Wszystkie wpisy, których autorem jest Zrzesz Pòmòrzón

O badaniu żywotności językowej na Kaszubach: odpowiedź na artykuł „Magazynu Kaszubskiego”

22 sierpnia na łamach internetowego pisma Magazyn Kaszuby ukazał się artykuł redaktora naczelnego tego pisma, pana Tomasza Słomczyńskiego, dotyczący ankiety przeprowadzanej w ramach projektu badawczego na temat żywotności językowej realizowanego przez nasz zespół.

Jesteśmy otwarci na krytyczne uwagi dotyczące prowadzonych przez nas badań, niemniej chcielibyśmy sprostować kilka nieścisłości i odnieść się do nieuzasadnionych zarzutów pojawiających się w artykule pana Słomczyńskiego.

Główna teza artykułu pana Słomczyńskiego sprowadza się do stwierdzenia, że przeprowadzone przez nas badanie ma na celu wykazanie dyskryminacji Kaszubów. Sposobem na to ma być rzekomo wadliwy blok pytań dotyczący postrzeganego statusu społeczno-ekonomicznego Kaszubów (pytania o wpływ na ekonomię, o pozycję, szacunek, znane osoby, etc.). Pytanie, do którego odnosi się pan Słomczyński, jest elementem skali żywotności etnojęzykowej, które jest polską adaptacją narzędzia stosowanego w badaniach grup imigranckich i mniejszościowych na świecie od lat 70. ubiegłego stulecia. Nasz kwestionariusz jest wynikiem wielu miesięcy pracy interdyscyplinarnego zespołu nad stworzeniem narzędzia wykorzystującego najbardziej diagnostyczne i rzetelnie zweryfikowane skale żywotności etnojęzykowej wypracowane przez badaczy z całego świata oraz wyniki badań z ostatnich lat nad rozmaitymi mniejszościami językowymi. Wersje naszego autorskiego narzędzia zostały dostosowane do sytuacji różnych grup zamieszkujących terytorium naszego kraju i bazują na wieloletnich badaniach prowadzonych przez członków naszego zespołu oraz naszych współpracowników w Polsce i za granicą.

Celem zadawania tego typu pytań nie jest „wykazanie dyskryminacji” ani wyimaginowanego scenariusza “kaszubskiej junty wojskowej”, co zarzuca nam pan Słomczyński w artykule – lecz zrozumienie związków postrzeganego statusu własnej grupy z chęcią używania rodzimego języka i z siłą identyfikacji z grupą mniejszościową. Ankieta ta jest częścią dużego porównawczego badania kilku zamieszkujących Polskę mniejszości (poza Kaszubami badamy również Łemków, Ukraińców i Wilamowian; badanie prowadzone jest też w Meksyku i Salwadorze na grupach rdzennych). Dzięki zadaniu pytań o postrzegany status własnej grupy mniejszościowej na tle grupy dominującej (Polaków) będziemy w stanie wyjaśnić ewentualne różnice w żywotności językowej badanych grup mniejszościowych. Zdajemy sobie sprawę, że społeczność Kaszubów obejmuje zarówno osoby łączące tożsamość kaszubską z silną identyfikacją z narodem polskim, jak i osoby, które określają swoją narodowość jako kaszubską, jednak to pytanie dotyczy czego innego. Jego przedmiotem są subiektywne odczucia relatywnej pozycji własnej grupy (osoby pochodzenia kaszubskiego) względem pozycji i wpływu na życie w Polsce osób niebędących Kaszubami lub niewywodzących się z tej grupy. Jako że to klasyczne już w metodologii badań nad tożsamością i żywotnością etnojęzykową pytanie dotyczy grup mniejszościowych, stąd siłą rzeczy ich liczebność jest zawsze mniejsza niż liczebność członków grupy dominującej w danym państwie. Nie o liczebność tu bowiem chodzi, lecz o subiektywną ocenę statusu i siły reprezentacji własnej grupy w kontekście państwa, na terytorium którego ona żyje. Chcemy również jasno podkreślić, że kwestionariusz umożliwia (poprzez opcję wielokrotnego wyboru) określenie złożonych i wzajemnie niewykluczających się identyfikacji, w tym zarówno przynależności do społeczności kaszubskiej, jak i szerzej – polskiej. Choć badanie jest przede wszystkim skierowane do użytkowników języka kaszubskiego, pozwala na pominięcie pytań, które nie odnoszą się do osoby nieznającej języka, która zdecydowała się je wypełnić.

Podsumowując: pytanie omawiane przez pana Słomczyńskiego nie jest w żadnym stopniu wskaźnikiem dyskryminacji. Owszem, w naszym badaniu pojawiają się konkretne pytania dotyczące doświadczeń dyskryminacji – pytamy jednak o te doświadczenia bezpośrednio  chcąc poznać skalę zjawiska. Skoro wiemy o tego typu doświadczeniach wśród Kaszubów, to dzięki przeprowadzeniu badania będziemy mogli zweryfikować, jak częste są te doświadczenia i czy prowadzą one do chęci ukrywania tożsamości, do rzadszego posługiwania się własnym językiem czy też w końcu do gorszego funkcjonowania psychicznego. Sam fakt istnienia różnych form dyskryminacji na tle językowym i etnicznym na Kaszubach w przeszłości i obecnie nie podlega bowiem w naszej ocenie żadnej dyskusji – odsyłamy do wypowiedzi samych Kaszubów (te pojawiły się również w dyskusji na FB z udziałem autora artykułu), do rozmaitych głosów (https://pismiono.com/za-kilka-lat-rak-zwany-kaszubem-bedzie-tylko-wspomnieniem-i-inne-skandaliczne-slowa-polki-z-rozewia/; http://magazynkaszuby.pl/2016/11/odswiezyc-kaszubszczyzne-wywiad-eugeniuszem-pryczkowskim/) i opracowań naukowych (np. http://naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=149) oraz do ekspertyzy nt. wypełniania przez Polskę podpisanej przez nią Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych autorstwa dr hab. Tomasza Wicherkiewicza, jednego z czołowych ekspertów z zakresu polityki językowej, która wskazuje na poważne uchybienia i braki w zakresie realizacji zobowiązań, w tym względem języka kaszubskiego (wyciąg z raportu w załączeniu). Jednym z działań w okresie powojennym wymierzonych w użytkowników języka kaszubskiego było na przykład umieszczanie dzieci kaszubskich nieznających polskiego w szkołach specjalnych. Wiele z tych osób żyje do dziś, a doświadczenia dzieciństwa i młodości naznaczyły ich na całe życie. Część Kaszubów porzuciła język będący źródłem bólu i upokorzenia i zdecydowała się nie przekazać go własnym dzieciom, aby oszczędzić im podobnych doświadczeń. Przez doświadczenia dyskryminacji językowej przeszli w przeszłości lub przechodzą Łemkowie, Wilamowianie, Ukraińcy, Mazurzy i niezliczone grupy rdzenne na całym świecie. Częstość tych doświadczeń i ich następstwa nie są jednak znane i ta niewielka część naszego badania pomoże zrozumieć nie tylko skalę tego zjawiska, lecz również jego konsekwencje.

Wracając do samego badania, pragniemy zatem sprostować tezy Pana Redaktora i wskazać, że słowo „dyskryminacja” pojawia się w naszym rozległym badaniu jedynie dwa razy: w odniesieniu do subiektywnych odczuć użytkowników języka i ich osobistych doświadczeń oraz w odniesieniu do ich wyobrażeń i odczuć na temat sytuacji, z jakimi mogłyby spotkać się ich dzieci. W całym badaniu pytamy bowiem głównie o subiektywne odczucia i opinie dotyczące używania i postrzegania języka oraz grupy, w tym, jak już wspomnieliśmy, jej pozycji w państwie polskim.

Pan Słomczyński pisze, że nie ma pewności, czy “oczywiste błędy metodologiczne były niezamierzone (…) czy też specjalnie je popełniono. Wówczas w zasadzie przestałoby to mnie uprawniać do nazywania ich błędami. Wówczas mielibyśmy do czynienia z manipulacją.” Przypisywanie nam intencji manipulacyjnych uważamy za głęboko nieuzasadnione. Ilościowe badania społeczne, które prowadzimy, koncentrują się na związkach między zmiennymi, a nie na ich bezwzględnym poziomie. Wynikiem badań nie ma być opisanie poziomu poczucia wpływu Kaszubów na życie społeczne, jak twierdzi Pan Słomczyński, ale powiązanie postrzeganego statusu różnych grup mniejszościowych z ich dobrostanem i funkcjonowaniem społecznym. Stanowczo odradzamy zgadywanie hipotez badawczych na podstawie samego narzędzia badawczego, bez znajomości metodologii i metody analiz, tak jak to zrobił pan Słomczyński.

Mamy głęboką nadzieję, że badania oraz merytoryczna dyskusja nad postawionymi problemami przyczynią się do lepszego uświadomienia, tak na Kaszubach, jak i w skali naszego kraju, problemów, z jakimi borykają się użytkownicy języków mniejszościowych i regionalnych. Uważamy, że należy postawić pytania o negatywny wpływ rozmaitych form dyskryminacji na funkcjonowanie społeczne i ekonomiczne oraz dobrostan i zdrowie członków mniejszości, a zarazem na szansę przetrwania ich języków. Lepsze zrozumienie i zdiagnozowanie tych kwestii to zarazem szansa na rozwój wielokulturowego i otwartego społeczeństwa obywatelskiego.

Z poważaniem,

dr hab. Justyna Olko (Wydział “Artes Liberales”, Uniwersytet Warszawski)
dr hab. Michał Bilewicz (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)
dr Karolina Hansen (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)
lic. Olga Kuzawińska (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)
mgr Joanna Maryniak  (Wydział “Artes Liberales”, Uniwersytet Warszawski)
mgr Marta Witkowska (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)
lic. Michał Wypych (Wydział Psychologii, Uniwersytet Warszawski)

Załacznik 1

Wyciąg z Opinii dr hab. Tomasza Wicherkiewicza nt. Raportu Komitetu Ekspertów Rady Europy ds. Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych z początkowego cyklu monitorowania realizacji postanowień Karty w Polsce oraz zaleceń Komitetu Ekspertów w sprawie stosowania Karty przez Polskę z 7 grudnia 2011 r.

Dnia 7 grudnia 2011 Komitet Ekspertów (zwany dalej Komitetem) Rady Europy ds. Europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych(zwanej dalej Kartą) opublikował w 3 wersjach językowych (angielskiej, francuskiej i polskiej) na portalu http://www.coe.int/t/dg4/education/minlang/Report/default_en.asp#Poland Raport Komitetu z realizacji postanowień Karty w Polsceoraz Zalecenie Komitetu Ministrów w sprawie realizacji postanowień Karty przez Polskę, do których załącznik stanowią również Uwagi władz polskich do Raportu Komitetu (z dn. 5 maja 2011 r). Raportu dla Sekretarza Generalnego Rady Europy z realizacji przez Rzeczpospolitą Polską postanowień Karty i z pozycji obserwatora, eksperta i konsultanta procesu przygotowywania, upowszechniania i wdrażania oraz monitorowania Karty przez Radę Europy w trakcie procesów przygotowawczych i ratyfikacyjnych w kilkunastu państwach członkowskich. […]

Raport Komitetu [dla Sekretarza Generalnego Rady Europy] potwierdził literalnie wszystkie zastrzeżenia i uwagi krytyczne wymienione w mojej opinii, a niestety nawet krytyczniej jeszcze odniósł się do zakresu spełnienia przez Polskę znakomitej części zobowiązań wynikających z ratyfikacji Karty. […] Zestawienie procentowe zobowiązań spełnionych w opinii Komitetu w odniesieniu do poszczególnych JRM pokazuje, iż za spełnione (całkowicie lub częściowo) Komitet uznał mniej niż jedną czwartą punktów […]Karta nie przyczyniła się jak na razie do pogłębienia procesów wspierania pozycji JRM zapoczątkowanych Ustawą, choć w zamierzeniu jej autorów i Rady Europy stać się winna była katalizatorem nowatorskich, dynamicznych przemian, czyniących z Państw-stron patronów wielojęzyczności i aktywnych protektorów zagrożonych języków mniejszościowych i regionalnych. […] W mojej opinii, najważniejszym z punktu widzenia zarówno możliwości kształtowania, jak i celowości i sensowności strategii polskiej polityki językowej i mniejszościowej jest wezwanie Komitetu do władz polskich o „wspieranie w społeczeństwie polskim wiedzy i tolerancji wobec JRM, a także kultur (sic!), które języki te reprezentują”.

Postulat ten – o charakterze zdecydowanie imperatywnym – kategorycznie wskazuje na brak (a zatem na konieczność powstania i wprowadzenia w życie) jakiegokolwiek programu na szerszą skalę propagującego w społeczeństwie polskim idee wielokulturowości, zalety wielojęzyczności oraz znajomość kultur i języków autochtonicznych mniejszości. Wskazuje na to i później wtrącone zalecenie: konieczna jest większa wiedza na temat zalet nauki języków RM, a także korzyści płynących z wielojęzyczności.

Biorąc zatem pod uwagę owe 38 zobowiązań Karty – wymienionych w złożonym przez Polskę Dokumencie ratyfikacyjnym, które wbrew duchowi, metodzie i tradycji Karty przyjęte zostały bezrefleksyjnie i bez należytych ekspertyz w równym zestawie i wymiarze dla wszystkich języków mniejszościowych lub regionalnych w Polsce, oraz zestawiając orzeczenia Komitetu Ekspertów można je podsumować następująco:


język

zobowiązania spełnione

zobowiązania częściowo spełnione

spełnione zobowiązania

procentowo

litewski

9

3

28 %

ukraiński

8

3

25 %

białoruski

8

2

24 %

niemiecki

6

3

21 %

kaszubski

5

3

17 %

rosyjski

6

1

17 %

łemkowski

4

2

13,5 %

czeski

4

1

12 %

słowacki

4

1

12 %

ormiański

4

10,5 %

romski

3

1

9 %

karaimski

2

1

7 %

jidysz

1

1

5 %

tatarski

1

1

5 %

średnio

15, 5 %

[…] Zmiany w polskim systemie prawnym i faktycznej polityce mniejszościowej/językowej sugerowane przez Komitet Ekspertów w omawianym raporcie dotyczą w zasadzie następujących kwestii:

* uzgodnienia i wprowadzenia w życie strategii upowszechniania i promowania wieloetniczności i multikulturowości w społeczeństwie polskim, zwłaszcza poprzez media i system oświaty;
* obniżenia 20-procentowego progu umożliwiającego ustanowienie oraz rozszerzenie uprawnień wynikających z obecności i stosowania języków RM jako języków pomocniczych na obszarach zamieszkałych przez terytorialne społeczności JRM;
* ustalenia możliwości, ram legislacyjnych i strategii (ogólnej i szczegółowych) wprowadzania przez władze administracyjne i oświatowe rozwiniętych, nowoczesnych i rzeczywiście umożliwiających ich rozwój form i metod nauczania nie tylko JRM ale i w JRM na wszystkich stopniach edukacyjnych, przynajmniej w stosunku do języków białoruskiego, kaszubskiego, litewskiego, łemkowskiego, niemieckiego i ukraińskiego;
* ustalenia możliwości, ram legislacyjnych i strategii (ogólnej i szczegółowych) wprowadzania przez władze administracyjne i oświatowe rozwiniętych, nowoczesnych i rzeczywiście umożliwiających ich rozwój form i metod nauczania na wszystkich stopniach edukacyjnych, w stosunku do wszystkich pozostałych JRM w Polsce;
* uruchomienia mechanizmów regularnego dostarczania podręczników do nauczania JRM i w JRM, oraz regularnej bazy szkoleniowej dla nauczycieli tych języków oraz przedmiotów nauczanych w tych językach;
* przygotowania i uruchomienia kampanii promującej nauczanie JRM i w JRM;
* przygotowania i uruchomienia kompleksowego programu działań na rzecz poprawy oferty programowej JRM w mass-mediach, zwłaszcza w (publicznych) radiu i telewizji;
* kompleksowego podejścia do zagadnień utrzymania, promocji, wspierania i rozwoju wszystkich kultur reprezentowanych przez JRM w Polsce.

Duchowa martwota Kaszubów

Mało kto potrafił pisać tak gorzko o Kaszubach jak ci, którzy sami w kaszubszczyźnie widzieli wartość najwyższą i idei odrodzenia Kaszub poświęcili swoje życie. A jednak ta kwestia „martwoty duchowej” Kaszubów, tej niewzruszonej obojętności na wymieranie rodzimej kultury i własnego języka, jest bodaj jednym z najważniejszych motywów kaszubskiej literatury. Są wszakże trzë wukôzcji: Strach, Trúd i Njevôrto, które nie pozwalają Remùsovi przenjesc królevjónkã bez wodã w epopeji Aleksandra Majkowskiego; są wreszcie szaré paje Smãtka, które smùczõ pò glovach bohaterów Jana Drzeżdżona („Twarz Smętka”). Autorzy „Zrzeszë Kaszëbskji” w swojej dosadności nie oszczędzili Kaszubów w artykule z 1934 r., który tu przypominamy, lecz jak sami deklarowali: Piorunami i ogniem należy przemawiać do śpiących i sennych duchów. A przypominając, sami zastanawiamy się, na ile ów osąd sprzed 84 lat pozostał aktualny i czy był nim wtedy?

O dwóch pierwszych tablicach fałszywych wartości

Niema narodu pod słońcem, któryby odznaczał się taką martwotą ducha, jak Kaszubi w ostatnich stuleciach. Stanęli już od dawna na prostej drodze, wiodącej ku zapomnieniu, ku zagładzie, odkąd zamarła na ustach ludu pieśń dziejowa. Bez znajomości swej historji i bez pieśni ojczystej, wlewającej w serca ludu coraz to nowe żary miłości swojszczyzny, żywiącej w nich dumę narodową i zapalającej w nich ustawicznie nowe nadzieje ginie wszelki naród bezpowrotnie. Kaszubi ostali się jednak do dziś dnia mimo nieznajomości swoich dziejów ojczystych i bez pieśni takiej, ale to sprawiła jedynie martwota ich ducha, lenistwo duchowe. Byli o wiele za leniwi, aby ich było można całkiem wynarodowić mimo tego, iż przedstawiali pod tym względem pierwszorzędny materjał.

Lenistwo duchowe ratowało Kaszubów od ostatecznej zagłady, a nie ich siła życiowa, albowiem takiej już od XIV wieku do dziś dnia wcale nie wykazują.

Kaszubi nie mają najmniejszego prawa pysznić się tem, że przetrwali nad Bałtykiem, gdyż nie oni, lecz to w nich, czem należy gardzić, było przyczyną, że się ostali jako Kaszubi. Zachowali oni mowę swoją jedynie z tego powodu, że byli za leniwi nauczyć się płynnie po polsku albo po niemiecku; ci bowiem, którzy nauczyli się po niemiecku płynnie, zgermanizowali się prawie wszyscy, a ci, którzy nauczyli się płynnie po polsku, wzgardzili mową swych ojców i spolonizowali się prawie wszyscy. Ci najleniwsi, ci najciemniejsi tylko zachowali kaszubskość bo nie mogli inaczej, a tem chcieliby się chwalić i pysznić?!
Bracia Kaszubi! Tablica waszej wartości leży oto u nóg waszych połamana. Schlebiając wam, kłamią ci, którzy w was wmawiają, jakoby ta martwota waszego ducha była czemś pochwały godnem. Aczkolwiek była ona przyczyną zachowania przez pewien czas mowy kaszubskiej, to jest ona jednak z gruntu rzeczy wartością fałszywą, jest tylko pewnym hamulcem toczącego się koliska w przepaść. Hamulec ten czują wszyscy ci, którzy pragną to kolisko pchnąć na nowe tory, na tory odrodzenia. Wasz zacofany konserwatyzm, wasz fanatyzm, wasza niecierpliwa „cierpliwość” i wszystkie wasze nędze duchowe, a za niemi idące nędze moralne i materjalne wyrosły przecież tylko na podstawie tej waszej martwoty duchowej.

Ta wasza imaginowana wartość, ta martwota duchowa — to powolne konanie kaszubskości, a nie jej zachowanie.

Ta fałszywa wartość wasza każe wam jako Kaszubom konać powoli, ale pewnie. Zapatrzeni w tablicę fałszywej wartości giniecie bez jakiegokolwiek honoru, giniecie z hańbą, giniecie jako naród nikczemny. Jeden z wielkich myślicieli polskich (z pochodzenia Pomorzanin) Stanisław Staszic mówi: „Upaść może naród wielki i szlachetny — zginąć tylko nikczemny.” —

Kaszubi! Jesteście ludem silnie rozmnażającym się, ale mimo to zmniejszającym się z rokiem każdym. Jesteście więc bez celu i nie macie siły, aby z innemi narodami zasiadać u stołu dziejów ludzkości. Leżycie wciąż jeszcze na brudnym barłogu waszego jestestwa jako starzec, który się zestarzał, nie zaznawszy wcale młodości, którego lenistwo duchowe stało się przyzwyczajeniem i wreszcie ciężką chorobą, która nie pozwala mu ani się podnieść, ani nawet skonać.

Niema w was żadnego wyższego pragnienia, lecz tylko i tylko ta niemoc bezdenna połączona z małodusznem tchórzostwem — a to nazywacie waszą kaszubską „cierpliwością” i z tego pragniecie być dumni?! Rzucamy wam pod nogi tę waszą „cierpliwość” kaszubską, która w samej rzeczy nie jest niczem innem, jak tylko tchórzostwem i lenistwem. Oto leży połamana u stóp waszych ta druga tablica fałszywej wartości waszej.

Zrzesz Kaszëbskô (5/1934), Kartuzy
red. nacz. Aleksander Labuda

„Ortograf” na banerze Zjazdu Kaszubów to wcale nie najgorsze, co tam zobaczycie

Gdzie są nasze kaszubskie symbole, gdzie flaga, gdzie gryf? – pyta David Szulëst (Shulist), kanadyjski Kaszuba i prezes Wilno Heritage Society. – Smutno patrzyć na politykę zamieszaną w wydarzenie kulturalne.

Mowa o banerze informującym o XX Swiatowim Zjezdze Kaszëb(ó/ô)w, który odbędzie się już w sobotę w Luzinie. Uwagę przykuł błąd ortograficzny, który zauważył dziennikarz Radia Kaszëbë Adóm Hébel, o wpadce napisało też Radio Gdańsk, a językowy feler komentował Tomôsz Fópka, członek Rady Języka Kaszubskiego. Jednak David Shulist i paru innych Kaszubów zwracają uwagę na dużo ważniejszą sprawę:

fot. Adóm Hébel

Zasłużony działacz z Kanady zwraca uwagę na całkowity brak symboliki kaszubskiej na materiałach promujących Zjazd, nie ma tam ani kaszubskiej flagi, ani gryfa, jest za to polska flaga i godło II RP.

Polityka i kultura nigdy nie powinny się mieszać. Moi przodkowie z politycznego punktu widzenia byli pruskimi Niemcami i nie mieli z Polską nic wspólnego, więc to dla mnie nic nie znaczy. Ani niemieckie, ani polskie symbole nie powinny być obecne na naszym kaszubskim wydarzeniu. Cieszę się, że nie będzie mnie w tym roku na zjeździe – napisał gorzko David Szulëst, potomek kaszubskich emigrantów z Prus Zachodnich do Kanady, którzy wyemigrowali w 1858 r., a ich potomkowie do dziś zachowali tam swoją tożsamość i język. Szulëst i kanadyjscy Kaszubi od lat przylatują do Europy na Zjazdy Kaszubów.

To smutny dzień w kaszubskiej historii. (…) Skończcie z politykowaniem, to nas zabija – dodaje.

Zjazd Kaszubów od 1999 roku był organizowany na cześć zjednoczenia ziem etnicznie kaszubskich w jednym województwie jako uczczenie wysiłków działaczy i samorządowców w ruchu kaszubskim. W tym roku wydarzenie odbywa się jednak pod hasłem XX Światowy Zjazd Kaszubów w stulecie odzyskania niepodległości, a pytanie, które się nasuwa, brzmi: czy Kaszubi nawet te parę razy do roku nie potrafią skupić się na uczczeniu własnej kultury i własnych symboli? Wszak 100-lecie niepodległości RP jest świętem ogólnopaństwowym, celebrowanym cały rok, a Narodowe Święto Niepodległości ma swoją stałą datę 11. listopada.

Wygląda na to, że w tym roku Światowy Zjazd Kaszubów będzie mniej światowy niż w poprzednich latach.

10 Przykazań Dobrego Kaszuby

I. Dobry Kaszuba stara się jak najczyściej mówić po polsku i myśleć po polsku. Odrzuca balast, którym jest jego rodzima kultura, nie mówi po kaszubsku i nie wychowuje swoich dzieci po kaszubsku.

II. Dobry Kaszuba się nie buntuje i nie angażuje. Wie, że najważniejszy jest święty spokój. Milczy, gdy obraża się kulturę i mowę jego ojców. Dobry Kaszuba sam rozumie, że nie są to sprawy o istotnej wartości i trzeba o nich zapomnieć.

III. Dobry Kaszuba w trosce o skarb Państwa i samorządu kontestuje każdy wydatek na rozwój kaszubskiej kultury i tożsamości, choćby chodziło o parę metalowych tablic. Dobry Kaszuba wie, że to tylko fanaberie hobbystów i/lub polityków, którzy chcą coś na tym ugrać.

IV. Wszelkie rozterki na temat tożsamości etnicznej i narodowej za Dobrego Kaszubę rozwiązuje Państwo i Kościół. Urzędnik i ksiądz wiedzą lepiej, takie kwestie należy zostawić specjalistom.

V. Dobry Kaszuba wie, że prawdziwi Kaszubi żyją tylko w jego miejscowości, a wszyscy inni są farbowani i nie potrafią dobrze mówić po kaszubsku. Albo wprost przeciwnie, Dobry Kaszuba wie, że jego okolica to wcale nie są Kaszuby, bo te prawdziwe są gdzieś tam koło Kościerzyny/Kartuz/Pucka (do wyboru).

VI. Dobry Kaszuba nie jest zainteresowany i z pogardą patrzy na historię Kaszub i Pomorza. W zupełności wystarczy mu powzdychać do Kresów, Wilna i husarii.

VII. Dobry Kaszuba nie potrafi wymienić z tytułu ani jednej kaszubskiej książki, a z imienia ani jednego pomorskiego księcia.

VIII. Dobry Kaszuba, jeśli już musi mówić swoją regionalną mową, to pozostaje dumnym pół-analfabetą w tym narzeczu i nie odczuwa potrzeby, by umieć w nim czytać i pisać.

IX. Dobry Kaszuba jest niechętny kaszubskiej symbolice, no chyba że zarobkowo w wymiarze folklorystyczno-turystycznym i pod warunkiem, że pojawia się razem z symboliką polską w stosunku 1 do 3, żeby nikt nic złego nie powiedział.

X. Dobry Kaszuba patrzy ze spokojem i wzruszeniem ramion na wymieranie kultury i języka przodków. Tak będzie lepiej i prościej. Poza tym czym jest ta kultura wobec wielkiej kultury polskiej, jeśli nie jedynie dziejowym nieporozumieniem i fazą przejściową?

 

 

 

Photo: by Freepik.com

„Naja szkòła”: dwujęzyczne szkoły to przyszłość dla naszego języka i tożsamości

Z założycielem pierwszej dwujęzycznej kaszubsko-polskiej szkoły podstawowej Arturem Jablonscjim rozmawiała Sara Mičkec, redaktorka miesięcznika Rozhlad. Wywiad był opublikowany po serbołużycku w numerze 05/2018.

SM: Od roku szkolnego 2017/2018 w Wejherowie na Kaszubach istnieje prywatna szkoła „Naja Szkòła“. Jest to pierwsza dwujęzyczna polsko-kaszubska szkoła. Co była motywacja jej założenia?

AJ: Na decyzję o założeniu dwujęzycznej polsko-kaszubskiej szkoły podstawowej miały wpływ dwie rzeczy. Po pierwsze, wraz z moją żoną Anną jesteśmy rodzicami 11-letniego chłopca, którego od urodzenia wychowujemy w dwujęzyczności. Érik nie odnajdywał się w szkole, do której chodził wcześniej, gdyż jego rówieśnicy nie rozumieli kontekstów kulturowych, w jakich wychowujemy naszego syna. Czuliśmy więc potrzebę stworzenia szkoły, w jakiej nasze dziecko odnajdzie klucz do własnego, kaszubskiego domu. Jednocześnie obserwowaliśmy już od dłuższego czasu, że model nauczania języka kaszubskiego w szkołach publicznych (samorządowych / państwowych) w niewystarczającym stopniu przyczynia się do rozwoju języka i tożsamości Kaszubów. Moim zdaniem szkoła publiczna kształci Polaków z bierną znajomością języka kaszubskiego, gdy tymczasem naszej społeczności potrzeba szkół, które będą kształciły świadomych Kaszubów w sensie etnicznym i równocześnie Polaków w sensie obywatelskim (państwowym). Ostatecznym bodźcem do podjęcia działań w kierunku uruchomienia własnej, dwujęzycznej placówki edukacyjnej była współpraca Stowarzyszenia Osób Narodowości Kaszubskiej „Kaszëbskô Jednota”, do którego oboje z żoną należymy, z baskijską szkołą o nazwie Baztan Ikastola w prowincji Navarra w Hiszpanii, która nawiązana została w 2015 roku.

Fot: Naja Szkòła

SM:
Istnieją inne kaszubskie szkoły?

AJ: W formule dwujęzycznej jest to pierwsza taka szkoła na Kaszubach. Jednak samo nauczanie w szkołach języka kaszubskiego rozpoczęło się w roku 1991 od wiejskiej szkoły podstawowej w Głodnicë (pol. Głodnicy) oraz w Liceum Ogólnokształcącego w miasteczku o nazwie Brusë (pol. Brusy). Potem dołączyły kolejne szkoły. Nie było na nie pieniędzy z budżetu państwa, ale utrzymywały je lokalne samorządy. Dopiero w 2005 r., gdy przyjęto w Polsce „Ustawę o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym”, w której za jedyny język regionalny w Polsce uznano język kaszubski, nauczanie kaszubskiego zaczęło być dotowane przez państwo. Od tego czasu zaczęto nauczać języka kaszubskiego w bardzo wielu szkołach na Kaszubach, wprowadzono możliwość wyboru naszego języka na egzaminie maturalnym, a od 2015 r. istnieje kierunek Etnofilologia Kaszubska na Uniwersytecie Gdańskim.

SM: Jak jest język kaszubski włączony do edukacji szkolnej na Kaszubach?

AJ: Prawo w Polsce pozwala Kaszubom, a także innym mniejszościom, które wymienione są we wspomnianej już Ustawie o mniejszościach, na prowadzenie trzech typów szkół. Pierwszy typ zakłada, że język kaszubski jest nauczany dobrowolnie, jako przedmiot dodatkowy w wymiarze 3 godzin tygodniowo, który dyrektor szkoły musi wprowadzić, gdy minimum 7 rodziców złoży na piśmie taki wniosek. Drugi typ to szkoła dwujęzyczna, w której język kaszubski jest obowiązkowo nauczany na 5 godzinach tygodniowo, symetrycznie do języka polskiego, a ponadto w języku kaszubskim prowadzone są jeszcze 4 inne przedmioty w szkole. Trzeci typ to szkoły, w których nauczanie odbywa się tylko po kaszubsku (w języku mniejszości), a jedynie język polski i historia polski nauczane są w języku polskim. Własnej historii Kaszubi mogą uczyć przez 30 godzin na przestrzeni całej edukacji w szkole podstawowej i kolejnych 30 godzin w całej szkole średniej. W praktyce funkcjonował do tej pory tylko pierwszy typ szkoły.

SM: Jak wygląda „dwujęzyczność” szkoły? Kiedy jest używany język polski, kiedy kaszubski? Czy dzieci, którzy uczęszczają do szkoły, nauczyły się języka kaszubskiego jako języka ojczystego w domu czy mogą nauczyć się go w szkole?

AJ: Odpowiadając na te wszystkie pytania, należy zacząć od tego, że kondycja języka kaszubskiego jest bardzo zła. Władze Polski Ludowej zrobiły wiele, by zniszczyć język i kulturę Kaszubów. Dzieci kaszubskie były w polskich szkołach bite i szykanowane za używanie swojego ojczystego języka. Z tego powodu w latach 70. XX wieku został przerwany językowy przekaz pokoleniowy w rodzinach kaszubskich. Mając na uwadze dobro i zdrowie psychiczne własnych dzieci, rodzice przestali mówić do nich po kaszubsku. Zdążyły wyrosnąć już dwa pokolenia Kaszubów, które z językiem kaszubskim zetknęły się w domu w znikomym stopniu. Nie mieli go także w szkole. Również dzieci, które do nas przychodzą, w większości nie znają kaszubskiego. W większości pochodzą z rodzin kaszubskich, choć kilkoro uczniów nie ma nawet kaszubskich korzeni. Nauczanie dwujęzyczne realizowane jest w zakresie obowiązkowych zajęć edukacyjnych, ale z powodów opisanych wcześniej, to nauczyciele określają zakres treści edukacji wczesnoszkolnej przekazywanych w języku kaszubskim. Stosują także zasadę posługiwania się językiem kaszubskim w codziennych sytuacjach, podczas przerw, rozmów swobodnych z dziećmi, zabaw, itp. W klasach IV-VIII Naja Szkòła zapewnia prowadzenie 4 zajęć metodą dwujęzyczności spośród takich przedmiotów jak: przyroda, biologia, geografia, chemia, fizyka, matematyka, historia, informatyka, plastyka, technika, wychowanie fizyczne.

SM: Czy wszyscy pracownicy szkoły mówią po kaszubsku? Jest jakieś szkolne polecenie, który ma być język potoczny/powszechnie używany w szkole?

AJ: Wszyscy pracownicy szkoły znają język kaszubski, ale nie wszyscy mówią po kaszubsku. Posługuje się nim na co dzień około 1/3 z nich. Nie byłoby więc prawdziwe twierdzenie, że kaszubski jest w chwili obecnej powszechnie używany w szkole. W około 70% sytuacji przeważa język polski, a kaszubski używany jest w 30%. Naszym celem jest osiągnięcie symetryczności, ale na to potrzeba jeszcze kilku lat wytężonej pracy zarówno z dziećmi, jak też nauczycielami.

SM: Czy historia i kultura Kaszub na zajęciach są traktowane inaczej niż w szkołach państwowych?

AJ: Tak. Staramy się na każdych zajęciach dawać uczniom kontekst kaszubski. Nawiązujemy do naszej kultury, tradycji, historii i zalecamy nauczycielom, by był to punkt wyjścia do niemal każdych zajęć. Oprócz tego, że „Naja szkoła” zajęcia prowadzi po kaszubsku, rzucają się w oczy różne inne szczegóły, tak jak: edukacja cyfrowo-medialna, nacisk na indywidualne ocenianie kształtujące, brak prac domowych. Począwszy od klasy pierwszej, uczniowie objęci są poszerzonym zakresem nauki języka kaszubskiego oraz języka angielskiego. Szkoła oferuje także dla klasy czwartej obowiązkowe koło z języka niemieckiego, a w przyszłości zamierza wprowadzić także język niemiecki jako przedmiot obowiązkowy. Podczas wszystkich zajęć uczniowie wykorzystują komputery Chromebook. Do dyspozycji mają szkolną sieć komputerową do wyszukiwania potrzebnych informacji i zasobów edukacyjnych. Pracują w środowisku wirtualnym – platformie edukacyjnej Google Classroom oraz chmurze GSuite. Kładziemy też nacisk na naukę praktycznych kompetencji przydatnych w codziennych kontaktach z mediami, gdyż taki jest współczesny świat. Staramy się realizować to we wszystkich klasach między innymi w ramach edukacji polonistycznej, społecznej, historycznej, plastycznej i zajęć komputerowych. Chcemy, by wychowankowie Naji Szkòłë posiedli kompetencje XXI wieku, takie jak kreatywność, myślenie krytyczne, współpraca w grupie, przywództwo, zarządzanie informacją, rozumienie mediów, mądre korzystanie z technologii.

SM: Czy uczniowie są podzieleni na klasy? Ile uczniów jest w jednej klasie? Jak wygląda ocenianie? Czy są oceny od 1 do 6?

AJ: Dzieci uczą się w maksymalnie 15-osobowych klasach, ale staramy się dla każdego z uczniów realizować indywidualny program nauczania. Łączymy dwa systemy oceniania, ten tradycyjny z ocenami od 1 do 6, ale przede wszystkim ważna jest dla nas informacja zwrotna, która skuteczniej niż stopnie motywuje ucznia do nauki, nauczycielowi zaś pomaga ustalić, na czym należy się skupić podczas kolejnych lekcji. Nauczyciel traktuje uczniów indywidualnie, obserwując, jak zdobywają wiedzę i dając konkretne wskazówki do dalszej pracy. Zawsze wyjaśnia, jakie są cele uczenia się i kryteria sukcesu. Stara się angażować uczniów w ich proces edukacyjny. Uczniowie wymieniają się wiedzą, ucząc się od siebie nawzajem.

Fot: Naja Szkòła

SM: Jak Państwo znaleźli nauczycieli? Czy mają oni specjalne kształcenie?

AJ: Kilkoro nauczycieli, którzy zaczęli z nami ten projekt, było członkami stowarzyszenia Kaszëbskô Jednota. Pozostali przeszli procedurę naboru. Jednym z kryteriów była znajomość języka kaszubskiego poświadczona studiami bądź specjalistycznym egzaminem. Uprawnienia do nauczania kaszubskiego można w Polsce zdobyć na dwa sposoby: albo ukończy się podyplomowe studia trwające 1,5 roku, albo zda się egzamin przed specjalną komisją.

SM: Jak wielka jest szkoła obecnie? Ile ma klas, ilu uczniów i nauczycieli?

AJ: W szkole uczy się obecnie 32 uczniów w klasach 0, 1, 3 i 4. Docelowo szkoła będzie kształcić w oddziałach od 0 do 8. W tej chwili zatrudniamy 3 nauczycieli na etacie i 10 na umowie o zlecenie, czyli na konkretne godziny wynikające z liczby przedmiotów wymaganych w podstawie programowej Ministerstwa Edukacji.

SM: Ile ma szkoła roczników/klas i gdzie się uczniowie po szkole podstawowej dalej uczą?

AJ: Na to pytanie mogę odpowiedzieć za trzy lata. Jednak niewykluczone, że stworzymy naszym uczniom możliwość kształcenia się w kaszubskim liceum. Myślimy o tym.

SM: Pan jest właścicielem szkoły i angażował się Pan w jej powstanie. Czym się pan zajmuje zawodowo i skąd Pan czerpał inspiracje?

AJ: Jestem Kaszubą. Mój ojciec był Polakiem, który osiadł na Pomorzu w latach 60. XX wieku i przyjął w dużej mierze kulturę mojej kaszubskiej matki. Od niej poznałem język kaszubski. Jako nastolatek zacząłem interesować się historią i literaturą kaszubską. Na studiach historii w Gdańsku, które rozpocząłem w 1989, który był rokiem demokratycznych przemian w Polsce, poznałem ludzi podobnie jak ja szukających swoich korzeni. Razem założyliśmy w 1990 r. studenckie pismo „Tatczëzna” (pol. Ojczyzna). To był też czas, gdy otworzyła się możliwość realizacji kaszubskiego programu w gdańskim oddziale telewizji polskiej i w Polskim Radiu Gdańsk. Włączyłem się w te projekty. Zostałem dziennikarzem. Potem, w 1999 r. postanowiłem spróbować swoich sił w lokalnej polityce. Przez 10 lat byłem Starostą w Pucku. W chwilach wolnych nadal pasjonowały mnie media. W 2002 roku zostałem na krótko społecznym redaktorem naczelnym miesięcznika „Pomerania”, a w 2004 roku założyłem Radio Kaszëbë, którym kieruję do dziś. Od 2010 do 2012 roku kierowałem także telewizją satelitarną CSBTV (CassubiaTV), którą współtworzyłem wraz z 2 wspólnikami. Przez 6 lat byłem prezesem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, a w 2011 roku współzałożycielem Stowarzyszenia Osób Narodowości Kaszubskiej „Kaszëbskô Jednota”, w którym jestem wiceprezesem. Skąd miałem inspirację do założenia szkoły? Tak jak o tym wspominałem: doświadczenia rodzica, znajomość sytuacji innych mniejszości narodowych w Europie, troska o własny język i kulturę.

Artur Jablonscji

SM: Kto oprócz pana angażował się w założenie szkoły?

AJ: W założenie szkoły angażowała się przede wszystkim moja żona Anna oraz koledzy z Kaszëbsczi Jednotë, a przede wszystkim prezes tego stowarzyszenia Karól Róda. Wspierał nas Andrzej Gredecki, doświadczony pedagog, długoletni dyrektor szkół publicznych w Wejherowie. Olbrzymią rolę odegrała także w tym projekcie Baskijka Maialen Sobrino Lopez, którą poznałem w 2014 r. i która zaangażowała mnie i stowarzyszenie Kaszëbskô Jednota w projekt Txikian Handi (Małe jest wielkie), dzięki czemu dowiedziałem się jak funkcjonują baskijskie Ikastole. Po kilkugodzinnym pobycie wśród baskijskich dzieci, mój syn Érik zapytał: – Dlaczego my nie mamy takiej szkoły? To wystarczyło, by zacząć działać. W marcu 2017 r. wynająłem obiekt w Wejherowie, to był dawniej sklep meblowy, zaadaptowałem go na szkołę, która została otwarta 2 września 2017 r. Ważne było dla mnie wsparcie kilku znajomych rodziców, kaszubskich aktywistów, takich jak Dariusz Majkowski, ówczesny redaktor naczelny miesięcznika „Pomerania”.

SM: Jak inicjatorzy werbowali uczniów?

AJ: Z tym związany jest wybór miejsca na pierwszą dwujęzyczną szkołę. Wejherowo jest 50 tysięcznym miastem, o dużych tradycjach kaszubskich, które otaczają inne duże miejscowości. W sumie to taka kaszubska „aglomeracja” licząca około 100 tysięcy mieszkańców. Wyszliśmy do nich z plakatami, ulotkami, reklamą w Radiu Kaszëbë. W niedziele organizowaliśmy akcje informacyjne pod kościołami. Trwało to na przestrzeni dwóch miesięcy – lipca i sierpnia 2017 r. Efekt był taki, że we wrześniu rozpoczęło u nas naukę 22 uczniów, a w ciągu miesiąca dołączyło jeszcze 10.

SM: Jak szkoła jest finansowana?

AJ: W okresie od początku września do końca grudnia 2017 r. finansowałem szkołę z własnych pieniędzy pochodzących głównie z działalności prowadzonej w ramach Radia Kaszëbë. Od stycznia 2018 r. szkoła otrzymuje dotacje z budżetu państwa polskiego poprzez Urząd Miasta Wejherowa. Jest to równowartość 300 euro na ucznia miesięcznie.

SM: Czy czesne mają wpływ na to, kto swoje dzieci posyła do szkoły?

AJ: W roku szkolnym 2017/2018 w Naji Szkòli nie płaci się czesnego. Chciałem w ten sposób zachęcić rodziców do tego nowego projektu. Od następnego roku szkolnego będzie wprowadzone czesne w wysokości 400 zł od dziecka. To jest konkurencyjna cena w stosunku do innych szkół prywatnych w okolicy.

SM: Jak brzmi krytyka, którą inicjatorzy szkoły mogą słyszeć i jak ją traktują?

AJ: Na ten moment nie ma poważnej krytyki naszego projektu. Wyczuwamy natomiast postawę wyczekiwania u wielu osób, które nas obserwują. Żeby nie popełniać błędów współpracujemy z doświadczoną pedagog Adelą Kożyczkowską z Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego oraz Renatą Mistarz, ekspertką z Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku. Każdą poważną krytykę, jeśli się pojawi, potraktujemy bardzo serio i postaramy się natychmiast na nią reagować pozytywnymi zmianami w naszym projekcie, ale przede wszystkim będziemy się trzymać założenia dwujęzyczności, czyli również symetryczności między kulturą kaszubską i polską.

SM: Patrząc na doświadczenia podczas przygotowań i założenia szkoły: czy zrobiłby Pan coś inaczej z dzisiejszego punktu widzenia?

AJ: Nie żałuję niczego, co zainwestowałem w ten projekt, bowiem wierzę, że jest to doświadczenie, które może wiele dobrego przynieść naszej kaszubskiej kulturze.

SM: Czego Pan by sobie życzył względem przyszłości szkoły i edukacji na Kaszubach?

AJ: Chciałbym, żeby z mojego doświadczenia czerpali inni: osoby prywatne, stowarzyszenia, kaszubskie samorządy. Zależy mi na stworzeniu możliwości wyboru pomiędzy szkołami pierwszego typu z językiem kaszubskim jako przedmiotem dodatkowym, a szkołami dwujęzycznymi polsko-kaszubskimi. Marzę o tym, by nauczanie języka kaszubskiego oraz własnej historii i kultury we wszystkich szkołach na Kaszubach było obowiązkowe. Uważam także, że odpowiedzialnym za podstawę programową w szkołach na Kaszubach należy uczynić regionalny samorząd województwa, a nie państwowe Ministerstwo Edukacji jak jest to w tej chwili. Przy takim rozwiązaniu na przykład każda placówka oświatowa w województwie pomorskim nauczałaby treści związanych z danym regionem w 40%, a w 60% program taki musiałby spełniać wymogi państwowe. Ponadto samorządy wszystkich szczebli oraz organizacje pozarządowe powinny już teraz zacząć wspierać otwieranie szkół imersyjnych, w których edukacja kaszubska byłaby prowadzona poprzez „zanurzenie” w języku i kulturze, czyli takie, w których od pierwszego do ostatniego dzwonka język kaszubski nie umilknie na żadnej lekcji, ani na przerwie.

Pomorski język migowy

Dominika Florczak, Dariusz Kosztowny

Choć nie mówi się o tym głośno, na Pomorzu nie tylko Kaszubi mają własny język. Każdy z nas chce mówić pięknym, czystym językiem znanym z serwisów informacyjnych; każdy angielskim próbuje władać, jakby został wydany na świat przez samą Elżbietę II. Robimy tak – ale tylko oficjalnie. W domowym zaciszu, wśród przyjaciół, na terenie bezpiecznym pozwalamy naszym regionalizmom, slangom, gwarom i kolokwializmom szaleć do woli. Używanie naturalnego języka stało się nienaturalne całkiem niedawno.

Jedną z pierwszych rzeczy, jaką możesz usłyszeć w Szczecinie, jest zdanie „mówimy najczystszą polszczyzną w Polsce”. Zdanie to, powtarzane jak mantra, wypowiadane setki razy dziennie przez biznesmenów, motorniczych, radnych, fryzjerów, nauczycieli… zawiera w sobie najczystszy w Polsce smutek. Brak „nieczystości” oznacza brak przeszłości. Kaszubi od lat walczą o pewną niezależność, o uznanie walorów ich kultury płynących właśnie z odrębności kultury języka. Nie są oni jedyni na Pomorzu. Z podobnymi problemami muszą zmierzyć się głusi. To właśnie lokalny język migowy rozwija się na wspak tendencjom globalnej wioski.

Istnieje przekonanie, że język migowy to jednolity byt w rodzaju średniowiecznej łaciny opierający się na grze gestów. Nic bardziej mylnego. Język migowy posiada swoje odmiany narodowe, regionalne, miejskie, osiedlowe. Logicznym jest więc też to, że istnieje odmiana pomorska!

Podjęto próby stworzenia jednego, pełnego norm i zasad języka (system językowo-migowy). W uproszczeniu: miał on na celu ujednolicić i ułatwić kontakt między głuchymi a słyszącymi oraz pomiędzy regionami. Większość słyszących rozpoczynających przygodę z językiem migowym zaczyna właśnie od systemu. Głusi jednak szybko sprowadzają na radosną i swobodną ścieżkę języka naturalnego. Jaka jest ta droga? Mniej oczywista. Dzień dobry, do widzenia czy dziękuję wygląda w całym kraju tak samo. Problemy zaczynają się jednak dość szybko… Każdy region ma własne określenia. Język mówiony zna inne określenia niż migany i odwrotnie. Inaczej migają głusi wychowani w rodzinach słyszących, inaczej – w rodzinach niesłyszących. Inaczej starsi, inaczej młodsi. Jakby tego było mało, znaki (nazywane potocznie migami czy gestami) rodzą się same w trakcie rozmowy, a ich żywot może trwać kilka minut lub wejść do szerszego obiegu. Jeśli poruszymy problem lokalnych różnic z głuchymi, dość szybko usłyszymy narzekania na ten czy inny region. Dowiemy się też co nieco o… akcencie.

Te i inne problemy spotkaliśmy w trakcie pracy przy spektaklu o pomorskiej piękności, Sydonii von Borck pt. „Wilcze Piętno”. Sam pomysł dwujęzycznego spektaklu brzmi dość karkołomnie. Lecz jak pogodzić musical ze światem ciszy? Jak przetłumaczyć nieprzetłumaczalne? Jak stworzyć nowe słowo tak, by przez publiczność było od razu zrozumiane? Nie mamy instrukcji. Wiemy za to, że najważniejsze jest szukanie podobieństw i zakochanie się w różnicach. Dzięki tej obserwacji, czy raczej zderzeniu i starciu się tych dwóch różnych kultur, na nowo zrozumieliśmy i przemigaliśmy słowo renesans. Nie musimy też więcej literować imienia Sydonia – wystarczy, że pokażemy „wilk” i wszyscy rozumiemy, o kim mówimy. Na scenie oczywiście królowały pomorskie znaki. Inaczej nie mogliśmy.

Świat zna tysiące języków. O wielu z nich nie usłyszymy – znikną na rzecz bardziej oczywistych, popularnych, czystych. Nie ojczystych, nie naturalnych, w żaden sposób nam nie bliskich. Proponujemy iść za przykładem głuchych i… pozostać głuchym na wszelkie podłe próby wyrównywania języków.

Felieton pierwotnie ukazał się w numerze 3/2014 (3) SKRË – pismienia ò kùlturze

Żywiołak: Mroczna strona kaszubskiego folkloru

Ciężka, mroczna, acz skoczna przy tym i rubaszna niekiedy bestyjka, jaką jest Żywiołak, postanowiła opuścić swe ciepłe leża i wyruszyć za Noteć, za puszcze, na północ, na Pomorze, do nas…

Na jednym Żywiołak się zna jak mało kto – na budowaniu sugestywnego klimatu. Najnowsza ich płyta Pieśni Pół/nocy na pewno gruntuje mocną, wysoką pozycję zespołu w czołówce polskiego i europejskiego folk rocka/folk metalu. Wydobywanie mroku i niepokoju z ludowych melodii to coś, w czym Żywiołak jest naprawdę dobry. Instrumentarium wzbogacone o instrumenty dawne (w tym gęśla gdańska!) i ludowe nadaje muzyce autentyczności, żeńskie wokale świetnie współgrają z dźwiękiem liry korbowej (np. w Og?), a ciężkie gitarowe riffy dopełniają obrazu. Recytacje i monologi po kaszubsku sprawiają, że słuchanie całej płyty staje się doświadczeniem porównywalnym do słuchania dobrego słuchowiska.

Mocno trzymaliśmy kciuki za ten album, odkąd zespół zapowiedział, że tym razem główną ich inspiracją będą Pomorze i Kaszuby. Płytę Pieśni pół/nocy, przed jej premierą, oczyma swojej duszy widzieliśmy/słyszeliśmy pomorską na wskroś i na nice, kiedy jednak zmaterializowała się w odtwarzaczu, po pierwszym odsłuchaniu poczuliśmy coś w rodzaju niedosytu. Pomorskiego niedosytu. Muzycznie Żywiołak nie zawodzi, a to jest wszak składnik najistotniejszy. Chociaż przez lata jego kompozycje wciąż pozostają w pewien sposób surowe, zazwyczaj chropowato-brutalne, to jednak stają się coraz bogatsze i wielowymiarowe. Co do inspiracji Pomorzem i Kaszubami, liczyliśmy jednak na więcej. Liczyliśmy na Trygława zażywającego tabakę do wszystkich sześciu nozdrzy naraz, w cwale pędzącego przez nadnoteckie graniczne puszcze, zagryzającego w tym szalonym pędzie śledzia wprost z gazety Zrzesz Kaszëbskô. Na czerwone gryfy cytujące z pamięci obfite fragmenty Pomeranii Thomasa Kantzowa i czarne gryfy grające na diabelskich skrzypcach przeboje The Damrockers. Mamy jednak świadomość, że nasze oczekiwania mogą znacznie odbiegać od zdrowej normy…

Przesłuchując płytę po raz czwarty i piąty, już nucąc niektóre jej fragmenty, już spokojniej i z narastającą przyjemnością śledziliśmy pomorską tkankę, jaką wplótł Żywiołak w swe Pieśni Pół/nocy. Rzeczywiście te inspiracje są widoczne, zwłaszcza w warstwie tekstowej. Są słowa inspirowane pieśniami zebranymi na Pomorzu przez Oskara Kolberga oraz podaniami zebranymi głównie na Pomorzu Środkowym przez innego etnografa, Ottona Knoopa. Są wreszcie także fragmenty kaszubskich dzieł literackich Aleksandra Majkowskiego, Jana Karnowskiego i Hieronima Derdowskiego. Język kaszubski słychać na płycie już od pierwszego utworu, jednak zawsze jako krótkie recytacje, a nie jako tekst śpiewany. Żywiołak chętnie sięga po motywy pogańskie istniejące w dzisiejszych tradycjach, stąd nawiązania do scinanjô kanje, bãblovanjô czy, zgodnie z hipotezą zespołu, túnjca feretronóv, a także do demonologii kaszubskiej i ludowego bestiariusza: byli stolëmji, są też mòrzëce (syreny), Smãtk oraz ópji.

Płyta od samego jej w zasadzie otwarcia (Vandalia incognita) jest dość mroczna, kilka z piosenek rozrasta się do czegoś w rodzaju małych opowiastek, bogatych muzycznie i ciekawych tekstowo (zwłaszcza warto zwrócić uwagę na Dans macabreska, Stuch, Og?, Łopi, Feretronem być, Ścinanie kani), po drodze kilka przerw m.in. na mikro- i nano-monologi kaszubskie. Klimat płyty przywodzi na myśl głębokie pomorskie bory i mgły unoszące się ciężko nad wodami, ale jest na niej też kilka bardzo skocznych, mniej poważnych piosenek (Wionek, Żona i ksiądz, Zdziczenie obyczajów kaszubskich), które jednak niespecjalnie nas do siebie przekonały.

Drobny mankament językowy: Wionek jest inspirowany pieśnią kaszubską zapisaną w Pomorzu Kolberga, jednak jej tekst nie został po prostu przetłumaczony na polski i zaśpiewany, lecz postawiono tam na dziwną, niby-gwarową wymowę, która jednak nie odpowiada ani językowi kaszubskiemu, ani żadnej gwarze polskiej używanej na Pomorzu (dziwce dziwce, co tam mos || co fartuskiem psykrywos?). Nie jesteśmy też pewni intencji słów w Zdziczeniu obyczajów kaszubskich i chyba tego kawałka nie kupujemy.


Na marginesie warto dodać, że cieszy wygląd samego albumu. Na okładce możemy się dopatrzyć wielu pomorsko-kaszubskich motywów, jest Trygław (o twarzach dziwnie podobnych do wokalisty Roberta Jaworskiego, czyżby inkarnacja?) są kości stolëma, jest ścięta kania. Na samym krążku nadrukowano tatuaż z hasłem Norda – Kaszëbë – Rocknroll, a od wewnętrznej strony przebłyskuje mapa Księstwa Pomorskiego wykadrowana na Księstwo Kaszubskie (nie to z tzw. „polskiego Pomorza”, o którym pisze we wkładce zespół, lecz tego pod panowaniem Gryfitów, między Kołobrzegiem, Koszalinem i Szczecinkiem). W owej wkładce oprócz tekstów znajdziemy też ciekawy opis procesu twórczego zespołu, książek i instrumentów, którymi Żywiołak się inspirował i za pomocą których odkrywał Pomorze i Kaszuby dla siebie.

Ogółem jest to płyta dobra, momentami bardzo dobra, która nie odbiega poziomem od poprzednich albumów Żywiołaka. Są na niej kawałki, do których jeszcze nie raz powrócimy i które możemy szczerze polecić. Pomorzanie, Kaszubi wreszcie dostają ciekawą, jak na razie jedną z oryginalniejszych, interpretację cząstki swojego kulturowego dziedzictwa.

Dôvjid Mjiklosz & Macéj Banjdur

Pieśni Pół/nocy
Artysta: Żywiołak
Wydawca: AKW Karrot Kommando
Rok wydania: 2017

Hymn kaszubski: czy kontrowersyjny “Marsz…” Derdowskiego wyklucza?

O co chodzi w sporze o hymn kaszubski?

21. stycznia Rada Naczelna Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego uchwaliła wszystkim Kaszubom co następuje: Hymnem kaszubskim jest utwór muzyczny autorstwa Feliksa Nowowiejskiego pt. “Hymn kaszubski” wykonywany do słów zaczęrpniętych z “Marsza Kaszubskiego” (…) i obudziła stare spory o wartości, do których hymn kaszubski powinien się odwoływać. Wyraźne głosy pojawiły się nie tylko z zewnątrz, ale też w samym Zrzeszeniu, m. in. ze strony tak aktywnych działaczy jak Tomôsz Fópka czy Eùgeniusz Prëczkòwsczi. Wiele kontrowersji wywołują słowa “pòlskô wiara, pòlskô mòwa”, militarystyczny wyraz utworu, skupiającego się na sławieniu wojny przeciw Niemcom w służbie polskiej oraz same intencje i stosunek do rodzimego języka autora, (…) którego pociągała szczególnie chłopska satyra, rubaszność, skoro już samo użycie gwary miało wywoływać u odbiorców śmiech (…), jak pisał literaturoznawca Jan Drzeżdżon (Piętno Smętka, 1973, str. 47). Stosunek ten daje się poznać w innym fragmencie autorstwa Derdowskiego: Ale ma le mòwã naszą serdecznie kòchôjma / I pò pòlskù corôz lepi gadac sã starôjma! / Czej le wiedno bãdzem dzałac rączo i wëtrwale / W kùńcu tak jak we Warszawie bãdzemë gôdalë. Takich zastrzeżeń nie budzi Zemia Rodnô, która jednak jest pieśnią wiele młodszą i nie tak spopularyzowaną. Dotychczas działacze ZKP mogli wykonywać jedną lub drugą wedle uznania bądź też obydwie. Warto jednak wyjść poza kwestię, czy ktoś popiera taką czy inną organizację kaszubską i ich uchwały, a spróbować porozmawiać o hymnie, który będzie potrafił zjednoczyć nie garstkę działaczy, a ponad 228 tysięcy Kaszubów, z których więcej niż 97% nie jest zainteresowanych legitymacją członkowską.

Jednocząca funkcja Marsza Kaszubskiego nie jest tak oczywista. O odczucia na jego temat spytaliśmy trzy zdawałoby się bardzo różne osoby. Ewangelik, ateista oraz katolik, pięćdziesięciolatek, trzydziestoczterolatek i i dwudziestoczterolatek. Jeden z podwejherowskiego Luzina, drugi z zachodniopomorskiego Szczecina, a trzeci urodzony aż w Chełmnie. Ale przede wszystkim – trzej Kaszubi. Zapytani o ich osobiste emocje w związku z zaleceniem ZKP, dali różne odpowiedzi. Mają one jednak wspólny mianownik – odczucie, że pieśń Derdowskiego wyklucza.

Przemis Héwelt:

Pytanie o kaszubski hymn, to pytanie o tożsamość. Jako takie jest pytaniem niezwykle trudnym, nawet z punktu widzenia każdego z Kaszubów z osobna. Dodatkowo komplikuje sprawę to, że jest to pytanie o tożsamość zbiorową kilku setek tysięcy ludzi o bardzo różnorodnej historii osobistej i historii rodzinnej.

W tle mojej historii noszonej w pamięci, z przekazów ustnych, są zabory, pruskie władztwo – z germanizacją, ale też z porządkiem i edukacją, które jeszcze w czasach mojego dzieciństwa przewijały się w pełnych uznania wspomnieniach cesarza Wilusia w relacjach starszych osób. Ten obraz, fresk noszony w mojej pamięci, pokazuje też historie opowiadane przez dziadka wcielonego do pruskiej armii wraz z czterema braćmi w 1914 roku i wysłanego do piekła bitwy pod Verdun. Wróciło ich tylko dwóch…

Potem jest historia międzywojenna, oczekiwania wobec polskiej władzy i ich zestawienie z realiami po 1918 roku. I niedługo po tym kolejna wojna, tym razem w polskim mundurze – ale naprzeciw tych, z którymi dziadek i bracia ledwie dwadzieścia kilka lata wcześniej walczyli ramię w ramię w okopach we Francji. Zresztą tamte frontowe przyjaźnie – jako żywo przypominające historię z Na zachodzie bez zmian Remarque’a – przetrwały tę drugą wojnę i pozostały częścią rodzinnej historii.

A potem nowa władza i nowe problemy – bo ktoś w rodzinie miał żonę Niemkę, bo był przed wojną dyrektorem banku, czyli status społeczny wrogi nowej władzy. To jest historia ostatnich stu kilkudziesięciu lat zwykłej kaszubskiej rodziny i część mojej własnej historii – do niej należy też to, że jestem ewangelikiem – czyli siłą rzeczy osobą przyzwyczajoną do statusu mniejszości, ale też świadomą swojej odrębności.

I tę historię, to moje doświadczenie zderzam teraz ze słowami pieśni, która ma być kaszubskim hymnem, marsza sławiącego różne wojny i wojenki Kaszubów przeciw Niemcom w sprawie polskiej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w historii mojej rodziny tych wojen było zbyt wiele – wszystkie pokolenia od czasów mojej prababci, której ojciec walczył w wojnie prusko – francuskiej doznały wojny albo wprost, albo pośrednio – bo rodzice mieli swoje wojenne traumy.

Abstrahując od kwestii faktów historycznych, z mojego puntu widzenia Marsz Kaszubski nijak nie przystaje do mojej tożsamości kaszubskiej. Trudno jest mi zaakceptować to radosne sławienie machania szabelką dla Polski jako podstawę mojej tożsamości. Wszak przekazy rodzinne dotyczące wojen mają zupełnie inaczej rozłożone akcenty, a na dodatek te wojny były pod różnymi flagami, z różnymi pieśniami na ustach i doprawdy w różnych sprawach.

Tak jak wspomniałem, z racji wyznania jestem przyzwyczajony do bycia mniejszością. Tylko smętnie trochę mi się robi, gdy okazuje się, że jestem też mniejszością we wspólnocie kaszubskiej, w której historia mojej rodziny – jak sądzę – nie jest wcale wyjątkowa ani odmienna od doświadczeń tysięcy kaszubskich rodzin w ostatnich stu kilkudziesięciu latach…

Dôwid Miklosz:

Na tożsamość składa się tradycja i kultura oraz czas i przestrzeń w jakiej żyję, a poniekąd również pokłosie czasu i przestrzeni w jakich żyli moi przodkowie. Ważną też sprawą jest mój osobisty do tego bagażu historyczno-kulturowego stosunek. Może być afirmatywny, może być polemiczny, może wreszcie być jakkolwiek pośredni.

Tu gdzie żyję, na Pomorzu, żyła część moich przodków, część najbliższa, najistotniejsza i najlepiej mi znana. W ramach poszukiwań i wypraw w odległą przeszłość, trudni do umiejscowienia na genealogicznym drzewie familianci uchwytni są w okresie panowania książąt pomorskich Barnima X i Johanna Friedricha na Pomorzu Środkowym. O ich przodkach historia milczy, a przecież i oni istnieć musieli. Świadomość tego daje mi poczucie łączności z przestrzenią, w jakiej żyję. Stając chociażby na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, wiem, że ponad czterysta lat temu zapadały tutaj decyzje dotyczące życia moich przodków. Mógłbym się tym zupełnie nie przejmować, ale wewnętrzny imperatyw, zupełnie nieracjonalny, sprawia, że ma owa świadomość dla mnie wagę niezwykłą.

Antajos, syn Posejdona i Gai, żył i odzyskiwał moc tylko gdy dotykał ziemi-matki. W pewien sposób mógłby patronować moim pasjom, gdy bowiem ja dotykam spraw Pomorza, żyję i nabieram sił. Pomijając nieszczęsne przyzwyczajenie popędliwego giganta do wyzywania każdej napotkanej osoby na zapaśniczy pojedynek, z chęcią adaptowałbym Antajosa, obok Trygława i Ormuzda, do naszego mitologicznego panoptikum.

Wracając jednak do sprawy hymnu… Przez to, że moje korzenie tkwią głębiej w Pomorzu Środkowym i w zachodniej części dzisiejszych Kaszub, nie satysfakcjonuje mnie i nie jest w stanie przekonać do siebie pieśń, która historię, tradycję i kulturę Pomorzan ujmuje w nienaturalnych dla tej krainy południkowych ramach <<Kraków – Wisła – polskie morze>>. Chciałoby się rzec: Pomorze swe widzę ogromne, tak jak rzecz ujmuje geografia, od Reknicy po Wisłę, od Noteci po Bałtyk. To tutaj, spomiędzy tych naturalnych granic, weszliśmy do historii. Stąd książę Zemuzil wyruszył do Merseburga, dzięki czemu świat zanotował po raz pierwszy miano Pomorza. W tych granicach miały miejsce dramatyczne wydarzenia, o których pisał Gall zwany Anonimem, kiedy w czasie krwawych wypraw Krzywoustego ten przyniósł nam na mieczach polską wiarę, a wtedy to Polacy sięgali po sławę, Pomorzanie bronili wolności. Tutaj, niemal w środku tej krainy, nad Odrą, panowali książęta, którzy do historii wprowadzili etnonim Kaszubi, używali go przez pół tysiąclecia w swej tytulaturze i wreszcie dali Kaszubom symbol najważniejszy, gryfa. W tych granicach powstały, uznane za najdawniejsze zabytki kaszubskiego języka, Duchowne piesnie… „niepolskiej” wszak wiary.

Ze względu na historię własnej rodziny nie potrafię pominąć powyższych – i wielu jeszcze – kontekstów w konstruowaniu swojej własnej tożsamości. Historia moja, mojej rodziny i „mojego” Pomorza to wątek ledwie w tkaninie jego wielowiekowego istnienia, ale świadomość tej wielowiekowości jest dla mnie czynnikiem nieredukowalnym.

Kolejną sprawą, z jaką miałbym problem, jest fraza „polska wiara, polska mowa”. Odwołując się znów do doświadczeń moich przodków, Pomorzan, Kaszubów, posługujących się przez wieki fluktuującym konglomeratem wendyjsko-saksońskim, który w obrębie rodziny zdołał do XX-wieku ocalić cenne resztki swej kaszubskości, określenie „polska mowa” jest zawłaszczeniem tożsamości. Etnograficzną sztuczką w służbie polityki historycznej.

Polskiej mowie życzę jak najlepiej. Polszczyznę cenię i sam staram się o nią dbać, ale zdaję sobie sprawę, że prawdziwa dbałość nie ma i nie powinna mieć w sobie nic z przymusu. Przymus ten trwał do czasu wywalczenia dla języka kaszubskiego oficjalnego potwierdzenia jego odrębności w rodzinie języków słowiańskich. Nie powinno być zatem powodów, by poczucie takiego przymusu wciąż w sobie nosić i taki przymus „zalecać”. Czy znajdujący się w zbliżonej do Kaszubów sytuacji Serbołużyczanie powinni dbać o „niemiecką wiarę” i „niemiecką mowę”? Czy dbałość o języki łużyckie i łużycką kulturę stanowi dla Republiki Federalnej Niemiec jakiekolwiek zagrożenie? Czy Walijczyk kibicujący swojej drużynie rugby i wiwatujący „Cymru am byth!” jest zagrożeniem dla Anglika?

Polszczyzna i Polacy na istnieniu kaszubszczyzny nie tracą niczego, a zyskują i utrwalają pokrewieństwo i łączność z pasjonującymi dziejami północnej części zachodniej Słowiańszczyzny. Dla Kaszubów stawka jaką jest kaszubszczyzna warta jest niebotycznie więcej.

„Polska wiara” to kolejna sztuczka. Kaszubi wyznawali i do dziś wyznają, obok „polskiej wiary” – katolicyzmu, również i „wiarę niemiecką” – protestancką. Hymn powinien raczej spajać niż dzielić, dlaczego zatem poza nawias wystawia się Kaszubów-niekatolików? Odnosząc rzecz do mojej familii, część z nich, jako sieroty po Księstwie Pomorskim, pozostawała wierna naukom Lutra. Czy ich pomorskość czy kaszubskość jest niedostateczna? Czy i o ile redukuje się moja pomorskość, kiedy otwarcie przyznaję, że jestem ateistą i „polska wiara” jest mi dość obojętna, a jako spoiwo tożsamości zupełnie zbędna?

Pozostaję przy Janie Trepczyku, który celniej naszą pomorską ojczyznę opisał, zawierając w jednym wersie „Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm!” nie tylko geograficzną, ale i dziejową jej rozpiętość. Zupełnie na marginesie chciałbym dodać, że podobnie jak do Marsza… próbowano wprowadzić pewne (oceniłbym je jako rozsądne) poprawki, tak i w pieśni Trepczyka wolałbym wspomnienie w formie „Grifitów miecz i Swiãtopôłka biôtczi”, co nadałoby jej jeszcze bardziej uniwersalnego, mierząc miarą „uniwersum pomorskiego”, charakteru.

O wspomnianym przeze mnie powyżej Antajosie pisał wspaniale Zbigniew Herbert w Królu mrówek. Cytat ten mógłbym traktować jako motto swej „pomorskości”: Można zaryzykować twierdzenie, że sensem mitu Antajosa jest przywiązanie – a więc uczucie raczej niż ideologia, dlatego zapewne niepodobna tego przekazać innym. Naprawdę bardzo trudno przekonać kogokolwiek o tym, że warto kochać ubogi kawałek ziemi, mały jak cień osła, jak cień topoli, a także rozbity dom, zrujnowane miasto nad wyschłą rzeką, słowem miejsce gdzie nas urodzono, i które nie mogło nas ani wyżywić, ani uchronić.

A jednak warto. Tu mdã dali

Adóm Hébel:

Czej jô czëjã Marsz Kaszubski, to mëslã, że mie chtos wëszarpôł mòjã pòczestnotã i mòżlëwòtã bëcô bùsznym z tegò, co më zrobilë dlô se, a nié dlô kògòs. I nawet w nôbarżi pòczestny piesnie, jaką mô bëc himn, ni ma placu chòcbë dlô naszi mòwë, jakô je zastąpionô pòlską.

Jô nie rozmiejã czemù w całim òpisywanim dzejów jô nie jem traktowóny jakno pòdmiot, czemù tim “wrogã” nie je wiedno ten, co szkòdzy kaszëbiznie, ale prosto òkreszloné karno. Pòlskô wiara téż mie jiscy, bò jakno katolëk sã czëjã zagrożony – chtos dôwô mie zygnal, że jak jô nie jem Pòlôch, tej w Kòscele dlô mie ni ma placu. Jô jakno chrzescëjón ò kòméńtérã proszã Pana Jezësa. Christus òdpòwiôdô “mòje Królewstwò nie je z tegò swiata”. Nawetka czej Apòsztolskô Stolëca sã do Wejrowa przeniese, tej katolëcëzna nie mdze kaszëbską wiarą, tak jak nie je pòlską, ani jitalską, ani meksykańską. Katolëcczi znaczi pòwszéchny, òglowi. Rozmajité nôrodë mògą rozmajice wërażiwac tã wiarã, le dërch to mdze jedna wiara.

Jô przëzéróm sã swòjim dzejóm i merkóm w nich, że terô móm prawò sebie definiowac. W dzejach nie widzã le pòpiarcô dlô jednëch, a niezgarë do drëdżich, le widzã całą bòkadosc, jakô nama je w spòsobie òstawionô. Przëstojnikóm himnu Derdowsczégò mùszã pòstawic pitanié – chto jesz mô himn jaczi na wiżawë pòdnôszô cos, co – chcemë tegò abò nié – je dzys zagróżbą dlô jegò spôdkòwiznë? Jak w Twòji głowie rodzy sã procëmstawienié i chcesz rzec “ale jak to pòlskô mòwa nama grozy, kò w Pòlsczim Państwie më mómë szkòłë ëtd.”, tej rzeczë mie – czej starszé pòkòlenié gôdô pò kaszëbskù a młodszé nié, tej w jaczim jãzëkù ti młodi gôdają? Pò ruskù? Pò miemieckù?

Jeżlë chtos pitô czemù nié Marsz Kaszëbsczi, tej pitô, czemù nie òstawic sukcesje jaką më cygniemë òd prazôczątków naji tuwò bëtnoscë, wpiąc sã w cëzą narracjã i pòzwòlëc zabëc ò tim, co naju parłãczi z 1500 latnyma dzejama. Jô òdpòwiôdóm “tu jô dali mdã starżã zemi trzimôł (…) tu mdã dali domôcëznë sã jimôł” i jô pò prôwdze wierzã i wiém, że “zajasni i nama brzôd swój dô“.

Warto, żeby jak najwięcej Kaszubów zaczęło sobie wyrabiać swoje zdanie na temat własnego hymnu i włączyło się w dyskusję o nim. Może dadzą się też poznać odczucia i wątpliwości tych, którzy uważają, że to właśnie Marsz Kaszubski jest najlepszym wyborem i pieśnią, która ma potencjał zjednoczyć, a nie podzielić. Poniżej przypominamy słowa obu hymnów.

Marsz Kaszubski

Tam gdze Wisła òd Krakòwa
W pòlsczé mòrze płënie
Pòlskô wiara, pòlskô mòwa
Nigdë nie zadżinie.

Ref.
Nigdë do zgùbë
Nie przińdą Kaszëbë,
Marsz, marsz za wrodżem!
Më trzimómë z Bòdżem.

Më z Niemcama wieczi całé
Krwawé wiedlë wòjnë.
Wòlné piesni wiedno brzmiałë
Bez górë i chòjnë.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Przëszedł Krzëżôk w twardi blasze,
Pôlił wsë i miasta,
Za to jegò cepë nasze
Grzmòcëłë lat dwasta.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Nas zawòłôł do swi rotë
Pòlsczi król Jadżełło,
Téj w niemiecczich karkach gnôtë
Trzeszczałë jaż miło.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Gdze król Kadzmiérz gnôł Krzëżôka?
Gnôł gò pòd Chònice!
Bë gò zgniotłë, jak robôka,
Kaszëbsczé kłonice.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Czej rôz naju òkrãtama
Szwedë najechalë,
Më żesmë jich kapùzama
Z Pùcka wënëkalë.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Krzëżã swiãtim przëżegnóné
Séc, seczera, kòsa,
Z tim Kaszëba w piekle stónie,
Diôbłu ùtrze nosa.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Nasz Stanisłôw Kòstka swiãti,
Co sã ù nas rodzył,
Nie dopùscy, bë zawzãti
Wróg nóm długò szkòdzył.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Płaczą matczi nad sënama
Płaczą dzys dzewice,
Hola, jesz je Bóg nad nama
Dôł cepë, kłonice.

Ref. Nigdë do zgùbë…

***

Rodnô Zemia

Zemia Rodnô, pëszny kaszëbsczi kraju,
Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm!
Të jes snôżô, jak kwiat rozkwitłi w maju.
Ce, Tatczëznã, jô lubòtną tu móm.

Sambòrów miecz i Swiãtopôłka biôtczi
W spòsobie Ce dlô nas ùchòwałë.
Twòje jô w przódk bëlné pòcyskóm kwiôtczi.
Òdrodë cél Kaszëbóm znôw brënie.

Tu jô dali mdã starżã zemi trzimôł,
Skądka zôczątk rodnô naj rózga mô.
Tu mdã dali domôcëznë sã jimôł
Jaż zajasni i nama brzôd swój dô.

Dzéń Pòmòrzô – Pommern-Tag – Dzień Pomorza

dzen pomorzo

Pomorze, jego nazwa, weszło do historii przy okazji pewnego spotkania. Spotkania trzech skonfliktowanych władców zachodniosłowiańskich: Brzetysława z Czech, Kazimierza z Polski i naszego pomorskiego Zemuzila, nazywanego dziś Siemysłem. Książęta spotkali się przed obliczem króla niemieckiego, Henryka III, by załagodzić wzajemne spory. Jak to później z tymi sporami było to rzecz drugorzędna. Grunt, że do spotkania doszło, Pomorze pojawiło się na kartach kronik w połączeniu z datą 24 czerwca 1046 roku, a my – Pomorzanie – mamy okazję by dzień ten świętować.

Nie w głowie nam jarmarki, msze czy akademie. Ta data napełnia nas nie patosem czy egzaltacją, lecz zwyczajną radością, zatem nie znajdujemy lepszego sposobu by to wyrazić niż wznieść w gronie przyjaciół kufle za naszą pomorską ziemię!