Archiwa kategorii: Recenzëjô

Recenzja: Czy „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” jest gramatyką kaszubskiego języka?

Niedawno wyszła „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” Hanë Makùrôt i jest to pozycja na pewno rewolucyjna na tle poprzednich kaszubskich gramatyk. Niestety głównie dlatego, że co rusz przeczy temu, co wiemy o języku kaszubskim. Powód tego prawdopodobnie można odnaleźć już na tylnej części okładki, gdzie autorka pisze: „Wëzwëskiwała jem przede wszëtczim gramaticzné òpisënczi pòlsczégò jãzëka, ale téż jinëch jãzëków: słowacczégò, czesczégò, serbsczégò.” Dalsza lektura utwierdza w przekonaniu, że rzeczywiście mamy do czynienia ze skaszubieniem gramatyk innych, obcych języków, a nie z samodzielnym opracowaniem gramatyki języka, który Autorka opisuje.

Pozycji takiej jak ta nie można przemilczeć z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze to praca, w którą zaangażowani są członkowie Rady Języka Kaszubskiego, organu, który zajmuje się standaryzacją języka kaszubskiego i ma ogromny wpływ na kształt podręczników i pomocy naukowych, które trafiają do kaszubskich szkół. Po drugie nie ulega wątpliwości, że z „Gramaticzi…” mają się uczyć również studenci etnofilologii kaszubskiej na Uniwersytecie Gdańskim, a prawdopodobnie uczą się z niej już teraz. Po trzecie „Przedstawiony dokôz je adresowóny do wszëtczich òsobów zainteresowónëch kaszëbsczim jãzëkã, w òsoblëwòscë dlô ùczniów, sztudérów kaszëbsczi etnofilologii, szkólnëch kaszëbsczégò jãzëka, piszącëch pò kaszëbskù i téż do òsób ùczącëch sã kaszëbiznë” (str. 10) – a zatem też do mnie. Jako adresat i nabywca tego produktu mam więc kilka uwag.

hanna-makurat-2

Najpierw trzeba zdefiniować, czym właściwie jest język kaszubski. Jeśli przyjmiemy, że język kaszubski jest językiem naturalnym, czyli takim, który wyewoluował drogą historycznego rozwoju jako mówiony i żywy język stosowany do komunikacji, to musimy przyjąć, że jego gramatyka, fonetyka i fonologia rządzą się określonymi prawami, które w przypadku j. kaszubskiego są całkiem dobrze zbadane przez pokolenia językoznawców, dzięki czemu możemy mówić o poświadczeniach i pewnych faktach językowych.

Można też przyjąć, że język kaszubski jest językiem sztucznym, czyli conlangiem, jak np. języki Śródziemia u J.R.R. Tolkiena. Wtedy oczywiście obowiązuje licencia poetica, każde wyobrażenie autora o języku i każde fantazje na jego temat stanowią prawo.

We wprowadzeniu do „Gramaticzi…” dostajemy mało konkretną informację, że książka opisuje „gramaticzné znanczi terôczasnégò lëteracczégò kaszëbsczégò jãzëka” (str. 9). To bardzo luźne sformułowanie, bo dzisiejsza literatura bardzo się różni poziomem, stylem i znajomością kaszubszczyzny autorów. Autorka, która sama pisze po kaszubsku, mogłaby nawet napisać gramatykę na bazie własnych tekstów i uznać ją za opis cech dzisiejszego j. literackiego. Dodaje jednak, że jej praca powstała również „w òpiarcym ò specjalisticzné lingwisticzné artikle i mònografie, atlas i słowarzë kaszëbsczégò jãzëka” (str. 9). Postaram się skonfrontować te słowa ze stanem faktycznym.

Już na wstępie zastanawia fakt, że autorka nie korzystała i pominęła w źródłach jedyną dotychczas normatywną gramatykę napisaną przez lingwistę. Mowa o „Kaschubische Grammatik” dra Friedricha Lorentza z 1919 roku, która z powodzeniem służyła (z pewnymi zmianami w alfabecie) pisarzom skupionym wokół czasopism „Bënë i buten” oraz „Przyjaciel Ludu Kaszubskiego”. Pociesza na pierwszy rzut oka fakt, że autorka pisze, iż „w òsoblëwòscë kòrzëstała (…) z ksążków Gramatyka pomorska Friedricha Lorentza (…)” (str. 10), jednak szybko się okazuje, że materiał tam zawarty jest biegunowo różny od propozycji Autorki. Autorka nie uznała także za zasadne poinformować na jakich dialektach języka kaszubskiego opiera swoją normę.

Kaschubische Grammatik

Książka składa się z czterech rozdziałów: 1. FÒNETIKA, 2. FLEKSJÔ, 3. SŁOWÒBÙDOWIZNA, 4. SYNTAKSA. W niniejszej recenzji będę się przyglądał głównie rozdziałowi drugiemu, jako że normatywizacja fleksji ma olbrzymi wpływ na kształt samego języka i to w właśnie w tym rozdziale znalazłem najwięcej frapujących fragmentów.

2. FLEKSJÔ

Już na samym początku książka oszałamia zawartością opisów tak elementarnych zagadnień jak budowanie i funkcje czasów w języku kaszubskim. W czasie przeszłym dla trzeciej osoby Autorka podaje formy w ogóle nie występujące w języku kaszubskim i nigdzie niepoświadczone (str. 46):

(òn) je pisôł
(òna) je pisała
(òni) są piselë
(òne) są pisałë

Formy zaczerpnięte najpewniej z innych języków słowiańskich, jako że występują np. w serbsko-chorwackim (on je pisao) czy językach łużyckich (dłuż. wóna jo pisała) . W języku kaszubskim jedynie pierwsza i druga osoba używają w czasie przeszłym czasownika posiłkowego bëcjô (jem) pisôł, të (jes) pisała, më (jesmë) piselë itd., ale zawsze òna pisała, òni piselë. (por. Sychta, Słownik gwar kaszubskich…, t. I, str. 27-28 dla czasownika bëc)

Dla czasu teraźniejszego perfektywnego typu jô móm pisóné Autorka zupełnie pomija formy z czasownikiem posiłkowym bëc, występującymi z czasownikami ruchu, typu jô jem jidzonyòna je jachónô oraz zupełnie nie pisze o różnym zastosowaniu tych dwóch czasów (str. 47). Równie frapująco wygląda opis czasu zaprzeszłego (str. 48-50). W książce nie tylko podaje się konstrukcje z języka obcego, tym razem polskiego, ale nawet przedkłada je nad formy rodzime i podaje najpierw typ polski (jô jem béł pisôł, wzorowane na pol. napisałem był), a dopiero potem kaszubskie jô béł jidzonyjô mia pisóné itd. (patrz: Lorentz, Gramatyka pomorska, str. 980-81)

Podobnie przy czasie przyszłym złożonym (str. 52-3), gdzie obok rodzimego typu budowania czasu: (jô) bãdã pisôł, (të) bãdzesz pisała itd. (por: Kaschubische Grammatik, str. 44) znajdziemy również typ budowania czasu z bezokolicznikiem: jô bãdã pisac itd., który, choć w j. polskim występuje bardzo często, w języku kaszubskim był notowany w ilościach marginalnych, częściej jedynie w gwarach zaborskich (patrz: Lorentz, Gramatyka pomorska, str. 979-80).

Również trybowi rozkazującemu się dostało (str. 53-54). W „Gramatice…” czasowniki na prasłow. *-ějati (jak lôc, wiôc, smiôc) mają końcówkę -ej, autorka podaje: lej, lejmë, lejta zamiast prawidłowych -éj, -éjmë, -éjta. (patrz: Lorentz, Gramatyka pomorska, str. 1009)

Przy opisie trybu warunkowego autorka pomija zupełnie czas przeszły trybu (typu czejbë jô nie béł tegò zrobił, …), bogato poświadczony choćby w Słowniku gwar kaszubskich… B. Sychty. Poza tym podaje tylko jeden sposób jego tworzenia z nieodmienną partykułą , o drugim sposobie – z odmienną partykułą bëm, bës, bësmë itd. pisząc „W lëteracczi kaszëbiznie równak bédëje sã ùżiwanié zastrzégòwnika zesadzonégò z mùszebnégò òsobòwégò zamiona, partiklë bez rësznëch òsobòwëch kùnôszków (…)” (str. 54-5), oczywiście bez podania przyczyny, dla której „bédëje sã”. Miejsca, w których książka dopuszcza wariantywność, a w których zaleca tylko jeden typ form, pozostają nierozwiązaną zagadką.

Inną niesamowitością jest pojawienie się w gramatyce imiesłowu przysłówkowego uprzedniego na -łszë, -wszë (str. 58), która to kategoria gramatyczna była poświadczona jedynie w najstarszych zabytkach kaszubskiego języka z XVI, XVII i początków XVIII wieku, a o której Friedrich Lorentz już w 1927 r. pisał (patrz: Gramatyka pomorska, str. 976):
Gerundium praeteriti2

Jako że zabytki Krofeya i Pontanusa poświadczają imiesłów na -wszy, –szy, a Perykopy Smołdzińskie na –szë (jedynie ten ostatni Lorentz uważał za formę rodzimę), a więc bez -ł-, toteż formy H. Makùrôt zdradzają, że nie jest to bynajmniej próba reaktywacji oryginalnego imiesłowu kaszubskiego, a kategoria żywcem przeniesiona z dzisiejszego języka polskiego. B. Sychta notował szczątki owego imiesłowu jedynie jako formę zleksykalizowaną w funkcji przysłówka: bivši – wyraźnie, dobitnie (patrz: Słownik gwar kaszubskich…, t. I, str. 29)

Zastanawia również fakt, że w „Gramatice…” wszystko, co inne niż w języku polskim, opisane jest jako „archajiznowé”. Odmiana czasownika bëc jest archaiczna (jem, jes, je, jesmë, jesta, są) i czas przeszły złożony (jem béł, jes bëła, jesmë bëlë) jest archaiczny. Język kaszubski jest normalnym językiem słowiańskim i ma w tym przypadku formy bardzo rozpowszechnione w świecie słowiańszczyzny, podobny stan rzeczy zastajemy w czeskim, serbsko-chorwackim, słoweńskim czy j. łużyckich. Ba, czas przeszły złożony znamy z języka staro-cerkiewno-słowiańskiego jako formę nowszą, dopiero próbującą zdominować starsze aoryst i imperfektum, które kaszubski zupełnie zatracił. Fakt, że j. polski jako jedyny wśród słowiańszczyzny zachodniej zatracił pierwotne formy czasownika być oraz czas przeszły złożony, nie sprawia, że cała reszta staje się archaiczna.

Lorentz gram

Czytelnik może się zastanawiać dlaczego często powołuję się na „Gramatykę pomorską” dra F. Lorentza. Jest to ogromne dzieło spisane na ponad 1100 stronach, w którym w najdrobniejszym szczególe językoznawca opisał gramatykę i fonologię mówionego kaszubskiego języka, bazując na obfitym materiale zbieranym od miasta do miasta i od wsi do wsi, przez Nordã i ziemię Słowińców po Zôbòrë na południu. Rezultatem jego badań terenowych było wydanie ponad 1200 tekstów spisanych z ust setek informatorów, uwzględniając przy tym wszelkie różnice dialektalne i gwarowe. Z drugiej strony mamy niniejszą pracę, która podobno opisuje cechy współczesnego literackiego języka kaszubskiego, ale nie wspomina ani słowem, na jakich dziełach literackich opiera swoje twierdzenia. Co dziwi, zwłaszcza, że prezentowany materiał alarmująco różni się od od tego, co znajdziemy w tak uznanej prozie jak ta Jana Drzeżdżona, dramaty Bernarda Sychty, wczesna twórczość Stanisława Jankego (Łiskawica, Psë) czy współczesna twórczość Krystyny Lewny (Mòtowidlo) bądź Artura Jabłońskiego (Namerkôny, Smùgã, Fényks). Choć Autorka wspomina o posiłkowaniu się pracami językoznawczymi, ani słowem nie mówi, na jakich dialektach języka kaszubskiego bazuje, już to dopuszczając do swej normy cechy północne, już to je przemilczając, wedle sobie tylko znananego wzoru. Cechy zaborskie natomiast w książce prawie w ogóle nie są uwzględniane.

Następne uwagi dotyczą przymiotników posesywnych typu bratow-ò dzeckò, Anin-a ksążka (str. 78-9). Autorka w l. pd. r. ż. w bierniku wstawiła tam końcówkę przymiotników na  i ma tam formy bratow-ą i Anin-ą zamiast prawidłowych bratow-ã i Anin-ã, które cechują przymiotniki, zaimki i liczebnik jedna z końcówką -a w mianowniku (w bierniku: tã, jednã, samã itd.). Ten sam błąd popełniła w mianowniku i bierniku liczby mnogiej podając bratow-é i Anin-é zamiast bardziej prawidłowych bratow-ë i Anin-ë (tak jak të, jednë, samë itd., patrz: Gramatyka pomorska, str. 950-951).

Kaschubische Grammatik 2z: Kaschubische Grammatik, str. 22

Wśród zaimków (str. 80-6) zadziwia szwa w formach cëż, chtëż, której Lorentz nigdzie nie notuje, mimo że w języku mówionym form jest cała obfitość: coż/chtoż, ceż/chteż, cóż/chtóż, cuż/chtuż (patrz: idem, str. 921-22), przy czym ceż/chteż są zdecydowanie najczęstsze, z -e- przeniesionym najpewniej per analogiam z form zaimków z etymologicznym -e i partykułą  jak gdzeż, wieleż i in. Z drugiej strony szwy brakuje w zaimku osobowym ònë (pol. one, w „Gramatice…” niesłusznie: òne), który pochodzi z wcześniejszego *won-y, a nie z polskiego on-e (patrz: Breza, Treder, Gramatyka kaszubska, str. 123). Tak samo i w liczbie mnogiej powinny być prawidłowe t-ë, jedn-ë, sam-ë itd. zamiast nieprawidłowych te, jedne, same, jako że pochodzą z wcześniejszych *ty, *jedny, *samy, a nie z odpowiadających polskim formom *te, *jedne, *same (vide: Gramatyka pomorska, str. 926-27).

Niestety nawet na odmianę zaimków dzierżawczych mój, twój, swój  (str. 85-6) nie można się zgodzić. Oprócz najczęstszej odmiany, na szczęście odmienionej prawidłowo, autorka dodała również oboczne formy ściągnięte. Z niewytłumaczalnego powodu owe krótsze ściągnięte formy występują jedynie w rodzaju żeńskim liczby pojedyńczej we wszystkich przypadkach, natomiast w rodzaju nijakim i w liczbie mnogiej jedynie wybiórczo: bez mianownika i biernika. Mało tego, książka podaje nieprawidłowe i niepoświadczone formy z krótkim -a dla r. ż. l. pojedyńczej: ma, twa, swa zamiast mô, twô, swô (patrz: Lorentz, Gramatyka pomorska, str. 935) ze spodziewanym refleksem długiego  > ô w wyniku wzdłużenia zastępczego *moja > *mā > mô. Konsekwentnie formy mô, twô, swô powinny mieć w bierniku mą, twą, swą zamiast mylnego mã, twã, swã, a w mianowniku r. nijakiego i w liczbie mnogiej mé, twé, swé, a dla l. mnogiej r. m. rzeczowników żywotnych odpowiednio mi, twi, swi. Będąc już przy liczbie mnogiej, należy zaznaczyć, że w książce znajdziemy również nieprawidłowe formy mich, twich, swich oraz mima, twima, swima już to obok, już to zamiast prawidłowych mëch, twëch, swëch, mëma, twëma, swëma (u Lorentza: mëmi, twëmi, swëmi). Jeśli podane błędne formy wystąpiły gdzieś w kaszubskich utworach literackich, można je z wielką dozą prawdopodobieństwa uznać za wpływ j. polskiego, a nie za formy rodzime.

Lorentz mójGramatyka pomorska, str. 935

Przy zaimkach dzierżawczych liczby podwójnej i mnogiej (str. 86-7) Autorka zupełnie pominęła nieodmienne formy naju, waju (naju ksążka, ò naju ksążce, z naju ksążką itd.), a wymieniła jedynie wtórną do nich odmianę przymiotnikową typu naja, najã, naji itd.

W poczet kaszubskich przyimków Autorka zakwalifikowała , które w języku mówionym nie zostało poświadczone, a używane było jedynie przez niektórych literatów, którzy najprawdopodobniej zapożyczyli ten przyimek z polskiego. W języku kaszubskim istniał przyimek (z prasł. ), poświadczony w zleksykalizowanym już tylko ksobie – na lewo (Lorentz, Hinze, Pomoranisches Wörterbuch, str. 394). Autorka podaje również formę zza (poświadczoną w zaledwie jednej miejscowości na Kaszubach, patrz: idem, str. 1146) bez wariantywnej zeza/seza, poświadczonej szerzej (patrz: idem, str. 1077)

Na plus należy uznać chęć zachowania zaimka ma w jego dualnej funkcji (s. 82).

I FÒNETIKA

Na samym początku alarmuje fakt, że Autorka nie korzystała z najnowszej literatury naukowej dot. współczesnej fonetyki kaszubskiej: System samogłoskowy współczesnych gwar centralnokaszubskich (2013), System spółgłoskowy współczesnych gwar kaszubskich (2014) oraz artykułów System samogłoskowy współczesnej kaszubszczyzny północno-zachodniej, System samogłoskowy gwary luzińskiej, Akcent wyrazowy we współczesnej kaszubszczyźnie centralnej, System samogłoskowy współczesnych gwar zaborskich – wszystkie prace autorstwa prof. L. Jocza. Opis fonetyki w „Gramatice…” nie wydaje się także bazowany na starszych pracach. Znów nie wiadomo więc, na jakich dialektach bazuje. Autorka podaje, że kaszubskie ą należy realizować jako [ų], podczas gdy kasz. ó jako [ů], czyli inaczej pochylone [ȯ], mimo że kasz. ą jest nosowym odpowiednikiem ó, zatem w języku mówionym albo obie są realizowane jako pochylone [ǫ̇] i [ȯ] albo jako nosowe i nienosowe wyrównane do u [u], czyli [ų] i [u], a w dzisiejszym dialekcie centralnym w wielu pozycjach w ogóle zdenazalizowane (o czym wyczerpująco: Jocz, System samogłoskowy współczesnych gwar centralnokaszubskich), ale nigdy w takiej konfiguracji jak podaje Autorka. Dziwi również fakt, że proponuje się w omawianej pozycji wymawiać rz jako [ž], nie podając nawet jako wariantu wymowy drżącego [ř] – dźwięku tak wyróżniającego dialekt północny języka kaszubskiego, a w pierwszej połowie XX wieku wciąż dominującego na całym obszarze kaszubskim.

III SŁOWÒBÙDOWIZNA i IV SYNTAKSA

Wszystkie poważniejsze zastrzeżenia w obu rozdziałach wynikają z przyjętych przez Autorkę założeń z rozdziału o fleksji, zatem komentowanie ich byłoby powtarzaniem się. Zwraca jednak uwagę, że przy opisie syntaksu tzw. literackiego języka kaszubskiego, Autorka zdaje się ani razu nie powoływać na materiał z literatury tegoż języka zaczerpnięty. O proweniencji przykładowych zdań i konstrukcji książka nie mówi nic. Na plus zasługuje przyjęcie natomiast pisowni szërok zamiast szerok (s. 142), zgodnie z prasł. formą *šyrokъ.

Do pisania recenzji siadałem z irytacją, a kończę ze smutkiem, rozczarowaniem i rezygnacją. Podsumowując, dostajemy do ręki gramatykę, w której nawet czasowniki i zaimki dzierżawcze nie są poprawnie odmienione. „Gramatika kaszëbsczégò jãzëka” jest niestety pełna rażących błędów, które dyskwalifikują tę książkę jako rzetelne źródło wiedzy i rodzą pytanie, czy w takim kształcie powinna ona trafić do studentów i uczniów. Zaprezentowany materiał nie tylko pomija ważne dla opisywanego tematu naukowe źródła, ale też stoi w sprzeczności ze źródłami, na których rzekomo się opiera. Norma proponowana w książce sankcjonuje używanie form sztucznych, zapożyczonych z innych języków, a przy tym – co chyba najgorsze – wypiera nimi formy rodzime i dla kaszubskiego języka naturalne. Mimo wszystko nie można mieć pretensji jedynie do Autorki. Książka wpisuje się w tendencje, które unaoczniły się już w wielu poprzednich publikacjach środowiska zajmującego się normatywizacją kaszubszczyzny, a których efekt z większej perspektywy można postrzegać jako przepoczwarzanie się języka kaszubskiego w konstrukt, który z jednej strony gramatycznie i syntaktycznie coraz bliższy jest językowi polskiemu, za to leksykalnie staje się coraz pełniejszy sztucznych neologizmów i kalk, które wypierają słowa rodzime. Coraz trudniej przychodzi określić, czy tzw. norma literacka jest jeszcze językiem naturalnym czy conlangiem, coraz wyraźniej stającym się pewnego rodzaju socjolektem albo żargonem wąskiego środowiska, a coraz dalszym od żywego języka kaszubskiego jakiejkolwiek epoki – i przez to coraz mniej komunikatywnym. Podobne tendencje, swego czasu popularne również wśród Bretończyków czy Łemków, przyniosły fatalne skutki dla języka i społeczności. Na Kaszubach dziwią one zwłaszcza, że wielu współczesnych pisarzy i dziennikarzy szuka właśnie odmiennej drogi – w kierunku przebogatego języka naturalnego, mówionego, nawet jeśli czasem już trochę zakurzonego. Dlatego mam wrażenie, że zwłaszcza obecnie należy życzyć wszystkim pracującym nad językiem kaszubskim dużo samodzielności, dociekliwości i odwagi do krytycznego myślenia przy kolejnych projektach. 

Bibliografia:
Breza E., Treder J., 1981, Gramatyka kaszubska
Jocz L., 2013, System samogłoskowy współczesnych gwar centralnokaszubskich
Lorentz F., 1919, Kaschubische Grammatik
Lorentz F., 1927, Gramatyka pomorska
Lorentz F., Hinze F., Pomoranisches Wörterbuch
Makùrôt H., 2016, Gramatika kaszëbsczégò jãzëka
Sychta B., 1965, Słownik gwar kaszubskich na tle kultury ludowej, t. I

Yann Tiersen: nowi albùm „EUSA” całi pò bretańskù

Pianysta znóny w swiece dlô zwãkòwi stegnë do filmù Amelie Poulain wëdôł nową platkã. To dô czëc w tim albùmie gładã, pòrénk ë rórip (mòrską dôkã). Minimalisticzné kòmpòzycëje zdôwają sã bëc himnã do mòrza. Mònolodżi nó ni ë title sztëczków są w jegò rodny mòwie. Samë title, np. Pern, Kereon abò Penn ar Roc’h w richtoscy są mionami òstrowów ë  môlów na bretańsczim pòmòrzim.

Platka je przeplotłô òsmë sztëczkami nazwónëmi Hent, to je pò naszémù stegna, droga. Ten pierszi a ten slédny zawiérają mònolodżi/wiérsze. Wôrt je sã wsłëchac w jejich brzëmienié, bò zwãczi jãzëka bretańsczich Celtów są tam dzélã jedny całoscë, w gromadze z szëmarzenim mòrza, zwãkã wiatrë, miéwinégò krzikù ë samégò klawérë. Czytaj dalej Yann Tiersen: nowi albùm „EUSA” całi pò bretańskù

Łona i Webber – „Nawiasem mówiąc”, mówiąc wprost – znakomite.

Łona i Webber to szczecińskie duo, tworzące hip-hop – powiedzieć jednak tylko tyle, to tyle co nic nie powiedzieć. Niespecjalnie też sprawa staje się klarowniejsza – przynajmniej dla osób, które nie interesują się takimi brzmieniami (a piszący te słowa zalicza się do takich osób) – jeżeli powiemy, że Łona jest uważany za twórcę tzw. „rapu inteligenckiego”, a Webber to jeden z najlepszych producentów muzycznych w RP. Razem prowadzą też wytwórnię płytową „Dobrzewiesz Nagrania”, która ma pod swoimi skrzydłami zespół Bubliczki – czy jednak i to niezorientowanym powie dość o tych dwóch postaciach? Wątpię. Czytaj dalej Łona i Webber – „Nawiasem mówiąc”, mówiąc wprost – znakomite.

Krzysztofa Wrońskiego ”Czarny Bóg”

 

Przyjemnie jest móc pisać o książkach dobrych. Wymyślać superlatywy, mnożyć peany, dodać niekiedy pochlebstwo o osobie autora. Nie jest też trudno pisać o książkach słabych, dyskurs negatywny zdaje się być przestrzenią znacznie bardziej urodzajną i łatwiejszą w uprawie. Gorzej jest, kiedy przeczytaliśmy książkę, którą chcemy zganić, ale nie daje nam ona zbyt wielu do tego powodów, a jest już zupełnie źle, gdy chcielibyśmy się książką autentycznie cieszyć, ale samo polubienie staje się rzeczą wymagającą.

Mam z odbiorem Czarnego Boga pewien problem. Problem jest tej natury, że obiecano mi zbyt wiele. W materiałach promocyjnych, a także na tylnej okładce książki, napisano bowiem: Czytaj dalej Krzysztofa Wrońskiego ”Czarny Bóg”

Pomerania non cantat? A kùsznita mie w rzëc! Chëcz – Dërnosc.

Chëcz powstała w roku 1999 i niemal z miejsca nagrała płytę Do Młodëch, która pewnie przewietrzyła kilka ciasnych umysłów i otworzyła kilka par oczu niedowiarkom. Później skład się zmieniał, powstało jeszcze kilka kawałków (np. Król, Òdjimk, Dosc, To Kaszëbi), które nieregularnie pojawiały się przy okazji kaszubskich audycji radiowych. I w zasadzie do niedawna to było wszystko. Ale o tym mniej więcej wiedzą wszyscy mający jakiekolwiek rozeznanie w nowszej, niekoniecznie świetlicowej, kulturze kaszubskiej.

Po długich piętnastu latach Chëcz wraca. Wraca i obdarza nas płytą z dość prostą okładką (czarne tło i złota „kotwica”/lilia Świętopełka II Wielkiego), na płycie okrągłe dziesięć utworów i ponad pół godziny muzyki. Tak to wygląda, zwięźle i na temat.

Co mamy w menu? Cztery rasowe rockowe numery (Co jeżlë nié, Wstani!, Dërnosc, Dãp), trzy nieco lżejsze (Dzys, Szôł, Banita), dwie ballady (Europejczik, Jeséń) i jedną „pościelówę” (Sztëczk). Chociaż sam najbardziej cieszyłbym się gdyby to pierwsza kategoria była bardziej rozbudowana, to muszę przyznać, że powyższy zestaw to dobre, wyważone proporcje dla płyty z myślą o słuchaczach ze zróżnicowanymi gustami. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Czytaj dalej Pomerania non cantat? A kùsznita mie w rzëc! Chëcz – Dërnosc.

Wielka wyprawa księcia Racibora, czyli mała propaganda Artura Szrejtera

Artur Szrejter jest autorem opowiadań fantasy oraz książek popularyzujących zagadnienia mitologii skandynawskiej, np. Mitologia germańska. Opowieści o bogach mroźnej Północy, Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice, Bestiariusz germański. Potwory, olbrzymy i święte zwierzęta.

Najnowszą pozycją Szrejtera, wydaną nakładem Instytutu Wydawniczego ERICA, jest Wielka wyprawa księcia Racibora. Zdobycie grodu Konungahela przez Słowian w 1136 roku. Tytuł w zasadzie mówi wszystko. Książę Racibor był bratem Warcisława I i po jego śmierci objął władzę w Księstwie Pomorskim, a zdobycie Konungaheli było największym wyczynem, dzięki któremu historia go zapamiętała. Głównym źródłem wiedzy na temat wydarzeń roku 1136 jest dzieło Snorriego Sturlusona Heimskringla (Krąg ziemski, zbiór sag o nordyckich władcach), a w zasadzie jej część, Saga o Magnusie Ślepym i Haraldzie Słudze Bożym. Saga ta zawiera rozbudowany opis – a jak celnie stwierdza Szrejter, opis, który jest sagą w sadze – zwycięskiej wyprawy wojennej pomorskiego księcia Racibora.


Był to początek półwiecznego okresu absolutnej dominacji Pomorzan na Bałtyku, którzy już wcześniej mocno dawali się we znaki Skandynawom.


Owa wyprawa była jedną z większych poświadczonych historycznie rejz Pomorzan. Około 650 okrętów, więcej jak 20 tys. ludzi, około tysiąca koni. Na ich czele książę pomorski z rodu Gryfitów, Racibor (w źródłach: Ratibor). Fenomenalny strateg, mający już na swoim koncie rozbicie w roku 1135 kierującej się na Rugię duńskiej floty króla Eryka II Pamiętnego oraz odwetowe, niszczące uderzenie na ówczesną duńską stolicę – Roskilde. Był to początek półwiecznego okresu absolutnej dominacji Pomorzan na Bałtyku, którzy już wcześniej mocno dawali się we znaki Skandynawom (vide historia szczecińskiego kupca i chąśnika* imieniem Wyszak czy podboje i zasiedlanie wysp południowej Danii). Wyprawa na Konungahelę była strategicznym majstersztykiem. Świetnie przygotowana pomorska armia uderzyła w niedzielne południe – czas wybrany nieprzypadkowo, bowiem w czasie niedzielnej sumy większość mieszczan uczestniczyła we mszy. Błyskawicznie zajęte m.in. przy użyciu konnicy podgrodzie było świetnym punktem wyjścia do dalszych działań przeciw obrońcom grodu. Pomorzanie szturmowali wały kilkukrotnie, wreszcie po zażartych walkach zdobyli umocnienia, zrabowali miasto, jego mieszkańców uprowadzili do niewoli, a sama Konungahela już nigdy nie wróciła do swej niegdysiejszej świetności. Racibor jako zwycięzca powrócił na Pomorze w glorii i chwale, a czasy jego rządów są jednymi z najświetniejszych momentów w historii tego kraju. Nie tylko zdominował militarnie Bałtyk, ale i dość szybko uwolnił się od wpływów państwa Piastów. Po jego śmierci władzę w księstwie przejął jego bratanek, Bogislaw I, pierwszy władca pomorski oficjalnie tytułowany księciem Kaszub. Czytaj dalej Wielka wyprawa księcia Racibora, czyli mała propaganda Artura Szrejtera