzdrzadleniô wëmòwë ùsadzony òstôł”, czyli „Dlô òddaniô wimòwë je stwòrzony”. „Z pòzdrzatkù na môl artikùlacji”, piękna kalka polskiego „ze względu na”, czyli „wedle môla/placu artikùlacji”. Tę zagadkową odmianę można by analizować godzinami, ale nie to jest celem tego wywodu.

Odnoszę wrażenie, że niektórzy autorzy dzisiejszych tekstów kaszubskich tkwią mentalnie w pierwszej połowie XX wieku, kiedy kompleksowa praca leksykograficzna wciąż nie była wykonana, a swoistą idée fixe było udowodnienie niewątpliwej odrębności językowej kaszubszczyzny przez dotwarzanie setek często słabo przemyślanych neologizmów bez gruntownej znajomości rdzennej kaszubskiej leksyki. W efekcie czasem otrzymujemy teksty, które wyglądają jak napisane po polsku, z polską składnią, rekcjami i polskim myśleniem o języku – a potem „kaszubione” przez podmienianie słów jeden do jednego ze „Słownikiem polsko-kaszubskim” w ręku. Zupełnie jakby ignorując, że w XX wieku powstały olbrzymie prace leksykograficzne, których część każdy może pobrać na komputer kilkoma kliknięciami myszki.

Uczeń, o ile nie zna dobrze języka kaszubskiego z domu, nie dostaje żadnych narzędzi, by móc stwierdzić, które słowa i zwroty należą do jakiego rejestru, innymi słowy – którymi porozumie się ze swoim otoczeniem, a które spotka jedynie na stronach pewnego typu książek. Nieświadome używanie słów, które nie mogą być zrozumiane, prowadzą nie tylko do problemów komunikacyjnych, ale też do frustracji i zniechęcenia, a także narażają na śmieszność w oczach otoczenia nie tylko ucznia, ale i nauczyciela, a z tym cały wysiłek środowiska włożony w popularyzację i naukę języka kaszubskiego.

Uczenie takiego żargonu w sytuacji, kiedy coraz więcej uczniów przychodzi do szkoły, nie znając kaszubskiego języka mówionego (i ten trend będzie się z każdym rokiem nasilał), jest gwoździem do trumny dla kaszubszczyzny.

W jakich szkołach uczyć?

Nie chodzi tu jednak tylko o jakość, ale też ilość. Trzy godziny kaszubskiego w tygodniu jako języka obcego są niewątpliwie dużym osiągnięciem środowiska, ale nie zapewnią językowi przetrwania. Wyuczenie ucznia do poziomu A1-B2 nie zastąpi daru, którym jest język natywny. Polski jako pierwszy język młodych Kaszubów, mowa którą uczeń będzie się posługiwał z większą lekkością niż wyuczony na B1-B2 kaszubski, wciąż będzie wypierał kaszubszczyznę, zwłaszcza będąc dominującym językiem szkoły, mediów, komunikatorów, internetu, popkultury, muzyki i – niestety coraz częściej – otoczenia.

Model nauczania języka kaszubskiego jako obcego w szkołach polskojęzycznych miał szansę spełnić swoją rolę pół wieku temu, kiedy większość Kaszubów znała swój język z domu i przychodziłaby na zajęcia jedynie z czytania, pisania i literatury. W obecnej sytuacji ten model pozwala jedynie umrzeć językowi z godnością, dając poczucie, że były próby.

Taki model musi być zatem modelem przejściowym, początkiem drogi. Jedynie aktywizowanie rodziców i otoczenia do czynnego używania języka oraz model imersyjnych szkół kaszubskojęzycznych bądź dwujęzycznych kaszubsko-polskich może zatrzymać proces wymierania języka kaszubskiego jako języka społeczności. Kaszubi mają prawo do takich szkół, taki model działa w wielu miejscach na świecie: Szkocji, Walii, Kraju Basków, Fryzji, ale również w Polsce – szkoły ze swoim językiem wykładowym mają np. mniejszości białoruska i litewska.

Szlaki przecierają nam już teraz dwie prywatne kaszubskie szkoły imersyjne: „Naja szkòła” w Wejherowie i „Deja CSB” w Redzie zakładane przez członków Kaszëbsczi Jednotë. Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie już dobrych parę lat temu wydało kaszubskojęzyczny podręcznik do chemii, przewidując zatem chyba potrzebę nauczania w rodzimym języku innych przedmiotów. Kaszubskie środowiska, choć niewielkie, przy odpowiedniej mobilizacji oraz pomocy samorządów i państwa, potrafiłyby z całą pewnością wydać po 20 nauczycieli historii, fizyki, wiedzy o społeczeństwie itd. Wystarczająco, aby na początek chociaż miasta powiatowe posiadały kaszubskojęzyczne bądź dwujęzyczne szkoły podstawowe i licea. Aby przyciągnąć uczniów, musiałyby być to jednak szkoły konkurencyjne, przewyższające poziomem szkoły polskojęzyczne. Być może sytuacja wymaga, by niezwłocznie się przygotować do wprowadzenia tego rozwiązania na szerszą skalę?

002: „Król a trzech sënóv” (Tekst z Głodowa, pow. wejh.)

Tekst 002: Głodovò (pol. Głodowo), osada w powiecie wejherowskim

Jeden król mjôł trzech sënóv, dvaji bëlë mõdri a jeden głúpi. Jak ten król stôri béł, won chcôł svòje krolevstvò svòjim sënóm dac, ale won nje vjedzôł, kòmù won mjôł dac. Te won pòsłôł tëch sënóv v svjat a rzek: „Za pół rokù pòjta nazód, a chto mje te nôlepszégò kònja przëprovadzi, ten dostónje to krolevstvò.” Na krziżovi drodze rozeszlë sã ti bracë a kòżdi jachôł sóm dalé. Ten głúpi trafjú stôrõ bjałkã, ta gò sã pitaa: „Gdzeż të jachôsz?” Won pòvjôdôł ji, co ten wojc chcôł, a wona gôdaa: „Pòj ze mnõ a słúżë mje pół rokù, te të dostónjesz te nôlepszégò kònja, co na tim svjece je”. Za pół rokù wona mù dała kònja, ten béł kùlavi a slepi, ale jak won svòjémù wojcú pòkôzú, to béł tak pjãkni jak drëdzji kónj na tim svjece nje béł.

Ale ten król nje chcôł svòje krolevstvò témù głúpémù dac, téj won pòsłôł znôw tëch sënóv v svjat a rzek: „Chto mje za pół rokù ten nôlepszi mjecz przënjese, ten dostónje to krolevstvò”. Ten głúpi szed znôw do ti stôri bjałcji a słúżiú ji znôw pół rokù. Za pół rokù wona mù daa mjecz, ten béł zadrëdzevjałi a tãpi, ale jak won témù wojcú pòkôzú, ten béł tak pjãkni a wostri a siéciú sã jak żóden drëdzji na svjece.

Ale ten stôri król nje béł jesz spòkójni, le pòsłôł tëch sënóv znôw v svjat a rzek: „Chto mje za pół rokù tã nôlepszõ brútkã przëprovadzi, ten dostónje to krolevstvò.” Ten głúpi szed znôw do ti stôri bjałcji a jak won ji pół rokù słúżoné mjôł, téj wona rzekła: „Jô chcã sama tvòjõ brútkõ bëc”. A jak won ze svòjõ brútkõ do króla przëszed, wona bëła młodô a pjãknô, vjele pjãknjészô jak të brútcji, co ti dvaji mõdri bracë mjelë. Tak ten stôri król mùsziú témù głúpémù to krolevstvò dac a won sã wożenjú ze svòjõ brútkõ. To bëła téż krolevô a tak ten głúpi dostôł dva krolevstva.

(Opowiadała 13-letnia dziewczyna, uczennica szkoły lud. w Smażynie. Teksty pomorskie, Friedrich Lorentz, tekst nr 356., str. 265)

Słówka do zapamiętania:
krolevstvò królestwo
krziżovô droga skrzyżowanie dróg
te 1. wtedy (też: téj), 2. tego (też: tegò/tegù/tewo)
bracë bracia (obok: bracô, bratovje)
trafjic 1. spotkać, 2. trafić
jachôsz jedziesz (obok: jedzesz)
znôw znów
zadrëdzevjałi – zardzewiały
spòkójni – zadowolony, kontent
krolevô – królowa

Formy regionalne:
W znacznej części dialektu północnego, zwłaszcza na południu powiatu wejherowskiego, w miejsce czasownikowych końcówek -ôł, -ił w cz. przeszłym r. męskiego l. poj. trafiamy na końcówki -ú, -iú, por.:

trafjú – trafjił
pòkôzú – pòkôzôł
słúżiú – słúżił
siéciú/svjéciú – svjécił
mùsziú – mùsził
wożenjú – wożenjił

Stopniowanie przymiotników:
Tradycyjnie w kaszubskim języku mówionym stopień najwyższy przymiotników tworzy się nie tylko poprzez dodanie sufiksu nô- do stopnia wyższego, ale również przez użycie zaimka wskazującego ten/ta/to, tak jak w powyższym tekście:

të dostónjesz te nôlepszégò kònja
dostaniesz najlepszego konia

chto mje za pół rokù ten nôlepszi mjecz przënjese
kto mi za pół roku przyniesie najlepszy miecz

chto mje za pół rokù tã nôlepszõ brútkã przëprovadzi
kto mi za pół roku przyprowadzi najlepszą narzeczoną

dobri – lepszi – ten nôlepszi
dłúgô – dłëgszô – ta nôdłëgszô
môłé – mjészé – to nômjészé

Choć ta konstrukcja jest rzadko spotykana, można w kaszubszczyźnie utworzyć stopień najwyższy również bez sufiksu nô-, z samego stopnia wyższego i zaimka ten/ta/to:

To je ten głëpszi człovjek, co na tim svjece je.
To jest najgłupszy człowiek na świecie.

To je ten bëlnjészi fylm, jacji móm vjidzoné.
To najwspanialszy film, jaki widziałem/-am.

How the Welsh Fight for Their Language (Podcast)

For the Welsh, a small nation from the United Kingdom, preserving the language has been a long-standing fight for their rights to use it in every aspect of their lives. Cymdeithas yr Iaith Gymraeg (The Welsh Language Society) has been striving to achieve this goal since 1962. They are well known for using bold methods to pursue their aim: protests, blocking road traffic, climbing and disabling radio masts, demolishing offices of the Tory party.  Over the years hundreds of their members have been arrested or sentenced to jail, making it the largest protest group in the United Kingdom since the suffragettes. Cymdeithas has contributed to introducing bilingual road signs, a Welsh-language television channel,  achieving official status for the language, creating a Welsh higher education college and much more. One of their members is Heledd Williams who has told us more about the linguistic situation of Wales.

Listen to the interview with Heledd Williams:

Blocking road traffic in Aberystwyth, 1963

Check the official webpage of Cymdeithas yr Iaith Gymraeg.

Kiedy „w”, a kiedy „v”? Prawidła zapisu w „klasicznim variance” cz. 1.

Po artykule o kaszubskiej klawiaturze do ściągnięcia (link TUTAJ) przychodzi czas na zgłębienie prawideł pisania w klasicznim variance. Dlaczego istnieją w nim „w” obok „v” i kiedy stosować te litery?

W klasycznej kaszubskiej ortografii istnieją proste zasady stosowania liter „w” i „v”; w dzisiejszym klasicznim variancie te zasady niemal się nie różnią. Litera „w” jest zawsze czytana jako [w] (lub inaczej [ṷ]), czyli jak polskie i kaszubskie „ł” lub angielskie „w”. Natomiast litera „v” [v] jest czytana jak polskie „w” czy angielskie „v”.

I. Litera „w” występuje:

1) Na początku większości wyrazów przed o, ó, u:

won „on”, wostrzëc „ostrzyć”, wonjô „woń”, wosmë „osiem”, wósmi „ósmy”, wóz „wóz”, wół „wół”, wudba „pomysł, opinia”, wurosc „urosnąć”, wustni „pełnoletni, dorosły”

2) W wyrazach z przedrostkami:

na-wostrzëc „naostrzyć”, do-wóz „dowóz”, nje-wód „niewód”, za-wostac „zostać”, pò-wurosłi „wyrośnięty”

3) Na końcu niektórych wyrazów:

znôw „znów”, rúw „spokój”

4) W północnokaszubskiej końcówce fleksyjnej -éwo/-ewo (w pozostałych dialektach odpowiada jej -égò/-egò)

dobréwo „dobrego”, pòtkanjéwo „spotkania”, tewo „tego”, czewo „czego”, jednewo / jednéwo „jednego”

5) Wyjątkowo w wyrazie kwota /kwɛta/ z łac. quota, który zawsze ma tam [w], czyli „u” niezgłoskotwórcze.

Uwagi:

1. Dwuznaki „wo” i „wu” czyta się następująco:

„wo”
[wɛ] jak w wokò /wɛkwɛ/, wostri /wɛstri/, kwota /kwɛta/

[wæ] w nagłosie w dialekcie północnym, np. wokò /wækwɛ/
[wɨ] w niektórych gwarach j. kasz., np. wokò /wɨkwɨ/

„wu”
[wʉ] jak w wuchò /wʉxwɛ/, wud /wʉd/ a. /wʉt/, wurosłi /wʉrɔswi/

[wɨ] w niektórych gwarach j. kasz., np. wuchò /wɨxwɛ/

Poza wymienionymi wyżej realizacjami w poszczególnych gwarach j. kaszubskiego występują też inne.

2. Stawianie „ù” i „ò” po „w” jest zbędne.

Uzasadnienie praktyczne i etymologiczne dla stosowania liter „w” i „v”:

1. Pozwalają precyzyjnie zapisać słowa mające i niemające w nagłosie, z czym ortografia z 1996 r. sobie nie radzi:

wósmi „ósmy”, wósemka „ósemka”, wóvs „owies”, wóvczã „owczę”, wólszka „olcha” obok óma „babcia”, ópa „dziadek”, Ódra „Odra”, óst „wschód”, órring „kolczyk”, ó! „o!”

2. Derywaty tego samego leksemu pozostają pod tą samą literą w słownikach, co ułatwia ich wyszukiwanie, np.

wosmë – wósmi; wovca – wóvczã, wolsza – wólszka; por. z òsmë – ósmi, òwca – ówczã, òlsza – ólszka

3. „w” w wygłosie precyzyjnie oddaje takie słowa jak:

znôw obok znôvù „znów”
rúw M : rúwu D „spokój, spokoju”

Reguły ortografii ’96 nie pozwalają na precyzyjny i etymologicznie uzasadniony zapis tych jednosylabowców. Zapis typu znôù nie rozstrzyga, czy mamy do czynienia z wariantem jedno- czy dwusylabowym (znôw czy znôvù), natomiast zapis typu **ruù nie rozstrzyga, czy mamy do czynienia z formą mianownikową czy dopełniaczową.

4. „w” w nagłosie dobrze oddaje historyczny rozwój języka kaszubskiego, w którym protetyczne *w-/v- prawdopodobnie już w XIII wieku doprowadziło do zmieszania się nagłosowego prasłowiańskiego *v- z protetycznym *w-/v- na większości obszaru językowego.

prasł. *ostrъjь /ɔstrŭjĭ/ > st. kasz. *wostrī /wɔstri:/ > kasz. wostri /wɛstri/ „ostry”
prasł. *vojьna /vɔjĭna/ > st. kasz. *wojna /wɔjna/ > kasz. wojna /wɛjna/ „wojna”

5. Prezentowany system nie tworzy dziwnej sytuacji, w której w j. kaszubskim istnieje jako wyjątek „nieme w” w słowach, w których polskie odpowiedniki mają rzeczywiste „w” /v/, tak jak to jest w ortografii ’96:

wòjnawojna”, wòjskòwojsko”, wòdawoda”, wół wół”, wózwóz” ale òstriostry”, òracorać”, òstawic „(z)ostawić”, ósmiósmy”, ówczãowczę” itd.

To rozwiązanie jest sprzeczne zarówno z fonologią jak i z historią języka kaszubskiego.

II. Kiedy „v”?

1) Literę „v” zapisujemy wszędzie tam, gdzie słyszymy [v], czyli polskie „w” a. angielskie „v”, a także tam, gdzie słyszymy [f], które jednak pochodzi z ubezdźwięcznionego [v], np.

róv /rof/ : rovã /rɔvaŋ/ „rów, rowem”
głova /gwɔva/ : głóvka /gwofka/

Poza tym: chłopóv, kòvôl, vôłtôrz, varzëc, vjilëca, vjilëjô, vãps itd.

2) Na początku słowa w niektórych zapożyczeniach:

vorszta /vɔrʃta/ a. vorzta /vɔʂta/, vulkan /vulkan/, vokalësta /vɔkalæsta/

Uwaga:

W wielu odmianach kaszubszczyzny „v” przed
ó, ò, ù przeszło z [v] > [w], jak w sj /swoj/, Pjerszëno /pjɛrwɛʃənɔ/, rovù /rɔwʉ/, pjivò /pjiwɛ/ itd.

Klawiatura do pisania w klasycznym wariancie do pobrania TUTAJ.

Jak pjisac ve klasicznim variance? [Klawiatura do pobrania]

W odpowiedzi na duże zainteresowanie systemem ortograficznym używanym w publikacjach SKRË, w książce „Môłi princ” czy na produktach firmy „Vejle jo”, oddajemy Szanownym Czytelnikom to krótkie (acz nie wyczerpujące tematu) wprowadzenie do owej pisowni, a przyszłym użytkownikom wygodną klawiaturę do pobrania i zainstalowania na komputerze.

Z czym to się je?

Używana przez nas pisownia jest kontynuacją dla tradycyjnej ortografii kaszubskiej, która rozwijała się od czasów Floriana Ceynowy (Wiléjá Noveho Roku 1843, Kaszebji do Pólochov 1850 itd.), wielokrotnie doskonalona przez niego samego jak i kontynuatorów jego myśli na przestrzeni 150 lat (Aleksander Majkowski, Żëcé i przigodë Remusa: Zvjercadło kaszubskji, 1938; A. Labuda, J. Trepczyk, J. Rompski, F. Grucza i in., Zrzesz Kaszëbskô, 1933-1993; A. Budzisz, J. Patock i in., Bënë ë buten, 1930 etc.), używana jeszcze w pierwszych latach nauczania języka kaszubskiego w szkole podstawowej na Głodnicy (od 1991) i ostatecznie zarzucona na rzecz zmodyfikowanej ortografii polskiej w 1996 r. Pewne formy pośrednie były wykorzystywane m. in. w piśmie Tatczëzna (1990-91) czy w książkach Jana Drzeżdżona (vide Twarz Smętka, 1993).

Jako że uznajemy 150-letni owoc pracy wielu pokoleń pisarzy i językoznawców (ortografię konsultowano ze slawistami wielkiego formatu jak prof. Kazimierz Nitsch, dr Friedrich Lorentz) za dalece lepszy, odpowiedniejszy dla języka kaszubskiego i bardziej profesjonalny od propozycji z 1996 r., postanawiamy wrócić na ścieżkę wytyczoną przez poprzednie pokolenia i nie tyle się cofnąć do dawnego punktu, co rozwinąć tę ideę i iść z nią dalej. Dlatego używana przez nas ortografia nie jest bezkrytycznym odwzorowaniem ortografii klasycznej, lecz jej rozwinięciem – również z zaakceptowaniem korzystnych rozwiązań w pisowni z 1996 r.

Pisownia klasyczna, Bënë ë buten, 1930 r.

Bëło to przed vjici jak sto lat. Żił ve Vejrovje chcëvi ë popędlëvi szevc. Bjałka jevo muszëła dzeń ë noc robjic ë dostała za to – nabjité. Żądôł wod svojich môłëch dzeci, żebë so na chléb samë zarôbjałë. V młodim vjeku muszëłë bótë ë skorznje flekovac. Nji mogłë mu dosc narobjic, njerôz zabjerałë so njezręcznje do robotë ë tedë won je bjił (…)

Pisownia z 1996 r.

Bëło to przed wicy jak sto lat. Żił we Wejrowie chcëwi ë pòpãdlëwi szewc. Białka jegò mùszała dzéń ë noc robic ë dostała za to – nabité. Żądôł òd swòjich môłëch dzecy, żebë so na chléb same zarôbiałë. W młodim wiekù mùszałë bótë ë skòrznie flekòwac. Ni mògłë mù dosc narobic, nierôz zabiérałë so niezrãcznie do robòtë ë tedë òn je bił (…)

Klasiczni varianjt, 2018 r.

Bëło to przed vjicé jak sto lat. Żił ve Vejrovje chcëvi ë pòpãdlëvi szevc. Bjałka jewo/jegò mùszëła dzénj ë noc robjic ë dostała za to – nabjité. Żõdôł wod svòjich môłëch dzeci, że bë so na chléb samë zarôbjałë. V młodim vjekú mùszëłë bótë ë skòrznje flekòvac. Nji mògłë mù dosc narobjic, njerôz zabjérałë so njezrãcznje do robòtë ë tedë won je bjił (…)

Klawiatura i alfabet

Klawiatura, którą oddajemy Czytelnikowi do użytku, ma układ dobrze przyjętej i powszechnie używanej klawiatury kaszubsko-polskiej stworzonej przez Staniława Gepperta i udostępnionej na stronie Kaszubia.com. Została ona wzbogacona o dwie dodatkowe litery õÕ i úÚ. Klasiczni varianjt zupełnie nie używa natomiast liter ąĄ i ńŃ (które mimo to pozostały na klawiaturze ze względu na j. polski; można zatem pisać na niej w obu wariantach ortografii kaszubskiej jak i w języku polskim).

Dlaczego õÕ?

Przede wszystkim zapis musi być konsekwentny. Jeśli język ma dwie samogłoski nosowe, nie ma żadnego powodu, by jedną oznaczać za pomocą ogonka, a drugą za pomocą tyldy. W klasycznej pisowni używano od czasów Ceynowy, za językiem polskim, ogonków: ąĄ i ęĘ. Było to o tyle konieczne, że wybór znaków diakrytycznych był ograniczony najpopularniejszymi czcionkami, którymi dysponowały drukarnie, stąd najlepszym wyborem było używanie liter z alfabetów polskiego, francuskiego i niemieckiego. Z uwagi na to, że wymowa polska samogłosek nosowych nie pokrywa się z wymową kaszubską, zdecydowano się w 1996 roku na zastąpienie ęĘ literą ãà przy jednoczesnym pozostawieniu polskiego ąĄ. By wprowadzić konsekwencję, zastępujemy parę ãà , ąĄ parą ãÃ, õÕ, jak v bõdã, dõb, krõcã.

Litera õÕ etymologicznie i jakościowo jest nosowym ekwiwalentem óÓ i w IPA (International Phonetic Alphabet) oddaje następujące dźwięki:

[oN] jak w dõb /domp/, mõdri /mondri/, chcõ /xtsoŋ/
[u] odnosowione w wielu gwarach środkowokaszubskich między spółgłoskami, np.
dõb /dup/, mõdri /mudri/
[um] w wielu gwarach środkowokaszubskich w wygłosie, np.
majõ /majum/, chcõ /xtsum/

([oN] wymawia się jak /on/, /om/ lub /oŋ/, w zależności od otoczenia, w którym występuje, patrz: przykłady)

W Kaschubische Grammatik z 1919 r. dr F. Lorentz zaproponował zapisywanie samogłosek nosowych jako ąĄ, ǫǪ, co byłoby jeszcze odpowiedniejszym, po pierwsze z przyczyn lepszego zakorzenienia ogonków w ortograficznych tradycjach języków bałtosłowiańskich (polski, litewski, kaszubski), po drugie z przyczyny estetycznej – ogonek jako znak diakrytyczny u dołu litery odciążyłby „górę”, która ze względu na obfitość różnych samogłosek w kaszubszczyźnie cechuje się pokaźną ilością innych znaków diakrytycznych. Niestety ǫǪ nie jest powszechnie używana w dużych językach świata (choć występuje np. w zapisie języka staro-cerkiewno-słowiańskiego czy staronordyjskiego) i nie jest obsługiwana przez wiele dzisiejszych fontów, co czyni jej użycie niepraktycznym. Jesteśmy tu więc niejako ograniczeni w podobny sposób jak poprzednie generacje były ograniczone dostępnymi czcionkami zecerskimi.

Dlaczego úÚ?

úÚ [ʉ] jest refleksem dawnego długiego starokaszubskiego ū i fonemem, który po dziś dzień jest jakościowo inny od u [u] i ù [wʉ], które są refleksami dawnego krótkiego ŭ, podobnie jak to ma miejsce z parami a-ô, e-é, o-ó, ã-õ, por.: dac : chléb : chleba, wóz : woza, dõb : dãba. Różnica jest klarowna zwłaszcza w dialekcie północnym, por.

kúr /kʉr/ : kùra /kwʉra/ (kogut : koguta)
kúpji /kʉpji/ : kùpji /kwʉpji/ (kupi : kup)
vjekù /vjɛkwʉ/ : vjekú /vjɛkʉ/ (wieku dop. : wieku msc.)
lúd /lʉt/ : lëdë /lædə/ (lud : ludu)

Wymowa úÚ różni się w zależności od dialektu, najpowszechniejsze warianty wymowy to:

[ʉ] jak w klúcz /klʉtʃ/, únce /swʉntsɛ/, tú /tʉ/
[i] w niektórych gwarach centralnokaszubskich, np.
klúcz /klitʃ/, únjce /swiɲtsɛ/, Gdúnjsk /gdiɲsk/

Litera úÚ została zaproponowana już w 1911 r. przez dra Friedricha Lorentza w Zarysie ogólnej pisowni i składni pomorsko-kaszubskiej. W Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury ludowej Bernarda Sychty i w Pomoranisches Wörterbuch Lorentza/Hinzego oddawana za pomocą .

Klawiatura do pobrania:

Kaszëbskò-pòlskô klúczplata (programjistóv) Klasicznô

Instalacja:

1. Rozpakuj plik csbclass.rar > folder csbclass > setup.exe
2. Ustawienia > Region i język > Polski > Opcje > Dodaj klawiaturę > Kaszëbskò-pòlskô (programjistóv) Klasicznô
3. Używaj. 🙂

Kartka okolicznościowa v klasicznim variance firmy Vejle jo

Fragment książki Môłi princ, tłum. Macéj Banjdur (2018)

Pomorski język migowy

Dominika Florczak, Dariusz Kosztowny

Choć nie mówi się o tym głośno, na Pomorzu nie tylko Kaszubi mają własny język. Każdy z nas chce mówić pięknym, czystym językiem znanym z serwisów informacyjnych; każdy angielskim próbuje władać, jakby został wydany na świat przez samą Elżbietę II. Robimy tak – ale tylko oficjalnie. W domowym zaciszu, wśród przyjaciół, na terenie bezpiecznym pozwalamy naszym regionalizmom, slangom, gwarom i kolokwializmom szaleć do woli. Używanie naturalnego języka stało się nienaturalne całkiem niedawno.

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką możesz usłyszeć w Szczecinie, jest zdanie „mówimy najczystszą polszczyzną w Polsce”. Zdanie to, powtarzane jak mantra, wypowiadane setki razy dziennie przez biznesmenów, motorniczych, radnych, fryzjerów, nauczycieli… zawiera w sobie najczystszy w Polsce smutek. Brak „nieczystości” oznacza brak przeszłości. Kaszubi od lat walczą o pewną niezależność, o uznanie walorów ich kultury płynących właśnie z odrębności kultury języka. Nie są oni jedyni na Pomorzu. Z podobnymi problemami muszą zmierzyć się głusi. To właśnie lokalny język migowy rozwija się na wspak tendencjom globalnej wioski.

Istnieje przekonanie, że język migowy to jednolity byt w rodzaju średniowiecznej łaciny opierający się na grze gestów. Nic bardziej mylnego. Język migowy posiada swoje odmiany narodowe, regionalne, miejskie, osiedlowe. Logicznym jest więc też to, że istnieje odmiana pomorska!

Podjęto próby stworzenia jednego, pełnego norm i zasad języka (system językowo-migowy). W uproszczeniu: miał on na celu ujednolicić i ułatwić kontakt między głuchymi a słyszącymi oraz pomiędzy regionami. Większość słyszących rozpoczynających przygodę z językiem migowym zaczyna właśnie od systemu. Głusi jednak szybko sprowadzają na radosną i swobodną ścieżkę języka naturalnego. Jaka jest ta droga? Mniej oczywista. Dzień dobry, do widzenia czy dziękuję wygląda w całym kraju tak samo. Problemy zaczynają się jednak dość szybko… Każdy region ma własne określenia. Język mówiony zna inne określenia niż migany i odwrotnie. Inaczej migają głusi wychowani w rodzinach słyszących, inaczej – w rodzinach niesłyszących. Inaczej starsi, inaczej młodsi. Jakby tego było mało, znaki (nazywane potocznie migami czy gestami) rodzą się same w trakcie rozmowy, a ich żywot może trwać kilka minut lub wejść do szerszego obiegu. Jeśli poruszymy problem lokalnych różnic z głuchymi, dość szybko usłyszymy narzekania na ten czy inny region. Dowiemy się też co nieco o… akcencie.

Te i inne problemy spotkaliśmy w trakcie pracy przy spektaklu o pomorskiej piękności, Sydonii von Borck pt. „Wilcze Piętno”. Sam pomysł dwujęzycznego spektaklu brzmi dość karkołomnie. Lecz jak pogodzić musical ze światem ciszy? Jak przetłumaczyć nieprzetłumaczalne? Jak stworzyć nowe słowo tak, by przez publiczność było od razu zrozumiane? Nie mamy instrukcji. Wiemy za to, że najważniejsze jest szukanie podobieństw i zakochanie się w różnicach. Dzięki tej obserwacji, czy raczej zderzeniu i starciu się tych dwóch różnych kultur, na nowo zrozumieliśmy i przemigaliśmy słowo renesans. Nie musimy też więcej literować imienia Sydonia – wystarczy, że pokażemy „wilk” i wszyscy rozumiemy, o kim mówimy. Na scenie oczywiście królowały pomorskie znaki. Inaczej nie mogliśmy.

Świat zna tysiące języków. O wielu z nich nie usłyszymy – znikną na rzecz bardziej oczywistych, popularnych, czystych. Nie ojczystych, nie naturalnych, w żaden sposób nam nie bliskich. Proponujemy iść za przykładem głuchych i… pozostać głuchym na wszelkie podłe próby wyrównywania języków.

Felieton pierwotnie ukazał się w numerze 3/2014 (3) SKRË – pismienia ò kùlturze

„Môłi princ” – rozdział VIII (przeczytaj fragment)

VIII

Chùtkò jô sã doznôł vjicé wó nim kvjece. Na planéce môłéwo princa to vjedno dało dëcht zvëczajné kvjatë z pôrã płacikami przëstrojoné, chtërnë nje zabjérałë vjele placë ë njikòmù nje vadzëłë. Na pòrénkú vëszczitałë z trôvë, a téj wob vjeczór zvjãdłë. Ale túten kvjat sã naklił jednim razã z semjenja, co bëło przëlejcałé nji ma vjedzec skõd ë môłi princ sã przëzérôł z blëza ti rosce, chtërna nje szlachòvała za żódnëmi drëdzjimi roskami. To letkò móg jacji novi ôrt baobaba bëc. Jednak ten cjerzk chùtkò woprzestôł rosc, a pòczõł kvjisc. Môłi princ, chtëren béł przë tim jak vërós z njewo stolëmni pãczk, mjôł pòczëcé, co z tewo sã wobjavji cos cëdnéwo, le nasz kvjat nji mjôł jesz skónczoné sã snażëc v zaciszi svojé zeloné dornjice. Baczlëvje dobjérôł svòje farvë. Woblekôł sã pòmale, pasovôł své płacicji jednewo pò drëdzjim. Nje chcôł sã pòkazac rëchlé jak jaż v całi svòji nôdobje. Ó, to jo. Ten béł barzo chãdodzji! Jewo tajemné szëkòvanjé sã bavjiło całëmi dnjami. A téj ótole, na jednim pòrénkú, pravje cjéj vëszczitało słóniszkò, won sã wobjavjił.
Ë nen, co mjôł sã z takõ akùrôtnoscõ narobjałé, zévnõn a rzek:
– Ach! Dopjérkù jem wodeckła… vëbaczëce mje… jô jem takô njevëszëkòvónô…
Môłi princ nji móg svój zôdziv skrëc:
– Vë jesce ale pjãknô!
– Prôvda? – wodpòvjedzôł łagòdno kvjat. – A pòrodzonô jem v jednim czasú ze słúniszkã…
Môłi princ jú vëzgód, co wona za beszédnô nje bëła, ale jakùż doch za serce chvôta!
– Mje sã zdaje, że to je czas na frisztëk – rzekła a zarôz dodała – vë bë bëlë tak dobri ë pòmëslëlë wó mje…
Ë môłi princ, całi wod se, vëszúkôł ten giskón té svjéżé wodë ë wusłúżił temù kvjatovi.Tim spòsobã wona jú wod zaczõtkù sã jemù naparłãża ze svòjõ trochã wobraznõ bùsznoscõ. Jednim razã na przikłôd, cjéj wona gôdała wo svòjich sztërzech kòlcach, rzekła môłémù princë:
– Mògõ smjało przinc, ti tëgrësovje, z tëmi svëmi drapjami!
– To nje dô tëgrësi na mòji planéce – przékòvôł môłi princ. – Nódto tëgrësovje nje rżõ trôvë.
– Jô nje jem żódna trôva – kvjacik wodrzek mjodno.
– Vëbaczëce mje…
– Jô sã nje bòjã przed tëgrësi, ale wokrop móm strach cjéj ten vjater sã pòrivô. Môce vë móże jacji paravan?
«Bòjec sã przed vjatrã… to je ale njeszczescé do roslënë», zmerkôł môłi princ. «Z tim kvjatã to nje púdze ejnfach…»
– Wob vjeczór schòvce le mje pòd glokõ. To je straszni zib hewo kòl vas. Ë je lëchò wurzõdzoné. Tamò, skõdka jô jem…
Ale téj wona przecjidła svõ gôdkã. Wona bëła tú doch jakò semjã przëszłô. Wona nji mògła njic wo jinszich svjatach vjedzec. Zasromjonô tim, że sã da rozszrúvòvac przë tak letkòvjérni próbje łganjô, wona zakaszla dva abò trzë raze, co bë zepchła vjinã na môłéwo princa:
– Acz z nim paravanã?
– Jô bë béł jidzoni zó tim szëkac, ale vë jesce do mje gôdalë!
Téj wona zakaszla mòcnjé, że bë téż jewo zaczãło sëmjenjé grëzc.Tak môłi princ, mjimò dobré wolé kòchanjô, chùtkò jõł v njã trëchlôc. Won brôł za gvës jé słova bez znaczenjô a chùtkò sã stôł mòcno njeszczestlëvi.
«Jô nji mjôł nó njã słëchac» rôz mje sã zvjerził. «Njigdë bë nji mjôł na kvjatë słëchac. Nó të je trzeba vzerac ë jich wonjac. Ten mój wonjôł na całi mòji planéce, le jô nje pòtrafjił sã temù ceszëc. Na historijka wo drapjach, co mjã tak rozjadovjiła, mjała blós zbùdzëc mõ vrazlëvòsc.»
Won jesz sã mje zvjerził:
«Vnenczas jô nje rozmjôł njic! Jô mjôł wobsãdzac vedle czënóv, a njé vedle słóv. Wona dôva mje wonjõ a blask. Jô bë nji mjôł njigdë mjec zvjornjoné! Jô mjôł dozdrzec jejé vrazlëvòsc, zataconõ za tëmi słabëmi fortelami. Kvjatë sõ przecivnosci pôłnë! Ale jô béł za młodi, co bë rozmjôł kòchac.»

Słovôrzk:

vëszczitac wschodzić, kiełkować, ukazywać się
naklëc wzejść (o roślinach), wykluć się (o zwierzętach)
semjã nasiono
z blëza z bliska
roska roślinka
szlachòvac za być podobnym do
ôrt rodzaj
stolëmni olbrzymi (neologizm)
snażëc sã upiększać się
dornjica komnata
chãdodzji porządny, czysty, skrupulatny
bavjic tu: trwać
wodecknõc obudzić się
beszédni skromny
giskón konewka
naparłãżac sã narzucać się, naprzykrzać się
wobrazni obrażalski
bùsznosc duma
drapja pazur
ejnfach łatwy, łatwo
gloka klosz
zib ziąb, zimno
rozszrúvòvac rozpracować, przejrzeć
trëchlôc wątpić
brac za gvës brać na poważnie
rozjadovjic rozgniewać
zvjornõc uciec
zataconi ukrywający się

„Môłi princ”: rozdział VII (przeczytaj fragment)

VII

   Nó tim pjõtim dnjú, dërch dzãka barankòvi, ta tajemnosc żëcô môłéwo princa wosta mje wobjavjonô. Mje njic, tobje njic, won mje spitôł dërno, cjéjbë béł dłúgò wó tim rozmiszlôł v cëszi:
– Cjéj barank rôd rże krze, zgrëze won téż kvjatë?
– Barank zgrëze vszëtkò, co le trafji.
– Navetka kvjatë, co majõ kòlce?
– Jo. Navet kvjatë, co majõ kòlce.
– Téj docz słúżõ të kòlce?
To jô nje vjedzôł. Jô sã tenczas barzo zagútorził przë vëkrõcanjim jedné wokrop zarznjãté szrúvë z méwo mòtora. Jô béł dichtich njewubëtni przóz tã avarëjõ, jakô zaczã vëzdrzec barzo pòvôżno, a woda do pjicô, chtërna sã vëczerpòva, kôza mje mjec strach przéd tim nôgòrszim.
– Docz słúżõ të kòlce?
Môłi princ njigdë nje zrezignovôł z pitanjô, cjéj jú rôz mjôł je pòstavjoné. Jô béł rozgòrzoni przóz nã szrúvã ë jem wodrzek bële co:
– Kòlce njidoczewu nje sõ, kvjatë jich majõ le blós przez svòje czësté njebëlnjictvò.
– Ach!
Le pò sztóce cëszé won vëbùch se żôlbõ do mje:
– V to jô nje vjerzã! Kvjatë sõ krëché. Wonë sõ letkòvjérné. Wonë sã barnjõ jak mògõ. Në mëslõ, że sõ grozné se svòjimi kòlci…
Jô njic nje wodkôzôł. Vnenczas jô so rzek: «Cjéj ta szrúva dërch mdze trzima, trzasknã jã młotkã». Môłi princ zôs przecjid mòje mësle.
– Ë të mëslisz, że kvjatë…
– Ale njé! Njé! Jô njic nje mëslã! Jô wodrzek bële co! Jô jem zajãti pòvôżnëmi zachami!
Won sã nó mjã przëzdrzôł czësto baf.
– Pòvôżnëmi zachami!
Won vëzdrzôł nó mjã z mim hômrã v rãce a pôlcami czôrnëmi wod smarë, wudzjibłéwo nad czims, co sã mù vëdôva wokrop brzëdcjé.
– Të gôdôsz jakò ti wustni!
To mjã përznã zasromało. Ale won njemjiłosernje dodôł:
– Të vszëtkò pòmachcesz… të vszëtkò pòmjészôsz!
Won béł pò prôvdze barzo rozjadovjoni. Pòtrzõsôł na vjetrze svòjimi złocanëmi vłosi:
– Jô vjém jednã planétã, gdze je jeden karmjinovi pón. Ten njigdë jesz kvjata nji mô wuwonjałé. Ten njigdë nji mô gvjôzdë vjidzoné. Ten njigdë nji mô żódnewo człovjeka kòchóné. Won njigdë nje stvòrził njic jinszéwo jak anekse. Ë ten całi dzénj won pòvtôrzô dëcht jak të: «jô jem pòvôżni człovjek! jô jem pòvôżni człovjek!» a chòdzi bùszni cjéjbë knëpel mjôł zjadłé. Le to nje je żóden człovjek, to je grzib!
– Co?
– Grzib!
Môłi princ béł terô jaż bladi wod gòrzë.
– To sõ mëlionë lat jak kvjatë vëtvôrzajõ kòlce. Ë to sõ mëlionë lat jak mjimò tewu barancji grëzõ kvjatë. Ë to nje je vôżné próbòvac pòchvacëc dlôcz wonë sã tak ansztrengùjõ, żebë vëprodukòvałë kòlce, co njidocz jim nje słúżõ? Nje je vôżnô ta wojna tëch barankóv ë tëch kvjatóv? Nje je to vażnjészé a pòvażnjészé jak në anekse newu sëtéwo czerzvjonéwo pana? A cjéj jô sóm znajã ten jedúrni kvjat na svjece, co nje egzistëje gdzejinga jak blós na mòji planéce ë jeden môłi barank móże jen jednim rúksã zgładzëc z tewu svjata, tak prosto, na jednim pòrénkú, nje merkajõcë, co won robji – to nje vôżné?!

    Won sã sczerzvjenjił, a téj cignõn dalé:
– Cjéj chto kòchô ten kvjat, jedúrni mjedzë mëlionami, mëlionami gvjôzd, temù signje, żebë béł szczestlëvi, cjéj na njewu zdrzi. Won so rzecze: «Mój kvjat je gdzes tamò…». Le cjéj ten barank zgrëze mù ten kvjat, to bõdze tak, cjéjbë jemù vszëtcji gvjôzdë zgasłë! Ë to nje jesta vôżné!
Won nji móg rzec njic vjicé. Nôgle sã rozpłakôł. To sã znocëło. Jô wodszmërgnõn mòje pòrzõdcji. Jem sã smjôł nad mòjim młotkã, szrúvõ, pragnjõczkõ ë smjircõ. Na jedni gvjezdze, jedni planéce, na mòji, na Zemji, béł môłi princ a brëkòvôł pòcechji! Jô wo vzõn v remjona a kòlibôł. Jem mù rzek: «ten kvjat, chtëren të kòchôsz, nje je v njebezpjekú… jô nacéchùjã napëszcznjik tvòjémù barankòvi… jô cë nacéchùjã zôstavã dlô tvòjéwo kvjata… jô…». Jem nje vjedzôł, co jesz rzec. Jô sã czúł wokrop njezgrabno. Jô nje vjedzôł jak wo dosignõc, jak sã z njim zjednac… To je barzo tajemni plac, na krôjna łzi!

Słovôrzk:
dërno stanowczo, hardo
zagùtorzëc sã być czymś zajętym
szrúva śruba
mòtór silnik
njewubëtni niespokojny
njebëlnjictvò nikczemność, niecność
żôlba pretensja, żal
hômer młot
ansztrengòvac wysilać
gdzejinga gdzieindziej
sëti tłusty, gruby
jednim rúksã za jednym zamachem
pragnjõczka pragnienie
pòrzõdcji narzędzia
napëszcznjik kaganiec (neologizm)
zôstava osłona, ochrona

Przeczytaj poprzedni rozdział TU.

 

„Môłi princ”: rozdział IV (przeczytaj fragment)

IV

     Tak jô sã mjôł vëdovjedzoné wo drëdzji barzo vôżni rzeczi: ëż jewo rodnô planéta bëła ledvje vjikszô jak jeden bùdink. Tim jô sã nje zadzëvòvôł. Dobrze jem vjedzôł, co wokróm vjeldzjich planét jak Zemja, Jupjiter, Mars abò Vjitrznjô – co tim sõ vëdóné mjona – to dô téż sta drëdzjich, jacjé téj-séj sõ tak môłé, że mùszi sã dichtich namarachòvac, cobë jich z fernrórã dozdrzôł. Cjéj jacji gvjôzdôrz jednã vëkrëje, dô ji numer jakò mjono. Nazvje sã na przikłôd «asterojida 3251».

     Jô móm pòvôżné przëczënë vjerzëc, co planéta, z jacjé pôchôdôł môłi princ, to ba asterojida B 612. Na asterojida bëła vjidzec przez fernrór le jeden rôz, v 1909 roce, cjéj dozdrzôł jã jeden tëreccji gvjôzdôrz.

     Won przedstavjił z paradõ svój nôlôzk na Mjedzënôrodnim Kongresú Gvjôzdarstva, le przez jewo rúchna njicht jemù nje wuvjerził. Ti wustni jú tacji sõ.

     Szczescim dlô repùtacëjé asterojidë B 612, jeden tëreccji diktatór nakôzôł svémù lëdovi sã pò europskú woblakac. Gvjôzdôrz pòvtórził svòjã demonstracëjõ v barzo pësznëch rúchnach. Ë tim razã vszëtcë trzimalë jewo słova pòvôżno.

     Jeżlë vama rozpòvjôdajã të detale wo asterojidze B 612 ë vëjôvjajã vama jejé numer, to z przëczënë tëch wustnëch. Ti doroczni majõ rôd cëfrë. Cjéj va jim gôdôta wo svim novim drësze, ti njigdë sã nje pitajõ zó tim nôvażnjészim. Njigdë vama nje rzekõ: «Jakùż brzëmji jewo głos? V ceż nômjilé graje? Zbjérá won mjotélcji?» Wonji sã vajú pitajõ «Jak stôri won je? Kùleż mô bratóv? Vjeleż won vôżi? Kùleż zarôbjô jewo tatk?» Ë vjerzõ, że blós tak mògõ wo pòznac. Gabë va rzeklë tim wustnim: «Móm vjidzoné pjãkné chëcze, wod czyrzvjoné cegłë wubùdovóné, z mëszkôtã v woknach ë gòłõbkami na dakú…», ti bë nje rozmjelë so në chëcze wudbac. Cjéjbë le rzec: «Móm vjidzałé chëcze za sto tësõci frankóv», téj wonji krzikajõ «Jacjé të mùszõ bëc pjãkné!»

     Tak samò cjéj jim rzeknjeta: «Ten dokôz, że to pò prôvdze dało môłéwo princa nó tim svjece, je tacji, że béł snôżi, że sã smjôł ë że chcôł baranka. Cjéj njichto chce baranka, to je dokôz, że won egzëstëje», téj wonji le rëszajõ remjonama ë trzimajõ vajú za dzecë! Le jak va jim rzeknjeta «Ta planéta, co z té won pòchôdôł, je asterojida B 612», téj ti bdõ dokònóni ë vama dadzõ pòkú se svòjimi pitanjami. Wonji tacji sõ. Za vjele wod njich nji móże vëmagac. Dzecë mùszõ jim bëc barzo vërozmjałé.

     Ale pevno, że më, chtorzi rozmjejemë żëcé, sã smjejemë nad lëczbami! Jô bë rôd mjôł tã pòvjesc naczãté tak jak sã zapòczinô pòvjôstcji. Jô bë chcôł mjec rzekłé: «To béł jednim razã môłi princ, ten żił na planétce blós përzinkã vjikszi jak won sóm ë pòtrzébòvôł drëcha…» Tim, chtërni rozmjejõ żëcé, to bë sã zdôva prôvdzëvszé.

     Jednak jô njechc, co mòjã knigã bë czëtalë letkò a njedbale. Nó mjã przëszła vjelgô żałota, cjéj jô jõł rozpòvjadac wo tëch spòmjinkach. To jú sõ szesc lat jak mój drëch wodszed se svòjim barankã. Jeżlë próbùjã jewo tú wopjisac, to temù, co bë jô wo nje zabéł. To je smãtné zabëc drëcha. Nje vszëtcë majõ drëchóv. A jô bë móg sã stac jak ti wustni, jacji njizaczim sã nje cjerëjõ, le za cëframi. To temù jô so zôs kúpjił pùdełkò akvarelk a blifcji. To je żimkò do zapòczicô, v mòjich latach nanovò céchòvac, jeżlë sã njigdë nji mja próbòvóné njic jinszéwo jak zamkłô bóa ë wotemkłô bóa – cjéj sã bëło szesc lat stôrim! Jô mdã próbòvôł, to je gvës, robjic nôvjernjészé vëmalanjce jak to sã dô. Le jô nje jem czësto gvësni, że mje sã to wuzdarzi. Jeden céchùnk sã wudô, jini ale jú njizaczim nje vëzdrzi. Jô sã téż milã ve vjelgòscach. Tú môłi princ je za vjeldzji. Tã je za môłi. Jô sã téż stanovjã, jakõ farvã mja jewo wobleczenjé. Téj jô próbùjã jakòs-takòs na slepéwo, nó ten, na jini ôrt. Jô sã zmilã na wostatk przë tëch nôvażnjészich drobnotach. Ale to mdze trzébno mje przepùszczëc. Mój drëch njigdë njic nje tłomacził. Pevno won vjerził, że jô jem tacji jak won. To je szkòda, le jô nje rozmjejã vjidzec barankóv przez skrzincji. Jô jem mést dróbkã jak ti wustni. Jô jem sestarzałi.

Słowniczek:

Jupjiter Jowisz
Vjitrznjô Wenus
téj-séj czasem
dichtich mocno, bardzo
namarachòvac namęczyć przy pracy
fernrór teleskop
gvjôzdôrz astronom
gvjôzdarstvò astronomia
nôlôzk znalezisko
doroczni dorosły
nômjilé najchętniej
mjotélk motyl
mëszkôt worãżé, geranium, pol. anginowiec
dokôz dowód
wudbac tu: wyobrazić
dokònóni przekonany
pòvjesc opowiadanie, historia
blifk ołówek
vëmalanjc portret
na slepéwo na chybił-trafił
nó ten, na jini ôrt w taki czy inny sposób
na wostatk w końcu, nareszcie
przepùszczëc tu: wybaczyć
mést chyba, prawdopodobnie
dróbkã trochę