Archiwa tagu: konsultacje społeczne

Hebel: Jestem jednym z kaszubskich świrów

Nazywam się Adam Hebel. Jestem jednym z kaszubskich świrów. Tych, co chcą, żeby każdy był zmuszony gapić się na kaszubskie nazwy miejscowości. Tym, który nie zwraca uwagi na to, że komuś może się nie podobać Wejrowò i który z tym kaszubskim troszeczkę już przesadza. Zanim mnie skrytykujesz albo olejesz jako kolejnego świra, przeczytaj proszę co mam Ci do powiedzenia, żeby zrozumieć, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy.

Po pierwsze: zależy nam na obecności kaszubskiego w przestrzeni publicznej, bo to również nasza przestrzeń. Musisz zrozumieć (w sumie nie musisz, ale byłoby miło, gdybyśmy się rozumieli), że kaszubski to dla mnie i innych „świrów” podstawowe narzędzie komunikacji. Nie jest to moje hobby, które uprawiam, jak mnie żona wypuści na weekend, tylko znaczy on dokładnie tyle, ile dla Ciebie język polski. Jak się budzisz, to pierwsza myśl, niezależnie czy to „o k****”, czy „jaki piękny dziś dzień!”, to Twój pierwszy komunikat wysłany do samego siebie w języku polskim. Ja ten komunikat wysyłam w kaszubskim. Robię zakupy po kaszubsku, pracuję po kaszubsku, spędzam czas wolny po kaszubsku. Czy to męczące, całe życie z kaszubskim? – możesz pomyśleć. Więc ja spytam – a Ciebie nie męczy ciągle ten polski? Jak widzisz, to po prostu naturalne narzędzie komunikacji.

Ale co to Ciebie obchodzi i dlaczego mam się z tym narzucać w formie kaszubskich tablic? Teraz proszę Cię o zrozumienie kolejnej rzeczy – my Kaszubi nie mamy swojego państwa, które by się nazywało „Kaszubska Republika” czy tam „Święte Cesarstwo Narodu Kaszubskiego”, co nie znaczy, że swojego państwa w ogóle nie mamy. Naszym państwem jest Rzeczpospolita Polska, która gwarantuje nam prawa do używania własnego języka. I teraz zauważ, że Twój język jest pokazany na tablicach, mój nie, a oba języki mają prawo funkcjonować w przestrzeni publicznej. Czy ja mówię, że nie życzę sobie tablic po polsku na mojej ziemi? Nie, a mógłbym używać argumentów typu „150 lat temu tutaj nie było polskiego, tylko niemiecki”, „są to tereny zamieszkiwane przez Kaszubów”, „jesteśmy ludem, który przybył tu jako pierwszy z wszystkich obecnych tu współcześnie”. Dlaczego tego nie robię? Bo po pierwsze uznaję, że polski jest językiem urzędowym w RP, po drugie szanuję ludzi, których przodkowie (bądź oni sami) przyszli tu później niż moi przodkowie.

W takim toku rozumowania zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego można w ogóle nie życzyć sobie kaszubskiego na tablicach? Zrozum, że ja nie jestem uchodźcą (choć przez karnację można mnie pomylić…), nie mam gdzie sobie stąd iść, ja nie mam jakiejś swojej ojczyzny, w której mój język funkcjonuje, do której mogę sobie pójść, jak mi się nie podoba, że mnie nie chcą tutaj. Ja nie mam dokąd iść, a na własnym terenie muszę udowadniać, czy miasto, które było domem moich przodków jest na tyle moje, że mogę sobie „dostawić” kaszubską tablicę pod polską, pod tablicą w Twoim języku, który jest Tobie tak bliski, jak mi ten, którego tak bardzo sobie nie życzysz. Jak nie ma prawa funkcjonować tutaj, to przepraszam, gdzie ja mam sobie pójść? Dokąd?!

No, ale przecież kiedyś ci Kaszubi tego nie mieli i im nie przeszkadzało – zapewne przechodzi Ci taka myśl przez głowę. Owszem, nie narzekaliśmy – bo nie mieliśmy gdzie! Dawniej za mówienie po kaszubsku można było dostać po głowie i to bardzo dosłownie. Czy do tego też mamy wrócić, bo przecież nikt nie narzekał? Ja nie chcę wprowadzić niczego nowego, chcę po prostu uznania tego, co już jest. Język polski nie jest zagrożony, po prostu obok niego tak jak funkcjonuje naturalnie, tak też na tablicy zafunkcjonuje język tych, którzy tu mieszkają tu prawdopodobnie od VI wieku n. e.

No, ale tu jest Polska i język polski ma być używany! Ten argument jest szczególnie bolesny. Polska dzisiaj to ta sama, która kilkaset lat temu słynęła z wielu języków i narodów żyjących wspólnie pod jednym panowaniem (te fajne czasy, kiedy szlachta miała takie zakręcone szabelki i jak się mówiło, że się jedzie nad polskie morze, to nie było wiadomo, czy się jedzie na północ czy na południe). Co się stało, że dzisiaj drugi język nie może sobie spokojnie stać obok pierwszego? Zrozum, że taki argument każe mi i podobnym do mnie żyć w paradoksie. Z jednej strony dajesz mi do zrozumienia jak bardzo do Polski nie pasuję, z drugiej nie pozwalasz nawet pomyśleć o zakwestionowaniu tejże Polski. Co ja mam w tej sytuacji zrobić? Jak się nie podoba w Polsce to wypad do siebie… ale ja jestem u siebie!

Pomyślałeś/aś, pisząc, że nie życzysz sobie kaszubskich nazw, co ja w tej sytuacji czuję? Jak czuje się ktoś, kto jest u siebie, a kiedy obecność mojego języka w przestrzeni publicznej może wzrosnąć z 0,001% do 0,002%, ktoś mówi, że to za dużo? Wiesz jak spoglądam w oczy mijanych ludzi, którzy być może są także w grupie tych, co sobie nie życzą? Pomyślałeś/aś, że język, z którym te świry tak przesadzają, to język bliski komuś tak jak Tobie ten, w którym właśnie teraz odbywasz procesy myślowe? Co by było, gdyby Tobie ktoś chciał wydrzeć język Twoich przodków w miejscu Twojego urodzenia i miałby obiekcje co do takich drobnostek jak powierzchnia czterech zielonych tablic? To, że nam nikt nic nie odbiera, bo my tego nie mieliśmy, jeszcze pogłębia moją rozpacz. W momencie, kiedy nasz język został niemal w stu procentach wytępiony, często przemocą, powolutku zaczyna się robić normalnie – tak jak nie było za Niemiec ani za II RP, ani za komuny. Zaczyna się robić normalnie i w tym normalnym społeczeństwie spotykamy się na własnej ziemi z taką reakcją. Zastanów się przez chwilę, co ktoś taki jak ja musi teraz czuć…