Wurvanô spjéva – najnowsza powieść w języku kaszubskim!

Oniryczne wizje końca świata, szaleńcza miłość, femme fatale, cudowne dziecko – nadzieja nowego początku narodowego odrodzenia Kaszubów!” Etatowy Recenzent Skrë nie kryje zachwytu po lekturze nowej kaszubskojęzycznej powieści. Czytelnicy nie mogą się już jej doczekać i zastanawiają się, który ze współczesnych autorów zaskoczył nas wszystkich tą nową prozą. Roman Drzeżdżon, Grzegorz Schramke czy może Krystyna Lewna? Na pierwszy plan Wurvani spjévë wybija się temat tożsamościowy, ale jednocześnie autor tego utworu zdaje się rozprawiać z jakimś idealnym obrazem kaszubskiej rzeczywistości, któremu towarzyszyła wiara w nadzwyczajną siłę kaszubskiego ludu, jego poczucie jedności, religijność, pracowitość, gospodarność, a także w świętość kaszubskiej ziemi. Powieść nie pomija w zasadzie żadnego z tematów, które przez długie dekady stanowiły tabu w kaszubskiej literaturze.

Tymczasem… Co takiego? Owszem, tak. Chodzi o prozę Jana Rompskiego datowaną na 1943 rok! Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubko-Pomorskiej zleciło odczytanie jej z rękopisu, przepisanie w wersji elektronicznej, opracowanie redakcyjne i przygotowanie do druku w 2018 r. Aż do naszych czasów Wurvanô spjéva pozostaje w rękopisie.1 Jedynie dwa fragmenty tej prozy ukazały się w kaszubskiej prasie. Pierwszy zaraz po II wojnie światowej, w roku 1945 w „Zrzeszë Kaszëbskji”, a drugi już po śmierci autora, co nastąpiło za sprawą Jana Trepczyka, przyjaciela Zrzeszińca, w 1972 r. w „Pomeranii”. O utworze tym niewiele było dotąd wiadomo. Autor datował tę powieść na 1943 rok, a miejscem jej napisania było Sianowo – taka notatka znajduje się na stronie tytułowej utworu. W Historii literatury kaszubskiej F. Neureitera znajduje się informacja, iż sam J. Rompski podawał, że powieść zaczął pisać w 1943 r. Po analizie, wspólnej z pracownikami MPiMKP w Wejherowie, charakteru pisma na 126 kartach rękopisu, odautorskiej numeracji stron, rodzaje atramentu i papieru, na jakim tekst powstawał, bardzo prawdopodobne wydaje się twierdzenie, że w pisaniu powieści miała miejsce jakaś dłuższa przerwa. Prawdopodobnie rozdziały od I do XVIII (z wyjątkiem rozdziału V) pisane były nieprzerwanie, zaś ostatnie trzy, od XIX do XXI, pochodzą z innego okresu, być może już powojennego, jednak nie ma pewności co do tego, jaki konkretnie czas może tu wchodzić w grę. Tezę o dwóch różnych okresach, w których autor tworzył swoje dzieło, może poświadczać także i to, że koniec rozdziału XVIII został skonstruowany tak, iż w miejscu tym mogłaby zakończyć się cała powieść. Z kolei rozdziały następujące później zdają się nieco zmieniać, jakby łagodzić katastroficzną wymowę utworu.

Nieliczne osoby, które czytały 252-stronnicowy rękopis powieści Wurvanô spjéva, bez wykazania szczególnej analizy losów jej bohatera, sygnalizowały, że to kontynuacja Żëcô ë przigód Remùsa A. Majkowskiego lub też widziały w tym utworze epopeję będącą obrazem Kaszubów w przełomowym okresie międzywojnia i podczas II wojny światowej. Podawano, że fabuła powieści rozpoczyna się w dwudziestoleciu międzywojennym i doprowadzona jest do okresu powojennego.2 Po pogłębionej lekturze dzieła, udało się ustalić, że choć na początku utworu pojawia się data 1929 r. – w kontekście budowy Gdyni, sytuacji Kaszubów w tym mieście i światowego kryzysu końca lat dwudziestych XX wieku – to w gruncie rzeczy akcja Wurvani spjévë toczy się w bardzo krótkim przedziale czasu: latem i jesienią 1939 r. Główną postacią powieści jest Vartisłav Mirchov, którego wiek można określić na około 25-26 lat. Rzecz dzieje się głównie w Wejherowie, w którym Mirchov mieszka, pracuje zawodowo i jako artysta ma określoną pozycję w tamtejszym mieszczańsko-inteligenckim towarzystwie. Ważną rolę w powieści odgrywają także Kartuzy, z okolic których pochodzi postać wykreowana przez J. Rompskiego. Wizycie Mirchova w mieście jego młodości towarzyszyć będą wyjątkowe zdarzenia, które nie pozostaną bez wpływu na jego losy. Trzecim najważniejszym miejscem jest Toruń, ówczesna stolica tej części Kaszub i Pomorza, która była w granicach II Rzeczpospolitej od 1920 r. Tam przeniósł się Chmiel, współtowarzysz Mirchova w odrodzeniowej pracy i tam zrzeszają się aktywni Kaszubi.

(Artur Jabłoński oraz manuskrypt Wurvani spjévë)

Dzieło J. Rompskiego może być zinterpretowane jako elementu dialogu pokoleniowego odbywającego się pomiędzy Młodokaszubami, których liderami byli literaci tacy, jak Aleksander Majkowski, Jan Karnowski czy Leon Heyke i Zrzeszińcami, z Janem Trepczykiem, Aleksandrem Labudą i Janem Rompskim na czele. Jan Rompski poprzez swoją twórczość artystyczną i w tej twórczości realizował założenia ideologiczne Zrzeszińców, podobnie jak czynili to pozostali literaci stanowiący tę grupę. Ich kanon ideowy można sprowadzić do następujących pryncypiów: 1. kaszubski to autonomiczny słowiański język; 2. Kaszubi są odrębnym etnicznie narodem, a jednocześnie czują się częścią narodu polskiego w znaczeniu politycznym, państwowym; 3. siłą przewodnią Kaszubów jest rodzima inteligencja. Wszystkie te wątki J. Rompski wplótł w swoją powieść. Odnajdziemy zatem w Wurvani spjévje mit Wielkiego Pomorza, którego Kaszubi, jako niedobitki sławnego na lądzie i morzu narodu Pomorzan3, są strażnikami i które stanowi ich ojczyznę ideologiczną. Oczami Mirchova ujrzymy postać księcia Świętopełka Wielkiego, średniowiecznego władcy Pomorza Gdańskiego, twórcy jego potęgi i obrońcy niezawisłości. Stanie przed nami król Przemysł z wielkopolskiej linii Piastów, który w 1282 r. zawarł układu w Kępnie z Mściwojem, następcą Świętopełka, na mocy którego objął ziemię kaszubską we władanie po śmierci Mściwoja. Przemkną nam przed oczami zastępy wojsk krzyżackich, które wkraczając w listopadową noc 1308 r. do Gdańska, odebrały Kaszubom niezawisłość. W naszą duszę zajrzy Smętk, którego Rompski, podobnie jak Majkowski, utożsamia przede wszystkim z zewnętrznymi zagrożeniami losu Kaszubów oraz jego towarzyszki sovë, które w powieści A. Majkowskiego swymi skrzydłami gaszą iskry mające rozpalać do czynu Kaszubów. Wreszcie stanie przed nami i sam Remùs, rycerz kaszubski bez vjarë, chtërna zgrużdżoni, wumarłô koło jego nóg sedzi (s. 191).

Na kolejnych kartach powieści J. Rompski będzie rozwijał opisane powyżej motywy łącząc je z myślą o języku, narodzie i roli kaszubskiej inteligencji. Będzie się starał ponadto umiejscowić Kaszuby w międzynarodowej polityce, rozważając kroki wykonywane przez nazistowskie Niemcy czy geopolityczne położenie Polski, której przecież zagraża także Rosja od wschodu. Zainteresuje się Gdańskiem, w którym rozkwitł niemiecki narodowy socjalizm. Pomyśli o miejscu Kaszub w świecie po nieuchronnej wojnie, do której zmierza ludzkość. Rozbuduje oniryczne wizje lepszego świata, a także wprowadzi nowe, katastroficzne scenariusze wynikające z przeświadczenia Mirchova o nieuniknionej zagładzie obecnej formy cywilizacji. Nie uniknie katastrofy również wszystko to, co składa się na pojęcie kultury Kaszubów, a wizję unicestwienia własnej, kaszubskiej przestrzeni, Mirchov namaluje na płótnie, które zatytułuje Potępienie.

Obraz powstawał w dusznej atmosferze, którą tworzyło nie tyle gorące letnie powietrze, co niepokój ludzi o własny los. Nie ma nawet pewności, czy uchroni ich żarliwa wiara i oddawanie czci Bogu w wypełnionym po brzegi kościele podczas mszy świętej, na której wierni śpiewają błagalne suplikacje. Przeprowadzana jest mobilizacja cywili. Już słychać dalekie odgłosy bombardowań, niepokojące są doniesienia w radiu i prasie, czy polityczne przemówienia sączące się z głośników na ulicach Wejherowa. Połowę płótna wypełnia do kresu wzburzone morze, którego bałwany sięgają nieba. Od strony zachodzącego słońca, którego nie widać, idzie długa, kręta i jak krew czerwona błyskawica. Z chmury wyłania się postać kształtem podobna do młodego smoka, z którego rozdziawionego pyska wydobywa się wielki płomień. Resztę nieba przysłania sobą Morlawa, zła bogini chorób i śmierci, namalowana z skrzydłami nietoperza, co ma podkreślić upiorny charakter jej posłannictwa. Spod skrzydeł Morlawy wylatuje stado kruków lecące w stronę pól mieniących się złotymi kłosami żyta. Kosy żeńców, którzy tam pracują, ustawione na sztorc, mienią się czerwonym blaskiem błyskawicy, a oni sami znieruchomieli i patrzą na pysk potwora. Ogień potępienia ze smoczych trzewi spływa na zielone łąki, gdzie stoi zamek, a w nim wojsko spod znaku słońca. Jest też kobieta i dziecko. Ona nie przeżyje strawiona smoczym ogniem, zaś dziecko uratuje ogromny ptak z ogonem lwa odlatując z nim na pustynię. Pod skrzydłami Morlawy ginie zamek i żeńcy na swych szańcach.

Zanim jednak Mirchov z Wurvani Spjévë popadnie w katastrofizm, wywołany z jednej strony przeświadczeniem o nieuchronności wojny, a z drugiej osobistymi udrękami niespełnionych miłości, realizował się będzie jako urzędnik w środowisku miejskim Wejherowa oraz malarz i literat wśród przyjaciół, z którymi spotyka się w Toruniu. On sam i jego towarzysze odnoszą sukcesy w pracy, która służyć ma temu, bë ti zemi dac nazôd ji człovjeka. Widzą, że kvjatuje krutka kaszëbskjégo żëcô. Jednocześnie jednak muszą mieć wolę mocną jak stolem i twardą jak klif, jeśli chcą zdrov zorno zapravic na role. Niełatwo jest być prorokiem i wśród swoich, szczególnie jeśli ci nie chcą zmian lub ich nie rozumieją. Najczęstsze reakcje tzw. prostego ludu, wyraża w powieści J. Rompskiego gospodyni i ciotka głównego bohatera – Barzónka, dopuszczona przez autora do głosu jako jedyna w zasadzie przedstawicielka warstwy nieinteligenckiej. Mówi do Mirchova: Co wa sobie ùdba jesta, mòże was wieczną biédã kòsztowac – czë temù Kaszëbie nie je równo, chto mù bótë robi, bële miôł w czim chòdzëc? Część rodzimej inteligencji ma podobne zdanie. Sam Mirchov dzieli więc Kaszubów na tych aktywnych i biernych. Wśród tych pierwszych wyróżnia z kolei takich, co przeszli regionalną szkołę i uznają kaszubszczyznę za gwarę, a lud za wykoślawionych Polaków. Jest ich więcej niż takich, jak on sam, którzy patrzą na kaszubsczyznę, jak dzecko na wukochoną matkę, mówią o języku kaszubskim i kaszubskim narodzie. Inni najczęściej widzą herezję w takim pojmowaniu, łączą koncepcje narodu z państwem, do którego taki naród dąży, gdy tymczasem dla Mirchova to dwa różne pojęcia, nie wynikające jedno z drugiego. Najbardziej boli go, gdy szovjinjiscë polskji publicznie drwią z pojęcia języka kaszubskiego i narodu. Te rozmyślania Mirchova to oczywiste echo potyczek, jakie w rzeczywistości toczyli redaktorzy „Zrzeszë Kaszëbskji” z przedstawicielami inteligencji polskiej, odmawiającymi Kaszubom prawa do odrębności językowo-etnicznej.

Nowa sytuacja polityczno-militarna, o której nieraz dywagował Mirchov, pokrzyżowała plany jego i jego przyjaciół. Zjazd inteligencji kaszubskiej nie odbędzie się. Wobec nieludzkiego hitleryzmu, niewiary w możliwości państw Europy Zachodniej, niewiadomej, jaką będzie reakcja Rosji Radzieckiej, sprawa kaszubska będzie musiała pozostać powiązana z sytuacją Polski. Mirchov najlepiej wie, że przez 19 lat rządów nad Pomorzem, Polska nie raz pokazała, że nie kocha Kaszubów, którzy oddali jej przecież morze, tak pilnie strzeżone przez wieki trwania na południowym brzegu Bałtyku. Wie, jak traktowano Kaszubów w budującej się i rozwijającej na nadmorskim brzegu Gdyni, gdzie na przykład robotników pochodzącą z Kaszub, w sytuacjach kryzysowych, zgodnie z obowiązującym prawem, zwalniano w pierwszej kolejności. Jednak w Wurvani Spjévje powie: momë v wudzale przeżivac ji [Polski, A.J.] tragedie i też vjalgosc. Nadzieja na sukces projektu narodowego upodmiotowienia wszystkich Kaszubów pod przywództwem warstwy inteligenckiej polegnie we wrześniu 1939 roku w wojskowych okopach na Kępie Oksywskiej. Jak chciał autor powieści, to tam zamilkną nagle dźwięki odwiecznej pieśni nuconej przez pokolenia Kaszubów. W obliczu wrześniowej klęski, urwą się pienia Zrzeszińców.

Jest jeszcze jeden motyw w powieści Jana Rompskiego, którego nie można pominąć, by zrozumieć Wurvaną spjévę. Mirchov nie umie sobie poradzić z ułożeniem relacji pomiędzy misją, której się oddaje, a miłością do kobiety, którą pozostawił, by realizować swoje posłannictwo. W marzeniach, snach i wizjach Stazja/Irka/Ir jest z nim jednak każdego dnia. Cierpienie, które nim targa, bliskie jest niemal obłędowi. Dowiaduje się, że jego ukochana przyjedzie z Kartuz do Wejherowa na Święto Pieśni, chce ją ujrzeć, spotkać się z nią. Dostrzega Ir w grupie przyjaciół, idzie za nią krok, w krok. Wreszcie stają twarzą w twarz, ale Mirchov bez słów ucieka i szuka schronienia w lesie. Ból duszy, wynikający z samotności i braku możliwości zjednoczenia się z ukochaną, odbiera Mirchovovi chęć do życia. Nagle widzi Ir obok i otwiera przed nią ramiona:

I padła zemglonô w jego objęca. Czôrni jedvôb krotkji seknji, jakbe mgłą beł kol ji cała, rozpôlonego, dreżącego, przëlgnjętego do jego. Wotemkła wocze, chtërnich rzęse zvilżełe sę jakbe rosą zapôdającego słuńca. Całovôł tę rosę, całovôł gorąc ji lep, vjił sę jak wotrok szukając cepła ji pierse. Nje bronja sę… Zamglonima woczama, ach to njebo wotemkłi, zdrza v njego, gnąc sę svjim całim całem trzima go w klinje, dvima rękama gładza i wobjima nagosc jego cała… A łóno ji degocąci, zvarti z njim, spravjiło słodkosc womglivającą… njeskonczonosc dołożnosce… prężełe sã jich cała, jak łękji, z chternech za chvilę mô westrzélec novi żecé. Pjeszczeł ję, won co le tesknjił do nji… Całovôł ji stopë, ji cało, szaloni v svjim wognju mjilosce, v przepłivje redosce, dzar jedvôb ji seknje… „Ir, Ir” szeptôł ji do wucha. „Ir…” szeptało całovanje jego. „Ir” szeptôł woddech jego.

Stworzony przez J. Rompskiego scena, jest pierwszym w prozie kaszubskiej takim opisem połączenia się kobiety i mężczyzny w akcie płciowym. Przywołuje na myśl modernizm i twórców tej epoki, którzy często wykorzystywali motyw kobiety pięknej, kuszącej ledwie osłoniętym ciałem, muzy pisarzy i artystów, będącej jednocześnie źródłem udręki. Przed tą szaloną miłością, która przysłania Mirchovovi postawione przed nim cele i świat cały, przestrzega go Chmiel. Gdy zakochany Mirchov wątpi w sens ich wspólnej pracy odrodzeniowej, Chmiel mówi: Ta tvoja Ir vzała z moce jak stolem prom tvoji sviąde tak, że sa nim stała vnet. Prażisz abo vici miełote jak ce może dac. I temu jes na drodze pusti, zvątpienio i nievortnote… Prosi przyjaciela, by otrząsnął się z chorego uczucia, które jest tylko pożądaniem wycieńczającym Mirchova psychicznie. Prawdziwa miłość, zdaniem Chmiela, jest jak rzéka, plevie róvnomëslno, chto vortni, łakota i ulżenié pije. Mirchov dojrzeje do myśli Chmiela, gdy przeżyje wstrząs, jakim będzie wiadomość o ślubie i sam ślub Ir z Vitosłavem Danjelevskjim. Zrozumie wtedy, że tamto spotkanie z Ir, było jej pożegnaniem.

Prawdziwą miłość, tę o której równowadze słyszał od Chmiela, Mirchov odnajdzie na Wyspie Łabędziej, która okala Jezioro Klasztorne w Kartuzach. W dość nieoczekiwanych okolicznościach, zaraz po tym, jak otrząsnął się z szaleńczego uczucia do Ir, podczas letniej burzy, z odmętów wzburzonej wody uratuje Mirosłavę. Zaopiekuje się nią, a ona otoczy opieką jego. Nie przez przypadek autor powieści obdarzy tę postać nazwiskiem Łada. Wszak tak nazywa się słowiańska bogini miłości, piękna, sztuki i umiejętności. Ładzi i łączy we wzajemnej miłości, a także potrafi zrozumieć i współdzielić misję Mirchova. Tych dwoje miało być na zawsze razem. Los nie był jednak dla nich łaskawy. Rozdzielił ich niedługo po tym, jak Mirosłava, Mirchov i Chmjel opuścili nocą Wejherowo, tuż przed wkroczeniem tam Niemców. Mirchov, który pod koniec października 1939 r. powraca z niemieckiej niewoli, do której trafił jako obrońca Kępy Oksywskiej, nie ma o Mirosławie żadnej wiadomości. Z myślą o niej, wycieńczony wojną, umiera w lesie opodal swej wejherowskiej samotni zburzonej podczas wrześniowych bombardowań.

Przy takim zakończeniu powieści, gdy najpierw, w obliczu wrześniowego triumfu niemieckiego najeźdźcy, umiera inteligencka idea kulturowego odrodzenia narodu kaszubskiego, a chwilę potem życie traci jeden z jej głównych nosicieli, tytuł powieści Wurvanô spjéva wydaje się podkreślać katastroficzny wydźwięk dzieła Jana Rompskiego. Tytułową pieśń rozumieć można oczywiście bardzo różnie. Czytając utwór skojarzy się nam z językiem kaszubskim, z poezją i śpiewem ludu, z przekazem o historycznych dziejach Kaszubów, mityczną opowieścią o nich, jako o spadkobiercach słowiańskich plemion Pomorza, czy wreszcie z ideą nowego człowieka i społeczeństwa, o której często rozmyślał Mirchov. Można ją także widzieć w związku z miłosnymi nutami grającymi w duszy bohatera powieści, które długo nie mogą złożyć się w odpowiednie akordy i wybrzmieć uczuciem niezmąconym żadnym fałszem, a gdy jego wewnętrzny śpiew wreszcie stanie się czysty, przychodzi śmierć będąca końcem wszystkiego. Słowo urwać (urwana) daje jednak jakąś nadzieję, że pieśń znajdzie swoich kontynuatorów. Wszak jego znaczenia nie niosą za sobą czynnika wpływającego w sposób ostateczny na coś, co podlega tej czynności: oddzielić coś od czegoś, oderwać, zmniejszyć o jakąś część, przestać mówić… Tak, jakby to było jednak odwracalne. Nie wiemy co stało się z Ładą. Co z dzieckiem uratowanym przez gryfa na malowidle Mirchova? Przecież w chwili pierwszego bombardowania, w tamten wrześniowy poranek, Mirosłava słyszy od Mirchova, że jest niczym Reknjica, graniczna rzeka wielkiego niegdyś narodu, która zaniesie jego ból na ołtarz nowej Arkony, by tam jej łono zapłodnione zostało i powstał mstevoj z popjołov Svantevita.

Wurvanô Spjéva to powieść autobiograficzna, przy czym ważne jest tu przeniesienie punktu ciężkości z „bios na autos” z życia na tożsamość, jak podpowiada James Olney, autor zbioru esejów o autobiografii.4 Nasuwa się pytanie, dlaczego Jan Rompski, mając zaledwie 30 lat, poczuł chęć opowiedzenia o sobie, swoim otoczeniu, o idei którą żył i dla której działał? Pisarz miał powody sądzić, że tworzy ostatnią rzecz, która wyjdzie spod jego pióra. Rok 1943, w którym powieść powstała, a przynajmniej jej zasadnicza część, to specyficzny okres w życiu J. Rompksiego, gdyż czynnie zaangażowany był wówczas w antyhitlerowski ruch oporu, sprawując funkcję zastępcy komendanta okręgu wejherowskiego Tajnej Organizacji Wojskowej Gryf Pomorski, jednocześnie będąc też zaangażowany w strukturach Armii Krajowej. Należy również pamiętać, że w lutym 1943 był aresztowany przez gestapo i z braku dowodów na działalność przeciwko III Rzeszy wypuszczony na wolność, którą cieszył się przez rok, do lutego 1944 r. Wówczas, po ponownym aresztowaniu przez policję polityczną, trafił do obozu koncentracyjnego Stutthof. Wszystko wskazuje więc na to, że J. Rompski na napisanie zasadniczej części jedynej powieści w życiu miał zaledwie kilka miesięcy i to w czasie, gdy był pod ogromną presją hitlerowskiego aparatu bezpieczeństwa. Nie mogło to oczywiście pozostać bez wpływu na tragiczną wymowę utworu i zawarte w nim wątki katastroficzne.

Jak każdy pisarz, tak i Jan Rompski miał nadzieję, że jego powieść będzie kiedyś czytana przez tych, do których chciał dotrzeć. W tym przypadku bardziej nawet do ogółu Kaszubów, niż do warstwy inteligenckiej. Może dlatego, język jakim powieść została napisana jest zrozumiałym dla przeciętnej osoby posługującej się kaszubskim. Jedynie w kilku miejscach, gdy rozmawiają ze sobą inicjatorzy Zjazdu inteligencji kaszubskiej, ten język staje się trudniejszy, bardziej zbliżony do języka „Zrzeszë Kaszëbsczi”. Jej redaktorzy nie kryli, że zależy im na stworzeniu języka literackiego, w którym odrzucali polonizmy i germanizmy, chętnie sięgając do słów zapomnianych, nadając im nowe znaczenia, tworząc neologizmy lub czerpiąc słownictwo z innych języków słowiańskich. J. Rompski należał w gronie tym do tych, którzy uważali, że przede wszystkim język jidze z chëczë. Innym zabiegiem, który w zamyśle twórcy – poza oczywistym nawiązaniem do literatury kaszubskiej – mógł posłużyć do zbliżenia z czytelnikiem, jest przemieszanie treści mitycznych, baśniowych i ludowych wierzeń. Szczególnie widoczne jest uwypuklenie roli przyrody, także w życiu głównego bohatera, gdy ten przeżywa wewnętrzne boje związane z własną psychoewolucją. Wreszcie świat swojej powieści pisarz uczynił światem binarnym, ujmując go w kategoriach zła i dobra, śmierci i życia, czym wpisuje się w ludową wizję świata i człowieka. Nasuwa się pytanie, jak wyglądałaby kaszubska epika w XX i XXI wiekach, gdyby wydano w latach 40. lub 50. dwudziestego stulecia opisywaną powieść Jana Rompskiego? Nie wykluczone, że przyśpieszyło by to rozwój rodzimej prozy, która przez cały XX wiek pozostawała w cieniu poezji i dramatu.

1 J. Rompski, Wurvanô Spjeva, rkps, masz., k. 126, sygnatura 3, Katalog rękopisów Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie; Zob. też: Katalog rękopisów Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie, tom I, Spuścizna Jana Rompskiego, Wejherowo 2005, s. 24

2 Zob. A. Skwarło, Życie i twórczość Jana Rompskiego…, s. 129; D. Kalinowski, Polityczne gry (wobec) Jana Rompskiego, tekst wygłoszony w grudniu 2015 r. na konferencji Literatura kaszubska a polityka. Wstępne rozpoznania, w MPiMKP w Wejherowie, nagranie w moim posiadaniu.

3 Zob. A. Majkowski, Historia Kaszubów, s. 12

4 Cytuję za: J. V. Gunn, Sytuacja autobiograficzna, [w.:] Autobiografia, red. Małgorzata Czermińska, Gdańsk 2009, s. 145.

Jedna myśl nt. „Wurvanô spjéva – najnowsza powieść w języku kaszubskim!”

  1. Tak belno, jaż nie jidze wierzec, że wcyg wepliwają taczi skorbe z uszlosce. Morcen Józefa Ceynowe a zaro Rompsczigue puewiostka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fifteen − 4 =