„Zaginiona” mazurska powieść sprzed 120 lat rzuca nowe światło na język Mazurów

Nieczęsto zdarzają się chwile tak podniosłe dla lokalnego języka jak ta. Przed paroma dniami skontaktował się ze mną znany dialektolog, dr Artur Czesak. Wieść, którą ze sobą niósł, zwaliła mnie z nóg. Oto okazuje się, że w małym westfalskim miasteczku w 1900 roku wydano przekład angielskiej powieści. Nie po niemiecku, nie po polsku – a po mazursku. To ponowne odkrycie zapomnianej całkowicie pozycji może raz na zawsze odmienić nasze postrzeganie Mazurów i stosunek ludzi do tej mowy.

Jak spada się z krzesła?

Niczego się nie spodziewając, otrzymuję wiadomość od doktora Czesaka. To znana postać w świecie dialektologów, zasłużona w opracowaniu podwalin języka śląskiego. Dostaję fragment tekstu z zapytaniem, czy wiem, cóż to:

17198932_278539362559747_33508457_n

Szwabacha, dawniej tak uwielbiana na Mazurach, tekst być może po mazursku napisany, fragment z Biblii. Ale nic, co byłoby mi znane z przeczytanej literatury na temat mazurski gádki.

Już następnego dnia otrzymuję artykuł z Komunikatów Mazursko-Warmińskich z połowy lat 70., a więc pisma naukowego traktującego o kulturze naszych ziem. A tam śp. prof. Chojnacki, badacz Mazurów, pisze:

Niezwykła jest natomiast książka Jana Buniana <<Ta Swenta Woyna>>, tłumaczenie z niemieckiego na dialekt mazurski. Tłumaczem i jednocześnie wydawcą był górnik Jakub Sczepan zamieszkały w Herne. Zjawisko to raczej rzadkie wśród Mazurów westfalskich, aby zwykły górnik miał odwagę, czas i pieniądze na wydanie przeszło 300 stronnicowej książki napisanej w dialekcie mazurskim. Jest to jedyny wypadek wydania książki w tym dialekcie.”

To utwór zupełnie zapomniany, zdaje się, że niepoddany żadnej bliższej analizie. Mimo to – dostępny w wersji zdigitalizowanej na stronie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Najciemniej pod latarnią. Pytam sam siebie, jak to możliwe, że takie dzieło zostało zupełnie pominięte w badaniach nad mową Mazurów? 337 stron pięknej mazurski gádki.

Kim był Jakub Sczepan?

To pytanie, na które na razie nie ma pełnej odpowiedzi. Wiadomo, że należał do grupy ok. 150 tysięcy Mazurów, którzy w XIX i XX wieku wyjechali za chlebem do uprzemysłowionych regionów Niemiec, do Westfalii i Nadrenii. Inne dostępne informacje to takie, że pracował jako górnik (choć musiał być to bez wątpienia górnik wielkiego umysłu), a jego przesadzenie (maz. przekład), jak sam to raczył okreslić, zostało wydane w średniej wielkości mieście Herne, dawniej będącym jednym z ośrodków mazurskiej emigracji. Wiemy również, że Sczepan był związany z tamtejszymi towarzystwami religijnymi, o czym można przeczytać w przedmowie. W niej także dowiadujemy się, że motywacją dla sporządzenia tego tłumaczenia była chęć szerzenia religii i moralności.

A cóż to za powieść?

The Holy War Johna Bunyana jest historią metaforycznej walki Boga z Diabłem o ludzi, a dokładniej o miasto o nazwie na mazurski przełożonej jako Cłowzieca-Dusa. Autor, jako baptysta (możliwa przesłanka do tego, że Sczepan także mógł nim być), skłaniał się ku nurtom purytańskim. Wydał wiele ksiąg, z czego najsłynniejszą są Wędrówki Pielgrzyma. Ta Swenta Woyna była natomiast w pierwszej połowie XIX wieku przetłumaczona na niemiecki i to z tej wersji językowej korzystał Sczepan, sporządzając swoje dzieło. W tekście jednak znajdziemy nie tylko samą opowieść o walce dobra ze złem, ale także liczne przypisy z tłumaczonymi fragmentami Pisma Świętego.

Sczepan uzyskał zatem miano pierwszego (i jedynego) mazurskojęzycznego tłumacza literatury światowej, tłumacza fragmentów Biblii i jedynego wydawcy powieści po mazursku. A mimo to nikt dziś o nim nie pamięta, co poczytuję za wielki błąd w badaniach nad mową Mazurów.

17198785_278539359226414_728604123_n

Źródło: Chojnacki, W., Wydawnictwa w języku polskim dla Mazurów w Westfalii i Nadrenii w latach 1889-1914, Komunikaty Mazursko-Warmińskie nr 2

Kilka odpowiedzi, sterta pytań

Nad samą treścią roztrząsać się nie chcę, choć muszę przyznać, że nawet jest wciągająca. Ważniejsza jednak jest próba wstępnej analizy języka i ortografii Jakuba Sczepana. Od strony językowej można zauważyć stosunkowo niewielką liczbę germanizmów. Można to tłumaczyć albo faktem, że ok. 1900 roku mazurski był pod mniejszym wpływem języka niemieckiego niż później lub też (co jest zupełną hipotezą), że germanizmy jako innowacje mogły być przez Sczepana postrzegane jako słowa o niższym rejestrze. A tłumacz próbował tu bez wątpienia wznieść mazurski na wyżyny, na poziom języka literackiego – znajdziemy tu wiele wyszukanych konstrukcji mazurskich, w mowie ludu mazurskiego nieraz co prawda poświadczanych, a także twórczych okazjonalizmów. Da się także dostrzec prawdopodobne inspiracje literacką polszczyzną, choć trzeba przyznać, że tekst jest napisany niezależnie od polskojęzycznego toku myślowego.

Próba określenia, z jakiego obszaru wywodził się Sczepan, nie należy do zadań prostych, które można wykonać ad hoc. Na razie ograniczam się do hipotezy, że jest to zachodniomazurski dialekt, o czym świadczyć może konsekwentne zapisywanie mi jako mn lub mni (mnasto, mniasto), a także użycie słów zachodniomazurskich z obszaru między Nidzicą, Działdowem a Ostródą (a zapożyczonych najpewniej oryginalnie z Ziemi Chełmińskiej) jak kulgaionc, a więc „tocząc, turlając” czy słowa, do którego mam osobisty stosunek z racji użycia w moim rodzinnym domu – łamzać, a zatem błagać, prosić usilnie, porzucając dumę, umizgiwać się.

Tekst daje do myślenia w bardzo konsekwentnym użyciu końcówki -ech oraz -em dla odmian przymiotnikowych, co w badaniach z lat 50. także się ujawnia, ale w znacznie węższym zakresie.

Kolejne pytanie to bardzo częste użycie jeden w różnych formach dla wyrażenia nieokreśloności, oraz ten dla określoności. Do rozstrzygnięcia jest, czy tłumacz sugerował się niemieckim przekładem książki, czy też faktycznie brzmiało to dla niego naturalnie i stanowiło integralną część mowy mazurskiej (co inne źródła poświadczają dość skromnie) z jego obszaru i okresu.

Znaczenie dla odrodzenia mazurskiej kultury

Na koniec sprawa najważniejsza. Ten tekst jest nie tylko doskonałym źródłem do badań nad mową mazurską. To przede wszystkim namacalny dowód, że dla Mazurów ich mowa stanowiła istotną wartość i narzędzie zdatne do przekazywania złożonych przemyśleń o wysokim rejestrze. Co więcej, niezależne próby piśmiennicze stopniowo, ku niepocieszeniu części badaczy, wyrywają mazurską mowę z kręgu gwar (które z definicji są nieliterackie), awansując ją do rangi wyższej (a jakiej, to spierać się nie chcę, niechaj sobie każdy odpowie).

Mazurzy mieli doskonałą świadomość odrębności swej mowy, co potwierdzały spisy powszechne, gdzie 140 tys. osób podawało jako język rodzimy „Masurische Sprache”. Sam Sczepan opisuje co prawda swoje dzieło jako napisane w polskim jenziku, ale dodaje przytem od razu w staro-pruski-mowze. Bowiem Mazurzy często mawiali o sobie jako o Starych Prusakach, dla odróżnienia od tego, co do oryginalnych Starych Prus przyłączano po unii z Brandenburgią.

Od dziś z całą pewnością nikt nie powinien sądzić, że mazurski to język prostaków. Szczególnie, jeśli sam wywodzi się z terenów, gdzie sto lat temu większość umiała podpisać się jeno krzyżykiem, podczas gdy mazurski górnik był w stanie tak ciekawie przełożyć dzieło literatury światowej. Umiał to zrobić, ponieważ już wtedy analfabetyzm na Mazurach był zjawiskiem niszowym. I ponieważ zapewne czuł, że „czystej polskiej” mowy Mazurzy zbyt dobrze nie rozumieli.

Jedna myśl nt. „„Zaginiona” mazurska powieść sprzed 120 lat rzuca nowe światło na język Mazurów”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eleven + 5 =