Archiwa kategorii: Nowinë

Lëzëno: ùgruńtowelë Klub Młodëch Kaszëbów „Òska”

Kòl 60 lëdzy bëło na załóżczim zéńdzenim Karna Òska. Pòłowa z nich to ju nôleżnicë tegò Kòła.

W sobòtã 28.01 w gòscyńcu Czardasz w Lëzënie sã pòtkelë młodi lëdze z òkòlégò jaczi mają w planach midzë jinyma prowadzenié youtubòwégò karnôla, ùczbã kaszëbsczégò jãzëka, wanodżi i artisticzné ùtwórstwò. Òglowò lëdzy bëło kòle 60, pòłowa z nich to ju nôleżnicë nowégò karna.

Zéńdzonëch dało sã pòdzelëc na karna: szpecjalnëch gòscy, a téż rozmajité wiekòwé grëpë. Strzód nich to dało tak lëdzy pò sztudiach jak gimnazjalëstów. Ti slédny, chòc wikszi dzél pòtkaniô sztël słëchelë, to òkôzelë sã bëc wëfùlowóny ùdbama na dzejanié.
Jô bë chcôł kabaret stwòrzëc i òglowò w artistnëch wëdarzeniach dzejac – gôdôł Radosłôw Grëba, jaczi szukô w karnie mòżlëwòtë rozwijaniô swòji swiądë, le téż métla na jimrã.

Wiôldżi dzél gòscy to bëlë nôleżnicë młodzëznowégò karna Cassubia z gminë Żukòwò. Ju terô zapòwiôdają wespółrobòtã, a na deklaracjach to sã nie kùńczi, bò za nama je ju krącenié òdjimków do mùzycznégò klipù dlô Himnu Młodëch Kaszëbów – piesnie, z jaką sã ùtożsamiwają òbadwa karna. Terô leżnoscą do pòtkaniô mdą warkòwnie z jãzëka, kùńsztu i gazétnictwa, jaczé mdą 18 gromicznika, a pózni Òska mdze sã ju rëchtowa do Dnia Jednotë, jaczi spãdzy we Wiôldżi Wsë, dze mdze prezeńtowac tradicjowé spòrtë. I ta spòrtowô dzejalnosc to pòsobny plan młodëch, jaczi bédëją alternatiwã w rësznoce. Wszëtkò przez nômni 2 nôblëższé lata pòd czerownictwã Katarzënë Kankòwsczi-Filëpiôk, wëbróny jednogłosno na przédniczkã.

Sobòtné zéńdzenié w gòscyńcu Czardasz, na jaczim doszło do pòwstaniô Klubù Òska, to béł manifest młodëch, jaczi chcą cos wicy. Strzód 60 òsobòwégò karna nikòmù do głowë nie przëszło, żebë gadac w jinym jãzëkù jak kaszëbsczim, co w ùszłi generacje dzejarzi nie bëło taczé zycher. Młodi lëdze chcą bëc aktiwny, jima nie je wszëtkò równo, ale pòwôżno traktëją nôrodną sprawã.

Hymn kaszubski: czy kontrowersyjny „Marsz…” Derdowskiego wyklucza?

O co chodzi w sporze o hymn kaszubski?

21. stycznia Rada Naczelna Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego uchwaliła wszystkim Kaszubom co następuje: Hymnem kaszubskim jest utwór muzyczny autorstwa Feliksa Nowowiejskiego pt. „Hymn kaszubski” wykonywany do słów zaczęrpniętych z „Marsza Kaszubskiego” (…) i obudziła stare spory o wartości, do których hymn kaszubski powinien się odwoływać. Wyraźne głosy pojawiły się nie tylko z zewnątrz, ale też w samym Zrzeszeniu, m. in. ze strony tak aktywnych działaczy jak Tomôsz Fópka czy Eùgeniusz Prëczkòwsczi. Wiele kontrowersji wywołują słowa „pòlskô wiara, pòlskô mòwa”, militarystyczny wyraz utworu, skupiającego się na sławieniu wojny przeciw Niemcom w służbie polskiej oraz same intencje i stosunek do rodzimego języka autora, (…) którego pociągała szczególnie chłopska satyra, rubaszność, skoro już samo użycie gwary miało wywoływać u odbiorców śmiech (…), jak pisał literaturoznawca Jan Drzeżdżon (Piętno Smętka, 1973, str. 47). Stosunek ten daje się poznać w innym fragmencie autorstwa Derdowskiego: Ale ma le mòwã naszą serdecznie kòchôjma / I pò pòlskù corôz lepi gadac sã starôjma! / Czej le wiedno bãdzem dzałac rączo i wëtrwale / W kùńcu tak jak we Warszawie bãdzemë gôdalë. Takich zastrzeżeń nie budzi Zemia Rodnô, która jednak jest pieśnią wiele młodszą i nie tak spopularyzowaną. Dotychczas działacze ZKP mogli wykonywać jedną lub drugą wedle uznania bądź też obydwie. Warto jednak wyjść poza kwestię, czy ktoś popiera taką czy inną organizację kaszubską i ich uchwały, a spróbować porozmawiać o hymnie, który będzie potrafił zjednoczyć nie garstkę działaczy, a ponad 228 tysięcy Kaszubów, z których więcej niż 97% nie jest zainteresowanych legitymacją członkowską.

Jednocząca funkcja Marsza Kaszubskiego nie jest tak oczywista. O odczucia na jego temat spytaliśmy trzy zdawałoby się bardzo różne osoby. Ewangelik, ateista oraz katolik, pięćdziesięciolatek, trzydziestoczterolatek i i dwudziestoczterolatek. Jeden z podwejherowskiego Luzina, drugi z zachodniopomorskiego Szczecina, a trzeci urodzony aż w Chełmnie. Ale przede wszystkim – trzej Kaszubi. Zapytani o ich osobiste emocje w związku z zaleceniem ZKP, dali różne odpowiedzi. Mają one jednak wspólny mianownik – odczucie, że pieśń Derdowskiego wyklucza.

Przemis Héwelt:

Pytanie o kaszubski hymn, to pytanie o tożsamość. Jako takie jest pytaniem niezwykle trudnym, nawet z punktu widzenia każdego z Kaszubów z osobna. Dodatkowo komplikuje sprawę to, że jest to pytanie o tożsamość zbiorową kilku setek tysięcy ludzi o bardzo różnorodnej historii osobistej i historii rodzinnej.

W tle mojej historii noszonej w pamięci, z przekazów ustnych, są zabory, pruskie władztwo – z germanizacją, ale też z porządkiem i edukacją, które jeszcze w czasach mojego dzieciństwa przewijały się w pełnych uznania wspomnieniach cesarza Wilusia w relacjach starszych osób. Ten obraz, fresk noszony w mojej pamięci, pokazuje też historie opowiadane przez dziadka wcielonego do pruskiej armii wraz z czterema braćmi w 1914 roku i wysłanego do piekła bitwy pod Verdun. Wróciło ich tylko dwóch…

Potem jest historia międzywojenna, oczekiwania wobec polskiej władzy i ich zestawienie z realiami po 1918 roku. I niedługo po tym kolejna wojna, tym razem w polskim mundurze – ale naprzeciw tych, z którymi dziadek i bracia ledwie dwadzieścia kilka lata wcześniej walczyli ramię w ramię w okopach we Francji. Zresztą tamte frontowe przyjaźnie – jako żywo przypominające historię z Na zachodzie bez zmian Remarque’a – przetrwały tę drugą wojnę i pozostały częścią rodzinnej historii.

A potem nowa władza i nowe problemy – bo ktoś w rodzinie miał żonę Niemkę, bo był przed wojną dyrektorem banku, czyli status społeczny wrogi nowej władzy. To jest historia ostatnich stu kilkudziesięciu lat zwykłej kaszubskiej rodziny i część mojej własnej historii – do niej należy też to, że jestem ewangelikiem – czyli siłą rzeczy osobą przyzwyczajoną do statusu mniejszości, ale też świadomą swojej odrębności.

I tę historię, to moje doświadczenie zderzam teraz ze słowami pieśni, która ma być kaszubskim hymnem, marsza sławiącego różne wojny i wojenki Kaszubów przeciw Niemcom w sprawie polskiej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w historii mojej rodziny tych wojen było zbyt wiele – wszystkie pokolenia od czasów mojej prababci, której ojciec walczył w wojnie prusko – francuskiej doznały wojny albo wprost, albo pośrednio – bo rodzice mieli swoje wojenne traumy.

Abstrahując od kwestii faktów historycznych, z mojego puntu widzenia Marsz Kaszubski nijak nie przystaje do mojej tożsamości kaszubskiej. Trudno jest mi zaakceptować to radosne sławienie machania szabelką dla Polski jako podstawę mojej tożsamości. Wszak przekazy rodzinne dotyczące wojen mają zupełnie inaczej rozłożone akcenty, a na dodatek te wojny były pod różnymi flagami, z różnymi pieśniami na ustach i doprawdy w różnych sprawach.

Tak jak wspomniałem, z racji wyznania jestem przyzwyczajony do bycia mniejszością. Tylko smętnie trochę mi się robi, gdy okazuje się, że jestem też mniejszością we wspólnocie kaszubskiej, w której historia mojej rodziny – jak sądzę – nie jest wcale wyjątkowa ani odmienna od doświadczeń tysięcy kaszubskich rodzin w ostatnich stu kilkudziesięciu latach…

Dôwid Miklosz:

Na tożsamość składa się tradycja i kultura oraz czas i przestrzeń w jakiej żyję, a poniekąd również pokłosie czasu i przestrzeni w jakich żyli moi przodkowie. Ważną też sprawą jest mój osobisty do tego bagażu historyczno-kulturowego stosunek. Może być afirmatywny, może być polemiczny, może wreszcie być jakkolwiek pośredni.

Tu gdzie żyję, na Pomorzu, żyła część moich przodków, część najbliższa, najistotniejsza i najlepiej mi znana. W ramach poszukiwań i wypraw w odległą przeszłość, trudni do umiejscowienia na genealogicznym drzewie familianci uchwytni są w okresie panowania książąt pomorskich Barnima X i Johanna Friedricha na Pomorzu Środkowym. O ich przodkach historia milczy, a przecież i oni istnieć musieli. Świadomość tego daje mi poczucie łączności z przestrzenią, w jakiej żyję. Stając chociażby na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, wiem, że ponad czterysta lat temu zapadały tutaj decyzje dotyczące życia moich przodków. Mógłbym się tym zupełnie nie przejmować, ale wewnętrzny imperatyw, zupełnie nieracjonalny, sprawia, że ma owa świadomość dla mnie wagę niezwykłą.

Antajos, syn Posejdona i Gai, żył i odzyskiwał moc tylko gdy dotykał ziemi-matki. W pewien sposób mógłby patronować moim pasjom, gdy bowiem ja dotykam spraw Pomorza, żyję i nabieram sił. Pomijając nieszczęsne przyzwyczajenie popędliwego giganta do wyzywania każdej napotkanej osoby na zapaśniczy pojedynek, z chęcią adaptowałbym Antajosa, obok Trygława i Ormuzda, do naszego mitologicznego panoptikum.

Wracając jednak do sprawy hymnu… Przez to, że moje korzenie tkwią głębiej w Pomorzu Środkowym i w zachodniej części dzisiejszych Kaszub, nie satysfakcjonuje mnie i nie jest w stanie przekonać do siebie pieśń, która historię, tradycję i kulturę Pomorzan ujmuje w nienaturalnych dla tej krainy południkowych ramach <<Kraków – Wisła – polskie morze>>. Chciałoby się rzec: Pomorze swe widzę ogromne, tak jak rzecz ujmuje geografia, od Reknicy po Wisłę, od Noteci po Bałtyk. To tutaj, spomiędzy tych naturalnych granic, weszliśmy do historii. Stąd książę Zemuzil wyruszył do Merseburga, dzięki czemu świat zanotował po raz pierwszy miano Pomorza. W tych granicach miały miejsce dramatyczne wydarzenia, o których pisał Gall zwany Anonimem, kiedy w czasie krwawych wypraw Krzywoustego ten przyniósł nam na mieczach polską wiarę, a wtedy to Polacy sięgali po sławę, Pomorzanie bronili wolności. Tutaj, niemal w środku tej krainy, nad Odrą, panowali książęta, którzy do historii wprowadzili etnonim Kaszubi, używali go przez pół tysiąclecia w swej tytulaturze i wreszcie dali Kaszubom symbol najważniejszy, gryfa. W tych granicach powstały, uznane za najdawniejsze zabytki kaszubskiego języka, Duchowne piesnie… „niepolskiej” wszak wiary.

Ze względu na historię własnej rodziny nie potrafię pominąć powyższych – i wielu jeszcze – kontekstów w konstruowaniu swojej własnej tożsamości. Historia moja, mojej rodziny i „mojego” Pomorza to wątek ledwie w tkaninie jego wielowiekowego istnienia, ale świadomość tej wielowiekowości jest dla mnie czynnikiem nieredukowalnym.

Kolejną sprawą, z jaką miałbym problem, jest fraza „polska wiara, polska mowa”. Odwołując się znów do doświadczeń moich przodków, Pomorzan, Kaszubów, posługujących się przez wieki fluktuującym konglomeratem wendyjsko-saksońskim, który w obrębie rodziny zdołał do XX-wieku ocalić cenne resztki swej kaszubskości, określenie „polska mowa” jest zawłaszczeniem tożsamości. Etnograficzną sztuczką w służbie polityki historycznej.

Polskiej mowie życzę jak najlepiej. Polszczyznę cenię i sam staram się o nią dbać, ale zdaję sobie sprawę, że prawdziwa dbałość nie ma i nie powinna mieć w sobie nic z przymusu. Przymus ten trwał do czasu wywalczenia dla języka kaszubskiego oficjalnego potwierdzenia jego odrębności w rodzinie języków słowiańskich. Nie powinno być zatem powodów, by poczucie takiego przymusu wciąż w sobie nosić i taki przymus „zalecać”. Czy znajdujący się w zbliżonej do Kaszubów sytuacji Serbołużyczanie powinni dbać o „niemiecką wiarę” i „niemiecką mowę”? Czy dbałość o języki łużyckie i łużycką kulturę stanowi dla Republiki Federalnej Niemiec jakiekolwiek zagrożenie? Czy Walijczyk kibicujący swojej drużynie rugby i wiwatujący „Cymru am byth!” jest zagrożeniem dla Anglika?

Polszczyzna i Polacy na istnieniu kaszubszczyzny nie tracą niczego, a zyskują i utrwalają pokrewieństwo i łączność z pasjonującymi dziejami północnej części zachodniej Słowiańszczyzny. Dla Kaszubów stawka jaką jest kaszubszczyzna warta jest niebotycznie więcej.

„Polska wiara” to kolejna sztuczka. Kaszubi wyznawali i do dziś wyznają, obok „polskiej wiary” – katolicyzmu, również i „wiarę niemiecką” – protestancką. Hymn powinien raczej spajać niż dzielić, dlaczego zatem poza nawias wystawia się Kaszubów-niekatolików? Odnosząc rzecz do mojej familii, część z nich, jako sieroty po Księstwie Pomorskim, pozostawała wierna naukom Lutra. Czy ich pomorskość czy kaszubskość jest niedostateczna? Czy i o ile redukuje się moja pomorskość, kiedy otwarcie przyznaję, że jestem ateistą i „polska wiara” jest mi dość obojętna, a jako spoiwo tożsamości zupełnie zbędna?

Pozostaję przy Janie Trepczyku, który celniej naszą pomorską ojczyznę opisał, zawierając w jednym wersie „Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm!” nie tylko geograficzną, ale i dziejową jej rozpiętość. Zupełnie na marginesie chciałbym dodać, że podobnie jak do Marsza… próbowano wprowadzić pewne (oceniłbym je jako rozsądne) poprawki, tak i w pieśni Trepczyka wolałbym wspomnienie w formie „Grifitów miecz i Swiãtopôłka biôtczi”, co nadałoby jej jeszcze bardziej uniwersalnego, mierząc miarą „uniwersum pomorskiego”, charakteru.

O wspomnianym przeze mnie powyżej Antajosie pisał wspaniale Zbigniew Herbert w Królu mrówek. Cytat ten mógłbym traktować jako motto swej „pomorskości”: Można zaryzykować twierdzenie, że sensem mitu Antajosa jest przywiązanie – a więc uczucie raczej niż ideologia, dlatego zapewne niepodobna tego przekazać innym. Naprawdę bardzo trudno przekonać kogokolwiek o tym, że warto kochać ubogi kawałek ziemi, mały jak cień osła, jak cień topoli, a także rozbity dom, zrujnowane miasto nad wyschłą rzeką, słowem miejsce gdzie nas urodzono, i które nie mogło nas ani wyżywić, ani uchronić.

A jednak warto. Tu mdã dali

Adóm Hébel:

Czej jô czëjã Marsz Kaszubski, to mëslã, że mie chtos wëszarpôł mòjã pòczestnotã i mòżlëwòtã bëcô bùsznym z tegò, co më zrobilë dlô se, a nié dlô kògòs. I nawet w nôbarżi pòczestny piesnie, jaką mô bëc himn, ni ma placu chòcbë dlô naszi mòwë, jakô je zastąpionô pòlską.

Jô nie rozmiejã czemù w całim òpisywanim dzejów jô nie jem traktowóny jakno pòdmiot, czemù tim „wrogã” nie je wiedno ten, co szkòdzy kaszëbiznie, ale prosto òkreszloné karno. Pòlskô wiara téż mie jiscy, bò jakno katolëk sã czëjã zagrożony – chtos dôwô mie zygnal, że jak jô nie jem Pòlôch, tej w Kòscele dlô mie ni ma placu. Jô jakno chrzescëjón ò kòméńtérã proszã Pana Jezësa. Christus òdpòwiôdô „mòje Królewstwò nie je z tegò swiata”. Nawetka czej Apòsztolskô Stolëca sã do Wejrowa przeniese, tej katolëcëzna nie mdze kaszëbską wiarą, tak jak nie je pòlską, ani jitalską, ani meksykańską. Katolëcczi znaczi pòwszéchny, òglowi. Rozmajité nôrodë mògą rozmajice wërażiwac tã wiarã, le dërch to mdze jedna wiara.

Jô przëzéróm sã swòjim dzejóm i merkóm w nich, że terô móm prawò sebie definiowac. W dzejach nie widzã le pòpiarcô dlô jednëch, a niezgarë do drëdżich, le widzã całą bòkadosc, jakô nama je w spòsobie òstawionô. Przëstojnikóm himnu Derdowsczégò mùszã pòstawic pitanié – chto jesz mô himn jaczi na wiżawë pòdnôszô cos, co – chcemë tegò abò nié – je dzys zagróżbą dlô jegò spôdkòwiznë? Jak w Twòji głowie rodzy sã procëmstawienié i chcesz rzec „ale jak to pòlskô mòwa nama grozy, kò w Pòlsczim Państwie më mómë szkòłë ëtd.”, tej rzeczë mie – czej starszé pòkòlenié gôdô pò kaszëbskù a młodszé nié, tej w jaczim jãzëkù ti młodi gôdają? Pò ruskù? Pò miemieckù?

Jeżlë chtos pitô czemù nié Marsz Kaszëbsczi, tej pitô, czemù nie òstawic sukcesje jaką më cygniemë òd prazôczątków naji tuwò bëtnoscë, wpiąc sã w cëzą narracjã i pòzwòlëc zabëc ò tim, co naju parłãczi z 1500 latnyma dzejama. Jô òdpòwiôdóm „tu jô dali mdã starżã zemi trzimôł (…) tu mdã dali domôcëznë sã jimôł” i jô pò prôwdze wierzã i wiém, że „zajasni i nama brzôd swój dô„.

Warto, żeby jak najwięcej Kaszubów zaczęło sobie wyrabiać swoje zdanie na temat własnego hymnu i włączyło się w dyskusję o nim. Może dadzą się też poznać odczucia i wątpliwości tych, którzy uważają, że to właśnie Marsz Kaszubski jest najlepszym wyborem i pieśnią, która ma potencjał zjednoczyć, a nie podzielić. Poniżej przypominamy słowa obu hymnów.

Marsz Kaszubski

Tam gdze Wisła òd Krakòwa
W pòlsczé mòrze płënie
Pòlskô wiara, pòlskô mòwa
Nigdë nie zadżinie.

Ref.
Nigdë do zgùbë
Nie przińdą Kaszëbë,
Marsz, marsz za wrodżem!
Më trzimómë z Bòdżem.

Më z Niemcama wieczi całé
Krwawé wiedlë wòjnë.
Wòlné piesni wiedno brzmiałë
Bez górë i chòjnë.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Przëszedł Krzëżôk w twardi blasze,
Pôlił wsë i miasta,
Za to jegò cepë nasze
Grzmòcëłë lat dwasta.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Nas zawòłôł do swi rotë
Pòlsczi król Jadżełło,
Téj w niemiecczich karkach gnôtë
Trzeszczałë jaż miło.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Gdze król Kadzmiérz gnôł Krzëżôka?
Gnôł gò pòd Chònice!
Bë gò zgniotłë, jak robôka,
Kaszëbsczé kłonice.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Czej rôz naju òkrãtama
Szwedë najechalë,
Më żesmë jich kapùzama
Z Pùcka wënëkalë.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Krzëżã swiãtim przëżegnóné
Séc, seczera, kòsa,
Z tim Kaszëba w piekle stónie,
Diôbłu ùtrze nosa.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Nasz Stanisłôw Kòstka swiãti,
Co sã ù nas rodzył,
Nie dopùscy, bë zawzãti
Wróg nóm długò szkòdzył.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Płaczą matczi nad sënama
Płaczą dzys dzewice,
Hola, jesz je Bóg nad nama
Dôł cepë, kłonice.

Ref. Nigdë do zgùbë…

***

Rodnô Zemia

Zemia Rodnô, pëszny kaszëbsczi kraju,
Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm!
Të jes snôżô, jak kwiat rozkwitłi w maju.
Ce, Tatczëznã, jô lubòtną tu móm.

Sambòrów miecz i Swiãtopôłka biôtczi
W spòsobie Ce dlô nas ùchòwałë.
Twòje jô w przódk bëlné pòcyskóm kwiôtczi.
Òdrodë cél Kaszëbóm znôw brënie.

Tu jô dali mdã starżã zemi trzimôł,
Skądka zôczątk rodnô naj rózga mô.
Tu mdã dali domôcëznë sã jimôł
Jaż zajasni i nama brzôd swój dô.

Odrestaurować siebie

Nie wiem, ilu z młodego pokolenia doświadcza podobnych rozterek. Może kilkoro, może setki tysięcy. Młodzi Kaszubi, Ślązacy, wreszcie moi krajanie Mazurzy – też czujecie się cholernie niegodni? Też budzicie się nieraz oświetleni żywymi, mocnymi promieniami słońca i chcąc naszej gwieździe dorównać, zaczynacie dzień z równie mocnym i żywym postanowieniem „chcę być…”, „będę mówił po…”? I wreszcie… czy też na tym chciejstwie i będziectwie z reguły kończycie?

Matko jedyna, ile to razy rzucało mnie mentalnie od ściany do ściany, nim umysł wydał mi pozwolenie na bycie sobą. Ileż godzin odgrzebywałem ślady po starej mowie moich ziem, ile lokalnych słów używanych w mojej rodzinie musiałem spisać, ostatecznie – dokąd w genealogii musiałem się dogrzebać, by uciszyć wewnętrzny niepokój. Wszystko po to, bym w końcu stwierdził – „a jednak mogę być Mazurem”! Tak jakby był jakiś urząd, jakaś wyższa instancja wydająca w tej sprawie prawomocne wyroki.

To, czego się boję, to uzurpacja. Jako genetyczny kundel nie mam przypisanego miejsca na ziemi. Przynajmniej nie domyślnie, jak ktoś, kogo wszyscy pradziadowie wywodzą się z jednych stron. A u mnie wszystko – od Mazur po Małopolskę się w rodzinnej historii znalazło. Przez lata desperacko poszukiwałem punktu zaczepienia, przecież do diabła muszę być skądś! Ale odpowiedź była na długich wakacjach.

A przecież przez całe dzieciństwo nie znałem innej Polski niż ta mazurska. Nie jadłem innego chleba, niż tego z poddziałdowskiej mąki. Nie piłem innej wody, niż tej z głębin pod mazurską moreną. To tu nauczyłem się żyć, kochać, nienawidzić, płakać i śmiać. Jestem poturbowany na wskroś, tak jak poturbowane są Mazury i poturbowani są ludzie tu żyjący. Czy to nie jest wystarczający dowód, że jestem stąd?

I ta głupkowata obawa – co powiedzą ci „rychtycni”, ci „prawdziwi”? Przecież wiadomo – nie będę mówić tak dobrze, jak poprzednie pokolenia. Składnia nie ta, wymowa jakaś koślawa. Na pewno skrytykują, zniszczą, obśmieją, powiedzą „to nie tak się u nas gadało, idź załóż swoje walonki i wracaj tam, skąd cię przywieźli”. I mówili to, mniej lub bardziej dobitnie. A ja nie miałem pociągu, do którego mógłbym wsiąść.

Coś mnie pcha i pchało od zawsze w stronę mowy mazurskiej, mazurskiej obyczajności i mentalności. Może to te stare, poniemieckie cegły, może to ten zarośnięty cmentarz za wsią, a może ta moja kropla tutejszej krwi i pamięć genów. Przez lata czułem się jak kot Schroedingera. Nie chciałem otworzyć tego cholernego pudła i określić – żyw czy martwy. Mazur czy Niemazur. Pewnego dnia zrozumiałem, że nikt za mnie go nie otworzy. A już na pewno nikt nie ma prawa uśmiercać tego, kim się czuję.

Tak oto zacząłem restaurować. Ale nie Mazury, nie mazurskość. Te wszystkie połknięte książki, przewertowane słowniki, pieśni, opowiadania, legendy, kroniki. Wreszcie moja własna twórczość po mazursku. To nie jest restaurowanie regionu, a przynajmniej nie bezpośrednio. To przywracanie własnego ducha tam, gdzie tak naprawdę zawsze należał. To restaurowanie samego siebie.

Idźcie się restaurować. Już, dziś, teraz.

(Autor prowadzi profil Mazurskie słówko na dziś)

Nie róbcie z kaszubskości hobby

Młodzi zwołują I Kongres Młodych Kaszubów. Zaczęło się od tego, że po latach reaktywowano „Cassubię”, korporację studencką założoną przez legendarnego Karola Krefftę, dziś przemianowaną na Klub Młodzieży Kaszubskiej. Zadaniem kongresu jest przyciągnięcie świeżej krwi i dyskusja nad przyszłością ruchu kaszubskiego. A wszystko z inspiracji partu Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Baninie. Swoje przybycie zadeklarowało już sto kilkadziesiąt osób, głównie młodych, co stawia całą inicjatywę w obiecującym świetle. Jak to mówią, jest duch w narodzie. Czytaj dalej Nie róbcie z kaszubskości hobby

Chòrosc w lëfce i lekarzenié. Z leżnoscë I Kòngresu Młodëch Kaszëbów

Za sztót je kòngres, jaczi mòże wiele mieniëc. We mie ju ters wiele mieniëł, chòc nawetka nie mdã w sztãdze bëc na placu. Bò przez kòngres jem spëta samã se, jak baro młodi Kaszëbi są do se pòdobny, jaczé mómë pòspólné doswiôdczenia. Mòja òdpòwiesc je długą lëstą zachów, westrzód chtërnëch jem nalazła mòżlëwòsc nôùczi kaszëbsczégò, bùchã z apartnoscë, przeczëcé, że naje kòrzenie wòłają naj’ do se, czej swiat wkół stôwô sã corôz barżi na to òbòjãtny. Ale je jedna zacha, jakô ni mòże mie dac pòkù.

Bò dlôcz më, bùszny młodi Kaszëbi, czãsto znający swój jãzëk, tak rzôdkò wëzwëskiwómë leżnosc, cobë w nim cos rzec? Doch òn je tak nôtërny dlô negò partu swiata jak wiater ë bómë. Czytaj dalej Chòrosc w lëfce i lekarzenié. Z leżnoscë I Kòngresu Młodëch Kaszëbów

Bronienié przed bezrobòcym i rozwijã

Jak jô czëjã ò tim, że je nót cos zrobic i zatrzëmac aùtomatizacjã, bò przez to lëdze robòtã tracą, to jô so mëszlã – szkòda, że më tegò rëchli ni mielë zrobioné!

Ùczałi lëdze dërch pleszczą ò tim, że są warczi, jaczé mògą zniknąc, bò je aùtomatizacjô. Terôzka w restaùracjach Të mòżesz na dotikòwim ekranie jestkù òbsztelowac, a co z lëdzama, co tam robią? Niedługò jich nie mdze nót…

A chcemë so wëòbrazëc Czytaj dalej Bronienié przed bezrobòcym i rozwijã

Pokojowe powstanie w Standing Rock – odrodzenie indiańskiej godności

Rdzenni mieszkańcy z całych Stanów Zjednoczonych od kilku miesięcy walczą z rządem i korporacjami. Wszystko w obronie własnych ziem i godności. Spór toczy się wokół wybudowania rurociągu, który z jednej strony zagraża zlewisku rzeki Missouri, a z drugiej może nieodwracalnie zniszczyć kilkaset cennych stanowisk archeologicznych. Na terenie rezerwatu Dakotów o nazwie Standing Rock dzieje się coś symbolicznego. Tu chodzi nie tylko o czystą wodę i miejsca pochówku przodków. Po raz pierwszy od wielu pokoleń Indianie z całego kraju upomnieli się o szacunek i podmiotowe traktowanie. Razem, wszyscy, wsparci przez rdzennych mieszkańców Kanady i innych państw. To renesans ich godności.

Historia zatacza koło

Standing Rock, pogranicze stanów Dakota Północna i Dakota Południowa. Rezerwat o powierzchni połowy przeciętnego polskiego województwa. I tylko 8 000 mieszkańców. Nie są to jednak zwykli mieszkańcy Czytaj dalej Pokojowe powstanie w Standing Rock – odrodzenie indiańskiej godności

Yann Tiersen: nowi albùm „EUSA” całi pò bretańskù

Pianysta znóny w swiece dlô zwãkòwi stegnë do filmù Amelie Poulain wëdôł nową platkã. To dô czëc w tim albùmie gładã, pòrénk ë rórip (mòrską dôkã). Minimalisticzné kòmpòzycëje zdôwają sã bëc himnã do mòrza. Mònolodżi nó ni ë title sztëczków są w jegò rodny mòwie. Samë title, np. Pern, Kereon abò Penn ar Roc’h w richtoscy są mionami òstrowów ë  môlów na bretańsczim pòmòrzim.

Platka je przeplotłô òsmë sztëczkami nazwónëmi Hent, to je pò naszémù stegna, droga. Ten pierszi a ten slédny zawiérają mònolodżi/wiérsze. Wôrt je sã wsłëchac w jejich brzëmienié, bò zwãczi jãzëka bretańsczich Celtów są tam dzélã jedny całoscë, w gromadze z szëmarzenim mòrza, zwãkã wiatrë, miéwinégò krzikù ë samégò klawérë. Czytaj dalej Yann Tiersen: nowi albùm „EUSA” całi pò bretańskù

Polakom jest na rękę, żeby stolicą Kaszub była pipidówa

Jak się okazało, Gdańsk to tylko sypialnia dla Kartuz. Pomysłodawców uhonorowania piętnastotysięcznej mieściny mianem stolicy Kaszub nie można jednak winić. Z perspektywy mieszkańców każdej kaszubskiej miejscowości to byłby wielki zaszczyt i świetna promocja. Ale to, co Kaszubi uznają za swoją stolicę, jest miernikiem na ile Kaszubi dojrzeli do swojej kultury. Nie na ile kaszubska kultura dojrzała, bo ona dojrzała już dawno, a na ile sami Kaszubi dorośli do jej odbioru i do zaistnienia w niej.

Wielu Polakom z pewnego powodu zależy, żeby stolicą Kaszub była jakaś pipidówa. Bo tak odbierają kaszubską kulturę. Jako kulturę z pipidówy. Bo dla wielu Kaszuby to jeziorka, lasy, rybki, srybki i strój „ludowy”, w którym żaden lud nigdy nie chodził. A Kaszubi bardziej chyba wierzą innym w kwestii określenia własnego „ja” niż samym sobie. Gdyby państwo orzekło, że jednak gwara, to gwara. A jak język, no to język. Jak że Niemcy, to połowa wyjedzie do Niemiec, a jak Eskimosi, to na Grenlandię. Czytaj dalej Polakom jest na rękę, żeby stolicą Kaszub była pipidówa

Język kaszubski: 10 najczęściej popełnianych błędów. (cz. 1.)

Czy komuś się to podoba czy nie, język kaszubski to nie wolna amerykanka, rządzi się swoimi zasadami morfologicznymi, składniowymi, ortograficznymi. Prawda, kaszubszczyzna ma wiele odmian, ale są błędy, które pozostają błędami w każdej z nich. Tym gorzej dla kaszubskiego, że są to fele, których zazwyczaj nie popełniają native speakerzy tego języka, a inteligencja, dla której kaszubski jest najczęściej językiem na pół lub całkowicie wyuczonym, a która kształtuje język literacki – i literacko na papierze utrwala i powiela swoje błędy. Oto pierwsza piątka najpopularniejszych: Czytaj dalej Język kaszubski: 10 najczęściej popełnianych błędów. (cz. 1.)