Pokojowe powstanie w Standing Rock – odrodzenie indiańskiej godności

Rdzenni mieszkańcy z całych Stanów Zjednoczonych od kilku miesięcy walczą z rządem i korporacjami. Wszystko w obronie własnych ziem i godności. Spór toczy się wokół wybudowania rurociągu, który z jednej strony zagraża zlewisku rzeki Missouri, a z drugiej może nieodwracalnie zniszczyć kilkaset cennych stanowisk archeologicznych. Na terenie rezerwatu Dakotów o nazwie Standing Rock dzieje się coś symbolicznego. Tu chodzi nie tylko o czystą wodę i miejsca pochówku przodków. Po raz pierwszy od wielu pokoleń Indianie z całego kraju upomnieli się o szacunek i podmiotowe traktowanie. Razem, wszyscy, wsparci przez rdzennych mieszkańców Kanady i innych państw. To renesans ich godności.

Historia zatacza koło

Standing Rock, pogranicze stanów Dakota Północna i Dakota Południowa. Rezerwat o powierzchni połowy przeciętnego polskiego województwa. I tylko 8 000 mieszkańców. Nie są to jednak zwykli mieszkańcy – to Siuksowie, potomkowie legendarnego Siedzącego Byka, który równo 140 lat temu rozpoczął antyamerykańskie powstanie i wspólnie z Czejenami pobił agresorów nad Little Bighorn. Minęło tyle lat, ostatecznie podbici Indianie zmuszeni zostali do szukania azylu w rezerwatach, lecz historia w pewien symboliczny sposób zatoczyła koło. Oto w pobliżu rdzennych Siuksów znów pojawiło się zagrożenie. Tym razem jest to Dakota Access LLC, spółka zajmująca się budową ropociągów i transportem paliw kopalnych. Wspierana glejtami i policyjnymi pałkami, próbuje poprowadzić nitkę, biegnącą nieopodal rezerwatu i przekraczającą rzekę Missouri.

cr1h8myxgaaah2q

Po trupach do celu

Podziemny ropociąg ma łączyć Północną Dakotę z Illinois, gdzie czarne złoto ma docierać do magazynów w Patoka. Według Indian nitka o długości ponad 1800 kilometrów stanowi jednak  zagrożenie ekologiczne dla kilkunastu milionów ludzi żyjących w dorzeczu Missisipi i Missouri. Ropociąg ma się ciągnąć zaledwie pół mili od granic rezerwatu, w pobliżu Missisipi i Jeziora Oaha (stanowiącego część rzeki). Ten ogromny rezerwuar wody dla tutejszej społeczności może zostać skażony przy najmniejszym wycieku, choć, jak zapewniają inwestorzy, wszelkie standardy bezpieczeństwa zostaną utrzymane. Co więcej, zdaniem protestujących, budowa może naruszyć aż 380 miejsc archeologicznych (z czego ok. 30 na historycznych ziemiach Siuksów), w tym starych cmentarzy i miejsc świętych dla Indian.

bakken_map_osm_basemap

„Niczym przed Little Bighorn”

Już na początku kwietnia LaDonna Bravebull Allard, jedna z czołowych postaci protestu, założyła tzw. Obóz Świętego Kamienia (dak. Oceti Sakowin). To miejsce zostało zaprojektowane jako punkt zborny protestujących. Oprócz tego zorganizowano jeszcze dwa dodatkowe obozy.

Do kraju Dakotów zaczęły przybywać delegacje innych Rdzennych Amerykanów (ludów indiańskich). Jedna za drugą, dziesiątki za dziesiątkami, wreszcie setki za setkami. Według danych z września na miejscu swoich przedstawicieli miało ponad 300 plemion oficjalnie uznanych przez rząd USA.

Część z nich obozowała tam przez długie miesiące. W sierpniu i wrześniu w obozie przebywało od 3 do 4 tysięcy osób. W weekendy liczba ta nawet się podwajała.

Organizatorzy podkreślają historyczną rangę wydarzenia: „To pierwsze tego typu zgromadzenie w historii rdzennych mieszkańców. Najbliższy w czasie porównywalny zjazd miał miejsce, gdy zbierano się przed bitwą nad Little Bighorn”.

Choć Indianie są zdeterminowani, to jednak w przeciwieństwie do przodków nie uznają rozwiązań siłowych. Blokują przejazdy, modlą się, siedząc czy klęcząc w miejscach, gdzie mają przejechać buldożery. Próbowali także poruszyć sprawę na forum ONZ-u. Przewodniczący władz rezerwatu, Dave Armcharbault II, pod koniec września przedstawił tam racje protestujących. Przemawiał przed kilkudziesięcioosobową Radą Praw Człowieka. Nie można powiedzieć, że zupełnie bez efektu, bowiem norweski bank DNB już rozważa wycofanie swojego kapitału z tej inwestycji.

rs-nodapl2

(Zdjęcie Standing Rock Rising)

Policja wkracza do akcji

Jak nietrudno się domyślić, inwestycja warta 4 miliardy dolarów w mniemaniu biznesu i rządu nie mogła zostać ot tak po prostu przerwana. Pod koniec października ich cierpliwość dobiegła końca. Uzbrojeni po zęby funkcjonariusze wkroczyli do obozu. Wówczas przebywało tam co najmniej 250 osób, przeciwko nim ruszyło około 300 mundurowych. Przy użyciu psów policyjnych, gumowych kul i wozów bojowych próbowano rozgonić protestujących, blokujących drogę 806, prowadzącą do placu budowy. Blisko 140 z nich zostało aresztowanych. W wyniku interwencji policji ucierpieli także dziennikarze, jeden z nich został postrzelony gumowym pociskiem. Funkcjonariusze tłumaczą, że ich zadaniem jest ochrona własności prywatnej oraz porządku w państwie.

Nowoczesna tożsamość Indian

Nie wiadomo, jak zakończy się konflikt wokół rurociągu. Dotychczas od założenia Obozu Świętego Kamienia aresztowano ponad 400 protestujących. Ci, którzy pozostali, przenoszą się do specjalnie dostosowanego Obozu Zimowego. Jedno wydaje się pewnikiem – ta historyczna walka może być przebudzeniem nowoczesnej świadomości Indian. Uwierzyli w swoją podmiotowość i stanęli ramię w ramię, przybywając z najodleglejszych zakątków kontynentu. Nowoczesna tożsamość Indian może, podobnie jak stało się to u Samów, z jednej strony oprzeć się na poczuciu bycia ignorowanym, a z drugiej na poszanowaniu integralności przyrody.

chiefarvol

(Na środku wódz Arvol Looking Horse, zdjęcie Standing Rock Rising)

Indiańska Alta

Niewykluczone, że Standing Rock będzie amerykańskim odpowiednikiem sporu między Norwegami i Samami sprzed 40 lat. Pod koniec lat 70. i na początku lat 80. Samowie blokowali stworzenie elektrowni wodnej na rzece Alta,  w której pobliżu utrzymywali pastwiska dla reniferów, korzystali także z rzeki, by poławiać łososia. Założony wówczas Obóz Detsika odwiedziło ponad 6000 osób z 20 państw. W 1981 roku protestujących usunięto siłą (aż 10% stanu norweskiej policji skupiono nad Altą). Działania mundurowych, nierzadko brutalne, zszokowały opinię publiczną. Był to początek nowoczesnej samskiej tożsamości narodowej. Samowie zrozumieli, że bez konsolidacji i reprezentacji politycznej będą skazani na wyginięcie. Osiem lat później powstał pierwszy Parlament Samów w Karasjok.

Zdaje się, że pseudolewicowy (bo i cóż to za lewica, która broni korporacji) rząd Obamy niechcący „odczarował” Rdzennych Amerykanów. Zantagonizował ze Stanami Zjednoczonymi niemal wszystkich liderów ludów indiańskich, reprezentujących ok. 3 miliony obywateli. Nowa administracja Trumpa, sprzyjającego sektorowi paliwowemu, z pewnością linii rządu nie zmieni. Tak właśnie stworzono „indiańską Altę”. Nic, tylko czekać na parlament zrzeszający wszystkich Rdzennych Amerykanów. Obstawiam rok 2024.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 + two =