Wszystkie wpisy, których autorem jest Macéj Bańdur

Kiedy „w”, a kiedy „v”? Prawidła zapisu w „klasicznim variance” cz. 1.

Po artykule o kaszubskiej klawiaturze do ściągnięcia (link TUTAJ) przychodzi czas na zgłębienie prawideł pisania w klasicznim variance. Dlaczego istnieją w nim „w” obok „v” i kiedy stosować te litery?

W klasycznej kaszubskiej ortografii istnieją proste zasady stosowania liter „w” i „v”; w dzisiejszym klasicznim variancie te zasady niemal się nie różnią. Litera „w” jest zawsze czytana jako [w] (lub inaczej [ṷ]), czyli jak polskie i kaszubskie „ł” lub angielskie „w”. Natomiast litera „v” [v] jest czytana jak polskie „w” czy angielskie „v”.

I. Litera „w” występuje:

1) Na początku większości wyrazów przed o, ó, u:

won „on”, wostrzëc „ostrzyć”, wonjô „woń”, wosmë „osiem”, wósmi „ósmy”, wóz „wóz”, wół „wół”, wudba „pomysł, opinia”, wurosc „urosnąć”, wustni „pełnoletni, dorosły”

2) W wyrazach z przedrostkami:

na-wostrzëc „naostrzyć”, do-wóz „dowóz”, nje-wód „niewód”, za-wostac „zostać”, pò-wurosłi „wyrośnięty”

3) Na końcu niektórych wyrazów:

znôw „znów”, rúw „spokój”

4) W północnokaszubskiej końcówce fleksyjnej -éwo/-ewo (w pozostałych dialektach odpowiada jej -égò/-egò)

dobréwo „dobrego”, pòtkanjéwo „spotkania”, tewo „tego”, czewo „czego”, jednewo / jednéwo „jednego”

5) Wyjątkowo w wyrazie kwota /kwɛta/ z łac. quota, który zawsze ma tam [w], czyli „u” niezgłoskotwórcze.

Uwagi:

1. Dwuznaki „wo” i „wu” czyta się następująco:

„wo”
[wɛ] jak w wokò /wɛkwɛ/, wostri /wɛstri/, kwota /kwɛta/

[wæ] w nagłosie w dialekcie północnym, np. wokò /wækwɛ/
[wɨ] w niektórych gwarach j. kasz., np. wokò /wɨkwɨ/

„wu”
[wʉ] jak w wuchò /wʉxwɛ/, wud /wʉd/ a. /wʉt/, wurosłi /wʉrɔswi/

[wɨ] w niektórych gwarach j. kasz., np. wuchò /wɨxwɛ/

Poza wymienionymi wyżej realizacjami w poszczególnych gwarach j. kaszubskiego występują też inne.

2. Stawianie „ù” i „ò” po „w” jest zbędne.

Uzasadnienie praktyczne i etymologiczne dla stosowania liter „w” i „v”:

1. Pozwalają precyzyjnie zapisać słowa mające i niemające w nagłosie, z czym ortografia z 1996 r. sobie nie radzi:

wósmi „ósmy”, wósemka „ósemka”, wóvs „owies”, wóvczã „owczę”, wólszka „olcha” obok óma „babcia”, ópa „dziadek”, Ódra „Odra”, óst „wschód”, órring „kolczyk”, ó! „o!”

2. Derywaty tego samego leksemu pozostają pod tą samą literą w słownikach, co ułatwia ich wyszukiwanie, np.

wosmë – wósmi; wovca – wóvczã, wolsza – wólszka; por. z òsmë – ósmi, òwca – ówczã, òlsza – ólszka

3. „w” w wygłosie precyzyjnie oddaje takie słowa jak:

znôw obok znôvù „znów”
rúw M : rúwu D „spokój, spokoju”

Reguły ortografii ’96 nie pozwalają na precyzyjny i etymologicznie uzasadniony zapis tych jednosylabowców. Zapis typu znôù nie rozstrzyga, czy mamy do czynienia z wariantem jedno- czy dwusylabowym (znôw czy znôvù), natomiast zapis typu **ruù nie rozstrzyga, czy mamy do czynienia z formą mianownikową czy dopełniaczową.

4. „w” w nagłosie dobrze oddaje historyczny rozwój języka kaszubskiego, w którym protetyczne *w-/v- prawdopodobnie już w XIII wieku doprowadziło do zmieszania się nagłosowego prasłowiańskiego *v- z protetycznym *w-/v- na większości obszaru językowego.

prasł. *ostrъjь /ɔstrŭjĭ/ > st. kasz. *wostrī /wɔstri:/ > kasz. wostri /wɛstri/ „ostry”
prasł. *vojьna /vɔjĭna/ > st. kasz. *wojna /wɔjna/ > kasz. wojna /wɛjna/ „wojna”

5. Prezentowany system nie tworzy dziwnej sytuacji, w której w j. kaszubskim istnieje jako wyjątek „nieme w” w słowach, w których polskie odpowiedniki mają rzeczywiste „w” /v/, tak jak to jest w ortografii ’96:

wòjnawojna”, wòjskòwojsko”, wòdawoda”, wół wół”, wózwóz” ale òstriostry”, òracorać”, òstawic „(z)ostawić”, ósmiósmy”, ówczãowczę” itd.

To rozwiązanie jest sprzeczne zarówno z fonologią jak i z historią języka kaszubskiego.

II. Kiedy „v”?

1) Literę „v” zapisujemy wszędzie tam, gdzie słyszymy [v], czyli polskie „w” a. angielskie „v”, a także tam, gdzie słyszymy [f], które jednak pochodzi z ubezdźwięcznionego [v], np.

róv /rof/ : rovã /rɔvaŋ/ „rów, rowem”
głova /gwɔva/ : głóvka /gwofka/

Poza tym: chłopóv, kòvôl, vôłtôrz, varzëc, vjilëca, vjilëjô, vãps itd.

2) Na początku słowa w niektórych zapożyczeniach:

vorszta /vɔrʃta/ a. vorzta /vɔʂta/, vulkan /vulkan/, vokalësta /vɔkalæsta/

Uwaga:

W wielu odmianach kaszubszczyzny „v” przed
ó, ò, ù przeszło z [v] > [w], jak w sj /swoj/, Pjerszëno /pjɛrwɛʃənɔ/, rovù /rɔwʉ/, pjivò /pjiwɛ/ itd.

Klawiatura do pisania w klasycznym wariancie do pobrania TUTAJ.

Jak pjisac ve klasicznim variance? [Klawiatura do pobrania]

W odpowiedzi na duże zainteresowanie systemem ortograficznym używanym w publikacjach SKRË, w książce „Môłi princ” czy na produktach firmy „Vejle jo”, oddajemy Szanownym Czytelnikom to krótkie (acz nie wyczerpujące tematu) wprowadzenie do owej pisowni, a przyszłym użytkownikom wygodną klawiaturę do pobrania i zainstalowania na komputerze.

Z czym to się je?

Używana przez nas pisownia jest kontynuacją dla tradycyjnej ortografii kaszubskiej, która rozwijała się od czasów Floriana Ceynowy (Wiléjá Noveho Roku 1843, Kaszebji do Pólochov 1850 itd.), wielokrotnie doskonalona przez niego samego jak i kontynuatorów jego myśli na przestrzeni 150 lat (Aleksander Majkowski, Żëcé i przigodë Remusa: Zvjercadło kaszubskji, 1938; A. Labuda, J. Trepczyk, J. Rompski, F. Grucza i in., Zrzesz Kaszëbskô, 1933-1993; A. Budzisz, J. Patock i in., Bënë ë buten, 1930 etc.), używana jeszcze w pierwszych latach nauczania języka kaszubskiego w szkole podstawowej na Głodnicy (od 1991) i ostatecznie zarzucona na rzecz zmodyfikowanej ortografii polskiej w 1996 r. Pewne formy pośrednie były wykorzystywane m. in. w piśmie Tatczëzna (1990-91) czy w książkach Jana Drzeżdżona (vide Twarz Smętka, 1993).

Jako że uznajemy 150-letni owoc pracy wielu pokoleń pisarzy i językoznawców (ortografię konsultowano ze slawistami wielkiego formatu jak prof. Kazimierz Nitsch, dr Friedrich Lorentz) za dalece lepszy, odpowiedniejszy dla języka kaszubskiego i bardziej profesjonalny od propozycji z 1996 r., postanawiamy wrócić na ścieżkę wytyczoną przez poprzednie pokolenia i nie tyle się cofnąć do dawnego punktu, co rozwinąć tę ideę i iść z nią dalej. Dlatego używana przez nas ortografia nie jest bezkrytycznym odwzorowaniem ortografii klasycznej, lecz jej rozwinięciem – również z zaakceptowaniem korzystnych rozwiązań w pisowni z 1996 r.

Pisownia klasyczna, Bënë ë buten, 1930 r.

Bëło to przed vjici jak sto lat. Żił ve Vejrovje chcëvi ë popędlëvi szevc. Bjałka jevo muszëła dzeń ë noc robjic ë dostała za to – nabjité. Żądôł wod svojich môłëch dzeci, żebë so na chléb samë zarôbjałë. V młodim vjeku muszëłë bótë ë skorznje flekovac. Nji mogłë mu dosc narobjic, njerôz zabjerałë so njezręcznje do robotë ë tedë won je bjił (…)

Pisownia z 1996 r.

Bëło to przed wicy jak sto lat. Żił we Wejrowie chcëwi ë pòpãdlëwi szewc. Białka jegò mùszała dzéń ë noc robic ë dostała za to – nabité. Żądôł òd swòjich môłëch dzecy, żebë so na chléb same zarôbiałë. W młodim wiekù mùszałë bótë ë skòrznie flekòwac. Ni mògłë mù dosc narobic, nierôz zabiérałë so niezrãcznie do robòtë ë tedë òn je bił (…)

Klasiczni varianjt, 2018 r.

Bëło to przed vjicé jak sto lat. Żił ve Vejrovje chcëvi ë pòpãdlëvi szevc. Bjałka jewo/jegò mùszëła dzénj ë noc robjic ë dostała za to – nabjité. Żõdôł wod svòjich môłëch dzeci, że bë so na chléb samë zarôbjałë. V młodim vjekú mùszëłë bótë ë skòrznje flekòvac. Nji mògłë mù dosc narobjic, njerôz zabjérałë so njezrãcznje do robòtë ë tedë won je bjił (…)

Klawiatura i alfabet

Klawiatura, którą oddajemy Czytelnikowi do użytku, ma układ dobrze przyjętej i powszechnie używanej klawiatury kaszubsko-polskiej stworzonej przez Staniława Gepperta i udostępnionej na stronie Kaszubia.com. Została ona wzbogacona o dwie dodatkowe litery õÕ i úÚ. Klasiczni varianjt zupełnie nie używa natomiast liter ąĄ i ńŃ (które mimo to pozostały na klawiaturze ze względu na j. polski; można zatem pisać na niej w obu wariantach ortografii kaszubskiej jak i w języku polskim).

Dlaczego õÕ?

Przede wszystkim zapis musi być konsekwentny. Jeśli język ma dwie samogłoski nosowe, nie ma żadnego powodu, by jedną oznaczać za pomocą ogonka, a drugą za pomocą tyldy. W klasycznej pisowni używano od czasów Ceynowy, za językiem polskim, ogonków: ąĄ i ęĘ. Było to o tyle konieczne, że wybór znaków diakrytycznych był ograniczony najpopularniejszymi czcionkami, którymi dysponowały drukarnie, stąd najlepszym wyborem było używanie liter z alfabetów polskiego, francuskiego i niemieckiego. Z uwagi na to, że wymowa polska samogłosek nosowych nie pokrywa się z wymową kaszubską, zdecydowano się w 1996 roku na zastąpienie ęĘ literą ãà przy jednoczesnym pozostawieniu polskiego ąĄ. By wprowadzić konsekwencję, zastępujemy parę ãà , ąĄ parą ãÃ, õÕ, jak v bõdã, dõb, krõcã.

Litera õÕ etymologicznie i jakościowo jest nosowym ekwiwalentem óÓ i w IPA (International Phonetic Alphabet) oddaje następujące dźwięki:

[oN] jak w dõb /domp/, mõdri /mondri/, chcõ /xtsoŋ/
[u] odnosowione w wielu gwarach środkowokaszubskich między spółgłoskami, np.
dõb /dup/, mõdri /mudri/
[um] w wielu gwarach środkowokaszubskich w wygłosie, np.
majõ /majum/, chcõ /xtsum/

([oN] wymawia się jak /on/, /om/ lub /oŋ/, w zależności od otoczenia, w którym występuje, patrz: przykłady)

W Kaschubische Grammatik z 1919 r. dr F. Lorentz zaproponował zapisywanie samogłosek nosowych jako ąĄ, ǫǪ, co byłoby jeszcze odpowiedniejszym, po pierwsze z przyczyn lepszego zakorzenienia ogonków w ortograficznych tradycjach języków bałtosłowiańskich (polski, litewski, kaszubski), po drugie z przyczyny estetycznej – ogonek jako znak diakrytyczny u dołu litery odciążyłby „górę”, która ze względu na obfitość różnych samogłosek w kaszubszczyźnie cechuje się pokaźną ilością innych znaków diakrytycznych. Niestety ǫǪ nie jest powszechnie używana w dużych językach świata (choć występuje np. w zapisie języka staro-cerkiewno-słowiańskiego czy staronordyjskiego) i nie jest obsługiwana przez wiele dzisiejszych fontów, co czyni jej użycie niepraktycznym. Jesteśmy tu więc niejako ograniczeni w podobny sposób jak poprzednie generacje były ograniczone dostępnymi czcionkami zecerskimi.

Dlaczego úÚ?

úÚ [ʉ] jest refleksem dawnego długiego starokaszubskiego ū i fonemem, który po dziś dzień jest jakościowo inny od u [u] i ù [wʉ], które są refleksami dawnego krótkiego ŭ, podobnie jak to ma miejsce z parami a-ô, e-é, o-ó, ã-õ, por.: dac : chléb : chleba, wóz : woza, dõb : dãba. Różnica jest klarowna zwłaszcza w dialekcie północnym, por.

kúr /kʉr/ : kùra /kwʉra/ (kogut : koguta)
kúpji /kʉpji/ : kùpji /kwʉpji/ (kupi : kup)
vjekù /vjɛkwʉ/ : vjekú /vjɛkʉ/ (wieku dop. : wieku msc.)
lúd /lʉt/ : lëdë /lædə/ (lud : ludu)

Wymowa úÚ różni się w zależności od dialektu, najpowszechniejsze warianty wymowy to:

[ʉ] jak w klúcz /klʉtʃ/, únce /swʉntsɛ/, tú /tʉ/
[i] w niektórych gwarach centralnokaszubskich, np.
klúcz /klitʃ/, únjce /swiɲtsɛ/, Gdúnjsk /gdiɲsk/

Litera úÚ została zaproponowana już w 1911 r. przez dra Friedricha Lorentza w Zarysie ogólnej pisowni i składni pomorsko-kaszubskiej. W Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury ludowej Bernarda Sychty i w Pomoranisches Wörterbuch Lorentza/Hinzego oddawana za pomocą .

Klawiatura do pobrania:

Kaszëbskò-pòlskô klúczplata (programjistóv) Klasicznô

Instalacja:

1. Rozpakuj plik csbclass.rar > folder csbclass > setup.exe
2. Ustawienia > Region i język > Polski > Opcje > Dodaj klawiaturę > Kaszëbskò-pòlskô (programjistóv) Klasicznô
3. Używaj. 🙂

Kartka okolicznościowa v klasicznim variance firmy Vejle jo

Fragment książki Môłi princ, tłum. Macéj Banjdur (2018)

„Môłi princ” (Le Petit Prince) rozdzéle/rozdziały 1-8

Wesprzyj wydanie książkowe „Môłéwo princa” i zdobądź swój własny egzemplarz TUTAJ.

Support the publication of „Môłi princ” and get your own printed copy HERE.


Leonë Werthovi


Jô móm nôdzejã, co dzecë mje to przepùszczõ, że dedikùjã tã knigã jedni wustni wosobje. Móm ale vôżnõ przëczinã: nen człovjek je mje tim nôvjikszim drëchã na svjece. Jô móm ë jesz jednã przëczinã: ten chtos móże rozmjôc vszëtkò, navetka knidzji dlô dzeci. To dô téż tã trzecõ przëczinã: nen wustni mjeszkô ve Francëji ë żëje tam v głodze ë zëmje. Jemù barzo je trzeba tróstë. Cjéj të vszëtcji przëczinë nje signõ, téj jô chcã rôd dedikòvac mòjã knigã dzeckù, co tim won pjervjé béł. Vszëternôstcë dozdrzelałi rôz cjedë bëlë dzecë (le njé vszëtcë to merkajõ). Tak jô pòlepszã mòjã dedikacëjõ:

Leonë Werthovi,

cjéj béł môłim knôpã.

I

Cjéj jô béł szesc lat stôri, jednim razã jô vjidzôł jeden bëlni wobrôzk, ten béł v ti knidze wo bòrovjiznje, co sã nazéva «Prôvdzëvé Pòvjesce». Nó njim bëła znjija bóa, jakô żarła svòjã wopjôrã. Hewo tú je kòpjô wod newu céchùnkù.

V ni knidze stojało: «Znjije bóa pòłikajõ své wopjôrë v całosci, bez dzegvjenjô. Pòtemù nji mògõ sã rëchac a spjõ szesc ksãżëci ë travjõ.»
Barzo jem mëslił wo przëgòdach v dżungli a na wostatk jô céchòvôł svój pjerszi céchùnk. Ten béł tacji:

Jô pòkôzôł tim wustnim na mój méstersztëk a pitôł sã jim, ażlë wonji strach dostalë. Ti wodrzeklë: «czemùż më bë mjelë tewo kłobùka strach mjec?»

Na mòjim céchùnkú nje béł żóden kłobùk. Tam bëła jedna znjija bóa, co dzegvjiła élefanjta. Tak jô céchòvôł vnãtrznosce né znjije, że ti wustni bë to zrozmjôc mòglë. Jim vjedno mùszi vszëtkò vëtłomaczëc. Mój drëdzji céchùnk vëzdrzôł tak:

Ti wustni mje doradzëlë woprzestac céchòvanjô wotemkłëch ë zamkłëch znjij bóa a vjicé sã zajinteresovac geografjijõ, historëjõ, rechòvanjim a gramatikõ. Téj pravje, cjéj jô béł szesc lat stôri, jô njechôł svój sprasni szos malarscji. To njepòvòdzenjé céchùnkù numer 1 a céchùnkù numer 2 mjã znjechãcëło. Ti wustni njigdë sami njick nje rozmjejõ, a dzecë to mãczi jim dërchejncú vszëternôstkò tłomaczëc.

Tak jem so mùsził jinszi vark vëbrac ë jô sã nawucził z fligrã jezdzëc. Jô woblejcôł vnetka ten całi svjat, a geografjijô – to je prôvda – zacht mje pòmògła. V wokamërgnjenjim jô vjedzôł rozvjidzec Chjinë wod Arizonë. To wokrop przëgódné, cjéj chto v noci zabłõdzi.

Jô pòznôł v svòjim żëcim téż fùl vôżnëch lëdzi. Vjele jem żił mjedzë wustnëmi a z blëza nó njich vzérôł. Ale mòjã wudbã wo njich jô nje mjenjił. Cjéj jô trafjił jednewo, chtëren mje sã vjidzôł dosc pòchvatni, vjedno jô zrobjił ten eksperimanjt z céchùnkã numer 1, jacji jô vjedno wotrzimôł przë se. Chcôł jem sã doznac, czë pò prôvdze tak rozëmni béł. Ale kòżden mje rzek: «To je ten kłobùk». Tak jô nje pòvjadôł z njimi wo znjijach bóa anjé wo bòrovjiznach, anjé wo gvjôzdach. Jô gôdôł wo brëdżú, gòlfje, pòlitice a szlipsach. A ti wustni bëlë rôd, że pòznalë tak rozsõdnéwo człovjeka.

II

Tak jô żił sóm, bez njikòwu, co bë móg ze mnõ tak echt pògadac, jaż do té avarëjé na Saharze przed szesc latami. Njico sã skazëło v mòjim mòtorze, a że jô nji mjôł sobõ anjé mechanjika, anjé pasażeri, jô mùsził spróbòvac dëcht sóm zrobjic tã żimkõ reparacëjõ. To bëła do mje sprava smjerce abò żëvòta. Jô mjôł wodã do pjicô ledvje na wosmë dnji.
Téj ten pjerszi vjeczór jô wusnõł na pjôskú, tësõc mjil precz wod zém wod człovjeka zamjeszkónëch. Jô béł samòtnjészi jak rozbjitk na tratvje vestrzódkú wocéanë. Téj przedstavjitaż so mój zôdziv, cjéj pòrénë wocúcił mjã ten smjészni głosk. Won rzek:
– Nóce le… nacéchúj mje baranka!
– Hë?!
– Nacéchúj mje baranka.

Jem skòk na prosté nodzji cjéjbë jô béł wod pjorëna trafjoni. Jô mòcno przecar woczë, dobrze sã rozezdrzôł vkół ë wobôcził môłéwo bóvkã, dosc wosoblëvéwo, pòvôżno sã mje przëzérajõcë. Tútak je ten nôlepszi jewo vëmalanc, chtëren (pòzdnjé) mje sã nacéchòvac dało.
Le mój céchùnk, to je klôr, je vjele mjé szëkòvni jak sóm módel. Njic zó to nji mògã. Jô béł znjechãconi przez wustnëch do malarscjéwo varkù cjéj jô béł szesc lat ë jô nji mjôł sã nawuczoné njic jinéwo céchòvac jak zamkłé znjije bóa a wotemkłé znjije bóa.

Jô zdrzôł nó ten wukôzk woczama vjeldzjima wod zadzëvòvanjô. Nje zabaczëta, co jô béł tësõc mjil wod zamjeszkónëch rejonóv. A jednak mój môłi bóvka sã nje zdôvôł bëc zabłõdzoni ënjé mrzõci wod zmãczenjô, ënjé głodã padłi, ënjé pragłi, ënjé na smjerc wurzasłi. Czësto nje vëzdrzôł za dzeckã zgùbjonim vestrzódkã pùscëznë, tësõc mjil precz wod cëvjilizacëjé. Cjéj v nédze mje sã wudało co vësłovaczëc, jô do nje rzek:
– Le… ceż të tú chcesz?
A won pòvtórził grzecznje, le barzo pòvôżno:
– Nóce le… nacéchúj mje baranka…
Cjéj tajemnosc chvjile nas wosamãtô, anjé sã nje dzirzimë nje pòsłëchac. Chòc zda sã mje to tak absurdné tësõc mjil wod zamjeszkónëch placóv ë v njebezpjekú smjerce, jem vëcig z tasze sztëk papjórë a pjóro. Le téj jô sã womëslił, że jem mjôł sztúdérovóné przevażnje geografjijõ, historëjõ, rechùncji a gramatikã ë jô rzek mòjemù bóvce (përznã gòrzkò), że jô doch nje wumjejã céchòvac. Won mje wodrzek:

– To nje je njic. Nacéchúj mje baranka.
Że jô njigdë nji mjôł baranka céchòvóné, jem zrobjił mù jeden wod nëch jedúrnëch dvúch céchùnkóv, chtërnë jô pòtrafjił. Ë jô béł czësto wod se, cjéj jem wuczúł wo gôdajõcë:
– Njé! Njé! Jô njechc élefanjta ve znjiji bóa. Bóa je wokrop njebezpjecznô, a élefanjtë sõ barzo njewoklëczné. Kòle mje vszëtkò je môłé. Mje je trzébno baranka. Nacéchúj mje baranka.
Tak téj jô nacéchòvôł.

Won baczlëvje vzérôł, a téj:
– Njé! Túten je jú barzo krãczni. Zrobji jinszéwo.
Tak jô zrobjił:

Mój drëch sã zasmjôł cëchò ë dobrotlëvje:
– Kò zdrzë, to nje je barank, to je ten baran. Won mô rodzji…
Tak jô zrobjił mój céchùnk na novò:


Le tewo won nje chcôł tak jak tëch zeszłëch:
– Túten je za stôri. Jô chcã baranka, co bdze dłúgò żił.
Téj mòja cerzplëvòsc bëła do kònca, jô mùsził sã pòspjôc a zaczic rokrãcac mój mòtór, tak jô naszmagrovôł hewo ten céchùnk:
Ë wodrzek jem:
– To je ta skrzinka. Ten barank, co të wo chcesz, je bënë.
Jak jô béł zadzëvòvóni, ga jô wuzdrzôł jak woczë méwo môłéwo sãdzéwo jaż tak zablãkrovałë:
– Je dëcht tacji jak jô chcôł! Mëslisz të, co tacji barank brëkùje vjele trôvë?
– A co?
– Bò kòle mje vszëtkò je malincjé…
– To gvës signje. Jô móm nacéchòvóné czësto môłéwo baranka.
Won przëkłónjił svòjã głovã do céchùnkù:
– Tacji môłi to won nje je… véjle! Won wusnõł…
Pravje tak jô pòznôł môłéwo princa.

III

Jô brëkòvôł dosc tëlé czasë njiż jô zrozmjôł skõdka won je. Môłi princ, jacji stôvjôł mje vjele pitanjóv, zdôvôł sã njigdë nje czëc mòjich. To dało le słova vërzekłé przipôdkã, co të, szrëtk na szrëtk, sã jemù przë mje vësmëkałë. Tak cjéj won womerkôł do pjerszéwo raza mój fliger (jewo jô nje nacéchùjã, mój fliger bë mje béł za żimcji do céchòvanjô), won mjã spitôł:
– Acz to je ta rzecz túwo?
–To nje je rzecz, to lôtô. To je fliger. Mój fliger.
Jô béł sztoltni, co jem móg mù wobznajemnjic, że jô z fligrã jeżdżã. Tak won vëkrzik:
– Jena! Jes të z njeba spadłi?
– Jo – jô rzek beszédno.
– Ó! To je smjészno…
A môłi princ sã redostnje rozesmjôł, co mjã mòcno rozjadovjiło. Jô chcôł, co bë pòvôżno mòje njeszczesca trzimôł. Téj won dodôł:
– Tak të téż pòchôdôsz z njeba! A z chtërné planétë të jes?
Vnim jô pòstrzég ten parmiszk, co przesvjécił przóz tã tajemnosc jewo przitomnosce a doraza spitôł:
– Tak të pòchôdôsz z jiné planétë?
Le won nje wodpòvjedzôł. Cjivôł le letëchno głovõ a vzérôł na mój fliger.
– Në jo, kò z tim të bë nji móg przinc z barzo daleka…
Ë stojôł dłúgò v jednëch mëslach. Pònemù vëcig méwo baranka z tasze a jõł kontemplovac svój skôrb.
Va so przedstôvjôta jak mje zajintrigòva ta njibë nadcjidka wo «jinëch planétach». Tak jô próbòvôł sã wó to wodovjedzec vjicé:
– Skõdkaż të jes, mój człovjeczkù? Kãdëż je tvòje dodóm? Dokõdkaż chcesz svòjewo baranka zabrac?
Won rozmiszlôł v cëszi a téj mje wodrzek:
– To je ale dobrze z tõ skrzinkõ, co të mje môsz nacéchòvóné. Wobnoc na jemù bdze słúżëła za chałëpkã.
– Pevno. Cjéj mdzesz mjiłi, téj zrobjã cë téż pòvôrz do wurzeszenjô jewo wobdzenj. Ë kólc.
Ten bédënk sã zdôwôł zaszokòvac môłéwo princa.
– Wurzeszenjô? To cë je dzivnô wudba!
– Ale cjéj të wo nje wukólcëjesz, won púdze gdzelekòlvjek ë sã zgúbji…
A mój drëch zôs sã rozesmjôł:
– Le gdzeż won bë mjôł jic, vedle ce?
– Gdzelebõdz. Prosto nosa przed sebje…
Téj môłi princ pòvôżno wodkôzôł:
– To nje je njic, kòl mje vszëternôstkò je malincjé!
Ë, móże përznã smãtnje, dodôł:
– Prosto przed sebje nje dóndze za dalek…

IV

Tak jô sã mjôł vëdovjedzoné wo drëdzji barzo vôżni rzeczi: ëż jewo rodnô planéta bëła ledvje vjikszô jak jeden bùdink. Tim jô sã nje zadzëvòvôł. Dobrze jem vjedzôł, co wokróm vjeldzjich planét jak Zemja, Jupjiter, Mars abò Vjitrznjô – co tim sõ vëdóné mjona – to dô téż sta drëdzjich, jacjé téj-séj sõ tak môłé, że mùszi sã dichtich namarachòvac, cobë jich z fernrórã dozdrzôł. Cjéj jacji gvjôzdôrz jednã vëkrëje, dô ji numer jakò mjono. Nazvje sã na przikłôd «asterojida 3251».

Jô móm pòvôżné przëczinë vjerzëc, co planéta, z jacjé pôchôdôł môłi princ, to ba asterojida B 612. Na asterojida bëła vjidzec przez fernrór le jeden rôz, v 1909 roce, cjéj dozdrzôł jã jeden tëreccji gvjôzdôrz.

Won przedstavjił z paradõ svój nôlôzk na Mjedzënôrodnim Kongresú Gvjôzdarstva, le przez jewo rúchna njicht jemù nje wuvjerził. Ti wustni jú tacji sõ.

Szczescim dlô repùtacëjé asterojidë B 612, jeden tëreccji diktatór nakôzôł svémù lëdovi sã pò europskú woblakac. Gvjôzdôrz pòvtórził svòjã demonstracëjõ v barzo pësznëch rúchnach. Ë tim razã vszëtcë trzimalë jewo słova pòvôżno.

Jeżlë vama rozpòvjôdajã të drobnotë wo asterojidze B 612 ë vëjôvjajã vama jejé numer, to z przëczinë tëch wustnëch. Ti doroczni majõ rôd cëfrë. Cjéj va jim gôdôta wo svim novim drësze, ti njigdë sã nje pitajõ zó tim nôvażnjészim. Njigdë vama nje rzekõ: «Jakùż brzëmji jewo głos? V ceż nômjilé graje? Zbjérô won mjotélcji?» Wonji sã vajú pitajõ «Jak stôri won je? Kùleż mô bratóv? Vjeleż won vôżi? Kùleż zarôbjô jewo tatk?» Ë vjerzõ, że blós tak mògõ wo pòznac. Ga bë va rzeklë tim wustnim: «Móm vjidzoné pjãkné chëcze, wod czerzvjoné cegłë wubùdovóné, z mëszkôtã v woknach ë gòłõbkami na dakú…», ti bë nje rozmjelë so në chëcze wudbac. Cjéjbë le rzec: «Móm vjidzałé chëcze za sto tësõci frankóv», téj wonji krzikajõ «Jacjéż të mùszõ bëc pjãkné!»

Tak samò cjéj jim rzeknjeta: «Ten dokôz, że to pò prôvdze dało môłéwo princa nó tim svjece, je tacji, że béł snôżi, że sã smjôł ë że chcôł baranka. Cjéj njichto chce baranka, to je dokôz, że won egzëstëje», téj wonji le rëszajõ remjonama ë trzimajõ vajú za dzecë! Le jak va jim rzeknjeta «Ta planéta, co z té won pòchôdôł, je asterojida B 612», téj ti bdõ dokònóni ë vama dadzõ pòkú ze svòjimi pitanjami. Wonji tacji sõ. Za vjele wod njich nji móże vëmagac. Dzecë mùszõ jim bëc barzo vërozmjałé.

Ale pevno, że më, chtorzi rozmjejemë żëcé, sã smjejemë nad lëczbami! Jô bë rôd mjôł tã pòvjesc naczãté tak jak sã zapòczinô pòvjôstcji. Jô bë chcôł mjec rzekłé: «To béł jednim razã môłi princ, ten żił na planétce blós përzinkã vjikszi jak won sóm ë pòtrzébòvôł drëcha…» Tim, chtërni rozmjejõ żëcé, to bë sã zdôva prôvdzëvszé.

Jednak jô njechc, co mòja kniga bë sã czëta letkò a njedbale. Nó mjã przëszła vjelgô żałota, cjéj jô jõł rozpòvjadac wo tëch spòmjinkach. To jú sõ szesc lat jak mój drëch wodszed ze svòjim barankã. Jeżlë próbùjã jewo tú wopjisac, to temù, co bë jô jewo nje zabéł. To je smãtné zabëc drëcha. Nje vszëtcë majõ drëchóv. A jô bë móg sã stac jak ti wustni, jacji njizaczim sã nje cjerëjõ, le za cëframi. To temù jô so zôs kúpjił pùdełkò akvarelk a blifcji. To je żimkò do zapòczicô, v mòjich latach na novò céchòvac, jeżlë sã njigdë nji mja próbòvóné njic jinszéwo jak zamkłô bóa ë wotemkłô bóa – cjéj sã bëło szesc lat stôrim! Jô mdã próbòvôł, to je gvës, robjic nôvjernjészé vëmalance jak sã dô. Le jô nje jem czësto gvësni, że mje sã to wuzdarzi. Jeden céchùnk sã wudô, jini ale jú njizaczim nje vëzdrzi. Jô sã téż milã ve vjelgòscach. Tú môłi princ je za vjeldzji. Tamò je za môłi. Jô sã téż stanovjã, jakõ farvã mja jewo wobleczenjé. Téj jô próbùjã jakòs-takòs na slepéwo, nó ten, na jini ôrt. Jô sã zmilã na wostatk przë tëch nôvażnjészich drobnotach. Ale to mdze trzébno mje przepùszczëc. Mój drëch njigdë njic nje tłomacził. Pevno won vjerził, że jô jem tacji jak won. To je szkòda, le jô nje rozmjejã vjidzec barankóv przez skrzincji. Jô jem mést dróbkã jak ti wustni. Jô jem zestarzałi.

V

Kòżdi dzénj jô sã cos vëdovjedzôł wo jewo planéce, wo wodendzenjim, wo rézi. To przëchôdało znôjma, mjedzë słovami przipôdkòvëch mësel. Pravje tak nó tim trzecim dnjú jô sã doznôł wo jivrze z baobabami. Tim razã dzãka barankòvi, bò môłi princ nôgle sã mje spitôł, cjéjbë pòvôżno sã béł wo czim stanovjił:
– To je prôvda, co barancji grëzõ krze, doch jo?
– Jo, to je prôvda.
– Ach! Z tim jô jem spòkójni.
Jô nje rozmjôł dlôcz to tak vôżné bëło, co barancji krze grëzõ. Le môłi princ dodôł:
– Téj rżõ wonë téż baobabë?
Jô wodkôzôł môłémù princë, co baobabë nje sõ njiżódnë krze, a bómë vjeldzjé jakò kòscołë ë że chòcô cavné karno élefanjtóv bë przënëkôł sobõ, no karno bë so nje vjedzało żódné radë navet z jednim baobabã.

Ta wudba wó tim karnje tëch élefanjtóv rozbavja môłéwo princa:
– Ti bë mùszëlë sã pòstavjic jeden na drëdzjim…
Le pòtemù scvjerdził mõdrze:
– Baobabë, njiglë vërostõ, téż sõ môłé.
– Vjiléba! Blós czemùż të chcesz, że tvòje barancji bë jadłë môłé baobabë?
Won mje rzek: «Në kò doch…! Véjle!» cjéjbë to szło wo czësto klôr zachã. Jô brëkòvôł svój dzél mõklac, co bë samemù zrozmjôł ten trobel. Ótole na planéce môłéwo princa, takò jakò na vszëtcjich planétach, to dało të dobré roslënë a të lëché roslënë. A tak samò të dobré semjona tëch dobrëch roslin ë të lëché semjona tëch lëchich roslin. Ale nëch semjón nji ma vjidzec. Të krëjamkò spjõ v zemji jaż to abò no so wudbô wodecknõc. A téj nôprzód nacznje sã klëc ë vstëdlëvje vëszczitac do słúnca malincjim, snôżim, njeszkòdlëvim kłã. Jeżlë to je kło radiscji abò róże, wono móże tam do wolé wostac rostõcë. Jednak cjéj to je jacji chvast, mùszi jen natëchstopach vëpłoc, cjéj le jen chtos rozpòznaje. A to dało grozné semjona na planéce môłéwo princa… to bëłë semjona baobabóv. Ta zemja té planétë bëła z njimi zachvaszczonô. A baobaba, cjéj wo dostónjesz za pòzdze, njigdë jú nje mdzesz lós. Ten zasztopje tã całõ planétã. Won jã rozdzúravji svòjimi kòrzenjami. A jeżlë planéta je za malinkô a baobabóv je za vjele, të jã rozdervjõ.

– To jidze wo dëscëplënã – rzek mje pòzdnjé môłi princ. – Jak reno sã wobchãdożisz, brëkùjesz téż baczlëvje wobchãdożëc svòjã planétã. Je trzébno sã zdëscëplënovac a regùlarno płoc baobabë, cjéj le jich sã rozeznaje wod róż – a za tëmi wonë mòcno szlachùjõ, cjéj sõ barzëchno môłé. To je wokrop przikrzõcô sã robòta, ale barzo letkô.

Jednewo dnja won mje doradził spróbòvac vëkònac dobri céchùnk, że dzecóm z mòjich strón to bë dobrze vlazło do głovë. «Cjéj rôz sã dadzõ v dargã», rzek mje, «móże to jim bëc przëgódné. To njijak nje vadzi so czasã wostavjic robòtã na pòzdnjé. Le z baobabami to je vjedno wobrota. Jô znôł jednã planétã, co bëła zamjeszkónô przez jednewo zgnjélcocha. Zanjedbôł trzë drzévjõtka…»

Tak, vedle pòlétë môłéwo princa, jô móm tútã planétã nacéchòvóné. Jô njechc njijak brzëmjôc jak móralësta. Ale njebezpjek baobabóv je tak mało znóni, a ten, chto sã v tim wobrzészkú nje wopase, réskùje tak pòvôżno, że ten jedúrni rôz jô zrobjã vëjimk. Gôdajã: «Dzecë! Va wupasújta na baobabë!»

Jô móm sã tëlé przë tim céchùnkú narobjałé pravje mòjim drëchóm dlô przestrzedzji przed njebezpjekã, co sã wo nas wocérô wod dôłdzjéwo czasë, chòcô më, v tim jô sóm, anjé to nje merkómë. Cjéj to bëła dobrô pòwuka, téj mje to signje za mój trúd. Va sã móże pitôta: jakùż to przindze, że v ti knidze nji ma drëdzjich tak pësznëch céchùnkóv jak nen z baobabami? Wodpòvjesc je dëcht prostô: jô próbòvôł, le mje sã to nje wuzdarzëło. Cjéj jem céchòvôł baobabë, jô béł pòdskaconi pòczëcim alarmùjõcé pòtrzebë.

VI

Ach! Môłi princë, tak jô pòczõł znôjma rozmjôc tvój môłi, mãkòlijni żëvòt. Dłúgò të nji mjôł jinszé womjodë jak łagòda zôpadóv słúnca. Tã prôvdã wo tvim żëcim jô pòznôł nó tim czvjôrtim dnjú, ga të mje rzek:
– Vjidzõ mje sã zôpadë słúnca, pòjma wobezdrzec zôpôd słúnca…
– Ale je trzeba dożdac…
– Dożdac zó czim?
– Dożdac jaż słúniszkò pòcznje do zachôdanjô.

Nôpjervjé të vëzdrzôł czësto baf, a téj të sã smjôł sóm nad sobõ. Ë të mje pòvjedzôł:
– Mje sã dërch zdaje, co jô jem doma!
Genau. Vszëtcë vjedzõ, ëż cjéj ve Sztécach to je pôłnje, ve Francëji to jú sã marczi. To bë signãło dónjc do Francëjé v jedni minúce ë bë móg bëc przë słúnjca zônjdzenjim. Njeszczescim Francëskô je za dalek. Ale na tak malincji planétce jak tvòja, tobje spravjiło sënõc svój stółk wo cjile krokóv. Ë të wobzérôł smjerzk tëlkò razi, co të chcôł.
– Rôz jô vjidzôł słúnce zachadac sztërë-sztërdzesce razi!
Ë përznã pòzdnjé të dodôł:
– Vjész të… cjéj człovjekòvi je tak smãtnje, téj mô rôd zôpadë słúnca…
– V tim dnjú, cjéj të vjidzôł sztërë-sztërdzesce zôpadóv, të béł jaż tak smãtni?
Ale môłi princ mje nje wodpòvjedzôł.

VII

Nó tim pjõtim dnjú, dërch dzãka barankòvi, ta tajemnosc żëcô môłéwo princa wosta mje wobjavjonô. Mje njic, tobje njic, won mje spitôł dërno, cjéjbë béł dłúgò wó tim rozmiszlôł v cëszi:
– Cjéj barank rôd rże krze, zgrëze won téż kvjatë?
– Barank zgrëze vszëtkò, co le trafji.
– Navetka kvjatë, co majõ kòlce?
– Jo. Navet kvjatë, co majõ kòlce.
– Téj docz słúżõ të kòlce?
To jô nje vjedzôł. Jô sã tenczas barzo zagútorził przë vëkrõcanjim jedné wokrop zarznjãté szrúvë z méwo mòtora. Jô béł dichtich njewubëtni przóz tã avarëjõ, jakô zaczã vëzdrzec barzo pòvôżno, a woda do pjicô, chtërna sã vëczerpòva, kôza mje mjec strach przéd tim nôgòrszim.
– Docz słúżõ të kòlce?
Môłi princ njigdë nje zrezignovôł z pitanjô, cjéj jú rôz mjôł je pòstavjoné. Jô béł rozgòrzoni przóz nã szrúvã ë jem wodrzek bële co:
– Kòlce njidoczewo nje sõ, kvjatë jich majõ le blós przez svòje czësté njebëlnjictvò.
– Ach!
Le pò sztóce cëszé won vëbùch ze żôlbõ do mje:
– V to jô nje vjerzã! Kvjatë sõ krëché. Wonë sõ letkòvjérné. Wonë sã barnjõ jak mògõ. Në mëslõ, że sõ grozné ze svòjimi kòlci…
Jô njic nje wodkôzôł. Vnenczas jô so rzek: «Cjéj ta szrúva dërch mdze trzima, trzasknã jã młotkã». Môłi princ zôs przecjid mòje mësle.
– Ë të mëslisz, że kvjatë…
– Ale njé! Njé! Jô njic nje mëszlã! Jô wodrzek bële co! Jô jem zajãti pòvôżnëmi zachami!
Won sã nó mjã przëzdrzôł czësto baf.
– Pòvôżnëmi zachami!
Won vëzdrzôł nó mjã z mim hômrã v rãce a pôlcami czôrnëmi wod smarë, wudzjibłéwo nad czims, co sã mù vëdôva wokrop brzëdcjé.
– Të gôdôsz jakò ti wustni!
To mjã përznã zasromało. Ale won njemjiłosernje dodôł:
– Të vszëtkò pòmachcesz… të vszëtkò pòmjészôsz!
Won béł pò prôvdze barzo rozjadovjoni. Pòtrzõsôł na vjetrze svòjimi złocanëmi vłosi:
– Jô vjém jednã planétã, gdze je jeden karmjinovi pón. Ten njigdë jesz kvjata nji mô wuwonjałé. Ten njigdë nji mô gvjôzdë vjidzoné. Ten njigdë nji mô żódnewo człovjeka kòchóné. Won njigdë nje stvòrził njic jinszéwo jak anekse. Ë ten całi dzénj won pòvtôrzô dëcht jak të: «jô jem pòvôżni człovjek! jô jem pòvôżni człovjek!» a chòdzi bùszni cjéjbë knëpel mjôł zjadłé. Le to nje je żóden człovjek, to je grzib!
– Co?
– Grzib!
Môłi princ béł terô jaż bladi wod gòrzë.
– To sõ mëlionë lat jak kvjatë vëtvôrzajõ kòlce. Ë to sõ mëlionë lat jak mjimò tewo barancji grëzõ kvjatë. Ë to nje je vôżné próbòvac pòchvacëc dlôcz wonë sã tak ansztrengùjõ, żebë vëprodukòvałë kòlce, co njidocz jim nje słúżõ? Nje je vôżnô ta wojna tëch barankóv ë tëch kvjatóv? Nje je to vażnjészé a pòvażnjészé jak në anekse newu sëtéwo czerzvjonéwo pana? A cjéj jô sóm znajã ten jedúrni kvjat na svjece, co nje egzëstëje gdzejinga jak blós na mòji planéce, a jeden môłi barank móże jen jednim rúksã zgładzëc z tewo svjata, tak prosto, na jednim pòrénkú, nje merkajõcë, co won robji – to nje je vôżné?!

Won sã sczerzvjenjił, a téj cignõn dalé:
– Cjéj chto kòchô ten kvjat, jedúrni mjedzë mëlionami, mëlionami gvjôzd, temù signje, że bë béł szczestlëvi, cjéj na njewo zdrzi. Won so rzecze: «Mój kvjat je gdzes tamò…». Le cjéj ten barank zgrëze mù ten kvjat, to bõdze tak, cjéjbë jemù vszëtcji gvjôzdë zgasłë! Ë to nje jesta vôżné!
Won nji móg rzec njic vjicé. Nôgle sã rozpłakôł. To sã znocëło. Jô wodszmërgnõn mòje pòrzõdcji. Jem sã smjôł nad mòjim młotkã, szrúvõ, pragnjõczkõ ë smjercõ. Na jedni gvjezdze, jedni planéce, na mòji, na Zemji, béł môłi princ a brëkòvôł pòcechji! Jô wo vzõn v remjona a kòlibôł. Jem mù rzek: «ten kvjat, chtëren të kòchôsz, nje je v njebezpjekú… jô nacéchùjã napëszcznjik tvòjémù barankòvi… jô cë nacéchùjã zôstavã dlô tvòjewo kvjata… jô…». Jem nje vjedzôł, co jesz rzec. Jô sã czúł wokrop njezgrabno. Jô nje vjedzôł jak wo dosignõc, jak sã z njim zjednac… To je barzo tajemni plac, na krôjna łzi!

VIII

Chùtkò jô sã doznôł vjicé wó nim kvjece. Na planéce môłéwo princa to vjedno dało dëcht zvëczajné kvjatë z pôrã płacikami przëstrojoné, chtërnë nje zabjérałë vjele placë ë njikòmù nje vadzëłë. Na pòrénkú vëszczitałë z trôvë, a téj wob vjeczór zvjãdłë. Ale túten kvjat sã naklił jednim razã z semjenja, co bëło przëlejcałé nji ma vjedzec skõd ë môłi princ sã przëzérôł z blëza ti rosce, chtërna nje szlachòvała za żódnëmi drëdzjimi roskami. To letkò móg jacji novi ôrt baobaba bëc. Jednak ten cjerzk chùtkò woprzestôł rosc, a pòczõł kvjisc. Môłi princ, chtëren béł przë tim jak vërós z njewo wotvarni pãczk, mjôł pòczëcé, co z tewo sã wobjavji cos cëdnéwo, le nasz kvjat nji mjôł jesz skónczoné sã snażëc v zaciszi svojé zeloné dornjice. Baczlëvje dobjérôł svòje farvë. Woblekôł sã pòmale, pasovôł své płacicji jednewo pò drëdzjim. Nje chcôł sã pòkazac rëchlé jak jaż v całi svòji nôdobje. Ó, to jo. Ten béł barzo chãdodzji! Jewo tajemné szëkòvanjé sã bavjiło całëmi dnjami. A téj ótole, na jednim pòrénkú, pravje cjéj vëszczitało słóniszkò, won sã wobjavjił.

Ë nen, co mjôł sã z takõ akùrôtnoscõ narobjałé, zévnõn a rzek:
– Ach! Dopjérkù jem wodeckła… vëbaczëce mje… jô jem takô njevëszëkòvónô…
Môłi princ nji móg svój zôdziv skrëc:
– Vë jesce ale pjãknô!
– Prôvda? – wodpòvjedzôł łagòdno kvjat. – A pòrodzonô jem v jednim czasú ze słúniszkã…
Môłi princ jú vëzgód, co wona za beszédnô nje bëła, ale jakùż doch za serce chvôta!
– Mje sã zdaje, że to je czas na frisztëk – rzekła a zarôz dodała – vë bë bëlë tak dobri ë pòmëslëlë wó mje…
Ë môłi princ, całi wod se, vëszúkôł ten giskón té svjéżé wodë ë wusłúżił temù kvjatovi.

Tim spòsobã wona jú wod zaczõtkù sã jemù naparłãża ze svòjõ trochã wobraznõ bùsznoscõ. Jednim razã na przikłôd, cjéj wona gôdała wo svòjich sztërzech kòlcach, rzekła môłémù princë:
– Mògõ smjało przinc, ti tëgrësovje, z tëmi svëmi drapjami!
– To nje dô tëgrësi na mòji planéce – przékòvôł môłi princ. – Nódto tëgrësovje nje rżõ trôvë.
– Jô nje jem żódna trôva – kvjacik wodrzek mjodno.
– Vëbaczëce mje…
– Jô sã nje bòjã przed tëgrësi, ale wokrop móm strach cjéj ten vjater sã pòrivô. Môce vë móże jacji paravan?
«Bòjec sã przed vjatrã… to je ale njeszczescé do roslënë», zmerkôł môłi princ. «Z tim kvjatã to nje púdze ejnfach…»
– Wob vjeczór schòvce le mje pòd glokõ. To je straszni zib hewo kòl vas. Ë je lëchò wurzõdzoné. Tamò, skõdka jô jem…
Ale téj wona przecjidła svõ gôdkã. Wona bëła tú doch jakò semjã przëszłô. Wona nji mògła njic wo jinszich svjatach vjedzec. Zasromjonô tim, że sã da rozszrúvòvac przë tak letkòvjérni próbje łganjô, wona zakaszla dva abò trzë raze, co bë zepchła vjinã na môłéwo princa:
– Acz z nim paravanã?
– Jô bë béł jidzoni zó tim szëkac, ale vë jesce do mje gôdalë!
Téj wona zakaszla mòcnjé, że bë téż jewo zaczãło sëmjenjé grëzc.
Tak môłi princ, mjimò dobré wolé kòchanjô, chùtkò jõł v njã trëchlôc. Won brôł za gvës jé słova bez znaczenjô a chùtkò sã stôł mòcno njeszczestlëvi.
«Jô nji mjôł nó njã słëchac» rôz mje sã zvjerził. «Njigdë bë nji mjôł na kvjatë słëchac. Nó të je trzeba vzerac ë jich wonjac. Ten mój wonjôł na całi mòji planéce, le jô nje pòtrafjił sã temù ceszëc. Na historijka wo drapjach, co mjã tak rozjadovjiła, mjała blós zbùdzëc mõ vrazlëvòsc.»
Won jesz sã mje zvjerził:
«Vnenczas jô nje rozmjôł njic! Jô mjôł wobsãdzac vedle czënóv, a njé vedle słóv. Wona dôva mje wonjõ a blask. Jô bë nji mjôł njigdë mjec zvjornjoné! Jô mjôł dozdrzec jejé vrazlëvòsc, zataconõ za tëmi słabëmi fortelami. Kvjatë sõ przecivnosci pôłnë! Ale jô béł za młodi, co bë rozmjôł kòchac.»

***

Wesprzyj wydanie książkowe „Môłéwo princa” i zdobądź swój własny egzemplarz TUTAJ.

Support the publication of „Môłi princ” and get your own printed copy HERE.

„Môłi princ” – rozdział VIII (przeczytaj fragment)

VIII

Chùtkò jô sã doznôł vjicé wó nim kvjece. Na planéce môłéwo princa to vjedno dało dëcht zvëczajné kvjatë z pôrã płacikami przëstrojoné, chtërnë nje zabjérałë vjele placë ë njikòmù nje vadzëłë. Na pòrénkú vëszczitałë z trôvë, a téj wob vjeczór zvjãdłë. Ale túten kvjat sã naklił jednim razã z semjenja, co bëło przëlejcałé nji ma vjedzec skõd ë môłi princ sã przëzérôł z blëza ti rosce, chtërna nje szlachòvała za żódnëmi drëdzjimi roskami. To letkò móg jacji novi ôrt baobaba bëc. Jednak ten cjerzk chùtkò woprzestôł rosc, a pòczõł kvjisc. Môłi princ, chtëren béł przë tim jak vërós z njewo stolëmni pãczk, mjôł pòczëcé, co z tewo sã wobjavji cos cëdnéwo, le nasz kvjat nji mjôł jesz skónczoné sã snażëc v zaciszi svojé zeloné dornjice. Baczlëvje dobjérôł svòje farvë. Woblekôł sã pòmale, pasovôł své płacicji jednewo pò drëdzjim. Nje chcôł sã pòkazac rëchlé jak jaż v całi svòji nôdobje. Ó, to jo. Ten béł barzo chãdodzji! Jewo tajemné szëkòvanjé sã bavjiło całëmi dnjami. A téj ótole, na jednim pòrénkú, pravje cjéj vëszczitało słóniszkò, won sã wobjavjił.
Ë nen, co mjôł sã z takõ akùrôtnoscõ narobjałé, zévnõn a rzek:
– Ach! Dopjérkù jem wodeckła… vëbaczëce mje… jô jem takô njevëszëkòvónô…
Môłi princ nji móg svój zôdziv skrëc:
– Vë jesce ale pjãknô!
– Prôvda? – wodpòvjedzôł łagòdno kvjat. – A pòrodzonô jem v jednim czasú ze słúniszkã…
Môłi princ jú vëzgód, co wona za beszédnô nje bëła, ale jakùż doch za serce chvôta!
– Mje sã zdaje, że to je czas na frisztëk – rzekła a zarôz dodała – vë bë bëlë tak dobri ë pòmëslëlë wó mje…
Ë môłi princ, całi wod se, vëszúkôł ten giskón té svjéżé wodë ë wusłúżił temù kvjatovi.Tim spòsobã wona jú wod zaczõtkù sã jemù naparłãża ze svòjõ trochã wobraznõ bùsznoscõ. Jednim razã na przikłôd, cjéj wona gôdała wo svòjich sztërzech kòlcach, rzekła môłémù princë:
– Mògõ smjało przinc, ti tëgrësovje, z tëmi svëmi drapjami!
– To nje dô tëgrësi na mòji planéce – przékòvôł môłi princ. – Nódto tëgrësovje nje rżõ trôvë.
– Jô nje jem żódna trôva – kvjacik wodrzek mjodno.
– Vëbaczëce mje…
– Jô sã nje bòjã przed tëgrësi, ale wokrop móm strach cjéj ten vjater sã pòrivô. Môce vë móże jacji paravan?
«Bòjec sã przed vjatrã… to je ale njeszczescé do roslënë», zmerkôł môłi princ. «Z tim kvjatã to nje púdze ejnfach…»
– Wob vjeczór schòvce le mje pòd glokõ. To je straszni zib hewo kòl vas. Ë je lëchò wurzõdzoné. Tamò, skõdka jô jem…
Ale téj wona przecjidła svõ gôdkã. Wona bëła tú doch jakò semjã przëszłô. Wona nji mògła njic wo jinszich svjatach vjedzec. Zasromjonô tim, że sã da rozszrúvòvac przë tak letkòvjérni próbje łganjô, wona zakaszla dva abò trzë raze, co bë zepchła vjinã na môłéwo princa:
– Acz z nim paravanã?
– Jô bë béł jidzoni zó tim szëkac, ale vë jesce do mje gôdalë!
Téj wona zakaszla mòcnjé, że bë téż jewo zaczãło sëmjenjé grëzc.Tak môłi princ, mjimò dobré wolé kòchanjô, chùtkò jõł v njã trëchlôc. Won brôł za gvës jé słova bez znaczenjô a chùtkò sã stôł mòcno njeszczestlëvi.
«Jô nji mjôł nó njã słëchac» rôz mje sã zvjerził. «Njigdë bë nji mjôł na kvjatë słëchac. Nó të je trzeba vzerac ë jich wonjac. Ten mój wonjôł na całi mòji planéce, le jô nje pòtrafjił sã temù ceszëc. Na historijka wo drapjach, co mjã tak rozjadovjiła, mjała blós zbùdzëc mõ vrazlëvòsc.»
Won jesz sã mje zvjerził:
«Vnenczas jô nje rozmjôł njic! Jô mjôł wobsãdzac vedle czënóv, a njé vedle słóv. Wona dôva mje wonjõ a blask. Jô bë nji mjôł njigdë mjec zvjornjoné! Jô mjôł dozdrzec jejé vrazlëvòsc, zataconõ za tëmi słabëmi fortelami. Kvjatë sõ przecivnosci pôłnë! Ale jô béł za młodi, co bë rozmjôł kòchac.»

Słovôrzk:

vëszczitac wschodzić, kiełkować, ukazywać się
naklëc wzejść (o roślinach), wykluć się (o zwierzętach)
semjã nasiono
z blëza z bliska
roska roślinka
szlachòvac za być podobnym do
ôrt rodzaj
stolëmni olbrzymi (neologizm)
snażëc sã upiększać się
dornjica komnata
chãdodzji porządny, czysty, skrupulatny
bavjic tu: trwać
wodecknõc obudzić się
beszédni skromny
giskón konewka
naparłãżac sã narzucać się, naprzykrzać się
wobrazni obrażalski
bùsznosc duma
drapja pazur
ejnfach łatwy, łatwo
gloka klosz
zib ziąb, zimno
rozszrúvòvac rozpracować, przejrzeć
trëchlôc wątpić
brac za gvës brać na poważnie
rozjadovjic rozgniewać
zvjornõc uciec
zataconi ukrywający się

Wiera Jensen – medyk wojskowy na misji i z misją (wywiad)

Wiera Małamá Jensen (wcześniej Lorentzen) – kobieta ze wszech miar nieprzeciętna. Mamma doc – bo tak wołali na nią kompani. Lekarz wojskowy z powołania. Postanowiła opisać swoje przeżycia z misji na Bałkanach i w Afganistanie, by wesprzeć tym innych medyków wojennych – cichych bohaterów i świadków wielu ludzkich tragedii. Często niezauważanych, gdy światła reflektorów skupiają się na żołnierzach. Jej książka jest właściwie autobiografią, poświęconą nie tylko doświadczeniom z wojny, ale też z młodzieńczych lat w Polsce, którą jako pół-Żydówka musiała opuścić po wydarzeniach marca 1968. Niezwykle burzliwe życie Wiera zamknęła na kartach swojej książki. Dziś mieszka z rodziną i pracuje jako lekarz w Danii. W przyszłości być może doczekamy się przekładu na polski dzięki studentom skandynawistyki z koła tłumaczy z Uniwersytetu Gdańskiego. Fragment w języku kaszubskim Czytelnicy znajdą już teraz pod wywiadem.

W swoim życiu w różnych miejscach w różnym czasie doświadczyłaś nienawiści, która miała podłoże narodowościowe. I w Polsce, i w Danii, nie mówiąc już o Bałkanach. Skąd się bierze ta nienawiść Twoim zdaniem?

Z nietolerancji i niewiedzy. Jak ludzie są biedni, jak nie mają pieniędzy i wykształcenia, nie mają możliwości usłyszeć, co się na świecie dzieje i jak ktoś się boi, że straci dziecko, to gdy przychodzi jakiś zabobonny głupiec i mówi, że to inni kradną, to wierzy w to i potem jeszcze innym coś podobnego powtórzy, i tak się rodzi nienawiść. To samo widziałam i w Afganistanie, i na Bałkanach, że to po prostu zabobony. Ludzie się nie uczą, nie mają wiedzy. A jak się nie ma wiedzy, to można głupstwa opowiadać, a jeszcze jak jest się biednym i jak się mówi, że to jest wina sąsiada, że się jest biednym, bo sąsiad jest inny to bardzo łatwo mieć wymówkę, żeby na kogoś napaść, bo to przecież jest wróg. I wtedy się wymyśla, że niby nie o to chodzi, że się komuś zrobiło krzywdę, ale że się swoim pomogło, że niby taki Robin Hood, a to przecież nieprawda. Jeżeli się walczy z ignorancją i niewiedzą, jeżeli się da ludziom wykształcenie, to naprawdę można zapobiec nie tylko pogromom, ale i wojnom.

Gdy mieszkałaś w Polsce w pierwszych latach swojego życia, z uwagi na mieszane pochodzenie różnie to bywało z traktowaniem. Pytam o sąsiadów, ludzi, którzy Cię otaczali.

To było różnie. Bo dużo dzieci sąsiadów tłukło i mnie, i mojego brata. Za to, że mój ojciec był Żydem, a mama Rosjanką. A moje imię Wiera jest typowo rosyjskie. Więc jak my się chcieliśmy bawić, to bili nas, kopali, pluli na nas, aż matka powiedziała, żebyśmy się bronili. W szkole podstawowej leżałam długo w szpitalu, bo miałam zapalenie stawów i jak chodziłam o kulach, to mi podstawiali nogę. I to było moje dzieciństwo. Bawiłam się czasami z jedną dziewczynką, ona nie była Żydówką ani pół-Żydówką, ani pół-Rosjanką, ale jej ojciec był bardzo biedny. Był szewcem i oni mieszkali w piwnicy. Ale inne dzieci z nią nie chciały mieć nic wspólnego, bo widać było, że to bardzo biedna rodzina była. Akceptację znalazłam dopiero w liceum, gdy poszłam do harcerstwa, tam mnie zaakceptowali taką jaką jestem. Ale ja też muszę pamiętać, że tatuś mi opowiadał, jak w 1967 roku, gdy go wyrzucili z pracy za Gomułki, to przyszli jego starzy koledzy, żeby mu pomóc i tatuś dostał pracę jako pikolo, taki co pomaga w fabryce. I potem jeszcze inni próbowali mu ekonomicznie pomóc. Przynosili mu jakieś żarówki, to jakaś firma elektryczna była. To, że oni mu te żarówki dawali, może było trochę nieuczciwe. Ale w ten sposób próbowali mu pomóc. Także byli też ludzie, którzy chcieli pomóc.

A jak to wyglądało, kiedy jako nastolatka przyjechałaś do Danii?

Jak myśmy przyjechali do Danii, to najpierw mieszkaliśmy na takim okręcie, wtedy przybyło do Danii 2-3 tysiące ludzi pochodzenia żydowskiego, w większości pół-Żydzi jak ja, ale “cali” Żydzi też byli, to nie ma znaczenia. Ale było bardzo dużo szlachetnych Duńczyków, co nam pomagali. Myśmy nic ze sobą nie mieli. Oni przynosili odzież, meble, zapraszali nas na różne imprezy. Ale jak poszłam do liceum w Kopenhadze, to ono było w dzielnicy, gdzie jest prostytucja, narkomania, alkoholizm. I w tej mojej klasie to się czepiali niektórzy, nie wszyscy, ale niektórzy czepiali się mnie i mojego kolegi Marka, który także był pół-Żydem. Rozrabiali jak wszyscy młodzi ludzie, ale zawsze spychali winę na mnie i Marka. I wtedy dostałam bzika, bo sobie pomyślałem: w Polsce mnie nie akceptowali jako człowieka, w Danii mnie też szkalowali. Myślałam wtedy, że skoro i Duńczycy nie chcieli mnie akceptować, to ja do Izraela mogę sobie wyjadę, bo na czole wtedy nie jest napisane, jakiego ja pochodzenia jestem. I jedyne do czego tęskniłam, to żeby być zaakceptowana jako człowiek. Więc w Danii też są problemy i to jest typowe, że problemy były wśród nieuków i tam gdzie jest biedota, gdzie się nie ma wykształcenia. A ci, co pomagali ludziom, to na ogół byli ludzie wykształceni. I to jest dowód jeszcze raz na to o czym mówię. Jeśli ludziom da się wykształcenie, możliwość pracy i możliwość wrzucenia czegoś do garnka, to nie mają potrzeby, żeby być złośliwym i zawistnym.

A kiedy przyszedł ten czas, że w końcu poczułaś się akceptowana?

To było w trzeciej klasie licealnej. Ja się pobrałam wtedy z moim małżonkiem między drugą a trzecią klasą, a zaszłam w ciążę w trzeciej klasie, bo myśmy nie chcieli być starymi rodzicami. Jest taki obyczaj w Kopenhadze, że jak się zda maturę, to się biega naokoło w centrum i wtedy właśnie ktoś zauważył, że mój brzuch jest trochę duży i spytał, czy ja jestem w ciąży. I wtedy nagle zaczęli uważać na mnie, gdzie ja mam siedzieć, uważać, bym nie daj Boże nie upadła i wtedy zauważyłam nagle akceptację, bo miałam mieć dziecko z Duńczykiem. Wtedy właśnie mnie zaakceptowali.

Opowiadałaś, że jak jechałaś pierwszy raz na Bałkany, to tak naprawdę medycy nie byli przygotowani na to, co tam może ich spotkać i że to były przeżycia traumatyczne. Ale gdy jechałaś potem już w inne miejsca, do Afganistanu, wiedziałaś, co Cię czeka, a mimo tego chciałaś pomagać na wojnie z własnego wyboru. Dlaczego?

To zdaje się, że i przez moje pochodzenie, i przez historię. Dlatego, że jak byłam dzieckiem, to się opowiadało o harcerzach i sanitariuszach w powstaniu warszawskim, o tym jak pomagali ludziom, nawet dzieci. A poza tym dwóch przodków z rodziny od strony mojej mamy, która pochodzi ze staroruskiej szlachty, było chirurgami wojennymi w carskiej armii. I tak mi się wydaje, że to, że się ratuje ludzi i się nie patrzy, czy samemu się jest zagrożonym, to jest najlepszy uczynek lekarski. Żeby ratować ludzi. A to, że strzelają naokoło… to po prostu dla mnie ideał był, ci moi przodkowie. Taki wielki ideał, że ludzie ratują i nie myślą o sobie, obojętnie co się dzieje, nieważne, że strzelają i granaty wybuchają. I chyba stąd to się wzięło. Około 1,5 roku przed wyjazdem z Polski byłam harcerką i nas uczono jak się strzela, jak maski gazowe działają. I uczono nas, że jak kraj będzie zaatakowany, to my harcerze musimy go bronić. Sądzę, że od tego czasu to siedziało we mnie. Że chcę jakimś wojakiem być i jednocześnie lekarzem, i chcę ratować życie.

Historia Twojego rodu to też niesamowita opowieść.

Mój protoplasta nazywał się Małóm (w literaturze polskiej znany jako Mał – przyp. autor) i był księciem plemienia Drewlan, którzy zamieszkiwali dzisiejszą Ukrainę. On chciał poślubić księżniczkę Olgę, której męża zabił. Mój prapradziadek był marszałkiem carskiego dworu i jego zamordowano razem z carem Mikołajem II. Z babki strony moja rodzina nazywała się Runicz, a dziadek był pół-Serbem. I on też był lekarzem, chirurgiem u cara, który zginął na Kamczatce razem z białymi, bo nie chciał iść do komunistów, do czerwonych. A drugi też był lekarzem i też zginął, ale niedawno się okazało że ktoś z rodziny uciekł na Maltę, on także był lekarzem i jego potomkowie tam do dziś żyją.

Co myślą o tej bardzo skomplikowanej, ale i arcyciekawej historii rodzinnej Twoje dzieci?

Mój dziadek miał tylko dwoje dzieci. Syna z czwartej żony i moją mamę. I jego syn miał tylko jednego syna, który się nazywał Misza i który zaczął szukać informacji o naszym rodzie. I znalazł w Moskwie w bibliotece historię naszej rodziny, spisaną przez naszych przodków. Tam jest genealogia od X wieku. Ale Misza chciał być popem i nie miał dzieci. To pomyślałam sobie, że skoro moja rodzina jest taka stara, to moje dzieci muszą o tym wiedzieć i spytałam moich trzech synów, skoro ród po Miszy zaginie, czy nie chcą przyjąć nazwiska po mojej matce. I cała trójka przyjęła to nazwisko i teraz piątka moich wnuków też się nazywa Małamá. Ale okazało się, że Misza już nie ma chęci zostać duchownym, ożenił się i ma trzech synów. Zatem ród Małamá dalej trwa.

Co wiesz o Kaszubach?

Ja bardzo malutko wiem. Oczywiście żeśmy słyszeli w szkole o Kaszubach, że Kaszubi też się bili o swoją wolność. To nam w szkole podstawowej już mówili. Na moim ostatnim obozie harcerskim na Kaszubach wieczorem było ognisko i żeśmy okolicznych mieszkańców zaprosili i niektórzy zaczęli mówić po kaszubsku i ja nic nie mogłam zrozumieć. Dlatego to mnie bardzo ciekawi, co to są za ludzie, czy to są jacyś potomkowie Wikingów? Mam wrażenie jakby kaszubski to była taka mieszanka skandynawskiego, polskiego i czegoś jeszcze innego, ale nie wiem czego. Czytałam historię Danii i czytałam o księciu kaszubskim, którego usynowiła nasza królowa Małgorzata i który został potem skandynawskim królem. Nazywa się po duńsku Erik af Pommern, Eryk Pomorski.

Mamma doc: Krigslæge på mission (2011) – vëjimk
Wiera Małamá Lorentzen
z denscjégò jãzëka tłom. Macéj Banjdur

– Shit! Granôtnjik! – wołô Casper, dovódca woza. Vjidzã jak sã krëje za lúkõ, cjéj maszinjévera zapãcała salvõ sztëk dalé. – Dochtorkò, natëchstopach vëcignjice pistólã! – zakòmanjdérovôł. Jô vjém, że sã zrobjiło pòvôżno. Jeżlë bõdzemë mùszëlë wostavjic wóz, mùszã mjec brónj v pòszëkú – temù, że nji móżemë jã wostavjic, co wona bë vpadła v rãce talibóv, ë temù, cobë sã wobronjic búten, gdze kùle dërch pãcajõ v metalovi srõb Piranjijé. – Co tacji neuhausen móże tam pòmòc? – jô pitajã sama se, cjéj jô nalazła pistólã. Krev v żëłach chùcé bjegnje, cjéj mëszlã wo vinscim na vestrzódk placë bòju, terôz jednak jezdzimë donõd a nazôd, co talibòvje bë mjelë trúdnjé nas wustrzelëc. – Nilusz (śp. mąż Autorki – przyp.), jô bë tak barzo chca wuzdrzec ce zôs – mëszlã. Mòje serdce bjije jak hômer ë jô jem gvës, że wono je czëc chòc strzód głëszõcëch eksplozij. Mëszlã wo żôlnérzach, gazétnjikach ë sanitariuszach, co tëch talibòvje mjelë vzãté v pònjimanjé. Przedstôvjóm so njeprzëjemné scenë, ale zmùszóm sã do racionalnégò mëszlenjô. Jô jem woficéra, dochtór ë bjałka. To mje robji vôrtnoscovõ pònjimanckõ. Jô so przëbôczajã z kùrsóv, że jidze wó to, co człovjek bë béł pòrivaczóm przëgódni, jeżlë chce przeżëc. Przëszło mje do głovë, że móm vzãté mët svòjã gitarã. – Jô bë jim Bobóv Dylanóv lëfórka tak szëkùtała, co wonji bë jesz pjenjãdze dalë, cobë bëlë mje lós. – gôdajã do se. Koncenjtrëjã sã téj na Niluszu, chtëren żdże doma. Cjéj zamknã woczë, vnet czëjã jegù remjona vkół se ë zdrok jegù cemnobrúnëch, żôlõcëch sã dlô mje woczi, ë to daje mje wubëtk, chòcô búten trëvô bój. V mëslach mògã czëc jak rzecze: le spòkójno, bjałeczkò, jesz przindzesz dodóm do mje. Słova przënoszõ mje wodpòczëcé. Mùszã sã vzic v nacht, bò chòc nje pòmògã ve strzélanjim, mògã zrobjic co le pòtrafjã, bë knôpji mjelë jak nôlepszé varëncji svòjã robòtã robjic. – Chcesz të kavë? – jô pitajã dovódcã. Tú bënë je casno ë gòrõco, a vjém, że v gardle robji sã sëchò, cjéj adrenalina skôcze. Nódto kava pòmôgô sã wobdac. Mòji knôpji sõ wubronjoni le v maszinpistóle, ale jesz na vjérzk sõ téż żôlnérze v Worzłach z cãżcjimi maszinjéveramë, chtërni robjõ co mògõ, żebë domòglë talibóv na terenje za vjoskõ. Nji móm pòjmjenjô jak dłúgò varô bjôdka. Pò jednémù mje sã vjidzi to blós cjile sekùnjdami, pò drëdzjémù móże mómë tú vësedzałé vjele dnji. Je tak, cjéjbë czas v wojnje sã rozmił. Nji mògã njic zrobjic, téj jak jú móm dóné knôpóm kavë ë mjodnosci, vëjimajã roman wo Jindiôkach z Nordové Americji v dobje kamjenja ë bjerzã sã do czëtanjô. – Kòpanjita mje abò szmërgnjita czim v głovã jak bõdze vama co do brëkù – krzikajã do dovódce. Za chtëren czas mògã czëc słabé brzëmjenjé, zvãk znôjma robji sã vëszszi ë vëszszi. – Vspjarcé z pòvjetrzô – mëszlã. Vnim przez tumùlt przebjijô sã zvãk eksplozëjé. Zemja drëżi pòd Piranjijõ. Pònemù sã stało sztël. – Jú je pò vszëtcjémù – scvjerdzô dovódca. Dostajemë przez redio rozkôz jachac dalé. Cjéj vëjéżdżómë na wotemkłi teren, rëchtëjemë môl do schronjenjô ë stôvjómë lôdzjer. – Pòj le tu zazdrzec – gôdô dovódca. Piranjijô je czësto pòdzúravjonô, rëmnjicji z wognjiczim pòtłëkłé v përzënë a réfë pòprzebjité. – Véjle, dzisô më dostalë vcjidłé.

Wywiad został przeprowadzony w 2015 roku i ukazał się w Skrze w numerze 1/2015 (4), dostępnym w archiwum.

„Môłi princ”: rozdział VII (przeczytaj fragment)

VII

   Nó tim pjõtim dnjú, dërch dzãka barankòvi, ta tajemnosc żëcô môłéwo princa wosta mje wobjavjonô. Mje njic, tobje njic, won mje spitôł dërno, cjéjbë béł dłúgò wó tim rozmiszlôł v cëszi:
– Cjéj barank rôd rże krze, zgrëze won téż kvjatë?
– Barank zgrëze vszëtkò, co le trafji.
– Navetka kvjatë, co majõ kòlce?
– Jo. Navet kvjatë, co majõ kòlce.
– Téj docz słúżõ të kòlce?
To jô nje vjedzôł. Jô sã tenczas barzo zagútorził przë vëkrõcanjim jedné wokrop zarznjãté szrúvë z méwo mòtora. Jô béł dichtich njewubëtni przóz tã avarëjõ, jakô zaczã vëzdrzec barzo pòvôżno, a woda do pjicô, chtërna sã vëczerpòva, kôza mje mjec strach przéd tim nôgòrszim.
– Docz słúżõ të kòlce?
Môłi princ njigdë nje zrezignovôł z pitanjô, cjéj jú rôz mjôł je pòstavjoné. Jô béł rozgòrzoni przóz nã szrúvã ë jem wodrzek bële co:
– Kòlce njidoczewu nje sõ, kvjatë jich majõ le blós przez svòje czësté njebëlnjictvò.
– Ach!
Le pò sztóce cëszé won vëbùch se żôlbõ do mje:
– V to jô nje vjerzã! Kvjatë sõ krëché. Wonë sõ letkòvjérné. Wonë sã barnjõ jak mògõ. Në mëslõ, że sõ grozné se svòjimi kòlci…
Jô njic nje wodkôzôł. Vnenczas jô so rzek: «Cjéj ta szrúva dërch mdze trzima, trzasknã jã młotkã». Môłi princ zôs przecjid mòje mësle.
– Ë të mëslisz, że kvjatë…
– Ale njé! Njé! Jô njic nje mëslã! Jô wodrzek bële co! Jô jem zajãti pòvôżnëmi zachami!
Won sã nó mjã przëzdrzôł czësto baf.
– Pòvôżnëmi zachami!
Won vëzdrzôł nó mjã z mim hômrã v rãce a pôlcami czôrnëmi wod smarë, wudzjibłéwo nad czims, co sã mù vëdôva wokrop brzëdcjé.
– Të gôdôsz jakò ti wustni!
To mjã përznã zasromało. Ale won njemjiłosernje dodôł:
– Të vszëtkò pòmachcesz… të vszëtkò pòmjészôsz!
Won béł pò prôvdze barzo rozjadovjoni. Pòtrzõsôł na vjetrze svòjimi złocanëmi vłosi:
– Jô vjém jednã planétã, gdze je jeden karmjinovi pón. Ten njigdë jesz kvjata nji mô wuwonjałé. Ten njigdë nji mô gvjôzdë vjidzoné. Ten njigdë nji mô żódnewo człovjeka kòchóné. Won njigdë nje stvòrził njic jinszéwo jak anekse. Ë ten całi dzénj won pòvtôrzô dëcht jak të: «jô jem pòvôżni człovjek! jô jem pòvôżni człovjek!» a chòdzi bùszni cjéjbë knëpel mjôł zjadłé. Le to nje je żóden człovjek, to je grzib!
– Co?
– Grzib!
Môłi princ béł terô jaż bladi wod gòrzë.
– To sõ mëlionë lat jak kvjatë vëtvôrzajõ kòlce. Ë to sõ mëlionë lat jak mjimò tewu barancji grëzõ kvjatë. Ë to nje je vôżné próbòvac pòchvacëc dlôcz wonë sã tak ansztrengùjõ, żebë vëprodukòvałë kòlce, co njidocz jim nje słúżõ? Nje je vôżnô ta wojna tëch barankóv ë tëch kvjatóv? Nje je to vażnjészé a pòvażnjészé jak në anekse newu sëtéwo czerzvjonéwo pana? A cjéj jô sóm znajã ten jedúrni kvjat na svjece, co nje egzistëje gdzejinga jak blós na mòji planéce ë jeden môłi barank móże jen jednim rúksã zgładzëc z tewu svjata, tak prosto, na jednim pòrénkú, nje merkajõcë, co won robji – to nje vôżné?!

    Won sã sczerzvjenjił, a téj cignõn dalé:
– Cjéj chto kòchô ten kvjat, jedúrni mjedzë mëlionami, mëlionami gvjôzd, temù signje, żebë béł szczestlëvi, cjéj na njewu zdrzi. Won so rzecze: «Mój kvjat je gdzes tamò…». Le cjéj ten barank zgrëze mù ten kvjat, to bõdze tak, cjéjbë jemù vszëtcji gvjôzdë zgasłë! Ë to nje jesta vôżné!
Won nji móg rzec njic vjicé. Nôgle sã rozpłakôł. To sã znocëło. Jô wodszmërgnõn mòje pòrzõdcji. Jem sã smjôł nad mòjim młotkã, szrúvõ, pragnjõczkõ ë smjircõ. Na jedni gvjezdze, jedni planéce, na mòji, na Zemji, béł môłi princ a brëkòvôł pòcechji! Jô wo vzõn v remjona a kòlibôł. Jem mù rzek: «ten kvjat, chtëren të kòchôsz, nje je v njebezpjekú… jô nacéchùjã napëszcznjik tvòjémù barankòvi… jô cë nacéchùjã zôstavã dlô tvòjéwo kvjata… jô…». Jem nje vjedzôł, co jesz rzec. Jô sã czúł wokrop njezgrabno. Jô nje vjedzôł jak wo dosignõc, jak sã z njim zjednac… To je barzo tajemni plac, na krôjna łzi!

Słovôrzk:
dërno stanowczo, hardo
zagùtorzëc sã być czymś zajętym
szrúva śruba
mòtór silnik
njewubëtni niespokojny
njebëlnjictvò nikczemność, niecność
żôlba pretensja, żal
hômer młot
ansztrengòvac wysilać
gdzejinga gdzieindziej
sëti tłusty, gruby
jednim rúksã za jednym zamachem
pragnjõczka pragnienie
pòrzõdcji narzędzia
napëszcznjik kaganiec (neologizm)
zôstava osłona, ochrona

Przeczytaj poprzedni rozdział TU.

 

„Môłi princ”: Rozdział VI (przeczytaj fragment)

Przeczytaj poprzedni rozdział TU.

VI

Ach! Môłi princë, tak jô pòczõł znôjma rozmjôc tvój môłi, mãkòlijni żëvòt. Dłúgò të nji mjôł jinszé womjodë jak łagòda zôpadóv słúnjca. Tã prôvdã wo tvim żëcim jô pòznôł nó tim czvjôrtim dnjú, ga të mje rzek:
– Vjidzõ mje sã zôpadë słúnjca, pòjma wobezdrzec zôpôd słúnjca…
– Ale je trzeba dożdac…
– Dożdac zó czim?
– Dożdac jaż słúniszkò pòcznje do zachôdanjô.

Nôpjervjé të vëzdrzôł czësto baf, a téj të sã smjôł sóm nad sobõ. Ë të mje pòvjedzôł:
– Mje sã dërch zdaje, co jô jem doma!
Genau. Vszëtcë vjedzõ, ëż cjéj ve Sztécach to je pôłnje, ve Francëji to jú sã marczi. To bë signãło dónjc do Francëjé v jedni minúce ë bë móg bëc przë słúnjca zônjdzenjim. Njeszczescim Francëskô je za dalek. Ale na tak malincji planétce jak tvòja, tobje spravjiło sënõc svój stółk wo cjile krokóv. Ë të wobzérôł smjerzk tëlkò razi, co të chcôł.
– Rôz jô vjidzôł słúnjce zachadac sztërë-sztërdzesce razi!
Ë përznã pòzdnjé të dodôł:
– Vjés të… cjéj człovjekòvi je tak smãtnje, téj mô rôd zôpadë słúnjca…
– V tim dnjú, cjéj të vjidzôł sztërë-sztërdzesce zôpadóv, të béł jaż tak smãtni?
Ale môłi princ mje nje wodpòvjedzôł.

Słowniczek:
mãkòlijni
melancholijny, przygnębiający
znôjma
 powoli
baf zdziwiony, zaskoczony
womjoda osłoda, pocieszenie
Sztéce Stany Zjednoczone Ameryki
marczëc sã zmierzchać (por. mark mrok)
spravjic tu: wystarczyć
smjerzk zmierzch
tëlkò tyle

„MÔŁI PRINC”: ROZDZIAŁ V (PRZECZYTAJ FRAGMENT)

Przeczytaj poprzedni rozdział TU.


V

     Kòżdi dzénj jô sã cos vëdovjedzôł wo jewo planéce, wo wodenjdzenjim, wo rézi. To przëchôdało znôjma, mjedzë słovami przipôdkòvëch mësel. Pravje tak na trzecim dnjú jô sã doznôł wo jivrze z baobabami. Tim razã dzãka barankòvi, bò môłi princ worôz sã mje spitôł, cjéjbë pòvôżno sã béł wo czim stanovjił:
     – To je prôvda, co barancji grëzõ krze, doch jo?
     – Jo, to je prôvda.
     – Ach! Z tim jô jem spòkójni.
     Jô nje rozmjôł dlôcz to tak vôżné bëło, co barancji krze grëzõ. Le môłi princ dodôł:
     – Téj rżõ wonë téż baobabë?
     Jô wodkôzôł môłémù princë, co baobabë nje sõ njiżódnë krze, a bómë vjeldzjé jakò kòscołë ë że chòcô cavné karno élefanjtóv bë przënëkôł sobõ, no karno bë so nje vjedzało żódné radë razú z jednim baobabã.

     Ta wudba wó tim karnje tëch élefanjtóv rozbavja môłéwo princa:
– Ti bë mùszëlë sã pòstavjic jeden na drëdzjim…
Le pòtemù scvjerdził mõdrze:
– Baobabë, njiglë vërostõ, téż sõ môłé.
– Vjiléba! Blós czemùż të chcesz, że tvòje barancji bë jadłë môłé baobabë?
Won mje rzek: «Në kò doch… ! Véjle jo!» cjéjbë to szło wo czësto klôr zachã. Jô brëkòvôł svój dzél mõklac, co bë samemù zrozmjôł ten trobel. Ótole na planéce môłéwo princa, takò jakò na vszëtcjich planétach, to dało të dobré roslënë a të lëché roslënë. A tak samò të dobré semjona tëch dobrëch roslin ë të lëché semjona tëch lëchich roslin. Ale nëch semjón nji ma vjidzec. Të krëjamkò spjõ v zemji jaż to abò no so wudbô wodecknõc. A téj nôprzód nacznje sã klëc ë vstëdlëvje vëszczitac do słúnjca malincjim, snôżim, njeszkòdlëvim kłã. Jeżlë to je kło radiscji abò róże, móże tã do wolé wostac rostõcë. Jednak cjéj to je jacji chvast, mùszi jen natëchstopach vëpłoc, cjéj le jen chtos rozpòznaje. A to dało grozné semjona na planéce môłéwo princa… to bëłë semjona baobabóv. Ta zemja té planétë bëła z njimi zachvaszczonô. A baobaba, cjéj wo dostónjesz za pòzdze, njigdë jú nje mdzesz lós. Ten zasztopje tã całõ planétã. Won jã rozdzúravji svòjimi kòrzenjami. A jeżlë planéta je za malinkô a baobabóv je za vjele, të jã rozdervjõ.

     «To jidze wo dëscëplënã», rzek mje pòzdnjé môłi princ. «Jak reno sã wobchãdożisz, brëkùjesz téż baczlëvje wobchãdożëc svòjã planétã. Je trzébno sã zdëscëplënovac a regùlarno płoc baobabë, cjéj le jich sã rozeznaje wod róż – a za tëmi wonë mòcno szlachùjõ, cjéj sõ bar·zëchno môłé. To je wokrop przikrzõcô sã robòta, ale bar·zo letkô».

     Jednewo dnja won mje doradził spróbòvac vëkònac dobri céchùnk, że dzecóm z mòjich strón to bë dobrze vlazło do głovë. «Cjéj rôz sã dadzõ v dargã, rzek mje, móże to jim bëc przëgódné. To njijak nje vadzi so czasã wostavjic robòtã na pòzdnjé. Le z baobabamí to je vjedno wobrota. Jô znôł jednã planétã, co bëła zamjeszkóná przez jednewo zgnjélcocha. Zanjedbôł trzë drzévjõtka…»

     Tak, vedle pòlétë môłéwo princa, jô móm tútã planétã nacéchòvóné. Jô njechc njijak brzëmjôc jak móralësta. Ale njebezpjek baobabóv je tak mało znóni, a ten, co sã v tim wobrzészkú nje wopase, réskùje tak pòvôżno, że ten jedúrni rôz jô zrobjã vëjimk. Gôdajã: «Dzecë! Va wupasújta na baobabë!»

     Jô móm sã tëlé przë tim céchùnkú narobjałé dlô mòjich drëchóv pravje dlô przestrzedzji przed njebezpjekã, co sã wo nas wocérô wod dôłdzjéwo czasë, chòcô më, v tim jô sóm, anjé to nje merkómë. Cjéj to bëła dobrô pòwuka, téj mje to signje za mój trúd. Va sã móże pitôta: jakùż to przinjdze, że v ti knidze nji ma drëdzjich tak pësznëch céchùnkóv jak nen z baobabami? Wodpòvjesc je dëcht prostô: jô próbòvôł, le mje sã to nje wuzdarzëło. Cjéj jem céchòvôł baobabë, jô béł pòdskaconi pòczëcim alarmérëjõcé pòtrzebë.

Słowniczek:

réza podróż
znôjma pomału, krok po kroku
jiver kłopot, zmartwienie
worôz nagle
bëc z czim spòkójni zadowolony, kontent
karno stado, grupa
vjiléba prawda, otóż to, zaiste
mõklac rozmyślać, zastanawiać się
trobel kłopot
kło kiełek
natëchstopach natychmiast
klëc sã kiełkować
vëszczitac wschodzić z ziemi
radiska rzodkiewka
bëc czewu/kòwu lós pozbyć się czegoś/kogoś
przëgódni przydatny, podręczny
wobrota klęska, skaranie boskie
wobrzészk obowiązek
wopasc sã dopilnować, ustrzec się
réskòvac ryzykować
jedúrni jedyny
vëjimk wyjątek (też: fragment)
wupasovac uważać
pòwuka nauka, pouczenie
pòdskaconi podekscytowany, podniecony

 

„Môłi princ”: rozdział IV (przeczytaj fragment)

IV

     Tak jô sã mjôł vëdovjedzoné wo drëdzji barzo vôżni rzeczi: ëż jewo rodnô planéta bëła ledvje vjikszô jak jeden bùdink. Tim jô sã nje zadzëvòvôł. Dobrze jem vjedzôł, co wokróm vjeldzjich planét jak Zemja, Jupjiter, Mars abò Vjitrznjô – co tim sõ vëdóné mjona – to dô téż sta drëdzjich, jacjé téj-séj sõ tak môłé, że mùszi sã dichtich namarachòvac, cobë jich z fernrórã dozdrzôł. Cjéj jacji gvjôzdôrz jednã vëkrëje, dô ji numer jakò mjono. Nazvje sã na przikłôd «asterojida 3251».

     Jô móm pòvôżné przëczënë vjerzëc, co planéta, z jacjé pôchôdôł môłi princ, to ba asterojida B 612. Na asterojida bëła vjidzec przez fernrór le jeden rôz, v 1909 roce, cjéj dozdrzôł jã jeden tëreccji gvjôzdôrz.

     Won przedstavjił z paradõ svój nôlôzk na Mjedzënôrodnim Kongresú Gvjôzdarstva, le przez jewo rúchna njicht jemù nje wuvjerził. Ti wustni jú tacji sõ.

     Szczescim dlô repùtacëjé asterojidë B 612, jeden tëreccji diktatór nakôzôł svémù lëdovi sã pò europskú woblakac. Gvjôzdôrz pòvtórził svòjã demonstracëjõ v barzo pësznëch rúchnach. Ë tim razã vszëtcë trzimalë jewo słova pòvôżno.

     Jeżlë vama rozpòvjôdajã të detale wo asterojidze B 612 ë vëjôvjajã vama jejé numer, to z przëczënë tëch wustnëch. Ti doroczni majõ rôd cëfrë. Cjéj va jim gôdôta wo svim novim drësze, ti njigdë sã nje pitajõ zó tim nôvażnjészim. Njigdë vama nje rzekõ: «Jakùż brzëmji jewo głos? V ceż nômjilé graje? Zbjérá won mjotélcji?» Wonji sã vajú pitajõ «Jak stôri won je? Kùleż mô bratóv? Vjeleż won vôżi? Kùleż zarôbjô jewo tatk?» Ë vjerzõ, że blós tak mògõ wo pòznac. Gabë va rzeklë tim wustnim: «Móm vjidzoné pjãkné chëcze, wod czyrzvjoné cegłë wubùdovóné, z mëszkôtã v woknach ë gòłõbkami na dakú…», ti bë nje rozmjelë so në chëcze wudbac. Cjéjbë le rzec: «Móm vjidzałé chëcze za sto tësõci frankóv», téj wonji krzikajõ «Jacjé të mùszõ bëc pjãkné!»

     Tak samò cjéj jim rzeknjeta: «Ten dokôz, że to pò prôvdze dało môłéwo princa nó tim svjece, je tacji, że béł snôżi, że sã smjôł ë że chcôł baranka. Cjéj njichto chce baranka, to je dokôz, że won egzëstëje», téj wonji le rëszajõ remjonama ë trzimajõ vajú za dzecë! Le jak va jim rzeknjeta «Ta planéta, co z té won pòchôdôł, je asterojida B 612», téj ti bdõ dokònóni ë vama dadzõ pòkú se svòjimi pitanjami. Wonji tacji sõ. Za vjele wod njich nji móże vëmagac. Dzecë mùszõ jim bëc barzo vërozmjałé.

     Ale pevno, że më, chtorzi rozmjejemë żëcé, sã smjejemë nad lëczbami! Jô bë rôd mjôł tã pòvjesc naczãté tak jak sã zapòczinô pòvjôstcji. Jô bë chcôł mjec rzekłé: «To béł jednim razã môłi princ, ten żił na planétce blós përzinkã vjikszi jak won sóm ë pòtrzébòvôł drëcha…» Tim, chtërni rozmjejõ żëcé, to bë sã zdôva prôvdzëvszé.

     Jednak jô njechc, co mòjã knigã bë czëtalë letkò a njedbale. Nó mjã przëszła vjelgô żałota, cjéj jô jõł rozpòvjadac wo tëch spòmjinkach. To jú sõ szesc lat jak mój drëch wodszed se svòjim barankã. Jeżlë próbùjã jewo tú wopjisac, to temù, co bë jô wo nje zabéł. To je smãtné zabëc drëcha. Nje vszëtcë majõ drëchóv. A jô bë móg sã stac jak ti wustni, jacji njizaczim sã nje cjerëjõ, le za cëframi. To temù jô so zôs kúpjił pùdełkò akvarelk a blifcji. To je żimkò do zapòczicô, v mòjich latach nanovò céchòvac, jeżlë sã njigdë nji mja próbòvóné njic jinszéwo jak zamkłô bóa ë wotemkłô bóa – cjéj sã bëło szesc lat stôrim! Jô mdã próbòvôł, to je gvës, robjic nôvjernjészé vëmalanjce jak to sã dô. Le jô nje jem czësto gvësni, że mje sã to wuzdarzi. Jeden céchùnk sã wudô, jini ale jú njizaczim nje vëzdrzi. Jô sã téż milã ve vjelgòscach. Tú môłi princ je za vjeldzji. Tã je za môłi. Jô sã téż stanovjã, jakõ farvã mja jewo wobleczenjé. Téj jô próbùjã jakòs-takòs na slepéwo, nó ten, na jini ôrt. Jô sã zmilã na wostatk przë tëch nôvażnjészich drobnotach. Ale to mdze trzébno mje przepùszczëc. Mój drëch njigdë njic nje tłomacził. Pevno won vjerził, że jô jem tacji jak won. To je szkòda, le jô nje rozmjejã vjidzec barankóv przez skrzincji. Jô jem mést dróbkã jak ti wustni. Jô jem sestarzałi.

Słowniczek:

Jupjiter Jowisz
Vjitrznjô Wenus
téj-séj czasem
dichtich mocno, bardzo
namarachòvac namęczyć przy pracy
fernrór teleskop
gvjôzdôrz astronom
gvjôzdarstvò astronomia
nôlôzk znalezisko
doroczni dorosły
nômjilé najchętniej
mjotélk motyl
mëszkôt worãżé, geranium, pol. anginowiec
dokôz dowód
wudbac tu: wyobrazić
dokònóni przekonany
pòvjesc opowiadanie, historia
blifk ołówek
vëmalanjc portret
na slepéwo na chybił-trafił
nó ten, na jini ôrt w taki czy inny sposób
na wostatk w końcu, nareszcie
przepùszczëc tu: wybaczyć
mést chyba, prawdopodobnie
dróbkã trochę

Lekcja 1: Kaszubski dla zaawansowanych

A teraz wyjmujemy pampersa, Żuczki! Tak mawiała moja świetna matematyczka, kiedy przechodziliśmy do trudniejszych zagadnień. To nie jest kurs dla szkoły podstawowej. Bez flaszki może tego nie rozpracujemy. Żeby dobrze mówić w jakimkolwiek języku, nie wystarczy mieć bogate słownictwo. Trzeba jeszcze dobrze znać idiomy, składnię, rejestr poszczególnych słów itd. Bez tego to będzie jak tłumaczenie „z góry dziękuję” na sławne „thank you from the mountain” zamiast „thank you in advance”. Przykro mi, w różnych językach różne rzeczy wyraża się w inny sposób, kaszubski nie jest pod tym względem inny. Żeby się dobrze wgryźć w kaszubszczyznę, warto czytać teksty. Najlepiej te autentyczne, dokumentowane przez badaczy języka, którzy chodzili od miasta do miasta i od wsi do wsi i słuchali opowiadań zwykłych ludzi, wychowanych w tym języku i kulturze. Wartościowymi zbiorami takich tekstów są Teksty pomorskie F. Lorentza, Die Sprache der Bëlôcë G. Bronischa, Gwara luzińska K. Nitscha i oczywiście Słownik gwar kaszubskich… B. Sychty. Powtarzałem wiele razy, że to powinna być Biblia i lektura obowiązkowa dla tych, którzy na poważnie chcą tworzyć po kaszubsku, ale z drugiej strony mam świadomość, że naukowy charakter publikacji, stosowane zapisy fonetyczne i słaba dostępność tych tytułów zniechęcają do czytania tych znakomitych kopalni wiedzy. Dlatego część wartościowych tekstów będę publikował tutaj, w transkrypcji na unowocześnioną ortografię stosowaną przez pisarzy skupionych wokół czasopism Bënë i buten oraz Zrzesz Kaszëbskô. Teksty będą opatrzone słowniczkiem i krótką analizą najciekawszych zagadnień i językowych smaczków.

Lekcja 1: Teksty pomorskie, tekst 294., Rumia

294. Rëmjô

To béł rôz jeden król, a ten nje chcôł svòjã córkã njikòmù jinszémù dac jak tacjémù, co do njewo przëszed a tak złgôł, a won jemù rzek: të łżesz! Te przëjachalë vjele panóv, tacji i tacji. Tak mjôł jeden wojc trzech sënóv. Tak ti dvaji, ti bëlë trzimóni za mõdri, a ten trzeci za głúpi. Tedë jachôł ten pjerszi do tewo króla, a te ten król jemù pòkôzôł takõ dlúgõ stodołã, ta mjała szestnôsce klepjiszcz. Cjedë ta svjinja zaknar’zevała na jednim kóncú a przëszła na drëdzji kónc, te wona dostała jú prosce. A ten sin pòvjôdôł:

– Mój wojc mô jesz dłëgszõ.
A te ten król szed z njim do pałacë svéwo. Tã stoja tacjé dłúdzjé drzévjã, co ten szpëc wod tewo do vjidzenjô nje béł. Tedë ten król móvjił:
– Môsz të tacjé dłúdzjé drzévjã jú vjidzoné?
A ten sin pòvjôdôł:
– Ó królë, wu méwo wojca tacjé dłúdzjé drzévjã je, że të gałãze jesz njebò sigajõ.
A ten król pòvjôdôł:
– To móże bëc.
A te ten król vzõn tewo sëna na pòle svòje a jemù pòkôzôł tacjé vjeldzjé vrëcji, że sztërzeji chłopji mùszëlë jednéwo vrëka dvjigac na wóz do wożenjô. A te ten król jemù rzek:
– Vjidzôł të jú tacjé vrëcji?
A won jemù rzek:
– Mój królë, mój wojc mô tacjé vrëcji, cje bë królóv szëmel sã v tewo vrëka vgriz a pòtemù zôs z njewo vëlôz, te won bë béł tacji éléfant.

Tak ten król mù pòvjôdôł:
– To móże bëc. Tak, sënje, terôzcji të trzë fraji sõ do kònca, môsz jic do dóm.
Tak tedë szed ten drëdzji, wu tewo to bëło to samò.
Tak te ten trzeci, ten głúpi, pòvjôdô:
– Wojcze, jô púdã.
Tak te ten wojc jewo nje chcôł njijak do króla pùscëc, bò jewo trzimôł za głúpéwo. Ale won so nje dôł strzëmac a wod wojca szed. Przëszed do króla a të pitanjô bëłë të jistné. Te król z njim szed do svéwo pałaca a jemù pòkôzôł to dłúdzjé drzévjã. Tak te won mù rzek:
– Sinkù, vjidzôł të jú tacjé drzévjã?
A won pòvjôdôł:
– Ó, nôjasnjészi królë, mój wojc, ten mô tacjé dłúdzjé drzévjã, że të szpëce wod tewo derekt v njebò jidõ. Mój wojc jeż béł v njebje.
A ten król mù pòvjôdôł:
– Na, a ceż wojc pòvjôdôł, jakùż v njebje bëło?
– V njebje tak bëło jak na zemji. Najsvjãtszô panna, ta vësévała do krëp, a svjãti Józef, ten të plevë zbjérôł a wodnosił. A te pòkõd won v njebje béł, te jeden wucõn to drzévjã. Terôzcji jak won mjôł z dół na zemjã przinc? Tak te won so wukrõcił wod tëch plév tacji pòvróz a sã spùscił. A te ten pòvróz blós tak dalek sig, że won njiżódné zemje nje vjidzôł. Tak te won nje vjedzôł, co won mjôł zrobjic. Ale wuchvôcił jednã pchłã a wod té pchłë wudzar dvanôsce rzemjenji a zvjõzôł vszëstcjé do grëpë a te sã dalé spùscił. Te przëszed tak dalek, że móg zemjã vjidzec. Terôz njiżódné radë dalé nje vjedzôł. Tak te sã spùscił a vpôd v tacjé błoto a vpôd tak głãbòk jaż pò szëjã. Terô nji móg ale rút przinc. Ta głova bëła rúten. Przëszla dzëvô kaczka a na jewo głovje zbùdovała so gnjôzdo a znjosła jaje. Te przëszed vjilk a to jaje vëpjił a pòdnjós nogã a jewo zeszczôł. Tak te won svòjã rãkã vëdostôł rúter a vjilka za wogón wuchvôcił. A te zavrzeszczôł: Hú! Vjilk! Tak vjilk sã wurzas a jewo zarô vëvlék z tewo błotka. Ale won téż temù vjilkòvi zarô tã skórã z tewo wogòna scignõn. Ale królë, to jô cë mògã rzec, to bëła roztrõba! Czësto jinakszô jak królóv wojc mjôł, cje won wu méwo wojca svjinje pas!
Tak te jemù król pòvjôdôł:
– Sënje, të łżesz!
Tak ten głúpi mjôł dobëté przéz to, że ten król rzek “të łżesz!” a dostôł królovã córkã.

Słowniczek:

cje (obocznie do cjéj) kiedy, jeśli
derekt bezpośrednio (por. ang. directly)
fraji pytania (l.poj. fraga, ale g > j przed i,e zgodnie z lokalną niemiecką i dolnosaską wymową)
hú! buu!
jeż (obocznie do jaż) aż
knar’zevac o świniach: objawiać pociąg płciowy
królova córka królewna
najsvjãtszô właściwie po kaszubsku nôsvjãtszô, tu: polonizm wzięty z języka kościelnego
szëmel siwek, koń maści siwej
roztrõba zabawa, rozrywka
rúten, rúter, rút na zewnątrz (głównie przy oznaczeniu ruchu z wewnątrz na zewnątrz, w przeciwieństwie do búten, które opisuje zwykle sytuacje statyczne, aczkolwiek nie ma między tymi formami ścisłej granicy)
rút przinc wydostać się
(obocznie do tam, tamò) tam
te (obocznie do téj) wtedy, więc

Uwagi do tekstu:

1. Warto zwrócić uwagę na częsty podwójny podmiot w zdaniu, który jest wyrażony zaimkiem ten/ta/to:

To béł rôz jeden król, a ten nje chcôł svòjã córkã njikòmù jinszémù dac (…)

Najsvjãtszô panna, ta vësévała do krëp, a svjãti Józef, ten të plevë zbjérôł a wodnosił.

W języku polskim, jeśli już pojawiłaby się taka konstrukcja, użytoby zaimka on/ona/ono.

2. W języku kaszubskim dużo częściej można stosować biernik, również w zdaniach z negacją, por.:

Ten chcôł svòjã córkã (B) kòmù jinszémù dac. → Ten nje chcôł svòjã córkã (B) njikòmù jinszémù dac.
On chciał dać swoją córkę (B) komuś innemu. → On nie chciał dać swojej córki (D) nikomu innemu.

To (B) jô vjém.To (B) jô nje vjém.
Wiem to (B). → Nie wiem tego (D).

 

3. W j. kaszubskim zestawienie podmiotu ze słowem vjele nie wymaga użycia orzeczenia w rodzaju nijakim. Porównaj:

Te przëjachalë vjele panóv.
Wtedy przyjechało wiele szlachciców.

V tëch chëczach bëłë vjele wocjen.
W tym domu było dużo okien.

4. Zapamiętaj: trzëmac kòwo/kògò zauważać kogoś za (łączy się z mianownikiem lub dopełniaczem), bëc do kònjca/kúnjcaskończyć się oraz nje vjedzec (so) njiżódné radë nie wiedzieć co zrobić, być w kropce.

Ti bëlë trzimóni za mõdri, a ten trzeci za głúpi.
Oni byli uważani za mądrych, a trzeci za głupiego.

Ten wojc jewo nje chcôł njijak do króla pùscëc, bò jewo trzimôł za głúpéwo.
Ojciec nie chciał go żadnym sposobem puścić do króla, bo uważał go za głupiego.

Të trzë fraji sõ do kònca.
Te trzy pytania się skończyły/wyczerpały.

Ten tidzenj jú zarô mdze do kònjca.
Ten tydzień już zaraz się skończy.

Ta wojna je na wostatk do kònjca.
Ta wojna nareszcie się skończyła.

Terôz njiżódné radë dalé nje vjedzôł.
Teraz nie wiedział co zrobić.

Nje vjém so njiżódné radë.
Jestem w kropce.

5. W języku kaszubskim bardzo rzadko stosuje się chtëren jako zaimek względny odpowiadający polskiemu który. Najczęściej człon podrzędny wprowadza się przez użycie co lub konstrukcji co + odmieniony zaimek ten/ta/to.

Tã stoja tacjé dłúdzjé drzévjã, co ten szpëc wod tewo do vjidzenjô nje béł.
Tam stało takie wysokie drzewo, wierzchołka którego nie było widać.

Më jesmë bëlë ti, co slédni przëszlë.
Byliśmy tymi, którzy przyszli ostatni.

To je ten kùnjda, co z tim jô gadac njechc.
To jest ten typ, z którym nie chcę rozmawiać.

6. Rzeczowniki r. męskiego dużo częściej mają w dopełniaczu -a tam, gdzie pokrewne wyrazy w języku polskim mają -u, por.:

Król z njim szed do svéwo pałaca a jemù pòkôzôł to dłúdzjé drzévjã.
Król z nim szedł do swego pałacu i pokazał mu to wysokie drzewo.

Por. też np.:
do lasa – do lasu
do woza – do wozu
do woła – do wołu/woła

7. Nie jest to ścisłą regułą, ale zaimki pytające najczęściej mają w j. kaszubskim partykułę –ż(e):

Na, a ceż wojc pòvjôdôł, jakùż v njebje bëło?
No, a co mówił ojciec, jak było w niebie?

Inne zaimki pytające:

CoCeż? Acz?                                                    Co?
ChtoChteż? Co za jacji? Co zócz?       Kto?
Gdze, KãdëGdzeż? Kãdëż?                    Gdzie?
Czemù → Czemùż?                                            Dlaczego?
JakJakùż? Jakże?                                         Jak?
JacjiJacjiż?                                                       Jaki?
Chtëren, ChtoriChtoriż?                        Który?
CjéjCjéjże?                                                      Kiedy?
Vjele, KùliVjeleż? Kùleż?                       Ile?
KõdkaKõdkaż? Kõdzeż?                        Którędy?
Skõdka Skõdkaż?                                        Skąd?

8. Kaszubszczyzna północna rozróżnia formy dopełniaczowe z końcówką -e od celownikowo-miejscownikowych z końcówką -i dla takich rzeczowników jak zemja, jabłónj, kùchnja, szëja itd.:

V njebje tak bëło jak na zemji (Msc).
W niebie było tak jak na ziemi.

Won njiżódné zemje (D) nje vjidzôł.
On nie widział żadnej ziemi.

Por. inne przykładowe zdania:

Na jabłonji (Msc) bëłë vjele jabk.
Ti jabłonji (C) je trzeba dac vjicé vjidu/vjidë.
Bez jabłonje (D) më nje mdzemë mjelë njiżódnëch jabk.

Tatk varzi v kùchnji (Msc) pôłnje.
Ti kùchnji
(C) je trzébno remònjtu/remònjtë.
Z kùchnje
(D) je czëc za fejn wonjõ.

Të môsz na szëji (Msc) snôżi agnest.
Tvòji szëji (C) njick sã nje stało.
Wona mja szalã vkół szëje
(D) zavjitõ.

Teksty pomorskie
można w całości pobrać z biblioteki cyfrowej pod tym linkiem.