Wszystkie wpisy, których autorem jest Zrzesz Pòmòrzón

Żywiołak: Mroczna strona kaszubskiego folkloru

Ciężka, mroczna, acz skoczna przy tym i rubaszna niekiedy bestyjka, jaką jest Żywiołak, postanowiła opuścić swe ciepłe leża i wyruszyć za Noteć, za puszcze, na północ, na Pomorze, do nas…

Na jednym Żywiołak się zna jak mało kto – na budowaniu sugestywnego klimatu. Najnowsza ich płyta Pieśni Pół/nocy na pewno gruntuje mocną, wysoką pozycję zespołu w czołówce polskiego i europejskiego folk rocka/folk metalu. Wydobywanie mroku i niepokoju z ludowych melodii to coś, w czym Żywiołak jest naprawdę dobry. Instrumentarium wzbogacone o instrumenty dawne (w tym gęśla gdańska!) i ludowe nadaje muzyce autentyczności, żeńskie wokale świetnie współgrają z dźwiękiem liry korbowej (np. w Og?), a ciężkie gitarowe riffy dopełniają obrazu. Recytacje i monologi po kaszubsku sprawiają, że słuchanie całej płyty staje się doświadczeniem porównywalnym do słuchania dobrego słuchowiska.

Mocno trzymaliśmy kciuki za ten album, odkąd zespół zapowiedział, że tym razem główną ich inspiracją będą Pomorze i Kaszuby. Płytę Pieśni pół/nocy, przed jej premierą, oczyma swojej duszy widzieliśmy/słyszeliśmy pomorską na wskroś i na nice, kiedy jednak zmaterializowała się w odtwarzaczu, po pierwszym odsłuchaniu poczuliśmy coś w rodzaju niedosytu. Pomorskiego niedosytu. Muzycznie Żywiołak nie zawodzi, a to jest wszak składnik najistotniejszy. Chociaż przez lata jego kompozycje wciąż pozostają w pewien sposób surowe, zazwyczaj chropowato-brutalne, to jednak stają się coraz bogatsze i wielowymiarowe. Co do inspiracji Pomorzem i Kaszubami, liczyliśmy jednak na więcej. Liczyliśmy na Trygława zażywającego tabakę do wszystkich sześciu nozdrzy naraz, w cwale pędzącego przez nadnoteckie graniczne puszcze, zagryzającego w tym szalonym pędzie śledzia wprost z gazety Zrzesz Kaszëbskô. Na czerwone gryfy cytujące z pamięci obfite fragmenty Pomeranii Thomasa Kantzowa i czarne gryfy grające na diabelskich skrzypcach przeboje The Damrockers. Mamy jednak świadomość, że nasze oczekiwania mogą znacznie odbiegać od zdrowej normy…

Przesłuchując płytę po raz czwarty i piąty, już nucąc niektóre jej fragmenty, już spokojniej i z narastającą przyjemnością śledziliśmy pomorską tkankę, jaką wplótł Żywiołak w swe Pieśni Pół/nocy. Rzeczywiście te inspiracje są widoczne, zwłaszcza w warstwie tekstowej. Są słowa inspirowane pieśniami zebranymi na Pomorzu przez Oskara Kolberga oraz podaniami zebranymi głównie na Pomorzu Środkowym przez innego etnografa, Ottona Knoopa. Są wreszcie także fragmenty kaszubskich dzieł literackich Aleksandra Majkowskiego, Jana Karnowskiego i Hieronima Derdowskiego. Język kaszubski słychać na płycie już od pierwszego utworu, jednak zawsze jako krótkie recytacje, a nie jako tekst śpiewany. Żywiołak chętnie sięga po motywy pogańskie istniejące w dzisiejszych tradycjach, stąd nawiązania do scinanjô kanje, bãblovanjô czy, zgodnie z hipotezą zespołu, túnjca feretronóv, a także do demonologii kaszubskiej i ludowego bestiariusza: byli stolëmji, są też mòrzëce (syreny), Smãtk oraz ópji.

Płyta od samego jej w zasadzie otwarcia (Vandalia incognita) jest dość mroczna, kilka z piosenek rozrasta się do czegoś w rodzaju małych opowiastek, bogatych muzycznie i ciekawych tekstowo (zwłaszcza warto zwrócić uwagę na Dans macabreska, Stuch, Og?, Łopi, Feretronem być, Ścinanie kani), po drodze kilka przerw m.in. na mikro- i nano-monologi kaszubskie. Klimat płyty przywodzi na myśl głębokie pomorskie bory i mgły unoszące się ciężko nad wodami, ale jest na niej też kilka bardzo skocznych, mniej poważnych piosenek (Wionek, Żona i ksiądz, Zdziczenie obyczajów kaszubskich), które jednak niespecjalnie nas do siebie przekonały.

Drobny mankament językowy: Wionek jest inspirowany pieśnią kaszubską zapisaną w Pomorzu Kolberga, jednak jej tekst nie został po prostu przetłumaczony na polski i zaśpiewany, lecz postawiono tam na dziwną, niby-gwarową wymowę, która jednak nie odpowiada ani językowi kaszubskiemu, ani żadnej gwarze polskiej używanej na Pomorzu (dziwce dziwce, co tam mos || co fartuskiem psykrywos?). Nie jesteśmy też pewni intencji słów w Zdziczeniu obyczajów kaszubskich i chyba tego kawałka nie kupujemy.


Na marginesie warto dodać, że cieszy wygląd samego albumu. Na okładce możemy się dopatrzyć wielu pomorsko-kaszubskich motywów, jest Trygław (o twarzach dziwnie podobnych do wokalisty Roberta Jaworskiego, czyżby inkarnacja?) są kości stolëma, jest ścięta kania. Na samym krążku nadrukowano tatuaż z hasłem Norda – Kaszëbë – Rocknroll, a od wewnętrznej strony przebłyskuje mapa Księstwa Pomorskiego wykadrowana na Księstwo Kaszubskie (nie to z tzw. „polskiego Pomorza”, o którym pisze we wkładce zespół, lecz tego pod panowaniem Gryfitów, między Kołobrzegiem, Koszalinem i Szczecinkiem). W owej wkładce oprócz tekstów znajdziemy też ciekawy opis procesu twórczego zespołu, książek i instrumentów, którymi Żywiołak się inspirował i za pomocą których odkrywał Pomorze i Kaszuby dla siebie.

Ogółem jest to płyta dobra, momentami bardzo dobra, która nie odbiega poziomem od poprzednich albumów Żywiołaka. Są na niej kawałki, do których jeszcze nie raz powrócimy i które możemy szczerze polecić. Pomorzanie, Kaszubi wreszcie dostają ciekawą, jak na razie jedną z oryginalniejszych, interpretację cząstki swojego kulturowego dziedzictwa.

Dôvjid Mjiklosz & Macéj Banjdur

Pieśni Pół/nocy
Artysta: Żywiołak
Wydawca: AKW Karrot Kommando
Rok wydania: 2017

Hymn kaszubski: czy kontrowersyjny „Marsz…” Derdowskiego wyklucza?

O co chodzi w sporze o hymn kaszubski?

21. stycznia Rada Naczelna Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego uchwaliła wszystkim Kaszubom co następuje: Hymnem kaszubskim jest utwór muzyczny autorstwa Feliksa Nowowiejskiego pt. „Hymn kaszubski” wykonywany do słów zaczęrpniętych z „Marsza Kaszubskiego” (…) i obudziła stare spory o wartości, do których hymn kaszubski powinien się odwoływać. Wyraźne głosy pojawiły się nie tylko z zewnątrz, ale też w samym Zrzeszeniu, m. in. ze strony tak aktywnych działaczy jak Tomôsz Fópka czy Eùgeniusz Prëczkòwsczi. Wiele kontrowersji wywołują słowa „pòlskô wiara, pòlskô mòwa”, militarystyczny wyraz utworu, skupiającego się na sławieniu wojny przeciw Niemcom w służbie polskiej oraz same intencje i stosunek do rodzimego języka autora, (…) którego pociągała szczególnie chłopska satyra, rubaszność, skoro już samo użycie gwary miało wywoływać u odbiorców śmiech (…), jak pisał literaturoznawca Jan Drzeżdżon (Piętno Smętka, 1973, str. 47). Stosunek ten daje się poznać w innym fragmencie autorstwa Derdowskiego: Ale ma le mòwã naszą serdecznie kòchôjma / I pò pòlskù corôz lepi gadac sã starôjma! / Czej le wiedno bãdzem dzałac rączo i wëtrwale / W kùńcu tak jak we Warszawie bãdzemë gôdalë. Takich zastrzeżeń nie budzi Zemia Rodnô, która jednak jest pieśnią wiele młodszą i nie tak spopularyzowaną. Dotychczas działacze ZKP mogli wykonywać jedną lub drugą wedle uznania bądź też obydwie. Warto jednak wyjść poza kwestię, czy ktoś popiera taką czy inną organizację kaszubską i ich uchwały, a spróbować porozmawiać o hymnie, który będzie potrafił zjednoczyć nie garstkę działaczy, a ponad 228 tysięcy Kaszubów, z których więcej niż 97% nie jest zainteresowanych legitymacją członkowską.

Jednocząca funkcja Marsza Kaszubskiego nie jest tak oczywista. O odczucia na jego temat spytaliśmy trzy zdawałoby się bardzo różne osoby. Ewangelik, ateista oraz katolik, pięćdziesięciolatek, trzydziestoczterolatek i i dwudziestoczterolatek. Jeden z podwejherowskiego Luzina, drugi z zachodniopomorskiego Szczecina, a trzeci urodzony aż w Chełmnie. Ale przede wszystkim – trzej Kaszubi. Zapytani o ich osobiste emocje w związku z zaleceniem ZKP, dali różne odpowiedzi. Mają one jednak wspólny mianownik – odczucie, że pieśń Derdowskiego wyklucza.

Przemis Héwelt:

Pytanie o kaszubski hymn, to pytanie o tożsamość. Jako takie jest pytaniem niezwykle trudnym, nawet z punktu widzenia każdego z Kaszubów z osobna. Dodatkowo komplikuje sprawę to, że jest to pytanie o tożsamość zbiorową kilku setek tysięcy ludzi o bardzo różnorodnej historii osobistej i historii rodzinnej.

W tle mojej historii noszonej w pamięci, z przekazów ustnych, są zabory, pruskie władztwo – z germanizacją, ale też z porządkiem i edukacją, które jeszcze w czasach mojego dzieciństwa przewijały się w pełnych uznania wspomnieniach cesarza Wilusia w relacjach starszych osób. Ten obraz, fresk noszony w mojej pamięci, pokazuje też historie opowiadane przez dziadka wcielonego do pruskiej armii wraz z czterema braćmi w 1914 roku i wysłanego do piekła bitwy pod Verdun. Wróciło ich tylko dwóch…

Potem jest historia międzywojenna, oczekiwania wobec polskiej władzy i ich zestawienie z realiami po 1918 roku. I niedługo po tym kolejna wojna, tym razem w polskim mundurze – ale naprzeciw tych, z którymi dziadek i bracia ledwie dwadzieścia kilka lata wcześniej walczyli ramię w ramię w okopach we Francji. Zresztą tamte frontowe przyjaźnie – jako żywo przypominające historię z Na zachodzie bez zmian Remarque’a – przetrwały tę drugą wojnę i pozostały częścią rodzinnej historii.

A potem nowa władza i nowe problemy – bo ktoś w rodzinie miał żonę Niemkę, bo był przed wojną dyrektorem banku, czyli status społeczny wrogi nowej władzy. To jest historia ostatnich stu kilkudziesięciu lat zwykłej kaszubskiej rodziny i część mojej własnej historii – do niej należy też to, że jestem ewangelikiem – czyli siłą rzeczy osobą przyzwyczajoną do statusu mniejszości, ale też świadomą swojej odrębności.

I tę historię, to moje doświadczenie zderzam teraz ze słowami pieśni, która ma być kaszubskim hymnem, marsza sławiącego różne wojny i wojenki Kaszubów przeciw Niemcom w sprawie polskiej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w historii mojej rodziny tych wojen było zbyt wiele – wszystkie pokolenia od czasów mojej prababci, której ojciec walczył w wojnie prusko – francuskiej doznały wojny albo wprost, albo pośrednio – bo rodzice mieli swoje wojenne traumy.

Abstrahując od kwestii faktów historycznych, z mojego puntu widzenia Marsz Kaszubski nijak nie przystaje do mojej tożsamości kaszubskiej. Trudno jest mi zaakceptować to radosne sławienie machania szabelką dla Polski jako podstawę mojej tożsamości. Wszak przekazy rodzinne dotyczące wojen mają zupełnie inaczej rozłożone akcenty, a na dodatek te wojny były pod różnymi flagami, z różnymi pieśniami na ustach i doprawdy w różnych sprawach.

Tak jak wspomniałem, z racji wyznania jestem przyzwyczajony do bycia mniejszością. Tylko smętnie trochę mi się robi, gdy okazuje się, że jestem też mniejszością we wspólnocie kaszubskiej, w której historia mojej rodziny – jak sądzę – nie jest wcale wyjątkowa ani odmienna od doświadczeń tysięcy kaszubskich rodzin w ostatnich stu kilkudziesięciu latach…

Dôwid Miklosz:

Na tożsamość składa się tradycja i kultura oraz czas i przestrzeń w jakiej żyję, a poniekąd również pokłosie czasu i przestrzeni w jakich żyli moi przodkowie. Ważną też sprawą jest mój osobisty do tego bagażu historyczno-kulturowego stosunek. Może być afirmatywny, może być polemiczny, może wreszcie być jakkolwiek pośredni.

Tu gdzie żyję, na Pomorzu, żyła część moich przodków, część najbliższa, najistotniejsza i najlepiej mi znana. W ramach poszukiwań i wypraw w odległą przeszłość, trudni do umiejscowienia na genealogicznym drzewie familianci uchwytni są w okresie panowania książąt pomorskich Barnima X i Johanna Friedricha na Pomorzu Środkowym. O ich przodkach historia milczy, a przecież i oni istnieć musieli. Świadomość tego daje mi poczucie łączności z przestrzenią, w jakiej żyję. Stając chociażby na dziedzińcu Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie, wiem, że ponad czterysta lat temu zapadały tutaj decyzje dotyczące życia moich przodków. Mógłbym się tym zupełnie nie przejmować, ale wewnętrzny imperatyw, zupełnie nieracjonalny, sprawia, że ma owa świadomość dla mnie wagę niezwykłą.

Antajos, syn Posejdona i Gai, żył i odzyskiwał moc tylko gdy dotykał ziemi-matki. W pewien sposób mógłby patronować moim pasjom, gdy bowiem ja dotykam spraw Pomorza, żyję i nabieram sił. Pomijając nieszczęsne przyzwyczajenie popędliwego giganta do wyzywania każdej napotkanej osoby na zapaśniczy pojedynek, z chęcią adaptowałbym Antajosa, obok Trygława i Ormuzda, do naszego mitologicznego panoptikum.

Wracając jednak do sprawy hymnu… Przez to, że moje korzenie tkwią głębiej w Pomorzu Środkowym i w zachodniej części dzisiejszych Kaszub, nie satysfakcjonuje mnie i nie jest w stanie przekonać do siebie pieśń, która historię, tradycję i kulturę Pomorzan ujmuje w nienaturalnych dla tej krainy południkowych ramach <<Kraków – Wisła – polskie morze>>. Chciałoby się rzec: Pomorze swe widzę ogromne, tak jak rzecz ujmuje geografia, od Reknicy po Wisłę, od Noteci po Bałtyk. To tutaj, spomiędzy tych naturalnych granic, weszliśmy do historii. Stąd książę Zemuzil wyruszył do Merseburga, dzięki czemu świat zanotował po raz pierwszy miano Pomorza. W tych granicach miały miejsce dramatyczne wydarzenia, o których pisał Gall zwany Anonimem, kiedy w czasie krwawych wypraw Krzywoustego ten przyniósł nam na mieczach polską wiarę, a wtedy to Polacy sięgali po sławę, Pomorzanie bronili wolności. Tutaj, niemal w środku tej krainy, nad Odrą, panowali książęta, którzy do historii wprowadzili etnonim Kaszubi, używali go przez pół tysiąclecia w swej tytulaturze i wreszcie dali Kaszubom symbol najważniejszy, gryfa. W tych granicach powstały, uznane za najdawniejsze zabytki kaszubskiego języka, Duchowne piesnie… „niepolskiej” wszak wiary.

Ze względu na historię własnej rodziny nie potrafię pominąć powyższych – i wielu jeszcze – kontekstów w konstruowaniu swojej własnej tożsamości. Historia moja, mojej rodziny i „mojego” Pomorza to wątek ledwie w tkaninie jego wielowiekowego istnienia, ale świadomość tej wielowiekowości jest dla mnie czynnikiem nieredukowalnym.

Kolejną sprawą, z jaką miałbym problem, jest fraza „polska wiara, polska mowa”. Odwołując się znów do doświadczeń moich przodków, Pomorzan, Kaszubów, posługujących się przez wieki fluktuującym konglomeratem wendyjsko-saksońskim, który w obrębie rodziny zdołał do XX-wieku ocalić cenne resztki swej kaszubskości, określenie „polska mowa” jest zawłaszczeniem tożsamości. Etnograficzną sztuczką w służbie polityki historycznej.

Polskiej mowie życzę jak najlepiej. Polszczyznę cenię i sam staram się o nią dbać, ale zdaję sobie sprawę, że prawdziwa dbałość nie ma i nie powinna mieć w sobie nic z przymusu. Przymus ten trwał do czasu wywalczenia dla języka kaszubskiego oficjalnego potwierdzenia jego odrębności w rodzinie języków słowiańskich. Nie powinno być zatem powodów, by poczucie takiego przymusu wciąż w sobie nosić i taki przymus „zalecać”. Czy znajdujący się w zbliżonej do Kaszubów sytuacji Serbołużyczanie powinni dbać o „niemiecką wiarę” i „niemiecką mowę”? Czy dbałość o języki łużyckie i łużycką kulturę stanowi dla Republiki Federalnej Niemiec jakiekolwiek zagrożenie? Czy Walijczyk kibicujący swojej drużynie rugby i wiwatujący „Cymru am byth!” jest zagrożeniem dla Anglika?

Polszczyzna i Polacy na istnieniu kaszubszczyzny nie tracą niczego, a zyskują i utrwalają pokrewieństwo i łączność z pasjonującymi dziejami północnej części zachodniej Słowiańszczyzny. Dla Kaszubów stawka jaką jest kaszubszczyzna warta jest niebotycznie więcej.

„Polska wiara” to kolejna sztuczka. Kaszubi wyznawali i do dziś wyznają, obok „polskiej wiary” – katolicyzmu, również i „wiarę niemiecką” – protestancką. Hymn powinien raczej spajać niż dzielić, dlaczego zatem poza nawias wystawia się Kaszubów-niekatolików? Odnosząc rzecz do mojej familii, część z nich, jako sieroty po Księstwie Pomorskim, pozostawała wierna naukom Lutra. Czy ich pomorskość czy kaszubskość jest niedostateczna? Czy i o ile redukuje się moja pomorskość, kiedy otwarcie przyznaję, że jestem ateistą i „polska wiara” jest mi dość obojętna, a jako spoiwo tożsamości zupełnie zbędna?

Pozostaję przy Janie Trepczyku, który celniej naszą pomorską ojczyznę opisał, zawierając w jednym wersie „Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm!” nie tylko geograficzną, ale i dziejową jej rozpiętość. Zupełnie na marginesie chciałbym dodać, że podobnie jak do Marsza… próbowano wprowadzić pewne (oceniłbym je jako rozsądne) poprawki, tak i w pieśni Trepczyka wolałbym wspomnienie w formie „Grifitów miecz i Swiãtopôłka biôtczi”, co nadałoby jej jeszcze bardziej uniwersalnego, mierząc miarą „uniwersum pomorskiego”, charakteru.

O wspomnianym przeze mnie powyżej Antajosie pisał wspaniale Zbigniew Herbert w Królu mrówek. Cytat ten mógłbym traktować jako motto swej „pomorskości”: Można zaryzykować twierdzenie, że sensem mitu Antajosa jest przywiązanie – a więc uczucie raczej niż ideologia, dlatego zapewne niepodobna tego przekazać innym. Naprawdę bardzo trudno przekonać kogokolwiek o tym, że warto kochać ubogi kawałek ziemi, mały jak cień osła, jak cień topoli, a także rozbity dom, zrujnowane miasto nad wyschłą rzeką, słowem miejsce gdzie nas urodzono, i które nie mogło nas ani wyżywić, ani uchronić.

A jednak warto. Tu mdã dali

Adóm Hébel:

Czej jô czëjã Marsz Kaszubski, to mëslã, że mie chtos wëszarpôł mòjã pòczestnotã i mòżlëwòtã bëcô bùsznym z tegò, co më zrobilë dlô se, a nié dlô kògòs. I nawet w nôbarżi pòczestny piesnie, jaką mô bëc himn, ni ma placu chòcbë dlô naszi mòwë, jakô je zastąpionô pòlską.

Jô nie rozmiejã czemù w całim òpisywanim dzejów jô nie jem traktowóny jakno pòdmiot, czemù tim „wrogã” nie je wiedno ten, co szkòdzy kaszëbiznie, ale prosto òkreszloné karno. Pòlskô wiara téż mie jiscy, bò jakno katolëk sã czëjã zagrożony – chtos dôwô mie zygnal, że jak jô nie jem Pòlôch, tej w Kòscele dlô mie ni ma placu. Jô jakno chrzescëjón ò kòméńtérã proszã Pana Jezësa. Christus òdpòwiôdô „mòje Królewstwò nie je z tegò swiata”. Nawetka czej Apòsztolskô Stolëca sã do Wejrowa przeniese, tej katolëcëzna nie mdze kaszëbską wiarą, tak jak nie je pòlską, ani jitalską, ani meksykańską. Katolëcczi znaczi pòwszéchny, òglowi. Rozmajité nôrodë mògą rozmajice wërażiwac tã wiarã, le dërch to mdze jedna wiara.

Jô przëzéróm sã swòjim dzejóm i merkóm w nich, że terô móm prawò sebie definiowac. W dzejach nie widzã le pòpiarcô dlô jednëch, a niezgarë do drëdżich, le widzã całą bòkadosc, jakô nama je w spòsobie òstawionô. Przëstojnikóm himnu Derdowsczégò mùszã pòstawic pitanié – chto jesz mô himn jaczi na wiżawë pòdnôszô cos, co – chcemë tegò abò nié – je dzys zagróżbą dlô jegò spôdkòwiznë? Jak w Twòji głowie rodzy sã procëmstawienié i chcesz rzec „ale jak to pòlskô mòwa nama grozy, kò w Pòlsczim Państwie më mómë szkòłë ëtd.”, tej rzeczë mie – czej starszé pòkòlenié gôdô pò kaszëbskù a młodszé nié, tej w jaczim jãzëkù ti młodi gôdają? Pò ruskù? Pò miemieckù?

Jeżlë chtos pitô czemù nié Marsz Kaszëbsczi, tej pitô, czemù nie òstawic sukcesje jaką më cygniemë òd prazôczątków naji tuwò bëtnoscë, wpiąc sã w cëzą narracjã i pòzwòlëc zabëc ò tim, co naju parłãczi z 1500 latnyma dzejama. Jô òdpòwiôdóm „tu jô dali mdã starżã zemi trzimôł (…) tu mdã dali domôcëznë sã jimôł” i jô pò prôwdze wierzã i wiém, że „zajasni i nama brzôd swój dô„.

Warto, żeby jak najwięcej Kaszubów zaczęło sobie wyrabiać swoje zdanie na temat własnego hymnu i włączyło się w dyskusję o nim. Może dadzą się też poznać odczucia i wątpliwości tych, którzy uważają, że to właśnie Marsz Kaszubski jest najlepszym wyborem i pieśnią, która ma potencjał zjednoczyć, a nie podzielić. Poniżej przypominamy słowa obu hymnów.

Marsz Kaszubski

Tam gdze Wisła òd Krakòwa
W pòlsczé mòrze płënie
Pòlskô wiara, pòlskô mòwa
Nigdë nie zadżinie.

Ref.
Nigdë do zgùbë
Nie przińdą Kaszëbë,
Marsz, marsz za wrodżem!
Më trzimómë z Bòdżem.

Më z Niemcama wieczi całé
Krwawé wiedlë wòjnë.
Wòlné piesni wiedno brzmiałë
Bez górë i chòjnë.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Przëszedł Krzëżôk w twardi blasze,
Pôlił wsë i miasta,
Za to jegò cepë nasze
Grzmòcëłë lat dwasta.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Nas zawòłôł do swi rotë
Pòlsczi król Jadżełło,
Téj w niemiecczich karkach gnôtë
Trzeszczałë jaż miło.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Gdze król Kadzmiérz gnôł Krzëżôka?
Gnôł gò pòd Chònice!
Bë gò zgniotłë, jak robôka,
Kaszëbsczé kłonice.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Czej rôz naju òkrãtama
Szwedë najechalë,
Më żesmë jich kapùzama
Z Pùcka wënëkalë.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Krzëżã swiãtim przëżegnóné
Séc, seczera, kòsa,
Z tim Kaszëba w piekle stónie,
Diôbłu ùtrze nosa.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Nasz Stanisłôw Kòstka swiãti,
Co sã ù nas rodzył,
Nie dopùscy, bë zawzãti
Wróg nóm długò szkòdzył.

Ref. Nigdë do zgùbë…

Płaczą matczi nad sënama
Płaczą dzys dzewice,
Hola, jesz je Bóg nad nama
Dôł cepë, kłonice.

Ref. Nigdë do zgùbë…

***

Rodnô Zemia

Zemia Rodnô, pëszny kaszëbsczi kraju,
Òd Gduńska tu, jaż do Roztoczi bróm!
Të jes snôżô, jak kwiat rozkwitłi w maju.
Ce, Tatczëznã, jô lubòtną tu móm.

Sambòrów miecz i Swiãtopôłka biôtczi
W spòsobie Ce dlô nas ùchòwałë.
Twòje jô w przódk bëlné pòcyskóm kwiôtczi.
Òdrodë cél Kaszëbóm znôw brënie.

Tu jô dali mdã starżã zemi trzimôł,
Skądka zôczątk rodnô naj rózga mô.
Tu mdã dali domôcëznë sã jimôł
Jaż zajasni i nama brzôd swój dô.

Dzéń Pòmòrzô – Pommern-Tag – Dzień Pomorza

dzen pomorzo

Pomorze, jego nazwa, weszło do historii przy okazji pewnego spotkania. Spotkania trzech skonfliktowanych władców zachodniosłowiańskich: Brzetysława z Czech, Kazimierza z Polski i naszego pomorskiego Zemuzila, nazywanego dziś Siemysłem. Książęta spotkali się przed obliczem króla niemieckiego, Henryka III, by załagodzić wzajemne spory. Jak to później z tymi sporami było to rzecz drugorzędna. Grunt, że do spotkania doszło, Pomorze pojawiło się na kartach kronik w połączeniu z datą 24 czerwca 1046 roku, a my – Pomorzanie – mamy okazję by dzień ten świętować.

Nie w głowie nam jarmarki, msze czy akademie. Ta data napełnia nas nie patosem czy egzaltacją, lecz zwyczajną radością, zatem nie znajdujemy lepszego sposobu by to wyrazić niż wznieść w gronie przyjaciół kufle za naszą pomorską ziemię!