Archiwa tagu: Recenzëjô

Yann Tiersen: nowi albùm „EUSA” całi pò bretańskù

Pianysta znóny w swiece dlô zwãkòwi stegnë do filmù Amelie Poulain wëdôł nową platkã. To dô czëc w tim albùmie gładã, pòrénk ë rórip (mòrską dôkã). Minimalisticzné kòmpòzycëje zdôwają sã bëc himnã do mòrza. Mònolodżi nó ni ë title sztëczków są w jegò rodny mòwie. Samë title, np. Pern, Kereon abò Penn ar Roc’h w richtoscy są mionami òstrowów ë  môlów na bretańsczim pòmòrzim.

Platka je przeplotłô òsmë sztëczkami nazwónëmi Hent, to je pò naszémù stegna, droga. Ten pierszi a ten slédny zawiérają mònolodżi/wiérsze. Wôrt je sã wsłëchac w jejich brzëmienié, bò zwãczi jãzëka bretańsczich Celtów są tam dzélã jedny całoscë, w gromadze z szëmarzenim mòrza, zwãkã wiatrë, miéwinégò krzikù ë samégò klawérë. Czytaj dalej Yann Tiersen: nowi albùm „EUSA” całi pò bretańskù

Łona i Webber – „Nawiasem mówiąc”, mówiąc wprost – znakomite.

Łona i Webber to szczecińskie duo, tworzące hip-hop – powiedzieć jednak tylko tyle, to tyle co nic nie powiedzieć. Niespecjalnie też sprawa staje się klarowniejsza – przynajmniej dla osób, które nie interesują się takimi brzmieniami (a piszący te słowa zalicza się do takich osób) – jeżeli powiemy, że Łona jest uważany za twórcę tzw. „rapu inteligenckiego”, a Webber to jeden z najlepszych producentów muzycznych w RP. Razem prowadzą też wytwórnię płytową „Dobrzewiesz Nagrania”, która ma pod swoimi skrzydłami zespół Bubliczki – czy jednak i to niezorientowanym powie dość o tych dwóch postaciach? Wątpię. Czytaj dalej Łona i Webber – „Nawiasem mówiąc”, mówiąc wprost – znakomite.

Krzysztofa Wrońskiego ”Czarny Bóg”

 

Przyjemnie jest móc pisać o książkach dobrych. Wymyślać superlatywy, mnożyć peany, dodać niekiedy pochlebstwo o osobie autora. Nie jest też trudno pisać o książkach słabych, dyskurs negatywny zdaje się być przestrzenią znacznie bardziej urodzajną i łatwiejszą w uprawie. Gorzej jest, kiedy przeczytaliśmy książkę, którą chcemy zganić, ale nie daje nam ona zbyt wielu do tego powodów, a jest już zupełnie źle, gdy chcielibyśmy się książką autentycznie cieszyć, ale samo polubienie staje się rzeczą wymagającą.

Mam z odbiorem Czarnego Boga pewien problem. Problem jest tej natury, że obiecano mi zbyt wiele. W materiałach promocyjnych, a także na tylnej okładce książki, napisano bowiem: Czytaj dalej Krzysztofa Wrońskiego ”Czarny Bóg”

Pomerania non cantat? A kùsznita mie w rzëc! Chëcz – Dërnosc.

Chëcz powstała w roku 1999 i niemal z miejsca nagrała płytę Do Młodëch, która pewnie przewietrzyła kilka ciasnych umysłów i otworzyła kilka par oczu niedowiarkom. Później skład się zmieniał, powstało jeszcze kilka kawałków (np. Król, Òdjimk, Dosc, To Kaszëbi), które nieregularnie pojawiały się przy okazji kaszubskich audycji radiowych. I w zasadzie do niedawna to było wszystko. Ale o tym mniej więcej wiedzą wszyscy mający jakiekolwiek rozeznanie w nowszej, niekoniecznie świetlicowej, kulturze kaszubskiej.

Po długich piętnastu latach Chëcz wraca. Wraca i obdarza nas płytą z dość prostą okładką (czarne tło i złota „kotwica”/lilia Świętopełka II Wielkiego), na płycie okrągłe dziesięć utworów i ponad pół godziny muzyki. Tak to wygląda, zwięźle i na temat.

Co mamy w menu? Cztery rasowe rockowe numery (Co jeżlë nié, Wstani!, Dërnosc, Dãp), trzy nieco lżejsze (Dzys, Szôł, Banita), dwie ballady (Europejczik, Jeséń) i jedną „pościelówę” (Sztëczk). Chociaż sam najbardziej cieszyłbym się gdyby to pierwsza kategoria była bardziej rozbudowana, to muszę przyznać, że powyższy zestaw to dobre, wyważone proporcje dla płyty z myślą o słuchaczach ze zróżnicowanymi gustami. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Czytaj dalej Pomerania non cantat? A kùsznita mie w rzëc! Chëcz – Dërnosc.

Wielka wyprawa księcia Racibora, czyli mała propaganda Artura Szrejtera

Artur Szrejter jest autorem opowiadań fantasy oraz książek popularyzujących zagadnienia mitologii skandynawskiej, np. Mitologia germańska. Opowieści o bogach mroźnej Północy, Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice, Bestiariusz germański. Potwory, olbrzymy i święte zwierzęta.

Najnowszą pozycją Szrejtera, wydaną nakładem Instytutu Wydawniczego ERICA, jest Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku. Tytuł w zasadzie mówi wszystko. Książę Racibor był bratem Warcisława I i po jego śmierci objął władzę w Księstwie Pomorskim, a zdobycie Konungaheli było największym wyczynem, dzięki któremu historia go zapamiętała. Głównym źródłem wiedzy na temat wydarzeń roku 1136 jest dzieło Snorriego Sturlusona Heimskringla (Krąg ziemski, zbiór sag o nordyckich władcach), a w zasadzie jej część, Saga o Magnusie Ślepym i Haraldzie Słudze Bożym. Saga ta zawiera rozbudowany opis – a jak celnie stwierdza Szrejter, opis, który jest sagą w sadze – zwycięskiej wyprawy wojennej pomorskiego księcia Racibora.


Był to początek półwiecznego okresu absolutnej dominacji Pomorzan na Bałtyku, którzy już wcześniej mocno dawali się we znaki Skandynawom.


Owa wyprawa była jedną z większych poświadczonych historycznie rejz Pomorzan. Około 650 okrętów, więcej jak 20 tys. ludzi, około tysiąca koni. Na ich czele książę pomorski z rodu Gryfitów, Racibor (w źródłach: Ratibor). Fenomenalny strateg, mający już na swoim koncie rozbicie w roku 1135 kierującej się na Rugię duńskiej floty króla Eryka II Pamiętnego oraz odwetowe, niszczące uderzenie na ówczesną duńską stolicę – Roskilde. Był to początek półwiecznego okresu absolutnej dominacji Pomorzan na Bałtyku, którzy już wcześniej mocno dawali się we znaki Skandynawom (vide historia szczecińskiego kupca i chąśnika* imieniem Wyszak czy podboje i zasiedlanie wysp południowej Danii). Wyprawa na Konungahelę była strategicznym majstersztykiem. Świetnie przygotowana pomorska armia uderzyła w niedzielne południe – czas wybrany nieprzypadkowo, bowiem w czasie niedzielnej sumy większość mieszczan uczestniczyła we mszy. Błyskawicznie zajęte m.in. przy użyciu konnicy podgrodzie było świetnym punktem wyjścia do dalszych działań przeciw obrońcom grodu. Pomorzanie szturmowali wały kilkukrotnie, wreszcie po zażartych walkach zdobyli umocnienia, zrabowali miasto, jego mieszkańców uprowadzili do niewoli, a sama Konungahela już nigdy nie wróciła do swej niegdysiejszej świetności. Racibor jako zwycięzca powrócił na Pomorze w glorii i chwale, a czasy jego rządów są jednymi z najświetniejszych momentów w historii tego kraju. Nie tylko zdominował militarnie Bałtyk, ale i dość szybko uwolnił się od wpływów państwa Piastów. Po jego śmierci władzę w księstwie przejął jego bratanek, Bogislaw I, pierwszy władca pomorski oficjalnie tytułowany księciem Kaszub. Czytaj dalej Wielka wyprawa księcia Racibora, czyli mała propaganda Artura Szrejtera