Problem z definicją terminu „język regionalny”

Na konferencji zatytułowanej „Polszczyzna wczoraj i dziś – pamięć, inspiracje, perspektywy”, zorganizowanej z okazji 60-lecia gdańskiego oddziału Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego w dniach 21-22 października br., jedna z kilku sekcji poświęcona była językowi kaszubskiemu. Wystąpili na niej językoznawcy z Uniwersytetu Gdańskiego: Danuta Stanulewicz, Hanna Makurat-Snuzik, Marek Cybulski oraz Artur Jabłoński z Dwujęzycznej Prywatnej Szkoły Podstawowej Naja Szkòła w Wejherowie, który podjął próbę odpowiedzi na pytanie „Czy nadanie językowi kaszubskiemu statusu języka regionalnego zamknęło w Polsce dyskusję na temat tego, czy kaszubszczyzna to język czy dialekt?” Artykuł, który publikujemy w Skrze, jest nieco zmienioną wersją tekstu wygłoszonego na konferencji.

Wśród polonistów i językoznawców w Polsce dość powszechny jest pogląd, że odkąd w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dnia 6 stycznia 2005 język kaszubski został uznany za język regionalny, zamknięty został „toczący się od XIX wieku spór na temat tego, czy jest to język, czy dialekt” (Ostrowska 2016: 104, Sagan-Bielawa 2016: 11; zob.: Treder 2013, Wicherkiewicz 2014, Zieniukowa 2005). Jednocześnie jednak niektórzy – również i ja chcę do nich dołączyć – wskazują, iż: „istotnym problemem terminologicznym jest świadomość definicji języka regionalnego” (Ostrowska 2016: 104, Sagan-Bielawa 2016: 9-10). Europejska karta języków regionalnych lub mniejszościowych, a za nią polska Ustawa z dnia 6 stycznia 2005 r., podają następującą definicję:

a) „języki regionalne lub mniejszościowe” oznaczają języki, które:

(i) są tradycyjnie używane na określonym terytorium państwa przez obywateli tego państwa tworzących grupę mniejszą liczebnie od pozostałej części ludności tego państwa,

(ii) różnią się od oficjalnego języka (języków) tego państwa, nie obejmuje to ani dialektów oficjalnego języka (języków) tego państwa, ani języków migrantów

(EKJRM art. 1).

W polskim prawodawstwie termin „języki regionalne” został zaczerpnięty wprost z praktyki prawnej Republiki Fedaralnej Niemiec, z nomenklatury obowiązującej w odniesieniu do języka dolnoniemieckiego (Wicherkiewicz 2014: 234). W językoznawczej tradycji europejskiej określenie „języki regionalne” ma dość ugruntowaną pozycję. Funkcjonuje we Francji (langues régionales) i we Włoszech (dialetti) (za: Wicherkiewicz 2014: 78). W filologii polskiej dopiero Alfred Zaręba w 1988 r. zaproponował, by traktować termin „języki regionalne” bliskoznacznie z pojęciem „mikrojęzyków literackich” stosowanym przez Aleksandra Duliczenkę, profesora katedry slawistyki Uniwersytetu Tartuskiego w Estonii (Zaręba 1988: 76-86). Termin „mikrojęzyk literacki” (Duliczenko 1981), posłużył Diliczence do nazwania etnolektów postrzeganych jako ogniwo pośrednie pomiędzy dialektem i językiem, które tradycyjne słowiańskie językoznawstwo traktuje zwykle jako dialekty, regionalne wersje języka ogólnego. Mikrojęzyki literackie nawiązują często do starszych tradycji literackich (gramatyką) i dążą do kodyfikacji. Charakteryzują się peryferyjnym lub wyspowym charakterem, a ich literatury prezentują węższą paletę gatunków (zob. Wicherkiewicz 2014: 35-36).

Przed wejściem w życie regulacji Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. terminu ”język regionalny”, jak zauważa Mirosława Sagan-Bielawa, „nie stosowano w wypadku polskiej rzeczywistości językowej w odniesieniu do kodu mającego być z założenia czymś odmiennym niż język polski i jego odmiany (gwarowe, regionalne)” (Sagan-Bielawa 2016: 9). W świadomości większości społeczeństwa, w tym także polonistów, którzy mają przecież olbrzymi wpływ na stan wiedzy kolejnych pokoleń, funkcjonuje więc inna definicja pojęcia „języka regionalny”. Różni się ona zasadniczo od definicji prawnej, jak również tej postulowanej przez Alfreda Zarębę w oparciu o pojęcie „mikrojęzyk literacki” Aleksandra Duliczenki z lat 80. XX w. i nie mającą nic wspólnego z terminem „kolateralne języki regionalne” zaproponowanym już w XXI w. przez Tomasza Wicherkiewicza.

Określenie „język regionalny” jest terminem znanym Polakom od połowy ubiegłego stulecia z klasyfikacji odmian współczesnej polszczyzny Zenona Klemensiewicza (Klemensiewicz 1953). Obejmuje odmiany gwarowe języka polskiego. Zgoła inaczej, niż chcieli twórcy definicji z EKJRM oraz z Ustawy z dnia 6 stycznia 2005 r. Dla Zenona Klemensiewicza i pokoleń wychowanych na zaproponowanej przez niego terminologii, „język regionalny” nie jest konkretnym systemem językowym, ale opartym na tradycji językiem „milionów Polaków, przede wszystkim chłopów polskich, zwłaszcza starszego i najstarszego pokolenia” (Klemensiewicz 1982: 369). Polski językoznawca postulował stosowanie go „w opozycji do języka ogólnego” (Sagan-Bielawa 2016: 9), będącego „w węższym lub szerszym zakresie własnością wszystkich wychowanków szkoły podstawowej” (Klemensiewicz 1982: 369).

Pomimo prawno-politycznego usankcjonowania, język kaszubski pisany z przymiotnikiem „regionalny” lub wprost „język regionalny” bez określenia „kaszubski”, ogołocony jest w ten sposób istotnego dlań prestiżu. To z kolei może stanowić pożywkę dla ciągłego odżywania dyskusji język czy dialekt, która tli się jednak cały czas w Internecie, medium nieobojętnym dla nikogo we współczesnym świecie. Na przykład językoznawca Artur Czesak, na pytanie internauty: „Czy język kaszubski jest dialektem, czy oddzielnym językiem? Docierają do mnie sprzeczne informacje na ten temat. Proszę o rozstrzygnięcie.”, odpowiada: „Na gruncie prawnym sprawa jest oczywista (…). Ustawowy zapis bynajmniej nie rozstrzygnął sporów, które od z górą stu lat toczone są w kręgach językoznawców, publicystów, socjologów, historyków, polityków i wielu zwykłych obywateli. Tzw. „kwestia kaszubska” w polskich kręgach językoznawczych nie wydaje się zamknięta https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/jezyk-kaszubski;7855.html

Parafrazując Jadwigą Zieniukową, która napisała, że „[p]ytanie o status kaszubszczyzny to w istocie pytanie o prestiż tej mowy” (Zieniukowa 2001), można obecnie stwierdzić, iż pytanie o prestiż języka kaszubskiego jest w istocie pytaniem o zachowanie i rozwój kaszubskiego jako języka zagrożonego. Do postawienia tej tezy skłoniły mnie obserwacje poczynione z jednej strony z punktu widzenia badacza, a z drugiej spostrzeżenia użytkownika języka kaszubskiego, nauczyciela tegoż języka w dwujęzycznej szkole podstawowej Naja Szkòła w Wejherowie oraz współtwórcy “Strategii rozwoju języka i kultury kaszubskiej” z 2006 r., w której założono, iż należy “uczynić język kaszubski zdolnym do trwania i rozwoju” (SORJKK 2006: 9).

W kontekście rozważań „o prestiżu” języka ważne jest pytanie o stosunek do niego jego użytkowników (Majewicz 1989; Wicherkiewicz 2014). U kaszubskich elit językowa samoidentyfikacja widoczna jest od zarania ich etnicznej emancypacji, którą zapoczątkował w połowie XIX stulecia Florian Ceynowa, który uznał kaszubski za odrębny język słowiański i stworzył pierwszy standard literackiej kaszubszczyzny (zob. Wicherkiewicz 2014: 197, 203). Język kaszubski, przede wszystkim poprzez literaturę, rozwijali i pielęgnowali Młodokaszubi, skupieni wokół czasopisma „Gryf”,wydawanego z przerwami w latach 1908-1934. Następujące po nich pokolenie Zrzeszyńców od przełomu lat 20. i 30. XX w. widziało potrzebę oficjalnego uznania kaszubskiego za odrębny język „o uniwersalnym i (nienazwanym tak jeszcze) potencjalnie polisemiotycznym zakresie użycia” (Wicherkiewicz 2014: 206).

W okresie powojennym, pod naciskiem partyjnych władz PRL, ci sami działacze – zmuszeni do zastąpienia terminu „język kaszubski” pojęciem „mowa kaszubska” będącego „przełożeniem neutralnego endolingwonimu kaszubskiego: kaszëbskô mòwa” (Wicherkiewicz 2014: 231) – wydali w 1956 r. Memoriał grupy inteligencji i pisarzy kaszubskich o położeniu kulturalnym Kaszub (zob. Obracht-Prondzyński 2006: 28-33). Zrzeszyńcy przedstawili w nim postulaty programowe rodzącego się wówczas Zrzeszenia Kaszubskiego. Na długie lata ustalili „zarys wprowadzonej później stopniowo w życie wewnętrznej strategii na rzecz »mowy kaszubskiej«, która po 1989 r. mogła przerodzić się w strategię na rzecz »języka kaszubskiego« w wymiarze (nowoczesnego) planowania językowego” (Wicherkiewicz 2014: 230). Symbolicznym zwieńczeniem wysiłków tej grupy było przetłumaczenie przez ks. Franciszka Gruczę na język kaszubski 4 Ewangelii, wydanych pod tytułem Kaszëbskô Bjiblejô na kilka miesięcy przed śmiercią tego ostatniego Zrzeszyńca (Grucza 1992).

III Rzeczpospolita dała Kaszubom szansę na własną edukację w państwowym systemie oświatowym. Nauczanie języka kaszubskiego w szkole rozpoczęło się we wrześniu 1991 roku (Mistarz 2014). Pierwsze kaszubskie szkoły powstały w Głodnicy, w gminie Linia (szkoła podstawowa) i w Brusach (liceum ogólnokształcące). Jednak dopiero po wejściu w życie Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z dnia 6 stycznia 2005 r., edukacja etniczna – pod tym pojęciem zawiera się nauka języka kaszubskiego oraz własnej historii i kultury – rozwinęła się w sposób znaczący, co wiąże się z ustaleniem sposobu finansowania nauczania języków mniejszości przyjętego przez ministerstwo edukacji. Trzy godziny lekcyjne języka kaszubskiego w tygodniu, nauczanego jako języka obcego, a także 30 godzin własnej historii i kultury w klasie V i VI szkoły podstawowej oraz taka sama liczba godzin lekcyjnych w jednym roku czteroletniego kursu w szkole średniej nie może satysfakcjonować. Dlatego pojawił się pomysł na kształcenie dwujęzyczne, pozwalające na głębsze zanurzenie się w języku i kulturze.

Pomimo tych wszystkich starań, wśród osób mających zdecydować o edukacji swoich dzieci, a także pośród samych uczących się, dość powszechnie powtarzają się zdania typu: „Ty się uczysz kaszubskiego? A po co? Ty się angielskiego lepiej ucz!”. Także wobec takiej postawy, przymiotnik „regionalny” (o proweniencji bardziej politycznej niż lingwistycznej) użyty w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z 6 stycznia 2005,nie służy powadze, znaczeniu i roli, jaką Kaszubi (i inni) świadomi wykorzenienia w konfrontacji z procesami globalizacji i komercjalizacji winni przypisywać swojemu językowi.

Terminologia wprowadzona w Europejskiej karcie języków regionalnych lub mniejszościowych oraz polskiej Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym – moim zdaniem – ani nie zamknęła jednoznacznie w Polsce dyskusji „język czy dialekt”, ani nie zapobiegła upośledzaniu języka kaszubskiego. Mam uzasadnione obawy, że używanie określenia „język regionalny” w stosunku do kaszubszczyzny, może spowodować z czasem częściowe lub nawet całkowite wyrugowanie terminu „język kaszubski” z różnych aktów prawnych (już dziś dzieje się tak w przypadku rozporządzeń MEN – warto to prześledzić, np. ROZPORZĄDZENIE Ministra Edukacji Narodowej z dnia 18 sierpnia 2017 r. w sprawie warunków i sposobu wykonywania przez przedszkola, szkoły i placówki publiczne zadań umożliwiających podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej i językowej uczniów należących do mniejszości narodowych i etnicznych oraz społeczności posługującej się językiem regionalnym (Dz.U. z dnia 30 sierpnia 2017 r.))

To rugowanie pojęcia „język kaszubski” może wyglądać analogicznie do zjawiska, na które zwraca uwagę Mirosława Sagan-Bielawa, gdy omawia w jaki sposób w Ustawie o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym ujęci zostali Kaszubi, których objęto kategorią „Społeczność posługująca się językiem regionalnym” i gdy pisze jakie są tego konsekwencje:

[P]o kilku latach od wprowadzenia nowych przepisów, można zaobserwować niezamierzony skutek tego rozwiązania w postaci pomijania etnonimu Kaszuba w urzędowych zestawieniach statystycznych (rodzaj tabu językowego). O ile zestawienia dotyczące na przykład struktury zawodowej czy rozmieszczenia społeczności wymienionych w ustawie z 2005 r. swobodnie posługują się odpowiednimi etnonimami Ukraińcy, Romowie, Białorusini, Niemcy itd., dane dotyczące Kaszubów tytułuje się w sposób opisowy: język kaszubski, społeczność posługująca się językiem regionalnym, osoby posługujące się w kontaktach domowych językiem kaszubskim, społeczność z językiem kaszubskim itp. Ten sposób określania Kaszubów, który znajdziemy nie tylko w ustawie o mniejszościach, ale w opracowaniach rządowych na temat mniejszości narodowych i etnicznych (zob. Charakterystyka mniejszości, IV Raport 2013), również w raportach z realizacji postanowień EKJRM (Raport 2010, Raport 2014) wydaje się sugerować, że język jest jedynym wyznacznikiem odrębności tej grupy (Sagan-Bielawa 2016: 12-13).

Dzieje się tak, pomimo że intencją wprowadzenia EKJRM było podkreślenie europejskiej różnorodności językowej i uregulowanie relacji między językami silnymi a zagrożonymi (Wicherkiewicz 2014: 344). Należy bowiem pamiętać, że status języków zależy od wykładni postanowień państw, które EKJRM ratyfikowały i które mają ponadto własne akty prawne. W tym kontekście interesujące są badania Artura Stęplewskiego, który zauważył m.in., iż „Historia języków narodowych wpisuje się zawsze w dyskurs nacjonalistyczny i, zgodnie z założeniem, że język stanowi element kultury narodowej, umieszczona jest w dziejach tego narodu jako wyjątkowy środek scalający społeczeństwo (…). Rolę rozwoju języka należałoby zatem umieścić wśród mitów narodowych, podobnie jak inne symbole, takie jak np. wielcy bohaterowie, przegrane/wygrane bitwy, barwy i znaki państwowe” (Stęplewski 2018: 69). Badacz stwierdza, iż taki historycznojęzykowy tok rozumowania „zakłada istnienie zewnętrznego wroga” (Stęplewski 2018: 71), którym mogą być np. wszyscy ci gramatycy, językoznawcy, ludzie pióra zajmujący się językiem, którzy mają inne, nieprzystające do zinstytucjonalizowanego (państwowego) ujęcia historii, a także stają się wrogie te odmiany języka, „które nie stały się podstawą tworzonej normy, standardu państwowego” (Stęplewski 2018: 71). Bazując na własnym doświadczeniu użytkownika języka kaszubskiego, mogę potwierdzić tezy A. Stęplewskiego, że wiele aspektów dotyczących wzajemnych relacji języków „narodowych” (państwowych) z językami „mniej/rzadziej używanymi, regionalnymi, mniejszościowymi”, można opisać „posługując się dyskursem postkolonialnym” (Stęplewski 2018: 71). Odnosi się to np.: „do konieczności potwierdzenia wartości funkcjonalnych i estetycznych języka X wobec uznanych już, pozostałych języków (…). Język X przy tym wydaje się niepełnowartościowy bez udowodnienia jego wielowiekowego rozwoju” (Stęplewski 2018: 72).

Lingwistyczne definicje języka, jako systemu służącego potrzebie komunikowania się ludzi między sobą (Zieniukowa 2001: 67), nie są wystarczające z perspektywy polityki. Stąd i określenie „język regionalny”. A przecież język kaszubski wpisuje się w najbardziej powszechną definicję, słowo „język”, które w polszczyźnie oznacza „system znaków (prymarnie dźwiękowych, wtórnie pisanych i innych) służący do porozumiewania się w obrębie danej społeczności. Język jest tworem społecznym, tj. wspólnym wszystkim członkom danej społeczności” (Urbańczyk, red. 1978: 136; zob. Polański, red. 1993). Podstawowa rola jaką odgrywa język narzuca nań konieczność bogacenia się i rozwijania, tak jak w przypadku języka kaszubskiego a sami Kaszubi stanowią „społeczeństwo, które osiągnęło znaczny stopień integracji (np. naród)” i wytworzyli odmianę języka etnicznego, zwaną umownie językiem ogólnym, który „jest narzędziem porozumiewania się o największym zasięgu, ponieważ zaspokaja potrzeby komunikacyjne wszystkich warstw społecznych na danym obszarze (np. jako język narodowy)” (Wicherkiewicz 2014: 26).

Zakończę moje rozważania odwołaniem się do książki Adeli Kożyczkowskiej Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, która opisuje tradycję gdańskich badań nad kaszubszczyzną i nad doświadczeniami językowymi, społecznymi oraz edukacyjnymi Kaszubów. Autorka przedmiotem swoich badań czyni „wiedzę o kulturze kaszubskiej, która wytwarzana jest instytucjonalnie i funkcjonuje jako teoretyczne koncepcje kaszubszczyzny” (Kożyczkowska 2019). Adela Kożyczkowska wyodrębnia dwie takie koncepcje, które nazywa teoriami i pisze: „Dają się one rozpoznać jako dwa konfrontacyjne wobec siebie ujęcia, które nazywam kaszubocentryzmem i polonocentryzmem. (…) [J]ądrem pierwszej jest uznanie autonomii języka kaszubskiego, jądrem drugiej jest uznanie jego zależności od języka polskiego” (Kożyczkowska 2019).  

Bibliografia:

Duliczenko A. D., 1981, Slavjanskie literaturnye mikrojazyki. Voprosy formirovanija i rozvitija, Tallin: Valgus.

Grucza F., 1992, Kaszëbskô Biblëjô. Nowi Testament. IV Ewanjelje, Poznań: Hlondianum.

Klemensiewicz Z. 1953, O różnych odmianach współczesnej polszczyzny, Warszawa: Wydawnictwo PIW 

Klemensiewicz Z. 1982, O różnych odmianach współczesnej polszczyzny,

[w:]

Kałkowska A. (oprac.), Składnia, stylistyka, pedagogika językowa, Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 353–432.

Kożyczkowska A., 2019, Kaszubszczyzna. Pedagogicznie o języku i tożsamości, Gdańsk: Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego.

Majewicz A.F., 1989, Języki świata i ich klasyfikowanie, Warszawa: PWN.

Obracht-Prondzyński C., 2006, Zjednoczeni w idei. Pięćdziesiąt lat działalności Zrzeszenia

Kaszubsko-Pomorskiego (1956-2006), Gdańsk: Wydawnictwo ZKP.

Ostrowska K., 2016, „Polskie gwary na wyginięciu?”, czyli obraz polszczyzny ludowej i regionalnej w wypowiedziach użytkowników forum.mlingua.pl, „Rozprawy Komisji Językowej ŁTN”, t. LXIII.

Polański K., 1993, red., Encyklopedia językoznawstwa ogólnego, Warszawa: Wydawnictwo Ossolineum.

Stęplewski A., 2018., Semioza pisma. Cyrylica i łacinka w serbskim i chorwackim dyskursie narodowym na tle słowiańskim, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.

Treder J., 2013, Kaszubszczyzna — od dialektu do języka,

[w:]

Dunin-Dudkowska A., Małyska A. (red.), 70 lat współczesnej polszczyzny. Zjawiska — procesy — tendencje. Księga jubileuszowa dedykowana profesorowi Janowi Mazurowi, Lublin: Wydawnictwo UMCS, 421–438.

Urbańczyk S., 1978, red., Encyklopedia wiedzy o języku polskim, Wrocław: Zakład Narodowy Ossolińskich.

Wicherkiewicz T., 2014, Regionalne języki kolateralne Europy — porównawcze studia przypadku z polityki językowej, Poznań: Wydawnictwo Rys.

Zaręba A., 1988, Literackie języki regionalne w Polsce, „Język Polski”, z. 2–3.

Zieniukowa J., 2001, Ewolucja poglądów na status kaszubszczyzny, w: Kaszubszczyzna – Kaszëbizna, red. E. Breza, Opole: Uniwersytet Opolski – Instytut Filologii Polskiej.

Zieniukowa J., 2005, Kaszubskość i polskość w komunikacji językowej i świadomości Kaszubów,

[w:]

Drong L., Kalaga W. (red.), Wielokulturowość — postulat i praktyka, Katowice: Wydawnictwo UŚ, 209–218.

Majõ Kaszëbji glos? – Velacëjô 2019

V nece, przed velacëjõ do pòlskjéwo parlamentë, vëznaczonõ na 13. pajicznjika 2019 r., rozmajité jidze wuzdrzëc parole, co majõ wobëvatela do velovanjéwo zachãcëc. Njechtërni kandidacë navetka pò-kaszëbskù do nas ze svòjich banéróv ë lecónkóv wolajõ, blós z vjiksza na konkretné pitanja wodpòvjadac nje chcõ. Rzeczëma so, co ta latosô kampanjijô je woglovò tak zmùdnô jak nen jesénni deszcz za woknã.

Rzõdzõcô parteja rozdôvô ë przëwobjecëje vszëstkò ë vszëstkjim, a przez to ve vszëternôstkjich rãkingach „vëmjôtô”, zôs procëmnjicë prosto chãce bjôtkòvanjô sã z tak mòcnim kònjã nji majõ, në téj blós straszõ, że chto glosë nje woddô (na njich), ten wo straci. Tedë jô sã pitajã: majõ Kaszëbji glos v tëch velacëjach? To znaczi – mómë më za kòwum velovac ë za czim velovac?

Kòżdi sóm nó të pitanja so wodpòvjé ë kòl wurnë zrobji, co mdze chcôl. Vedle mje vjikszosc Kaszëbóv púdze „za vjarõ”, „za prôvdzëvõ Pòlskõ” ë „za chlebã” velovac. Mògã sã wó to z kòżdim ë wo vszëstkò vjatovac. Blós dzél – nôvjici z tëch mjastovëch Kaszëbóv – zrobji co jinéwo ë „za wolnoscõ”, ”za rozmajitoscõ” ë „za Pòlskõ wobëvatelskõ” mùrã stanje. Dze mdõ ti, co „za bëlnõ Kaszëbskõ”, „za rejonóv samòrzõdzenjé” ë „za wostavjenjim v Kaszëbsce vjikszéwo partë z naszëch pòdôtkóv” glos woddadzõ? Ti v szúnungú wostónõ. Dlô njich prosto vibjorë nji ma.

Kaszëbji nje mdõ mjelë glosú njigdë, pòkji svòji pòlitikji nje bõdõ mjelë. Prziklôd Rësznotë Autonomje Szlõska ë rozmajitëch ji mùtacij (v tim falú: Szlõskô Rejonalnô Parteja) to nôlepji pòkôzëje. Chòc jima rôz lepji a rôz gòrzi jidze, nji móże rzec, co vjizie svòji tatczëznë nji majõ ë wó co sã bjôdkùjõ dobrze vjedzõ. A Kaszëbji? Kaszëbji – wodkõdka le nen nôród v mòdernëch czasach XIX stalecô sztôltovac sã zaczõn – sõ na pòstrónkù provadzoni. Pòlskji ksãżô katolëckji ë pòlskji nôrodnjicë za dlúgjéwo newo pòstrónka nje pòpùszczõ. Rejonalni jãzëk nama dalë, diktando pjisac, spjevac, túńcovac ë vëszëvac më móżemë. Za svòjõ kaszëbskõ pòlitikã sã brac? Anji navet!

To tak nje je le dzisô. Chcemë sã blós Jaroszovi Derdovskjémù przëzdrzec, chto mjôl na njewo cësk ë skõdka sã ta jewo parola vzãna, że „nji ma Kaszub bez Pòlonji…” co jã dzisô tak rôd v Kaszëbskò-Pòmòrskjim Zrzeszenjim ë Kaszëbskjim Jinstitúce pòvtôrzajõ. Ale navetka Zrzeszińcë doch bëlë v dzélú namerkôni pòlskò-nôrodnõ dejõ, bò wod Vjôlgji Pòlskji do Vjôlgji Pòmòrskji nje je dalek, a Aleksãder Labùda ë Jignac Szútenberg na pòczõtkú lat 30. XX stalecô v parteji, co sã zvala Stronnictwo Narodowe, bëlë ë na terenje Gdinje antiżëdovskjé ë antimjészëznové gazétë kòlpòrtovalë.

Dzisôdnja Prawo i Sprawiedliwość v svòjim programje vjici Kaszëbóm nje daje, jak le pravò do tewo, co më jú mómë ë cvjardé stanovjiszcze, że jú njic sã nama nje nôleżi ë kòżdô glova vëżi pòdnjoslô mdze wukjidlô. Platforma Obywatelska (Koalicja Obywatelska) chce vszëstkjim davac pò róvno, a to mje vëzdrzi za jinõ fòrmõ kùlturovi asimilacie, do jakji doch kòżdé państvò dõżi. Czemù téj tak vjele dzejarzóv kaszëbskjich parlãczi sã z tima karnama ë na jich lëstach do parlameńtë sztartëje?

To je dosc prosto vëtlomaczëc. Kò doch kòrzenje ti lëdze majõ jistné. Jô sóm pamjãtajã sebje, kjéj jô v kòscele v 80. latach wuszléwo stalecô spjévôl: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Abò: „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana! Jakże wielka dziś twoja rana? Jakże długo cierpienie twe trwa”. Abò: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!”.

Z vjiksza Kaszëbji cignõ dzis do tëch, co jidentifikùjõ sã jak wonji sami. Różnjice nje sõ vjôlgjé. Za PiSã velëje katolëk-Pòlôch-Kaszëba, a za KO velëje Pòlôch-katolëk-Kaszëba. Vëzdrzi nó to, co Kaszëbji-Kaszëbji-katolëcë/evanjelëcë/bezvjarni nji majõ za kjim velovac. Tak mdze, pòkji nje stvòrzi sã naja parteja. Do tewo czasë mdzemë vjedno vëbjérelë mjészé zlo.

II Runda Kaszubskiej Ligi BÙczki

Luzino pozostaje liderem w Kaszubskiej Lidze Bùczki. Jednak mimo że z rozgrywek w Brusach wraca z kompletem punktów, nie może czuć się pewnie po dwóch meczach wygranych w dramatycznych okolicznościach.

II Runda Kaszubskiej Ligi Bùczki odbyła się na stadionie w Brusach, gdzie na co dzień trenuje zespół Krëbanë. Choć sezon się nie kończy, organizatorzy postarali się o nagrody dla zwycięzców tego etapu rozgrywek. Puchary wręczał wiceprezydent Brus Krzysztof Gierszewski, specjalną statuetkę w kształcie diabelskich skrzypiec przyznał także prezes pomorskiego LZS Piotr Klecha. Tradycyjnie przed pierwszym gwizdkiem odśpiewano hymn Zemia Rodnô, a obiekt przyozdobiono czarno-złotymi flagami.

Mecz otwarcia między gospodarzem a zespołem Òska Lëzëno należał do gości, którzy pewnie wygrali 15:4. Podobnie bez problemów zwycięstwo odniósł skład Czôrné Pùjczi Strzebielëno w spotkaniu z Gromówką Żukòwò pokonując ich 4:17. W trzecim meczu zmierzyły się zespoły lidera z Luzina oraz zajmującej ostatnie miejsce w tabeli Gromówki. Wbrew statystykom mecz był bardzo zacięty, a fantastyczne strzały Tomasza Połomskiego często okazywały się niemożliwe do obrony nawet dla dobrze przygotowanych obrońców Òski. Ostatecznie jednak grający w żółtych koszulkach luzinianie wygrali 6:7.

– Pracowaliśmy nad poszerzeniem składu rezerwowych i to przyniosło skutek w postaci zwycięstwa nad Krëbanami. Na zwycięstwo w meczu z Òską przyjdzie jeszcze czas – bojowo zapowiada Tomasz Połomski. Rzeczywiście, sporym zaskoczeniem była wygrana 10:11 w meczu z gospodarzem, który lepszą formę wykazywał podczas turnieju w Luzinie. Najbardziej mrożący krew w żyłach przebieg miał mecz pomiędzy Strzebielinem a Luzinem. Ci pierwsi wzmocnili skład poprzez dołączenie zawodników trenujących inne sporty zespołowe w Night Shadows Wejherowo oraz Błażeja Dampca. Zbyt pewny siebie lider tabeli już w drugiej minucie stracił punkt, za to na pięć minut przed zakończeniem spotkania Błażej Dampc zdobywa trzy punkty dające przewagę Czarnym Kotom. Nie brakowało nerwów, błędów przy tak prostych czynnościach, jak zmiany w składzie oraz determinacji, by odrobić stratę. Na nieco ponad 60 sekund przed końcem Tomasz Czapp zdobywa 3 punkty i wynik wynosi 12:13 dla Strzebielina. Cały skład Luzina przechodzi do ofensywy i po bardzo agresywnej grze Tomasz Czapp ponawia swój wyczyn i mecz kończy się wynikiem 15:13 dla Os z Luzina.

Na uwagę zasługuje gościnna obecność drużyny Night Shadows Wejherowo pod wodzą Tomasza Myszewskiego, która jest chętna, aby w przyszłym sezonie dołączyć do Kaszubskiej Ligi Bùczki. Rozegrała sparing z rezerwami Krëbanów.

– Jest to niezwykła kontaktowa gra, którą włączamy do naszych treningów, aby poprawić zdolności taktyczne piłkarzy. Moim zawodnikom bùczka spodobała się od pierwszego treningu – mówi Myszewski.

Turniej w Brusach zakończył letnio-jesienną rundę. Kolejne rozgrywki ligowe rozpoczną się w połowie marca, zimą Liga planuje zorganizowanie otwartych turniejów halowej wersji bùczki.

Plac Karno Bilans Pkt
1 Òska Lëzëno 6-0-0 18
2 Krëbanë Brusë 3-0-3 9
3 Czôrné Pùjczi Strzebielëno 2-0-4 6
4 Gromówka Żukòwò 1-0-5 3

„Serba sy, se wjaselim/ Co ga pÓn šak nimski spiwaŠ?”- Co dalej z językiem dolnołużyckim?

Język jest uważany za nośnik kultury danego narodu, za coś nieodłącznie związanego z pojęciem tożsamości i przynależności narodowej czy etnicznej. Hipoteza relatywizmu językowego Sapira-Whorfa posuwa się jeszcze dalej, mówiąc, że: „Wobec różnic między językami, ludzie myślący w różnych językach, rozmaicie postrzegają świat”. Kwestia ważności języka, którego uczymy się instynktownie, w rodzinie, ma odzwierciedlenie w określaniu go w poszczególnych językach.

W j. polskim nie bez powodu mówi się o „języku ojczystym”, w j. niemieckim nazywa się go „językiem matczynym” ( niem. Muttersprache). To coś wrodzonego, pierwotnego, towarzyszącego nam od kolebki. Podobny, sentymentalny związek z językiem ojczystym wykazuje dolnoserbski, nazywając mowę ojczystą maśeŕšćina lub mamina rěc, czyli język matki/język matczyny.

W Brandenburgii język i kulturę dolnołużycką na papierze chroni tzw. Ustawa o Serbach/Wendach (niem. Sorben/Wenden-Gesetz). W wymienionej ustawie zagwarantowano Serbołużyczanom nie tylko prawo do tożsamości narodowej (§ 1), ale i przede wszystkim prawo do własnej, odrębnej kultury (§ 7) oraz języka (§8). Już w preambule tego dokumentu czytamy, że prawo to zostało ustanowione w uznaniu woli Serbów/Wendów, dla których Łużyce od stuleci są ziemią ojczystą, aby chronić ich język i kulturę, które zachowali do dziś, mimo różnorodnych prób asymilacji (podkreślenie J.M), podejmowanych poprzez wieki i aby zachować i wzmocnić ich narodową tożsamość także w przyszłości1.

Niełatwo przeoczyć fragment z nieco eufemistycznym wyrażeniem mówiącym o próbach asymilacji (niem. Assimilierungsversuche), które śmiało możemy nazwać celowymi zabiegami germanizacji Serbołużyczan. Zwłaszcza po 1871 r., czyli po zjednoczeniu Niemiec pod rządami Żelaznego Kanclerza Ottona von Bismarck, zarówno w Prusach, jak i w Saksonii rozpoczęła się realizacja kursu antyserbskiego. Istnienie mniejszości narodowych było wtedy postrzegane jako zagrożenie dla zjednoczonych Niemiec. Bismarck osobiście interesował się tzw. sprawą serbską. W czasie jego rządów wprowadzano wiele niekorzystnych dla Łużyczan przepisów. Nacjonaliści głosili, że dzięki używaniu języka niemieckiego Łużyczanie wejdą w krąg wyższej, niemieckiej i zarazem europejskiej kultury. Měrćin Nowak-Njechorński, pisarz, malarz i działacz narodowy, wspomina w swoim autobiograficznym dziele o tzw. Wendenzulage, swoistym dodatku jaki nauczyciele otrzymywali od władz szkolnych pod koniec XIX i na początku XX w., aby „oduczali dzieci od obrzydłego łużyckiego gadania”2.

Na Łużycach Dolnych język dolnołużycki służył aż do 1933 r. jedynie do nauki religii oraz jako język pomocniczy przy nauce j. niemieckiego. Codziennością były sytuacje, gdzie serbskie dzieci idące do szkoły nie znały ani słówka po niemiecku, ale musiały się go prędko nauczyć, inaczej groziły im kary cielesne oraz ośmieszenie przed koleżankami i kolegami. Bliska mi osoba, będąca obecnie po 80-tce, również wspominała, że niemiecki nauczyciel bił ją kijem po rękach, kiedy usłyszał jak prowadziła rozmowę z rówieśnikami w swoim języku ojczystym. Tego typu wspomnienia powtarzają się w opowieściach wielu przedstawicieli starszego pokolenia.

Po dojściu do władzy Narodowych Socjalistów język łużycki objęty został zakazem i kompletnie zniknął z życia publicznego oraz nierzadko i prywatnego. Politykę nietolerancji dla dolnołużyckiego oraz jego zakaz uznaje się dzisiaj jako jeden z głównych powodów szybkiego zaniku znajomości tego języka.

Po II wojnie światowej wydawało się, że polityka językowa nowych władz jest przychylna Serbom. W Brandenburgii ogłoszono bowiem hasło propagandowe mówiące, że ” Łużyce będą dwujęzyczne” (niem. „Die Lausitz wird zweisprachig”). Następnie utworzono dwa typu szkół: tzw. szkoły typu A (j. dolnołużycki jako język wykładowy, czyli język w którym prowadzono wszystkie zajęcia szkolne) i szkoły B (j. dolnołużycki jako język obcy). Pod koniec lat 50. wraz ze zmianami personalnymi w Politbiurze, zmieniło się jednak również hasło przewodnie dla Brandenburgii. Gloryfikowaną wcześniej dwujęzyczność szybko zastąpiono bowiem sloganem „Łużyce będą socjalistyczne” (niem. „Die Lausitz wird sozialistisch”). Wtedy to j. dolnołużycki z przedmiotu obowiązkowego, stał się przedmiotem fakultatywnym. Tutaj również chciałabym przywołać wspomnienie znajomej osoby, urodzonej w latach 70. w serbskiej wsi Janšojce (niem. Jänschwalde), która sama prosiła mamę, jako uczennica szkoły podstawowej, aby wypisała ją z zajęć dolnołużyckiego, ponieważ miała, w swoim odczuciu, za dużo nauki i była „przeciążona dodatkowymi zajęciami”. Jej mama, która do dziś dużo rozumie po dolnołużycku, dawno jednak zarzuciła porozumiewanie się w tym języku, natychmiast spełniła jej prośbę, robiąc to oczywiście, jak mniemała „dla dobra swojego dziecka”. Dziś cała rodzina wspomnianej osoby, również jej własne dzieci, pielęgnują dolnołużyckie tradycje, dotyczące zwyczajów w ciągu roku, czy też stroju narodowego, żadne z nich nie zna jednak języka ojczystego ich przodków.

Do zanikania języka dolnołużyckiego przyczyniło się oczywiście również wydobycie węgla brunatnego, a tym samym zrównanie z ziemią ponad 130 łużyckich wiosek na Dolnych i Górnych Łużycach. Przesiedleni do miast Serbowie Łużyccy znaleźli się nagle w środowisku, gdzie dominował język i kultura niemiecka, którą przejęli, nie przekazując kolejnym pokoleniom dawnych tradycji i języka. Niestety nawet dziś, w czasach wydawałoby się sprzyjających wszelkim mniejszościom i małym narodom, żądza zysków i przywileje dla koncernów węglowych, zniszczą kolejne serbskie wioski. Najlepszym przykładem jest Miłoraz (niem. Mühlrose), którego ostateczna zagłada, część wioski została już bowiem wcześniej wchłonięta przez węgiel, zbliża się wielkimi krokami3.

Warto zaznaczyć, że poprzez zlikwidowanie szkół z dolnoserbskim językiem nauczania prestiż tego języka i tak już nadszarpnięty przez lata germanizacji oraz prześladowań, obniżył się jeszcze bardziej. Ze wspomnień wielu osób wyłania się obraz rodzin, które same, dobrowolnie rezygnują z mówienia po dolnołużycku z dziećmi i zapisywania ich na naukę tego języka w szkole, aby jak sami twierdzili „zapewnić im lepszą przyszłość”. Całe pokolenia zostają więc pozbawione tej wielkiej wartości, jaką jest dwu-czy też wielojęzyczność. Znane są mi oczywiście jednostkowe przypadki rodzin na Dolnych Łużycach, w których rozmawiało się od zawsze tylko w językach łużyckich, to jednak jedynie niewielkie wysepki na ogromnym morzu (auto-)zgermanizowanej większości. Znam również przypadki, gdzie w wyniku małżeństw mieszanych niemiecko-serbskich, po urodzeniu dzieci toczyła się swoista walka o prym jednego z języków. Najczęściej oczywiście wybierano niemiecki, czego skutki są dziś doskonale widoczne. Ponownie jednak nie możemy tutaj generalizować, istniały bowiem rodziny, gdzie dzieci wyrosły serbskojęzycznie.

Nawet utworzenie w 2001 r. tzw. „Rěcny centrum Witaj” w Chociebużu nie pomogło zwiększyć liczby osób, mogących porozumiewać się płynnie w j. dolnoserbskim. „WITAJ” opiera się na koncepcji nauki metodą imersji bądź immersyjności – pojęcia znanego w Polsce głównie w odniesieniu do rzeczywistości wirtualnej. Immersyjność to zanurzanie się zmysłów, pochłanianie przez zmysły pewnych bodźców. W projekcie „Witaj” chodzi więc w uproszczeniu o naukę dolnołużyckiego, w przedszkolach oraz szkołach podstawowych i średnich na tzw. serbskim obszarze zasiedlenia, z nauczycielem, który będzie rozmawiał z dziećmi i młodzieżą jedynie w tym języku, bez względu na ich przynależność narodową. Chodziło także o to, aby różne przedmioty, zarówno humanistyczne, jak i ścisłe zostały poprowadzone również po dolnoserbsku4.

Podane pod koniec zeszłego roku do wiadomości publicznej wyniki ewaluacji „Witaj”, podsumowującej prowadzoną od lat rewitalizację j. dolnołużyckiego, są jednak przerażające5. Nie trzeba wcale czytać tego niewątpliwie świetnego opracowania, aby dowiedzieć się jak wyszedł ów językowy eksperyment. Wystarczy mieszkać na Łużycach Dolnych, aby zauważyć jak wygląda dwujęzyczność, a raczej jej brak. O ile najmłodsi z grup przedszkolnych „Witaj” radzą sobie nieźle, o tyle np. uczniowie Dolnoserbskiego Gimnazjum (DSG), komunikują się głównie po niemiecku. W tym kontekście przerażającym doświadczeniem była dla mnie zeszłoroczna Schadowanka, czyli coroczny bal absolwentów DSG. O ile program kulturalny był na bardzo wysokim poziomie, o tyle w sali dało się słyszeć jedynie rozmowy po niemiecku, zaś na parkiet młodzież wyszła dopiero, kiedy orkiestra zagrała niemieckie lub angielskie szlagiery (przy serbskich, które zagrano na początek parkiet był pusty, najwidoczniej dolnoserbskie utwory współczesne nie były uczniom w ogóle znane).

W związku z katastrofalną sytuacją dolnołużyckiego odbyła się także publiczna dyskusja pt. „Język dolnołużycki umiera”6, nagrywana także przez brandenburską telewizję, program lokalny emitowany raz w miesiącu w j. dolnołużyckim. Moderatorem dyskusji był Christian Matthée, znany na Łużycach dwujęzyczny prezenter. Na podium siedziało kilku ekspertów z serbskich instytucji oraz zaangażowanych w rozwój kultury i języka dolnoserbskiego ludzi, dopuszczalne były również głosy z widowni. Niestety nie doszło do obiecanej „wielkiej debaty” nt. przyszłości j. dolnołużyckiego. Wielu mądrych ekspertów powiedziało wiele interesujących, ale niekonkretnych rzeczy. Nie padła za to żadna jednoznaczna propozycja JAK lepiej rewitalizować dolnołużycki. Przyszłość nie rysuje się jednak w różowych barwach. Wystarczy wspomnieć, że zaproszeni uczniowie Dolnoserbskiego Gimnazjum w większości (był też jeden wyjątek!) skorzystali z niemieckiego tłumaczenia symultanicznego, zapewnionego w czasie rozmów (słuchawki). Zapytani przez prezenterkę dlaczego ich zdaniem język dolnołużycki umiera odpowiadali także… po niemiecku. Fragmenty tej dyskusji można było zobaczyć 15.06.2019 w serbskiej telewizji, powinny być dostępne również online7.

Język dolnołużycki umiera, znika z życia codziennego, cichutko i oczywiście zgodnie z prawem, jest spychany na drugi plan, jako coś dodatkowego, czego być może w zasadzie nikt już nie potrzebuje. Nie posiadam gotowych rozwiązań i nie potrafię zatrzymać wymierania j. dolnołużyckiego. Mogę jedynie podzielić się pomysłami, które podałam w ankiecie „JO! Za Tebje!8. Ta ankieta, przeprowadzana już po raz kolejny, ma pomóc w wypracowaniu tak niezbędnego nam dzisiaj na Łużycach Dolnych rozwiązania, które byłoby w stanie uratować, znajdujący się na czerwonej liście UNESCO, jako język zdecydowanie zagrożony (definitely endangered9), dolnołużycki. Wymieniłam następujące działania: podwyższenie prestiżu j. dolnołużyckiego poprzez działania osób z życia politycznego w tej sprawie, takich jak np. burmistrz miasta Chociebuża itd., utworzenie perspektywy zawodowej dla młodych ludzi, związanej ze znajomością j. dolnołużyckiego, zmiana statusu j. serbskiego z przedmiotu fakultatywnego, na przedmiot obowiązkowy dla wszystkich uczniów (bez względu na pochodzenie) od przedszkola do matury (aby to osiągnąć potrzeba nauczycieli), zwerbowanie nauczycieli, gotowych nauczyć się dolnołużyckiego w krajach słowiańskich jak np. Polska, Ukraina itd. oraz pielęgnowanie j. dolnołużyckiego w rodzinie, która z definicji jest przecież podstawową i pierwotną, grupą życia społecznego, kształtującą kolejne pokolenia.

1Gesetz über die Ausgestaltung der Rechte der Sorben/Wenden im Land Brandenburg (Sorben/Wenden-Gesetz – SWG) vom 7. Juli 1994, (GVBl.I/94, [Nr. 21], S.294), Ustawa o wytycznych dotyczących praw Serbów/Wendów w landzie Brandenburgia, dokument dostępny online.

2 Nowak-Njechorński M., Życie pisane i malowane, tł.. Marciniak St., Warszawa 1989, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, s.246.

3MDR Sachsen, Lausitzdorf Mühlrose muss Braunkohle weichen, https://www.mdr.de/sachsen/bautzen/goerlitz-weisswasser-zittau/muehlrose-wird-abgebaggert-100.html, artykuł z dnia 14.02.2019, dostęp z dnia 12.06.2019.

4 Kaulfürstowa J., Bemühungen des WITAJ-Sprachzentrums um den Erhalt und die Verbreitung der sorbischen Sprache, https://www.witaj-sprachzentrum.de/wp-content/uploads/sites/3/2016/06/Dzelawosc_RCW_ne-Dzelawosc_RCW_ne.pdf, dostęp z dnia 09.06.2019.

5 Universität Leipzig, Institut für Sorabistik, Abschlussbericht zur WITAJ-Evaluation, https://sorb.philol.uni-leipzig.de/start/aktuelles/details/news-id/6695/, data publikacji 06.12.2018, dostęp z dnia 12.06.2019.

6 Lausitzer Rundschau, Gespräch über wendische Sprache, https://www.lr-online.de/lausitz/cottbus/rbb-laedt-zu-gespraech-ueber-wendische-sprache-im-stadthaus-in-cottbus-ein_aid-39208975, dostęp z dnia 12.06.2019.

7 RBB online, Magazyn Łużyca, https://www.rbb-online.de/luzyca/, dostęp z dnia 12.06.2019.

8Chodzi o ankietę pn. „Jo!Za Tebje 2.0”, http://jozatebje.de/, dostęp z dnia 10.06.2019.

9 UNESCO, Interactive Atlas of the World’s Languages in Danger, http://www.unesco.org/languages-atlas/index.php, dostęp z dnia 11.06.2019.

Justyna Michniuk jest absolwentką stosunków międzynarodowych (specjalizacja niemcoznawstwo) oraz filologii słowiańskiej (j. serbski i bułgarski) na UMK w Toruniu, a także kursów doskonalenia zawodowego o tematyce logistyka i handel zagraniczny przy Izbie Przemysłowo-Handlowej w Hamburgu.  Zawodowo umacnia dobre stosunki polsko-niemieckie oraz pisze teksty do różnych czasopism i dla portali internetowych o tematyce etnologicznej, etnograficznej, ludoznawczej, antropologicznej itp.

Przed pierszim gwizdkã – rëchtowanié do sezonu w Lidze Bùczczi

Tidzéń òstôł do jinaùgùracje Kaszëbsczi Lidżi Bùczczi. Czãżkò przewidzec, chto wëjedze z Lëzëna z pierszima pùnktama. Przëzdrzimë sã, jak same karna widzą przebiég pierszich meczów.

– Brusë, wasza òbrona mdze wëzdrzała jak te pôluszczi – gôdô na filmikù Kristión Andriskòwsczi (Òska Lëzëno), pò czim łómie słoną przegrizkã. Pò wdzydzczich rozgriwkach mòżemë gadac ò tradicji szpòrtownégò grożeniô so w spòlëznowëch mediach przed meczama. Slédną razą równak te grozbë czerowóné do karna Krëbanë Brusë nie wërzasłë jich. Jak mdze terô? W Krëbanach ògłosëlë wiôlgą mòbilizacjã i rôczëlë na trening nowëch miónkarzów. Jak zapòwiôdô kapténa karna Miklôsz Ridiger – to nie òbniżi kwalitetu spòrtowców.

– Më robimë karno bez słabëch pùnktów… Nikògò ni mómë strach. Czwiczimë takticzi, jaczich nicht na òczë ni mô widzoné – dërno zapòwiôdô przedstôwca pôłniowégò karna.
Pòprawã òbiecëje Gromówka Żukòwò, jakô zdzywiła wszëtczich w turnerze tradicjowégò wariańtu we Wdzydzach slédnym placã.

– Nama zafelało kluczowégò zmiennika. Më dërch rozwijómë sztrategiã, wëzbiwómë sã lëchich zwëków, a ùczimë tëch, co dôwają brzôd – dobëca. Më ni mómë stracha procëmników, jesmë zdeterminowóny i w pòszëkù, cobë pòkazac, na co pò prôwdze stac Gromówkã Żukòwò – klarëje Tomôsz Pòłomsczi. Mòcnym pùnktã Czerwònëch mòże bëc Dawid Drążkòwsczi, jaczi wzmòcni skłôd ju w Lëzënie.

Jinaùgùracjô Kaszëbsczi Lidżi Bùczczi pòmòże òdpòwiedzec na pitania – Strzebielëno zaczinô dobrą passã czë miało szczescé we Wdzydzach? Żukòwò przëbôczi ò swòjëch ùmiejãtnoscach widocznëch na treningach, czë mdze za knôpa do bicô? Czegò pò prôwdze mòżemë sã spòdzewac pò bëńlach z Brus i czë Lëzëno òprócz faktu bëcô placã òdrodë tegò spòrtu mô sã czim pòchwalëc?
Plakat zapòwiôdający wëdarzenié krzikô do kibiców: “Twòrzimë historiã. Pòj z nama!” W jaką stronã ta historiô pùdze? Swiôdkã tegò na żëwò to mdze mógł bëc w sobòtã 17.08.2019 ò 1:00 pp na lëzyńsczim sztadionie.

Spòrtowô sensacjô we Wdzydzach

Kùńcowô tabela rozgriwków bùczczi we Wdzydzach wëzdrzi jak òdwróconô do górë nogama. Nicht sã nie spòdzéwôł dobëcô debiutańtów z Brus, a przédny kańdidat do pùcharu – Żukòwò stanãło za pòdium.


Turnér bùczczi rozgriwóny na terenie Mùzeùm we Wdzydzach miôł barżi tradicyjny przebiég. Czãższô bala do palańta trôfiała do pùnktzonów wëznaczonëch pòwrozama. Na bòjiszczu sã stawiłë 4 karna: Żukòwò, Krëbanë Brusë, Strzebielëno i Gùmisze Wejrowò. Kòżdi skłôd òprócz Krëbanów miôł w swòjim składze doswiôdczonëch miónkarzów. Rozgriwczi w systemie “kòżdi z kòżdim” ùstalëłë, jaczé pôrë wëstąpią w meczach ò 3 plac i we finale.

Brusczé karno dobiwców


Spòrtowi dzél Wdzydzczégò Jôrmarkù òdemkło pòtkanié Brusów i Strzebielëna. Krëbanë, jaczi grelë w biôłëch kòszulkach, baro flot delë sã pòznac jakno kòndicyjno dobri spòrtówcowie i jich przëchwëtiwanié balë we westrzódkù pòla ë chiżé kòntrë lewą stroną nie dałë niżódnëch szansów gòscóm z Nordë. W drëdżim pòtkanim naprocëm se stanãlë Gùmisze i Żukòwò. Ti drëdzë wëzwëskelë swòje ùmiejãtnoscë graniô górą, a stałé wëjimczi grë zdecydowałë ò dobëcym. Sensacją numer jeden bëła dobrô gra Strzebielënianów. Dołączenié do składu Patrika Willë, jaczi ùprawił tempò grë, a techniczné ùmiejãtnoscë Riszarda Machòla ë Zdzysława Willë dałë jima przewôgã w meczu z Żukòwã. W Żukòwie na pòchwałã zasłëgiwô òbrona Radosława Pòłomsczégò ë wëmiana balë górą jegò bracynë Tomasza z Karolã Kùnikòwsczim. Gùmisze, w jaczich składze grelë ùczãstnicë Turneru Fanë 2018 – Tomôsz i Karól Czapòwie nie wiedzelë so radë z procëmnikama, aż do czasu meczu z Brusama. Prowadzącô w tabelë ekipa Miklôsza Ridigera nie òczarzëła dobri òbronë Wejrowianów, a chùtczé bale bëłë przechwëtiwóné i delegòwóné z distansu w pùnktzonã pôłniowców, abò rozgriwóné w pòzycyjnëch atakach. Ten mecz nie zmienił równak sytuacje miónkarzów z Nordë i we finałowim etapie òsta jima biôtka ò trzecy plac. Pierszô pòłowa pòtkaniô z Żukòwã szła baro dobrze aż do òstatnëch sekùńdów. Kòntrola grë, dobré jinterwencje òbronë i dokładné pòdania dałë Gùmiszóm 4 pùnktë. W slédnëch sekùńdach Tomôsz Pòłomsczi równak sczerowôł balã w pùnktzonã za 3 pùnktë. Mecz sã skùńcził efektã 7:6 dlô Gùmiszów, co doprowadzëło do sensacje numer dwa – rewelacyjné techniczno i kòndicyjno Żukòwò wrôcô bez nôdgrodë. Sensacjã numer trzë dało sã ju przewidzec, chòc na minutã przed pierszim gwizdkã arbitra nicht przë zdrów rozëmie bë na to dëtków nie pòstawił. Krëbanë Brusë dobëłë Pùchar Wójta Gminë Kòscérzna i pòkôzałë, że ju nié le Norda mòże sã bùsznic dobrą grą w bùczkã. Domnik Zblewsczi, Łukôsz Kùbiszewsczi, Filip Rumel Czôrnowsczi, Dawid Rodzéń i Miklôsz Ridiger to skłôd dobiwców, jaczi òprócz pùcharu przëwiezlë… wiôlgą, drzewianą swiniã, jakno nôlepszi bùczkarze w tradicyjnym wariańce.


W ùprocëmnienim do halowëch mésterstwów swiata, we Wdzydzach nie bëło niżódnëch skôrgów na robòtã sãdzów. Przédnym rozsądzëcelã béł Kristión Andriskòwsczi, technicznym sãdzą Patrik Mùdlawa. Rozgriwczi zòrganizowałë: Mùzeùm Etnografny Park we Wdzydzach, Gmina Kòscérzna i firma PROCSB Adam Hebel.

Sensacyjny efekt to je téż prognostik na nôblëższé miesądze, w jaczich mô wësztartowac Liga Bùczczi w dzysdniowim ôrce. Całi czas mòżna zgłosëc swòje karno do administratorów facebookòwi stronë Kaszëbskô Liga Bùczczi i baro mòżlëwé, że zôs to debiutańë dobãdą nad tima, co z bùczką są zrzeszony òd zôczątkù ji òdrodë…

WYWIAD: J. Rompskiego narracja o narodzie kaszubskim

Rozmawiamy z dr Arturem Jabłońskim, autorem pracy Literacka narracja Jana Rompskiego o narodzie kaszubskim, która to rozprawa doktorska została napisana pod kierunkiem prof. dr hab. Jolanty Tambor, autorki książki Mowa Górnoślązaków oraz ich świadomość językowa i etniczna

Skra: Artur Jabłoński w świecie kaszubskim znany jest jako działacz narodowy, samorządowiec, założyciel radia i dwujęzycznej szkoły podstawowej. Teraz poznajemy pana nowe oblicze: badacza-językoznawcy.  

Nie przesadzajmy. Jestem dopiero na początku drogi badacza. Mam za sobą 5 lat studiów doktoranckich, które rozpocząłem na AP w Słupsku w dziedzinie literaturoznawstwa, a skończyłem na Uniwersytecie Śląskim jako językoznawca. W kręgu moich zainteresowań znajdują się teksty kaszubskie, w szczególności teksty literackie, na podstawie których staram się odnaleźć odpowiedź na pytanie, co Kaszubi myślą i komunikują na zewnątrz na temat swojego pochodzenia, języka, terytorium zamieszkania, historii, przynależności narodowej. Rozpatruję te zagadnienia przede wszystkim w kontekście konstruowania (rekonstruowania) podmiotowości Kaszubów. 

Skra: W swojej dysertacji sięgnął pan po teksty Jana Rompskiego.

Tak. Jan Rompski to ważny przedstawiciel grupy ideowo-literackiej Zrzeszyńców, która odcisnęła wyraźne piętno na kaszubskiej polityce językowej oraz wielu innych istotnych kwestiach społecznych i politycznych, a przede wszystkim stała na stanowisku narodowego statusu wspólnoty kaszubskiej. Nie bez znaczenia dla wyboru tematu rozprawy była moja pozanaukowa aktywność w ruchu kaszubskim, twórcze dokonania w dziedzinie literatury oraz to, iż podzielam pogląd, że szansą dla języka i kultury kaszubskiej jest rozwój tożsamości narodowej Kaszubów.

Jan Rómpskji (pol. Jan Rompski), ur. 1913, zm. 1969

Skra: Jaki cel postawił pan rozpoczynając swoje badania, których odzwierciedleniem jest pana rozprawa? 

Zamierzeniem pracy Literacka narracja Jana Rompskiego o narodzie kaszubskim było przeanalizowanie i zrekonstruowanie, w jaki sposób Jan Rompski (1913-1969) rozumiał pojęcie narodu kaszubskiego. Rozprawa miała przynieść odpowiedzi na pytanie, jak definiował to pojęcie, co je determinuje i jakie są jego wyznaczniki. Czy owe wyznaczniki stanowią zbiór otwarty, czy zamknięty? Które z elementów mozaiki terminu naród twórca uznawał za konieczne? Zadanie, które postawiłem przed sobą, polegało na odkodowaniu zawartych w tekstach J. Rompskiego jego wyobrażeń i sądów. 

Poszukiwania te zostały podjęte w perspektywie założeń i myśli sformułowanych przez ideowo-literacką grupę Zrzeszyńców, ale skupiłem się na interpretacji tekstów Jana Rompskiego, a nie innych Zrzeszyńców, ponieważ uznałem, że po pierwsze: Jan Rompski był jednym z głównych ideologów Zrzeszyńców – pod koniec lat 30. XX w. zdecydowanie przejął duchowe przewodnictwo w grupie, a po drugie: pisarstwo Jana Rompskiego było projektem zdeterminowanym narodowościowo, tak przemyślanym, by przenieść na wszystkich Kaszubów narodowe aspiracje grupy inteligenckiej. Ten autorski zamysł odzwierciedla forma utworów i ich treść, a problematyka narodu pozostaje najważniejszym motywem tych tekstów.

Skra: Wśród Zrzeszyńców liderami byli Aleksander Labuda i Jan Trepczyk. Rompski jest chyba postacią nieco mniej znaną… 

Był najmłodszy z nich, ale uważam, że pod koniec lat 30. XX wieku, to on objął ideowe przywództwo w ideowo-literackiej grupie Zrzeszyńców. Zadebiutował w 1933 r. jako poeta, a jego poezja – tworzona w duchu romantycznym – miała za zadanie wskrzesić narodowe aspiracje Kaszubów, podobnie jak przedwojenny dramat Vzénjik Arkonë, w którym autor określił m.in. rolę inteligencji kaszubskiej, mającej poprowadzić lud do kulturowego odrodzenia. Jego teksty publicystyczne drukowane na łamach gazety “Zrzesz Kaszëbskô” pod koniec lat 30. XX wieku, o których można napisać, że miały wymiar społeczno-filozoficzny, zwiastują jednak bliski rozbrat pisarza z ideą romantyczną. Nastąpił on ostatecznie na kartach napisanej w 1943 r. powieści Wurvanô Spjéva, której główny bohater przechodzi pozytywistyczną przemianę i świadom jest ogromu pracy u podstaw, jaką winna wykonać kaszubska inteligencja odpowiedzialna za przyszłość swojego narodu. Dotyczy to przede wszystkim rozwój języka, poczucia tożsamości, rozumienia obywatelskości, czy zbiorowej pamięci historycznej. 

Odrębny rozdział w twórczości Jana Rompskiego stanowią jego wiersze z czasu wojny, a szczególnie poezja obozowa, stworzona podczas pobytu pisarza w KL Stutthof, gdzie przebywał od marca 1944 r. do początku maja 1945 r. Jeśli we wcześniejszych utworach Rompskiego odnaleźć można cień wątpliwości, co do tego, czy współpraca z Polakami i obywatelstwo polskie są jedynym wyborem dla Kaszubów, to w obliczu wojennych cierpień, wspólnota losów Kaszubów i Polaków zdaje się bezdyskusyjna. Jan Rompski potwierdza to w powojennych tekstach publicystycznych i stara się tę myśl niejako zracjonalizować w swoich licznych dramatach napisanych pod koniec lat 40. i w latach 50. dwudziestego stulecia. Rompski, jako człowiek niezwykle aktywny w ruchu kaszubski i jednocześnie etnograf z ogromną pasją do swego zawodu, literaturę traktował jako medium i chciał poprzez nią komunikować się z czytelnikiem, a także widzem, w przypadku sztuk scenicznych.              

Skra: Co chciał pan osiągnąć poświęcając Janowi Rompskiemu swoje badania?

Chciałem, by moja rozprawa dostarczyła w znacznej mierze nowych, a przynajmniej bardziej usystematyzowanych informacji i wiedzy na założony temat. Poddałem oglądowi teksty programowe – artykuły publikowane w prasie, okolicznościowe referaty, a także notatki znajdujące się w materiałach, stanowiących spuściznę po Janie Rompskim, która przechowywana jest w Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie (Kurowska, Skwarło 2005). Ale najistotniejsze były dla mnie utwory literackie pisarza – jego proza, dramaty i poezja. Wszystkie one zachowane są w rękopisach lub w maszynopisach, większość z nich została również wydana. Nieopublikowana dotąd pozostaje powieść Jana Rompskiego Wurvanô spjéva. Twórczość autora drukowana była w piśmie „Zrzesz Kaszëbskô” w latach 1933-1939 oraz w powojennej edycji tej gazety, ukazującej się w latach 1945-1947, a także w „Chëczë”, dodatku literackim do tego wydawnictwa. Jedno opowiadanie i fragment utworu Wurvanô spjéva opublikował w latach 70. miesięcznik „Pomerania”, w roku 1970 wyszedł drukiem tomik poezji Pòmión zwònów, a kolejny zatytułowany Wiérzte wydano w 1980 r. Ponadto poezja J. Rompskiego znalazła się we wspólnym z Janem Trepczykiem i Aleksandrem Labudą tomiku Kaszëbskji pjesnjôk z 1935 r. oraz w kilku antologiach wydanych w 2. połowie XX stulecia i w XXI wieku. W 1987 r. opublikowano dramat J. Rompskiego Jô chcą na swiat. Niewątpliwie największym osiągnięciem w kontekście wydań twórczości tego autora, są wspomniane już dwa tomy Biblioteki Pisarzy Kaszubskich: Dramaty kaszubskie oraz Poezja Zrzeszyńców w opracowaniu językoznawców, literaturoznawców i historyków z Instytutu Kaszubskiego w Gdańsku. 

Hybrydowy z założenia plan metodologiczny rozprawy, wyznaczyły wszystkie przyjęte w omówieniach teorie i definicje, dotyczące pojęć takich, jak: naród, język, tożsamość. Musiał on zmieścić zaakceptowane rozumienie ich znaczeń, co usytuowało rozważania w działaniach antropologii, teorii kulturowych i kulturowo-socjologicznych. Pozwoliło to również na korzystanie z koncepcji językoznawczych, socjo- i etnolingwistycznych, ekolingwistycznych i nowoczesnej socjologii języka. Uczyniło koniecznym wykorzystanie metod socjologii literatury i analizy tekstu kultury, i wreszcie kazało sięgnąć po analizę dyskursu – ściślej: krytyczną analizę dyskursu, która koncentruje się na aspektach politycznych i społecznych. Za Teunem van Dijkiem, holenderskim teoretykiem krytycznej analizy dyskursu, przyjąłem w tej rozprawie, iż język stał się ważny dla wyznaczenia relacji między tekstami a strukturami społecznymi – przenoszoną treścią oraz percepcją odbiorców. 

Badacz ów twierdzi, że „teksty, podobnie jak wypowiedzi, również mają swych użytkowników, a mianowicie autorów i czytelników. Możemy więc też mówić o komunikacji pisemnej, choć jej uczestnicy nie kontaktują się ze sobą twarzą w twarz, a czytelnicy bardziej pasywnie uczestniczą w interakcji”. Jan Rompski, nie mając w czasach, w których żył, innej możliwości (może poza radiem, które wykorzystywał sporadycznie), rozumiał swoją pisaną twórczość jako narzędzie komunikacji. W ślad za rozważaniami Artura Stęplewskiego, z kolei, działania Jana Rompskiego starałem się rozumieć jako podjęcie przez aktywnego uczestnika dyskursu próby kreacji rzeczywistości poprzez wprowadzenie do istniejącej już wizji świata nowych elementów, mitologemów tworzonego kanonu kultury – narodu.

Skra: Jakie ustalenia i wnioski płyną z pana odczytania tekstów Jana Rompskiego? 

Narracja Jana Rompskiego o narodzie stanowi ponadczasową wykładnię kaszubskości. Wydaje się, że twórca proponuje, by naród odczytywać jako otwarty zbiór cech, do którego należą w szczególności odniesienia do terytorium, języka, historii, kultury czy obywatelstwa. Można je zawrzeć w kilku punktach: 

  1. odrębność językowa – jako fakt lingwistyczny, ale także fakt polityczno-społeczny;
  2. świadomość ziemi – własnego terytorium na południowym brzegu Bałtyku;
  3. odrębność kultury duchowej i materialnej; 
  4. wspólnota pamięci historycznej; 
  5. poczucie obywatelskości, polegającej na podmiotowym zaangażowaniu się Kaszubów w sprawy własnej wspólnoty narodowej i państwa polskiego jednocześnie. 

Mam świadomość pogłosu współczesnych dyskusji o charakterze tożsamościowym toczonych przez działaczy kaszubskich, słyszalnego niekiedy w mojej rozprawie. Z rozmysłem wkomponowałem go w tekst, by rozciągnąć opowieść Jana Rompskiego, jednego z głównych ideologów Zrzeszyńców, aż po współczesność.

Ksõdz to njé Jezës. Szokùjõci film wo ksãdzach pedofjilach sã dzeje téż na Kaszëbach

Njé to je tú nôvażnjészé, bò dokùmant bratóv Sekielskjich szokùje mjimò tewo, ale pravje ta blëzkòsc rëmù, fakt, że akcëjô sã vëdôrzô v dobrze mje znônëch placach na Kaszëbach ë Pòmòrzim, ë wobjimô pòpùlarné pòstacëje v naszim pòmòrskjim wuniversum, vstrzõs mnõ jesz vjicé. Sõ ve filmje Kartúze, je Gòvjidlëno, Gdónsk, Bëdgòszcz, Brodnjica; spravë zadzévajõ wo takjé persónë jak gdónskji metropòlita Sławoj Leszek Głódź abò Lech Wałęsa. Zmjescil sã véj v kadrze navetka kaszëbskji pòczet ze stanjicõ. Dlôcz to mô znaczenjé?

Atutã ne filmù je to, że derekt pòkazëje przipôdkji seksualnéwo vëzvëskòvanjô dzeci przez ksãdzóv, dozvôlô sã pòznac z jich wofjarami, dôvô jim glos, dozvôlô vëslëchac jich historij, zrozmjôc, jak do te przëszlo, jakjé mechanismë zó tim szlë, wod mòmantë wostanjô slúżkã abò gòscënë na plebanjiji. Bracô Sekielskji provadzõ narracëjõ bez teze, na zëmno ë na sëchò pòkazëjõ faktë, bez vlôsné kòmantérë. Njejedni sprôvcovje sami sã przëznôvajõ do vjinë na nagranjim, nje wostôvjajõ vãtplëvòsci ë rëmù na jich bronjenjé.

„Tylko nie mów nikomu” nje je filmã wo pedofjiliji v Kòscele, to je film wo krëcim pedofjiliji v Kòscele – takõ kòmantérã móm czëté ë cãżkò sã z tim nje zgòdzëc, dokùmant pòkazëje vëprôcovôné mechanismë ë taktikji jignorovanjô ë krëcô pedofjilóv przez kòscelnëch hierarchóv ë nôblëższé strzodovjiszcze. Chto mô strach to przëznac, ten mô strach prôvdë. A chto wodpòvjôdô, że doch „v jinëch varkach” téż sã trafjajõ pedofjile, ten sprovôdzô debatã do absurdë ë jignorëje mechanismë krëcô pedofjilóv przez kòscelné sztrukturë, jakjé nji majõ wodpòvjednjika v njiżódnim jinszim strzodovjiszczú.

„Ja przecież uczę w tej szkole. Dzieci uczę, nie? Te dzieci uwielbiają księdza. Ksiądz jest dla nich kimś jak Pan Jezus. I one wiedzą o tym. I tak powinno być!”

Je v tim vszëtkjim jesz pùzzel, jakji przëcig mòjã wuvôgã jakò kòwos z môléwo mjastka, z provinca: famjilëjô, vëchòvanjé ë spòle. Jô rozmjejã, dlôcz wofjarë z filmù sã dalë psichiczno wusidlëc svòjim woprôvcóm, bò jô jesz pamjãtajã, co wod môléwo vklôdô sã kòl nas dzecóm do glovë: respekt, pòdziv, zavjerzenjé, vnetka nôbòżnõ tczã dlô ksãdza, chtëren chòdzi jak v aurze czëstosce ë njick zlégò doch wod jegòmòsca przińc nji móże. Ksõdz je vëjimkã wod regùle. Nje zavjerzéj cëzim lëdzóm, nje bjerzë wod njich bómkóv, nje jidzë z njimi, kjéj chcõ cã gdzes zabrac. Ale kò njé jegòmòscúlkòvi, jegòmòscúlk je móralno lepszi jak jini czlovjek. Doch jo? V „Tylko nie mów nikomu” jeden ksõdz gôdô to czësto ôpen: „Ja przecież uczę w tej szkole. Dzieci uczę, nie? Te dzieci uwielbiają księdza. Ksiądz jest dla nich kimś jak Pan Jezus. I one wiedzą o tym. I tak powinno być!” Nie, nie powinno. Jedna wod wofjaróv v dokùmance klôr gôdô, że malastovanjé trëvalo mjesõcami, bò starszi prosto nje rozmjelë wuvjerzëc, że jich dzeckò je gvôlconé przez ksãdza, a doch tak bëlë sztolc, że jich sink je za slúżka v kòscele. „To księża krzywdzą wasze dzieci. Nie swoje. Ofiarom należy się troska, nie wasze bieganie na klęczkach koło księdza, czy biskupa. Koniec z bałwochwalstwem. Zobaczycie te wilki w koloratkach – od zwykłych księży po biskupów. Zobaczycie po prostu ludzi zepsutych. Na tym filmie zobaczycie, co z księdza może zrobić mentalność, że on jest drugim Jezusem. Jak to jest zgubne. To nie tylko narcyzm, ale choroba”. Tak v kôzanjim skòmantovôl film ks. Jacek Prusak. „Żaden ksiądz nie jest drugim Jezusem.” Nje kladzëta tewo dzecóm v glovë.

„Tylko nie mów nikomu”, całi film je dostãpni na YouTube

O Florianie Ceynowie słów kilka – w 202 rocznicę urodzin ojca kaszubskiej myśli narodowej

202 lata temu, 4 maja 1817 r. w Sławoszynie w powiecie puckim przyszedł na świat Florian Ceynowa (zm. w 1881 r.), ojciec kaszubskiej myśli narodowej. Jego przebudzenie do sprawy kaszubskiej następowało etapami. W czasie studiów we Wrocławiu (1841-1843) F. Ceynowa poznał wybitnych przedstawicieli czeskiego odrodzenia narodowego, byli między nimi fizjolog Jan Evangelista Purkyně i slawista František Ladislav Čelakovský; został tam członkiem Towarzystwa Literacko-Słowiańskiego. Na jednym z zebrań Towarzystwa w 1843 r. przedstawił po polsku referat O germanizacji Kaszubów, który później został opublikowany w wersji niemieckiej pod tytułem Die Germanisirung der Kaschuben w lipskich „Jahrbücher für slawische Literatur, Kunst und Wissenschaft” za rok 1843. Wyłaniający się z tego eseju program należałoby określić jako defensywny, ograniczający się do położenia zapory dla germanizacji Kaszubów. W tym samym czasie F. Ceynowa rozpoczął pracę nad pisownią i gramatyką języka kaszubskiego. Opublikował swoje pierwsze teksty po kaszubsku.

Odbywając służbę wojskową jako chirurg w Królewcu, Florian Ceynowa związał się z kręgami konspiracyjnymi skupionymi wokół Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Pod wpływem idei narodowowyzwoleńczych włączył się czynnie w przygotowywanie polskiego powstania na Pomorzu. 19 lutego 1846 r. przedostał się do Klonówki k. Starogardu Gdańskiego, by tam przygotowywać atak na koszary pruskie w mieście. Była to część powstańczego planu gen. Ludwika Mierosławskiego. Atak, przewidziany w nocy z 21 na 22 lutego 1846 r., jednak nie nastąpił. Siły pruskie zostały o nim uprzedzone i zawczasu zorganizowały obronę. F. Ceynowa rozwiązał swój około stuosobowy oddział, a sam się ukrył. Został jednak aresztowany i osadzony najpierw w więzieniach w Starogardzie i Grudziądzu, a od listopada 1846 r. w berlińskim Moabicie.

Na pobyt w więzieniu przypada następny etap rozwoju kaszubsko-narodowej myśli Floriana Ceynowy. Historyk Zygmunt Szultka, w książce Florian Ceynowa. Teksty więzienne tak o tym pisze: „W celi śmierci wykrystalizował się jego kaszubski program ideowy, społeczno-narodowy i kulturalny, którego istotą był język kaszubski jako najważniejszy czynnik oświaty i postępu Kaszubów oraz pancerz ochronny przed utratą tożsamości”. Po opuszczeniu więzienia Florian Ceynowa, jak ujął to badacz dziejów Kaszubów Gerard Labuda w artykule Podłoże polityczne dyskusji nad autonomią języka kaszubskiego na przełomie XIX i XX stulecia: „[r]ewolucyjną walkę z germanizacją zastąpił ewolucyjnymi działaniami budzenia świadomości narodowej ziomków jako najbardziej skuteczną formą zwalczania zapędów germanizacyjnych państwa pruskiego”.

Uwięziony, poddaje jednej z ostatnich redakcji tekst napisany prawdopodobnie już wcześniej i zatytułowany Krotochwilno rozmòwa Pòlocha z Kaszebą, co do którego nie ma wątpliwości, iż jest tekstem „programowym (ideowym)”, jak go określił Z. Szultka. Tekst ten został po raz pierwszy opublikowany w Gdańsku w 1850 r. pod ostatecznym tytułem i redakcją jako Rozmova Pólocha z Kaszebą. Jeszcze w tym samym roku w 10. numerze „Szkoły Narodowej”, wydawanej w Chełmnie, F. Ceynowa wystąpił jako przedstawiciel narodu kaszubskiego w artykule Kaszebji do Pólochov, zaś w numerze 11. tego czasopisma ogłosił swe rozważania Wó narodowosce a wó mówie. W każdym z tych tekstów autor traktuje Kaszubów i Polaków jako odrębne, równorzędne podmioty. Stara się akcentować wspólne historyczne dzieje, ale jednocześnie zwraca uwagę, iż choć kaszubszczyzna i polszczyzna wyrosły z jednego pnia, to – wedle jego opinii – nie ma wątpliwości, że są to różne języki. Wyłania się z tego nowy, tym razem ofensywny, program F. Ceynowy, który odtąd promował będzie język kaszubski, literaturę i kulturę.

Ostatecznie poglądy Floriana Ceynowy ukształtowały się na przestrzeni kilkunastu następnych lat. Cezurą końcową tego okresu był rok 1868, gdy autor wydał swój tekst zatytułowany Rozmòva Kaszébé s Pòlôchę. Jerzy Treder, w opracowaniu do wydanej przez Instytut Kaszubski książce „Florian Ceynowa. Rozmòwa Pòlôchã z Kaszëbą. Rozmòwa Kaszëbë z Pòlôchã, tak ocenił znaczenie tego utworu: „Rozmowa Kaszuby z Polakiem zajmuje w piśmiennictwie kaszubskim, polskim, słowiańskim i europejskim wyjątkową pozycję. Oto bowiem Kaszuba reprezentujący słowianofilskie (czy nawet panslawistyczne) poglądy oraz znający filozoficzne i literackie prądy europejskiego pozytywizmu, włącza się, pisząc po kaszubsku, do głównego nurtu XIX-wiecznej literatury zaangażowanej społecznie, w której ostro krytykuje nierówność stanów, szczególnie szlachtę i duchowieństwo. Wystąpił jako obrońca Słowiańszczyzny, wartości Wschodu, przed cywilizacyjnymi zagrożeniami Zachodu.” Ten ostateczny radykalizm Floriana Ceynowy wziął się zapewne nie tyle nawet z jego wiary w ideę panslawizmu czy zaangażowania w kolejne zjazdy ogólnosłowiańskie w Rosji, ile wynikał z reakcji Polaków na jego kolejne artykuły i rozprawy.

W dyskursie etnograficznym i językoznawczym, jak zauważył Daniel Kalinowski w artykule Literatura kaszubska w perspektywie postkolonialnej. Cassus twórczości Floriana Ceynowy (część II) opublikowanym w tomie 46 „Zeszytów Łużyckich”, reakcje polskich elit przypominały „kolonialistyczne traktowanie Kaszubów”. Jan Karnowski po latach tak to podsumował, gdy pisał w książce Dr. Florian Ceynowa o tym, z jakim odbiorem spotkał się tekst F. Ceynowy Kaszebji do Pólochov: „Propozycja jego sojuszu z narodem polskim, w zamian za przyznanie Kaszubom narodowej samodzielności, została zakrzyczana. Opór duchowieństwa i ziemian był przemożny”. Czas pokazał, jak ważną dla tożsamości Kaszubów była inicjatywa Floriana Ceynowy, lekarza ze Sławoszyna, który dał początek procesowi przekazywania wiedzy kulturowej – był przecież pierwszym kaszubskim folklorystą, językoznawcą czy historykiem – oraz stworzył podstawy kaszubskiej myśli narodowej i rozpoczął mobilizowanie Kaszubów do aktywności etnicznej.