Archiwa kategorii: Módë

Hansa wear – Zachë z mòrzégò (Rozmòwa)

Mëslita wa czasã ò tim, cobë òprzestac kùpiwac lëché kwalitetã òbleczenia, jaczé są flot skażoné? A jakbë do tegò òne miałë fejn malënczi, sparłãczoné z Pòmòrską, a zwësk miéwca pòdjimiznë dôwôłbë na barnienié nôtërnégò strzodowiszcza Bôłtu? Nié, to nie je bôjka! Tak cos òbiecywô Łukasz Chomyn, ùdbòdôwca Hansa wear – krómù z òbleczeniama jinspirowónyma Wiôldżim Mòrzã.


MTM: Moin! Jest to przywitanie, które znane jest ponoć we wszystkich krajach hanzeatyckich, znaczy tyle, co „cześć”. Odpowiada się na nie: „Moin, moin!”

ŁCh: To funkcjonuje do dnia dzisiejszego?

MTM: Funkcjonuje w wielu krajach i wielu językach, na przykład też w języku kaszubskim, co jest pozostałością dawnych związków z krajami i miastami Hanzy.

ŁCh: Powiem Ci, że mówisz mi rzecz nową. Mimo tego, że spędziłem sporo czasu w różnych krajach i miastach hanzeatyckich, to absolutnie nigdy się z tym nie spotkałem. Zawsze się człowiek czegoś nowego dowiaduje.

MTM: Hansa wear. Rzeczy z morza. A nazwa skąd?

ŁCh: Od jakiegoś czasu interesują mnie kraje bałtyckie. Gdy planuję wakacje to przedkładam wizytę na Bornholmie nad egzotyczne wycieczki, a do tego lubię Bałtyk i wiem, że potrzebuje naszej pomocy, bo jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych akwenów na świecie. Chciałem więc połączyć moje zainteresowania, które spina hanzeatycka scheda, z produktem, który będzie miał bardziej wyśrubowany standard etyczny niż większość produktów odzieżowych.

MTM: Czy za projektem stoi jedna osoba, czy złożony zespół?

ŁCh: Projekt wymyśliłem rok temu w pojedynkę, ale mając do czynienia z projektem odzieżowym, który jest bardzo wielowymiarowy, potrzebny jest do tego cały zespół. Chciałem, aby był zrobiony poniekąd rzemieślniczo, co znaczy, że na przykład nie korzystamy ze zdjęć stockowych, tylko wybrałem się w październiku z zaprzyjaźnionym fotografem nad morze i porobiliśmy dwieście zdjęć, niedługo wybieramy się ponownie, aby zobaczyć morze wiosną. Pracuję też z designerami, z tłumaczami, z fotografami, z projektantami… Ta lista osób robi się już całkiem długa i na tę chwilę liczy około dziesięciu osób, wraz z ilustratorkami, które projektują rzeczy, które będą na naszych ciuchach.

Łukasz Chomyn, fot: MTM

MTM: A skąd u Ciebie zainteresowania morzem, a nie na przykład lasem?

ŁCh: Sam pochodzę z gór i mam wrażenie, że rzecz działa tak, że ilekroć pochodzisz z gór, to fascynuje cię morze i odwrotnie. Morze miało dla mnie zawsze w sobie jakiś romantyzm, surowość, coś przerażającego, było taką wodą, co do której nie masz żadnych szans w bezpośredniej konfrontacji. Ta estetyka morska, marynistyczna zawsze mnie interesowała – ilekroć miałem okazję to odwiedzałem muzea nadmorskie, bywam w Trójmieście przynajmniej raz na dwa miesiące, teraz wybieram się do Estonii na parę dni, żeby liznąć tego Bałtyku trochę z innej strony.

MTM: To kim jest Łukasz Chomyn – czym się zajmuje poza projektem? O czym marzy?

ŁCh: Zajmuję się reklamą, czyli takim zawodem, który sprzyja w pewnym momencie poszukiwaniu sensu, bo w dużej części twoich codziennych obowiązków niełatwo się sensu doszukać. Stąd pewnie ta potrzeba zrobienia projektu, który wyglądałby tak, jakbym chciał, żeby wyglądał i nie był podporządkowany, jak cały świat marketingu – wyłącznie multiplikacji zysków. Ostatnią z pobudek, jakie mną kierują w projekcie, jest pobudka zarobkowa. Mam to szczęście, że reklama pozwala mi zarabiać przyzwoicie, więc nie potrzebuję pieniędzy dodatkowych, bardziej czas jest u mnie rzeczą deficytową. Dlatego postanowiłem zrobić taki projekt, który będzie w stu procentach zgodny ze mną. Co do marzeń… Chciałbym, aby ludzie zaczęli bardziej bacznie myśleć w kategoriach podtrzymania Ziemi przy życiu, jeszcze przez parę lat… Poprzez zdrowe podejście do konsumpcji i odejście od założenia, że więcej to lepiej.

MTM: Na waszym facebook’u określacie swój produkt jako etyczny streetwear – co jest jednocześnie określeniem pewnej idei, która wam przyświeca – jak wytłumaczysz to modowemu laikowi?

ŁCh: Jest to taki termin, który sam sobie ukułem. Chodzi o to, aby z jednej strony dobrze traktować pracowników, z drugiej strony zapewnić wysoki standard jakościowy i estetyczny samego produktu. Do tego – a raczej przede wszystkim – produkt ma dobrze traktować środowisko, poprzez niestosowanie plastizolii, bądź wywabiania, jako techniki nanoszenia printu na tkaninę, a stosowanie farb wodnych, które mają niską zawartość formaldehydu, przez co wpływ na środowisko jest mniejszy. Poza tym postanowiłem współpracować z Fundacją MARE, która zajmuje się ochroną ekosystemów bałtyckich – na przykład diagnozuje wraki leżące w Zatoce Gdańskiej pod kątem tego, jak wiele ropy znajduje się w ich wnętrzach i co się może stać, kiedy jej nie wypompujemy we właściwym czasie. Zamierzam część dochodów z tego projektu przeznaczać na działalność statutową tej fundacji. Właśnie zdołaliśmy podpisać umowę z Fundacją w tej sprawie.

MTM: Zapowiadacie też współpracę z polskimi grafikami – zdradzisz już jakieś nazwiska?

Mogę już powiedzieć o pierwszej osobie – jest to Anna Szejdewik aka Coxie, autorka murali, tatuatorka, graficzka z Wrocławia. Jej rysunki znajdą się na pierwszej serii odzieży, które w tym momencie projektujemy i która, dalibóg, zostanie wysłana jeszcze w tym miesiącu do druku, celem stworzenia prototypów.

MTM: Na udostępnionych przez was grafikach widziałem już flądrę, śledzie i latarnię w Gdańsku. Czego jeszcze można się spodziewać na waszych ubraniach?

ŁCh: Chcielibyśmy się skupić po pierwsze na florze i faunie. Myślę, że jest to najfajniejsze do wyeksponowania. W drugiej serii pojawi się na pewno morświn, który jest bardzo zagrożonym bałtyckim gatunkiem. Chcemy inspirować się też pozostałościami po dawnym rybactwie i portach.

MTM: Czy będziemy mogli znaleźć motywy z kultury kaszubskiej? Na przykład wielojęzyczne napisy, uwzględniające język kaszubski, albo jakieś istotne rzeczy, bądź miejsca związane z Kaszubami?

ŁCh: Jeżeli okaże się, że rzeczy nasze się ludziom podobają, projekt się kręci i utrzymuje, to chciałbym przede wszystkim zrealizować pewną serię poświęconą miastom Hanzy – mieć serię poświęconą Gdańskowi, Elblągowi, Szczecinowi, a potem wykroczyć poza miasta naszego kraju. Jeżeli chodzi o Kaszuby, mówiąc szczerze, nie myślałem o tym, bo zbyt mało wiem o hanzeatyckich tradycjach i pozostałościach na Kaszubach, ale chętnie się dowiem więcej. Wiem, że najwyraźniej widać to w architekturze, bo gdy jest się w Gdańsku, to są miejsca, które wyglądają jak z Amsterdamu, co jest strasznie przyjemne.

MTM: To do kogo chcecie trafić z waszą ofertą?

ŁCh: Chciałbym po pierwsze zrobić ciuch, który kupując będziesz odczuwał przyjemność, że przysłużysz się czemuś – że część kasy z tego idzie na przykład na ochronę Bałtyku. Po drugie nie zakładam czegoś w rodzaju profilowania grupy docelowej, że to są na przykład młodzi, prężni, z wielkich miast, choć pewnie tak będzie, że będą to ludzie, którzy dojrzeli do tego, żeby kupować nie tylko ceną, estetyką, ale też etyką. To jest taka tendencja, która w krajach rozwiniętych, typu Dania, Holandia, Szwecja jest już bardzo widoczna, bo ludzie pożądają produktu, który jest przezroczysty pod względem sposobu produkcji, traktowania ludzi i są w stanie odrzucić marki, które nie spełniają pewnych standardów. W Polsce, prawdopodobnie z tego powodu, że jesteśmy krajem uboższym, jest to rzecz, która dopiero powstaje, ale mam wrażenie, że ten rynek się u nas tworzy.

MTM: Kiedy i gdzie będzie można kupić wasze pierwsze ubrania?

ŁCh: Chciałbym, aby udało nam się wystartować ze sprzedażą internetową na przełomie czerwca i lipca, ale jeżeli się to nie stanie to pewnie we wrześniu. Ambitne plany są takie, żeby ruszyć na początku wakacji, ale jest to projekt, który realizowany jest przez wszystkie zaangażowane osoby po godzinach swojej pracy, a każdy ma jej więcej niż by chciał pewnie. Chciałbym, aby każdy czuł przekonanie do tego projektu, przez co świat się nie zawali, jeżeli nie zdążymy przed wakacjami.

MTM: Jeżeli jednak uda się przed wakacjami, to myślisz o sprzedaży stacjonarnej nad morzem?

ŁCh: Początkowo chciałbym sprzedawać głównie internetowo, a potem rozpocząć dystrybucję w Trójmieście i stworzyć taką fajną alternatywę dla tych wszystkich badziewnych, pamiątkowych koszulek, typu „I love Gdansk”. Myślę, że potrzebujemy takiej alternatywy, bo nic w tym złego, że chcesz kupić coś z miejsca, do którego pojechałeś, a że to tak wygląda, jak wygląda, to jest już inna sprawa. Chciałbym więc zrobić rodzaj pamiątki trójmiejskiej, której nie musisz się wstydzić.

MTM: Wydaje mi się, że w chwili obecnej nie macie zbyt dużej konkurencji, a już na pewno nie takiej, która nie kojarzyłaby się z parawanami, półnagimi, nietrzeźwymi urlopowiczami i śmieciami zostawianymi na plażach. Jak dla mnie świetna sprawa – tylko dlaczego trzeba było czekać na taki estetyczny produkt w naszym kraju tak długo?

ŁCh: Inspiracja morzem przeradza się czasem w bardziej popkulturowe twory typu moda na marynistyczne tatuaże, ludzie łażący w tielniaszkach… Mam wrażenie, że nic w tym złego, ale jak obserwuję obecnie branżę odzieżowo-modową, no to sprzedają się najprzedziwniejsze rzeczy. Takie, gdzie ktoś napisze coś bazowym fontem i naklei potem na to metkę i wymarżuje do trzystu złotych. Nie mnie to oceniać, ale nie jestem fanem brandów, metek i mimo tego, że sam pracuję w reklamie, to raczej nie kupuję w kategoriach marki, no chyba, że mam markę etyczną, bo wiem, że wtedy moje pieniądze są przeznaczane na fajne rzeczy. Ale dlaczego tak długo? Nie wiem. To jest tak, że wymyśliłem sobie pewną rzecz i zaryzykowałem, że ludziom się spodoba i patrząc na to, co ludzie mi piszą na temat produktu, który jeszcze nie istnieje, to widzę, że się tym jarają. Jest więc szansa, że ciuchy, które z czystym sumieniem sam chciałbym nosić, mają szansę się przyjąć. Myślę, że odchodzimy od takich trendów w których kupujemy tanie rzeczy, bo można je wyrzucić i kupić tanio kolejne. Jest coraz więcej ludzi, którzy kupują rzeczy, które na przykład ładnie się starzeją, albo będą bardzo długo im służyć i nie będą jednorazówkami, stworzonymi po to, byś za nie zapłacił i niedługo wyrzucił.

Z Łukaszã Chomynã we Warszawie dlô Skrë – pismienia ò kùlturze gôdôł Mateùsz Titës Meyer.