Siła tytułu naukowego większa niż siła naukowego argumentu? „Gramatika…” z perspektywy laika raz jeszcze

Po recenzji Gramaticzi kaszëbsczégò jãzëka (H. Makùrôt, Gdańsk 2016), która ukazała się w Skrze pod tytułem Czy Gramatika kaszëbsczégò jãzëka jest gramatyką kaszubskiego języka? autorka książki odpowiedziała na niesłuszne jej zdaniem zarzuty (odpowiedź z 29. czerwca bieżącego roku można przeczytać w całości m.in. w dziale komentarzy pod recenzją). Jako że odpowiedź ta nie wyczerpuje w żaden sposób tematu, postanowiłem na nią odpowiedzieć.

Błędem metodologicznym recenzji Bandura jest porównywanie punkt po punkcie fragmentów mojej publikacji z „Gramatyką pomorską” Friedricha Lorentza oraz wykazywanie niezgodności między tymi gramatykami.

Być może błędem metodologicznym było powoływanie się na tę pozycję w Gramatice…? Zacytuję Autorkę raz jeszcze: Zwënégòwała jem téż zamkłoscë donëchczasnëch kaszëbsczich gramatików, w òsoblëwòscë kòrzëstała jem z ksążków Gramatyka pomorska Friedricha Lorentza i Gramatyka kaszubska. Zarys popularny Édwarda Brézë i Jerzégò Trédra. (patrz: str. 10). A więc Makurat nie neguje, że wymienione przeze mnie niezgodności z jej gramatyką istnieją, jedynie broni się przed porównywaniem jej gramatyki ze źródłem, z którego – jak sama pisze – w szczególności korzystała. Pozostawię ocenie Czytelnika/Czytelniczki, czy rozliczanie Autorki z bibliografii, na którą sama się powołuje, jest błędem metodologicznym. Dodam tylko, że druga z wymienionych pozycji – Gramatyka kaszubska. Zarys popularny E. Brezy i J. Tredra również w dużej mierze bazuje na Gramatyce pomorskiej, tabele odmian (m.in. 3.2.1.8. Deklinacja męska, 3.2.1.9. Deklinacja żeńska, 3.2.1.10. Deklinacja nijaka) wraz z opisami niemal zupełnie bazują na Gramatyce Pomorskiej oraz na Atlasie Języka Kaszubskiego…, niektóre tabele i akapity skopiowano z tych źródeł bez większych zmian, co autorzy poświadczają także przypisami. Dalej Makurat pisze:

Przyznam, że podczas przygotowywania mojej książki nieraz sięgałam do „Gramatyki pomorskiej” Lorentza, ale korzystałam z niej w sposób krytyczny – niektóre przykłady wyrazów, odnotowane w mojej pracy, pochodzą właśnie z tego źródła.

Dopiero po recenzji Autorka przyznaje, że pozycja, z której w òsoblëwòscë kòrzëstała, ma odzwierciedlenie w jej książce zaledwie w niektórych przykładach wyrazów. Nasuwa się nieodparte pytanie: jeśli pozycja, z której autorka korzystała w szczególności ogranicza się do poświadczenia ledwie niektórych wyrazów, to czym poświadczona jest cała reszta?

Tymczasem Bandur zakłada, że język kaszubski zatrzymał się prawie wiek temu, w ogóle się nie rozwijał i współczesna kaszubszczyzna powinna wyglądać tak samo, jak została opisana na początku XX wieku.

Nie powinna, ale z racji dysponowania takimi, a nie innymi źródłami, Autorka powinna powołać się na badania, które opisują jak zmieniła się kaszubszczyzna od lat 1927-37 i czy rzeczywiście zmieniła się tak diametralnie, jak twierdzi Makurat. Może to być trudne do wykazania, bo ani Atlas Językowy Kaszubszczyzny… (1964-78), ani Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej (1965-76) B. Sychty, ani badania terenowe Z. Topolińskiej opublikowane jako Teksty gwarowe… (1967-69), ani opracowanie Gramatyka kaszubska. Zarys popularny E. Brezy i J. Tredera z 1981 roku tego nie potwierdzają. Obowiązek dowiedzenia takich tez spoczywa na tym, kto je przedstawia.

Wydaje mi się, że kolejne opracowanie przedstawiające, jak wymawia się kaszubskie głoski w konkretnych kaszubskich gwarach i jakie są końcówki fleksyjne typowe dla wszystkich gwar, byłoby bezużyteczne. Takie opracowania już mamy. A tego oczekiwał Maciej Bandur – autor recenzji i na tym opiera się w całości jego krytyka skierowana w moim kierunku.

Twierdzenie nieprawdziwe, chyba że Autorka jest w stanie udowodnić je dokładnym cytatem. O co się dopominam w swojej recenzji, to o poszanowanie źródeł i tego, co udowodniono naukowo. Mówiąc prościej: dysponujemy olbrzymim dziedzictwem prac językoznawców, eksploratorów i leksykografów, którzy badali żywą mowę w terenie i dokumentowali język. To wszystko, wraz z oczywistymi różnicami gwarowymi, stanowi zbiór elementów poświadczonych (o ile badaczowi nie udowodniono błędów). Uważam, że rzeczą absolutnie normalną i konieczną jest stworzenie na zasadzie kompromisów normatywnej gramatyki w oparciu o elementy z tego zbioru, dopiero później wzbogacone o neologizmy (jeśli zachodzi rzeczywista konieczność ich użycia), żeby język kaszubski mógł istnieć jako w pełni funkcjonalny język w XXI wieku, jednocześnie zawierając jak najwięcej elementów typowo rodzimych i znanych Kaszubom z języka domowego. Jednym z moich głównych zarzutów wobec Gramaticzi… jest taki, że Autorka używa elementów spoza tego zbioru, które nie tylko nie są poświadczone i potrzebne, ale także stoją w sprzeczności z elementami zbioru poświadczonego, co szczegółowo opisałem w swojej recenzji.

Badaniom kaszubszczyzny poświęciłam całe życie i moja gramatyka jest efektem rzetelnych wieloletnich i szczegółowych badań. Praca pt. „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” była także konsultowana z śp. prof. Jerzym Trederem, który recenzował poszczególne jej części (które były publikowane w „Naji Ùczbie” przez wiele lat). Prowadziłam także liczne dyskusje z prof. Jerzym Trederem na temat tego, jak gramatyka kaszubskiego języka literackiego oraz sam język powinny wyglądać. Moja praca jest przemyślana i była także opiniowana przez slawistów, zwłaszcza przez jej recenzenta prof. Dušana Vladislava-Paždjerskiego, który również jest członkiem Rady Języka Kaszubskiego.

Opinie innych naukowców nie są dowodem naukowym per se, niezależnie od tytułu naukowego.

Maciej Bandur twierdzi, że użyłam form trzeciej osoby czasu przeszłego typu: (òn) je pisôł, (òna) je pisała, (òno) je pisało, (òni) są piselë, (òne) są pisałë, które nie zostały poświadczone w żadnych wcześniejszych źródłach. Autor konstatuje, że sama wymyśliłam te formy, biorąc za wzór inne języki słowiańskie. Nie jest to prawdą, ponieważ formy tego typu odnotowane zostały m.in. w Gramatyce kaszubskiej Edwarda Brezy i Jerzego Tredera na s. 133 (rozdział 3.2.5.6.): òn je gònił, òna je gòniła, òno je gòniło, òni lub òne są gònilë lub gòniłë.

Rzeczywiście takie formy są podane w tym opracowaniu. Czy to dowodzi ich prawdziwości? W tym przypadku to wątpliwe. W cytowanych przykładach zastosowania autorzy nie podają ani jednego dla trzeciej osoby liczby pojedynczej lub mnogiej ani w rozdziale 3.2.5.6., ani w 4.3.6.B. Jest to bodaj jedyne poważne opracowanie podające takie formy, jednak bez żadnych poświadczeń i odwołań. Z drugiej strony mamy dziesiątki prac naukowych, starszych i nowszych, oraz setki tekstów gwarowych i literackich, w których takich form nie ma. Czy Autorka jest w stanie przywołać jakikolwiek tekst gwarowy bądź literacki, w którym takie formy są poświadczone/użyte, nie mówiąc już o wykazaniu użycia ich na szerszym terenie? Jestem w stanie zaryzykować twierdzenie, że prof. Breza potwierdziłby, że to raczej pomyłka, która umknęła korekcie niż dająca się gruntownie poświadczyć lub poprzeć uzusem forma.

Autor recenzji zwraca też uwagę, że rzekomo nie uwzględniłam w mojej publikacji form typu: jô jem jidzony, òna je jachónô. Są to – będące skutkami wpływów języka niemieckiego – formy strony biernej utworzone od czasowników nieprzechodnich i zostały one opisane w mojej książce w rozdziale 2.3.5. na stronie 56.

Te formy są tam analizowane w zupełnie innym charakterze. Zabrakło ich w rozdziale o czasie przeszłym. W języku kaszubskim, inaczej niż w polskim, tego typu formy są nie tylko formami strony biernej, ale też formami czasu przeszłego, a właściwie teraźniejszego perfektywnego, jako że pełnią taką samą funkcję jak w językach germańskich. Bez opisania tego korzystający z książki nie dostaje pełnego obrazu budowania czasów w języku kaszubskim. W gramatykach niemieckich odpowiadające formy typu ich bin gegangen, wir sind gefahren powszechnie opisuje się jako formy czasu teraźniejszego perfektywnego, por. np. A Grammar of Contemporary German, str. 17-22 czy Teach Yourself German Grammar, str. 108-9.

Jeśli chodzi o uwagi Bandura dotyczące czasu zaprzeszłego, również są one nietrafne. W kaszubszczyźnie istnieją zarówno formy zaprzeszłe typu: jô jem béł pisôł (spotkałam takie formy w żywej mowie podczas badań terenowych, są one zarejestrowane na zebranych przeze mnie nagraniach), jak i formy typu: jô béł jidzony, jô mia pisóné. Moja wiedza z historii języków słowiańskich pozwala stwierdzić, że te pierwsze w wymienionych wyżej form nie są – jak twierdzi autor recenzji – kalkami z języka polskiego, ale rozwinęły się one równolegle w obu językach.

Gdzie są opublikowane te nagrania i ich rezultaty odnośnie do tej kwestii? Czy recenzent ma weryfikować Pani twierdzenia w oparciu o bibliografię czy się domyślać lub wierzyć na słowo, że są nagrania, które Pani tezę potwierdzają? Czy jest Pani w stanie przedstawić fragmenty tych nagrań, które w przekonujący sposób udowodniłyby, że a) takie formy są używane w żywej mowie, mimo że żadne poprzednie badania dialektologiczne tego nie wykazały, b) że wyewoluowały niezależnie od języka polskiego i c) że są na tyle powszechne i potrzebne, mimo że istnieje już bogato poświadczona forma o dokładnie tej samej funkcji, że warto ją zalecać do użycia? Jeśli tak, z pewnością nikt nie będzie miał zastrzeżeń.

Jeśli chodzi o czas przyszły złożony, to – wbrew temu, co twierdzi Bandur – można go w języku kaszubskim tworzyć na dwa sposoby: poprzez użycie czasownika bëc w czasie przyszłym i bezokolicznika, np. bãdã pisac, jak też poprzez użycie czasownika bëc w czasie przyszłym oraz tzw. imiesłowu czasu przeszłego czynnego drugiego, czyli form typu: bãdã pisôł, bãdã pisała. Obie te konstrukcje zostały poświadczone w Gramatyce kaszubskiej Brezy i Tredera (rozdział 3.2.5.5, strona 132-133), a także obie struktury zostały zarejestrowane na moich nagraniach podczas badań terenowych, które prowadziłam przez kilka lat na całych Kaszubach.

Oczywiście, takie formy dzisiaj występują w języku kaszubskim, występowały już w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Informacja, że twierdzę, że nie można tak tworzyć czasu w j. kaszubskim jest nieprawdziwa. Tak jak pisałem w recenzji: ten typ w języku kaszubskim był notowany w ilościach marginalnych, częściej jedynie w gwarach zaborskich.

(F. Lorentz, Gramatyka pomorska, str. 979-80)

Można się zatem zastanawiać, czy marginalna obecność tych złożeń jeszcze w pierwszej połowie XX wieku i większe ich natężenie w skrajnie południowych gwarach j. kaszubskiego nie świadczą o świeżym polonizmie, co w kwestii konstruowania czasów jest jednak zmianą istotną. Oczywiście umieszczenie ich w Gramatice… da się wybronić. Chcę jednak zacytować tu odpowiedź samej Autorki: Uważam, że w standardowym języku nie powinno się uwzględniać wszystkich gwarowych wariantów, zwłaszcza jeśli są one rzadko używane i nie mają zakorzenienia w historii kaszubszczyzny. W tej kwestii również pojawia się pytanie, czy normatywna gramatyka języka kaszubskiego nie powinna faworyzować elementów rodzimych i dobrze zakorzenionych w języku?

Autor recenzji twierdzi, że podczas opisu trybu warunkowego pominęłam sposób tworzenia konstrukcji w czasie przeszłym. Rzeczywiście, nie zrobiłam tego, ponieważ było to niecelowe – formy trybu rozkazującego są uniwersalne – takie same dla różnych czasów, więc nie było potrzeby dublowania opisu.

Nie potrafię sobie wyobrazić co ma tryb rozkazujący do trybu warunkowego.

Bandur zarzuca mi także, że jako nieliterackie uznałam – przejęte z polszczyzny – formy typu: bëm, bës, bësmë, które są poświadczone w „Słowniku gwar kaszubskich na tle kultury ludowej” Bernarda Sychty. To, że zostały one zarejestrowane we wcześniejszym opracowaniu, nie znaczy, że są to formy typowo kaszubskie. Są one polonizmami i we współczesnej odmianie literackiej kaszubszczyzny są używane rzadko, raczej na skutek wpływów gwarowych i polszczyzny.

Nie zarzucam, pytam o przyczynę, która w Gramatice… nie jest podana, choć powinna była się tam znaleźć zamiast otrzymanego twierdzenia ex cathedra. Wyjaśnienie jest jak najbardziej satysfakcjonujące.

Natomiast stwierdzenie Bandura, że użycie w mojej gramatyce imiesłowu przysłówkowego jest „niesamowitością”, jest kolejnym dowodem na to, że autor recenzji nie ma kompetencji w zakresie języka kaszubskiego. Autor recenzji dziwi się, że wprowadzam kategorię, która jest nieużywana w języku mówionym i w gwarach.

Wciąż się dziwię. Dalej o tym imiesłowie Makurat pisze:

Tymczasem w językach słowiańskich imiesłowy bardzo rzadko używane są w mowie, jest to raczej kategoria gramatyczna zarezerwowana dla języka pisanego.

To zupełnie się nie zgadza, imiesłowy przymiotnikowe i przysłówkowy współczesny występują w języku mówionym często: rozbiti, zrëchtowóny, stłëkłô, wëmłoté, gôdający, stojącô, sedząc(ë), jidąc(ë) itd. Podobnie w wielu innych językach słowiańskich. Ba, w dialekcie północnokresowym języka polskiego imiesłów przysłówkowy uprzedni (o który wszak nam tu chodzi) na –wszy był tak mocny, że obecnie przejął też funkcję czasu przeszłego, np. ón zrobiwszy – on zrobił. W mówionym języku kaszubskim, jak sama Autorka przyznaje, ów imiesłów nie jest używany. Dlaczego go nie ma, wiemy z historii j. kaszubskiego doskonale: istniał jako żywa kategoria w najstarszych zabytkach języka, lecz później zmienił funkcję na przysłówkową (jak wykazałem w recenzji) bądź – jak raz poświadcza B. Sychta – na imiesłów przymiotnikowy czynny (Słownik gwar kaszubskich…, Suplement, str. 14).

Badałam język kaszubskich pisarzy i imiesłowy przysłówkowe są rejestrowane w ich tekstach pisanych. Nie rozumiem, dlaczego miałabym nie uwzględniać w mojej gramatyce kategorii, która jest żywa i używana. Autor recenzji myli się, twierdząc, że to ja próbowałam reaktywować te formy, odwołując się do najstarszych zabytków. W rzeczywistości jedynie opisałam język, który jest realnie używany, a imiesłowy przysłówkowe są jego częścią.

Owszem, pojedynczy autorzy stosują imiesłów przysłówkowy uprzedni w j. kaszubskim, ale ich funkcja, użycie i nierodzima końcówka z -ł- dobitnie wskazują na kategorię żywcem przeniesioną z języka polskiego (w którego gwarach owszem występuje). Wiele wielkich języków słowiańskich i nie-słowiańskich radzi sobie znakomicie bez tej kategorii, stąd pytanie o zasadność sankcjonowania użycia tych form w gramatyce normatywnej. O formach bëm, bës Makurat pisze, że fakt, że występują w języku nie znaczy, że są to formy typowo kaszubskie. Są one polonizmami i we współczesnej odmianie literackiej kaszubszczyzny są używane rzadko, raczej na skutek wpływów gwarowych i polszczyzny. Wszystko wskazuje, że mamy tu do czynienia z dokładnie tą samą sytuacją.

Bandur wysuwa też zastrzeżenie dotyczące nazywania pewnych zjawisk językowych archaicznymi. Jeśli chodzi o nazwę archaicznego czasu przeszłego, muszę powiedzieć, że nie jest to mój termin, ale został on użyty przez Brezę i Tredera w „Gramatyce kaszubskiej” na stronie 133 (rozdział 3.2.5.6). Uważam, że należy się kierować zasadą brzytwy Ockhama, czyli nie tworzyć nowych terminów, jeśli istnieją inne, które zostały utworzone i są używane. W innych przypadkach posługiwanie się przeze mnie terminem „archaiczny” – wbrew temu, co twierdzi autor recenzji – nie jest uzasadnione tym, że opisywane formy nie występują w języku polskim, ale wynika z uwzględniania wiedzy o historii języka kaszubskiego.

Przyjmuję takie uzasadnienie.

Autor recenzji zwraca też uwagę, że prezentowany przeze mnie materiał nie odzwierciedla języka używanego w dawniejszej twórczości pisarzy, np. Jana Drzeżdżona czy Bernardy Sychty. Trzeba stwierdzić, że język kaszubski – zwłaszcza w ciągu ostatnich 30 lat – ewoluował i dynamicznie się rozwinął.

Parę akapitów dalej Makurat pisze:

Kwestionowany przez Bandura przyimek kù jest poświadczony w języku licznych kaszubskich pisarzy, m.in. Floriana Ceynowy, Hieronima Derdowskiego, Aleksandra Majkowskiego, Alojzego Budzisza, Aleksandra Labudy, ponadto istnieje bardzo znane w języku kaszubskim wyrażenie kù reszce, używane nie tylko przez dawniejszych pisarzy, ale też powszechnie we współczesnych tekstach kaszubskojęzycznych. Nie widzę powodu, aby eliminować ten przyimek z języka kaszubskiego, jak chce autor recenzji.

To ciekawy przykład konsekwencji. Autorka na potrzeby swojej normy odrzuca takich mistrzów kaszubskiego słowa jak Jan Drzeżdżon i Bernard Sychta, z których pierwszy publikował jeszcze w latach dziewięćdziesiątych (!) – a więc mniej niż 30 lat temu, a drugi opisywał mowę wciąż współczesnych Kaszubów, ale w przypadku przyimka powołuje się na pisarzy, którzy urodzili się w XIX wieku, a zmarli przed II wojną światową! (wyjątkiem jest A. Labuda, który urodził się, bagatela, w 1902 r.). Nie dość, że Autorka pada ofiarą własnej strategii, to jeszcze używa bardzo wygodnego wybiegu, twierdząc, jakoby nieakceptowane przez nią źródła starsze niż 30 lat zdezaktualizowały się. Tym sposobem można właściwie wsadzić do śmietnika nie tylko lwią część literatury, ale prawie cały dorobek naukowy i udowodnić wszystko, co się chce, zwłaszcza tekstami produkowanymi lub korygowanymi przez własne środowisko.

Maciej Bandur kwestionuje też zasady pisowni niektórych wyrazów, których forma została już utrwalona w kaszubszczyźnie i ma zastosowanie w piśmiennictwie od wielu lat. Według autora recenzji utrwalone w tradycji języka kaszubskiego i poświadczone w słownikach Eugeniusza Gołąbka postaci wyrazów: cëż oraz chtëż są błędne, ponieważ nie są zgodne z pisownią stosowaną 90 lat temu przez niemieckiego badacza Friedricha Lorentza. Czyż to nie jest rewolucja w języku? Zmienianie utrwalonego już systemu ortografii ze względu na niezgodności z pisownią używaną prawie wiek temu?

Autorka doskonale wie, że Friedrich Lorentz w Gramatyce pomorskiej zapisuje badane słowa fonetycznie, a więc nie jest to kwestia przyjętej pisowni i uzgodnionej ortografii jak chce Makurat, lecz fonetycznej realizacji, czyli faktycznej wymowy. Szczegółowe opisanie wszystkich wówczas istniejących gwar kaszubskich nie poświadczyło ë w tej pozycji w żadnej z nich. Czy poświadczają ją wieloletnie badania Autorki w terenie? Ciężko sobie wyobrazić jakikolwiek nowszy proces, który miałby spowodować, by szwa mogła tam zaistnieć. Słowniki E. Gołąbka są przede wszystkim opracowaniami dotychczasowych prac leksykograficznych i literackich, wydawanymi i korygowanymi w zgodzie z normą zalecaną przez RJK, więc same z siebie nie dowodzą niczego. Nie jestem pewien, czy argument z tego, że się utarło coś zapisywać w ten czy inny sposób powinien mieć pierwszeństwo przed tym, co poświadczone.

Podobny przełom autor szkalującej recenzji chce wprowadzić w zapisie zaimka òne, który według „nowej normy” Bandura powinien być zapisywany jako ònë, ponieważ taką pisownie (z samogłoską szwa) notował Lorentz 90 lat temu. Nie znam żadnego współczesnego szanującego się autora kaszubskiego, który zapisywałby wymieniony zaimek jako ònë.

A ja znam i Autorka też, w Gramatyce kaszubskiej. Zarysie popularnym E. Brezy i J. Tredra z 1981 roku to nie tylko fakultatywna forma, ale wciąż jedyna zalecana (str. 123):

Cytowałem to opracowanie także w swojej recenzji, co Makurat zignorowała. To formy nie tylko wymienione w Gramatyce pomorskiej, ale też bogato poświadczone w Tekstach pomorskich na niemal całym terenie kaszubskim. Jeśli zaś chodzi o współczesnych literatów kaszubskich, Autorka uprawia zastanawiającą ekwilibrystykę słowną. Doskonale wiadomo, że dzisiaj większość piszących po kaszubsku dostosowuje się do normy zalecanej przez środowisko związane z Radą Języka Kaszubskiego, czyli ze środowiskiem Autorki. Wielu oddaje książki do korekty członkom Rady. Makurat próbuje przekonać, że ona tylko neutralnie opisuje język, a nie kreuje go, który pochodzi z publikacji, jakie były pisane i korygowane w zgodzie z zaleceniami jej środowiska i jej samej (!). Literaci kierują się słuszną logiką, ponieważ powinni mieć godne zaufania ciało opiniujące i nie mają obowiązku sami być językoznawcami. Ale z tego samego powodu potrzebują też głosów wewnątrz Rady jak i spoza niej, które preskryptywistom będą kazały grać w otwarte karty i powiedzą: sprawdzam.

Kolejna przełomowa zmiana miałaby dotyczyć zapisu zaimków w liczbie mnogiej: te, jedne, same, które według „nowego znawcy języka kaszubskiego” powinny mieć postać: të (pol. ‘te’), jednë, samë, ponieważ takie poświadczenie znalazł znowu w wydanej prawie wiek temu gramatyce Lorentza.

Takie formy jeszcze w 1981 roku za prawidłowe uznawali „starzy znawcy języka kaszubskiego” prof. J. Treder i prof. E. Breza (str. 123):

W późniejszych latach profesorowie preferowali inne formy, jednak bogato poświadczonych na całym terenie form z wygłosowym –ë z pewnością nie można z tego powodu uznać za błędne. Na ile utrzymały się w dzisiejszym języku, należałoby poprosić o ekspertyzę fonetyka. Jeśli są wypierane przez formy polskie z wygłosowym –e, należałoby się zastanowić, co zrobić z tym świeżym polonizmem. Jeśli to proces wewnątrz języka, np. wyrównanie per analogiam do miękkotematowych mòj-e, swòj-e itd., należałoby to zbadać. Makurat jednak zdaje się nie dbać o dowód naukowy. Zamiast tego mówi, że coś jest stare i nieużywane. A im więcej publikacji się naprodukowało według normy, którą współtworzy, tym większy dowód na słuszność racji?

Kolejna rewolucja Bandura dotyczy ściągniętych form zaimków dzierżawczych, które zapisałam jako ma, twa, swa, a które zgodnie z koncepcją „recenzenta” powinny mieć postać mô, twô, swô, ponieważ takie formy również znalazł w zapisach Lorentza z początku XX wieku. Trzeba zauważyć, że ściągnięte formy zaimków w ogóle rzadko są stosowane w języku, natomiast formy zaproponowane przez Bandura zupełnie nie mają odzwierciedlenia w uzusie.

Gdzie dowód? Na jakich danych opiera Autorka nieokreślony w Gramatice… uzus? Danych frekwencyjnych z wyszukiwarek internetowych? Z korpusu współczesnego języka kaszubskiego, którego nie ma? Z papierowych wydawnictw po kaszubsku z ostatniego półwiecza? A może tylko z tytułów, które sama Autorka uważa za akceptowalne? Tezę Autorki być może udałoby się wybronić, gdyby nie jeden z moich głównych zarzutów wobec Gramaticzi… – Makurat nie nakreśliła ram, w obrębie których ma zamiar się poruszać. Nie wiemy nic o źródłach deklarowanych tendencji współczesnego języka literackiego, nie wiemy, które tytuły i których autorów autorka uważa za dość „literackich” ani z jakiego przedziału czasowego. Dopiero po mojej recenzji Makurat zaczyna o tym informować, a takie informacje powinny były jednak znaleźć się w Gramatice…, a nie na Facebooku. Co do samych form ma, twa, swa nie ma żadnych wątpliwości, że nie są to formy rodzime. Z punktu widzenia lingwistyki diachronicznej pozostaje jasne, że ściągnięte formy po utracie sylaby w wyniku wzdłużenia zastępczego miałyby samogłoskę długą i ostatecznie dałyby jej dzisiejszy refleks –ô: *tvoja > *tvā > twô. I tylko takie formy były znajdowane w terenie. Po to między innymi potrzebne są recenzje i krytyka, żeby formy niepoświadczone eliminować z języka i normy, żeby nie były powtarzane przez nieświadomych użytkowników języka i nie weszły do uzusu, z którego ktoś za x lat będzie chciał wyprowadzać dowody. Ostatecznie jest to jednak oczywiście kwestia smaku. Dla niektórych duża frekwencja poszłem i przyszłem w polskim uzusie świadczy o akceptowalności formy, dla innych nie.

Autor recenzji nie jest jednak rodzimym użytkownikiem języka kaszubskiego, ale wyuczył się kaszubskiej mowy z książek, stąd też nie ma on odpowiednich kompetencji, by ocenić, jakie formy są rzeczywiście stosowane współcześnie w języku.

Tego całego festiwalu pozamerytorycznych uwag o tytułach, kompetencjach, znanych językach i bogatej kolekcji książek na półkach oraz argumentów ad personam nie skomentuję, zainteresowani Czytelnicy mają dostęp do całego tekstu pani doktor. Ta uwaga jednak wymaga pochylenia się nad wyjątkowo nienaukową argumentacją. Po pierwsze, skąd Autorka wie skąd znam język kaszubski? Z drugiej, trzeciej, czwartej ręki? Po drugie, w jaki sposób nierodzimość użytkownika wyklucza kompetencje w badaniu języka? Ja się tym nie czuję urażony, język mówiony poznałem w swoim rodzinnym miasteczku jako nastolatek, a jako licealista zdałem maturę z tego języka, więc oczywiście z językiem literackim również mam do czynienia od wielu lat. Nie czuję się z tym gorszy od wielu kolegów i koleżanek mojego pokolenia, dla których zaczęcie mówienia po kaszubsku było osobistą decyzją, wysiłkiem, a nawet nastoletnim buntem w dobie dominacji języka polskiego i przerwanego przekazu międzypokoleniowego, a którzy mimo to dzisiaj są świetnymi dziennikarzami, pisarzami czy nauczycielami języka kaszubskiego. Co jednak mają powiedzieć na takie dictum tacy badacze kaszubszczyzny jak prof. Motoki Nomachi, prof. Dušan Paždjerski z RJK czy inni badacze z Polski, Słowenii, Czech i innych krajów? Lub niekaszubscy studenci etnofilologii kaszubskiej? Uważam, że nikt nie powinien się godzić na taką argumentację.

Z braku odpowiedniej wiedzy wynika także kolejna krytyczna uwaga autora recenzji dotycząca użycia form naju, waju. Według Bandura mogą być one użyte w funkcji zaimków dzierżawczych we wszystkich przypadkach, co więcej autor mówi o ich zastosowaniu w liczbie mnogiej i podwójnej (odnoszącej się do czegoś podwójnego). Nie wydaje mi się, aby w języku kaszubskim można było współcześnie w ogóle wyodrębniać liczbę podwójną (poza nielicznymi przykładami użycia, które opisałam w książce). Ten zarzut Bandura nie został nawet poparty żadnym argumentem.

Śpieszę z argumentem, F. Lorentz, Kaschubische Grammatik, str. 27:

Trzeba zauważyć, że formy naja, waja są lepiej udokumentowane, nie zgadzam się jednak, że opracowania dwudziestowieczne nie są warte odnotowania. Tego niezwykle ważnego opracowania – pierwszej literackiej gramatyki j. kaszubskiego napisanej przez fachowca – Autorka nie uwzględniła nawet w bibliografii.

W zakresie fonetyki Bandur nie wysuwa zbyt wielu uwag krytycznych, a te, które się pojawiły, świadczą o jego nikłej wiedzy na temat literackiej kaszubszczyzny. Autor recenzji domaga się uwzględnienia szerokiego opisu głosek stosowanych w różnych gwarach kaszubskich (których współcześnie jest kilkadziesiąt!) oraz uwzględnienia prac dotyczących fonetyki gwarowej. Celem mojej książki nie był opis systemu językowego gwar kaszubskich, tylko języka literackiego. Drobiazgowy opis wymowy głosek w różnych gwarach (kilkudziesięciu) oraz realizacji procesów fonetycznych przez przedstawicieli różnych kaszubskich narzeczy nie był przedmiotem mojej pracy. Interesował mnie jedynie opis fonetyczny kaszubszczyzny literackiej i tego opisu dokonałam rzetelnie.

Pierwsze twierdzenie jest zupełnie nieprawdziwe, niczego takiego się nie domagam, zauważam jednak, zgodnie ze stanem faktycznym, że Autorka nie poinformowała, na czym bazuje swoją tzw. fonetykę literackiej kaszubszczyzny. A czy domaganie się uwzględnienia najnowszych prac dot. fonetyki gwarowej to błąd, pozostawię ocenie Czytelników. Nie wiem też, jaką inną fonetykę mamy, różną od fonetyki języka gwarowego. Czyżby autorzy tekstów pisanych językiem literackim ukrywali między wierszami wskazówki dot. „literackiej” wymowy „rz”, „h” albo „ë”? Czy jest tam coś, o czym nie wiemy? Czym jest źródło tej literackiej wymowy? Odczyty literackie? A może audycje radiowe? Przez parę lat współtworzyłem audycje w języku kaszubskim w Radio Gdańsk, jedna koleżanka z redakcji miała wymowę sierakowicką, druga typowo centralnokaszubską, ja bylaczyłem. Również w Radio Kaszëbë można usłyszeć wymowę luzińsko-wejherowską, bylacką czy każdą inną. Czy zatem niezasadne jest pytanie Autorki o jej koncepcję wymowy literackiej?

Jeśli chodzi o wymowę frykatywną dźwięku rz, przyznam, że podczas siedmioletnich badań terenowych nie spotkałam współcześnie takiej realizacji.

Chcę wierzyć, że w swoich siedmioletnich badaniach po prostu nie miała Pani szczęścia. Ale tak się składa, że ja również prowadziłem badania terenowe, w latach 2013-2017 i słyszałem tę wymowę w parudziesięciu miejscowościach, a nagrałem w kilkunastu. Na potrzeby naszej polemiki stworzyłem taki mały dźwiękowy kolaż z kilkunastoma przykładami pochodzącymi z moich nagrań.

Gmina Krokowa, nagranie z 10/02/2014 (gbuřə, viřut, zdřešəc, řędə)

Gmina Kosakowo, nagranie z 26/6/2013 (třə, spřǫ̇tac, sənovə)

Gmina Kosakowo 2, nagranie z 17/11/2013 (přəšla, přińc, přəjaxa, gřib, gřəbȯv)

Gmina Jastarnia, nagranie z 28/03/2013 (spředåvalə, dobře)

Gwoli formalności zacytuję jeszcze mapę (mapa 619) z badań terenowych autorów Atlasu Językowego Kaszubszczyzny… (1964-78) stwierdzającą frykatywną wymowę [ř]:

Podczas swoich badań miałem wielką przyjemność dokumentować także mowę kobiety, która była również informatorką ks. B. Sychty podczas tworzenia Słownika gwar kaszubskich… Jakkolwiek język jest żywą tkanką, w której zachodzą rozmaite procesy, moja eksploracja i doświadczenie z żywym językiem kaszubskim przeczą tezie jakoby w żywej mowie Kaszubów, dla których kaszubski jest pierwszym językiem, zaszły gwałtowne i dramatyczne zmiany, które w znaczący sposób zdezaktualizowałyby dorobek naukowy poprzednich pokoleń.

W całej recenzji znalazłam jedynie dwie słuszne uwagi – pierwszą jest brak znaku diakrycznego w formach trybu rozkazującego typu léj, léjmë, léjta. Drugą słuszną uwagą jest poprawienie litery ô na a w mianowniku form posesywnych typu bratow-a, Anina. Choć już dalsze dywagacje, zgodnie z którymi w liczbie mnogiej powinny być formy bratow-ë, Anin-ë, są już błędne.

Chcę wierzyć na słowo, że nieprawidłowe końcówki fleksyjne to literówki, acz daje do myślenia ich konsekwentne występowanie. Zastanawia mnie jak Makurat chce udowodnić, że bogato poświadczone końcówki są „błędne”. Można ich nie preferować, ale ich istnienie dokumentuje nie tylko Lorentz (Gramatyka pomorska, 950-1),

ale także G. Bronisch (Die Sprache der Bëlôcë, str. 41)

Na ile utrzymały się w dzisiejszym języku mówionym, trzeba by poprosić o ekspertyzę fonetyka. Mają jednak tę zaletę, że są konsekwentne. Odmiana na -Ø, -a, -o to odmiana krótka, niezłożona, która w l.mn. miała końcówkę *-y > . Zalecana przez Autorkę końcówka  również jest prawidłowa i poświadczona, kontynuuje jednak prasłow. odmianę złożoną, powstałą przez dołączenie zaimka anaforycznego *jь: *-y-je > *-ē > -é, a więc jest to końcówka, która etymologicznie nie należy do tej odmiany i została tu w niektórych gwarach przeniesiona w wyniku późniejszych analogii, wyrównań i uproszczeń. Nie widzę powodu, dla jakiego nie można by uznać obu wariantów.

Podsumowując, Makurat przedstawiła gramatykę, w której nie zdefiniowała języka, który opisuje, za to we wstępie i bibliografii licznie powołuje się na źródła i opracowania dot. języka mówionego. W tym przypadku naukowa rzetelność wymaga rozliczania Autorki z bibliografii. Będąc rozliczana, Makurat zarzuca, że skoro krytykujący dopomina się o zdefiniowanie rzekomego języka literackiego, który opisuje, to nie ma pojęcia o dzisiejszym języku literackim, tak jakby recenzujący i wszyscy inni czytelnicy mieli się domyślać definicji Autorki. Jednocześnie w swojej odpowiedzi odżegnuje się od źródeł, na które sama się powołuje, uznając je za zdezaktualizowane. Autorka stwierdza: Każdy, kto kiedykolwiek miał w ręku wymienianą gramatykę Lorentza, bez problemu może stwierdzić, że język opisany przez niemieckiego badacza właściwie w takiej postaci już dzisiaj nie istnieje. Lecz poza tą deklaracją nie potrafi udowodnić, że rzeczywiście współczesne gwary kaszubskie są diametralnie różne od opisu przedstawionego przez Lorentza prawie wiek temu, mimo że żadne współczesne badania diametralnych, przełomowych różnic nie wykazały. Wręcz przeciwnie, wielu Kaszubów, dla których kaszubski to pierwszy język, zwłaszcza tych starszego i średniego pokolenia, wciąż „mówi Lorentzem i Sychtą”. W całej swojej odpowiedzi Makurat powołuje się na źródła tylko parę razy, mówiąc ściślej, tylko jedno źródło: Gramatyka kaszubska. Zarys popularny , które nota bene jest opracowaniem bazującym głównie na Gramatyce pomorskiej Lorentza oraz nowszym Atlasie Językowym Kaszubszczyzny…, które to w dużej mierze stoją w sprzeczności z normą Makurat.

Że zasadnym był zarzut niezdefiniowania pojęcia współczesnego języka literackiego, wynika jasno z odpowiedzi Autorki. Okazuje się, że Makurat ma swoją bardzo specyficzną definicję. Nie mieszczą się w niej dzieła tak wielkich pisarzy jak Jan Drzeżdżon (1937-1992) czy Bernard Sychta (1907-1982), bo publikowali zbyt dawno (chyba że coś udowadnia tezę Autorki, wtedy nawet dziewiętnastowieczni pisarze są w porządku), nie mieszczą się też uznani i nagradzani pisarze współcześni jak Krystyna Lewna czy Artur Jabłoński – bo ich teksty literackie są zbyt gwarowe, żeby były dość literackie. A więc literackie jest to, co Autorka uzna za literackie.

Autorka sama nie wie, czy jej książka jest deskryptywistyczna czy preskryptywistyczna. Z jednej strony arbitralnie odrzuca niektóre formy, uznając je za nieliterackie, pisze, że takie a takie końcówki fleksyjne zostały zalecone do użycia, stwierdza wprost, że przedyskutowała i przyjęła taką a taką koncepcję. Z drugiej strony od lat dziesięciu współtworząca normę członkini Rady Języka Kaszubskiego twierdzi, że literacki język, który opisuje, to nie jest jej koncepcja, ale opis struktury języka literackiego, który realnie już zaistniał. Zaistniał m. in. w tekstach, jak zdradza dopiero w odpowiedzi Autorka, publikowanych w czasopiśmie Pomerania, które jest współtworzone przez członków RJK. Należy się domyślać, że resztę niezdefiniowanego przez Makurat uzusu tworzą wybiórczo akceptowane publikacje, głównie jednego wydawnictwa, w którym publikują członkowie RJK i które z Radą ściśle współpracuje, oraz inne, które przeszły przez korektę członków Rady. Tym genialnym sposobem rzeczywiście da się stworzyć normę, opublikować teksty według jej prawideł, a potem opisać je w Gramatice… i oznajmić, że tylko się opisuje zaistniały język. Język, powtórzę, stający się pewnego rodzaju socjolektem albo żargonem wąskiego środowiska, a coraz dalszy od żywego języka kaszubskiego jakiejkolwiek epoki – i przez to coraz mniej komunikatywny. Podobne tendencje, swego czasu popularne również wśród Bretończyków czy Łemków, przyniosły fatalne skutki dla języka i społeczności. Na Kaszubach dziwią one zwłaszcza, że wielu współczesnych pisarzy i dziennikarzy szuka właśnie odmiennej drogi – w kierunku przebogatego języka naturalnego, mówionego, nawet jeśli czasem już trochę zakurzonego

Dyskusja wokół tej książki byłaby zupełnie inna, gdyby Autorka była określiła ramy, w jakich się porusza. Gdyby była napisała, że opisywana tu gramatyka jest np. w całości jej prywatną wizją albo gramatyką bazującą, dajmy na to, na publikowanych badaniach frekwencyjnych wszystkich tekstów z Pomeranii z ostatniego półwiecza, grunt pod dyskusję byłby inny. Jednak dostaliśmy książkę, która opisuje niesprecyzowany język literacki, opierając się o niesprecyzowany uzus, choć powołuje się na źródła języka mówionego. Ponadto zawiera błędy morfologiczne oraz sporo form wątpliwych, niepoświadczonych lub poświadczonych bardzo słabo. A pisze ją wykładowca akademicki, który tę gramatykę będzie wykorzystywać w edukacji. Takiej pozycji zwyczajnie nie można przyjąć bezkrytycznie.

Jestem ciekawa, czy osoby, które tak śmiało krytykują moją 9-letnią pracę nad tą publikacją, byłyby w stanie samodzielnie stworzyć inną gramatykę normatywną, która nie byłaby plagiatem mojej książki.

O tym być może przekonamy się w najbliższych latach. Przez ostatnie 30 lat zmieniała się i dalej zmienia norma i ortografia, o wiele wolniej zmienia się żywy język mówiony, dla którego kilka dekad czy nawet 90 lat – czas życia jednego człowieka – nie jest wielkim skokiem. Warto zadbać, żeby język pisany był jak najbliżej języka domowego, żeby nie brzmiał obco jak fałszywe nuty, żeby był bliski językowi dziadków i pradziadków – zwłaszcza dzisiaj, kiedy Kaszubi mierzą się z problemem tego, że kaszubskiego języka jest w domach coraz mniej, a dziadkowie są często jedynymi i najlepszymi przekazicielami kaszëbjiznë. Warto uczyć języka, którym po szkole nasze dzieci będą mogły się ze swoją rodziną porozumieć i który będą odbierały jako rzeczywiście swój. Już raz przyszli nauczyciele, którzy mówili, że nie mówi się frisztëk, mówi się śniadanie. Po co teraz nauczyciele, którzy przyjdą mówić, że nie mówi się frisztëk, bo mówi się pòkrzésnik? (M. in. tego uczą podręczniki do gimnazjum napisane przez członków RJK) Sama gramatyka w normie proponowanej przez Makurat to tak naprawdę tylko wierzchołek góry lodowej.

Uważam, że potrzebna jest alternatywa. Potrzebna jest norma, która na zasadzie kompromisów będzie bazowała przede wszystkim na języku mówionym, poświadczonym w źródłach i w dzisiejszej mowie, oraz na przebogatym słownictwie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, które w naturalny sposób wykształciło się w żywej mowie, uzupełnionym o neologizmy i internacjonalizmy potrzebne do pełnej funkcjonalności języka w każdej dziedzinie życia w dwudziestym pierwszym wieku. Uważam, że w dobie coraz większej dominacji języka polskiego należy również podejść krytycznie do najświeższych wpływów gramatycznych, leksykalnych i syntaktycznych, i faworyzować konstrukcje rodzime, a zanikające rdzenne słownictwo, które odchodzi na naszych oczach w zapomnienie, popularyzować zamiast zastępować formami sztucznymi. Taką wizję języka staram się przekazywać jako dziennikarz radiowy, jako autor tekstów, tłumaczeń i na co dzień jako zwykły użytkownik tego języka. Wyzwania, jakie stoją przed językami mniejszościowymi, zagrożonymi, wymierającymi, przeżywającymi zanik przekazu międzypokoleniowego to nie są te same wyzwania, które stoją przed dużymi, niezagrożonymi, okrzepłymi językami. Wierzę, że należy wyjść tym wyzwaniom naprzeciw w inny sposób niż to, do czego jesteśmy obecnie przyzwyczajani.

Bibliografia:
Atlas językowy kaszubszczyzny i dialektów sąsiednich (1964-1978) pod kierunkiem Z. Stiebera i H. Popowskiej-Taborskiej
Breza E., Treder J., 1981, Gramatyka kaszubska. Zarys popularny
Bronisch G., 1896, Die Sprache der Bëlôcë
Lorentz F., 1919, Kaschubische Grammatik
Lorentz F., 1927, Gramatyka pomorska
Makùrôt H., 2016, Gramatika kaszëbsczégò jãzëka
Topolińska Z., 1967, Teksty gwarowe centralnokaszubskie z komentarzem fonologicznym
Topolińska Z., 1969, Teksty gwarowe północnokaszubskie z komentarzem fonologicznym
Sychta B., 1976, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, Suplement

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × four =