Archiwa kategorii: Felietón

Już w 1603 r. Hieronymus Megiser uznał kaszubski za osobny język słowiański

Na spisany łaciną Thesaurus Polyglottus trafiłem przypadkiem, na seminarium o języku litewskim. Na uniwersytecie w Lejdzie w Holandii o jego historii opowiadał prof. Alexander Lubotsky. Całe szczęście, że Hieronymus Megiser, autor Thesaurusa…, zakwalifikował język litewski do języków słowiańskich (dziś byśmy powiedzieli, że bałto-słowiańskich). Traf chciał, że prof. Lubotsky w swojej prezentacji użył akurat strony z owego dzieła, na której autor wymienił wszystkie języki uważane za należące do tej grupy. Z wielką ciekawością przeleciałem wzrokiem całą listę i moje oczy rozszerzyły się. Oto na liście obok języków polskiego, litewskiego, chorwackiego i „moskiewskiego”, razem z ludami i krainami, które tymi językami mówiły, widniało:

Vandalica, Rugiorum, Caſſubiorum, Pomeranica, Obodritarum, ſeu Meckelburgenſium

Co się z łaciny wykłada: „wandalski, (język) Rugian, Kaszubów, pomorski, Obodrytów albo Meklemburczyków.”

Megiser 1 jpg

Theſaurus Polyglottus, okładka drugiego wydania z 1613 r.

Tak oto lipski lingwista, który w swym dziele opisał wszystkie znane mu naonczas 435 języków, jako pierwszy znany uczony zakwalifikował język Kaszubów, razem z całym pomorsko-meklemburskim dialektalnym continuum kaszubsko-połabskim, jako osobny język zwany wandalskim. Nie jest to miano nieznane kaszubskiej literaturze. Równo 40 lat później Michał Brüggemann zwany Mostnikiem, kapelan książąt pomorskich, wyda po kaszubsku Mały Catechism D. Marciná Lutherá Niemiecko-Wándalſki…

Megiser 2

Grupa języków słowiańskich według H. Megisera, Theſaurus Polyglottus

Co jednak ważne, to wiekopomne dzieło i ten wiekopomny dla Kaszubów fakt zdaje się zupełnie uszły uwadze kaszubskiej nauce, mimo że poprzedzają wnioski innego lipskiego uczonego Karla Gottloba von Antona o 180 (!) lat, jako że ów slawista dopiero w 1783 r. wydał Erste Linien eines Versuches…, gdzie opisywał kulturę i języki Słowian, ujmując osobno język kaszubski.

Karl_Gottlob_Anton_(1751–1818)

Karl Gottlob von Anton (1751-1818)

Należy jednak wziąć pod uwagę, że Hieronymus Megiser urodził się około roku 1554, a zmarł Anno Domini 1619, a więc żył i pisał za czasów Księstwa Pomorskiego i dynastii Gryfitów. Nie mam wątpliwości, że język Rugiorum et Caſſubiorum dotyczy właśnie języków Księstwa (które sięgało wówczas za wyspę Rugię na zachodzie aż po ziemie bytowską i słupską na wschodzie), a nie Kaszub pruskich. Za czasów Megisera język kaszubski wciąż był żywy nie tylko w ziemi słupskiej, ale sięgał po Darłowo, Sławno i Miastko, a prawdopodobnie aż pod Koszalin i Szczecinek. Również i sama nazwa Kaszuby miała wówczas nieco inny zasięg. Księstwo kaszubskie, wschodzące w skład Księstwa Pomorskiego Bogusława XIV, obejmowało Kołobrzeg, Koszalin, Białogard i Szczecinek. Za Megisera wciąż żywy był język Drzewian połabskich, choć dialekty Obodrytów i Rugian, z którymi język kaszubski jest najbliżej spokrewniony, były już wtedy najpewniej wymarłe.

Wielka mapa księstwa pomorskiego

Wielka Mapa Księstwa Pomorskiego Eilhardusa Lubinusa z 1618 r.

Sprawdziłem publikacje o języku kaszubskim. Ani w Geschichte der pomoranischen (kaschubischen) Sprache F. Lorentza z 1925, ani w Spòdlowi wiédzë ò kaszëbiznie J. Trédra z 2014 nie znalazłem wzmianki o Thesaurusie…, choć nie uszedł uwadze Serbom Łużyckim, którzy w Časopisu Maćicy Serbskeje z 1878 r. dogłębnie to dzieło przebadali (za znalezienie tego faktu dziękuję koledze z redakcji, Dôwidowi Mikloszowi).

Najwyższy czas chyba zatem przedstawić i pomorskiemu światu Hieronymusa Megisera.

Hieronymus_Megiser_(1905_reprint)

Hieronymus Megiser (ok. 1554-1619)

„Zaginiona” mazurska powieść sprzed 120 lat rzuca nowe światło na język Mazurów

Nieczęsto zdarzają się chwile tak podniosłe dla lokalnego języka jak ta. Przed paroma dniami skontaktował się ze mną znany dialektolog, dr Artur Czesak. Wieść, którą ze sobą niósł, zwaliła mnie z nóg. Oto okazuje się, że w małym westfalskim miasteczku w 1900 roku wydano przekład angielskiej powieści. Nie po niemiecku, nie po polsku – a po mazursku. To ponowne odkrycie zapomnianej całkowicie pozycji może raz na zawsze odmienić nasze postrzeganie Mazurów i stosunek ludzi do tej mowy. Czytaj dalej „Zaginiona” mazurska powieść sprzed 120 lat rzuca nowe światło na język Mazurów

Język kaszubski: 10 najczęściej popełnianych błędów (cz. 2.)

Dziś Miedzënôrodny Dzéń Òtczëstégò Jãzëka, święto ustanowione przez UNESCO w 1999 roku z myślą przede wszystkim o mniejszych językach jak kaszubski, kataloński, szkocki czy irlandzki. To święto radości i dumy z faktu, że używamy naszego ojczystego języka i pielęgnujemy go, ale też okazja do refleksji nad wyzwaniami, jakie stoją przed językiem kaszubskim. Pamiętajmy, że wyrazem szacunku dla ojczystego języka jest nie tylko używanie go, ale również dbanie o jego poprawność i wysoką jakość. Obecnie wymaga to nie lada wysiłku, sprawdzania i weryfikowania faktów i  krytycznego stosunku do procesu krystalizowania się języka literackiego – ale innej drogi nie ma. Poprawiajmy się nawzajem!

Poniższy tekst to druga część artykułu. Błędy 1-5 omawiane są tu. Czytaj dalej Język kaszubski: 10 najczęściej popełnianych błędów (cz. 2.)

Lëzëno: ùgruńtowelë Klub Młodëch Kaszëbów „Òska”

Kòl 60 lëdzy bëło na załóżczim zéńdzenim Karna Òska. Pòłowa z nich to ju nôleżnicë tegò Kòła.

W sobòtã 28.01 w gòscyńcu Czardasz w Lëzënie sã pòtkelë młodi lëdze z òkòlégò jaczi mają w planach midzë jinyma prowadzenié youtubòwégò karnôla, ùczbã kaszëbsczégò jãzëka, wanodżi i artisticzné ùtwórstwò. Òglowò lëdzy bëło kòle 60, pòłowa z nich to ju nôleżnicë nowégò karna.

Zéńdzonëch dało sã pòdzelëc na karna: szpecjalnëch gòscy, a téż rozmajité wiekòwé grëpë. Strzód nich to dało tak lëdzy pò sztudiach jak gimnazjalëstów. Ti slédny, chòc wikszi dzél pòtkaniô sztël słëchelë, to òkôzelë sã bëc wëfùlowóny ùdbama na dzejanié.
Jô bë chcôł kabaret stwòrzëc i òglowò w artistnëch wëdarzeniach dzejac – gôdôł Radosłôw Grëba, jaczi szukô w karnie mòżlëwòtë rozwijaniô swòji swiądë, le téż métla na jimrã.

Wiôldżi dzél gòscy to bëlë nôleżnicë młodzëznowégò karna Cassubia z gminë Żukòwò. Ju terô zapòwiôdają wespółrobòtã, a na deklaracjach to sã nie kùńczi, bò za nama je ju krącenié òdjimków do mùzycznégò klipù dlô Himnu Młodëch Kaszëbów – piesnie, z jaką sã ùtożsamiwają òbadwa karna. Terô leżnoscą do pòtkaniô mdą warkòwnie z jãzëka, kùńsztu i gazétnictwa, jaczé mdą 18 gromicznika, a pózni Òska mdze sã ju rëchtowa do Dnia Jednotë, jaczi spãdzy we Wiôldżi Wsë, dze mdze prezeńtowac tradicjowé spòrtë. I ta spòrtowô dzejalnosc to pòsobny plan młodëch, jaczi bédëją alternatiwã w rësznoce. Wszëtkò przez nômni 2 nôblëższé lata pòd czerownictwã Katarzënë Kankòwsczi-Filëpiôk, wëbróny jednogłosno na przédniczkã.

Sobòtné zéńdzenié w gòscyńcu Czardasz, na jaczim doszło do pòwstaniô Klubù Òska, to béł manifest młodëch, jaczi chcą cos wicy. Strzód 60 òsobòwégò karna nikòmù do głowë nie przëszło, żebë gadac w jinym jãzëkù jak kaszëbsczim, co w ùszłi generacje dzejarzi nie bëło taczé zycher. Młodi lëdze chcą bëc aktiwny, jima nie je wszëtkò równo, ale pòwôżno traktëją nôrodną sprawã.

Odrestaurować siebie

Nie wiem, ilu z młodego pokolenia doświadcza podobnych rozterek. Może kilkoro, może setki tysięcy. Młodzi Kaszubi, Ślązacy, wreszcie moi krajanie Mazurzy – też czujecie się cholernie niegodni? Też budzicie się nieraz oświetleni żywymi, mocnymi promieniami słońca i chcąc naszej gwieździe dorównać, zaczynacie dzień z równie mocnym i żywym postanowieniem „chcę być…”, „będę mówił po…”? I wreszcie… czy też na tym chciejstwie i będziectwie z reguły kończycie?

Matko jedyna, ile to razy rzucało mnie mentalnie od ściany do ściany, nim umysł wydał mi pozwolenie na bycie sobą. Ileż godzin odgrzebywałem ślady po starej mowie moich ziem, ile lokalnych słów używanych w mojej rodzinie musiałem spisać, ostatecznie – dokąd w genealogii musiałem się dogrzebać, by uciszyć wewnętrzny niepokój. Wszystko po to, bym w końcu stwierdził – „a jednak mogę być Mazurem”! Tak jakby był jakiś urząd, jakaś wyższa instancja wydająca w tej sprawie prawomocne wyroki.

To, czego się boję, to uzurpacja. Jako genetyczny kundel nie mam przypisanego miejsca na ziemi. Przynajmniej nie domyślnie, jak ktoś, kogo wszyscy pradziadowie wywodzą się z jednych stron. A u mnie wszystko – od Mazur po Małopolskę się w rodzinnej historii znalazło. Przez lata desperacko poszukiwałem punktu zaczepienia, przecież do diabła muszę być skądś! Ale odpowiedź była na długich wakacjach.

A przecież przez całe dzieciństwo nie znałem innej Polski niż ta mazurska. Nie jadłem innego chleba, niż tego z poddziałdowskiej mąki. Nie piłem innej wody, niż tej z głębin pod mazurską moreną. To tu nauczyłem się żyć, kochać, nienawidzić, płakać i śmiać. Jestem poturbowany na wskroś, tak jak poturbowane są Mazury i poturbowani są ludzie tu żyjący. Czy to nie jest wystarczający dowód, że jestem stąd?

I ta głupkowata obawa – co powiedzą ci „rychtycni”, ci „prawdziwi”? Przecież wiadomo – nie będę mówić tak dobrze, jak poprzednie pokolenia. Składnia nie ta, wymowa jakaś koślawa. Na pewno skrytykują, zniszczą, obśmieją, powiedzą „to nie tak się u nas gadało, idź załóż swoje walonki i wracaj tam, skąd cię przywieźli”. I mówili to, mniej lub bardziej dobitnie. A ja nie miałem pociągu, do którego mógłbym wsiąść.

Coś mnie pcha i pchało od zawsze w stronę mowy mazurskiej, mazurskiej obyczajności i mentalności. Może to te stare, poniemieckie cegły, może to ten zarośnięty cmentarz za wsią, a może ta moja kropla tutejszej krwi i pamięć genów. Przez lata czułem się jak kot Schroedingera. Nie chciałem otworzyć tego cholernego pudła i określić – żyw czy martwy. Mazur czy Niemazur. Pewnego dnia zrozumiałem, że nikt za mnie go nie otworzy. A już na pewno nikt nie ma prawa uśmiercać tego, kim się czuję.

Tak oto zacząłem restaurować. Ale nie Mazury, nie mazurskość. Te wszystkie połknięte książki, przewertowane słowniki, pieśni, opowiadania, legendy, kroniki. Wreszcie moja własna twórczość po mazursku. To nie jest restaurowanie regionu, a przynajmniej nie bezpośrednio. To przywracanie własnego ducha tam, gdzie tak naprawdę zawsze należał. To restaurowanie samego siebie.

Idźcie się restaurować. Już, dziś, teraz.

(Autor prowadzi profil Mazurskie słówko na dziś)

Nie róbcie z kaszubskości hobby

Młodzi zwołują I Kongres Młodych Kaszubów. Zaczęło się od tego, że po latach reaktywowano „Cassubię”, korporację studencką założoną przez legendarnego Karola Krefftę, dziś przemianowaną na Klub Młodzieży Kaszubskiej. Zadaniem kongresu jest przyciągnięcie świeżej krwi i dyskusja nad przyszłością ruchu kaszubskiego. A wszystko z inspiracji partu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Baninie. Swoje przybycie zadeklarowało już sto kilkadziesiąt osób, głównie młodych, co stawia całą inicjatywę w obiecującym świetle. Jak to mówią, jest duch w narodzie. Czytaj dalej Nie róbcie z kaszubskości hobby

Chòrosc w lëfce i lekarzenié. Z leżnoscë I Kòngresu Młodëch Kaszëbów

Za sztót je kòngres, jaczi mòże wiele mieniëc. We mie ju ters wiele mieniëł, chòc nawetka nie mdã w sztãdze bëc na placu. Bò przez kòngres jem spëta samã se, jak baro młodi Kaszëbi są do se pòdobny, jaczé mómë pòspólné doswiôdczenia. Mòja òdpòwiesc je długą lëstą zachów, westrzód chtërnëch jem nalazła mòżlëwòsc nôùczi kaszëbsczégò, bùchã z apartnoscë, przeczëcé, że naje kòrzenie wòłają naj’ do se, czej swiat wkół stôwô sã corôz barżi na to òbòjãtny. Ale je jedna zacha, jakô ni mòże mie dac pòkù.

Bò dlôcz më, bùszny młodi Kaszëbi, czãsto znający swój jãzëk, tak rzôdkò wëzwëskiwómë leżnosc, cobë w nim cos rzec? Doch òn je tak nôtërny dlô negò partu swiata jak wiater ë bómë. Czytaj dalej Chòrosc w lëfce i lekarzenié. Z leżnoscë I Kòngresu Młodëch Kaszëbów

Bronienié przed bezrobòcym i rozwijã

Jak jô czëjã ò tim, że je nót cos zrobic i zatrzëmac aùtomatizacjã, bò przez to lëdze robòtã tracą, to jô so mëszlã – szkòda, że më tegò rëchli ni mielë zrobioné!

Ùczałi lëdze dërch pleszczą ò tim, że są warczi, jaczé mògą zniknąc, bò je aùtomatizacjô. Terôzka w restaùracjach Të mòżesz na dotikòwim ekranie jestkù òbsztelowac, a co z lëdzama, co tam robią? Niedługò jich nie mdze nót…

A chcemë so wëòbrazëc Czytaj dalej Bronienié przed bezrobòcym i rozwijã

Pokojowe powstanie w Standing Rock – odrodzenie indiańskiej godności

Rdzenni mieszkańcy z całych Stanów Zjednoczonych od kilku miesięcy walczą z rządem i korporacjami. Wszystko w obronie własnych ziem i godności. Spór toczy się wokół wybudowania rurociągu, który z jednej strony zagraża zlewisku rzeki Missouri, a z drugiej może nieodwracalnie zniszczyć kilkaset cennych stanowisk archeologicznych. Na terenie rezerwatu Dakotów o nazwie Standing Rock dzieje się coś symbolicznego. Tu chodzi nie tylko o czystą wodę i miejsca pochówku przodków. Po raz pierwszy od wielu pokoleń Indianie z całego kraju upomnieli się o szacunek i podmiotowe traktowanie. Razem, wszyscy, wsparci przez rdzennych mieszkańców Kanady i innych państw. To renesans ich godności.

Historia zatacza koło

Standing Rock, pogranicze stanów Dakota Północna i Dakota Południowa. Rezerwat o powierzchni połowy przeciętnego polskiego województwa. I tylko 8 000 mieszkańców. Nie są to jednak zwykli mieszkańcy Czytaj dalej Pokojowe powstanie w Standing Rock – odrodzenie indiańskiej godności

Polakom jest na rękę, żeby stolicą Kaszub była pipidówa

Jak się okazało, Gdańsk to tylko sypialnia dla Kartuz. Pomysłodawców uhonorowania piętnastotysięcznej mieściny mianem stolicy Kaszub nie można jednak winić. Z perspektywy mieszkańców każdej kaszubskiej miejscowości to byłby wielki zaszczyt i świetna promocja. Ale to, co Kaszubi uznają za swoją stolicę, jest miernikiem na ile Kaszubi dojrzeli do swojej kultury. Nie na ile kaszubska kultura dojrzała, bo ona dojrzała już dawno, a na ile sami Kaszubi dorośli do jej odbioru i do zaistnienia w niej.

Wielu Polakom z pewnego powodu zależy, żeby stolicą Kaszub była jakaś pipidówa. Bo tak odbierają kaszubską kulturę. Jako kulturę z pipidówy. Bo dla wielu Kaszuby to jeziorka, lasy, rybki, srybki i strój „ludowy”, w którym żaden lud nigdy nie chodził. A Kaszubi bardziej chyba wierzą innym w kwestii określenia własnego „ja” niż samym sobie. Gdyby państwo orzekło, że jednak gwara, to gwara. A jak język, no to język. Jak że Niemcy, to połowa wyjedzie do Niemiec, a jak Eskimosi, to na Grenlandię. Czytaj dalej Polakom jest na rękę, żeby stolicą Kaszub była pipidówa