Recenzëjô: Pawła Szczepanika „Słowiańskie zaświaty. Wierzenia, wizje i mity”

Po raz drugi Wszechnica Triglava pozwala nam zajrzeć w świat słowiańskich wierzeń.

Paweł Szczepanik nie zabiera czytelnika w tajemniczy świat podziemnych bóstw bez przygotowania. Pierwsza część książki, na którą składają się dwa rozdziały, jest bardzo dobrym wprowadzeniem do słowiańskiej kosmologii. Począwszy od rozważań definicyjno-teoretycznych na temat mitu jako takiego, po omówienie wizji początków wszechrzeczy jak je sobie przedstawiali Słowianie, a skończywszy na kompletnej wizji ich kosmosu. Tutaj szczególnie ciekawie wypadają interpretacje porównawcze tzw. „Światowida ze Zbrucza” z szeregiem zdobień, zwłaszcza pochewek noży znajdowanych w zachodnich obszarach Słowiańszczyzny. Zarówno duży posąg jak i małe zdobienia, co Paweł Szczepanik przedstawia bardzo przekonująco, są modelami światów: uranicznego, chtonicznego oraz tego, który zamieszkują ludzie, łączących się w jeden kosmos. Autor poruszane kwestie omawia na podstawie źródeł historycznych, etnograficznych oraz archeologicznych, dodatkowo przedstawia je w trafnym, komparatystycznym ujęciu.

Kolejny rozdział to omówienie bogów związanych z zaświatami. Tutaj po raz kolejny część zasadnicza rozdziału poprzedzona jest wartościowym wprowadzeniem. By być konkretnym, chodzi o model „trzech funkcji” Georgesa Dumézila. Autor, co warto docenić, omawiając koncepcję słynnego francuskiego mitografa, unika popularnej i powierzchownej jej recepcji, przedstawiając ją z całą złożonością. Samo omówienie bóstw to opis, do jakiego przyzwyczaiły nas inne prace mitologiczne. Mamy zatem Welesa, Nyję i Marzannę oraz wszelkie ich wariacje – od św. Mikołaja na Rusi począwszy, na pomorskim Trygławie i kaszubskiej Welewetce skończywszy – opisane z całą skrupulatnością.

W dalszej części książki omawiane są wizje samych zaświatów. Nie jest to obraz spójny i jednorodny, bowiem na podstawie zróżnicowanych geograficznie i chronologicznie źródeł nasuwa się wniosek, że w różnych częściach Słowiańszczyzny wizje zaświatów różniły się od siebie. Co warto zaznaczyć, ciekawym i dotychczas rzadziej wykorzystanym materiałem były źródła arabskie. Jak pokazuje w kilku przypadkach autor, niosą one ze sobą bardzo ciekawe informacje.

Na koniec dwa mniejsze, acz równie ciekawe rozdziały. Jeden dotyczący cielesności w jej mitologicznych aspektach, drugi omawiający słowiańskie maski znajdowane podczas wykopalisk archeologicznych, interpretowane jako element kultu zmarłych.

Słowiańskie zaświaty…Pawła Szczepanika zasługują na wysoką ocenę. To pozycja, która powinna zadowolić zarówno osoby już zorientowane w temacie, jak i te, które dopiero chciałyby go zgłębić. Chociaż w tekście można trafić kilkukrotnie na literówki, nie mają one ostatecznie wpływu na przyjemność z lektury, tym bardziej, że książka napisana jest bardzo dobrą polszczyzną, łączącą w sobie styl naukowy z przejrzystością wykładu.

Interpretacje oraz płynące z nich wnioski dotyczące poszczególnych aspektów religijności Słowian trzymają się metody ściśle naukowej. Autor nie kusi się na snucie niepopartych niczym dywagacji, chociaż muszę przyznać, że odczytanie złotej zasłony na obliczu Trygława jako maski jest w moim odczuciu nieco ryzykowne.

Nauka o przedchrześcijańskich wierzeniach Słowian, dzięki poszerzaniu płaszczyzn komparatystycznych, odważnym interpretacjom znalezisk archeologicznych oraz wykorzystaniu dobrze zabezpieczonego, a jeszcze do niedawna lekceważonego materiału etnograficznego, wciąż potrafi pozytywnie zaskakiwać. Niestety często owoce pracy naukowców giną w małonakładowych, akademickich periodykach lub w trudno dostępnych materiałach pokonferencyjnych. Seria Wszechnica Triglava po raz kolejny udowadnia, że angażowanie nowego pokolenia naukowców do tworzenia dobrej jakości literatury popularnonaukowej ma ogromny sens i jest bardzo potrzebne.

Paweł Szczepanik jest archeologiem, etnologiem, doktorem nauk humanistycznych oraz adiunktem w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Realizuje projekt „Religie i ich rzeczy. Analiza porównawcza wczesnośredniowiecznych przedmiotów związanych z religijnością odkrytych na terenie Polski” finansowany przez Narodowe Centrum Nauki. Jego książka Słowiańskie zaświaty… jest jedną z bardzo nielicznych prób przedstawienia tego aspektu słowiańskich wierzeń w sposób popularny, a przy tym jak najbardziej naukowy. Poświęcenie temu konkretnemu tematowi monografii, zdaje się być zupełnie wyjątkowe. Pojawienie się zatem Słowiańskich zaświatów… cieszy tym bardziej, że wizja życia pośmiertnego jest jednym z fundamentalnych problemów ludzkości. By spróbować spojrzeć na wszechświat oczami naszych pogańskich przodków, nie możemy się obyć bez ich zaświatów.

Przy okazji promocji książki Pawła Szczepanika, miał miejsce w szczecińskiej Miejskiej Bibliotece Publicznej wykład autora, niejako wprowadzający i nieco uzupełniający materiał zawarty w Słowiańskich zaświatach… Można go obejrzeć tutaj:

Po co nam kaszubski? – Adamòwa Prostownica

Kaszubistyczne świry są podniecone, gdy ktoś pyta jak się wymawia “ë”. Uwielbiamy, gdy ktoś chce wiedzieć, jak się przywitać, wyznać miłość i czy to prawda, że w kaszubskim nie ma wulgaryzmów. Unikamy jednak odpowiadania na pytanie: po co w ogóle uczyć się języka, który się do niczego nie przyda? No, bo w sumie, po co?

Przetrawmy jednak ten ciężkostrawny wątek. Dzieci w szkole mają poznawać angielski, bo się przyda, potem niemiecki, hiszpański, mandaryński, włoski, ale po co im język, w którym wikipedia ma ledwie 5 tysięcy haseł! Poza tym musi być czas na korki z matmy, grę na flecie, karate, no i jak już ma te 9 lat, to najwyższy czas nauczyć się inwestować na giełdzie!

Nie tylko wybory rodziców w kwestii edukacji są problemem. Jest zasadnicze pytanie – po co używać takiego języka? Walka o przetrwanie sposobu komunikacji? Że niby dlaczego? Za 100 lat może będzie jeden język i przynajmniej będzie spokój.

Co na to odpowiemy? No, właśnie, nie do końca wiadomo.

Każda istota ludzka ma pewną wrażliwość. W połączeniu z intelektem daje nam różne spojrzenia na rzeczywistość. Ktoś wrażliwy dostrzeże piękno wielkiej katedry, dostrzeżenie zamysłu estetycznego wyskrobanego kawałka drewna wymaga głębszego wniknięcia w tę treść przy podobnym poziomie wrażliwości. Tak jak ktoś świetnie rozpoznający gatunki owadów, ale mający wadę wzroku, bez lupy nie odróżni pszczoły od osy, nie mówiąc o podgatunkach. Podobnie jest z wrażliwością na działalność ludzką i jej wytwory. Niektóre rzeczy są wartościowe i to widzimy, innym trzeba się nieco przyjrzeć, by to dostrzec. Jaka jest wartość języków takich jak kaszubski? – można spytać. Odpowiem pytaniem – a jaka jest wartość egipskich piramid i innych budynków z tamtego okresu? Co do tego drugiego jednak nie zastanawiamy się, czy nie warto ich zburzyć i postawić galerii handlowej. A po co nam one?

Na płaszczyźnie wrażliwości kulturowej osoba, która zniechęca innych do używania danego języka, jest na tym samym poziomie co bojownik ISIS burzący starożytny budynek.

Podczas jednej z dyskusji internetowych w sprawie wprowadzenia dwujęzycznych nazw miejscowości ktoś wyraził sprzeciw i w dalszej części wypowiedzi oświadczył, że zna kaszubski, ale nie nauczył go dzieci, bo “po co”. Język, który stracił grubo ponad połowę terytorium, w ostatnim stuleciu otrzymał kilka, wydawało się, decydujących ciosów i ktoś, w kogo rodzinie od 1500 lat trwał przekaz języka, mówi “po co”! Jakby zaorać megalityczny obiekt i posadzić ziemniaki. Niby opłacalne, ale każdy z odrobiną wrażliwości brzydzi się choćby takiej myśli. Po co? Po to, żebyśmy byli ludźmi. Kropka.

Część aktywistów do tej odpowiedzi doda jeszcze kilka pragmatycznych. Dwujęzyczność rozwija mózg, opóźnia objawy Alzheimera, dodaje pewności siebie, zwiększa kreatywność, ułatwia naukę kolejnych języków. Kaszubski przydaje się w branżach turystycznej i artystycznej. Zakorzenienie zwiększa poczucie stabilności życiowej, co może przyczynić się do lepszego zdrowia psychicznego. To wszystko jednak może być osiągane także przez inne środki, zajęcia, kompetencje. Nie możemy wpaść w pułapkę pragmatyzmu, bo przysłonimy to, co najważniejsze. Zresztą myślicie, że to przekona osoby, które jako alternatywę mają masę ciekawych zajęć? Nie. I wcale nie dlatego, że te są skuteczniejsze albo dlatego, że mamusie podejmują mądre decyzje dla rozwoju swojego Brajanka. One po prostu widziały w programie śniadaniowym takie fajne coś. A ktoś, kto za tym stoi, zapłacił za wypromowanie tego fajnego czegoś. No i umówmy się – skoro walczymy o to, by kaszubszczyzna nie stała się turystycznym produktem, to nie róbmy z niej również jakiegoś produktu z branży “rozwój osobisty”.

Ja tak sobie piszę, a masy ludzi dalej nie wiedzą, “po co”. Po co używać języka, który do niczego nie jest potrzebny? Chcesz wiedzieć? Przestań pytać aktywistów językowych. Zamiast tego poproś, by wyobrazili sobie świat ludzi w mundurach, świat, w którym twój sąsiad i mieszkaniec kilkuset ulic dalej to ta sama osoba. W którym ty i oni to ta sama osoba. Niech pomyślą o świecie, w którym człowiek jest przypadkiem z przydzielonym numerem bez przeszłości i przyszłości. Każ im uzmysłowić sobie, że ich tożsamość to wypadkowa obejrzanych reklam. Kiedy to zrobisz, spójrz im w oczy. Widzisz? To właśnie jest odpowiedź na pytanie, “po co”.

Pòlsczi Kòscół? – Adamòwa Prostownica

Kòscół i patrijotizm czãsto sã parłãczą. W naszim przëtrôfkù to je ò tëli czãżczé, że òn sã parłãczi z pòlsczim patrijotizmã i jak taczi kaszëbsczi nôrodnik jidze za Słowã Bòżim, tedë tej sej dostôwô słowò pòlsczé. Ten tekst katolëkóm mô pòkazac, jak z tim żëc, a lëdzóm jiny wiarë pòkazac, jak më, katolëcë kaszëbsczi nôrodnoscë, z tim żëjemë. Jô móm nôdzejã, co kòżdi co wôrtnégò tu naléze.

Na zôczątkù jô chcã pòdsztrichnąc jednã rzecz – tekst gôdô ò tëch Kaszëbach, co sã czëją nima z nôrodnoscë. Jak Të jes Kaszëba-Pòlôch, tej to je Twòje prawò, prosto ten tekst je ò lëdzach jinëch jak Të.

Katolëcczi Kòscół mòcno pòdsztrichiwô przëwiązanié do Pòlsczi. Ni ma co sã dzëwic, to mô historiczné spòdlé i patrijotizm z religią nigdze sã nie sztridëje, jeżlë te òbadwa elemeńtë nie są zniesztôłconé. Dzywno równak sã czëje w Kòscele ten, chto dërch czëje òdniesenié do “naju, Pòlôchów”, czej nie je dzélã ti jednotë. Mòże òn je w swiãtnicë persona non grata? Z drëdżi stronë Kòscół je katolëcczi, to je pòwszéchny. Wszëtczé nôrodë mògą Christusa przëjimnąc. Më wszëtcë jesmë równy przed Nôwëższim. Jakno chtos, chto rôz w tidzeniu jidze na Mszą, jô rzekã, że to nie je jaczis wiôldżi problém. Tej sej sã ùczëje taczé wëzwanié, le wikszi dzél słowów je czerowóny téż do naju. Gòrzi, jak pòlsczé swiãta wëpôdają w niedzelã – tedë ùdzél we Mszë to òbrzészk i trzeba sã liczëc z tim, że kapłón pòtraktëje naju jakno dzél pòlsczégò nôrodu i tak bądze do naju przemôwiôł. Na szczescé katolëk nie przëchôdô do kòscoła dlô ksãdza, le dlô Jezësa bëtnégò w Nôswiãtszim Sakrameńce.

Nôlepi tedë przëjimnąc pòzdrzatk, że jak gôdają do kògò jinégò, tej jô spòkójno sedzã, a jak je dzél dlô wszëtczich wiérnëch, tej jô bierzã ùdzél. Jistno z himnã “Boże, coś Polskę”. Z szacënkù dlô bracynów w wierze Pòlôchów wstôjóm, z szacënkù do sebie i swòji juwernotë nie spiéwóm. Eleganckò, ùtcëwie, bez sztridów i z tczą załatwionô sprawa. Jeżlë taczim pòstawienim sprawë jô kògòs nôrodné wseczëca òbrôżóm to to ju pò prôwdze jegò problém, za rozwiązanié, jaczégò jô sã mògã le pòmòdlëc.

Nama, nôrodnikóm, sã nie ùdało donëchczas zbùdowac taczi zrzeszë katolëcczi wiarë z nôrodną deją. Taczi, co nie je wëmôgónô, ale razã je w sztãdze twòrzëc dobri kwalitet. To je dzywné, bò nôrodny òpcje w sprawach Kòscoła sã dosc tëli zawdzãcziwô. Sygnie nadczidnąc ò żëcym ks. Frãca Grëczë, ò snôżim himnie do Matczi Bòsczi aùtorstwa Jana Trepczika, jich ùdzélu w kòrunacji naszi Swiónowsczi Matinczi. Dzysô, chòc w Kaszëbsczi Jednoce są lëdze rozmajiti wiarë, na stronie ti òrganizacje mòżemë pòznawac historiã christianizacje najëch terenów. W tim wszëtczim mie braknie czegòs na ôrt dëszpasterstwa nôrodników. I tuwò nie jidze ò twòrzenié jaczis juwernotowò-religijny hibridë, le rum, w jaczim katolëk z kaszëbską nôrodnoscą sã mòże czëc… bezpieczny? Jidze mie ò to, że mô leżnosc pògłãbiwac swòjã wiarã i równoczasno sã czëc dzélã Kòscoła, z jaczim wszëtkò je w pòrządkù. Tu nie jidze ò twòrzenié strzodowiszcza, jaczé nie stôwiô wëmôganiów abò przetwòrziwô regle Kòscoła na swój mëtel. Prawie procëmno – mô sã skùpic, żebë katolëcëzm nie béł nôrzãdłã pòlonyzacje, bò jegò cél je wëższi. I żebë na tim célu katolëcë z naszi òpcje sã mòglë skùpic w taczim karnie.

Wiedno, czej w Kòscele jô sã czëjã dzywno jakno nié Pòlôch, tej przed òczama jô móm Jezësa, co pòwiôdô swòjim ùczniakóm ò gdowie, co da swòje slédné dëtczi. Strzód ùsmiónëch, pasëjącëch do snôżoscë swiãtnicë bògatëch lëdzy, chtërny gwës midzë sobą pòwiôdają, jak to dobrze bëc w jich karnie i jak miło, że òni są jedno, je biédnô białka. Mòże sã pitô “Panie Bòże, widzyce Wë przez co jô przechôdóm?”. Mòże wątpi, bò ti bògati są tim przédnym nurtã w religijnym żëcym. Òna téż mòże czëc, że nie pasëje do òficjalnégò fejrowaniô swiãtów i kapłón tak jakbë nié do ni gôdô. Ale Bóg jã widzy. Jezës Christus gôdô swòjim ùcznióm ò ji kawlu. Wiérny Pòlôszë, klér, dëszpasterstwa mògą naju nawet w Kòscele nie widzec. To nie je wôżné. Je Chtos, chto naju widzy i bądze nas sądzył nié za nôrodną przënôleżnosc. Pamiãtôjta ò tim.

Tak trudno zrozumieć? – Adamòwa Prostownica

Prawdopodobnie kiedy po raz tysięczny wyjaśnimy, dlaczego Kaszubi to odrębny naród, opiszemy, czym różni się narodowość od obywatelstwa i przedstawimy, jakie są nasze relacje z państwem, Polakami, Kaszubami, którzy przyjęli inną tożsamość… znajdzie się ktoś, dla kogo będziemy musieli powtórzyć procedurę po raz tysiąc pierwszy. Pytamy się niebios “czego oni nie rozumieją?”. Może spróbujmy zmienić na chwilę perspektywę i zamiast starać się być zrozumianym, spróbujmy zrozumieć ich.

To naturalne, że naród, który walczył o własne państwo, będzie oczekiwał, że jak ktoś na terenie jego państwa ma inną narodowość, to pewnie będzie się zachowywał tak samo – podejmie walkę i zdezintegruje kraj. Trudno jest zrozumieć, że można być gospodarzem na swojej ziemi, a jednocześnie mówić innym niż urzędowy językiem, komuś, dla kogo Tatar to rodzaj mięsa, a nie żyjący tutaj od stuleci muzułmański sąsiad.  Komuś, komu ten dowód jest potrzebny jedynie, kiedy bierze np.  kredyt w banku, trudno zrozumieć, że w dowodzie osobistym nie ma się wpisanej narodowości .

Drugą grupą nierozumiejących są nasi rodacy, którzy wybrali inną drogę. Oni przede wszystkim boją się, że narodowość kaszubska pozbawi ich czegoś. Bo jak są Polakami, to są tacy bardziej pełnoprawni. Nie mieli by nic przeciwko narodowości kaszubskiej, byleby była ona polska… Pomijając oszołomów straszących “bałkanizacją”, zrozumieć należy, że ludzie boją się przypisania do grupy, która wyróżnia się na tle reszty społeczeństwa.
To niezwykle ważne, żeby takich ludzi zrozumieć. W przeciwnym razie damy się wpędzić w kąt, z którego wydostać się możemy tylko przez walkę. A w tej relacji wcale nie chodzi o bój na słowa i pokazanie swojej wyższości. Nie tym razem. W przypadku pierwszej grupy – musimy wiedzieć, że kieruje nimi lęk. To strach o destabilizację, dezintegrację, zaburzenie świętego spokoju. Brzmi absurdalnie, ale to dlatego, że my siedzimy głębiej i wiemy więcej. Dla kogoś, kto ma utarte schematy i patrzy na nas powierzchownie (nie jest to zarzut – trudno wymagać, że całe społeczeństwo będzie studiowało kaszubologię) te obawy są realne. Musimy spokojnie go tego lęku pozbawić, pokazać, że nie gryziemy, ale też nie damy się zagryźć.

Druga grupa to Kaszubi nie rozumiejący idei narodowej odrębności. Im lepiej takich ludzi znam, tym bardziej ich lubię. Na początku mojej tożsamościowej drogi z dużą łatwością stawiałem mury i zasieki między nami. My, wierni tożsamości przodków i oni – zdrajcy, którzy przyjęli polskość, a ponad sto lat temu z pewnością by się zniemczyli z pogardy dla własnego dziedzictwa. My, którzy pokonaliśmy lata przekłamań i dotarliśmy do rdzenia naszej tożsamości, i oni, których umysły są zniewolone. Młodość rządzi się swoimi prawami, wyraźne podkreślanie swojej identyfikacji to jedno z nich. Bardzo zresztą przydatne w kształtowaniu się do pewnego momentu. Dzisiaj raczej widzę jak wiele nas łączy. Ileż to już spotkań odbyłem i dowiadywałem się po dłuższej rozmowie, że tak naprawdę ci ludzie wiedzą, że są odrębni, że nasza inność to coś więcej niż kilka zwyczajów i język. Sam miewałem wątpliwości, jaki sens ma przekonywanie ludzi do narodowości kaszubskiej. Ich dziadkowie może i ją deklarowali, ale to było przed wojną. Potem trudno było funkcjonować jako ktoś inny i szkoła, telewizja, radio zrobiły swoje; dzisiaj ludzie nie rozumieją nawet na czym ta odrębność polega, a trudno utożsamiać się z czymś, o czym nie ma się pojęcia. Trzeba ten naród budować od zera. Okazuje się, że wcale tak nie jest. My w swojej działalności nie przekonujemy ludzi do niczego nowego, czego by nie znali. Okazuje się, że to, co – obok języka i zwyczajów – w największym stopniu zostało zniszczone, to pojęcia. W rzeczywistości kaszubsko-niemiecko-polskiej mieliśmy poczucie odrębności, ale teraz sprawa została uproszczona, wszyscy mają jeden język, jeden dokument tożsamości, modlą się w jednym kościele. To rzutuje na deklaracjach. Kiedy jednak rozmawia się o sprawach kaszubskich, nagle okazuje się jak duża jest świadomość odrębności, a nawet wiedza o historii tej kwestii! To czego brakuje, to przypisanie tej tożsamości do określeń, które dzisiaj prawnie opisują te zagadnienia. Bo niby jak się połapać w tym, co to mniejszość etniczna, narodowa, czy język regionalny to bardziej język czy coś innego? Samo określenie “mniejszość” też automatycznie ustawia pozycję członków – niejako naprzeciw większości, w słabszej grupie. Słowo “naród” jest przyjmowane z większą łatwością – po prostu brzmi dumnie, ładnie, jednocząco.

Najważniejsza myśl w tym wątku jest optymistyczna. Budowanie dumy z przynależności do narodu kaszubskiego to nie jest zadanie nowe, to po prostu budzenie drzemiącego w naszym ludzie potencjału. Należy wyjaśniać znaczenie pojęć, ale też w tym wyjaśnianiu nie tonąć. Kiedy ludzie będą dumni z własnego dziedzictwa, wówczas nie trzeba będzie się martwić o rozumienie pojęć – będą się rozumiały same przez się. Nie wolno nam jedynie popadać w poczucie wyższości – nie musimy mówić innym, kim mają się czuć, jeżeli mamy jakąkolwiek misję, to jest nią pokazanie, że nie trzeba się bać tego, co w nas drzemie od zawsze. Najzwyczajniej w świecie – dobrze jest wbrew medialnym, edukacyjnym i politycznym tendencjom iść przez życie drogą swoich przodków i tę drogę wskazywać następcom.

Po raz kolejny do felietonu dołączam pytanie. Co jest niezrozumiałego w idei odrębności narodowej? Które wątki są niejasne?

Wikingów róg – Adamòwa Prostownica

Czemù widoczné symbòle kaszëbstwa nie są “fejn”? Nie gadôj, że “są, le młodi tegò jesz nie widzą”. Nie są, bò jakbë bëłë, tej młodi bë je widzelë. Më ni mòżemë sã na to òbrażac, le mùszimë zrozmiec czemù i dopiérze z ną wiédzą cos z tim zrobic i zacząc òperowac “fejn” elemeńtama.

Më sami żëjemë w swiece stereòtipów na swòjã témã. Òbrazów, ò jaczich nie mëslimë, prosto je przëjimómë. I pózni nasze decyzje to je efekt percepcje tëch òbrazów. A czemù òbrazë materialnëch składników naszi juwernotë nie są tak pòzytiwné jak më bë chcelë? Prôwda, m. jin. temù, że ni mómë mëliardów talarów na jich wëpromòwanié. Są jednak jiné elemeńtë, chtërne wiele lżi je nama zrealizowac, a sygnie përzinkã òrnungù w naszi wiédzë.

To snôżé, farwné òbleczenié

Numrã 1 we wizualizacji Kaszëbów są “kaszëbsczé ruchna”. Wnet kòżdi z naju jak mësli “Kaszëba”, tej so wëòbrôżô skòrznie, biôłé bùksë, mòdri wiérzch do kòlanów, czôrny czôpk z czerwòną szléfą. “Kaszëbka”? Czepc ze złotim wësziwkã, liwk, czitel z czôrnyma sztrépama, wësziwk na rãkawach, szërtuch. Nawetka ti, co rozmieją nieaùtenticznosc tegò mòdła, brëkùją wiele czasu, żebë w jich głowach zniknãło sparłãczenié pòzwë z taczim prawie òbrazã – nasz mùsk òpiérô sã faktóm, jeżlë òne nie jidą stegnama wëdreptónyma przez neùronë.

Jak to nyma swietlëcowima ruchnama bëło? Krótkò gôdającë, jak Pòlskô nastała, tej wszëtcë w państwie mielë miec jaczé swòje ruchna, żebë farwno wëzdrzec na òglowòpòlsczich òżniwinach. Pózni za kòmùnë to bëło jesz wôżniészé, bò państwò doch bëło Lëdowé i ten Lud mùszôł chlebã a solą przedstôwców wëszëznów witac, a do tegò òn mùsził farwno wëzdrzec. Cała historiô naszich lëdowëch òbleczeniów w dwùch zdaniach.

Znajemë më wicy przikładów kreòwaniô wëzdrzatkù, co sã nie trzimie historicznoscë? Wez przeczëtôj głosno słowò “Wiking” i rzeczë, jaczi òbrôz sã w głowie pòjawił? Jo! Nawetka jeżlë Të sã znajesz na historii, tej i tak widzysz chłopa z brodą i rogama na chełmicë. Wiémë równak, że ti wòjarze ni mielë tegò elemeńtu w swòjim ùzbrojenim. Mało tegò – wëłącziwającë rekònsztrukcyjnëch òbarchniélców – nikòmù to dzysô nie wadzy! Kò to je zwëczajny elemeńt pòpkùlturë. Mòże tedë chcemë założëc, że te nasze nibë-lëdowé ruchna nie są historiczné, le jakno elemeńt pòpkùlturë niech mdą naszą pòznaką? Problém tuwò je baro głãbòczi. Temù nen artikel je pisóny pò kaszëbskù, to je, dlô barżi wdrożonëch w sprawã. Tak tej òlér je taczi, że kòżdi wizualny, a szërzi – sensoriczny, ùtożsamiwóny z czims elemeńt mô swòje znaczenié, jaczé dukwi głãbòk w naji psychice i më nawet nie wiémë, czej òn wëlôżô, jak wieszczi ze zarkù prosto do decyzyjnëch òstrzódków w najëch głowach.

Rodżi na chełmicë Wikinga są fejn, òbleczenié kapelów nié. To nie je mój esteticzny pòzdrzatk (ani kòmpleksë), le analiza, tej nie je to sprawa gùstu. Czemù tak je? Wszëtkò je w psychice. Róg to je broń, atribùt dzyrskòscë, chłopów, pòznaka płodnoscë, władzë, bókadoscë. W pierwòsznëch religiach wnet wszãdze wëstãpiwô chłopsczé bóstwò z rogama. To je czekawé, bò rogaté zwiérzãta colemało jedzą roslënë, znanką drapieżnika są òstré zãbë. Nimò tegò wëòbrazniã naszich przódków barżi rëszałë miónczi jeleniów czë kòzelbòków ò samice. Pózni chrzescëjaństwò biôtkòwało z tima bóstwama, a rodżi sã stałë atribùtã demònów (mòżlëwé, że to klôsztornikóm zawdzãcziwómë òbrazowanié pògańsczich Wikingów jakno rogatëch diôbłów). Dzysô chłop z rogama to taczi, co gò białka zdrôdzô. Nimò tëch naniosłëch na wiérzch negatiwnëch symbòlów, ne pierwòszné dali na nas dzejają. Kòżdi z chłopów, a pewno niejedna białka mô w głowie taczégò “ludka”, co bë chcôł/chca w taczi chełmicë pòpijac piwò z roga! Odinów zdar!

Celticczi (nié wikińsczi!) rogati bóg płodnoscë Cernunnos

Co më mòżemë rzec ò naszim quasitradicyjnym òbleczenim? Tu bë mógł wiele gadac ò zatacony symbòlice, le jô sã ògreńczã do pôrã zachów. W pierszi rédze chcemë pòwiedzec ò kwiatach. W chłopsczi módze to je dosc rzôdczi mòtiw, gwës w dôwnëch czasach jesz mni taczich wzorów to mógł pòtkac. Do tegò wiôlgô farwnosc czësto ùcékô òd naszi “stonowóny” nôtërë. Tak jak przë rogach Wikingów më mòżemë rzec, że to je pózniészi mòtiw, ale wërôżający jich nôtërã, tak rzekniãcé tegò samégò ò pòdzywiónëch na festinach klédach czë liwkach bë bëło nieprôwdą. Czãżkò téż so wëòbrazëc, żebë w tak nieprakticznëch ruchnach robic, strzëmiwac skrajné temperaturë, òglowò – nasz mùsk nie rozmieje so wëòbrazëc tegò w nôtërnëch warënkach, temù më brëkùjemë binowégò “labòratorium”. Kaszëbsczé ruchna to nie je symból sóm w sobie, le “lëdowi strój” – tak jak jiné tegò zortu w Pòlsce. Zarô bùdzy skòjarzenié jaczégòs przëpòrządkòwaniô, jakbë znak, co pòmôgô w przëdzelenim nas do pasowny bùchtë. To nie bùdzy dobrëch sparłãczeniów. Wikingóm téż chtos cëzy te rodżi dolëmił, le zrobił to z jaczégòs stracha i pòdzywianiô, a nama te ruchna delë, żebë më fejn wëzdrzelë… Në, dôjta pòkù, mómë më bëc bùszny, że chtos nas pòtraktowôł jak mëma knôpiczka, chtërnégò wëstrojiła do kòscoła na kòmùniã starszi sostrë? Kù reszce chłopsczé ruchna nijak nie przëbôcziwają òbleczeniô wòjarza – a wëbôczta mie, pacyfiscë – nasza psychika chce widzec naju jakno pòtencjalno niebezpiecznëch – chcemë bëc ùcywilizowóny, ale trzimiący drapce i zãbë na czôrną gòdzënã. Temù tak baro nama sã widzy ùdba rogów na swòji głowie.

Róg bùńtu

Jak ju ò rogù gôdka, tej chcemë le so zażëc! Jak wa widzyta ten prosti elemeńt je colemało pòzytiwno parłãczony. Jegò zaòkrãglony na szpëcu sztôłt dôwô barżi sparłãczenié z dozérã i mądroscą, le róg to je róg – jak je nót, tej sã dô nim zadzôc. Do tegò tobaka sã parłãczi z bëcym wëcmanim, pòkazywanim zawierzeniô drëdżi òsobie. Biôtka czidłëch antinikòtinystów ze zwëkã zażiwaniô to nie je żóden òlér. To nawetka dobrze, bò dodôwô naszim pòtkanióm szmaczi i atmòsférë bùńtu. Kritikùjta nas dali, diskùtérujta ò prawnëch regùlacjach – nick naju barżi nie zachãcy do wcyganiô!

Jeżlë jidze ò wszelejaczé symbòle, to przede wszëtczim nama braknie tegò “roga”. Jak chłopi w lëdowi kapelë spiéwają ò piãkny zemi, wëpòczinkù, tej jô sã jiscã ò jich hòrmònalné zdrowié. Czemù tam nie triskô krew wrogów, czemù niesprawiedlëwëch nie pòtikô sztrôfa, czemù dzeùsë nie lôtają za bëńlama, co sztachétą ùtłëklë nôwicy procëmników? Në, dobra, mòże përznã za dalek jô jidã, le prosto próbùjã ten wòzyk, na jaczim më jedzemë, naprowadzëc w dobrą stronã. Cywilizowóny człowiek je szczestlëwi, czedë sedzy w nim pòtencjalno niebezpieczny barbarzińca, chtërnégò òn trzimô krótkò. Ale nen barbarzińca tam mùszi bëc! W kùlturze mùszą bëc rodżi dzëwégò zwierza! Czemù nawet jak nie lëdómë fòlkloru, to te diôbelsczé skrzëpice tak jintrigùją?

WËKLAROWANIÉ: W tëch refleksjach mie nie jidze ò bùdowanié wizualny agresje, militarizmù i nastawieniô na wroga. Jidze ò bënowi pòszëk na biôtkã w symbòlicznym znaczenim, jakno pòczëcé, że më nie biôtkùjemë, bò nie chcemë, a nié temù, że jesmë za słabi i pòdpòrządkòwóny. Jô nie zachãcywóm do fizyczny agresje, ani realizacje naszich célów wòjnową stegną.

W diachła òriginalnô grafika

Wiele lepi widzec w naszi kùlturze wizualizacjã pòtencjalno czekawą dlô białków. Całi etnodesign sã òpiérô na pòkazywanim snôżich mòtiwów w baro prakticznëch, ùżiwónëch dzysô zachach. To je nót pòchwalëc.

A co skritikòwac? Co do graficzi, to jô to pòwtôrzóm jak mantrã – jakbë pòwsta Nôrodnô Szkòła Graficzi, tej egzam bë mùszôł wëzdrzec tak: je nót zrobic grafikã jakô wërazy nasz nôród i naszã zemiã. Wszëtcë, co ùżëlë wzorów z wësziwù, kaszëbsczich nótów, czôrno-złotëch farwów i grifa, òbléwają.

Kòżdi chto ùznôwô, że kaszëbskô rozegracjô, czë stowôra mùszi miec czôrno-żôłté farwë (swòją stegną paskùdno wëzdrzą na banerach!), ten bë ni miôł prawa robic wizualny wizytkôrtë najégò nôrodu. Kòżdi, chto mësli, że grif, nen z wapena, je jedurnym, co pòkazywô najã bùchã, ten mô za wąską wiédzã ò tim, co naju rëszô. Nie zgłãbi naji dëszë ten, co sã nawdichôł kwiôtków z tôflôków, serwetów, malowónëch na drzewianëch fejn dizajnersczich zachach.
Pò prôwdze nie je naju stac na nick wicy jak na pòwtôrzanié? Më doch jesmë nôród, co mô rozmajité sprawë, jiwrë, ùcechë, znanczi, wątczi. Czemù më to wszëtkò do jednégò sprowôdzómë? Czemù grif mô stojac jak stoji, dëcht równo czë më gôdómë ò biôtkach, kwiôtkach czë chlanim?

Jak më sã nazwiemë, żebë sã wëapartnic?

Lëdze, w tim më sami sebie widzymë z perspektiwë wizualnëch elemeńtów, le téż mionów, chtërne same są wizytkôrtą, reklamą i fasadą. Jak òna wëzdrzi?

Zrzesz Kaszëbskô, Regionalné Zrzeszenié Kaszëbów, Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié, Kaszëbskô Jednota… mòże młodi niech pòkôżą co jinégò? Jo! Stwòrzimë Młodëch Kaszëbów i jich pismiono… Kaszëbską Zemiã! Chcemë bëc barżi òrginalny w twòrzenim swòjëch mionów? To mòże dlô òdmianë pò łacyńskù… to samò słowò? Cassubia! Mòja kaszëbskô stegna, Kaszëbsczi Festiwal, Radio Kaszëbë, Kaszëbsczé Kaszëbë Kaszëbów. Jak chtos chce òbrzëdzëc tã snôżą pòzwã, to je na baro dobri stegnie.

Wiéta Wa, że miono mô za zadanié nié le dac co do wiédzë, le téż reakcje wëwòłac? Sorbsczi Pawk (Pajk) z jedny stronë kąsk straszi, le z drëdżi stronë twòrzi séc łączbów. Pòlskô Falanga to karno lëdzy co stoją w jedny, drãdżi do pòdzeleniô rédze i czegòs tam bronią. Czemù w Biblie Bóg zmieniwô miono, czej chce człowieka zmienic, na nową stegnã gò wprowadzëc? Bò miono mô bëc zôpisã dëszë. Pòzwa mòże jinspirowac, wëwòłac emòcje, nawetka doprowadzëc do czëcô mrowieniô na skórze i òdecknąc mëslã “jô jem z nima!”
Jesz jedna rzecz jiscy w tim najim felënkù szmaczi w dobiéranim mionów. Lëdzóm sã to miészô. Czim sã różni Zrzesz Kaszëbskô òd Kaszëbsczi Zemi? Dlô zwëczajnégò człowieka niczim. A czejbë kòżdô pòzwa mia jakąs farwã, charaktér, jedna bëła barżi òstrô, drëgô cepłô, jesz jinô mia swój sztôłt i dinamikã, tej lëdze bë na òstatk zaczãlë nié le ò naszich sprawach wiedzec, le téż je czëc!

Nasze emòcjonalné tôkle

Më mómë taką mentalnosc, że ò tim, co sã czëje, më wiele nie gôdómë, temù mòże Të terô, nomen omen, sã czëjesz përznã cëzo abò nie rozmiejesz, ò czim jô gôdóm abò jedno a drëdżé. Jak ni mòżesz zrozmiec, że nié le faktë, ale i emòcje są wôżné, tej Twój problém – le dôj lëdzóm PÒCZËC nôród, nie bãdzë jak zëmnô matka dlô dzecka, co brëkùje wseczëców.

Tuwò jô chcã pòkazac jak wzérac na elemeńtë sensoriczno parłãczoné z nama – jak miec swiądã, że wszëtkò, co widzy nasze òkò i czëje ùchò, je w głowie przetwòrziwóné.

Jô so mëszlã, co tak zarichtich je w nas, Kaszëbach zabùrzoné? Kò to nie je mòżlëwé, że lëczba lëdzy, co tegò nie rozmieją, je tak wiôlgô, że na miészëzna ni mô mòcë przebicô, a medëcëna nie notérëje tegò jakno zjawiszcze do zbadérowaniô? Chto wié, mòże më jesmë geneticzno gòrzi wëpòsażony w pòczëcé empatie? To bë baro wiele klarowało. Më sã prosto ti empatie i emòcjów, jaczé dlô chòcbë Pòlôchów są nôtërné, mùszimë naùczëc. Zrozmiec, że przekôz, jaczi czerëjemë do lëdzy ò najim nôrodze pòtkô sã nié le ze zëmnym przëjãcym do głowë, le téż kònkretnyma emòcjama, jaczé zdecydëją, czë ten chtos pùdze z nama czë stanie pò drëdżi stronie, czë mòże na drëdżi dzéń zabądze ò naji sprawie. Më sã mùszimë naùczëc tak nazéwac, gadac, projechtowac i spiéwac, żebë do serców trafiac. Terô Të wiész, jak wôżné je, jaczi elemeńt pòkazywómë na jaczi ôrt? I jesz jedno – jô nie wierzã, że w naji kùlturze ni ma elemeńtów, jaczé bë w mùskù òdbiércë sã parłãczëłë tak jak mają. Më nie darwómë wëmiszlac – to sygnie, że më jich pòszukómë i skònwertëjemë.

„Môłi princ” trafi do 33 bibliotek na Kaszubach dzięki darczyńcom

„Môłéwo princa” będzie można wypożyczyć w większości bibliotek publicznych na Kaszubach, książki trafią też do niektórych bibliotek szkolnych. To wszystko dzięki tym, którzy przekazali na ten cel dodatkowe pieniądze, wspierając wydanie tego kaszubskiego przekładu. Część darczyńców dokładnie określiła, do której placówki chcą przekazać książki, inni zdali się na nas. W niektórych bibliotekach, jak np. w Kartuzach, Przodkowie czy Gdyni, książkę można wypożyczyć już od dłuższego czasu, do wszystkich zaś egzemplarze powinny trafić do końca miesiąca. Zachęcamy do wypożyczania i życzymy przyjemnej lektury. Poniżej prezentujemy listę darczyńców oraz listę placówek.

Za wsparcie oraz przekazanie dodatkowych egzemplarzy jeszcze raz serdecznie dziękujemy następującym osobom:

Tomasz Antonowicz
Bògùmjiła Cërockô
Robin Farrar
Dawid Gospodarek
Przemësłôv Hévelt
Artur Jablonscji
Tomasz Kozaczek
Piotr Kozłowski
Monika Kresa
Krzysiek Maciejewski
Dôvjid Mòco
Mateùsz Titës Meyer
Birgit Rasmussen
Sebastian Skerka
Łukasz Sławiński
Jacek Słomion
Adam Staniek
Krzysztof Świetliński
Tomasz Weber
Piotr Widłaszewski

LISTA PLACÓWEK:

Trójmiasto:

  • Gdańsk – Biblioteka Główna Uniwersytetu Gdańskiego, Wita Stwosza 53, 80-308 Gdańsk
  • Gdynia – Kaszubskie Forum Kultury, al. Marszałka Józefa Piłsudskiego 18, 81-378 Gdynia

Szczecin:

  • Szczecin – Książnica Pomorska w Szczecinie, Podgórna 15/16, 70-205 Szczecin

Powiat pucki:

  • Puck – Biblioteka Publiczna im. Zaślubin Polski z Morzem w Pucku,  ul. Sambora 16, 84-100 Puck
  • Jastarnia – Miejska Biblioteka Publiczna w Jastarni, 84-140 Jastarnia ul. Portowa 24, Birgit Rasmussen
  • Kosakowo – Biblioteka Publiczna Gminy Kosakowo im. Augustyna Necla, ul. Fiołkowa 2 A, 81-198 Kosakowo
  • Krokowa – Gminna Biblioteka Publiczna w Krokowej, ul. Wejherowska 10,  84-110 Krokowa
  • Władysławowo – Miejska Biblioteka Publiczna we Władysławowie, ul. Gen. J. Hallera 19, 84-120 Władysławowo
  • Swarzewo – Szkoła Podstawowa im. Księdza Biskupa Konstantyna Dominika w Swarzewie, ul. Szkolna 36, 84-100 Swarzewo

Powiat wejherowski:

  • Wejherowo – Miejska Biblioteka Publiczna im. Aleksandra Majkowskiego w Wejherowie, ul. Kaszubska 14, 84-200 Wejherowo
  • Wejherowo – Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, Zamkowa 2A, 84-200 Wejherowo
  • Wejherowo – Prywatna Dwujęzyczna Szkoła Podstawowa „Naja Szkòła”, ul. Przemysłowa 20a, 84-200 Wejherowo
  • Reda – Miejska Biblioteka Publiczna im. Hieronima Derdowskiego w Redzie, ul. Derdowskiego 3, 84-240 Reda
  • Rumia – Miejska Biblioteka Publiczna im. Floriana Ceynowy w Rumi. Stacja Kultura, ul. Starowiejska 2, 84-230 Rumia
  • Strzepcz – Biblioteka Publiczna Gminy Linia, Filia w Strzepczu, ul. H. Derdowskiego 3, 84-223 Strzepcz

Powiat gdański:

  • Przywidz – Gminna Biblioteka Publiczna w Przywidzuul. Uhlenberga 10, 83-047 Przywidz
  • Grabiny-Zameczek – Zespół Szkolno-Przedszkolny w Grabinach-Zameczku. ul. Gdańska 88, 80-022 Grabiny-Zameczek

Powiat kartuski

  • Kartuzy – Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna im. J. Żurakowskiego w Kartuzach, ul. Gdańska 15, 83-300 Kartuzy
  • Przodkowo – Biblioteka Gminna w Przodkowie, ul. Gdańska 3, 83-304 Przodkowo
  • Sierakowice – Biblioteka Publiczna Gminy Sierakowice, 83-340 Sierakowice, ul. Dworcowa 1
  • Stężyca – Gminna Biblioteka Publiczna im. Aleksandra Majkowskiego w Stężycy, 83-322 Stężyca, ul. Jana III Sobieskiego 15
  • Sulęczyno – Gminna Biblioteka Publiczna w Sulęczynie, 83-320 Sulęczyno ul. Żeromskiego 12
  • Żukowo – Biblioteka Samorządowa w Żukowie, 83-330 Żukowo, ul. Armii Krajowej 2 E
  • Skrzeszewo – Szkoła Podstawowa im. ks. dr. Stanisława Sychowskiego w Skrzeszewie, ul. Dworska 3, 83-330 Żukowo

Powiat kościerski

  • Kościerzyna – Biblioteka Miejska im. Konstantego Damrota w Kościerzynie, 83-400 Kościerzyna, ul. Rynek 21
  • Dziemiany – Gminna Biblioteka Publiczna w Dziemianach, 83-425 Dziemiany, ul. 8 Marca 14
  • Brusy – Centrum Kultury i Biblioteki im. Jana Karnowskiego w Brusach, 89-632 Brusy, ul. Dworcowa 18
  • Konarzyny – Biblioteka Publiczna Gminy Konarzyny, 89-607 Konarzyny, ul. Strażacka 2

Powiat bytowski

  • Bytów – Biblioteka Miejska w Bytowie, 77-100 Bytów, ul. Zamkowa 2
  • Tuchomie – Biblioteka Publiczna Gminy Tuchomie, 77-133 Tuchomie ul. Jana III Sobieskiego 18
  • Ugoszcz – Centrum Kultury i Biblioteka Gminy Studzienice, Ugoszcz 12 b, 77 – 142 Ugoszcz
  • Parchowo – Gminne Centrum Kultury i Biblioteka w Parchowie, 77-124 Parchowo, ul. Strażacka 2

Powiat słupski

  • Słupsk – Biblioteka Uczelniana Akademii Pomorskiej w Słupsku, Krzysztofa Arciszewskiego 22c, 76-200 Słupsk

Kim jesteś, dokąd zmierzasz w marszu? – Adamòwa Prostownica

Festiwal nienawiści, pogardy i wzajemnego obwiniania się trwa w najlepsze. Poczekajmy jednak do świąt. Wtedy przyjdzie nam się spotkać z wujkiem, co chodził bronić sądów, szwagrem, który wie jak to było w Smoleńsku i antysystemową kuzynką Korwinką. Ale będzie klimat! Chyba, że podejdziemy do sprawy inaczej.

Zobaczcie, jak udało się podzielić społeczeństwo i każdego z nas zagonić do określonego okopu. Mam tu na myśli wszystkie strony nie naszej wojny. Tak było często w kaszubskiej historii, że bracia stawali naprzeciwko siebie na polach bitwy. Dzisiaj walka o elektorat polegająca na demonizowaniu tych drugich i budowaniu poczucia wspólnoty poprzez wycieranie sobie twarzy wyższymi wartościami odbywa się prawie non stop, prawie wszędzie, prawie każdy w niej uczestniczy. Możemy oczywiście jako naród poprzeć tych, którzy są dla nas opcją bardziej korzystną. Czy jednak godzi się, abyśmy postępowali jak oni? Piszę ten tekst przed Marszem Niepodległości, imprezą Polaków. Co z tego, że jest przed? Już są gotowe scenariusze na obwinianie za wszystkie niepowodzenia wydarzenia! Antysystemowcy oskarżą PiS i PO (to samo zło), że wykombinowali im odebranie Marszu. Parlamentarny AntyPiS powie, że PiS i nacjonaliści, naziści, szatany razem radykalizują społeczeństwo. A może i PiS poczuje się osamotniony wobec reszty? Przecież to takie łatwe – powiedzieć, że oni wszyscy razem, zgodnie przeciwko nam.

Dziwię się Kaszubom, którzy biorą udział w tej wojnie po różnych stronach. To nie nasz styl walki. Dla mnie kaszubskość, to mój Dziadek, który po zawale szedł pracować mimo zakazu lekarza, bo przecież jak można nie pracować? To Mama, która nie kupowała mi wszystkiego na co mam ochotę, mimo że nie brakło pieniędzy. To wszystko co nauczyło mnie, że mam to co sam zarobię i nic, absolutnie nic nie uprawnia mnie do powiedzenia “mnie się należy”. Nawet to, że ktoś wobec mnie zawinił. Jak coś jest zepsute to zanim bierzemy się za szukanie winnych, naprawiamy to, aby jak najprędzej działało. Kaszubska mentalność to chęć pozostawienia świata choć odrobinę lepszym niż się go zastało, dzięki swojemu wysiłkowi. I teraz drzewo, które wyrosło na takiej glebie ma zasilać ten kompost wzajemnej nienawiści i obwiniania się? Tę chęć rozwalenia innych, niezależnie od tego, czy przyniesie to komukolwiek korzyść? To byle jakie podejście do pracy? Po co nam to? Wytworzyliśmy jako naród wspaniałą kulturę – pełną przywiązania do rodziny i otwartości na innych – popatrzmy na historię narodów i religii, które u nas były i są. Nasze dziedzictwo to zupełny fenomen połączenia zaradności z przywiązaniem do tradycyjnych wartości. W Polsce rodziny wielodzietne kojarzą się z biedą, u nas z gminą, w której jest niemal tyle przedsiębiorstw ile osób w wieku produkcyjnym. Czy to nie lepszy powód do dumy niż radość z dokopania tym drugim w sądzie, studiu telewizyjnym albo na ulicy? No i czy to nie lepszy punkt wyjścia do rozmów przy świątecznym stole, które nadejdą, nim się obejrzymy?

Nie mam zamiaru przeciwstawiać się jednemu wujkowi, który twierdzi, że demokracja umarła, ani drugiemu, który żąda, aby media były bardziej polskie, bo są niemieckie. Oni wkręcili się w nie swoją wojnę. Albo w sumie ta wojna wkręciła im się jak patyk między szprychy od roweru. To nie pierwsze pokolenie Kaszubów, które wkręciło się w jakąś obcą batalię.

Nie twierdzę oczywiście, że powinniśmy być bierni politycznie. Naszym obowiązkiem jest jednak pamiętanie o punkcie wyjścia – naszym interesie. My tymczasem już jesteśmy przyzwyczajeni, że taki interes zostawiony jest na końcu, jak już będzie spokój z innymi sprawami. A na to się nie zanosi. Ponadto chcę zaznaczyć, że nie próbuję stawiać tutaj sprawy zero-jedynkowo: dzieląc na tych złych Polaków i wspaniałych Kaszubów. Wiele w Polakach podziwiam, sporo im zazdroszczę i bardzo ich lubię. Nie godzę się jednak, byśmy przejmowali te metody działania, bo one po prostu nie są częścią naszej natury i w wykonaniu naszych rodaków wyglądają groteskowo. Chodzi tu o sytuacje, w których popieramy czyjąś narrację, nawet jeśli w tej narracji jesteśmy ukazani w złym świetle. Przyjmujemy historię w wersji napisanej przez ludzi, którzy nie mają pojęcia przez co przechodzili nasi ojcowie w najczarniejszych godzinach Europy. Przyjmujemy wersję samych siebie jako ozdoby do wszelkich poczynań jednej i drugiej władzy, musimy się w tej wersji ładnie zaprezentować i nie krzyczeć za głośno, bo to nieładnie. A jednak mimo propagandy, która nas zniekształca, ogranicza, każe przebrać się w mundur w barwach danego politycznego środowiska nasz naród żyje! Mój wujek (Polak!) opowiadał mi, że podczas pracy na budowie od razu rozpoznaje, czy ekipa to Kaszubi. Słyszy rozmowy na temat wydatków – za zarobione pieniądze postawią płot, zrobią elewację, zaplanują budżet. Inni (to jego słowa) myślą o weekendzie i daniu w gaz. Oczywiście to uogólnienie, sam wiem, że nie zawsze tak jest. Kiedy jednak ktoś z zewnątrz to zauważa, to może coś w tym jest? Może nasza siła wypływa z nas samych, a nie z tego, co nam w jednej czy drugiej kadencji Warszawa dała? Uwierzmy zatem, proszę Was, uwierzmy w siłę naszego narodu! Nie pokazywaną za pomocą pirotechniki na marszach, nie odwołującą się do nowoczesnej europejskości, ale naszą siłę polegającą na pozostawianiu świata nieco lepszym niż się go zastało. Ta sama siła może nam pomóc wstać po upadku naszej kultury, języka, tożsamości – właśnie ta chęć naprawiania tego co się zepsuło, a nie wypominania, oskarżania, zgorzknienia, poczucia bycia oblężonym.

Zbliża się kolejny Narodowy Spis Powszechny. Na razie to daleka perpeksywa i wiele bieżących spraw w międzyczasie. Kiedy będziemy wypełniać deklarację narodowości, pamiętajmy, że to deklaracja tego, jaką wizję świata przyjmujemy, z którą kulturą działania się utożsamiamy. 11. listopada to dzień św. Marcina. W naszej tradycji był to czas, kiedy parobkowie kończyli kontrakty oraz negocjowali nowe umowy na kolejny rok. Zawrzyjmy więc także umowę – że staniemy po własnej, kaszubskiej stronie. Pokażemy innym ziomkom, że taka deklaracja narodowościowa to opowiedzenie się za tym, co w nas najlepsze, a czego sami nie dostrzegamy. Że nie musimy się podpisywać pod cudzymi działaniami, bo sami mamy siłę. Pozostawmy świat wokół siebie nieco lepszym niż go zastaliśmy.

Kropla w mòrzu? – Adamòwa Prostownica

Rãka w górã, chto miôł chòcle rôz taką sytuacjã: sedzy so na jaczim pòtkanim, dze są ti, co mëszlą jak òn, widzec je dëcha w nôrodze, midzë ùczãstnikama sã skrzi òd deje, a nôrodnô spiéwa jidze z wszëtczich gôrdzélów. I tedë przëchôdô swiąda, że co z tegò, jak za dwiérzama je niewëòbrôżalno wikszi swiat, jaczi mô namkłé, nie wié, nie rozmieje, nie czëje…

Jô baro czãsto móm to wseczëcé, co szlachùje za dostanim sã sniegù midzë krogã na skórã na krzebce. Jaż całim człowiekã zdrugô i ni ma jak tegò wëcygnąc. Jô gôdóm z lëdzama, co mie znają, przëzérają sã temù, co jô robiã i czej gôdóm, że mój cél to je doprowadzëc do sytuacje, czej wikszi dzél naszińców w mòji generacje mdze pò kaszëbskù gôdôł, tej òni próbùją zrozmiec, co jô móm na mëslë, bò gwës nie gôdóm dosłowno. Czemù? Bò “jô rozmiejã, so pòszpòrtowac, jaczi téater zrobic, ale tak, żebë jô mùszôł gadac?” Jo, ò to mie jidze, dosłowno. Më prowadzymë baro rozwiniãté diskùsje, co zrobic, cobë jãzëk rozkòscérzëc, le tam za dwiérzama lëdze dali mëszlą, że më to robimë dlô szpôsu! Òni całi czas mëszlą, że nasz cél to je rozwij turisticzi. Mie nawet môlowi gazétnicë pitają, jak nasza akcjô mô trafic do letników, a czej gôdóm, że òna je do naszińców czerowónô, tej òni nie rozmieją, co jô móm na mëslë. Jô móm na mëslë to, co jô rzekł!

Nasze dzejanié jak ju trôfiô do lëdzy, tej nie je zrozmióné. Le spòkójno – za wiele tëch zniesztôłconëch kòmùnykatów do młodëch nie dochôdô. Do nich w całoscë mało òd naju dochôdô.

Dobra, gòrzkô pëla je pòłkniãtô, mómë lepszé rozeznanié w sytuacji. Takô sytuacjô przëbôcziwô biôtkã kroplë w mòrzu, jaczé napiérô w drëgą stronã. W taczim wëòbrażenim më mòżemë le zdebełkò spòmalnic nieùniknioné procesë. To nie je òptimistnô wizjô… na szczescé to téż nie je wizjô, jakô je nôblëższô prôwdze. Pasowniészô je tuwò metafòra sécë. Kòżdi człowiek mô pòwrózczi do czile pòsobnëch lëdzy, niejedny są zrzeszony wicy jak jednym. Kòżdi je téż apartnym ceńtrum, wkół jaczégò są drëdzë. Z tegò ceńtrum pòwrózkama jidą zygnale, jaczé są òdebiéróné przez nôblëższich i kąsk dalszich – czim blëżi, tim zygnôl je mòcniészi. Të nie darwôsz nadawac tak, cobë Twój zygnôl béł czëti strzód tësący – sygnie gò dac nôblëższim, a òni gò pùszczą dali. Abò nie pùszczą. Mòże sã równak òkazac, że òni szlachùjący za Twòjim zygnôl dostną téż z drëdżi stronë, òd jiny “kroplë”. Tedë zygnôl je mòcniészi i wikszô szansa, że nen elemeńt z òdbiércë stanie sã nadôwôczã. Ten zygnôl nie je do wëczerpaniô – czim wicy gò pùscysz, tim wicy nowëch nadôwôczów gò wëemitëje z jistną abò jesz wikszą mòcą. A jak nadôwôczów je wicy, tej wikszô szansa, że chtos zygnôl dostnie z wicy jak jedny stronë. Të nie jes kroplą, co sama próbùje przepchac dënëdżi mòrza w drëgą stronã. Wkół Cebie są jiny, mòże jesz nie jidą w jistną stronã, le sygnie jich “pòpchnąc” i nôgle sã òkazywô, że w jaczims sztëczkù swiata to më jesmë dënëgą, a nié pòjedińczima kroplama, co próbùją òpóznic ji biég. Të jes ceńtrum nadôwaniô. Lëdze wkół Cebie téż są ceńtrum. Razã më jesmë dënëgą.

Terô je czas ze swiata metafòrë na zemiã wrócëc. Taczi wezdrzenié na sprawã dobiwaniô do sprawë lëdzy mô nama ùswiądnic jedno – nié blós wiôldżé rzeczë bùdëją wiôlgòsc. Stolëmny bùdink stoji dzãka detalóm. Wez so wëòbrażë gòticką swiãtnicã i ji łãczi. Z pòjedińczich cegłów jidą jak żëłë czerwòné łãczi na welbągù. Te detale to w najim przërównanim baro prosté, niéòficjalno robioné rzeczë. Kòżdô gôdka, kòżdi gest, kòżdé bëcé sobą przed jinyma to je czerowanié kòmùnykatu dlô drëdżich lëdzy. Wiôldżé projechtë, téater na Dłudżi Sztrasy we Gduńskù, kaszëbsczi dialóg w filmòwi produkcji czë edukacjô w szkòle to baro wiele, le samò w se to nie dôwô nick. Lëdze dali, jak jima rzeczesz, że chcesz cobë wikszi dzél młodëch gôdôł pò kaszëbskù, nie zrozmieje, ò co Tobie jidze. Jak òni równak ùzdrzą zwëczajné karno lëdzy, co ju to robią, tej dopiérze jima sã òczë òdemkną i bądą w sztãdze òdebrac przekôz dosłowno, nie mdą w nim szukelë za jakąs metafòrą bùdowaniô turistny marczi. Zrozmieją, że tak je mòżno. Zrozmieją, że tak je dobrze. Zrozmieją, że to mòże bëc téż jich sprawa.

Baczë: të nie jes kroplą w mòrzu. Të jes ceńtrum, co nadôwô. Dôj swiatu dobri kòmùnykat!

Turyści we własnym kraju – Adamòwa Prostownica

Kiedy robię coś związanego z kulturą, często słyszę pytania: jak to ma pomóc w promowaniu kaszubszczyzny w Polsce? W jaki sposób ma to dotrzeć do turystów? Kiedy wyjaśniam, że to działania dla rodaków, nie turystów, mózgi rozmówców się zawieszają. Pozwólcie zatem, że Wam je zresetuję, żebyśmy mogli się połączyć w sieci zrozumienia.

Należy wyraźnie oddzielić działania na rzecz kaszubskiej kultury, a działania dla turystów. Czy my wszystko musimy robić tak, aby podobało się to osobom z zewnątrz? Czy to całe uczenie języka, mówienie o historii, książki, teatry i filmy mają przyciągać turystów? Otóż, uwierzcie mi – ja naprawdę chcę, żebyśmy posługiwali się własnym językiem w sposób naturalny, a nie, żebyśmy mieli tę umiejętność mogącą zaintrygować gościa z Warszawy, czy Wrocławia. Spotykamy się jako młodzi nie po to, żeby zrobić wspólnie coś co zwiększy wiedzę o Kaszubach przeciętnego Polaka, ale sprawi, że przeciętny Kaszub będzie chciał powiedzieć “to jest moje!” Oczywiście te dwie rzeczywistości – kultura narodu oraz kultura dla turystów powinny istnieć równocześnie. Nie mogą jednak nam się mieszać. Co z takiego mylenia wychodzi? Kultura spłaszczona, pokolorowana, pozbawiona intelektualnej wartości, nie potrafiąca wzbudzić dumy, a jedynie zainteresowanie. Przede wszystkim kultura, która nie mówi “jestem częścią ciebie”, tylko “jestem obok”. Ileż to razy w różnych działaniach teatralnych podsuwano mi: “zróbmy to w barwach haftu, niech tutaj się pojawią kwiaty kaszubskie, bo one się kojarzą…” Bardzo dobrze, że turystom Kaszuby kojarzą się z pięknymi kwiatami z haftu, ale te kwiaty pasują w odpowiednim kontekście, a w niektórych spektaklach po prostu tego kontekstu nie ma! I tu pojawia się kolejny problem – dla niektórych świat kultury kaszubskiej to nie bogactwo kontekstów, różnorodność treści, tylko kontekst sam w sobie i jedna jedyna treść – kultura umilająca czas wypoczynku nad jeziorem. Przy takim rozumieniu naszej kultury nie ma mowy, aby pełniła ona swoją funkcję, czyli komentowanie rzeczywistości, poruszanie niewygodnych tematów, wyrażanie tożsamości w sposób niejednowymiarowy. To wszystko to za dużo, bo turyści i tak nie zrozumieją. Ludzie, wyczyśćcie swoje mózgi z myślenia, że nasza kultura jest na pokaz! Inaczej nie zrozumiecie przesłania tekstów, obrazów, melodii, spektakli – bo będziecie się głowić nad tym “jak to ma nas wypromować” i umknie Wam bogactwo, które ten świat niesie.

Wreszcie ta turystyczna kaszubszczyzna niesie jeszcze jedno zagrożenie. Możemy popaść w myślenie, że nasza ojczyzna to tak naprawdę nie Kaszëbskô, ale po prostu ta ziemia. A Kaszuby to jakaś mityczna kraina, do której zaprasza nas znana piosenka w rytmie walca, gdzie są piękne dziewczyny, lasy i jeziora, a każdy poda nam drogę, bo są tam dobrzy ludzie. Tylko gdzie to jest, skoro u nas się o tym śpiewa zapraszając “tam”? Jesteśmy turystami we własnym kraju.

Mam nadzieję, że udało mi się nieco objaśnić tę kwestię i wszystkich tych, którzy dotychczas mylili treści kierowane do turystów od prawdziwej naszej kultury pytam, bez złośliwości i ze szczerą nadzieją na odpowiedź – czego Wy w tym nie rozumieliście? A może czego nie rozumiecie nadal, jeśli mój tekst nie objaśnił tej kwestii dostatecznie?

Kaszëbskô Lëterackô Nôdgroda – ùmëslënk pò pierszim rozdanim ë bédënczi na przińdzotã.

Czej jô blós sã dowiedzôl, że Marszôlk Wòjewództwa Pòmòrsczégò, z pòpiarcym Sejmikù, mô ùszëkòwôné Kaszëbską Nôdgrodã Lëteracką, jô bél rôd, że na òstatk najã kaszëbską nôrodną lëteraturã mają achtnioné, przez co dele swiatu klëkã, że je to lëteratura apartnô ë samòstójnô. Tak jak jãzëk kaszëbsczi brëkòwôl taczégò pòliticznégò achtnieniô ë je mô òd 2005 r., jistno brëkòwala gò naja lëteratura ë tere mô je dostôné. Fejn sã stalo, że na nôdgroda mô téż swòjã pòmòrską sostrã, w tim samim czasu dôną Pòmòrską Lëteracką Nôdgrodã „Wiater òd Mòrzégò”, jakô je przeznôwônô pisarzóm z Pòmòrzô Wschòdnégò za lëteraturã pòlskòjãzëkòwą abò za ksążczi ò témie zrzeszony z Pòmòrzim.

Gratulérëjã Stanislawòwi Jance, że to do niegò na pierszô Kaszëbskô Lëterackô Nôdgroda trafia. Janka je prosto dobrim kaszëbsczim pisôrzã. Jeżlë òn abò móże jesz chtos pò mòjim pierszim, na gòrąco napisônym na fejsbókù, òtaksowanim ùroczëstoscë wrãczeniô Pòmòrsczi ë Kaszëbsczi lëteracczëch nôdgród, zrozmiôl jinaczi, pò prôwdze sã zmilil. Jistno nen tu ùmëslënk ë bédënczi na przińdnosc jô napisôl nié dlôtë, cobë kritikòwac, jamrowac ë sã mądrowac, le żebë nasza (wszëtczich) redosc bëla drëgą razą jesz wikszô.

Jô z niecerplëwòtą żdôl za pierszim rozdanim Kaszëbsczi Lëteracczi Nôdgrodë, a nawetka wząn jô sã za bédowanié do kapitulë ti nôdgrodë najich pisarzi, jak téż za zachãcanié jinëch do sklôdaniô swòjich bédënków. W tim dzejanim szlo mie ó to, cobë nie pòkôzalo sã, że ni ma kòmù ti nôdgrodë dac, bò strzodowiszcze nie je nią zajinteresowôné. Na òstatk przëszed nen dzéń – 18. pajicznika 2018 r. – czedë ma z bialką jacha do Nadbôltowégò Ceńtrum Kùlturë, Kòscola sw. Jana, w Gduńskù na nã ùroczëstosc rozdanié Kaszëbsczi ë Pòmòrsczi lëteracczëch nôdgród.

Fot. A. Jablonsczi

Mùszã rzec, że òglowò dosc paradno tam bëlo ë bókadosc kaszëbiznë to dalo w òbùdwùch dzélach: pòlsczim ë kaszëbsczim. Ju sóm Marszôlk Mieczislôw Struk wiele piãknëch slów ò kaszëbiznie rzek, a pòtemù Martina Bùnda (z dodomù Mistarz) z Kartuz, nôdgrodzonô pierszą Pòmòrską Lëteracką Nôdgrodą za ksążkã „Nieczułość”, w jaczi napisa ò żëcym kaszëbsczëch bialk, snôżo dzãkòwala swòji kaszëbsczi Tatczëznie ë ze znajôrstwã ò jãzëkù kaszëbsczim gôda. W kaszëbsczim dzélu wëbrzmiôl jãzëk kaszëbsczi, w jaczim krótką przëmòwã zacząn Stanislôw Janka ë w jaczim gôdkã ò rozsądzenim kaszëbsczi kapitulë Daniel Kalinowsczi skùńczil.

Tak bëlo. Leno, że w cali ti ùroczëstoscë bëlë téż rzeczë, jaczé përznã skazëlë ù mie nã calą ùdbôną so przez miã dejã ò achtnienim kaszëbsczi lëteraturë. Nié blós jô nó nie kriticzno zdrzã. Jistno w tim falu mësli Adóm Hébel. Ma sedza kòl se, czej na binowim ekranie pòkôzalë sã pierszé lëtrë wëjimkù z ùtwórstwa nôdgrodzonégò Kaszëbë, a z glosników szed glos aktora Zbigórza Jankòwsczégò: „Lëtwò, òjczëzno mòja…”. Kòmeńtôrz A. Hébla je ùchwôcenim téż mòjëch mëslów: „Jakno wëjimk ùtwórstwa Stanisława Janczi jô bë rôd ùczuł wëjimczi z jegò prozë abò poezje, a nié dolmaczënkù – bò zôs <kaszëbskô> lëteratura nie gôdala ò se i swòjich sprawach, le ò cëzëch”.

Nie bëlo to pò richtoscë zycher zamierzoné, le bëlo mòżno téż z ti ùroczëstoscë merkac, że naja lëteratura ë ji twórcë są përznã taczima palëpiéckama kòl pòlsczi lëteraturë ë pòlsczëch twórców. Tëch òstatnëch, wszëtczëch 9 nominowônëch, pòkôzalë baro fejn w krótczich filmikach ò nich ë jich ùtwórstwie. Z naszëch – òkróm laùréata – nie pòkôzalë nikògò. Z regùlaminu nôdgrodë je wiedzec, że kaszëbsczi pisarze ë jich ksążczi nie bëlë nominowôny, le blós zglôszôny. Kò jo, ale nëch zgloszonëch wôrt bëlo równak pòkazac. Dlôcze? Żebë tak cos szlo w swiat, cobë swiat pòznôl najëch pisarzów, żebë òprzestelë bëc anonymòwi abò znôny leno „swòjim”. Nie jidze ó to, żebë z nich robic celebritów, blós ó to, cobë celebrowac najã lëteraturã.

Krótkò rzec: to, co jô przeżil, widzôl ë czul na òpisôny ùroczëstoscë, dalo mie widzec, że Kaszëbskô Lëterackô Nôdgroda je wôżnô sama w sobie, le jesz mòcniészim pòdskôcenim do pisaniô pò kaszëbskù stanie sã òna dopiérze, czej mdze mòderno òpakòwônô, jak na Pòmòrskô Lëterackô Nôdgroda, a nié kòl ti drëdżi ùpchônô përznã w nórt.