Archiwa kategorii: Felietón

Nie róbcie z kaszubskości hobby

Młodzi zwołują I Kongres Młodych Kaszubów. Zaczęło się od tego, że po latach reaktywowano „Cassubię”, korporację studencką założoną przez legendarnego Karola Krefftę, dziś przemianowaną na Klub Młodzieży Kaszubskiej. Zadaniem kongresu jest przyciągnięcie świeżej krwi i dyskusja nad przyszłością ruchu kaszubskiego. A wszystko z inspiracji partu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Baninie. Swoje przybycie zadeklarowało już sto kilkadziesiąt osób, głównie młodych, co stawia całą inicjatywę w obiecującym świetle. Jak to mówią, jest duch w narodzie. Czytaj dalej Nie róbcie z kaszubskości hobby

Chòrosc w lëfce i lekarzenié. Z leżnoscë I Kòngresu Młodëch Kaszëbów

Za sztót je kòngres, jaczi mòże wiele mieniëc. We mie ju ters wiele mieniëł, chòc nawetka nie mdã w sztãdze bëc na placu. Bò przez kòngres jem spëta samã se, jak baro młodi Kaszëbi są do se pòdobny, jaczé mómë pòspólné doswiôdczenia. Mòja òdpòwiesc je długą lëstą zachów, westrzód chtërnëch jem nalazła mòżlëwòsc nôùczi kaszëbsczégò, bùchã z apartnoscë, przeczëcé, że naje kòrzenie wòłają naj’ do se, czej swiat wkół stôwô sã corôz barżi na to òbòjãtny. Ale je jedna zacha, jakô ni mòże mie dac pòkù.

Bò dlôcz më, bùszny młodi Kaszëbi, czãsto znający swój jãzëk, tak rzôdkò wëzwëskiwómë leżnosc, cobë w nim cos rzec? Doch òn je tak nôtërny dlô negò partu swiata jak wiater ë bómë. Czytaj dalej Chòrosc w lëfce i lekarzenié. Z leżnoscë I Kòngresu Młodëch Kaszëbów

Bronienié przed bezrobòcym i rozwijã

Jak jô czëjã ò tim, że je nót cos zrobic i zatrzëmac aùtomatizacjã, bò przez to lëdze robòtã tracą, to jô so mëszlã – szkòda, że më tegò rëchli ni mielë zrobioné!

Ùczałi lëdze dërch pleszczą ò tim, że są warczi, jaczé mògą zniknąc, bò je aùtomatizacjô. Terôzka w restaùracjach Të mòżesz na dotikòwim ekranie jestkù òbsztelowac, a co z lëdzama, co tam robią? Niedługò jich nie mdze nót…

A chcemë so wëòbrazëc Czytaj dalej Bronienié przed bezrobòcym i rozwijã

Pokojowe powstanie w Standing Rock – odrodzenie indiańskiej godności

Rdzenni mieszkańcy z całych Stanów Zjednoczonych od kilku miesięcy walczą z rządem i korporacjami. Wszystko w obronie własnych ziem i godności. Spór toczy się wokół wybudowania rurociągu, który z jednej strony zagraża zlewisku rzeki Missouri, a z drugiej może nieodwracalnie zniszczyć kilkaset cennych stanowisk archeologicznych. Na terenie rezerwatu Dakotów o nazwie Standing Rock dzieje się coś symbolicznego. Tu chodzi nie tylko o czystą wodę i miejsca pochówku przodków. Po raz pierwszy od wielu pokoleń Indianie z całego kraju upomnieli się o szacunek i podmiotowe traktowanie. Razem, wszyscy, wsparci przez rdzennych mieszkańców Kanady i innych państw. To renesans ich godności.

Historia zatacza koło

Standing Rock, pogranicze stanów Dakota Północna i Dakota Południowa. Rezerwat o powierzchni połowy przeciętnego polskiego województwa. I tylko 8 000 mieszkańców. Nie są to jednak zwykli mieszkańcy Czytaj dalej Pokojowe powstanie w Standing Rock – odrodzenie indiańskiej godności

Polakom jest na rękę, żeby stolicą Kaszub była pipidówa

Jak się okazało, Gdańsk to tylko sypialnia dla Kartuz. Pomysłodawców uhonorowania piętnastotysięcznej mieściny mianem stolicy Kaszub nie można jednak winić. Z perspektywy mieszkańców każdej kaszubskiej miejscowości to byłby wielki zaszczyt i świetna promocja. Ale to, co Kaszubi uznają za swoją stolicę, jest miernikiem na ile Kaszubi dojrzeli do swojej kultury. Nie na ile kaszubska kultura dojrzała, bo ona dojrzała już dawno, a na ile sami Kaszubi dorośli do jej odbioru i do zaistnienia w niej.

Wielu Polakom z pewnego powodu zależy, żeby stolicą Kaszub była jakaś pipidówa. Bo tak odbierają kaszubską kulturę. Jako kulturę z pipidówy. Bo dla wielu Kaszuby to jeziorka, lasy, rybki, srybki i strój „ludowy”, w którym żaden lud nigdy nie chodził. A Kaszubi bardziej chyba wierzą innym w kwestii określenia własnego „ja” niż samym sobie. Gdyby państwo orzekło, że jednak gwara, to gwara. A jak język, no to język. Jak że Niemcy, to połowa wyjedzie do Niemiec, a jak Eskimosi, to na Grenlandię. Czytaj dalej Polakom jest na rękę, żeby stolicą Kaszub była pipidówa

Język kaszubski: 10 najczęściej popełnianych błędów. (cz. 1.)

Czy komuś się to podoba czy nie, język kaszubski to nie wolna amerykanka, rządzi się swoimi zasadami morfologicznymi, składniowymi, ortograficznymi. Prawda, kaszubszczyzna ma wiele odmian, ale są błędy, które pozostają błędami w każdej z nich. Tym gorzej dla kaszubskiego, że są to fele, których zazwyczaj nie popełniają native speakerzy tego języka, a inteligencja, dla której kaszubski jest najczęściej językiem na pół lub całkowicie wyuczonym, a która kształtuje język literacki – i literacko na papierze utrwala i powiela swoje błędy. Oto pierwsza piątka najpopularniejszych: Czytaj dalej Język kaszubski: 10 najczęściej popełnianych błędów. (cz. 1.)

Tërkijô na pargù jinwazëjé na Zôpadny Kùrdëstan

Wòjna w Syrijsce ë Jirakù to nie je wòjna procëm ISIS, to wòjna wszëtczich procëm wszëtczim. W Jirakù òd pôrã dni rządowé wòjska ë kùrdijskô Peszmerga przejimają wiedno nastãpné wsë z rãkù Jislamsczégò Państwa ë dążą do Mòsulu, slédnégò wieldżégò bastionu kalifatu. Czej dobądą miasto, sczidną mòc dżihadëstów w tim kraju. Kùrdowie ë Jirakijczicë se wspiarcym Koalicëjé (czerowóny przez USA) ë Tërków są ju pôrãnôsce kilométrów òd gardu ë wëzdrzi zó tim, że òbrota je ju terroristóm zasądzonô. W sąsedny Syrijsce calô sytuacëjô wëzérô jednak czësto jinaczi. Czytaj dalej Tërkijô na pargù jinwazëjé na Zôpadny Kùrdëstan

Wieśniacy potrzebni od zaraz? Zlikwidujmy gimnazja!

Ja Wam w końcu powiem, jak to jest z tymi gimnazjami. Nie będę przytaczał uczonych, statystyk, danych, które i tak w ostatecznym rozrachunku zlewają się w niezrozumiały bełkot. W końcu to ma być wyrób felietonopodobny, a nie artykuł naukowy. Przeczytajcie, proszę, historię mojego życia. Może to Wam da do myślenia na temat likwidacji gimnazjów.

Wychowałem się w niewielkiej wsi na Mazurach. Czas tu płynął wolniej, a rytm życia wyznaczała pobudka oznajmiana przez koguty i tutejszych pijaczków, dobijających się do sklepu po nową butelkę denaturatu. O komputerach przez pierwsze lata milenium mówiło się tak, jak nasi przodkowie rozmawiali o kłobukach. Ktoś widział, ktoś słyszał – nikt nie dotykał. Kłobuki widywano na bezdrożach, komputery widziano ponoć w mieście. Ba! Ci, którzy do miasta czasami jeździli, nieśmiało potwierdzali istnienie tych magicznych stworów. Można było bodaj dotknąć i nawet nie gryzły (kłobuk mógł capnąć). Mieszkały w norach zwanych kafejkami. Czytaj dalej Wieśniacy potrzebni od zaraz? Zlikwidujmy gimnazja!

Multi-kulti? Tak! Lokalne języki i kultury? Ciemnota i buractwo!

Mało co mnie drażni tak bardzo, jak wielkomiejscy niby-to-inteligenci o niespójnym poglądzie na języki i kultury. Z jednej strony otwarci na obcość, multi-kulti to ich konik – chrońmy dziedzictwo przybyszy! A z drugiej lokalne języki i kultury – ciemnota i buractwo. No, w najlepszym razie coś do pokazania podchmielonemu turyście; tak powiedzieli przecież na zajęciach z marketingu w Wyższej Szkole Wszystkiego Dobrego. Jestem inteligentny, nie będę przecież jakiejś „wsiowej polszczyzny” traktował poważnie! Czytaj dalej Multi-kulti? Tak! Lokalne języki i kultury? Ciemnota i buractwo!

Polska dryfuje do Morza Brunatnego

Nie mam już wątpliwości. Polska dryfuje do Morza Brunatnego. Wczoraj gadałem sobie z dwoma studentami z Afryki, jeden czarnoskóry, drugi śniady – można by go z Portugalczykiem pomylić. Sympatyczni kolesie – znajomi znajomej. No i zapytałem ich, jak tu im w Polsce. Trochę spuścili wzrok i powiedzieli: „przykro nam to mówić, ale musimy stąd uciekać jak najprędzej. Za dużo w ciągu tych kilku miesięcy mieliśmy problemów.” No i opowiedzieli mi o tym, jak to próbowali wieczorem gdzieś kilka razy wyjść i zawsze kończyło się wyzwiskami albo pobiciem. Jakoś nie miałem problemu im uwierzyć, twarz jednego z nich miała faktycznie jeszcze strupo-blizny, świeżynka. Zrobiło mi się przykro, choć nigdy nikogo nie skrzywdziłem z racji rasy. Poczułem to, co powinni poczuć ci kretyni, którzy tłuką obcych tylko za to, że nie są stąd. Czyli skruchę i autentyczne uczucie wstydu. Było mi na tyle głupio, że przeprosiłem ich za „rodaków” (już nie wchodząc w kwestie mojego samookreślenia etnicznego) i próbowałem opowiedzieć im, skąd to kurewstwo się bierze. Przybliżyłem im sprawy rządów dobrej zmiany, łysych w kościołach, co jest formą reakcji pełnej strachu na wyzwania związane z Syrią i islamem. Wykazali się bardzo dużą dozą zrozumienia, ale jak stwierdzili – Polska to już nie jest miejsce dla nich.


Dziękuję wam, że w naszym kraju ludzie nie czują się już bezpiecznie. Normalni ludzie, studiujący, pracujący, wnoszący do tego kraju coś więcej niż wątpliwej jakości genotypy.


 

Świetna reklama. Dziękuję wam, że w naszym kraju ludzie nie czują się już bezpiecznie. Normalni ludzie, studiujący, pracujący, wnoszący do tego kraju coś więcej niż wątpliwej jakości genotypy. I jak tak dalej pójdzie, to Polacy o IQ nieco wyższym niż 90 (granica nieosiągalna dla zwolenników skrajnej prawicy) też wyjadą. Wrócicie do swoich chat z gówna – ale za to zyskacie dumną Wielką Polskę.

A do tego w mentalnej stolicy Polski, Białymstoku, likwidują Centrum im. Zamenhofa, człowieka, który próbował ludzi jednoczyć ponad podziałami. Bo Żyd. Za to oprawców typu Łupaszka stawia się młodej, prawilnej Polsce za wzór. Budzę się rano i mam mdłości. To kac, moralny kac za tych kilkadziesiąt tysięcy sfrustrowanych nieudaczników, którzy nasz kraj spychają w przepaść.